Dodaj do ulubionych

Tak bardzo mi przykro....

28.02.10, 19:52
Jesteśmy ponad 18 lat małzeństwem-ja 38 lat on 40.Przez lata uwazalam,że jestesmy super dobrani pod wzgledem sexu.Przez kilka pierwszych lat kochalismy niemal codzien,z biegiem czasu coraz rzadziej,az doszło do czestotliwosci raz na m-c,czasem kilka razy na m-c,ale to raczej rzadko sie zdarzało.Przez kilka lat obojgu nam to odpowiadało,ale od jakigos czasu ok.3 lat ja mam częsciej ochote na sex,od ok.roku zdarzaja mi sie takie okresy,ze przez iles dni z rzedu mysle ciagle o sexie.Zblizenia od kilku juz lat inicjuje prawie zawsze ja( m nigdy nie odmawia),m zazwyczaj wtedy jak cos wypije.Do tej pory byłam super zadowolona z jakosci zblizen,ale ostatnio widze,że mniej sie stara.Dodam,że nie jestem zaniedbana(nigdy nie paliłam,bo i taki watek ostatnio sie na forum pojawił,nie mam nadwagi,wygladam duzo młodziej niz wynika to z metryki.Zawsze starałam sie dbac o siebie;fajne ciuchy,bielizna,kosmetyki,makijaz, fryzura itd.Ostatnio w zwiazku z moim podwyzszonym libido problem się nasilił.Rozmawiałam z nim na ten temat.Usłyszałam,ze po tylu latach to juz nie jest tak podniecajaco itd.jednym slowem juz go tak nie krece,z inna (nowa) to bylby fajny sex.Okazało sie tez,że czasem denerwuje go to,ze chcę sie kochac.Niby podswiadomie o tym wszystkim wiedziałam,nie bylo to dla mnie wielkim zaskoczeniem,ale to tak bardzo boli...Jest mi tak przykro,że jestem juz tylko żona taka od codziennych spraw,matka jego dzieci,ale nie tak naprawde kobieta,której nadal pragnie....Dla mnie ta sfera jest bardzo istotna,potrzebuje tego,aby czuc ta chemie,pozadanie,bliskosc,czulosc,ze dla niego jestem w pierwszej kolejnosci własnie kobieta,a on facetem.Czuje sie naprawde podle,jakbym nagle zatracila swoja kobiecośc.Wiem,że on nikogo nie ma,ze po prostu pozadanie wygaso,znudziłam mu sie on uwaza,że to normalne,ale dla mnie to straszne,czuje,ze więdnę...jak kwiat bez wody.Czuje sie upokorzona i nieszanowana.W innych dziedzinach zycia jest ok,dogadujemy sie.Jest dobrym mezem i ojcem.Nie wiem co myslec i co robic.Postanowiłam więcej nie inicjowac zbliżen(powiedzialam mu,ze czekam na jego krok),dodam jeszcze,ze ok.trzy lata temu tez przestałam inicjowac cokolwiek i czekalam co bedzie...i nic nie bylo,po trzech m-cach znów inicjatywa wyszła ode mnie bo dłużej nie dałam rady.Nigdy nie bylam typem kobiety z zahamowaniami,w łózku wykazywałam sie inwencja,bylam otwarta na nowosci.Mąz zreszta tez.Juz wczesniej wielokrotnie dawałam mu do zrozumienia,ze kochamy sie za rzadko,ale nie bylo zadnego odzewu z jego strony...W ciągu ostatnich kilkunastu dni kochalismy sie 4 razy-oczywiście z mojej inicjatywy 9miałam tak ogromna ochote na sex,ze nie mogłam dac sobie z tym rady.Widzę jednak,ze z jego strony nie ma juz tej namietności,wszystko odbywa sie bardziej mechanicznie,nie piesci calego mojego ciala jak kiedys mu sie zdarzało,a tylko moje narządy kobiece,juz nawet o piersiach prawie zapomnial.Ciezko mi z ta swiadomoscia nudnej nie sexownej zony.I baaaardzo przykro.
Obserwuj wątek
    • mwiktorianka Re: Tak bardzo mi przykro.... 28.02.10, 20:06
      Dodam jeszcze,że czytam to forum(od niedawna) i zastanawiam sie dlaczego tak sie dzieje,że faceci z wysokim libido maja zony,ktore nie chca sexu i odwrotnie,kobiety,ktore sa wulkanami sexu trafiaja na facetów o niskich potrzebach badx takich,którzy co jakis czas potrzebuja nowej kobiety.Oczywiscie wszystko dzieje sie na przestrzeni jakiegos tam czasu i niełatwo przewidziec,ze tak sie moze stac.Mam takie odczucie,ze marnuje czas,z przeciez nie zostało mi go tak wiele,niedługo bede juz starsza pania,która wcale nie jest atrakcyjna.Wlasciwie dopiero od niedawna czuje sie w pełni rozbudzona...i niezaspokojona.
      • minusten Re: Tak bardzo mi przykro.... 28.02.10, 20:11
        Ci z podobnymi potrzebami na to forum nie trafiają.
        Podobno kobiety mają najwyższe libido około 40tki :/ Mężczyźni ok 20tki. Taki
        dowcip sobie ktoś z nas zrobił.
        Nie sądzę, żeby twój małżonek się zmienił na dłuższą metę. Albo będziesz musiała
        wytrzymać, albo znaleźć sobie kogoś na boku i tak dotrwać do tej pięćdziesiątki ;))
        • zonazdradzona Re: Tak bardzo mi przykro.... 28.02.10, 20:33
          a ja myślę, że zazdrość jest największym afrodyzjakiem
          istnieje duże prawdopodobieństwo, że gdyby poczuł się zagrożony, to
          pożądanie by wróciło
          • glamourous Re: Tak bardzo mi przykro.... 28.02.10, 20:45
            zonazdradzona napisała:

            > a ja myślę, że zazdrość jest największym afrodyzjakiem
            > istnieje duże prawdopodobieństwo, że gdyby poczuł się zagrożony, to
            > pożądanie by wróciło


            Nie kazdego to dotyczy. Sa ludzie, na ktorych zazdrosc dziala rzeczywiscie
            stymulujaco, ale sa tez niestety tacy, ktorzy na "oddech konkurencji" reaguja
            fatalnie i odwrotnie do zamierzonego celu podgrzania uczuc. Moj maz wlasnie tak
            ma. Kiedy czuje ze ma powody do zazdrosci o mnie (nie w sensie, ze jakis facet
            sie wokol mnie kreci - tylko w sensie, iz wyczuwa, ze ja tez bylabym powiedzmy
            owym panem zainteresowana) zniecheca sie, wycofuje, czuje sie po prostu
            zraniony. Wtedy natychmiast konczy sie malzenska sielanka, ktora z jego strony
            kwitnie wylacznie wtedy, kiedy czuje sie pewny moich uczuc. Kilka moich
            kolezanek rowniez potwierdzilo, ze ich facet ma podobnie. Tak ze cudotworcze
            dzialanie zazdrosci na podsycenie uczuc wcale nie jest regula.
            • zonazdradzona Re: Tak bardzo mi przykro.... 28.02.10, 22:00
              ale on już się dość mocno wycofał więc moim zdaniem można spróbować
              moim zdaniem jak facet zobaczy, że w okół jego kobiety kręcą się
              potencjalni chętni na zajęcie jego miejsca "w sypialni" a ona nie
              siedzi w kącie i nie płacze, że on jej nie chce tylko zaczyna się
              dobrze bawić to może na niego zadziałać
              oczywiście nie musi ale czy nie warto spróbować?

              jeśli zaś chodzi o obicie i rozwód z orzeczeniem o winie z powodu
              kawy z kolegą to przepraszam nie przyszło mi to do głowy:o
              • glamourous Re: Tak bardzo mi przykro.... 28.02.10, 22:40
                zonazdradzona napisała:

                > ale on już się dość mocno wycofał więc moim zdaniem można spróbować
                > moim zdaniem jak facet zobaczy, że w okół jego kobiety kręcą się
                > potencjalni chętni


                No, moze faktycznie masz racje. Reagowanie na zazdrosc poczuciem zranienia i
                wynikajacym z niego ochlodzeniem moze miec miejsce raczej tylko w zwiazkach
                gdzie jest spora bliskosc emocjonalna. Tam, gdzie poczucie zagrozenia naprawde
                boli, bo uczucia sa zywe.
                Natomiast rzeczywiscie - tam, gdzie nastapilo juz wycofanie z bliskosci i pewne
                odseparowanie emocjonalne moze istotnie taka prowokacja "na zazdrosc"
                podziala... Sprobowac nie zaszkodzi.
                • framberg Re: Tak bardzo mi przykro.... 08.03.10, 22:55
                  Raz na kilka miesięcy, i niby wam to odpowiadało. Nie sądzę, - to twoja opinia.
                  Myślę, że stworzyłaś układ prawie separacji i on nie mogąc (nie umiejąc?)
                  przełamać impasu stracił zainteresowanie do bezowocnych zabiegów. Entropia
                  działa również w układach społecznych, np. między dwojgiem. Jeśli nie
                  doładowujesz układu to zgodnie z prawami entropii rozpada się. A teraz się
                  dziwisz, że gdy wróciła ci ochota na seks to związku już nie ma.
                  Jedyne co możesz zrobić to pozytywnie go zaskoczyć wprowadzając nową jakość.
                  Trudne. Zmienić się pozytywnie, z nastawieniem na erotykę lecz nie nachalnie.
                  Te porady typu wywołanie zazdrości poprzez zainteresowanie innych są do bani.
                  Dadzą mu tylko usprawiedliwienie ostatecznej decyzji, zabolą, utwierdzą w
                  przekonaniu, że jesteś skłonna dać innym to, czego jemu odmawiałaś. Spróbujesz i
                  po tobie.
          • minusten Re: Tak bardzo mi przykro.... 28.02.10, 20:45
            albo może ją obić a potem zażądać rozwodu z orzeczeniem winy. Bądź poważna :/
            • only.easy Re: Tak bardzo mi przykro.... 01.03.10, 17:40
              jesli tak zareaguje na "prowokację" (nie mówimy o zdradzie) to przynajmniej
              będzie miała 100% pewność, że ten mężczyzna to przeszłość
    • nocnykowboj Re: Tak bardzo mi przykro.... 28.02.10, 20:27
      Kochana,tak to z tym sexem jest...podobno namiętność wypala się po 2-
      3 latach,ale pewnie to różnie bywa.U Was to i tak długo trwało ,co
      świadczy o niezłym dobraniu,ale i tak musiało się stać
      nieuchronne,wszystkie triki i rodzaje pieszczot spowszedniały.Ja
      swoja Lubą widzę raz na parę dni ,dlatego bardzo się staram jak się
      bzykamy i jest całkiem niezła namiętność,bo wiem,że na następne
      bzykanko będę musiał trochę poczekać i może tu jest przyczyna:jak
      się ma ciągle kobietę pod ręką i ciagły dostep do niej to po co się
      starać i się wysilać?zawsze można To przełożyć na kiedy indziej i po
      prostu się nie chce.
      • mwiktorianka Re: Tak bardzo mi przykro.... 28.02.10, 22:00
        Ja sobie z tego wszystkiego zdaje sprawę,ale to i tak boli i sprawia ogromną przykrość.Myśle,że rzeczywiście dobrze sie dobralismy,jeszcze m-c temu uwazałam,że jest super chociaz czegos mi brakowało.A dopiero gdy zaczełam sie nad tym głębiej zastanawiac doszłam do takich,a nie innych wnioskow i okazało sie,że nie jest dobrze.Mój problem polega na tym,ze należę do tych zon,które chca nieustannie podobac sie mężowi,potrzebuja tego.Nigdy nie przestałam o to sie starac i to w kazdej sferze tak intelektualnej jak i fizycznej.Wiem,że mu sie nadal podobam,ale nie jest to gwarancja na namietnosc przez długie lata...niestety.
    • czarownica77777 Re: Tak bardzo mi przykro.... 28.02.10, 22:38
      Rozumiem co czujesz, moje potrzeby są ogromne tłummione przez męża słowami ty
      jesteś jakaś nienormalna albo zboczona ile można itp. Znosiłam to latami i
      zawsze było mi bardzo przykro. Coś jednak pękło we mnie, pragnienie czułości,
      milości było wieksze.Teraz mam kochanka i nie żałuje już o tym pisałam tu na
      forum.Chce mi się żyć, czuję się dowartościowana. Uważam że sek jest potrzeny i
      warto o niego zabiegać.
      • mwiktorianka Re: Tak bardzo mi przykro.... 01.03.10, 17:14
        Masz racje.Ja jestem juz w takim wieku,ze nie mam czasu na czekanie,jak sie ma
        lat 20 to nie mysli się o starosci,jak sie zbliza do 40 to człowiek wie,ze pewne
        rzeczy sa juz dla niego nieosiagalne,a na inne zostało niewiele czasu,tak jest z
        sexem,za pare lat nie będe juz tak pociagajaca,nie wiem tez na jakim poziomie
        bedzie moje libido.Teraz przezywam pełnie swoich mozliwosci seksualnych,ale nie
        moge miec tego czego pragnę.To mnie bardzo denerwuje i jestem sfrustrowana.Do
        tego słowa mojego m jeszcze nasilaja moje negatywne emocje.Zawsze byłam bardzo
        wrazliwa na słowa krytyki,zle to przyjmowałam,z czasem nauczyłam sie bardziej
        luzackiego podejscia,ale teraz walcza we mnie dwie osoby ta,która sie przejmuje
        i ta która tego nie robi,jestem wewnetrznie rozdarta.
        • mwiktorianka Re: Tak bardzo mi przykro.... 01.03.10, 17:28
          Jesli chodzi o zazdrośc jak napisała żonazdradzona to mysle,że nie podziała
          chyba....Maz przed slubem był bardzo zazdrosny,a po stopniowo coraz mniej.Był
          taki czas w naszym małżenstwie,ze mąz miał swoje grono znajomych z pracy gdzie
          bywal na spotkaniach integracyjnych,wyjazdach słuzbowych co prawda rzadko bo
          rzadko,ja byłam zazdrosna nawet bardzo(choć starałam sie tego nie okazywac.Ja
          miałam w tym okresie tez grono znajomych(głównie facetów),z którymi dość
          regularnir sie spotykałam na gruncie prywatnym,były całonocne imprezy itd.Z tego
          co zaobserwowałam wynikało,ze nie jest zazdrosny i nie przeszkadza mu to.Nie
          wiem,czy byl pewny na 100% tego,że go nie zdradze,może i tak bo wie,że kieruje
          sie w zyciu pewnymi zasadami i nigdy nie przekraczam pewnej granicy.Ale co
          siedzialo mu w glowie nie wiem.
          • only.easy Re: Tak bardzo mi przykro.... 01.03.10, 17:38
            może jesteś tak dobrą żoną, że Twojemu mężowi nawet przez myśl by nie przeszło,
            że mógłby się wokół Ciebie "zakręcić" ktoś inny. Może mężczyźni jednak
            potrzebują trochę niepewności, mogą wtedy robić to do czego zostali stworzeni -
            pilnować swojej samicy. Wtedy prawdopodobnie nie byłoby problemu z sexem, bo w
            końcu bardziej cieszy to na co trzeba zapracować.
            • mwiktorianka Re: Tak bardzo mi przykro.... 01.03.10, 20:24
              Bardzo mozliwe,ze masz racje.Nieraz rozmawialismy na na temat zdrady i on wie,ze
              ja nie mogłabym zdradzic ani zdrady wybaczyc wiec musielibysmy sie rozstać.Znam
              siebie na tyle,że podejrzewam,iz nie potrafilabym juz normalnie funkcjonowac.Z
              mojej strony ta szczerośc to byl ogromny błąd,tym bardziej,że teraz nie jestem
              już tak pewna czy w poszukiwaniu utraconego poczucia kobiecosci nie
              zdecydowałabym sie na taki krok,jesli nadarzylaby sie taka okazja.Prawda jest
              taka,ze okazji i to takich powaznych jesli mozna to tak okreslic miałam juz
              kilka,niestety nie skorzystałam,a teraz troche załuje.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka