september36
22.08.10, 17:56
Małżeństwo z 12 letnim stażem, razem od lat 18. Dziecko w wieku 11 lat.
Pierwsze lata małzeństwa dosyć trudne pod względem finansowym, co niestety
odbiło się negatywnie na wzajemnych relacjach. ONA to typ spokojnej,
opanowanej osoby, ambitna, uporządkowana, ceniąca poczucie bezpieczeństwa,
którego nigdy w pełni nie zaznała. Ukończyła studia, póżniej ze względu na
brak pracy ukończyła jeszcze jeden kierunek, praca jest ale nie spełnia jej
oczekiwań i nie daje pełnej satysfakcji. ON choleryk, nieuporządkowany, nie
skończył studiów, pracuje na własny rachunek z mniejszym lub większym powodzeniem.
Pierwsze 10 lat upłynęło w miarę spokojnie, ON jednak niezadowolony z powodu
zbyt małej ilości seksu. ONA niedowartościowana również pod tym względem, choć
pewnie nie do końca tego świadoma, tak naprawdę nigdy nie poczuła jago smaku.
Po 10 latach okazuje się że ON poznał koleżankę, bratnią duszę. ONA po ok 3
latach tej znajomości odkrywa SMSy również o treści erotycznej, seksu
najprawdopodobniej nie było. Co dalej? Odzywa się w niej ukryta samica, która
chce walczyc o swoją rodzinę. Stara się ratować związek gdyż czuje taką
potrzebę, naprawdę dobry seks wybucha nagle, ONA nauczyła się inicjować, nie
czeka już na to, że ON spełni jej oczekiwania, zaczyna o nich mówć. Odkrywa w
sobie ukrytą wcześniej kobiecość w wieku 34 lat. Znajomośc z koleżanką, jak
ONA naiwnie sądziła uległa zakończeniu. Po roku "sielanki": rodzinno-łóżkowej
okazuje się, że ON pod pseudonimem nadal miał nr tamtej i sporadycznie się
kontaktowali. I tu zaczęły się schody na dobre
Totalne zawiedzione nadzieje na dalszą fajną, choć wypracowaną bliskość bo
zaufanie znowu zostało zawiedzione
Od tego czasu minął już rok a sprawa się ciągle ciągnie mimo pozornej normalności
Obecnie ma miejsce postępujący brak porozumienia i ciągłe kłótnie
Seks stracił znowu na wartości, ON pewnie nad tym ubolewa ale nie robi nic aby
to zmienić
Nie oczekuję złotych rad bo wiem, że sami musimy wypracować porozumienie,
chciałam się wyżlic bo dzisiaj po serii kłotni z serii nie wiadomo o co
spędzamy niedzielę osobno. Brakuje mi bliskości ale nie jestem pewna czy
chodzi mi wciąż o bliskość z moim mężem.Jestem w kropce i myślę o rozstaniu
coraz częściej, może jednak uda się temu zapobiec?
Dziękuję jesli ktos dotrwał do końca tej smutnej historii.
Powyższy tekst umieściłam na innym forum ale tutaj chciałabym usłyszec opinie
facetów. Czy gdyby po 10 latach przeciętnego seksu Wasza zona doznała
olśnienia ale pod wpływem zagrożenia w postaci inne kobiety to uznalibyście to
za kichę? Czy to już po prostu brak uczuć ze strony męża. On nie użył słowa
kicha ale w kłotni mi wypomniał tamte okoliczności.