nimka12
14.11.10, 23:42
Jeśli faktycznie można znaleźć tutaj poradę...
Ja i On mamy po 32 lata, dwoje dzieci, po ślubie 5 lat. Przed ślubem znaliśmy się rok. Zakochałam się w Nim bo był spokojny, wykształcony a ja od kilku lat sama i samotna.
Byłam jego pierwszą dziewczyną.
Wiadomo, nie był bożyszczem w sexie ale pokazałam mu dużo i myślałam, że jako facet posmakuje przyjemności i stanie się dobrym kochankiem.
To oczywiście w skrócie.
Teraz opiszę co jest między Nami na dzień dzisiejszy.
W ciągu dwóch lat tylko raz uprawialiśmy sex - dokładnie rok temu.
Na początku mówiłam, rozmawiałam, podsuwałam pomysły żeby np.poszedł do jakiegoś lekarza, pytałam czy może ktoś go skrzywdził w przeszłości. Jeśli się wstydzi to niech może kupi viagrę albo testosteron - może Go "popędzi".
Nic. Obiecywał,że pójdzie do lekarza - nie zrobił nic.
Potem były awantury, mówiłam, że "kobieta nie zaspokojona jest okropna"... czyli nadal uczyłam go. Nic.
Kupiłam sobie wibrator, chciałam czymś go "zagrzać" do walki o mnie. Nic.
Po roku napisałam już list bo zawsze to tylko ja gadałam a On nawet nic nie odpowiadał "po takim czasie niewspółżycia szybko mogę dostać rozwód". Nic.
sorry, po 4 mc. od listu był numerek... to było rok temu.
Na dzień dzisiejszy wygląda to tak, że mamy już osobne sypialnie, ja nie mogę na Niego patrzeć, miesiąc temu wyzwałam go od pedałów - przy dzieciach :( - nie sądzę, żeby był gejem, ale ja już jestem tak psychicznie wykończona że przestaję się kontrolować. Jestem strasznie samotna w tym związku, nie mam się do kogo przytulić ani z kim pokochać. Kochanka mogłabym szybko znaleźć ale nie bawi mnie sex w samochodzie po południu i okłamywanie dzieci, że jadę na zakupy.
Przestaję się odczuwać jako kobieta...
Jesteśmy w separacji - to też nie pomogło. Nadal mieszkamy razem, On zmywa, zajmuje się dziećmi. Kiedyś mu powiedziałam, że nie potrzebuję sprzątaczki tylko faceta. Nic.
Straszyłam też kochankiem. Nic.
Mogłabym sie poświęcić ale ... my ze sobą nie rozmawiamy bo nie mamy żadnych wspólnych tematów ani zainteresowań. Teraz jesteśmy jak obcy ludzie ... nie tak wyobrażałam sobie małżeństwo i rodzinę. Jestem załamana.
Wiem co mam robić...za 8 mc. już nie będziemy razem mieszkali, rozwiedziemy się ale to jest cholernie przykre. Najgorsze jest też to, że znajomi także mają różne problemy ale faceci robią coś jak np. poradnia małżeńska. Działają coś, starają się a tu Nic.
Nigdy nic nie zorganizował jak np. dajmy gdzieś dzieci i wyskoczmy gdzieś, porozmawiamy, zabawimy się. Nigdy.
Zawsze to ja coś organizowałam, coś robiłam, zaciągałam do łóżka, gotowałam, podstawiałam pod nos... skąd się biorą tacy faceci? Czy to jest jakaś choroba - ja już na prawdę oszalałam :(