Dodaj do ulubionych

romans z terapeutką

12.06.11, 21:54
Kilka miesięcy temu zdecydowaliśmy się z mężem na terapię małżeńską. Nie było ani tak źle, żeby się rozwodzić ani tak dobrze, żeby nie starać się poprawić.

Trafiliśmy do fajnej pani psycholog. Mąż ją wyszukał. Odwiedził aż kilka pań psycholog zanim zdecydował się powierzyć problemy naszego małżeństwa konkretnej osobie.

Terapia trochę trwała ale konflikty z mężem się nasilały. Do tego stopnia, że p. psycholog rozdzieliła terapię tak, że mąż przychodził osobno i ja osobno. Po rozpoznaniu sytuacji osobno p. psycholog powiedziała, że terapii potrzebuje tylko mój mąż i czy ja się zgadzam, żeby to on przychodził na terapię do niej, bo bez przeprowadzenia terapii męża nie mamy szans się porozumieć. Pani psycholog powiedziała, że nie gwarantuje, że związek przetrwa ale że jak mąż nauczy się rozmawiać, komunikować - z nią, ze mną, z ludźmi - to dogadamy się tak, że podejmiemy właściwą decyzję w drodze porozumienia.

Minęło trochę czasu. Widziałam, że mąż zawsze bardzo przeżywał wizyty u terapeutki. Tylko że zaczął zachwycać się, jaka terapeutka jest seksowna, jak ona wiele mu daje (za kasę!). jak pije z nią kawę, zaprasza ją na kawę. Itp. itd. w skrócie że się ze mną rozwiedzie, z nią ożeni i będzie happy.

Właśnie mi powiedział, że terapeutka mu powiedziała, że jest zupełnie zdrowy i nie potrzebuje terapii. Albo że JUŻ nie potrzebuje terapii. Ale on chce kontynuować terapię, bo tak dobrze mu się rozmawia z terapeutką.

W trakcie wspólnych spotkań, kiedy razem rozmawialiśmy z terapeutką, ona wielokrotnie upominała męża, że to ze mną ma rozmawiać a nie z nią. Że to mnie ma pytać i uważnie słuchać moich odpowiedzi a nie jej pytać co JA myślę, chcę oraz jaka jestem.

Jakoś znoszę te idiotyzmy męża. Jeżeli mój mąż sugeruje romans z terapeutką to albo chce sobie podnieść ego poprzez wzbudzenie mojej zazdrości (w końcu gdyby nie miał problemów emocjonalnych to nie trafiłby na terapię). Albo terapeutce puściły hamulce i zrobiła horrendalny błąd. Nie ma w tym mojej winy.

Mimo wszystko chcę zapytać: czy zdarza się, że terapia małżeńska skutkuje romansem z terapeutą/terapeutką?

Jakby co, to widzę, że terapia pomogła mężowi w kontaktach z innymi ludźmi. Z tego akurat się cieszę. Natomiast w wyniku terapii mąż nagle nie chce mnie tylko chce terapeutkę...
Obserwuj wątek
    • potwor_z_piccadilly Re: romans z terapeutką 12.06.11, 22:33
      Nie sadzę by ta terapeutka zainteresowała się tym twoim.
      Ona wie że to palant, a że toleruje jego umizgi, to z przyczyny tej że zna siłę nabywczą pieniądza.
      • atela Re: romans z terapeutką 12.06.11, 23:58
        Nie wierzę - chyba trollujesz ;/
        • urquhart Re: romans z terapeutką 13.06.11, 07:22
          atela napisała:
          > Nie wierzę - chyba trollujesz ;/

          Ciężko przyjąć że terapeuci, duchowni itp to też ludzie i mają swoje słabości i tęsknoty :) ?
          • urquhart Re: romans z terapeutką 13.06.11, 07:54
            Polecam poczytać jak się noga podwinęła W. Eichelbegerowi czy jezuicie W. Oszajcy. Najlepszym się zdarza że się zakochują zamiast być jedynie zimnym przewodnikiem dla tych co się zwracają do nich z problemami:
            terapeuci.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=16&Itemid=6
            tygodnik.onet.pl/32,0,59774,5,artykul.html
        • antheax Re: romans z terapeutką 13.06.11, 08:18
          Nie wierzysz, że mój mąż gada głupoty? Gada, żeby w konkretnej wymianie zdań być "na górze"

          Terapeutka była bardzo OK. Natomiast mąż nie okazawał uczuć. Nigdy do nikogo. Był jak martwy. Terapeutka to zdiagnozowała i fajnie, że pomaga. Tylko głupio, że pierwszym uczuciem, jakie mąż poczuł, była niechęć do mnie. I zachwyt terapeutką.

          Nie wiem, czy to przejściowe, czy to tylko pewien etap. Czy teraz coś się zmieni. W końcu po to poszliśmy na terapię aby coś zmienić
          • n.wataha Marazenie o romansie z terapeutką 13.06.11, 08:55
            No to trzeba było napisać, że facetowi po prostu marzy się romans z terapeutką, a nie że go ma.

            Wielce wątpliwe by jakaś terapeutka zaryzykowała utratę intratnej posadki, tylko dla tego, że jakiś pacjent się na nią napalił. Ona bardzo dobrze potrafią oddzielić pracę od sfery erotycznej, tym bardziej jeśli tyle się o tym "erotyzmie" nasłuchają.

            Psychologowie również mają problemy o podłożu psychologicznym. Dużo łatwiej pomagać innym niż samemu sobie. Czemu? Bo patrząc na problem niejako z boku i nie angażując się w niego, widzimy większe spektrum problemu i możemy zauważyć drobiazgi, które będąc zaangażowanym w sprawę, całkowicie nam umykają. A rozwiązywanie problemów z psychiką przypomina obieranie cebuli, warstwa po warstwie (mam nadzieję, że Shrek się nie obrazi za porównanie :D ).

            Znam kilka psycholożek i zawsze zastanawiałem się co robi p. psycholog, gdy ma problemy w z własną psychiką? Idzie do koleżanki czy kolegi? Bo wiem, ze same sobie jakoś pomóc nie potrafią.
            • gomory Re: Marazenie o romansie z terapeutką 14.06.11, 10:04
              Znam kilka psycholożek i zawsze zastanawiałem się co robi p. psycholog, gdy ma
              > problemy w z własną psychiką?

              Spytaj sie ich to Ci powiedza :).
              Generalnie maja obowiazek przechodzic co jakis czas superwizje ktora pomaga rozwiazywac problemy. Przypadek np. Samsona pokazuje, ze mozna sie przed tym migac i pracowac w zawodzie. Jak w kazdym ludzie sa rozni. Bywa, ze terapeuta zamiast przepracowac swoje problemy skrywa je gleboko. Zwlaszcza mlody, stawiajacy pierwsze kroki w zawodzie a potrzebujacy pracy.
              • urquhart Re: Marazenie o romansie z terapeutką 14.06.11, 10:20
                gomory napisał:
                > wiazywac problemy. Przypadek np. Samsona pokazuje, ze mozna sie przed tym migac
                > i pracowac w zawodzie. Jak w kazdym ludzie sa rozni. Bywa, ze terapeuta zamias
                > t przepracowac swoje problemy skrywa je gleboko. Zwlaszcza mlody, stawiajacy pi
                > erwsze kroki w zawodzie a potrzebujacy pracy.

                Samson miał zadziwiające innych efekty i wszyscy przymykali oko na jego problemy bo ci którzy mieli go oceniać o takiej skuteczności mogli tylko marzyć. Nawet policjanci pisali że mieli wątpliwości jak się odnieść do jego sprawy, bo przywozili mu wcześniej największych popaprańców i samobójców i tylko on sobie z nimi radził i był w stanie pomóc.
              • e.i.t.h.e.l Re: Marazenie o romansie z terapeutką 25.06.11, 14:01
                Jest tak jak piszesz. Poza tym jak terapeuta miałby iść na terapię, to raczej nie do kogoś znajomego, tylko do obcego, tak samo jak nie powinien nikogo znajomego sam na terapię brać.
          • urquhart A kto by go chciał? 13.06.11, 10:01
            antheax napisała:
            > Nie wierzysz, że mój mąż gada głupoty? Gada, żeby w konkretnej wymianie zdań by
            > ć "na górze"

            A ty Antheax nie dowierzasz że w twym facecie jest coś co mogło ująć inną kobietę?
            Na zasadzie: Mój maż? A kto by go w ogóle chciał?

            > Nie wiem, czy to przejściowe, czy to tylko pewien etap. Czy teraz coś się zmien
            > i. W końcu po to poszliśmy na terapię aby coś zmienić

            Poszliśmy coś zmienić? W nim znaczy? Spojrzałem w parę twoich postów w historii. Ty jedynie widzisz problemy w nim...
            • antheax Re: A kto by go chciał? 13.06.11, 15:18
              Mąż ma wiele zalet. Oprócz wad. Czyli normalnie. Ma i wady i zalety. W wielu sytuacjach jest OK. Na pewno może zainteresować sobą inną kobietę. Zdarzało się tak, opowiadał mi o tym, wyglądało na to, że tak było. Ale zależało mu na byciu wiernym jednej kobiecie (czyli mi) więc nie przekraczał granic małżeńskiego zobowiązania w tej kwestii

              Poszliśmy na terapię bo się razem męczyliśmy. Terapia trwa i już coś wyjaśniła. Ja odczuwam ulgę. Jest mi lżej, kiedy problemami zajmuje się jeszcze ktoś inny.

              Natomiast nie podoba mi się, że pomimo zalecenia p. psycholog, aby mąż ze mną rozmawiał, mąż nie odczuwa takiej potrzeby i nie rozmawia. Z tym zawsze była trudność. Nie chciał, nie lubił rozmawiać.

              Nie mam teraz kontroli nad terapią. Mąż robi co chce. Niepokoi mnie, co mąż ustala z terapeutką - szczególnie, że mąż wiele robi, żebym się tym zdenerwowała. Jednocześnie widzę również pozytywne efekty terapii i szanuję prawo męża do prywatności.

              Mąż wyznaje regułę, że mój brak zazdrości o niego jest dowodem braku miłości. Ja wyznaję zasadę, że mądry, kochający facet nie zdradzi i nie opuści, a głupiego nie żal.
              Więc żyję sobie spokojnie a mąż się denerwuje, że nie udaje mu się rozbudzić zazdrości

              Jak długo będzie trwała taka terapia? Kiedy sytuacja stanie się stabilna? Czy ciężka niechęć męża do mnie może się odmienić? Kiedy będziemy się cieszyć sobą i naszą sytuacją rodzinną?

              Czy ktoś ma negatywne doświadczenia z terapii małżeńskiej? Mam na myśli terapię z fajnym psychologiem/psycholożką - że pomimo starań terapeuty było gorzej
              • e.i.t.h.e.l Re: A kto by go chciał? 25.06.11, 14:07
                Dość często zdarzają się zauroczenia w terapeucie w czasie terapii. Dobry terapeuta będzie wiedział, co z tym zrobić. Natomiast Ty powinnaś powiedzieć terapeutce o swoich wątpliwościach. Ona powinna Tobie, czy wam to wyjaśnić, taka jej rola, nie powinna generować nowych nieporozumień. Najlepiej wydrukuj sobie o ten fragment i po prostu spytaj kobiety.
                > Nie mam teraz kontroli nad terapią. Mąż robi co chce. Niepokoi mnie, co mąż ust
                > ala z terapeutką - szczególnie, że mąż wiele robi, żebym się tym zdenerwowała.
                > Jednocześnie widzę również pozytywne efekty terapii i szanuję prawo męża do pry
                > watności.
                Jak długo będzie trwała taka terapia? Kiedy sytuacja stanie się stabilna? Czy c
                > iężka niechęć męża do mnie może się odmienić? Kiedy będziemy się cieszyć sobą i
                > naszą sytuacją rodzinną?
                Taki rzeczy powinno się przepracowywać na bieżąco.
          • kag73 Re: romans z terapeutką 13.06.11, 12:36
            Jak tak dalej bedzie pier...il to mu powiedz, ze ma pakowac walizke i sie wprowadzac do terapeutki!
            (przepraszam, jestem dzis w buntowniczym nastroju, ale szczerze mowiac ja bym tak wlasnie zrobila)
          • sea.sea Re: romans z terapeutką 13.06.11, 12:41
            Wpisz sobie w google "zakochanie w terapeucie" :)
            To jest częste zjawisko - wynika z tego że ten terapeuta tak słucha i rozumie wszystko i tyle uwagi poświęca - nic to, że profesjonalnie i za pieniądze, bo taki ma zawód, ale pacjent durnieje i traci dystans. Ponoć najczęściej to mija, zwłaszcza gdy terapeuta trzyma zawodowy dystans. Stąd ja bym się wstrzymała z wywalaniem męża z walizkami i zobaczyła, co dalej.
            • potwor_z_piccadilly Re: romans z terapeutką 13.06.11, 21:09
              sea.sea napisała:

              > Wpisz sobie w google "zakochanie w terapeucie" :)

              Eeee, szkoda trudu.
              Proszę bardzo.
              www.youtube.com/watch?v=EW4Q1Eas4aw
              • antheax Re: romans z terapeutką 13.06.11, 22:38
                Przypomniałeś mi o doktorze Pasikoniku ze "Sztuki kochania"!
          • druginudziarz Re: romans z terapeutką 14.06.11, 00:24
            antheax napisała:

            >
            > Terapeutka była bardzo OK. Natomiast mąż nie okazawał uczuć. Nigdy do nikogo. B
            > ył jak martwy. Terapeutka to zdiagnozowała i fajnie, że pomaga. Tylko głupio, ż
            > e pierwszym uczuciem, jakie mąż poczuł, była niechęć do mnie. I zachwyt terape
            > utką.

            Jak to "pierwsze"?
            No przecież poślubił Cie więc jakieś uczucie chyba było? A że ułomne/krótkie to już inna sprawa.

            > Nie wiem, czy to przejściowe, czy to tylko pewien etap. Czy teraz coś się zmien
            > i. W końcu po to poszliśmy na terapię aby coś zmienić

            Nie wszystko da się naprawić. Np. AK-47 nie bardzo da się przerobić na maszynę do szycia.
      • tadzik1973 Re: romans z terapeutką 25.11.18, 10:45
        chyba cos w tym jest
    • gomory Re: romans z terapeutką 13.06.11, 23:27
      Terapeuci posiadaja wiedze o tym, ze w czasie terapii dochodzi do powstania specyficznych wiezi. Powinni z superwizorem zalatwiac sprawe radzenia sobie z ewentualnymi zalotami pacjenta. Chyba nikt nie ma dylematu, ze rozwijanie relacji intymnej jest nieetyczne. Emocje do ktorych terapeuta prowokuje nazwalbym "sztucznie" wywolywanymi. Zreszta na wlasnych szkoleniach maja obowiazek zachowywac seksualna wstrzemiezliwosc, bo sami sa tak "pootwierani" emocjonalnie, ze latwo mogliby wchodzic w nowe uklady.
      Pracujacy dluzej w zawodzie ma doswiadczenie i swiadomosc, ze moze stac sie atrakcyjny dla pacjenta. Teoretycznie powienien tez byc przeszkolony w tym jak sobie z tym radzic. W kontraktach zawieranych z pacjentem na pewno nie ma nic o wspolnej milosci :-).
      Ja bym jednak obstawial, ze przezycia meza sa raczej jednostronne. Niby znane sa przypadki naduzyc w zawodzie, ale sa one jednak raczej marginalne. Kobieta jest w pracy i usilujacy romansowac facio jest raczej niefajny dla niej. Stary gada od rzeczy i tyle ;-).
      • antheax Re: romans z terapeutką 14.06.11, 11:22
        Napisałeś o specyficznych więziach podczas terapii. Na pewno powinno być zaufanie pozwalające na odkrywanie siebie przed drugą osobą. Czyli bardzo duże zaufanie. Czyli bliskość.

        A stąd już o krok od "zakochania się", fascynacji, "miłości", wdzięczności itp.

        Szukam w googlach i znalazłam, że zauroczenie terapeutą/terapeutką jest normalnym etapem
        Taki pisały na forum chore na depresję. Mąż nie był chory na depresję ale może jego reakcja na terapeutkę jest normalna?
        • misssaigon Re: romans z terapeutką 14.06.11, 18:51
          a może należałoby odwiedzić panią terapeutkę i opowiedzieć jej o "fantazjach" męża?
          w końcu to był jej pomysł, żeby terapia była indywidualna, więc niech teraz rozwiąże kwestie. W najgorszym przypadku pozostaje skarga do organizacji zawodowej, do której Terapeutka przynależy.

          Z drugiej strony, mąż zapewne chce pośrednio udowodnić, jakie efekty daje skupienie uwagi i poświecenie czasu jego osobie, a że za pieniądze?
          • antheax Re: romans z terapeutką 14.06.11, 22:25
            Kilka tygodni temu pojechałam do pani terapeutki, żeby powiedzieć jej o niepokojących sygnałach i zapytać, czy to jest pod kontrolą. Terapeutka stwierdziła, że wchodzę z butami w terapię męża, że ją obowiązuje tajemnica zawodowa i nie może mi udzielić żadnych informacji dotyczącej terapii. Potraktowała mnie jak intruza
            Ale zdążyła powiedzieć, że mąż kłamie, jakoby ona nakłaniała go do rozwodu, ponieważ jej nie wolno tego robić. Więc co do tego upewniłam się, że mąż kłamał. (Kilka tygodni temu opowiadał mi, że pani psycholog doradza mu rozwód)

            Mając tak durnego męża wolę, żeby kontynuował terapię niż sama męczyć się z jego pomysłami na życie osobiste
            • misssaigon Re: romans z terapeutką 14.06.11, 23:33
              o ile mnie pamiec nie myli to nasze prawo przewiduje, ze wlasnie zona , jako najblizsza rodzin,a ma prawo do zasiegniecia informacji o stanie zdrowia meza, otrzymania karty choroby itp itd...zatem Pani Terapeuta przeszarzowała. Coz, kazdej kobiecie, pomimo profesjonalnego przygotowania, mile sa wszelkie dowody adoracji. Nieprofesjonalne to , ale prawdziwe.
              A nie mozna by powiedziec "Żeń sie Moj Drogi, idz, niech cie przyjmie z dobrodziejstwem inwentarza"?

              Ciekawam komu pierwszemu mina zrzednie - jej czy jemu
              • kag73 Re: romans z terapeutką 14.06.11, 23:44
                A kto wie, moze pani ma glowe do interesow, widzi, ze facet na nia leci(kobiety takie rzeczy widza) i chce pociagnac troche kasy. Oczywiscie nie chce jej oskarzac o niecne zamiary..ale...wszystko jest mozliwe.
                • antheax Re: romans z terapeutką 15.06.11, 00:07
                  Mąż tłumaczy wspaniałość terapeutki inaczej: terapeutka pozwala mu być sobą, o nic nie ma pretensji. Mąż może odpowiadać albo milczeć. Jak chce. Terapeutka proponuje ale nie wymaga. Czeka.

                  Może czekać, bo to mąż płaci za ten czas.

                  Przy mnie mąż czuje się zagoniony, poganiany, pod presją codziennych problemów. Ani nie potrafi tego oddzielić ani nie radzi sobie z szanowaniem granic innych domowniów. Nie zna się na sprawach domowych i wiecznie z czymś podpada. Dzieci są od niego mądrzejsze i bardziej zaradne
                  Stopniowanie trudności dla męża nie ma racji bytu bo to dorosły facet i nie da sobą rządzić ani kierować. Pozostaje dziki wrzask i kop w doopę na terapię. A terapeutka dostosowuje poziom "zadań" do możliwości męża. Więc mąż się cieszy.

                  Mimo wszystko są efekty terapii. Ruszyliśmy omawianie (już w domu) trudnych tematów, których wcześniej nie byliśmy w stanie dźwignąć samodzielnie, bez terapeutki. Co prawda omawiamy je w atmosferze sporu ale przynajmniej w ogóle omawiamy.
                  • misssaigon Re: romans z terapeutką 15.06.11, 07:18
                    Droga A
                    jak wczesniej pisałam terapeutka jest ucielesnieniem kobiety idealnej - slucha, nic nie narzuca, nic nie wymaga, ma czas...to tak jak panienka w agencji, zrobi wszystko jesli tylko odpowiednio zaplacic. Kazda nowa kobieta to nowe lustro, w ktorym sie mozna przejrzec i zobaczyc piekniejszym i madrzejszym, jakie to pociagajace....trudno z tego zrezygnowac.

                    Problem w tym, ze w im wieksza iluzje malzonek popada, tym bardziej dolegliwe, irytujace jest to zwykle domowe, malzenskie zycie, kontrast staje sie coraz wiekszy.

                    Gratuluje cierpliwosci
                    • urquhart Re: romans z terapeutką 15.06.11, 08:12
                      misssaigon napisała:
                      > jak wczesniej pisałam terapeutka jest ucielesnieniem kobiety idealnej - slucha,
                      > nic nie narzuca, nic nie wymaga, ma czas...to tak jak panienka w agencji, zrob
                      > i wszystko jesli tylko odpowiednio zaplacic. Kazda nowa kobieta to nowe lustro,
                      > w ktorym sie mozna przejrzec i zobaczyc piekniejszym i madrzejszym, jakie to p
                      > ociagajace....trudno z tego zrezygnowac.
                      > Problem w tym, ze w im wieksza iluzje malzonek popada, tym bardziej dolegliwe,
                      > irytujace jest to zwykle domowe, malzenskie zycie, kontrast staje sie coraz wie
                      > kszy.

                      Trafiasz w sedno jak zawsze. Na co dzień kobiety tworzycie wiele iluzji, choćby makijaż. Ale czemu żona nie może być tą idealną zamiast typowo jak się facet facetowi skarży przy wódce że kiedyś byłą taka fajna i miła a zamieniła się w roszczeniową sekutnicą? Czy to takie zaskające co pisze Starowicz:
                      Gdyby małżonkowie nie zapominali o tym, że niezależnie od wieku i stażu małżeńskiego kobieta oczekuje adoracji, a mężczyzna uznania, podziwu i czułości, to wielu kryzysów można by uniknąć.
                      • antheax Re: romans z terapeutką 15.06.11, 10:15
                        Ależ mogę być tą idealną! Jakby mąż nie bałaganił w domu, jakby pomagał, dokładał wysiłków w sprawy domowe to dlaczego nie?

                        Problem, że ostatnio mąż wypowiada się, że, nie musi sprzątać ani gotować bo od tego są kobiety. Tak powiedziała mu terapeutka. I ona uwielbia gotować i zawsze ma czysto. Tak mu powiedziała, rozmawiali o tym na terapii

                        Nie opisuję mojej reakcji. Można się domyśleć

                        Początek związku był w innych warunkach. Nie do końca wiadomo było, w jakich sprawach mąż się sprawdzi a w jakich nie. Wychodzi "w praniu"
                        • misssaigon Re: romans z terapeutką 15.06.11, 20:42
                          Droga A
                          ty nie mozesz byc idealna, mozesz byc akceptowalna..tylko czy to ci wystarczy..twoj malzonek wrocajac na rodziny lono, uwaza, ze czyni wielkie wyrzeczenie, za ktore bedzie wielbiony do konca jego dni..

                          swoja droga..gdzie takie terapeutki sieja?
                          • antheax Re: romans z terapeutką 15.06.11, 21:36
                            >swoja droga..gdzie takie terapeutki sieja?

                            Mąż dłuuugo szukał...
                            • misssaigon Re: romans z terapeutką 15.06.11, 21:51
                              to tak jak w sądzie, sądzi człowiek, a nie instytucja..i czasami sie natniesz na wredna, zasuszona zolze ktora wszytkim kobitkom ma za zle ze maja mezow , a ona nie, tak i tu
                      • kag73 Re: romans z terapeutką 15.06.11, 15:49
                        Wlasnie urqu "gdyby malzonkowie...". Ci opowiadajacy koledzy mowia o wrednych zonach, ktore kiedys byly takie fajne a zapominaja powiedziec o sobie i o zmianach jakie zaszy w ich osobach i postepowaniu wobec tych zon i nie tylko.
                        Tutaj jest pies pogrzebany, niestety.
                        • kropisia Re: romans z terapeutką 23.06.11, 23:17
                          Jesli terapeutka jest profesjonalistka to nie bedzie romansu, ale troche mnie ta pani zastanawia bo:

                          a) uznala, ze tylko maz potrzebuje terapii, a przeciez w psychologii przyjmuje sie, ze gdy jeden czlonek rodziny ma problemy to "choruje" cala rodzina i przynajmniej od czasu do czasu jest jakas sesja wspolna
                          b) ze ona mu opowiada, ze lubi zajmowac sie domem i gotowac - po jakiego grzyba - przeciez to nie o jej upodobania chodzi - w konsekwecji on mowi, ze nic nie musi robic
                          • antheax Re: romans z terapeutką 24.06.11, 21:34
                            Kropisiu, właśnie dziwi mnie punkt a). Przyszliśmy na terapię razem, z intencją poprawienia jakości związku (jakbyśmy chcieli się rozwieść to od razu poszlibyśmy do sądu a nie na terapię).

                            Co do punktu b) to przecież nie wiem, czy tak faktycznie było. Może mąż chce mi dopiec i wymyśla.

                            Rzeczywiście przeszkadza mi, że p.psycholog nie widzi nas na terapii razem. Wtedy, kiedy sugerowała terapię mężowi, powiedziała, że gdybym się źle czuła z tą sytuacją to ona da mi namiar na jej koleżankę po fachu, która prowadzi terapię tą samą metodą. I one we dwie by się potem konsultowały, w razie czego. Nie potrzebuję terapii ale gdybym chciała współpracować z paniami psycholożkami to w taki sposób.

                            Wiem, ile jestem w stanie poświęcić dla drugiego człowieka. Taki cyrk sobie daruję. Nie będę wywalać kasy na drugą terapeutkę tylko dlatego, że mąż ze mną nie rozmawia! Mąż rozmawia z terapeutką A., ja rozmawiałabym z terapeutką B. a potem one by się konsultowały. To cyrk nie związek i dalej w to nie brnę
                            • roterro Re: romans z terapeutką 26.06.11, 14:47
                              Nie wiem czy maz cie nie oklamuje. Wymysla sobie rozne bzdury, a potem ci mowi ze terapeutka tak powiedziala, bo widzi, ze to na ciebie dziala. Albo moze interpretuje cos co ona mowi w taki sposob, ze jest mu to na reke, ale nie oznacza to ze naprawde ta kobieta tak mysli.

                              To rozmawianie o terapeutce jest jakies chore i ja na przyklad powiedzialabym, ze nie mam ochoty rozmawiac ani o jego terapii ani o jego terapeutce, to jego prywatna sprawa i niech sam to zalatwia. Ze sobie zycze zeby ze mna rozmawial o zwiazku ze mna, a z terapeutka o tym co dzieje sie w zwiazku z terapeutka. Bo ty nie masz zadnej szansy sprawdzic z ta osoba co ona naprawde mysli i mowi. I koniec kropka. I gdyby znowu zaczynal, mowilabym, ze nie mam ochoty o tym rozmawiac. Bo toczycie naprawde jakas strasznie dziwna gre ... nigdy nie wiesz czy to co on ci mowi to prawda, czy klamstwo, fantazja, nadinterpretacja. To on czyni z tej terapeutki jakas rywalke ciebie, ona byc moze nie ma z tym nic wspolnego.
                              • antheax Re: romans z terapeutką 26.06.11, 16:58
                                Myślę podobnie. Ale jak proszę męża, żeby przestał mówić (o terapeutce) to akurat nie przestaje... Dla mnie problemem jest komunikacja z mężem a nie terapeutka.

                                Właśnie odkrywam, że dla mojego męża rozmowa służy innemu celowi niż dla mnie. Ja rozmawiam, żeby budować bliskość. Nie waham się poruszać nawet trudnych dyskusji. A mąż traktuje rozmowę jak rywalizację. Uważa, że jak ludzie do siebie pasują to nie potrzebują rozmawiać. A tym bardziej o rzeczach trudnych. Dokładnie tak uważa: Jak ludzie do siebie pasują to rozmowa nie jest potrzebna. A jak nie pasują to rozwód.

                                Rozwód wydaje się jeszcze bardziej problematyczny niż to że z facetem nie daje się porozmawiać...
              • no_more_time Re: romans z terapeutką 27.06.11, 09:46
                Zgodnie z obowiązującymi przepisami pacjent korzystający z porady terapeuty ma prawo do szczególnej ochrony prywatności. To trochę jak relacja ze spowiednikiem i terapeuta ma obowiązek zachować w tajemnicy wszystko co usłyszy od klienta. Co więcej - nawet sąd nje może zwolnić go z tajemnicy ( art. 52 ustawy o ochronie Zdrowia Psychicznego). Gdyby terapeutka udzieliła takich informacji złamała by prawo i zasady etyki zawodowej.
    • saper_vodiczka Idzie lato - trole nisko latają 26.06.11, 15:24
      Większego steku bzdur dawno nie czytałem.
    • tetramorium Re: romans z terapeutką 26.06.11, 15:37
      To jest niemożliwe. Jesteś trollem. To żałosne, że dajecie się nabrać.
      • hilusrenalis Re: romans z terapeutką 26.06.11, 17:43
        zgadzam się. ujawnienie takiej sprawy mogłoby skutkować brakiem możliwosci wykonywania zawodu przez p.terpeutkę ( jeśli jest profesjonalistką i jest wpisana na listę) . Moja terapia małżeńska odbywała się z 2 terapeutami - kobietą i mężczyzną jednocześnie. obejmowała diagnozę problemu , ustalenie celów terapii oraz komunikację. NIe wiem do kogo chodzisz jeśli nie jesteś trollem ale nie wygląda mi to na fachowca
        • antheax Re: romans z terapeutką 26.06.11, 18:14
          Wszystko się zgadza oprócz jednego. Rozdzielając terapię P.psycholog rzeczywiście proponowała aby każde z nas chodziło do innego terapeuty. Ale byłyby to dwie terapeutki-kobiety. (czy to cokolwiek zmienia?). P. psycholog zaznaczyła jednak, że terapia ze mną nie jest konieczna ponieważ problem w komunikacji jest po stronie męża.
          Diagnoza problemu była, ustalenie celów terapii także. Tylko co do tej komunikacji miałam wątpliwości. Wydało mi się szokujące, że aż dwoje terapeutów na jedno małżeństwo.

          Dzięki, że wreszcie odezwał się ktoś, kto też zdecydował się na terapię małżeńską

          Nawet po przeczytaniu Twojego komentarza nie wyobrażam sobie współpracy z aż dwojgiem terapeutów.
          Odkrywanie prywatności przed jedną obcą osobą to heroizm. Narażanie się na to, że aż dwie osoby będą ze sobą dyskutować o mnie i mężu to dla mnie za wiele. Do takiej terapii jeszcze zdecydowanie nie dojrzałam. Może gdyby nasze problemy były trudniejsze to wtedy
          • hilusrenalis Re: romans z terapeutką 26.06.11, 20:12
            spotkania terapeutyczne odbywały się równocześnie z 2 terapeutami w jednym czasie jedno
            spotkanie 2 teraeutów 1 małżeństwo.
            terapia na nfz żeby nie było że to nasza fanaberia.
            Co do p.terapeutki wypowiadającej się poniżej - dla mnie wyscoce nieprofesjonalne jest nawiązenie relacji z pacjentem w spoósb mieszający strony - p.terapeutki oraz życia prywatnego pacjenta sugerujący romans
            Co do terapii - sporo się dowiedzieliśmy o sobie, również tego że nie jesteśmy gototwi na drastcyzne rozwiązanie. U nas sprawdzała się zasada wzajemności . wszytko robiliśmy wspólnie - generlanie duzo nam dało przejści od bo ty do my - nawet jeśli była sporna kwestia
            • hilusrenalis Re: romans z terapeutką 26.06.11, 20:22
              i jeszcze jedno - para terapeutów był mieszana. Czasami zachowywali się jaklby stali po przeciwnych stronach barykady. Czy poważne problemy - nie wiem z jakimi ludzi chodzą na terapię małżeńską. Dla mnie były wystarczjąco poważne by przekonać męża że warto. Już
              samo to że rozmwialiśmy o tym zmieniało nasze relacje.
    • aaaach Re: odpowiedź na skasowany post 26.06.11, 19:18
      Nie wiem, czy ktoś już o tym pisał, ale taka reakcja męża jest typowa i normalna - zakochanie się w terapeutce. Mija, na szczęście. Jest to efekt przeniesienia możesz poszperać, powinno być coś o tym, w sieci. Gorzej, że wraz z przeniesieniem pozytywnych emocji na terapeutkę, negatywne przeniósł na ciebie. Ale to też czasowe. Trzymaj się, wykonałaś, jak widzę ogrom pracy nad sobą, należy ci się nagroda i jestem pewna, że cię nie minie.
    • trzydziestoletnia terapeutka przy glosie 26.06.11, 19:27
      Z ciekawością przeczytałam ten wątek, jestem terapeutką i chciałabym się odnieść do niektórych kwestii. Pewna fascynacja swoim terapeutą jest w pewien sposób wpisana w proces terapii (zakochanie również i gdyby to miało wykreślać terapeutę z zawodu to zostałaby garstka, jakichś dziwolągów z trudnościami w budowaniu relacji ;) Tym co się dzieje u opisywanego pana bym się nie martwiła, raczej tym co z tym robi, wydaje się też że nieco fantazjuje (szczególnie te kawki z terapeutką czy komentarze nt jej własnego życia osobistego - to jest sprzeczne z etyką terapeutyczną).
      Terapeutka z opisu wydaje się raczej profesjonalistką (o ile nie jest prawdą to wszystko co mąż wymyśla), słusznie nie udzieliła informacji nt przebiegu terapii - tego się nie robi, nawet przed sądem należy mieć specjalne zwolnienie z tajemnicy zawodowej. Terapia NIE jest leczeniem w sensie medycznym, nie ma tu też choroby w sensie medycznym i nie działają zasady pracy medyka - to jest praca w relacji b. osobistej poruszająca intymne kwestie - nie można z tego zdawać relacji innym osobom (poza superwizorowi nadzorującemu pracę czy zespołowi terapetycznemu, z którym się pracuje). Można o tym poczytać w kodeksie etycznym psychoterapeutów (np. tu: www.synapsis.pl/Kodeks-Etyczny-Psychoterapeuty-Polskiego-Towarzystwa-Psychiatrycznego.html )
      Nie wiem jaki pomysł ma terapeutka ani w jakim nurcie pracuje, ale do mnie akurat nie bardzo przemawia metoda dwóch osobnych terapii dla każdego z małżonków, i to wzajemne konsultowanie się terapeutek - czyli coś co odbywa się za plecami osób zainteresowanych (daje to m.in. pole do manipulacji jakie czyni opisywany mąż). Tym bardziej jeśli chodzi 'tylko' o trudności męża z komunikacją (a nie np. b.głębokie sięganie do dzieciństwa czy traum), to najlepszym sposobem byłaby tradycyjna terapia małżeńska, czyli wspólne rozmowy (idealnie jeśli z małżeństwem pracuje jednocześnie dwóch terapeutów odmiennych płci).
      Ciekawa jestem czy wg terapeutki jest możliwość Twojego powrotu na terapię i dalsza wspólna praca? I jak wyglądały te konflikty, że zdecydowały o rozdzieleniu terapii? Dla profesjonalisty terapii małżeńskiej 'kłótnie', nawet ostre na sesji nie powinny stanowić problemu, wręcz przeciwnie. Teraz to tak wygląda jakbyś wysłała męża do naprawy, jak wadliwy sprzęt do serwisu ;)
      Czy jakoś Wasza sytuacja się zmieniła od ostatniego wpisu?
      Pozdrawiam



      • antheax Re: terapeutka przy glosie 26.06.11, 20:27
        Przyczyny rozdzielenia terapii były następujące:
        Żyliśmy z mężem długie lata spokojnie. Spokojnie to znaczy spokojnie ale nie do końca szczęśliwie, bo w pewnych obszarach nie było zgody tylko się tego nie ruszało.

        Na początku terapii były rozmowy, czego oczekujemy. Oczywiste: chcieliśmy różne rzeczy robić razem. Wydaje się proste. Terapeutka zdziwiona powiedziała: No to zróbcie to, co chcecie razem. Ustalone zostało, co chcemy zrobić razem (na początek). I? Jak tylko próbowaliśmy działać razem tośmy się o mało nie zabijali. Jak potem na terapii terapeutka pytała, kto jak działał i dlaczego konflikty, to rozbieżności w interpretacji tych samych zdarzeń były tak kosmiczne, że terapeutka sama nie była w stanie zorientować się, jak my naprawdę funkcjonujemy. Po paru tygodniach prób naprawy sytuacji, zachęcania nas do rozmów i wspólnego działania (z tym problemem przyszliśmy) tak bardzo staraliśmy się działać razem że doszło do ataku fizycznego (jednego na drugie). Wtedy terapeutka rozdzieliła terapię

        Po rozdzieleniu terapii w domu jest spokój. Rękoczyn okazał się jedyny w ciągu całego małżeństwa. Żyjemy spokojnie. Minusy to, że często odczuwam samotność (dlatego była terapia)

        Efekty terapii są dla mnie widoczne. Mąż jest mniej depresyjny. Ma rozmaite nastroje. Wcześniej miał tylko jeden nastrój. Okazywał tylko jedno uczucie. Teraz jest cała gama różnych odczuć i nastrojów. Dla mnie to jest ulga, bo wcześniej żyłam ze "sztuczną lalką". Jestem wrażliwą empatyczną osobą i nie obawiam się jego humorów, nawet złych - w sytuacji, gdy fizycznie jestem bezpieczna
        Tyle poprawy po stronie męża. Ale widzę poprawę w swoim życiu, nawet jak to nie ja chodzę na terapię. Zaczęliśmy się z mężem oddzielać. To bardzo ważne.

        Chodzi o pojmowanie miłości jako rezygnację z siebie. Bo inaczej mąż uważał, że to nie jest miłość. Po rezygnacji z siebie byłam nieszczęśliwa.
        Teraz to zmieniam. Część życia wspólna a część moja własna i męża własna. Zaczęłam odbudowywać siebie i to jest dla mnie radością

        Co ostatnio: wydzieliłam w domu własną przestrzeń osobistą. A jak mąż nie szanował moich rzeczy to "zaatakowałam" jego rzecz, niszcząc ją doszczętnie. I demonstracyjnie to zbagatelizowałam - tak jak on niszczył (przypadkiem i nieuwagą) moje rzeczy. Mąż dostał szoku i wydaje się, że na razie zapomniał o terapeutce. Aktualnie w domu jest miło.

        Przez czas, kiedy na terapię chodziliśmy wspólnie, konflikty i napięcie narastały tak bardzo, że obawiałam się tragedii, tzn o to, że jedno drugie ukatrupi. Uważam, że terapeutka postąpiła właściwie, rozdzielając terapie, cieszę się, że po rozdzieleniu dość szybko do domu wrócił spokój i bezpieczeństwo.

        Aha, chodzi właśnie o to, co napisałaś: Tym bardziej jeśli chodzi 'tylko' o trudności męża z komunikacją (a nie
        > np. b.głębokie sięganie do dzieciństwa czy traum),

        Chodzi właśnie o to drugie. Czyli wszystko się zgadza? Zewnętrzny problem to właśnie komunikacja. Ale podłoże jest takie, że trzeba terapii osobistej. Do której ja nie mam dostępu
        • trzydziestoletnia Re: terapeutka przy glosie 26.06.11, 20:51
          antheax napisała:

          >(..) Zewnętrzny problem to właśnie komunikacja. Ale podłoże jest takie, że trzeba terapii osobistej. Do której ja nie mam dostępu

          To co napisałaś trochę zmienia obraz sytuacji, teraz bardziej rozumiem to rozdzielenie. Mąż zajmuje się pewnie trudnymi dla siebie sprawami, które zupełnie inaczej może przerobić bez Ciebie. Ja bym to zostawiła, nie dociekała co robi na terapii. Doświadczona terapeutka pewnie sama widzi jak on na nią patrzy, to może być też materiał do pracy.

          Pozdrawiam
        • trzydziestoletnia Re: terapeutka przy glosie 28.06.11, 09:15
          Pojawiła mi się jeszcze taka refleksja z własnej działki - zakochanie w terapeutce to często najbezpieczniejszy sposób na odblokowanie swojego przeżywania - bezpieczny, bo z założenia nierealny do spełnienia, wiadomo że nic za tym raczej nie pójdzie, żaden romans ani związek - można się kochać jak w idolu z plakatu, przeżywać, fantazjować - czyli CZUĆ. Takie kochanie po spełnieniu swojej roli najczęściej ulatuje w siną dal, pozostawiając uwrażliwionego człowieka, z bardziej otwartym sercem.
          Inna sprawa to jak w tym czasie układa sobie sprawy z żoną i jak ona ma sobie z tym radzić.
          • urquhart Re: terapeutka przy glosie 02.07.11, 14:07
            trzydziestoletnia napisała:
            > u, przeżywać, fantazjować - czyli CZUĆ. Takie kochanie po spełnieniu swojej rol
            > i najczęściej ulatuje w siną dal, pozostawiając uwrażliwionego człowieka, z bar
            > dziej otwartym sercem.
            > Inna sprawa to jak w tym czasie układa sobie sprawy z żoną i jak ona ma sobie z
            > tym radzić.

            Nic tylko zazdrościć i życzyć wszystkim jak najwięcej takiego zakochania.
            Ale żeby zakochać się niezbędne są jakieś sygnały wzajemności przecież?
            Może jakiś apel zatem do terapeutek o wkład w ulepszanie świata??? :)
            • kag73 Re: terapeutka przy glosie 02.07.11, 18:05
              "Nic tylko zazdrościć i życzyć wszystkim jak najwięcej takiego zakochania.
              Ale żeby zakochać się niezbędne są jakieś sygnały wzajemności przecież?
              Może jakiś apel zatem do terapeutek o wkład w ulepszanie świata??? :) "

              he, a nie nieszczesliwej milosci, o zakochaniu sie bez wzajemnosci, nie slyszal ;)
            • trzydziestoletnia Re: terapeutka przy glosie 02.07.11, 23:45
              urquhart napisał:

              > Ale żeby zakochać się niezbędne są jakieś sygnały wzajemności przecież?

              Jak byłam nastolatką to mój wybraniec patrzył na mnie naprawdę specjalnie, uśmiechał się tylko dla mnie, a jego oczy mówiły o wielkim uczuciu - z każdego plakatu mówił do mnie o wielkiej miłości ;)

              > Może jakiś apel zatem do terapeutek o wkład w ulepszanie świata??? :)

              A co wszystkie niby robimy innego? ;>
    • joszka30 Re: romans z terapeutką 26.06.11, 20:02
      Cos co robi Twój mąz, to idealizuje terapeutkę. To sie nazywa też pozytywne przeniesienie, co często sie to zdarza na poczatku terapii, gdzie terapeuta nierzadko jest 1. ososba w zyciu, gdzie czujemy sie wysłuchani, akceptowani.
      I generalnie ja bym nie "winiła" terapeutki o jakies dziwne interwencje-, choć mozna miec wątpliwości, co do decyzji o pozostawieniu męża w terapii u niej, a nie odeslaniu go do kogos zupelnie innego, skoro to wy, jako para, byliście jej pacjentem przy pierwszym zgłoszeniu...
      ja bardziej myslę,ze to mąz Toba manipuluje i uzywa terapeutki do walki z Tobą. "Dzięki" temu mozesz np. zastanawiać się, co ta kobieta wyprawia/ mówi mu/ namawia zamiast złościc sie na niego. Żaden szanujacy sie terapeuta- ale taki z prawdziwego zdarzenia tzn. po całościowym szkoleniu psychoterapeutycznym/ pod stałą superwizja i po własnej wieloletniej terapii, nie powie wprost pacjentowi co ma robić, czyli np. sugerowac rozwodu... To Twoj mąz uzywa terapeutki do walki z Tobą, tylko nie wprost, ale tak pośrednio. Manipuluje. bardziej widziałbym to jako problem męża- jak on używa relacji terepeutycznych do wzbudzania Twej niepewnosci/zazdrości, choć pewnei zdarza się, ze terapeuci tez przekraczają granice i romanse tez pewnei bywają..Moze dla symetrii warto żebys jednak i Ty skorzystała z pomocy psychologicznej?

    • iazon Re: romans z terapeutką 27.06.11, 08:55
      "Natomiast w wyniku terapii mąż nagle nie chce mnie tylko chce terapeutkę..."
      -Posłuchaj uważnie dlaczego!
      • n.wataha Re: romans z terapeutką 27.06.11, 12:27
        azon napisał:

        > "Natomiast w wyniku terapii mąż nagle nie chce mnie tylko chce terapeutkę..."

        No bo ma problemy z psychiką, więc bardziej niż innych potrzebuje terapeutki :D
        Ale na poważnie, czyż żaden mężczyzna nie chciałby mieć w domu żony-pielęgniarki?
        Tak samo ten facet wyidealizował sobie terapeutkę. Ale do czasu aż zacznie mu zadawać niewygodne pytania i wyciągać głęboko poukrywane brudy.
    • kod_matrixa Doświadczony pacjent 25.01.18, 22:27
      Nie wierz w żadne dyrdymały‚ którymi z pewnością mąż Cię raczy typu "przeniesienie" itp bzdety.

      Miałem do czynienia z wieloma psychoterapeutkami i żadna z nich nie zachowywała się niejednoznacznie... no właśnie oprócz tej jednej‚ w której zakochałem się. Jak śmiem twierdzić z wzajemnością. I mam tak już ponad 8 lat (!) I nie musiałem do tego zwierzać się z czegoś szczególnego.

      Nie wiem z jak bardzo intymnych rzeczy musiałbym się zwierzać i nie wiem co by musiała dla mnie robić jakaś psychoterapeutka to jeśli nie było by "chemii" to nie ma szans żeby coś poczuć głębszego.

      W psychologii przez niektórych słusznie zwanej pseudonauką pokutuje od groma pseudonaukowych paradygmatów. "Przeniesienie" jest jednym z nich. Jeśli w ogóle występuje to jest bardzo sfetyszyzowanym pojęciem.

      Prawdą jest że faktycznie często dochodzi do takich damsko-męskich relacji lecz wyjaśnienie jest bardziej prozaiczne i nie wymaga specjalnie odkrywania Ameryki ani mnożenia bytów ponad miarę wg zasady Okhama.

      Najzwyczajniej w świecie psychoterapeuci i pacjenci to bardzo zbliżony target. Ludzie nacechowanie empatią‚ wrażliwością o podobnych systemach wartości. Oddziały psychiatryczne na ogół pękają w szwach od takiej grupy pacjentów.

      Czy potrzeba więcej żeby poznać kogoś i zakochać się??? To jest wręcz naturalne środowisko dla obu stron.

      Statystyka wskazuje że najbardziej trafne diagnozy są te najbardziej banalne.
      • weselszy Re: Doświadczony pacjent 07.04.18, 16:33
        Interesujące. Przeniesienie i przeciwprzeniesienie to bardzo ciekawe pojęcia, chociaż to drugie trochę nieudanie nazwali.
        • kod_matrixa Re: Doświadczony pacjent 30.10.18, 10:14
          > Interesujące. Przeniesienie i przeciwprzeniesienie to bardzo ciekawe pojęcia, chociaż to drugie trochę nieudanie nazwali.


          W tej dziedzinie mało co jest udane.
    • obrotowy romans z terapeutką - wal na temat: 30.10.18, 11:01
      i na czym stanelo ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka