yoko0202
19.06.11, 23:13
na fali moich przemyśleń odnośnie wątku na FM:
forum.gazeta.pl/forum/w,150,126116018,126116018,bez_hamulcow.html
[sorry, link pewnie nie wejdzie, bo nie umiem wklejać :) ]
tak sobie myślę, że w zasadzie nie wiem o co chodzi z sexem jednorazowym – tzn. jednorazowy przeżyłam raz [było tak marnie, że spieprzałam stamtąd jak najszybciej], a kilka sytuacji, które były spontaniczne [czyli w zasadzie miały być w sumie jednorazowe] jakoś wyszły tak fajnie, że była powtórka, albo i kolejna, albo i kilkanaście kolejnych – z tej prostej przyczyny, że ja to chyba leniwa jestem i jak wiem, że tu mam dobrze to nie chce mi się latać po mieście i szukać szczęścia, oczywiście nie rozmawiamy w ogóle o jakiejś strzale amora, zaangażowaniu, romansach itp. tylko po prostu o chcicy i fajnym seksie.
pytanie więc do bardziej oblatanych w temacie – czy Waszym zdaniem w przygodnym seksie ekscytować ma najbardziej sam fakt, że to jest jednorazowo i dlatego tak fajnie? I z tego względu, nawet jak jest bosko, to nie ma kontynuacji, bo z założenia bardziej podnieca fakt jednorazowej przygody, niż sam obiekt, z którym się seksimy?
p.s. wklejony wątek może średnio na pierwszy rzut oka związany z tematem - choć można w zasadzie przyjąć taką teorię, że tam jedna strona po prostu odcięła się od tematu, mimo że było naprawdę fajnie, i to jest mniej więcej to, czego ja nie rozumiem :)