Dodaj do ulubionych

odgrywanie orgazmów

12.06.12, 12:04
Dlaczego kobietę udającą w łóżku orgazmy uważa się za "oszustkę"? Skoro kobieta wciela się w stereotypową seksualną rolę kobiecą wypromowaną przez filmy porno (żeby sprawić swojemu mężczyźnie przyjemność), jest oczywiste że swój występ zakończy tak jak panie z filmów - spazmując, wijąc się, jęcząc czy co tam jeszcze - najlepiej w chwili orgazmu partnera. Brak takiego zakończenia czyniłby całą zabawę nieco bezsensowną.
Każdy mężczyzna wie chyba, że porno to fikcja i jeśli partnerka godzi się na odgrywanie porno - to w ten sposób może się podniecić, odczuć radość z dawania przyjemności, ale nie osiągnąć zaspokojenie seksualne. Trzeba być jakimś niedoekukowanym wieloletnim koniobijem, żeby dać się nabrać na te "spazmy".
Mężczyzna powinien nagrodzić udany występ sprawieniem satysfakcji partnerce, a nie dziwić się, że ona "nie doszła" - lub co gorsza oskarżać ją o oszustwo.
Obserwuj wątek
    • kutuzow Women might be able to fake orgasms.... 12.06.12, 12:13
      "Women might be able to fake orgasms, but men can fake whole relationships"

      a tak na serio to pewnie dlatego że prowadzi to potem do takich historii:
      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,136213178,136213178,Udawany_orgazm.html
      • twojabogini Re: Women might be able to fake orgasms.... 12.06.12, 12:30
        Czytałam ten wątek i właśnie to on natchnął mnie do refleksji nad udawaniem orgazmów w kategorii oszustwa. Kobieta odgrywało porno - bo w braku seksualnej edukacji sądziła, że tak wygląda seks. Odgrywała - co logiczne - całościowo. W tym, że wszystko jest okej utwierdzała ją reakcja partnera - był zadowolony i uważał, że ona również powinna być zadowolona (czyli on też nie był wyedukowany). Kobieta przez jakiś czas sądziła więc, że to z nią jest coś nie tak. Odkryła jednak, że istniej inny seks, że są rzeczy które mogą sprawić jej satysfakcję. Dotąd jest okej.
        Ale...kobieta zaczęła informować partnera o swoich potrzebach, a on je ignorował - w zasadzie stawiając ultimatum - albo przeżywa satysfakcję seksualną na jego warunkach "normalnie", albo wcale. Tu już nie jest okej. Brak edukacji i czerpanie wzorców z porno jako z materiałów edukacyjnych jest w naszym kraju powszechne, trudno kogoś za to winić. Ale olewanie partnera, uznawanie, że tylko jeden własny model seksu jest właściwy, niechęć do zaangażowania się w sprawienie satysfakcji partnerce? Tym bardziej obwinianie partnerki za to, że starała się jak najlepiej dostosować do oczekiwań partnera - czyli między innymi odgrywała orgazmy (w zestawie takich zachowań jest też np. oral lub anal - część kobiet tego nie lubi i nie sprawia im to satysfakcji, ale godzą się "dla partnera", bardzo często kobiety godzą się na penetrację, gdy nie są jeszcze gotowe - również dla partnera, im stosunek i tak nie przyniesie satysfakcji, są wtedy stroną dająca przyjemność - czy ktoś zarzuca im kłamstwo, nieszczerość?).
        Kobieta odgrywając rolę porno w tym "orgazm" - gra a nie oszukuje.
        • kutuzow Przykład pt "Facet wręcza Ci kwiaty"... 12.06.12, 13:16
          twojabogini napisała:

          historię tamtego postu pomijam tutaj, ponieważ ja zupełnie inaczej ją odebrałem. Nie ma co zaśmiecać tutaj nowego wątku.

          > ...czyli między innymi odgrywała o
          > rgazmy (w zestawie takich zachowań jest też np. oral lub anal - część kobiet te
          > go nie lubi i nie sprawia im to satysfakcji, ale godzą się "dla partnera", bard
          > zo często kobiety godzą się na penetrację, gdy nie są jeszcze gotowe - również
          > dla partnera, im stosunek i tak nie przyniesie satysfakcji, są wtedy stroną daj
          > ąca przyjemność - czy ktoś zarzuca im kłamstwo, nieszczerość?).
          > Kobieta odgrywając rolę porno w tym "orgazm" - gra a nie oszukuje.

          temat jest skomplikowany. gdzie znajduje się granicą między tym co "naturalne" a tym co jest "oszustwem". Podałąś kilka ciekawych przykładów "kobiecych" (np. zgoda na oral anal, udawanie orgazmu) pozwól że przedstawię Ci jeden przykład "męski" w kilku odsłonach. Sama pewnie zobaczysz różnicę. Tak na prawdę zdarzenia oceniamy po intencjach, których często nie widać od razu (wychodzą dopiero potem z czasem), a nie po samym fakcie.

          Przykład to wręczanie kwiatków przez faceta jego nowej dziewczynie. Czyli coś jak najbardziej miłego i sympatycznego.
          Jak byś się poczuła w poszczególnych sytuacjach:
          - facet wręcza Ci kwiaty, bo liczy na to że Twój dobry nastrój zwiększy szanse na seks
          - facet wręcza Ci kwiaty, ponieważ wie że Ty ich oczekujesz i wspominałaś o tym kilkukrotnie jak bardzo lubisz np. żółte tulipany (choć dla niego to kwiaty mogłyby nie istnieć -uważa że to strata kasy, ale skoro Tobie zależy to się wykosztował).
          - facet wręcza Ci kwiaty, udaje romantycznego, chce zapomnieć jednocześnie o poprzedniej wielkiej miłości z która się rozstał 2 miesiące wcześniej.
          - facet wręcza Ci kwiaty, bo ma coś na sumieniu (np. jedno-nocną przygodę) i chce w ten sposób "odkupić" winę
          - facet wręcza Ci kwiaty ponieważ jest w Tobie zakochany po uszy i chcę Ci przez to pokazać jak bardzo ważna jesteś dla niego.

          Jak widzisz jedno zdarzenie pt. wręczenie kwiatów, a tyle różnych okoliczności w tle, które jak przyznasz totalnie zmieniają wydźwięk tego zdarzenia. Czyż nie?

          Wg mnie z taką zgodą na oral, anal itp może być podobnie. Może iść za tym wyrachowanie (dobra partia), strach przed odrzuceniem, brak doświadczenia i lęk czy dorówna ona poprzedniej partnerce, chęć bycia bardziej "na czasie" i pewnie jeszcze wiele innych powodów.

          Moim (męskim) zdaniem udawanie orgazmu jest złe. Nawet jeśli ma mile pieścić ego faceta jako kochanka, to poza wprowadzaniem w błąd w czasie rozpoznawania co dana kobieta lubi i co na nią działa, jest niczym "sweet lies" kłamstwo/komplement. Jasne, że miło jest gdy kochanka ma orgazm, lecz życie to nie je bajka i duży chłopiec powinien wiedzieć, że czasami brak orgazmu nie od niego zależy (bo miała słaby nastrój i nie mogła się skoncentrować itp). Nie zawsze jest to więc jego wina i "porażka" w roli kochanka.
          Jeśli ma się fajny związek i można z nim rozmawiać szczerze o nastroju, odczuciu itp, to lepiej być szczerym niż "słodzić". Czasami bowiem można się obudzić gdy jest już za późno i nie ma odwrotu do świata bez gry i udawania.
          • hello-kitty2 Re: Przykład pt "Ona nigdy nie ma ograzmu" 12.06.12, 13:53
            kutuzow napisał:

            Jasne, że miło jest gdy kochanka ma orgazm, lecz życie to nie je bajka i d
            > uży chłopiec powinien wiedzieć, że czasami brak orgazmu nie od niego zależy (bo
            > miała słaby nastrój i nie mogła się skoncentrować itp). Nie zawsze jest to wię
            > c jego wina i "porażka" w roli kochanka.

            Kutuzow mam pytanie. Znalam kobiete aktywna seksualnie, ktora miala wiecej niz jednego partnera i z zadnym nie miala orgazmu (prawdopodobnie udawala). Atrakcyjna uwodzicielka, kochajaca dziewczyna. Zalozmy ze jest twoja partnerka, kochacie sie jak chcesz i kiedy chcesz, ona rowniez inicjuje seks, ale nigdy nie ma orgazmu i nie udaje (zgodnie z twoim zyczeniem). Co robisz w takim wypadku? Reagujesz jakos? Po jakim czasie? Czy to na ciebie jakos wplywa?
            • kutuzow Re: Przykład pt "Ona nigdy nie ma ograzmu" 12.06.12, 14:25
              hello-kitty2 napisała:

              > Kutuzow mam pytanie. Znalam kobiete aktywna seksualnie, ktora miala wiecej niz
              > jednego partnera i z zadnym nie miala orgazmu (prawdopodobnie udawala). Atrakcy
              > jna uwodzicielka, kochajaca dziewczyna. Zalozmy ze jest twoja partnerka, kochac
              > ie sie jak chcesz i kiedy chcesz, ona rowniez inicjuje seks, ale nigdy nie ma o
              > rgazmu i nie udaje (zgodnie z twoim zyczeniem). Co robisz w takim wypadku? Reag
              > ujesz jakos? Po jakim czasie? Czy to na ciebie jakos wplywa?

              Kitty --> Odpowiedź jest skomplikowana. Na moje odczucie co do podanego przez Ciebie przykładu wpływałoby bardzo wiele czynników. Zakładając że nie jest to jeden z wielu związków (gdzie łatwo pogodzić się z porażką i odejść), tylko związek na którym mi BARDZO zależy, to chciałbym wiedzieć co jest przyczyną tego stanu rzeczy.
              Czy to:
              - niedopasowanie chemiczne (układu odpornościowego obu organizmów)
              - niedopasowanie fizyczne (wielkość/grubość/technika itp)
              - problem emocjonalny (np. jakaś forma braku poczucia bezpieczeństwa w tym związku, lub jeszcze zbyt płytka więź)
              - problem psychiczny (molestowanie, gwałt itp)
              - problem medyczny, brak odpowiednio mocnych bodźców (czytałem kiedyś że np. wszczepienie implantu lub tłuszczu w jakimś konkretnym miejscu powodowało zwiększenie odczuć przez kobiety)
              to te które mi przyszły na szybko do głowy. Pewnie jest ich sporo więcej.

              Starałbym się analizować poszczególne pozycje z listy, tak aby znaleźć powód takiego stanu rzeczy. Gdyby dało się go rozwiązać, to super. Nawet jeśli miałoby to trwać długo. Chodzi mi tutaj o rozwiązanie jakiekolwiek. tj jeśli okazałoby się że ta partnerka nie ma orgazmów w czasie stosunku, ale np. stymulacja jakimiś zabawkami, lub np. masaż relaksujący ze stymulacją np. piersi potrafi doprowadzić ją do orgazmu, to wtedy tylko pytanie do niej -czy jej to wystarczy jeśli nawzajem dawalibyśmy sobie przyjemność w różny sposób.

              Jeśli zaś problem byłby nie do przeskoczenia w żaden sposób (np. niedopasowanie układów odpornościowych -jeśli dobrze pamiętam to chyba skrót MHC) to wtedy raczej pora na męską rozmowę i rozstanie.

              Nie widzę bowiem sensu w "męczeniu" drugiej strony związkiem w którym nie ma pełnej satysfakcji erotycznej. To trochę tak jak facet wybiera "w miarę" fajną pannę, (bo ta akurat reaguje na jego podryw), a nie tą za którą szaleje i która bardzo mu sie podoba. Mogą żyć długo i szczęśliwie, ale fajerwerków nie ma. W tym drugim wariancie byłby bardziej szczęśliwy. Podobnie tutaj uważałbym że z innym facetem (który będzie bardziej do niej pasował) ta konkretna dziewczyna będzie bardziej szczęśliwa. Nie widzę bowiem powodu który usprawiedliwiałby brak satysfakcji w życiu erotycznym w związku.
              • hello-kitty2 Re: Przykład pt "Ona nigdy nie ma ograzmu" 12.06.12, 15:14
                kutuzow napisał:


                > Jeśli zaś problem byłby nie do przeskoczenia w żaden sposób (np. niedopasowanie
                > układów odpornościowych -jeśli dobrze pamiętam to chyba skrót MHC) to wtedy ra
                > czej pora na męską rozmowę i rozstanie.
                >
                > Nie widzę bowiem sensu w "męczeniu" drugiej strony związkiem w którym nie ma pe
                > łnej satysfakcji erotycznej. (...) Nie widzę bowiem powodu który usprawiedliwiałby brak s
                > atysfakcji w życiu erotycznym w związku.

                Kutuzow krotko: nie zaakceptowal bys partnerki, ktora nie przezywalaby z toba orgazmow (nigdy, niezaleznie od sposobu doprowadzania), chocby byla idealem (w tym dawala dupy jak chcesz i kiedy chcesz) i tym sposobem odpowiedziales na pytanie DLACZEGO KOBIETY UDAJA ORGAZM.

                Bo dlaczego maja spotykac sie z brakiem akceptacji, narazac sie na przykre rozmowy i dochodzenia powodow ich braku orgazmownosci, ryzykowac utrate partnera, zwiazku, rodziny, kwiatow, wsparcia, milosci, szczescia i wszystkiego co tam jest dla nich wazne, tylko z powodu braku jakis tam paru sekund szczytowania, bo sam seks moze byc dla nich przeciez przyjemny, a orgazmu nie wiedza dlaczego nie maja i chocby bardzo chcialy to nie da sie, a poza tym nie ma pewnosci, ze ten kolejny parner wniesie w tym temacie jakas zmiane.

                Gdy orgazm nie nadchodzi to nieudawanie sie zwyczajnie nie oplaca. Za duzo jest do stracenia (jesli dla mezczyzny orgazm kobiety wazny jest).

                Potem mozna rozszerzac temat czy kobieta raz na jakis czas dochodzi, czy to wystarczajaco duzo, czy jesli dochodzi tylko w okreslonej pozycji czy w okreslony sposob to czy chce ci sie ta sama pozycje czy ten sam sposob klepac w nieskonczonosc przez X lat, ect, ect.
                • anty-cialo Re: Przykład pt "Ona nigdy nie ma ograzmu" 12.06.12, 15:23
                  Pytanie dlaczego kobieta ma na siłę trzymać się faceta z obsesją orgazmu. Związek, rodzina itd się z dnia na dzień nie rodzą.
                  • abrigado Re: Przykład pt "Ona nigdy nie ma ograzmu" 12.06.12, 15:33
                    no i włąsnie palnęłaś

                    to jest mniej wiecej tak jakby rozpatrując faceta impotenta napisać : "dlaczego facet ma na siłę trzymać się kobiety z obsesją wielkiego członka. Związ
                    > ek, rodzina itd się z dnia na dzień nie rodzą."
                    • anty-cialo Re: Przykład pt "Ona nigdy nie ma ograzmu" 12.06.12, 15:37
                      Rozszerz ten przykład, bo nie łapię
                      • anty-cialo Obsesja orgazmu - uzupełnienie 12.06.12, 16:05
                        Aha, obsesja jest wtedy kiedy orgazm musi być tak jak filmie bo przecież on widział i zna się. To o czym pisał Kutuzow obsesją orgazmu dla mnie nie jest. Jak kobieta zacznie udawać, to odbiera sobie możliwość odróżnienia w miarę wcześnie faceta z obsesją od faceta szczerze zainteresowanego jakością seksu. Może lepiej zrezygnować zanim się zabrnie w dzieci, wspólny majątek i przemożną niechęć do partnera.
                        • sea.sea Re: Obsesja orgazmu - uzupełnienie 12.06.12, 16:12
                          Ale nawet facet jak to nazywasz nie mający obsesji ale szczerze zainteresowany jakością seksu i tak może kopnąć nieorgazmującą panią w dupę - vide Kutuzow - w imię wspólnego dobra, obopólnej satysfakcji z seksu i z życzeniem, żeby sobie znalazła tego ideała, który jej owe orgazmy da.

                          I ta nieorgazmująca może się tak do menopauzy bujać od jednego dbającego o obopólną satysfakcję z seksu, do drugiego. Bo nie sądzę, żeby istniały tłumy facetów chętnych na superkochankę, która robi wszystko, ale ma tylko ten jeden malutki feler, że za cholerę nie ma orgazmu.
                          • kag73 Re: Obsesja orgazmu - uzupełnienie 12.06.12, 16:15
                            No a moze by tak jak w tej bajce dac kobiecie zadecydowac czy chce trwac, bo zadowolona czy szukac dalej.
                            Poza tym nie trzeba udawac orgazmu, mozna zwyczajnie go nie miec, duza szansa, ze polowa facetow sie nie zorientuje/zainteresuje :)
                          • abrigado Re: Obsesja orgazmu - uzupełnienie 12.06.12, 16:18
                            Bo nie sądzę, żeby istniały tłumy facetó
                            > w chętnych na superkochankę, która robi wszystko, ale ma tylko ten jeden malutk
                            > i feler, że za cholerę nie ma orgazmu.

                            pozamienaiłaś się na głowy??? przeicez te tłumy uprzedmiotowiających facetów o niczym innym nie marzą.

                            a wiesz jakim zwolnieniem z odpowiedizalności za efekt jest tkaa partnerka ?
                            • sea.sea Re: Obsesja orgazmu - uzupełnienie 12.06.12, 16:33
                              Chyba Ty się pozamieniałeś :P

                              Z moich obserwacji wynika, że damskie orgazmy mają wybitnie pozytywny wpływ na ego faceta, nawet tych uprzedmiatawiających. Fejkowane, czy realne, grunt żeby fajnie wyglądały. Bo to jest podniecający widok i w dodatku pan się czuje supermenem, że jakiż z niego ogier. I dlatego, jak pani nie ma orgazmu i nie chce go udawać, to w wielu przypadkach się kończy rumakowanie.
                              • kutuzow Re: Obsesja orgazmu - uzupełnienie 12.06.12, 16:43
                                sea.sea napisała:

                                >
                                >I dlatego, jak pani nie ma orgazmu i nie chce go
                                > udawać, to w wielu przypadkach się kończy rumakowanie.

                                Czy uważasz, że jak Pani nie ma orgazmu ,to wszystko jest OK? Można uznać to za idealne dopasowanie pod kątem erotycznym?

                                Czy może jednak brak orgazmu był czymś normalnym w XIX wieku (polecam film "Histeria"), a w czasach Cosmo raczej naturalne jest podejście "orgazm na 101 sposobów".
                                • sea.sea Re: Obsesja orgazmu - uzupełnienie 12.06.12, 16:52
                                  Kitty pytała o kobietę, która nie ma orgazmów nigdy z nikim, never ever. A nie z tym jednym, czyli z hipotetycznym Tobą.

                                  Jakby miała z połową miasta, a z Tobą nie, to faktycznie można mówić o niedopasowaniu.

                                  Ale mówimy o sytuacji, gdzie pani już wypróbowała paru i żaden nie podołał. Bo tak. Powodów może być gazylion. Jak rozumiem powinna wypróbować pół miasta, jednego po drugim, a nuż się w końcu uda?

                                  Ja się absolutnie nie dziwię mężczyznom, którym damski orgazm jest do szczęścia potrzebny.

                                  Ale też się nie dziwię kobietom, które nie mają siły tłumaczyć, próbować, frustrować się i dawać dupy połowie miasta żeby wypróbować, czy któryś aby na pewno nie będzie dopasowany i udają - dla świętego spokoju i dla utrzymania związku.
                                  • kutuzow Re: Obsesja orgazmu - uzupełnienie 12.06.12, 17:13
                                    sea.sea napisała:

                                    > Ale mówimy o sytuacji, gdzie pani już wypróbowała paru i żaden nie podołał. Bo
                                    > tak. Powodów może być gazylion. Jak rozumiem powinna wypróbować pół miasta, jed
                                    > nego po drugim, a nuż się w końcu uda?

                                    Sea --> jeśli mówimy tutaj o anorgazmii, to warto zaznaczyć że jest to CHOROBA. To nie jest "zwykły" przypadek. Jak w przypadku innych chorób warto może sprawdzić co jest przyczyną i próbować to zmienić.
                                    Zerknij choćby na ten link:
                                    mediweb.pl/diseases/wyswietl_d.php?id=115
                                    • zyg_zyg_zyg Re: Obsesja orgazmu - uzupełnienie 12.06.12, 17:23
                                      Nie choroba, a zaburzenie. W zalinkowanym przez Ciebie artykule jako jedną z przyczyn anorgazmii podano niechęć do partnera - czy to zaliczasz do "zwykłych przypadków"?
                                      • kutuzow anorgazmia pierwotna 12.06.12, 17:35
                                        zyg_zyg_zyg napisała:

                                        > Nie choroba, a zaburzenie. W zalinkowanym przez Ciebie artykule jako jedną z pr
                                        > zyczyn anorgazmii podano niechęć do partnera - czy to zaliczasz do "zwykłych pr
                                        > zypadków"?

                                        W poprzednim poście ustaliliśmy:
                                        "sea.sea napisała:
                                        > Ale mówimy o sytuacji, gdzie pani już wypróbowała paru i żaden nie podołał."

                                        czyli zawężamy problem do anorgazmii pierwotnej.
                                        Poza tym chyba sama przyznasz, że jeśli powodem anorgazmii jest "niechęć do partnera" to tym bardziej wskazane jest zmienić tego partnera na innego -takiego który nie będzie budził niechęci.

                                        Całość dyskusji przypomina mi tutaj dyskusję z odchudzaniem. Poruszysz temat i zaraz dyskusja skupia się na tych kilku procentach ludzi chorych (tarczyca. hormony) zupełnie pomijając całą główną grupę ludzi zdrowych którzy problem mają bo nic z tym nie robią.
                                        • sea.sea Re: anorgazmia pierwotna 12.06.12, 17:52
                                          Ale zauważ, że jeszcze są przypadki, gdy kobieta ma orgazm, ale np tylko przy jakiejś określonej stymulacji, np oralnej.
                                          A partnerowi jest do szczęścia potrzebne, żeby miała koniecznie przy stosunku.
                                          A nie wszystkie mogą w trakcie stosunku, nawet z pobudzaniem łechtaczki, z przyczyn różnych.

                                          Już nie wspomnę o też nierzadkich przypadkach, gdzie kobieta orgazm miewa. Ale nie zawsze.
                                          Jak partner jest z gatunku tych, co od razu zaczyna drążyć "a dlaczego dziś nie miałaś?" i brać to do siebie, to stanowczo prościej jest udać raz czy drugi, żeby potem nie wysłuchiwać miauczenia. Owszem, można edukować, ale jeśli partner podchodzi do kwestii ambicjonalnie i emocjonalnie, to niekoniecznie do niego dotrze.

                                          Bo nie sądzę, żeby istniała terapia która sprawi, że dana kobieta będzie mogła w każdej pozycji, zawsze i wszędzie :]
                                          • kutuzow ale ale ale 12.06.12, 18:01
                                            sea.sea napisała:
                                            > Ale zauważ, że jeszcze są przypadki, gdy kobieta ma orgazm, ale np tylko przy j
                                            > akiejś określonej stymulacji, np oralnej.
                                            > A partnerowi jest do szczęścia potrzebne, żeby miała koniecznie przy stosunku.
                                            > A nie wszystkie mogą w trakcie stosunku, nawet z pobudzaniem łechtaczki, z przy
                                            > czyn różnych.

                                            Rozmawialiśmy o BRAKU orgazmu a nie o tym że raz jest a raz nie.
                                            Dla mnie to normalne że NIE ZAWSZE partnerka ma orgazm i nie przy każdej stymulacji.
                                            także sorry ale nie podejmuje wątku pt" partner potrzebuje orgazmu pochwowego dla swego ego" bo tego nie rozumiem.

                                            Mam takie wrażenie, że jak zawęziliśmy problem do kilku/kilkunastu procent która to grupa ma anorgazmie pierwotną, to nagle Wy kobiety przestraszyłyście się, że dyskusja idzie w złą stronę (ciężko bronić twierdzenia że facet powinien być z kobietą która cierpi na zaburzenie/chorobę bez próby leczenia tego stanu) to pojawiają się nagle wersje "rozszerzające" problem:
                                            " że jeszcze są przypadki, gdy kobieta ma orgazm, ale np tylko przy j
                                            > akiejś określonej stymulacji, np oralnej.
                                            ...
                                            > Już nie wspomnę o też nierzadkich przypadkach, gdzie kobieta orgazm miewa. Ale
                                            > nie zawsze.

                                            • kutuzow Do Sea.sea (wyjaśnienie) 12.06.12, 18:19
                                              Chyba troche źle odebrałem Twój post.
                                              wróciłem do tego wątku i przeczytałem Twoje bardzo dobre posty:
                                              forum.gazeta.pl/forum/w,15128,135311665,135311665,start_bez_erekcji.html
                                              Troszkę "z rozpędu" doszukałem się tutaj w tym wątku jakiegoś doszukiwania się winy facetów.

                                              Żeby nie było wątpliwości, osobiście nie mam nic przeciw innej formie osiągania orgazmu przez kobietę niż w czasie penetracji. Ważne jest jednak żeby miała ona tą satysfakcję (uzyskaną w ten lub inny sposób) ponieważ bez tego wcześniej czy później zacznie się problem .
                                            • sea.sea Re: ale ale ale 12.06.12, 18:44
                                              Temat jest o udawaniu orgazmu. Na co, po co, dlaczego i czy to zawsze bez sensu i czy to złe kobiety są ;)

                                              Było o paniach, co nie mają tylko z jednym panem. Ustaliliśmy, że w takim przypadku udawanie się mija z sensem, lepiej znaleźć takiego, co będzie pasował. Się zgadzam.

                                              Było o paniach, co nie mają w ogóle. Ustaliliśmy, że mają szansę na wyleczenie tego zaburzenia.Się zgadzam, też odhaczone.

                                              Zabrałam się więc za trzecią grupkę, która udaje, bo miewają orgazmy, ale nie takie które by satysfakcjonowały partnera - bo jak dla mnie, to dwie poprzednie odptaszkowaliśmy :)
                                              • kutuzow Re: ale ale ale 13.06.12, 10:46
                                                sea.sea napisała:

                                                Skoro w dwóch punktach mamy podobne odczucia, zabieram się zatem za ten trzeci:

                                                > Zabrałam się więc za trzecią grupkę, która udaje, bo miewają orgazmy, ale nie t
                                                > akie które by satysfakcjonowały partnera - bo jak dla mnie, to dwie poprzednie
                                                > odptaszkowaliśmy :)

                                                Wg mnie tutaj to partnerka powinna podjąć działanie. Jeśli nie pomoże próba jakiejś "edukacji" partnera i nadal będzie żył schematami z porno, to niestety ale to ona powinna odejść. On nie widzi problemu (w sobie), więc prędzej ją zdradzi (szukając potwierdzenia swego przeświadczenia o wyższości orgazmu pochwowego nad łechtaczkowym) niż odejdzie. Także wg mnie tutaj piłeczka jest po jej stronie. Próbuje zmienić/wyedukować, pomaga -super. Jak nie pomaga to zostawiam gościa (szkoda zdrowia).
                                        • zyg_zyg_zyg Re: anorgazmia pierwotna 12.06.12, 19:37
                                          > Poza tym chyba sama przyznasz, że jeśli powodem anorgazmii jest "niechęć do par
                                          > tnera" to tym bardziej wskazane jest zmienić tego partnera na innego -takiego k
                                          > tóry nie będzie budził niechęci.

                                          Różne rzeczy mogą być wskazane w przypadku "niechęci do partnera". Zmiana jego, oczywiście. Ale czasem wystarczy zmienić sposób komunikacji - i np. zamiast hodować urazy, ukręcać im łeb w zarodku. A czasem wystarczy powiedzieć partnerowi, żeby umył pindola przed seksem i po niechęci... :-)

                                          Jedną kwestię chciałabym wyjaśnić. Absolutnie nie twierdzę, że mężczyzna powinien być z kobietą, która nie ma orgazmu. Podobnie do Sea sea nie widzę nic złego w potrzebie potwierdzenia swojej atrakcyjności i zdolności seksualnych orgazmem partnerki. I podobnie do Sea sea nie dziwę się kobietom, które udają, żeby nie stracić mężczyzny. Choć sama nigdy tego nie zrobiłam i mam nadzieję, nie zrobię, bo uważam że ten patent - jak każda nieuczciwość - ma krótkie nóżki.
                                      • kutuzow Zaburzenie vs Zaburzenie -pytanie do Kitty 12.06.12, 17:38
                                        zyg_zyg_zyg napisała:

                                        > Nie choroba, a zaburzenie.

                                        Wychodząc od tego co napisała zyg_zyg_zyg ciekawy jestem Kitty czy byłabyś z facetem który miałby zaburzenie erekcji. W obu przypadkach mamy zaburzenia (erekcji vs anorgazmia), oba przypadki wpływają ja odczuwalną jakość życia erotycznego, oba wpływają na ego/poczucie wartości drugiej strony. Oba są widoczne (jeśli przyjmiemy wersję że kobieta nie udaje orgazmu).
                                        Czy byłabyś z takim facetem?

                    • urquhart Re: Przykład pt "Ona nigdy nie ma ograzmu" 12.06.12, 16:02
                      abrigado napisał:
                      > no i włąsnie palnęłaś
                      > to jest mniej wiecej tak jakby rozpatrując faceta impotenta napisać : "dlaczego
                      > facet ma na siłę trzymać się kobiety z obsesją wielkiego członka. Związ

                      Mało osób się się nad tym zastanwia jak jest oczywiste: Jak ona ma oczekiwania to jest po prostu wybredna i wymagająco, a jak on ma jakieś oczekiwania to opresyjnie uprzedmiotawia kobiety
                • kutuzow Sytuacja odwrotna -On nie ma orgazmu 12.06.12, 16:37
                  hello-kitty2 napisała:

                  Kitty - chyba nie chcesz mi sprzedać tezy że kobietom nie zależy na jakości seksu i altruistycznie udają seks tylko po to żeby partner był zadowolony?
                  Jakoś nie wierzę w bajkę o tym że kobieta bez orgazmu jest szcześliwa w długim okresie czasu (porównując do takiej która długo orgazmu nie miała, ale w końcu jej się udało go uzyskać).

                  Zerknij na linkowany tu wcześniej wątek przypadku który pieknie ukazuje to co opisujesz:

                  " Ponieważ ja nigdy takiego orgazmu nie mogłam osiągnąć, myślałam, że to ze mną jest coś nie tak, że jestem oziębła i udawałam. Przez całe lata udawałam orgazm i nigdy nie osiągnęłam go ze swoim partnerem. Sama osiągam go szybko i bez problemu... Obecnie nasze małżeństwo przechodzi ogromny kryzys, już 2 razy było blisko rozwodu. Praktycznie przestaliśmy ze sobą sypiać."
                  forum.gazeta.pl/forum/w,15128,136213178,136213178,Udawany_orgazm.html
                  Jak widzisz udawanie że nie ma problemu jeszcze nikomu nie wyszło na dobre -prędzej czy później to się mści. Dlatego ja wolę jasne sytuacje. Jest szansa na znalezienie przyczyn i ew naprawę problemu z brakiem orgazmu (chyba zgodzisz się że to także jeśli nie przede wszystkim leży w interesie kobiety), jeśli po wyczerpaniu dostępnych opcji problem nadal istnieje -wtedy lepiej sie poddać niż cieszyć się że jest co najwyżej dobrze, zamiast fenomenalnie.

                  > Kutuzow krotko: nie zaakceptowal bys partnerki, ktora nie przezywalaby z toba o
                  > rgazmow (nigdy, niezaleznie od sposobu doprowadzania), chocby byla idealem (w t
                  > ym dawala dupy jak chcesz i kiedy chcesz) i tym sposobem odpowiedziales na pyta
                  > nie DLACZEGO KOBIETY UDAJA ORGAZM.

                  To, że partnerka nie przeżywa ze mną orgazmu (ze mną - jest tu kluczowe) wg mnie świadczy o tym że coś jest nie tak w tym związku. Coś jej nie odpowiada we mnie. Chyba zgodzisz się z tym wnioskiem?

                  Odwróć sytuacje -poznajesz gościa, który erekcje ma, ale mimo penetracji nie kończy w Tobie*. Mówi że było super, ale widzisz że nie do końca. Godzisz się na to, czy jednak najpierw zaczynasz drążyć temat a potem (jeśli nie potrafisz tego zmienić) rozstajesz się z nim?

                  * bo np. jest przyzwyczajony do znacznie mocniejszych bodźców np. w czasie masturbacji.

                  • zyg_zyg_zyg Re: Sytuacja odwrotna -On nie ma orgazmu 12.06.12, 16:43
                    > To, że partnerka nie przeżywa ze mną orgazmu (ze mną - jest tu kluczowe) wg mni
                    > e świadczy o tym że coś jest nie tak w tym związku. Coś jej nie odpowiada we mn
                    > ie. Chyba zgodzisz się z tym wnioskiem?

                    Ja się nie zgodzę. Przyczyny anorgazmii mogą być zupełnie niezależne od partnera.
                    • kutuzow Re: Sytuacja odwrotna -On nie ma orgazmu 12.06.12, 16:45
                      zyg_zyg_zyg napisała:

                      > Ja się nie zgodzę. Przyczyny anorgazmii mogą być zupełnie niezależne od partner
                      > a.

                      Pytanie tylko jaki procent populacji cierpi na anorgazmie, a w jakim procencie jest to wynik niedopasowania (pod katem fizycznym, psychicznym czy też emocjonalnym).?


              • that.bitch.is.sick kutuzow pełna zgoda 12.06.12, 23:55
                kutuzow napisał:

                > Nie widzę bowiem sensu w "męczeniu" drugiej strony związkiem w którym nie ma pe
                > łnej satysfakcji erotycznej. To trochę tak jak facet wybiera "w miarę" fajną pa
                > nnę, (bo ta akurat reaguje na jego podryw), a nie tą za którą szaleje i która b
                > ardzo mu sie podoba. Mogą żyć długo i szczęśliwie, ale fajerwerków nie ma. W ty
                > m drugim wariancie byłby bardziej szczęśliwy. Podobnie tutaj uważałbym że z inn
                > ym facetem (który będzie bardziej do niej pasował) ta konkretna dziewczyna będz
                > ie bardziej szczęśliwa. Nie widzę bowiem powodu który usprawiedliwiałby brak s
                > atysfakcji w życiu erotycznym w związku.

                Zgoda kutuzow tym razem. Kobiety które uważają że orgazm jest mniej ważny niż związek, a jęki i spazmy są fikcją, to kobiety:

                a)niedoświadczone
                b)seksualnie zablokowane
                c)takie które nie spotkały odpowiedniego partnera i myślą żę to co mają teraz to wszystko co mieć mogą
                d)nie mające takiej dynamiki napięcia seksualnego jak mężczyźni
                e)feministycznie spaczone, czyt. zamknięte na porozumienie erotyczne z mężczyzną
                f)które nie przeżyły orgazmu pochwowego, lub śmiem twierdzić że generalnie orgazmu podczas stosunku

                To tyle, dziękuję za uwagę.
              • arronia Re: Przykład pt "Ona nigdy nie ma ograzmu" 14.06.12, 17:07
                > Jeśli zaś problem byłby nie do przeskoczenia w żaden sposób (np. niedopasowanie
                > układów odpornościowych -jeśli dobrze pamiętam to chyba skrót MHC) to wtedy ra
                > czej pora na męską rozmowę i rozstanie.

                A jak planowałbyś odróżnić, czy problemem jest MHC czy co innego?Jak byś oddzielił niedopasowanie genetyczne od innych problemów?
                To znaczy niekoniecznie diagnoza jest ważna (grunt, że zapadła jakaś decyzja), ale mogłaby być jakąś wskazówką na przyszłość. Jeśli problemem były geny, trzeba po prostu poszukać bardziej pasujących. Jeżeli problemem jest co innego - rozpoznać co.
        • anty-cialo Re: Women might be able to fake orgasms.... 12.06.12, 14:30
          Jak mawiają starzy Indianie: nie rób komuś dobrze żeby nie było ci źle

          > atysfakcji partnerce? Tym bardziej obwinianie partnerki za to, że starała się j
          > ak najlepiej dostosować do oczekiwań partnera - czyli między innymi odgrywała o
          > rgazmy (w zestawie takich zachowań jest też np. oral lub anal - część kobiet te
          > go nie lubi i nie sprawia im to satysfakcji, ale godzą się "dla partnera", bard
          > zo często kobiety godzą się na penetrację, gdy nie są jeszcze gotowe - również
          > dla partnera, im stosunek i tak nie przyniesie satysfakcji, są wtedy stroną daj
          > ąca przyjemność - czy ktoś zarzuca im kłamstwo, nieszczerość?).
        • q-ku udawanie pasuje burakom i szkodzi fajnym facetom 20.07.12, 15:45
          sensownemu facetowi zależy na tym by naprawdę sprawiać satysfakcję kobiecie - i byłoby mu przykro gdyby się dowiedział że jest oszukiwany - bo to nie o to chodzi
          natomiast prostak i egoista będzie zadowolony z usług
          ===
          żeby było jasne - uważam że to działa także u kobiet....
          kobieta otrzymująca satysfakcję ze strony uważnego partnera wcale się nie wysila by się odpłacić
          wierzcie, wiem co piszę
    • urquhart Trzeba być jakimś niedoekukowanym koniobijem... 12.06.12, 14:20
      twojabogini napisała:
      > wciela się w stereotypową seksualną rolę kobiecą wypromowaną przez filmy porno
      > (żeby sprawić swojemu mężczyźnie przyjemność), jest oczywiste że swój występ z
      > akończy tak jak panie z filmów - spazmując, wijąc się, jęcząc czy co tam jeszcz
      > e - najlepiej w chwili orgazmu partnera. Brak takiego zakończenia czyniłby całą
      > zabawę nieco bezsensowną.(...)
      > Każdy mężczyzna wie chyba, że porno to fikcja i jeśli partnerka godzi się na od
      > grywanie porno - to w ten sposób może się podniecić, odczuć radość z dawania pr
      > zyjemności, ale nie osiągnąć zaspokojenie seksualne. Trzeba być jakimś niedoeku
      > kowanym wieloletnim koniobijem, żeby dać się nabrać na te "spazmy".


      Ale jazda...
      Masz pierszego niewyedukowanego który sie zgłasza że się nabrał. To ja :)
      A to dobre, a więc prawisz spazmowanie, wicie się, jęki, przewracanie białkami oczu, skurcze, rzucanie się to ponofikcja z a może jeszcze dodasz zaczerwienienie dekoldu?
      Bo mi sie wydawało że jest odwrotnie...
      -----
      • hello-kitty2 Re: Przyklad pt."On ma orgazm ale..." 12.06.12, 15:54
        Zeby podkrecic temat dodam od siebie, ze moj byly, wieloletni partner tez byl "oszustem", bo chociaz mial ograzm to nie spazmowal, nie wyl, nie przewracal bialkami, nie rzucal sie i w ogole nie bylo zadnej reacji (?). Beznadzieja.

        Kutuzow, Urqu, Abrigado wy takich podstawowych bledow nie popelniacie, prawda? Co tam macie w repertuarze? :)
        • abrigado Re: Przyklad pt."On ma orgazm ale..." 12.06.12, 15:56
          mnie puszczają zwieracze- cięzko podrobić taki efekt ;P
        • kag73 Re: Przyklad pt."On ma orgazm ale..." 12.06.12, 16:04
          No, co Ty kitty, od prawdziwego mezczyzny oczekujesz, zeby teatr odstawial ;)
        • kutuzow Re: Przyklad pt."On ma orgazm ale..." 12.06.12, 16:23
          hello-kitty2 napisała:
          > Zeby podkrecic temat dodam od siebie, ze moj byly, wieloletni partner tez byl "
          > oszustem", bo chociaz mial ograzm to nie spazmowal, nie wyl, nie przewracal bia
          > lkami, nie rzucal sie i w ogole nie bylo zadnej reacji (?).

          Kitty > strasznie spłycasz temat pod potrzebę potwierdzenia z góry przyjętej przez siebie tezy.
          Na prawdę nie widzisz różnicy w osiągnięciu orgazmu przez typowego faceta (wyłączam magów od seksu transcendentalnego co to mogą mieć kilka orgazmów) który ma WYTRYSK (słowo klucz), od orgazmu kobiety?
          My nie potrzebujemy tych spazmów żeby było widać że finiszujemy. Jeśli nie wierzysz zerknij na kilka filmików z kategorii Facial lub Bukkake.
    • urquhart teoria spiskowa o porno-orgazmach 12.06.12, 17:05
      twojabogini napisała:
      > Każdy mężczyzna wie chyba, że porno to fikcja i jeśli partnerka godzi się na od
      > grywanie porno - to w ten sposób może się podniecić, odczuć radość z dawania pr
      > zyjemności, ale nie osiągnąć zaspokojenie seksualne. Trzeba być jakimś niedoeku
      > kowanym wieloletnim koniobijem, żeby dać się nabrać na te "spazmy".
      > Mężczyzna powinien nagrodzić udany występ sprawieniem satysfakcji partnerce, a
      > nie dziwić się, że ona "nie doszła" - lub co gorsza oskarżać ją o oszustwo.

      Niezależnie co robię zawodowo czy prywatnie staram się otaczać i współpracować z ludźmi którzy robią to co robia z pasją i entuzjazmem jezeli jest tylko wybór.
      Kobiety które przeżywają orgazm w widowiskowy sposób intensyfikuja wrażenia partnera i są bardzo w cenie.
      Te które je jedynie podrabiają czy są gorsze od tych które podrabiają naturalne długie i gęste włosy podczepianymi czy przełużają rzęsy czy zakładaja push-upy?
      Oczywiście że kobiety przeżywaja orgazm na rózne sposoby, mają różnej wielkości biusty, a mężczyźni mają różną twardość i czas erekcji i objętość wytrysku i długość członka. A że jedno budzi zachwyt i wrażenie a inne rozczarowanie...
      Natomiast sugerowanie że spektakularna pasja przeżywania kobiecego orgazmu to jedynie pornofikcja, to żałosna projekcja, które przypomina mi wątki w których kiedych jedna z drugą sugerowały że przyjemność z wytrysku na twarz, połykania spermy jak i orgazmy z penetracji analnej to porno bzdury. I wtedy znalazły sie tu lokalne aktywistki które skompromitowały teorie spiskowe że one tak maja i lubią naturalnie, niezależnie od pornosów :)
      • twojabogini Re: teoria spiskowa o porno-orgazmach 15.06.12, 13:54
        urquhart napisał:

        > Natomiast sugerowanie że spektakularna pasja przeżywania kobiecego orgazmu to j
        > edynie pornofikcja,

        Pornofikcją jest, że mężczyzna wyjmie wacka machnie nim parę razy i od tego kobieta dostanie spektakularnego orgazmu. Kobiety, które udają orgazm bardzo często mają partnerów którzy w taka pornofikcję wierzą, mało tego - kobiety również w to wierzą i myślą, że coś z nimi nie tak.

        Co do przezywania orgazmu - to sprawa bardzo indywidualna. Nie wiem jak u kobiet, nie miałam zbyt wielu, ale jeśli chodzi o mężczyzn - różnice są ogromne. Oczekiwanie partnera, że kobieta przeżyje orgazm jak z filmu jest więc również nieco głupie. To tak jakbym oczekiwała, że każdy mój partner będzie wydawał podczas orgazmu te cudowne gardłowe dźwięki, które uwielbiam. A widowiskowo - nie zawsze oznacza - jak na filmie.
    • that.bitch.is.sick Re: odgrywanie orgazmów 12.06.12, 23:46
      twojabogini napisała:

      > Każdy mężczyzna wie chyba, że porno to fikcja i jeśli partnerka godzi się na od
      > grywanie porno - to w ten sposób może się podniecić, odczuć radość z dawania pr
      > zyjemności, ale nie osiągnąć zaspokojenie seksualne. Trzeba być jakimś niedoeku
      > kowanym wieloletnim koniobijem, żeby dać się nabrać na te "spazmy".
      > Mężczyzna powinien nagrodzić udany występ sprawieniem satysfakcji partnerce, a
      > nie dziwić się, że ona "nie doszła" - lub co gorsza oskarżać ją o oszustwo.

      Co z tym porno znowu. Może czas skończyć z popularną mitologią. Pod jakim względem to fikcja? Jeśli ktoś jest zimny jak syberia, to musi od razu po sobie sądzić? Porno jest udawane, ale seks taki jak w porno? oj muszę zmartwić boginię, zdarza się w realu. Anal i jęki rozkoszy z ust kobiety, też się zdarzają. Dziwne, co nie? Ostrego rżnięcia ktoś nie przeżył z odpowiednio wyposażonym kochankiem oj, widocznie nie przeżył. Sorry ale jęki i spazmy nie wydobywają się z kobiecych gardeł tylko podczas orgazmu:)!
      Jakoś ciężko niektórym zaakceptować, że są kobiety które nie łączą seksu z przeżyciami emocjonalnymi i wieczorem przy świecach z ukochanym(który spełnia odpowiednie kryteria społeczne). I że bywa u kobiety tak duże podniecenie i emocje spowodowane seksem, że sam fakt może powodować utratę kontroli nad wydawanymi dźwiękami.


      She don't care what kind of wounds she's inflicted on me
      She don't care what color bruises that she's leavin' on me
      'Cuz she's got freedom in the 21st century
      • urquhart Re: odgrywanie orgazmów 13.06.12, 00:19
        Z tego co pamiętam z tantry, oddech i wyrażane emocji przez głośny orgazm to podstawa u kobiet , a ciche orgazmy świadczą o kontroli i zablokowaniu i tylko częściowym jego przeżywaniu.
        Może wiec porno reżyserzy czerpią z wiedzy starożytnych? :)
        • hello-kitty2 Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 13.06.12, 03:03
          Kutuzow - ja cie lubie, jestes uporzadkowany, poukladany, dokladny, szczery, grasz fair, masz jasne, wyrazne poglady, precyzyjnie sie wyrazasz, jestes ksiegowym? :) ALE

          "To, że partnerka nie przeżywa ze mną orgazmu (ze mną - jest tu kluczowe) wg mnie świadczy o tym że coś jest nie tak w tym związku. Coś jej nie odpowiada we mnie. Chyba zgodzisz się z tym wnioskiem?"

          To slodkie Kutuzow, ale za duzo bierzesz na siebie :) Bierzesz za duza odpowiedzialnosc na swoje barki.

          "Odwróć sytuacje -poznajesz gościa, który erekcje ma, ale mimo penetracji nie kończy w Tobie*. Mówi że było super, ale widzisz że nie do końca. Godzisz się na to, czy jednak najpierw zaczynasz drążyć temat a potem (jeśli nie potrafisz tego zmienić) rozstajesz się z nim?

          * bo np. jest przyzwyczajony do znacznie mocniejszych bodźców np. w czasie masturbacji."

          Bylam dokladnie w takim zwiazku przez trzy lata. Facet nigdy we mnie nie skonczyl, chyba nie mogl, nie wiem na pewno, po moim orgazmie chcial zebym mu pozowala w wyluzdanych pozach nago, zebym tanczyla, zeby mogl skonczyc sam. Pozowalam. Nigdy nie myslalam, ze cos nie do konca jest tak, jak powinno (dlaczego mialabym tak myslec?), nigdy nie drazylam tematu, spelnialam sie w tym ukladzie, bardzo :) Zdarzalo sie, ze faceci nie konczyli w ogole, niedosyt tez fajny jest. Nigdy nie pytalam dlaczego.

          "Wychodząc od tego co napisała zyg_zyg_zyg ciekawy jestem Kitty czy byłabyś z facetem który miałby zaburzenie erekcji. W obu przypadkach mamy zaburzenia (erekcji vs anorgazmia), oba przypadki wpływają ja odczuwalną jakość życia erotycznego, oba wpływają na ego/poczucie wartości drugiej strony. Oba są widoczne (jeśli przyjmiemy wersję że kobieta nie udaje orgazmu).
          Czy byłabyś z takim facetem?"

          Nie, bo orgazm mozna udac a erekcji nie :) A mnie potrzebny jest seks.

          "chyba nie chcesz mi sprzedać tezy że kobietom nie zależy na jakości seksu i altruistycznie udają seks tylko po to żeby partner był zadowolony?
          Jakoś nie wierzę w bajkę o tym że kobieta bez orgazmu jest szcześliwa w długim okresie czasu (porównując do takiej która długo orgazmu nie miała, ale w końcu jej się udało go uzyskać)."

          Wszystkie twoje pytania prowokuja tylko jedna odpowiedz: Kutuzow, a po co ludzie uprawiaja seks? Chcesz powiedziec, ze tyle zachodu wylacznie dla wlasnego orgazmu? Orgazm mozna zapewnic sobie bardzo szybko samemu przeciez, to po cholere caly ten seks? :)

          "strasznie spłycasz temat pod potrzebę potwierdzenia z góry przyjętej przez siebie tezy.
          Na prawdę nie widzisz różnicy w osiągnięciu orgazmu przez typowego faceta (wyłączam magów od seksu transcendentalnego co to mogą mieć kilka orgazmów) który ma WYTRYSK (słowo klucz), od orgazmu kobiety?
          My nie potrzebujemy tych spazmów żeby było widać że finiszujemy."

          Nie splycilam. Chcialam podkreslic, ze sprawa formy finiszu u partnera jest wylacznie kwestia naszych upodoban, ktore przeksztalcaja sie w oczekiwania. Przyklad: ja widze ze finiszujesz. sorry to mi nie wystarczy, chce zebys jeczal glosno, bo wlasnie TAK mi sie podoba, nie inaczej!

          Mam nadzieje, ze odpowiedzialam na wszystkie pytania. Respekt za uporzadkowanie :)

          ps. kiedys pisales ze byles za grzeczny, prawda? Jestes pewny, ze nadal nie jestes :)




          • selfmademan tutaj nikt nie udawał - wszyscy przeżyli orgazm :) 13.06.12, 09:04
            www.youtube.com/watch?v=vdR67Kzxba4&feature=related
            nikt nie udawał, ani single, ani mężatki, ani ojcowie, ani geje - jedno wielkie JEEEEST !
            ;) ;)
          • kutuzow Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 13.06.12, 11:29
            hello-kitty2 napisała:

            > Kutuzow - ja cie lubie, jestes uporzadkowany, poukladany, dokladny, szczery, gr
            > asz fair, masz jasne, wyrazne poglady, precyzyjnie sie wyrazasz, jestes ksiegow
            > ym? :) ALE

            Kitty -widzę że zmyliło Cię moje czystej informacji. Na co dzień najbliższy kontakt z księgowym mam wtedy gdy podpisuję fakturę za paliwo na stacji benzynowej (raczej bym poszedł w stronę IT i uporządkowanej analizy informacji).

            >To, że partnerka nie przeżywa ze mną orgazmu (ze mną - jest tu kluczowe) wg mn
            > ie świadczy o tym że coś jest nie tak w tym związku. Coś jej nie odpowiada we m
            > nie. Chyba zgodzisz się z tym wnioskiem?"

            Tutaj się nie zrozumieliśmy. Nie chodziło mi o odbieranie tego personalnie, tylko o podział na anorgazmie pierwotną (nigdy z żadnym) i wtórną (tylko z tym konkretnym).

            > Bylam dokladnie w takim zwiazku przez trzy lata. Facet nigdy we mnie nie skoncz
            > yl, chyba nie mogl, nie wiem na pewno, po moim orgazmie chcial zebym mu pozowal
            > a w wyluzdanych pozach nago, zebym tanczyla, zeby mogl skonczyc sam. Pozowalam.

            Jak widzisz nie jest do fundament do budowania stabilnego związku (na lat kilkanaście kilkadziesiąt). Poza tym śmiem twierdzić, że gdybyś go kochała, to zależałoby Ci także na jego jak największym szczęściu. Pewnie byś zaczęła drążyć czemu tak jest. Raczej nie traktowałaś go jako swej "drugiej połówki". Czyż nie?


            > Nie, bo orgazm mozna udac a erekcji nie :) A mnie potrzebny jest seks.
            Po pierwsze osobnik z problemami z erekcją (raz ma raz nie) też może uprawiać seks z Tobą. Nie mówiłem tutaj o impotencie. Poza tym w czasie problemów może on nadrabiać pieszczotami (np oral). Jestem jednak pewien (czytając wcześniejsze Twe wypowiedzi) że odbierałabyś to osobiście, sprawdzając czy to Ty tak na niego działasz, czy ogólnie tak ma: vide:

            "Przerabialam z facetem w przeszlosc brak erekcji (tak ze nie dalo sie prezerwatywy zalozyc). Po zakonczeniu romansu urzymywalam z nim kontakt emailowo - smsowy tak dlugo, zeby sie dowiedziec sie jak mu sie ulozy z kolejna partnerka."
            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,136320710,136334847,Re_jeszcze_o_klopotach_z_erekcja.html
            > Wszystkie twoje pytania prowokuja tylko jedna odpowiedz: Kutuzow, a po co ludzi
            > e uprawiaja seks? Chcesz powiedziec, ze tyle zachodu wylacznie dla wlasnego org
            > azmu? Orgazm mozna zapewnic sobie bardzo szybko samemu przeciez, to po cholere
            > caly ten seks? :)

            To pomijam bo i tak wyszła długa odpowiedź, a krótko opisać się tego nie da.


            > Nie splycilam. Chcialam podkreslic, ze sprawa formy finiszu u partnera jest wyl
            > acznie kwestia naszych upodoban,

            Forma finiszu owszem, ale sam fakt czy ten finisz nastąpił to już trochę bardziej skomplikowana sprawa.


            > ps. kiedys pisales ze byles za grzeczny, prawda? Jestes pewny, ze nadal nie jes
            > tes :)

            To dawne dzieje, choć to trochę tak jak z niepijącym ex-alkoholikiem. Łatwo znów wpaść w stare nawyki. Do tego jak pisała Perel, im więcej bliskości i uczucia w związku, tym trudniej być "złym chłopcem". To temat na kolejną (długą) dyskusję.
            • hello-kitty2 Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 13.06.12, 14:01
              > > Bylam dokladnie w takim zwiazku przez trzy lata. Facet nigdy we mnie nie
              > skonczyl, chyba nie mogl, nie wiem na pewno, po moim orgazmie chcial zebym mu p
              > ozowala w wyluzdanych pozach nago, zebym tanczyla, zeby mogl skonczyc sam. Pozo
              > walam.
              >
              > Jak widzisz nie jest do fundament do budowania stabilnego związku (na lat kilka
              > naście kilkadziesiąt). Poza tym śmiem twierdzić, że gdybyś go kochała, to zależ
              > ałoby Ci także na jego jak największym szczęściu. Pewnie byś zaczęła drążyć cze
              > mu tak jest. Raczej nie traktowałaś go jako swej "drugiej połówki". Czyż nie?

              Nie traktowalam go jako drugiej polowki. Mialam 16 lat :)

              > Po pierwsze osobnik z problemami z erekcją (raz ma raz nie) też może uprawiać s
              > eks z Tobą. Nie mówiłem tutaj o impotencie. Poza tym w czasie problemów może on
              > nadrabiać pieszczotami (np oral). Jestem jednak pewien (czytając wcześniejsze
              > Twe wypowiedzi) że odbierałabyś to osobiście, sprawdzając czy to Ty tak na nieg
              > o działasz.

              Ja akurat pislam o impotencie, ale dobra, za pierwszym razem oczywiscie odebralam to osobiscie i starsznie to analizowalam, wiecej niz to bylo warte. Doszlam do wniosku: nie to nie byla moja wina (kobiety), tak jak nie jest twoja (mezczyzny) wina Kutuzow, ze partnerka nie ma orgazmu (przy zalozeniu dobrej woli, powielaniu prob, mnozeniu technik, wsparcia, itp, itd). Zwroc uwage "że częstość anorgazmii u kobiet aktywnych seksualnie wynosi 12-20%". To przeciez bardzo duzo. Jesli przeleciales 'pare' kobiet to miales taka w lozku na pewno.

              Podumowujac: ja z tych analizujacych i upierdliwych. Ale zycie mnie nauczylo, ze milosc i "drazenie tematu" nie zawsze ida w parze. Nie wszystko nalezy rozkladac na czynniki pierwsze, trzeba zwyczajnie zaakceptowac albo odrzucic. Moja ex tesciowa mawiala: "mezowi sie calej dupy nie pokazuje" i chociaz odnosila sie do pieniedzy, wg mnie miala wiele racji, w lozku pewne rzeczy maja pozostac tajemnica (np. kobiecy orgazm), im wiecej o mnie wiesz tym jestesmy blizej konca namietnosci. Kiedys facet powiedzial mi, jak kochalismy sie na jezdzca - "obcieraj sie", koniec, wiecej nie moglam sie z nim kochac, magia seksu prysnela. Jesli zaczynasz analizowac lozko to wchodzisz na rownie pochyla.
              • kutuzow Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 13.06.12, 14:50
                hello-kitty2 napisała:

                Doszlam
                > do wniosku: nie to nie byla moja wina (kobiety), tak jak nie jest twoja (mezczy
                > zny) wina Kutuzow, ze partnerka nie ma orgazmu (przy zalozeniu dobrej woli, pow
                > ielaniu prob, mnozeniu technik, wsparcia, itp, itd). Zwroc uwage "że częstość a
                > norgazmii u kobiet aktywnych seksualnie wynosi 12-20%". To przeciez bardzo duzo
                > . Jesli przeleciales 'pare' kobiet to miales taka w lozku na pewno.

                Kitty --> ja nigdzie nie sugerowałem że odbieram to jako moją winę (osobiście). Chodziło mi raczej właśnie o wyeliminowanie tych czynników które dają się wyeliminować. Wtedy jeśli problem nadal istnieje zostają tylko te czynniki których i tak nie sposób zmienić. Wydaje mi się że mamy dość podobne podejście -chyba gdzieś na początku nastąpiło niezrozumienie (takie małe męsko-żeńskie "lost in translation").

                "Nie wszystko nalezy rozkla
                > dac na czynniki pierwsze,
                ...
                im wiecej o mnie wiesz tym jestesmy blizej konca n
                > amietnosci. "

                Z tym drugim zgadzam się w pełni, z tym pierwszym częściowo. To pewnie kwestia zlotego środka. Zarówno podejście "ignorance is bliss" jak i "dzielenia włosa na czworo" jest słabe.

                "Jesl i zaczynasz analizowac lozko to wchodzisz na rownie pochyla."

                tutaj także nie do końca się zgodzę. Czasami chwila zastanowienia dobrze robi. Np. wykrycie przyczyn takiego a nie innego zachowania ("grzeczny chłopiec", "syndrom Mil" itp). Dopiero jak zdefiniujesz problem można go próbować naprawić. Zaś bez analizy i zastanowienia nie można tego problemu opisać.

                Myślę że patrzysz tutaj przez pryzmat związków typu "just for fun" -wtedy się zgodzę. Mniejsza presja (niewiele tracisz przy ew rozstaniu), jak nie ten to inny.



                • hello-kitty2 Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 13.06.12, 16:11
                  kutuzow napisał:

                  "Chodziło mi raczej właśnie o wyeliminowanie tych czynników które dają się
                  > wyeliminować. "
                  Czasami chwila zastanowienia dobrze robi.
                  > Np. wykrycie przyczyn takiego a nie innego zachowania ("grzeczny chłopiec", "sy
                  > ndrom Mil" itp). Dopiero jak zdefiniujesz problem można go próbować naprawić. Z
                  > aś bez analizy i zastanowienia nie można tego problemu opisać."

                  Eliminacja, zastanowienie, wykrycie, zdefiniowanie, analiza - wszystko to jak najbardziej, przeciez nie jestesmy slepymi, bezmyslnymi ignorantami spraw waznych.

                  Tylko chcialam zwrocic uwage na to, ze sprawy lozkowe (w moim przypadku) to mozesz analizowac na forum, u psychologa, u seksuologa, z przyjacielem, sam w swojej glowie ALE nie z osoba bezposrednio zainteresowana, bo mimo najszczerszych checi naprawczych, werbalne rozkladanie na czynniki pierwsze problemu z osiagnieciem mojego orgazmu z toba spali mi cala chec na sex (mit szczerej rozmowy?).

                  Wiesz o co mi chodzi Kutuzow? Nie potrafie tego uchwycic w slowach ale czesto sie na tym lapie. Wchodzac w rozmowe z facetem (podoba mi sie, ale nie przespalismy sie jeszcze ze soba) na temat np. jakiegos jego problemu zwiazanego z seksem (facet otwiera sie, zaczyna dzielisc sie ze mna swoja intymnoscia = zblizamy sie emocjonalnie) odpala mi sie chec rozlozenia problemu na czynniki pierwsze = pomagam mu. On jest happy i chetny, bo widzi ze go rozumiem, a dla mnie po takiej rozmowie to on jest tak aseksualny jak damski gej.

                  Zwyczajnie zeby facet byl przeze mnie pozadany, nie moze w zaden sposob pokazac, ze ma jakis seksualny problem, zahamowanie, niewiadoma, watpliwosc, kompleks, bo automatem (niezaleznie od mojej woli) widze w nim kolege/brata, ktoremu chce pomoc, wiecej nic.

                  Dlatego nie wyobrazam sobie dyskusji na temat braku mojego orgazmu z moim partnerem, bo wtedy przechodzimy na etap: just friends. Dlatego ja sie chyba nie nadaje do zwiazkow, bo albo jest przyjazn albo jest kochanie. Nie potradfie tego pogodzic.

                  A ty potrafisz?


                  • abrigado Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 13.06.12, 16:20
                    hello-kitty2 napisała:

                    > Wiesz o co mi chodzi Kutuzow? Nie potrafie tego uchwycic w slowach ale czesto s
                    > ie na tym lapie. Wchodzac w rozmowe z facetem (podoba mi sie, ale nie przespali
                    > smy sie jeszcze ze soba) na temat np. jakiegos jego problemu zwiazanego z sekse
                    > m (facet otwiera sie, zaczyna dzielisc sie ze mna swoja intymnoscia = zblizamy
                    > sie emocjonalnie) odpala mi sie chec rozlozenia problemu na czynniki pierwsze =
                    > pomagam mu. On jest happy i chetny, bo widzi ze go rozumiem, a dla mnie po tak
                    > iej rozmowie to on jest tak aseksualny jak damski gej.
                    >
                    > Zwyczajnie zeby facet byl przeze mnie pozadany, nie moze w zaden sposob pokazac
                    > , ze ma jakis seksualny problem, zahamowanie, niewiadoma, watpliwosc, kompleks,
                    > bo automatem (niezaleznie od mojej woli) widze w nim kolege/brata, ktoremu chc
                    > e pomoc, wiecej nic.
                    >
                    > Dlatego nie wyobrazam sobie dyskusji na temat braku mojego orgazmu z moim partn
                    > erem, bo wtedy przechodzimy na etap: just friends. Dlatego ja sie chyba nie nad
                    > aje do zwiazkow, bo albo jest przyjazn albo jest kochanie. Nie potradfie tego p
                    > ogodzic.


                    mam to samo spostrzeżenie.
                    Kobiety własnei tak reagują na słabość okazywaną przez facetów.

                    to jedenz powodów, dla których moim zdaniem stałe zwiazki nie mają sensu- po prostu facet nie jset w stanie przez 100% czasu być super - hiper bezproblemowy

                    a kobieta jest jak oswojony lew- gdy tylko się potkniesz rzuci ci się do gardła :P
                    • sabat77 Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 13.06.12, 16:31
                      Zwiazki maja sens, ale gdy masz naturalna przewage albo cos co daje jakas nieutracalna wartosc w jej oczach. Ale masz racje, ze utrata twarzy to poczatek konca. Musisz miec autorytet, a to moze byc na dluzsza mete niewykonalne.
                    • kag73 Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 13.06.12, 17:20
                      "to jedenz powodów, dla których moim zdaniem stałe zwiazki nie mają sensu- po prostu facet nie jset w stanie przez 100% czasu być super - hiper bezproblemowy"

                      Sie z tym nie zgadzam, bo, jezeli chodzi o seks, jezeli facet nie jest bezproblemowy, to kto?
                      Mysle, ze to wyjatki sa problemowe. Ja osobiscie nie spotkalam na swojej drodze faceta, ktoremu by nie stawal, ktory nie moglby w czasie normalnego stosunku czy innych pieszczot osiagnac orgazmu. Poza tym nie rozumiem po co te cale gadki przy poznawaniu sie, kitty ma jakas obsesje(sorry kitty, tak to widze), przeciez umawiajac sie z facetem nie omawiam z nim z gory co i jak bedziemy robic, albo kto jak i co ma, zwyczajnie to robimy a nie gadamy czy roztrzasamy temat(mowie o swojej przeszlosci, bo teraz z jednym i tym samym), bo i po co.
                      A w stalym zwiaku gdzie ludzie sie znaja i kochaja, zalezy im na sobie a pojawilby sie problem, mozna go rozwiazac, albo probowac. Przy czym male "problemiki" to nie powod do dramatu. Nikt od ludzi nie oczekuje, ze beda 100% czasu super, bo to nierealne i niemozliwe. Male zachwiania nie pograza udanej pary i nie robi sie z nich dramatu, chyba, ze ciagna sie latami albo jedna ze stron olewa druga.
                      • sabat77 Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 13.06.12, 17:43
                        Tu wcale nie chodzi o problemy seksualne, tylko o jakiekolwiek problemy.
                        sytuacja zwierzania sie z problemow przez mezczyzne rujnuje jego atrakcyjnosc, a problemy generalnie jakies tam ma kazdy.
                        Mezczyzna zwierzajacy sie partnerce z problemow traci w jej oczach.

                        generalnie traci gdy: zwierza sie, szuka jej akceptacji, lasi sie do niej, oczekuje od niej decyzyjnosci, jest bierny, nie podejmuje walki o swoje, jest bezradny, jest sfrustrowany.

                        chodzi o archetyp dzikiego lowcy, zdobywcy- cechy ktore wymienilem sa mu przeciwne, co wystarczy by zburzyc atrakcyjnosc. Ta pierwotna, niezalezna od woli.
                        • kag73 Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 13.06.12, 17:51
                          No i jak ma sie to do wypowiedzi abrigado:
                          "to jedenz powodów, dla których moim zdaniem stałe zwiazki nie mają sensu- po prostu facet nie jset w stanie przez 100% czasu być super - hiper bezproblemowy"

                          Facet ma problem, niech trzyma jezyk za zebami...to wszystko i wtedy pozostanie atrakcyjny. Proste jak budowa cepa!!
                          Wiemy juz, napisal nam sabat, co niszczy jego atrakcyjnosc, niech wiec tego nie robi.
                          To wszystko nie jest takie jednoznaczne, zalezy jakie to problemy, kogo dotycza jakie moga byc ich konsekwencje i jaka ma sie partnerke. No bezradny i sfustrowany to byc raczaje nie powinien, chociaz "minutowo" kazdemu sie moze zdarzyc :)
                          • sabat77 Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 13.06.12, 18:05
                            I w dawnych czasach, gdy madrosc ludowa dominowala na swiecie, tak bywalo. Przyjelo sie mowic chlopcom - nie zachowuj sie jak baba, nie mazgaj sie.
                            Chlopaki nie placza :)
                            Chlopaki zywia y bronia :)
                            • urquhart seks jest sposobem,jakim mężczyzna wyraża bliskość 13.06.12, 18:19
                              bat77 napisał:

                              > I w dawnych czasach, gdy madrosc ludowa dominowala na swiecie, tak bywalo. Przy
                              > jelo sie mowic chlopcom - nie zachowuj sie jak baba, nie mazgaj sie.
                              > Chlopaki nie placza :)
                              > Chlopaki zywia y bronia :)

                              Generalnie pończoszki szpilki i stringi są seksowane. Ale jak chłop je założy to on i te gadżety seksowne przestają być :) W seksie nie ma rónwouprawnienia i biada tym co w nie uwierzą! Są męskie i kobiece atrybuty atrakcyjności.

                              O utopii szczerych rozmów fajnie i celnie pisze Perel:
                              >>>
                              Ileż to razy słyszeliśmy, że dla stworzenia dobrego związku konieczne jest porozumienie. Słowa, słowa, słowa. Rozmowy, jasne deklaracje, przejrzystość i czytelne manifestowanie swoich potrzeb. Dzięki nim osiągamy bliskość, poczucie intymności. Talenty komunikacyjne to domena kobiet. To kobiety wnoszą do związku otwartość w mówieniu o emocjach, o uczuciach – rzesze psychologów twierdzą, że to dobrze. „Powiedz mi, co czujesz, porozmawiajmy o tym”, słyszymy to i czytamy w co drugim poradniku. Tymczasem ogromna część męskiej tożsamości opiera się na samokontroli i niewrażliwości. Zdolność do wyrażania (słownego) emocji nie jest cechą „prawdziwego mężczyzny”. A takiego przecież każda z nas chciałaby mieć w sypialni. Jeśli pragniemy ognistego seksu, trzeba się na to zgodzić – twierdzi Perel. Komunikacyjne ograniczenia mężczyzn często prowadzą do rozwinięcia innych, niewerbalnych sposobów narracji. Ciało może pomóc w wyrażaniu bliskości emocjonalnej. Warto mieć w pamięci, że bardzo często seks jest jedynym sposobem, w jaki mężczyzna wyraża bliskość. Zamiast się zastanawiać, czy on rozumie, co mówię, czy nie, lepiej pozwolić mu mówić, tak jak potrafi. I druga rzecz: bezgraniczne otwieranie się przed drugą osobą, mówienie jej wszystkiego jak na spowiedzi eliminuje z życia tę niezbędną tajemnicę. I może szkodzić namiętności.
                              Z perspektywy swojej ponaddwudziestoletniej praktyki terapeutycznej pani Perel twierdzi, że wiara w równouprawnienie, budowanie zgody, kompromis, uczciwość i wzajemną tolerancję może prowadzić do bardzo nudnego seksu. Świat erotycznych fantazji nie ma nic wspólnego ze społeczeństwem obywatelskim.
                              • kag73 Re: seks jest sposobem,jakim mężczyzna wyraża bli 13.06.12, 18:32
                                "I druga rzecz: bezgraniczne otwieranie się przed drugą osobą, mówienie jej wszystkiego jak na spowiedzi eliminuje z życia tę niezbędną tajemnicę. I może szkodzić namiętności."

                                Bez skrajnosci, ktoz chce mowic wszytko i wszystko wiedziec? Chyba jakies wyjatki, ale nie "normalni" ludzie.
                        • anty-cialo Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 13.06.12, 18:30
                          > Mezczyzna zwierzajacy sie partnerce z problemow traci w jej oczach.
                          > generalnie traci gdy: zwierza sie, szuka jej akceptacji, lasi sie do niej, ocze
                          > kuje od niej decyzyjnosci, jest bierny, nie podejmuje walki o swoje, jest bezra
                          > dny, jest sfrustrowany.

                          Oj tam nie wierzę że łowcy nie mają problemów. Neurotyk zarzucający partnerce przy byle okazji że go kastruje - nie, ale macho pozujący na nadczłowieka - też sztucznością wieje.

                          To są zupełnie różne sytuacje:
                          - zwierza sie, szuka jej akceptacji
                          - lasi sie do niej (czyżby kac po podrywie na biednego misia?)
                      • hello-kitty2 Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 13.06.12, 22:54
                        kag73 napisała:

                        "Poza tym nie rozumiem po co te cale gadki
                        > przy poznawaniu sie, kitty ma jakas obsesje(sorry kitty, tak to widze), przeci
                        > ez umawiajac sie z facetem nie omawiam z nim z gory co i jak bedziemy robic, al
                        > bo kto jak i co ma, zwyczajnie to robimy a nie gadamy czy roztrzasamy"

                        Kag73 ja powyzej nie pisalam o swoich kochankach, pisalam o interesujacych i atrakcyjnych facetach, ktorzy mi sie podobali (kolegach, znajomych), z ktorymi rozmawialam o seksie z ich inicjatywy. Nie rozmawialismy "o nas", bo miedzy nami nic nie bylo przeciez (ale przyznaje, ze poniewaz mi sie podobali nie wykluczalam seksu w przyszlosci). Przez rozmowe o seksie w tym temacie nie rozumiem rozmowy prowadzacej do seksu. My nie bylismy jeszcze na takim etapie.

                        Tak sie sklada, ze faceci czesto zwierzaja mi sie z problemow lozkowych, stad mialam mozliwosc zaobserwowac u siebie taka reakcje.

                        "jezeli chodzi o seks, jezeli facet nie jest bezprobl
                        > emowy, to kto?
                        > Mysle, ze to wyjatki sa problemowe. Ja osobiscie nie spotkalam na swojej drodze
                        > faceta, ktoremu by nie stawal, ktory nie moglby w czasie normalnego stosunku c
                        > zy innych pieszczot osiagnac orgazmu."

                        Kag to tylko pogratulowac. To ma tez druga strone medalu: w rozmowach np. o "problemowych" facetach twoja wiedza jest bardzo okrojona, w zwiazku z tym twoje opinie sa malo wiarygodne. Innymi slowy: wedlug mnie twoje szczescie cie nieco zaslepia :)

                        • kag73 Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 13.06.12, 23:41
                          Tak, pewnie mialam szczescie.
                          Jednak u Ciebie konczylo sie na teorii, czyli Twoja wiedza jest rowniez "okrojona". Nie wiem o jakich problemach opowiadali Twoi "znajomi", ale nie mozna wziac za pewnik i z gory zakladac ze rowniez z TOBA mieliby takie problemy.
                          Tak, przypomina mi sie jeden przypadek, facet mi opowiedzial, ze pewnego razu przy jakiejs tam nowej kandydatce ptak go zawiod i nic...po jakims czaise spotkal sie z inna, zeby sprawdzic co jest grane czy to juz koniec czy nigdy mu juz nie stanie...na szczescie wszystko zafunkcjonowalo. Nie byl dla mnie potencjalnym kandydatem, bo to szwagier, ale logicznie na to patrzac nie kazdy problem z roznymi kobietami. Pewnie zalezy od problemu, jakby mi jakis powiedzial, ze jest impotent albo koniobijca tez bym go raczej nie brala i mialabym podobna reakcje jak u Ciebie. No chyba, ze by mi sie nieziemsko podobal i podeszlabym do tematu zadaniowo.
                          Rozmowy o seksie nie prowadzace do seksu tez miewalam, ale jakos zaden nie wymienial swoich problemow, wiec albo ich nie mieli, albo nie chcieli z gory wywolywac u mnie niecheci.
                          Moze u Ciebie jest tak, ze owi faceci, ze wzgledu na Twoja atrakcyjnosc wychodza z zalozenia, ze i tak nie maja u Ciebie zadnych szans, pozostaniesz kolezanka i moga sie zwierzac.
                          Fakt nie jestem wyrocznia w kwestiach "problemowych" facetow (mysle tutaj o problemach z erekcja, niedochodzeniu, impotencji).
                          Mialam raz przypadek, pierwszy seks z facetem, ktory juz w trakcie rozwijajacej sie akcji powiedzial, ze jest "psychicznym impotenten". Hmm, pomyslalam sobie, "psychiczny impotent...ale nie ze mna" i faktycznie po jakichs dwoch minutach juz nim nie byl i nie byl nim juz nigdy wiecej bedac ze mna w lozku.
                          • hello-kitty2 Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 14.06.12, 00:29
                            kag73 napisała:

                            > Moze u Ciebie jest tak, ze owi faceci, ze wzgledu na Twoja atrakcyjnosc wychodz
                            > a z zalozenia, ze i tak nie maja u Ciebie zadnych szans, pozostaniesz kolezanka
                            > i moga sie zwierzac.

                            Zaslepiona szczesciem na calego :))) Good for you!

                            Kag ja nie jestem taka atrakcyjna. Przecietna.

                            Moje ostatnie doswiadczenia z "problemowymi" facetami to pewnie wynik szukania na rynku wolnych facetow - nie mlodzikow. Czytaj: ci co pozostaja wolni to "problematyczni", bo tych fajnych to dziewczyny sobie juz dawno wziely i sa z nimi szczesliwe. Zatem te moje doswiadczenia to zaden wyczyn, a i seksu z tego malo :)

                            Co do zwierzen facetow to byly tam: przedwczesny wytrysk, kompleks malego penisa, obawa ze pan nie zadowoli partnerki, bol przy stosunku po obrzezaniu, brak masturbacji przez cale zycie, suchosc pochwy parnerki, seks z parnetka, ktora nie kreci, seks z bardzo szczupla partnerka okreslony jako "walenie w kosc" i tego typu pogawedki :)

                            • kag73 Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 14.06.12, 00:47
                              A byc moze. Ja juz tak dluugo nie w temacie szukania, ze sie nie orientuje, moze byloby podobnie gdybym teraz musiala szukac.
                              Hmm, ale sporo tych zwierzen, takich wylewnosci to nie slyszalam. Ze ktos zartobliwie mowil, ze z za chuda nie chce, bo sie o kosci poobija, to owszem, ale to raczej niegrozne.

                              Nie badz taka skromna kitty: chodzisz na silownie, na basen, pisalas, ze wszyscy faceci zerkaja jak wchodzisz na plywalnie, masz hopla na punkcie ladnej sylwetki i miesni, wiec raczej jestes atrakcyjna ;)
                              • kag73 Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 14.06.12, 01:21
                                Ach, kitty, przypomnialo mi sie. Kiedys jeden facet(niezbyt bliski kolega z pracy meza) powiedzial mi, ze byl uzalezniony od porno. Widzialam go pierwszy raz na oczy i bylam w malym szoku, nie dlatego, ze byl uzalezniony od porno, tylko dlatego, ze mi to jakby nigdy nic, zwyczajnie powiedzial.
                                Wiecej zwierzen typu seksualnego mi nie przychodzi do glowy. Ide spac.
                            • urquhart doswiadczenia z "problemowymi" facetami 14.06.12, 18:04
                              hello-kitty2 napisała:
                              > Kag ja nie jestem taka atrakcyjna. Przecietna.
                              >Moje ostatnie doswiadczenia z "problemowymi" facetami to pewnie wynik szukania
                              > na rynku wolnych facetow - nie mlodzikow. Czytaj: ci co pozostaja wolni to "pro
                              > blematyczni", bo tych fajnych to dziewczyny sobie juz dawno wziely i sa z nimi
                              > szczesliwe. Zatem te moje doswiadczenia to zaden wyczyn, a i seksu z tego malo

                              Na pewno masz wiele racji. Wiele kobiet wali prosto z mostu że przebieranie w singlach po 30tce to stracony czas :) Jak to było w kasowym serialu: Mężczyźni po 30tce są jak kible albo zajęty, albo obsrany?
                              Do tego dochodzi coś jeszcze: prezentujesz ponad przeciętne zainteresowanie zrozumieniem męskiego punktu widzenia, potrzeb i motywacji. Na tle innych bab wymagających jedynie dostosowania się do dojrzałych kobiecych potrzeb jesteś dość rzadkim przypadkiem i na pewno prowokujesz i łatwo otwierasz mężczyzn do zwierzeń, słabości, co seksowi raczej nie służy. Ale chyba że to nie singiel a wygłodniały bliskości wyposzczony mąż. Wtedy z takiego układu skrzywdzony,opuszczony uczuciowo+otwierająca go pocieszycielka powstają najbardziej płomienne romanse i gorąca namiętność :)
                      • kutuzow Do Kitty 14.06.12, 10:09
                        Zastanawiałem się nad zagadnieniem "problemów" i moim zdaniem dobrze sprawę oddaje cytat z wypowiedzi Kag73:

                        " A w stalym zwiaku gdzie ludzie sie znaja i kochaja, zalezy im na sobie a pojawi
                        > lby sie problem, mozna go rozwiazac, albo probowac. Przy czym male "problemiki"
                        > to nie powod do dramatu. Nikt od ludzi nie oczekuje, ze beda 100% czasu super,
                        > bo to nierealne i niemozliwe. Male zachwiania nie pograza udanej pary i nie ro
                        > bi sie z nich dramatu, chyba, ze ciagna sie latami albo jedna ze stron olewa dr
                        > uga."

                        Myślę że nie rozmawiać o problemie można tylko w związku dość swobodnym (ja go określam "just for fun" -jesteśmy z sobą bo jest nam dobrze, ale pioruny nie strzelają). Jeśli dana osoba nagle zaczyna się robić zbyt problemowa (miało być miło i przyjemnie) to się z nią rozstajesz. To oczywiście w skrócie i uproszczeniu.
                        Jednak gdy kochasz tą osobę i zależy Ci baaardzo na niej (i dodatkowo z nią mieszkasz i widzisz się codziennie) to już robi się trudniej. Nie odwołasz bowiem randki gdy masz problem.

                        Przykładowy problem: na basenie nabawiłaś się jakiejś infekcji, lekarz przepisał globulki i zalecił ograniczenie kontaktu -żebyście nie zarażali się potem z partnerem na wzajem.
                        Jak nie zakomunikujesz tego, pomyśli że ukrywasz coś poważniejszego niż infekcja. Także nie zawsze da się "nie rozmawiać" o problemie. W związku trzeba umieć też je rozwiązywać.

                        To czy psuje to cudowną atmosferę tajemniczej namiętności - to już inna sprawa.
                        • zyg_zyg_zyg Re: Do Kitty 14.06.12, 10:35
                          > Jeśli dana osoba nagle zaczyna się robić zbyt problemowa (miało być
                          > miło i przyjemnie) to się z nią rozstajesz. To oczywiście w skrócie i uproszcz
                          > eniu

                          Się zgodzę. Podobnie może być w przypadku "obwąchiwania się", wstępnej selekcji i sprawdzania, czy osobnik wart jest, czy nie, dalszych starań. Tańce godowe zaczyna się od prężenia mięśni i rozkładania ogonów, a nie od wymieniania szczegółowej listy swoich problemów z nadzieją na otrzymanie współczucia i wsparcia. No chyba, że to prodryw na biednego misia, ale nie wiem, jaka jest jego skuteczność.

                          Nie wydaje mi się, żeby w trwałym związku słowa "Słuchaj, mam problem, potrzebuję twojej pomocy" miały wywołać panikę i chęć natychmiastowego odwrotu. No chyba, że te słowa padają co pięć minut i partner, zamiast również dawać wsparcie, ciągle go tylko oczekuje.
                          • phoibe Re: Do Kitty 14.06.12, 13:57
                            zyg_zyg_zyg napisała:
                            >
                            > Nie wydaje mi się, żeby w trwałym związku słowa "Słuchaj, mam problem, potrzebu
                            > ję twojej pomocy" miały wywołać panikę i chęć natychmiastowego odwrotu. No chyb
                            > a, że te słowa padają co pięć minut i partner, zamiast również dawać wsparcie,
                            > ciągle go tylko oczekuje.

                            zgadzam się. ale są na świecie ludzie, którzy o problemach zwyczajnie nie potrafią rozmawiać - uważają, że jesli oni sami mają problem to muszą rozwiązać go sami, a kiedy przychodzi się do nich z problemem i potrzebą wsparcia, to słyszy się: "przesadzasz", "wyolbrzymiasz", "wkręcasz sobie". i właściwie jest to koniec rozmowy, ewentualnie początek awantury.
                    • that.bitch.is.sick Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 13.06.12, 19:15
                      abrigado napisał:

                      > mam to samo spostrzeżenie.
                      > Kobiety własnei tak reagują na słabość okazywaną przez facetów.
                      >
                      > to jedenz powodów, dla których moim zdaniem stałe zwiazki nie mają sensu- po pr
                      > ostu facet nie jset w stanie przez 100% czasu być super - hiper bezproblemowy
                      >
                      > a kobieta jest jak oswojony lew- gdy tylko się potkniesz rzuci ci się do gardła
                      > :P
                      Jaka kobieta ja się pytam? Statystyczna? Przecież różnice pomiędzy poszczególnymi kobietami są znacznie istotniejsze i głębsze niż różnice między płciami. Trzeba zachować proporcje. Pielęgnujesz te nonsensy żeby się nie zaangażować to zrozumiałe, ale ujawniając swoją głupotę światu tylko się ośmieszasz.
                      Jak nie masz nic do powiedzenia to się nie odzywaj, bo szczyt twojej analizy to frazesy spod budy z piwem.
                      • aandzia43 Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 15.06.12, 14:34
                        No niestety: frazesy spod budki z piwem. Żenada u dorosłego i inteligentnego faceta.
                        Jak sę komuś wydaje, że aby być pożądanym i kochanym TRZEBA koniecznie być "przez 100% czasu być super hiper bezproblemowym", to znaczy, że ma się samemu poważny problem, nie że cały świat ma poważny problem, i że jest się upoważnionym do wypowiadania się w imieniu wszystkich mężczyzn i kobiet.
                        • kutuzow Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 15.06.12, 14:40
                          aandzia prośba -jak odpisujesz na jakaś odległą odpowiedz (3 posty wcześniej) która nie jest cytowana, to zmień proszę tytuł.
                          Bo teraz Ci co nie śledzą dyskusji zaczną mi przypisywać takie podejście (w końcu w tytule jest że to odpowiedź dla Kutuzowa).
                          • aandzia43 Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 15.06.12, 16:01
                            OK, będę uważać.
                        • hello-kitty2 Re: Diagnoza abrigado 15.06.12, 16:18
                          aandzia43 napisała:

                          > No niestety: frazesy spod budki z piwem. Żenada u dorosłego i inteligentnego fa
                          > ceta.
                          > Jak sę komuś wydaje, że aby być pożądanym i kochanym TRZEBA koniecznie być "prz
                          > ez 100% czasu być super hiper bezproblemowym", to znaczy, że ma się samemu powa
                          > żny problem, nie że cały świat ma poważny problem, i że jest się upoważnionym d
                          > o wypowiadania się w imieniu wszystkich mężczyzn i kobiet.

                          Andzia jesli odnosisz sie do slow abrigado:

                          "to jeden z powodów, dla których moim zdaniem stałe zwiazki nie mają sensu- po prostu facet nie jset w stanie przez 100% czasu być super - hiper bezproblemowy""

                          to wg mnie abrigado swoj problem w koncu zdefiniowal sam, w innym watku (czekalam na to :) Zobacz ponizej:

                          "gdybym ja był pewien (...), że ja ( a nie moje zewnętrzne zasoby, lub ich wyobrażenie) moga być atrakcyjne dla jakiejś kobiety na pewno bym się wyprowadził i jednoczesnie jakoś starałbym sie zabezpieczyć dobro dzieci, szukajac dodatkowych prac."

                          Czyli co? Kompleksy?
                          • aandzia43 Re: Diagnoza abrigado 15.06.12, 16:35
                            >
                            > Czyli co? Kompleksy?

                            No a jakże by inaczej? Kompleksy a nie struktura wszechświata damsko-męskiego, jak by to chciał Abrigado widzieć.

                            Więc parafrazując Abrigado napiszę:
                            "Według mnie moje związki z kobietami nie mają sensu, bo nie jestem w stanie przez 100% czasu być superhiperbezproblemowy, a jest to według mnie czynnik niezbędny do bycia z kobietą. Ponieważ nie w smak mi, że jednak inni mają nieźle (czego staram się skrupulatnie nie zauważać), to swój odbiór relacji damsko-męskich przekuwam na zbiór reguł obowiązujących w całym damsko-męskim wszechświecie. Co prawda na forum mam niewielu zwolenników, ale za to pod budką z piwem całkiem sporo, nei zrażam się więc i brnę dalej"
                            ;-D
                            • sabat77 Re: Diagnoza abrigado 15.06.12, 19:56
                              Pulapka w ktora wpadlo myslenie abrigado, to uogolnienia. Owszem, sa takie kobiety jakie opisuje abrigado. Powiem wiecej - jest ich sporo. Generalnie na ziemi chodzi nadspodziewanie duzo debili obojga plci. Ale czy to uprawnia nas do twierdzenia, ze wszyscy ludzie na swiecie to debile ? Mysle, ze nie.
                              Pulapka mizoginizmu sa proste schematy, pozornie potwierdzane przez zyciowa praktyke. Takie myslenie zaciemnia oczywista prawde, ze w tym niezbyt smacznym ciescie sa i rodzynki, tylko trzeba sie troche nastarac zeby je znalezc. No ale kto powiedzial, ze w zyciu fajne rzeczy sa latwo i powszechnie dostepne.
                              Moze piekne i swiadome swojej seksualnosci kobiety to zloto dla zuchwalych, a nie marudnych pierdol zyciowych ? :)
                              • aandzia43 Re: Diagnoza abrigado 15.06.12, 21:17
                                > Pulapka w ktora wpadlo myslenie abrigado, to uogolnienia.

                                Pułapka, w którą wpadło myślenie Abrigado to nadwyżka strachu nad logiką.


                                > Moze piekne i swiadome swojej seksualnosci kobiety to zloto dla zuchwalych, a n
                                > ie marudnych pierdol zyciowych ? :)

                                Świadome swej seksualności kobiety są dla tych, którzy są w stanie przyjąć ten dar. Młody mężczyzna wybierający ostatecznie na żonę spośród kilku swoich chętnych do bliższej i dłuższej znajomości przyjaciółek zapiekłą i nie reagującą na jego pieszczoty dziewicę mówi nam "nie interesuje mnie dobry seks małżeński". I nei ma znaczenia, co świadomie deklaruje. "Złoto dla zuchwałych" powiadasz? Ładnie brzmi :-) Chociaż nie wydaje mi się, by zuchwałością należało nazywać zwykłą otwartość. Może prędzej odwagą?
                                Podobnie zrównoważone, po partnersku uczciwe i namiętne kobiety są dla tych, którzy są w stanie zderzyć się na głębszym poziomie z tym zjawiskiem i przyjąć dar do swojego życia. Abrigado nie jest, trochę go to uwiera, więc uparcie neguje istnienie opisywanych wyżej kobiet ;-P
                                W drugą stronę zasada też obowiązuje. Jak kobieta zakochuje się i wybiera na partnera faceta uzależnionego lub będącego na dobrej drodze do uzależnienia, to znaczy, że aktualnie tylko na takiego ją stać. I tak dalej, i tak dalej...
                                • sabat77 Re: Diagnoza abrigado 15.06.12, 21:55
                                  Owszem, to dokładnie mechanizm "na takiego partnera nas stać".
                                  Wiesz, to działa trochę na tej zasadzie, że wielu młodych mężczyzn jak już dorwie dziewczynę, to nie chce jej odpuścić, bo liczą się z tym, że kolejna okazja na skuteczne poderwanie innej może nie nadejść wcale. Nie ważne, że stroi fochy, że dziewica orleańska, że nie odbiera pieszczot. Idzie to na zasadzie "jakoś to będzie", bo dziewczyna już jest, bo się udało, idzie to jakimś swoim torem najczęściej aż do ślubu (bo po ślubie obiecała się zmienić), a tu wała. Jedno dziecko, drugie i brak seksu w małżeństwie.
                                  Kobiety też tak robią. Lepszy rydz niż nic.
                                  Dlatego mówię o zuchwałych, bo to wielka sztuka mieć rozum i odwagę w wieku lat powiedzmy dwudziestu. Albo mądrych rodziców, co powiedzą prawdę - zakładając, że ją znają.

                                  I myślę też, że przeceniasz liczbowo kobiety świadome swojej seksualności. Z grubsza szacując według mnie to jest jakieś 10-20% populacji, reszta traktuje seks albo jako metodę na faceta, albo zło konieczne, by spłodzić ukochanego dzidziusia.
                                  Ja poznałem ogromną liczbę kobiet. Pracowałem długi czas w mocno sfeminizowanych firmach, kobiety się przy mnie czuły swobodnie i traktowały jak męską przyjaciółkę. Słuchałem rozmów między nimi, często o mężach, facetach itd.
                                  Nie wygląda to dobrze, mówię serio.
                                  Mimo wszystko nie przekreślam jak abrigado damskiego rodu, bo poznałem też fajne babki. Ale - trzeba przyznać - jednak były w mniejszości i to znacznej.
                                  • kag73 Re: Diagnoza abrigado 16.06.12, 00:25
                                    " Wiesz, to działa trochę na tej zasadzie, że wielu młodych mężczyzn jak już dorwie dziewczynę, to nie chce jej odpuścić, bo liczą się z tym, że kolejna okazja na skuteczne poderwanie innej może nie nadejść wcale. Nie ważne, że stroi fochy, że dziewica orleańska, że nie odbiera pieszczot. Idzie to na zasadzie "jakoś to będzie", bo dziewczyna już jest, bo się udało, idzie to jakimś swoim torem najczęściej aż do ślubu (bo po ślubie obiecała się zmienić), a tu wała. Jedno dziecko, drugie i brak seksu w małżeństwie. Dlatego mówię o zuchwałych, bo to wielka sztuka mieć rozum i odwagę w wieku lat powiedzmy dwudziestu. Albo mądrych rodziców, co powiedzą prawdę - zakładając, że ją znają."

                                    Tutaj sie dokladnie z Toba zgadzam, zwlaszcza jezeli dziewczyna jest atrakcyjna, co facetow bardzo kreci i daje im nadzieje, pomaga czekac i znosic udreki. Mezczyzni naprawde sa mniej wymagajacy niz kobiety.
                                    Co do tych niby "zuchwalych", mam inna teorie: wiekszosc(nie mowie, ze wszyscy) miala to szczescie w nieszczesciu, ze ta ladna dziewczyna z jakiegos powodu z nimi zerwala i zmuszeni byli szukac nastepnej.
                                    A z wiekiem czlowiek madrzeje zazwyczaj, ma troche doswiadczenia/porownania, zwlaszcza kiedy nie mial szczescia i jego pierwsza milosc nie byla ostatnia. Czas mija i kobiety staja sie swiadome swojej seksualnosci, bo mialy czas i mozliwosc czegos doswiadczyc, moze maja za soba zwiazek, ktory sie rozlecial i jezeli lubia seks, przezyly takowy, to wiedza jakie maja oczekiwania i czego szukaja. Wydaje mi sie, ze kobiety, o ktorych piszesz bez frajdy z seksu i podejsciu: zlapie faceta, chce dziecko to w wiekszosci panie, ktore zbyt wczesnie zwiazaly sie z tym pierwszym i jedynym, nie majac innych dosiwadczen i moze mialy pecha i nigdy nie dosiwadczyly prawdziwej satysfakcji, albo z innych powodow maja zahamowania, albo zryty beret.
                                    Nie wyobrazam sobie jak beznadziejny musi byc facet, zeby kobieta traktowala seks jako zlo konieczne, albo jak malo musi ona znac siebie i swoja seksualnosc albo jak bardzo musi byc "skrzywiona" przez jakies czynniki zewnetrzne, jakie miec zahamowania.
                                    Winne temu na pewno jest tez wychowanie, podwojna moralnosc, podejscie samych mezczyzn do seksualnosci kobiet i sama nie wiem co jeszcze.
                                    Trudno odkrywac swoja seksualnosc, zbierac doswiadczenia, probowac kiedy ma sie w glowie "nagryzine jablko, seks dopiero po slubie, ta co miala kilku partnerow to k..wa, ja chce, zeby byla dziewica". Na pewno jakas czesc potrafi uwolnic sie z takich lancuchow i wyjsc na prosta, cieszyc sie seksem, ale na pewno nie wszystkie.
                  • sabat77 Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 13.06.12, 16:26
                    Kobieta z natury zwierza sie innej kobiecie albo mezczyznie, z ktorym weszla w aseksualna relacje spoleczna, tzw meska przyjaciolke.
                    Mezczyzna kopiujac ten schemat dokonuje na oczach kobiety autodestrukcji swojej seksualnosci, bo na wlasne zyczenie wywoluje relacje z pierwszego zdania. Sam idiotycznie wrzuca sie w role przyjaciela.
                    Tu nie chodzi tylko o problemy seksualne - kazdy zwierzajacy sie z problemow kobiecie pan automatem dostaje na czolo pieczatke z napisem "ciota".
                    I slusznie, bo od pomagania sa kumple.

                    tip - to dziala w dwie strony. Jak baba zaczyna sie zwierzac to nigdy nie nalezy podejmowac tej gry. Irracjonalne, ale tak jest. Destrukcja atrakcyjnosci pewna.
                    • abrigado Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 13.06.12, 16:34
                      ... i z tego powodu kobieta nie jest żadnym partnerem faceta,
                      szukanie w niej wsparcia, poparcia, wzmocnienia, pocieszenia, rady jest rażąca nieostrożnością i proszeniem sie o traktowanie z góry, brak szacunku, lekcewazenie i,postrzeganie jako aseksualnego kastrata.

                      myslę, ze to jest zasadnicza przyczyna braku seksu w małżeństwie większości meżczyzn tu na forum
                      • hello-kitty2 Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 13.06.12, 16:44
                        No panowie, nie wiem czy nie za szybko wyciagacie wnioski na temat populacji kobiet.

                        Ja powolalam sie na swoja 'ulomnosc', z ktorej zdaje sobie sprawe i ktora chcialabym wyeliminowac ze swojego zycia, bo mi go nie ulatwia, nie wiem czy to jest regula.

                        Poczekajmy az wypowiedza sie kobiety spelnione w zwiazkach.
                        • abrigado Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 13.06.12, 16:48
                          twoja ułomnośc polega na tym, ze tę prawidłowośc dostrzegasz.

                          Poruszałem ten temat w rozmowie z kilkoma kobietami, które tak samo podchodziły, jednoczesnie robiły oczy jak spodki, gdy taki "zarzut" im stawiano :P

                        • sea.sea Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 13.06.12, 19:49
                          Dobry wieczór, ja z tych spełnionych.

                          Mnie się mężczyzna jak najbardziej może zwierzać z problemów jakichkolwiek i nie tracić na atrakcyjności ani trochę. Kwestia w tym, w jaki sposób ten problem sprzedaje. Ot co.



                        • aandzia43 Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 15.06.12, 14:22

                          > Poczekajmy az wypowiedza sie kobiety spelnione w zwiazkach.

                          Sie wypowiem. Odsłaniać się, zwierzać z problemów czy prosić o pomoc to można na wiele sposobów. Są sposoby, które czynią partnera aseksualnym i takie, które wzmacniają przyjaźń nie niszcząc seksu.
                          Wyjaśniam: jojczenie, bieganie z każdym problemem do żony, rozwlekłe użalanie się nad sobą i próby przerzucenia odpowiedzialności za swe nieszczęścia na bliźnich - NIE.
                          Rzeczowe przyznanie się do problemu w sytuacji, gdy nie da rady rozwiązać problemu samemu i rzetelne zabranie się do roboty - TAK.

                          Dla mnie umiejętność przeanalizowania sytuacji, przyznania się porażki i do swojego udziału w tej porażce jest bardzo OK. Facet, który to potrafi ma u mnie wielki szacun i od razu jawi się jako bardziej męski :-)
                          • kag73 Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 15.06.12, 14:26
                            "Dla mnie umiejętność przeanalizowania sytuacji, przyznania się porażki i do swojego udziału w tej porażce jest bardzo OK. Facet, który to potrafi ma u mnie wielki szacun i od razu jawi się jako bardziej męski :-)"

                            Tez tak to widze. Cenie tez bardzo, ze moj mezczyzna potrafi przyznac sie do bledu i ze nie obstaje na sile przy swoim, jezeli dostaczy mu sie przekonywujacych argumentow.
          • trzydziestoletnia Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 17.06.12, 23:06
            hello-kitty2 napisała:

            > "To, że partnerka nie przeżywa ze mną orgazmu (ze mną - jest tu kluczowe) wg mn
            > ie świadczy o tym że coś jest nie tak w tym związku. Coś jej nie odpowiada we m
            > nie. Chyba zgodzisz się z tym wnioskiem?"
            >
            > To slodkie Kutuzow, ale za duzo bierzesz na siebie :) Bierzesz za duza odpowied
            > zialnosc na swoje barki.

            Ja bym jeszcze powiedziala, ze takie przekonanie swiadczy o duzym poczuciu sprawstwa i mocy w tym temacie. Podejrzewam, ze partnerka kutuzowa nie ma problemow z orgazmem, co wg niego swiadczy o nim jako kochanku :) Troche pokory wobec kobiecej fizjologii by nie zaszkodzilo ;)

            • kag73 Re: Odpowiedz zbiorcza dla Kuztuzowa 18.06.12, 11:31
              "Podejrzewam, ze partnerka kutuzowa nie ma problemow z orgazmem, co wg niego swiadczy o nim jako kochanku :) Troche pokory wobec kobiecej fizjologii by nie zaszkodzilo ;)"

              Albo calkiem sprawnie go odgrywa :) Co nie zmienia faktu, ze troche pokory w tej kwestii by sie przydalo :))
            • kutuzow Kag+30toletnia czytajcie zamiast dorabiać teorię! 18.06.12, 12:39
              Wyjaśniałem już wcześniej o co mi chodziło. Obie dorabiacie jakąś teorię do błędnych założeń.
              Gdybyście czytały uważnie pewnie zauważyłybyście moją odpowiedź/wyjasnienie do Kitty:

              ">To, że partnerka nie przeżywa ze mną orgazmu (ze mną - jest tu kluczowe) wg mn
              > ie świadczy o tym że coś jest nie tak w tym związku. Coś jej nie odpowiada we m
              > nie. Chyba zgodzisz się z tym wnioskiem?"

              Tutaj się nie zrozumieliśmy. Nie chodziło mi o odbieranie tego personalnie, tylko o podział na anorgazmie pierwotną (nigdy z żadnym) i wtórną (tylko z tym konkretnym)."

              forum.gazeta.pl/forum/w,15128,136580895,136607837,Re_Odpowiedz_zbiorcza_dla_Kuztuzowa.html

              oraz tutaj:

              "Kitty --> ja nigdzie nie sugerowałem że odbieram to jako moją winę (osobiście). Chodziło mi raczej właśnie o wyeliminowanie tych czynników które dają się wyeliminować. Wtedy jeśli problem nadal istnieje zostają tylko te czynniki których i tak nie sposób zmienić. Wydaje mi się że mamy dość podobne podejście -chyba gdzieś na początku nastąpiło niezrozumienie (takie małe męsko-żeńskie "lost in translation")."

              forum.gazeta.pl/forum/w,15128,136580895,136613485,Re_Odpowiedz_zbiorcza_dla_Kuztuzowa.html
              P.S. Trzydziestoletnia -sorry za zmianę nicka, ale tytuł nie chciał przyjąć więcej literek, więc pozwoliłem sobie skrócić ten jeden raz Twego nicka.
      • twojabogini Re: odgrywanie orgazmów 15.06.12, 14:05
        that.bitch.is.sick napisała:

        > Co z tym porno znowu. Może czas skończyć z popularną mitologią. Pod jakim wzglę
        > dem to fikcja? Jeśli ktoś jest zimny jak syberia, to musi od razu po sobie sądz
        > ić? Porno jest udawane, ale seks taki jak w porno? oj muszę zmartwić boginię, z
        > darza się w realu.

        Za dalekie wnioski wyciągasz. Osobiście uważam, że obejrzenie pornosika to nic złego. Nie neguję, że istnieje seks jak z porno - ale w większości przypadków to seks taki sobie. Jako młoda i niedoświadczona małolata też czerpałam wzorce "z kina".

        Coś jak zestaw McDonald z Colą w zestawieniu z wyrafinowanym obiadem z dobrym winem winem. Lubię seks tantryczny, też jest tam anal. Trochę inny niż w porno, w moim odczuciu bardzo przyjemny. Osobiście nie odczuwam takiego stopnia przyjemności podczas analu a`la porno.

        Co do łączenia emocji z seksem - to najgorsze z możliwych połączeń. Seks z nieznanym partnerem w większości przypadków będzie bardziej satysfakcjonujący niż z partnerem stałym. Właśnie ze względu na brak emocjonalnych obciążeń. W przypadku kobiet ma to chyba większe znaczenie. Gdyby - jak się wmawia kobietom powszechnie było odwrotnie - kobiety największy poziom satysfakcji odczuwałby w związkach małżeńskich. Póki co tendencja jest nieco inna.
        • kag73 Re: odgrywanie orgazmów 15.06.12, 14:23
          "Co do łączenia emocji z seksem - to najgorsze z możliwych połączeń. Seks z nieznanym partnerem w większości przypadków będzie bardziej satysfakcjonujący niż z partnerem stałym. Właśnie ze względu na brak emocjonalnych obciążeń. W przypadku kobiet ma to chyba większe znaczenie. Gdyby - jak się wmawia kobietom powszechnie było odwrotnie - kobiety największy poziom satysfakcji odczuwałby w związkach małżeńskich. Póki co tendencja jest nieco inna."

          Bo ja wiem? Jakos mnie to nie przekonuje. A moze ja znow mam inaczej? Najbardziej satysfakcjonujacy seks mialam/mam wlasnie w stalych zwiazkach/malzenstwie.
    • lina_onsdag Re: odgrywanie orgazmów 13.06.12, 14:30
      Że niby orgazm po ostrym, wyuzdanych seksie bez zahamowań musi być udawany? Yyy...
      Właśnie mi się przypomniało, jak mój pierwszy facet powtarzał, że z naszego seksu można by nakręcić niezłego pornosa. A ja zupełnie nie rozumiałam, o czym on mówi - żadnego filmu tego typu na oczy nie widziałam i nie ciągnęło mnie, żeby obejrzeć, byłam raczej zielona w temacie, nie starałam się spełniać żadnych "pornosowych" oczekiwań (bo nie miałam świadomości, że facet ma czy też może mieć takowe). Zachowywałam się tak, jak mi instynkt podpowiadał, wszystko było naturalne i nieudawane, ze spazmami, krzykami i wiciem się włącznie. Dopiero po latach i po zakończeniu tamtego związku, kiedy już parę pornosów obejrzałam, dotarło do mnie, że faktycznie tamten seks był taki... tyle że w filmach sztuczność wali po oczach, a u nas było prawdziwie. Inna sprawa, że z nikim innym nie było już tak rewelacyjnie (tzn. bywało bardzo dobrze, ale już takich szaleństw i takiej histerii orgazmowej nie było ;)), więc może to kwestia odpowiedniego dobrania.
      Także można, oj można...
      • abrigado Re: odgrywanie orgazmów 13.06.12, 14:45
        z nikim innym?
        a jak nasz wielbiciel literatury sakndynawskiej- okazał się tylko mocny w gębie???
        ...szczerze wspólczuję
    • coill Re: odgrywanie orgazmów 14.06.12, 20:26
      twojabogini napisała:

      > Dlaczego kobietę udającą w łóżku orgazmy uważa się za "oszustkę"?

      nie wiem. dla mnie nonsens udawac, bo skoro nie ma szczyty, to udając - sie go napewno nie uzyska;) przeciez facet bezie myslal ze wszystko zawse gra i nietrzeba wiecej osiagnac, co to niby ma tym babom dac.
    • twojabogini Re: odgrywanie orgazmów 15.06.12, 14:34
      To cytat z innego watku:
      ja go wczesniej oszukiwalam, udawalam, ze mam orgazm, ze mi sie podoba (choc, to nie jest klamstwo, tak mi sie podobalo, ze jestesmy razem, te poloczenie cial i dusz, orgazm nie byl dla mnie na najwazniejszy, ale to sie zmienilo). Wiec, tak, on szczytowal a ja nie, ale nie mowilam mu tego - dlatego uwazam, ze to moja wina. Chce to naprawic, jednak, bo zalezy mi na nim.

      Nie uważam, żeby to była wina kobiety. Kobieta nauczyła się jak osiągać przyjemność w seksie - i dostała szlaban na seks. Tak naprawdę facet wolał, gdy udawała - bo wtedy cały seks był dla niego.
      Cholera, naprawdę często spotykam się z kobietami które mają dość życia seksualnego w związku, bo jak przestały udawać (a zaczęły przeżywać), to okazało się, że im partnerom to nie odpowiada. Bo nie jest tak "jak by chcieli". Do seksuologa też zazwyczaj nie pójdą, bo oni są normalni przecież, tylko kobiecie odbiło.
      • that.bitch.is.sick Re: odgrywanie orgazmów 16.06.12, 00:07
        twojabogini napisała:

        > Nie uważam, żeby to była wina kobiety. Kobieta nauczyła się jak osiągać przyjem
        > ność w seksie - i dostała szlaban na seks. Tak naprawdę facet wolał, gdy udawał
        > a - bo wtedy cały seks był dla niego.
        > Cholera, naprawdę często spotykam się z kobietami które mają dość życia seksual
        > nego w związku, bo jak przestały udawać (a zaczęły przeżywać), to okazało się,
        > że im partnerom to nie odpowiada. Bo nie jest tak "jak by chcieli". Do seksuolo
        > ga też zazwyczaj nie pójdą, bo oni są normalni przecież, tylko kobiecie odbiło.

        Jeśli wcześniej udawały to chyba jest odpowiedź. Fantasy jest zawsze atrakcyjniejsze od reality. Tylko czemu w seksie nie wprowadzić fantasy. Przecież istotą i symbolem kobiecej ekspresji jest chimeryczność, emocjonalność przerysowanie. Znam masę kobiet które w codziennym sposobie bycia charakteryzuje egzaltacja, teatralność. Kobiety przerysowują reakcje emocjonalne w codziennym życiu, czemu by nie miały robić tego w seksie?
        Ja z kolei znam z opowieści kobiet, że kręcą je własne odgłosy i podkręcają te dźwięki bo je to podnieca zwyczajnie. To nie jest udawanie. To jest właśnie kobieca ekspresja. A na facetów to ponoć ogromnie działa. Ekspresyjność w seksie jest super hiper, jeśli ktoś się umie tym bawić i generalnie podchodzić na luzie. Warto też przychylić się do tego co lubi partner.

        Ale Twoja teoria spiskowa pod tytułem: facetom przeszkadza kobiecy orgazm to już żenada do potęgi entej. Proponuję jakieś leki:). Oczywiście może być tysiąc różnych przyczyn szlabanu na seks kiedy kobieta już przestanie udawać. A może bez udawania to egocentryczny potwór.
        Znajomy mi mówił że w łóżku żona, kazała mu siedzieć przy niej i się pieścić jak ona sobie to ręką robiła i potem nie kończyło się bynajmniej stosunkiem tylko pójściem spać po jej orgazmie. Skończyło się jego problemami ze wzwodem. I szlabanem na seks z jego strony.
        Więc jeśli słuchasz relacji jednej strony to sorry, wnioski mogą być na wyrost.
        • kag73 Re: odgrywanie orgazmów 16.06.12, 01:08
          Ale Twoja teoria spiskowa pod tytułem: facetom przeszkadza kobiecy orgazm to już żenada do potęgi entej. Proponuję jakieś leki:).

          Ja mysle, ze ona miala na mysli cos innego.
          Jak dla mnie, troche widze wine kobiety, ktora dluugo udawla orgazm i rozumiem faceta, to troche jak kapciem w morde, cale lata przekonany, ze jest ogier i partnerka ma pelna satysfakcje a tu nagle sie okazuje, ze go..no prawda. Ma prawo byc zawiedziony i rozgoryczony i potrzebowac chwili, zeby sie z tego otrzasnac. Poza tym nie zapominajmy...przyzwyczajenia to niebywale powazna i niebezpieczna sprawa. Czlowiek tak sie przyzwyczaja, ze bierze za oczywistosc i zmiana przyzwyczajenia/ rytualu jest czasem odbierana bardzo bolesnie. Maz mi od lat serwuje kawe do lozka i coz by to bylo gdyby nagle przestal to robic??!!! Moj Boze, tragedia, przeciez mi sie nalezy, to norma :)
          I teraz kwestia zaakceptowania i odzwyczajenia sie, wzglednie przyzwyczajenia sie do nowej sytuacji. Jak bedzie rozsadny, to przeskocczy wlasny cien i sprobuje...ale, ze ma wrazenie, ze caly czas robila z niego idiote...rozumiem. Juz lepiej byloby gdyby nie udawala, moze wtedy sam zainteresowalby sie tematem, dopytal, wywiazala by sie rozmowa(za pozno). Rzecz w tym, ze kobieta bala sie odrzucenia. Problem w tym, ze teraz zostala odrzucona, czyli nastapilo to czego najbardziej sie obawiala.
          • twojabogini Re: odgrywanie orgazmów 16.06.12, 16:19
            kag73 napisała:

            Juz lep
            > iej byloby gdyby nie udawala, moze wtedy sam zainteresowalby sie tematem, dopyt
            > al, wywiazala by sie rozmowa(za pozno). Rzecz w tym, ze kobieta bala sie odrzuc
            > enia. Problem w tym, ze teraz zostala odrzucona, czyli nastapilo to czego najba
            > rdziej sie obawiala.

            Wszystko to byłoby prawda, gdyby nie jeden mankament. Ludzie się zmieniają. Większość kobiet w naszej kulturze dość późno rozbudza się seksualnie, zatem w początkach małżeństwa kobieta udająca orgazmy może być bardzo usatysfakcjonowana z pożycia - na jej seksualne potrzeby to wystarcza.
            Gdy libido rośnie - a partner nie chce się dostosować, uwzględnić propozycji, potrzeb seksualnych partnerki, odegrać z kolei czegoś dla niej - wtedy jest problem. Nie w "udawaniu", a w niechęci partnera do "udawania", podkręcenia atmosfery - z uwzględnieniem potrzeb kobiety.
            • kag73 Re: odgrywanie orgazmów 16.06.12, 16:33
              "Gdy libido rośnie - a partner nie chce się dostosować, uwzględnić propozycji, potrzeb seksualnych partnerki, odegrać z kolei czegoś dla niej - wtedy jest problem. Nie w "udawaniu", a w niechęci partnera do "udawania", podkręcenia atmosfery - z uwzględnieniem potrzeb kobiety."

              To sie zgadza.
              • kag73 Re: odgrywanie orgazmów 16.06.12, 16:55
                Dodam jeszcze, ze zalezy od okolicznosci. Co partner wie, jaki komunikat kobieta mu przekazala, ze chce inacze/wiecej/odmiany i dlaczego, bo ma na to ochote czy bo nie osiaga orgazmu i nigdy go nie osiagala.
                Trudno miec udane zycie seksualne z partnerem, ktory nie uwzglednia propozycji i potrzeb drugiej osoby, niezaleznie od plci. Wielu mezczyzn rowniez chcialo byl po francusku, od tylu, analu, na jezdzca, kobiecej inicjatywy a ich partnerki nie chca i gwizdza na ich potrzeby, bo one takich nie maja albo sa zablokowane, maja zryty beret, tylko po bozemu itp. Mozna argumentowac, ze tak czy siak facet dochodzi, czyli minimum spelnione. Ale wtedy moznaby argumentowac, ze kobieta tez bez tych wszystkich ceregieli dochodzi, wierzy facet, bo "ekspresja" byla. Moze sie nieszczesliwym trafem znalezc i odwrtotnie, czyli mezczyzna z utartymi schemtami, przebiegiem "akcji", niska erotycznoscia. Przyzwyczail sie, jemu z tym bylo dobrze jej(w jego przekonaniu) tez i nagle jej odwala i chce "wyszukanych" technik. Nie mowie, ze to jest fajne, w zyciu nie chcialbym takiego partnera, ale z pewnoscia sie zdarzaja.
                W seksie jak najbardziej wskazana jest otwartosc i elastycznosc w mysleniu, jasne...ale to nie koncert zyczen, niestety, mie zawsze sie udaje.
        • twojabogini Re: odgrywanie orgazmów 16.06.12, 16:14
          that.bitch.is.sick

          Ale Twoja teoria spiskowa pod tytułem: facetom przeszkadza kobiecy orgazm to już żenada do potęgi entej. Proponuję jakieś leki:).

          Wietrzenie spiskowych teorii tam gdzie ich nie ma też nie jest zbyt zdrowym objawem, ale nie wiem czy da się to leczyć ;) bez obrazy

          Zgadzam się z tobą, że:

          >Ja z kolei znam z opowieści kobiet, że kręcą je własne odgłosy i podkręcają te dźwięki bo je >to podnieca zwyczajnie. To nie jest udawanie. To jest właśnie kobieca ekspresja. A na >facetów to ponoć ogromnie działa. Ekspresyjność w seksie jest super hiper, jeśli ktoś się >umie tym bawić i generalnie podchodzić na luzie. Warto też przychylić się do tego co lubi >partner.

          I właśnie to twierdzę - to nie udawanie - to ekspresja. Oskarżanie w takiej sytuacji kobiety o "oszustwo" to efekt jakiegoś zaściankowego myślenia o seksie - ma być szczerze, bo bożemu, blisko krzyża, a kobieta jest naczyniem rozkoszy mężczyzny.
          A facet mógłby po prostu ruszyć d... czy co tam potrzeba i zwyczajnie zrobić dobrze partnerce. Do seksuologa się przejść zapytać o instrukcję, albo jakąś książkę przeczytać, jak mu nie starcza własnej fantazji. Pomijając, ze wystarczyłoby wysłuchać partnerki i z kolei urządzić teatrzyk dla niej - jedna będzie chciała romantyka, inna ogiera jak z filmu.
          Zazwyczaj albo kobieta zaczyna udawać z powrotem, albo następuje rozwód.

          • kag73 Re: odgrywanie orgazmów 16.06.12, 16:31
            Nie wiem dziewczynki, jakos sie z Wami nie zgadzam. Skoro u tej kobiety nie chodzilo o "udawanie" a o ekspresje, to w czym problem? Niech dalej ma "espresje" i sie nia podnieca.
            Odglosy odglosami, jak najbardziej moga byc, ale tutaj o punkt kulminacyjny chodzi, ktorego zwyczajnie nie ma.
            Glupi facet w tym wszystkim, bo sie nie domyslil, ze to "ekspresja" a nie orgazm, on byl przeswiadczony, ze to orgazm. Szkoda, ze nie zapytal... z drugiej strony kto chce byc ciagle pytany czy doszedl a zreszta po co, przypuszczalnie kobieta twierdzilaby, ze tak szczytowala. Mysle, ze trudno od faceta w tak jednoznacznej(z jego punktu widzenia) sytuacji wymagac zakumania, ze to nie orgazm tylko "ekspresja". I jeszcze trudniej od niego wymagac, zeby "ruszyl d..." i zrobil dobrze partnerce, bo przeciez jest przekonany, ze jej regularnie robi dobrze. Zreszta ksiazki niekoniecznie pomagaja, bo kobiety to nie maszyny z tasmy, bywaja rozne i jeszcze same musza wiedziec czego i JAK chca. I zeby sluchac kobiety to ona jeszcze musi mowic a nie zadawalac sie "ekspresja". Moim zdaniem to udawanie, majace konkretny cel.
            • mgla_jedwabna Re: odgrywanie orgazmów 17.06.12, 03:15
              Dawno temu, gdzies tak w 2003 lub 2004 był w "Men's Health" taki artykulik, jak odrożniać rozmaite prawdziwe rzeczy od podróbek. Było o Rolexach, szampanach itd., ale również o orgazmach. Wymieniali około ośmiu-dziesięciu objawów, wśród nich wiele trudnych do podrobienia np. przyspieszone tętno. Tekst był skierowany do naiwniaków, którzy za jedyny wyznacznik orgazmu brali piski i jęki ;) Jeśli ktoś ma w wersji cyfrowej, można prosić o udostępnienie? To był niezły, konkretny, choć krótki, tekst.

              Jakoś wtedy nie chciało mi się wszystkich objawów zapamiętywać, w sumie po co, skoro ja wiem i bez tego, kiedy mam orgazm ;) A nie przypuszczałam, że mogłabym czegoś takiego potrzebować w celu dokształcania partnera, w naiwnej młodości wierząc, że partner wykształconym będzie już.
              • kag73 Re: odgrywanie orgazmów 17.06.12, 15:59
                Mgla, nie przeceniaj mezczyzn :)
                Zreszta gdziez tam oni sami w momencie najwiekszego podniecenia, szczytujac mieliby zwracac uwage na "objawy" i "wyznaczniki" kobiecego orgazmu. Wcale im tego zreszta nie biore za zle. Facet nie zwsze che/musi wiedziec czy kobieta miala orgazm czy nie. Jezeli kobieta bedzie chciala, zeby sie dowiedzial, to zapewne sie dowie :)
                • lina_onsdag Re: odgrywanie orgazmów 17.06.12, 16:24
                  No dokładnie - komu w trakcie seksu chciałoby się zajmować badaniem pulsu i zaglądaniem w źrenice? Czułabym się średnio, gdyby facet, zamiast brać za dobrą monetę to, jak się zachowuję, rozpoczynał śledztwo. Odebrałabym to jako przejaw braku zaufania wynikający np. z niedowartościowania ("a, może wcale nie jest fajne, więc lepiej sprawdzę ten puls"). Chore. Seks to jest jednak rodzaj gry - trzeba brać to, co druga strona chce nam pokazać, a nie zakładać podstęp i przeprowadzać dowód w trakcie.
                  Jeśli kobieta udaje, to ważny jest ewentualnie powód tego udawania, a nie sam fakt w trakcie. Powód to ona może wyjawić (albo i nie), wedle swojej woli i w wybranym momencie. I doraźne badanie pulsu nic tu nie pomoże.
                • mgla_jedwabna Re: odgrywanie orgazmów 17.06.12, 16:25
                  Niektóre z tych objawów maja tendencje do utrzymywania się po tym, jak i mężczyzna skończy. A jeśli kobieta skończy dużo wcześniej, to mężczyzna powinien być jeszcze na tyle przytomny, aby zajarzyć, o co chodzi.

                  No, jak facet nie chce, to się nie dowie, ba, nawet jak ona mu powie otwartym tekstem, że nie miała ani tyci, to zignoruje...
          • pini111 Ja też wszystkie orgazmy udawałem 10.08.12, 23:55
            :D
    • kemot_ski Re: odgrywanie orgazmów 17.06.12, 18:06
      hmmm... najlepiej wyjść z założenia, że udany seks jest wtedy, kiedy partnerka/partner dochodzi n+1 razy. gdzie n jest liczbą osobistych dojść do celu;)
      udawany orgazm... wstyd się przyznać, ale zdarza się mi popełnić:D na usprawiedliwienie mogę dodać, że tylko wtedy, kiedy partnerka dojdzie i jestem kompletnie wypompowany, w sensie -opadnę z sił:D a przecież, jak powszechnie wiadomo, takie opadnięcie z sił w takim momencie, każdemu porządnemu samcowi zdarzyć się oficjalnie nie powinno:) jeśli chce uchodzić w oczach wybranki za porządnego samca:D

      p.s. coś jednak mnie niepokoi:)...drogie panie, pomijając milczeniem stosunkowo łatwe do wyobrażenia zagranie udawania onomatopeicznych oznak rzekomego dojścia do celu... udawanie mięśniami kegla można wyćwicz do stopnia uwiarygodnienia przejścia orgazmu na równi z łatwością grania doznaniami słuchowymi??? :)
      • hello-kitty2 Re: Przyklad pod tyt."No skoncz wreszcie", itp 18.06.12, 13:15
        kemot_ski napisał:

        > p.s. coś jednak mnie niepokoi:)...drogie panie, pomijając milczeniem stosunkowo
        > łatwe do wyobrażenia zagranie udawania onomatopeicznych oznak rzekomego dojści
        > a do celu... udawanie mięśniami kegla można wyćwicz do stopnia uwiarygodnienia
        > przejścia orgazmu na równi z łatwością grania doznaniami słuchowymi??? :)

        Tak, jak w przypadku kazdego miesnia mozna go sobie "wycwiczyc'', ale nie sadze zeby bylo to konieczne :)

        Czyli zdarza sie, ze panowie tez udaja. Wczesniej tez jeden z panow pisal, ze udawal regularnie. Powodem bylo 'spelnianie obowiazku malzenskiego' w przypadku ponad stu kilowej, zaniedbanej zony, ktora go nie krecila. kemot_ski rozumiem, ze takie udawanie przejdzie tylko w przypadku prezerwatywy? Czyli w przypadku stalego zwiazku z innymi metodami antykoncepcyjnymi to jak to jest?

        No wlasnie, nie pisalismy o innych przyczynach udawania, w tym o chyba najczestszej przyczynie: "zeby partner juz skonczyl".

        Czyzby kobiety wybieraly mniejsze zlo? Zamiast powiedziec szczerze ale bolesnie "no skoncz wreszcie". :)

        Kutuzow (ty jestes szczery i poukladany) ciekawi mnie twoja opinia. Damskie opinie tez mnie interesuja.
        • kutuzow "like a deer caught in the headlights" 18.06.12, 15:04
          hello-kitty2 napisała:

          > Czyzby kobiety wybieraly mniejsze zlo? Zamiast powiedziec szczerze ale bolesnie
          > "no skoncz wreszcie". :)
          >
          > Kutuzow (ty jestes szczery i poukladany) ciekawi mnie twoja opinia. Damskie opi
          > nie tez mnie interesuja.

          Kitty, dzięki za uznanie (albo sarkazm ?), ale to chyba raczej pytanie do kobiet czemu one udają. Jeśli nawet nie z autopsji, to pewnie znają różne historyjki wymieniane przy kawce i winie z koleżankami.

          Tak mi się nasunęło/przypomniało co do udawania i gry (o których różne osoby tutaj wspominały). Bardzo ciekawy (męski) punkt widzenia na wskazówki w trakcie np. miłości francuskiej pokazuje fragment z "Pogoni za Amy"
          (BTW: bardzo polecam ten film -ciekawe studium związku dwojga ludzi o różnym poziomie seksualnego doświadczenia i wpływie na męskie ego).

          Niestety znalazłem tylko wersję anglojęzyczną.
          www.youtube.com/watch?v=VD26xyWewcE
          (właściwy fragment od 0:40)
          • kag73 Re: "like a deer caught in the headlights" 18.06.12, 15:39
            "No wlasnie, nie pisalismy o innych przyczynach udawania, w tym o chyba najczestszej przyczynie: "zeby partner juz skonczyl".

            Czyzby kobiety wybieraly mniejsze zlo? Zamiast powiedziec szczerze ale bolesnie "no skoncz wreszcie". :)"

            Niekoniecznie i nie zawsze chodzi o to, zeby juz skonczyl. Jestem z tych, ktore nie udaja(udawaja?), ale mysle, ze czesta przyczyna moze byc chcec sprawienia partnerowi przyjemnosci, spelnienia jego oczekiwan: bylo jej ze mna dobrze, miala orgazm, badz podtrzymywanie "obrazka": wspolnie szczytujemy, czasem moze niepewnosc i niedoswiadcznie: nie mam orgazmu wiec cos ze mna nie tak, wszystkie inne przeciez dochodza razem z mezczyzna podczas stosunku, widzialam na filmach, nie chce go rozczarowac.
            Kutuzow Tobie powiem, ze jeszcze nigdy zadna kolezanka ani przy kawce ani przy winku nie opowiadla mi zadnych "historyjek" o uadawaniu orgazmow ani tez o nieudawaniu :(


            • hello-kitty2 Re: "like a deer caught in the headlights" 18.06.12, 15:58
              kag73 napisała:

              > Kutuzow Tobie powiem, ze jeszcze nigdy zadna kolezanka ani przy kawce ani przy
              > winku nie opowiadla mi zadnych "historyjek" o uadawaniu orgazmow ani tez o nieu
              > dawaniu :(

              Mnie tez nie, wszystkie znane mi kobiety (znane w realu), bedace w zwiazkach, sa tak w nich szczelnie zamkniete, jakby byly jednym cialem z mezczyzna, a ich orgazm (udawany czy nie) nalezal do niego i byl tak drogocenny, ze nie nalezy o nim nigdy, nigdzie wspominac, bo jeszcze by go ktos mogl ukrasc :)

              Kobiety nie sa otwarte, dlatego pisalem wczesniej, ze nie znam 'fajnych' kobiet (podkreslam w realu, bo tu to co innego :).

              Mysle, ze gdyby kobiety rozmawialy ze soba na temat orgazmow nie byloby watkow typu: "myslalam, ze cos ze mna jest nie tak, ze nie szczytuje razem z mezem" ect.
              • kag73 Re: "like a deer caught in the headlights" 18.06.12, 16:06
                Otoz. Ja znam fajne kobiety, ale fakt o orgazmach nigdy zadna nie opowiada, NIGDY. Ja zreszta tez nie. Jakos to ogolnie przyjete, moze zbyt intymne.
                Podobnie jak nie mowi sie(moze teraz juz troche czesciej) o trudnych momentach w macierzynstwie, zwlaszcza na poczatku. Ma sie wrazenie, ze wszystkie kobiety sa urodzonymi matkami, talentami w tej materii... i jak czlowiek sam ma ciezki moment, mysli, ze jest wyrodna matka, bo wszystkie inne takie wytrwale/silne, kochajace cokolwiek by nie bylo. A wiemy jednak, ze tak nie jest.
                • hello-kitty2 Re: "like a deer caught in the headlights" 18.06.12, 16:33
                  kag73 napisała:

                  > Otoz. Ja znam fajne kobiety, ale fakt o orgazmach nigdy zadna nie opowiada, NIG
                  > DY. Ja zreszta tez nie. Jakos to ogolnie przyjete, moze zbyt intymne.
                  > Podobnie jak nie mowi sie(moze teraz juz troche czesciej) o trudnych momentach
                  > w macierzynstwie, zwlaszcza na poczatku. Ma sie wrazenie, ze wszystkie kobiety
                  > sa urodzonymi matkami, talentami w tej materii... i jak czlowiek sam ma ciezki
                  > moment, mysli, ze jest wyrodna matka, bo wszystkie inne takie wytrwale/silne, k
                  > ochajace cokolwiek by nie bylo. A wiemy jednak, ze tak nie jest.

                  Kag jest tak, jak mowisz, zgadza sie, niemniej wg mnie to duzy blad, ze sie nie mowi. Przez to kobiece relacje staja sie powierzchowne. Kobiety nie wspieraja sie w rzeczywistych problemach, bo o nich nie mowia/ nie potrafia rozmawiac. Dlatego "skazuja" sie na mezczyzn, obciazajac tych wielokrotnie za bardzo.
                  • kag73 Re: "like a deer caught in the headlights" 18.06.12, 17:07
                    Tez uwazam, ze troche szkoda, ze kobiety o tym ze soba nie rozmawiaja. Moim zdaniem ogolnie nalezaloby jednak zaczac od zaprzestania wciskania kitu w filmach/literaturze i innych bajka o tym oczywistym jednoczesnym osiaganiu orgazmu prez mezczyzne i kobiete w czasie penetracji, bo to raczej mniejszosc niz wiekszosc. Ale od tego mitu sie zaczyna i byc moze zadna kobieta nie chce mowic o swoich slabosciach, bo wydaje jej sie, ze jest ta "gorsza", ktora nie szczytuje w taki sposob i do tego nie znalazla jeszcze "swojej" drogi do orgazmu.
                    Zreszta ogolnie nie mowi sie raczej szczegolowo o intymnych sprawach, mysle, ze nie robia tego generalnie ani mezczyz ani kobiety.
                    • hello-kitty2 Re: "like a deer caught in the headlights" 18.06.12, 17:32
                      kag73 napisała:

                      Moim zda
                      > niem ogolnie nalezaloby jednak zaczac od zaprzestania wciskania kitu w filmach/
                      > literaturze i innych bajka o tym oczywistym jednoczesnym osiaganiu orgazmu prez
                      > mezczyzne i kobiete w czasie penetracji, bo to raczej mniejszosc niz wiekszosc.

                      Tez sie nad tym zastanawialam, poogladalam pare pornosow z main streamu (we wszystkie dziury i z w wytryskiem na twarz). Przeciez tam nie ma "oczywistego, jednoczesnego osiagania orgazmu", bo niby kiedy? Przeciez widac, ze panie sie boja nie dostac strzalem w oko :)

                      W trakcie rzniecia panie sobie tam pojekuja ale jak dla mnie, to tam kobiecy orgazm nie jest pokazany w ogole. Dlatego pytalam kiedys co ogladacie?

                      ps. na te filmy polecone przez Kutuzowa nie moglam trafic, a szkoda.
                      • kag73 Re: "like a deer caught in the headlights" 18.06.12, 17:41
                        Porno z tego wykluczam, nie pamietam juz kiedy ostatnio ogladalam jakis film porno, zresza wielu ich w zyciu nie widzialam. Zdecydowanie wole wlsne filmy :) To przeswiadczenie o spelnieniu, zlaniu w jedno, tym wspolnym orgazmie to chyba z literatury i filmow romantycznych, moze z jakichs poradnikow. Nie wiem skad to ale wiem, ale istnieje takie wlasnie przeswiadczenie.
                        Hmm, wychodzi na to, ze porno byloby niezle edukacyjnie, bo tam chociaz kitow nie wciskaja :)
                      • sabat77 Re: "like a deer caught in the headlights" 18.06.12, 17:44
                        Ciekawe, bo kategoria female orgasm, podobnie jak rozne kategorie stymulacji analnej naleza do mojej scislej czolowki. I nie, nie usiluje sie dostosowac, mowie prawde.
                        jedynie ubolewam, ze jest tego malo i niskiej jakosci.
                        szczegolnie lubie tzw, shaking orgasm. Wiec mowicie, ze to teatr ? Szkoda...
                        • kag73 Re: "like a deer caught in the headlights" 18.06.12, 17:53
                          "shaking orgasm" to co to niby jest? trzesie sie czy co? A tan analna stymulacja to niby kto kogo i jak stymuluje?
                          • sabat77 Re: "like a deer caught in the headlights" 18.06.12, 19:36
                            w moim wypadku to wszystkie warianty oprocz facet faceta.
                        • hello-kitty2 Re: "like a deer caught in the headlights" 18.06.12, 18:06
                          sabat77 napisał:

                          > Ciekawe, bo kategoria female orgasm, podobnie jak rozne kategorie stymulacji an
                          > alnej naleza do mojej scislej czolowki. I nie, nie usiluje sie dostosowac, mowi
                          > e prawde.
                          > jedynie ubolewam, ze jest tego malo i niskiej jakosci.
                          > szczegolnie lubie tzw, shaking orgasm. Wiec mowicie, ze to teatr ? Szkoda...

                          Shaking orgasm powiadasz, poszukam sobie i zaopiniuje ci :)

                          Kag te kity (nie mylic z kitty :) z porno, o ktorych pisza panie odnosza sie zapewnie do pokazania, ze facet czy faceci "obracaja" babke we wszytkie dziury dla wlasnej przyjemnosci, a ona jest zadowolona z tego jak diabli, chociaz sama nic z tego nie ma (brak pieszczot wylacznie dla niej, brak orgazmu), a "zadowolenie" prezentuje wprost do kamery (udawane). Tak to z grubsza wyglada na filmach, a w rzeczywistosci moze byc odwrotnie, o czym pisaly dziewczyny.
                          • urquhart Re: "like a deer caught in the headlights" 18.06.12, 19:46
                            hello-kitty2 napisała:
                            > Shaking orgasm powiadasz, poszukam sobie i zaopiniuje ci :)

                            Nadchodzące falami skurcze całego ciała przypominające padaczkę. To jest dopiero coś :)
                            • that.bitch.is.sick Re: "like a deer caught in the headlights" 19.06.12, 10:04
                              urquhart napisał:


                              > Nadchodzące falami skurcze całego ciała przypominające padaczkę. To jest dopier
                              > o coś :)
                              >

                              Na tym forum to jak opowiadanie o zorzy polarnej:). Mężatki od lat wielu, matki dzieciom a tu proszę jakie odkrycie: orgazm? mega orgazm? A co to jest tak generalnie? :) Nieźle nieźle.
                              • zyg_zyg_zyg Re: "like a deer caught in the headlights" 19.06.12, 12:45
                                Dajcie już spokój. Przyśpieszonego oddechu się nauczyłam. Jęczenia się nauczyłam. Wicia się i spazmów się nauczyłam. Miarowego kurczenia mięśni Kegla też. A tu jeszcze drgawki padaczkowe. Przecież stary mi nie daruje...
          • hello-kitty2 Re: "constant updates" 18.06.12, 15:43
            kutuzow napisał:

            > Kitty, dzięki za uznanie (albo sarkazm ?)

            Uznanie, jak najbardziej, nalezace sie, nie prowadzace do pozadania. Poukladanie nie jest sexy :)

            > ale to chyba raczej pytanie do kobiet czemu one udają. Jeśli nawet nie z autopsji, to >pewnie znają różne historyjki
            > wymieniane przy kawce i winie z koleżankami.
            > Tak mi się nasunęło/przypomniało co do udawania i gry (o których różne osoby tu
            > taj wspominały). Bardzo ciekawy (męski) punkt widzenia na wskazówki w trakcie n
            > p. miłości francuskiej pokazuje fragment z "Pogoni za Amy"
            > (BTW: bardzo polecam ten film -ciekawe studium związku dwojga ludzi o różnym po
            > ziomie seksualnego doświadczenia i wpływie na męskie ego).

            Tak, to stary film, warty przypomnienia. Pewnie zgodzimy sie co do jednego: udawane czy nie, wazne sa: constant updates, to let her/him know what the status is :)

            • bi_chetny Re: "constant updates" 18.06.12, 15:49
              kobiety udają orgazmy, bo faceci uważają wtedy że było dobrze. jak nie ma nacisku na orgazm, jak facet nie przejmuje się tym aż tak bardzo, okazuje się, że nie jest potrzebny, a kobiecie jest z reguły lepiej.
              • kag73 Re: "constant updates" 18.06.12, 16:00
                "jak facet nie przejmuje się tym aż tak bardzo, okazuje się, że nie jest potrzebny, a kobiecie jest z reguły lepiej."

                Nie potrzebny "facet" czy "orgazm"?
                Bo powiedzialabym facet potrzebny czesto chociazby do noszenia walizek :)A jezeli o orgazm chodzi, to owszem nie zawsze jest potrzebny, ale z mojego punktu widzenia, nie byloby dobrze gdyby go nie bylo NIGDY (nie wazne jaka droga osiagniety). Zdarza sie, ze i facet nie ma orgazmu i to tez nie jest tragedia, moze byc nawet bardyo podniecajace, ale tutaj rowniez: nie moze byc, ze NIGDy go nie ma.
                • bi_chetny Re: "constant updates" 18.06.12, 16:07
                  oczywiście orgazm. i oczywiście powinien się zdarzać często. z mojego doświadczenia, kiedy nie ma takiego parcia na orgazm, to zdarza się on częściej :)
                • kutuzow Re: "constant updates" 18.06.12, 16:10
                  kag73 napisała:

                  >...A jezeli o orgazm chodzi, to owszem nie zawsze jest potrzebny, ale z mojego punktu wi
                  > dzenia, nie byloby dobrze gdyby go nie bylo NIGDY (nie wazne jaka droga osiagni
                  > ety). Zdarza sie, ze i facet nie ma orgazmu i to tez nie jest tragedia, moze by
                  > c nawet bardyo podniecajace, ale tutaj rowniez: nie moze byc, ze NIGDy go nie m
                  > a.

                  Kag --> w pełni się zgadzam z tym co napisałaś. To tak gwoli wyjaśnienia wcześniejszego niezrozumienia.
    • sabat77 to tylko biologia 18.06.12, 16:42
      W swietle teori, traktujacej kobiecy orgazm jako mechanizm zatrzymujacy wyplyw nasienia po stosunku, a tym samym zwiekszenia szansy na zaplodnienie, kobieta ma znacznie wieksze szanse na osiagniecie orgazmu z nosicielem mocnych genow (wzrost, atletyczna budowa, inteligencja) niz z providerem. Jezeli maz jest postrzegany swiadomie lub nie jedynie w roli providera, kobieta poprzez udawanie orgazmu usiluje wprowadzic go w blad i utrzymac dostep do zqasobow. Jest to element gry, ktora w gruncie rzeczy sprowadza sie do zalegalizowanej prostytucji w ukladzie seks-zasoby (szeroko pojmowane).
      Dlaetego jest imo sporo damskej racjonalizacji w postrzeganiu mezczyzny jako niezdarnego kochanka.

      moi drodzy - lepiej raz z krolewna sniezka niz siedem razy z siedmioma krasnalami. Niektorzy goscie sa na tyle nieatrakcyjnymi nosnikami genow (bedac jednoczesnie atrakcyjnymi doostarczycielami zasobow), ze orgazm z nimi jest rownie malo prawdopodobny jak natychmiastowa erekcja normalnego faceta na widok starej i grubej baby.
      To co przezywamy jest zalezne takze od atrakcyjnosci samej relacji i tym co sie za nia kryje.
      • kag73 Re: to tylko biologia 18.06.12, 16:59
        Ach, sabat, co Ty wiesz o zyciu a tym bardziej o kobiecych orgazmach!
        Kobiecy orgazm nie jest absolutnie potrzebny do zajscia w ciaze.

        "Niektorzy goscie sa na tyle nieatrakcyjnymi nosnikami genow (bedac jednocze
        > snie atrakcyjnymi doostarczycielami zasobow), ze orgazm z nimi jest rownie malo
        > prawdopodobny jak natychmiastowa erekcja normalnego faceta na widok starej i g
        > rubej baby."

        Gdyby to bylo takie proste, to by wszystko bylo proste :)
        Zalezy od kobiety, jej anatomi, nie wiem czego jeszcze a zatem czasem/czesto niekoniecznie facet cudo tylko odpowiednia technika moze uczynic cuda, uwierz mi.
        Kobiecy orgazm to mistycyzm.
        • sabat77 Re: to tylko biologia 18.06.12, 17:15
          Chryste Jezu, co ty mi wmawiasz... Gdzie ja powiedzialem, ze jest konieczny ? Zaobserwowano ze sprzyja zatrzymaniu nasienia partnera a tym samym moze miec istotny wplyw na zaplodnienie. Dlatego jesli zalozyc, ze kobiety daza do zaplodnienia z optymalnym zestawem genow, tym samym orgazm z atrakcyjniejszym partnerem moze byc latwiejszy do osiagniecia. Chociazby z tak prozaicznego powodu jak wyzsze podniecenie seksualne. Nikt nie mowi, ze zawsze tak bedzie, ale jak chlop cie fizycznie odrzuca to niekoniecznie musi sie udac.
          • kag73 Re: to tylko biologia 18.06.12, 17:20
            Sabat, jak mnie chlop "fizycznie odrzuca", to nie bedzie szansy na moj orgazm, bo ja z nim nawet do lozka nie pojde! Amen.
            Nie przekonuje mnie Twoja teoria. A wiesz co przemawia przeciw? Dobrych kilkadziesiat lat przed nami, kiedy nie bylo pigulek, dzieciakow rodzilo sie na peczki a smie watpic, ze wtedy ktorys chlop przejmowal sie kobiecym orgazmem, kapito? Stad do dzis sie mowi, ze kobieta "daje", bo wtedy dawala czesto dla swietego spokoju a nie dla przyjemnosci. Pewnie bywly wyjatki.
            • gomory Re: to tylko biologia 19.06.12, 16:32
              Ja widze, ze jednak jakos to logicznie kupy sie trzyma.
              Nawet gdybys z jakims plackiem poszla do lozka (bo nie ma wyjscia), to nie mialabys orgazmu.
              Nie masz wewnetrznego "zasysania" nasienia wiec szansa na ciaze mniejsza. Bo typisz nie dosc samczy - Tak cialo broni Krolowa przed pionkami.
              Przyroda jednak dba o wielowariantowosc drog prowadzacych do celu. Placek moze nie byc bezbronny. Moze nie jest alfasamiec, ale za to ma plemniki ninja ktorym nie straszne globulki, krazki, prezerwatywy i dni nieplodne. Pedza z wrzaskiem "wykiwamy Cie Panno Madralinska jak miliony innych".
      • zyg_zyg_zyg Re: to tylko biologia 18.06.12, 23:22
        > W swietle teori, traktujacej kobiecy orgazm jako mechanizm zatrzymujacy wyplyw
        > nasienia po stosunku, a tym samym zwiekszenia szansy na zaplodnienie, kobieta m
        > a znacznie wieksze szanse na osiagniecie orgazmu z nosicielem mocnych genow

        A jak biologia tłumaczy kobiety, które osiągają orgazm tylko i wyłącznie podczas samotnej masturbacji? ;-)
        • sabat77 Re: to tylko biologia 18.06.12, 23:49
          skąd mam wiedzieć, czy ja jestem biologiem ? :)
          Po mojemu tylko wtedy dochodzą z kimś kogo w pełni akceptują :D
          Nie jestem kobietą, więc poproszę o informację zwrotną.
          Z intymnych rozmów jako męska psiapsiółka uzyskałem informację, że kobiety dochodzą same ze sobą o wiele krócej niż w trakcie normalnego stosunku. Jak to wygląda z waszej perspektywy ?

          Dlaczego możliwy jest taki orgazm ? Bo został wykształcony mechanizm i można go użyć w inny niż przewidziany przez naturę sposób.
          Podobnie jak pojawianie się samczych zachowań u kobiet dochodzących do zasobów samodzielnie, a także atrakcyjność mężczyzn w tradycyjnych społeczeństwach oparta na dostępie do zasobów w takim stopniu, że jest w stanie zniwelować jego nieatrakcyjność biologiczną.
          Proste mechanizmy działają na poziomie pierwotniaka, im wyżej, tym sprawa się komplikuje. Od czasu pojawienia się ludzkiego mózgu - skomplikowała się jeszcze bardziej :)
          • gomory Re: to tylko biologia 19.06.12, 16:14
            > kobiety dochodzą same ze sobą o wiele krócej niż w trakcie normalnego stosunku.

            Prawde mowiac tez to potrafie :).
            Jak mi sie chce to moge trysnac nim dobrze mi stanie. Wytworze takie nastawienie wewnetrzne i "wlasciwy kat natarcia nadgarstka" jakiego nie wymyslilaby zadna kobieta. Bo to wykonalne tylko z mojego wewnetrznego centrum dowodzenia.
            Wiec doszukuje sie analogii. Dziewcze wyswietli sobie, ze jest Sniezka spiaca z 7 krasnoludkami, zastosuje "wlasciwy kat natarcia nadgarstka" i finito. Ale to wykonalne tylko z JEJ wewnetrznego centrum dowodzenia.

            Seks miedzy ludzmi to jednak inna baja. Chociazby dlatego, ze jesli jest przyjemna to sie jej nie chce szybko konczyc.

            Zreszta chyba i masturbantki nie bija rekordow w jak najszybszym finiszu?
            • hello-kitty2 Re: Wlasciwe wewnetrzne nastawienie + wlasciwy kat 19.06.12, 16:40
              gomory napisał:

              > Jak mi sie chce to moge trysnac nim dobrze mi stanie. Wytworze takie nastawieni
              > e wewnetrzne i "wlasciwy kat natarcia nadgarstka" jakiego nie wymyslilaby zadna
              > kobieta. Bo to wykonalne tylko z mojego wewnetrznego centrum dowodzenia.
              > Wiec doszukuje sie analogii. Dziewcze wyswietli sobie, ze jest Sniezka spiaca z
              > 7 krasnoludkami, zastosuje "wlasciwy kat natarcia nadgarstka" i finito. Ale to
              > wykonalne tylko z JEJ wewnetrznego centrum dowodzenia.

              Tak jest Gomory, rozgryzles masturbacje :) Wlasciwe nastawienie wewnetrzne + wlasciwy kat natarcia nadgarstka. Szkoda, ze nie zawsze sie to da przelozyc na stosunek z mezczyzna. Wtedy powstaje zapytanie: czy wewnetrzne nastawienie szwankuje czy kat natarcia? Obstawiam to pierwsze :)

              > Zreszta chyba i masturbantki nie bija rekordow w jak najszybszym finiszu?

              Oj bija, dlatego orgazm jest a niedosyt pozostaje.
          • kag73 Re: to tylko biologia 19.06.12, 17:46
            sabat77 napisał:
            > Po mojemu tylko wtedy dochodzą z kimś kogo w pełni akceptują :D


            Chodzi Ci z ta akceptacja o dochodzenie w ogole, czy konkretnie o dochodzenie TYLKO podczas penetracji?

            > Z intymnych rozmów jako męska psiapsiółka uzyskałem informację, że kobiety doch
            > odzą same ze sobą o wiele krócej niż w trakcie normalnego stosunku. Jak to wygl
            > ąda z waszej perspektywy ?

            Jak najbardziej moze sie zgadzac. Niestety z ich wypowiedzi wynika rowniez, ze partnerzy nie stosuja innych technik do zaserwowania kobiecie orgazmu, czyli oralnej badz manulanej stymulacji lechtaczki, bo wtedy pewnie tez w wiekszosci przypadkow stwierdzilyby, ze w ten sposob dochodza szybciej niz podczas stosunku.
            Moze byc to "wyuczony machanizm" a moze nie, bo do tego jeszcze dochodzi fakt, ze:
            podobno odpowiednikiem penisa(zoledzia, napletka) najbardziej erogenneg kawalka meskiego ciala jest wlasnie klitoris i o jej stymulacje tutaj chodzi, odpowiednie bodzce, odpowienia stymulacja, latwiej o pelne podniecenie i orgazm( to tak z mojej perspektywy). Podczas stosunku wyglada to troche inaczej, bo tutaj trudniej o odpowiednie tempo i dlugosc penetracji, jednoczesna stymulacje lechtaczki, czyli w momencie kiedy mnie zaczyzna sie robic tak naprawde dobrze, facetowi rowniez i co....i facet dochodzi, ja potrzebowalabym chwili dluzej, ale...dokladnie w tym samym tempie i wlasnie dokladnie tak jak bylo, bo zmiana tempa czy pozycji wyrzuca mnie z rytmu i szansa na orgazm sie zmniejsza. Co nie znaczy, ze jezeli facet potrafi dluuuugo to juz mamy orgazm jak w banku, bo jeszcze musi zgadzac sie tempo.To tak z mojej perspektywy, moze inne kobiety maja inaczej, anatomia tez gra tutaj role.

            "Dlaczego możliwy jest taki orgazm ? Bo został wykształcony mechanizm i można go
            > użyć w inny niż przewidziany przez naturę sposób."

            Nadal nie jestem do konca pewna czy natura przewidziala dochodzenie kobiety podczas stosunku, przewidziala tylko, ze podczas stosunku plemniki dostaje sie do srodka i moga zaplodnic komorke jajowa, to wszystko.
      • arronia Re: to tylko biologia 21.06.12, 16:50
        W swietle teori, traktujacej kobiecy orgazm jako mechanizm zatrzymujacy wyplyw nasienia po stosunku, a tym samym zwiekszenia szansy na zaplodnienie,(...)

        Zatrzymujący w jaki sposób?
    • gadupa Zle i dobre aktorki. 21.06.12, 12:56
      Dobre aktorki laduja przed kamera lub na scenie.

      Zle aktorki mecza tylko biednych facetow swoim nieudacznictwem. Na koncu wyglada to tylko smiesznie gdy brzydkie beztalencie udaje gwiazde porto.

      Wyobrazcie sobie nieudaczna krowe na dragu w lokalu. hehe
    • procisz Re: odgrywanie orgazmów 29.06.12, 13:54
      eee tez odstawiamy ten szwindel, to idzie w obydiwe strony
    • aekielski Re: odgrywanie orgazmów 27.08.12, 09:14
      Ale fachowców pod tematem! Nic dziwnego, nawet mucha też się rucha!
    • urquhart Re: odgrywanie orgazmów 15.09.12, 11:33
      :)
      www.youtube.com/watch?v=j1YvgnkyY8g&feature=related
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka