17.04.14, 15:41
Najważniejsze u mnie, bo za tym idzie mnóstwo innych zmian: niedługo będę mężatką :)
Wszystko dzieje się bardzo szybko i jest bardzo dużo spraw, to moje główne wrażenia. Poza tym przestawiłam się trochę (na szczęście!) i chyba dlatego zaczynam się też trochę cieszyć :)
Przepraszam, że tak lakonicznie - ale nie chciałabym być podejrzewana jak ostatnio o chęć rozruszania forum.
Pozdrawiam Was serdecznie – i życzę udanych Świąt!
Obserwuj wątek
    • 3rd_sin Re: Hej! 17.04.14, 16:29
      Droga Kotoshi, nie jestem do końca w temacie. Gdzieś wpadłam na Twój post, ze jesteś w ciąży. Ja też rodzilam będąc na studiach. Dasz rade :-) A zamążpójście, cóż życzę Ci, aby było trafniejsza decyzja od mojej ;-)
    • potwor_z_piccadilly Re: Hej! 17.04.14, 17:42
      kotoshi napisała:

      > niedługo będę mężat
      > ką :)

      Oj, chyba będzie artysta.
      Ale pamiętaj.
      Gdy na tym świecie ten mały artysta/artystka się pojawi, to niech Ci z zachwytu nad nim, nie zdarzy się o tym większym zapomnieć.
      Pozdrawiam.
      • kotoshi Re: Hej! 17.04.14, 18:10
        Dziękuję Wam! 3rdSinn - też sobie życzę, żeby było udane!
        Potworze - strasznie fajnie to napisałeś :) - obiecuję, że nie zapomnę!
        • dunajec1 Re: Hej! 18.04.14, 20:30
          "..myslalas se Marys ze ci bedzie lepiej
          nie lepiej nie lepiej ino troche cieplej..."
          Powodzenia kotoshi.
    • orzech69 Re: Hej! 19.04.14, 01:41
      kotoshi napisała:
      > Przepraszam, że tak lakonicznie - ale nie chciałabym być podejrzewana jak ostat
      > nio o chęć rozruszania forum.
      > Pozdrawiam Was serdecznie – i życzę udanych Świąt!
      Powodzenia i wesołych świąt.
      Jak urodzisz daj znać ;)
      • torado Re: Hej! 19.04.14, 13:26
        kotoshi życzę Ci, żeby Ci się ułożyło...bo mam nadzieję (nie czytałam Twoich innych wpisów, a może tam było o tym), że łączy Cię z partnerem miłość...:-)
        • kotoshi Re: Hej! 03.05.14, 11:22
          Dziękuję! I odpowiadam, że tak! - mimo że na samym początku nie był to związek z miłości.
          Dzięki Wam za miłe wpisy :)
          U mnie w skrócie: Za miesiąc ślub, potem przyjęcie, wesela nie robimy, nie zdążylibyśmy, a i tak byśmy nie chcieli. Moi rodzice bardzo ciężko przyjęli wiadomą informację (teraz już jest ok, pomogło to, że planuję nieprzerywanie studiów i że widzą, jak strasznie przyszły tata cieszy się na dziecko); ciekawe, że jego rodzice przyjęli wiadomość bardzo dobrze. I rzeczowo ;) będziemy mieć rozdzielność majątkową.
          Przyzwyczaiłam się już trochę do myśli o tych zmianach, do tego też się przyczyniło to, że jest tyle nowych spraw, przy tym te zwykłe też, więc nie ma za wiele czasu na rozmyślania.
          • jesod I rzeczowo 03.05.14, 11:46
            kotoshi napisała:
            > I rzeczowo ;) będziemy mieć rozdzielność majątkową.

            Aś Ty głupia...
            Bierz wszystko, albo nic. Ślubu też nie musisz brać, bo i po co...?
            Dostaniesz obrączkę na paluszek (jak Indianie/Murzyni kolorowe koraliki za coś tam) i dzidziusia, i... będziesz się z tego cieszyć, jak w amoku. Ale tylko do czasu... No, chyba że całe życie będziesz operować mentalnie na tym poziomie, to Ci wystarczy.
            • kotoshi Re: I rzeczowo 03.05.14, 12:20
              Może dla Ciebie małżeństwo to koraliki, dzidziuś i amok… Masz dużą satysfakcję, oceniając tak cudze życie?
              A pomijając Twoją złośliwość, zgorzkniałość i brak kultury osobistej: mnie rozdzielność majątkowa bardzo odpowiada, w tej sytuacji stawia mnie na neutralnej pozycji (i chyba jasne jest, dlaczego, nikt nikomu łaski w tym momencie po prostu nie robi).
              • bcde Re: I rzeczowo 03.05.14, 16:49
                >mnie rozdzielność majątkowa bardzo odpowiada, w tej sytuacji stawia mnie na neutralnej p
                > ozycji (i chyba jasne jest, dlaczego, nikt nikomu łaski w tym momencie po prost
                > u nie robi).

                To ty zaproponowałaś rozdzielność, czy narzeczony?
                • jesod Re: I rzeczowo 03.05.14, 16:54
                  bcde napisał:
                  > To ty zaproponowałaś rozdzielność, czy narzeczony?

                  Z pewnością Ona. Inaczej misję i konwencję tego forum szlag by trafił.
                  A tu... trzeba pracować, pracować, jeszcze raz pracować, by ukształtować, na obraz i podobieństwo swoje (czytaj: chęci i oczekiwania zamienione w żądania).
              • burzowa.kejt Re: I rzeczowo 03.05.14, 20:56
                kotoshi napisała:
                >mnie rozdzielność majątkowa bardzo odpowiada
                taaa, jasne...
                z jakich powodów?
                masz obawy żeby Cię przyszły mąż nie ograbił z majątku?
                • zawle Re: I rzeczowo 03.05.14, 21:01
                  burzowa.kejt napisała: > taaa, jasne...
                  > z jakich powodów?

                  Pierwsze związki są pełne nadziei że się siebie ochroni przed złem i że nam się uda. Dlatego nie myśli się o złym i nie planuje jak się przed nim zabezpieczyć
                  • burzowa.kejt Re: I rzeczowo 03.05.14, 21:14
                    no właśnie. dlatego wątpię w zadowolenie autorki z pomysłu o intercyzie.
                    dla mnie to upokarzające. no chyba że jest księżną Kentu:D
                    po grzyba mi małżeństwo jeśli mąż in spe mi nie ufa i boi że go okradnę?
                    • hello-kitty2 Re: I rzeczowo 03.05.14, 22:35
                      burzowa.kejt napisała:

                      > no właśnie. dlatego wątpię w zadowolenie autorki z pomysłu o intercyzie.
                      > dla mnie to upokarzające. no chyba że jest księżną Kentu:D
                      > po grzyba mi małżeństwo jeśli mąż in spe mi nie ufa i boi że go okradnę?

                      Taka jestes pewna? Ze wlasnie tak to dziala? Dla mnie to jest mocno jednowymiarowe myslenie, ogladanie jednego konca kija i jeszcze wlaczenie w to negatywnych emocji typu 'upokorzenie', po co?
                      • burzowa.kejt Re: I rzeczowo 03.05.14, 23:14
                        hello-kitty2 napisała:
                        > Taka jestes pewna? Ze wlasnie tak to dziala?
                        tak. w moim świecie tak właśnie jest.

                        > jeszcze wlaczenie w to negatywnych emocji typu 'upokorzenie', po co?
                        ???
                        nie lubię ludzi mających nabożny stosunek do pieniądza.Kasa dzisiaj jest, jutro może jej nie być.
                        nie chciałabym być żoną faceta na zapas martwiącego się czy go nie wykorzystam. po co mi mąż który mnie nie zna? a jemu po co taka żona?
                        • hello-kitty2 Re: I rzeczowo 04.05.14, 17:44
                          burzowa.kejt napisała:

                          > nie lubię ludzi mających nabożny stosunek do pieniądza.Kasa dzisiaj jest, jutro
                          > może jej nie być.
                          > nie chciałabym być żoną faceta na zapas martwiącego się czy go nie wykorzystam.
                          > po co mi mąż który mnie nie zna? a jemu po co taka żona?

                          Nadal jednostronnie patrzysz. Rozdzielnosc majatkowa moze byc w tym wypadku podyktowana potrzeba zabezpieczenia finansowego malzonki. Dla przykladu robisz rozdzielnosc finansowa, nastepnie przepisujsz wiekszosc swojego dobytku na nia, jak wpadasz w dlugi z tytulu prowadzonej dzialnosci gospodarczej czy nagle za wysoko zakosztuje cie blad w sztuce lekarskiej to odpowiadasz tylko tym co sobie zostawiles, a chata, grunt, samochody i kaska na rachunkach zostaje w domu, bo nalezy do Twojej malzonki, a nie do Ciebie.
                          Dzielic sobie mozesz wszystko jak nie masz nic (tak czy siak jestes golodupcem, wszystko wydajesz do 1szego) i jak nie prowadzisz dzialanosci opartej na wysokim ryzyku.
                          Bo to ze ona ma rozdzielnosc to nie znaczy, ze nie ma np. karty do jego rachunku bankowego, nie znaczy rowniez, ze on nie ma wobec niej zobowiazan finansowych. Wg zasady: kasa jest dzisiaj i ma byc tez jutro, w koncu rodzi sie nowe zycie ;-) Jak sie pomylilam to niech mnie ktos z panstwa prawnikow poprawi.

                          Dorabiasz teorie, demonizujesz. Tak moze byc ale nie musi. A poza tym czy ktos przy zdrowych zmyslach (czyli z prawnikow) da wiare, ze na pewno nigdy nie wykorzystasz swojego meza. Watpie ;) To tak jakby wychodzac za maz zapewniac, ze nigdy sie nie rozwiedziesz. Aby na pewno?
                          • wont Re: I rzeczowo 04.05.14, 18:40
                            hello-kitty2 napisała:
                            > Rozdzielnosc majatkowa moze byc w tym wypadku pod
                            > yktowana potrzeba zabezpieczenia finansowego malzonki (...).
                            -------------
                            Kitty, no ale nie w tym przypadku przecież. Tutaj chodzi o brak zaufania przyszłych teściów. I ja ich doskonale rozumiem, bo w tym związku to ja do tej pory żarów serc nie widziałem.

                            Doskonale też rozumiem kotoshi, bo to nie jest moment, kiedy powinna stawiać tę kwestię na ostrzu noża. Spokojnie - jak to leciało w tym kawałku WWO? - "Cannabis, whisky, ananas, jeszcze będzie czas by odpoczywać".

                            www.youtube.com/watch?v=0Or0lvXx0-Q
                            • kag73 Re: I rzeczowo 04.05.14, 18:42
                              No momencki, ona w ogole za maz nie musi i nie potrzebuje wychodzic. A ojciec dziecka ma obowiazek na nie placic.
                              • kag73 Re: I rzeczowo 04.05.14, 18:43
                                Do tego sie nazywa, ze "na letnio" przetrwa wiecznosc:)) Do tego w lozku gra, seksu sporo.
                                • wont Re: I rzeczowo 04.05.14, 18:47
                                  kag73 napisała:

                                  > Do tego sie nazywa, ze "na letnio" przetrwa wiecznosc:)) Do tego w lozku gra, s
                                  > eksu sporo.
                                  ------------
                                  Jak postawi sprawę na ostrzu noża TERAZ, to nie będzie ślubu. Coś za coś. Jak teściowie jej zaufają i jak mąż jej zaufa - bo tutaj mamy dodatkowy problem, że jej własny mąż jej nie ufa - to za kilka lat będzie "cannabis, whisky, ananas" :)
                              • wont Re: I rzeczowo 04.05.14, 18:45
                                kag73 napisała:

                                > No momencki, ona w ogole za maz nie musi i nie potrzebuje wychodzic. A ojciec d
                                > ziecka ma obowiazek na nie placic.
                                ------------
                                Na dziecko.
                          • burzowa.kejt Re: I rzeczowo 04.05.14, 23:48
                            hello-kitty2 napisała:
                            > Nadal jednostronnie patrzysz. Rozdzielnosc majatkowa moze byc w tym wypadku pod
                            > yktowana potrzeba zabezpieczenia finansowego malzonki. Dla przykladu robisz roz
                            > dzielnosc finansowa, nastepnie przepisujsz wiekszosc swojego dobytku na nia, ja
                            > k wpadasz w dlugi z tytulu prowadzonej dzialnosci gospodarczej czy nagle za wys
                            > oko zakosztuje cie blad w sztuce lekarskiej to odpowiadasz tylko

                            tak btw lekarze mają obowiązkowe ubezpieczenia i w razie błędu płaci ubezpieczyciel.
                            a z tytułu prowadzonej działalności majątki na żony przepisują kombinatorzy i mafiosi żeby im sie sąd czy urząd skarbowy nie dobrał do dupy.
                            Chcący zabezpieczyć żony, mężów,dzieci czy kogokolwiek zakladają im konta, lokaty etc.


                            > Dorabiasz teorie, demonizujesz.
                            właśnie nie demonizuję.Nie mam obsesji że ludzie to oszuści.Demonizują ci spisujący intercyzy, w razie gdyby ich mąż/żona chciał oszukać w razie rozwodu

                            > czy ktos przy zdrowych zmyslach (czyli z prawnikow) da wiare, ze na pewno nigdy nie wyko
                            > rzystasz swojego meza. Watpie ;)
                            prawnik nie musi.oni na tym zarabiają. wystarczy że ja daję wiarę mojemu mężowi, a on mnie.

                            >To tak jakby wychodzac za maz zapewniac, ze nigdy sie nie rozwiedziesz.
                            nie to zupełnie coś innego.bo swoją uczciwość mogę gwarantować, uczuć nie.
                            nie jestem gołosłowna, wiem co mówię, mam za sobą rozwód bez orzekania o winie, bez podziału majątku ( a było co dzielić) i bez całego okołorozwodowego bagna.
                            • hello-kitty2 Re: I rzeczowo 05.05.14, 10:31
                              burzowa.kejt napisała:

                              > Chcący zabezpieczyć żony, mężów,dzieci czy kogokolwiek zakladają im konta, loka
                              > ty etc.

                              Ale bez rozdzielnosci to te konta i lokaty i tak pojda w diably jak malzonek wpadnie w dlugi (tfu tfu zeby nie wpadl ;)

                              Demonizują ci spisu
                              > jący intercyzy, w razie gdyby ich mąż/żona chciał oszukać w razie rozwodu

                              U mnie demonizuja bardziej - wcale sie nie zeniac ;-)

                              > nie jestem gołosłowna, wiem co mówię, mam za sobą rozwód bez orzekania o winie,
                              > bez podziału majątku ( a było co dzielić) i bez całego okołorozwodowego bagna.

                              Ja tez mam na koncie rozwod bez orzekania o winie ale z podzialem majatku typu kazdy bierze swoje zabawki i do domu ;) Zaufanie finasowe bylo do konca, a nawet po. Ale i tak powiem przyszlemu mezowi www.youtube.com/watch?v=Tl5L5zrI7uo Wychowalam sie na tych przebojach.

                              Dobra podpytam Cie Kejt: wyszlalbys jeszcze raz za maz?

                              • wont Re: I rzeczowo 05.05.14, 11:01
                                hello-kitty2 napisała:

                                Ale i tak powiem przyszlemu mezowi www.youtube.com/watch?v=Tl5L5zrI7uo Wychowalam sie na tych przebojach.
                                -----------------
                                Ech te baby... Durne :) Kiedy się nauczą, że jak się zaczyna śpiewać Annę Jantar to kończy się na śpiewaniu Soko? :)
                                www.youtube.com/watch?v=Qhh-MJVWwXY
                              • burzowa.kejt Re: I rzeczowo 05.05.14, 16:26
                                hello-kitty2:
                                > Ja tez mam na koncie rozwod bez orzekania o winie ale z podzialem majatku typu kazdy bierze swoje zabawki i do domu ;) Zaufanie finasowe bylo do konca, a nawet po.
                                no właśnie .i dało się? dało.

                                > Dobra podpytam Cie Kejt: wyszlalbys jeszcze raz za maz?
                                pewnie, dlaczego nie?
                                jeszcze tego nie zrobiliśmy wyłącznie z lenistwa i braku czasu.
                                A Ty?

                                • hello-kitty2 Re: I rzeczowo 07.05.14, 00:51
                                  burzowa.kejt napisała:

                                  > > Dobra podpytam Cie Kejt: wyszlalbys jeszcze raz za maz?
                                  > pewnie, dlaczego nie?
                                  > jeszcze tego nie zrobiliśmy wyłącznie z lenistwa i braku czasu.
                                  > A Ty?

                                  Naprawde nie wiem. Rozwod uwazam za porazke (sam fakt, ze nastapil, bo co do formy to oczywiscie pelna kultura byla, zadnego wyciagania brudow) i to jednak rzutuje.
                                  • burzowa.kejt Re: I rzeczowo 07.05.14, 17:19
                                    hello-kitty2 :
                                    > Naprawde nie wiem. Rozwod uwazam za porazke

                                    byłam młoda i głupia kiedy wychodziłam za mąż i nie miałam nikogo, kto kazałby mi puknąć się w głowę, więc raczej podchodzę do tego na zasadzie 'było, minęło'.
                                    czytałam gdzieś, że wśród stresogennych sytuacji rozwód jest na drugim miejscu. na pierwszym śmierć bliskiej osoby.
                      • satrustequi Re: I rzeczowo 04.05.14, 00:04
                        Bo rozdzielność majątkowa
                        Zapewni kotoshi
                        Wyłączne prawa
                        Do swoich maitoshi
                • kutuzow Do Burzowej.Kejt -ogólnie 05.05.14, 10:51
                  Burzowa, wpiszę się tutaj ponieważ nie lubię, gdy kończy się drabinka i potem nie widać kto komu odpisuje.

                  Z Twoich postów widać, że bardzo nie lubisz intercyzy. Zastanawia mnie co za tym stoi?
                  Pisałaś, że się rozwodziłaś, czyli korzystałaś z innych przepisów prawa.
                  Wchodząc w związek byłaś objęta opieką Kodeksu Rodzinnego. Będąc w związku obejmowały Cię przepisy dot. dziedziczenia i ew renty na wypadek śmierci małżonka. Rozwodząc się także korzystałaś z jasnych przepisów kto ma jakie prawa, co można a co nie. Czemu nagle kolejny przepis w postaci intercyzy tak bardzo Cię uwiera?
                  • kag73 Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 05.05.14, 10:58
                    Kutuzow, moim zdaniem Burzowa przedstawila swoje odczucia piszac:
                    "nie lubię ludzi mających nabożny stosunek do pieniądza.Kasa dzisiaj jest, jutro może jej nie być.nie chciałabym być żoną faceta na zapas martwiącego się czy go nie wykorzystam. po co mi mąż który mnie nie zna? a jemu po co taka żona?"

                    Lepiej bym tego nie ujela a dokladnie mam podobne odczucia.
                    • kutuzow Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 05.05.14, 11:17
                      kag73 napisała:
                      > "nie lubię ludzi mających nabożny stosunek do pieniądza"

                      Wiesz Kag, to jest równocześnie niezła ściema. Stosunek do pieniądza jaki prezentuje nasz partner to można poznać PRZED ślubem. To chyba widać. Intercyza to nie wyraz stosunku do pieniądza, a tylko ew zabezpieczenie na wypadek ROZSTANIA. Tak samo jak w przypadku wielu par zawarcie małżeństwa (nabycie wspólnoty majątkowej) nie zmienia nagle z dnia na dzień podejścia do pieniądza. Większość przecież już wcześniej mieszkała razem, dzieliła się wydatkami i jakoś sobie radzili mimo że mieli rozdzielność majątkową (czyli niejako stan jak przy intercyzie).

                      Poza tym, skoro kobieta sama jest tak wyluzowana jeśli chodzi o podejście do pieniędzy, to co jej przeszkadza podpisać intercyzę?

                      Mam kolegę notariusz. Praktyka w Polsce pokazuje, że kobiety wyklinają intercyzę, gdy to one są stroną która "traci" na jej zawarciu. Jednocześnie w związkach gdzie to partnerka wnosi większy majątek, lub znacząco więcej zarabia to kobiety właśnie wychodzą z inicjatywą intercyzy.

                      Jak dla mnie to kolejna ściema obok tej że "małżeństwo jest tylko dla dziecka".
                      • kag73 Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 05.05.14, 11:34
                        kutuzow napisał:
                        > Jak dla mnie to kolejna ściema obok tej że "małżeństwo jest tylko dla dziecka".

                        No u kotoshi i jej faceta sie zgadza, gdyby nie to, ze dzieciak w drodze to nie byloby slubu i pobierania sie.
                        Mnie tam wso rawno co kto podpisuje. I tak to co ma przed zawarciem malzenstwa jest tylko jego. Generalnie dla pieniedzy sie za maz nie wychodzi i kazdy ma prawo miec swoja koncepcje malzentwa/wspolnoty i rodziny.
                        Zapewne facet Kotoshi ma rowniez ograniczone pole dzialania. Mlody jest, wpakowal sie w dziecko a rodzicom wiecej zawdziecza niz mu sie wydawalo, dlatego daje im posluch, chce uniknac nieprzyjemnosci i ewentualnych konsekwencji.
                        • kutuzow Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 05.05.14, 11:55
                          kag73 napisała:

                          "Generalnie dla pieniedzy sie za maz nie wychodzi i kazdy ma pr
                          > awo miec swoja koncepcje malzentwa/wspolnoty i rodziny."

                          Widzisz, o ile rozumiem (i popieram) podejście Kotoshi, to mam wrażenie że w Polsce jest całkiem sporo kobiet które jednak patrzą na aspekt finansowy małżeństwa. Szczególnie gdy jest spora dysproporcja między majątkiem i dochodami męża i majątkiem i dochodami własnymi kobiety.

                          Zauważ także, że to Panie na forum były "oburzone" koncepcją małżeństwa którą zaprezentowała Kotoshi. Czyli to nie do końca tak że każdy tutaj może prezentować swoją koncepcję.

                          Co do "małżeństwa dla dziecka" chodziło mi o argument który często podnoszą kobiety że małżeństwo ma zabezpieczyć prawa dziecka, co jest nieprawdą (o ile ojciec uzna dziecko za własne urodzone w związku nieformalnym, ma ono DOKŁADNIE takie same prawa jak to urodzone w małżeństwie (w tym także dziedziczenie).
                          • zawle Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 05.05.14, 12:07
                            Masz rację kutuzow. To powinno być załatwione uczciwie. Ja też za tym optuję. Bo czemu niby kobiety mają podchodami i manipulacją wyłudzać to co im się chyba należy? Skoro oboje poszli do łóżka, skoro oboje się przyczynili do powstania nowego życia, niech oboje dzielą się kosztami po równo. Na wszystko powinien być cennik...chodzenie w ciąży, straty przy porodzie, trwałe i nietrwałe zmiany w wyglądzie, wypadnięcie z rynku pracy, karmienie piersią, wyjścia do lekarza, prowadzenie domu. Po równo i sprawiedliwie. Może wtedy doceniono by pracę w domu oraz przestano by uważać kobiety za żądne przyssania się do biednego żywiciela. Może?
                            • hello-kitty2 Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 05.05.14, 14:12
                              zawle napisała:

                              > Masz rację kutuzow. To powinno być załatwione uczciwie. Ja też za tym optuję. B
                              > o czemu niby kobiety mają podchodami i manipulacją wyłudzać to co im się chyba
                              > należy? Skoro oboje poszli do łóżka, skoro oboje się przyczynili do powstania n
                              > owego życia, niech oboje dzielą się kosztami po równo. Na wszystko powinien być
                              > cennik...chodzenie w ciąży, straty przy porodzie, trwałe i nietrwałe zmiany w
                              > wyglądzie, wypadnięcie z rynku pracy, karmienie piersią, wyjścia do lekarza, pr
                              > owadzenie domu. Po równo i sprawiedliwie. Może wtedy doceniono by pracę w domu
                              > oraz przestano by uważać kobiety za żądne przyssania się do biednego żywiciela.
                              > Może?

                              Otoz. Kobiety traca na macierzynstwie. Kutuzow powie, ze skoro go chca, to niech traca ;-) Ja mysle, ze trzeba byc naprawde dobrym negocjatorem, wiedziec czego sie chce i bedzie dobrze.
                              www.youtube.com/watch?v=zpsYJrGb_yI ;-)
                              • kutuzow Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 05.05.14, 14:34
                                hello-kitty2 napisała:

                                > Otoz. Kobiety traca na macierzynstwie. Kutuzow powie, ze skoro go chca, to niec
                                > h traca ;-) Ja mysle, ze trzeba byc naprawde dobrym negocjatorem, wiedziec czeg
                                > o sie chce i bedzie dobrze.
                                > www.youtube.com/watch?v=zpsYJrGb_yI ;-)

                                Po pierwsze - brawo Kitty - fajny przykład video :-)

                                Po drugie. Nie raz tu pisałem że dziecko jest często (tu na forum i w realu) wygodną wymówką. Takim Jokerem który wykłada się na stół gdy brakuje innych mocnych kart/argumentów.
                                Zakładając że wspólnota majątkowa jest "kosztem" ze strony faceta który ma rekompensować "koszt" kobiety związany z macierzyństwem. Co w takim razie z parami które dzieci nie mają (których jest coraz więcej)? Co tam ma ta wspólnota "rekompensować" kobiecie?
                                • kag73 Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 05.05.14, 15:04
                                  Mnie sie wydaje, ze idea malzenstwa jest "my" i "nasze".
                                  Znam tez przypadki, ze to kobiety musialy placic na faceta jak za zboze, po rozwodzie, akcja dziala sie w Niemczech. Wszystko sie moze zdarzyc.
                                  Przy tym w Polsce chyba nie ma przepisu, ze jedna ze stron latami placi na malzonka po rozwodzie, tylko, ze dziela po polowie to czego sie razem "dorobili".
                                  • satrustequi Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 05.05.14, 16:44
                                    kag73 napisała:

                                    > Mnie sie wydaje, ze idea malzenstwa jest "my" i "nasze".
                                    > Znam tez przypadki, ze to kobiety musialy placic na faceta jak za zboze, po roz
                                    > wodzie, akcja dziala sie w Niemczech. Wszystko sie moze zdarzyc.
                                    > Przy tym w Polsce chyba nie ma przepisu, ze jedna ze stron latami placi na malz
                                    > onka po rozwodzie, tylko, ze dziela po polowie to czego sie razem "dorobili".

                                    Przepisy u nas mocno unijne. Znany dziennikarz płaci parę tysięcy/mies. niepracującej rozwódce po sobie. Ostatnio ciekawy jest pozew rozwódki contra exteściowa (bo rozwodnik mniej zarabia niż dawniej, teściowa ma środki). Jak widzisz możliwości są niebagatelne:)
                                  • satrustequi Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 05.05.14, 16:51
                                    Poza tym Kag po połowie tym czego się dorobili to jak rozwód bez orzekania o winie, bo jeśli któreś z małżonków zostanie uznane winnym rozpadu to już niekoniecznie po połowie:)
                                • hello-kitty2 Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 05.05.14, 15:23
                                  kutuzow napisał:

                                  > Po drugie. Nie raz tu pisałem że dziecko jest często (tu na forum i w realu) wy
                                  > godną wymówką. Takim Jokerem który wykłada się na stół gdy brakuje innych mocny
                                  > ch kart/argumentów.
                                  > Zakładając że wspólnota majątkowa jest "kosztem" ze strony faceta który ma reko
                                  > mpensować "koszt" kobiety związany z macierzyństwem. Co w takim razie z parami
                                  > które dzieci nie mają (których jest coraz więcej)? Co tam ma ta wspólnota "reko
                                  > mpensować" kobiecie?

                                  Dobre pytanie. Powaznie. Sama sie nad tym zastanawiam, teraz bardziej niz przedtem. Gdyby oberwac to z emocji i zaczac analizowac majac tylko do dyspozycji to, co napisales to chyba by trzeba bylo podazyc tropem tych ''innych mocnych kart/argumentów". Jak myslisz? Ile jestes w stanie dac/'zaplacic' by z kims byc? Ile warta jest osoba, ktora nic Cie nie kosztuje?
                          • kag73 Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 05.05.14, 12:24
                            kutuzow napisał:
                            To bcde jako pierwszy zapytal kto zaproponowal intercyze, ona czy narzeczony.
                            Nie ludz sie, nie tylko w Polsce, w Niemczech panowie panicznie boja(bali sie) sie zenic, bo prawo zabezpiecza kobiety i jakby co przyjdzie im placici jak za zboze, przynajmniej tak bylo iles tam lat temu.
                            Czasem az sie dziwilam i zal bylo, ze ten facet po rozwodzie cale lata jeszcze placil na zone, zeby nadal miala standart zycia jak dotychczas. Faceci tak panicznie sie bali, ze woleli cale lata trwac w zwiazku i tracic sporo na podatkach, bo w malzenstwie oszczedza sie na podatkach, wspolne rozliczenie podatkowe. Niemniej jednak od niedawna jest zasada, ze jak ktos zyje z kims razem pod jednym dachem zameldowany razem dluzej niz 3 lata, w razie "w" bedzie traktowany jak malzenstwo.
                            Kazdy ma prowo krytykowac, akceptowac albo i nie co chce, wolny kraj.
                            Jezeli zona i maz to zadna roznica do przyjaciolka, przyjaciel to po co brac slub?
                            Deklaracja jak dla mnie obejmuje, ze od teraz nazywamy sie "my" i co mamy jest "nasze".
                            Jakby nie bylo ona na jakis czas "wypada" z rynku, dziala z opoznieniem a dzieciaka zmajstrowali razem.

                    • hello-kitty2 Re: Gdzie jest Marek?! 05.05.14, 12:54
                      kag73 napisała:

                      > Kutuzow, moim zdaniem Burzowa przedstawila swoje odczucia piszac:
                      > "nie lubię ludzi mających nabożny stosunek do pieniądza.Kasa dzisiaj jest, jut
                      > ro może jej nie być.nie chciałabym być żoną faceta na zapas martwiącego się czy
                      > go nie wykorzystam. po co mi mąż który mnie nie zna? a jemu po co taka żona?"
                      >
                      > Lepiej bym tego nie ujela a dokladnie mam podobne odczucia.

                      Hehe a tak ja pchaliscie z Markiem w jego ramiona, ze wszystko cacy i ochy i achy i czy sie teraz sprawdzi w roli mezczyzny... Marek byl go taki pewien, gosciu szedl prosto na jego wzor i sie zepsol ;-) Tak dobrze zarlo i zdechlo. No i nie lyso Wam teraz? ;) Nie przewidzieliscie takiego zwrotu akcji, co? A taki byl idealny, no ktoz by pomyslal? ;)
                      • kag73 Re: Gdzie jest Marek?! 05.05.14, 13:11
                        hello-kitty2 napisała:

                        > Hehe a tak ja pchaliscie z Markiem w jego ramiona, ze wszystko cacy i ochy i ac
                        > hy i czy sie teraz sprawdzi w roli mezczyzny... Marek byl go taki pewien, gosci
                        > u szedl prosto na jego wzor i sie zepsol ;-) Tak dobrze zarlo i zdechlo. No i n
                        > ie lyso Wam teraz? ;) Nie przewidzieliscie takiego zwrotu akcji, co? A taki byl
                        > idealny, no ktoz by pomyslal? ;)

                        Nosz, kr....wa tak sie, widzisz, mozna co do ludzi pomylic:) Ale kasia nie smierdzi, jak bedzie podskakiwal to tatus zakreci kurek z pieniazkami albo z kontaktami i tyle bedzie z doroslego zycia na "swoim".
                        Ale momencik, ja tam jej nigdzie nie pchalam, ona sama sie wepchla. Przypomnij sobie, ze jako najwazniejsze doradzalam nie ulegac i nie rezygnowac z siebie i swoich upodoban.
                        Proste: bedzie miec z nim dziecko, no wiec, jak to bywa, trza szybko sie pobrac. Facet za sugestia starych zaproponowal intercyze a ze kotoschi chce pokazac, ze na kasie jej nie zalezy i nie dlatego za niego wychodzi, sie zgodzila i nie ma nic przeciwko temu.
                        Swiat sie nie zawala, z dobr i tak sie korzysta, tylko nazywa sie, ze nie ich, tylko jego i ze w razie "W" jest stratna. Ale to tylko pieniadze. Mozna by tez powiedziec "nic co nie moje nie chce" i druga osoba ufa i tyle, ale ze starymi w plechach(ktorych sie potrzebuje, starych nie plecow) nie da sie. Inaczej zostalaby uznana, ze leci na jego kase.
                        A po pierwszym dziecku przyjdzie drugie...
                        Nie zawsze ma plusy uklad moje twoje. Znam takie przypadki kasiastych factow z kobietami, ktore mysla "spoko ma kase, niech placi", podczas gdy ja zawsze pomysle "nasze, ciezko zarobione, garciami nie bede wyrzucac":)
                        • triss_merigold6 Młoda to i głupia 05.05.14, 13:23
                          Młoda to i głupia. Z całym szacunkiem, bo życzę dziewczynie dobrze i zdrowego, bezkolkowego malucha.
                          Majątek przedślubny (mieszkanie, samochód, inne zasoby) nie staje się wspólny po ślubie, a wymuszanie intercyzy na studiującej, niepracującej dziewczynie w ciąży uważam za totalną żenadę. Niesymetryczność sił wali po oczach.
                          • hello-kitty2 Re: Młoda to i głupia 05.05.14, 14:02
                            triss_merigold6 napisała:

                            > Młoda to i głupia. Z całym szacunkiem, bo życzę dziewczynie dobrze i zdrowego,
                            > bezkolkowego malucha.
                            > Majątek przedślubny (mieszkanie, samochód, inne zasoby) nie staje się wspólny p
                            > o ślubie, a wymuszanie intercyzy na studiującej, niepracującej dziewczynie w ci
                            > ąży uważam za totalną żenadę. Niesymetryczność sił wali po oczach.

                            No wlasnie nie rozumiem skad ten odchyl w Polsce? U mnie wchodzi sie we wszystko, w majatek przedslubny tez, nawet nabywa sie automatem prawo do polowy ubezpiecznia emerytalnego. W momencie slubu nagle masz prawo do polowy wszystkiego co on kiedykolwiek mial, ma i bedzie mial.
                            • triss_merigold6 Re: Młoda to i głupia 05.05.14, 14:06
                              Z konstrukcji KRiO, uchwalonego bodajże w 69'. Sam zapis uważam za bardzo spoko (jako posiadaczka przedślubnego mieszkania).
                            • kag73 Re: Młoda to i głupia 05.05.14, 15:08
                              hello-kitty2 napisała:
                              > No wlasnie nie rozumiem skad ten odchyl w Polsce? U mnie wchodzi sie we wszystk
                              > o, w majatek przedslubny tez, nawet nabywa sie automatem prawo do polowy ubezpi
                              > ecznia emerytalnego. W momencie slubu nagle masz prawo do polowy wszystkiego co
                              > on kiedykolwiek mial, ma i bedzie mial.

                              A to nie wydaje mi sie fair, bo co przed slubem bylo to nie razem zdobyte i sie dorobione.
                            • satrustequi Re: Młoda to i głupia 05.05.14, 17:14
                              hello-kitty2 napisała:

                              > No wlasnie nie rozumiem skad ten odchyl w Polsce? U mnie wchodzi sie we wszystk
                              > o, w majatek przedslubny tez, nawet nabywa sie automatem prawo do polowy ubezpi
                              > ecznia emerytalnego. W momencie slubu nagle masz prawo do polowy wszystkiego co
                              > on kiedykolwiek mial, ma i bedzie mial.

                              Jaki odchył? I jak w Polsce? Jeśli w Holandii jest rzeczywiście tak jak piszesz, w co wątpię, to rozwiązanie holenderskie wyróżniałoby się na tle europejskim... Polonocentryzm...
                          • kutuzow Stara i "cwana" 05.05.14, 14:08
                            triss_merigold6 napisała:

                            > Młoda to i głupia. Z całym szacunkiem, bo życzę dziewczynie dobrze i zdrowego,
                            > bezkolkowego malucha.

                            Jasne, bo przecież powinna być stara i "cwana" jak niektóre forumowiczki:

                            "Dać mu deadline, a potem odstawić tabletki. On może sobie pozwolić na to, żeby marnować Twój czas, jemu zegar biologiczny nie tyka."
                            forum.gazeta.pl/forum/w,1182,133671776,133718374,Re_Kiedy_czas_na_dziecko_.html

                            "...a wymuszanie intercyzy na studiującej, niepracującej dziewczynie " - ale kto wymusza?
                            Przecież nie ma przymusu brania ślubu, jeśli coś się nie podoba. Powtarzałem to setki razy na tym forum, dziecko i bez ślubu ma taką samą ochronę prawną co dziecko "ślubne". To jedynie sytuacja
                            prawna (i materialna) matki zmienia się radykalnie z chwilą zawarcia ślubu.
                            • jesod Re: Stara i "cwana" 05.05.14, 14:27
                              kutuzow napisał:
                              > triss_merigold6 napisała:
                              >
                              > > Młoda to i głupia. Z całym szacunkiem, bo życzę dziewczynie dobrze i zdro
                              > wego,
                              > > bezkolkowego malucha.
                              >
                              > Jasne, bo przecież powinna być stara i "cwana" jak niektóre forumowiczki:

                              Przez Twoje usta przemawia wiecznie Młody Bóg i doświadczenie cwanego altruisty-bankowca.
                              Ta sam melodia od lat...


                          • jesod Bezalkoholowy maluch 05.05.14, 14:15
                            triss_merigold6 napisała:
                            > Z całym szacunkiem, bo życzę dziewczynie dobrze i zdrowego,
                            > bezkolkowego malucha.

                            Jakiś forumowy omen poplątał mi wzrok, bo... przeczytałam bezalkoholowego malucha. :)))))
                            Ale.. jak się nie nachleje to nie będzie miał kolki, a potem nie będzie bluzgał spieniony na tym forum. Same pozytywy, no i oczywiście pełna kultura osobista.
                            • triss_merigold6 Re: Bezalkoholowy maluch 05.05.14, 14:21
                              Bezkolkowy. Bez kolek i innych problemów z wchłanianiem pokarmu.
                        • hello-kitty2 Re: Gdzie jest Marek?! 05.05.14, 13:56
                          Ja mysle, ze nie jest zle. Mowila, ze studiow nie musi przerywac tzn. ze on sie podejmuje utrzymania i jej, i dziecka. Wg mnie to bardzo duzo, bo sie nie musi martwic o pieniadze latami w porownaniu do ludzi co pracuja oboje, a i tak sie musza martwic dla przykladu. A co przyniesie przyszlosc, kto wie?

                          Ale Marka chetnie bym posluchala, hehe
                          • jesod Re: Gdzie jest Marek?! 05.05.14, 14:08
                            hello-kitty2 napisała:
                            > Ale Marka chetnie bym posluchala, hehe

                            Mareczek przecież cały czas tutaj jest, hehehe...
                            To widać, słychać i czuć... hehehe


                          • marek.zak1 Jestem na chwilę. 05.05.14, 15:42
                            Facet zachowuje się bardzo w porządku. Dziewczyna jest w ciąży, poprosił o rękę i przekazał, że rodzice - główni właściciele firmy, sugerują intercyzę. Mają do tego prawo.
                            Nieprzyjęcie intercyzy może oznaczać, że dziewczynie chodzi o kasę i słusznie chce zejść z tego tematu i linii strzału.
                            Poza tym nie zna standingu firmy i nie wie, czy nie ma ona wielkich długów, ktorych nagle mogłaby się stać właścicielką. A długi ma prawie każda firma, moja korporacja w miliardach.
                            Reasumując, dziewczyna i facet postepują bardzo rozsądnie.
                            Marek
                            • jesod Re: Jestem na chwilę. 05.05.14, 19:02
                              Biorąc pod uwagę, że ta chwila jest już wiecznością, to wszystko jest OK.
                              Sama prawda i tylko prawda.
                      • bcde Re: Gdzie jest Marek?! 05.05.14, 14:35
                        > Hehe a tak ja pchaliscie z Markiem w jego ramiona, ze wszystko cacy i ochy i ac
                        > hy i czy sie teraz sprawdzi w roli mezczyzny... Marek byl go taki pewien, gosci
                        > u szedl prosto na jego wzor i sie zepsol ;-) Tak dobrze zarlo i zdechlo. No i n
                        > ie lyso Wam teraz? ;) Nie przewidzieliscie takiego zwrotu akcji, co? A taki byl
                        > idealny, no ktoz by pomyslal? ;)

                        Głupi komentarz i tyle. Nie przejmuj się Kotoshi.
                        • hello-kitty2 Re: Gdzie jest Marek?! 05.05.14, 15:48
                          bcde napisał:

                          > > Hehe a tak ja pchaliscie z Markiem w jego ramiona, ze wszystko cacy i och
                          > y i ac
                          > > hy i czy sie teraz sprawdzi w roli mezczyzny... Marek byl go taki pewien,
                          > gosci
                          > > u szedl prosto na jego wzor i sie zepsol ;-) Tak dobrze zarlo i zdechlo.
                          > No i n
                          > > ie lyso Wam teraz? ;) Nie przewidzieliscie takiego zwrotu akcji, co? A ta
                          > ki byl
                          > > idealny, no ktoz by pomyslal? ;)
                          >
                          > Głupi komentarz i tyle. Nie przejmuj się Kotoshi.

                          Tak, bo ja to napisalam przeciwko niej, do niej sie zwrocilam. Przykro mi bcde, ze na swojej drodze zyciowej spotkales kobiete taka jak Kitty, a nie taka jak Kotoshi. Ale teraz sobie chyba ladnie odbijasz za te lata, co? Gorzej tylko jesli teraz za ta suke placa takie Kotoshie, a nie takie Kitties. Taki jestes mocny teraz i cwany. Tak wiem, ze mnie nie lubisz, nie wciagaj w to dziewczyny. Ja w nia wierze, w nia przede wszystkim, stawiam ja powyzej jego, to Cie boli.
                          • bcde Re: Gdzie jest Marek?! 05.05.14, 17:03
                            hello-kitty2 napisała:

                            > Tak, bo ja to napisalam przeciwko niej, do niej sie zwrocilam. Przykro mi bcde,
                            > ze na swojej drodze zyciowej spotkales kobiete taka jak Kitty, a nie taka jak
                            > Kotoshi. Ale teraz sobie chyba ladnie odbijasz za te lata, co? Gorzej tylko jes
                            > li teraz za ta suke placa takie Kotoshie, a nie takie Kitties. Taki jestes mocn
                            > y teraz i cwany. Tak wiem, ze mnie nie lubisz, nie wciagaj w to dziewczyny. Ja
                            > w nia wierze, w nia przede wszystkim, stawiam ja powyzej jego, to Cie boli.

                            To, że nie zwróciłaś się do kotoshi nie oznacza, że ona tego nie przeczyta. Za mało wiesz o jej narzeczonym, żeby go oceniać, zwłaszcza negatywnie. Twój post mógł ją tylko niepotrzebnie zaboleć.
                            W odpowiedzi na twierdzenie, że cię nie lubię, nie napiszę, że cię lubię, bo za łatwo by ci poszło :P
                            • hello-kitty2 Re: Gdzie jest Marek?! 06.05.14, 09:27
                              bcde napisał:

                              > To, że nie zwróciłaś się do kotoshi nie oznacza, że ona tego nie przeczyta. Za
                              > mało wiesz o jej narzeczonym, żeby go oceniać, zwłaszcza negatywnie. Twój post
                              > mógł ją tylko niepotrzebnie zaboleć.

                              Ja go w moim poscie nie ocenilam, ja sie wysmiewalam przede wszystkim z Marka, ktory go widzial na swoj obraz. I on mu ten obraz 'popsol' ;) Nic nie mam nic do ludzi podpisujacych intercyze. To chyba widac z moich wypowiedzi. Ale idac tym tropem to by trzeba roztrzasac nad kazdym postem, bo ZAWSZE cos moze kogos zabolec i tego w ludziach nie lubie. Nie mozna rozmawiac szczerze, bo kurwa zawsze cos kogos boli ;) W ten sposob mozna by sie obudowac murami tematow tabu i doprowadzic swoje zycie do absurdu. Dziwie sie tylko, ze Ty mi to wytykasz. Podejrzewam, ze jestes prawnikiem. Stosujac Twoj sposob myslenia mozna by powiedziec, ze Ty dopiero krzywdzisz ludzi, bo przy tych rozwodach czy co tam zalatwiasz to dopiero bol i lzy sa ;-) ALE ja takiego sposobu myslenia nie stosuje.

                              Sytuacje kotoshi ocenilam jako dobra wiec nie bardzo rozumiem, co ma ja w zwiazku z moja ocena bolec?
                              • kag73 Re: Gdzie jest Marek?! 06.05.14, 09:47
                                > Sytuacje kotoshi ocenilam jako dobra wiec nie bardzo rozumiem, co ma ja w zwiaz
                                > ku z moja ocena bolec?

                                Zgadza sie, bardzo duzym plusem jest, ze nie ma/nie maja problemow egzystencjalnych, na wszystko wystarcza. Nie musza sie martwic czy sobie finansowo poradza i co do garnka wloza. Stresow z rodzicami tez nie maja. Mozna spokojnie cieszyc sie na dziecko i pozytywnie parzec w przyszlosc.
                                Nawiasem mowiac, chlopak kotoshi z pewnoscia bylby urazony i zawiedziony gdyby teraz nagle powiedziala "hmm, wlasciwie po co nam slub, poczekajmy, zawsze zdazymy, tylko dlatego, ze dziaciak w drodze nie trzeba brac slubu". Ale by bylo halo "to tak zle zostac moja zona?!!":)
                  • burzowa.kejt Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 05.05.14, 16:13
                    kutuzow napisał:
                    > Z Twoich postów widać, że bardzo nie lubisz intercyzy. Zastanawia mnie co za ty
                    > m stoi?
                    > Pisałaś, że się rozwodziłaś, czyli korzystałaś z innych przepisów prawa.
                    > Wchodząc w związek byłaś objęta opieką Kodeksu Rodzinnego. Będąc w związku obej
                    > mowały Cię przepisy dot. dziedziczenia i ew renty na wypadek śmierci małżonka.
                    > Rozwodząc się także korzystałaś z jasnych przepisów kto ma jakie prawa, co możn
                    > a a co nie. Czemu nagle kolejny przepis w postaci intercyzy tak bardzo Cię uwie
                    > ra?
                    Wcale nie nagle, od dziecka tak mam.
                    Wiesz Kutuzow, właściwie to nie wiem jak mam uzasadnić niechęć do intercyzy, bo odnoszę wrażenie że czego bym nie napisała to i tak będzie źle. Nie wiem dlaczego wszystkie kobiety ( te głupie i te mądre, te dobre i te złe kobiety) wkładasz do jednego wora.Nie życzę sobie;)
                    Jak byłam w związku to owszem,pewnie obejmowały mnie jakieś przepisy, ale czy ja je sobie narzuciłam? Nie.Tak jest i już że jak zawierasz małżeństwo to coś tam prawnie masz.Nawet nie wiem co.Nie widzę więc powodu żebym sama miała dokładać do tego kolejny. Po co?
                    Brzydzi mnie sądowe rozstrzyganie co komu się należy.Rzygam jak ludzie wykłócają się o miedzę, alimenty albo bohomazy choćby Picassa:D.To jeden z największych obciachów.
                    Jeśli wychodzę za mąż to dzielę się z kimś wszystkim co mam i tego samego oczekuję. A kiedy odchodzę to z tym co moje.
                    Taka jestem i tak mam, ci co mnie znają wiedzą.
                    Ale w Polsce jest tak, że jak się coś szwagrowi Antka przytrafiło, jakaś baba go oszukała, to się obwieszcza jako prawdę objawioną że wszystkie baby kłamczuchy bez litości, a jak nie chce intercyzy to tym gorzej, bo pewnie oszustka.
                    No i tyle mam do powiedzenia.Tak o.
                    • jesod Nie wiem 05.05.14, 16:19
                      burzowa.kejt napisała:
                      > Nie wiem dlaczego wszystkie kobiety ( te głupie i te mądre, te dobre i te złe kobiety) wkłada
                      > sz do jednego wora.

                      Jak to nie wiesz...? :) Bo więcej worów nie posiada. To proste.
                      • amebama Re: Nie wiem 20.07.14, 14:34
                        A ja wiem.. Facet musi się czuć facetem a nie być przez nas Panie jechany za nie wyniesioną szklankę. A my musimy się czuć kobietami i być doceniane.. kilka długich rozmów o tym co nas boli.. i wtedy jest wszystko ok. Sprawdzone empirycznie!

                        a no i trzeba jeszcze jakieś nowości wprowadzać..

                        Na przykład - zainstalowałam na telefonie aplikację Smartgroschen. Zadzwoniłam do niego, że jeszcze siedzę w dyrekcji firmy i że wrócę za 4 godziny (wyświetla mu się numer warszawski). a wchodzę do domu za 15min i rzucam się na niego :-) Działają takie numery już od 16 lat małżeństwa!

                        p.s. Smartgroschen fajna apka.. Nie muli jak skajpeta.. a jakość połączeń o wiele lepsza!
                        • yoric Re: Nie wiem 20.07.14, 19:36
                          PS: nie zapomnijcie - smartgroschen!

                          :))
                    • kutuzow Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 05.05.14, 16:33
                      burzowa.kejt napisała:
                      > Jak byłam w związku to owszem,pewnie obejmowały mnie jakieś przepisy, ale czy
                      > ja je sobie narzuciłam? Nie.Tak jest i już że jak zawierasz małżeństwo to coś t
                      > am prawnie masz

                      Widzę tutaj pewną niespójność. Zobacz, że małżeństwo to nie jest Duch Swięty który Cię nawiedza czy tego chcesz czy nie. Decydując się na małżeństwo przyczyniasz pewne kroki. W zależności od preferencji idziesz albo do Kościoła i podpisujesz papierek konkordatowy, albo do Urzędu Stanu Cywilnego. Więc jednak czy tak czy tak COŚ podpisujesz. Intercyza także jest dokumentem, po prostu kolejny "papierek" do podpisania. Dziwi mnie tylko że jeden papierek jest "dobry" i cacy, a drugi papierek jest zły.

                      > Jeśli wychodzę za mąż to dzielę się z kimś wszystkim co mam i tego samego oczek
                      > uję. A kiedy odchodzę to z tym co moje.

                      Widzisz, zasadniczo zgadzam się z tym co tutaj napisałaś. Mam podobne podejście. Jedyna różnica jest w definicji tego "z tym co moje". Problemu nie ma gdy oboje małżonkowie zarabiają mniej więcej podobnie. gdy jednak jest spora rozbieżność (zazwyczaj na korzyść męża), to kobieta zabiera to co swoje plus jeszcze sporą część tego co zarobił jej mąż. Najlepiej widać to na skrajnych przypadkach np. gwiazd filmu czy sportowcach. Mechanizm jest ten sam.

                      • burzowa.kejt Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 05.05.14, 17:00
                        kutuzow napisał:
                        > Dziwi mnie tylko że jeden papierek jest "dobry" i cacy, a drugi papierek jest zły.

                        nie wiem czy zły, dla teściów Kotoshi pewnie wspaniały. dla mnie beznadziejny, świadczący o braku zaufania do mnie.Po prostu. Jesli ja się nie boję to przyszły mąż też nie powinien.
                        Kutuzow, naprawdę nie wszystkie kobity są TAKIE.

                        > Najlepiej widać to na skrajnych przypadkach n p. gwiazd filmu czy sportowcach. Mechanizm jest ten sam.

                        Nie znam mechanizmów ale wyobraź sobie,że także uważam puszczanie męża/żony/babki w skarpetach i żadanie ogromnych odszkodowań za skurwysyństwo.
                        • kutuzow Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 05.05.14, 17:37
                          burzowa.kejt napisała:
                          > nie wiem czy zły, dla teściów Kotoshi pewnie wspaniały. dla mnie beznadziejny,
                          > świadczący o braku zaufania do mnie.Po prostu. Jesli ja się nie boję to przyszł
                          > y mąż też nie powinien.

                          Widzisz, patrzysz na to mocno jednostronnie. Jak byś zareagowała gdyby Twój narzeczony na wspomnienie jakieś o ew. małżeństwie też wyskoczył z tekstem, że to przejaw braku zaufania do niego z Twojej strony. No bo przecież skoro on się nie boi o przyszłość, to Ty także nie powinnaś. Czemu od razu zakładać że musicie się pobierać. Przecież i bez tego on Ci gwarantuje, że będzie z Tobą.
                          To oczywiście tak hipotetycznie, żeby pokazać że każda ze stron ma troche inne podejście i na czym innym jej bardziej zależy.


                          • kotoshi Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 05.05.14, 18:54
                            Już powiedziałam tu wszystko, co chciałam (i co można publicznie) na ten temat. Dodam, że zupełnie zgadzam się z tym, co napisał Kutuzow - że stosunek do pieniądza widać w związku znacznie wcześniej, i powiem tylko, że nigdy nie miałam powodu się na to skarżyć.

                            Triss: co do tego, że rozdzielność miałaby być nie w porządku (jako podejście do mnie): Na podejście mojego przyszłego męża (czy też nawet i jego rodziny) do mnie składa się bardzo dużo rzeczy, o których wiem; oczywiście ktoś może nie wierzyć, że umiem to ocenić - trudno. Z nich wymienię jedną, którą słusznie zauważyła Kitty: wszyscy za priorytet uważają to, żebym ani na chwilę nie przerywała studiów, więc zacznę (jeśli wszystko przebiegnie standardowo, a oby) możliwie szybko chodzić normalnie na zajęcia, i będę mieć do tego wszystkie warunki.

                            BCDE - ja tamten komentarz Kitty odebrałam raczej jako ironię, skierowaną do kogoś z forum.
                            Kag: jeśli pobierający się mają dużą dysproporcję, to życzenie sobie wspólnoty przez stronę słabszą też można by uznać za pazerność czy co najmniej interesowność. Inaczej: siły są nierówne, i nie ma co udawać, że jest inaczej, kluczem jest, jak ludzie się będą traktować, a tego też nie wiedzą i nie przewidzą osoby ze wspólnotą. Powiem tylko jeszcze, że moi rodzice uważają wszystko za bardzo w porządku - ale oczywiście nie muszę Cię do niczego przekonywać, każdy niech ma własne zdanie.
                            • kag73 Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 05.05.14, 20:58
                              A jak nieprzerywanie studiow po urodzeniu dziecka ma sie do intercyzy? Nijak. To sie okaze i Ty sama zobaczysz czy da rade czy nie i bedzie/powinna to byc przede wszystkim Twoja decyzja. Moze bedziesz miala potrzebe zostac z niemowlakiem(moim zdaniem Twoje prawo), w koncu macierzynstwo spotyka nas nie co dzien, moze bedziesz potrzebowala przerwy, moze ciagniecie dwoch rzeczy bedzie zbyt meczace i do dupy. Okaze sie wpraniu. Moim zdaniem to Twoja decyzja, rodzice nawet jakby mieli najwieksza kase o wszystkich w Waszym zyciu nie powinni decydowac.
                              On ma wiecej niz Ty, to wszystko juz wiemy, ale to tak czy siak zostaje jego, nie jest do podzialu. A co przyniesie Wasze dluugie zycie razem, to juz inna bajka.
                              I wychodzac za maz Ty sobie nie zyczysz wspolnoty, to norma dla tysiecy ludzi, wiekszosc pobierajacych sie o intercyzie nie mysli i jej nie podpisuje. Intercyza to zyczenie sobie rozdzielnosci, czyli odchyl od normy;)
                              Nie wiem co kieruje Twoimi tesciami, zapewne troska o pieniadze syna, ktory teraz bedzie dobrze zarabial a Ty nie, bo studiujesz albo i nie i "siedzisz" sobie w domciu z dzieckiem(rowniez z jego dzieckiem) i gdyby Ci glupia mysl przyszla do glowy sie z nim rozstac, zgarniesz polowe jego kasy a przeciez nie zarobilas nic(przeliczajac n pieniadze). Takie zabezpieczenie, bo jak wszystko bedzie dobrze to se bedziecie zyc i ukladac wspolne zycie.
                              Moim zdaniem wszystkiego nie rozpatruje sie w pieniadzach i nie przelicza na pieniadze, bo jak mezowi do pracy kanapke zrobie to nie powiem "2,50 sie nalezy".
                              Ja tam Wam zycze wszystkiego dobrego, serio! Rob co Ci podpowiada serce, jezeli uwazasz, ze chcesz slubu i malzenstwa to wyjdz za maz z intercyza czy bez.
                              Czasem mozna sie zachlysnac slyszac i widzac jak nadziani sa co niektorzy ludzie i owszem czasem mozna sie cieszyc, ze jakis koles dziewczyny, ktora z nim zaciazla nie potraktowal z buta, to wystarcza do super w porzadku, kamien z serca.
                              Ja tu widze jasno: ma wiecej(i tak jest jego, nie do podzialu), pobieracie sie, on dba, zeby co do gara bylo wlozyc a Ty dbasz o dzieciaka i skonczenie studiow(potencjal fiansowy na przyszlosc), bo pech chcial, ze jestes mlodsza i do tego to Ty w ciazy chodzisz(on bral udzial), rodzisz i bawisz dzieciaka. Kazdy ma co robic, ma swoje zadanie i kasa moze byc wspolna.
                              Rozumiem, ze u Was nie moze, bo tesciowie trzymaja na wszystkim lape i Twoj facet jest od nich zalezny. Ty nie mozesz sie oburzac, bo wyszlabys na pazerna. Rozumiem Ciebie, tez by mi zalezalo, zeby przyszly maz nie bral mnie za lecaca na kase, bo nie chce podpisac intercyzy.
                              Poczytaj dokladnie co w tej intercyzie napisali w kazdym razie.
                              Jest jak jest, najwazniejsze, zeby Wam bylo dobrze i zeby porod byl szybki a dzieciak caly i zdrowy:))


                              • kotoshi Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 06.05.14, 17:59
                                kag73 napisała:

                                Mnie samą bardzo boli ta kwestia studiów, Kag (bo wiesz, jak zawsze wbijano mi do głowy to dbanie o niezależność - o ironio…), więc to jak najbardziej moja decyzja i zrobię wszystko, co się da w danej sytuacji, żeby tych studiów nie przerywać..

                                > Jest jak jest, najwazniejsze, zeby Wam bylo dobrze i zeby porod byl szybki a dz
                                > ieciak caly i zdrowy:))

                                Dzięki za to i za dobre słowa, Kag :)

                                > I owszem w Polsce nadal jest przyjete i rozpowszechnione, ze jak parka wpada to
                                > sie pobiera.

                                Ale to podobno zaczęło się zmieniać w ostatnim czasie.
                                • kag73 Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 06.05.14, 19:04
                                  > Mnie samą bardzo boli ta kwestia studiów, Kag (bo wiesz, jak zawsze wbijano mi
                                  > do głowy to dbanie o niezależność - o ironio…), więc to jak najbardziej m
                                  > oja decyzja i zrobię wszystko, co się da w danej sytuacji, żeby tych studiów ni
                                  > e przerywać..

                                  Spokojnie jak na wojne, zobaczysz i zadecydujesz jak podpowie Ci serce i zaleznie od okolicznosci, rok urlopu dziekanskiego na studiach to nie koniec swiata, da sie zrobic, nic nie szkodzi a pierwszy rok zycia dziecka juz sie nie powtorzy. Jak masz z niewyspania i wyczerpania chodzic po scianach i do tego miec wyrzuty, ze zaniedbujesz dzieciaka, to nie warto. A jak sie wszystko dobrze wpasuje, to czemu nie. Tu nie ma jednej wlasciwej recepty.
                          • burzowa.kejt Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 05.05.14, 22:28
                            kutuzow napisał:
                            > Widzisz, patrzysz na to mocno jednostronnie. Jak byś zareagowała gdyby Twój nar
                            > zeczony na wspomnienie jakieś o ew. małżeństwie też wyskoczył z tekstem, że to
                            > przejaw braku zaufania do niego z Twojej strony.

                            nie wiem, nie proponowałam mu małżeństwa, a długo już jesteśmy razem.
                            może i patrzę jednostronnie, być może. Ale Ty też.
                            sorry za pytanie, ale masz intercyzę? albo masz zamiar mieć?


                            > Czemu od razu zakładać że musicie się pobierać. Przecież i bez tego on Ci gwarantuje, że będzie >z Tobą.
                            jasne że nie musimy, ale różne są sytuacje w życiu.czasami łatwiej kiedy masz ten papierek np. w szpitalu ( odwiedzić ukochaną na intensywnej terapii czy odebrać zwłoki - bywa i tak;)
                            nawiązując jednak do tematyki forum, myślę że nie mogłabym iść do łóżka z facetem który zaproponowałby mi małżeństwo i intercyzę. już lepiej żeby niczego nie proponował Rockefeller od siedmiu boleści:D

                            • jesod Nie mogłabym 05.05.14, 23:04
                              burzowa.kejt napisała:
                              > nawiązując jednak do tematyki forum, myślę że nie mogłabym iść do łóżka z facet
                              > em który zaproponowałby mi małżeństwo i intercyzę.

                              A widzisz.... Dokładnie o to chodzi. :) Oto chodziło mi od samego początku, a za co zostałam tak brutalnie napadnięta przez obrońców ciężarnego kotoshi.

                              Małżeństwo nie jest koniecznością, jeśli on i ona chcą/pragną być ze sobą, a w tym układzie (majętny-mysz kościelna) ona też zachowuje swoją wolność. Dzieci nie są żadną przeszkodą.
                              A facet, jeśli tylko będzie chciał, i tak ją zabezpieczy finansowo.


                            • zawle Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 05.05.14, 23:08
                              W społeczeństwie ciągle pokutuje przekonanie że propozycja małżeństwa dla kobiety to nie wiem jaki dar. Z tym że dla faceta posiadanie nieślubnego dziecka czy też konkubiny czasami wykracza poza normy przyjęte w danym środowisku.
                              • tadeo.1 Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 06.05.14, 11:36
                                zawle napisała:

                                > W społeczeństwie ciągle pokutuje przekonanie że propozycja małżeństwa dla kobie
                                > ty to nie wiem jaki dar. Z tym że dla faceta posiadanie nieślubnego dziecka czy
                                > też konkubiny czasami wykracza poza normy przyjęte w danym środowisku.

                                Nie powiedziałbym ,że w społeczeństwie,społeczeństwo buduje swoje przekonania na obserwacjach.Ja zdecydowanie zauważam ,że kobiety od pewnego momentu/wieku/ , histerycznie poszukują kandydata na męża ,czasem , niestety częściej niż rzadziej byle jakiego ,byle tylko był.
                                A że podaż /jakość/ jest kiepska ,kiepsko to się też i kończy ,najczęściej,albo trwa bo uwarunkowania nie pozwalają na zakończenie .
                                No właśnie i tu są te uwarunkowania ,czy się opłaci , czy mnie stać na rozstanie , co ja z tego wyciągnę i czy wszystko jest do podziału ,czy tylko część.
                                Wtedy dopiero , najczęściej dochodzi sie do wniosku , że to był kiepski dar.:)
                              • kutuzow Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 06.05.14, 12:05
                                zawle napisała:

                                > W społeczeństwie ciągle pokutuje przekonanie że propozycja małżeństwa dla kobie
                                > ty to nie wiem jaki dar. Z tym że dla faceta posiadanie nieślubnego dziecka czy
                                > też konkubiny czasami wykracza poza normy przyjęte w danym środowisku.

                                Zawle,
                                Zauważ, że zdecydowana większość kobiet chce mieć dzieci. Jednocześnie obecnie zdecydowana mniejszość jest w stanie wychować dziecko samotnie. Jest to kwestia zarówno finansowa (gdzieś tu był link do podsumowania kosztów) jak i "logistyczna" -fajnie jest gdy w sytuacjach kryzysowych np. choroba tej samotnej matki ktoś może się tym dzieckiem zająć.
                                Dlatego właśnie dla kobiet małżeństwo jest nadal "w cenie". Pozwala (lepiej lub gorzej) na realizację planów macierzyńskich. Jasne, że są kobiety które mają na tyle duże dochody i dobrą pracę iż mogą sobie pozwolić świadomie na samotne macierzyństwo (bo pomoc zapewnia np. armia opiekunek), ale to nadal są pojedyncze procenty.

                                Co do facetów i nieślubnych dzieci, to trochę to myśleniem życzeniowym pachnie.
                                Skoro nawet papież swego czasu miał dzieci i konkubiny, to ciężko mi sobie wyobrazić taki zawód, gdzie to może nagle przeszkadzać w dzisiejszych czasach.
                                • kag73 Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 06.05.14, 14:27
                                  Kutuzow, mysle, ze sie mylisz, Ty nie, ale zdecydowana wiekszosc facetow w pewnym wieku rowniez chce miec rodzine i dzieci/dziecko. Znam wiele przypadkow gdzie to facet chce dziecka i o dziwo czesto chce drugiego dziecka i przekonuje kobiete co by sie zdecydowala.
                                  Tam gdzie sie dziecko samotnie da wychowac jest duzo smaotnych matek, patrz UK. Szkoda tylko troche dla dziecka, ze nie doswiadcza drugiej/meskiej strony i perspektywy. Tymczasem kobiety zainteresowane trzymaniem pana nie sa, seks owszem, zwiazek/malzenstwo juz niekoniecznie, bo kase maja od panstwa a obiadow gotowac i gaci prac nie musza. I luzik:)
                                  Z pewnosci w Polsce i nie tylko w pewnym wielu kobiety kurczowo szukaja kandydata na ojca, bo zegar biologiczny tika.
                                  • kag73 Re: Do Burzowej.Kejt -ogólnie 06.05.14, 14:29
                                    I owszem w Polsce nadal jest przyjete i rozpowszechnione, ze jak parka wpada to sie pobiera.
                                  • kutuzow Do Kag 07.05.14, 09:45
                                    kag73 napisała:

                                    > Tam gdzie sie dziecko samotnie da wychowac jest duzo smaotnych matek, patrz UK.
                                    > Szkoda tylko troche dla dziecka, ze nie doswiadcza drugiej/meskiej strony i pe
                                    > rspektywy. Tymczasem kobiety zainteresowane trzymaniem pana nie sa, seks owszem
                                    > , zwiazek/malzenstwo juz niekoniecznie, bo kase maja od panstwa a obiadow gotow
                                    > ac i gaci prac nie musza. I luzik:)

                                    Kag, potwierdziłaś dokładnie to co ja pisałem. Kobiety które chcą dziecka (czyli większość) potrzebują wsparcia w pierwszym okresie. Niezależnie czy to wsparcie daje mąż, czy konkubent, czy Państwo które de facto przejmuje rolę partnera w UK. To co piszesz apropos "trzymania pana" to efekt "psucia rynku" przez Państwo które wchodzi w rolę partnera i nie ma żadnych wymagań. Rzadko który partner zgodzi się na utrzymywanie kobiety, która nic nie robi i ma jego potrzeby w d**ie bo z samego faktu że jest matką należą jej się pieniądze - a tak jest obecnie w UK. Państwo nie stawia bowiem żadnych wymagań, z samego faktu bycia matką należy Ci się kasa. Część nastolatek zaczyna to traktować nawet jako sposób na życie, bo nie dość że ma się "dzidziusia" to jeszcze podatnicy ją utrzymują i nie trzeba pracować (zawodowo).


                                    > Kutuzow, mysle, ze sie mylisz, Ty nie, ale zdecydowana wiekszosc facetow w pewn
                                    > ym wieku rowniez chce miec rodzine i dzieci/dziecko. Znam wiele przypadkow gdzi
                                    > e to facet chce dziecka i o dziwo czesto chce drugiego dziecka i przekonuje kob
                                    > iete co by sie zdecydowala.

                                    Wiesz, ja rozróżniam tą "kobiecą" potrzebę posiadania dziecka od tej "męskiej". kobiety chcą dziecka z całym dobrodziejstwem inwentarza. Większość facetów zaś patrzy na dzieci tak, jak dzieci patrzą na pieska. Widzą tylko te fajne strony -można się pobawić, pochwalić przed kolegami itp. Nie mają zaś świadomości że dziecko to także opieka. Tak jak z tym pieskiem którego dzieci zapominają karmić, wyprowadzać na spacer i sprzątać po nim gdy nafajda na dywan. Tak samo większość facetów jest mocno zdziwiona gdy odkrywa że dziecko także (jak ten przykładowy piesek) to masa obowiązków. Jak dla mnie jest duża różnica między "deklarowaniem" chcę dziecka, a odpowiedzialnością za jego poczęcie. Przyznasz że z tym drugim to juz trochę gorzej u facetów.
                                    • kotoshi Re: Do Kag 07.05.14, 10:17
                                      kutuzow napisał:
                                      Większość facetów zaś
                                      > patrzy na dzieci tak, jak dzieci patrzą na pieska. Widzą tylko te fajne strony
                                      > -można się pobawić, pochwalić przed kolegami itp. Nie mają zaś świadomości że
                                      > dziecko to także opieka.

                                      Kutuzow, pozwól, że też coś tu wtrącę, bo właściwie to, co powiedziałeś Kag, to także moje zdanie i trochę moje obawy też. Gdy mój facet (jeszcze wtedy nie narzeczony) dowiedział się o ciąży, ucieszył się, a do mnie miał wielki żal o moje negatywne nastawienie.
                                      A ja - pomijając już w ogóle mój wiek w tej sytuacji - wiem, co to dziecko, bo opiekowałam się kiedyś małą dziewczynką, po części też troszkę, gdy była jeszcze niemowlakiem. Natomiast podejrzewam, że dla niego dziecko to też taka trochę zabawka, tzn. on nie ma zielonego pojęcia, co to znaczy naprawdę opieka nad maluchem, i zgadzam się z Kutuzowem, że to dość powszechne, zwłaszcza przy pierwszym dziecku, albo i kolejnych, gdy facet nie zajmuje się za bardzo dziećmi.
                                      Do tego wiem, że mój też nie będzie się zajmował. No sorry, jestem realistką, ale kiedy by miał to robić? Po powrocie wieczorem z pracy czy w weekend w przerwach (kiedy odrabia zaległości w czytaniu w swojej dziedzinie) - to nie jest prawdziwe zajmowanie się i zrozumienie, co znaczy dziecko, i myślę, że tak ma wielu mężczyzn, o ile nie dzielą się z żona opieką dokładnie po połowie.
                                      Ja się strasznie cieszę z jego radości, nawet uważam, że w dużej części to świadczy o jego dojrzałości, ale na ile wynika z niewiedzy i z tego, że sam nie będzie musiał z niczego rezygnować? - nie wiem, jak to ocenić. Dlatego Kag, o moją "karierę" też tak bardzo chcę dbać :) i dlatego tak ciagle piszę o nieprzerywaniu studiów.
                                      • kag73 Re: Do Kag 07.05.14, 10:34
                                        Hmm, oboje macie jeszcze studia czy cos tam, ale wlasnie na tym rzecz poleca i te starcia zwlaszcza w pierwszym roku, bo nagle czas trzeba podzielic na trzech, trzeba sie przestawic, co niektorym przychodzi w bolach. Moj maz zajmowal sie dzieckiem, nie mial wyjscia, bylismy sami, nikogo pod nosem, musial/chcial, chociazby dla swietego spokoju i przyjemniejszej atmosfery w domu odciazyc zone. Robil sporo, ale ciagle powtarzal, ze jego czas jeszcze nadejdzie jak ten dzieciak bedzie troche wiekszy i rzeczywscie tak bylo/jest.
                                        Mysle, ze warto faceta lekko na to przygotowac i od niego, w miare mozliwosci wymagac, no trudno.
                                        Piszesz, ze bedziesz miala pomoc, to juz jest plus, jezeli ktos pomoze to nie musi byc to tylko maz. Wazne jest jednak, zeby i on mial jakies zadanie: wspolne kapanie, spacer, cos tam, bo tak rodza sie wiezi, to jest wazne a do tego swiadomosc, ze okolicznosci sa inne, trza zmienic nieco utarte przyzwyczajenia. Nie zawsze to jest fajne, rowniez dla kobiety nie, ale nastawienie jest bardzo wazne.
                                        Wiesz co jest chlopiec czy dziewczynka? Z ciekawosci pytam:)
                                      • kag73 Re: Do Kag 07.05.14, 10:58
                                        Kotoshi, dodam jeszcze, ze to chyba lepiej, ze sie cieszy niz gdyby powiedzial "k..wa, co za pech, teraz bede 18 lat placil na dzieciaka". No bo stalo sie, dzieciak jest w drodze, to nie koniec swiata, nawet jak oznacza robote.
                                        Rozni bywaja mezczyzni, naprawde, niektorzy sie angazuja z potrzeby serca, inny po prostu z poczucia obowiazku i zdroworozsadkowo, niektorych troche trza "popchnac" a jeszcze inni uwazaja "nie moja bajka".
                                        Owszem dbaj o swoja kariere, byle nie za duzym kosztem. Co sie odwlecze to nie uciecze, rok w ta cyz w tamta...
                                        • kotoshi Re: Do Kag 07.05.14, 11:37
                                          On robi staż, ale też przygotowuje się do pracy naukowej, stąd ma tyle tego wszystkiego. Kag, ja oczywiście z nim rozmawiałam na temat konkretów, np. wstępnie ustaliliśmy, jak miałby wyglądać weekend, dosłownie! - właśnie wtedy to było, kiedy mu próbowałam tłumaczyć, co to jest dziecko.
                                          Oczywiście super, że się cieszy (przecież facet nawet niewiedzący, co to małe dziecko, mógłby tak czy inaczej nie chcieć tego albo bać się co najmniej).
                                          Obstawiam, że mój będzie angażował się z poczucia obowiązku ;)
                                          PS. Teoretycznie chłopiec :) ale testy z moczu na płeć to chyba nie jest coś, co można tak zupełnie poważnie brać ;) Na razie sobie więc sprawę płci odpuszczamy, tak postanowiliśmy, po co się nastawiać.
                                          • kag73 Re: Do Kag 07.05.14, 11:44
                                            kotoshi napisała:
                                            > Obstawiam, że mój będzie angażował się z poczucia obowiązku ;)

                                            To nie szkodzi, najwazniejsze, ze sie bedzie angazowal, bo z czasem dojdzie radocha i frajda, jak dobrze pojdzie. Ja tez co 2,5 godziny wstawalam do karmienia z obowiazku a nie z radosci:))
                                    • kag73 Re: Do Kag 07.05.14, 10:22
                                      Kutuzow, to biologa i spadek kulturowy, taki mamy obrazek: mama, tata i dziecko albo dwojka dzieci. Kobiety, ewentulanie czesto, maja do tego instynkt macierzynski. Uwierz mi: oni oboje nie zdaja sobie tak naprawde sprawy z tego co to oznacza miec dziecko 24 godziny na dobe, na serio, bo i skad. Maja obrazek, slodki dzidzius itd. Co nie zmienia faktu, ze po wszystkich zadziornosciach, klotniach, udrekach, zwalaniu na siebie, na koncu cos ten dzieciak daje, daje bardzo wiele i w pewnym momencie(co pokazuja statystyki) ojcowie i matki sa w wiekszosci szczesliwi i w pamieci zostaja najlepsze momenty i wspomnienia. O trudnosciach sie nie, nie mowi sie dzieciom, w ogole sie nie mowi, stad moze takie nieprzygotowanie. Moze to i lepiej, bo by dzieci bylo zdecydowania mniej:)
                                      UK i te matki samotnie wychowujace. Skas te dzieci im sie biora i do lozka z facetami to jeszcze chadzaja ale zobowiazan nie chca. Nie powiedziane, ze facet by jej nie utrzymywal, ale nie ma szansy, bo ona zwyczajnie go nie chce/nie potrzebuje. Nie musisz kupowac browaru, zeby sie piwa napic. Jedan mlody Angol mi opowiadal, ze jak do domu wraca po 17:00 to gotuje, bo mlode Angielki bardzo sobie cenia gotujacego faceta, jego szczescie, ona z 14 miesiecznym dzieckiem w domu. Luz ogolny, nawet jak zyja razem to na prowno olewaja(nie wszyscy, ale sporo). To by sie facetom w Polsce krytykujacym Matki Polki oczy otworzyly i czapki z glow by przed nimi zdjeli, jakby zobaczyli wersje Matka Angielka(w wiekszosci).
                                      Znam tu przypadki facetow, ktorzy latami szukaja laski do zwiazku i nic. I to jest ciekawe, ci faceci chca zwiazku.
                                      Tak dla wielu rodzenie i wychowywanie dzieci to sposob na zycie. Panstwo to wspiera, bo przyrost naturalny jest potrzebny, inaczej bedzie starzejace sie spoleczenswto, jak np. w Niemczech.
                                      Nawiasem, ciekawostka, wczoraj czytalam wyniki badan gdzie najlepiej zyje sie matkom i dzieciom, pieniadze, status kobiety, zdrowie, edukacja, wyszlo jak zwykle: Skadnynawia: Finlandia, Norwegia i Szwecja. Najgorzej w Afryce: Nigeria, Kongo, Somalia. Kazdego dnia na swiecie umiera 800 matek i 18.000 dzieci ponizej 5 lat.
                                      • kutuzow Re: Do Kag 07.05.14, 11:59
                                        Kag73 napisała:

                                        > Kutuzow, to biologa i spadek kulturowy, taki mamy obrazek: mama, tata i dziecko
                                        > albo dwojka dzieci. Kobiety, ewentulanie czesto, maja do tego instynkt macierz
                                        > ynski.

                                        Kag, ja mam tego świadomość. Bronie się tylko przed zaciemnianiem obrazu. To forum mam dziwny zwyczaj odwracania kota ogonem. Małżeństwo staje się nagle czymś za czym to facecji gonią, dzieci także chcą głównie facecji itp. Skoro jak piszesz, mamy taki spadek kulturowy plus wpływ biologii, to nie odkręcajmy kota ogonem tylko przyjmijmy prawdę na klatę. Bo potem Zawle pisze: "W społeczeństwie ciągle pokutuje przekonanie, że propozycja małżeństwa dla kobiety to nie wiem jaki dar." Jasne że łatwo tak pisac z pozycji matki która ma już dzieci odchowane. Zupełnie inaczej to wygląda gdy ma się lat 20+ i wizję samotnego rodzicielstwa, lub 30+ średnią krajową i kredyt na mieszkanie (i brak kasy na utrzymanie tego dzieciaka). Wtedy ta druga osoba jest bardzo potrzebna do realizowania marzenia pt: "Dzidzia".

                                        Co do sytuacji w UK, to juz poruszaliśmy nie raz ten temat. Zaczyna ona byc już patologiczna. W raportach widać, że Uk zaczyna mocno odstawać od innych krajów UK w tej kwestii (wrzucałem tu juz linki). Nie ma się co oszukiwać że dziecko takiej nastolatki na socjalu zostanie nagle absolwentem Oxfordu.

                                        • kag73 Re: Do Kag 07.05.14, 12:10
                                          No ja akurat trafilam na takiego co najbardziej na swiecie chcial ze mna dziecka. Ja nie chcialam. Zwiazek sie rozpadl. A zareczac sie po 9 tygodniach chcial maz i malzenstwo rowniez bylo jego pomylem:)
                                          Osobiscie uwazam, ze aby facet placil na dziecko nie trzeba sie pobierac. Ale utarlo sie, w Polsce, ze ludzie sie wtedy pobieraja jak jest dziecko w drodze. Zreszta dopoki nie ma dziecka malzenstwo/papierek nic nie zmienia, dla mnie.
                                          • kotoshi Re: Do Kag 07.05.14, 13:38
                                            Ale miał tempo, kurczę :)
                                            Tylko to raczej jest wyjątek, Kag, a to ,że Twój mąż robił sporo przy dziecku, to raczej też, więc miałaś szczęście :) Jak wspomniałam - ja oceniam wszystko realnie, ustaliliśmy, co się dało, ale wiadomo ustalenia są tylko ustaleniami .Poza tym jak widzę, a i z opowieści rodzinnych też umiem to i owo poskładać, to nie mam co liczyć na autentyczne zaangażowanie, bo w rodzinie mojego narzeczonego nie za bardzo mężczyźni zajmują się dziećmi, niestety (moja mama twierdzi, że to, co obserwowane u siebie, z reguły człowiek powtarza w dorosłym życiu).
                                        • burzowa.kejt Re: Do Kag 07.05.14, 16:50
                                          kutuzow napisał:
                                          > To foum mam dziwny zwyczaj odwracania kota ogonem. Małżeństwo staje się nagle >czymś za czym to facecji gonią, dzieci także chcą głównie facecji itp. Skoro jak pis
                                          > zesz, mamy taki spadek kulturowy plus wpływ biologii, to nie odkręcajmy kota og
                                          > onem tylko przyjmijmy prawdę na klatę.
                                          > Zupełnie inaczej to wygląda gdy ma się lat 20+ i wizję samotnego rodzicielst
                                          > wa, lub 30+ średnią krajową i kredyt na mieszkanie (i brak kasy na utrzymanie t
                                          > ego dzieciaka). Wtedy ta druga osoba jest bardzo potrzebna do realizowania marz
                                          > enia pt: "Dzidzia".

                                          Zgadzam się z Kutuzowem całkowicie.
                                          Czasami wydaje mi się, że gdyby nie pęd kobiet ku rozmanażaniu, ludzkość by wyginęła;)
                                          To prawda że facetom aż tak nie zależy.Przed chwilą zrobiłam szybką sondę w pracy ( jest nas teraz ośmioro, pięć kobiet,trzech facetów,oprócz jednej babki i jednego mężczyzny wszyscy dzieciaci). Okazało się że we wszystkich przypadkach to głównie babki starały się o ciążę i miały większe parcie na rozmnażanie. Owszem, faceci jakoś strasznie nie protestowali, ale bez tych dzieciaków też byliby zadowoleni.
                                          Zresztą swojego czasu podczytywałam fora o tematyce niepłodności i pierwsze co się rzuca w oczy to to, że piszą tam tylko babki. Oczywiście nie tylko piszą, bo głównie robią wszystkie możliwe ( także te inwazyjne) badania, prowadzą dzienniki cyklu, przyjmują leki i przede wszystkim wyrywają włosy z głowy że nie mogą mieć dziecka.
                                          W realnym życiu też znam takie kobiety i żadnego faceta.
                                          Ale oczywiście wiem, że są takie pary jak Kag i jej mąż, kiedy to on chce bardziej. To rzadkość, jakiś biały kruk:)
                                          • zyg_zyg_zyg Re: Do Kag 07.05.14, 17:55
                                            > W realnym życiu też znam takie kobiety i żadnego faceta.

                                            A masz bezdzietnych znajomych płci męskiej po pięćdziesiątce, po sześćdziesiątce? Bo między bezdzietną kobietą lat czterdzieści, a bezdzietnym mężczyzną lat czterdzieści jest taka różnica, że dla niej to ostatni dzwonek, żeby mieć dziecko, a przed nim jeszcze długa perspektywa takiej możliwości. Mężczyźni, do których dociera, że dzieci JUŻ mieć nie będą, wcale nie zawsze przyjmują to spokojnie na klatę. Jeśli problem leży w zbyt starej partnerce, to nierzadko zbyt stara partnerka jest wymieniana na świeższy model, który natychmiast jest zapładniany. Nie twierdzę, że mężczyźni pragną potomstwa tak samo jak kobiety (choć twierdzę, że mężczyźni również pragną potomstwa), ale żeby uzasadnić tezę odwrotną należałoby porównywać te pragnienia nie u równolatków, tylko raczej u mężczyzn i kobiet u schyłku możliwości reprodukcyjnych.
                                            • burzowa.kejt Re: Do Kag 07.05.14, 18:32
                                              zyg_zyg_zyg napisała:
                                              > A masz bezdzietnych znajomych płci męskiej po pięćdziesiątce, po sześćdziesiątc
                                              > e
                                              po pięćdziesiątce tak, znam.dwóch.nic mi nie wiadomo żeby dramat przeżywali.
                                              zresztą ja nie wnikam dlaczego tak jest, szczerze mówiąc nie jest to interesujący temat dla mnie.po prostu z obserwacji wnioskuję, że kobiety chcą bardziej. i tylko tyle.

                                              • burzowa.kejt Re: Do Kag 07.05.14, 18:38
                                                przed chwilą zadałam pytanie koledze z pracy ( singiel, bezdzietny, po 50-tce) czy żałuje że nie ma dzieci i czy kiedykolwiek chciał mieć.Zapytał czy oszalałam.
                                              • zyg_zyg_zyg Re: Do Kag 07.05.14, 18:48
                                                > po pięćdziesiątce tak, znam.dwóch.nic mi nie wiadomo żeby dramat przeżywali.

                                                Ok, rozumiem. Ja na przykład znam takiego, który przed pięćdziesiątką przeżywał spóźniony syndrom poaborcyjny. Kiedyś sam namówił żonę na przerwanie ciąży, a teraz przygląda się laskom na ulicy i zamiast o ruchaniu myśli o tym, że mógłby mieć córkę w ich wieku. I żałuje tamtej decyzji (żona odchorowała ją jakiś czas temu - tak jak problem ich bezdzietności, który być może był tego konsekwencją). Innego, który deklarował, że dzieci mieć nie chce i ich rzeczywiście nie miał, aż się zakochał do szaleństwa w lasce dwadzieścia lat młodszej i dzieci zapragnął. Ale nie twierdzę też, że to reguła.
                                          • kag73 Re: Do Kag 07.05.14, 19:57
                                            > Ale oczywiście wiem, że są takie pary jak Kag i jej mąż, kiedy to on chce bardz
                                            > iej. To rzadkość, jakiś biały kruk:)

                                            To moj ex chcial dziecka, ja nie. Maz wcale nie chcial bardziej niz ja, ja sama nie wiedzialam czy chce, w koncu postanowilismy zdrowo rozsadkowo, ze bedziemy miec dziecko:)
            • yoric Re: I rzeczowo 03.05.14, 12:48
              > Aś Ty głupia...

              ta baba znowu tu przylazła?
              • jesod Re: I rzeczowo 03.05.14, 13:26
                yoric napisał:
                > > Aś Ty głupia...
                >
                > ta baba znowu tu przylazła?

                A Ty chłopie, co tu robisz???? :/
                Prowadzisz selekcję naturalną... ?
                Na tym PUA nie nauczono Ciebie grzecznego odzywania się do kobiet?
                Uważasz, że moje opinie i podsumowania są gorsze od Twoich? Tylko dlatego, że mam inne zdanie i inaczej piszę niż Ty?
                • potwor_z_piccadilly Re: rzeczowo? 03.05.14, 18:58
                  jesod napisała:

                  > Uważasz, że moje opinie i podsumowania są gorsze od Twoich? Tylko dlatego, że m
                  > am inne zdanie i inaczej piszę niż Ty?

                  A na podstawie jakich danych, Ty te "rzeczowe" podsumowanie umyśliłaś sobie i gdzie choć przesłanki na których Ty to swoje zdanie wyrobiłaś?
                  Napiszesz, że znasz życie?
                  No to ja też znam życie i wiem, że świat na tym i podobnych forach się nie kończy.
                  Nie czarnowidztwo jest tym młodym potrzebne, a doświadczonych mądra rada.
                  No, chyba, że tych doświadczonych niczego mądrego życiowe kopniaki nie nauczyły, a to co im zostało, to tylko wkurw wewnętrzny i zawiść.


                  • jesod Re: rzeczowo? 03.05.14, 19:16
                    potwor_z_piccadilly napisał:
                    > A na podstawie jakich danych, Ty te "rzeczowe" podsumowanie umyśliłaś sobie i g
                    > dzie choć przesłanki na których Ty to swoje zdanie wyrobiłaś?
                    > Napiszesz, że znasz życie?
                    > No to ja też znam życie i wiem, że świat na tym i podobnych forach się nie końc
                    > zy.
                    > Nie czarnowidztwo jest tym młodym potrzebne, a doświadczonych mądra rada.
                    > No, chyba, że tych doświadczonych niczego mądrego życiowe kopniaki nie nauczyły
                    > , a to co im zostało, to tylko wkurw wewnętrzny i zawiść.

                    Dlaczego mnie atakujesz?
                    Uważasz, że nie mogę napisać swojego zdania, w taki właśnie sposób jaki napisałam?
                    Dla Ciebie wszystko jest w porządku, jeśli ktoś uzewnętrznia swoją niechęć do mnie i pisze: "ta baba znowu tu przylazła?" To według Twojej oceny jest w porządku? Nie podlega żadnej uwadze i ocenie?
                    • potwor_z_piccadilly Re: rzeczowo? 03.05.14, 20:19
                      jesod napisała:

                      > Dlaczego mnie atakujesz?
                      > Uważasz, że nie mogę napisać swojego zdania, w taki właśnie sposób jaki napisał
                      > am?

                      To nie atak, to przeciwstawienie się próbom dodania piołunu do zupki, gdy ta zupka zaczyna ładnie pachnieć.
                      Tak można interpretować Twój tekst, który rozpoczęłaś zwrotem "Aś ty głupia".
                      Nie można tak.
                      Ty nie zauważyłaś, że dziewczyna jest szczęśliwa. Że uporządkowała traumy i optymizmem tryska.
                      Niech ci młodzi sami te swoje białe zeszyty zapisują. Obce kleksy nie są im potrzebne.

                      > Dla Ciebie wszystko jest w porządku, jeśli ktoś uzewnętrznia swoją niechęć do m
                      > nie i pisze: "ta baba znowu tu przylazła?" To według Twojej oceny jest w porząd
                      > ku? Nie podlega żadnej uwadze i ocenie?

                      No wiesz, przysłowie jest: gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą.
                      Ty rąbnęłaś i rykoszetem dostałaś.
                      Co do niby niechęci ku Twojej osobie, to ja takowej nie zaobserwowałem.
                      Ale takie to forum. Zbiór osobowości, charakterów, traum przeróżnych i wkurwów.
                      Czyli nic nas zaskoczyć nie powinno.
                      Pozdrawiam.



                      • jesod To był atak 03.05.14, 21:24
                        potwor_z_piccadilly napisał:
                        > To nie atak, to przeciwstawienie się próbom dodania piołunu do zupki, gdy ta zu
                        > pka zaczyna ładnie pachnieć.
                        > Tak można interpretować Twój tekst, który rozpoczęłaś zwrotem "Aś ty głupia".
                        > Nie można tak.

                        Oj, przesadzasz. Nie napisałam tego całkiem serio. Raczej żartobliwie, ironicznie, ze stosunkiem jakimś takim żartobliwym do tematu.
                        Dziwne, że tego nie pojąłeś... :( Tak, jak niby świetnie wyczuwałeś ton wypowiedzi ML w tym wątku:
                        forum.gazeta.pl/forum/w,15128,150558744,,Mam_juz_dosc_.html?v=2&wv.x=2

                        Jesteś bardzo stronniczy Panie Potworze.

                        potwor_z_piccadilly napisał:
                        > > Dla Ciebie wszystko jest w porządku, jeśli ktoś uzewnętrznia swoją niechę
                        > ć do m
                        > > nie i pisze: "ta baba znowu tu przylazła?" To według Twojej oceny jest w
                        > porząd
                        > > ku? Nie podlega żadnej uwadze i ocenie?
                        >
                        > No wiesz, przysłowie jest: gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą.
                        > Ty rąbnęłaś i rykoszetem dostałaś.

                        No i widzisz sam, jak to gładko potraktowałeś.
                        Wręcz mówisz mi wprost, że to mi się należało. To nie jest fair. Niestety.
                        Nie czujesz o co chodzi, albo nie chcesz czuć, bo tak jest Ci wygodniej funkcjonować, albo... jesteś zimny wewnętrznie, jak sopel lodu i bawisz się ludźmi.

                        potwor_z_piccadilly napisał:
                        > Co do niby niechęci ku Twojej osobie, to ja takowej nie zaobserwowałem.
                        > Ale takie to forum. Zbiór osobowości, charakterów, traum przeróżnych i wkurwów.
                        > Czyli nic nas zaskoczyć nie powinno.
                        > Pozdrawiam.

                        Nie, Panie Kolego.
                        Nie można kogoś traktować wedle własnego widzimisię, nie licząc się z tym, co ten drugi człowiek czuje. Wzajemny szacunek to podstawa, nawet przy wyrażaniu swoich poglądów.
                        A przede wszystkim, najpierw trzeba chcieć rozumieć, a więc, między innymi, w pierwszej kolejności starać się wyjaśnić o co chodzi.
                        Porozumienie jest możliwe dzięki zrozumieniu i... dzięki empatii.
          • taka.jedyna Re: Hej! 04.05.14, 08:08
            Jeżeli Tobie intercyza odpowiada to wszystko dobrze. Jeżeli on i jego rodzice zabezpieczają swoje interesy to również Ty zabezpiecz w umowie przedmałżeńskiej swoje. Weź prawnika i zadbaj o siebie i dziecko na wypadek rozstania, zwłaszcza z winy małżonka. Pomyślności.
            • kotoshi Re: Hej! 04.05.14, 10:26
              Odpowiem "zbiorczo".
              Bcde - rozdzielność była sugestią jego rodziców. Powiedział mi to, a ja od razu na to, że bardzo chętnie. Po pierwsze mi to pasowało, po drugie domyślałam się też, że rodzice pewnie będą wywierać na niego jakiś nacisk, a po co to komu.

              Dlaczego mi odpowiada? (Burzowa kejt) - możesz wątpić, ale naprawdę tak jest. Czuję się uczciwie w tej sytuacji, bo ze strony materialnej nie wnoszę dosłownie nic, więc skoro się pobieramy, to intercyza przynajmniej stawia mnie to na czystej pozycji.
              Myślę, że intercyza nie musi oznaczać, że ktoś się boi, że będzie okradziony, ale wiem, że w Polsce często tak się myśli. Być może jeszcze jedna rzecz powoduje, że nie mam z tym żadnych problemów: mam sporo rodziny w Niemczech (od dziecka b. intensywne kontakty, wyjazdy tam na bardzo długo czasem) i wiem, że w Zach. Europie jest do tych spraw inne podejście, tj. nie patrzy się na to od strony ambicjonalnej.

              TakaJedyna - w mojej sytuacji nie mam wielkiego pola manewru. Wiem, że dziecko zostanie bardzo dobrze zabezpieczone, tyle mi wystarczy.
              • taka.jedyna Re: Hej! 04.05.14, 15:37
                Masz sporą możliwość manewru- od Ciebie zależy w jakiej formie podpiszesz intercyzę. Zanim podpiszesz skonsultuj z prawnikiem. Masz prawo negocjować warunki tej umowy. A Twój przyszły małżonek nie powinien mieć nic przeciwko temu, że zabezpieczasz swoją i dziecka przyszłość na wypadek rozstania skoro sam, taką ewentualność dopuszcza. I nie ma co tej inicjatywy przypisywać wyłącznie jego rodzicom, bo mógł równie dobrze odrzucić ten pomysł, a rodzicom zabronić ingerencji w jego jeszcze nie zawarte małżeństwo.
                • zawle Re: Hej! 04.05.14, 16:20
                  taka.jedyna napisała:

                  > Masz sporą możliwość manewru- od Ciebie zależy w jakiej formie podpiszesz inter
                  > cyzę. Zanim podpiszesz skonsultuj z prawnikiem. Masz prawo negocjować warunki t
                  > ej umowy. A Twój przyszły małżonek nie powinien mieć nic przeciwko temu, że zab
                  > ezpieczasz swoją i dziecka przyszłość na wypadek rozstania skoro sam, taką ewen
                  > tualność dopuszcza. I nie ma co tej inicjatywy przypisywać wyłącznie jego rodzi
                  > com, bo mógł równie dobrze odrzucić ten pomysł, a rodzicom zabronić ingerencji
                  > w jego jeszcze nie zawarte małżeństwo.

                  Z tym że wszystko co ma dostał od rodziców, więc nie jest to takie proste.
                  • burzowa.kejt Re: Hej! 04.05.14, 16:53
                    zawle napisała:
                    > Z tym że wszystko co ma dostał od rodziców, więc nie jest to takie proste.

                    ależ właśnie jest proste, bo majątek sprzed zawarcia zw. małż. nie podlega podziałowi w razie rozwodu.
                    • kag73 Re: Hej! 04.05.14, 18:25
                      No wlasnie, co mial przed slubem to jego a reszte, ktorej sie razem dorobimy w malzenstwie dzielimy po polowie. Jakby co to dlugi tez.
                      Zeby sie potem nie okazalo, ze moje i Twoje a Ty nic nie masz, bo dzieciaka pilnowalas.
                      • wont Re: Hej! 04.05.14, 18:32
                        kag73 napisała:

                        > No wlasnie, co mial przed slubem to jego a reszte, ktorej sie razem dorobimy w
                        > malzenstwie dzielimy po polowie. Jakby co to dlugi tez.
                        -----------------
                        Nie jestem co prawda prawnikiem, nigdy też się nie rozwodziłem, ale - poprawcie mnie jeśli się mylę - na tym polega instytucja małżeństwa w Polsce BEZ ROZDZIELNOŚCI MAJĄTKOWEJ właśnie. Czyli - co miał/miała przed ślubem to jego, a resztę której się razem dorobili w małżeństwie dzielą po połowie. Długi też. Albo może ja coś źle zrozumiałem z Twojego wpisu...
                        • kag73 Re: Hej! 04.05.14, 18:34
                          wont napisał:
                          > -----------------
                          > Nie jestem co prawda prawnikiem, nigdy też się nie rozwodziłem, ale - poprawcie
                          > mnie jeśli się mylę - na tym polega instytucja małżeństwa w Polsce BEZ ROZDZIE
                          > LNOŚCI MAJĄTKOWEJ właśnie. Czyli - co miał/miała przed ślubem to jego, a resztę
                          > której się razem dorobili w małżeństwie dzielą po połowie. Długi też. Albo moż
                          > e ja coś źle zrozumiałem z Twojego wpisu...

                          No to co ma dac ta intercyza? Bo chyba przyszli tesciowie nie obawiaja sie, ze ich syn narobi dlugow i bidulka synowa bedzie je musiala splacac?
                          • kag73 Re: Hej! 04.05.14, 18:41
                            Hmm, chcialabym sie mylic, ale przypuszczam, ze tesiowie maja pietra, nbo syn zaradny i z kasa a dziewczyna mloda i zwiazek mlody, jakby co sie mialo popsuc to go wych...ja i zgarnie polowe kasy.
                            Mnie sie tez to nie podoba. Bo w koncu oboje sa dosc mlody i raczej milionow tam nie ma. A nawet jakby sie pojawily w ich wspolnym zyciu, to ona ma gorsza pozycje, zarabiac po porodzie niekoniecznie moze, bo bedzie z dzieckiem, albo bedzie zmuszona szybko szukac pracy i oszczedzac na swoje. A dziecko zmajtrowali razem, to dlaczego nie byc rodzina, gdzie wszystko jest wspolne i sie podzieli po polowie, bo to w koncu ona w tych ukolicznosciach moze ulatwic mu robienie kapuchy, bo zostanie w domu z dzieckiem. Poza tym dlaczego brac faceta z potencjalem/kasa skoro w razie w jest sie szara myszka bez kasy.
                            Kotoshi, dobrze doczytaj co tam pisza w tej intercyzie i daj sobie doradzic. Ty nie unos sie ambicja i honorem.
                            • kotoshi Re: Hej! 04.05.14, 18:51
                              Kag, nie wiem, co będzie u nas / u mnie, dodam tylko, że mama mojego przyszłego męża miała swego czasu identyczną sytuację jak moja teraz :) rozdzielność też. Nie widać, żeby nie mogła korzystać normalnie z nie-wspólnych dóbr, raczej wprost przeciwnie.
                          • wont Re: Hej! 04.05.14, 18:42
                            kag73 napisała:

                            > No to co ma dac ta intercyza? Bo chyba przyszli tesciowie nie obawiaja sie, ze
                            > ich syn narobi dlugow i bidulka synowa bedzie je musiala splacac?
                            ------------
                            Tak jak ja to rozumiem, ale podkreślam - mogę się mylić - to rozdzielność majątkowa polega na tym, że to co przyszły mąż kotoshi "zarobi" w trakcie trwania małżeństwa będzie jego a nie ich.
                            • kag73 Re: Hej! 04.05.14, 18:44
                              wont napisał:

                              > Tak jak ja to rozumiem, ale podkreślam - mogę się mylić - to rozdzielność mająt
                              > kowa polega na tym, że to co przyszły mąż kotoshi "zarobi" w trakcie trwania ma
                              > łżeństwa będzie jego a nie ich.

                              Dokladnie. A zatem po co sie pchac w malzenstwo?
                              • wont Re: Hej! 04.05.14, 18:51
                                kag73 napisała:

                                > wont napisał:
                                >
                                > > Tak jak ja to rozumiem, ale podkreślam - mogę się mylić - to rozdzielność
                                > mająt
                                > > kowa polega na tym, że to co przyszły mąż kotoshi "zarobi" w trakcie trwa
                                > nia ma
                                > > łżeństwa będzie jego a nie ich.
                                >
                                > Dokladnie. A zatem po co sie pchac w malzenstwo?
                                --------------------
                                Pozwól, że zastosuję pewien uczciwy chwyt retoryczny:

                                Czyli, Twoim zdaniem, jedynym sensem małżeństwa jest to aby wszystko, co zarobi mąż w trakcie małżeństwa było też jej? :)

                                A biały welon i sukienka to co? Nie liczy się? :)
                                • kotoshi Re: Hej! 04.05.14, 20:02
                                  > Dokladnie. A zatem po co sie pchac w malzenstwo?

                                  Kurczę, Kag, po pierwsze ślub jest ślubem (i nie o welon chodzi, Wont!), to i przy rozdzielności prawa i obowiązki dla każdej ze stron, po drugie po co udawać, że w kwestiach różnic jest inaczej…
                                  • burzowa.kejt Re: Hej! 04.05.14, 23:55
                                    kotoshi napisała:
                                    > Kurczę, Kag, po pierwsze ślub jest ślubem
                                    raczej układem

                                    > to i przy rozdzielności prawa i obowiązki dla każdej ze stron,
                                    bez rozdzielności także prawa i obowiązki ma każda ze stron.
                    • kotoshi Re: Hej! 04.05.14, 18:43
                      TakaJedyna: Wiem, że tylko ode mnie, rozmawiałam o kilku szczegółach z tatą, ale tam naprawdę nie ma z czym „zaszaleć” przy ustaleniach. A przede wszystkim nie chcę - bo nie mam potrzeby nikogo o nic prosić, a tak by to wyglądało.
                      Co do inicjatywy: pewnie, że mógł odrzucić „sugestię”, tyko po co? Mnie na wspólnocie nie zależało.
                      I jeszcze (co do majątku sprzed zawarcia związku): Burzowa, oczywiście że nie podlega podziałowi, ale gdy ktoś się postawi, można mu zrobić dużo rzeczy, np. wywalić go ze spółki (jako tzw. udziałowca mniejszościowego) i kto wie, co jeszcze. Ale ja nawet słuchania o tych sprawach zawsze unikam, one są ICH, nie moje. Zresztą ja w ogóle o tym nie myślę, nigdy nie odczuwałam, że nie mamy wspólnoty i tym bardziej nie mam powodu przypuszczać, że będę to odczuwać po ślubie.
                      • kag73 Re: Hej! 04.05.14, 18:47
                        Nie bedziesz pracowala i bedziesz z wdziecznoscia patrzyla jak placi ze swoich za Wasze?
                        Mnie sie taka idea malzentwa nie podoba, a mam sama Zachodniaka, nawet nie chcialo by mu sie pojsc do urzedu i prawnika szukac do intercyzy.
                        Nie, nie podoba mi sie. Jaki to ma cel i dlaczego uwazasz, ze to najlepsze rozwiazanie? Jestescie malzenstwem/rodzina i niech wszystko co zarobicie i wniesiecie do zwiazku bedzie Wasze.
                        • kotoshi Re: Hej! 04.05.14, 18:56
                          A co wspólnota zmieniłaby, skoro każde z nas wie, że ja teraz niczego nie wniosę? Inaczej: Patrząc na to w ten sposób, pracujący mąż we wspólnocie też płaci "ze swoich" za "ich".
                          Nie zamierzam nie pracować (później)!

                          • taka.jedyna Re: Hej! 04.05.14, 19:44
                            Kotoshi nie masz racji. Pracujący mąż zarabia "ich" pieniądze i płaci za "ich" utrzymanie. To co zarobi mój mąż jest w połowie moje i to co zarobię ja jest w połowie jego.
                            • kotoshi Re: Hej! 04.05.14, 20:04
                              TakaJedyna, ja rozumiem, że wspólnota zmienia status zarobków męża w sensie prawnym (są one ich, nie tylko jego, jak w rozdzielności). Tylko że ja naprawdę zupełnie nic nie wnoszę i przychodzę na gotowe (nie chcę pisać o szczegółach), więc jakby w kwestii odczuć to nic nie zmienia. A o pieniądze żadnych kłótni nigdy nie było.
                              • taka.jedyna Re: Hej! 04.05.14, 21:03
                                Okok. Pozostaje życzyć udanego pożycia małżeńskiego :) Grunt to jednak zgodność w tak ważnych kwestiach.
                                • kotoshi Re: Hej! 05.05.14, 08:53
                                  taka.jedyna napisała:

                                  > Okok. Pozostaje życzyć udanego pożycia małżeńskiego :) Grunt to jednak zgodność
                                  > w tak ważnych kwestiach.
                                  Dziękuję :)
                                  Zgodność, ale potem odpowiedzialność i uczciwość też.
                            • tadeo.1 Re: Hej! 05.05.14, 12:57
                              taka.jedyna napisała:

                              > Kotoshi nie masz racji. Pracujący mąż zarabia "ich" pieniądze i płaci za "ich"
                              > utrzymanie. To co zarobi mój mąż jest w połowie moje i to co zarobię ja jest w
                              > połowie jego.
                              Tak sobie czytam i mam wrażenie nieustające ,że jestem permanentnie ,kiedy bym tu nie zajrzał , na polu walki pomiędzy płciami.
                              Był czas kiedy brałem , przynajmniej biernie ,ale jednak udział w tej walce ,dzisiaj mi sie juz nie chce ,bo stwierdziłem , że obie strony są zawsze mniej lub bardziej wygrane jak są razem,po rozstaniu obie zawsze są przegrane , czasem tą porażkę odczuwa się od razu ,czasem ,po latach .
                              Dzisiaj mocno okopałem się psychicznie i dobrze czuję się na widowni ,chociaż czasem korci mnie , żeby zawalczyć................................to przyzwyczajenie,parę walk w życiu stoczyłem:)
                              • taka.jedyna Re: Hej! 06.05.14, 10:18
                                Ejjj Tadeo.1 wszystko fajnie, tylko dlaczego napisałeś to w odpowiedzi na mój post? Gdzie w nim widzisz walkę płci?
                                • tadeo.1 Re: Hej! 06.05.14, 11:27
                                  taka.jedyna napisała:

                                  > Ejjj Tadeo.1 wszystko fajnie, tylko dlaczego napisałeś to w odpowiedzi na mój p
                                  > ost? Gdzie w nim widzisz walkę płci?

                                  W zasadzie to nie wiem dlaczego ,wszedłem sobie tak w środek , bo raźniej ,nie lubię z kraja...
                                  • taka.jedyna Re: Hej! 06.05.14, 20:21
                                    tadeo.1 napisał:
                                    >W zasadzie to nie wiem dlaczego ,wszedłem sobie tak w środek , bo raźniej ,nie > lubię z kraja...

                                    Aaaa, jak tak to spoko ;)
                                    • tadeo.1 Re: Hej! 06.05.14, 21:29
                                      taka.jedyna napisała:

                                      > tadeo.1 napisał:
                                      > >W zasadzie to nie wiem dlaczego ,wszedłem sobie tak w środek , bo raźniej
                                      > ,nie > lubię z kraja...
                                      >
                                      > Aaaa, jak tak to spoko ;)

                                      Sorry ,ale ciekawy jestem ,kiedy nie byłoby spoko;)

                                      • taka.jedyna Re: Hej! 06.05.14, 22:15
                                        Nie wiem. Jest wiele możliwości. ;)
                                        • tadeo.1 Re: Hej! 06.05.14, 23:54
                                          taka.jedyna napisała:

                                          > Nie wiem. Jest wiele możliwości. ;)

                                          Czy ja wiem ,chyba nie tak wiele ..............................chociaż nie znam Twojej wyobraźni ,a wyobraźnia potrafi czynić cuda,zawsze lepiej ja mieć ,niż być od niej wolny ,chociaż jej nadmiar ,czasem boli:)
                                          • taka.jedyna Re: Hej! 07.05.14, 19:41
                                            tadeo.1 napisał
                                            > Czy ja wiem ,chyba nie tak wiele ..............................chociaż nie znam> Twojej wyobraźni ,a wyobraźnia potrafi czynić cuda,zawsze lepiej ja mieć ,niż > być od niej wolny ,chociaż jej nadmiar ,czasem boli:)

                                            O Boże chłopie coś Ty tu natworzył: wyobraźnia, cuda, wyobraźnia czasem boli. Nie wiem o co chodzi ale przez grzeczność nie zaprzeczę :P. Ps. a co jadłeś na kolację? Może zaszkodziło?:))
                          • burzowa.kejt Re: Hej! 05.05.14, 00:01
                            kotoshi napisała:
                            > A co wspólnota zmieniłaby, skoro każde z nas wie, że ja teraz niczego nie wnios ę?

                            właśnie o to to chodzi. i co z tego że teraz niczego nie masz? a musisz mieć?

                            • kotoshi Re: Hej! 05.05.14, 09:01
                              Nie muszę - ale ja o tym nie myślałam. Jego rodzice to zasugerowali (swoją drogą mój przyszły mąż dostał przy tej okazji małą gorzką lekcję życia, bo było to jak pokazanie mu miejsca w pewnych układach) - tylko że mnie rozdzielność nie przeszkadza, wręcz jak pisałam mi odpowiada, i od razu tak powiedziałam. Dodam, że nawet moim rodzicom to zupełnie nie przeszkadza. To jest w ogóle sprawa, którą najwięcej zajmuję się na forum :) bo zaczęła się dyskusja, w moim życiu na co dzień jej nie ma
                              PS. Ty, Burzowa, dajesz wiarę swojemu mężowi, ja daję wiarę mojemu - także w tym, że zabezpieczy mnie w taki czy inny sposób, zresztą sam o tym mówił.
                    • zawle Re: Hej!. 04.05.14, 19:13
                      burzowa.kejt napisała: > ależ właśnie jest proste, bo majątek sprzed zawarcia zw. małż. nie podlega podz
                      > iałowi w razie rozwodu.

                      Oczywiście. Ale gdy dostaną nieposłusznego syna, mogą kazać mu się utrzymywać samemu.
    • satrustequi Ile kosztuje dziecko 05.05.14, 17:55
      Wersje od podstawowej do luksusowej:

      wyborcza.pl/1,87648,15900402,Dziecko_ssie_kase_od_malego__Ile_nas_to_kosztuje_.html#CukGW
    • satrustequi "Co zrobić by dziecko nie zniszczyło związku" 08.05.14, 08:39
      www.edziecko.pl/rodzice/56,79361,11158483,Co_zrobic_by_dziecko_nie_zniszczylo_zwiazku_.html#TRCuk

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka