Dodaj do ulubionych

bezpłodność a przyjemność ze zbliżeń

21.08.04, 19:35
Nie wiem, czy to, co napiszę będzie powodem do osądzenia mnie jako osoby z
problemami z samą sobą...ale raz kozie śmierć. Może ktoś też tak ma.

Pamiętam, jak absurdalnie przykro było mi kiedy po naszym pierwszym razie
jednak dostałam okres (głupia! jeszcze studentka, zależna w 100% od rodziców,
w 2-3 miesiące od poznania mojego chłopaka, obecnie męża). Jestem osobą dośc
rozumną, by zdawac sobie sprawę z konsekwencji zajścia w ciążę w takiej
sytuacji i by się przed tym zabezpieczać. Ale ten jakiś taki dziwny żal...
Albo wcześniejsze, dziwne przejęcie płynące z półświadomej myśli że oto łączę
się z ukochaną osobą i tworzę coś Nowego ... Seks był całością, łączącą w
sobie fizyczną przyjemność, miłość do partnera, manifestem naszego bycia
razem. Miał Wyższy sens. Być może bywam egzaltowaną idealistką, ale tak mi
brak teraz czasami tamtego "czegoś".
Nie jestem z moim mężem po to, żeby mnie zapłodnił (mówiąc brutalnie). Jestem
z nim, bo wybrałam go sobie na Towarzysza Życia, bo w niego wierzę, bo wierzę
w nas. Bo jest, jaki jest. Nie jestem też zimną ... nie wiem jak to napisać.
Ale teraz już nie jest tak jak kiedyś. Trochę za tym tęsknię.
Mam za sobą 2 poronienia, wiele kosztowało mnie przejście przez to wszystko.
Zaczynam powoli przyzwyczajać się do myśli, że jednak nie będziemy mieć
dzieci. Po kilku latach małżeństwa początkowy - bo ja wiem co to jest.. -
entuzjazm nieco opada, przyzwyczailiśmy sie do siebie, nie jesteśmy już
beztroskimi studentami, praca pochłania dużą częśc nas. I brakuje w nas tej
pozytywnej energii, radości, ochoty ... i seks jest radziej, rzadko. A
naprawdę rzadko TAK NAPRAWDĘ. Boję się, czy tak już zostanie...zastanawiam
sie, jak będzie w naszej sypialni, między nami, przez następne lata...

Obserwuj wątek
    • woman-in-love Re: bezpłodność a przyjemność ze zbliżeń 21.08.04, 19:57


      > Nie wiem, czy to, co napiszę będzie powodem do osądzenia mnie jako
      osoby z
      > problemami z samą sobą...ale raz kozie śmierć. Może ktoś też tak ma.


      Witaj! Nikt tu nikogo nie osadza, gawędzimy sobie o zyciu :-)) ale skoro miałas
      poronienie, to nie jesteś bezpłodna. Robicie z tym cos?
    • wiu1 Re: bezpłodność a przyjemność ze zbliżeń 21.08.04, 20:34
      Przez te 3 lata nie mam odwagi mieć nadziei na dziecko. Na razie czekam, dałam
      sobie urlop od tego wszystkiego. Nie wierzę już w swój organizm, we współczesną
      medycynę, siłę leków, za to zaczynam wierzyć w moje własne fatum. Następnym
      krokiem dla nas są badania genetyczne i immunologiczne, ale będą wymagać
      prawdopodobnie dużo pieniędzy i zabiegów - nazwijmy to - organizacyjnych, a
      przede wszystkim ... zdobycia się na jeszcze jedną nadzieję. Najbardziej
      dokucza to, że nikt i nic nie daje GWARANCJI.
      Jak sie jest młodym, cżłowiek myśli, że wszystko pójdzie jak z płatka, planuje,
      że wszystko pójdzie mu w życiu jeśli nie jak z płatka to przynajmniej powoli
      ale po kolei. Kiedy jego los zaczyna stawać się odmienny, boi się jak to z nim
      będzie. Czy nie staniemy się dziwakami jak te znane nam bezdzietne pary? Czy
      nie przestaniemy się KOCHAĆ i "kochać"..? Nie chcemy być "inni", chcemy mieć
      takie swoje zwykłe, normalne szczęście.
      • woman-in-love Re: bezpłodność a przyjemność ze zbliżeń 21.08.04, 20:48
        Skoro dochodzi do zapłodniena, problem jest w utrzymaniu ciązy - tak? Czy inny
        problem? Wiadomo, takie zmartwienia kładą się cieniem na współżyciu i nie ma co
        udawać, że nie. Obyś sie tylko nie dała wciągnąc w tę medyczna maszynę do
        drenowania z pieniędzy. Nie ma schematów, nie powiedziane, że zdziwaczejecie.
        Nie wszyscy musza być, jak "państwo Brown" z czytanki do angielskiego. :-0
        • anula36 Re: bezpłodność a przyjemność ze zbliżeń 22.08.04, 00:28
          Wszystko zalezy od punktu widzenia - dla mnie podstawa udanego sesku jest
          mozliwie najwieksza pewnosc,ze nei bedzie on brzemienny w skutki.
          Mysle,ze problem poronienia czyli w sumie straty dziecka, a do tego tego
          wszystkie zabiegi okolo-zaplodnieniowe odbieraja romantyzm bliskosci.
          Nie jestem zwolenniczka wysylania ludzi ciupasem do psychologa czy na grupe
          wsparcia,ale czy zastanawialas sie kiedys nad taka ewentualnoscia?
          czy myslals nad tym jak maz przezyl utrate ciazy,rozmiawialiscie o tym??
          Moze ni emowi,ale przywa to poswojemu,obwinai sie,cierpi...
          Tak sie madrze ale mialam ostanio seminarium w pracy o smierci i sytacie i tak
          mnie naszly rozne refleksje.
          • libressa Re: bezpłodność a przyjemność ze zbliżeń 22.08.04, 06:49
            ...Anula, moze tak być jak piszesz,że mąż przezywa na swoj sposób.
            Znam przypadek, kiedy znajomi utracili jedyne dziecko /12 lat/ w wypadku.
            Matka otarła się o psychiatryk a ojciec na długie lata zamknął sie w sobie.
            Mowią,że na strate dziecka, "lekarstwem jest nastepne" być może, ale w tym
            przypadku nie bardzo pomogło, ona cały czas dokonywała porównań "nowego"
            dziecka z tym utraconym, on "zafundował" sobie potomka z inną, małzenstwo
            jeszcze jakis czas trwało obwiniając sie wzajemnie o taki stan. Ich drugie
            wspolne dziecko wzrasta w cieniu tamtej tragedii i nie bardzo moze pojąc
            dlaczego rodzice kochaja nieżyjącego brata.
            Odbiegłam 'troche" od tematu, ale wydaje mi sie,że troche jednak ma wspólnego,
            seks, "obciązony" traumatycznym przezyciem.
            Pozdrawiam
            Libressa
            ---
            Naturalność to bardzo trudna do utrzymania poza.
    • woman-in-love Re: bezpłodność a przyjemność ze zbliżeń 22.08.04, 09:15
      A kiedy przeczytałam sam tytuł wątku - pomyslałam, że jeśli nie ma problemu
      antykoncepcji i tego ciągłego strachu przed niechciana ciążą, to jest wspaniale,
      bo mozna "na bosaka". A tu widzę, że nic własnie.
      • anula36 Re: bezpłodność a przyjemność ze zbliżeń 22.08.04, 21:28
        To jest fajne dla osoby ktora albo ma juz tyle dzieci ile chciala, albo nie che
        w ogole ( tak jak ja np. Mysle,ze dla kogos kto dziecka bardzo pragnie a
        jednoczesnie przezywa utrate ciazy, z jednej strony sei obwinia z drugiej nie
        che zapeszyc,zeby tym razem sie udalo...to jest trude.
        Bardzop podziwiam moja kolezanke,ktora zeby zajsc w ciaze musiala sobie
        serwowac chemiczna owulacje, potem przez 4 dni trzeba wspozyc na maksa-czy sie
        chce czy nei chce, ale trzeba bo do nastepnej sztucznej owulacji min 4 tyg.
        Pierwsza ciaza zamarla w 4 miesiacu, po 6 miesiacach druga i teraz ma 1,5
        rocznego syna.
        Mysle,ze warto sie jednak starac o dziecko wciaz i wciaz, udana
        ciaza,dziecko,zdejmuja wiele negatywnych emocji z poprzednich przezyc.
    • madzioreczek Re: bezpłodność a przyjemność ze zbliżeń 25.08.04, 12:37
      Wiu1 skąd ja to znam, niestety problem ten też i mnie dotyczy, staramy się o
      dziecko 3 lata, najpierw brak nadziei albo bardzo mała, bo diagnostyka mojego
      organizmu wykazała przeszkody (operacja, hormony, leczenie, badania) i nagle w
      tym roku cud -2 kreski na teście, radość ogromna która trwała 9 tygodni, potem
      indukcja poronienia, bo zawiodła genetyka i ciąża przestała się rozwijać :( Ale
      nie o tym chciałam pisać, a o tym, że starania odbierają naturalną radość
      czerpaną ze zbliżeń, ciągle liczysz dni, obserwujesz siebie, czy teraz jest
      dobry moment, czy nie, wszystko jest takie reżyserowane, gdzieś zapodział się
      spontanizm, radość, potem jest leżenie z poduszką pod pupą i pytanie uda się
      czy się znowu nie uda. Kocham męża, ale ochoty na seks mimo tego, że jestem 28
      letnią kobietą mam coraz mniej :( Przerażające prawda? Ale taki problem znają
      tylko osoby z problemami niepłodności małżeńskiej.
      • zorka7 Re: bezpłodność a przyjemność ze zbliżeń 25.08.04, 23:00
        Głowa do góry. Rozumiem ze poronienia to trauma, z ktora trudno sie oswoic. Ja
        nie poronilamnigdy - za to urodzilam coreczke w 27 tyg. ciązy. Zyła niecałe 10
        dni. Po zmudnym leczeniu zdecydowalam sie na ciaze nr 2. Urodzil sie Bartus -
        mimo wielu poswiecen, lezenia plackiem w szpitalu, strachu nie do opisania i
        wylanych lez z powodu Martynki - też wczesniak. Byl w moim brzuchu niecale 2
        tyg dluzej niz malenka.
        Nie musze chyba opisywac jak trudno odnalezc i sie "w lozku" jako namietna
        kochanka, ktora zapomni o sztabie grzebiących we niej ginekologach, dwoch
        cesarskich cięciach, grzybicach i stanach zapalnych - nie wiadomo skąd. To
        cholernie trudne, czasem "po" placzę. Mąz nie mowi nic. Przytula mnie. Wie, ze
        cierpię, ale chcę spróbować przezwycięzyc to, co zrobila ze mna cala ta
        ginekologiczna przeszlosc. Kocham męza, mam dopiero 27 lat (choc doswiadczenia
        starej baby niestety) i wierze w to, ze milosc potrafi leczyc.

        Jesli biosz sie ciazy - sprobujcie rozmawiac o adopcji. Nam to pomoglo.
        Przeciez nie musice byc sami do konca zycia. Moze wasze dziecko urodzilo sie
        przez przypadek komus innemu i teraz czeka na toaz dojrzejecie do decyzji...?
        Pozdrowienia!
    • monkastonka Re: bezpłodność a przyjemność ze zbliżeń 27.08.04, 09:25
      Zorka właśnie to jest najgorsze może nie ten brak sexu ale czułości i poczucia
      miłości może gdybym to czuła nie miałabym takiego poczucia marności swojej
      osoby . Przytulenie całuski głaskanie chciałbym tak bardzo. Mamy synka kochamy
      go i myślę że mąż też mnie kocha ale no cóż zawsze ale............. Brakuje i
      więzi emocjonalnej. Wiem co musisz przeżywać wiem czytałam twoje posty więc tym
      bardziej mogę cię zrozumieć.
      • zorka7 Re: bezpłodność a przyjemność ze zbliżeń 27.08.04, 15:54
        Monka.. Pogadaj z nim o czułości. To pewnie banał, co piszę. Albo niech poczyta
        pare "tematycznych" wątków w sieci - jak ten na przykład. Korona mu z głowy nie
        spadnie.
        Bez czułości i cierpliwości ze strony męża chyba bym odpadła kompletnie. I tak
        mnie jednak męczy ów sztab ginekologów, który pozostał w mojej głowie. Szkoda,
        że nie ma tabletki na zapominanie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka