Dodaj do ulubionych

Sekret Pożądania w długoletnich związkach?

01.11.14, 10:39
Holly Grail - The secret to desire in a long-term relationship: on TED
www.youtube.com/watch?v=e0AUHoX7i9A
Refleksyjnych Świąt Zaduszonych życzę.
Enjoy!

Obserwuj wątek
    • loppe Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 01.11.14, 11:32
      If you want to desire somebody long term, set them reasonably free in your mind. Nie oplataj go jak bluszcz i niech on cię nie oplata jak bluszcz.

      • marek.zak1 Nie ma sekretu. 01.11.14, 13:26
        Nie ma recepty na szczęście ani też sekretu pożądania. Niemniej jednak istnieje kilka czynników. Jeden z nich został wymieniony przez faceta, który zapewne w długoletnim zwiazku nie był. Inne czynniki to:
        - wysokie libido z obu stron,
        - praca nad swoim ciałem (i głową - bycie interesujacym dla partnera),
        - dyscyplina w jedzeniu,
        - znajdowanie swojego funu w seksie samodzielnie i niewymaganie jego od partnera,
        - traktowanie seksu jak czegos nie mniej ważnego niż praca, dzieci dom i znajdowanie dla niego odpowiedniego czasu, nie spychanie na potem, gdy po całym dniu ludzie padają na twarz,
        - pielęgnowanie bliskości i intymności,


        Jak wiecie, jesteśmy po ślubie już niemal 37 lat i i przedtem też sie działo, tak więc czuje się bardziej kompetentny w tym względzie, aniżeli facet w filmiku. Powodzenia :)
        • urquhart Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 14:03
          > Jak wiecie, jesteśmy po ślubie już niemal 37 lat i i przedtem też sie działo, t
          > ak więc czuje się bardziej kompetentny w tym względzie, aniżeli facet w filmiku

          Skąd wiesz zarozumialcu co się mogło dziać za twoimi plecami skoro twoja żona jest rasową skorpionicą?
          :)

          • marek.zak1 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 14:10
            urquhart napisał:

            > > Jak wiecie, jesteśmy po ślubie już niemal 37 lat i i przedtem też sie działo, tak więc czuje się bardziej kompetentny w tym względzie, aniżeli facet w f
            > ilmiku
            >
            > Skąd wiesz zarozumialcu co się mogło dziać za twoimi plecami skoro twoja żona jest rasową skorpionicą? :)

            Jasne, Tego człowiek, do końca wiedziec nie może, ale tutaj mówimy o pożądaniu, więc, co by się nie działo, ono cały czas jest :).
            • urquhart Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 15:18
              I dlatego to prawdziwy sekret o którym też często wspomina Pereł :)
              • hello-kitty2 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 15:41
                urquhart napisał:

                > I dlatego to prawdziwy sekret o którym też często wspomina Pereł :)

                A kto w ogole pasuje do skorpiona? Przeciez to podly, zlosliwy i pamietliwy padalec. Zemste obmysla miesiacami. Jest tylko jeden gorszy znak: rak.
                • rekreativa Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 15:51
                  Jest jakiś skorpion na forum?
                  • hello-kitty2 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 16:39
                    rekreativa napisała:

                    > Jest jakiś skorpion na forum?

                    :-) Urqu skorpionisko ;-)
                    • rekreativa Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 16:44
                      No tak, jak mogłam nie zgadnąć. Pasuje jak ulał ;)
                  • sea.sea Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 18:35
                    Jest :)
                    • rekreativa Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 18:41
                      Że Ty?
                      Kurcze, nie pasujesz :)
                    • loppe Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 18:49
                      sea.sea napisała:

                      > Jest :)

                      Dwie partnerki spod znaku Skorpiona, które miałem zaszczyt poznać, były łagodne w obejściu i niesłychanie zuchwałe w seksie...
                  • slepafuria15 Re: Nie ma sekretu. 03.11.14, 07:01
                    Jest
                • ninek04 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 16:49
                  kitty, pozwól, że się z Toba nie zgodze całkiem, bo skorpion to też subtelny sarkazm, ironia, bezinteresowność, walka do końca o swe przekonania, ostry dowcip, intuicja no i jednak niesamowity sexappeal
                  • hello-kitty2 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 17:00
                    ninek04 napisała:

                    > kitty, pozwól, że się z Toba nie zgodze całkiem, bo skorpion to też subtelny sa
                    > rkazm, ironia, bezinteresowność, walka do końca o swe przekonania, ostry dowcip
                    > , intuicja no i jednak niesamowity sexappeal

                    Pozwalam ;) Ja go lubie przeciez, padalca jednego. Ja mam matke skorpionice wiec dodam: poczucie humoru, umiejetnosc zabawy, entuzjazm, tez lubi popic, po kims to mam w koncu.
                    • ninek04 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 17:07
                      no właśnie, z tym piciem to też prawda, a , i tak wychwalam skorpiona, bo najlepszy jak dotąd sex miałam właśnie ze skorpionem, więc może jest coś na rzeczy
                      • marek.zak1 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 17:51
                        ninek04 napisała:

                        > no właśnie, z tym piciem to też prawda, a , i tak wychwalam skorpiona, bo najlepszy jak dotąd sex miałam właśnie ze skorpionem, więc może jest coś na rzeczy.

                        Może więc jest sekret - nazywa się skorpion. Jak złapie - nie wypusci. Często myślę, że dla mojej żony jestem jej własnością (z ostatniej chwili - gdyby ktos chciał ja. czyli mnie, zabrać, żona by go zabiła) . Ona z kolei, jak wiecie - częścią mnie.
                        A jedzenie i umiar oznacza, że trzeba jeść tyle, ile trzeba, aby zachować wagę i sylwetke. O bąkach nie pomyślałem, ale skoro to takie ważne, może jest coś na rzeczy.
                      • anbale Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 17:55
                        A to ciekawe, bo ja akurat najgorszy seks miałam ze skorpionem (choć całego znaku nie "przeleciałam" więc pewnie nie mam porównania;) ) i w ogóle wspominam go jako ponurego, mściwego, kąśliwego nudziarza...:)
                        • ninek04 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 18:07
                          ja całego zodiaku też nie przeleciałam(hm..jeszcze, wszystko przede mną),ale skorpion był the best.A co do diety :szczupłe jest piękne,no nie da się ukryć, więc umiar w jedzeniu, jak najbardziej tak
                        • loppe Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 18:31
                          Skorpionem był zmarły w tym roku genialny konstruktor broni palnej Kałasznikow

                          www.google.pl/search?q=ka%C5%82asznikow&rls=com.microsoft:pl-PL:IE-Address&rlz=1I7WQIB_plPL531&biw=1280&bih=521&tbm=isch&imgil=scQP54hEzG77CM%253A%253BIq64t7q5zRbstM%253Bhttp%25253A%25252F%25252Fdemotywatory.pl%25252F3809043&source=iu&pf=m&fir=scQP54hEzG77CM%253A%252CIq64t7q5zRbstM%252C_&usg=__n0xpYX5s6m5_haCVrTObzdzpOgA%3D&ved=0CI8BEMo3&ei=SBhVVJ7lHayf7gaQuYDIDA#facrc=_&imgdii=_&imgrc=MujwvxebmjNO_M%253A%3By4PRZcCIjY5W4M%3Bhttp%253A%252F%252Fbi.gazeta.pl%252Fim%252Ff4%252Fb4%252Fe7%252Fz15185140Q%252CMichail-Kalasznikow.jpg%3Bhttp%253A%252F%252Fwiadomosci.gazeta.pl%252Fwiadomosci%252F1%252C114871%252C15184923%252CMichail_Kalasznikow_nie_zyje__Tworca_legendarnego.html%3B620%3B434
                          • loppe Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 18:34
                            W Skorpionach jak w żadnym znaku przeplata się Eros i Tanatos. Silnie...
                            • wont Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 18:39
                              A w Rybach przegryza się wóda i zapoja.
                              • loppe Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 18:44
                                Spójrzmy choćby na Kałasznikowa... Żył aż 94 lata i to twórczo (Eros), a jego konstrukcja uśmierciła miliony i to młodych (Tanatos)
                              • hello-kitty2 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 18:48
                                wont napisał:

                                > A w Rybach przegryza się wóda i zapoja.

                                Ja mialam najdluzszy zwiazek z rybami ale kumpela wbijala mi do glowy ze sa dwulicowe, bo tlumaczyla 'spojrz na znak: dwie ryby z glowami odwroconymi w dwa przeciwne kierunki' ale bliznieta tez maja dwie twarze przeciez. Whatever.
                                • loppe Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 18:50
                                  hello-kitty2 napisała:

                                  > wont napisał:
                                  >
                                  > > A w Rybach przegryza się wóda i zapoja.
                                  >
                                  > Ja mialam najdluzszy zwiazek z rybami ale kumpela wbijala mi do glowy ze sa dwu
                                  > licowe, bo tlumaczyla 'spojrz na znak: dwie ryby z glowami odwroconymi w dwa pr
                                  > zeciwne kierunki' ale bliznieta tez maja dwie twarze przeciez. Whatever.


                                  Kity, czas żebyś podała swój znak...
                                  • hello-kitty2 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 20:19
                                    loppe napisał:

                                    > Kity, czas żebyś podała swój znak...

                                    Podalam ;)
                                    • loppe Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 20:36
                                      No to... Bliźnięta to z Bliźniętami b. dobry związek!; byłaś na dobrym tropie że niby tu dwie twarze i tam:)
                                      • ninek04 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 20:53
                                        Bliźnięta, Ryby, podwójność, sprzeczność, może jedność jednak, teraz przerabiam właśnie Bliźnięta, cóż, nie jest źle, , jest dobrze, hm, bardzo dobrze?!
                                • ninek04 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 19:09
                                  żadne dwulicowe, w miłości i seksie przychyliłyby nieba,dają rozkosz ciała izespolenie umysłów, jedność dusz i morze emocji, że tak górnolotnie pojadę już
                                  • loppe Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 19:13
                                    ninek04 napisała:

                                    > żadne dwulicowe, w miłości i seksie przychyliłyby nieba,dają rozkosz ciała izes
                                    > polenie umysłów, jedność dusz i morze emocji, że tak górnolotnie pojadę już

                                    Interakcje zależą od tego jakie dwa znaki się spotykają, a nie od jednego znaku...
                                    • ninek04 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 19:31
                                      jednak nie zgodzę się,bo horoskopy mówią, że ten znak z tym znakiem to magia, a tamten absolutnie z z tym , wykluczone, a w praktyce spotykają się dwa znaki, które teoretycznie nie pasują do siebie, ale seks i cała reszta jest nieziemska wręcz, chociaż ogólny rys charakterologiczny jest niby zgodny z opisem
                                    • loppe Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 19:33
                                      www.google.pl/search?q=nico&hl=pl&rlz=1T4WQIB_plPL531PL532&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=NCdVVMndOI3mauD_gqAN&ved=0CAgQ_AUoAQ&biw=1280&bih=521#facrc=_&imgdii=_&imgrc=sgmGWnIs57agyM%253A%3BPlfQcsJzpReIQM%3Bhttp%253A%252F%252Fwww.bulkka.com%252Fwp-content%252Fuploads%252F2011%252F08%252FNico-Ferrando-51.png%3Bhttp%253A%252F%252Fwww.bulkka.com%252Fes%252Fnico-ferrando-2%252Fnico-ferrando-4-3%252F%3B600%3B443
                                  • wont Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 19:16
                                    ninek04 napisała:

                                    > żadne dwulicowe, w miłości i seksie przychyliłyby nieba,dają rozkosz ciała izes
                                    > polenie umysłów, jedność dusz i morze emocji, że tak górnolotnie pojadę już
                                    -------------
                                    Czy my się znamy? :)
                                    • ninek04 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 19:34
                                      chyba jeszcze nie, choć Twoje wypowiedzi czytam od deski do deski
                                  • marek.zak1 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 19:26
                                    ninek04 napisała:

                                    > żadne dwulicowe, w miłości i seksie przychyliłyby nieba,dają rozkosz ciała izespolenie umysłów, jedność dusz i morze emocji, że tak górnolotnie pojadę już

                                    Pełne zespolenie cial i dusz w dzikim seksie :).
                                    • ninek04 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 19:39
                                      a cóż jest ważniejszego i ekscytującego w życiu, niż właśnie dziki seks? Taki ma być, bo wtedy umysł funkcjonuje, jak należy, że o ciele nie wspomnę
                                  • hello-kitty2 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 20:31
                                    ninek04 napisała:

                                    > żadne dwulicowe, w miłości i seksie przychyliłyby nieba,dają rozkosz ciała izes
                                    > polenie umysłów, jedność dusz i morze emocji, że tak górnolotnie pojadę już

                                    Ryby chyla nieba ale najlepszy ruchacz to jednak skorpion, tak? ;)
                                    • ninek04 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 20:39
                                      tak, jeśli chodzi o ruchacza, to tak , skorpion wymiata, a jeśli chodzi o zespolenie ryby-skorpion , to ku..nie ma sobie równych, mówię jak jest, o nie jak było, bo to już przeszłość
                                      • marek.zak1 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 20:51
                                        ninek04 napisała:

                                        > tak, jeśli chodzi o ruchacza, to tak , skorpion wymiata, a jeśli chodzi o zespolenie ryby-skorpion , to ku..nie ma sobie równych.

                                        Przyznaję. Zresztą Sowa jest też rybą, chociaz późną. Urodziła się 19 marca 2012 roku.
                                        zakbajka.blog.onet.pl/2014/10/30/nie-mam-kwalifikacji-i-dont-have-qualifications/
                                        • ninek04 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 20:59
                                          to z Sową mogę sobie podać rękę(łapę),dzieli nas tylko dzień,(bo różnica w latach jest , przyznaję, na moją niekorzyść,),ale Sowa,Rybka -urocza
                                        • ninek04 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 21:22
                                          A i Marku, obiecuję, że nadrobię zaległości w lekturach i przeczytam Twoje książki, bo jako mól książkowy i pasjonatka , czytam wszystko, co sie rucha,wróć, co się rusza, nawet w trakcie mycia zębów coś podczytuję, a i w trakcie nudnego stosunku jestem myślami przy książce i nie podlizuję się, seks i książki, to mnie kręci po prostu, odnosząc się do wątku pożądania
                              • ninek04 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 19:01
                                masz coś przeciwko Rybom? Wóda tak,to by się zgadzało,są podatne na nałogi,ale jak już je złapie namiętność,to są nie do zdarcia
                                • anbale Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 19:47
                                  Znałam mężczyzn-ryby (dwóch) którzy potrafili być nieziemsko dobrzy i nieziemsko źli, takie rozwarte nożyce, przegięci na maksa w obie strony- jakoś to godzili, choć z boku niekiedy wyglądało to psychopatycznie.
                                  A kobiety ryby to mi się jakieś takie trafiły w życiu mocno agresywne i "po trupach do celu" , choć wszędzie w horoskopach się upierają, że to wcielenie subtelności.
                                  • ninek04 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 20:12
                                    dla Ryb miłość to narkotyk, dlatego sa podatne na nałogi, intuicja to ich siła, maja jakiś szósty zmysł, tak, ale po trupach do celu, chyba jednak nie, to nie w ich stylu, niektórzy sądzą, że to nimfomanki(i), ale tu też raczej nie zgadzam się(raczej?),dają często więcej, niż dostają, agresja-wykluczone raczej(raczej?)
        • triismegistos Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 14:40
          Dyscyplina w jedzeniu?
          • hello-kitty2 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 14:54
            triismegistos napisała:

            > Dyscyplina w jedzeniu?

            Bardzo modna dyscyplina: jedzenie na czas ;-)
          • wont Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 15:29
            triismegistos napisała:

            > Dyscyplina w jedzeniu?
            -----------
            No, gotowane, duszone lub na parze, spożywane powoli, dokładnie przeżuwszy, z imbirową herbatką po posiłku żeby gazów nie było.
            • triismegistos Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 15:36
              I na takiej diecie da się mieć jakieś libido? Chociaż nie, w tym szaleństwie jest metoda, seks jako ostatnia przyjemność jaka człowiekowi została.
              • hello-kitty2 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 15:44
                triismegistos napisała:

                > I na takiej diecie da się mieć jakieś libido? Chociaż nie, w tym szaleństwie je
                > st metoda, seks jako ostatnia przyjemność jaka człowiekowi została.

                Dobrze Wont prawi, bo czy zdarzylo Ci sie na niezdyscyplinowanym zarciu baka puscic przy ostrym dymanku? ;-)
                • triismegistos Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 15:49
                  No co ty, nie wiedziałaś, że kobiety puszczają bączki pachnące fiołkami?
                  • wont Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 16:01
                    triismegistos napisała:

                    > No co ty, nie wiedziałaś, że kobiety puszczają bączki pachnące fiołkami?
                    --------------
                    A ja mam dziwnie - mi śmierdzą tylko własne bąki (pewnie się źle odżywiam). Jak ktoś inny puści bąka przy mnie to niech się nie przyznaje, byle to był cichacz bo słuch mam w normie :)
                  • hello-kitty2 Re: Nie ma sekretu. 01.11.14, 16:03
                    triismegistos napisała:

                    > No co ty, nie wiedziałaś, że kobiety puszczają bączki pachnące fiołkami?

                    No ba! O zapach bym sie nie martwila ale ten dzwiek. Zdarzylo mi sie ostatnio i sie ze smiechu posikalam. Niezdyscyplinowane zarcie i potem tak jest, Marek racje ma ;-)
                    • triismegistos musiałam... 01.11.14, 20:39
                      vader.joemonster.org/upload/qil/1165345c5e20f03unnamed.gif
                      • hello-kitty2 Re: musiałam... 01.11.14, 23:35
                        triismegistos napisała:

                        > vader.joemonster.org/upload/qil/1165345c5e20f03unnamed.gif

                        Dobre, dobre ;)
    • ninek04 Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 02.11.14, 08:58
      www.ted.com/talks/esther_perel_the_secret_to_desire_in_a_long_term_relationship?language=pl
      chyba mądrze prawi
      • marek.zak1 Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 09:58
        Całkowicie się zgadzam. Miłość, czyli dobroć, troska, poczucie bezpieczeństwa, odpowiedzialność za drugą osobę są antyafrodyzjakami, a więc sa dobre, ale nie podczas seksu. Pożądanie to ogień, zaborczość, zwierzęca siła, dominacja, egoizm, i zwyczajnie podporządkowanie sobie kobiety, (jak pisze K - - lubię, jak facet mnie bierze) z którą jestem.
        W seksie człowiek powinien się zatracać, a jak tego nie ma, to po co ten cały seks?
        • wont Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 10:35
          Jaki jest sekret pożądania w długoletnich związkach?

          To proste:
          1. Niemożność znalezienia alternatywy (brak urody, brak kasy etc. - jednym słowem brak atrakcyjności) w postaci kochanki/kochanka.
          2. Strach przed ewentualnym rozstaniem i jego konsekwencjami.
          3. Libido w normie.

          Innymi słowy, jeśli ruchać się chce a partner/partnerka jest jedynym realnym sposobem na zaspokojenie tego pragnienia to wtedy mamy pożądanie w długoletnich związkach. Coś takiego ma mój pies - jak jest tylko sucha karma, to ją je ze smakiem. Ale jak tylko wywącha, że kupiłem coś lepszego, to na suchą karmę nawet nie spojrzy.

          • hello-kitty2 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 11:21
            wont napisał:

            > Jaki jest sekret pożądania w długoletnich związkach?
            >
            > To proste:
            > 1. Niemożność znalezienia alternatywy (brak urody, brak kasy etc. - jednym słow
            > em brak atrakcyjności) w postaci kochanki/kochanka.
            > 2. Strach przed ewentualnym rozstaniem i jego konsekwencjami.
            > 3. Libido w normie.
            >
            > Innymi słowy, jeśli ruchać się chce a partner/partnerka jest jedynym realnym sp
            > osobem na zaspokojenie tego pragnienia to wtedy mamy pożądanie w długoletnich z
            > wiązkach. Coś takiego ma mój pies - jak jest tylko sucha karma, to ją je ze sma
            > kiem. Ale jak tylko wywącha, że kupiłem coś lepszego, to na suchą karmę nawet n
            > ie spojrzy.

            Okropne. A pisales, ze nie jestes zgorzknialy i jestes dusza towarzystwa, tak? To idz i walnij to powyzej temu swojemu towarzystwu, a zobaczymy jaka ich dusza bedziesz.
            • wont Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 11:45
              hello-kitty2 napisała:
              >
              > Okropne. A pisales, ze nie jestes zgorzknialy i jestes dusza towarzystwa, tak?
              > To idz i walnij to powyzej temu swojemu towarzystwu, a zobaczymy jaka ich dusza
              > bedziesz.
              -------------------
              To jest forum Brak Seksu w Małżeństwie czy Savoir Vivre? Mam pisać gorzką prawdę czy słodkie kłamstwa? No niestety, boleję nad tym, ale ludzie nie są biologicznie stworzeni do monogamii. Monogamia jest fajna i moralnie mi bliska, tylko, widzisz, jest kulturowo narzucona. I aby utrzymać ten stan monogamii musimy narzucać na siebie ograniczenia, podejmować wysiłek, aby cały czas odczuwać namiętność i pożądanie wobec długoletniego partnera. Podczas gdy namiętność i pożądanie odczuwamy sami z siebie wobec partnerów nowych i nie wiąże się to z żadnym wysiłkiem. Zresztą, popatrz na ludzi atrakcyjnych i zamożnych (na przykład gwiazdy filmowe) - ilu z nich tkwi w wieloletnich związkach i jest wierna?

              A to o czym rozmawiam z moimi znajomymi to moja sprawa. Mam znajomych i od piczki i od kapliczki. Tym od kapliczki bym oczywiście niczego takiego nie powiedział.
              • jesod To jest forum... i każdy orze jak może 02.11.14, 11:56
                wont napisał:
                > To jest forum Brak Seksu w Małżeństwie czy Savoir Vivre? Mam pisać gorzką prawd
                > ę czy słodkie kłamstwa? No niestety, boleję nad tym, ale ludzie nie są biologic
                > znie stworzeni do monogamii. Monogamia jest fajna i moralnie mi bliska, tylko,
                > widzisz, jest kulturowo narzucona. I aby utrzymać ten stan monogamii musimy nar
                > zucać na siebie ograniczenia, podejmować wysiłek, aby cały czas odczuwać namięt
                > ność i pożądanie wobec długoletniego partnera. Podczas gdy namiętność i pożądan
                > ie odczuwamy sami z siebie wobec partnerów nowych i nie wiąże się to z żadnym w
                > ysiłkiem. Zresztą, popatrz na ludzi atrakcyjnych i zamożnych (na przykład gwiaz
                > dy filmowe) - ilu z nich tkwi w wieloletnich związkach i jest wierna?

                Pierdzielisz jak potłuczony teorie na własny użytek.
              • hello-kitty2 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 12:21
                wont napisał:

                > To jest forum Brak Seksu w Małżeństwie czy Savoir Vivre? Mam pisać gorzką prawd
                > ę czy słodkie kłamstwa? No niestety, boleję nad tym, ale ludzie nie są biologic
                > znie stworzeni do monogamii. Monogamia jest fajna i moralnie mi bliska, tylko,
                > widzisz, jest kulturowo narzucona. I aby utrzymać ten stan monogamii musimy nar
                > zucać na siebie ograniczenia, podejmować wysiłek, aby cały czas odczuwać namięt
                > ność i pożądanie wobec długoletniego partnera. Podczas gdy namiętność i pożądan
                > ie odczuwamy sami z siebie wobec partnerów nowych i nie wiąże się to z żadnym w
                > ysiłkiem. Zresztą, popatrz na ludzi atrakcyjnych i zamożnych (na przykład gwiaz
                > dy filmowe) - ilu z nich tkwi w wieloletnich związkach i jest wierna?

                A nie wydaje Ci sie, ze jest to wypowiedz typu 'nie wiem ale sie wypowiem' biorac pod uwage Twoj staz zwiazkowy przemnozony przez liczbe zwiazkow wynoszacy ile? i porownany do Twojego wieku. Naprawde nie przemawia do mnie Wont podchodzacy do przykladowo Marka, Urqu czy Kag i pierdolacy im na temat ich zerowego pozadania partnerow w ich dlugoletnich zwiazkach. Nie ucz ojca dzieci robic. Idz tam se poczytaj gdzies jak poderwac jakies dziewcze, bo tego etapu nawet nie masz porzadnie przerobionego, a juz czterdziecha na karku ;)
                • zawle Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 12:30
                  Jak Ciebie znam Kitka, to właśnie sparingujesz:)))
                  • hello-kitty2 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 12:42
                    zawle napisała:

                    > Jak Ciebie znam Kitka, to właśnie sparingujesz:)))

                    Tak jest. Ale mam teraz juz tylko knock-out wiec robie step back. Przeciwnik nie wystarczajaco zderetminowany do walki:) Swoja droga jakby sobie poradzil w normalnej walce? Przeciez w prawdziwej walce nie mozna sie poddac, nie mozna powiedziec: wez Ty nie jestes normalny, ja nie musze z Toba walczyc, nie potrzebuje tego ;-) Walczysz albo giniesz.
                    • zawle Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 12:58
                      hello-kitty2 napisała:

                      > zawle napisała:
                      >
                      > > Jak Ciebie znam Kitka, to właśnie sparingujesz:)))
                      >
                      > Tak jest. Ale mam teraz juz tylko knock-out wiec robie step back. Przeciwnik ni
                      > e wystarczajaco zderetminowany do walki:) Swoja droga jakby sobie poradzil w no
                      > rmalnej walce? Przeciez w prawdziwej walce nie mozna sie poddac, nie mozna powi
                      > edziec: wez Ty nie jestes normalny, ja nie musze z Toba walczyc, nie potrzebuje
                      > tego ;-) Walczysz albo giniesz.

                      Sorry ale Ty mi raczej przypominasz dzisiaj takich gości którzy się pytają:
                      - E, kurwa, za jakom drużynom jesteś?
                      I nie ma znaczenia co odpowiesz, jedno jest pewne..masz wpierdol:))
                      • rekreativa Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 13:08
                        Czyli gdyby kitty urodziła się jako facet, to byłaby kibolem? ;)
                        • zawle Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 13:12
                          Kitty bywa już teraz kibolem. Bycie kobietą jej w tym nie przeszkadza:)))
                          • hello-kitty2 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 13:31
                            zawle napisała:

                            > Kitty bywa już teraz kibolem. Bycie kobietą jej w tym nie przeszkadza:)))

                            Bylabym pilotem, mysle ze sluzylabym w armii. Jak tak sobie pomysle to bycie kobieta chujowe jest, a noszenie kolczykow mi uwlacza. To nie ja. Z kobietami nie mialabym najmniejszych problemow. Ktora nie poleci na pilota. Jak to pisala Mojemail (gdzie ona jest?!) wpsolczesnych mezczyzn kastruje praca za biurkiem ;)
                            • zawle Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 13:37
                              hello-kitty2 napisała: Ktora nie poleci na pilota.

                              No ja. Rozkręcił mnie elektryk samochodowy, nie pilot:)))
                              • hello-kitty2 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 13:44
                                zawle napisała:

                                > hello-kitty2 napisała: Ktora nie poleci na pilota.
                                >
                                > No ja. Rozkręcił mnie elektryk samochodowy, nie pilot:)))

                                A wiesz, ze ja chcialam zostac mechanikiem samochodowym. Powstrzymala mnie tylko wizja ciagle brudnych lap. Teraz jak mysle to szlam szeroka droga typu LO nuda, nigdy wiecej bym tego bledu nie powtorzyla, wykonywalabym tylko same meskie zajecia i otaczala sie samymi mezczyznami, no co najmniej jak moja przyjaciolka liceum spozywcze albo technikum chemiczne, jakis fach po prostu i paru chlopa do sparingow. Nienawidze siedzenia za biurkiem. Nie chce byc biurwa.
                                • zawle Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 13:50
                                  hello-kitty2 napisała: > A wiesz, ze ja chcialam zostac mechanikiem samochodowym. Powstrzymala mnie tylk
                                  > o wizja ciagle brudnych lap.

                                  Nie ma brudnych. Może trochę szorstkie. Duże, nieporadne łapska które starają się być delikatne. Dopóki się nie zapomną;)
                                  • hello-kitty2 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 14:03
                                    zawle napisała:

                                    > Nie ma brudnych. Może trochę szorstkie. Duże, nieporadne łapska które starają s
                                    > ię być delikatne. Dopóki się nie zapomną;)

                                    Moze dlatego, ze jest elektrykiem, a nie mechanikiem. A moze sie pozmienialo w fachu, w koncu nie sledze na biezaco. Tez lubie szorstkie rece albo z odciskami np od sztang, zagli albo od rakiety tenisowej ;)
                              • slepafuria15 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 03.11.14, 07:20
                                O. To to! Piloci to nuda.
                            • fanny Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 03.11.14, 13:12
                              hello-kitty2 napisała:
                              > Jak to pisala Mo
                              > jemail (gdzie ona jest?!) wpsolczesnych mezczyzn kastruje praca za biurkiem ;)

                              Sadze, ze to nieegalitarnie zalezy gdzie to biurko stoi. Faceci siedzacy za biurkiem w naroznym gabinecie na pietrze Board of Directors raczej nie narzekaja na brak pozadania
                              ze strony kobiet :P
                              A i ja nie zauwazylam (choc reguralne stosunki seksualne odbywam tylko z jednym takim) zeby praca ich kastrowala :P

                              f.
                              People don't move markets. Markets move people...
                              • marek.zak1 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 03.11.14, 13:46
                                fanny napisała:

                                > hello-kitty2 napisała:
                                > > Jak to pisala Mojemail (gdzie ona jest?!) wpsolczesnych mezczyzn kastruje praca za biurki
                                > em ;)
                                >
                                > Sadze, ze to nieegalitarnie zalezy gdzie to biurko stoi. Faceci siedzacy za biurkiem w naroznym gabinecie na pietrze Board of Directors raczej nie narzekaja na brak pozadania ze strony kobiet :P

                                Bardzo słuszny wniosek.
                      • hello-kitty2 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 13:26
                        zawle napisała:

                        > Sorry ale Ty mi raczej przypominasz dzisiaj takich gości którzy się pytają:
                        > - E, kurwa, za jakom drużynom jesteś?
                        > I nie ma znaczenia co odpowiesz, jedno jest pewne..masz wpierdol:))

                        O kurcze to musze sobie jakas druzyne przygotowac, jak mnie zapytaja za jakom jestem;)

                        Przypomina mi sie podstawowka i LO. Podniecalam sie wtedy Schwarzeneggerem ale nie tak jak inne dziwczyny, ktore chcialy zeby ich idol podrywal je czy z nimi byl, w marzeniach czy jak czyli myslaly o nim w formie romantyczno-seksualnej. Ja w odroznieniu do nich chcialalm BYC jak on. Nie interesowalam sie nim ani nikim innym zeby na mnie lecial, ja chcialam BYC nim. Mysle, ze tu jest klucz. Powinnam byla urodzic sie mezczyzna. Od malosci wydaje mi sie, ze bym miala wtedy zajebiste zycie. No i oczywiscie wygladalabym jak moj idol.
                        • zawle Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 13:31
                          hello-kitty2 napisała: > Przypomina mi sie podstawowka i LO. Podniecalam sie wtedy Schwarzeneggerem ale
                          > nie tak jak inne dziwczyny, ktore chcialy zeby ich idol podrywal je czy z nimi
                          > byl, w marzeniach czy jak czyli myslaly o nim w formie romantyczno-seksualnej.
                          > Ja w odroznieniu do nich chcialalm BYC jak on.

                          W podstawówce zafascynowana byłam matematyką, a w średniej się bzykałam...nigdy żadnych idoli ani autorytetów.
                • wont Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 12:34
                  hello-kitty2 napisała:

                  > A nie wydaje Ci sie, ze jest to wypowiedz typu 'nie wiem ale sie wypowiem' bior
                  > ac pod uwage Twoj staz zwiazkowy przemnozony przez liczbe zwiazkow wynoszacy il
                  > e?
                  -------------
                  Wręcz przeciwnie. Myślę, że moje spostrzeżenia mogą być cenne, bo ja jestem przypadkiem klinicznym, u mnie to jak pod mikroskopem - mi pożądanie i namiętność spada już po kilku miesiącach znajomości.
                  • jesod Ten typ tak ma 02.11.14, 12:40
                    wont napisał:
                    > u mnie to jak pod mikroskopem - mi pożądanie i namiętność
                    > spada już po kilku miesiącach znajomości.

                    Chyba chciałeś napisać, że u Ciebie to jak... pod chujoskopem?
                    A to "pożądanie i namiętność" to... typowe chujowe podejście - nic więcej.
                    Nie martw się - ten typ tak ma.
                  • hello-kitty2 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 13:17
                    wont napisał:

                    > Wręcz przeciwnie. Myślę, że moje spostrzeżenia mogą być cenne, bo ja jestem prz
                    > ypadkiem klinicznym, u mnie to jak pod mikroskopem - mi pożądanie i namiętność
                    > spada już po kilku miesiącach znajomości.

                    Po kilku miesiacach powiadasz, rzeklabym normalne jakis spadek odnotowac. Czyli nie zdarzylo Ci sie pozadac jakiejs kobiety latami?

                    W temacie podtrzymywania pozadania to podoba mi siena pierwszy rzut oka zycie Boginki. Troche razem, troche osobno, wyczekiwanie na czas spedzany razem, strojenie sie, nakrecanie.
                    • wont Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 16:26
                      hello-kitty2 napisała:

                      > W temacie podtrzymywania pozadania to podoba mi siena pierwszy rzut oka zycie B
                      > oginki. Troche razem, troche osobno, wyczekiwanie na czas spedzany razem, stroj
                      > enie sie, nakrecanie.
                      ------------------
                      Mi też się na pierwszy rzut oka podoba związek boginki. Tylko, widzisz, to są tylko słowa i mogą się kryć za nimi zupełnie inne rzeczy niż się mi lub tobie wydaje. Jak bardzo różnię się z boginką odnośnie do interpretacji pewnych faktów dotyczących damsko-męskiej relacji opisanej w takiej jednej powieści, miałem okazję przekonać się kilka dni temu w sąsiednim wątku. Tak więc, wiesz, na drugi rzut oka nie musi być wcale tak kolorowo.

                      A swoją drogą, o jakim ty "strojeniu się" piszesz, skoro gdzieś tam parę wpisów powyżej piszesz, że noszenie kolczyków ci uwłacza :)
                      • hello-kitty2 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 16:57
                        wont napisał:

                        > Mi też się na pierwszy rzut oka podoba związek boginki. Tylko, widzisz, to są t
                        > ylko słowa i mogą się kryć za nimi zupełnie inne rzeczy niż się mi lub tobie wy
                        > daje. Jak bardzo różnię się z boginką odnośnie do interpretacji pewnych faktów
                        > dotyczących damsko-męskiej relacji opisanej w takiej jednej powieści, miałem ok
                        > azję przekonać się kilka dni temu w sąsiednim wątku. Tak więc, wiesz, na drugi
                        > rzut oka nie musi być wcale tak kolorowo.

                        Racja ale czy to nie Ty pisales, ze ignorance is bliss? Nie mam odpowiedzi, trzeba probowac.

                        > A swoją drogą, o jakim ty "strojeniu się" piszesz, skoro gdzieś tam parę wpisów
                        > powyżej piszesz, że noszenie kolczyków ci uwłacza :)

                        'Idealne' mi nie uwlaczaja ;-)
                        www.ekstraszpilki.pl/300/Idealne
                        Stroic sie na choinke to nie za bardzo moj styl.
                  • kag73 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 13:30
                    Wont:
                    > Wręcz przeciwnie. Myślę, że moje spostrzeżenia mogą być cenne, bo ja jestem prz
                    > ypadkiem klinicznym, u mnie to jak pod mikroskopem - mi pożądanie i namiętność
                    > spada już po kilku miesiącach znajomości.

                    Ooo, interesujacy przypadek. Nasuwa sie pytanie: czy po tych kilku miesiacach "spada"/mija Ci rowniez zakochanie/milosc, czy po prostu w ogole ich nie bylo?
                    • wont Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 16:32
                      kag73 napisała:

                      > Ooo, interesujacy przypadek. Nasuwa sie pytanie: czy po tych kilku miesiacach "
                      > spada"/mija Ci rowniez zakochanie/milosc, czy po prostu w ogole ich nie bylo?
                      -----------------------
                      Ja bym wolał, żebyśmy nie mówili o "miłości" czy "zakochaniu" na początku jakiejś relacji - bo to są jednak mocne, dojrzałe słowa i pokochać można kogoś po jakimś czasie, jak się dojdzie do wniosku, że można z tym kimś konie kraść. Na początku jest "zauroczenie" i wszystkim nam się ono myli z "miłością". No więc, odpowiadając na twoje pytanie - tak, zauroczenie jest i też mija, tyle że wcześniej.
                      • kag73 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 17:41
                        wont napisał:
                        > Ja bym wolał, żebyśmy nie mówili o "miłości" czy "zakochaniu" na początku jakie
                        > jś relacji - bo to są jednak mocne, dojrzałe słowa i pokochać można kogoś po ja
                        > kimś czasie, jak się dojdzie do wniosku, że można z tym kimś konie kraść. Na po
                        > czątku jest "zauroczenie" i wszystkim nam się ono myli z "miłością". No więc, o
                        > dpowiadając na twoje pytanie - tak, zauroczenie jest i też mija, tyle że wcześn
                        > iej.
                        E tam, jezeli tak szybko mija to "zauroczenie" a nie zakochanie. Znasz ten stan "do zakochania jeden krok"? I owszem im czlowiek straszy tym bardziej sie asekuruje i mysli/ ma nadzieje, ze ma sie pod konkrola i dopoki nie jest pewien to sie nie zakocha. Ale...to nie takie proste. I dopiero z perspektywy czasu okazuje sie/widac czy bylo to tylko zauroczenie czy cos wiecej. Co nie zmienia faktu, ze w tym momencie JEST sie zakochanym ;)
                        Owszem jak juz spadaja rozowe okulary latwiej ocenic czy to milosc czy jednak nie.
                        I w dodatku niektorzy zaczynaja te cala przygode seksualna z drugim czlowiekiem jak juz sa dobrze zakochani/emocjonalnie zwiazani/zalezni.

                        "Na początku jest "zauroczenie" i wszystkim nam się ono myli z "miłością".

                        Nie wszystkim nam, mnie sie np. nie myli;) I "zakochanie" to nie milosc ale bardzo czesto wstep do milosci.
                        Trudno zdefiniowac roznice miedzy "zauroczeniem" a "zakochaniem". Dla mnie jak szybko mija to bylo zaurocznie, jak pozostaje i przechodzi w milosc to bylo zakochanie:)
                        I zapewne dlatego dopiero z perspektywy czasu mozna obiektywnie powiedziec co bylo.
                        • loppe Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 18:37
                          Świetnie to ujęłaś Kag! Rozróżnienie: zauroczenie-zakochanie-miłość.
            • zawle Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 11:50
              hello-kitty2 napisała: > Okropne. A pisales, ze nie jestes zgorzknialy i jestes dusza towarzystwa, tak?
              > To idz i walnij to powyzej temu swojemu towarzystwu, a zobaczymy jaka ich dusza
              > bedziesz.

              A wiesz że ja bym się śmiała???:))) Mało tego...zgadzam się z Wontem w 98%. Pozostałe dwa procent to te niewidziane inne przypadki;)
              • wont Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 12:11
                Normalny człowiek nie przejmuje się głupotami/pierdołami (w jego mniemaniu) opowiadanymi przez jakiegoś wonta. Jeśli się przejmuje to znaczy, że te głupoty/pierdoły nadepnęły na jakiś czuły punkt. I boli.
          • triismegistos Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 11:45
            Jeny, autentycznie współczuję.
          • jesod Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 12:04
            wont napisał:
            > Jaki jest sekret pożądania w długoletnich związkach?

            A co Ty na ten temat wiesz...? Jeśli to:
            > To proste:
            > 1. Niemożność znalezienia alternatywy (brak urody, brak kasy etc. - jednym słow
            > em brak atrakcyjności) w postaci kochanki/kochanka.
            > 2. Strach przed ewentualnym rozstaniem i jego konsekwencjami.
            > 3. Libido w normie.

            - to jesteś żałosny. Masz blade pojęcia o związku, albo żadnego.... bo dla Ciebie on istnieje jedynie w aspekcie ruchania... Cynizm i zakłamanie.
            Mam dla Ciebie dobrą radę: wierności i lojalności ucz się od swojego psa. Może Ci to cokolwiek wyjaśni, dlaczego on tę suchą karmę u Ciebie żre, z braku czegoś smaczniejszego...
            • zawle Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 12:14
              jesod napisała: > - to jesteś żałosny. Masz blade pojęcia o związku, albo żadnego.... bo dla Cieb
              > ie on istnieje jedynie w aspekcie ruchania... Cynizm i zakłamanie.

              I tu jesod nam opowiedziała o swojej namiętności na lata:)) Miłość rozlała się niczym lawa;)
          • mabelle2000 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 13:20
            wont napisał:

            > Jaki jest sekret pożądania w długoletnich związkach?
            >
            > To proste:
            > 1. Niemożność znalezienia alternatywy (brak urody, brak kasy etc. - jednym słow
            > em brak atrakcyjności) w postaci kochanki/kochanka.
            > 2. Strach przed ewentualnym rozstaniem i jego konsekwencjami.
            > 3. Libido w normie.
            >
            > Innymi słowy, jeśli ruchać się chce a partner/partnerka jest jedynym realnym sp
            > osobem na zaspokojenie tego pragnienia to wtedy mamy pożądanie w długoletnich z
            > wiązkach. Coś takiego ma mój pies - jak jest tylko sucha karma, to ją je ze sma
            > kiem. Ale jak tylko wywącha, że kupiłem coś lepszego, to na suchą karmę nawet n
            > ie spojrzy.

            He, he, no warto bylo dzisiaj wejsc na forum zeby to przeczytac :-) Przy Twoim zalozeniu : " jeśli ruchać się chce a partner/partnerka jest jedynym realnym sposobem na zaspokojenie tego pragnienia " to wszystko co napisales sie zgadza.
            Oczywiscie mozemy teraz podyskutowac o lojalnosci, wiernosci, zyciowych wyborach, konsekwencji, tudziez innych wznioslych bzdetach, ale czesto to wlasnie brak alternatywy w postaci seksu z kims innym generuje pozadanie do tej jednej, jedynej osoby. No skoro ta jedna jest dostepna, a na inne nie ma szans... W sumie to logiczne przeciez.
            • kag73 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 13:39
              Oczywiscie mozemy teraz podyskutowac o lojalnosci, wiernosci, zyciowych wyborach, konsekwencji, tudziez innych wznioslych bzdetach, ale czesto to wlasnie brak alternatywy w postaci seksu z kims innym generuje pozadanie do tej jednej, jedynej osoby. No skoro ta jedna jest dostepna, a na inne nie ma szans... W sumie to logiczne przeciez.

              Moze ustalmy, ze "czesto", albo "czasami" i u niektorych. Bedzie chyba najrozsadniej, bo ludzie i konstalacje sa naprawde rozni/rozne. W dodatku dodac nalezy, ze najczesciej ci szukajacy alternatywy maja powod dlaczego jej szukaja. Moim zdaniem. Zapewne na tym swiecie zdarza sie wszystko, nic nowego ;)
              • zawle Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 13:42
                No..są tacy co mają w domu a szukają poza. I tacy co w domu nie mają, a i tak nie szukają. To gdzie jest większe pożądanie?
                • kag73 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 13:46
                  zawle napisała:
                  > No..są tacy co mają w domu a szukają poza. I tacy co w domu nie mają, a i tak n
                  > ie szukają. To gdzie jest większe pożądanie?

                  Eeee, nie wiem...nigdzie:))
                  Tez mowie, ze wszystko sie zdarza i ludziska rozne sa. Jeden lubi codziennie to co lubi, ulubione danie, inny chce codziennie czegos nowego, chociaz mniej samcznego, zeby bylo urozmaicenie.
                  Jeszcze inny, jeszcze cos, no nie nadazysz. A na koniec i w tym caly jest ambaras, zeby dwoje chcialo naraz:))
                • ninek04 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 14:01
                  zawle napisała:

                  > No..są tacy co mają w domu a szukają poza. I tacy co w domu nie mają, a i tak n
                  > ie szukają. To gdzie jest większe pożądanie?
                  >
                  A co z tymi, co mają wdomu, pod ręką, a i tak nie korzystają, a poza domem też nie szukają?
              • mabelle2000 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 14:09
                kag73 napisała:

                > Moze ustalmy, ze "czesto", albo "czasami" i u niektorych. Bedzie chyba najrozsa
                > dniej, bo ludzie i konstalacje sa naprawde rozni/rozne. W dodatku dodac nalezy,
                > ze najczesciej ci szukajacy alternatywy maja powod dlaczego jej szukaja. Moim
                > zdaniem. Zapewne na tym swiecie zdarza sie wszystko, nic nowego ;)

                No jasne, ze ludzie sa rozni, ale w swietle tego co czytam tu na forum teoria Wonta nie wydaje mi sie wcale taka z dupy wzieta :-) To nawet latwo sobie wyobrazic. Mam partnera/partnerke, ale on/ona odmawia mi seksu. Oceniajac realnie swoje mozliwosci wiem, ze poza zwiazkiem seksu nie znajde, wiec partner/partnerka jest jedyna osoba, z ktora ten seks moge miec. Logiczne wiec, ze to jego/jej bede pozadac, a nie Zenka spod siodemki, ani Kaski spod piatki bo na seks z nimi szans nie mam.

                > W dodatku dodac nalezy,
                > ze najczesciej ci szukajacy alternatywy maja powod dlaczego jej szukaja.

                Ale skupmy sie na samym szukaniu . Czy ten kto wie, ze ma male szanse zaruchac poza swoim malzenstwem bedzie w ogole rozgladal sie za kochanka/kochankiem ? Nie, bedzie twierdzil, ze kocha zone/meza, jest wierny i to z nia/z nim chce uprawiac seks. Nie twierdze, ze tak jest zawsze, ale realnie patrzac taka sytuacja jest calkiem mozliwa. Dlaczego tak uwazam ? Bo golym okiem widac, ze najglosniej wrzeszcza, ze seks w malzenstwie im sie NALEZY ci, ktorzy maja, ze sie tak wyraze, ograniczone mozliwosci wyboru partnera do seksu.
                • marek.zak1 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 14:33
                  mabelle2000 napisała:
                  > Ale skupmy sie na samym szukaniu . Czy ten kto wie, ze ma male szanse zaruchac poza swoim malzenstwem bedzie w ogole rozgladal sie za kochanka/kochankiem ? Nie, bedzie twierdzil, ze kocha zone/meza, jest wierny i to z nia/z nim chce uprawiac seks. Nie twierdze, ze tak jest zawsze, ale realnie patrzac taka sytuacja jest calkiem mozliwa.

                  Oczywiście że jest. Przejdź się po plazy czy po ulicy i zobacz zaniedbane kobiety i spasionych facetów. Ich szanse na romanse na boku i nie tylko są istotnie niewielkie.
                  • ninek04 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 15:18
                    marek.zak1

                    >
                    > Oczywiście że jest. Przejdź się po plazy czy po ulicy i zobacz zaniedbane kobie
                    > ty i spasionych facetów. Ich szanse na romanse na boku i nie tylko są istotnie
                    > niewielkie.
                    Dlatego spaślakom w bezkształtnych ubraniach-worach, w rozczłapanych klapkach, z tłustymi włosami, mówię zdecydowanie nie.Są tak aseksualni, że naprawdę nie ma szans, by ktoś na nich poleciał, więc chyba zdają sobie z tego sprawę i są skazani na" pożądanie "w s,woich związkach
                • jesod Ludzie są różni - kwadratowi i podłużni 02.11.14, 14:54
                  mabelle2000 napisała:
                  > No jasne, ze ludzie sa rozni, ale w swietle tego co czytam tu na forum teoria W
                  > onta nie wydaje mi sie wcale taka z dupy wzieta :-)

                  Nie, no jasne, że się nie wydaje... To oczywiste, zwłaszcza w świetle tego forum, że Wont będzie tu niedługo za guru robił. To jest przesądzone... A potem będzie odznaczony... najwyższym odznaczeniem tego forum - medalem z kartofla.

                  mabelle2000 napisała:
                  > Mam partnera/partnerke, ale on/ona odmawia mi seksu.

                  Ma prawo odmawiać i... jakiś powód tego musi być.
                  Seks nie jest do dawana, ale do przeżywania - wspólnie, razem i w porozumieniu.
                  A inne jego warianty - to wielka blaga i używanie kogoś drugiego w imię własnych dupnych interesów, z wycieraniem sobie gęby o tym, co ktoś powinien.
                • wont Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 16:45
                  mabelle2000 napisała:

                  > No jasne, ze ludzie sa rozni, ale w swietle tego co czytam tu na forum teoria W
                  > onta nie wydaje mi sie wcale taka z dupy wzieta :-)
                  -----------------
                  Ale moja "teoria" jest z dupy wzięta :) Zastanawiałem się nad nią parę sekund, więc na pewno ma dużo dziur. Generalnie chodzi mi o to, żebyśmy porzucili wyidealizowaną, humanistyczną, romantyczną wizję człowieka, miłości, związków. Jak nie będziemy mieli wobec siebie i wobec innych niezgodnych z naszą naturą wymagań to może będziemy wszyscy szczęśliwsi? Jakbyśmy od początku wiedzieli, że związki raczej nie są na całe życie (jeśli się komuś uda, to świetnie) i że to normalne, że ludzie się rozstają, kiedy przestają czuć do siebie miłość i pożądanie ale nie przestają się lubić czy przyjaźnić, to nie byłoby lepiej?
                  • loppe Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 18:38
                    Pobudziłeś znakomitą dyskusję Wont!
              • jesod Nie będziemy dyskutować - nie ma o czym. 02.11.14, 14:59
                kag73 napisała:
                > Oczywiscie mozemy teraz podyskutowac o lojalnosci, wiernosci, zyciowych wyborac
                > h, konsekwencji, tudziez innych wznioslych bzdetach,

                Ale... po co?
                Przecież zostało już wszystko powiedziane na tym forum... To wzniosłe bzdety.
                • ninek04 Re: Nie będziemy dyskutować - nie ma o czym. 02.11.14, 15:08
                  dla jednego bzdety, dla drugiego nie, dlatego każdy może wyrażać swoje zdanie, dyskutować, nie zgadzać się, tak jak ja nie zgadzam się z Twoim zdaniem, ale wolno mi
                • kag73 Re: Nie będziemy dyskutować - nie ma o czym. 02.11.14, 17:27
                  jesod napisała:
                  > kag73 napisała:
                  > > Oczywiscie mozemy teraz podyskutowac o lojalnosci, wiernosci, zyciowych w
                  > yborach, konsekwencji, tudziez innych wznioslych bzdetach,

                  To nie moje slowa, jasod! To tak gwoli scislosci;) Bo dla mnie to akurat nie sa bzdety.

                • triismegistos Re: Nie będziemy dyskutować - nie ma o czym. 03.11.14, 08:59
                  O rany, pierniczycie.
                  Mam za sobą dwa kilkuletnie związki, które rozpadły się z różnych powodów, ale pożądanie utrzymywało się długo. W jednym przypadku do końca, w drugim niby nie, ale też nie wygasło tylko alchemicznie zmieniło się w obrzydzenie.
                  Po pierwsze trzeba trafić na odpowiednią osobę. Musi byc niewiarygodna chemia, wspólne upodobania seksualne, i jakaś taka płaszczyzna porozumienia. Kobieta np. do tego, by pożądać mężczyzny musi go podziwiać.
                  Po drugie, powtórzę się, ale to ważne, trzeba mieć wspólne upodobania. Lubić te same fetysze, albo te same omijać. Razem fantazjować o seksie grupowym, albo razem takowy uprawiać. Czy co kto tam woli. Ja bardzo lubię robić różne dziwne rzeczy, ale sam fakt, że mój mężczyzna też to lubi po prostu uskrzydla.
                  Po trzecie, kusić partnera nieustannie. Nie o to mi idzie, by nigdy nie widział mnie bez mejkapu, ale pożądanie trzeba utrzymywać. Jeśli baba łazi po domu w wyciągniętych dresach a facet bez żenady obcina paznokcie albo pierdzi to o jakim pożądaniu ma być mowa?
                  Po czwarte, starać się. Nie mam pojęcia, czy mój facet chciałby mnie posuwać, gdybym po prostu leżała z rozłożonymi nogami. Na pewno ja nie chciałabym z nim sypiac gdyby się ograniczał do pięciu minut ruchów frykcyjnych.
                  Podejrzewam, że przydaje się też być atrakcyjnymi seksualnie wysokolibidowcami.
                  A teraz czekam na wpisy tych, którym się wydaje, że materacem u mnie są i zaraz mnie pouczą, ze moi faceci zawsze udawali orgazmy, a ja to tym bardziej, bo przecież wiadomo, że miałam tylko parcie na małżeństwo.
                  Aaa, i sabat, czego nie zrozumiałeś?
                  • marek.zak1 Re: Nie będziemy dyskutować - nie ma o czym. 03.11.14, 09:16
                    triismegistos napisała:

                    > O rany, pierniczycie.
                    > Mam za sobą dwa kilkuletnie związki, które rozpadły się z różnych powodów, alepożądanie utrzymywało się długo. W jednym przypadku do końca, w drugim niby nie, ale też nie wygasło tylko alchemicznie zmieniło się w obrzydzenie.
                    > Po pierwsze trzeba trafić na odpowiednią osobę. Musi byc niewiarygodna chemia, wspólne upodobania seksualne, i jakaś taka płaszczyzna porozumienia. Kobieta np . do tego, by pożądać mężczyzny musi go podziwiać.
                    > Po drugie, powtórzę się, ale to ważne, trzeba mieć wspólne upodobania. Lubić te same fetysze, albo te same omijać. Razem fantazjować o seksie grupowym, albo razem takowy uprawiać. Czy co kto tam woli. Ja bardzo lubię robić różne dziwne rzeczy, ale sam fakt, że mój mężczyzna też to lubi po prostu uskrzydla.
                    > Po trzecie, kusić partnera nieustannie. Nie o to mi idzie, by nigdy nie widział mnie bez mejkapu, ale pożądanie trzeba utrzymywać. Jeśli baba łazi po domu w wyciągniętych dresach a facet bez żenady obcina paznokcie albo pierdzi to o jakim pożądaniu ma być mowa?
                    > Po czwarte, starać się. Nie mam pojęcia, czy mój facet chciałby mnie posuwać, gdybym po prostu leżała z rozłożonymi nogami. Na pewno ja nie chciałabym z nim sypiac gdyby się ograniczał do pięciu minut ruchów frykcyjnych.
                    > Podejrzewam, że przydaje się też być atrakcyjnymi seksualnie wysokolibidowcami.

                    Jest dokładnie tak, jak piszesz. Miłego dnia :)
                  • hello-kitty2 Re: Nie będziemy dyskutować - nie ma o czym. 03.11.14, 09:45
                    triismegistos napisała:

                    Kobieta np
                    > . do tego, by pożądać mężczyzny musi go podziwiać.

                    OOO to to, perelka!

                    > Po drugie, powtórzę się, ale to ważne, trzeba mieć wspólne upodobania.

                    W lozku obowiazkowo. A poza?

                    > Po trzecie, kusić partnera nieustannie. Nie o to mi idzie, by nigdy nie widział
                    > mnie bez mejkapu, ale pożądanie trzeba utrzymywać. Jeśli baba łazi po domu w w
                    > yciągniętych dresach a facet bez żenady obcina paznokcie albo pierdzi to o jaki
                    > m pożądaniu ma być mowa?

                    No niestety.

                    > Po czwarte, starać się. Nie mam pojęcia, czy mój facet chciałby mnie posuwać, g
                    > dybym po prostu leżała z rozłożonymi nogami. Na pewno ja nie chciałabym z nim s
                    > ypiac gdyby się ograniczał do pięciu minut ruchów frykcyjnych.

                    Wg mnie robienie czekokolwiek na odpierdol sie jest aseksualne. Rob po swojemu ale angazuj sie.
                    • kag73 Re: Nie będziemy dyskutować - nie ma o czym. 03.11.14, 09:51
                      " Wg mnie robienie czekokolwiek na odpierdol sie jest aseksualne. Rob po swojemu
                      > ale angazuj sie.

                      Dokladnie. Ja nawet lezac na brzuchu i nie robiac nic angazuje sie po swojemu:)) I sie sprawdza!
                    • triismegistos Re: Nie będziemy dyskutować - nie ma o czym. 03.11.14, 14:53
                      hello-kitty2 napisała:
                      >
                      > > Po drugie, powtórzę się, ale to ważne, trzeba mieć wspólne upodobania.
                      >
                      > W lozku obowiazkowo. A poza?

                      A poza też.
                    • urquhart znajdowanie drogi realizacji wysokich standardów 03.11.14, 18:47
                      hello-kitty2 napisała:
                      > > Po czwarte, starać się. Nie mam pojęcia, czy mój facet chciałby mnie posu
                      > wać, g
                      > > dybym po prostu leżała z rozłożonymi nogami. Na pewno ja nie chciałabym z
                      > nim s
                      > > ypiac gdyby się ograniczał do pięciu minut ruchów frykcyjnych.
                      > Wg mnie robienie czekokolwiek na odpierdol sie jest aseksualne. Rob po swojemu
                      > ale angazuj sie.

                      Z tą perełką podziwem dla faceta to mam w sygnaturce Starowicza od lat ...
                      Ale "nie robienie czegokolwiek na odpierdol" bo to aseksulanie to nowe ciekawe ujęcie.

                      Jak już pojechaliśmy po tych inżynierach co nie wiedzą jak co działa i jak to ująć... W ujęciu matematycznym inżynierskim analizy miłości i relacji Clio Cresswell ujęła to "na odpierdol" precyzyjniej sukces związku to postawienie jasno wysokich standardów i znajdowanie drogi do tych standardów (1:47).
                      www.youtube.com/watch?v=H2vN2QXZGnc#t=13P.S.
                      Dla poszukujących jak ja jej cała książka
                      idkf.bogor.net/buku.elektronik/Mathematics%20and%20Sex/mathematicsand_805951.pdf
                      • marek.zak1 Re: znajdowanie drogi realizacji wysokich standar 03.11.14, 19:40
                        Fajny show. Podsumowała, ze matematyka i sex są podstawą ludzkosci. Tak mnie to zainspirowało, ze sam stworzyłem równanie:

                        Pożądanie w długim związku = l x pns x wzm x wz x wzs x g : ow
                        l - libido
                        pns - praca nad sobą
                        wsm - współczynnik zaspokojenia materialnego
                        wz - współczynnik zdrowotny
                        wzs - współczynnik zrozumienia w seksie
                        g - genetyka
                        ow - odchylenie od optymalnej wagi
                        • wont Re: znajdowanie drogi realizacji wysokich standar 03.11.14, 20:31
                          Coś jest chyba nie tak z tym równaniem. Jeżeli ktoś ma wagę optymalną, czyli zerowe odchylenie,to mamy do czynienia z dzieleniem przez zero. Czyli bez sensu.
                          • marek.zak1 Re: znajdowanie drogi realizacji wysokich standar 03.11.14, 20:55
                            wont napisał:

                            > Coś jest chyba nie tak z tym równaniem. Jeżeli ktoś ma wagę optymalną, czyli zerowe odchylenie,to mamy do czynienia z dzieleniem przez zero. Czyli bez sensu.

                            Dzieki za uwagę. Trzeba zatem skorygować. Ten parametr zatem powinien być nie w mianowniku , ale ze znakiem ujemnym. Tak sięc przy idealnej wadze odejmujemy ,,0".
                            To sa pionierskie proby i błędy sa mozliwe.
                  • ninek04 Re: Nie będziemy dyskutować - nie ma o czym. 03.11.14, 19:23
                    triismegistos napisała:



                    > Po pierwsze trzeba trafić na odpowiednią osobę. Musi byc niewiarygodna chemia,
                    > wspólne upodobania seksualne, i jakaś taka płaszczyzna porozumienia. Kobieta np
                    > . do tego, by pożądać mężczyzny musi go podziwiać.
                    > Po drugie, powtórzę się, ale to ważne, trzeba mieć wspólne upodobania. Lubić te
                    > same fetysze, albo te same omijać. Razem fantazjować o seksie grupowym, albo r
                    > azem takowy uprawiać. Czy co kto tam woli. Ja bardzo lubię robić różne dziwne r
                    > zeczy, ale sam fakt, że mój mężczyzna też to lubi po prostu uskrzydla.
                    > Po trzecie, kusić partnera nieustannie. Nie o to mi idzie, by nigdy nie widział
                    > mnie bez mejkapu, ale pożądanie trzeba utrzymywać. Jeśli baba łazi po domu w w
                    > yciągniętych dresach a facet bez żenady obcina paznokcie albo pierdzi to o jaki
                    > m pożądaniu ma być mowa?
                    > Po czwarte, starać się. Nie mam pojęcia, czy mój facet chciałby mnie posuwać, g
                    > dybym po prostu leżała z rozłożonymi nogami. Na pewno ja nie chciałabym z nim s
                    > ypiac gdyby się ograniczał do pięciu minut ruchów frykcyjnych.
                    > Podejrzewam, że przydaje się też być atrakcyjnymi seksualnie
                    Pełna zgoda, dodam do tego, ze dobrze mieć hobby, pasję, niekoniecznie wspólną, żeby móc mieć o czy rozmawiać, a od pasjonującej rozmowy blisko do pożądania.U mnie tak jest, ja wolę słuchać i, gdy facet mówi z sensem, z pasją właśnie(ale nie chodzi mi o takie pitu, pitu, o jakaś ty taka i siaka i ciu ciu),to jestem jego, bo pożądanie u mnie rodzi się między uszami i aż bucha wówczas.A stąd blisko do podtrzymywania jakby stanu flirtu-np.pieprzne, czy czułe smsy.Poza tym jakieś dopasowanie intelektualne musi być, podobny poziom ogólnego obycia, wiedzy o świecie,wykształcenia itd, i muszę stwierdzić, że ,chyba jednym z powodów rozpadu związku był zanik pożądania do partnera związany właśnie z tym, on nie miał nic ciekawego do powiedzenia, a u mnie pożądanie więdło
                    • marek.zak1 Re: Nie będziemy dyskutować - nie ma o czym. 03.11.14, 19:43
                      ninek04 napisała:

                      muszę stwierdzić, że ,chyba jednym z powodów rozpadu związku był zanik pożądania do partnera związany właśnie z tym, on nie miał nic ciekawego do powiedzenia, a u mnie pożądanie więdło

                      Widzisz, bo jedni zyskują przy bliższym poznaniu, a inni niekoniecznie. Zawsze byłem za taktyką Columbo.
                      • wont Re: Nie będziemy dyskutować - nie ma o czym. 03.11.14, 20:27
                        marek.zak1 napisał:

                        Zawsze
                        > byłem za taktyką Columbo.
                        --------------------
                        To czemu zachowujesz się jak Poirot? ;)
                        • marek.zak1 Re: Nie będziemy dyskutować - nie ma o czym. 03.11.14, 20:57
                          wont napisał:

                          > marek.zak1 napisał:
                          >
                          > Zawsze byłem za taktyką Columbo.
                          > --------------------
                          > To czemu zachowujesz się jak Poirot? ;).

                          Columbo oglądałem latami, a Poirota chyba w ogóle, wiec nie znam tematu.
                          Poza tym ja na forum się tylko wypowiadam na temat swm.
                          • ninek04 Re: Nie będziemy dyskutować - nie ma o czym. 04.11.14, 04:08
                            marek.zak1 napisał:

                            > wont napisał:
                            >
                            > > marek.zak1 napisał:
                            > >
                            > > Zawsze byłem za taktyką Columbo.
                            > > --------------------
                            > > To czemu zachowujesz się jak Poirot?
                            Spośród tu nie wymienionych wybieram Kojaka-klasa, elegancja, czar i elokwencja,ale i twardość( macho idealny?),no i ten jego lizak..
          • ninek04 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 13:20
            Monogamia może i istnieje, ale w nikłym procencie.Skąd taki wysyp portali randkowych i podobnych, a tam ogłoszenia:jestem w związku, szukam romansu ?Przerabiałam monogamię w swoim związku, ale jest tak, jak pisze wont, po jakimś tam czasie wypaliło się wszystko, a pożądanie tym bardziej, więc już nie jestem monogamiczna, i raczej nie będę,ale nie ubolewam z tego powodu, a poza tym "Tak długo, jak mam potrzeby, mam powód do życia.Zaspokojenie to śmierć"G.B.Shaw.
            • zawle Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 13:25
              monogamia jest zajebista. Tyle że krótko działa.
              • zawle Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 13:28
                Ale można ją zalakierować.....:))
                Kredycik, dzieci, uzależnienie finansowe, inne wspólne inwestycje- wspólni znajomi, zaprzyjażnione rodziny itd
            • kag73 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 13:43
              A ile to jest "po jakims czasie" sie wypalilo? Tak w latach? I mialo sie co wypalac, znaczy sie ogien mocny byl czy od poczatku tylko sie tlilo? Tak pytam, co by wyczuc ile czasu mi jeszcze zostalo:))
              • ninek04 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 13:56
                ogień był, wióry leciały, namiętność z obu stron, ale czas mijał, hormony przestawały buzować, klapki z oczu zaczęły spadać, okazało się, że mamy inne oczekiwania, inny obraz związku, a gdy wygasł i zani?ł seks, skonczyła sie też monogamia.Trwało to kilkanaście lat, kag, Tobie chyba to nie grozi
                • kag73 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 18:17
                  ninek04 napisała:
                  > ogień był, wióry leciały, namiętność z obu stron, ale czas mijał, hormony przes
                  > tawały buzować, klapki z oczu zaczęły spadać, okazało się, że mamy inne oczekiw
                  > ania, inny obraz związku, a gdy wygasł i zani?ł seks, skonczyła sie też monogam
                  > ia.Trwało to kilkanaście lat, kag, Tobie chyba to nie grozi

                  Hmm, wyglada na to, ze winne sa po czesci raczej inne oczekiwania co do zwiazku a niekoniecznie znudzenie partnerem. Takie rozczarowania, zawiedzione nadzieje, moim zdaniem rzutuja na kontakty fizyczne/seksualne pary. Po prostu tak sie juz dzieje, ze jak partner rozczarowuje na innych polach to zwyczajnie jednak slabnie temperatura w zwiazku i obcuje sie z nim coraz niechetniej. Dlatego marka wywody o zwierzecosci itd. nie przekonuja, bo jednak zycie codzienne rzutuje bardzo czesto na pozycie. Niektorzy potrzebuja harmonii, gesta atmosfera nie sprzyja amorom, przynajmniej u wielu. Niby mozna sie klocic a potem w lozku godzic, ale...na dluzsza mete...meczace.
                  Ze skonczyla sie monogamia gdy zanikl seks rozumiem. Sama jestem monogamista z wyboru, gdyby seksu nie bylo w zwiaku poszukalabym gdzie indziej. Hmm, sie pocieszam, ze jak sie skonczy pozadanie i seks w moim zwiazku beda juz taka wybzykana i stara, ze nie bedzie mialo to juz wiekszego znaczenia:))
              • hello-kitty2 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 13:57
                kag73 napisała:

                > A ile to jest "po jakims czasie" sie wypalilo? Tak w latach? I mialo sie co wyp
                > alac, znaczy sie ogien mocny byl czy od poczatku tylko sie tlilo? Tak pytam, co
                > by wyczuc ile czasu mi jeszcze zostalo:))

                A mi sie wydaje, ze z pozadaniem to jest tak jak z innymi cechami. Tak jak sa szczesliwi, pogodni ludzie i szczescie wnosza do swoich zwiazkow. Tak sa ludzie pozadliwi z natury i im sie najwyzej inne rzeczy wypalaja w ich zwiazkach. Zatem cecha osobnicza. Jak sie Wontowi wypala zawsze po paru miesiacach to znaczy ze jest z natury niepozadliwy, taki generalnie standing by, bez wysokich amplitud, letni. Organizm dazy do stanu bezwysilkowego. Namietnosc, pozadanie to wydatek energii, spalanie sie. Pozadliwosc to domena ludzi reaktywnych, nerwowych, wybuchowych, goracych i namietnych. Jak ktos taki nie jest to skoki pozadania beda go za duzo kosztowaly.
                • marek.zak1 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 14:09
                  hello-kitty2 napisała:

                  A mi sie wydaje, ze z pozadaniem to jest tak jak z innymi cechami. Tak jak sa szczesliwi, pogodni ludzie i szczescie wnosza do swoich zwiazkow. Tak sa ludzie pozadliwi z natury i im sie najwyzej inne rzeczy wypalaja w ich zwiazkach. Zatem cecha osobnicza. Namietnosc, pozadanie to wydatek energii, spalanie sie. Pozadliwosc to domena ludzi reaktywnych, nerwowych, wybuchowych, goracych i namietnych.

                  No wlaśnie, coś w tym stylu, jak piszesz..
                  Z drugiej strony trzeba jednak nad sobą pracowac. Gdybym był brzuchatym misiem, to nie wiem, czy nie skonczyłoby się bswm, bo z takim się seksować to (chyba) nie jest fajnie.
                  • ninek04 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 14:23
                    o seks najgłośniej wołają Ci, którzy uzależnili partnerke/partnera finansowo od siebie, częściej partnerkę, która nie pracuje i wychowuje dzieci , i jest mało świadoma siebie, głównie w środowiskach wiejskich tak jest,dasz mi dupy, dostaniesz kasę i gdzie tu pożądanie
                    • mabelle2000 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 14:33
                      ninek04 napisała:

                      > o seks najgłośniej wołają Ci, którzy uzależnili partnerke/partnera finansowo od
                      > siebie, częściej partnerkę, która nie pracuje i wychowuje dzieci ,

                      No widzisz, czyli sie zgadza- garb w postaci niepracujacej zony i dzieciakow/wizji alimentow na nie, realnie moze sprawic, ze facetowi ciezko bedzie wyhaczyc na boku laske do seksu. Skoro dla innych kobiet nie jest atrakcyjny, to co mu da, ze bedzie ich pozadal ? ;-)

                      > dasz mi dupy (...) gdzie tu pożądanie

                      Skoro chce jej dupy, to chyba jej pozada ? :-D
                      • ninek04 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 15:00


                        >
                        > > dasz mi dupy (...) gdzie tu pożądanie
                        >
                        > Skoro chce jej dupy, to chyba jej pozada ? :-D
                        Skoro chce jej dupy, to chce włożyć w dostępny pod bokiem otwór, wykonać kilka ruchów, do tego spust i mu wystarczy.To zaspokojenie chuci, a nie pożądanie
                • ninek04 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 14:11
                  gorzej, jak jedno pożądliwe z natury trafi na takiego mniej pożądliwego, albo na tego drugiego pożądliwość tego pierwszego już nie działa , albo ma jej dość tej pożądliwości i się wymiguje, wtedy jest co, niedopasowanie?
                  • triismegistos Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 16:50
                    Tylko po co ci pożądliwi wiążą się z niepożądliwymi. Ja wiem, ze zawsze na początku jest chemia, namiętność i takie tam, ale chyba szybko da się zauważyć, że coś nie pyka?
                • wont Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 16:52
                  hello-kitty2 napisała:

                  Jak sie Wontowi wypala zawsze po paru miesiacach to znaczy
                  > ze jest z natury niepozadliwy, taki generalnie standing by, bez wysokich amplit
                  > ud, letni. Organizm dazy do stanu bezwysilkowego. Namietnosc, pozadanie to wyda
                  > tek energii, spalanie sie. Pozadliwosc to domena ludzi reaktywnych, nerwowych,
                  > wybuchowych, goracych i namietnych. Jak ktos taki nie jest to skoki pozadania b
                  > eda go za duzo kosztowaly.
                  ---------
                  To jest chyba dobry trop. Niestabilność emocjonalna mnie na dłuższą metę męczy. To jest jak z rollercosterem - na początku daje fajnego kopa, ale po jakimś czasie chce się wyjść z wagonika i stanąć na normalnym, stabilnym gruncie.
                  • hello-kitty2 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 17:13
                    wont napisał:

                    > To jest chyba dobry trop. Niestabilność emocjonalna mnie na dłuższą metę męczy.
                    > To jest jak z rollercosterem - na początku daje fajnego kopa, ale po jakimś cz
                    > asie chce się wyjść z wagonika i stanąć na normalnym, stabilnym gruncie.

                    Niby tak ale jednak trudno podniecic sie 'stablinym gruntem'. Kim sa naturalsi w PUA? Nie zaburzeni, borderline i spolka? Przypominam, ze rozmawiamy o pozadaniu. Przesledz sobie historie wlasnych podniet, na co wskazuje? Na pozadanie stabilnego gruntu? ;-)
                    • kag73 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 18:33
                      Hmm a moze znow mowimy o roznych rzeczach. Moze Wontowi caly czas chodzi o te fascynacje nowym? O to jak to sie ludzie od siebie odczepic/odessac nie moga? Osiem rak, ktore sa wszedzie, ciagla (fizyczna) tesknota i napalenie?
                      Bo wiadomo, ze w starym zwiazku fascynacji nowym nie ma:) Co nie zmienia faktu, ze partnerom nadal staje(kobietom rowniez) mimo, ze partner ten sam.
                      • hello-kitty2 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 18:45
                        kag73 napisała:

                        > Hmm a moze znow mowimy o roznych rzeczach. Moze Wontowi caly czas chodzi o te f
                        > ascynacje nowym? O to jak to sie ludzie od siebie odczepic/odessac nie moga? Os
                        > iem rak, ktore sa wszedzie, ciagla (fizyczna) tesknota i napalenie?
                        > Bo wiadomo, ze w starym zwiazku fascynacji nowym nie ma:) Co nie zmienia faktu,
                        > ze partnerom nadal staje(kobietom rowniez) mimo, ze partner ten sam.

                        Dla mnie nowosc nie jest az takim afrodyzjakiem. W koncu seks to wykonywanie tych samych ruchow.
                        Wont tu dzisiaj probuje podprogowo przemycic przekaz, ze dzielimy sie na 'normalnych' i 'nienormalnych' i wytypowac siebie na normalnego ;)
                        • loppe Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 19:13
                          hello-kitty2 napisała:

                          > Dla mnie nowosc nie jest az takim afrodyzjakiem. W koncu seks to wykonywanie ty
                          > ch samych ruchow.

                          Coś w tym jest. W jednym i drugim zdaniu. Co do pierwszego zdania, dziś słuchałem interview z Cohenem, w którym powiedział, że widzieć po raz pierwszy kobietę rozebraną dla nas, zwłaszcza kobietę w wieku rozpłodowym, musi trącać taką głęboką atawistyczną strunę pożądania, choćby nie wiem która to była.

                          www.youtube.com/watch?v=Ds7rFWUxpvU
                          Ktoś napisał w komentarzach pod interview, słusznie, że gdyby Cohen był kobietą a dziennikarka mężczyzną, oskarżono by tę drugą o seksual harassment; tak sobie pozwalała w rozmowie ha ha!
                          • loppe Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 03.11.14, 00:57
                            Wiersz na dobranoc

                            Kobiety i faceci
                            Niech mnie oświeci
                            Skąd pożądanie brać
                            Psia mać!

                            www.google.pl/search?q=nico&hl=pl&rlz=1T4WQIB_plPL531PL532&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=NCdVVMndOI3mauD_gqAN&ved=0CAgQ_AUoAQ&biw=1280&bih=521#facrc=_&imgdii=_&imgrc=sgmGWnIs57agyM%253A%3BPlfQcsJzpReIQM%3Bhttp%253A%252F%252Fwww.bulkka.com%252Fwp-content%252Fuploads%252F2011%252F08%252FNico-Ferrando-51.png%3Bhttp%253A%252F%252Fwww.bulkka.com%252Fes%252Fnico-ferrando-2%252Fnico-ferrando-4-3%252F%3B600%3B443
                            • jesod Na dobranoc 03.11.14, 01:17
                              loppe napisał:
                              > Wiersz na dobranoc
                              >
                              > Kobiety i faceci
                              > Niech mnie oświeci
                              > Skąd pożądanie brać
                              > Psia mać!

                              Pożądania się nie bierze
                              W to akurat bardzo wierzę
                              Ono samo dobrze wie
                              Kogo i dlaczego chce

                              Dobranoc
                              :)
                              • loppe Re: Na dobranoc 03.11.14, 08:12
                                Taką leciuchną kreską malujesz swoje poezje Jesod!
                                • loppe Re: Na dobranoc 03.11.14, 08:13
                                  Takim pędzelkiem delikatnym...
          • anbale Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 13:26
            wont napisał:

            > Innymi słowy, jeśli ruchać się chce a partner/partnerka jest jedynym realnym sp
            > osobem na zaspokojenie tego pragnienia to wtedy mamy pożądanie w długoletnich z
            > wiązkach. Coś takiego ma mój pies - jak jest tylko sucha karma, to ją je ze sma
            > kiem. Ale jak tylko wywącha, że kupiłem coś lepszego, to na suchą karmę nawet n
            > ie spojrzy.
            >
            W takim przypadku to raczej frustracja. Biorę co muszę, co dają, a w sercu smutek, żal... Żadne tam pożądanie.
            Pożądanie po latach to się z innych przyczyn bierze, chyba bardzo indywidualnie, nie ma tu żadnego wspólnego mianownika ani roli do odegrania, i też jest zmienne w czasie, inaczej się pożąda w wieku 25 a inaczej w wieku 75 lat . No i chyba faktycznie rozpatrywać się powinno w kategorii cudu...
            • mabelle2000 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 13:32
              anbale napisała:

              > W takim przypadku to raczej frustracja. Biorę co muszę, co dają, a w sercu smut
              > ek, żal... Żadne tam pożądanie.

              Czy aby na pewno frustracja, smutek i zal ? :-)
              Zalacy sie tutaj na brak seksu czesto nic nie pisza o bolacycm serduszku, po prostu chca zaruchac, a jedynym problemem jest, ze druga strona nie chce im dac ;-)
              • anbale Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 13:58
                Czyli pożądają, a nie "są skazani" na tego starego papcia, swojego partnera, bo nic lepszego nie ma na horyzoncie...:) O tym pisałam.
          • afterthestorm Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 22:44
            Co do argumentów 1-3 to może mają miejsce w związkach długoletnich, ale już bez pożądania, więc mylisz pojęcia.

            Dla mnie pożądanie to chęć posiadania - pytanie czego? Nie każdy pożąda tego samego i nie każdy tą chęć posiadania objawia w ten sam sposób (gwałtowny lub nie, obsesyjny lub nie), więc nie ma wspólnego mianownika.
            Niektórzy stale pożądają tylko kolejnych obiektów, inni pożądają emocji. Myślę, że to drugie ma właśnie istotne znaczenie w długoletnich związkach. W pożądaniu emocji (a seks to emocje) kluczowe chyba jest też posiadanie głębszej relacji z partnerem, również na poziomie intelektualnym, bo pomimo cielesności pożądania, wierz mi, że w stałym związku ktoś cię może kręcić też z tego powodu, że ci ciągle imponuje w różnych płaszczyznach życia. Więc ważne, żeby nie zagapić się na partnera w fali pierwszego zauroczenia/zakochania i nic nie robić z sobą dalej (sobą w sensie człowieka fizycznego i osobowości).

            Poza tym dla mnie kluczowe jest podejście do partnera jako do kogoś, kto nie jest jednak twoją własnością (przywiązaną papierkiem, dziećmi, kredytem etc., bo to wszystko można przeciąć, chociaż oczywiście z konsekwencjami). Partner ci w tym twoim życiu tylko towarzyszy i według mnie zawsze ma prawo zmienić towarzystwo, tak samo jak ty masz takie prawo. Z różnych względów. Kluczowe jest, żeby mieć czym go przy sobie zatrzymać (oczywiście jeśli chcemy). Więc wydaje mi się, że w pożądaniu w długich związkach paradoksalnie kluczowa jest samorealizacja, spora dawka egoizmu w sobie, żeby nie skończyć na tej krótkiej fazie początkowego zauroczenia i mieć czym przyciągać partnera latami. Nie każdego to bawi.

            Piszę z perspektywy związku trwającego lat dwanaście z dwójka dzieci po drodze i częstym odlotem w łóżku. Nie wiem, czy to długo i nie wiem jak będzie wyglądał ten związek w przyszłości – na to nikt nie daje gwarancji i to jest wg mnie kluczowe ;)
            • jesod Partner ci w twoim życiu tylko towarzyszy 02.11.14, 23:27
              afterthestorm napisała:
              > Partner ci w tym twoim życiu tylko towarzyszy i według mnie zawsze ma prawo zmienić
              > towarzystwo, tak samo jak ty masz takie prawo. Z różnych względów.

              Towarzyszenie ma wyraz w partnerstwie, a nie w fizycznej obecności obok.
              A prawo zmiany towarzystwa sprowadza się tutaj do faktycznej zmiany otoczenia, w którym się przebywa. Jaki to ma związek z partnerstwem w pojęciu nie tylko równości - doprawdy nie wiem...

              afterthestorm napisała:
              > Kluczowe jest, żeby mieć czym go przy sobie zatrzymać (oczywiście jeśli chcemy).

              Ale... po co? Nie lepiej, by po prostu chciał sam zostać, z własnego wyboru, bo.... jest mu najzwyczajniej dobrze?
              Czasem nie warto ruszać w podróż i szukać, jak Koziołek Matołek, tego co jest bardzo blisko.

              afterthestorm napisała:
              > Więc wydaje mi się, że w pożądaniu w długich związkach paradoksalnie kluczowa jest
              > samorealizacja, spora dawka egoizmu w sobie, żeby nie skończyć na tej krótkiej fazie
              > początkowego zauroczenia i mieć czym przyciągać partnera latami. Nie każdego to bawi.

              Najbardziej zaciekawił mnie ten egoizm... No, a potem... ta samorealizacja. Co dokładnie rozumiesz przez te dwa pojęcia w kontekście udanego związku?
              • afterthestorm Re: Partner ci w twoim życiu tylko towarzyszy 03.11.14, 00:53
                Dokładnie z własnego wyboru powinien chcieć zostać, ale nie dzieje się tak chyba, kiedy na wszystkim kładziemy laskę, bo złowiliśmy męża/żonę i mamy odhaczone do śmierci, a przynajmniej na lata? Decydujesz się na życie z kimś dlatego, że ten ktoś reprezentuje dla ciebie (a ty dla niego) określone wartości, które były/są źródłem tegoż pożądania i jeśli nie dbasz i nie rozwijasz tych wartości w sobie (tego rodzaju egoizm i samorealizację miałam na myśli), to trudno mieć pretensje, że powietrze w związku schodzi coraz szybciej, albo że wszystko od razu pęka z hukiem. Bo sorry, ale jakoś trudno mi zrozumieć piszącą tu niedawno dziewczynę, która szukała przyczyn braku zainteresowania seksem ze strony partnera, kiedy w kolejnym poście mimochodem wspomina, że w ciągu paru lat zmieniła rozmiar ubrania z 38 na 44 (po dwóch ciążach noszę stale ten sam numer co przed). Albo, że krąg czyichś zainteresowań zawęża się nagle do pieluch i telenoweli. Litości... Związek to nie tylko sam seks w sensie aktu. W międzyczasie dzieje się mnóstwo innych rzeczy, które są źródłem tegoż tytułowego pożądania, a na pewno na nie wpływają, albo tez to pożądanie zabijają. W międzyczasie też rozmawiamy ze sobą i fajnie jest mieć rozmawiać o czym innym, niż kto wyrzuci śmieci/posprząta w łazience i dlaczego nie od razu ;)
                Wg mnie trudno jest kogoś pożądać, kto radykalnie zmienił swój wizerunek (fizyczny i intelektualny) w moich oczach i np. z lubiącego wszelkie formy ruchu szczupłego chłopaka, znającego się na muzyce i interesującego się światem, w zastraszającym tempie zmienia się w sączącego piwo, brzuchatego miśka, który ćwiczy tylko palce na pilocie i klawiaturze komputera i to w ubogim zakresie tematycznym. To jest dla mnie jakby złamanie jakichś warunków umowy bycia z kimś ;) I nie szanowanie partnera, o pożądaniu go już nawet nie wspomnę.
                A co do towarzyszenia sobie w życiu... Osobiście mocno mnie denerwuje przyklejanie sobie nawzajem funkcyjnych łatek ?mąż?/?żona? i zakładania, że jest to układ do końca życia. Ok, niech będzie i do końca życia, ale fajnie by było starać się stale widzieć w tej drugiej osobie przede wszystkim tą kobietę, która nas zafascynowała/tego mężczyznę, który nas powalił, a nie zakładać, że jak ślub, dziecko, niedokończony dom i do tego powiedział/a, ?że mnie nie opuści, aż do śmierci? to już klamka zapadła, nie wycofa się. Może chcieć od nas zwiać jak najdalej i powinien mieć do tego prawo (partner, czyli on lub ona), jeżeli sami się w międzyczasie zmieniamy drastycznie, a partner nie jest w stanie tych zmian w nas zaakceptować (lub tego rzeczywistego obrazu nas, jeśli skutecznie kamuflowaliśmy jakieś wady wcześniej).
        • kag73 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 18:02
          marek.zak1 napisał:
          > Całkowicie się zgadzam. Miłość, czyli dobroć, troska, poczucie bezpieczeństwa,
          > odpowiedzialność za drugą osobę są antyafrodyzjakami, a więc sa dobre, ale nie
          > podczas seksu. Pożądanie to ogień, zaborczość, zwierzęca siła, dominacja, egoiz
          > m, i zwyczajnie podporządkowanie sobie kobiety, (jak pisze K - - lubię, jak fac
          > et mnie bierze) z którą jestem.

          A ja tu cale przedpoludnie czytalam mylnie, ze milosc to AFRODYZJAK i se myslalam, ze cos w tym jest. A tu sie okazuje, ze to ANTY...
          Marek, pierdoly oklepiasz, moim zdaniem, bo czesto, zeby do seksu doszlo wiele rzeczy musi pasowac. Ja pozadam faceta, ktory daje/che mi dac poczucie bezpiecznstwa, akceptuje mnie jaka jestem, troszsczy sie o mnie(bo i o moje w lozku sie zatroszczy).

          "Pożądanie to ogień, zaborczość, zwierzęca siła, dominacja, egoiz
          > m, i zwyczajnie podporządkowanie sobie kobiety, (jak pisze K - - lubię, jak fac
          > et mnie bierze) z którą jestem.
          > W seksie człowiek powinien się zatracać, a jak tego nie ma, to po co ten cały s
          > eks?
          To tez mi nie pasuje, zbyt jednostronne. Sesk to raz zwierzecosc, innym razem bliskosc i porozumienie dusz, cukierkowy taki, mily, owszem rowniez dominacja, ale nie tylko mezczyzyn nad kobieta, moze byc odwrotnie, zaleznie od nastroju/potrzeby. Pozadanie...jak sie kogos pragnie, jak ktos pociaga, kreci fizycznie i chce z nim byc fizycznie, ale form tego moze byc sporo.
          • marek.zak1 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 19:31
            kag73 napisała:

            > marek.zak1 napisał:
            > > Całkowicie się zgadzam. Miłość, czyli dobroć, troska, poczucie bezpieczeństwa, odpowiedzialność za drugą osobę są antyafrodyzjakami, a więc sa dobre, ale nie podczas seksu. Pożądanie to ogień, zaborczość, zwierzęca siła, dominacja, egoizm, i zwyczajnie podporządkowanie sobie kobiety, (jak pisze K - - lubię, jak facet mnie bierze) z którą jestem.
            >
            > A ja tu cale przedpoludnie czytalam mylnie, ze milosc to AFRODYZJAK i se myslal
            > am, ze cos w tym jest. A tu sie okazuje, ze to ANTY...
            > Marek, pierdoly oklepiasz, moim zdaniem, bo czesto, zeby do seksu doszlo wiele rzeczy musi pasowac. Ja pozadam faceta, ktory daje/che mi dac poczucie bezpiecznstwa, akceptuje mnie jaka jestem, troszsczy sie o mnie(bo i o moje w lozku sie zatroszczy).

            Ale ja nie jestem kobieta i widze to inaczej.
            >
            > "Pożądanie to ogień, zaborczość, zwierzęca siła, dominacja, egoizm, i zwyczajnie podporządkowanie sobie kobiety, (jak pisze K - - lubię, jk facet mnie bierze) z którą jestem.
            > > W seksie człowiek powinien się zatracać, a jak tego nie ma, to po co ten cały s eks?

            > To tez mi nie pasuje, zbyt jednostronne. Sesk to raz zwierzecosc, innym razem bliskosc i porozumienie dusz, cukierkowy taki, mily, owszem rowniez dominacja, a le nie tylko mezczyzyn nad kobieta, moze byc odwrotnie, zaleznie od nastroju/po trzeby. Pozadanie...jak sie kogos pragnie, jak ktos pociaga, kreci fizycznie i chce z nim byc fizycznie, ale form tego moze byc sporo.

            Seks to bliskośc, i tak jest ale w temacie, miła KAG, jest pożądanie. Pożądanie i porozumienie dusz? No nie, sorry :)
            • anbale Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 19:41
              marek.zak1 napisał:
              >
              > Seks to bliskośc, i tak jest ale w temacie, miła KAG, jest pożądanie. Pożądan
              > ie i porozumienie dusz? No nie, sorry :)

              Ale to jakaś wersja pożądania dla ubogich duchem...
              Poza tym, jeśli z aktu płciowego wyłączysz kobietę i jej potrzeby, to, owszem, poskaczesz sobie pożądliwie po niej, a ona w tym czasie poogląda sobie dokładnie sufit...Skoro dla Ciebie "to jest to", to sorry...
              • marek.zak1 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 20:24
                anbale napisała:

                > marek.zak1 napisał:
                > >
                > > Seks to bliskośc, i tak jest ale w temacie, miła KAG, jest pożądanie. P
                > ożądanie i porozumienie dusz? No nie, sorry :)
                >
                > Ale to jakaś wersja pożądania dla ubogich duchem...

                Facet pożąda ciało kobiety, a czy jest ubogi czy bogaty duchem, nie ma to znaczenia.

                > Poza tym, jeśli z aktu płciowego wyłączysz kobietę i jej potrzeby, to, owszem, poskaczesz sobie pożądliwie po niej, a ona w tym czasie poogląda sobie dokładnie sufit...Skoro dla Ciebie "to jest to", to sorry...

                Powtarzam, temat jest o pożądaniu - jak je utrzymać, a nie o jakości seksu, potrzebach kobiet i ich zaspokojeniu.
                • jesod Temat jest o pożądaniu 02.11.14, 20:44
                  marek.zak1 napisał:
                  > Powtarzam, temat jest o pożądaniu - jak je utrzymać, a nie o jakości seksu, pot
                  > rzebach kobiet i ich zaspokojeniu.

                  Bardziej precyzując, Panie Pisarzu, o ile dobrze zrozumiałam, temat dotyczy pożądania męskiego, bo to kobiece... to olał - ono jest z automatu, jak jest tylko męskie na właściwym poziomie.
                  Czy tak...? O to chodzi...?
                  Męskie pożądanie to podstawa, by utrzymać całą resztę we właściwym wymiarze? Resztę - jak to skromnie brzmi...
                  • marek.zak1 Re: Temat jest o pożądaniu 02.11.14, 20:57
                    jesod napisała:

                    >> Męskie pożądanie to podstawa, by utrzymać całą resztę we właściwym wymiarze? Re
                    > sztę - jak to skromnie brzmi...

                    Pisze o meskim pożadaniu, a o uwagi na temat kobiecego prosze kobiety. Odnies sie może do tematu, a nie do mnie. Rozumiem, za trudne.
                    • jesod Re: Temat jest o pożądaniu 02.11.14, 21:09
                      marek.zak1 napisał:
                      > Pisze o meskim pożadaniu, a o uwagi na temat kobiecego prosze kobiety.
                      No, to może... napisz sam coś konkretnie, Panie Pisarzu.

                      marek.zak1 napisał:
                      > Odnies sie może do tematu, a nie do mnie. Rozumiem, za trudne.

                      Dobrze rozumiesz, Panie Pisarzu. Dla mnie za trudne jest odnoszenie do kogoś, kto kiedyś kazał mi się odpieprzyć. Mało to eleganckie było i weną nie śmierdziało... Niestety.
                • anbale Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 21:17
                  No ale pożądanie samego tylko ciała, to raczej recepta na krótkotrwałe pożądanie, a nie wieloletnie. Nie utrzyma się zbyt długo, wyobracasz to ciało na wszystkie strony i po wszystkim, pustka.
                  Także jednostronne pożądanie, gdy facet pała a kobieta przestaje być zainteresowana, bo i tak jej potrzeby nie mają znaczenia i nudzi się robiąc za gumową lalę - to też szybka piłka, długo taki związek nie pociągnie.
                  Więc nie wiem gdzie w tym wariancie dostrzegasz receptę na utrzymanie pożądania w długotrwałych związkach?
                  • marek.zak1 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 21:25
                    anbale napisała:

                    > No ale pożądanie samego tylko ciała, to raczej recepta na krótkotrwałe pożądanie, a nie wieloletnie. Nie utrzyma się zbyt długo, wyobracasz to ciało na wszystkie strony i po wszystkim, pustka.
                    > Także jednostronne pożądanie, gdy facet pała a kobieta przestaje być zainteresowana, bo i tak jej potrzeby nie mają znaczenia i nudzi się robiąc za gumową lalę - to też szybka piłka, długo taki związek nie pociągnie.
                    > Więc nie wiem gdzie w tym wariancie dostrzegasz receptę na utrzymanie pożądania w długotrwałych związkach?

                    Szanowna koleżanko. Ja jestem w związku w moja zoną od marca '77, a slub odbył sie 19.11.1977 i nasz zwiazek nie jest szybka piłką. Moja żona w dnu slubu miała 21 lat i była najladniejszą dziewczyna w mieście, tak więc miała wybór wtedy i potem, a jednak nie straciła zainteresowania moja skromną osobą. Proponuję zatem więcej pokory w stosunku do rzeczywistości i ludzi, którym sie udało i którzy cos chca przekazać.
                    • anbale Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 21:33
                      No to chyba sam czegoś nie dostrzegasz w tej układance.
                    • urquhart Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 21:35
                      marek.zak1 napisał:
                      > Szanowna koleżanko. Ja jestem w związku w moja zoną od marca '77, a slub odbył
                      > sie 19.11.1977 i nasz zwiazek nie jest szybka piłką. Moja żona w dnu slubu mia
                      > ła 21 lat i była najladniejszą dziewczyna w mieście, tak więc miała wybór wtedy
                      > i potem, a jednak nie straciła zainteresowania moja skromną osobą. Proponuję z
                      > atem więcej pokory w stosunku do rzeczywistości i ludzi, którym sie udało i któ
                      > rzy cos chca przekazać.

                      No to że to temat tego wątku, postaraj się zwięźle streścić co chcesz przekazać, bo ja też się w tym dawno zgubiłem. Przebijasz się z myślą ja potrafię reszta nie, ale to że masz badziej emocjonalny i ciepły stosunek do psa, a bardziej stosunek własności i pragmatyczny do żony w tym JAK o nich piszesz powoduje że jestem zagubiony co pragniesz przekazać.
                      • marek.zak1 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 21:48
                        urquhart napisał:
                        > No to że to temat tego wątku, postaraj się zwięźle streścić co chcesz przekazać, bo ja też się w tym dawno zgubiłem. Przebijasz się z myślą ja potrafię reszta nie, ale to że masz badziej emocjonalny i ciepły stosunek do psa, a bardziej stosunek własności i pragmatyczny do żony w tym JAK o nich piszesz powoduje że jestem zagubiony co pragniesz przekazać.

                        Odniosłem sie do wypowiedzi Pani Perel, i przyznałem jej racje, że miłość (dobroć, troska, czułość) a fascynacja erotyczna/pożądanie (egoizm, siła, zdobywanie) sa zupełnie czyms innym, a nawet w stosunku do siebie sprzecznym. Ona tak stwierdziła, a ja sie z tym zgadzam. That's all.
                        A magiczna Sowe bardzo kochamy oboje :)
                        zakbajka.blog.onet.pl/2014/11/02/w-naszym-lesie-in-our-forest/
                        • urquhart Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 21:58
                          > Odniosłem sie do wypowiedzi Pani Perel, i przyznałem jej racje, że miłość (dobr
                          > oć, troska, czułość) a fascynacja erotyczna/pożądanie (egoizm, siła, zdobywanie

                          No ale ja pytam teraz o twój sekret pożadania długoletniego związku, jak w tytule wątku, bo się nim tak chwalisz, pisząc jednocześnie że seksretu nie ma.
                          Napisz, albo przynajmiej napisz wprost że nie chcesz się z nim ujawniac.
                          • marek.zak1 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 22:02
                            urquhart napisał:

                            > No ale ja pytam teraz o twój sekret pożadania długoletniego związku, jak w tytule wątku, bo się nim tak chwalisz, pisząc jednocześnie że seksretu nie ma.
                            > Napisz, albo przynajmiej napisz wprost że nie chcesz się z nim ujawniac.

                            Mój pierwszy post w temacie:

                            - wysokie libido z obu stron,
                            - praca nad swoim ciałem (i głową - bycie interesujacym dla partnera),
                            - dyscyplina w jedzeniu,
                            - znajdowanie swojego funu w seksie samodzielnie i niewymaganie jego od partnera,
                            - traktowanie seksu jak czegos nie mniej ważnego niż praca, dzieci dom i znajdowanie dla niego odpowiedniego czasu, nie spychanie na potem, gdy po całym dniu ludzie padają na twarz,
                            - pielęgnowanie bliskości i intymności,

                            • urquhart Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 22:11
                              - znajdowanie swojego funu w seksie samodzielnie i niewymaganie jego od partnera,

                              ?
                              Masz na myśli masturbacje?
                              • marek.zak1 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 22:15
                                urquhart napisał:

                                > - znajdowanie swojego funu w seksie samodzielnie i niewymaganie jego od partnera,

                                > Masz na myśli masturbacje?

                                Nie, to, co Tatiana Okupnik powiedziała Najsztubowi: Niech kazdy w seksie znajduje swoja radośc i nie wymaga jej od partnera.
                                • zawle Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 22:48
                                  ja myślę że dla Marka został spełniony jeden bardzo istotny warunek...jest dumny z siebie. To jego najsilniejszy afrodyzjak. A Ty Urgu...czy macie nadal pożądanie w związku? Wszak zostałeś tu postawiony za przykład:))
                                  • kag73 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 23:48
                                    zawle napisała:
                                    > ja myślę że dla Marka został spełniony jeden bardzo istotny warunek...jest dumn
                                    > y z siebie. To jego najsilniejszy afrodyzjak. A Ty Urgu...czy macie nadal pożąd
                                    > anie w związku? Wszak zostałeś tu postawiony za przykład:))

                                    Ja mysle, ze Marek jest tez dumny ze swojej zony. On ozenil sie z najladniejsza dziewczyna w miescie i tak mu do dzisiaj pozostalo. A to sie czuje, kobieta to czuje/wie.
                                    To bardzo wazne. Jak rowniez to, ze wygral los na loterii(w jego wlasnych oczach) i zapewne zawsze dla niej sie staral/stara, bo o tym nie zapomnial:))
                                    Do tego cala reszta, jak wiele w zyciu, to rowniez tzw. szczescie.
                                    • jesod Ja myślę 03.11.14, 00:10
                                      kag73 napisała:
                                      > Ja mysle, ze Marek jest tez dumny ze swojej zony.

                                      Och, nie tylko.
                                      Ja myślę, że jeszcze jest bardzo, bardzo dumny z tego forum i z tego, że... taki spryciarz literacki z niego jest.
                                      A tak bardziej osobiście...
                                      Zastanawiają mnie i zniesmaczają ludzie, którzy tak namiętnie się przechwalają. Tak jakby bardzo pragnęli, by wszyscy w to uwierzyli i się nimi zachwycili - jak celebrytami. Wszystkie światła na nich, na ich życie i ich osiągnięcia. Ochy, achy i... feta. Niepowtarzalni i niezniszczalni w swoich dążeniach, wzory i wzorce do naśladowania, piedestał jest ich stałym i tym najwłaściwszym miejscem. Nawet słońce specjalnie tylko dla nich świeci.
                                      Chcą by im zazdrościć, czy też jeszcze coś innego mają w swojej potrzebie psychicznej...? Nie wiem. Nie rozumiem tego... Ale nie muszę. Tak samo - jak nie musi mi się to podobać.
                                    • zawle Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 03.11.14, 07:26
                                      kag73 napisała: > Ja mysle, ze Marek jest tez dumny ze swojej zony.

                                      A ja myślę że z siebie. W jego ocenie wypracował sobie sukces. Trzyma formę, rozwija się, ma w jego ocenie piękną żonę, żyje w zgodzie z dyscypliną żywieniową. Spełnia wszystkie swoje wymagania aby być człowiekiem spełnionym.
                                      • marek.zak1 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 03.11.14, 08:19
                                        zawle napisała:

                                        > kag73 napisała: > Ja mysle, ze Marek jest tez dumny ze swojej zony.
                                        >
                                        > A ja myślę że z siebie. W jego ocenie wypracował sobie sukces. Trzyma formę, rozwija się, ma w jego ocenie piękną żonę, żyje w zgodzie z dyscypliną żywieniową. Spełnia wszystkie swoje wymagania aby być człowiekiem spełnionym.

                                        Amen. Jeszcze wspomnę, że juz jestem po spacerze z Sową. Piękna pogoda, moja piękna zona szykuje mi śniadanie. Zapowiada sie piękny dzień. :).
                        • kag73 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 23:23
                          > Odniosłem sie do wypowiedzi Pani Perel, i przyznałem jej racje, że miłość (dobr
                          > oć, troska, czułość) a fascynacja erotyczna/pożądanie (egoizm, siła, zdobywanie
                          > ) sa zupełnie czyms innym, a nawet w stosunku do siebie sprzecznym. Ona tak st
                          > wierdziła, a ja sie z tym zgadzam.
                          Marek, ale przeciez Ty bardzo kochasz swoja zone. Wiec co, na czas seksu sobie milosc wylaczasz? Nie pierdziel. Milosc i pozadanie wcale sie nie wykluczaja, moim zdaniem. Jak najbardziej sa mozliwe, malo tego, to najlepszy uklad, moim zdaniem.
                • kag73 Re: Miłośc jako antyafrodyzjak. 02.11.14, 23:03
                  > Powtarzam, temat jest o pożądaniu - jak je utrzymać, a nie o jakości seksu, pot
                  > rzebach kobiet i ich zaspokojeniu.

                  Cie przepraszam, jak dla mnie jakosc seksu przeklada sie na pozadanie i jego przetworzenie, rowniez dla mezczyzn. Jak ja wiem, ze mnie z facetem w lozku nic ciekawego nie czeka to mnie raczej nie stanie. Natomiast jezeli mnie czeka i to wiem, to owszem na sama mysl mi moze stawac.
                  No chyba, ze Ty o tym co tu zrobic, zebym pozadal kobiete a nie zeby ona pozadala rowniez mnie.
      • urquhart Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 02.11.14, 10:27
        Wrzuć w wyszukiwarkę ile godzi dyskusji było o poglądach i terapii Ester Perel na tym forum :)
        Myślę że spis treści jej książki to jednocześnie przewodnik po przypadkach forum bswm.
        Szczególnie kontrowersyjne starcia z feministycznym punktem widzenia to rozdziały:
        Dlaczego przyjście na świat dziecka tak często zapowiada erotyczną katastrofę? czyli o robieniu z facetów drugich matek i o Cieniu kogoś innego :)
    • urquhart Wont ma rację ? 02.11.14, 20:45
      Wont mówi prawdę. Z tym że to nie cała prawda.
      Większa część ludzi właśnie tak reaguje, traci wzajemne pożądanie od paru do 24 miesięcy od zakochania. To krzywa namiętności często opisywana przez Wojcieszke. Prawdziwe są stereotypy że faceci są niewierni i po zaspokojeniu u jednej kobiety przenoszą pożądanie na kolejnej, efekt Coolidge'a czyli że faceci myślą kutasem. Podobnie jak strereotypy że jak kobiety jak już mają dziecko i domek to facet przestaje im być potrzebny i polują na jeszcze lepsze geny lub skupiają się na dziecku , że myślą macicą. Ot imperatyw płci udowadniany badaniami przez psychoewo i to tak zwany interes genów.

      Ale Podobnie co do więszości to Mediana zarobków w Polsce to 770 EUR, myślę że akurat uczestnicy forum mają większe wymagania co ta większosza część. I tak wspomniana Ester Perel podobnie jak wcześniej Helen Fisher szuka związków którym udało się złamać ten imperatyw PE i tworzą długoletnie związki oparte o zasadę z biznesu Win-Win utrzymując wbrew psychoewo długoterminowe pożądanie i seks.

      Oczywiście to co odkryła jest kontrowersyjne, bo daje za przykład związki które tworzą dystans jak u Bogini lub pozwalają sobie na brak monogamii swingując (Wont , wbrew temu co pisałeś na przykad Sting i jego żona to bardzo długoterminiowa para showbiznesu, ale mówienie co jest ich sekretem jest bardzo niepopularne), udają obcych i się podrywają, lub są niewierni (raczej kobiety) ale starają przenosić się energię pożądania do związków (co sugerowałem Markowi - jak napisała Kitty wszystko w rękach kobiety zależy co z ty zrobi), czy opisuje teatralne randki przebieranki które dają złudzenie że to ktoś inny, są też bardzo aktywni seksualnie ortodoksi religijni którym siłę daje nastawienie itp.

      Oczywiście łączenie długoletniego pożądania i lojalności to trudne zadanie ale w końcu ludzie którzy chcą biegają maratony, latają w kosmos, nurkują i robią inne rzeczy wbrew determinacji natury i naszych ograniczeń.

      Byłem teraz na Powązkach na grobach: dziadek podoficer , babcia pielegniarka oboje z legendarnego oddziału Powstania Warszawskiego, z którego przeżyła ich garstka , babcia holowała dziadka ciężko rannego bez urwanej całej nogi i podziurawionego odłamkami przez pół Warszawy przez kolejne upadające dzielnice. Dziadek przeżył ale był inwalidą. I nie byli z sobą bo musieli. Łączyły ich przeżycia piekła i wzajemnego poświecenia którego nikt z zewnątrz nie potrafił zrozumieć. Mieli motywację bycia ponad pewne ograniczenia. Pamiętam opowieść o innej parze z Powstania, przepięknej dziewczynie dzień przed zaplanowanym ślubem wybuch urwał całą żuchwę i oszpecił twarz. Mogła tylko pić. Ale jak tylko mogła stanąć na nogach on nie wahał się wziąć z nią ślubu. Długo nie pożyli bo ich Niemcy roztrzelali.

      Są i dziś ludzie ktorzy wspierali sie w chorobie, wypadkach, wyciągali z kłopotów, zdali egzaminy z lojalności, poświecenia i mają ponadprzeciętną motywacje naprawiać związek a nie wymieniać na nowy model, nie tylko dlatego że nie mają innego wyboru i niskie poczucie wartości że nikt inny ich nie zechce jak pisał Wont. I nie ma co porównywać sie do wiekszości, ale szukać zasad które nielicznym pozwoliły przełamać determinacje.


      • jesod Re: Wont ma rację ? 02.11.14, 20:52
        urquhart napisał:
        > Wont mówi prawdę. Z tym że to nie cała prawda.

        A jeszcze ściślej rzecz ujmując: prawdy są trzy.
        1. Tyż prawda.
        2. Sama prawda
        3. Gówno prawda.

        W tym konkretnym przypadku wybieram tę trzecią.
      • hello-kitty2 Re: Wont ma rację ? 02.11.14, 21:03
        urquhart napisał:

        I nie ma co porównywać sie do wiekszości, ale szukać zasad które nieliczny
        > m pozwoliły przełamać determinacje.

        Urqu jestes niegasnaca inspiracja tego forum.
        • kag73 Re: Wont ma rację ? 02.11.14, 23:10
          Rzecz w tym, ze o seksie/pozadaniu tych ludzi nic nie wiemy:( Wiemy tylko, ze byli razem, bo chcieli, bo laczylo ich wiele. I przetrwali wojne, ciezkie chwile, mieli siebie, pozadanie i seks to pikus w tym momencie! Bo oni zyja i maja siebie. Seks i tak jest przereklamowany:))
          • jesod Seks i tak jest... 02.11.14, 23:31
            kag73 napisała:
            > Seks i tak jest przereklamowany:))

            Tak przynajmniej twierdzi Maria Czubaszek. :)


      • marek.zak1 Re: Wont ma rację ? 02.11.14, 21:03
        urquhart napisał:

        > Wont mówi prawdę. Z tym że to nie cała prawda.
        > Większa część ludzi właśnie tak reaguje, traci wzajemne pożądanie od paru do 24 miesięcy od zakochania.

        Czyli rozwiązaniem jest zmiana partnera po 24 miesiacach, wg pana Wojcieszka. Dlaczego tak sie jednak nie dzieje? Dotyczy to także ludzi, którzy nie mieliby żadnych trudności ze zdobyciem nowego partnera. Tkwią w związkach bo chcą, a nie dlatego, że muszą. Dotyczy to także mojej zony i mnie.
        • urquhart Re: Wont ma rację ? 02.11.14, 21:26
          marek.zak1 napisał:
          > Czyli rozwiązaniem jest zmiana partnera po 24 miesiacach, wg pana Wojcieszka. D
          > laczego tak sie jednak nie dzieje? Dotyczy to także ludzi, którzy nie mieliby ż
          > adnych trudności ze zdobyciem nowego partnera. Tkwią w związkach bo chcą, a ni
          > e dlatego, że muszą. Dotyczy to także mojej zony i mnie.

          Tak jest u plemion pierwotnych w Amazonii i Gujanie żyją ze sobą 3 - 7 lat czyli tyle ile potrzebuje urodzić sie dziecko i stanąć na nogi, do tego wystarczy im narkotyku zachochania, z tym że w dżungli życie matki i dziecka zależy fizycznie od ojca i jego odpowiedzialności, więc ma za to uznanie, podziw i seks jako wyraz miłości.

          Co do twoich sekretów związku to przyznam że są one niespójne i nieprzekonywujące dla mnie albo coś ukrywasz. Moim zdaniem jeżeli mam ci wierzyć że sie starasz a ona taka na ciebie ciągle napalona, to Albo macie niezwykle szczęście i oboje macie słynny unikalny legendarny gen V1aR wazopresyny i monogamii , albo bardziej typowy przypadek twoja ślubna to skorpionica niezłe ziółko, nakręca się na boku a ty żyjesz w błogiej nieświadomości że taka zawsze wilgotna i lepiej dla Ciebie żeby tak zostało i żeby nie rozgrzebywać tematu.
          • marek.zak1 Re: Wont ma rację ? 02.11.14, 21:41
            urquhart napisał:
            >
            > Co do twoich sekretów związku to przyznam że są one niespójne i nieprzekonywujące dla mnie albo coś ukrywasz. Moim zdaniem jeżeli mam ci wierzyć że sie starasz a ona taka na ciebie ciągle napalona, to Albo macie niezwykle szczęście i oboje macie słynny unikalny legendarny gen V1aR wazopresyny i monogamii , albo bardziej typowy przypadek twoja ślubna to skorpionica niezłe ziółko, nakręca się na boku a ty żyjesz w błogiej nieświadomości że taka zawsze wilgotna i lepiej dla Ciebie żeby tak zostało i żeby nie rozgrzebywać tematu.


            Jako inżynier z wykształcenia powiem, Ci, że w różnych procesach i urządzeniach, to tak naprawde nie wiadomo, dlaczego one zachodzą, czy działają, ale też wiadomo, że skoro jest jak jest, lepiej w nich niczego nie zmieniać, bo moga przestać.
            Tak jest z małżeństwem, czyli zwiazkiem zupełnie obcych sobie ludzi. Cos musi być w tym, że są razem i chca nadal być.

            • urquhart Re: Wont ma rację ? 02.11.14, 21:53
              marek.zak1 napisał:
              > Jako inżynier z wykształcenia powiem, Ci, że w różnych procesach i urządzeniach
              > , to tak naprawde nie wiadomo, dlaczego one zachodzą, czy działają, ale też wia
              > domo, że skoro jest jak jest, lepiej w nich niczego nie zmieniać, bo moga przes
              > tać.
              > Tak jest z małżeństwem, czyli zwiazkiem zupełnie obcych sobie ludzi. Cos musi b
              > yć w tym, że są razem i chca nadal być.

              Też jestem inżynierem z wykształcenia.
              I mam wrażenie że piszesz teraz o ezoteryce.
              Bo nauka to znajomość praw zachodzących w określonych warunkach i ich absolutna powtarzalność wiadomo jakie prawa zachodzą i z reguły jak potwornie złożone modele matemetyczne to opisują.
              Inżnieria zaś to to że zakłada się że pewne prawa są dominujące w danych warunkach i na potrzeby obliczeń pozostałe się traktuje że istnieją ale mają pomijalny wpływ w granicach założonej tolerancji błędu. To pozwala rozwiązywać problemy ograniczonymi środkami i w ograniczonym czasie.
              • marek.zak1 Re: Wont ma rację ? 02.11.14, 22:13
                urquhart napisał:


                > Też jestem inżynierem z wykształcenia.
                > I mam wrażenie że piszesz teraz o ezoteryce.
                > Bo nauka to znajomość praw zachodzących w określonych warunkach i ich absolutna powtarzalność wiadomo jakie prawa zachodzą i z reguły jak potwornie złożone modele matemetyczne to opisują.
                > Inżnieria zaś to to że zakłada się że pewne prawa są dominujące w danych warunkach i na potrzeby obliczeń pozostałe się traktuje że istnieją ale mają pomijalny wpływ w granicach założonej tolerancji błędu. To pozwala rozwiązywać problemy ograniczonymi środkami i w ograniczonym czasie.

                Mowisz o najwazniejszych parametrach, wsród setek, czy tysiecy istniejacych. Wśród nich takie jak magia, czy znak zodiaku :). Inne juz opisałem, czyli podobne libido, charakter, pracowitość, empatia, ale jednocześnie zachowanie swojej indywidualności,miłość ale zachowanie przywodztwa przez faceta, rozwijanie się, dbanie o stronę fizyczną a wiec regularne uprawianie sportu i dbanie o ciało. Jest także to, co dla mnie jest ważne. Moja kobieta jest piękna. a ja jestem szczęsliwy i dumny, że taka kobieta jest moją partnerką. To wrzuć do komputera a dostaniesz jakies 80% szans n a sukces.


              • szopen_cn Re: Wont ma rację ? 03.11.14, 05:34
                > marek.zak1 napisał:
                > > Jako inżynier z wykształcenia powiem, Ci, że w różnych procesach i urządz
                > eniach
                > > , to tak naprawde nie wiadomo, dlaczego one zachodzą, czy działają, ale t
                > eż wia
                > > domo, że skoro jest jak jest, lepiej w nich niczego nie zmieniać, bo moga
                > przes
                > > tać.
                > > Tak jest z małżeństwem, czyli zwiazkiem zupełnie obcych sobie ludzi. Cos
                > musi b
                > > yć w tym, że są razem i chca nadal być.

                Piszesz nie jak inzynier ale jak ktos, komu nie chcialo sie sluchac kiedy zasady dzialania urzadzen czy tez procesu wyjaniano.
                Lub tez ci co wiedzieli nie chcieli tracic czasu na wyjasnienia i latwiej im bylo uniknac tego zaslaniajac sie "czarodziejskimi sztuczkami".

                Sa oczywiscie procesy na tyle skomplikowane, ze nie wiadomo dokladnie i do konca co tam sie dzieje ale to jest znikomy procent. I tez zwykle wiadomo co i jak nalezy zrobic by sie udalo.
                Inzynieria to nie czarna magia.

                urquhart napisał:
                > Też jestem inżynierem z wykształcenia.
                > I mam wrażenie że piszesz teraz o ezoteryce.

                Ja tez jestem inzynierem.
                Nie tylko z wyksztalcenia.
                Ponad dwadziescia lat doswiadczenia w pracy jako inzynier.

                urquhart tez napisał:
                > Inżnieria zaś to to że zakłada się że pewne prawa są dominujące w danych warunk
                > ach i na potrzeby obliczeń pozostałe się traktuje że istnieją ale mają pomijaln
                > y wpływ w granicach założonej tolerancji błędu. To pozwala rozwiązywać problemy
                > ograniczonymi środkami i w ograniczonym czasie.

                Tu masz zupelna racje.

                I na takiej podstawie mozna stwierdzic, ze kiedy Marek extrapoluje swoje doswiadczenia na reszte populacji jako jedynie sluszne bo sprawdzily sie w jego przypadku to zachowuje sie jak wierzacy a nie jak inzynier.

                Z mojego punktu widzenia teoria Marka co do zasad, na ktorych musi funkcjonowac dlugoterminowy zwiazek by utrzymac pozadanie jest bledna.

                Jestem z zona razem ponad osiemnascie lat (16 lat malzenstwa) i nasz zwiazek funkcjonuje na zupelnie innych zasadach. Pozadanie i seks sa dalej obecne co oczywiscie dowodzi, ze teoria Marka jest bledna bo wyjasnia tylko i wylacznie powodzenie w jego przypadku.

                • zyg_zyg_zyg Re: Wont ma rację ? 03.11.14, 09:13
                  > Z mojego punktu widzenia teoria Marka co do zasad, na ktorych musi funkcjonowac
                  > dlugoterminowy zwiazek by utrzymac pozadanie jest bledna.
                  >
                  > Jestem z zona razem ponad osiemnascie lat (16 lat malzenstwa) i nasz zwiazek fu
                  > nkcjonuje na zupelnie innych zasadach. Pozadanie i seks sa dalej obecne

                  A na jakich zasadach funkcjonuje Wasz związek?
                • hello-kitty2 Re: Wont ma rację ? 03.11.14, 09:14
                  szopen_cn napisał:

                  > Z mojego punktu widzenia teoria Marka co do zasad, na ktorych musi funkcjonowac
                  > dlugoterminowy zwiazek by utrzymac pozadanie jest bledna.
                  >
                  > Jestem z zona razem ponad osiemnascie lat (16 lat malzenstwa) i nasz zwiazek fu
                  > nkcjonuje na zupelnie innych zasadach. Pozadanie i seks sa dalej obecne co oczy
                  > wiscie dowodzi, ze teoria Marka jest bledna bo wyjasnia tylko i wylacznie powod
                  > zenie w jego przypadku.

                  Ale do tematu wniosles jeszcze mniej niz Marek. On chociaz probowal podac dlaczego u nich wystepuje pozadanie po 37 latach, a Ty co podales:

                  20 lat pracy jako inzynier + 18 lat w zwiazku + inne zasady niz u Marka (JAKIE!?) = seks i pozadanie. I co ja mam sobie z tym zrobic? Laurke Ci namalowac?

                  Czym wartosciowym w temacie sie tu z nami podzieliles? Gdzie ten sekret pozadania w dlugoterminowym zwiazku?
                  • marek.zak1 Re: Wont ma rację ? 03.11.14, 09:24
                    hello-kitty2 napisała:
                    > Z mojego punktu widzenia teoria Marka co do zasad, na ktorych musi funkcjonowac dlugoterminowy zwiazek by utrzymac pozadanie jest bledna.
                    > >
                    > > Jestem z zona razem ponad osiemnascie lat (16 lat malzenstwa) i nasz zwiazek funkcjonuje na zupelnie innych zasadach. Pozadanie i seks sa dalej obecne co oczwiscie dowodzi, ze teoria Marka jest bledna bo wyjasnia tylko i wylacznie powodzenie w jego przypadku.
                    >
                    > Ale do tematu wniosles jeszcze mniej niz Marek. On chociaz probowal podac dlaczego u nich wystepuje pozadanie po 37 latach, a Ty co podales:


                    Właśnie. Zawsze może byc lepiej, więc z niecierpliwościa czekam na szczegóły, także na temat błędów mojej teorii.
                    • szopen_cn Re: Wont ma rację ? 04.11.14, 06:33
                      Ja tylko chcialem przyczepic sie do teori powodzenia i pozadania prezentowanej przez Marka. To, ze cos sprawdza sie w jego przypadku (z jego punktu widzenia) nie czyni z tego prawdy uniwersalnej.

                      Normalnie to bym sobie przeczytal i odpuscil ale ponizsze (luzno cytujac) bardzo mi sie nie spodobalo:
                      Jako inzynier z wyksztalcenia powiem wam, ze czesto nie wiadomo dlaczego cos dziala i lepiej nie wnikac w to zbyt gleboko bo moze sie spierdolic i przestac dzialac.

                      Czyli co?
                      Czary mary?
                      Wiem ale nie powiem bo i tak nie zrozumiecie?
                      Tak naprawde to nie wiem co i jak ale napewno mam racje.

                      U szopena (ktory jest inzynierem tak naprawde) taka wypowiedz wywoluje uczucie jakie pojawia sie przy jedzeniu szorstka drewniana lyzka.


                      Dlatego napisalem, ze (swietnie skrocone przez hello-kitty2):

                      18 lat w zwiazku + inne zasady niz u Marka (JAKIE!?) = seks i pozadanie.

                      To nie dowodzi, ze:
                      zasady jak u Marka =/= seks i pozadanie u Marka i jego zony

                      Ale dowodzi, ze:
                      zasady jak u Mark =/= seks i pozadanie u wszystkich w dlugotrwalych zwiazkach.

                      Czyli nie jest to prawda uniwersalna.
                      Osmiele sie stwierdzic, ze nie bedzie to rowniez prawda w wiekszosci przypadkow.

                      To bylo ogolnie.

                      hello-kitty2 napisała:
                      Ale do tematu wniosles jeszcze mniej niz Marek.
                      Czym wartosciowym w temacie sie tu z nami podzieliles? Gdzie ten sekret pozadania w dlugoterminowym zwiazku?

                      Mniej ogolnie i pokazujac roznice w zasadach (luzne cytaty wyrwane z roznych wypowiedzi Marka):
                      M: Ozenilem sie z najladniejsza dziewczyna w okolicy i bardzo jestem z tego powodu dumny.
                      Sz: Poniewaz ja mieszkalem w innej bajce to zwiazki z bardzo pieknymi dziewczynami nie byly niczym nadzwyczajnym. Dlatego ozenilem sie z przecietnie wygladajaca dziewczyna, ktorej osobowosc i glod zycia bardzo mi zaimponowaly.

                      M: Praca nad swoim cialem, uprawianie sportu itd. jest czynnikiem pozadania.
                      Sz: Ani szopen ani malzonka sportow nie uprawiali i nie uprawiaja. Po prostu zyja aktywnie i nie przejawiaj zadnych obsesji wygladu czy ciala. Malzonka szopena nigdy nie nosi makijazu czy szpilek, szopen jest lysy i ma odstajace uszu. Styl zycia i genetyka pozwalaja na trzymanie wagi.

                      M: Mezczyzna musi byc przywodca stada, zona siedzi w domu, pachnie i pieknie wypelnia bluzki.
                      Sz: U nas nie ma przywodcy. Kiedy sie nie zgadzamy w jakiejs sprawie rozmawiamy i pozniej podejmujemy decyzje.
                      Kiedy sie poznalismy, zona rowniez pracowala na w miare wysokim stanowisku. Potem oboje dalej sie wspinalismy w gore, zona miala polroczna przerwe na jedno dziecko i kontynuowala kariere dochodzac wysoko. Po tym jak sie zdecydowalismy zmienic bajke i wyjechac do Australii zona dalej caly czas pracuje. Pomimo tego, ze szopen zarabial i zarabia dobrze i nie zawsze praca zony nam sie oplacala finansowo. Szopen nie wyobraza sobie zwiazku z kura domowa, nawet gdyby byla bardzo ladna.

                      M: znajdowanie swojego funu w seksie samodzielnie i niewymaganie jego od partnera,
                      Sz: Satysfakcja z przyjemnosci parterki/partnera daje najwiekszy odjazd.

                      M: Pożądanie to ogień, zaborczość, zwierzęca siła, dominacja, egoizm, i zwyczajnie podporządkowanie sobie kobiety z którą jestem.
                      Sz: Pozadanie to nieustajaca ochota na bliskosc i seks z ta wlasnie osoba. Takie pozdadanie najbardziej podbija taka sama ochota na bliskosc i seks z drugiej strony.

                      Chyba widac zasadnicze roznice.

                      Co wiecej.
                      Jak triss slusznie napisala powyzej by w zwiazku gralo (bo nic nie zabija pozadania jak ciagle spory i niezgoda) oboje ludzie musza miec podobne wartosci i "poglady".
                      My oboje kiedys wspinalismy sie po szczeblach kariery a pozniej stwierdzilismy, ze nie warto bo w zyciu sa wazniejsze rzeczy. W bardzo wielu kwestiach mamy podobne poglady.
                      Pochodzimy z bardzo roznych kultur (co dla wielu osob jest bariera nie do przeskoczenia) ale oboje dlugie lata spedzilismy w spolecznosci kulturowo tak wymieszanej, ze czlowiek byl zmuszony nauczyc sie tolerancji i akceptacji.
                      Stac nas na zycie i zyjemy tak jak nas stac. Zupelny brak chorobliwych materialnych ambicji. Mamy czas by zyc.
                      Zdarzylo nam sie w zyciu kilka skrajnych sytuacji i poradzilismy sobie razem (mieszkalismy juz w wielu miejscach bo tak nas zycie rzucalo). To buduje zaufanie i dume z drugiej osoby.
                      Wiemy, ze mozemy na siebie liczyc. Trzydziesci metrow pod woda musisz wiedziec, ze mozesz polegac na partnerze na 100%.

                      Pozadanie jest w glowie.
                      • marek.zak1 Re: Wont ma rację ? 04.11.14, 09:06
                        szopen_cn napisał:

                        > Ja tylko chcialem przyczepic sie do teori powodzenia i pozadania prezentowanej przez Marka. To, ze cos sprawdza sie w jego przypadku (z jego punktu widzenia) nie czyni z tego prawdy uniwersalnej.

                        W naukach przyrodnivczych a także w chemii nie ma takich praw. Niemniejjednak jesli komus cos sie sprawdziło, należy za\stanowić się nad przyczyną.


                        Normalnie to bym sobie przeczytal i odpuscil ale ponizsze (luzno cytujac) bardzo mi sie nie spodobalo:
                        > Jako inzynier z wyksztalcenia powiem wam, ze czesto nie wiadomo dlaczego cos dziala i lepiej nie wnikac w to zbyt gleboko bo moze sie spierdolic i przestac dzialac.
                        > Czyli co? Czary mary?

                        Nie. W chemii, bo te studiowałem, teorie dobiera się do rzeczywstości. Praw nie ma wielu, przewżają reguły. Właściwie nie można z góry przewidzieć, czy reakcja zajdzie, czy tez nie.

                        > Dlatego napisalem, ze (swietnie skrocone przez hello-kitty2):
                        > To nie dowodzi, ze: zasady jak u Marka =/= seks i pozadanie u Marka i jego zony
                        >
                        > Ale dowodzi, ze:
                        > zasady jak u Mark =/= seks i pozadanie u wszystkich w dlugotrwalych zwiazkach.
                        >
                        > Czyli nie jest to prawda uniwersalna.

                        Napisalem, nie ma takich. Sa tylko reguły, od ktorych jest mnóstwo wyjatków.


                        > M: Ozenilem sie z najladniejsza dziewczyna w okolicy i bardzo jestem z tego pow
                        > odu dumny.
                        > Sz: Poniewaz ja mieszkalem w innej bajce to zwiazki z bardzo pieknymi dziewczynami nie byly niczym nadzwyczajnym. Dlatego ozenilem sie z przecietnie wygladajaca dziewczyna, ktorej osobowosc i glod zycia bardzo mi zaimponowaly.

                        OK. Ja o o sobowości nie pisze, bo moim zdanie, z pożądaniem nie ma to wiele wspolnego.

                        > M: Praca nad swoim cialem, uprawianie sportu itd. jest czynnikiem pozadania.
                        > Sz: Ani szopen ani malzonka sportow nie uprawiali i nie uprawiaja. Po prostu zyja aktywnie i nie przejawiaj zadnych obsesji wygladu czy ciala.

                        Ja nie mam obsesji. Uważam, że przy siedzacym trybie zycia sport i dbanie o własne ciało jest czyms tak naturalnym, jak mycie zębów. Samochodów możesz kupić sobie jeszcze sto a drugiego ciała nie dostaniesz.

                        > M: Mezczyzna musi byc przywodca stada, zona siedzi w domu, pachnie i pieknie wypelnia bluzki.

                        Powtarzam po raz enty. Żona w domu to osoba pracująca NIEOPŁACANA. Niepracujaca jest słowem wskazującym na lenistwo, czy nieróbstwa. Moja zona pracuje wiecej ode mnie.

                        > Kiedy sie poznalismy, zona rowniez pracowala na w miare wysokim stanowisku. Potem oboje dalej sie wspinalismy w gore, zona miala polroczna przerwe na jedno dziecko i kontynuowala kariere dochodzac wysoko. Po tym jak sie zdecydowalismy zmienic bajke i wyjechac do Australii zona dalej caly czas pracuje. Pomimo tego, ze szopen zarabial i zarabia dobrze i nie zawsze praca zony nam sie oplacala finansowo. Szopen nie wyobraza sobie zwiazku z kura domowa, nawet gdyby byla bardzo ladna.

                        Znowu ,,kura domowa". Ciekawe by było, gdyby Twoja zona miała trójke dzieci. Chodziłyby do żłobków i przedszkoli z kluczami na szyi?
                        Jeszcze raz protestuje przeciwko pogardliwemu nazywaniu kobiet wychowujacych dzieci ,,niepracujacymi".

                        > M: znajdowanie swojego funu w seksie samodzielnie i niewymaganie jego od partnera,
                        > Sz: Satysfakcja z przyjemnosci parterki/partnera daje najwiekszy odjazd.

                        Szanuje Twój pogląd.

                        > M: Pożądanie to ogień, zaborczość, zwierzęca siła, dominacja, egoizm, i zwyczajnie podporządkowanie sobie kobiety z którą jestem.
                        > Sz: Pozadanie to nieustajaca ochota na bliskosc i seks z ta wlasnie osoba. Takie pozdadanie najbardziej podbija taka sama ochota na bliskosc i seks z drugiej strony.

                        Pani Perel jest innego zdania i ja się z nia zgadzam.

                        > Stac nas na zycie i zyjemy tak jak nas stac. Zupelny brak chorobliwych materialnych ambicji. Mamy czas by zyc.

                        A przepraszam, wywróciłes swoje zycie i wyjechałes do Australii nie po to, żeby poprawić sobie jego standard? My wychowalismy troje dzieci, a dzieci są baardzo kosztowne. Gdybysmy mieli takie chorobliwe ambicje w ogóle nie mielibyśmy dzieci, bo rujnuja domowy budżet.


                        > Zdarzylo nam sie w zyciu kilka skrajnych sytuacji i poradzilismy sobie razem (mieszkalismy juz w wielu miejscach bo tak nas zycie rzucalo). To buduje zaufanie i dume z drugiej osoby.
                        > Wiemy, ze mozemy na siebie liczyc. Trzydziesci metrow pod woda musisz wiedziec, ze mozesz polegac na partnerze na 100%.

                        Nie widzę sprzeczności z moja opinią. Zaufanie jest podstawą. Co ma jednak do pożądania?
                        • afterthestorm Re: Wont ma rację ? 04.11.14, 09:45
                          Zaufanie z pożądaniem ma to wspólnego, że bez oporów możesz swoje fantazje realizować z kimś, kogo znasz - bez słów, bez pytań, bez zdziwienia.
                          • kag73 Re: Wont ma rację ? 04.11.14, 09:52
                            afterthestorm napisała:
                            > Zaufanie z pożądaniem ma to wspólnego, że bez oporów możesz swoje fantazje real
                            > izować z kimś, kogo znasz - bez słów, bez pytań, bez zdziwienia.

                            Akurat! Powiedz teraz swojemu partnerowi, ze chcesz z siedmioma naraz a on niech przykucnie i nas Was patrzy. Ach nie, nie mow mu, po prostu to zrob! ;))
                            • marek.zak1 Re: Wont ma rację ? 04.11.14, 10:11
                              kag73 napisała:

                              > afterthestorm napisała:
                              > > Zaufanie z pożądaniem ma to wspólnego, że bez oporów możesz swoje fantazje realizować z kimś, kogo znasz - bez słów, bez pytań, bez zdziwienia.
                              >
                              > Akurat! Powiedz teraz swojemu partnerowi, ze chcesz z siedmioma naraz a on niech przykucnie i nas Was patrzy. Ach nie, nie mow mu, po prostu to zrob! ;)).

                              Step by step. Niech zacznie od dwóch wielkich czarnych :)
                            • afterthestorm Re: Wont ma rację ? 04.11.14, 10:15
                              Fantazje to już każdy ma indywidualne i nie podlegające ocenie ani dyskusji z osobami postronnymi.
                              Litości, tą drogą to do każdego słowa innej osoby można się przypieprzyć i zepsuć każdy ciekawy wątek.
                              • kag73 Re: Wont ma rację ? 04.11.14, 10:36
                                afterthestorm napisała:
                                > Fantazje to już każdy ma indywidualne i nie podlegające ocenie ani dyskusji z o
                                > sobami postronnymi.
                                > Litości, tą drogą to do każdego słowa innej osoby można się przypieprzyć i zeps
                                > uć każdy ciekawy wątek.
                                Masz racje, sorry, ale nie moglam sie po prostu pohamowac;))
                          • marek.zak1 Re: Wont ma rację ? 04.11.14, 11:37
                            afterthestorm napisała:

                            > Zaufanie z pożądaniem ma to wspólnego, że bez oporów możesz swoje fantazje realizować z kimś, kogo znasz - bez słów, bez pytań, bez zdziwienia.

                            No niestety, pożądanie i zaufanie sa czynnikami zupełnie od siebie niezaleznymi. Pożądam kobietę, gdyz mi sie podoba i jest seksowna/atrakcyjna, a nie dlatego, ze mam do niej zaufanie.. Pożadanie jest ode mnie zupełnie niezależne I nim nie steruję. Jest albo nie ma.
                            • jesod Pożądam kobietę 04.11.14, 12:00
                              marek.zak1 napisał:
                              > . Pożądam kobietę, gdyz mi sie podoba i jest seksowna/atrakcyjna, a nie dlateg
                              > o, ze mam do niej zaufanie..

                              Pożądać czyli chcieć posiąść... Ale to dziwne chcieć posiąść coś do czego nie ma się zaufania.
                              U Pana Pisarza pożądanie jest równoznaczne z chęcią do poużywania, w związku z powyższym zaufanie nie jest potrzebne zupełnie do niczego. Ja to bym raczej nazwała instrumentalizmem seksualnym...

                              marek.zak1 napisał:
                              > Pożadanie jest ode mnie zupełnie niezależne I nim nie steruję. Jest albo nie ma.

                              To głupie... Właśnie o fakt i efekt sterowania tutaj chodzi.
                              Pożądanie jest pragnieniem, między innymi właśnie posiadania w sensie fizycznym/seksualnym, ale w realizacji czymś innym są nasze pragnienia, a czymś innym zachowania.
                            • afterthestorm Re: Wont ma rację ? 04.11.14, 12:32
                              marek.zak1 napisał:
                              > No niestety, pożądanie i zaufanie sa czynnikami zupełnie od siebie niezaleznymi
                              > . Pożądam kobietę, gdyz mi sie podoba i jest seksowna/atrakcyjna, a nie dlateg
                              > o, ze mam do niej zaufanie.. Pożadanie jest ode mnie zupełnie niezależne I nim
                              > nie steruję. Jest albo nie ma.

                              Wiesz, watek dotyczy pożądania w stałym związku i nie uwierzę, że po wielu latach pożądasz żonę wyłącznie za jej fizyczność/atrakcyjność (rozumiem, że fizyczną), seksowność (tu też lata biologiczne mają znaczenie), szczególnie, że chyba z wiekiem ta sfera jest u wszystkich akurat malejąca wartością. W stałym związku źródło pożądania nie ogranicza się do pożądania cielesnego/fizycznego i jako człowiek aspirujący do literata powinieneś to wiedzieć. Ale do pewnej wiedzy dochodzi się latami, jednym to zajmuje mniej, innym więcej. Generalnie można chcieć z kimś odlecieć w łóżku własnie dlatego, że wiesz jaki ten ktoś jest (w rozmaitych aspektach siebie). Dla ciebie i ogóle jako osoba. I super, jeżeli taki komfort posiadasz z wieloletnim partnerem.
                              A bardzo naiwne jest twierdzenie, że po trzydziestu iluś latach z żoną jesteś w stanie w swoim pożądaniu jej (to jest kluczowe słowo: JEJ) odgraniczyć aspekt fizyczny od reszty. Chyba, że masz jakąś autorski model schizofrenii na taki przypadek :)

                              Czym innym zaś jest pożądanie generalnie - może o tym piszesz? I tu się zgodzę. Jasne, że można pożądać kogoś, kogo tylko widzisz, nie znasz, a wszystko ci staje na jego widok (lub drga przynajmniej). Ale nie o pożądaniu nieznajomego/ej jest wątek. To chyba wypadałoby rozgraniczyć.
                              • mabelle2000 Re: Wont ma rację ? 04.11.14, 12:41
                                afterthestorm napisała:

                                > A bardzo naiwne jest twierdzenie, że po trzydziestu iluś latach z żoną jesteś w
                                > stanie w swoim pożądaniu jej (to jest kluczowe słowo: JEJ) odgraniczyć aspekt
                                > fizyczny od reszty. Chyba, że masz jakąś autorski model schizofrenii na taki pr
                                > zypadek :)

                                Oj tam, wszystko przeciez mozna zawrzec w jednym zdaniu " Jak sie masturbujesz, to zamknij oczy" ;-)))
                                • kag73 Re: Wont ma rację ? 04.11.14, 12:56
                                  Mnie sie wydaje, ze Marek nie jest tego swiadomy, czy tez nie zdaje sobie sprawy z takich zaleznosci, sie nad tym nie zastanawia, bo nie ma takiej koniecznosci. Wszystko gra, pozytywnie, jest ochota na seks, jest seks, jest OK.
                                  Poza tym gdzies tam na poczatku wymienil swoje punkty, ktore maja wplyw na pozadanie/seks w dlugoletnim zwiazku.
                              • hello-kitty2 Re: Wont ma rację ? 04.11.14, 13:07
                                afterthestorm napisała:

                                > A bardzo naiwne jest twierdzenie, że po trzydziestu iluś latach z żoną jesteś w
                                > stanie w swoim pożądaniu jej (to jest kluczowe słowo: JEJ) odgraniczyć aspekt
                                > fizyczny od reszty. Chyba, że masz jakąś autorski model schizofrenii na taki pr
                                > zypadek :)

                                Marek jest bardzo podstawowym modelem mezczyzny. Choc dla Ciebie i dla mnie wydaje sie to niewyobrazalne, plytkie i glupie po prostu to jemu wystarcza to, ze ona jest ladna. Dlatego tak to podkresla w kazdym poscie. Ten sam model to Kutuzow. Kobieta-luskusowa rzecz, ktora mam czy do ktorej mam wylaczny dostep, rodzaj wlasnosci. A te sie ciesza, ze sie podobaja i tak sie to kreci.

                                Obok takich mezczyzn sa inni jak Szopen, Urqu czy Wont dla ktorych pozadanie nie sprowadza sie do wygladu babki. Mysle, ze u wiekszosci sie nie sprowadza wiec nie ma co sie ogladac na wyjatki takie jak Marek.
                                • marek.zak1 Re: Wont ma rację ? 04.11.14, 13:36
                                  hello-kitty2 napisała:

                                  > Marek jest bardzo podstawowym modelem mezczyzny. Choc dla Ciebie i dla mnie wydaje sie to niewyobrazalne, plytkie i glupie po prostu to jemu wystarcza to, ze ona jest ladna.

                                  Nie wystarcza. Moja zona jest fajna, sprawdzona I bardzo dla mnie dobra, inteligentna iii. Tutaj piszemy o pożądaniu. Tak więc zona moze byc sprawdzona, dobra, inteligentna I jej facet jej nie pożada. Przeczytaj, ale tu jest w 50% watków.

                                  Dlatego tak to podkresla w kazdym poscie. Ten sam model to Kutuzow. Kobieta-luskusowa rzecz, ktora mam czy do ktorej mam wylaczny dostep, rodzaj wlasnosci. A te sie ciesza, ze sie podobaja i tak sie to kreci.

                                  Tak jest.

                                  > Obok takich mezczyzn sa inni jak Szopen, Urqu czy Wont dla ktorych pozadanie nie sprowadza sie do wygladu babki. Mysle, ze u wiekszosci sie nie sprowadza wiec nie ma co sie ogladac na wyjatki takie jak Marek.

                                  Pożądanie jest w głównej mierze seksownoscią, tak więc wygląd plus otoczka, uśmiech, głos...
                                  Moge byc miły, dowcipny, intelgentny, i za to moja zona moze mnie kochać, ale gdybym był sflaczałym misiem, obawiam sie, ze z pożądaniem byłoby gorzej, nawet duzo gorzej. Nie [pieprz, że nie podobaja Ci sie faceci z torsem i kaloryferami.

                                  • hello-kitty2 Re: Wont ma rację ? 04.11.14, 14:13
                                    marek.zak1 napisał:

                                    > Moge byc miły, dowcipny, intelgentny, i za to moja zona moze mnie kochać, ale g
                                    > dybym był sflaczałym misiem, obawiam sie, ze z pożądaniem byłoby gorzej, nawet
                                    > duzo gorzej. Nie [pieprz, że nie podobaja Ci sie faceci z torsem i kaloryferami
                                    > .

                                    Podobaja ale przeciez ich nie pozadam. Nigdy nie wyobrazalam sobie Schwarzeneggera na mnie ;) Dobra nie ma co tego walkowac, ja wiem, ze mezczyzni stawiaja na urode, ja po prostu omijam lukiem tych co sie na niej fiksuja. Nie wiem czemu sluzy ciagle podkreslanie czyjejs urody? Czyli jak wybuch mi urwie zuchwe czy rak zezre mi cyca to wypad? Nie chce w ogole o tym myslec. Wole zachwycac sie jego klata w milczeniu.
                                • kag73 Re: Wont ma rację ? 04.11.14, 17:37
                                  > Obok takich mezczyzn sa inni jak Szopen, Urqu czy Wont dla ktorych pozadanie ni
                                  > e sprowadza sie do wygladu babki. Mysle, ze u wiekszosci sie nie sprowadza wiec
                                  > nie ma co sie ogladac na wyjatki takie jak Marek.
                                  Nie chcialabym Cie rozczarowywac, ale obawiam sie, ze sie mylisz, Marek nie jest wyjatkiem:}
                                  Przede wszystkim dla wiekszosci(rowniez kobiet) od optyki/wygladu sie zaczyna.
                                  Potem dochodzi reszta. Ale nie ma sie co zalmywac, bo jak to mawiaja jednemu sie podoba matka a drugiemu corka. Problem jak okazuje sie, ze poza ta piekna szata nic tam wiecej nie ma :( Ale to nie przypadek u Marka.
                                  I w dodatku nikt nie uwaza za brzydkie tego co kocha:)
                                  Apropos Urqu sam tu napisal jakie kryterium maja faceci szukajac babki.
                                  A wont, co wont, potrzebuje ciagle nowej, co nie znaczy, ze nie liczy sie dla niego uroda :)






                                  • marek.zak1 Re: Wont ma rację ? 04.11.14, 17:44
                                    kag73 napisała:

                                    Nie chcialabym Cie rozczarowywac, ale obawiam sie, ze sie mylisz, Marek nie jes
                                    > t wyjatkiem:}
                                    > Przede wszystkim dla wiekszosci(rowniez kobiet) od optyki/wygladu sie zaczyna.

                                    No oczywiscie, ileż to peanów tu czytałem na temat kaloryferów. I co - nie podobaja już się :)?

                                    > Potem dochodzi reszta. Ale nie ma sie co zalmywac, bo jak to mawiaja jednemu sie podoba matka a drugiemu corka. Problem jak okazuje sie, ze poza ta piekna szata nic tam wiecej nie ma :( Ale to nie przypadek u Marka.

                                    Oczywiście, że nie.


                                    > I w dodatku nikt nie uwaza za brzydkie tego co kocha:).

                                    Oto dowód. Czy ona nie jest piekna :)?
                                    zakbajka.blog.onet.pl/2014/11/03/w-jesiennym-sloncu-in-the-automn-sun/
                                    • kag73 Re: Wont ma rację ? 04.11.14, 17:46
                                      Tak, to dowod, uwielbiam te Twoja Sowe, ale ona nie jest piekna, jest slodka, po prostu slodziara, ale piekna nie jest:))
                                  • urquhart Re: Wont ma rację ? 04.11.14, 19:01
                                    > Apropos Urqu sam tu napisal jakie kryterium maja faceci szukajac babki.

                                    Pisał że parametr wyglądu jest kluczowy i odróżnia ocenę atrakcyjności facetów i babek ale że to warunek konieczny zwykle niewystarczający.
                                    Kiedy ty, zaklęta i mujerka pisałyście absolutne banialuki i poklepywałycie sie wzajemnie po ramieniu że ocena atrakcyjności przy dobieraniu jest taka sama dla obu płci i niczym się nie rożni...
                                    • kag73 Re: Wont ma rację ? 04.11.14, 19:26
                                      Ja pisze za siebie, jestem powierzchowna, wyglad faceta/atrakcyjnosc fizyczna ma dla mnie kluczowe znaczenie. Jest warunkiem, dla mnie, koniecznym ale niewystarczajacym.
                                      A Ty, urqu, pislaes, ze kobiety maja cala liste wymagan/oczekiwan, a faceci chca Tylko urody:)
                                      • marek.zak1 Re: Wont ma rację ? 04.11.14, 20:04
                                        kag73 napisała:

                                        > Ja pisze za siebie, jestem powierzchowna, wyglad faceta/atrakcyjnosc fizyczna ma dla mnie kluczowe znaczenie. Jest warunkiem, dla mnie, koniecznym ale niewystarczajacym.

                                        Ja mam dokładnie tak samo. A Kitty napisała, że jestem wyjątkiem :)
                        • szopen_cn Re: Wont ma rację ? 05.11.14, 01:26
                          marek.zak1 napisał:

                          > szopen_cn napisał:
                          > Normalnie to bym sobie przeczytal i odpuscil ale ponizsze (luzno cytujac) bard
                          > zo mi sie nie spodobalo:
                          > > Jako inzynier z wyksztalcenia powiem wam, ze czesto nie wiadomo dlaczego
                          > cos dziala i lepiej nie wnikac w to zbyt gleboko bo moze sie spierdolic i przes
                          > tac dzialac.
                          > > Czyli co? Czary mary?

                          Na co Marek odpisal:
                          > Nie. W chemii, bo te studiowałem, teorie dobiera się do rzeczywstości. Praw nie
                          > ma wielu, przewżają reguły. Właściwie nie można z góry przewidzieć, czy reakcj
                          > a zajdzie, czy tez nie.

                          Alez oczywiscie masz racje.
                          Dlatego w sterowniach fabryk chemicznych, farmaceutycznych czy spozywczych do obowiazkowego wyposazenia stanowiska inzyniera nalezy wazon z bukietem stokrotek.
                          Siedzi taki inzynier, popija herbate, dlubie w nosie i obrywa platki ze stokrotek zastanawiajac sie co sie stanie w instalacji za kilkadziesiat milionow dolarow produkujacej powiedzmy viagre:
                          - Wyjdzie mi...
                          - Nie wyjdzie mi...
                          - Wyjdzie mi...
                          - Nie wyjdzie...
                          ...
                          (Ostatni platek oderwany)
                          - Nie wyjdzie..

                          O cholera, bedzie nastepna partia na export do Europy Wschodniej, jak im nie bedzie stawac to zwalimy to na stres w zyciu i wojne na Ukrainie....

                          - Zenek, dawaj nastepna stokrotke...


                          Czy moze jednak tacy inzynierowie zwykle wiedza co i jak?

                          marek.zak1 napisał:
                          > > M: Ozenilem sie z najladniejsza dziewczyna w okolicy i bardzo jestem z te
                          > go pow
                          > > odu dumny.
                          > > Sz: Poniewaz ja mieszkalem w innej bajce to zwiazki z bardzo pieknymi dzi
                          > ewczynami nie byly niczym nadzwyczajnym. Dlatego ozenilem sie z przecietnie wyg
                          > ladajaca dziewczyna, ktorej osobowosc i glod zycia bardzo mi zaimponowaly.
                          >
                          > OK. Ja o o sobowości nie pisze, bo moim zdanie, z pożądaniem nie ma to wiele ws
                          > polnego.

                          Moim zdaniem z pozadaniem w zwiazku ma to bardzo duzo wspolnego i jest byc moze sprawa najbardziej istotna by to pozadanie utrzymac.

                          > Szopen nie wyobraza sobie zwiazku z kura domowa, nawet gdyby byl
                          > a bardzo ladna.
                          >
                          > Znowu ,,kura domowa". Ciekawe by było, gdyby Twoja zona miała trójke dzieci. Ch
                          > odziłyby do żłobków i przedszkoli z kluczami na szyi?

                          Nie wiem jak jest w swiecie Marka. W swiecie szopena ludzie decyduja sie ile chca miec dzieci czyli to nie jest zaden argument.

                          > Sz: Stac nas na zycie i zyjemy tak jak nas stac. Zupelny brak chorobliwych ma
                          > terialnych ambicji. Mamy czas by zyc.
                          >
                          > A przepraszam, wywróciłes swoje zycie i wyjechałes do Australii nie po to, żeby
                          > poprawić sobie jego standard?

                          My przeprowadzilismy sie do Australi (po prostu kolejna przeprowadzka a nie wywracanie zycia) glownie po to by corka mogla chodzic do normalnej szkoly a nie miedzynarodowej szkoly pelnej dzieci, ktorym niania nosi teczke do szkoly. Jest tu tez zdecydowanie czysciej, pusto i co bardzo istotne ryby sa wieksze i lepiej biora. Przyjezdzajac wiedzialem, ze pracujac na takim samym stanowisku zarobie mniej a zycie bedzie kosztowac duzo wiecej bo to jeden z najdrozszych krajow na swiecie.

                          My wychowalismy troje dzieci, a dzieci są baardz
                          > o kosztowne. Gdybysmy mieli takie chorobliwe ambicje w ogóle nie mielibyśmy dz
                          > ieci, bo rujnuja domowy budżet.

                          Piszac o chorobliwych ambicjach mialem na mysli ludzi chcacych zyc na poziomie, na ktory ich nie stac. To powoduje zbyt duze kredyty, stres, konflikt i brak czasu by zyc.

                          Jesli zdecydowaliscie sie na troje dzieci to chyba logiczne, ze zdecydowaliscie sie na poswiecenie im odpowiedniej ilosci czasu i koszt wychowania tych dzieci.

                          W naszym przypadku nawet nie zastanawialismy sie nad taka opcja.

                          Marek rowniez napisal:

                          > Nie widzę sprzeczności z moja opinią. Zaufanie jest podstawą. Co ma jednak do p
                          > ożądania?

                          Jesli zaufanie jest podstawa dlugoterminowego zwiazku to bez niego nie bedzie tego pozadania w tym dlugoterminowym zwiazku.

                          Prosze zauwaz Marek, ze moje i Twoje zycie to sa tak rozne bajki, ze roznice w naszych zwiazkach i zasadach na jakich dzialaja sa ogromne.

                          Jesli zalozyc, ze obaj piszemy prawde o swoich zwiazkach (co akurat mozna zalozyc bo obaj nie piszemy anonimowo) to chyba raczej nalezy spojrzec na podobienstwa.

                          1. Ja tez uwazam, ze ozenilem sie z fantastyczna dziewczyna i mialem ogromne szczescie, ze na nia trafilem a ona zdecydowala sie na zwiazek. Z mojego punktu widzenia jest bardzo atrakcyjna i jako osoba i jako kobieta. Im dluzej jestem w zwiazku tym bardziej jestem o tym przekonany. Nie ma to nic wspolnego z tym czy inni uwazaja ja za atrakcyjna (o czym wont niedawno pisal).
                          2. Ja i malzonka mamy zblizone poglady i system wartosci. To nie jest tak, ze nigdy nie ma konfliktow o rozne sprawy ale wiemy ja takie konflikty rozwiazywac. Mamy rowniez bardzo rozne temperamenty.
                          (Co ciekawe Ty chyba nigdy nie piszesz o problemach i konfliktach w Twoim zwiazku).
                          3. Wiem, ze malzonka czasem odczuwa wiecej niz odrobine podziwu dla mnie. Z rozmaitych powodow.
                          4. Seks gra dla obu stron i obie strony sie do tego seksu garna.
                          5. Zadowolenie ze swojej pozycji w zyciu i wszechswiecie.

                          Mysle, ze reszte czynnikow, ktore wymieniasz (zwierzece ryki, dominacja, podporzadkowanie sobie kobiety, egoizm, znajdowanie wlasnego fanu bez uwagi na fun drugiej osoby) mozemy sobie zaliczyc do czynnikow dzialajacych w zwiazku Marka a nie czynnikow uniwersalnych.
                          • fanny Re: Szopen_cn ma rację ? 05.11.14, 07:56
                            szopen_cn napisał:

                            > Dlatego w sterowniach fabryk chemicznych, farmaceutycznych czy spozywczych do o
                            > bowiazkowego wyposazenia stanowiska inzyniera nalezy wazon z bukietem stokrotek
                            > .
                            > Siedzi taki inzynier, popija herbate, dlubie w nosie i obrywa platki ze stokrot
                            > ek zastanawiajac sie co sie stanie w instalacji za kilkadziesiat milionow dolar
                            > ow produkujacej powiedzmy viagre:
                            > - Wyjdzie mi...
                            > - Nie wyjdzie mi...
                            > - Wyjdzie mi...
                            > - Nie wyjdzie...
                            > ...
                            > (Ostatni platek oderwany)
                            > - Nie wyjdzie..

                            Nie mam pojecia jak jest w fabrykach chemicznych czy spozywczych, ale wiem, ze w farmaceutycznych jest dokladnie tak, jak piszesz. Wejdz sobie w wikipedii we wpis o jakisms nowoczesnym leku, zdziwisz sie przy jak wielu jest dopisek "mechanizm dzialania nie jest do konca wyjasniony" :P


                            > Nie wiem jak jest w swiecie Marka. W swiecie szopena ludzie decyduja sie ile ch
                            > ca miec dzieci czyli to nie jest zaden argument.
                            >
                            > > Sz: Stac nas na zycie i zyjemy tak jak nas stac. Zupelny brak chorobliwyc
                            > h ma
                            > > terialnych ambicji. Mamy czas by zyc.

                            U fanny jest tak samo :)

                            >
                            > My przeprowadzilismy sie do Australi (po prostu kolejna przeprowadzka a nie wyw
                            > racanie zycia) glownie po to by corka mogla chodzic do normalnej szkoly a nie m
                            > iedzynarodowej szkoly pelnej dzieci, ktorym niania nosi teczke do szkoly.

                            My dokonalismy kolejnej przeprowadzki, by stac nas bylo na najlepsze szkoly i uniwersytety dla dzieci. W HK wyladowalismy, bo od 15 lat marzylismy by wlasnie tu mieszkac na tym etapie naszego zycia. Powszechnosc faktu zatrudniania foreign domestic helper i czeste traktowanie jej jak niewolnika nie jest akurat czyms, z czego jestem dumna myslac o moim kraju, ale tak tu po prostu juz jest - czesc kultury, z ktora walcze tylko na swoja miare, czyli sama myjac swoj wlasny kibel.

                            Jest
                            > tu tez zdecydowanie czysciej, pusto i co bardzo istotne ryby sa wieksze i lepie
                            > j biora. Przyjezdzajac wiedzialem, ze pracujac na takim samym stanowisku zarobi
                            > e mniej a zycie bedzie kosztowac duzo wiecej bo to jeden z najdrozszych krajow
                            > na swiecie.

                            Na wyspie na ktorej mieszkam tez jest czysto, pusto a i ryby w morzu 500 metrow od mojego domu sa duze. Przyjechalismy, bo wiedzielismy, ze na tym samym stanowisku maz zarobi tyle samo, ale zamiast 45% podatku jak w UK, w HK efektywnie placimy 7.5%
                            Wiec mimo, ze to tez jeden z najdrozszych krajow na swiecie a mieszkania chyba mamy drozsze jeszcze niz u Was, to stac nas na zycie, ktore nazwalabym obscenicznym, wiec staramy sie nie korzystac ze wszystkich mozliwosci, ktore daja tutaj pieniadze.


                            Shopen_cn (czy 'cn' to skrot od tego o czym mysle?) dalej napisal:

                            >
                            > 1. Ja tez uwazam, ze ozenilem sie z fantastyczna dziewczyna i mialem ogromne sz
                            > czescie, ze na nia trafilem a ona zdecydowala sie na zwiazek. Z mojego punktu w
                            > idzenia jest bardzo atrakcyjna i jako osoba i jako kobieta. Im dluzej jestem w
                            > zwiazku tym bardziej jestem o tym przekonany. Nie ma to nic wspolnego z tym czy
                            > inni uwazaja ja za atrakcyjna (o czym wont niedawno pisal).
                            > 2. Ja i malzonka mamy zblizone poglady i system wartosci. To nie jest tak, ze n
                            > igdy nie ma konfliktow o rozne sprawy ale wiemy ja takie konflikty rozwiazywac.
                            > Mamy rowniez bardzo rozne temperamenty.
                            > (Co ciekawe Ty chyba nigdy nie piszesz o problemach i konfliktach w Twoim zwiaz
                            > ku).
                            > 3. Wiem, ze malzonka czasem odczuwa wiecej niz odrobine podziwu dla mnie. Z roz
                            > maitych powodow.
                            > 4. Seks gra dla obu stron i obie strony sie do tego seksu garna.
                            > 5. Zadowolenie ze swojej pozycji w zyciu i wszechswiecie.
                            >

                            Pozwol, ze podpisze sie pod Twoimi bardzo madrymi, wedlug mnie, punktami.
                            Dodam jedynie, jako ze to w koncu BSM, ze gdy mnie cos w punkcie 5 zaczyna uwierac, to przestaje sie garnac do seksu az do czasu gdy to wlasne zadowolenie uda mi sie odnalezc.


                            f.

                            P.S. Acha, my w naszym zwiazku miewamy problemy i konflikty, czasem nawet bardzo powazne.
                            • szopen_cn Re: Szopen_cn ma rację ? 06.11.14, 03:51
                              fanny napisała:

                              > Nie mam pojecia jak jest w fabrykach chemicznych czy spozywczych, ale wiem, ze
                              > w farmaceutycznych jest dokladnie tak, jak piszesz. Wejdz sobie w wikipedii we
                              > wpis o jakisms nowoczesnym leku, zdziwisz sie przy jak wielu jest dopisek "mech
                              > anizm dzialania nie jest do konca wyjasniony" :P

                              Czy my piszemy o produkcji leku i sytuacji kiedy w sumie nie wiadomo co tam produkuja czy tez o stosowaniu tego leku w leczeniu kiedy nie do konca wiadomo jak ten lek dziala.

                              To drugie to jest oczywistosc to pierwsze chyba nie.

                              fanny sie tez zapytala:

                              > Shopen_cn (czy 'cn' to skrot od tego o czym mysle?)

                              Kilkanascie lat spedzonych na polnoc od Twojej granicy.
                              Tam sie szopen dorobil _cn w nicku, bo zapomnial hasla do szopen.
                              • fanny Re: Szopen_cn ma rację ? 06.11.14, 05:56
                                szopen_cn napisał:

                                > Kilkanascie lat spedzonych na polnoc od Twojej granicy.
                                > Tam sie szopen dorobil _cn w nicku, bo zapomnial hasla do szopen.

                                To moze przez przypadek znasz osobe ktora kryje sie pod nickiem sevenseas?
                                Gdybys znal - to przekaz jej, prosze, te okrezna droga wyrazy mojego uznania za wpisy na PiG :)

                                f.
                          • marek.zak1 Re: Wont ma rację ? 05.11.14, 09:19
                            szopen_cn napisał:

                            Dlatego w sterowniach fabryk chemicznych, farmaceutycznych czy spozywczych do obowiazkowego wyposazenia stanowiska inzyniera nalezy wazon z bukietem stokrotek

                            Opracowywałes i prowadziłes sam procesy technologiczne w fabryce? Chyba nie, bo wiedziałbys, że wydajność procesu waha sie często o kilka do kilkunastu procent i często naprawdę nie wiadomo dlaczego. Moja obecna firma neleży do najnowoczesniejszych na świecie, a i w największej fabryce w Szwajcarii też to sie zdarza.

                            > > Szopen nie wyobraza sobie zwiazku z kura domowa, nawet gdyby byl a bardzo ladna.
                            > >
                            > > Znowu ,,kura domowa". Ciekawe by było, gdyby Twoja zona miała trójke dzieci. Chodziłyby do żłobków i przedszkoli z kluczami na szyi?
                            >
                            > Nie wiem jak jest w swiecie Marka. W swiecie szopena ludzie decyduja sie ile chca miec dzieci czyli to nie jest zaden argument.

                            Tak, w moim swiecie, jak sie uprawia bardzo często seks, to z prawa wielkich liczb wynika, że różne rzeczy sie zdarzyc moga. Żadne z naszych dzieci nie było planowanych. Sugerujesz, że żona powinna je usunąć, żeby kontynuować karierę zawodową?
                            >
                            > > Sz: Stac nas na zycie i zyjemy tak jak nas stac. Zupelny brak chorobliwych ma terialnych ambicji. Mamy czas by zyc.
                            > >
                            > > A przepraszam, wywróciłes swoje zycie i wyjechałes do Australii nie po to żeby poprawić sobie jego standard?
                            >
                            > My przeprowadzilismy sie do Australi (po prostu kolejna przeprowadzka a nie wywracanie zycia) glownie po to by corka mogla chodzic do normalnej szkoly a nie miedzynarodowej szkoly pelnej dzieci, ktorym niania nosi teczke do szkoly. Jest tu tez zdecydowanie czysciej, pusto i co bardzo istotne ryby sa wieksze i lepiej biora. Przyjezdzajac wiedzialem, ze pracujac na takim samym stanowisku zarobie mniej a zycie bedzie kosztowac duzo wiecej bo to jeden z najdrozszych krajow na swiecie.

                            Rozumiem, a na jakiej podstawie zacząles pisać o chorobliwych ambicjach u nas?

                            > My wychowalismy troje dzieci, a dzieci są baardz o kosztowne. Gdybysmy mieli takie chorobliwe ambicje w ogóle nie mielibyśmy dzieci, bo rujnuja domowy budżet.
                            >
                            > Piszac o chorobliwych ambicjach mialem na mysli ludzi chcacych zyc na poziomie, na ktory ich nie stac. To powoduje zbyt duze kredyty, stres, konflikt i brak c zasu by zyc.

                            To nas nie dotyczy. Nie mamy kredytów. Zyjemy, jak żyjemy.
                            >
                            > Jesli zdecydowaliscie sie na troje dzieci to chyba logiczne, ze zdecydowaliscie sie na poswiecenie im odpowiedniej ilosci czasu i koszt wychowania tych dzieci.

                            Myśmy sie na dzieci nie decydowali. To one same zadecydowały, że sie urodzą.

                            > > Nie widzę sprzeczności z moja opinią. Zaufanie jest podstawą. Co ma jednak do pożądania?
                            >
                            > Jesli zaufanie jest podstawa dlugoterminowego zwiazku to bez niego nie bedzie tego pozadania w tym dlugoterminowym zwiazku.

                            Sorry, to nie tak. Możesz miec stuprocentowe zaufanie do swojej kobiety i przestać ją pożądać.

                            >
                            > Prosze zauwaz Marek, ze moje i Twoje zycie to sa tak rozne bajki, ze roznice w naszych zwiazkach i zasadach na jakich dzialaja sa ogromne.
                            >
                            > Jesli zalozyc, ze obaj piszemy prawde o swoich zwiazkach (co akurat mozna zalozyc bo obaj nie piszemy anonimowo) to chyba raczej nalezy spojrzec na podobienst wa.
                            >
                            > 1. Ja tez uwazam, ze ozenilem sie z fantastyczna dziewczyna i mialem ogromne szczescie, ze na nia trafilem a ona zdecydowala sie na zwiazek. Z mojego punktu widzenia jest bardzo atrakcyjna i jako osoba i jako kobieta. Im dluzej jestem w zwiazku tym bardziej jestem o tym przekonany. Nie ma to nic wspolnego z tym czy inni uwazaja ja za atrakcyjna (o czym wont niedawno pisal).
                            > 2. Ja i malzonka mamy zblizone poglady i system wartosci. To nie jest tak, ze nigdy nie ma konfliktow o rozne sprawy ale wiemy ja takie konflikty rozwiazywac.
                            > Mamy rowniez bardzo rozne temperamenty.
                            > (Co ciekawe Ty chyba nigdy nie piszesz o problemach i konfliktach w Twoim zwiazku).
                            > 3. Wiem, ze malzonka czasem odczuwa wiecej niz odrobine podziwu dla mnie. Z rozmaitych powodow.
                            > 4. Seks gra dla obu stron i obie strony sie do tego seksu garna.
                            > 5. Zadowolenie ze swojej pozycji w zyciu i wszechswiecie.
                            >
                            > Mysle, ze reszte czynnikow, ktore wymieniasz (zwierzece ryki, dominacja, podporzadkowanie sobie kobiety, egoizm, znajdowanie wlasnego fanu bez uwagi na fun drugiej osoby) mozemy sobie zaliczyc do czynnikow dzialajacych w zwiazku Marka a nie czynnikow uniwersalnych.

                            Uniwersalnych nie ale dużo z nich zostało wymienionych na prezentacji. Z wieloma sie zgadzam.
                            Najważniejsze, że zony nas podziwiają. To jest najważniejsze :)
                            • szopen_cn Re: Wont ma rację ? 06.11.14, 04:02
                              marek.zak1 napisał:

                              > Opracowywałes i prowadziłes sam procesy technologiczne w fabryce?

                              Z tego zyje.
                              Ba, nawet kilka fabryk zbudowalem.

                              Chyba nie, bo
                              > wiedziałbys, że wydajność procesu waha sie często o kilka do kilkunastu procen
                              > t i często naprawdę nie wiadomo dlaczego. Moja obecna firma neleży do najnowocz
                              > esniejszych na świecie, a i w największej fabryce w Szwajcarii też to sie zdarz
                              > a.

                              Czy roznice w wydajnosci dowodza tego, ze ludzie zajmujacy sie tym nie wiedza co robia?
                              Czy moze po prostu tak jest proces zaprojektowany i to jest rzecz normalna?
                              Nie przekonasz mnie do wiary w czary mary.


                              > > Nie wiem jak jest w swiecie Marka. W swiecie szopena ludzie decyduja sie
                              > ile chca miec dzieci czyli to nie jest zaden argument.
                              >
                              > Tak, w moim swiecie, jak sie uprawia bardzo często seks, to z prawa wielkich li
                              > czb wynika, że różne rzeczy sie zdarzyc moga. Żadne z naszych dzieci nie było p
                              > lanowanych. Sugerujesz, że żona powinna je usunąć, żeby kontynuować karierę zaw
                              > odową?

                              Jak widac zyjemy w roznych swiatach.
                              A co by bylo gdyby zona chciala usunac by kontynuowac kariere?

                              > Rozumiem, a na jakiej podstawie zacząles pisać o chorobliwych ambicjach u nas?

                              Nigdzie nie pisalem o chorobliwych ambicjach u Ciebie konkretnie.
                              Napisalem, ze my zyjemy bez takich i dobrze nam tak.
                              • marek.zak1 Re: Wont ma rację ? 06.11.14, 08:30
                                szopen_cn napisał:

                                > Chyba nie, bo wiedziałbys, że wydajność procesu waha sie często o kilka do kilkunastu
                                > procent i często naprawdę nie wiadomo dlaczego.> Czy roznice w wydajnosci dowodza tego, ze ludzie zajmujacy sie tym nie wiedza c

                                > Czy moze po prostu tak jest proces zaprojektowany i to jest rzecz normalna?
                                > Nie przekonasz mnie do wiary w czary mary.

                                Tak, to normalne, ale często nie wiemy, dlaczego tak się dzieje. Wystarczy zmienić dostawce jednego z surowców i wydajność sie zmienia. Jakość i parametry tego surowca spełniaja nasze wymagania, a stosowany przez niego proces (audytowany) jest także identyczny. I co wtedy? Pisze sie opinię, że należy kupować od dostawcy X a od Y nie. Nikt nie wie dlaczego tak jest.
                                • urquhart Re: Wont ma rację ? 06.11.14, 09:06
                                  No właśnie surowiec idealny a realny dostępny To ją piszą że jest korelacja że ludzie uśmiechnięci na zdjęciach z dzieciństwa , czy kobiety z serdecznym stosunkiem uczuć do ojca mają pareset procent większe szanse na satysfakcjonujacy związek i seks.
                                  Tylko skąd ich brać w takiej ilości :)
                                  • marek.zak1 Re: Wont ma rację ? 06.11.14, 09:15
                                    urquhart napisał:

                                    > No właśnie surowiec idealny a realny dostępny To ją piszą że jest korelacja że ludzie uśmiechnięci na zdjęciach z dzieciństwa , czy kobiety z serdecznym stosunkiem uczuć do ojca mają pareset procent większe szanse na satysfakcjonujacy związek i seks.
                                    > Tylko skąd ich brać w takiej ilości :)

                                    Naprawdę dobra korelacja. To tez kwestia dostępności i ceny. Ten gorszy jest przewaznie dużo bardziej dostępny i tańszy, a lepszy jak mówi się w slangu ,,in a very short supply".
                          • hello-kitty2 Re: Za co podziw? 05.11.14, 09:21
                            szopen_cn napisał:

                            > 3. Wiem, ze malzonka czasem odczuwa wiecej niz odrobine podziwu dla mnie. Z roz
                            > maitych powodow.

                            Chcialam dopytac o ten podziw, nie tylko Ciebie ale wszystkich. Zgadzam sie z tym podziwiem, ze jest obowiazkowym elementem pozadania kobiety. Ale napiszcie uczciwie skad sie ten podziw bierze:
                            1. bo rzeczywiscie jest ZA CO podziwiac tego konkretnego mezczyzne,
                            2. bo ta konkretna kobieta ma po prostu wbudowana funkcje podziwu ;-)

                            Ja zauwazylam, ze zebym ja mogla podziwiac mezczyzne to:
                            1. nigdy to nie bedzie w sposob ciagly tylko od ewentualnego podziw-zdarzenia do kolejnego podziw-zdarzenia,
                            2. mam skonnosc do zanizania meskich sukcesow i generalnie widzenia mezczyzny nizej per se, moze dlatego ze leci na urode, co wydaje mi sie prymitywne ;)

                            Wiec pytam panie: za co podziwiacie swoich panow i panow pytam: za co podziwiaja was panie?
                            • marek.zak1 Re: Za co podziw? 05.11.14, 09:35
                              hello-kitty2 napisała:

                              > szopen_cn napisał:
                              >
                              > > 3. Wiem, ze malzonka czasem odczuwa wiecej niz odrobine podziwu dla mnie.
                              > Z rozmaitych powodow.
                              >
                              > Chcialam dopytac o ten podziw, nie tylko Ciebie ale wszystkich. Zgadzam sie z tym podziwiem, ze jest obowiazkowym elementem pozadania kobiety. Ale napiszcie uczciwie skad sie ten podziw bierze:
                              > 1. bo rzeczywiscie jest ZA CO podziwiac tego konkretnego mezczyzne,
                              > 2. bo ta konkretna kobieta ma po prostu wbudowana funkcje podziwu ;-)
                              >
                              > Ja zauwazylam, ze zebym ja mogla podziwiac mezczyzne to:
                              > 1. nigdy to nie bedzie w sposob ciagly tylko od ewentualnego podziw-zdarzenia do kolejnego podziw-zdarzenia,
                              > 2. mam skonnosc do zanizania meskich sukcesow i generalnie widzenia mezczyzny nizej per se, moze dlatego ze leci na urode, co wydaje mi sie prymitywne ;)
                              >
                              > Wiec pytam panie: za co podziwiacie swoich panow i panow pytam: za co podziwiaja was panie?

                              Spytałem moja panią. Powiedziała, że za poczucie humoru. Wiecej nie chciała powiedzieć :).
                            • fanny Re: Za co podziw? 05.11.14, 10:05
                              hello-kitty2 napisała:


                              > Wiec pytam panie: za co podziwiacie swoich panow i panow pytam: za co podziwiaj
                              > a was panie?

                              Ja mojego podziwiam glownie za to, ze chociaz zdarza mu sie narzekac na moj ciezki charakter i czesto twierdzi, ze zyje sie ze mna nielatwo, wciaz uwaza mnie za 'kobiete swojego zycia' i wciaz daje sobie rade byc ze mna w zwiazku :D

                              f.
                            • kag73 Za co podziw? troche off top 05.11.14, 13:24
                              Kitty
                              "1. nigdy to nie bedzie w sposob ciagly tylko od ewentualnego podziw-zdarzenia d
                              > o kolejnego podziw-zdarzenia,

                              Tak takie "podziw-zdarzenia sa chyba istotne, wydarzaja sie w przeciagu lat.
                              I takie mam w tej chwili: maz przed chwila stanal na rekach pod sciana w sypialni, za pierwszym podejciem! Wow, podziwiam go, no jestem pod wrazeniem. Serio, nawet mu o tym pwiedzialam;)
                              Ponad 20 lat nie stawalam na rekach, pewnie ostatni raz w ogolniaku. No i dzis sprobowalam, tak z wymachu/rozmachu i kurna chyba troche cykor porzadnie dociagnac te nogi do sciany, w koncu z meska asekuracja mi sie udalo. A tera Ty, mowie do meza a on sobie cyk, bez wymachu i stoi!
                              Ty jestes wysportowana, plywaczka, silaczka, Kitty, umiesz stanac na rekach? Ja jutro bede probowac dalej(dzis juz mnie boli lewe udo od tych wymachow;)), az dam rade sama bez pomocy. Hmm, czlowiek calkiem wyszedl z wprawy. Tylko, zebys se jakis kontuzji nie narobila, miesni nie ponaciagala albo co probujac.
                              I tak sobie z mezem o tym stawaniu na rekach(chodzilo o jakies cwiczenie na miesnie placow/barow) i maz do mnie: "Wiesz co, powiem Ci, najlepszy sport to seks. Po co tam ryzykowac jakies naderwania miesni stawajac na rekach"
                              No, moje slowa, kurna, moje slowa, zawsze tak mowie/mysle;)) a on dalej "i najlepiej jakies "sesje";)) I tutaj jestesmy znow w temacie seksu. "Sesje" to jakis taki wyszukany seks, cos specjalnego i tak jak gdzies napisalas, warto, bo wspomnienia pozostaja na lata:) Podczas kiedy tych wszystkich "normalnych" razy sie juz niekoniecznie pamieta, co nie znaczy, ze nie bylo fajnie.
                              • rekreativa Re: Za co podziw? troche off top 05.11.14, 14:40
                                He, he, aż se poszłam do salonu i stanęłam na rękach :D
                                Za 5 zamachem mi się udało do ściany dobić.

                                Za to umiem na głowie stanąć bez podpórki.
                                • kag73 Re: Za co podziw? troche off top 05.11.14, 15:51
                                  Rekreativa napisała:
                                  > He, he, aż se poszłam do salonu i stanęłam na rękach :D
                                  > Za 5 zamachem mi się udało do ściany dobić.

                                  Brawo! Tak trzymac!Trza pozostawac w formie, bo inaczej po 40 stce bedziesz miala takie trudnosci jak ja dzisiaj:)
                              • hello-kitty2 Re: Za co podziw? troche off top 05.11.14, 16:13
                                kag73 napisała:

                                > Tak takie "podziw-zdarzenia sa chyba istotne, wydarzaja sie w przeciagu lat.
                                > I takie mam w tej chwili: maz przed chwila stanal na rekach pod sciana w sypial
                                > ni, za pierwszym podejciem! Wow, podziwiam go, no jestem pod wrazeniem. Serio,
                                > nawet mu o tym pwiedzialam;)
                                > Ponad 20 lat nie stawalam na rekach, pewnie ostatni raz w ogolniaku. No i dzis
                                > sprobowalam, tak z wymachu/rozmachu i kurna chyba troche cykor porzadnie dociag
                                > nac te nogi do sciany, w koncu z meska asekuracja mi sie udalo. A tera Ty, mowi
                                > e do meza a on sobie cyk, bez wymachu i stoi!
                                > Ty jestes wysportowana, plywaczka, silaczka, Kitty, umiesz stanac na rekach? Ja
                                > jutro bede probowac dalej(dzis juz mnie boli lewe udo od tych wymachow;)), az
                                > dam rade sama bez pomocy. Hmm, czlowiek calkiem wyszedl z wprawy. Tylko, zebys
                                > se jakis kontuzji nie narobila, miesni nie ponaciagala albo co probujac.

                                :-) Nie spodziewalam sie. Myslalam, ze chodzi Ci o pompki na rekach. O tu babka uczy:
                                www.youtube.com/watch?v=RAO7OG077Ac Troche przy dlugie. Czy stane przy scianie? No pewnie. Dlatego uczylam sie tych pompek ale ciezko, oj ciezko. Zapodaj je mezowi ;-) A na plecy to najlepsze podciaganie (dla babek opuszczanie sie na drazku).
                                • kag73 off top do Kitty 05.11.14, 16:29
                                  Niezla ta w tych czerwonych gatkach. Nigdy nie robilam stania na reke tak jak ona, stanela bokiem i jakos tak od tylu, musze sprobowac. Ja staje przodem do sciany, ramiona w gore i robie wymach lewa noga, rece ukladam pod sciana, nogi w gore i dociagam do sciany. Staje, dzis sprobowalam po ponad 20 latach ;)) Chyba jednak zdecydowanie wole seks, ale sprobuje jak juz zaczelam z stawaniem na rekach.
                                  Dzieki, dzieki, wiem drazek najlepszy, ale drazka wlasnie nie mamy w chalupie, moze jakie drzewo w ogrdzie, ale zimno jest.
                                  • kag73 Re: off top do Kitty 05.11.14, 16:34
                                    Nie, nie, takich zapedow i wyczynow jak ta pani na wideo to ja nie mam:))
                                    W ogole to jestem slabeuszem, nie mam za duzo sily w ramionach ani w nadgarstach, nie nadaje sie tez do dzwigania ciezarow;) Taaa, na spacerek moge sobie pojsc a nie ciezko pracowac:)
                                    • hello-kitty2 Re: off top do Kitty 05.11.14, 16:49
                                      kag73 napisała:

                                      > Nie, nie, takich zapedow i wyczynow jak ta pani na wideo to ja nie mam:))
                                      > W ogole to jestem slabeuszem, nie mam za duzo sily w ramionach ani w nadgarstac
                                      > h, nie nadaje sie tez do dzwigania ciezarow;) Taaa, na spacerek moge sobie pojs
                                      > c a nie ciezko pracowac:)

                                      Tia, kazda tak mowi na forum sportowym. To jej wtedy moderatorki przypominaja: a dzieciaka nie nosilas, taka baryleczka sie potrafi czterokilowa juz urodzic, a przeciez czasem sie nosi cale dnie. A siaty z zakupami? 5 kg ziemniakow + cos tam i juz 10 kg do domu targasz.

                                      Ja tez nie mam drazka, bo partner ma takie cenne framugi (nie wiem czy to dobre slowo?) w drzwiach, ze nie pozwoli zalozyc :( To mam gumy, przytrzasne drzwiami, klekam jak do oswiadczyn i ciagne (ten sam ruch co przy podciaganiu). Jak macie sztange albo sztagielki to wioslowanie w opadzie na plecy, a jak nie to skoczcie na basen i poplywajcie na plecach z ruchem ramion. Generalnie przy wioslowaniu plecy pracuja.
                                      • kag73 Re: off top do Kitty 05.11.14, 17:01
                                        Ha, ha, ha, poplywajcie, mnie sie w gole takich cudow nie chce, mezowi tez nie:) Ale czakaj jeszcz z 6 tygodni i sobie w cieplutkim Antantyku polywamy(jak Bog da) a nie na nudnym basenie:)
                                        Tak wczoraj mi sie dodalo, ze w tym roku ani razu nie bylismy na silowni i moze by trzeba. A potem stwierdzilam, ze moze lepiej sie zebrac i pocwiczyc w domu, wspolnymi silami no i kombinuje, ale my lenie jak wiesz:) Cud, ze jestesmy szczupli.
                                        Rzeczywiscie dzieciaka sie nanosilam, fakt. Ciezki ale moj, co nie?;)
                            • rekreativa Re: Za co podziw? 05.11.14, 14:36
                              A wiesz, że chyba mam podobnie.
                              Też podziwiam bardziej za jakieś konkretne sytuacje, które się zdarzyły, a nie stale.
                              Bo w sumie za co bym miała kogoś podziwiać tak na co dzień? Nie wiem, może neurochirurg by budził mój notoryczny podziw, albo wybitny kompozytor, bo mi imponuje to, co sama uważam za arcytrudne... ale zwykły facet ze zwykłą pracą?
                              Podziw za to, że jest np. dobrym człowiekiem? Ale dla mnie to podstawa, a nie jakiś powód do stawiania na piedestał.
                              • fanny Re: Za co podziw? 06.11.14, 04:50
                                rekreativa napisała:

                                > Bo w sumie za co bym miała kogoś podziwiać tak na co dzień? Nie wiem, może neur
                                > ochirurg by budził mój notoryczny podziw,

                                Z takim podejsciem jak prezentujesz to i z neurochirurgiem moglby szybko byc jak w tym skeczu
                                www.youtube.com/watch?v=THNPmhBl-8I
                                > ale zwykły facet ze zwykłą pracą?

                                Kandydatka na (niedoszla) kochanke mojego meza podziwiala nawet sposob w ktory (nie)ukladal papiery na biurku :D
                                Podobno to bylo na tyle dowartosciowujace ze az przyczynilo sie do mezowskiego 'kryzysu wieku sredniego' w okolicach jego 40. Na szczescie kryzys ten u niego skonczyl sie pozostaniem w roli _mojego_ meza i ojca _naszym_ dzieciom, a jedyna realna jego manifestacja byl bordowy jaguar na podjezdzie przy domu, ktory zastapil srebrne rodzinne kombi (typowe do bolu).
                                Ale dostalam wtedy nauczke, ze dobrze jest podziwiac i doceniac meza za codzienne rzeczy, by nie mial pokusy, by tego podziwu i uznania szukac poza zwiazkiem.

                                > Podziw za to, że jest np. dobrym człowiekiem? Ale dla mnie to podstawa, a nie j
                                > akiś powód do stawiania na piedestał.

                                Gorzej jak Ci sie ta podstawa zaczyna chwiac, a obraz dobrego czlowieka (on nigdy nie zrobilby Ci samolubnie przykrosci), ktory masz w glowie zaczyna nabierac czarnych plam na obrzezach.
                                Dla mnie bylo to trudne doswiadczenie, ktore dosc dlugo odchorowywalam.
                                A byla to tylko afera, ktora wiekszosc zakwalifikowalaby jako rodzaj lekkiej malzenskiej nielojalnosci a nie regularna zdrade.

                                Pisze dla przestrogi, bo moze ktos z czytajacych by chcial nauczyc sie na moich bledach.

                                f.
                                • kag73 Re: Za co podziw? 06.11.14, 09:58
                                  Mnie sie wydaje, ze dla Rekreativy "podziw" to wielkie slowo, kojarzy jej sie z czyms wielkim. Na podziw trzeba sobie zasluzyc. To takie troche gornolotne slowo mozna powiedziec "podziwiam cie" za cos tam(nawet malego), tak jak mozna powiedziec "kocham te buty" albo "nienawidze tej zupy".
                                  I oczywiscie jest lekko smieszne jak ktos podziwia, ze maz stanal na rekach albo jego balagan na biurku. Tez czesto z podziwem mowie do meza "jak ladnie posprzatane" w tej lazience", bo on w niej sprzata:) Ale wlsciwie to takie troche gierki i wyrazy sympatii/aprobaty czy nawet milosci niz rzeczywisty podziw.
                                  Natomiast wiem za co cenie/doceniam meza, co w nim lubie i bywaja sytucje, ze mysle "to moj facet, znow wiem dlaczego wlasnie za niego wyszlam". Mozna tez to nazwac "podziwem" ale tak jak pisze, zalezy jak kto rozumie slowo "podziw".
                                  • zawle Re: Za co podziw? 06.11.14, 15:25
                                    Też tak się zastanawiam o co chodzi z tym podziwem? Za co podziwiać zwykłego faceta? To nie wystarczy lubić???
                                    • kag73 Re: Za co podziw? 06.11.14, 15:33
                                      zawle napisała:
                                      > Też tak się zastanawiam o co chodzi z tym podziwem? Za co podziwiać zwykłego
                                      > faceta? To nie wystarczy lubić???

                                      Moze chodzi o to, zeby mu czasem jaki komplement powiedziec. Bo wiesz, chlopy lase sa na komplementy:) Jak kogos lubisz to masz mu to jeszcze jakos powiedziec/pokazac, ale jak widzisz, im nie wystarczy, ze ciagle robisz laske i gotujesz pyszne zarcie dla nich, oni chca jeszcze slyszec jacy sa wspaniali i jak ich podziwiasz !;)
                                  • rekreativa Re: Za co podziw? 06.11.14, 16:26
                                    Dzięki kag, własnie o to mi chodziło.
                                    Ja swojego męża doceniam, chwalę, kiedy mi się podoba to, co zrobił, ale podziw to jest dla mnie takie wielkie "WOW", opad szczęki na podłogę. Dotyczy jakichś dokonań, gdzie człowiek się wspiął na poziom wręcz nadludzki, coś nadzwyczajnego, co się nie zdarza na co dzień jak np. Jasiek Mela na biegunie czy coś w ten deseń.

                                    Ale tu mała adnotacja, że ja akurat do "seksu w małżeństwie" nie potrzebuję chłopa podziwiać, wystarczy, jak zawle gada, że go lubię i mi się podoba.
                                    • zawle Re: Za co podziw? 06.11.14, 22:48
                                      No i ja mam dokładnie tak samo. Nieczęsto się zdarza żeby kotki w pożarach były, czy kobiety rodziły na ulicy;) Dla mnie on nie musi być kimś specjalnym.Muszę być nr 1 na jego liście.
                                      • kag73 Re: Za co podziw? 06.11.14, 22:56
                                        zawle napisała:
                                        > No i ja mam dokładnie tak samo. Nieczęsto się zdarza żeby kotki w pożarach były
                                        > , czy kobiety rodziły na ulicy;) Dla mnie on nie musi być kimś specjalnym.Muszę
                                        > być nr 1 na jego liście.
                                        No prosze, prosze i znow zaczyna robic sie skomplikowanie:)
                                        A mianowicie to ON musi czuc sie "kims specjalnym" przy Tobie/ w Twoich oczach, bo inaczej, kochana, nie bedziesz nr 1 na jego liscie:)) i moze w dodatku mu jeszcze nie stanie:) Nie wiem tego dokladnie, to on jest specjalista od tego "podziwu".
                                        A w gruncie pewnie chodzi o to, ze to chlopy ciagle wykorzystywane, popychane z kata w kat i ani jednego slowa nie uslysza:( Taa, musze zaraz mojego wyslac do kuchni, zeby mi kawke bezkofeinowa zrobil ale...jak mu za to Bede dziekowac, jak chwalic jaka dobra itd...
                                        • kag73 uzupelnienie 06.11.14, 22:58
                                          to Urqu jest specjalista od tego podziwu, jego trza zapytac:)
                                        • zawle Re: Za co podziw? 06.11.14, 23:15
                                          kag73 napisała: > A w gruncie pewnie chodzi o to, ze to chlopy ciagle wykorzystywane, popychane z
                                          > kata w kat i ani jednego slowa nie uslysza:(

                                          Miałam widać wyjątkowe szczęście, bo na takiego nie trafiłam. Tu na forum to dopiero zobaczyłam:))
                                          • szopen_cn Re: Za co podziw? 07.11.14, 00:40
                                            Szopen pisal o "ciut wiecej niz odrobina podziwu" jako istotna rzecz w utrzymaniu pozadania.

                                            To nie jest nieustajacy podziw, wpatrzenie w blask bijacy od pana i wladcy.

                                            Raczej od drobnego podziwu do drobnego podziwu przeplatane z normalna rzeczywistoscia.

                                            Za co?

                                            Ostatnich kilka.
                                            Ogladam z corka program gdzie mowa jest o zmianach maksymalnego nasycenia gazu w wodzie w zaleznosci od cisniena. Wiedza bardzo istotna ale nie az tak latwa do zrozumienia dla 12 letniego dziecka. Idea przychodzi mi do glowy, zatrzymujemy program idziemy do kuchni przeprowadzamy experyment z butelka wody sodowej, dziecko od razu zrozumialo o co chodzi. Wracamy do komputera i dalej ogladamy a tam po kilku minutach goscie pokazuja dokladnie ten sam experyment.

                                            Dosc czeste. Znajdowanie eleganckich rozwiazan zadan z matematyki.
                                            Zdolnosc do wytlumaczenia skomplikowanych rzeczy w zrozumialy sposob.

                                            O tym juz chyba pisalem. Komputer zaczal strasznie halasowac. Otworzylem i stwierdzilem, ze popsul sie wentylator w zasilaczu komputera. Kupilem nowy zasilacz, odlaczylem stary (kilkanascie roznych kabli do roznych podzespolow), kilka nowych nie za bardzo pasowalo ale po drobnych modyfikacjach i kombinacjach udalo sie wszystko podlaczyc. I dziala.

                                            Ogolna zdolnosc naprawiania rozmaitych urzadzen.

                                            Zdolnosci kulinarne, dlugo by pisac.

                                            Rownie czesto i bardzo glosno wyrazany podziw dla bezgranicznej glebi glupoty niektorych moich pomyslow.
                                            • marek.zak1 Re: Za co podziw? 07.11.14, 08:42
                                              szopen_cn napisał:

                                              > Szopen pisal o "ciut wiecej niz odrobina podziwu" jako istotna rzecz w utrzymaniu pozadania.

                                              Skoro piszesz o naprawach, to przypominam sobie to:
                                              Zepsuł sie ekspres do kawy:
                                              1. Zabierasz go do naprawy, następnie pokazujesz zonie, że jest zreperowany,
                                              2. Jak wyżej, następnie przygotowujesz kawę żonie i ja podajesz.
                                              3. Jak wyżej, podając kawe zonie obejmujesz ja i całujesz.

                                              Tak więc aby zyskać odrobine podziwu, nie trzeba koniecznie aż tak wielkich rzeczy. Zawle napisała, że chce być Nr 1 na jego liście. Nie tylko to, zapewne chjce czuć sie dla niego kims wyjatkowym.
                                            • hello-kitty2 Re: Za co podziw? 07.11.14, 09:38
                                              szopen_cn napisał:

                                              > Szopen pisal o "ciut wiecej niz odrobina podziwu" jako istotna rzecz w utrzyman
                                              > iu pozadania.
                                              >
                                              > To nie jest nieustajacy podziw, wpatrzenie w blask bijacy od pana i wladcy.
                                              >
                                              > Raczej od drobnego podziwu do drobnego podziwu przeplatane z normalna rzeczywis
                                              > toscia.

                                              Chodzi o podziw = imponowanie. No w czyms sie trzeba zakochac, w czyms ten czlowiek musi byc wyjatkowy, odrozniajacy sie od innych. Przeplatane przyjaznia.
                                              • kag73 Re: Za co podziw? 07.11.14, 10:15
                                                > Chodzi o podziw = imponowanie. No w czyms sie trzeba zakochac, w czyms ten czlo
                                                > wiek musi byc wyjatkowy, odrozniajacy sie od innych. Przeplatane przyjaznia.

                                                No, nie, moim zdaniem zakochac sie latwo, zwlaszcza w mlodym wieku:) To jest chemia, feromony, zewnetrznosc drugiej osoby, czule slowka, dobrze w lozku. Odrozniac sie moze od innych, ze Cie do niego ciagnie/pociaga Cie, jest dla Ciebie boski i jest Ci dobrze w jego towarzystwie, potrafi dac Ci poczuc, ze zyjesz itd., ze jestes najwazniejsza. No i charakter czy sposob bycia ci odpowiada. Niektorzy zakochuja sie chociaz facet nie do konca odpowieni, problemy z gory zaprogramowane. Rozowe okulary itd.
                                                Co nie zmienia faktu, ze, jak dla mnie, wiazac sie z nim na stale powinno sie miec uczucie, ze to wlasnie ta osoba, ze wygralo sie los na loterii, no po prostu w tym momencie miec pewnosc, ze to wlasnie to. I druga osoba powinna miec/myslec tak samo.
                                      • hello-kitty2 Re: Za co podziw? 07.11.14, 00:57
                                        zawle napisała:

                                        Dla mnie on nie musi być kimś specjalnym.Muszę
                                        > być nr 1 na jego liście.
                                        >

                                        Przyznam, ze to dosc dziwnie brzmi. Jakis brak rownowagi. On nikim vs ja wszystkim?
                                        • zawle Re: Za co podziw? 07.11.14, 09:59
                                          hello-kitty2 napisała:
                                          > Przyznam, ze to dosc dziwnie brzmi. Jakis brak rownowagi. On nikim vs ja wszyst
                                          > kim?

                                          Bóle migrenowe;) Mnie nie podniecają pasje faceta. Miałam z takimi do czynienia. To była masakra. Nie podnieca nie też uczucie podziwu. Niewielu ludzi podziwiam, ale każdy z nich jest dla mnie aseksualny. Może nawet przez podziw. Podniecają mnie zwykli faceci, skrojeni na moją miarę dla których jestem kimś bardzo ważnym. Wolałabym żeby mnie nie podziwiali i nie oczekiwali ode mnie pasji
                                          Tak mi się przypomniała na tą okoliczność moja rozmowa z psychologiem. Dotyczyła dziecka. Psycholog był oburzony że nie ma ono żadnych pasji,nietypowych zainteresowań. Na moje pytanie czym sam się interesuje i pasjonuje nie potrafił odpowiedzieć. Gadamy o mega wymaganiach, a dla mnie wystarczy żeby mnie lubił, akceptował i bardzo chciał.
                                          • hello-kitty2 Re: Za co podziw? 07.11.14, 10:09
                                            zawle napisała:

                                            > Bóle migrenowe;) Mnie nie podniecają pasje faceta. Miałam z takimi do czynienia
                                            > . To była masakra. Nie podnieca nie też uczucie podziwu. Niewielu ludzi podziwi
                                            > am, ale każdy z nich jest dla mnie aseksualny. Może nawet przez podziw. Podniec
                                            > ają mnie zwykli faceci, skrojeni na moją miarę dla których jestem kimś bardzo
                                            > ważnym. Wolałabym żeby mnie nie podziwiali i nie oczekiwali ode mnie pasji
                                            > Tak mi się przypomniała na tą okoliczność moja rozmowa z psychologiem. Dotyczył
                                            > a dziecka. Psycholog był oburzony że nie ma ono żadnych pasji,nietypowych zaint
                                            > eresowań. Na moje pytanie czym sam się interesuje i pasjonuje nie potrafił odpo
                                            > wiedzieć. Gadamy o mega wymaganiach, a dla mnie wystarczy żeby mnie lubił, akc
                                            > eptował i bardzo chciał.

                                            Mnie nie podnieca, ze ktos mnie bardzo chce czy ze jestem dla kogos bardzo wazna. W koncu ze mna to ma niewiele wspolnego.
                                            Pasje? Wystarczy zaangazowanie w robote, wystarczy postawa, podejscie, wystarczy cecha charakteru, wiara, ect.
                                            • kag73 Re: Za co podziw? 07.11.14, 10:23
                                              > Mnie nie podnieca, ze ktos mnie bardzo chce czy ze jestem dla kogos bardzo wazn
                                              > a. W koncu ze mna to ma niewiele wspolnego.

                                              A mnie to wlasnie bardzo podnieca:))

                                              > Pasje? Wystarczy zaangazowanie w robote, wystarczy postawa, podejscie, wystarcz
                                              > y cecha charakteru, wiara, ect.

                                              Pasja mnie nie podnieca. Ale jak najbardziej wazne jest podejscie do wielu spraw, do zycia, sposob na rozwiazywanie problemow, stosunk do mnie/do rodziny. Troche takie: spoko z tym facetem nie zgine, jest mi wsparciem, razem(we dwoje) jestesmy silniejsci, zyje nam sie lepiej.
                                              • kag73 stop, powrot...pasja... 07.11.14, 10:27
                                                ...mnie, napisalam, nie podnieca, no chyba, ze bylby to taniec a najlepiej tango albo jakies latyno rytmy, bo to uwielbiam i podnieca mnie nieziemsko;) I dzielilabym/chialabym dzielic te pasje razem z nim.
                                                • slepafuria15 Re: stop, powrot...pasja... 10.12.14, 14:17
                                                  Tez bym chciała miec lubego z ktorym mogłabym dzielić pasje i zainteresowania.
                            • burzowa.kejt Re: Za co podziw? 05.11.14, 23:04
                              hello-kitty2 napisała:
                              > Wiec pytam panie: za co podziwiacie swoich panow i panow pytam: za co podziwiaj
                              > a was panie?

                              Pana swojego;) podziwiam za to, że nigdy niczego nie odpuszcza. Nigdy. Zawsze próbuje i walczy do końca, nawet jak już wszyscy na świecie odpuścili. I im bardziej sytuacja jest beznadziejna, tym bardziej go to nakręca.
                              • fanny Re: Za co podziw? 06.11.14, 05:10
                                burzowa.kejt napisała:

                                > Pana swojego;) podziwiam za to, że nigdy niczego nie odpuszcza. Nigdy. Zawsze p
                                > róbuje i walczy do końca, nawet jak już wszyscy na świecie odpuścili. I im bard
                                > ziej sytuacja jest beznadziejna, tym bardziej go to nakręca.

                                Moj pan ;) mial/ma tak samo ale pomagam mu jak moge z tym walczyc (z miernym skutkiem niestey). Ta cecha, choc moze i podniecajaca u mezczyzny, oslabia szanse na odnesienie duzych zyciowych sukcesow w czymkolwiek. Zasada alokacji zasobow Jurana, ktora z sobie tylko znanych przyczyn nazwal zasada Pareto, sie klania.

                                f.
                                • burzowa.kejt Re: Za co podziw? 07.11.14, 09:23
                                  fanny napisała:
                                  > burzowa.kejt napisała:
                                  > za to, że nigdy niczego nie odpuszcza. Nigdy. Zawsze p róbuje i walczy do końca, nawet jak już wszyscy na świecie odpuścili.
                                  > Moj pan ;) mial/ma tak samo ale pomagam mu jak moge z tym walczyc (z miernym sk
                                  > utkiem niestey). Ta cecha, choc moze i podniecajaca u mezczyzny, oslabia szanse
                                  > na odnesienie duzych zyciowych sukcesow w czymkolwiek. Zasada alokacji zasobow
                                  > Jurana, ktora z sobie tylko znanych przyczyn nazwal zasada Pareto, sie klania.

                                  nie, nie, zupełnie nie o to mi chodziło. Absolutnie nie ma to niczego wspólnego z oślim uporem.
                                  To nieodpuszczanie jest ogromną zaletą i w życiu tylko pomaga.
                                  Sprawdziłam co to ta zasada Pareto ( pojęcia o ekonomii nie mam ) i raczej nie ma ona akurat tutaj zastosowania, bo pan jest zbyt inteligentny i przewidujący żeby się rzucać z motyką na słońce:)
                            • urquhart Re: Za co podziw? 05.11.14, 23:32
                              Podziw.
                              Mi przypomina się opowieść o gołębiach mojego teścia. Moja teściowa uważała że teść za mało według niej zajmuje sie dziećmi i ugotowała mu rosół z jego hodowli ulubionych rasowych gołębi co skończyło sie rozwodem. Druga żona podziwiała go, dziecko nie zmieniło tego , wspierała go w jego dążeniach i ambicjach i z gołebi przy niej zrobił biznes i uzyskał społeczne najwyższe uznanie w środowisku a ona zamiast walczy z gołębiami doceniała go i wspierała, pomagając w hodowli..
                              Wiec podziw jest wzgledny i zależy od kobiety, co ceni :)
                      • afterthestorm Re: Wont ma rację ? 04.11.14, 09:39
                        Z punktu widzenia żony inżyniera (nie twojej) podpisuję się pod tym co napisałeś całym ciałem! :) Dorzuciłabym jeszcze poczucie wolności wewnętrznej (każda forma zniewolenia moim zdaniem zabija pożądanie).
                        Co do "kury domowej" to dla uspokojenia Marka myślę, że warto doprecyzować to pojęcie jako "mentalnej kury domowej" (czyli osoby nie poszerzającej horyzontów, a świadomie je sobie ograniczającej, a to nie ma nic wspólnego z tym, czy ktoś pracuje zawodowo, czy nie). Bo znam wiele kur domowych, które pracują zawodowo, a tymi kurami są :)
      • loppe Re: Wont ma rację ? 02.11.14, 21:08
        Ad. Pamiętam opowieść o innej parze z Powstania, przepięknej dziewczynie dzień przed zaplanowanym ślubem wybuch urwał całą żuchwę i oszpecił twarz. Mogła tylko pić. Ale jak tylko mogła stanąć na nogach on nie wahał się wziąć z nią ślubu. Długo nie pożyli bo ich Niemcy rozstrzelali.

        Jerzy Zborowski, 22-letni porucznik Parasola AK, uczestnik zamachów na Burkhla, Kutscherę i Koppego. Trzykrotnie ranny w Powstaniu.
        Nina Trojanowska, lat 21.
        Cześć Ich Pamięci!
    • urquhart Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 03.11.14, 07:29
      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,99286473,,Tutorial_dla_forumowej_zieleniny.html?v=2
      Stare dyskusje w temacie.

      "Naiwnosc i lekkomyslnosc prezentowana tutaj czesto (ktore to moga wlasnie wygladac na kretynizm) wynika moim zdaniem z czego innego. Z niewiedzy. Z naiwnej wiary, ze czlowiek, jako istota wyzsza, zawsze i wszedzie jest w stanie zapanowac nad drzemiacym w nim pierwiastkiem zwierzecym."

      :)
      • hello-kitty2 Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 03.11.14, 09:28
        urquhart napisał:

        > forum.gazeta.pl/forum/w,15128,99286473,,Tutorial_dla_forumowej_zieleniny.html?v=2
        > Stare dyskusje w temacie.

        No patrz, Songo tam prawi, ze tyle roboty z tym pozadaniem, bo i zabiegac, i miec czasowa przestrzen, i podsycac, i budowac, i jeszcze cuda na kiju, a Wont mowi, ze lepiej sie uwalic i co pare miesiecy zmienic obiekt i samo sie robi.

        Gdyby nie te debile na wschodzie to by moze Songo mial czas na forum, a tak :(
        • urquhart Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 03.11.14, 10:31
          Kity; ale i jedno i drugie to prawda.
          Inżynieria to coś po środku , pokora wobec praw natury , by poznać je i wykorzystać żeby osiągnąć zamierzony cel a nie ignorować i liczyć na szczęście.
          Najczęściej mamy zaś tu dumę i pychę że mamy przewagę , rozum i możemy ignorować prawa natury oparte na rywalizacji i konkurencji ewolucji , wprowadzać lepsze oparte na rzekomej równości podług kolejnych utopijnych światopoglądów

          Wiesz w te wakacje byłem na szkoleniu z kajakow górskich, na dnie przepastnych kanionow , zmieniona rzeka, wodospady. widzę analogię do głoszonej tu ignorancji wobec naszej zwierzęcej natury.
          Pierwsza zasada nurt jest niebezpieczny ale o to chodzi żeby nie z nim walczyć ale wykorzystać jego prawa i siłę. Zlekceważenie nawet tam gdzie jest slaby (cofka ) i ustawienie się przez moment bokiem kończy się wywrotką i potencjalnym rozbiciem głowy o podwodne kamienie.
          Drugie musisz być ciągle w ruchu i zdecydowanie szybko kierować wzdłuż na nasilniejsiy nurt, żywioł, pianę, inaczej nurt kieruje tobą bo jest silniejszy zawsze i wyrzuci na kamienie albo ustawi bokiem i skotłuje.
          I pierwsze dwa dni to były tylko ćwiczenią nie jak wspaniale będzie ale ćwiczenią wywrotek do zimnej wody i wzajemnego pomagania sobie i zaufania że ktoś zawsze pomoże ci odwrócić się do góry dnem ( tzw dziubek )
          • hello-kitty2 Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 03.11.14, 11:59
            urquhart napisał:

            > Kity; ale i jedno i drugie to prawda.
            > Inżynieria to coś po środku , pokora wobec praw natury , by poznać je i wykorzy
            > stać żeby osiągnąć zamierzony cel a nie ignorować i liczyć na szczęście.
            > Najczęściej mamy zaś tu dumę i pychę że mamy przewagę , rozum i możemy ignorowa
            > ć prawa natury oparte na rywalizacji i konkurencji ewolucji , wprowadzać lepsze
            > oparte na rzekomej równości podług kolejnych utopijnych światopoglądów

            Nie wierze w rownosc, bo jej nie widze, nie mam przewagi, jestem namietna i zwierzeca. A i tak sie gubie, bo wydaje mi sie, ze to, czego oczekuje ode mnie facet jest ze soba sprzeczne. Bo mam byc zwierzeca ale mam byc mila, mam byc harda ale mam nie pyskowac, mam miec wlasne zdanie ale mam sie nie odzywac, mam byc szczupla ale mam miec wielkie cycki, ect Ja tych sprzecznosci nie ogarniam. To jest nie do pogodzenia.
            • zawle Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 03.11.14, 13:26
              hello-kitty2 napisała: Bo mam byc zwierzeca ale mam byc mila, mam byc harda
              > ale mam nie pyskowac, mam miec wlasne zdanie ale mam sie nie odzywac, mam byc
              > szczupla ale mam miec wielkie cycki, ect Ja tych sprzecznosci nie ogarniam. To
              > jest nie do pogodzenia.

              jak to? No przecież marek już Ci to wytłumaczył na czym zwierzęcość kobiety ma polegać. No i pyskować też nie trzeba. Daj mu po gębie. Tylko nie mam pomysłu na cyce:))

              Najpewniej sprawdzi się labilność. Raz tak, raz siak. Żeby stracił punkt oparcia i zgłupiał...o co tej babie chodzi???? Ale przecież Ty to wiesz:)))
              • marek.zak1 Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 03.11.14, 13:29
                zawle napisała:

                jak to? No przecież marek już Ci to wytłumaczył na czym zwierzęcość kobiety ma
                > polegać.

                Zabij mnie a nie wiem.
              • wont Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 03.11.14, 20:38
                zawle napisała:
                >
                > Najpewniej sprawdzi się labilność. Raz tak, raz siak. Żeby stracił punkt oparci
                > a i zgłupiał...o co tej babie chodzi???? Ale przecież Ty to wiesz:)))
                -----------
                Ha ha! :) To tak jakby na rozwolnienie przepisać Alax, Ulgix albo jakiś inny Wysrex :)
                • zawle Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 08:08
                  wont napisał:
                  > Ha ha! :) To tak jakby na rozwolnienie przepisać Alax, Ulgix albo jakiś inny Wy
                  > srex :)

                  Poczekaj ..muszę sobie wszystko uporządkować żeby zrozumieć analogię. Facet to dupa, a miłość to sraczka????
                  • wont Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 11:22
                    zawle napisała:
                    >
                    > Poczekaj ..muszę sobie wszystko uporządkować żeby zrozumieć analogię. Facet to
                    > dupa, a miłość to sraczka????
                    --------------
                    Bardzo blisko. Tak blisko jak Leszek "Sie Panie czestuja" byl blisko od szosy.

                    Chodzilo mi o to, ze "czym sie strules tym sie lecz" sprawdza sie tylko w przypadku leczenia kaca, a jak cos nie dziala, to moze lepiej przestac to robic niz robic to jeszcze wiecej?
                    • zawle Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 12:06
                      wont napisał:> Chodzilo mi o to, ze "czym sie strules tym sie lecz" sprawdza sie tylko w przyp
                      > adku leczenia kaca, a jak cos nie dziala, to moze lepiej przestac to robic niz
                      > robic to jeszcze wiecej?

                      To chyba zgubiliśmy wątek. Kitty pisała o sprzecznych wymaganiach facetów. Ja odniosłam się do "mam byc zwierzeca ale mam byc mila, mam byc harda ale mam nie pyskowac, mam miec wlasne zdanie ale mam sie nie odzywac" . Podpowiadam że jedynym rozsądnym wyjściem wydaje się bycie i taką i taką. A ty mi o jakimś struciu piszesz. Ja nic nie wiem na temat zatruć, rozwolnień, wypróżnień i innych niedomogów, nadmiarów, przesadzeń i nasadzeń w tym temacie.
              • hello-kitty2 Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 00:37
                zawle napisała:

                > jak to? No przecież marek już Ci to wytłumaczył na czym zwierzęcość kobiety ma
                > polegać. No i pyskować też nie trzeba. Daj mu po gębie. Tylko nie mam pomysłu n
                > a cyce:))
                >
                > Najpewniej sprawdzi się labilność. Raz tak, raz siak. Żeby stracił punkt oparci
                > a i zgłupiał...o co tej babie chodzi???? Ale przecież Ty to wiesz:)))

                Nie za bardzo, bo wysokie amplitudy nie podobaja sie, wskazuja na niestabilnosc emocjonalna. Ja stablina bede w trumnie. Nie mam pomyslu na tego faceta i na cycki tez nie. Biore rade Kag i czekam na kogos kto mnie wezmie taka, jaka jestem czyli nikt ;-) Odkad Kag poradzila o winku wpadla mi do szufladki 'jej rady sprawdzaja sie' i biore kazda w ciemno ;)
                • kag73 Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 00:58
                  > Nie za bardzo, bo wysokie amplitudy nie podobaja sie, wskazuja na niestabilnosc
                  > emocjonalna. Ja stablina bede w trumnie. Nie mam pomyslu na tego faceta i na c
                  > ycki tez nie. Biore rade Kag i czekam na kogos kto mnie wezmie taka, jaka jeste
                  > m czyli nikt ;-) Odkad Kag poradzila o winku wpadla mi do szufladki 'jej rady s
                  > prawdzaja sie' i biore kazda w ciemno ;)

                  Bardzo dobrze, bardzo dobrze, tak trzymac:) Co do cyckow, prosta sprawa: nie ma w Holandii wypasow biustonoszy, powiekszaja o rozmiar albo dwa, w UK od koloru do wyboru. I jest cyc? Jest! Facet na niego poleci, poleci. A jak juz sie rozbierzesz, to i tak bedzie podjarany i ten cyc, ktory zobaczy i podotyka bedzie najpiekniejszym cycem pod sloncem:))
                  W dodatku seks ma sie najczesciej na lezaco. Wszystko w ciuchach wyglada inaczej niz bez, meski ptak tez w gatkach wyglada na wiekszego niz jest:)
                  Spoko, jakis facet sie na pewno napatoczy. Gorzej, ze Ty go nie zechcesz!
            • kag73 Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 03.11.14, 14:48
              > Nie wierze w rownosc, bo jej nie widze, nie mam przewagi, jestem namietna i zwi
              > erzeca. A i tak sie gubie, bo wydaje mi sie, ze to, czego oczekuje ode mnie fac
              > et jest ze soba sprzeczne. Bo mam byc zwierzeca ale mam byc mila, mam byc harda
              > ale mam nie pyskowac, mam miec wlasne zdanie ale mam sie nie odzywac, mam byc
              > szczupla ale mam miec wielkie cycki, ect Ja tych sprzecznosci nie ogarniam. To
              > jest nie do pogodzenia.

              Kitty, ale co Ty pierd..., przeciez niedawno byl tu watek, jedyne kryterium facetow(oczekiwanie) to wyglad kobiety, ma byc atrakcyjna, podczas gdy to kobiety maja cala liste:)
              A prawda jest taka, ze faceci sami nie wiedza czego chca. A tak poza tym, nikt nie mowil, ze bedzie latwo:) I cala trudnosc polega na tym, zeby znalezc takiego, ktory potrafi "brac" Cie taka jaka jestes i tyle w temacie.
              Tak na powaznie, mezczyzni sa bradzo rozni, kobiety tez.
          • marek.zak1 Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 03.11.14, 12:49
            urquhart napisał:
            > Wiesz w te wakacje byłem na szkoleniu z kajakow górskich, na dnie przepastnych kanionow , zmieniona rzeka, wodospady. widzę analogię do głoszonej tu ignorancj i wobec naszej zwierzęcej natury.
            > Pierwsza zasada nurt jest niebezpieczny ale o to chodzi żeby nie z nim walczyć ale wykorzystać jego prawa i siłę. Zlekceważenie nawet tam gdzie jest slaby (cofka ) i ustawienie się przez moment bokiem kończy się wywrotką i potencjalnym rozbiciem głowy o podwodne kamienie.
            > Drugie musisz być ciągle w ruchu i zdecydowanie szybko kierować wzdłuż na nasilniejsiy nurt, żywioł, pianę, inaczej nurt kieruje tobą bo jest silniejszy zawsze i wyrzuci na kamienie albo ustawi bokiem i skotłuje.

            Co kajakarstwo górskie ma do pożądania w długoletnich zwiazkach? Moje doświadczenia kajakowe ogranicza sie do jezior.
    • loppe Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 11:11
      Ważna jest dobra komunikacja, partner czy partnerka, która "nie brnie w te gadki jak głupie małolatki". I tu oprócz wrodzonych zdolności premią jest oczywiście doświadczenie życiowe. Jest to jeden z atutów doświadczonych partnerów i długotrwałych związków.
      Starsze partnerki dużo rzadziej brną w te gadki, jak głupie małolatki.
      • loppe Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 11:18
        Przedstawiam oczywiście tylko swoją (i jakiegoś segmentu ludzkiego, damskiego i męskiego) perspektywę, bo przecież nie ma idealnej partnerki tej samej dla każdego, tak jak nie ma najlepszego samochodu dla każdego na przykład. Niektórym słaba komunikacja mało przeszkadza w pożądaniu, mnie owszem.
        • loppe Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 11:23
          Tak więc to nie jest tylko tak, że egzotyka pociąga - bo pociąga - ale również tak, że głębokie porozumienie sprzyja pożyciu seksualnemu w planie lat i dekad.
    • twojabogini Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 13:41
      Jestem zaskoczona, że wierzycie w moc horoskopów i w to, że określone znaki reprezentują określone typy ludzi. Ja - koziorożec, mąż - rak. Dokładnie po przeciwnych stronach horoskopu, w testach osobowości wychodzi dokładnie to samo - jesteśmy na przeciwnych biegunach. Co tworzy kompatybilną choć dość zmienną i intensywną całość.

      Nie wiem jak w długotrwałych związkach, mój nie trwa zbyt długo, choć jest najdłuższym i jedynym monogamicznym związkiem w moim życiu. Dobrnę do 20 lat stażu w małżeństwie to się będę mądrzyć. Niemniej jednak seks jest dla mnie ważny i gdy skończy się na amen pożądanie w związku to skończy się też związek. To jedyna rzecz w której zgadzam się z markiem - nie ma seksu nie ma związku. Nie mówię o przejściowych sytuacjach, tylko o całkowitym wygaśnięciu pożądania i zainteresowania erotycznego partnerem/partnerką.

      Co do związku w którym nie mieszka się razem i wpływu tego na pożądanie, sprawa jest bardziej skomplikowana i automatycznie nie generuje to pożądania, ani nie gwarantuje udanego seksu. Jest inaczej, ale wcale nie lepiej, seksowniej, bardziej zmysłowo.

      Gdy mieszkaliśmy razem seks mógł wydarzyć się zawsze. Teraz może wydarzyć się w określonym czasie. Bywa, że gdy się spotykamy jestem zmęczona, moje myśli pochłania co innego i muszę się przestawiać. Gdy nie widzimy się na co dzień wiele spraw dotyczących związku pozostaje nie załatwionych na bieżąco, co rodzi różne napięcia. Kolejny minus to, że przez okres gdy się nie widzimy narasta moje napięcie seksualne, co samo w sobie na dłuższą metę nie jest dobre, ani komfortowe. Rozładowanie napięcia to nie to samo co udany seks. Kolejny minus - gdy nie widzimy się na co dzień mniej jest okazji do uwodzenia, prowokowania, erotycznej gry. Za to więcej sytuacji gdy bodźce erotyczne (spojrzenia, uśmiechy, komplementy, zainteresowanie erotyczne) pochodzą od innych osób.

      Niemniej jednak gdy w końcu się widzimy, jego widok, dotyk, zapach działa na mnie. Pewnie gdybyśmy spotykali się w hotelu, a nie okolicznościach rodzinnych lądowalibyśmy w łóżku od razu. Sądzę jednak, że moje pożądanie utrzymuje się pomimo rozłąki, a nie z jej powodu.

      Paradoksalnie jednak gdyby nie rozłąka moje libido na płaszczyźnie związku mogłoby się wypalić. Potrzebuję swojej przestrzeni, rozwoju po tym jak parę ładnych lat byłam skupiona przede wszystkim na rodzinie, dzieciach, związku. Równoczesne prowadzenie swojego własnego życia, utrzymywanie aktywności zawodowej, zainteresowań kosztowały mnie bardzo dużo energii. Żeby nie było - równie wiele wysiłku i energii musiał w całe to przedsięwzięcie małżeńsko-rodzinne wkładać mój mąż. Okres wychowania dzieci, gromadzenia jakiegoś tam majątku, walki o pozycję zawodową jest trudny - trzeba godzić wiele sprzecznych ról, brakuje czasu. Najłatwiej uzyskać swoją przestrzeń przez rozłąkę, ale nie jest to wcale droga najlepsza na płaszczyźnie seksualnej.

      Jednak jeśli jest coś co sprawia że moje pożądanie w stałym związku się utrzymuje i że po ponad pięciu latach nadal odczuwam silne pożądanie w kierunku jednego i tego samego mężczyzny - to jest to moje prawo do niezależności. Gdy patrzę na mojego męża - wciąż widzę przede wszystkim atrakcyjnego, pociągającego mnie mężczyznę.

      Wiem, że wiele kobiet przestaje widzieć swoich partnerów jako atrakcyjnych, nie z powodu zmian fizycznych czy psychicznych, ale z powodu zmiany postrzegania ich jako osób - skupiają się na konfliktach, rozczarowaniach, złych cechach. To samo dotyczy mężczyzn. Od wielu kobiet słyszę: jak to możliwe, jestem atrakcyjna, od wielu mężczyzn dostaję sygnały, zainteresowanie, podczas gdy mój mąż od dawna nie patrzy na mnie w TEN sposób? Pożądanie do partnera partnerki ludzie często zabijają w sobie sami. Myślę, też że wiele par nadmiernie stapia się, rezygnuje z siebie, zbyt identyfikuje się z rolami mąż, żona, matka, ojciec - rezygnując z siebie, swojej tożsamości.
      • loppe Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 13:55
        twojabogini napisała:

        > Jestem zaskoczona, że wierzycie w moc horoskopów i w to, że określone znaki rep
        > rezentują określone typy ludzi. Ja - koziorożec, mąż - rak. Dokładnie po przeci
        > wnych stronach horoskopu, w testach osobowości wychodzi dokładnie to samo - jes
        > teśmy na przeciwnych biegunach. Co tworzy kompatybilną choć dość zmienną i inte
        > nsywną całość.

        Bogini, dane z Twojego związku tylko potwierdzają moją wiedzę (nie wiarę jak piszesz) wynikającą z Zodiaku. Tak, Ona Koziorożec i On Rak to związek ludzi o wielkich różnicach charakterów/osobowości!
        • loppe Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 14:05
          Przy okazji - nie dla Bogini dla bo Ona jest erudycyjnie wszechstronna - warto wspomnieć że te same dwa znaki w związku to zupełnie nie to samo w zależności od płci, tzn. tam np. ona ryba i on lew to inna charakterystyka związku niż on ryba i ona lwica.

          Poza tym w doborze związku niekoniecznie chodzi o kogoś podobnego, lecz raczej o pasującego do skomplikowanej dynamiki seksualno-towarzyskiej związku... Te dynamiki są inne dla różnych ludzi, różne są potrzeby, często nieuświadamiane i stąd tyle nietrafionych małżeństw pierwszych...
          • jesod Dwa takie same znaki zodiaku to nie to samo 04.11.14, 14:40
            loppe napisał:
            > warto
            > wspomnieć że te same dwa znaki w związku to zupełnie nie to samo w zależności o
            > d płci,


            Te same znaki zodiaku, mimo podobieństw ogólnie charakterystycznych dla nich, nigdy nie są takie same. Ich pozorna jedność/idnentyczność polega na tym, że mają słońce w tym samym znaku i to wszystko, ale... ważny jest również ascendent i... wiele, wiele innych składowych, które tworzą indywidualny kosmogram dla danego człowieka.

            Żeby w miarę dobrze scharakteryzować człowieka trzeba znać jego kosmogram i umieć go jeszcze właściwie zinterpretować.
            Nie ma dwóch takich samych kosmogramów.
            Leszek Szuman twierdził, że prawidłowy kosmogram można opracować znając datę urodzenia danego człowieka z dokładnością do piętnastu minut.

            • loppe Re: Dwa takie same znaki zodiaku to nie to samo 04.11.14, 14:51
              Różne są spojrzenia na Zodiak, tak jak różni są ludzie (wszak to różne Znaki:)) zgłębiający astrologię. Osobiście np. nie przywiązuję wagi do horoskopów na dany okres, a dużą do charakterystyki osób i związków. I będąc miłośnikiem większego obrazka nie uważam, że potrzeba 15-minutowych przybliżeń żeby wiele poznać, choć proszę bardzo ufam że z 15-minutowym przybliżeniem on mógł ujrzeć więcej, szczegółów...
        • kag73 Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 17:44
          Ja nie wierze w znaki zodiaku i jakies tam dopasowanie na ich podstawie:(
          • loppe Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 17:58
            kag73 napisała:

            > Ja nie wierze w znaki zodiaku i jakies tam dopasowanie na ich podstawie:(

            Nie smuć się tym Kag:), ludzie są na szczęście różni i temu zawdzięczamy tak wiele. Studia Zodiaku to sposób wczucia się w to jak ludzie są różni, bez swojej "winy" (są takie prądy utrzymujące że każdy może być każdym jeśli tylko bardzo zechce i choć ja akurat uważam je za pomylone tak jak tamci uważają Zodiak za pomylenie, to dostrzegam w nich niezbędną przeciwwagę dla fatalizmu, powiedzmy), ale Ty Kag nie potrzebujesz ćwiczeń w zakresie intelektualnej i podświadomej akceptacji tej różnorodności ludzkiej, Ty to już masz! Ciekaw jestem bardzo jaki Znak reprezentujesz...
            • kag73 Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 18:00
              Jestem Koziorozcem.
              • loppe Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 18:04
                kag73 napisała:

                > Jestem Koziorozcem.

                Tak jak Bogini. I moja Mama... Zauważcie jak ja zawsze nie wiadomo niby dlaczego poddawałem się w taki czy inny sposób autorytetowi Bogini i Kag na forum...
                • kag73 Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 18:09
                  Tak trzymac! Facet musi i chce byc posluszny/ulegly! To lubie:))
                  • loppe Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 18:14
                    A ja wiem że potrafisz się zaopiekować tym uległym facetem:)
                    • loppe Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 18:19
                      Bogini zdaje się taką troskliwą wszechstaranną żoną w swoim związku i wszystko czego trzeba do szczęścia to żeby on zrozumiał, że trzeba postępować tak jak Bogini wie że będzie lepiej...
                      • kag73 Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 18:21
                        loppe napisał:
                        > Bogini zdaje się taką troskliwą wszechstaranną żoną w swoim związku i wszystko
                        > czego trzeba do szczęścia to żeby on zrozumiał, że trzeba postępować tak jak Bo
                        > gini wie że będzie lepiej...
                        Tak, tak, to ta kobieca intuicja:)
                        • loppe Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 18:32
                          kag73 napisała:

                          > Tak, tak, to ta kobieca intuicja:)

                          Właśnie. Intuicja jest niesamowicie ważna, to jest big picture. Nadmierne oddawanie się analizom (które SĄ cenne) a stronienie od wehikułów takich jak Zodiak - które rozwijają intuicję - może przechylić umysł za bardzo w jedną stronę. Ale Ty Kag - nie wiem jak to robisz - masz właśnie zbalansowany umysł. Wiesz skąd to? Bo ja chyba wiem:)
                          • kag73 Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 18:34
                            Al
                            > e Ty Kag - nie wiem jak to robisz - masz właśnie zbalansowany umysł. Wiesz skąd
                            > to? Bo ja chyba wiem:)
                            Aha, interesujace! I niby skad?
                      • twojabogini Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 21:59
                        Och loppe ubawiłeś mnie setnie :) Jak kiedyś będę chciała postawić na swoim to pokażę twój post swojemu mężowi :)
                    • kag73 Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 18:19
                      loppe napisał:
                      > A ja wiem że potrafisz się zaopiekować tym uległym facetem:)

                      Oj, potrafie, potrafie...;))
                      • loppe Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 18:36
                        kag73 napisała:

                        > loppe napisał:
                        > > A ja wiem że potrafisz się zaopiekować tym uległym facetem:)
                        >
                        > Oj, potrafie, potrafie...;))

                        Potrafisz kochać. I to jest nb. to co napisałem że "wiem" w poście sprzed circa 3 minut...
      • marek.zak1 Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 14:14
        twojabogini napisała:

        > Jestem zaskoczona, że wierzycie w moc horoskopów i w to, że określone znaki reprezentują określone typy ludzi.

        My z Loppe wierzymy. To o nas, czyli Pan Ryba I Pani Skorpion. Zgadza sie w 100%.

        Łączy ich prawdziwe, wyjątkowo gorące uczucie, którego zwykle wystarcza im na całe lata życia razem albo nawet na całe życie, a ponadto nigdy się sobą nie znudzą. Ewenementem jest, że nawet po wielu wspólnych latach dalej potrafią się sobą zachwycać i patrzą na siebie z podziwem w oczach.
        • loppe Re: Sekret Pożądania w długoletnich związkach? 04.11.14, 14:58
          Marek dostał/wybrał z Partnerką bodaj najlepszy układ w całym Zodiaku i to najlepiej tłumaczy paradoks (paradoks z punktu widzenia niedowierzających analizujących ten związek Czytelników tutaj, jak czytamy wyżej:) tego sukcesu. Zodiak! Zresztą Marek też nie jest raczej w stanie do końca prześwietlić, szczegółowo zanalizować tajemnicę megamegasukcesu swojego związku. Od niedawna - jam Ci to sprawił:) - wie że działały RÓWNIEŻ siły potężne, a wcześniej Mu nieznane.

          Również, bo Zodiak to oczywiście nie wszystko, ludzie...
      • urquhart wiele kobiet przestaje widzieć swoich partnerów ja 04.11.14, 19:41
        twojabogini napisała:
        > Jestem zaskoczona, że wierzycie w moc horoskopów i w to, że określone znaki rep
        > rezentują określone typy ludzi.

        Co jest takie niewiarygodne ? Że pewne cechy są skorelowane z czasem urodzenia? Albo raczej warunki w jakich rozwija się mózg płodu są skorelowane z porą roku, długością dnia itp, ilością światła słonecznego? :)

        Pewno w telepatię też nie wierzysz?
        A warto poczytać o powtarzalnych doświadczeniach...
        www.focus.pl/czlowiek/nowy-zmysl-4185?strona=3
        > Wiem, że wiele kobiet przestaje widzieć swoich partnerów jako atrakcyjnych, nie
        > z powodu zmian fizycznych czy psychicznych, ale z powodu zmiany postrzegania i
        > ch jako osób - skupiają się na konfliktach, rozczarowaniach, złych cechach.

        Wszystko widzisz w logicznej przyczynie działania. A to często jedynie racjonalizacje. Łatwo udowodnić że wystarczy zmienić stan hormonów żeby osoba która była kochana stała się nagle denerwująca. Naukowcy od neuropsychologii opisują wiele doświadczeń. Wystarczy choćby że urodzi się potomstwo. Perel nawet pisze że u typowych kobiecych kobiet miłość "kobieca wymaga wyłączności" i gdy dzieci są ważniejsze miłość się po prostu nie dzieli i partner zaczyna denerwować i być konkurencją i poświeciła temu cały rozdział.

        Pisałaś dużo o macierzyńskim lęku, że to przez media. To część prawdy, kiedyś setki tysiące lat ten lęk był przewidziany średnio na dziewiątke dzieci z kórych zwykle trójka dożywała pełnoletniości. Dziś skupia sie na jednym dziecku zwykle.
        Pisze się dużo że macierzyństwo sterowane jest kijem i marchewką, oksytocyną i prolaktyną.
        Ty niedoceniasz roli neuroprzekaźników jeżeli nie całkiem ją ignorujesz, prolaktyna jako neuroprzekażnik lęku zwieksza się od choćby noszenia dzieci na rękach czy słuchanie płaczu ( takie były zalecenia by zwiększyć prolaktyne i motywacje do rodzicielstwa dla mężczyzn). Pewne zachowania zwiększają poczucie lęku ale niekoniecznie są to media. To zjawisko działa w obie strony przecież. Prolaktyna nie tylko steruje poziomem lęku (o potomstwo) lecz także zabija libido i ogólnie zainteresowanie partnerem nie tylko wzmaga lęki. (uwaga w mózgu, bo to nie jest tożsame z dużym obiegiem krwi i jedynie skorelowane, a podawane sztucznie może być nawet skorelowane odwrotnie jak jest z testosteronem u kulturystów).
        Zmiana zaś nastawienia do partnera powoduje że oksytocyna która była nośnikiem miłości i bliskości przenosi te pozytywne emocje na nowy główny obiekt a dla dotychczasowego partnera który jest ju z konkurencją obiektu ma nowe oblicze: złościwości i zazdrości.
        kopalniawiedzy.pl/oksytocyna-hormon-milosc-zachowania-prospoleczne-zawisc-zazdrosc-Simone-Shamay-Tsoory,9045
        • szopen_cn Re: wiele kobiet przestaje widzieć swoich partner 05.11.14, 01:35
          urquhart napisał:

          > twojabogini napisała:
          > > Jestem zaskoczona, że wierzycie w moc horoskopów i w to, że określone zna
          > ki rep
          > > rezentują określone typy ludzi.
          >
          > Co jest takie niewiarygodne ? Że pewne cechy są skorelowane z czasem urodzenia?
          > Albo raczej warunki w jakich rozwija się mózg płodu są skorelowane z porą roku
          > , długością dnia itp, ilością światła słonecznego? :)

          Jest taki malutki problem z ta teoria.

          Kulistosc ziemi.
          Fakt raczej nie do podwazenia.
          Dzicko, ktore urodzi sie w znaku Ryb na polkuli polnocnej bedzie rozwijalo sie jako plod w zimie.
          Urodzone tego samego dnia na polkuli poludniowej bedzie sie rozwijalo jako plod latem.
          • urquhart Re: wiele kobiet przestaje widzieć swoich partner 05.11.14, 07:49
            szopen_cn napisał:
            > Kulistosc ziemi.
            > Fakt raczej nie do podwazenia.
            > Dzicko, ktore urodzi sie w znaku Ryb na polkuli polnocnej bedzie rozwijalo sie
            > jako plod w zimie.
            > Urodzone tego samego dnia na polkuli poludniowej bedzie sie rozwijalo jako plod
            > latem.

            Obserwacja ruchów gwiazd była jedynym sposobem odmierzania czasu w starożytnej kulturze Mezopotamii czy Sumeru. Nasz zodiak pochodzi z określonej kultury ale rozwijał sie w Europie do przyporządkowania cech jaki go znamy dziś i tu cieszy sie popularnością. Chińczycy czy Indianie mają zupełnie inny.
            Zresztą rózne mniej lub bardziej poważne badania potwierdzają znaczące korelacje z cechami ale nie jakąś determinację.
            Co do tego że los jest zapisany w gwiazdach i jakiejś determinacji losu to znam ludzi co wydali mase kasy na legendarnych astrologów by sie jedynie rozczarować, bo nic z tych indywidualnych horoskopów sie nie wydarzyło.

            piotrowski_pawel.republika.pl/sn_stat.html
            • urquhart Re: wiele kobiet przestaje widzieć swoich partner 05.11.14, 08:03
              Zresztą sami oceńcie czy np. osoby ktróre pamiętam przyznające się tu do znaku skorpiona mają wspólne cechy czy nie : bitch, jesod, potwór, urqu
              :)
              • rekreativa Re: wiele kobiet przestaje widzieć swoich partner 05.11.14, 14:46
                No właśnie, niby nie wierzę w horoskopy, a jednak, jak się zastanowię, to sporo osób, które znam, idealnie wręcz pasuje do tych horoskopowych charakterystyk. Łącznie ze mną.
        • twojabogini Re: wiele kobiet przestaje widzieć swoich partner 05.11.14, 08:46
          urquhart napisał:

          > Co jest takie niewiarygodne ? Że pewne cechy są skorelowane z czasem urodzenia?

          Sądzę, że na wyposażenie człowieka ma wpływ wiele czynników, pora roku, położenie geograficzne, dieta matki, geny, przebieg rozwoju płodowego, hormony, być może także położenie gwiazd - czemu nie we wszechświecie w którym wszystko jest ze wszystkim jakoś powiązane. Nie wierzę jednak, że położenie gwiazd jest determinantą. Pomijam, że tradycyjne znaki zodiaku powiązane z określonymi miesiącami przestały odpowiadać położeniu gwiazd - żeby kalendarz zodiakalny nadal działał trzeba by dokonać jego weryfikacji.
          Robiłam kiedyś eksperyment podając inny znak zodiakalny - wierzący w horoskopy natychmiast kiwali głowami - no tak, to wiele wyjaśnia. Podszywałam się pod skorpiona, wagę, raka. Skutecznie - znawcy horoskopów natychmiast odnajdowali moje typowe dla znaku cechy. jak już pisałam - jestem koziorożcem. Co zapewne także wiele wyjaśnia - czyli biorąc pod uwagę całość mojego eksperymentu - nie wyjaśnia nic.

          Co do perel - ta pani wciąż krąży wokół braku orgazmu pochwowego i spadku pożądania po porodzie - rozwiązuje swoje własne problemy jak umie - pozwólmy jej na to.

          >neuroprzekażnik lęku zwieksza się od choćby noszenia dzieci na rękach
          > czy słuchanie płaczu ( takie były zalecenia by zwiększyć prolaktyne i motywacj
          > e do rodzicielstwa dla mężczyzn)

          Jak dla mnie opisywanie tego w ten sposób jest typową postacią zamiana skutku z przyczyną. Natura wyposażyła zarówno kobiety jak i mężczyzn w mechanizmy opierające się na hormonalnych przemianach, które czynią z kobiety i mężczyznę uważnego opiekuna dziecka. Tak stajemy się rodzicami. Jak ktoś chce może to uznać za mechanizm wykształcony ewolucyjnie. Samemu istnieniu mechanizmu zaprzeczyć się nie da.
          Kultury, które powierzały rodzicielstwo kobietom, dbały o to, aby u mężczyzn ten mechanizm nie miał szansy się włączać. Nie uczestniczyli w porodach, nie słuchali płaczu małych dzieci, nie nosili ich na rękach.
          Kultury które powierzały wychowanie dzieci społeczności, systemowi dbały o to aby ten mechanizm nie działał ani u kobiet, ani u mężczyzn. Dziecko odłączano od kobiety zaraz po porodzie, nie przebywało z nią w jednym pomieszczeniu, karmienie powierzano obcej osobie, lub karmiono sztucznie, kobiety nie nosiły dzieci - za czasów stalinowskich propagowano zimny wychów, bez noszenia dzieci co miałoby dzieciom szkodzić.
          Kultury które opierają się na przekonaniu, że ważne dla rozwoju dziecka jest posiadanie dwojga zaangażowanych opiekunów tworzą warunki na zadziałanie mechanizmów zarówno u kobiet jak i u mężczyzn.

          Hormonalne rodzicielstwo - zarówno kobiety jak i mężczyzny - jest mechanizmem biologicznym. Kultura potrafi te mechanizmy hamować. Twórcy reklam i specjaliści od prania mózgów potrafią te mechanizmy wykorzystywać (zagospodarowując np. macierzyński, a coraz częściej rodzicielski lęk i nasilając go - żeby sprzedać).
          To że dotąd w naszej kulturze mężczyźni nie mieli szans na doznanie zmian hormonalnych pod wpływem rodzicielstwa dla wielu badaczy jest punktem wyjścia, opisu mężczyzny (i kobiety). To jednak wskazuje na ograniczenia badaczy, którzy nie potrafią wyjść poza to co widzą i co obserwują, za punkt wejścia uznając to co oferuje im doświadczenia empiryczne.
          To dość naturalne, że większość badaczy jest ograniczona w ten sposób, a tylko naprawdę analityczne umysły potrafią wyjść poza zmysły i empirię i odkryć istotę badanych spraw.

          Najpiękniejszym przykładem jest ruch ziemi i słońca. Skoro wszyscy widzieli, ze słońce okrąża ziemię przyjmowali to za dogmat. Skoro wszyscy widzą, że mężczyźni na ogół nie maja zmian hormonalnych, nie sa zainteresowani opieka nad dziećmi w takim stopniu jak kobiety i odczuwają mniej rodzicielskich lęków - przyjmują to za dogmat w opisie mężczyzny i kobiety w kontekście roli w wychowaniu dziecka.

          To mój najpoważniejszy zarzut wobec psychoewo - punktem wyjścia, kanonem jest mężczyzna ewolucyjnie ukształtowany tak, by nie zajmował się dzieckiem i kobieta ukształtowana tak, by dzieckiem się zajmowała. Nikt wobec tego nie wyjaśnia ewolucyjnie mechanizmu jaki zachodzi u mężczyzn, ani nie analizuje jego cech przystosowawczych.
          • urquhart Re: wiele kobiet przestaje widzieć swoich partner 06.11.14, 09:29
            Psychoewo analizuje a nie zaklada rozne wypracowane predyspozycje tysiecy lat zycia gatunku ktore tkwią atawistycznie w mezczyznach i kobietach i przekladaja sie na podswiadome decyzje i poczucie spelnienia
            Odniesieniem sa prymitywne plemiona zyjace w oderwaniu od cywilizacji w dżungli gdzie jeżeli oboje rodzice angazowaliby sie w rodzicielstwo nikt by nie przeżyje i specjalizacja napędza ewolucje.

            Ze sloncem to dobry dla mnie przykład bo jeszcze 400 lat po odkyciach Kopernika Kosciol walczyl z heliocentryzmem ze wzledow swaitopogladowych podobnie jak dziś isoby o feministycznym swiatopogladzie walczą z okryciami ipsychoewo, neuroscience i genetyki jako szkodliwiwie utwierdzajacymi plciowe steretypy i sprzeczne z gender science :)
            • twojabogini Re: wiele kobiet przestaje widzieć swoich partner 06.11.14, 22:58
              urquhart napisał:

              > Odniesieniem sa prymitywne plemiona zyjace w oderwaniu od cywilizacji w dżungli
              > gdzie jeżeli oboje rodzice angazowaliby sie w rodzicielstwo nikt by nie przeży
              > je i specjalizacja napędza ewolucje.

              Wszystko ładnie i pięknie, tylko jeszcze trzeba dodać, że są też analogiczne plemiona w których oboje rodziców zajmuje się rodzicielstwem.

              O tym właśnie piszę, że analizuje się jako "normalną" sytuacje specjalizacji, podczas gdy jest wiele innych opcji, które się pomija.
              To tak jakby analizować seksualność człowieka zakładając monogamiczność gatunku a pomijając kultury poli i androgamiczne.

              Psychoewo pomija mechanizm przystosowania biologicznego mężczyzn do opieki nad dziećmi - tego, że w ich organizmach tak samo jak w organizmach kobiecych zachodzą istotne zmiany hormonalne. Nie traktuje tego jako mechanizmu adaptacyjnego, ani jakiegokolwiek innego. Psychoewo uzasadnia dlaczego mężczyźni nie zajmują się dziećmi (to nieudowodniona teza uznana za paradygmat).
              Nie bada natomiast dlaczego mężczyźni, którzy jednak zajmują się dziećmi się nimi zajmują.

              Co do neurologii - od dawna wiemy, że mózg jest plastyczny, profil hormonalny zmienia się w zależności od sytuacji życiowej, rozrodczej i seksualnej. To wszystko powoduje, że badania przeciętnej populacji mężczyzn i przeciętnej populacji kobiet z jednego kregu kulturowego więcej mówią o naturze danego społeczeństwa, niż o człowieku jako takim.

              Gdybyśmy zbadali poziom prolaktyny u matek w XVIII w. okazałoby się, że jej poziom był bardzo niski w warstwach zamożnych (kobiety nie zajmowały się potomstwem) i wysoki w uboższych warstwach społecznych. Podobnie, gdy współcześnie porównamy profile hormonalne ojców skandynawskich i polskich - będą różne.
              Tymczasem zakładamy że modelowy jest profil kobiecy ze zmianami i męski bez zmian - i tylko ten ukształtowała ewolucja. Ciekawa jestem co zatem ukształtowało pozostałe profile?

              Co do genetyki - nie słyszałam jak dotąd o ani jednej pracy genetyka, na której dałoby się oprzeć jakikolwiek stereotyp płci, jak również nie słyszałam o żadnej pracy z nurtu gender lub ruchu feministycznego, która polemizowałaby i podważała prace genetyków.

              Prace psychoewo są podważane m.in. z powodów jak wyżej. Możliwe, że nie doczytałam jakiejś ważnej pracy psychoewo, analizującej mechanizm męskiego przystosowania na poziomie fizjologii do opieki nad dzieckiem. Póki co z mojego stanu wiedzy wynika, że psychoewo zakłada, że taki mechanizm nie występuje i nie został ewolucyjnie wykształcony z uwagi na specjalizację ról w jaskiniach, która to specjalizacja spowodowała odrębną ewolucję kobiet i mężczyzn!
    • urquhart Podziw - Klucz - Żona szczuplejsza od męża 06.11.14, 06:51
      Podziw to mężczyzny is the king pożądania.
      Ale podziw jest też niebezpieczny.

      Jedne partnerki pracują przecież na ten podziw inspirując partnera pomagając rozwinąć im skrzydła w karierze czy hobby a inne "przycinają mu skrzydła" żeby nie wyfrunął z gniazdka dogadując mu i ciosając mu kołki na głowie jakim jest ofermą i nieudacznikem.
      Zmniejszać jego poczucie wartości wtedy zmniejsza się szansę że będzie czuł się atrakcyjny dla innych kobiet i zdradzi czy odejdzie. Będzie uzależniony a sytuacja bezpieczna.

      Przypomniał mi się TED o zasadach małżeństwa że jedną z zasad satysfakcji jest by żona była szczuplejsza od męża. Ale u jest pułapka można to osiągnąć walcząc o własną figurę albo odwrotnie, utuczyć meża ! Bo liczy się bezwzględna różnica. Przy okazji stanie się on nie atrakcyjny dla potencjalnych kochanek, łatwo i skutecznie same zalety. No poza brakiem wspomnianego podziwu i pożądania :)

      kopalniawiedzy.pl/satysfakcja-malzenstwo-wskaznik-masy-ciala-BMI-Andrea-Meltzer,13498
      • hello-kitty2 Re: Podziw - Klucz - Żona szczuplejsza od męża 06.11.14, 09:29
        urquhart napisał:

        > Przypomniał mi się TED o zasadach małżeństwa że jedną z zasad satysfakcji jest
        > by żona była szczuplejsza od męża. Ale u jest pułapka można to osiągnąć walcząc
        > o własną figurę albo odwrotnie, utuczyć meża ! Bo liczy się bezwzględna różnic
        > a. Przy okazji stanie się on nie atrakcyjny dla potencjalnych kochanek, łatwo i
        > skutecznie same zalety. No poza brakiem wspomnianego podziwu i pożądania :)

        Hehe to ja instynktownie dobrze kombinuje. Mam klopoty z podnieceniem sie gosciem ponizej +/- 100 kg.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka