enia17 27.01.15, 11:34 Byc szczesliwa .... Koncentrujac sie w zyciu tylko na dzieciach/pracy/znajomych Staram sie przeprogramowac jakos na takie myslenie ale ciezko idzie Jest zal i jest zadra w sercu ... Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
zyg_zyg_zyg Re: czy da sie 27.01.15, 12:18 Buddyści próbują... :-) Twierdzą, że przyczyną cierpienia jest pragnienie i jeśli porzucisz pragnienie, ustanie też cierpienie. Ja też próbowałam, ale moje próby porzucania pragnienia było raczej destrukcyjne i na pewno nie prowadziły do szczęścia. Całkiem nie po buddyjsku w szczęściu pomogło mi zaspokojenie pragnienia. A ono miało swój początek w porzuceniu kogoś, kto nie mógł mi dać tego, czego potrzebowałam. Wiem, wiem - ja mimo, że miałam trudno (bo zawsze jest trudno), to i tak łatwiej niż Ty.... Odpowiedz Link
coffei.na Re: czy da sie 27.01.15, 18:37 Małe pytanie: Myślisz,że warto wszystko rzucić z powodu braku jednej rzeczy,kiedy wszystko inne w miarę funkcjonuje?Uważasz,że np.całkowity brak seksu,dążenia do ofiarowania przyjemnosci partnerce,w zasadzie nie uznawania jej potrzeb w sprawach łóżkowych może być powodem do rozstania? Odpowiedz Link
zyg_zyg_zyg Re: czy da sie 27.01.15, 20:35 > Myślisz,że warto wszystko rzucić z powodu braku jednej rzeczy,kiedy wszystko in > ne w miarę funkcjonuje? Wolę się wypowiadać w swoim imieniu - warto było jak nie wiem co. Uważasz,że np.całkowity brak seksu,dążenia do ofiarowani > a przyjemnosci partnerce,w zasadzie nie uznawania jej potrzeb w sprawach łóżkow > ych może być powodem do rozstania? To zależy. Jeśli seks i fizyczna bliskość są ważne, a ich brak powoduje narastającą frustrację i rzutuje na wszystko inne, co "w miarę funkcjonuje", jeśli cena wyjścia ze związku jest wysoka, ale do osiągnięcia, jeśli zostanie w związku i znalezienie kochanka gdzieś na boku nie wchodzi w grę, jeśli nie jest się skutecznie praktykującym buddystą ;-), to co zostaje? Usychanie, gorzknienie, poczucie straty czegoś ważnego, marnowania życia, młodości, sprawności? Może Kicia pamięta ;-) kogoś z tego forum, kto pogodził się z brakiem seksu mimo, że go potrzebował. Kogoś, kto przy okazji wyglądał na szczęśliwego, zadowolonego i godnego naśladowania. Ja nie pamiętam. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy da sie 27.01.15, 21:01 zyg_zyg_zyg napisała: > Może Kicia pamięta ;-) kogoś z tego forum, kto pogodził się z brakiem seksu mim > o, że go potrzebował. Kogoś, kto przy okazji wyglądał na szczęśliwego, zadowolo > nego i godnego naśladowania. Ja nie pamiętam. Nie pamietam. Ci co pozostaja bez seksu pozostaja niepogodzeni. Reszta kombinuje. Niektorym sie udaje. To pozostaje zapytac czy pamieta Kutuzow ;-) Nasza Trojca ma najlepsze archiwa, a ja to w ogole jestem z nas najmlodsza stazem i chyba najmniej uporzadkowana. W Waszych wypowiedziach to mozna sie zachwycic nawet uporzadkowaniem znakow interpunkcyjnych. Choc Kutuzowi zlapalam ostatnio jeden blad ortograficzny ;) Dobra nie ujawniam swoich obsesji do konca. Zzera mnie ciekawosc Zygciu w jakiej branzy pracujesz. Mam nadzieje, ze w edukacji. Odpowiedz Link
coffei.na Re: czy da sie 28.01.15, 13:54 Oj taaak..nic tylko zachwycać się wielowątkowością wypowiedzi,bezbłędną pisownię..to wszystko jest takie sexy :P Postarasz się to może otrzymasz posadę nadwornego wykrywacza błędów wszelakich...ale uważaj-na to miejsce czeka wielu innych:D Odpowiedz Link
triismegistos Re: czy da sie 28.01.15, 09:14 Odwróć pytanie. Czy związek z kimś, kto ma w odwłoku twoje potrzeby, a w zasadzie ich nie uznaje jest w ogóle wart rozważenia? Odpowiedz Link
coffei.na Re: czy da sie 28.01.15, 13:55 no niby tak..ale czy warto wszystko stawiać na jednej szali? przez seks?! to chyba takie pytanie egzystencjalne,które nie przestanie nurtować.Nigdy! Odpowiedz Link
triss_merigold6 Re: czy da sie 28.01.15, 14:04 To proste: jak nie ma seksu bez racjonalnego powodu, to wszystko inne i tak się sypie i tak. Odpowiedz Link
brak.polskich.liter Re: czy da sie 28.01.15, 17:33 coffei.na napisała: > no niby tak..ale czy warto wszystko stawiać na jednej szali? przez seks?! Ale tu nie chodzi o kladzenie wszystkiego na jednej szali. Po prostu jest malo prawdopodobne, zeby frustracja wynikajaca z niedostatkow w pozyciu nie rzutowala na pozostale sfery zwiazku. Odpowiedz Link
coffei.na Re: czy da sie 28.01.15, 18:50 ...i nie ma chyba nic,w sensie zamiennika,aby ten stan jakoś przejść,bo chyba ta dziura nigdy nie zostanie załatana.. Odpowiedz Link
kruche_ciacho nie, nie da sie 27.01.15, 17:05 Enia i zmobilizuj sie zeby wreszcie to zmienic i dac sobie szanse na szczescie Odpowiedz Link
enia17 Re: nie, nie da sie 27.01.15, 19:44 Jestem otwarta na nowa osobe. BARDZO. wiadomo ze tego sie nie da zaplanowac Wiecej o siebie dbam i wchodze do ludzi Przestalam tylko siedziec w domu i rozmyslac Takze mysle ze to kwestia czasu ... Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: nie, nie da sie 27.01.15, 19:49 enia17 napisała: > Jestem otwarta na nowa osobe. BARDZO. > wiadomo ze tego sie nie da zaplanowac > Wiecej o siebie dbam i wchodze do ludzi > Przestalam tylko siedziec w domu i rozmyslac > Takze mysle ze to kwestia czasu ... A ta nowa osoba to do lozka czy do rozstania Ci jest potrzebna? Odpowiedz Link
enia17 Re: nie, nie da sie 27.01.15, 22:03 To z pewnoscia bedzie zalezalo o tej osoby Bo jak ktos super wow to sie zakocham i zobaczymy co dalej wyjdzie Mama mi jednak mowi ze z dwojka malych dzieci mam znikome szanse zeby ktos sie zobligowal Ale moze wlasnie pan z taka sama historia jak moja ..i te z dziecmi. do sexu byl juz jeden ochotnik Tez zonaty i dzieciaty No ale kompletnie nie moj typ Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: nie, nie da sie 27.01.15, 22:38 enia17 napisała: > To z pewnoscia bedzie zalezalo o tej osoby > Bo jak ktos super wow to sie zakocham i zobaczymy co dalej wyjdzie > Mama mi jednak mowi ze z dwojka malych dzieci mam znikome szanse zeby ktos sie > zobligowal > Ale moze wlasnie pan z taka sama historia jak moja ..i te z dziecmi. > do sexu byl juz jeden ochotnik > Tez zonaty i dzieciaty > No ale kompletnie nie moj typ To moze opisz swoj typ, to sie rozjasni ;) Odpowiedz Link
enia17 Re: nie, nie da sie 28.01.15, 00:00 ah ideal to wysoki szatyn dobrze zbudowany cieply i pogodny i zeby ze 2 x na tydz mial ochote na sex Ale nagne sie jak bedzie trzeba:D Odpowiedz Link
sabat.77 Re: nie, nie da sie 28.01.15, 00:02 enia17 napisała: > ah ideal to wysoki szatyn dobrze zbudowany cieply i pogodny Misio! ... misio? WTF... Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: nie, nie da sie 28.01.15, 00:27 sabat.77 napisał: > enia17 napisała: > > > ah ideal to wysoki szatyn dobrze zbudowany cieply i pogodny > > Misio! > ... misio? WTF... Czekaj Sabat, nie podniecaj sie tak szybko. Ostatnio o cieple, szczesciu i spokoju pisal ktorys z panow przeciez. A szatyn to jasny czy ciemny? Ciemnoblad? Dobrze zbudowany :) Tez nie lubie chudych. Odpowiedz Link
enia17 Re: nie, nie da sie 28.01.15, 09:19 Raczej ciemny niz jasny to ja juz wole grubego niz chudzielca Sama schudlam od poczatku roku 4kg i czuje sie coraz fajniej Sabat zeby udzielac porad to trzeba samemu byc w sytuacji takich porad niewymagajacej - nie uwazasz? Odpowiedz Link
sabat.77 Re: nie, nie da sie 28.01.15, 10:02 enia17 napisała: > Sabat zeby udzielac porad to trzeba samemu byc w sytuacji takich porad niewymag > ajacej - nie uwazasz? Dokładnie tak uważam - dlatego je udzielam. Po prostu moja sytuacja nie wymaga żadnych porad od innych, a nawet jeśli ci "inni" silą się na porady, to ja mam je głęboko w odwłoku :) A że sam przeszedłem taki etap "rozpaczania" jaki teraz przeżywasz, to dodatkowo umożliwia mi łatwiejsze wczucie się w Twoją sytuację. Odpowiedz Link
sabat.77 Czyja wina? Moja! 28.01.15, 10:29 Jeszcze dodam, że określenie "udzielanie porad" jest tutaj trochę nieadekwatne. Ludzie przedstawiają pewien punkt widzenia. Może po prostu przedstawie Ci, co sam przemyślałem, a Ty zrobisz z tym co chcesz: Od początku - w życiu każdego człowieka jest sporo czynnika losowego - nie wiemy tak do końca co się zdarzy. Na to nie mamy wpływu. Wszyscy - jak jeden. Może wyłączając Panów Jackowskiego i Wróża Macieja - co pono widzą przyszłość ;) Jednak jest pewna część spraw - załóżmy, że w większości ludzkich losów jest to zbliżona proporcja - na które mamy wpływ przynajmniej częściowo. Jeśli chodzi o związki uczuciowe - to w naszej kulturze mamy na to wpływ nieomalże całkowity. Nie funkcjonują u nas małżeństwa aranżowane przez rody, pan młody nie porywa pani młodej w płóciennym worze - generalną zasadą jest, że ludzie dobierają się na zasadzie dobrowolności. Nie ma też obowiązku płodzenia dzieci, nikt nikogo nie zmusza do tego by dbał/bądź nie dbał o swoje interesy, nikt nikogo za rękę nie prowadzi, ani do niczego ciągnie na siłę czy z bronią przy skroni. Zatem to co robi człowiek w zakresie swojego życia uczuciowego to są jego autonomiczne i całkowicie prywatne decyzje. No a że rodzą konkretne konsekwencje - o, sorry, takie jest życie. Nikt za nas nie dobrał tych partnerów, których mieliśmy/mamy/będziemy mieć. Taka była nasza wola. Nie zły proboszcz, nie mama, tata, rząd, pederaści czy masoni - to kurwa MY i tylko MY ponosimy za to pełną odpowiedzialność. A wniosek końcowy taki - jak wpadłeś do doła, który własnoręcznie w dodatku wykopałeś, to tylko Ty będziesz wiedział jak z niego wyjść. Albo jeśli chcesz w nim siedzieć - to Twoja ostatecznie decyzja. Mówisz o mojej sytuacji? Okej - mi wystarczyło, że zrozumiałem podstawy. Byłem grubasem i miałem kompleksy? Taaa, ale nikt za mnie się nie obżerał - to ja sam się doprowadziłem do potężnej nadwagi - i sam byłem sobie winny. To że z tych kompleksów zaprzestałem poszukiwań fajniejszej laski i zaakceptowałem taką... "mało energiczną" w sprawach seksualnych? No - moja to sprawka, nikogo innego przecież. Konsekwencje mojego lenistwa, bierności, tchórzostwa itd. To że jak totalny debil sprowadziłem z nierokującą na fajne życie seksualne panią dwójkę potomstwa, to co? Ktoś za mnie ją ruchał? (no dobra, możliwe, ale nie popadajmy w paranoję;) Ktoś inny podjął taką nieasertywną decyzję? Mogłem powiedzieć NIE, no pasaran. Nie powiedziałem, zgodziłem się jak owca, chociaż wszystko krzyczało we mnie "NOOOOO!!!" jak Frodo Baggins za Gandalfem spadającym w czeluście Morii :) Czy to nie moja wina? Może Świętego Mikołaja? I tak to jest - niestety w wielu wpadkach jesteśmy kowalami własnego losu, i jeśli jedziemy przez życie taszcząc przed sobą furę gnoju w postaci różnorakich problemów, to często i gęsto są to konsekwencje naszych suwerennych decyzji. I tylko my będziemy wiedzieć co chcemy z nimi zrobić dalej. Odpowiedz Link
zawle Re: Czyja wina? Moja! 28.01.15, 10:45 sabat.77 napisał: To że z tych > kompleksów zaprzestałem poszukiwań fajniejszej laski i zaakceptowałem taką... " > mało energiczną" w sprawach seksualnych? No - moja to sprawka, nikogo innego pr > zecież. Konsekwencje mojego lenistwa, bierności, tchórzostwa itd. To że jak tot > alny debil sprowadziłem z nierokującą na fajne życie seksualne panią dwójkę pot > omstwa, to co? Ktoś za mnie ją ruchał? (no dobra, możliwe, ale nie popadajmy w > paranoję;) Ktoś inny podjął taką nieasertywną decyzję? Mogłem powiedzieć NIE, n > o pasaran. Nie powiedziałem, zgodziłem się jak owca, chociaż wszystko krzyczało > we mnie "NOOOOO!!!" jak Frodo Baggins za Gandalfem spadającym w czeluście Mori > i :) Postaraj się żeby tego nigdy nie przeczytała Twoja żona. To podłe. Odpowiedz Link
sabat.77 Re: Czyja wina? Moja! 28.01.15, 11:32 triss_merigold6 napisała: > Owszem, podłe. Zauważ, że w niektórych sytuacjach optymalnym rozwiązaniem jest jednak obustronne obniżenie poprzeczki. Nie sądzę, żeby mój związek był w tym wypadku wyjątkiem. Jedynie wyjątkowe jest tutaj to, że ja mówię głośno o tym, co dla wielu ludzi jest absolutnym tabu. Odpowiedz Link
sabat.77 Re: Czyja wina? Moja! 28.01.15, 11:28 zawle napisała: > Postaraj się żeby tego nigdy nie przeczytała Twoja żona. To podłe. No ba. Ale zobacz, że ona też musiała niezłą żabę zjeść by mieć te swoje upragnione dzieci. Odpowiedz Link
niezapominajka333 Re: Czyja wina? Moja! 28.01.15, 11:41 Zawle, a bo to jedyny tekst Sabata o jego żonie i życiu, którego nie powinna czytać? Przerzucanie się ze skrajności w skrajność to jego specjalność. Od nastroju zależy jaka jest jego obecna filozofia. Odpowiedz Link
enia17 Re: Czyja wina? Moja! 28.01.15, 12:12 Zgadzam sie ze podejmujemy decyzje samodzielnie no nic nie wskazywalo ze panu sie odechce po paru latach Na poczatku bylo czesto i fajnie Weekendowe sexmaratony Teraz siedzi jak flak, zasypia na kanapie przed tv i 2-3-4 przychodzi do lozka albo i nie Jakby tak bylo na poczatku to nie zwiazalabym sie z nim To nie byl moj pierwszy facet ani nie 5 teraz to obral strategie ze sie poswieca dzieciom Jakies odworcenie rol normalnie bo to jemu opadlo libido i on sie poswieca dzieciom jakis udawany facet jak to go w myslach nazywam Nie stoi mu w nocy ani rano Dzieci sa bardzo wazne oczywsice ale ja tez jestem wazna Odpowiedz Link
sabat.77 Re: Czyja wina? Moja! 28.01.15, 12:17 To bez znaczenia co sadzilas, nie uwazasz? Liczy sie stan faktyczny. Podejmujesz decyzje i dzialasz - albo odpuszczasz. Odpowiedz Link
sabat.77 Re: nie, nie da sie 28.01.15, 00:04 enia17 napisała: > No ale kompletnie nie moj typ Czyli niski blondyn/brunet, rachitycznie zbudowany, zimny i oschły? Rany, faktycznie słabo rokujący na seks. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy da sie 27.01.15, 21:52 enia17 napisała: > Byc szczesliwa .... > Koncentrujac sie w zyciu tylko na dzieciach/pracy/znajomych Staram sie przeprogramowac jakos na takie myslenie ale ciezko idzie Jest zal i jest zadra w sercu ... Potwierdzam głos większości. Nie da się. Odpowiedz Link
burzowa.kejt Re: czy da sie 27.01.15, 23:24 enia17 napisała: > Byc szczesliwa .... > Koncentrujac sie w zyciu tylko na dzieciach/pracy/znajomych > Staram sie przeprogramowac jakos na takie myslenie ale ciezko idzie > Jest zal i jest zadra w sercu ... rozstaliście się? twoje posty sprawiają wrażenie, że desperacko poszukujesz faceta. odpuść sobie, przynajmniej na jakiś czas, bo jak jesteś w takim stanie nic dobrego z tego nie będzie. daj sobie czas dziewczyno. Odpowiedz Link
sabat.77 Re: czy da sie 28.01.15, 00:08 enia17 napisała: > Byc szczesliwa .... > Koncentrujac sie w zyciu tylko na dzieciach/pracy/znajomych > Staram sie przeprogramowac jakos na takie myslenie ale ciezko idzie > Jest zal i jest zadra w sercu ... Da się, wszystko zależy od dynamiki sytuacji, obrazu samego siebie i oczekiwań. Załóżmy że byłabyś przykuta całe życie do wózka inwalidzkiego i nagle naukowcy wynajdują cudowny środek - nagle zaczynasz chodzić. Mogąc chodzić byłabyś najszczęśliwszą osobą pod słońcem. A teraz chodzisz i jesteś nieszczęśliwa :D To wszystko dlatego, że to co masz uznajesz jakby za pewnik, coś oczywistego w swoim życiu - a z takich oczywistości cieszyć się nie sposób. Za to wyraźnie widzisz czego nie masz - i jesteś z tego powodu nieszczęśliwa. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy da sie 28.01.15, 00:33 sabat.77 napisał: > Załóżmy że byłabyś przykuta całe życie do wózka inwalidzkiego :) Kto to pisal, ze na forum ciagle operujemy ekstremami... i nagle naukowcy > wynajdują cudowny środek - nagle zaczynasz chodzić. Mogąc chodzić byłabyś najsz > częśliwszą osobą pod słońcem. Tia, piekna historyjka niestety niekoniecznie prawdziwa. Inwalidzi to czesto ludzie jak inni, jak my. Odpowiedz Link