wont2
15.01.18, 21:57
Dałbym ten wpis do poprzedniego wątku, ale wygląda na to, że albo admini go skasowali albo coś się spierdzieliło, koniec końców nie można w poprzedni wątek wejść, w związku z czym zakładam nowy wątek zaśmiecając nieco forum, ale to nie moja wina.
Po co piszę ten epilog? Z dwóch powodów. Po pierwsze, zawsze sam lubiłem przeczytać jak zakończyła się historia opisana przez jakiegoś forumowicza (niestety, zbyt często opowieści kończą się na "i ja tam byłem, miód i wino piłem" a przecież wszyscy wiemy, że zawsze, wcześniej czy później przychodzi kac). Po drugie, żeby w końcu udowodnić, że moje potencjalnie długoterminowe związki nie stają się moimi realnymi długoterminowymi związkami z mojego powodu :)
Przechodząc do sedna, czyli Wan. Taka fajna laska z Tajlandii, normalna dziewczyna (dla tych czytelników, którzy nie mieli okazji zapoznać się z nieczynnym/skasowanym wątkiem). Nie jakaś super piękność ale naprawdę bardzo ładna, fajna dziewczyna, z którą mógłbyś równie fajnie poruchać się w Ritzu jak i w stogu siana. Wydawała mi się poza tym i bystra i inteligentna.
Wyleciałem w Tajlandii w Sylwestra. Uzgodniliśmy wówczas, że przyleci do mnie na trzy miesiące w maju i że jesteśmy (sama mnie zapytała o nasz status!) w związku i likwidujemy nasze konta na portalu randkowym, na którym się poznaliśmy.
No i przechodząc szybko sedna (choć to żenujące ale potrzebne dla edukacji forumowej młodzieży i urqu):
Ja swoje konto zlikwidowałem zaraz po przyjeździe (drugiego albo trzeciego dnia). Z drobnym problemem, bo to rzeczywiście skomplikowane - kto był na płatnych portalach randkowych ten wie, że to trudne - okazało się, że tylko wygasiłem konto a nie je wykasowałem, więc po kolejnych dwóch czy trzech dniach poprawiłem swój błąd i je już ostatecznie wykasowałem. Oczywiście, nie kierowała mną wyłącznie miłość czy próżność, chodziło mi też o to, żeby nie czardżowali mi karty bezsensownie :)
Z Wan niestety było inaczej. Rozumiem, że nie wykasowała swojego konta dopóki ja nie wykasowałem swojego. Rozumiem też, że mogła nie skasować swojego konta dopóki nie udowodniłem jej, że nie zabawiałem się nią na urlopie tylko miałem realne, długoterminowe zamiary (a uwierzcie mi, ostatnie dwa tygodnie poświęciłem żeby poczuła się pewniej, że naprawdę chcę, żeby do mnie przyjechała w maju).
W każdym razie, w środę wieczorem założyłem sobie konto Sean'a, Anglika z Londynu (czas założenia konta - trzy minuty może) i zobaczyłem, że jej profil cały czas istnieje i że zalogowała się na swój profil tego samego dnia, tyle, że wcześniej. W związku z tym, pełen złych przeczuć, wgrałem mojemu profilowi - Sean'owi z Londynu atrakcyjne zdjęcie i wysłałem Wan serduszko zainteresowania. Przez kilka dni nic się nie działo, nie logowała się, więc myślałem, że po prostu próbowała zlikwidować wtedy konto ale jej się nie udało. Niestety, dzisiaj się zjebało. I naprawdę, symptomatyczne i wymagające analizy psychologicznej jest to dlaczego zjebało się własnie dzisiaj :) Dzisiaj był najbardziej "czuły" dzień. Wczoraj przed jej snem byłem funny po wcześniejszym cocky, dziś rano mi napisała między innymi, że mnie kocha i w tym samym mniej więcej czasie zalogowała się na portal randkowy. Ok, rzyg, ale nie byłem do końca pewny o co chodziło z tym logowaniem - może pomyłka, może chęć dowartościowania się, może sprawdzała czy ja rzeczywiście skasowałem swoje konto. W każdym razie, posłodziliśmy sobie dzisiaj, nawet bardziej mi ona niż ja jej, w każdym razie to ona była tą stroną nieco bardziej inicjującą kontakt dzisiaj. No i w życiu bym się nie spodziewał, że Sean dzisiaj ok. 18 naszego czasu, jak własnie siedziałem na kiblu po powrocie z pracy dostanie serduszko od Wan :)
Jest to zajebiście smutne. Wiem, Bismarck powiedział, że lepiej nie wiedzieć i tak dalej, ale mimo wszystko lepiej wiedzieć. I tak sobie myślę, że w tej całej "zdradzie" boli mnie najbardziej, że to było takie w sumie strasznie stereotypowe, banalne i głupie. Do zdemaskowania w trzy minuty. To był po prostu policzek w moją inteligencję :)
W każdym razie wracamy na stare tory - w kwietniu, po trzech miesiącach, kompleksowy przegląd karoserii i podwozia i znowu w trasę! :)
PS. Znowu będę musiał stopkę zmienić :/