herge
19.10.04, 10:35
No, to teraz będzie prowokacja...
Jeszcze kilka miesięcy temu wszelkie układy wykraczające poza 1+1 uznawałem
za przegięcie. Ale kiedy "głód" zacznie doskwierać, zaczynają pękać kolejne
bariery, przynajmniej w głowie.
I oto odnalazłem w sieci taki artykuł:
www.wm.pl/index.php?ct=erotyka&id=600339
Podoba mi się podejście z rezerwą do tematu. Przyjmuję argumenty dr Depko, w
tym ten najważniejszy: swingowanie może zakłócić relacje wewnątrz pary. Ale
co w sytuacji, kiedy te realcje i tak nie funkcjonują?
Mówiąc wprost: skoro nie ma seksu i satysfakcji z niego, do dlaczego nie
spróbować w inny sposób; ryzykując świadomość, że w ten sposób podniecenie i
satysfakcję można jednak osiągnąć? Widzę tu dwa - paradoksalnie
przeciwstawne - czynniki: zazdrość lub lepsze dopasowanie. Czyż widok
partnera z inną osobą nie podziała mobilizująco? Albo gdy okaże się, że osoba
oziębła może czerpać radość z seksu - potrzebne tylko inne "oprzyrządowanie"?
Oba stany mogą prowadzić do rozpadu związku, ale chociaż wiadomo, na czym
stoimy.
Tyle teoria. A w praktyce: dzisiaj rano przytuliłem się do żonki i zapytałem
o takie rozwiązanie. Ona, owszem, myślała o tym, ale wstyd, strach przed
własną reakcją jest silniejszy. W końcu nie ma gwarancji, że to nie powiększy
awersji do seksu. Rozumiem ją. Sam nie wiem jak bym się zachował, gdybym
zobaczył innego samca na mojej samicy. Celowo trywializuję sprawę, bo więź
emocjonalna z drugą osobą wydaje mi się tak samo naturalna jak popęd
seksualny.
Jest jeszcze jedna okoliczność: wśród fantazji facetów (a może nie tylko)
często pojawia się trójkąt: 1M + 2K. Rzecz w tym, że kobiecy orgazm jest
trudniejszy do osiągniecia, ale za to i dłuższy, i bardziej intensywny.
Wymaga zatem większej ilości bodźców. A więc raczej 2M + 1K. I przestaje być
facetom (przynajmniej niektórym) tak komfortowo.
I co Wy na to?
;-)