Dodaj do ulubionych

To tylko fakty

07.01.05, 13:58
Chyba nie chcę waszych rad, bo pewnie tez nie potrafiłabym ich zastosować,
ani się przełamać do nich. historia długa i chyba (tak wydaje się mnie)
skomplkowana.
Rok 2001-17 pażdziernika - nie pamiętam już jaki, ale był to mój
ostatni seks z mężem. Wtedy własnie zrobilismy naszego synka. Od momentu
kiedy się dowiedział ze jestem w ciązy nic ...po porodzie tez nic...i w
obecnej chwili tez nic....Nasz synek kończy 8 stycznia 2,5 roku. Wiec razem
3lata i 4 miesiace bez seksu małzeńskiego. Dlaczego ? NIE WIEM. byc moze
wiem, ale nie chcę się sama sobie do tego przyznać? Sądze , ze to dlatego ze
widział mnie zaraz po porodzie(cesarka) i w połogu (Facet dość wrazliwy chyba
na te rzeczy )Potem maleńkie dziecko, moje zmęczenie i jednocześnei zacięcie
sie w sobie: NIE bedę ZNOWU pierwsza inicjować sex'u. NIE i już . A on nic.
nadal cisza. Żadnego wyciągnięcia ręki, żadnej rozmowy na ten temat- ja sama
myślałam o tym wiele razy, ale chyba za bardzo to wszytsko już daleko zaszło.
I nie wiem czy bym potrafiła z nim rozmawiać na ten temat.
I tak sobie żyjemy juz ponad 3 rok, niby razem , a jednak
zdecydowanie osobno. I nie piszcie, ze nie ma potrzeb. Przeglądam jego
przegladarkę na kompie i widzę jakie otwiera strony, co ogląda i jak czesto.
(Źle robię ...?!). Nie ejstem tego pewna, jednak podejrzewam samoobsługę u
niego.
A to też nie jest tak, ze ja nei mam potzreb i pragnień. Seks śni
mi się po nocach , a nie zamierzam go zdradzić i wogóle o tym nie myslę.
Tylko chyba nie tak wszystko powinno być? Zal mi straconych lat, potrzebuję
bliskości , pewnie On takze , a nie umiemy tego muru przełamać. I co w takim
wypadku? Nie chcę mysleć za 15 lat, że stracialm kawał życia w nieudanym
związku, siebie nie potrafię przełamac do wyciągnięcia ręki, do rozmowy, a
chyba na gest z jego strony nie mam co czekać.

Obserwuj wątek
    • ashton Re: To tylko fakty 07.01.05, 14:16
      Cóż, ktoś z Was dwojga musi być mądrzejszy i zacząć rozmowę na wiadomy temat.
      Bez tego ani-ani.
      Za długo już to wszystko trwa.
      Życzę powodzenia :-)
      • anula36 Re: To tylko fakty 07.01.05, 15:00
        skoro rad nie chcesz, nie potrafilabym ich zastosowac a jednoczesnie sytuacja
        zastana ci ne odpowiada, powinnas sie naprawde gleboko zastanowic czego tak
        naprawde chcesz w zyciu i jakie sa twoje priorytety.
        Zastanawiam sie poza tym ,czy po tak dlugiej,ponad 3 letniej przrwie we
        wspolzyciu mozna jeszcze do niego wrocic w tym samym ukladzie i z tym samym
        partnerem.
    • bri Re: To tylko fakty 07.01.05, 15:47
      A przed ciaza bylo dobrze???
    • rachela180 Re: To tylko fakty 07.01.05, 15:54
      Próbuj... czemu nie możez zainicjować zbliżenia? Może to by pomogło?
    • kitty4 Re: To tylko fakty 07.01.05, 17:49
      Anula 36, głęboki ukłon w Twoją stronę, powiedziałaś(napisałaś) to o czym ja
      myślę od dawna. Nie wiem jak by miało to wyglądać. Ja już chyba się go krępuję
      i inne takie. Odpowiadając na czyjeś pytanie - przed ciążą było dobrze, o ile
      mozna to tak nazwać patrząc z perspektywy czasu. Zblizenia raz na tydzień, dwa.
      W 97 % inicjowane z mojej strony.
      A dlaczego znowu mam ja wyciągać rekę? Czy jego to nie dotyczy ? Nie
      umie/nie moze/nie potrafi ? Dlaczego znowu ja mam strać sie wtym małzeństwie.
      Czemu mam być ciągle osobą, która inicjuje zblżenia. Czytajac wypowiedzi wasze,
      chyba dochodze do wniosku, ze nie jesteśmy dobrze dobrani. Ale nie wiem , po
      prostu nie wiem, a moze po trochu biję się i nie potrafię rozwiązać tej
      sutuacji. Próbowałam we wrzesniu 2004 powaznej rozmowy, włacznie z rozmową o
      rozwodzie i ułozeniu sobie życia. Efekt taki, ze zostało to odebrane jako li
      tylko i wyłacznie próba odseparowania go od dziecka (które bardzo kocha i
      potrafi sie nim zająć-ojcem jest pierwsza klasa). Chcę sex'u i nie potrafię i
      niechcę z nim o tym rozmawiać. Wiem-dwie sprzecznosci, ale tak własnie jest. i
      nie widzę siebie z kochankiem.
      Jest jeszcze jeden powód, o którym myślę. Mam troszkę nadwagi. Moze to
      to ? Ale on tez nie jest modelem z okładem pisemek. jestem zadbana,
      zainteresowanie ze strony innych mężczyzn jest( nawet wczoraj miałam
      hm...propozycję )Wiec co z nami jest nie tak ? Każde zacięło się w sobie i
      czeka na gest tej drugiej strony ?
      • tina1 Re: To tylko fakty 07.01.05, 18:20
        Jak nie udacie się obudwoje natychmiast do psychologa lub seksuologa (sami tu
        sobie nie pomożecie),to po cholerę to ciągnąć!!!????Nie szkoda Ci straconych
        lat??? No chyba ,że lubisz takie umartwianie się!
        • anula36 Re: To tylko fakty 07.01.05, 18:35
          niestety obawiam sie ze tak bedzie oddalicie sie na skraje lozka ,potem do
          oddzielnych sypialni, takie zycie razem ale osobno.
          Szkoda troche.
          Z psychologiem jest tak, ze jest 3 osoba w rozmowie i jesli twoj maz znow
          przyjmie to jako atak na jego kontakty z dzieckiem - jest szansa to
          wyprostowac,przekazac mu to o co naprawde chodzi.
          zawsze sie zastanawialm jak dwoje ludzi ktorzy sa razem i rodzice jednego
          dziecka nie potrafia rozmawiac o najwazniejszych dla nich sprawach.


          zreanimujmy forum dla puszystych!!

          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=16559
    • jacekplacek7 Re: To tylko fakty 08.01.05, 12:37
      Dlaczego nie chcesz miec kochanka? Skoro z mężem nie uprawiasz seksu, to
      dlaczego nazywasz to "zdradą"? Zresztą od razu ci odpowiem (bo lubię się
      mądrzyć :) - robisz tak z przyczyn społecznych: masz, jak większość z nas,
      wdrukowane poczucie bezpieczeństwa w sytuacji wypełniania normy akceptowanej
      przez społeczność (większą czy mniejszą - zawsze do jakiejś społeczności się
      należy). Jeżeli byłoby tak jak napisałem przed chwilą - nie wahaj się, spraw
      sobie kochanka, to jest przecież zaspokojenie dość podstawowej ludzkiej
      potrzeby. Gdybyś się przełamała i postąpiła wg mojej rady - sytuacja mogłaby
      się rozwinąć w dwóch kierunkach:
      1. Z kochankiem (może nie pierwszym, ale wcześniej czy później taki się
      znajdzie) - będzie super w łóżku i twoje życie rozszczepi się na dwa
      strumienie: w domu mąż i sfera "rodzinna" (dziecko, dom itd.), outside -
      kochanek i sfera namiętności. Prawdopodobnie w tej pierwszej wszystko zacznie
      być lepiej niż dotychczas, bo będziesz zaspokojona, a więc lepiej spełniona,
      szczęśliwsza.
      2. Po pewnym czasie (jeśli rzeczywiście będzie dobrze) - odejdziesz do
      kochanka, bo być może okaże się, we we wszystkich sferach jest lepiej, nie
      tylko w tej jednej - z nim. Pozostaje problem dziecka. Można tylko dodać, że
      dzisiaj dość powszechny.

      No ale jest też druga, wg mnie mniej prawdopodobna, ale możliwa przyczyna, że
      opisanego powyżej scenariusza nie zrealizujesz. Mianowicie taka, że kochasz
      swojego męża i (jak twierdzi wiele kobiet) - nie potrafisz rozdzielić seksu od
      miłości. Jeśli tak jest, to chylę czoła, bo to jest piękne. Ale wtedy masz
      problem, bo jeśli nie potraficie sobie poradzić sami z różnicą potrzeb (lub
      raczej, lepiej powiedzieć - ze wspólnym ich zaspokajaniem), to będziesz się
      męczyć (być może on też). Skorzystaj z rady dziewczyn, które tu pisały powyżej.
      Mają rację. To może pomóc. W każdym razie musisz (wygląda na to że ty, bo on
      tego nie zrobi) - sprowokować jakieś działanie.
      Ostatnia wersja wydarzeń, jaka może nastąpić: nic się nie wydarzy. Hm,
      autoerotyzm, czy jak to tam nazwać, musi ci wtedy wystarczyć do końca życia.
      Ale wiesz co, chyba szkoda by było...
      • anula36 Re: To tylko fakty 08.01.05, 12:40
        tylko po co szukac kochanka skoro mozna poszukac nowego partnera i miec
        wszystkow jednym?
        • jacekplacek7 do anuli 09.01.05, 01:43
          e tam, wszystko w jednym; a widziałaś kiedyś faceta co by miał wszystko tak jak
          byś chciała? Jak dobry w łóżku, to z kolei pije albo bez kasy, jak ma kasę - to
          z kolei głupi i nie pogadasz, jak się zajmuje dziećmi to z kolei pokraka albo
          kurdupel itd. itp.
          To nie lepiej mieć dwóch albo trzech?
          :)))
          • anula36 Re: do anuli 09.01.05, 02:01
            1. widzialam, a ostanimi czasy stwierdzam ze nawet mam takiego w domu

            2.no mozna nawet 5 ale czasu duzo na to schodzi a HIV szaleje. Nie wierze w
            ewentualna wiernosc a nawet rozsadek tych 2 czy 3.
            • jacekplacek7 Re: do anuli 09.01.05, 10:11
              Ad.1: aaaa, widzsz, wyszło szydło z worka - okazuje się, że w rzeczywistości
              wcale nie jest tak źle, jak by się mogło wydawać z różnych smętnych tonów,
              jakie tu przeważnie pobrzmiewają w postach :)

              Ad.2: taaak, z wiernością oraz - zwłaszcza - z rosądkiem to u facetów krucho,
              to prawda; ale to jednak potwierdzałoby moje nocne tezy
              :)
              • anula36 Re: do anuli 09.01.05, 15:01
                nie jest zle, a nawet calkiem dobrze ale kosztowalo to mojego faceta rok
                inetensywnego leczenia i kupe kasy.
                Mysle,ze nie kademu by chialo( moze nawet mnie nie), tym bardziej go w tej
                materii podziwiam.
                mysle ze jak sie spotka w miare sensowna osobe mozna z nia spedzic kawalek
                zycia a moze nawet cale bez erzacow.A jesli sie do imentu spieprzy lepiej
                poszukac nastepcy a nie zastepcy.
    • juna_bis Re: To tylko fakty 08.01.05, 21:30
      Jakbys sie pogodzila z beznadzieja. Z taka biernoscia na pewno nic sie nie
      zmieni i nie ma szans na normalnosc. Moze on tez sie tak czuje i tez mu
      niedobrze z tym brakiem, ale pewnie nigdy sie o tym nie dowiesz, bo przeciez
      nie rozmawiacie. Chyba, ze przy okazji rozwodu wygarniecie sobie wszystkie
      zale.
      A moze wczesniej jednak cos sie zmieni, jak przydarzy sie jakas piekna
      katastrofa w waszym zyciu.
      Zycze zmiany, jakiejkolwiek.
    • shiseido Re: To tylko fakty 09.01.05, 02:27
      Ja w maju bede "obchodzila" 4 rocznice bezseksia.I rozumiem Cie doskonale-opor
      przed rozmowa,przed kolejnym inicjowaniem czegokolwiek-juz nie tylko lozka,bo
      to przenosi sie tez na cala pozostala sfere zycia.Dziewczyno,to nie jest zycie,
      i jesli mozesz cos zrobic-to po prostu to zrob! Psycholog,seksuolog,ksiadz(choc
      watpie, zeby sie zgodzil, bo w/g niego wszystko jest OK).Zaboli, co powiem-
      jesli sprobujesz raz jeszcze i znowu Cie odrzuci-szukaj radosci gdzie indziej i
      z kim innym.Masz 1 zycie i mimo jego (meza) pozostalych zalet-brak tej jednej i
      tak spowoduje, ze bedziesz rozgoryczona i coraz bardziej zapiekla w swoim zalu.
      Czasami mysle, ze gdybym znalazla kogos na boku-to wcale nie bylaby zdrada-bo
      niby co bym zdradzila?Cos czego nie ma? Zaluje strasznie tych lat,obys Ty
      zalowac nie musiala.
      Pozdrawiam.
      • tina1 Re: To tylko fakty 09.01.05, 08:00
        ej, ej , koleżanko :))))(sorki za poufałość) A czemu Ty tych pięknych rad nie
        wprowadzisz w czyn???:))))
        • jacekplacek7 do tiny 09.01.05, 09:57
          czemu? bo my tutaj, na tym forum, jesteśmy teoretykami;
          praktycy - są raczej w innych miejscach.
          niestety.
          :)
          • shiseido Re: do jacka 09.01.05, 11:18
            Ale to nie jest takie proste,kolego.
            Mnie przez kilkanascie lat Pan wbijal w przekonanie,ze:bez niego jestem
            nikim,jestem wstretna,tlusta,monotematyczna,gadatliwa.Nie mialam prawa do
            wlasnych znajomych,rozrywek,urlopow i innych takich.Jak wpedzil mnie w stan
            przedzawalowy,to uslyszalam, ze symuluje.Jak poszlam do kolejnej szkoly, to po
            pol roku zaczal wydziwiac i tlumaczyc, ze to niepotrzebne-ze on zarabia
            przeciez na nas dwoje.Jak planowalismy kupno samochodu dla mnie,to uslyszalam,
            ze co do marki to on zdecyduje-ja mam sie cieszyc,ze w ogole cos dostane.
            Suma tych wszystkich okolicznosci sprawila, ze po dzis dzien czuje sie jak
            maszkaron niewart niczyjej uwagi i gdzies tam jeszcze tli sie we mnie mysl, ze
            moze rzeczywiscie jestem calkiem do dupy i to wielkie szczescie,ze on chcial ze
            mna byc.
            Wiec nie mow prosze,ze praktycy sa gdzie indziej-czasem trzeba przejsc dluuuga
            droge,zeby oprzytomniec:)
            • jacekplacek7 Re: do shiseido 09.01.05, 11:52
              ależ shiseido, czy ja gdziekolwiek napisałem, że jest to proste, koleżanko?
              Napisałem że jesteśmy teoretykami - i twój komentarz całkowicie moją tezę
              potwierdza.
              Napisałem też "niestety", bo naprawdę uważam, że nadwrażliwcy mają przejebane.
              Z twoich wypowiedzi wynika, że jesteś (mimo pewnych, hm, "usterek"
              psychicznych, o których wspominasz) - mądrą, ciepła kobietą, która nie jest
              szczęśliwa w życiu, bo trafiła na nieodpowiedniego partnera. Nie zmienisz tego
              stanu, włśnie ze względu na owe "usterki", które zresztą lepiej widać i łatwiej
              zrozumieć u kogoś, niż u siebie.
              Szczerze ci wspólczuję, bo wg mnie będzie ci trudno samodzielnie spowodować
              drastyczną zmianę w swoim życiu. Jesteś raczej bezwolnie niesiona nurtem rzeki,
              i w większym stopniu twoje własne cechy psychiczne odpowiadają za ten stan,
              niż "winy" innych ludzi, uwierz.
              Życzę ci szczęścia i siły.
          • tina1 Do Jacka.......7 09.01.05, 11:47
            ....tak , tu na forum teoretykami , ale tam , w życiu ,to praktykami Jacku
            jestesmy, jak cholera ,praktykami :(((((
          • anula36 Re: do tiny 09.01.05, 15:02
            sa na tym portalu liczne fora praktykow- wystarczy tylko poszukac;)
        • shiseido Re: To tylko fakty 09.01.05, 11:09
          Mozesz mnie nawet tytulowac "glupia baba", zwlaszcza w tej sytuacji:)
          W zycie nie wprowadzilam (jeszcze), bo:
          a)najpierw myslalam (az sie dziwie) ze przeciez sie jakos ulozy;
          b)potem proponowalam rozne rozwiazania (lacznie z pomoca fachowa)
          c)jak dojrzalam do dzialan zdecydowanych, to wzial i wyjechal na dosc dlugo
          d)nie widze mozliwosci rozstania korespondencyjnego
          e)tym bardziej podzialu dobr w ten sposob
          f)okazalo sie, ze w kontaktach z obcymi facetami jestem co najmniej dzika,jesli
          nie okreslic tego bardziej dobitnym okresleniem:)
          g)gdybym nawet nie byla "dzika", to i tak bym sie nie "puscila",bo w
          miedzyczasie okazalo sie, ze Pan mial dlugotrwaly romansik,i predzej bym
          pierzem porosla, niz zrobila to samo.Tak, dla zasady.
          h)nadal szkoda mi tych lat,bo do dzialan dojrzalam w przeciagu ostatniego
          roku,wiec zostaja jeszcze 3 lata do zalowania;)
          i)no i zaluje jeszcze jednego faceta,na ktorego sie nie zdecydowalam:)
          • tina1 Re: To tylko fakty 09.01.05, 11:19
            Oj głupia to głupia!!:))) A po co komu Twoje żałowanie!!??Połowę Twoich "ale"
            mogę spokojnie sobie przypisać.Tylko nic z tego nie wynika:)))A może wynika!!??
            • shiseido Re: To tylko fakty 09.01.05, 11:52
              tina1 napisała:

              > A po co komu Twoje żałowanie!!??
              Jak to "komu" i "po co"?! A ja to co?! Juz nawet pozalowac nie moge?!;)


              Połowę Twoich "ale"
              > mogę spokojnie sobie przypisać.Tylko nic z tego nie wynika:)))A może
              wynika!!??

              Jakby to powiedziec...Poziom naszej glupoty jest zblizony?....;)
              A na powaznie-masz racje,z rozpamietwania nic nie wynika-oprocz zwyzki poziomu
              frustracji.I chocby nie wiem jakie byly doswiadczenia innych-sami popelnimy
              wlasne bledy.Amen.
    • xapur Skoro rad nie słuchasz to tylko komentarz. 09.01.05, 08:02
      Najwyrażniej wszystko zmierza do tego, by jak to ujęłaś za 15 lat obudzić się z
      przekonaniem, że zmarnowałaś kawał życia. Cóż, to twoje życie więc możesz z nim
      robić co zechcesz, ale proponuję się zastanowić - warto je marnować?
      • anula36 Re: Skoro rad nie słuchasz to tylko komentarz. 09.01.05, 15:22
        co to w ogole znaczy "marnowanie zycia" ? Czy jest jakas uniwersalna recepta(
        moze oprocz dekalogu)Mnie sie wydaje ze raczej ile osob tyle pogladow:)
        CAle zycie jest jednym wielkim miejscem i czasem zbierania doswiadczen- jedni
        zbieraja je dluzej inni krocej, jednym potrzebna jest jakas zmiana inni wola
        byc nieszczesliwi ale constans. Raz okolicznosci sprzyjaja a czasem nie- jedno
        jest pewne do zmiany trzeba dojrzec samemu. Tylko co co wyplywa w pelnym
        przekonaniu w wnetrza nas samych a nie dobre rady bliznich moga cos zmienic:)
        • jacekplacek7 Re: Skoro rad nie słuchasz to tylko komentarz. 09.01.05, 19:56
          hm, czyli tylko doświadczenie jest źródłem wiedzy?
          a teoria - nic a nic?
          nic zupełnie?
          za każdym razem wszystko od nowa, tylko na podstawie własnego doświadczenia?
          czyli cały "dorobek" psu w tyłek?
          uniwersytety, profesorowie, mądre księgi?
          eeeee
          chyba trochę przesadziłaś
          to coś "we wnętrzu nas samych", to też trochę od naszych bliźnich pochodzi,
          anula (inaczej nie starczyłoby nam życia, gdybyśmy musieli - kazdy z osobna -
          wynajdywać koło, ogień, całą wiedzę którą ktoś z własnego doświadczenia wniósł
          i opisał)
          :)
          • anula36 Re: Skoro rad nie słuchasz to tylko komentarz. 09.01.05, 20:30
            hahah
            myslisz typowo racjonalnie i chwala ci za to.W koncu to faceci ukladaja swiat
            wiec dobrze ze mysla logicznie;)Oczywiscie ze czerpiemy wszyscy z dorobku
            ludzkosci.
            Z doswiadczen bliznich czerpac nalezy choc akurat w tej delikatnej materii
            ktora opanowala to forum uwazam ze radzic cos konkretnego moga glownie
            ci "madrzy po szkodzie",
            bo syty glodnego raczej nie zrozumie.Teoretycznie skoro ludzie sa ze soba
            powinni umiec ze soba romawiac, uszczesliwiac sie a nie ranic i wspolzyc z
            partnerem a nie np onanizowac przed monitorem komputera- ale jak widac na wielu
            tu przykladach teoria bierze w leb.
            Takze teoria ze nie ma facetow ktorzy tak samo dobrze nadawaliby sie do
            sekszenia jak i zarabiania kasy ,robienia wszystkiego w domu i wychowywania
            dzieci jakos nie budzi mojej sympatii - a moze lepiej lepiej kogos wziasc z
            zaletami i wadami niz sie puszczac na prawo i lewo bo np partner zasdniczy duzo
            kasy zarabia i szkoda to stracic.

            Na szczescie nie czuje potzreby zeby ktos zgadzal sie zmoimi pogladami a ja z
            czyimis.To duzo rzeczy upraszcza:)
            • jacekplacek7 Re: Skoro rad nie słuchasz to tylko komentarz. 11.01.05, 09:02
              > Na szczescie nie czuje potzreby zeby ktos zgadzal sie zmoimi pogladami a ja z
              > czyimis.To duzo rzeczy upraszcza:)

              ufff, to pod tym wzgledem jestesmy identyczni :)
              Gdyby wszyscy mieli jedno zdanie na każdy temat, życie byłoby nie do
              zniesienia :O
        • xapur "Marnowanie życia" - definicja. 13.01.05, 00:58
          Marnowanie życia to takie jego sobie urządzanie, by cierpieć bez sensu i
          potrzeby (chyba, że ktoś lubi - ale to już raczej nie cierpienie). Stąd jeśli
          ktoś jest nieszczęśliwy i postępuje tak, by ten stan utrwalić lub go pogorszyć
          to wg mnie marnuje sobie życie.
          Nie wiem czy dekalog jest po to by ludzie sobie nie marnowali życia. Może po
          prostu jest zbiorem podstawowych zasad ułatwiających wspólną egzystencję.

          > "Tylko co co wyplywa w pelnym przekonaniu w wnetrza nas samych a nie dobre
          rady bliznich moga cos zmienic"

          Nie zgadzam się z tym twierdzeniem. Po co samemu włazić w ogień skoro można się
          od kogoś dowiedzieć, że to boli??? Poza tym nawet jak ktoś nie ma pojęcia o
          danej sytuacji i nigdy się w niej nie znalazł to nie oznacza to automatycznie,
          że jego rada będzie chybiona. Ze stu pomysłów może się w końcu trafić jeden
          dobry - choćby dlatego warto słuchać różnych opinii.
          • anula36 Re: "Marnowanie życia" - definicja. 13.01.05, 02:11
            czyli
            "marnowanie zycia= zycie tak jak blizni uwazazaja za wlasciwe" to chyba
            najbardziej popularna definicja w naszym pieknym kraju:)


            A nie pomyslales ze to co tobie moze wydawac sie zle w czyims ( zwalszcza kogos
            niezbyt znanego ci) zyciu moze byc dla niego wartoscia?

            Ze boli mozna sie od kogos DOWIEDZIEC a nie przekonac.
            Zycie mnie nauczylo zeby nie sluchac teoretykow;) w stylu..bo ja na twoim
            miejscu-tylko ze tak naprawde nikt nie jest na moim miejscu.
            Nie chcialbym tym bardziej testowac na wlasnej skorze 99 sposobow na
            rozwiazanie moich problemow podanych przez jakiego wesolego teoretyka po to
            zeby sie przekonac ze i ten setny jest malo wart.
            Na Szczescie nie czuje rownie zpotrzeby przekonywania bliznich do moich
            pogladow:)
            Po raz kolejny przekonuje sie ze zezwolenie na samozdielne myslenie to to co
            najtrudniej otrzymac od bliznich:)
            • xapur Re: "Marnowanie życia" - definicja. 13.01.05, 22:58
              Chyba nie czytasz moich wypowiedzi zbyt dokładnie. Nie wiem czy zawsze, ale na
              pewno często używam słów: "moim zdaniem, według mnie" itd. właśnie po to, by
              wyraźnie zaznaczyć, że to jest tylko i wyłącznie moje zdanie. Przy czym nikomu
              go nie narzucam. Może źle rozumuję, ale przyjmuję, że forum na internecie służy
              generalnie do wypowiadania się na różne tematy. Czy fakt, że prezentuję mój
              pogląd jest według ciebie narzucaniem go komuś?
              Oczywiście autorka postu z góry napisała, że nie potrzebuje rad. Niemniej po
              coś się tu wpisała. Jeśli nie życzyłaby sobie pojawienia się opinii na temat
              jej wypowiedzi to by jej nie umieszczała. Ewentualnie dodałaby, że nie chce by
              ktokolwiek wypowiadał się na ten temat - choć nie wiem czy takie życzenie jest
              tu na miejscu.
              Kwestię o 100 radach napisałem, by ukazać mój punkt widzenia na temat wszelkich
              rad udzielanych gdziekolwiek przez kogokolwiek. Nie chcesz ich słuchać - twoja
              sprawa, nie musisz. Nie chcesz ich czytać - nie musisz. Zakładam jednak, że
              wchodząc na forum i pisząc cokolwiek można się spodziewać jakiegoś odzewu. Nikt
              przy tym nie zmusza do czytania tego odzewu. WOLNA WOLA - to wszystko. Kto chce
              ten czyta. Kto chce ten słucha.

              "Po raz kolejny przekonuje sie ze zezwolenie na samozdielne myslenie to to co
              najtrudniej otrzymac od bliznich:)"

              Z tego stwierdzenia nasuwa mi się wniosek, że na każdą wypowiedź należy
              odpowiadać w jedynie słuszny sposób - "RÓB JAK UWAŻASZ".
              To miałaś na myśli?

              "Na Szczescie nie czuje rownie zpotrzeby przekonywania bliznich do moich
              pogladow:)"

              Ja też nie. Dlatego uparcie dodaję te wstawki "moim zdaniem". Prezentacja a
              przekonywanie to nie to samo.
              • anula36 Re: "Marnowanie życia" - definicja. 13.01.05, 23:30
                tak sie sklada ze to co tu napisane jest rowniez wedlug mnie i jest to moja
                luzna refleksja nt zycia;)
                Po prostu wole sluchac rad osob doswiadczonych przez zycie. To wszystko.
                Jesli w ogole.
                fakt poglady mi ostanio wyewoluowaly w strone
                malo popularna na forum (zbyt zaprzeczaja sensowi jego istnienia:)
                ale to rowniez tylko moje poglady:)
                • xapur Aha. Znowu nici z pojedynku. 13.01.05, 23:39
                  A już naostrzyłem miecz i szykowałem się do ostrej bitwy.
                  Ale jak to mawiają "Co się odwlecze, nie uciecze" ... ;)
                  • anula36 Re: Aha. Znowu nici z pojedynku. 14.01.05, 00:46
                    proponuje schowac miecz do pochwy:).
                    wojowac zwyczajnie mi sie nie chce:)
                    Moge co najwyzej zabic smiechem:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka