30.05.05, 13:41
nie wiem co robić..nie kocham swojego męża i myśle, że najlepiej by było sie
rozstać, nie sypiamy ze sobą, czuję, że nasz zwiazek sie wypalił:(
gdyby nie dziecko nie zastanawialabym sie co robić, a tak nie wiem...kiedy
wspomniałam mężowi ,że powinniśmy sie rozstać, powiedział mi,że zabierze mi
dziecko i zostanę sama:( ...a tego bym nie zniosła. Bardzo kocham swoja
córeczkę i nie wyobrażam sobie zycia bez niej. Ale zdaję sobie sprawę, że mój
mąz tez ja kocha...tak więc tkwie w tym zwiazku i jestem coraz bardziej
smutna, bo przestaje wierzyc, że może być lepiej...
Obserwuj wątek
    • gagu Re: w kropce 30.05.05, 13:48
      dla dobra dziecka postarajcie utrzymać ten związek w kupie. nie ma nic gorszego
      dla dziecka, gdy rodzice się rozwodzą
    • guga30 Re: w kropce 30.05.05, 14:04
      kiedy 5 lat temu rozstawałam się ze swoim mężem też czuliśmy,że się nie
      kochamy,że wszystko w nas zgasło i że nie chcemy się ze sobą meczyć...problem
      tez stanowiło dwoje dzieci,które jeszcze wtedy malutkie 4 i 2 lata,kochały nas
      i my kochaliśmy je oboje najbardziej na świecie...
      pofatygowałam się wtedy do psychologa dziecięcego aby utwierdził mnie w
      przekonaniu,że nasze rozstanie moż mieć lub nie mieć dla dzieci większego czy
      mniejszego znaczenia...i oczywiście nie usłyszałam odpowiedzi,że dzieci będą
      szczęśliwe ale nie usłyszałam też,że będą jakoś szczególnie z tego powodu
      nieszczęśliwe...
      wiadomo,że niepełna rodzina to patologia-ale to wcale nie znaczy,że rodzina
      pełna w której brak jest miłości jest rodziną "zdrową",i że wychowywane w niej
      dzieci będą dojrzałe emocjonalnie bo nie ma przecież chyba nic gorszego niż
      brak miłości,czułości,poczucia bezpieczeństwa a czy potrafią dać je dzieciom
      niekochający się rodzice?
      usłyszałam też wtedy,że każdy z nas ma prawo do szczęścia,do realizowania
      swoich pragnień,do szukania miłości a dzieci tak naprawde są szczęśliwe wtedy
      gdy szczęśliwi są ich rodzice-jednym słowem jeśli kiedyś miałoby dojść w
      małżeństwie do utrzymywania pozorów a tym czasem każde z rodziców wiodło by
      poza małżeństwem jeszcze inne,z kimś innym życie to jest to najgorsza z
      możliwych opcji...dzieci widzą i bardzo bużo rozumieją a o wiele lepiej jeśli
      wiedzą co się dzieje,jeśli mają ustabilizowane życie z jednym z rodziców niż
      jeśli żyją w ciągłym kłamstwie, niepewności nawet jeśli to jedynie "dla ich
      dobra"...
      Myślę,że jeśli rodzice oboje zgadzają się na rozstanie,żadne na żadnego nie
      jest złe i nie chce się mścić np.z powodu zdrady to mają szanse razem choć
      jednak osobno dobrze wychowywać swoje dzieci.Oboje przecież je kochają,oboje
      chcę dla niech jak najlepiej...
      Co do zabrania Ci dziecka,to Twój mąż bardzo ale to bardzo przesadza.narazie
      jeszcze nasze polskie sądy nie przyznają dzieci ojcom a zabranie dziecka matce
      graniczy z prawdziwym cudem...
      Nie namawiam do rozstania i nie namawiam też do utrzymywania związku na siłę!
      Czas pomyśleć też o sobie!Pamiętaj o tym!
      Pozdrawiam.
      • bardzosmutna Re: w kropce 31.05.05, 08:33
        dzięki guga30 ..zgadzam sie z tym co piszesz; tylko ,że mój mąz ma zgoła inne
        zdanie; sam pochodzi z rozbitej rodziny i uważa, że najgorsi rodzice razem są
        lepsi niz najlepsi ale oddzielnie...ile razy probuje podjac rozmowe na ten
        temat, slyszę wciaz to samo...
        • guga30 Re: w kropce 31.05.05, 12:02
          no...cóż...hm... trudny orzech do zgryzienia...ja wychowuje dzieci sama od 5
          lat i nie uważam,żeby miały się z tego powodu źle czy wręcz były
          nieszczęśliwe...mają świetny kontakt ze swoim ojcem a i nasze stosunki są no
          powiedzmy...koleżeńskie,dzieci zaakceptowały fakt,że rodzice nie są
          razem,przyzwyczaiły się do tego...i jest ok.
          Myślę,że Twój mąż reaguje też w ten sposób dlatego,bo wiesz...rozstanie to
          jakby na to nie patrzeć zmiany,nowe życie,często zaczynanie wszystkiego od
          początku,a przecież jest całkiem wygodnie,wszystko poukładane...
          niestety nikt nie myśli o tym jakie to przynosi konsekwencje dla
          osoby,która "dusi" się w takim związku,często kończy się to depresją...
          osobiście powiem szczerze,że kiedy podjęliśmy z mężem decyzje o rozstaniu,kiedy
          zaczęliśmy o tym oboje rozmawiać stwierdziłam,że nie ma od tej decyzji odwrotu-
          ja nie potrafiłabym być z kimś kto myśli o tym,że byłby szczęśliwy beze
          mnie.już nie potrafiłabym się z nim dogadać mimo najszczerszych chęci...
          cóż Ci radzić?chyba czekać...bo teksty typu"może lepiej pokochać męża" są
          bzdurą to tak jakby kazać komuś kto nie lubi mleka pokochać jeść codziennie na
          śniadanie zupę mleczną :-)
          ja dziś wiem,że życie w spokoju ze samym sobą daje nam spokój wewnętrzny a na
          Twoim miejscu ciągle próbowałabym rozmawiać z mężem na ten temat...kropla drżay
          skałę...
          • bardzosmutna Re: w kropce 31.05.05, 13:43
            wiem, że takie rozstanie niesie za sobą duzo zmian, i wiem że mój maż ich nie
            chce, bo tak jak piszesz jest to bardzo wygodne. Ale wygodne zycie
            niekoniecznie = szczesliwe życie...
            a ja coraz bardziej czuje,ze to wszystko nie ma sensu...i mam coraz gorszy
            nastrój. a najgorsze jest to,że mój maz traktuje moje zachowanie jak fochy.
            Twierdzi,że jestem egoistką i wcale nie mysle o dziecku...
            A kiedy przedstawiam swoje rację, mowi mi ze powinnam iść do psychologa...
            Czy ja sie z tego wyplatam...przeciez juz mineły czasy, kiedy kobiety byly
            uwięzione przy swoich mezach..
            • guga30 Re: w kropce 31.05.05, 17:35
              myslę,że Twój moąż próbuje po pierwsze zrobić z Ciebie (przepraszam za
              wyrażenie) wariatkę,po drugie próbuje wzbudzić w Tobie coś w rodzaju wyrzutów
              sumienia...niestety zachowuje się bardzo niedojrzale bo przecież jeszcze ze
              sobą jesteście a on blokuje Cię emocjonalnie wskazując i kierując się w tym
              wszystkim Twoimi uczuciami do Twojego dziecka...
              to,że próbujesz zmienić swoje życie nie znaczy przecież,że nie kochasz swojej
              córki bo tak naprawde tylko dla niej ciągle tkwisz w tym związku...
              niestety dostrzegam tu coraz więcej cech toksycznego związku w którym używa się
              tzw.szantażu emocjonalnego...paskudnie :-(
    • drak62 Re: w kropce 30.05.05, 15:19
      Nie wiem jakie miałaś wyobrazenie o małżeństwie , jeżeli spodziewałaś się
      miłosnych szaleństw i unisień do późnej starości to współczuję rozczarowania.
      Miło jest zakochac się po raz kojlejny i nastepny - każda miłość się wcześniej
      czy później wypala. Rozumiem że należałoby średnio co 5 lat szukać nowego
      partnera.
      Prościej jest wogóle nie wychodzic za mąż (żenić się)i darowac sobie myśli o
      potomstwie.
      • bardzosmutna Re: w kropce 30.05.05, 16:00
        nie chodzi mi o milosne uniesienia i szalenstwa; dobrze wiem ,że to z czasem
        mija...ale uwierz mi,że ciezko być z kimś , z kim nie nie masz o czym rozmawiać:
        (
        w moim przypadku rzeczywiscie prosciej bylo nie wychodzić za mąż. mielismy
        wpadkę, byłam na studiach, zbyt lekko podeszłam do tematu, sadzac ,że jakoś to
        będzie. Chcialam żeby nasze dziecko mialo dwóch rodziców i myślalam, że jakoś
        się wszystko uloży... ale tak sobie żyjemy, mija własnie 4 rok po ślubie, i
        wciąz jest źle...
        • drak62 Re: w kropce 30.05.05, 16:13
          Faktycznie zbyt lekko podeszlas do tematu, małżeństwo to bardzo poważna sprawa-
          wbrew pozorom.
          Nie mam pojęcia co w takiej sytuacji można zrobić , córka na pewno kocha ojca i
          trudno będzie jej zrozumiec że coś się zmieniło.
          Współczuję ci bo masz duży dylemat.
          Sam mam 2 córeczki i nie wyobrażam sobie że nie mogłbym być na codzień z nimi -
          nawet gdybym kompletnie przestał kochać żonę.
          • kostek_2004 Re: w kropce 30.05.05, 20:58
            A moze po prostu pokochać męża? Każdy nowy związek to inwestycja która nie zawsze sie opłaca - a tu wydaje sie ze przynajmniej mąz ma jakies pozytywne uczucia. Czyz nie?
            Jestem żonaty (szczęsliwie) od 31 lat. "Wpadka" także u mnie przyspieszyła decyzję - tak jak w 80% innych związków. Dzieci dorosły, mają swoje rodziny i modlę sie żeby nie było im gorzej niz nam. Dopóki nie ma zdrady ani przemocy - wszystko inne to są humory. Postaw to na jednej szali i dziecko na drugiej.
            Życzę szczęścia.
      • ewolwenta Re: w kropce 30.05.05, 18:54

        drak62 czy Ty nie minąłeś się z powołaniem? A może ambonka Ci potrzebna.

        Bardzosmutna myślę, że Guga30 ma racje. Lepsi szczęśliwi rodzice, z których
        jedno mieszka gdzie indziej niż nieszczęśliwi pod jednym dachem. Dzieci będą to
        czuły. A szantaż był obrzydliwy.
    • thistle Re: w kropce 30.05.05, 15:24
      W Polsce trzeba być narkomanką, prostytutką lub chorą psychicznie, żeby sąd
      przyznał prawo do opieki ojcu. Nie twierdzę, że to najsprawiedliwsze, ale takie
      są fakty.
      Nie daj się szantażować w ten sposób, a męża zapytaj, czy tak bardzo mu zależy
      na wymuszeniu zwiazku, że musi brac zakładników? Jeśli kocha córkę, to nie
      bedzie jej używał jako karty przetargowej, pionka w grze.
    • kampai Re: w kropce 31.05.05, 00:00
      Pójdźcie do cyrku. Będzie wam weselej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka