problem.z.loginem
06.06.05, 11:35
Czytając to forum zauważyłam, że nie tylko ja mam problemy z brakiem seksu w
małżeństwie. Zawsze sądziłam, że taka sytuacja ma miejsce, ale razej
odwrotnie, że to mężczyzna nalega, a kobietę "boli głowa".
Naprawdę nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć...
Otóż małżeństwem jesteśmy od 3 lat. Mam przystojnego męża, ja również uchodze
za atrakcyjną kobietę. Przed ślubem znaliśmy sie kilka lat. Wyjeżdżalismy
razem na wakacje, wolne weekendy, itp. Znaliśmy swoje temperamenty. Ja mimo
wszystko miałam troszkę większy temperament od mojego ówczesnego partnera.
Ale raz, czy 2 razy w tygodniu było dla mnie wystarczające. Jemu - wtedy tak
mi sie wydawało- też tak pasowało. Problem zaczął się na rok przed ślubem.
Wtedy już zaczęłam zauważać, że częstość naszych zbliżeń jest coraz rzadsza.
Ale rozumiałam to, stres w pracy, problemy rodzinne. POtem trochę się
poprawiło. Ale po ślubie jest katastrofa. Przez ten 3 letni staż małżeński
jest tendencja spadkowa:)
Próbowałam już chyba wszystkiego. Romantyczne kolacje przy świecach, wspólne
kąpiele, potem starałam się delikatnie rozmawiać. Były też prośby i groźby.
NA wszelkiego rodzaju próby rozmów mój mąż się denerwuje, od razu złości się,
podnosi głos. Twierdzi, że jest zmęczony, oraz że sam nie potrafi wyjasnić
dlaczego tak się dzieje, że brak mu ochoty.
Mnie oczywiście krążą w glowie różne myśli, że ma kochankę, że przestałam byc
dla niego atrakcyjna, w końcu nawet, że jest homo.
Ostatnio współżyjemy ze sobą z częstotliwością 1 na miesiąc lub 1 na 2
miesięce. Ja już nie wytrzymuję tej sytuacji. Zaczynam być sfrustrowana,
wiem, że udane życie seksualne jest powodem wielu innych radości w życiu. Ja
tego nie mam.
Zaczynam też dojrzewać do decyzji o kochanku. Kocham swojego mężą, nie
chciałabym go w ten sposób skrzywdzic. Ale przecież on mnie krzywdzi.
Zaproponowałam mu ostatnio, aby udał się do seksuologa, możemy iść pójść
razem. Skończyło się na danej obietnicy, że wkrótce się tam uda. Hmm, to
ulubione słowo mojego męża - wkrótce. Minęło już kilka tygodni, sam o tym nie
wspomina. I wiem, że jeśli go nie spytam, sam nie poinforumuje mnie, co
dalej.
Ja już tego nie wytrzymuję. Przez ten post sama czasami myślę, że mnie może
tez seksu nie potrzeba.
Jeśli jest tak jak sądze, że raczej nie ma kochanki, ani nie jest homo, to
pozostaje tylko jedno. Przestałam go interesować. Nie kocha mnie. Też
poruszyłam ten temat. Oczywiście stwierdził, że mam tak nie mówić i nie
myśleć, bo to nie ja jestem powodem. Więc co???
Jeśli tak ma być, ja jestem zdania, żebyśmy się rozstali. Lepiej odejść,
przestać sobie marnować dalsze życie. Dodam, że nie mamy dzieci.
On nie chce słyszeć o rozstaniu.
Błagam, co robic???