Dodaj do ulubionych

ultimatum?

01.07.05, 21:24
Napisałam nowy post bo własnie mój mąż twierdzi że mnie "kocha" i postawił
ultimatum.Albo bedzie seks wtedy kiedy on chce i jak on chce albo mam
zapomnieć o jakiejkolwiek pomocy z jego strony.Nie ważne czy chce czy bedę
udawać ma być seks.A ja się zaparłam i seksu nie będzie Ciekawe jak daleko się
posunie czekam czy mnie uderzy albo dzieci a wtedy pa pa.Czy on jest
nienormalny czy ja?
Obserwuj wątek
    • ewolwenta Re: ultimatum? 01.07.05, 21:40
      Normalne to, to na pewno nie jest i na pewno nie jest specjalnym przejawem
      miłości.
      Sytuacja na ostrzu?
      Powiedz czy dlatego nie będzie seksu bo nie masz na niego ochoty? Czy nie
      będzie seksu bo nie chcesz być szantażowana?

    • enko Re: ultimatum? 01.07.05, 21:54
      Ja do niedawna miałam dużą ochotę na niego ale teraz mi to wszystko zbrzydło jak
      wiem że cały czas jestem okłamywana nie wierzę w ani jedno jego słowo on mówi co
      innego i robi coś innego a nie będzie bo nie mogę poddać się szantażowi zobaczę
      do czego się posunie.
      • ewolwenta Re: ultimatum? 01.07.05, 21:59
        Jeżeli zaczynasz podchodzić emocjonalnie, „jak on tak, to ja tak” to sytuację
        zaostrzasz. Oczywiście rozumiem że to co usłyszałaś od męża może powodować
        silne negatywne emocje. A to co zrelacjonowałaś jest niewątpliwe szokujące.
        Stoję jak najbardziej po Twojej stronie.

        Jeżeli szukasz ostatecznego powodu by wyjść z tego związku to może nie ma co
        czekać na najgorsze, po prostu podjąć decyzję. Tym bardziej, że piszesz, że
        jest Ci z nim, źle i jesteś oszukiwana.

        Jeżeli jednak masz nadzieję na normalność to może trzeba podejść spokojnie.
        Zastanowić się czemu on mówi coś takiego? Czy to typowe dla niego zachowanie,
        czy może coś dziwnego? Czy zawsze tak podchodził do Ciebie? Co mogło się stać?

        • enko Re: ultimatum? 01.07.05, 22:10
          Ja niestety nie widzęwyjścia na normalność mimo że bardzo bym chciała.Wydaje mi
          się że już nie umiemy być ze sobą ale na razie nie mam gdzie iść a on się nie
          wyprowadzi i nie da mi rozwodu.Ale to już za długo trwa i jest coraz gorzej
          • wezyr12 Re: ultimatum? 01.07.05, 22:27
            A po co będziesz się rozwodzić?Szkoda czasu, nerwów i pieniędzy.... rozkład
            więzi emocjonalnej...jest sam w sobie niejako rozwodem..... właściwie robisz
            już wtedy co chcesz.
          • ewolwenta Re: ultimatum? 01.07.05, 22:37
            Na tym forum spotykają się ludzie z większym lub mniejszym doświadczeniem. Jest
            miejsce gdzie można się wypłakać lub podzielić opiniami. Niestety nikt tu nie
            da recepty, choć niektórzy próbują :) Uważna lektura tego co tu się pojawia od
            kilku miesięcy doprowadziła mnie tylko do przekonania, że każdy sam musi
            znaleźć swoją drogę. Czasem można otrzymać cenną wskazówkę. Niestety Twoja
            sytuacja należy do Tych w których mądrości ludowe trzeba brać bardzo ostrożnie.
            Niektórzy z tu obecnych w tak krytucznych sytuacjhach próbowali skorzystać z
            pomocy specjalisty. Na ogół nie wiadomo jakie były efekty :) Może dlatego że
            się polepszało?
            Rozważałaś? Czy w ogóle wchodzi w grę wizyta u specjalisty?
            • wezyr12 Re: ultimatum? 01.07.05, 22:48
              Owszem,zaproponowałem.... ale nie zgodziła się bo ona nie ma problemu ...co
              najwyżej ja.
              • ewolwenta Re: ultimatum? 01.07.05, 22:50
                Niestety to tak zazwyczaj jest, że ta chłodniejsza strona problemu nie
                dostrzega. A jak próbowałeś jej swój problem uświadomić?
                • wezyr12 Re: ultimatum? 01.07.05, 22:57
                  Zwyczajnie.... rozmową.... o moich odczuciach,oczekiwaniach,frustracjach o
                  kryzysie związku,o jej chłodzie,niechęci,o przyczynach tych niechęci,o jej
                  atrakcyjności( jest dla mnie tą jedyną,najukochańszą,wspaniałą i piękną).... i
                  tyle ... gadał dziad do obrazu...
                  • ewolwenta Re: ultimatum? 01.07.05, 23:12
                    I nic ? Grochem o ścianę?
                    A może spróbować inną drogą. Ciepło, pozytywne reagować na każdy pożądany
                    odruch z jej strony? Nie da się?
                    Powoli, metodą marchewki, odstawiając kij? To zawsze wymaga czasu ale u mnie
                    przyniosło znaczną poprawę.

                    Właśnie Enko nam powiedziała jak działa kij :(. Trzymaj się Enko.
    • wezyr12 Re: ultimatum? 01.07.05, 22:21
      hmm...ciekawe .... u mnie też nie ma seksu( no prawie bo raz na m-c czy dwa m-
      ce.Szlag mnie trafia ale nie myślę tylko o sobie(bo wtedy miałbym coś na
      boku),probuję rozmawiać o tym -niestety nie ma żadnego zainteresowania tym
      tematem ze strony mijej żony,ultimatum nie stawiam bo to jest wstrętne
      szantażowanie brrrr.Jednak seks jest tylko wtedy gdy ona chce...czyli ten jeden
      raz w miesiącu....reszta jest że tak powiem załatwiana odmownie.Czy to lenistwo
      mojej żony?Zapewne ...bo to niechęć dbania o związek ,o potrzeby drugiej
      osoby.... może jej nawet wcale nie zależy na tym związku... Czy to
      skąpstwo?...chyba też bo przecież seks nie jest dla niej czymś
      wstrętnym...wręcz odwrotnie.Jednak seksu ...niestety prawie nie ma, nawet nie o
      sam seks idzie...przecież my się nie przytulamy ani nie pieścimy bo ją męczy
      dotyk,nawet się nie całujemy bo... szkoda gadac.Naprawdę pary które nie mają
      takich problemów z seksem mają o wiele zdrowsze relacje,żyją radośniej i wogóle
      innaczej podchodzą do życia.Niestety zwykle sami sobie zatruwamy to
      życie.Właściwie uogólniając... to seks jest chyba tylko przed ślubem ...potem
      raczej nie.Więc może ten jeden raz w m-cu też należy się wymówić zmęczeniem czy
      bólem głowy?
      • ewolwenta Re: ultimatum? 01.07.05, 22:41
        O nie, to uogólnienie to nie prawda. To tylko zależy od obojga partnerów.
        Trzeba tylko chcieć i to jest chyba najtrudniejsza rzecz...
        • wezyr12 Re: ultimatum? 01.07.05, 22:51
          Masz rację.... tej chęci brakuje... właściwie jej nie ma.Mnie też chyba
          niedługo przestanie się chcieć....
          • ewolwenta Re: ultimatum? 01.07.05, 23:07
            Nim to się stanie, trzeba znaleźć sposób by wróciła ochota.

            Zobacz, jak próbujesz czegoś nowego to, to polubisz lub nie. (np. jazdę na
            nartach). Jak Ci się udaje robić to dobrze to czujesz satysfakcję i przyjemność
            i znów powtarzasz tę czynność (np. jedziesz w zimie w góry). Jeżeli jednak
            zrazisz się i stwierdzisz że nie jest to przyjemne to Górale Cię więcej nie
            zobaczą. Myślę, że z seksem jest podobnie. (Przepraszam za tę łopatologię ;)

            Jak coś spowoduje, że seks przestanie cieszyć to człowiek go unika.
            Rozwiązaniem jest znaleźć przyczynę czemu tak się stało i popracować nad zmianą
            nastawienia. Na początku trzeba wykluczyć źródła obiektywne. Jak noga w kostce
            boli to nie ma przyjemności z nart tak samo jak przy problemach zdrowotnych
            czasem nie ma się ochoty na seks.
            Jeżeli jednak ten problem tkwi w psychice to sprawa trudniejsza ale nie
            beznadziejna.

            Autorka tego wątku nie chce seksu bo czuje się zraniona. Myślę, że ten gość
            zrobił coś co będzie miało długo falowe konsekwencje dla obojga. Jej żal
            rozumiem i mu się nie dziwię. Nie przypuszczam, żebym pała, na jej miejscu,
            entuzjazmem do zbliżenia po taki ultimatum.

            • ewolwenta Re: ultimatum? 01.07.05, 23:17
              już sama się pogubiłam co tu jest dygresją :)
    • thistle to nie jest miłość 02.07.05, 11:57
      enko, wiem o czym mówisz, moze jestem w trochę lepszej sytuacji, niz ty,bo
      zawsze miałam gdzie iść.
      Jeśli chcesz pogadać,napisz na gazetowey adres.
      Trzymaj sie, z tego da sie wyjsć.
    • enko Re: ultimatum? 03.07.05, 21:57

      Kolejny raz probowalam porozmawiać ale on nie chce mnie nawet wysłuczać mysli że
      wszystko się ułoży a ja w to nie wierzę zresztą już o tym pisałam

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=25697004
    • alien81 Re: ultimatum? 04.07.05, 15:08
      Twój mąż to palant! Jeżeli uzależnia pomoc i wsparcie od seksu to chyba nie
      rozumie czym jest związek i bycie razem. I nieważne jest w tej chwili czemu
      doszedł do tego (do stanu w którym musi Cię szantażować). Nie chciałabym nigdy
      być z kimś takim, bo ani Cię nie kocha, ani nie szanuje tak naprawdę.
      • woman-in-love Re: ultimatum? 04.07.05, 20:35
        nie palant tylko zdesperowany; upomina sie (jak umie) o coś, co mu sie nalezy
        jak psu miska.
        • ewolwenta Re: ultimatum? 04.07.05, 21:40
          ale chyba nie do końca umie
        • thistle Re: ultimatum? 05.07.05, 18:40
          nie upomina, a wymusza, w ten sposób tylko się szkodzi. Nie ma
          usprawiedliwienia dla takiego......
      • tomek_abc Re: ultimatum? 04.07.05, 21:12
        A moze to Ona juz go nie kocha pewnego czasu i najpierw odrzuciła....(odstawiła
        od łoża) a teraz ma dobry preteks aby powiedziec...a to cham, szantazuje
        mnie...nie wnzamy w sumie wersji 2 strony, wiec trudno osądzać
      • alien81 Re: ultimatum? 05.07.05, 13:38
        ale on jej powiedział, że "albo będzie seks kiedy on chce albo...". to nie jest
        prośba w stylu: "kochanie, błagam, róbmy to częściej, potrzebuję tego", ale
        "kurwa, róbmy to wtedy kiedy JA chcę!". jest w tym tyle miłości i szacunku, co w
        gwałcie...
        • krzysiek_dwadziesciapare Re: ultimatum? 05.07.05, 14:06
          a w zachowaniu bohaterki tyle logiki, co u leppera

          IMO: oboje są siebie warci
          • ewolwenta Re: ultimatum? 05.07.05, 19:50
            A odkąd emocje chodzą z rozsądkiem parami?
            • krzysiek_dwadziesciapare Re: ultimatum? 06.07.05, 09:47
              i właśnie dlatego są siebie warci - mąż za podejście "należy mi sie i mam w D*,
              czy ci to pasuje, czy nie" a małżonka za podejście typu "prowokatorka" i "czekam
              aż uderzy mnie lub dzieci".
              Jak widać mnożyć się każdy portafi - tylko z kompromisem jakoś kiepsko.
              stąd takie moje zdanie
              • enko Re: ultimatum? 06.07.05, 22:01
                właśnie dzisiaj wszystko przeczytałam bo przez 3 dni nie miałam komputera.Nie
                jestem prowokatorką mimo wszystko staram sie nadal rozmawiać mimo że nie wiem
                już jak .Staram się jego też zrozumieć bo wiem że sama popełniłam wiele
                błędów.Ale on uważa że to wszystko są moje wymysły czegoś sie naczytalam i potem
                mam wymagania A ja jeszcze raz spróbowałam spokojnie porozmawiać ale on w ogóle
                nie chce mnie słuchać A co do bicia to może nie dojdzie do tego pewno znowu sie
                poddam i bedzie tak jak było bez żadnej nadziei na lepsze.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka