dosia.samosia
10.07.05, 18:44
Właściwie kolejność powinna być odwrotna. Wykańcza mnie niepewność co do
przyszłości związku, jestem rozczarowana sporadycznie tylko wykazywaną
inicjatywą przez męża i zniechęcona. Dochodzi do tego, że zaczęłam - po
bezskutecznych próbach uwodzenia go, rozmowach, awanturach - wstydzić się
nawet przy nim rozbierać. Bo to jakieś aseksualne.:(
Dwoje dorosłych, raczej atrakcyjnych ludzi kładzie się spać, myje w jednej
łazience obok siebie i nic. Żenujące sytuacje.
Kontakty intymne są tak rzadko, że nie potrafię się już wyluzować. Bo po co
skoro on tylko odbębnia obowiązek żebym wreszcie przestała zrzędzić? Nakrecać
się, podniecać po jedym razie i czekać miesiąc na kolejny?
Mąż twierdzi, że kocha, że chce ratować związek i tylko na gadaniu się
kończy. Zaczyna mnie irytować wszystkim. Dosłownie wszystkim. Z drugiej
strony mam wrażenie, że dostrzega mnie tylko kiedy wrzeszczę, płaczę i grożę
rozwodem. Jak nie gadam i staram się być miła to chyba sądzi, że wszystko
jest ok.
Życie równoległe na boku, owszem kwitnie, tylko niezuepłnie o to mi chodzi.
Cholera, siły już nie mam...