man_with_trouble
22.07.05, 21:07
Witam!
Moze na poczatek kilka slow o sobie:
Czytam to forum juz od kilku miesiecy, jeszce nie wypowiadalem sie tutaj.
Co mnie sprowadza? Hmm, mysle ze problemy jakie mam z wlasna zona. Jestesmy
malzenstwem od lat 9 (mimo mlodego wciaz wieku). Problemy lózkowe tak naprawde
sa z mojej winy. To ja zaczalem sie od tego wykrecac. Z mojej strony brak
jakichkolwiek dolegliwosci zdrowotnych, w pelni zdrowy, a mimo to
"odepchnalem" swoja zone na boczny tor. Dokladnie tak jak opisuje tutaj czesc
forumowiczek. Czy moje libido zmalalo? Nie, wciaz jest duze. A jednak
zapanowala zapasc w sferze intymnej od kilku lat. Z mojej strony, rzeczywiscie
nie widze problemu, czuje sie naladowany, nabuzowany, bardziej agresywny,
jestem bardziej wydajny w pracy, bo w domu nie ma czegos co mogloby mnie
rozladowac. Przestalem zonie okazywac czulosci. Zostalo tylko "czesc" rano i
"dobranoc" wieczorem. Uklad jak brat z siostra. Kiedys bylo inaczej. Co jest
praprzyczyna? Ktos juz tutaj napisal, ze sfera intymna sie rozsypuje, gdy
uklad miedzy dwojgiem ludzi zaczyna szwankowac. Tak bylo i u nas, z powodu
mojej drugiej polowki mialem mnostwo problem, rowniez finansowych, rowniez i
towarzyskich. Nie mowie, ze robila to specjalnie, jest roztrzepana. Do tego
doszly problemy komunikacji miedzy nami, proby rozmow konczyly sie trzaskaniem
drzwiami. Problemy sie nawarstwialy, i w koncowej fazie spadaly na mnie. I tak
powoli konczyla sie akceptacja mojej zony w dowolnej sferze zycia. Czyli
spanie w jednym lozku, ale obok. Zauwazylem, ze zaczyna wpadac kobieta w
depresje. Ale uznawalem (i wciaz nie moge z tego wyjsc) ze jej sie to nalezy
za to wszystko co ja przechodzilem (przechodze). Czy mam kogos na boku? Nie,
nie mam i nie mialem. Jak sobie radze? Ja znajduje ujscie w sporcie (coz
przestala lubic uprawianie sportu). Z jednej strony zle sie czuje w takiej
sytuacji, z drugiej jest mi tak dobrze czuc sie tak nabuzowanym. Ale szkoda mi
mojej zony. Jest ta strona, ktorej sie odmawia. Nie wiem jak rozwiazac ten
problem, ale to wymaga wspolnej checi. A mi sie nie chce. Czy rozwod cos
zmieni, albo kochanek? Nie, to akurat na mnie nie dziala. Teraz to ja sie
zastanawiam, czy wlasnie nie lepiej sie rozejsc, bo tak latwiej.
Pozdrawiam