Dodaj do ulubionych

Odwrotny punkt widzenia

22.07.05, 21:07
Witam!
Moze na poczatek kilka slow o sobie:
Czytam to forum juz od kilku miesiecy, jeszce nie wypowiadalem sie tutaj.
Co mnie sprowadza? Hmm, mysle ze problemy jakie mam z wlasna zona. Jestesmy
malzenstwem od lat 9 (mimo mlodego wciaz wieku). Problemy lózkowe tak naprawde
sa z mojej winy. To ja zaczalem sie od tego wykrecac. Z mojej strony brak
jakichkolwiek dolegliwosci zdrowotnych, w pelni zdrowy, a mimo to
"odepchnalem" swoja zone na boczny tor. Dokladnie tak jak opisuje tutaj czesc
forumowiczek. Czy moje libido zmalalo? Nie, wciaz jest duze. A jednak
zapanowala zapasc w sferze intymnej od kilku lat. Z mojej strony, rzeczywiscie
nie widze problemu, czuje sie naladowany, nabuzowany, bardziej agresywny,
jestem bardziej wydajny w pracy, bo w domu nie ma czegos co mogloby mnie
rozladowac. Przestalem zonie okazywac czulosci. Zostalo tylko "czesc" rano i
"dobranoc" wieczorem. Uklad jak brat z siostra. Kiedys bylo inaczej. Co jest
praprzyczyna? Ktos juz tutaj napisal, ze sfera intymna sie rozsypuje, gdy
uklad miedzy dwojgiem ludzi zaczyna szwankowac. Tak bylo i u nas, z powodu
mojej drugiej polowki mialem mnostwo problem, rowniez finansowych, rowniez i
towarzyskich. Nie mowie, ze robila to specjalnie, jest roztrzepana. Do tego
doszly problemy komunikacji miedzy nami, proby rozmow konczyly sie trzaskaniem
drzwiami. Problemy sie nawarstwialy, i w koncowej fazie spadaly na mnie. I tak
powoli konczyla sie akceptacja mojej zony w dowolnej sferze zycia. Czyli
spanie w jednym lozku, ale obok. Zauwazylem, ze zaczyna wpadac kobieta w
depresje. Ale uznawalem (i wciaz nie moge z tego wyjsc) ze jej sie to nalezy
za to wszystko co ja przechodzilem (przechodze). Czy mam kogos na boku? Nie,
nie mam i nie mialem. Jak sobie radze? Ja znajduje ujscie w sporcie (coz
przestala lubic uprawianie sportu). Z jednej strony zle sie czuje w takiej
sytuacji, z drugiej jest mi tak dobrze czuc sie tak nabuzowanym. Ale szkoda mi
mojej zony. Jest ta strona, ktorej sie odmawia. Nie wiem jak rozwiazac ten
problem, ale to wymaga wspolnej checi. A mi sie nie chce. Czy rozwod cos
zmieni, albo kochanek? Nie, to akurat na mnie nie dziala. Teraz to ja sie
zastanawiam, czy wlasnie nie lepiej sie rozejsc, bo tak latwiej.

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • ewcia1976 Re: Odwrotny punkt widzenia 22.07.05, 21:17
      Jeśli juz jej nie kochasz i nie masz zamiaru iść z problemem do specjalisty,
      rozwiedź się. Nie ma nic gorszego w związku niż obojętność.
      • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 22.07.05, 21:29
        Hey!
        To nie jest tak. Obojetnosc jest na zewnatrz. Wewnatrz wciaz ja kocham, a ona
        (mam nadzieje) tez. To sa problemy, z ktorymi nie potrafie sobie poradzic sam, a
        ona tez nie chce mi pomoc. Wiec przerzucilo sie na inna sfere zycia. Zwykla
        aktorska gra, kto dluzej wytrzyma. Tylko zaczynam sie zastanawiac, czy to
        wlasnie o to chodzi?
        • walker22 Re: Odwrotny punkt widzenia 22.07.05, 21:55
          Ale tak naprawdę o co chodzi? Pytam jak najbardziej przyjaźnie, nad czym się
          zastanawiasz? czy odejść? Czy zacząć razem rozwiązywać problemy? Czy starać się
          znów zbliżyć? Bo nie bardzo zrozumiałam...
          • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 22.07.05, 22:32
            Hey!
            Nie prosze o rade, lecz wczesniej padlo pytanie, jak to jest z tej drugiej strony.
            Stad moja wypowiedz. Zwiazki ludzkie sa tak zawile, a czasu coraz mniej. Coraz
            czesciej czas poswiecamy na "zakupy", prace, i inne zainteresowania, zapominajac
            o osobie z ktora zyjemy. Swiat taki ciekawy, a ta osoba przeciez jest ciagle
            "pod reka". To sa rzeczy. o ktorych ta druga strona zapomina, a czas i uczucia
            uciekaja.
            Trzeba po prostu znalezc wyjscie, czasami byloby dobrze, gdy strona
            "poszkodowana" zaproponowala jakis kompromis, ktory tak naprawde nie ma zwiazku
            ze sfera intymna.
            Tylko trzeba to znalezc. Moze jakas rozlaka na okres powyzej miesiac, aby moc w
            spokoju wszystko przemyslec.

            Pozdrawiam
    • olinka_k03 Re: Odwrotny punkt widzenia 22.07.05, 22:16
      Hej!
      Weszłam na to forum dziś rano ot, tak sobie w pracy z nudów. Nie było w nim
      jeszcze Twojego listu. Przez całe popołudnie zastanawiałam sie co napiszę jak
      przedstawię swoją sytuację a teraz właściwie nie muszę pisać nic. Wszystko Ty
      napisałeś, dokładnie tak jak ja planowałam.
      Ja z moim mężem mamy dokładnie taki sam problem tyle, że stroną która się
      odwróciła jestem Ja.
      Cały czas mam jednak nadzieję, że coś drgnie że coś się zmieni aczkolwiek
      zdarza się, że ją tracę.
      Dziękuję za ten list.
      • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 22.07.05, 22:26
        Hey!
        Najgorsze jest to, ze ja wiem ze te problemy nie znikna. I zaczynam sie
        zastanawiac czy aby rzecywiscie nie "olac" to i poprostu zyc znowu normalnie,
        majac swiadomosc, ze cos moze sie zdazyc. Problemy same nie znikna, trzeba
        dyskusji. Ja juz w tej chwili nawet nie jestem w stanie powiedziec, kto byl
        pierwszy, czy problemy czy ja? Za duzo lat minelo. Rozwod, odejscie, chyba
        najprostsze wyjscie, tylko ze ja nauczony jestem zawsze brnac pod gorke, kazdy
        nowy problem mnie wzmacnia, ale z drugiej strony coraz bardziej zamykam sie w
        sobie. Jedyna rada probowac, i jesli druga strona nie wykaze checi nawiazania
        dialogu, to sprawdzic w dokumentach swoj wiek i jesli juz jest kolo 35 to nalezy
        odejsc, pozniej bedzie tylko ciezej.

        Pozdrawiam
    • ewolwenta Re: Odwrotny punkt widzenia 22.07.05, 23:01
      Zaskakujące spojrzenie na problem. Z tej męskiej raczej niespotykanej na forum
      strony.
      Tak czy inaczej sprowokowałeś mnie to rozważeń.
      Dzięki za odsłonięcie tego innego, niedostępnego punktu widzenia.
      • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 22.07.05, 23:11
        Hey!
        Ja rowniez probuje sam siebie zrozumiec, co stalo sie ze mna ze jestem taki. A
        powiem szczerze jesli moja polowka nie wyciagnie reki do mnie i nie pomoze mi
        sie pozbierac emocjonalnie to .... znowu sie schowam we wlasnym swiecie.

        Pozdrawiam
        • utka2 Re: Odwrotny punkt widzenia 22.07.05, 23:22
          Dzięki za wątek, to chyba najlepsza odpowiedź na moje pytanie.
        • dosia.samosia Re: Odwrotny punkt widzenia 23.07.05, 17:45
          Z punktu widzenia olewanej: Twoja odepchnięta żona ma już pewnie taką depresję,
          że wymaganie aby to ona wyciągnęła do Ciebie rękę jest IMO bezczelne. Normalnie
          mnie zemdliło po Twoim poście. Jeśli to tak wygląda od strony mojego męża to
          pozostaje tylko rozstanie.
          Brak seksu jako kara czy pokuta za coś to jedna z najbardziej obrzydliwych
          manipulacji w jakie bawią się ludzi. Właśnie z tego powodu moje małżeństwo
          sypie się z prędkością światła.
          • anna99911 Re: Odwrotny punkt widzenia 23.07.05, 18:11
            Niestety znam to i myślę, że u nas sytuacja jest podobna. właśnie tak myśli mój.
            jeżeli robię coś nie po jego myśli jest obrażony i karze mnie brakiem seksu,
            albo mówi "będziesz spać w drugim pokoju" a nie mamay drugiego łóżka. Tylko to
            mu zostało bo brakiem seksu nie może, bo i tak go nie ma albo sporadycznie.
            Nawet próbował czasem wymusić na mnie pewne decyzje w łóżku, np a będziemy mieli
            psa,( to coś będzie), śmieszne ale prawdziwe. A na dodatek interesuje go seks
            analny a mnie nie.I co robić, szantażysta.
          • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 23.07.05, 19:51
            Hey!
            Widzisz moje tez zaczelo sie rozwalac jakis czas temu, ale teraz ten proces
            przyspieszyl. I w tym momencie, po tak dlugim okresie, juz nawet nie wiem kto
            rozpoczal ta wojne, czy to ja sie zmienilem a potem nastapily problemy, czy na
            odwrot. Ale zaczynam zakladac ze bylem pierwszy. Przy okazji nie szantazowalem
            za pomoca sfery intymnej, ale nastapilo cos innego. Odczuwalem, ze skoro moge
            odmowic, to znaczy moge sie lepiej kontrolowac (co z drugiej strony jest bez
            sensu), kontrolowac swoje odruchy itp. Na zmiane mojego punktu widzenia wplynal
            moj znajomy, ktory dosc szybko zorientowal sie w naszym ukladzie (przy okazji
            stwierdzil, ze oboje jestesmy uparci, zadne nie popusci). I uswiadomil mi cos
            czaego ja nie mge dostrzec, to jest jak kubel zimnej wody. Obecnie staram sie
            walczyc z soba aby zmienic nastawienie, ale to tak ciezkie. Przed powrotem do
            domu podejmuje decyzje, a wracam i juz jest inaczej. Ja wiem, ze moja zonka
            zaczyna miec dosc tego ukladu, mi rowniez zaczyna to doskwierac. A czas tak
            minal, ze ja juz zapomnialem o odczuciach, jakie daje zwykle przytulenie
            drugiej osoby. Nie potrafie sobie tego przypomniec, i to jest nastepna rzecz,
            ktora blokuje.
            Pozdrawiam
        • deo3 Re: Odwrotny punkt widzenia 06.08.05, 22:12
          Prawdziwy...widzę (chociaż nie przeczytałam wszystkich wypowiedzi), że bardzo
          chcesz zrozumieć swiją żonę i jej postępowanie, dlatego polecę Ci z czystym
          sumieniem książkę Johna Graya "Marsjanie i Wenusjanki. Tajemnica udanego
          związku" . Jeśli jeszcze nie czytałeś nic tego autora, to gorąco polecam. I
          żonie też! A najlepiej czytajcie razem - to lepsze niz terapeuta. Tylko musicie
          znaleźć na to czas i go koniecznie ustalić (czas, np. codziennie po 15 minut o
          stałej porze). Facet pisze prosto i daje sporo życiowych przykładów. Szkoda
          tylko, że mój mąż nie uznaje takich lektur ("nie będzie mnie inny facet
          pouczał". Życzę powodzenia i spojrzenia na swój związek z pewnego dystansu.
    • witkacy1975 Może z moją Żoną jest tak samo....? 23.07.05, 07:29
      • woman-in-love Re: byłam własnie na pogrzebie... 23.07.05, 12:19
        ...kobiety, która przez ok. 40 lat małżeństwa żyła z mężem jak pies z kotem.
        Nie mieli siły rozejść się, nie byli w stanie normalnie rozmawiać. Ich syn (mój
        kuzyn) żył w piekle. Owdowiały mąż sprawił piękny wieniec z czerwonych kwiatów
        z szarfą "Kochanej żonie.........." Płakał nad trumną, niekłamanie rozpaczał.
        Co się dzieje z ludżmi, że marnują miłość i życie? Czy to jest ich model
        szczęścia??? Jaki powód, czyja wina, gdzie tu skutek, gdzie przyczyna?
    • martyna14 Re: Odwrotny punkt widzenia 23.07.05, 18:19

      Wynika ztego, ze wasze malzenstwo ma glownieproblemy z komunikacja .
      jeszeli kochasz zone i zalezy Ci aby cos zmieniac wybierzcie sie na terapie.
      Komunikacja w malzenstwie jest bardzo wazna . Jesli masz opory przed
      rozpoczeciem terapii do ktorej jednak Cie namiam kup i czytaj ksiazki nt
      malzenstwa, komunikacji, zwiazkow na pweno nauczysz sie duzo i wiecej
      zrozumiesz.
      • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 23.07.05, 19:55
        Hey!
        Czy mozesz sobie wyobrazic czlowieka, ktory nienawidzi "bialych kitli" i
        wybiera sie na terapie? Czlowiek, ktoremu cale zycie wmawiano, ze jest silny
        psychicznie? Czy on potrafi uznac, ze z jego sfera emocjonalna cos sie popsulo?
        Problem w tym, ze z kazdym potrafie sie porozumiec, ale nie z zona, i vice
        versa.
        Pozdrawiam
        • martyna14 Re: Odwrotny punkt widzenia 23.07.05, 20:56
          man_with_trouble napisał:

          > Hey!
          > Czy mozesz sobie wyobrazic czlowieka, ktory nienawidzi "bialych kitli" i
          > wybiera sie na terapie? Czlowiek, ktoremu cale zycie wmawiano, ze jest silny
          > psychicznie? Czy on potrafi uznac, ze z jego sfera emocjonalna cos sie
          popsulo?
          >
          > Problem w tym, ze z kazdym potrafie sie porozumiec, ale nie z zona, i vice
          > versa.
          > Pozdrawiam

          Wiesz co co to wlasciwie znaczy silny psychicznie? Taki ,, ktory jest
          twardy i przybiera maske i chowa sie w skorupie czy taki, ktory potrafi sie
          otowrzyc i nie boi sie emocjonalnosci i uczuc. Tylko automaty i zombi nie
          przezywaja czasami tych uczuc i emocji, ktore niektorzy uwazaja za niemeskie Ci
          wszyscy MACHO albo klamia albo sa znieczuleni w srodku i oszukuja samych
          siebie. Na terapii nie ma zadnych bialych kitli. Terapia to nie jest zadna
          naprawa sfery emocjonalnej . Czlowiek caly czas sie uczy i rozwija wewnetrznie,
          psychicznie, duchowo terapia to taki przyspieszony rozwoj i dojrzewanie.
          Niektorzy nigdy nie dochodza do poziomu pewnego rozowju duchowego uczuciowego
          czlowieczenstwa - a przeciez czlowiek moze rozwijac sie nieskonczenie i stale
          sie dokonalic.
          Jesli potrafisz sie porozumiec z kazdym to nie pisz tutaj tylko sie rozwiedz
          i wybierz kogos z tyc zktorymi mozesz sie porozumiec ale moze okazac sie, ze
          jak bedziesz z nimi w zwiazku wcale tak lawteo sie nie bedziesz z nimi
          komunikowal. Co oznacza dla Ciebie komunikacja? Czy jestes otwart emocjonalnie
          czy pokazujesz tego prawdziwego siebie a nie tyko czesc czy potrafisz sluchac?

          • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 23.07.05, 21:20
            Hey!
            Formulujes zmoje mysli w slowa. Zdaje sobie sprawe, ze komunikacja udana to
            tylko ze znajomymi, z ktorymi nie laczy nas nic oprocz przyjazni. A niestety
            zwiazek z kobieta wymaga duzo wiecej slow, rowniez cala rzesza gestow i
            niedomowien, ktore stosuja kobiety. Krotko mowiac, za sfere emocjonalna i
            intymna wina obarczam siebie.
            Co do bycia soba, kiedys chyba bylem, a potem sie zamknalem w sobie. I widac
            tylko ta skorupe.
            Pozdrawiam
            • martyna14 Re: Odwrotny punkt widzenia 23.07.05, 22:13
              man_with_trouble napisał:

              > Hey!
              > Formulujes zmoje mysli w slowa. Zdaje sobie sprawe, ze komunikacja udana to
              > tylko ze znajomymi, z ktorymi nie laczy nas nic oprocz przyjazni. A niestety
              > zwiazek z kobieta wymaga duzo wiecej slow, rowniez cala rzesza gestow i
              > niedomowien, ktore stosuja kobiety. Krotko mowiac, za sfere emocjonalna i
              > intymna wina obarczam siebie.
              > Co do bycia soba, kiedys chyba bylem, a potem sie zamknalem w sobie. I widac
              > tylko ta skorupe.
              > Pozdrawiam

              No to jak mozesz twierdzic, ze sie tak dobrze ze wszytskimi komunikujesz jak
              oni Cie tak nparwade nie znaja? Tu nie ma co pisac op winie ale o szukaniu
              rozwiazania a nie tkwiciu w takim zawieszeniu. Problemy sie same nie
              rozwiaza.Nie wiem czy komunikacja wymaga niedomowien wydaje mi sie, ze nie .
              Wrecz przeciwnie wymaga otwartosci, szczerosci rozmowy, zrozumienia .

              Pozdrwiam i zycze tego abys rozwiazal swoje problemy
              • woman-in-love Re: Odwrotny punkt widzenia 24.07.05, 11:05
                Man, pewnie Twoje kłopotywzięły się z wychowania. Co oni Ci zrobili???
                • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 25.07.05, 19:46
                  Hey!
                  Z wychowania? Raczej nie, mozna sobie tak tlumaczyc, ale to nie prawda. Co
                  innego, ze w chlopcach zabija sie podczas wychowania emocjonalnosc, ciagle im
                  sie mowi, e facet nie placze, ze facet zaciska zeby itp. Ale tez wazna role
                  odgrywa zona. Usmiech na twarzy mimo przeciwnosci, czasami sluchanie co facet ma
                  do powiedzenia. Rowniez dzialanie (nieswiadome) zony na meza jest powodem,
                  odepchniecia (kazde przytulenie sie do niej powoduje :) bardzo szybka reakcje
                  pobudzenia). Jak mozna siebie kontrolowac, kiedy w takiej sytuacji nie jestesmy
                  w stanie sie kontrolowac. Najprosciej przestac to robic.Inna sprawa to makijaz i
                  naduzywanie pudru (to juz z mojego doswiadczenia :) ) ciezko calowac puder, nie
                  jest to przyjemne. Spraw jest tak wiele, ale kobiety (nie generalizujac, to
                  niektore) nie reaguja na to.
                  Pozdrawiam
                  • ewolwenta Re: Odwrotny punkt widzenia 25.07.05, 20:01

                    No już z tym makijażem to przesadziłeś. Toż to kuriozum. Nie możesz poprosić by
                    go nie używała dla Ciebie?

                    Cały czas tak gracie? Nic wprost. Wszystko techniką „niech się domyśli”?
                    Niestety empatia, jeśli ona istnieje, jest tylko tam gdzie kwitnie komunikacja.

                    Czy Wy powodujecie się tylko ambicją i uporem? Dobrze zgaduję?
                    Tylko po co? Przecież to prowadzi do cierpienia oboje. W imię czego?

                    Z Twoich słów wynika, że dobrze wiesz że to ślepa uliczka. Dalej tylko mur.
                    Poleźliście w różne strony, ktoś musi zawrócić albo dać sobie z tą bajką na
                    spokój bo po co się męczyć.
                    • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 25.07.05, 20:19
                      Hey!
                      Masz calkowita racje, ale wiesz nawet jak do niej dzwonie i w sumie wczesniej
                      planuje powiedziec cos milego, to w trakcie rozmowy mowie co innego, tzw. suche
                      fakty i w sumie rozmowa jest "sucha". I konczy sie raczej nieprzyjemnie. Cos mi
                      sie wydaje, ze mimo ze mozna to naprawic, to sie rozejdziemy. Bo to jest
                      najprostsze rozwiazanie i najszybsze, nie liczac maluchow itp, itp.
                      Pozdrawiam
                      • ewolwenta Re: Odwrotny punkt widzenia 25.07.05, 20:40
                        I następnym razem zrobisz to samo? Przepraszam za dosadność najpierw maluchy a
                        potem rozp...dziuchy (oj zaraz sama się wytnę, WIL wybacz).
                        Skoro widzisz szanse zmiany warto spróbować. Podobno ratować nie ma czego
                        dopiero gdy nastaje tylko obojętność.
                        Może jednak specjalista Wam pomoże. Może czas spróbować nauczyć się na nowo
                        budować, na rozwalanie zawsze jest czas?
                        • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 25.07.05, 21:08
                          Hey!
                          Ale ani jedno z nas nie odpusci drugiemu, a jak jedno sprobuje to drugie
                          jeszcze bardziej mu dokopie. Takie zamnkniete kolo. A specjalista, coz moze
                          wyslucha i powie kilka rad, ale kto go poslucha, kto zastosuje sie do jego rad?
                          To juz zaszlo za daleko, po co nawzajem sie unieszczesliwiac. Po co krzywdzic
                          sie nawzajem? Za kilka lat to moze byc za pozno aby odejsc od siebie, bo ani
                          jedno ani drugie nie bedzie nadawalo sie na nastepny zwiazek. Dzieki za rady,
                          ale to zaszlo za daleko, nie mam ochoty juz wiecej tracic energi na dogryzanei
                          sobie nawzajem (krotko mowiac pewnie pod maska "dogryzania" kryja sie jakies
                          inne emocje, ale one sie kryja i nie ujrza swiatla dziennego).
                          Na codzien zewnetrznie zupelnie inni ludzie, ale razem to juz mala wojna kto
                          kogo pokona pierwszy.
                          Pozdrawiam
                          • ewolwenta Re: Odwrotny punkt widzenia 25.07.05, 23:11
                            i dokładnie wiesz że to bez sensu...
                          • ewolwenta Re: Odwrotny punkt widzenia 25.07.05, 23:23
                            A pomyślałeś, że ona Cierpi. Ze pewnie mogłaby napisać dokładnie to co Ty?

                            Mylisz się, że kiedyś będzie za późno. Już jest za późno, ten balast
                            pociągniesz za sobą do każdego nowego związku. Tak to już jest że spędzając z
                            kimś ileś tam lat zmieniamy się pod wpływem te drugiej osoby.

                            Nie jestem zwolenniczką walenia głową w mur w imię wyższych idei, ale chyba
                            warto sprawdzić czy nie ma w tym murze furtki ?

                            Jak nie ma, to zostaje dynamit albo rozwód.


                            • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 26.07.05, 00:46
                              Hey!
                              To wlasnie o nia mi chodzi, zeby dluzej sie nie meczyla, cierpiala. Juz kilka
                              razy teoretycznie probowalismy cos zmienic, ale glowny problem w tym ze sami
                              nie potrafimy sie zmienic. Checi to jednak za malo (samymi checiami pieklo
                              wybrukowane). Na razie spedzamy 2 miesiace z dala od siebie i raczejnasze
                              rozmowy nie naleza do przyjemnych (jesli ze soba rozmawiamy).
                              Pozdrawiam
                              Ps. Dwie osoby, ktore chyba za malo problemow w zyciu mialy i sobie nawzajem
                              zycie utrudniaja (jakas paranoja)
                              • ewolwenta Re: Odwrotny punkt widzenia 26.07.05, 07:59
                                Twoje stwierdzenie „żeby ona się nie męczyła” brzmi dla mnie nieprzekonywująco.
                                Brzmi jak usprawiedliwienie.
                                Jak długo ta spirala się nakręca? Rok, dwa, parę miesięcy?
                                • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 26.07.05, 08:38
                                  Hey!
                                  Sytuacaj taka trwa juz od co najmniej 2 lat, aczkolwiek powoli zaczelo sie
                                  nakrecac od ponad 3 lat temu. Przez pierwszy rok nawet nie bylismy w stanie sie
                                  zorientowac, ze cos jest nie tak, standardowe tlumaczenia, ze praca, stres
                                  itp.Tak trudno cos zauwazyc, ze z kobieta cos sie dzieje zlego. A potem coraz
                                  szybciej, jak lawina sie potoczylo.
                                  Pozdrawiam
                                  • ewolwenta Re: Odwrotny punkt widzenia 26.07.05, 08:53
                                    Z tym językiem komunikacji (druga nitka tego wątku) to masz rację.
                                    Zdarzyło mi się, w moim związku, przy wzroście temperatury emocji że
                                    zaczynaliśmy nadawać na innych falach. Cios za ciosem i spirala w dół a potem
                                    tygodnie lizania ran. W końcu sobie odpuściliśmy, udało się odkryć ten sygnał
                                    ostrzegawczy zanim emocje wezmą górę. Jak już widzę ten lekki grymas irytacji
                                    to po prostu macham ręką i zmieniam temat albo znikam. Jak sprawa jest ważna to
                                    wracam do niej w lepszym momencie. Jak mało ważna odpuszczam. Ciekawe, ze
                                    widzę, że on też nauczył się rozpoznawać oznaki mojego wewnętrznego spienienia.
                                    Widzę wtedy charakterystyczny błysk zrozumienia i wycofanie się z jego strony.
                                    Mnie to już zazwyczaj wystarcza żeby wszystko odpuściło.

                                    Psycholog nie tyle pogada, co da Wam pogadać. Spróbuj. Zrób to dla siebie, nie
                                    dla niej. Jeżeli tego nie zrobisz to każdej następnej próbie popełnisz podobny
                                    błąd. Chyba że liczysz że następnym razem trafisz na anioła. Tyle że wieku
                                    powyżej trzydziestki wszystkie wolne aniołki są już trochę przechodzone i po
                                    przejściach.
    • 12ania3 Re: Odwrotny punkt widzenia 24.07.05, 17:39
      Cześć, Twój liścik bardzo mnie zaintrygował, jak tez mam problemy w małżeństwie
      ale z drugiej strony, i myślę, że mój mąz postępuje szalenie podobnie. Zamknął
      się w sobie i nie sądzę aby było mu z tym dobrze tak jak i Tobie i czeka.
      Roświetliłeś moje myśli odnośnie zdrady, poniewaz podejrzewałam, że kogoś ma,
      ale po tym co napisałeś myślę, że nie. Myślę, że on czeka na moja zmianę, że
      chce mieć znowu dawną anię, taka sprzed 11 lat, a nie wiecznie wrzeszczącą. I
      co dziwne wydaje mi się, że go zrozumiałam. Jeśli chodzi o sprawy łóżkowe to on
      zaczął się wykręcać, ponieważ teraz doszłam do tego, zaczęłam traktować go
      instrumentalnie, a przecież to szalenie wrażliwy facet, więc jak wróci dzisiaj
      uśmiechnę się do niego!!Nie robiłam tego od... sama nie wiem
      pozdrawiam
    • agak73 Re: Odwrotny punkt widzenia 25.07.05, 09:58
      Hej - czy to czasem nie ty mój mężulku? No ale tak serio - jeżeli masz ochotę
      jeszcze wysłuchiwać porad, to posłuchaj jeszcze mnie, bardzo chciałabym , aby
      mąż mnie wysłuchał i uwierzył, że nawet jeśli skrzywdziłam go "werbalnie" to
      te złe słowa wynikały z depresji poporodowej - maluch strasznie dał mi w kość
      (teraz jako trzylatek też męczy, ale przynajmniej więcej śpi), nadal bardzo
      kocham męża, jest dla mnie najatrakcyjniejszym i najseksowniejszym mężczyzną, a
      przecież nie można tak długo mścić się na żonie.Kocham jego ciało i chciałabym
      móc je pieścić. Nie wiem jak długo można nosić w sobie urazę - ja nigdy nie
      obrażam się na długo. Można odrzucać miłość - ale na Boga - w imię czego ?
      Dumy?!
      • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 25.07.05, 19:51
        Hey!
        Nie, na pewno nie jestem Twoim mezulkiem :). Oj duma to meska duma. W koncu
        tylko to nam pozostalo. Watpie, czy dziecko w jakikolwiek sposob potrafi
        odciagnac mezczyzne od kobiety. To raczej pyskowki, typu to Ty jestes od
        zarabiania (w sumie innej roli mezczyzna nie ma w domu), to po co ma sie
        spelniac w innych rolach. Czyli zostajemy dluzej w pracy, wyjezdzamy na
        delegacje, bierzemy szkolenia itp. I teoretycznie unikamy domu, bo tam jestesmy
        "niepotrzebni". Wiem, ze czesto te slowa sa rzuczane podczas sprzeczki, ale duma
        robi swoje.
        Pozdrawiam
        • tomduska Re: Odwrotny punkt widzenia 26.07.05, 08:20
          Chryste, Wy się nienawidzicie i to bardzo!! Od dziś będe śpiewać psalmy na
          cześc mojego normalnego męża, ktory nie rozdrabnia problemów i przede wszystkim
          nie tworzy ich tam gdzie ich nie ma! Ten Wasz układ (bo małżeństwem to już dawo
          to COS nei jest) jest bardzo chory, a skoro nei chcecie iśc z nim do lekarza,
          to moze lepiej eutanazja? Czy czerpiesz przyjemnośc z tego katowania siebie i
          jej? Facio, skoro chcesz być taki silny to weź sprawy we własne ręce i rób coś
          z tym do chol....
          Mimo wszystko trzymam kciuki! Pozdrawiam!
          • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 26.07.05, 08:39
            Hey!
            Nienawiscia to bym tego nie nazwal, raczej wzajemny zal do siebie o wszystko i
            o nic. Rozny jezyk komunikacji, itp.
            Pozdrawiam
            • zolza73 Re: Odwrotny punkt widzenia 26.07.05, 10:09
              przeczytalam twoj watek i mialam wrazenie,ze cofnelam sie w czasie o kilka lat,
              kiedy mialam identyczny problem z facetem. Stal sie dokaldnie taki jakim ty
              opisujesz siebie, a ja widzac jego skorupe probowalam ja rozwalic w sposob ktory
              ja tylko wzmacnial (pretensje,zale,wzbudzanie winy,smutek) Zdalam sobie sprawe,
              ze na tego typ faceta nie jest to sposob,poniewaz on tak jak ty uwazal sie za
              "twardziela emocjonalnego" a kazda moja uwage czy wyrzut przezywal i pielegnowal
              uraz w sobie. Walne sie w piers i przyznam, ze w okresie kiedy bylo naprawde
              dennie ,niezle wyladowywalam swoja frustracje (spowodowana jego zamknieciem-kolo
              sie zamykalo) na nim, teksty i moj sposob zachowania mial jeden cel-pokazac
              mu,ze mi nie zalezy,ze mam to gdzies jego,jego skorupe i jego oschlosc i nasze
              relacje... trwalo to troche. Niby chcielismy byc razem ale kiedy sie widzielismy
              skakalismy sobie do gardel, zlosliwosci, obojetnosc eh koszmar. Zaczelam
              wspominac o rozstaniu, teksty typu "nie ma sensu tego ciagnac" czy "a wez idz
              poszukaj innej idiotki i ja wkurzaj" byly sygnalem dla niego,ze mozna polozyc
              laske na wszystko a ja myslalam ze one wywolaja jakis zryw emocjonalny....nie
              tedy droga. Jak doszlo do tego,ze dzis mamy miesiac miodowy?
              Moze polowa mnie wysmieje,moze polowa popuka sie w czolo??? Przypadkiem dorwalam
              ksiazke „Kobiety sa z Wenus a mezczyzni z Marsa” jakos tak....o komunikacji
              miedzy nami wlasnie. Jak czytalam to wlos mi sie jezyl na glowie....tym czym
              probowalam wymusic na nim cokolwiek dobrego bylo dokladnie droga przeciwna,
              zabijalo w nim sens starania sie o moje dobre samopoczucie, mialam tak wielkie
              oczy po tej ksiazce,w szoku bylam z kilka dni.
              Facet potrzebuje doceniania, podziwu,zaufania, wtedy ma ochote dbac sam z siebie
              o kobiece potrzeby, kazda pretensja a ta do znudzenia powtarzana jest gwozdziem
              do trumny zwiazku. Bylo tam wiele przykladow, rad. Zastosowalam wszystkie chyba,
              facet najpierw nie ukrywal zdziwienia, ale ja maniakalnie ciagnelam
              postanowienie uzdrowienia, zauwazylam ze kiedy skapowal,ze to nie kolejny mój
              „kop” zaczal robic to samo, zaczal dbac o siebie dla mnie,zaczal dbac o moje
              nastroje, wrocilo zycie seksualne (wczesniej ten ogier twierdzil ze sex jest
              nudny!!! unikal go ) a ja do dzis staram choc raz dziennie pokazac mu jak
              doceniam jego, to co zrobi nawet duperel pochwale, jak cos sie nie uda lub
              zapomni nie dre sie,nie wypominam tylko mowie „ok nic sie nie stalo ( jego mina
              przypomina wtedy mine delfina) Najgorzej bylo na poczatku, zapomniec
              urazy,krzywdy emocjonalne i mimo zlego nastawienia, nastawienia na „nie”
              przelamac sie i np. powiedziec mu cos milego gdy w duszy cholera szaleje, ale
              tylko na poczatku, potem nie musialam sie przelamywac, poszlo gladko.
              Wez kolego do reki ta ksiazke, sprobuj, skoro uwazasz sie za takiego twardziela
              badz nim do konca i ty przelam pierwszy te lody, mimo trudnosci jakie napotkasz
              na poczatku, pokaz sobie ze jestes uparty tez w dobrym slowa znaczeniu i
              dociagniesz ta kuracje do konca. Gora 2 mce mina( jesli konsekwentnie bedziesz
              stosowal choc polowe wskazowek z tej ksiazki) a zobaczysz poprawe. Jesli macie
              dzieci mysle ze warto zrobic to choc dla nich. Skoro ty zamarzles pierwszy,
              zacznij pierwszy topniec.
              • ewolwenta Re: Odwrotny punkt widzenia 26.07.05, 10:18
                Wiesz, ja nie czytałam tej książki ale zrobiłam to samo :) i z podobnym
                skutkiem :). Tak to na prawdę działa.

                Pochwalić za to co dobre, machnąć ręką na pierdoły.

                Pamiętam, jak kupił sobie jakieś ciuchy. Sportowe nieformalne w tonacji
                niebieskiej. Wyglądał w nich super. Zobaczyłam tego dwudziestoparolatka z
                czasów radosnych początków. Zachwyciłam się i dałam mu to odczuć. Pamiętam to
                zaskoczenie. Zaczął się stroić i mi pokazywać i ... ech
              • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 26.07.05, 11:51
                Hey!
                Akurat jesli o mnie chodzi to ja caly czas dbam o siebie, silownia, rowerek,
                jogging itp. To wlasnie moja zonka przestala, mimo moich prosb i nalegan, a to
                siodelko w "dupe" uwiera, o to jej sie nie chce isc na silownie, a to a tamto.
                Stwierdzilem jak nie to nie. Chodze sam, lub z kolegami. W weekendy wychodzimy
                sobie oddzielnie aby sie pobawic. Juz nie ma rzeczy, ktore bysmy robili
                wspolnie, nie ma nic. Dla mnie sport to wazna rzecz, pozwala sie dobrze trzymac
                i daje poczucie wlasnej wartosci. Wole sie zmeczyc fizycznie, niz siedziec w
                domu przed telewizorem (swoja droga nie ogladam tv od kilku lat, wole inne
                zajecia sobie znalezc).
                A zonka narzeka tylko, ze jest nieszczesliwa i samotna, a na pytanie proste co
                mam zrobic to ona nie wie, zreszta najczestsza jej odpowiedzia jest "nie wiem".
                Eeee, nie bede narzekal, wszystko co tutaj napisalem rowniez potrafilem
                powiedziec wprost, moze za bardzo bezposrednio, ale taki juz jestem,
                nie "owijam w bawelne" bo to strata czasu.
                Pozdrawiam
                • 12ania3 Re: Odwrotny punkt widzenia 26.07.05, 19:15
                  witaj,
                  ciekawy z Ciebie gość, tylko tak się zastanawiam dokąd to prowadzi???Super, że
                  dbasz o siebie ale ...Bo widzisz, ja to widzę z drugiej strony- jako kobieta,
                  odrzucona.Nawet zauważyłam, że mojego męża bawi bycie niedostępnym. TYLKO co
                  dalej i jak długo można tak wytrzymać. Wydaje mi się, że Wy już nie dacie sobie
                  rady sami pomóc, i takie trwanie i nic nie robienie doprowadzi do jeszcze
                  większej obojętności i depresji bo przypuszczam, że Twoja żoną ją ma. Wyobraż
                  sobie, że bardzo zaciekawiło mnie to forum i tak sobie czytam i tutaj "dowcip
                  dnia"z mojego życia: wracam z dziećmi do domu, mijam się w drzwiach z moim
                  mężem pytam gdzie idzie- przejechać się. Wieć ok. Dzwoni za jakieś 20 mniut,
                  żebym przysłała mu mechanika bo złapał gumę i coś tam jeszcz, pytam gdzie jest
                  a on: na przeciwko agencji towarzyskiej ale on nie tam chciał bo guma i tak
                  dalej...Powiem szczerze, że nawet jeśli to zbieg okoliczności to dziwny, ale
                  rozbawił mnie, jak nic od wielu miesięcy, więc niech żyje sport pod każdą
                  postacią!!!!!!!I napisz, proszę, czy Ty masz tak w duchu ochotę przytulić żonę,
                  tak zwyczajnie przytulić
                  anka
                  • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 26.07.05, 22:21
                    Hey!
                    W srodku tak naprawde pragne sie przytulic, tulic i jeszcze raz tulic, a na
                    zewnatrz to tylko grymas na twarzy. :(
                    Pozdrawiam
                    • utka2 Re: Odwrotny punkt widzenia 26.07.05, 22:42
                      Tak to sobie wszystko czytam i dochodzę do wniosku, że odpowiedzią na moje
                      pytanie (wątek obok) jest to, że ze mną jest wszysko w porządku, to w moim
                      mężu, tak jak w M_w_t tkwi problem. Bo powiem ci, że facet problemowy jesteś.
                      Ale ja takiego samego mam w domu ...
                      • ewolwenta Re: Odwrotny punkt widzenia 27.07.05, 07:21
                        chyba w nich obojgu tkwi ten problem
                • zolza73 Re: Odwrotny punkt widzenia 26.07.05, 21:19
                  ja ja ja jaaaaaaaaa egoista z ciebie i tyle, wciaz to ja, proponujesz czy
                  narzucasz spedzanie czasu, ktore tylko tobie sprawia przyjemnosc?? (sport) a
                  ona? nie dziw ze jej sie nie chce tylko tobie towarzyszyc jak nie ma z tego
                  przyjemnosci. A moze dla odmiany zapytaj "wybierzmy sie dzis gdzies razem, ty
                  decydujesz gdzie" raz ona potem ty.... widzisz tylko siebie juz, a ja tylko jako
                  nieszczesliwa zonke. To co opisalam wczesniejszym postem nie mialo ci pokazac co
                  ona moglaby zrobic dla ciebie (bo pisala to kobieta) tylko co TY moglbys zrobic
                  dla niej a nie tylko dla siebie.
                  • atena1972 Re: Odwrotny punkt widzenia 26.07.05, 21:45
                    współczuję ludziom , którzy mieszjaą seks z kłopotami, problemami
                    dlaczego nie czerpiecie z seksu czysto seksualnej przyjemności
                    od razu byłoby bardziej optymistycznie, czyściej, lepiej
                    pozdrawiam
                    • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 26.07.05, 22:25
                      Hey!
                      Bo taki seks nie ma w sobie czulosci, tej pieszczoty, calej otoczki
                      podniecenia. Taki seks odzielony od uczuc jest bezplciowy, zwiazany z czysta
                      fizjologia, dazaca aby dac upust i dojsc do szybkiego orgazmu. Po takim czym s
                      czuje sie wbrew pozorom gorzej a nie lepiej.
                      Pozdrawiam
                      • atena1972 Re: Odwrotny punkt widzenia 27.07.05, 08:09
                        nie,oczywiście zakładam, że jeszcze ją kochasz, a tylko nawarstwione przez
                        kilka lat problemy nie pozwalają się odblokować
                        poza tym, czy te wady które ma Twoja Żona wyszły dopiero po ślubie???
                        Czy miłość nie powoduje, że staramy się zaakceptować drugiego człowieka a nie
                        zmieniać na swoje podobieństwo??
                        miłego dnia
                  • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 26.07.05, 22:19
                    Hey!
                    Tak jak pisalem juz wczesniej, jej najczestsza odpowiedzia jest "nie wiem".
                    Zawsze sie pytam (aczkolwiek najpierw proponuje a jesli odmawia, to sie pytam o
                    jej propozycje), ale najczesciej sie konczy, ze ja znudzony "niewiedza" biore
                    maluchy i z nimi ide poszalec. Tak sie ostatnio zastanawialem i stwierdzilem,
                    ze tak naprawde ostatnio prawie w ogole nie spedzamy ze soba czasu. Wspolne
                    jest chyba tylko "chrapanie". Gdzies zniknely te wspolne zainteresowania. Moze
                    i jestem egoista, ale moja zonka tez.
                    Wczesniej woman_in_love wspomniala cos o wychowaniu, ale wydaje mi sie, ze moje
                    zamkniecie spowodowane bylo przez poprzednie i obecna milosc(-i). Kiedy bylem
                    otwarty i mozna rzecz wylewny w uczuciach zostalo to wykorzystane. Wiec
                    stwierdzilem, ze nie warto okazywac kobiecie, ze sie jest o nia zazdrosnym, ze
                    zalezy mi na niej, bo dostane kopniaka. i tak powoli "slimak" zamknal sie w
                    skorupie. W przypadku malzenstwa troche gorzej to wyglada, gdyz jak sie jest
                    tylko para to poprostu zegnamy sie w koncu i tyle, a malzenstwo to juz gorzej.
                    Pozdrawiam
                    • atopik Re: Odwrotny punkt widzenia 27.07.05, 10:08
                      MWT fajny facet z ciebie, lubię takich, którzy "idą pod górkę" i nie zadowalają
                      się prostymi rozwiazaniami.
                      W tej sytuacji również polecam lekturę (dla ciebie i żonki)"Mężczyźni sa z
                      Marsa a Kobiety w Wenus" - nie rozwiąże ona Waszych problemów ale ułatwi
                      spojrzeć na wiele spraw z innego punktu widzenia. Musicie zacząć rozmawiać !!
                      Bez nerwów, wzajemnego obwiniania się, zarzutów, rozpamietywania i prania
                      brudów z przeszłości !! Wiem, że nie jest to łatwe ale warto ...bo przezież
                      kochasz swoją żonę...
                      Jestem nowa na tym forum, trafiłam tu właściwie przypadkiem a twoje posty
                      zmusiły mnie do przemysleń ...bo to ja przez wiele lat byłam żoną ciągle
                      nastawioną na "nie". Teraz próbuje ratować moje małżeństwo...
                  • ewolwenta Re: Odwrotny punkt widzenia 27.07.05, 07:41
                    zolza73 napisała:

                    > ja ja ja jaaaaaaaaa egoista z ciebie i tyle, wciaz to ja, proponujesz czy
                    > narzucasz spedzanie czasu, ktore tylko tobie sprawia przyjemnosc??
                    >(sport) a ona?

                    Zapytam man_with_trouble.
                    Czy ona wybrałaby leżenie plackiem przed telewizorem? Mnie się zdaje, że tak by
                    zrobiła. Mówisz, że kiedyś było inaczej? Czy inaczej to znaczy byłeś szczęśliwy
                    bo ona biegała z Tobą wszędzie gdzie tylko zamarzyłeś? A teraz nie chce?

                    Odpowiedz uczciwie, czy biegaliście zazwyczaj razem w te miejsca, które Ty
                    chciałeś niż wybrane przez nią? A może ona nigdy nie maiła pomysłu na
                    rozrywkę?
                    Mnie się zdaje, że tak mogło być. Teraz już jej się nie chce, bo tak na prawdę
                    nie bawi się aż tak dobrze np. lubianym przez Ciebie sportem.

                    Z drugiej strony ona nie ma (zrezygnowała dawno) z innych własnych
                    przyjemności. Nie potrafiłaby nawet powiedzieć, co jej sprawia tę przyjemność (
                    stąd odpowiedz „nie wiem”).
                    Zaniechała własnych rozrywek na początku bycia razem na rzecz bycia z Tobą a
                    teraz została pustka. Zresztą może nigdy nie miała takich potrzeb.

                    zolza73 napisała:

                    nie dziw ze jej sie nie chce tylko tobie towarzyszyc jak nie ma z tego
                    > przyjemnosci. A moze dla odmiany zapytaj "wybierzmy sie dzis gdzies razem, ty
                    > decydujesz gdzie" raz ona potem ty.... widzisz tylko siebie juz, a ja tylko
                    jak
                    > o

                    Ona teraz odpowie „nie wiem” tu akurat nie zaskakuje mnie odpowiedz autora.
              • atopik Re: Odwrotny punkt widzenia 27.07.05, 09:19
                Dziekuję, swoim postem dodałaś mi sił i wiary, w to że z chorego układu można
                wybrnąć :o)
                • mazowszanka5 Re: Odwrotny punkt widzenia 27.07.05, 10:41
                  Przeczytalam bardzo uwaznie wszystko. Dzieki Twojemu postowi MWT zrozumialam ze
                  mam w domu tez taki egzemplarz. Tez sie zamknal w sobie, po naszych
                  sprzeczkach, przykrych slowach, rozmowach bez wnioskow. Nie docieraja do niego
                  tlumaczenia, ze bylam zdenerwowana, ze nie chcialam mu zrobic przykrosci, ze
                  wszystko jest na mojej glowie, itp. Fakt, teraz robi co chce, nie wszystko
                  oczywiscie - zarabia pieniadze, czasami pomoze, nawet jak zle to i tak od
                  dluzszego czasu przymykam na to oko, i co i nic. Gora lodowa. Kara? Moze i tak
                  ale chyba dla nas obydwojga, a najgorsze jest to ze jesli ja wyciagam reke to
                  on ja odtraca. I wierz mi juz mi sie nie chce. Wiec dalej zyjemy sobie razem a
                  jednak osobno. Teraz przyjelam inna strategie ze podejmuje ostatnia probe
                  naprawienia naszego zwiazku. Jesli to nic nie pomoze to zaczne szukac adwokata.
                  Mam podobny do Twojego staz malzenski (8lat) i jedno dziecko. I to mnie boli,
                  jak dziecko to bedzie przezywalo. Z drugiej strony tak jak juz ktos tutaj
                  wspomnial, wychodzac ze zwiazku i zaczynajac nowy jestesmy obciazeni
                  doswiadczeniami z przewszlosci i tez jest trudno zaakceptowac te druga osobe.
                  Wiec chyba kazdy kolejny bedzie zyciem na "kocia lape" albo bedziemy sami aby
                  nie komplikowac sobie znowu zycia.
                  • utka2 Re: Odwrotny punkt widzenia 27.07.05, 10:55
                    Miałam cos jeszcze napisać, ale chyba wszystko już zostało tu powiedziane.
                    A wracająć to rozejścia się - co zrobic, jak się boję takiego kroku, boję się
                    walki o dziecko, które jest bardziej związane z ojcem, boję sie późniejszej
                    walki o każdy grosz na utrzymanie siebie i dziecka (ja zarabiam o wiele mniej),
                    boję się, że bedę musiała wrócić do mieszkania z rodzicami.
                    A z drugiej strony nie wiem jak na takim etapie jak jestem ja, czy Mazowszanka5
                    należy zacząć naprawianie tego co się zepsuło. Na sytuację w swoich
                    małżeństwach "pracujemy" rok, dwa, pięć, osiem lat. Czy mamy tyle
                    samo "pracować" na poprawe sytuacji, czy wytrzymamy takie długie starania, czy
                    nie będą się odzywać stare "brudy"? Czy on nie sprawią, że zamiast zbliżać się
                    do siebie, nadal bedziemy sie oddalać?
                    Jasne, że problem leży po środku. Nie ma tylko winnych i tylko niewinnych. To
                    jest małżeństwo czyli związek dwojga ludzi, to oni go razem tworzą i razem
                    rozwalają. Nawet jeśli z jednej strony jest to tylko przyzwalanie na rządzenie
                    sobą, na poniżanie siebie.
                    Przygnebiające, że dwoje dorosłych ludzi nie umie porozmawiać. Może to wina
                    naszych czasów, może błędów wychowawczych jakie wobec nas popełniono. Najgorsze
                    jest to, że nawet uzmysławiająć sobie w czym tkwi problem nadal boimy się lub
                    nie umiemy go rozwiązać.
                    Przepraszam za moje przynudzanie, ale taka mi się nasunęła refleksja po
                    przeczytaniu tego wątku. W innym poruszyłam mój problem, a w tym chyba
                    znalazłam podpowiedź co dalej ...
                    • mazowszanka5 Re: Odwrotny punkt widzenia 27.07.05, 12:00
                      Utka2, bratnia duszo tez sie boje podjac tego kroku, kroku o rozstaniu, bo boje
                      sie tak jak Ty tej walki o dziecko, o to co bedzie jak zostane sama z
                      dzieckiem... Po nieudanej walce moze sie okazac za pozno nawet na bycie z
                      kimkolwiek innym i bycie szczesliwym z kims innym... bo moze to jest jeszcze
                      mozliwe...
                      Utka2 mozesz mi powiedziec jaka znalzlas odpowiedz, moze i ona mi troche
                      pozmoze? Moze byc na priv.
                      • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 30.07.05, 14:05
                        Hey!
                        Dlaczego dwoje doroslych ludzi nie potrafi sie porozumiec? Jak to sie stalo, ze
                        kiedys, na poczatku milosci, potrafili komunikowac sie miedzy soba bez slow, a
                        teraz mimo wielu slow wypowiedzianych, nie potrafia sie "zrozumiec". Jaka jest
                        roznica pomiedzy kiedys a teraz? To bardzo proste, na poczatku zwiazku ma do
                        siebie nawzajem nieograniczone zaufanie, ktore z czasem zaczyna szwankowac, bo
                        jedno poprosilo o cos druga strone, a druga strona tego nie zrobila (dla jednej
                        ze stron to bylo bardzo wazne, a dla drugiej wrecz blahostka).
                        Pozdrawiam
                  • martyna14 Re: Odwrotny punkt widzenia 27.07.05, 14:35
                    Z drugiej strony tak jak juz ktos tutaj
                    > wspomnial, wychodzac ze zwiazku i zaczynajac nowy jestesmy obciazeni
                    > doswiadczeniami z przewszlosci i tez jest trudno zaakceptowac te druga osobe.
                    > Wiec chyba kazdy kolejny bedzie zyciem na "kocia lape" albo bedziemy sami aby
                    > nie komplikowac sobie znowu zycia.

                    Tak oczywiscie jestesmy obciazeni pewnym bagazem ale tak jak kazdy czy to
                    bedzie zerwany dlugoletni zwiazek czy malzenstwo czy inne wydarzenia zyciowe
                    ale niektorzy potrafia jednak ten bagaz z siebie zrzucac Ci co nie potrafia
                    czesto ida na terpie aby dojsc do siebie, wyciagnac wnioski i poszukac
                    odpowiedzi w sobie jesli tego nie zrobia nastepny facet bedzie podobny do
                    poprzedniego i znowy podswiadomie powtorzymy bledy przeszlosci.
    • skrzydlate Re: Odwrotny punkt widzenia 01.08.05, 00:33
      wyglada na to, ze jej nie kochasz?
      • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 01.08.05, 21:26
        Hey!
        Hmmm, najpierw zadajmy sobie pytanie co to jest milosc. A przy okazji, kazdy w
        inny sposob przezywa i odczuwa milosc. Ja ja kocham, ale przestalem
        uzewnetrzniac swoje uczucia. Czy to jest jednoznaczne?
        Pozdrawiam
        • woman-in-love Re: Odwrotny punkt widzenia 03.08.05, 19:11
          więc, jeśli kochasz, tylko nie uzewnętrzniasz - to tak, jakbyś nie kochał. Na
          jedno wychodzi(jak mówi Kubuś Puchatek)Tylko kwestią czasu jest, że zaczniesz
          uzewnętrzniać komus innemu (twierdząc, ze "kochasz dwie kobiety")To prawie
          szablon.
        • skrzydlate Re: Odwrotny punkt widzenia 05.08.05, 19:27
          tak, uważam, ze brak komunikatu jest jednoznaczny z brakiem milości, dla osoby
          zainteresowanej, po prostu uczucie trzeba okazywac, sa na to sposoby, jesli nie
          okazujac zainteresowaniem seksualnym, skoro nie mozesz i nie chcesz to wyjasnic,
          ja tak uwazam i tak czynilam gdy mi libido padalo
          • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 05.08.05, 19:44
            Hey!
            Cos mi sie wydaje, ze patrzysz na problem przez pryzmat swoich przezyc. Ja Cie
            rozumiem, ale widzisz, nawet wczoraj sie okazalo, ze miedzy nami trwa
            rywalizacja. Ja spuscilem z tonu, niestety zoan odebrala to, ze ona wygrala i
            teraz ona mysli ze mnie gnebi. Ech, to jest tak skomplikowane, ze juz sam
            zaczynam sie gubic w tym temacie. Tojest taka hustawka, jak jedno ustapi, to
            drugie mu dokopie. Wiec trudno mowic o komunikacji, skoro tak naprawde chodzi o
            rywalizacje, i czesciej mi sie wydaje, ze jej zachowanie polega na zasadzie "na
            zlosc babci odmroze sobie uszy". Czyli ja o cos poprosze, to ona tego nie
            zrobi, i tak sie kolko zamyka.
            Pozdrawiam
            • skrzydlate Re: Odwrotny punkt widzenia 06.08.05, 00:23
              Tak, za mało mam cudzych przezyc zeby moc w takiej rozmowie opierac się na nich
              ... moge jedynie na własnych, to logiczne, a nie mam zamiaru teoretyzowac, co by
              bylo gdyby... i nie jestem psychologiem. Najuczciwiej dla mnie jest mowic o
              wlasnych przezyciach, ale poniewac jestem kobietą zatem moge miec inny sposob
              przezywania... Moge Ci opowiedziec o mezczyźnie ktory opuscil mnie seksualnie i
              werbalnie... za wyjatkiem dwoch-trzech godzin wieczorem w sobote. Moj ostatni
              ukochany, w zasadzie jedyna i najwieksza jak dotąd moja milość, po prostu . Po
              rozstaniu z nim dotad nie znalazlam nikogo, komu bylabym w stanie aufac, tak
              mocno mnie nadszarpnął. Apokalipsa to byla. Wiem ze mnie kochal, pomimo to ze
              nie okazywal tego, nie umuial, ale ta cudowna roslinka - nasze wzajemne uczucie,
              wymagała pielegnacji. I nie mogla to byc tylko moja praca, nie moglam robic tego
              sama latami, bo czulam jak zamiera we mnie kobiecość a pojawia sie sanitariuszka
              skrzyzowana z mamuśką. Jesli widzisz ze Twoja kobieta zaczyna zachowywac sie jak
              durna pietnastolatka, to mysle ze najlepiej jest nie wchodzic w takie gry jakie
              ona proponuje, do rozbicia strategii durnego pietnastolatka czasem wystarczy
              jedynie cieple przemilczenie i wymowne spojrzenie, ale nie licz na to ze to od
              razu podziala. Nic nie da sie od razu i na zimno, to wiem napewno...... Jak
              patrze na moje zycie, widze ze wiele zalezalo od tego, czy bylam w stanie
              zaakceptowac wady najdrozszego i kochac go calego takim, jakim byl. Tu byl
              problem. U mnie wymagalo to paru lat pracy nad sobą, akurat wtedy nie umialam
              kochac zywego meżczyzny, kochalam ideały. Siebie realnej tez nie akceptowalam,
              usilnie dążyłam do czegos tam wspanialszego... na to tez paru lat bylo potrzeba.
              Nie umialam uczciwie zając sie soba, nie umialam moimi mężczyznami. Jestem
              obecnie w trakcie slodkiej krucjaty, zobaczymy, czy teraz umiem :)))
              • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 06.08.05, 02:06
                Hey!
                Zaintrygowalas mnie swoja historia. Czemu Twoj zwiazek sie rozpadl, co do tego
                doprowadzilo? Co bylo przyczyna?
                Cos mi sie wydaje, ze na temat kobiet masz o wiele wieksza wiedze niz ja. Czy
                bylabys w stanie zostac podreczna "instrukcja obslugi"? Mam wiele pytan, i
                mysle, ze Ty znasz odpowiedz.
                Pozdrawiam
                • skrzydlate Re: Odwrotny punkt widzenia 06.08.05, 12:54

                  jestem kobietą w wieku bardzo... dojrzałym z historią tak skomplikowaną i
                  barwną, ze pewnie starczyło by na serial, a teraz do rzeczy "kłopotliwy".... ;)
            • ewolwenta Re: Odwrotny punkt widzenia 06.08.05, 08:39

              Więc nie daj się wciągnąć w tę gierkę. Myślisz, że kopanie jest przyjemne jak
              kopany nie reaguje na kopniaki?
              Co czujesz gdy ona ci dokucza? Najpierw słuchasz bez emocji, potem czujesz
              narastające ciśnienie kiedy dociera do Ciebie znaczenie słów, po chwili
              wściekłość, a jeszcze po chwili szperasz w myślach jak odpowiedzieć tak, żeby
              zabolało? Tak to wygląda też u Ciebie?
              Zatrzymaj się w miejscu gdzie już wiesz, że chciała Ci dokuczyć i odpuść sobie.
              Pomyśl, że nie warto, niesmak i tak pozostanie a oddanie kopniaka tylko pogłębi
              kaca.
              Co tracisz w końcu i tak myślałeś o rozstaniu? Kilka prób i zobacz jaki
              rezultat.
              • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 06.08.05, 10:20
                Hey!
                Jak reaguje, nie od razu, ja wyczekuje odpowiedni momen, za dzien, miesiac i
                wtedy oddaje. Czemu tak sie dzieje? Wczoraj doszedlem do wniosku, ze chyba
                spowodowane jest obustronna frustracja zyciowa, ani jedno z nas nie wyszlalo
                sie w mlodosci za bardzo i chyba teraz to daje nam obydwojgu odczuc. Pewnych
                rzeczy sie nie przeskoczy. Czyli mozna powiedziec, ze obydwoje podsiwadomie sie
                nawzajem oskarzamy o to, ze jedno drugiemy zycie "popsulo". Co jest totalnym
                bezsensem, ale chyba tak jest. W wieku lat 30 nietrudno wpasc w taka pulapke
                bez wyjscia.
                Pozdrawiam
                • ewolwenta Re: Odwrotny punkt widzenia 06.08.05, 11:23
                  Czy koniecznie trzeba się wyszaleć?

                  Byłam z kimś przez trzy lata w ogólniaku. Szczeniacka miłość, bez perspektyw,
                  naturalną koleją rzeczy się skończyła. Potem (może z pół roku później) zaczęłam
                  wariować z braku seksu. Miałam 20 lat. Kręcił się taki jeden więć wpadłam z nim
                  do łóżka. Po krótkim czasie ruszyły mnie wyrzuty sumienia, bo chłopak był
                  zakochany a ja się z nim bawiłam. To nie był mój ideał :) Teraz mnie to śmieszy
                  bo wiem jak strasznie byłam niedojrzała szukając tego niedoścignionego.
                  Próbowałam zakończyć ten flirt, ale on mi nie pozwolił. Był obok, wprawiając
                  mnie w co raz większy podziw dla siebie. Jeszcze nie byłam zakochana ale co raz
                  bardziej zaskoczona. Pokochałam człowieka a nie moje wyobrażenie o nim.

                  Czy szaleństwa by coś zmieniły? Jestem pewna, że nie. Może lepiej brać za dobrą
                  monetę to co się wydarzyło w rzeczywistości. A działo się tak.

                  Mój ideał się zmienił. Kiedyś powierzchowny dziecięcy przybrał realne kształty,
                  jego kształty. Minął rok ja... czy się zakochałam, w końcu tak. Było dobrze
                  przez długi czas, potem zaczęliśmy mieć kłopoty.

                  Zaczęły się gdy jedno nie miało pracy a drugie miało w namiarze. Stres
                  warczenie na siebie. Doszukiwanie się źródła problemów w postawie tego
                  drugiego. Żadnej dyskusji, każda próba kończyła się wymianą ciosów. Ale to nie
                  była prawda. Oboje byliśmy winni i oboje mieliśmy trochę racji.

                  Wypłakałam się w dwa rękawy damski i męski. Mieli zupełnie inne podejście do
                  sprawy. Wyciągnęłam średnią. Zostałam, odpuściłam się i dziś... Nasz związek
                  wygląda inaczej. Jest w nim więcej luzu, śmiechu.

                  A co do sytuacji że coś wypływa po miesiącu, dwóch. Znaczy to, że dawny uraz
                  nie był rozwiązany. Międlił się gdzieś pod czupryną i urastał do idiotycznych
                  rozmiarów. Na to nie należy przyzwolić. Jak to zrobić nie wiem. Wiem tylko że
                  nie można.
                • skrzydlate Re: Odwrotny punkt widzenia 06.08.05, 13:03
                  Nie wińcie cnotliwej młodości. Problem jest w tym, ze teraz nie jesteście
                  zrealizowani i niewykluczone, ze w partnerze widzicie mozliwosc uzyskania
                  kopniaka intelektualnego czy jakiego bądź. A to nie jest to, o co chodzi...
                  Zmiana partnera /partnerki nic nie zmieni, bo najprawdopodobniej, jesli nie
                  minie dostatecznie duzo czasu i nie uzbieracie doswiadczen trudnej samotnosci i
                  nie nauczycie radzic sobie ze soba inaczej, wpadniecie w to samo, z czego
                  uciekliscie. To standart. Zatem, bardziej moze niz na partnera, nalezy popatrzec
                  na siebie, sercowe potrzeby narazie won, najlepiej odpuścic sobie oczekiwania
                  wobec partnera/partnerki, gierki interpersonalne won, scisly reżim w kwestii
                  porozumiewania sie.. To rady stare jak swiat, oklepane i do znudzenia aktualne.

                  Cieszy fakt, ze masz watpliwości i próbujesz szukać pomocy chocby w formie
                  dyskusji, to dobrze wróży, a jesli ona jest kobietą a Ty mężczyzną w tym
                  związku, przeprowadzisz ją przez to.
                  • ewolwenta Re: Odwrotny punkt widzenia 06.08.05, 15:06
                    brawo skrzydlate

                    > Cieszy fakt, ze masz watpliwości i próbujesz szukać pomocy chocby w formie
                    > dyskusji, to dobrze wróży, a jesli ona jest kobietą a Ty mężczyzną w tym
                    > związku, przeprowadzisz ją przez to.

                    Masz rację:)
                    • skrzydlate Re: Odwrotny punkt widzenia 06.08.05, 22:37
                      zdecydowanie jestem za męskim przywódctwem w związku, takim rozsądnym i mądrym
                      przywódctwem... nie na zasadzie "ja pan, ja biorę, ja rządzę", bo przywódctwo to
                      służenie swoim poddanym w istocie rzeczy :))))))) a władza to obowiązki przede
                      wszystkim i odpowiedzialnośc!!!
                      • ewolwenta Re: Odwrotny punkt widzenia 06.08.05, 23:14
                        o no to już nie dla mnie
                        • skrzydlate Re: Odwrotny punkt widzenia 07.08.05, 16:15

                          :))) nic nie zrozumiała.. nooo ;)
                          • ewolwenta Re: Odwrotny punkt widzenia 08.08.05, 13:07
                            czasem rozumie po swojemu, jak jej wygodnie w końcu jest zakręcona :)

                            pl.wikipedia.org/wiki/Ewolwenta
    • sioraol Re: Odwrotny punkt widzenia 03.08.05, 17:35
      Po przeczytaniu Twojego forum nasunęło mi się wiele myśli mój staż małżeński
      jest o wiele krótrzy bo trwa 5 lat ale problem jest bardzo podobny zabrakło w
      związku ikry błędem moim było ze podobnie jak twoja żona na początku spełniałam
      proźby i wymagania meża a nie ziszczałam swoich planów nie mówiłam o tym co ja
      bym chciała tylko robiłam wszystko to co jemu sprawiało przyjemność. Jakieś 2
      lata temu zaczęło mnie to męczyć zaczęłam myślec o sobie o soich marzeniach i
      chciałam w nie włączyć męża on niestety nie potrafił tak jak ja uczestniczyć ze
      mną w tym co ja chciałam robić i zaczęły sie problemy ostra wymiana słów
      kłutnie o błachostki nieustanne wykrzykiwanie kiedyś byłaś inna ,potrafiłaś
      mnie zrozumieć a teraz robisz to co chcesz zamiast być przy mnie. To jest
      okrótne ze żeby stwożyć udany związek to zawsze żona musi robic to co chce mąż.
      Przepraszam za ortografie jestem dyslektyczką prosze o wyrozumiałość.
      Pozdrawiam.
      • skrzydlate Re: Odwrotny punkt widzenia 06.08.05, 13:06

        no tak, ja tez tak robiłam.. teraz mi wisi regularnie czy sie komus podoba czy
        nie to, co robie, a "branie" mam jak jasny czort ... ;).. teraz właśnie, kiedy
        mi nie jest juz tak potrzebne....
        • woman-in-love Re: Odwrotny punkt widzenia 06.08.05, 18:53
          skrzydlate jestes moją pociechą - kazdy Twój post jest wyjęty z mojej głowy. Co
          do "brania"...hm.... jestem po pięćdziesiątce i wyglądam na swoje lata, a mimo
          to - gdybym chciała zadowolić wszystkich spragnionych (choćby pogadania) nie
          miałabym czasu na jedzenie i spanie. Po prostu głęboki wewnętrzny luz tak
          działa. A może też to, że na bieżąco jestem pierwszorzędnie "dobzykana" :-)))
          • ewolwenta Re: Odwrotny punkt widzenia 06.08.05, 19:21
            > działa. A może też to, że na bieżąco jestem pierwszorzędnie "dobzykana" :-)))

            Myślisz że w tym szczególe diabeł tkwi?
            • skrzydlate Re: Odwrotny punkt widzenia 06.08.05, 22:33
              niekoniecznie, ja nie jestem dobzykana z uwagi na te niebotyczne wymagania
              towarzyskie i tez mam luz.. bo mam dystans do siebie samej i tego wszystkiego co
              tam dygocze w środku :)
        • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 06.08.05, 19:23
          Hey!
          Troszeczke to przejaskrawiliscie. Ja nie zabraniam, ani nie mam nic przeciwko
          temu, aby swoj wlasny czas spedzala jak chciala. Ale skoro widze, ze zamierza
          sama siedziec w domu, to wole ja na sile gdzies wyciagnac. Tak poza tym to
          wolny czas spedza zawsze tak jak chce. Nawet gdy nie ma mnie w domu (delegacje)
          to jej radze aby podrzucila maluchy babciom i sobie poszla spotkac sie ze
          znajomymi, czy cokolwiek. Ale czasami chcialbym abysmy chociaz czasami mogli
          byc razem, aktywnie spedzajac czas. Malzenstwo nie jest przeciez wiezieniem.
          Pozdrawiam
          • utka2 Re: Odwrotny punkt widzenia 06.08.05, 19:43
            "Ale skoro widze, ze zamierza sama siedziec w domu, to wole ja NA SIŁĘ gdzies
            wyciagnac", "to jej radze aby ...", "chcialbym abysmy chociaz czasami mogli
            > byc razem, aktywnie spedzajac czas".
            Ponawaim pytanie: czy wiesz co ona chce? może twój nadmiar "energii"
            i "opiekunczości" po prostu ją przytłacza; może w swoim przeświadczeniu o tym,
            że ty wiesz lepiej, po prostu zamoniasz o jej uczuciach, potrzebach.
            A może ona boi się sprzeciwić, bo boi się psychicznego znęcania się?
            • ewolwenta Re: Odwrotny punkt widzenia 06.08.05, 19:59
              Raczej opanował ją tumiwiśizm. Nic jej się nie chce, co wymaga elementarnego
              wysiłku i wychodzi poza codzienną rutynę.
              Ja w słowach autora wątku dostrzegam raczej irytację sytuacją niż znęcenie się.
              • utka2 Re: Odwrotny punkt widzenia 06.08.05, 20:05
                No fakt, znęcanie się to za duże słowo, to może wykorzystywanie swojej przewagi
                psychicznej - wydaje mi się, że facet jest dość odporny.
                Odejście od postawy "ja wiem lepiej co jest dla niej dobre" na pewno poprawi
                wasze stosunki MWT.
                Jeśli ona nie ma siły z tobą walczyć w tym temacie, to ty trochę odpuść. Ja mam
                siłę i walczę, i chyba są efekty (żeby nie zapeszyć)
    • ub1 Re: Odwrotny punkt widzenia 06.08.05, 23:36
      Nie przeczytałam całego wątku więc nie wiem czy ktoś tego problemu już nie
      poruszył. W Twojej opowieści uderzyła mnie od razu jadna rzecz. Napisałeś, że
      miałeś przez nią kłopoty finansowe, towarzyskie itp. Odniosłam wrażenie (może
      mylne), że od tego momentu zaczęły się problemy. Zastanów się kiedy i od czego
      to się zaczęło. Może ona zrobiła coś, czego podświadomie nie możesz jej
      wybaczyć. Zachowała się w towarzystwie nieodpowiednio wg Twoich kryteriów,
      miałeś problemy finansowe - coś zrobiła, zaniedbała higienę kart kredytowych
      (jak napisałeś nie specjalnie, ale przez bezmyśloność).
      Może po prostu nie jest tym (kimś) czego (kogo) oczekiwałeś. Przecież każdy ma
      jakieś wyobrażenie swojej przyszłej drugiej połowy. Może wydawała się
      inteligentniejsza, bardziej bystra itp. Może nie tak miało być w Twoich
      wyobrażeniach, może nie jest taka jakiej oczekiwałeś (bardzo częste)? Jeśli
      prawie nagle Ci przeszła ochota na nią to mam wrażenie, że chyba coś
      podświadomie Cię męczy. Dotrzyj do początków tego i spróbuj to określić.
      Wiem, że uczepiłam się jednego zdania z Twojej wypowiedzi, ale mam wrażenie, że
      w tym tkwi diabeł (mimoochodem, ale jednak wspomniałeś - gryzie Cię to?).
      • ewolwenta Re: Odwrotny punkt widzenia 06.08.05, 23:49
        a to jest racja
        • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 06.08.05, 23:55
          Hey!
          Tu nie chodzi o stare problemy, tylko zeby nowe sie nie pojawialy, a one
          niestety sie pojawiaja. Mimo moich prosb. Czasami slysze w odpowiedzi, ze to
          dlatego, abym w koncu ja zauwazyl. Ale w takim momencie to ja jestem za bardzo
          wsciekly. itp, itp , kolko sie zamyka
          Pozdrawiam
          • ewolwenta Re: Odwrotny punkt widzenia 07.08.05, 00:34
            Odpuść wtedy. Spróbuj sobie uświadomić to co piszesz tu. Piszesz na spokojnie.
            Da się.
            • niezapominajka333 Re: Odwrotny punkt widzenia 07.08.05, 11:25
              Spróbój na spokojnie dotrzec do tego, dlaczego żona ma kłopoty z wykonaniem
              tego, o co ją prosisz. Trzeba znaleźc przyczynę, zanim zacznie się oceniac
              skutki. Nie wiem nic bliższego o Twojej żonie, oprócz tego, że ma wybuchowy
              charakter i nienawidzi załatwiania spraw urzędowych. No i woli przesiadywac
              przed telewizorem, niż prowadzic z Tobą aktywny tryb życia.
              Ale wrócmmy do spraw urzędowych. Rozumiem, że gdy wypytujesz ją dlaczego nie
              załatwiła takiej czy innej sprawy, żona nie podaje przyczyny, tylko odpowiada
              atakiem. Może przyczyny, dla niej istotne, dla Ciebie są śmieszne, moze nawet
              już niejeden raz je wyśmiałeś.Więc broni się inaczej.
              Dlaczego ktoś nie może się zmusic do załatwienia spraw urzędowych( tak je
              nazwałam dla uproszczenia), mimo, ze niezałatwienie ich przynosi poważne
              konsekwencje dla rodziny?
              Powodów może byc wiele. Jeden z najczęstszych to strach i niewiara w to, ze
              sobie poradzę. Nie każdy w banku lub w urzędzie czuje się swobodnie, może
              paraliżuje ją strach? Może te wszystkie instrukcje, których jej udzielasz
              mieszają się jej w głowie,rubryki do wypełnienia nic dla niej nie znaczą. Może
              głupio jej się przyznac, że ma kłopot z załatwieniem tak prostych dla Ciebie
              spraw(tłumaczysz jej, że ma tylko iśc tu i tu, załatwic to i tamto, sama
              łatwizna, tylko głupi by sobie nie poradził). Jak tu sie przyznac, że ona
              własnie jest taka głupia. Więc lepiej stosowac strategię odkładania na ostatnią
              chwilę nawet za cenę kolejnej awantury. W końcu sam będziesz musiał to
              załatwic.
              Widzisz, łatwo sie przyznac do klaustrofobii, do lęku wysokości,do strachu
              przed wężami, pająkami i innym paskudztwem, bo mnóstwo osób tak ma. Ale jak się
              przyznac do nagłego otępienia umysłowego w załatwianiu spraw urzędowych,
              szczególnie przed męzem, który sobie świetnie z tym radzi. Byc moze jej
              siedzenie przed telewizorem, zamiast prowadzenia razem z Tobą aktywnego,
              sportowego trybu życia, nie jest wynikiem lenistwa lub braku zainteresowań,
              tylko tym, że niepewnie czuje się wśród nowych osób. Nie wiem, czy pracuje, ale
              jeśli nie, i na codzień nie ma dużego kontaktu z ludźmi, to może się tak czuc.
              Może nie czuje się atrakcyjna, w końcu Ty uciekasz z domu, tak, jakby Ci nie
              zależało na jej towarzystwie. Jakby samo przebywanie z nią nic dla Ciebie nie
              znaczyło.
              Wydaje mi sie, że musi czuc się raczej samotna w Twoim towarzystwie. Nie
              rozmawiacie ze sobą, a jeśli już próbujecie dojśc do porozumienia, to
              wyrzucacie z siebie pretensje, zamiast próbowac zrozumiec punkt widzenia
              drugiej osoby.
              Albo zafundujcie sobie psychoterapeutę, który będzie sterował waszą rozmowa,
              zeby nie przerodziła sie w kłótnię, albo strona mądrzejsza i bardziej dojrzała
              przejmie jego funkcję.
              Uważam, że powinniście zmienic schemat myślenia. Ty powinieneś zrezygnowac z
              oceniania i rozliczania, no i z prób przerobienia swojej małżonki na swój obraz
              i podobieństwo. Bo według mnie, na razie posługujesz sie takimi schematami:
              Nie zrobiła tego czy tamtego,a przecież zleciłem jej proste i łatwe zadanie, to
              znaczy, że nie zależy jej na rodzinie, na mnie i wcale nie chce sie zmienic.
              Jest przekonana, że odniosla zwycięstwo, że mnie złamała, przetrzymała i może
              na mnie zrzucic cały ciężar załatwiania tych spraw.
              Byłoby dobrze, gdybyś spróbował ja zrozumiec, ale bez robienia przesłuchania i
              bez pouczeń w trakcie. Jeśli uda Ci się ją "otworzyc", to spróbuj jej
              wytłumaczyc, co czujesz, gdy ona zachowuje się w ten, czy inny sposób. A więc
              nie:"... Bo tobie nie zależy...", tylko : "...Bo ja to odbieram tak, jakby
              tobie nie zależało..." Mów o uczuciach, a więc, że jest Ci przykro,smutno, że
              nie możesz sobie dac rady z wybuchami złości, że w tych wybuchach ranisz ją,
              mimo, że ją kochasz. Sam wiesz najlepiej, co czujesz, więc zrób z tej wiedzy
              użytek.
              Myślę, ze bardzo się zdziwisz, gdy żona zacznie mówic o tym, jak ona odbiera
              Twoje zachowanie. I lepiej wtedy powiedziec :"...przykro mi, że tak to
              odbierałaś... ", niż szczegółowo rozważac kto miał rację.Przeanalizuj sobie,
              jakie zachowanie i jakie zwroty zazwyczaj nakręcaja spiralę kłótni i spróbuj je
              omijac. Jeśli umiesz się kontrolowac w rozmowach z innymi ludźmi, to z żoną też
              powinno Ci się udac. Powodzenia.
    • jack20 Re: Odwrotny punkt widzenia 07.08.05, 11:00
      Problem jest, ze tobie sie tylko TAK WYDAJE, ze chcesz problem rozwiazac.
      W istocie rozwiazac go nie chcesz:
      "odepchnalem" swoja zone na boczny tor...Czy moje libido zmalalo? Nie, wciaz
      jest duze. A jednak zapanowala zapasc w sferze intymnej od kilku lat...Nie wiem
      jak rozwiazac ten problem, ale to wymaga wspolnej checi. A mi sie nie chce..."
      Nie sadzisz na powaznie, ze ktos ci da tu jakas recepte przy twoim nastawieniu
      i sposobie myslenia? Dziwne, ze twoja reakcja czy refleksje nastepuja po KILKU
      latach. Starzejesz sie sprawa oczywista.
      A to ze czujesz sie "nabuzowany" (CZYM?) mozna traktowac jako czcza gadke
      "..Teraz to ja sie zastanawiam, czy wlasnie nie lepiej sie rozejsc, bo tak
      latwiej."
      A co wg. ciebie ewentualny rozwod rozwiaze w twoim przypadku?
      • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 07.08.05, 12:48
        Hey!
        Tu nie chodzi, ze to rozwiaze moj problem, ale moze moja zonka przestanie byc
        odrzucana przeze mnie i znajdzie sobie kogos z kim bedzie szczesliwa. Po drugie
        to sa tylko moje dywagacje. Ja po prostu nie wiem jak mam postepowac i stad
        moje watpliwosci. Na razie cofam sie w czasie i probuje odkryc, gdzie
        nawalilem. I chyba powoli dostrzegam ten aspekt. Pogon za zyciem codziennym
        spowodowala, ze zaczalem ja traktowac jak cos naturalnego, jak cos co sie
        posiada od wielu lat i jest to niezmienne. Wiem, ze nawalilem, ze przestalem
        dbac itp, ale z drugiej strony nastapilo to samo (albo moze mi sie tylko tak
        wydaje).
        Pozdrawiam
        • deo3 Re: Odwrotny punkt widzenia 07.08.05, 16:04
          przeczytaj książkę, którą Ci poleciłam. Wyjaśni parę rzeczy, a może w czymś
          pomoże....
        • ewolwenta Re: Odwrotny punkt widzenia 08.08.05, 11:42
          Wiesz, że chyba możesz mieć rację. To jest właśnie to co najbardziej boli.
          Człowiek czuje się jak mebel, który zawsze jest obecny gdzieś w kącie i można
          go przestawiać. Zaczyna tak samo postrzegać partnera, jeszcze z lekką nutką
          irytacji, bo przecież nie tak sobie wyobrażał swój związek. Zawiedzone
          oczekiwania wzmacniają niechęć. Niestety, żeby nie popełnić tego błędu trzeba
          mieć szczęście i niezwykłe wyczucie.

          Ale nawet jak coś nie wyjdzie to można spróbować powalczyć.
          Mnie się udało wycofać tej pułapki zniechęcenia. Znów bywam zaskoczona banałem
          (z wczoraj) „.... TY jesteś śliczna”. Niestety cały sekret w tym by ten banał
          zaskakiwał a nie był bezwiednym powiedzonkiem.
        • jack20 Re: Odwrotny punkt widzenia 08.08.05, 12:37
          Wiesz czego brakuje Tobie i Twojej zonie po 9 latach malzenstwa? Dzieci.
          Niespelnione macierzynstwo budzi predzej czy pozniej frustracje u kobiety
          przede wszystkim (jest to dla niej psychiczny MUS i predzej zdaje sobie sprawe,
          ze swojego inwalidztwa), ale u mezczyzny tez.
          Zamkniety krag zycia konsumpcyjnego:
          chec do ciaglego brania a dawania coraz mniej.
          Niestety takie sa prawa przyrody (prokreacja) a posiadanie dzieci i ich
          wychowywanie jest podstawowym warunkiem szczesliwego zwiazku majacego szanse
          utrzymania sie przez lata. Istniejace wyjatki sa tylko ...wyjatkami.
          Znudzenie zawsze musi przyjsc z braku dominujacego faktora zwiazku.
          Raz zastanawia sie nad koncem mezczyzna raz kobieta. Czesto czynia to oboje.
          Bo konsumpcja ani przyjazni ani kontynuacji milosci po latach nie sprzyja
          • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 08.08.05, 16:55
            Hey!
            Ciekawy jestem do kogo bylo skierowane to stwierdzenie :) Bo chyba nie do mnie.
            Pozdrawiam
            • jack20 Re: Odwrotny punkt widzenia 08.08.05, 17:52
              To byly luzne refleksje na temat powodu kryzysow w zwiazkach bezdzietnych.
              Odhakuj, nie dotyczy.
              pzdr.
      • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 08.08.05, 17:03
        Hey!
        Do Ewolwenty:
        Wspomnialas w ktoryms z postow, ze w pewnym momencie, kiedy kobieta przeradza
        sie z kobiety w opiekunke i matke dla swojego meza to jest to juz teoretycznie
        koniec zwiazku. Jak odroznic, kiedy kobieta jest jeszcze zona a kiedy staje sie
        juz tylko opiekunka (pomijam wiek)? Czy mozesz to troche jasniej zobrazowac? Z
        gory dzieki.
        Pozdrawiam
        • ewolwenta Re: Odwrotny punkt widzenia 08.08.05, 19:42
          To chyba nie ja napisałam ale mogłabym. I wiesz co nie jestem pewna czy nie
          dzieje się to dokładnie wtedy gdy jej (jego?) obecność staje się czymś
          normalnym. To o czym sam dziś napisałeś.
          Kobieta staje się matką i opiekunką a mężczyzną staje się on „żywicielem
          rodziny wiecznie polującym na mamuta”
          Oboje wchodzą w jakąś obojętność. Przestają wysyłać pozytywne sygnały do
          siebie. Zaczyna się negatywna interpretacja wszystkiego co dotyczy partnera. Bo
          co jest zachwycającego w skwaszonym, wiecznie zmęczonym i krytykującym
          człowieku.

          • luiza20 Re: Odwrotny punkt widzenia 09.08.05, 11:34
            O matko! Nad czym tu się zastanawiać?! Mam wrażenie, że troche jesteś
            przeintelektualizowany, jakiś hamletyzm, czy coś w tym stylu? Zupełnie jak
            baba: Chciałbym i boje się i nie wiem, czy na pewno chcę. Wracaj dzisiaj do
            domu i zwyczajnie rzuc sie na swoją kobietę. Gwarantuję dziki, namiętny seks na
            podłodze w przepokoju. Koniec grania, "przeginaia pały" kto kogo przetrzyma.
            Żyjąc tak, można oszaleć. Jesli sie kochacie, ten seks przełamie wszelkie
            bariery. Powodzenia.
            Luiza
            • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 09.08.05, 12:30
              Hey!
              Akurat nie przelamie. Jak sa problemy w zyciu codziennym to one psuja nastroj i
              caly czar pryska. Przychodzac do domu to moja glowa zaprzatnieta jest mysla jaki
              nowy problem powstal w dniu dzisiejszym i jak sobie z nim poradze. Pozostale
              emocje schodza na plan dalszy. Wez pod uwage, ze kobieta, ktora ukrywa jakis
              problem w sobie, rowniez nie potrafi sie do konca otworzyc i przezywanie
              przyjemnosci jest o wiele mniej intensywne. A jak juz dojdzie to mam pozniej
              kaca moralnego, ze sa sprawy niezalatwione, i zle sie z tym czuje co daje odzuc
              partnerce. itp, itp.
              Pozdrawiam
              • luiza20 Re: Odwrotny punkt widzenia 09.08.05, 13:33
                Hej!
                Wybacz. Jednak jestes przeintelektualizowany! Za duzo tu rozważań, gdybania,
                analizowania, dzielania włosa na czworo. Chyba Ci z tym wygodnie, żeby
                rozmyslać i nie podejmowac żadnych konkretnych działan w celu ratowania waszego
                małżeństwa. Daj sobie troche luzu.
                Przychodzac do domu to moja glowa zaprzatnieta jest mysla jak
                > i
                > nowy problem powstal w dniu dzisiejszym i jak sobie z nim poradze ". Nie
                możesz ciąge tylko mysleć o problemach- tych aktualnych i tych hipotetycznych.
                Twoim najwiekszym problem sa relacje z żoną i tym własnie powinieneś się
                zając.Gdbyby mąż nie kochał się ze mna tyle miesięcy, to żadne kłopoty nie
                byłby w stanie zepsuć mi seksu, więc nie pisz, że zonie trudno by było sie
                otworzyć. Skąd to wiesz? Może ona marzy o tym, że wreszcie ją bzykniesz
                (przepraszam za słownictwo). A o co chodzi z tym kacem moralnym, bo nie
                nadążam.Żle się czujesz z tym ,że spałeś z własną zoną? A co mają do tego
                niezałatwione sprawy? Seks to seks. Moga byc miedzy wami kolejne
                nieporozumienia, ale zona wie, że jeszcze jej pragniesz i chcesz sie z nią
                kochać. Dla kobiety to b. dużo.
                Odpuść sobie tę wewnętrzą wiwisekcję i spróbuj poskładać związek, jesli ci na
                nim zależy. Mam wrażenie, że sam do końca nie wiesz, czego chcesz. Nawet jesli
                Twoja zona jest jędzą, nie zasłuzyła sobie na takie traktowanie. Nikt nie jest
                doskonały. Jej nie chce się załatwiać spraw urzędowych, Tobie nie chce sie
                wysilać w łóżku. I to i to jest dla mnie równie niezrozumiałe.
                Boże! Spraw, żeby im cię chciało chcieć!
                • paszczak54 Re: Odwrotny punkt widzenia 09.08.05, 14:07
                  MWT, odnoszę wrażenie, że na własne życzenie masz przerąbane życie.Piszesz o
                  ambicjach, nadambicjach i podobnych duperelach.Szkoda że w tym układzie są
                  gdzieś zapomniane maluchy, które nasiąkają tą atmosferą. Ciekaw jestem czym była
                  bardzo
                  ważna dla ciebie rzecz,która była dla niej błahostką, a której nie zrobiła.
                  O ile zależy ci jeszcze na związku {nie układzie) sięgnij do dawnych czasów.
                  Zdjęć, miejsc, słów,wydarzeń, wszystkiego co było przed kryzysem. Przypomnijcie
                  sobie.Zrób coś dla niej,dla was dla siebie.Usiądż przed telewizorem na chwilę.
                  Zyczę cierpliwości w drodze powrotnej.
                  • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 09.08.05, 16:51
                    Hey!
                    Telewizor? To strata czasu, zerwalem z nim kilka lat temu :) Uzywany jest
                    czasami jako monitor dla gier dla maluchow oraz do ogladania filmow :)
                    Co do cierpliwosci, to niestesty jestem z tych co to w goracej wodzie kapany,
                    nie potrafie niczego odlozyc na pozniej, wszystko musi byc zalatwione na wczoraj
                    itp.
                    Pozdrawiam
                • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 09.08.05, 16:55
                  Hey!
                  Skad wiem, ze ona zle sie czuje jesli jest jakis problem? Bo mi kiedys o tym
                  powiedziala, jak problem wyszedl na swiatlo dzienne po 2 miesiacach. Poza tym
                  ona jest z tych, ze jak cos zawali to nie powie o tym, tylko bedzie ukrywac. Nie
                  wiem, czy sie boi, czy co, ale nie potrafie tego zrozumiec. Dla mnie problem
                  rozwiazany natychmiast, to mniej stresu itp, nic nie sciska w dolku. Kac
                  moralny, chodzi o to ze uleglem pokusie, a miedzy nami sa sprawy nie zalatwione,
                  czyli maja priorytet. CZasami wystarczylaby moze rozmowa, ale ktos musi ja
                  zaczac, czasami ja probuje ale bez skutku.
                  Pozdrawiam
                  • luiza20 Re: Odwrotny punkt widzenia 10.08.05, 11:21
                    Zaczynam coraz lepiej rozumieć...Twoją żonę. Chłopie, Ty nie pytaj, czy ma
                    ochotę na seks, tylko to zrób. Myślisz, że po miesiącach takiej próby sił
                    kobieta przyzna sie, że o tym marzy? Duma jej na to nie pozwoli. Nie chcesz, to
                    nie, będzie Tobie i sobie udowadniać, że obejdzie się bez tego. Powinieneś jak
                    najszybciej zaakceptować i uszanować fakt, że jesteście różnymi osobami, macie
                    różne charaktery, priorytety i nic tego nie zmieni. Trzeba było kupić sobie psa
                    i go wychować zgodnie z własnym widzimisię, zamiast oczekiwać od zony sie we
                    wszystkim podporządkuje. Jak mawia moja mama, jeśli czegoś nie można zmienić,
                    należy to zaakceptować. Mój mąż tez musi mieć załatwione wszystko na wczoraj,
                    rachunki zapłacone tydzień przed terminem, itd. Ja nie robię z tego tragedii,
                    jeśli zapomnę zapłacić za telefon. Reguluje rachunek dwa dni po terminie z
                    odsetkami i nie widzę w tym dramatu. Świat sie nie zawali. Z czego tu robić
                    problem? Może zbyt wiele od niej oczekujesz: ma o wszystkim pamiętać, nigdy nie
                    nawalić, nic przed Toba nie ukrywać i zawsze być the best. Jest gdzieś taka
                    chodząca doskonałość? Kobieta żyje w ciągłym stresie, żeby sprostać Twoim
                    wymaganiom. To nie małżeństwo-to niewolnictwo. Osłabiasz mnie argumentem ,że
                    uleganie pokusie seksu z własna żona jest objawem słabości i masz potem
                    moralnego kaca. Trzeba było sie żenić, tylko iść do karmelitanów. Tam mógłbyś
                    ćwiczyć siłę woli. To jest odpowiednie miejsce dla pragnących wytrwać w
                    celibacie. Chciałbyś , żeby ona sie przed Toba spowiadała, a sam nie jesteś
                    wobec niej szczery. Dlaczego macie oboje zyc pod Twoje dyktando? To Twoje
                    zasady maja być najważniejsze, to Twój punk widzenia jest właściwy. Ona jest
                    wolnym człowiekiem. Ma prawo traktować sprawy dnia codziennego inaczej,
                    bardziej na luzie. Czy Ty mówisz jej czasem, że coś zrobiła dobrze, że czegoś
                    dopilnowała, czy tylko wyłącznie krytykujesz i napominasz? Czułabym się jak
                    wiecznie karcona dziewczynka w przedszkolu. Jeśli żona przyznaje Ci się do
                    czegoś po 2 miesiącach, to, wybacz, świadczy tylko o Tobie. Woli kręcić niż
                    fundować sobie awanturę o drobiazg, który w twoich oczach perfekcjonisty urasta
                    do rangi problemu międzynarodowego. Sama tez bym tak robiła. Jak ma być
                    awantura ( a jest nieunikniona), to niech będzie jak najpóźniej, bo szkoda
                    zdrowia. Gdyby miała do Ciebie zaufanie, wiedziała, że okażesz zrozumienie i
                    nie zrobisz afery, powiedziałby Ci od razu. Moim zdaniem po prostu ją
                    zaszczułeś. Znam to z autopsji, ale na szczęście mój mąż w porę doszedł do
                    wniosku, że zgoda w rodzinie i nasze wzajemne stosunki są ważniejsze niż sprawy
                    urzędowe i przeterminowane płatności. Przestał sprawdzać rachunki, odczytywać
                    datowniki na przelewach. To tylko papier. A na drugim biegunie stoi kobieta,
                    którą kiedyś przecież kochałeś, być może nadal kochasz. Przeciągaj dalej
                    strunę, aż któregoś dnia zastaniesz pusty dom i opróżnione półki w szafie.
                    Wtedy już nie będziesz miał dylematu, czy chcesz się z nią kochać czy nie. A
                    może właśnie o to Ci chodzi.....
                    Powtórzę banał: Małżeństwo to sztuka kompromisu.
                    • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 10.08.05, 11:38
                      Hey!
                      Psa tez mam (pisalem o tym wczesniej). Wiem, ze nawalilem, powoli to dostrzegam,
                      ale potrzebowalem kogos trzeciego, kto mi uswiadomi moje podejscie, kogos kto
                      nie bedzie sie mnie bal. Ja wrecz uwielbiam krytyke odnosnie swojej osoby,
                      pozwala mi spojrzec na siebie z innego punktu widzenia. A skoro moja luba mnie
                      nie krytykuje,czyli wszystko jest ok. Dopiero kumpel mi to uswiadomil, cos co
                      kielkowalo juz w mojej glowie od dluzszego czasu. Czesciowo wasze wypowiedzi
                      pozwolily mi zrozumiec jak reaguje kobieta, jak ona pojmuje ta cala sytuacje. Ja
                      wrecz chcialem (ale nie powiedzielm tego glosno) zeby to ona decydowala w domu o
                      podziale pewnych obowiazkow, zeby zaczela ode mnie wymagac pewnych rzeczy.
                      Przeciez ja bez niej nie potrafie zyc (nie chodzi o obiadki i tego typu rzeczy,
                      z tym sobie sam radze od lat), ale o zwykle przebywanie w poblizu, mimo ze
                      czesto mowilem jej cos wrecz przeciwnego. Czesto bylo to spowodowane, z jaka
                      sila na mnie dziala. Rany julek, za skomplikowany jestem. Autoanaliza jest
                      jednak ciezka, przypomniec sobie wszystkie chwile te zle, na szczescie mam dobra
                      pamiec :)
                      Pozdrawiam
                    • petar2 Re: Odwrotny punkt widzenia 10.08.05, 12:00
                      Dokładnie!!!
                      Świetny tekst i ocena sytuacji. Brawo Luizo!!!

                      A MwT przeczytaj go i zapisz gdzieś. I czytaj go za każdym razem gdy będziesz
                      zastanawiał się nad kolejnum nieracjonalnym lub niezrozumiałym zachowaniem
                      swojej żony.
                      Bo Ona się trochę boi Ciebie i jest zrezygnowana co do nadziei na poprawę
                      sytuacji. Zobacz w niej człowieka a nie kogoś, kogo można wychowywać, ustawiać
                      pod swoje wartości i tryb życia.
                • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 09.08.05, 16:57
                  Hey!
                  Poza tym ostatni pytalem sie jej, czy odczuwa potrzebe bzykania, odparla ze nie
                  wiec raczej to tez nie jest dla niej problemem.(moze sie myle i nie chce
                  odpowiedziec prawdziwie?)
                  Pozdrawiam
              • tygrys19 Re: Odwrotny punkt widzenia 09.08.05, 14:28
                wydaje mi sie, ze Ty nie chcesz naprawic tego ukladu. Nie chcesz sprobowac
                terapii, odpierasz wszystkie rady. I chyba masz hmmmm nietypowe poglady na
                temat kontrolowania sfery seksualnej, szcegolnie dziwne jest to w
                malzenstwie....
                • ewolwenta Re: Odwrotny punkt widzenia 09.08.05, 19:08
                  A mnie się zdaje, że jednak WIT chce rozwiązać problem tylko nie wie jak się za
                  to wziąć.
                  Z tym przeintelektualizowaniem to nie przesadzajmy. Ma człowiek głowę w piasek
                  wsadzić i udawać że problemu nie ma?

                  WiT coś napisałeś ciekawego, mianowicie o tym, że ona ukrywa kiedy nawali z
                  czymś a Ty jesteś struś pędziwiatr?
                  Czy uraza (z jej strony ) nie wynika z jakiegoś konfliktu na tym tle?

                  • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 09.08.05, 22:52
                    Hey!
                    Tak, ja nie lubie zostawiac czegos na potem, bo to sie nawarstwi. Natomiast ona
                    jak nawali to ukryje to przede mna. Nie jestem pewien czy przypadkiem nie boi
                    sie ze tak powiem odpowiedzialnosci. Kumpel. ktory troche mnie poznal
                    powiedzial ze jestem troche despota, nie znosze sprzeciwu. Ja natomiast uwazam,
                    ze jestem gotow przyjac sprzeciw, ale zeby byl poparty czyms, a nie zwykle "nie
                    bo nie". Ja sie obawiam, ze przez te lata "zdominowalem" ja, nawet tego nie
                    zauwazajac i teraz zbieram plony tego. A wewnatrz marze aby to ona mnie
                    zdominowala :), tylko ona chyba nie ma sil, bede musial jakos jej w tym pomoc.
                    Pozdrawiam
                    • ewolwenta Re: Odwrotny punkt widzenia 09.08.05, 23:30
                      Gdyby ona przeczytała ten wątek...
                      To co by się stało? Jak myślisz?
                      • man_with_trouble Re: Odwrotny punkt widzenia 09.08.05, 23:37
                        Hey!
                        Swoja droga kiedys ja przylapalem jak czyta ten watek.... Ale obecnie jest na
                        "gigancie" wakacyjnym :( 2 miesiace prawie poza domem.
                        Nie wiem czy sie domysli, ze o mnie chodzi, ale jak przyjedzie sprawdze czy
                        czytala ten watek.
                        Ale wszystko co tutaj napisalem, staram sie tez jej to powiedziec wprost, ja
                        nei owijam w bawelne. Potrafie powiedziec co czuje i co mysle, nie wiem tylko
                        czy potrafie to wyrazic w sposob zrozumialy dla niej, w koncu inne fale mozgowe
                        itp :)
                        Pozdrawiam
                    • jack20 Re: Odwrotny punkt widzenia 10.08.05, 02:01
                      Kumpel chyba mial racje.
                      Trzymales ja "krotko przy pysku" wiec nie spodziewaj sie zadnych glebokich i
                      szczerych refleksji z jej strony. Sprawa juz dawno sie rypla.
                      • niezapominajka333 Re: Odwrotny punkt widzenia 10.08.05, 05:26
                        Wiesz co!? Przypominasz mi moją siostrę. Ona też jest cholerykiem. Jej życiowe
                        motto jest takie:
                        "Ja już taka jestem i koniec. U mnie wszystko musi byc zrobione tak jak ja
                        chcę i uważam za słuszne, ponieważ ja mam rację. Każda rzecz ma leżec na swoim
                        miejscu, wszystko ma byc zrobione na czas, bo potem tworzą sie zaległości.
                        Oczywiście ja nie narzucam nikomu swojego zdania, każdy może przyjśc i
                        powiedziec to co myśli. Jak ktoś coś zawali, to najlepiej niech się od razu
                        przyzna, a nie ukrywa to przede mną. Wy mnie znacie, wiecie, że ja już taka
                        jestem, że jak mnie coś wkurzy, to muszę pokrzyczec. Pokrzyczę, pokrzyczę i mi
                        przejdzie. "
                        Komunikację z reszta rodziny ma taką, że dzieci sie cieszą, że niedługo jedzie
                        do pracy za granicę. Zamiast, wyrażac tęsknotę za mamą, ciesza się, że będzie
                        wreszcie trochę spokoju. Każda próba przedstawienia jej poglądu innego niz jej
                        własny kończy się awanturą lub obrażeniem się na kilka dni.W trakcie czyjejś
                        wypowiedzi kilka razy przerywa, żeby odeprzec spodziewane zarzuty. I ona się
                        dziwi, że dzieci nie chcą jej nic powiedziec. Oczywiście nie ma takiej
                        możliwości, żeby ona się kiedyś pomyliła lub nie miała racji. Wtedy, po
                        krótkiej konsternacji, znajdzie sposób, żeby udowodnic, ze ona jednak zrobiła
                        dobrze, tylko zawiniły okoliczności.
                        Co osiąga swoim krzykiem? Piszę krzykiem, bo każda poważniejsza rozmowa kończy
                        się awanturą lub schodzeniem jej z drogi. Dzieci wychodzą do najdalszego
                        zakątku domu, a na pytanie o co mama jest zła odpowiadają: "a kto ją wie.? Ona
                        zawsze krzyczy"
                        Żeby przetrwac w jakim takim zdrowiu psychicznym, musiały wyrobic sobie pewien
                        dystans do jej zachowania, bo inaczej by ją znienawidziły.
                        Zeby mogły się przed nia otworzyc i powiedziec naprawdę, co im leży na sercu,
                        to musiałaby im długo udowadniac, że się zmieniła. Może nabrałyby do niej
                        zaufania.Bo na razie, to jest jak sierżant w wojsku.
                        Jest rozwiedziona. Mój mąż powiedział, że nie wytrzymałby z nią nawet tygodnia.
                        Mimo, że fizycznie jesteśmy do siebie bardzo podobne.
                        A Tobie radzę przeczytac książkę" Osobowośc plus". I nie nastawiaj się na
                        szybkie zmiany. Chyba dużo wody upłynie, zanim żona zaufa Ci na tyle, żeby się
                        przed tobą otworzyc. A na razie, korzystaj z tego, że jeszcze coś do Ciebie
                        mówi i zobacz, jak wyglądasz widziany jej oczami.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka