31.08.05, 19:13
Od dłuższego czasu czytam to forum i w końcu nabrałam odwagi żeby się z Wami
podzielić swoją historią. Jakby to zacząć...No więc ze swoim chłopakiem a
teraz już mężem byliśmy 3 tak dokładnie 3 lata bez żadnego seksu. nic. i to z
mojego i tylko z mojego powodu. miałam trochę przeżyć w życiu ale to nic nie
tłumaczy. po prostu nie chciałam. a On czekał i czekał i cały czas był ze
mną. namawiał i w końcu namówił... po 4 latach. żeby tego było mało dalej mi
się nie chciało. jednorazowy wybryk jeśli tak to można nazwać i koniec. po
kolejnych miesiącach prób przestał prosić i czekał. Najgorsze w tym jest to
że cierpiał, a ja mówiłam właśnie po ślubie będzie lepiej... no i był ślub a
po nim nic lepszego. częściej ale nie na tyle żeby było dobrze. bolało mi.
pewnie dlatego że myślałam tylko o sobie. pewnego razu koniec, wybuchł. na
moje szczęście skończyło się to tylko awanturą a nie odejściem czy zdradą.
ale wtedy zrozumiałam i zaczęłam się starać, częściej, czulej, lepiej. no i
od jakiegoś czasu raj, dla mnie a przede wszystkim dla niego. zwiększona
częstotliwość sprawiła że przestałam odczuwać ból a czerpać przyjemność
niesamowitą przyjemność z seksu. a wszystko dzięki cierpliwości mojego męża i
jego miłości. nie wiem po co to piszę może po to żeby niektórym z was dać
nadzieję. No i po to żeby podziękować mojemu mężowi. wszystko w życiu może
się udać jeśli obie strony tego chcą(no i są na tyle cierpliwe). Nie
poddawajcie się i szukajcie szczęścia, no i seks uprawiajcie, mniam.
Pozdrawiam wszystkich.
Obserwuj wątek
    • anula36 Re: Happy End 31.08.05, 20:08
      moze sie udac jesli obie strony tego chca...swiete slowa.
      Zycze dalej dobrej woli i duzo przyjenosci:)
    • krzysiek_dwadziesciapare Re: Happy End 31.08.05, 21:59
      twoje słowwa to , z jednej stony, jak przywrócenie wiay w coś, co nie powinno
      sie zdarzyć
      A z drugej są własne, jednostkowe doświadczenia....
    • oczydiabla Re: Happy End 01.09.05, 08:26
      Twój mąż to jakiś desperad. Tyle lat czekał... koszmar. Normalny facet po kilku
      tygodniach darowałby sobie taki związek. Gratuluje chłopakowi, że jego
      wytrwałość nie poszła na marne.
      • kasiorek76 Re: Happy End 05.09.05, 14:00
        Nie przesadzaj, nie tylko na seksie życie sie opiera, bo skoro piszesz, ze
        normalny facet po kilku tygodniach darowałby sobie taki związek, to ja powinnam
        być po rozwodzie a mój mąż - nienormalny :)
        • oczydiabla Re: Happy End 05.09.05, 15:29
          kasiorek76 napisała:

          > Nie przesadzaj, nie tylko na seksie życie sie opiera...
          Uwielbiam takie słowa :) Można dodać jeszcze "seks nie jest najważniejszy" i
          trudno się z tym nie zgodzić. Warto jednak pamiętać, że jest ważny i jeśli go
          nie ma w związku, to właściwie nie ma związku, bo nie ma bliskości, intymności
          itp.
          Dlaczego jesteście jeszcze małżeństwem? Właśnie dlatego, że jesteście
          małżeństwem :) są dzieci, wspólny dorobek, rodziny, jeszcze miłość, jeszcze
          szacunek, może przyzwyczajenie itp. Gdybyście byli przed ślubem, wszystko
          byłoby łatwiejsze. Dlatego podziwiam tego faceta, że nie zrezygnował z
          ukochanej, że zdecydował się na ślub, na wspólne życie... podziwiam mimo, że
          mnie to dziwi.
    • kroni Re: Happy End 01.09.05, 08:33
      no cóż gratuluję, ale żeby tak długo czekać.... hmmmm, musi naprawdę Cię
      kochać...
      • livia79 Re: Happy End 03.09.05, 20:06
        Ja tez czasem tu zagladam, i tez chce sie podzielic happy endem. Czekalismy...
        5 lat. Z dwoch powodow: koszmarna sytuacja finansowa i mieszkaniowa, a co za
        tym idzie obsesyjny lęk przed ciaza, i drugi powod ("prawdziwszy") - podczas
        pierwszej wizyty u ginekologa dowiedzialam sie, ze bez lekarskiej interwencji,
        bez ciecia, nie bedzie pierwszego stosunku. Zablokowalo mnie to na lata. Gdy
        zaczelismy probowac bol byl straszliwy. Jak sie potem dowiedzialam od innego
        lekarza - wszystko przebiegloby NORMALNIE, gdyby nie slowa pierwszego mego
        ginekologa. To one mnie zablokowaly, nie zas moja budowa. Poszlam na pierwsze
        ciecie. Pani doktor wyszla z zalozenia, ze moj problem tkwi w psychice, nie zas
        w fizjologi.Naciela mnie leciutko i... powiedziala mi o tym. To byl duzy blad.
        Problem wcale nie minal, trwal, WIEDZIALAM ze w srodku mnie jest jeszcze
        przeszkoda i nie moglam... Moj najdrozszy, dzis prawie maz, czekal. Bylismy
        razem stale, spedzal ze mna kazda chwile, wiec o skoku w bok nie bylo mowy.
        Czulam sie okropnie, tak niekobieco, jak przedmiot, ktory jest bezuzyteczny.
        Moj M. zapewnial mnie, ze jestem piekna, cudowna, wspaniala, ze kocha mnie nad
        zycie, a ja - tego sie nie da opisac, co czuje kobieta, ktora latami nie moze
        dac swemu mezczyznie tej najprostszej, najzwyklejszej, podstawowej, a tak
        potrzebnej "rzeczy". Poszlam na kolejny zabieg, tym razem ze znieczuleniem,
        ktore mnie calkiem uspilo. (Pierwszy, niewielki, ale bolesny zabieg - wlasciwie
        bez znieczulenia - sprawil, ze gdy czulam w tych miejscach jego dlon, spinalam
        sie do granic mozliwosci, trauma po prostu). Po wygojeniu probowalismy znowu.
        Gdy sie udalo, retyyyyyyy, jaka ja bylam bezgranicznie szczesliwa!! bolalo jak
        diabli, troche boli do dzis, wciaz sie spinam, wciaz na poczatku jest trudno,
        ale uwielbiam to! Za kazdym razem jest coraz lepiej, coraz cudowniej. Milosc,
        cierpliwosc i chec obu stron, OBUSTRONNE ZAANGAZOWANIE dziala cuda. Mimo bolu
        kocham sie z Nim kochac, sprawia mi to niebotyczna przyjemnosc, sama inicjuje
        nasze kontakty, pragne ich ogromnie, a On wie, ze warto bylo czekac. Pozdrawiam
        Was, i zycze wiele, wiele przyjemnosci tego jedynego, cudownego rodzaju ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka