24.09.05, 00:49
jest największą krzywdą, jaką można wyrządzic człowiekowi bliskiemu
Obserwuj wątek
    • woman-in-black Re: Zdrada 24.09.05, 01:25
      No na pewno...
      Skad taki watek? Czyzby cos takiego Cie spotkalo?
      • woman-in-black Re: Zdrada 24.09.05, 01:25
        jesli oczywiscie mozna spytac...............................
        • ambx Jesteśmy potomkami poligamicznych małpoludów... 24.09.05, 09:36
          ...i trudno naszą małpią naturę całkiem wykorzenić. A jak oczy nie widzą to
          serce nie boli. Często niewierny/a mają podświadome i świadome... wyrzuty
          sumienia i bardziej starają się w oficjalnym związku. Paradoksalnie, ofiara
          zdrady... zyskuje lepsze traktowanie! A jak "zdrada" następuje po miesiącach
          czy latach abstynencji seksualnej, wymuszonej przez współmałżonka? TO KTO TU
          DOPUSZCZA SIĘ SPRZENIEWIERZENIA? Co jest przyczyną a co tylko skutkiem? Kto
          wymusza niewiernoiść, a kto się jej tylko dopuszcza? Nic nie jest totalnie
          czarno - białe!
          • beata372 Re: Jesteśmy potomkami poligamicznych małpoludów. 24.09.05, 12:01
            Wiesz, amb najwygodniej zrzucić wszystko na naturę, ale nie jesteś małpą, masz
            prawo wyboru.Często zdradzają niekoniecznie Ci, którzy tyle lat żyją w
            abstynencji, wrecz przeciwnie. Jeśli to juz trwa lata, to jaki to związek??
            Ja mówię o normalnych układach.
            • atopik Re: Jesteśmy potomkami poligamicznych małpoludów. 24.09.05, 12:31
              Prawo wyboru.
              Zdrada.
              Normalne układy czyli w moim mniemaniu satysfakcjonujący obie strony związek.
              Beato372, dla mnie to się kupy nie trzyma !
              • beata372 Re: Jesteśmy potomkami poligamicznych małpoludów. 24.09.05, 12:48
                Jak pourywałeś zdania i stosujesz luźne skojarzenia, to pewnie,że się nie
                trzyma.
    • szczery43 Re: Zdrada 24.09.05, 09:37
      Być moze, jeszcze tego nie przerabiałem (ani zdradzanego ani zdradzającego) ale
      wydaje mi się, że ta druga opcja wiąże się z poważnym dyskomfortem psychicznnym
      post factum...
      • woman-in-love Re: Zdrada 24.09.05, 13:56
        Fajnie jest najpierw wygłodzić męża(zonę) emocjonalnie i "łóżkowo", a kiedy w
        desperacji rozejrzy się za kims innym, przeważnie ukrywając fakt podwójnego
        zycia, szamocząc się we własnym rozdarciu - móc wrzeszczeć wniebogłosy o
        wielkiej krzywdzie? Osoby oziębłe powinny podchodzic do "zdrady małżeńskiej"
        jako do oczywistości! Normalny człowiek potrzebuje seksu - i zdradą jest
        odmawianie przy jednoczesnym "monopolu".
        • mis_fozzie Re: Zdrada 24.09.05, 14:18
          Taki pies ogrodnika: sam nie zeżre i drugiemu nie da...

          A z tym podejsciem osob ozieblych do zdrady to masz racje. Skoro wymagaja od
          tej drugiej strony (tej ktora jest na przymusowej glodowce) zrozumienia ze oni
          TEGO nie potrzebuja to powinny te osoby (ozieble) zrozumiec ze te WYGLODNIALE
          potrzebuja TEGO jednak i jak nie w domu to znajda to gdzie indziej.

          Ale napisalem...To sie wogole kupy trzyma?
        • ewakub Re: Zdrada 24.09.05, 15:23
          Sorry ale pierdoły piszesz. Zostałam zdradzona w ciąży. Teraz ma wyrzuty
          sumienie, że zrobił mi coś takiego "gdy przez ciąże zmienił się Ci charakter".
          Był poprostu dzieciakiem,jak wielu facetów, którego trzeba stle głaskać. Gdy ja
          potrzebowałam opieki i troszeczkę zwredniałam, zdezerterował tam gdzie miło i
          przyjemnie. W domu ciągle śpiąca żona, która nagle zamiast chłopca chciała
          mężczyznę. Tam kochanka pisząca listy i wiersze miłosne. Po prostu drugi,
          prostszy świat.

          Będąc na forum " Zdradzone żony - łączcie się" dowiesz, że nic nie wiedzące żony
          sypiają ze swymi mężąmi, zresztą gdy się dowiedzą też.
          • mis_fozzie Re: Zdrada 24.09.05, 15:32
            Ale wiesz...Chyba pomylilas dwie rzeczy. Jedna jest ozieblosc seksualna (o tym
            wlasnie pisala w-i-l). A druga jest brak seksu spowodowany ciaza, choroba itp.
            Twoj facet okazal sie dzieciakiem ktory nie chcial sprostac wyzwaniu ktorym
            (badz co badz) jest ciaza i wspolna troska o przyszlego potomka. A wymowka w
            stylu "zrobilem to bo przez ciaze zmienil Ci sie charakter" to jakis debilizm.
            Tania wymowka majaca na celu wytlumaczenie zdrady. Nawet odwagi nie ma zeby sie
            przyznac ze zrobil to bo mial chcice...
          • matko74 Re: Zdrada 24.09.05, 18:46
            Czy dziecko było planowane czy to klasyczna wpadka? To ma KOLOSALNE znaczenie!!!

            ewakub napisała:

            > Sorry ale pierdoły piszesz. Zostałam zdradzona w ciąży. Teraz ma wyrzuty
            > sumienie, że zrobił mi coś takiego "gdy przez ciąże zmienił się Ci charakter".
            > Był poprostu dzieciakiem,jak wielu facetów, którego trzeba stle głaskać. Gdy
            ja
            > potrzebowałam opieki i troszeczkę zwredniałam, zdezerterował tam gdzie miło i
            > przyjemnie. W domu ciągle śpiąca żona, która nagle zamiast chłopca chciała
            > mężczyznę. Tam kochanka pisząca listy i wiersze miłosne. Po prostu drugi,
            > prostszy świat.
            >
            > Będąc na forum " Zdradzone żony - łączcie się" dowiesz, że nic nie wiedzące
            żon
            > y
            > sypiają ze swymi mężąmi, zresztą gdy się dowiedzą też.
            • woman-in-love Re: Zdrada 24.09.05, 20:00
              a jakie to ma znaczenie, że zdradzane zony sypiają ze swymi mężami? Niech
              sypiają! To ich rola :-))) Tylko dlaczego w takim razie są zdradzane?
              • d4rth_m4ul Re: Zdrada 27.09.05, 12:12
                pewnie dlatego ze tylko sypiają :-P
            • ewakub Re: Zdrada 26.09.05, 11:54
              Dziecka planowane, staraliśmy się 1,5 roku. A on się zauroczył Dziad.
            • kochajacymaz Re: Zdrada 26.09.05, 13:59
              ciekawe co piszesz
              moja ex (pisze tak choc rozwod w toku) byla z gosciem pomio tego, ze ten
              sypial obiema, jego Zona obecnie jest w 4 miesiacu ciazy. Oczywiscie moja ex
              ze mna nie miala ochoty sie nawet pocalowac (patrzcie jak byla wierna i uczciwa
              wobec tamtego, tyle, ze mi jakos zapomniala powiedziec, ze tamten istnieje...).
              Tak i kogo potepisz bardziej tego d...ka, ktory leci na te co daja, czy moja
              ex, a moze jego bogu ducha winna ciezarna Zona?
              Tak sobie, ze wina moja bo zdrowy chlop jestem, powinnem tamtemu dac po pysku,
              swoja niewierna Ex do domu doprowadzic itd, tyle, ze maz o kochankach dowiaduje
              sie ostatni, jak wszyscy juz o tym glosno mowia.
        • beata372 Re: Zdrada 24.09.05, 20:15
          Wiesz, przesadzasz z tym wygłodzeniem, nigdzie nie napisałam, że mój mąż nie
          dostawał uczuć czy seksu. Sądzę,że to z czasem wchodzi w krew, staje się
          sposobem na życie.
          A tak a propos, czy to,że Twój były mąż Cię zdradzał, to był efekt wygłodzenia?
          • atopik Re: Zdrada 24.09.05, 20:33
            beata372 napisała:

            > Wiesz, przesadzasz z tym wygłodzeniem, nigdzie nie napisałam, że mój mąż nie
            > dostawał uczuć czy seksu.

            A jestes pewna, że to co otrzymywał od Ciebie zaspokajało jego potrzeby ?
            Szeroko rozumiane potrzeby, nie myśle tylko o seksie...

        • kraszan1 Re: Zdrada 27.09.05, 14:07
          W-I-L, jak zwykle jestem pod głebokim wrażeniem trafności Twojej wypowiedzi i
          lapidarności stylu. Oczywiście podpisuję się pod tym stwierdzeniem, a nawet
          mogę przytoczyć kilka przykładów z życia wziętych.

          Chylę czoło.

          pzdr
          -K

          P.S. Gdybyś kiedykolwiek gdziekolwiek kandydowała czy cuś to oczywiście możesz
          liczyć na moje poparcie ;-).


          -------------------------------------------------
          Ja nie jestem hakerem, ta pani przyszła tu z tymi plikami i z nimi wychodzi.
        • sheriff2000 Re: Zdrada 30.09.05, 10:39
          woman-in-love napisała:
          >zdradą jest
          > odmawianie przy jednoczesnym "monopolu".

          WIL - Podobywuje mnię się ta definicja :D
          Ja mam nieco inną.
          "Definicję zdrady określa zdradzony.
          To zdradzony określa w którym momencie jest już zdrada, a kiedy jeszcze nie.
          Tylko zdradzony ma prawo wyznaczać te granice"

          I teraz mały konkursik:
          Czyje to słowa (może nie przytaczam ich dokładnie, ale sens jest ważny)?

          Zdroofka
          Sheriff
    • atopik Re: Zdrada 24.09.05, 21:35
      Zdrada wynika właśnie z egoizmu. Z egoistycznej chęci zaspokojenia własnych
      potrzeb (różnych). Plus niedojrzałość zdradzającego lub obojga partnerów.
      • beata372 Re: Zdrada 24.09.05, 22:07
        Zgadza się, cieszę się, że tak sądzisz, bo najpierw trzeba przyjąć jakieś
        priorytety, a nie od razu szukać tłumaczeń dla swoich słabości
        • atopik Re: Zdrada 25.09.05, 11:30
          Tak zdrada to słabość. Czasami trudno kierować się zasadami gdy w grę wchodzą
          emocje. I choć zdrada sama w sobie jest zła, to jednak nie zawsze tylko
          zdradzający jest winny zdrady. Wszystko zależy od okoliczności...
    • anais_nin666 Re: Zdrada 25.09.05, 16:30
      Zdrada to wielka krzywda, nie największa jednak, ale faktycznie trudno po niej
      dojść do siebie, trudno wszystko poskładać na nowo. Niestety, wbrew temu co
      większośc pisała powyżej, nie zawsze jest efektem głodu seksulanego,
      niedopieszczenie itd. Czasem jest np. efektem kryzysu wieku mężczyzny . Facet ma
      chęć sprawdzic czy nadal jest atrakcyjny dla innych kobiet i probuje, a potem
      wraca skomląc o litośc i przebaczenie.
      Dla zdrady moga byc setki powodów i nie zawsze wina lezy po obu stronach.
      • woman-in-black Re: Zdrada 25.09.05, 17:09
        anais_nin666 napisała:

        > Dla zdrady moga byc setki powodów i nie zawsze wina lezy po obu stronach.

        I to jest wlasnie prawda...nie zawsze lezy po obu stronach. Moim zdaniem wrecz
        czesciej lezy po jednej ze stron... I nie mowie tu o patologicznych przypadkach
        w ktorych jest seks raz na 2 miesiace czy rzadziej...
        Ale nawet w takim zwiazku, uwazam ze juz lepiej jest odejsc niz chodzic na boki.
        Wiadomo, seks to bardzo wazna rzecz w zwiazkach, ale ja osobiscie gdybym byla w
        zwiazku, w ktorym facet unika seksu lub nie chce go z jakis powodow, po prostu
        oeszlabym. Bo zdrada jest ogromna krzywda, szczegolnie jesli sa dzieci.
        • szczery43 Re: Zdrada 26.09.05, 12:17
          A gdzie zaczyna się zdrada? W którym momencie jestem niewiernym małżonkiem?
          Kiedy pójde z dziewczyną do łózka? Kiedy zacznę zabiegac o to żeby się zgodziła?
          Kiedy powezmę decyzję ropoczęcia starań?
          Kiedy?
          Od którego momentu?
          • strzelec0001 Re: Zdrada 26.09.05, 12:19
            w zależności co dla kogo jest słowo zdrada... bo same słowo może byc zdradą ...
            • szczery43 Re: Zdrada 26.09.05, 12:26
              Ano własnie.
              A to także powinniśmy zdefiniować tak, aby nie budziło żadnych watpliwości,
              zupełnie jak z "łatwością" kobiet. Żeby nei pisac elaboratów - tak se ne da pane
              terminatore bo kazdy ma swój rozum a współmałżonek nie akceptowałby nawet tego,
              że ja np. myślę o tym jak by tu się dobrac do przemiłej pani Iksińskiej z
              naprzeciwka - a to w ogólnie przyjętym znaczeniu słowa "zdrada" zdradą nie jest...
              • petar2 Re: Zdrada 26.09.05, 12:37
                Skoro udało się nam zdefiniować "łatwą kobietę" (nie było trudno bo definicja
                istniała) to tutaj też nie powinno być większych problemów.

                Temat był swego czasu wałkowany. Proponuję definicję WiL: zdrada jest wtedy gdy
                doszło do seksu.
                • rosemary4 Re: Zdrada 26.09.05, 14:03
                  Mój mąż podpisałby się pod twoim postem, ja niestety nie.
                • anais_nin666 Re: Zdrada 26.09.05, 20:53
                  Kobiety "latwej" nie udalo sie nam zdefiniowac. Podanie def. slownikowej niczego
                  nie rozwiazalo. Weźmiemy inny slownik i bedzie inna def.
                  Zdrada jest wowczas gdy sie z kims przespimy. A gdy zrobimy facetowi loda? Facet
                  zrobi kobiecie minetke? To juz luz?
                  A gdy sie z kims nie przespie, za to zwariuje z milosci do niego to juz nie
                  bedzie zdrada partnera? Myslalam, ze to bardziej skomplikowane;)
                  • petar2 Re: Zdrada 27.09.05, 07:53
                    anais_nin666 napisała:

                    > Kobiety "latwej" nie udalo sie nam zdefiniowac. Podanie def. slownikowej
                    > niczego nie rozwiazalo. Weźmiemy inny slownik i bedzie inna def.

                    Oj Anais ...

                    > Zdrada jest wowczas gdy sie z kims przespimy. A gdy zrobimy facetowi loda?
                    > Facet zrobi kobiecie minetke? To juz luz?

                    A robienie loda to nie seks?
                    Jest seks - jest zdrada.
                    Następnym hasłem do zdefiniowania będzie pewnie "uprawianie seksu"
                    Więc od razu: takie zachowanie dwojga ludzi, które prowadzi do zaspokojenia
                    seksualnego przynajmniej jednego z nich.

                    Oczywiście, że nie uzyskamy tu definicji precyzyjnej jak w przypadku trójkąta
                    równoramiennego.
                    Pojęcie "zdrada" niesie bardzo duży ładunek emocjonalny i postrzegane jest
                    przez wielu w tym aspekcie. Można zdradą nazwać każdą nielojalność wobec
                    partnera/ki i w takim przypadku fantazja o seksie z koleżanką z pracy albo
                    sekundowe zatrzymanie się na dekolcie kasjerki w markecie też będzie zdradą.

                    Tylko jaki sens ma istnienie takiego rozmytego i subiektywnego pojęcia?

                    > A gdy sie z kims nie przespie, za to zwariuje z milosci do niego to juz nie
                    > bedzie zdrada partnera?

                    Miłość bywa silniejsza od woli i rozsądku. Masz prawo się zakochać ale już
                    pójście do łóżka to zdrada.

                    • anais_nin666 Re: Zdrada 27.09.05, 20:21
                      Zakochanie się w kimś innym niz partner jest zdradą, zdrada emocjonalna, ktorą
                      znacznie trudniej wybaczyć niż tę fizyczna, bo za fizyczną często nie idzie nic
                      poza pożądaniem, za emocjami idzie znacznie więcej.
                • woman-in-love Re: Zdrada 27.09.05, 22:26
                  petar daj pyska! Ty proponujesz moją definicję??? Kraszan chce mnie popierać
                  tylko ze ja nigdzie nie kandyduję??? Chyba walnę sobie kielicha!!! Wirtualnego
                  of kors, a wiem to i owo i zdradzie, bo zdradzałam i byłam zdradzana. Czego nie
                  załuję, skoro teraz mam takie uznanie :-)))))
                  • petar2 Re: Zdrada 28.09.05, 10:01
                    > petar daj pyska! Ty proponujesz moją definicję??? Kraszan chce mnie popierać
                    >tylko ze ja nigdzie nie kandyduję??? Chyba walnę sobie kielicha!!! Wirtualnego
                    >of kors, a wiem to i owo i zdradzie, bo zdradzałam i byłam zdradzana. Czego nie
                    > załuję, skoro teraz mam takie uznanie :-)))))

                    No po tym wyznaniu Woman pogrzebałaś swoje potencjalne szanse w polityce.
                    Jak się wali wirtualnego kielicha??

                    Dobra, żarty na bok, co z tym buziakiem?
                    Tylko nie mów, że też wirtualny ...
            • petar2 Re: Zdrada 26.09.05, 12:31
              strzelec0001 napisał:

              >w zależności co dla kogo jest słowo zdrada... bo same słowo może byc zdradą ...

              No tak, żyjemy w czasach relatywizmu. Każde słowo może znaczyć coś zupełnie
              dowolnego, w zalezności jak komu się podoba (vide: dyskusja o łatwych
              kobietach).

              Czy żołnierz wyszkolony w zabijaniu, uzbrojony i wysłany na wojnę, strzelający
              i pragnący zabić wroga jest zabójcą?
              • szczery43 Re: Zdrada 26.09.05, 12:58
                petar2 napisał:
                > Czy żołnierz wyszkolony w zabijaniu, uzbrojony i wysłany na wojnę, strzelający
                > i pragnący zabić wroga jest zabójcą?

                O bardzo dobre pytanie. I następne: On czy może ten, kto go na tę wojnę wysłał a
                on zabija tylko w obronie koniecznej?

                Teraz przeniesmy to na pole jakie mamy od początku dyskusji...

                Relatywizm - zgoda. Życie stało się tak skomplikowane że bardzo niewiele rzeczy
                pozostało czarnych lub białych :( I weź się połap człowieku...
        • be_londyn Re: Zdrada 30.09.05, 12:35
          Zdrada- swiadoma, to bardzo trudna decyzja. Wiele czynników wpływa na zdradę
          niektóre są wewnętrzne inne zewnętrzne jednak zawsze moim zdaniem przyczyną jest
          głód - uczuć lub seksu lub czegoś czego brak jest w związku. Od nas samych
          zależy czy zdradzimy i czy zostaniemy w związku tylko czy związek po zdradzie
          która jest przypieczętowaniem rozpadu ma jeszcze sens? Nie wiem i chyba nikt nie
          zna odpowiedzi
          Blondyn
    • szczery43 Re: Zdrada 26.09.05, 13:54
      Domyślam się że chodzi Ci o siłę wyższa w zdradzie? Powyższe posty a także inne
      wątki są pełne przykładów :)
      • kochajacymaz Re: Zdrada 26.09.05, 14:05
        sily wyzsze...
        to zwyczajne pozadzanie, gra hormonow i egoistyczna chce dogodzenia sobie, bez
        myslenia o tej drugiej osobie, bo ona sie nie dowie, a jak sie dowie to powiem,
        ze ja kocham i przebaczy...
        tak, wszyscy w tym jestesmy umaczani po uszy, bo jesli sami tego nie robimy, to
        wiemy o innych co to robia i siedzimy cicho bo przeciez jak cos powiemy to
        zniszczymy malzenstwo, a tam dzieci, itp.
        Tak siedzac cicho biernie przyzwalamy na wszystkie konsekwencje.
        Mam doswiadczenia z 13 letniego zwiazku, nigdy nie pomyslalem o zdradzie i
        ciesze sie bo jestem w zgodzie z samym soba. Natomiast mnie zdradzono i to dosc
        okrutnie, ale to temat na inny watek.
        • szczery43 Re: Zdrada 28.09.05, 00:35
          I takie rzeczy się zdarzają z obydwie strony. Tu ona, tam on, jeszcze ówdzie
          nikt albo obydwoje. Różne są motywy, okoliczności, siły charakteru. Egoizm? Tak,
          dokładnie. Jak we wszystkim.
          Przykre, że spotkało Cię to, co Cię spotkało. Ja tez doświadczyłem, ale nie z
          zoną tylko z moją byłą. Czegoś mnie to nauczyło - dystansu. Z czasem
          uświadomiłem sobie iż człowiek jest w sumie tylko wąskonosą małpą z rodziny
          naczelnych, posiada instynkt stadny i jest genetycznie poligamiczny, nawet cykl
          rozrodczy ludzi na to wskazuje, tak więc dopóki będzie instytucja małżeństwa -
          będzie instytucja kochanka / kochanki / skoku w bok / przyprawienia rogów. I z
          tym się pogodziłem juz dawno.
    • c.rayback Re: Zdrada 26.09.05, 15:10
      Mam wrazenie ze widzialem ten watek na innych forach,m.in FK i FM?

      Myle sie Beato?
      • beata372 Re: Zdrada 28.09.05, 00:21
        Widać temat aktualny i wart dyskusji.Nie wiem, czy pojawił się na innych forach.
    • isabelle30 Re:uczciwe wyjscie 29.09.05, 11:03
      a czy wy wszyscy nie uwazacie ze czasami mozna by z partnerem zyciowym tak
      naprawde szczerze porozmawiac? wystarczy troche checi i gotowosci! trzeba sie
      czasami naprawde otworzyc i starajac sie nie ranic, tylko wytlumaczyc swoje
      odczucia, leki i obawy, opowiedziec jak sie czuje osoba ktorej czegos w tym
      malzenstwie brakuje.
      u nas takich rozmow nie bylo. byla i jest zdrada. moj maz tez pewnie myslal ze
      nigdy sie nie dowiem, potraktowal mnie jak blondynke. dowiedzialam sie o
      wszystkim juz po 2 mcach trwania tej obludy, dowiedzialam sie i zobaczylam
      wszystko, i nadal wiem wszystko. jednak kocham go, rozumiem juz czego w naszym
      malzenstwie zabraklo. mialam odwage isc do psychologa, mialam sile tam zaciagnac
      mojego meza, jezeli nie zdezerteruje ;pod drzwiami to ze mna pojdzie. i mysle ze
      jeszcze jest szansa na istnienie naszego zwiazku. bo chyba oboje tego chcemy,
      tyle ze jak na razie nadal tamto trwa, i nie wiem dlaczego tak jest. w tej
      chwili jest miedzy nami szczerosc jakiej nigdy nie bylo przez 13 wspolnych lat.
      przez ostatni m-c rozmawialismy o tym co nas boli wiecej niz przez ostatie 2 lata.
      narawde mysle ze gdybysmy sie odwazyli na taka rozmowe kilka mcy temu, nie
      bylibysmy w tej chwili w piekle w ktorym jestesmy oboje.
      • josef_kek Re:uczciwe wyjscie 29.09.05, 11:42
        masz całkowita racje isabelle30, mnie spotakała zdrada zony, ale staram sie jej
        to wybaczyc. Tylko, że to tak bardzo boli i rani. Dużo ostanio rozmawialismy ze
        sobą, ale w pewnym monencie pojawia sie przerazenie. Czy podołam wybaczyc jej i
        jednoczesnie sobie. Jestem zwolenikiem teorii, że winna nie jest jedna osoba
        ale róznież druga, kochanek - partner czasmi jego żona - partnerka. Obecnie
        rozmowy dają nam bardzo duzo, to rodzaj terapii, ale czy to wystarczy. Czas
        pokaże. Najbardziej czego sie boje to dalszego ciągu ich znajomości (przecież
        żony nie wylecze momentalnie z tej jej miłości, zauroacznia, flirtu). Drugie
        czego sie boje to mojego odwetu. Mysle, że wiecie o czym mowie. Przecież teraz
        zostałem zwolniony z naszej przysiegi. Czasmi tak myśle , ale mam duze poczucie
        swojej wartości, iż chce wierzyć że do tego nie dojdzie. I kolejna sprawa,
        robie to również dla mojej rodziny - dzieci, które bardzo kocham i które chce
        dobrze wychować. Za które ogromnie dziekuje swojej zonie. Niestety również za
        cene bólu, ponizenia, zwątpienia, bezsensu życia. Wybaczyłem żonie i sobie,
        ale czy to da efekty to nie wiem. Czas pokaże.
        • zdradzony2005 Re:uczciwe wyjscie 29.09.05, 11:49
          dowiedziales sie sam o zdradzie, czy zona sie Tobie przyznala?
          podzielam Twoje poglady i popieram w tym co robisz.
          u mnie bylo/jest inaczej, nigdy Zona sie nie przyzna i nigdy o tym nie
          porozmawiamy, poza tym wiele innych zaleznosci.
          Podziwiam i zazdroszcze uczciwosci (pomimo tej zdrady), ktora jest w Waszym
          zwiazku.
          Trzymaj sie, wytrwaj, mam nadzieje, ze bedzie warto. I mimo wszystko nie
          zdradzaj-odwetowo, zemsta nic nie daje, a smiem twierdzic, ze moze pozostac
          niesmak do siebie samego lub tez zasmakujesz w tym i wtedy ...
          Bede trzymal kciuki
          • josef_kek Re:uczciwe wyjscie 29.09.05, 14:55
            Zdradzony2005 myśle, ze jesli nie ma szczerej rozmowy trudno o jakieś wyjscie.
            Jesli ona sie nie przyzna albo ty jej o tym nie uświadomisz (nawet jakims
            podstepem czy zbiegiem okoliczności) czy powiesz, dalej bedziecie brnąć w ślepy
            zaułek. A tak to cierpisz, wyjesz, płaczesz, rozpaczasz (ze mna tak było i
            jest) ale masz poczucie ze chcesz cos naprawić i zmienic. Z Twoich postów widać
            ze nadal kochasz zone i to jest bardzo wazne. Nie znam wszystkich twoich
            uwarunkowan (ja o wszystkim tez nie chce pisac) ale warto od czasu do czasu
            wejsc na to forum i podumac. Mnie czasmi było lzej. Dzięki za otuche.
            • zdradzony2005 Re:uczciwe wyjscie 29.09.05, 15:01
              ona od miesiaca wie, ze ja wiem... i najpierw sie wypierala, przyrzekala ze to
              nieprawda, a potem (po 3 tygodniach) zaczela z ironia smiac mi sie w twarz.
              nie da sie przebaczyc gdy ktos nie chce twego przebaczenia, nie da sie
              sprobowac, jesli dwoje nie ma takich checi.
              Smutne, prawdziwe, i koniec historii.
              Oboje pracujemy na uczelni jako wykladowcy, swiat jest maly i to by bylo na
              tyle.
              • josef_kek Re:uczciwe wyjscie 29.09.05, 15:25
                Nie chce moralizowac, ale to nalezałoby w ty wypadku skończyc. Wiem ze cierpisz
                bedziesz cierpiał, ale postaw sprawe jasno. Albo wy albo odchodzisz. Jesli nie
                ma ciebie w szachu pod jakims wzgledem, to tylko ostre działania przyniosa Ci
                po jakims czasie ulge. Jak ktos powiedział na tym forum bedziesz cierpiał rok,
                dwa lata, ale za 5 wstaniesz rano przed lustrem i powiesz ze przegrałem cześć
                życia, ale nie przegrałem siebie. Tyle. Jak sam mi doradzałeś. Musisz byc soba.
                • zdradzony2005 Re:uczciwe wyjscie 29.09.05, 15:33
                  jestem soba.
                  Pomimo tych wszystkich miotajacych mna uczuc koncze, zglosilem sie do prawnika
                  itd., cierpie to prawda, ale patrzac w lustro mowie sobie "nie zyjesz w
                  klamstwie, nie zgodziles sie na dluzsze oszukiwanie, miales odwage powiedziec
                  DOSC." i nie chce nikomu udowadniac, ze jest zly, choc "zeszmacenie sie"
                  bliskiej (jeszcze miesiac temu) boli i smuci... bardziej smuci.
                  • josef_kek Re:uczciwe wyjscie 29.09.05, 15:49
                    Tak trzymaj, w całym wątku czytałem od ciebie jak cierpisz i jak wiele bólu ci
                    to sprawia. Ja jeszcze kilka miesiecy temu mysląc o rozwodach, zdradach,
                    rozpaczy z tego powodu myslałem że to jakaś fantastyka, że mnie to nie dotyczy.
                    Ale zycie jest brutalne, dokładnie sie o tym przekaonałem. I trzeba z tym
                    walczyc. Mysle, iz droga która wybrałes jest właściwa. Tylko pamietaj, ze nie
                    szukaj tylko winy u zony (chociaz to ona zdradza). To jest trudne ale ja
                    zrobiłem sobie rachunek sumienia i wyszło mi że taki super to nie byłe. Zdrada
                    sie z czegos wzieła. To nie ma byc tłumaczenie czy poczucie winny. To ma byc
                    zdrowe podejści do siebie , nawet z perspektywą na przyszłość. I jeszcze jedna
                    sprawa. Jesli chcesz odejśc to odchodz z klasa. Udawadnianie ze jest "szmatą"
                    tylko ja napedza. Pokaz jak wiele traci. To juz jest gra. Ty w taa gre graj bo
                    dlaczego tylko ty masz cierpieć. Oczywiście naie namawiam cie do odwwetu.
                    Namawiam cie do walki ze sobą i walki z życiem
                    • zdradzony2005 Re:uczciwe wyjscie 29.09.05, 16:04
                      wiesz dla mnie to tez byly opowiesci z literatury - zdrada.
                      Choc mam dowody (twarde) jej winy, nie mam zamiaru niczego jej udawadniac.
                      Chcialbym jak najszybciej i najprosciej to zalatwic. Nie jestem pewien czy Jej
                      na tym zalezy, bo po cos tak dlugo mnie w tej uludzie (ze bedziemy razem)
                      utrzymywala...
                      A ze nie bylem idealnym mezem to wiedzialem w momencie jak odeszla, tyle, ze
                      Ona nie uwierzyla ze moge sie zmienic... A ja zrobilem w tym celu wszystko (co
                      potrafilem, wymyslilem, uslyszalem, wyszukalem), zastosowalem pomysly, rady z
                      roznych specjalistycznych pism itd. Nic to nie dalo, praktycznie z tygodnia na
                      tydzien bylo gorzej, ale Ona utrzymywala we mnie nadzieje, mowiac ze nie chce
                      rozwodu i opowiadajac kolezankom, rodzinie jak to jeszcze mnie "troche kocha" i
                      nie moze sie zdecydowac na ostateczne rozwiazanie, tylko czeka-sprawdza czy sie
                      zmienilem i ze oczywiscie jest sama.
                      A tak naprawde juz dawno podjela decyzje, wybrala latwizne, kariere,
                      przyjemnosc. Malzenstwo to nie bajka i nie codziennie jest sie na wakacjach w
                      Hiszpanii, Kalifornii czy Nowym Jorku... Czasami ten silniejszy tez ma chwile
                      slabosci i oczekuje wsparcia, czulosci. "Na dobre" bylo jej fajnie, jak zrobilo
                      sie "na zle" to odeszla. Czegos mnie to nauczylo, choc nie jest to fajny
                      wniosek w moim przekonaniu - nawet przed najblizsza osoba nie mozesz sie
                      odkryc, nie mozesz pokazac ze masz chwile slabosci, trzeba "keep smiling".
                      Wiesz ucze innych, doroslych a sam nie poradzilem sobie tracac to co w zyciu
                      mialem najcenniejsze, milosc, ktorej wielu mi zazdroscilo...
                      • sheriff2000 Re:uczciwe wyjscie 30.09.05, 10:35
                        zdradzony2005 napisał:
                        > "Na dobre" bylo jej fajnie, jak zrobilo
                        > sie "na zle" to odeszla.

                        Bo ona emocjonalnym dziedzkiem jest. Nie ma "zmiłuj" dla takiego traktowania
                        uczuć drugiej osoby. Ja tak to sobie tłumaczę bo jak to można inaczej tłumaczyć?

                        Ale można tłumaczyć i tak:
                        Jeżeli jest dobrze (czyt: masz kasę) to jest przy tobie. Dobre się kończy (czyt:
                        kasy brak) wtedy odchodzi...
                        Wniosek jest jeden - wiesz doskonale jak nazywa się kobiety, którym się za
                        namiastkę uczucia płaci.

                        Niemniej jednak i tak Cię podziwiam, że jesteś w stanie pisać o Niej z dużej
                        litery, to znaczy, że jednak masz jeszcze odrobinę szacunku. W Twojej sytuacji i
                        dzisiejszych czasach to niezwykle cenne, a dowodzi jednak Twojej większej
                        emocjonalnej dojrzałości :)

                        Zdroofka
                        Sheriff
    • dosia.samosia Bez przesady 29.09.05, 11:58
      Jeśli mąż nie korzysta z tego co oferuję to nie odczuwam wyrzutów sumienia
      składając ofertę komuś innemu.
      Był milion szczerych rozmów. Tysiąc razy mówiłam wprost: potrzebuję i jeśli dla
      ciebie seks przestał mieć znaczenie to twój problem.
      Teraz mąż istnieje w domu jako mąż i ojciec a życie erotyczne mam z kimś innym.
      • woman-in-love Re: Bez przesady 29.09.05, 20:53
        Jedno tylko budzi moje zdumienei - Dosia. Tak z ręką na sercu nic nie czujesz
        do Kochanka???
        • dosia.samosia Rozpiszę się... 29.09.05, 21:11
          Czuję. Nie pierwszy raz się zeszliśmy. Potrafimy bardzo długo nie mieć żadnego
          kontaktu a potem jeden telefon i iskrzy. To pożądanie i fantastyczne dogranie
          się fizyczne, seks taki, że prowokuje liryczne rozrzewnienie. Lubię go i życzę
          jak najlepiej. Od pierwszej chwili kiedy go poznałam lata temu miałam miękkie
          nogi z (pardon) chcicy. Ale to za mało na miłość.

          Gdybyśmy spróbowali jako para nic by z tego nie wyszło - zupełnie odmienne
          życia, inne systemy wartości, inne oczekiwania od związku. Te zalety, które w
          jego oczach mam znikłyby po tygodniu wspólnego mieszkania. Ja nic od niego nie
          chcę ponadto co mi daje - nie próbuję go zmieniać, ustawiać, poprawiać.
          Dopóki jest, ten mężczyzna, daje mi swoiste poczucie bezpieczeństwa. Bo jest i
          zawsze mogę wysłać smsa a on natychmiast odpisze.

          Nie da się regularnie sypiać i rozmawiać z jednym człowiekiem bez przywiązania,
          bez poczucia, że chociaż trochę do mnie należy.
          Ten romans, a w każdym razie ta runda romansu, niedługo się skończy, bo on
          wyjeżdża. Trudno, mamy swoje życia i z założenia układ był czasowy. Żal mi a z
          drugiej strony jestem mu niewymownie wdzięczna, bo - jakby to głupio nie
          brzmiało - nasycił mnie miłością fizyczną. Wróciła mi pewność siebie kobiety
          pożądanej.
          • tomek_abc Re: Rozpiszę się... 30.09.05, 12:57
            i zabrzmiało tochę bardziej lirycznie ( w zasadzie to całkiem lirycznie) niż
            poprzednie wpisy Dosi...
            a w kilku oczach patrzących na forum pewnie pojawił się krótki, ledwo
            zauważalny błysk zazdrosci

            • dosia.samosia Liryka, liryka ckliwa dynamika;) 30.09.05, 13:48
              Się wzruszyłam nieco.
              Widzisz - bardziej odpowiadam Woman in Love niż Tobie Tomku - jeśli może być
              dobry romans, to ten taki jest. Wyrywanie facetów w klubach po to żeby kogoś
              mieć na jedną noc? Żałosne w moim wieku. Czaty, net - niezbyt bezpieczne,
              zwłaszcza jeśli nie szukam kogoś na stałe. I też żałosne.

              Więc spotykam się z kimś kogo lubię i wiem, że mnie lubi. Kiedyś była szansa,
              żebyśmy zaistnieli jako para - oboje byliśmy singlami. On nie wyszedł z taką
              inicjatywą a mnie jakoś strasznie nie zależało więc skończyło się na erotyce.

              Gdybym była młodsza i mniej racjonalna weszłabym w aktualne spotkania całym
              sercem, bo łatwo pomylić nieprawdopodobne pożądanie z romantycznym
              zauroczeniem.
              Nie wyjadę z nim, bo dziecko... zresztą zbyt jesteśmy różni, żeby się udało.
              Nie zaproponuję mu wspólnego życia, bo - jeśli była kiedyś na to szansa - to ją
              przegapiliśmy oboje. Namiętność to potężna siła ale na samej namiętności
              stałego związku się nie zbuduje.

              Długo w ten sposób nie można żyć. Romans ma swoją dynamikę i teraz zacznie
              wygasać. Odpłaczę to pewnie, potęsknię za dotykiem, za tym szczególnym blaskiem
              w oczach mężczyzny który pragnie.
              Nie mam prawa go zatrzymywać, ponieważ nic ponadto co daję teraz nie mogę mu
              zaoferować. Nie mam prawa prosić "zostań dla mnie", bo mam męża, dziecko i
              jakoś poukładane życie.
              Jeśli już mam mieć niezbyt udane życie osobiste to chociaż skorzystam z tych
              ulotnych, miłych chwil.
              I takie to liryczne, trochę smutne a trochę szczęsliwe układy.
              • zdradzony2005 Re: Liryka, liryka ckliwa dynamika;) 30.09.05, 14:01
                To co piszesz jest smutne, dla Ciebie, dla Niego, dla Twojego Meza, Dziecka.
                Przepraszam ale dla mnie zero liryki i maksimum wyliczenia. Nie chce Ciebie
                obrazic, urazic, po prostu jestem zbyt ograniczony aby zrozumiec. Czytajac Twe
                slowa widze jakby przemyslenia EX, ktora chciala tamtego i mnie jako oficjalne
                alibi, ze ma meza.
                • tomek_abc Re: Liryka, liryka ckliwa dynamika;) 30.09.05, 14:10
                  a zdradzony swoje....
                  nikt nie powie, że zdrada jest z moralnego pkt widzenia czyms dobrym, co
                  jednakże nie przeczy temu , że historia dosi jest liryczna....
                  jest w niej namietność, są marzenia młodości, niezrealizowanie,perspektywa
                  rozstania i pewnie (wbrew zapewnienion) także i uczucie , jakies uczucie ,
                  niekoniecznie zwane miłością...
                  • zdradzony2005 Re: Liryka, liryka ckliwa dynamika;) 30.09.05, 14:19
                    ten typ tak ma... nie jestem psychologiem i nie potrafie powiedziec, czyn tak
                    abys czul sie dobrze, wyzej cenie sobie idee: czyn tak, aby inni przez Ciebie
                    nie cierpieli... i tyle.
                    • tomek_abc Re: Liryka, liryka ckliwa dynamika;) 30.09.05, 14:22
                      w przypadku Dosi jakos o cieprpieniu nie było wiele
                      • zdradzony2005 Re: Liryka, liryka ckliwa dynamika;) 30.09.05, 14:27
                        bo udalo jej sie ukryc przed rodzina podwojne zycie? a gdyby maz wiedzial
                        myslisz ze splyneloby po nim jak cieply letni deszcz... watpie, w zaleznosci od
                        uczucia jakim obdarzasz osobe ktora Cie zdradza, oszukuje, cierpienie ma rozne
                        nasilenie i roznie je demonstrujemy... ja przeszedlem psychologiczne pranie
                        mozgu po ktorym kochalem EX taka jaka byla, i zawod przez to wiekszy.
                        jestem jak osiol, tylko argumenty logiczne mnie przekonuja.
                        • dosia.samosia cierpienie zdradzanego 30.09.05, 14:36
                          Hm... jeśli mąż nie widzi we mnie kobiety to czemu miałby cierpieć dlatego, że
                          zobaczył tę kobietę ktoś inny? Urażona męska duma? Zaskoczenie, że spełniłam to
                          czym groziłam? - a groziłam wielokrotnie.
                          Może pluć sobie w brodę, że mnie nie słuchał przez tyle czasu, że lekceważył i
                          wyśmiewał moje potrzeby.
                          Skoro mnie kocha to czemu odrzuca? Czemu sądzi, że będę się cieszyć z tych
                          seksualnych ochłapów jakie niekiedy na moje usilne prośby mi dawał?
                          • zdradzony2005 Re: cierpienie zdradzanego 30.09.05, 14:50
                            wiesz moja EX do konca mowila, ze nie zdradza... i tym sie roznicie, mnie nie
                            ostrzegano, mi to po prostu zafundowano.
                            Przez 13 lat zwiazku odmowilem EX moze 2-3 razy... czesciej mnie
                            spotykalo: "rano, jutro...".
                            • dosia.samosia Re: cierpienie zdradzanego 30.09.05, 14:56
                              Cóż, ja lojalnie uprzedzałam. Nazwij to brzydkim szantażem ale człowiek
                              doprowadzony do ostateczności powie wszystko w nadzieji, że wstrząśnie odbiorcą.
                              Nawet teraz specjalnie się nie kryję, mąż albo nie widzi albo nie chce widzieć.
                              • zdradzony2005 Re: cierpienie zdradzanego 30.09.05, 14:59
                                ujme to tak: jego wybor, jego strata. Bylas uczciwa, ja na to nie zasluzylem...
                  • dosia.samosia Re: Liryka, liryka ckliwa dynamika;) 30.09.05, 14:31
                    Są takie fascynacje niekoniecznie miłosne, które mogą trwać bardzo długo.

                    Tak jak z przyjaźnią - możesz nie rozmawiać z nieobecnym przyjacielem całe
                    miesiące, spotkacie się i jakby czas się zatrzymał, niczego nie trzeba
                    wyjaśniać, jest zrozumienie, odbieranie na tych samych falach. Ciała też to
                    może dotyczyć.;)

                    Zdradzony: byłam kiedyś zdradzona i zostawiona dla innej, boli ale ten ból mija.

                    Natomiast ból spowodowany codziennym, banalnym odrzuceniem przez człowieka z
                    którym wzięłam ślub jest taki, że powoduje myśli samobójcze. Mąż chce ze mną
                    być. Do czego - poza obsługą dziecka i wypełnieniem przestrzeni w mieszkaniu -
                    jestem mu potrzebna, nie wiem. Świadomość, że w czasie ciązy przestał na mnie
                    patrzeć jak na kobietę jest tak przykra, że chce się krzyczeć.

                    Jeśli Twoim mottem jest "żyj tak aby nikt przez Ciebie nie cierpiał" to swoim
                    romansem ujmuję SOBIE chociaż trochę cierpienia jakie z niewiadomego powodu
                    zadaje mi mąż.
                    • zdradzony2005 Re: Liryka, liryka ckliwa dynamika;) 30.09.05, 14:35
                      nie oceniam, nie ganie. Zaluje, ze ludzie sa dla siebie okrutni.
                      Niestety moj przypadek jest banalniejszy, brutalniejszy i bardzo zaskakujacy...
                      wyobraz sobie modelowa szczesliwa pare (wszyscy im zazdroszcza) i nagle bec...
                      bez slowa, bez wytlumaczenia, bez wyrazenia swoich potrzeb, bez proby rozmowy,
                      bez szansy na znalezienie rozwiazania. I z tym dylematem zostane na zawsze...
                      • tomek_abc Re: Liryka, liryka ckliwa dynamika;) 30.09.05, 14:38
                        przyczyna zawsze są , tylko my ich nie widzimy , zapatrzeni w siebie
                        • zdradzony2005 Re: Liryka, liryka ckliwa dynamika;) 30.09.05, 14:43
                          baju, baju Tomcio. To tez wiem... ale to bylo jakby wyskoczyla z pedzacego
                          pociagu, zniknela i juz nigdy ta dawna nie wrocila. I to nieprawda, ze
                          przyczyna lezy zawsze we wspolmalzonku... chyba ze cicha zgoda na bezpotomnosc
                          i kariera najwazniejsza to taka prosta decyzja. Czasami nie dostajesz szansy na
                          reakcje... na naprawe tego co nie pasuje, i jeszcze ten ktos Ci nigdy nie
                          powiedzial co nie pasuje (oprocz tego, ze jak nie moge sie zgadzac na Jej
                          podwojne zycie), a wrecz mowil "tak mi sie podoba". Po co zebym ja byl
                          zadowolony? Z takich klamstewek rodza sie wieksze, a potem co niektorzy gbia
                          sie co bylo prawda a co klamstwem. Zylem w matriksie stworzonym aby mnie
                          uspokoic i ciesze sie, ze powiedzialem dosc.
                          • tomek_abc Re: Liryka, liryka ckliwa dynamika;) 30.09.05, 14:48
                            chyba ona powiedziała dosc dla ścisłosci , bo odeszła
                            • zdradzony2005 Re: Liryka, liryka ckliwa dynamika;) 30.09.05, 14:55
                              i tu znowu sie mylisz... potrzebowala mnie jako figuranta, jako alibii przed
                              znajomymi (ma meza, nie jest sama itp. bzdety), w pracy, i chyba nie byla pewna
                              jak i kiedy skonczy sie zwiazek z tamtym... "Nasze drogi sie rozeszly, ale
                              rozwodu nie chce" - rozumiesz Tomku o co Jej chodzilo? bo ja nadal pewny nie
                              jestem, ale przyjemnosci zwiazku NIE, obowiazki jeleniu rogaty TAK. Do tej pory
                              nie miala odwagi powiedziec prawdy dlaczego odeszla. A to ja powiedzialem dosc
                              dla tej chorej relacji. Zycze Tobie abys w sytuacji dramatu-kryzysu Twego
                              zwiazku potrafil poswiecic to co Ja... stracilem szacunek do siebie i resztki
                              godnosci wlasnej.
                              • tomek_abc Re: Liryka, liryka ckliwa dynamika;) 30.09.05, 15:13
                                na szczescie u mnie nie ma dramatu. co najwyzej czestotliwośc odbiegajaca od
                                normy (choc po czytaniu forum juz sam nie wiem co jest normą);)
                                • tomek_abc Re: Liryka, liryka ckliwa dynamika;) 30.09.05, 15:14
                                  a tak nawiasem zaraz sie chyba sam wytnę ....z tej polemiki
                                  • zdradzony2005 Re: Liryka, liryka ckliwa dynamika;) 30.09.05, 15:17
                                    w sumie stala sie zbyt personalnie osobista...
                                    slyszalem o Twych podejrzeniach wobec mnie... trafione, ale jestem tez jako
                                    nowy odrodzony... ciekaw jestem czy zgadniesz jako kto... chyba ze Dziewczyny
                                    Tobie powiedza.
                      • dosia.samosia Re: Liryka, liryka ckliwa dynamika;) 30.09.05, 14:39
                        Nie, tego sobie nie wyobrażam, chociaż sądzę że jakieś sygnały były. Może
                        nieoczywiste ale były.
                        Ja komunikuję wprost, niekiedy bardzo brutalnie. I przeszłam rozmowy, płacze,
                        krzyki i cały repertuar smutnej, sfrustrowanej i niezaspokojonej kobiety.
                        Teraz mąż zaczyna mnie brzydzić. Nie chcę go dotykać, nie chcę się przytulać,
                        nie chcę rozmawiać. Coraz mniej mamy wspólnego.
                        • zdradzony2005 Re: Liryka, liryka ckliwa dynamika;) 30.09.05, 14:47
                          zero rozmow, zero jasno sformulowanych oczekiwan, pragnien, z wyjatkiem tych
                          ostatnich, najbolesniejszych "daj mi spokoj", ale to juz byla agonia zwiazku,
                          gdy mleko dawno sie rozlalo. Dalem spokoj, na ile potrafi to zrobic kochajacy,
                          teskniacy mezczyzna. Ale nie moglem sie zgodzic aby to bylo przyzwolenie na
                          bycie z tamtym, az taki przyjazny dla bliznich aby dzielic sie zona nie jestem.
                          • woman-in-love Re: do Dosi 01.10.05, 13:19
                            Nie wiem dlaczego skreślasz możliwość ułożenia sobie życia z człowiekiem, z
                            którym dobrze się rozumiecie. Przeszłam prze podobne piekło-bagno i doszłam do
                            wniosku, że jedyną osobą, jakiej nie wolno mi zdradzic jestem ja sama. Czyli
                            siedząc w małzeństwie tego typu - zdradzasz samą siebie. Tylko w imię czego???
    • isabelle30 Re: josef kek 30.09.05, 13:37
      tak jak napisales. boje sie przyszlosci. yego ze mu juz nigdy nie zaufam, ze
      nigdy nie zapomne bo tego sie zapomniec nie da. ze bede dazyc do zemsty na
      tamtej. to smieszne ale okazalam sie calkiem dobrym detektywem. pomimo
      zahaslowania komputera meza mam juz wszystkie dane, zdjecia filmy. tak na
      wszelki wypadek. znalazlam sposob aby to zgrac i haslo okazalo sie niepotrzebne.
      mam juz takze ogromne ilosci wiedzy na jej temat wlacznie z adresem pracy jej
      tatusia i kim jest z zawodu, jaka ma firme. wszystko co potrzebne do zniszczenia
      jej zycia, boje sie ze kiedys to wykorzystam. ale ...no coz. prawda jest taka ze
      w tej chwili przestala byc ona w moich oczach czlowiekiem, nawet zwierzeciem...
      smutne jaka sie stalam
      ale kocham swojego meza, i wiem ze on mnie kocha. staram sie spotykac z ludzmi i
      zyc dniem dzisiejszym, odmienie swoje nudne i monotonne zycie. i wiem ze jeszcze
      bedziemy razem, kiedy? trudno powiedziec. juz mam pewnosc ze ona to tylko obiekt
      seksualny, a tak naprawde to niedojrzaly szczeniak z ktorym nawet nie ma o czym
      pogadac. a po nawet najlepszym seksie...wypadaloby pogadac. spotykaja sie na 2-3
      godzinki, numerek i koniec. a skoro ona daje sie tak traktowac? jej strata.
      mezowi tez ostatnio daje popalic. i znow koledzy pomagaja, bo nic nie dziala
      lepiej niz oddech konkurencji na plecach. wiem ze zaraz ktos powie ze to
      nieladna metoda, ale chyba w przypadku mojego meza skuteczna i szybka. mam juz
      wyniki swoich dzialan. to juz tylko kwestia czasu.
      pilka w grze, i dopoki tak jest trzeba miec nadzieje na lepsze jutro. i wiem ze
      latwo sie nie poddam i bede o niego walczyc, dowolnymi metodami, nawet jeseli
      kogos (ja) skrzywdza, bo ona zniszczyla moje zycie. i znow smak zemsty. ale tak
      to juz jest.
      jak bedziesz chcial pogadac to zapraszam na priv
      • witecki44 Re: josef kek 01.10.05, 14:31
        Właśnie, w zranionym człowieku ujawniają się często złe emocje, chęć zemsty i
        to jest chyba naturalne
        • zdradzony2005 Re: josef kek 01.10.05, 14:33
          nie zawsze... uwierzcie.
          • witecki44 Re: josef kek 01.10.05, 14:40
            We mnie chyba tak, pewnie z czasem milknął.Widać nadal kochasz żonę i nie
            chciałbyś jej skrzywdzić, zaszkodzić. Ale nie wierzę,że człowiek pała sympatią
            do przeciwnika.
            • zdradzony2005 Re: josef kek 01.10.05, 14:47
              nie traktuje tego d...a jak przeciwnika tylko jak zlodzieja. A co do kary to
              mysle, ze zycie samo takowa mu zafunduje. Wiesz, grzebiac w odchodach latwo sie
              uwlac...
      • josef_kek Re: josef kek 03.10.05, 09:00
        isabelle nasunełaś mi kilka mysli. Jesli do tej pory bylem potulny w stosunku
        do mojej sytuacji, tak jak ty postanowilem walczyc nie zawsze czystymi
        metodami. Moze jak dowale temu co rozpieprza moj zwiazek to poczuje sie lepiej.
        Tylko ze do tej pory nie byłem tego nauczony. Nie poczułem jescze w życiu
        prawdziwego "wyscigu szczurów". Może ten doping mi pomoze. Powiedziałem ze
        przebaczam, ale jeszcze nie przebaczyłem. Powiedziałem ze walcze, ale tak na
        prawde walki nie rozpoczałem. Tylko że to moze bardzo ranic partnera i wtedy
        nie jest to walka ale odwet.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka