Dodaj do ulubionych

Po zdradzie

10.04.06, 19:38
Zdradzałem żonę. Dla seksu. Taki niezobowiązujący układ na boku z mężatką,
gdzie było od początku ustalone o co chodzi. Po roku, gdy zorientowałem się,
że kochanka oczekuje poważnych kroków, wycofałem się. I wszystko byłoby O.K.
ale dowiedziała się żona.Skąd, nie wiem. Strasznie to przeżyła, to płakała, to
się rozwodziła, to miała depresję...Od tej pory znęca się nade mną
psychicznie. Niby jest dobrze, ale w jakimś momencie, najczęściej, gdy mamy
inne zdania, ona sączy swój jad: "No tak, bo ja nie nazywam się K.W.(tu pada
nazwisko kochanki). Gdybym tak się nazywała, to: byś się do mnie milej
odnosił,to mogłabym sobie kupić nie jedną. ale 5 sukienek, to pojechałbyś ze
mną tu i tu.... I tak dalej, dopiszcie co chcecie. Doprowadza mnie to do
szału. A jeszcze gorsze, gdy mówi: "Ach, bo to nasze dziecko, więc można na
nią krzyczeć! Gdyby to było dziecko K.W.,byłaby ukochaną pieszczoną
córeczką!Co ja mam robić w takich momentach? Zamykam się w sobie i nie odzywam
się do niej przez kilka dni. Jakoś to się rozłazi po kościach, aż do
następnego razu, jeszcze bardziej jadowitego.
Te jej gadki sugerują, że jej nie kocham, nie kocham naszych dzieci, czy źle
je traktuję. Nic z tych rzeczy!Kocham ją, dzieci uwielbiam, nie mysle już o
nowej kochance.
Obserwuj wątek
    • sagittka Re: Po zdradzie 10.04.06, 19:58
      Z tego co piszesz wynika jasno, że żona ci nie wybaczyła zdrady. Bez tego
      wybaczenia (nie zapomnienia) dalsze wasze wspólne życie nie będzie się układać.

      Piszesz tylko o tym, jak reaguje żona, że doprowadza cię do szału. A ty? Jak ty
      się zachowujesz, co robisz żeby naprawić swój błąd (bo masz chyba świadomość,
      ze to był błąd skoro kochasz żonę), co robisz żeby ona ci wybaczyła.

      Nie bedzie łatwo wrócić do starego życia. No, ale to pewnie brałeś pod uwagę
      pakując się w regularny romans.
      • antonio50 Re: Po zdradzie 10.04.06, 20:02
        Sorry Sagitka! Wysłałem a nie widziałem Twojego posta. Powtarzam się, no ale
        mamy przynajmniej podobne zdanie.
      • co.robic Re: Po zdradzie 10.04.06, 20:07
        A co mam robić? Przeprosiłem, przyznałem, ze to był błąd, sprawa została
        zakończona.
        • glamourous Re: Po zdradzie 10.04.06, 22:05
          co.robic napisał:

          > A co mam robić? Przeprosiłem, przyznałem, ze to był błąd, sprawa została
          > zakończona.


          A Ty myslisz ze to takie proste : szast prast i po sprawie? Niestety,
          nachrzaniles sobie w zyciu - sobie i swoim bliskim - tym romansem, wiec teraz po
          prostu pijesz piwo ktorego sam nawarzyles. Ja na twoim miejscu teraz znioslabym
          to z pokora i z honorem na zasadzie "namieszalem, to nalezy mi sie". Zona musi
          wyrzucic swoj bol, oczyscic sie, z czasem powinno jej przejec. A ty po prostu
          (jesli oczywiscie zalezy Ci na rodzinie) wspieraj ja, zagryz zeby i wytrzymaj -
          jak mezczyzna!
          Nie rozumiem osob, ktore pakuja sie w romans, robia krzywde rodzinie i ciagna to
          miesiacami czy nawet latami, komplikuja zycie sobie i innym, a potem sa
          zdziwione ze sa w ogole jakies tego konsekwencje...
          • ewolwenta Re: Po zdradzie 10.04.06, 22:11
            Podejście: „i dobrze ci tak! Cierp za karę!” moim zdaniem jest mało
            konstruktywne.
            Zdrada często jest efektem innych problemów w relacjach, zazwyczaj
            nieuświadomionych. Rzadko dotyka pary, które są bardzo usatysfakcjonowane
            pożyciem.
            • glamourous Re: Po zdradzie 10.04.06, 22:22
              Tyle ze ciagnac zdrade latami ma sie wystarczajaca duzo czasu na wszelkie
              przemyslenia "co bedzie jezeli" oraz "czy w ogole warto"
              Zdrade jednorazowa potrafie ostatecznie usprawiedliwic. "Zrobilem blad,
              wybaczcie, wracam na lono rodziny"
              Romans ciagnacy sie w nieskonczonosc trudno juz chyba nazwac "bledem", a
              problemy w zwiazku nie rozwiazuje sie za pomoca zdrady.
              A z tego co zrozumialam nasz kolega ciagnalby wygodnie ten romans do dzis, gdyby
              kochanka "nie zaczela domagac sie stanowczych krokow" - nie wiem czy wiernie
              cytuje...
              • co.robic Re: Po zdradzie 10.04.06, 22:31
                glamourous napisała:

                > Tyle ze ciagnac zdrade latami ma sie wystarczajaca duzo czasu na wszelkie
                > przemyslenia "co bedzie jezeli" oraz "czy w ogole warto"
                > Zdrade jednorazowa potrafie ostatecznie usprawiedliwic. "Zrobilem blad,
                > wybaczcie, wracam na lono rodziny"
                > Romans ciagnacy sie w nieskonczonosc trudno juz chyba nazwac "bledem", a
                > problemy w zwiazku nie rozwiazuje sie za pomoca zdrady.
                > A z tego co zrozumialam nasz kolega ciagnalby wygodnie ten romans do dzis, gdyb
                > y
                > kochanka "nie zaczela domagac sie stanowczych krokow" - nie wiem czy wiernie
                > cytuje...

                Nie cytujesz wiernie, ale przyznaję, pewnie by tak było. Ale się skończyło! Nie
                ma juz tamtego! Rozumiesz! I po tym co jest, to żałuję, że kiedykolwiek było.
                Ale, żeby nie pisać za wiele, to za zdradę odpowiadaja dwie strony, no nie? Do
                mojej zony, własnie to nie może dotrzec!
                • glamourous Re: Po zdradzie 10.04.06, 22:43
                  co.robic napisał:
                  >> Ale, żeby nie pisać za wiele, to za zdradę odpowiadaja dwie strony, no nie?

                  Nie do konca sie z tym zgodze, zwlaszcza ze znam to z autopsji. Takie
                  stwierdzenie to CZESTO wygodny wykret zdradzajacej strony, zeby sie
                  usprawiedliwic i zagluszyc wyrzuty sumienia.
                  Ale moze w Twoim przypadku bylo tak, jak piszesz, ze za zdradę odpowiadaja dwie
                  strony. CZASAMI i tak tez bywa. Tyle ze drada to nie panaceum na problemy, to
                  ucieczka, wygodnictwo i ogromna krzywda dla zwiazku, niewiele rzeczy ja
                  usprawiedliwia, zwlaszcza kiedy ma sie dzieci
                  • ewolwenta Re: Po zdradzie 10.04.06, 23:02
                    niestety oboje macie rację
                • taka_laska Re: Po zdradzie 11.04.06, 08:54
                  co.robic napisał:
                  > Ale, żeby nie pisać za wiele, to za zdradę odpowiadaja dwie strony, no nie? Do
                  > mojej zony, własnie to nie może dotrzec!


                  Powiedz nam , misiu_co_ robić, w czym tkwiła wina żony, ze ją zdradziłeś?
    • antonio50 Re: Po zdradzie 10.04.06, 20:00
      Dla mnie to jasne. Żona nie wybaczyła Ci zdrady.
    • co.robic Re: Po zdradzie 10.04.06, 20:14
      Piszę tu, bo wczoraj znowu była akcja K.W. Nie odzywałem się,nie reagowałem,
      żeby nie zajątrzać, ale w końcu nie wytrzymałem i rzuciłem o podłogę żarówką,
      którą właśnie wkręcałem. Żona wyszła, ja siadłem przed telewizorem... Za chwilę
      wróciła i wycedziła: To szkło zostanie tu na podłodze? No tak, przecież to moje
      dzieci, a nie dzieci K.W. Przyjdą do kuchni jutro rano na bosaka! Wyszła znów.
      Pozamiatałem szkło. Nie odzywamy się do siebie.
      • agapimu Re: Po zdradzie 10.04.06, 20:31
        Twoja zona jest zraniona do zywego,tak szybko ci nie wybaczy,ile czasu minelo
        od tego jak sie dowiedziala,ze masz kochanke?bo nic na ten temat nie
        piszesz.Ona potrzebuje czasu zeby to wszysto przemyslec i wybaczyc,bo tego ci
        na pewno nie zapomni.Wybaczyc szybciej
        • co.robic Re: Po zdradzie 10.04.06, 20:38
          To ile czasu jeszcze potrzebuje, bo minął już rok a nawet kilka miesięcy więcej.
          • maheda Re: Po zdradzie 10.04.06, 20:41
            Czy to był rok awantur, czy może rok aktywnych prób przekonania żony, że ją kochasz?
            Przez rok Ci się chciało wysilać, żeby kochanka była usatysfakcjonowana, ale
            żeby przez rok się powysilać, żeby żona czuła się dobrze psychicznie, to już
            odpada, co?
            Najwygodniej jest wrócić na stare śmieci, powiedzieć "oto jestem" i dziwić się,
            czzemu nie jest jak dawniej. :(
            • co.robic Re: Po zdradzie 10.04.06, 20:49
              maheda napisała:

              > Czy to był rok awantur, czy może rok aktywnych prób przekonania żony, że ją koc
              > hasz?
              > Przez rok Ci się chciało wysilać, żeby kochanka była usatysfakcjonowana, ale
              > żeby przez rok się powysilać, żeby żona czuła się dobrze psychicznie, to już
              > odpada, co?
              > Najwygodniej jest wrócić na stare śmieci, powiedzieć "oto jestem" i dziwić się,
              > czzemu nie jest jak dawniej. :(


              Różnie było. I spakowanie mnie pod drzwiami, i wybaczenie, i chęć rozwodu. Potem
              się uspokoiło. Myslałem, że jest dobrze. Ale nie! Co jakiś czas mam sesję
              powtórkową.
              Poradźcie praktycznie. Zniosę wszystkie złośliwości, ale co ja mam robic, żeby
              było dobrze???
            • taka_laska Re: Po zdradzie 11.04.06, 08:59
              misiowi_co_robić, wydaje się , ze wystarczy przeprosić i po sprawie.
              Wyszedłeś na czas romansu z małżeństwa, inwestowałeś w kochankę i wróciłeś
              sobie , jak gdyby nigdy nic z powrotem na łono żony, ale to już nie jest ta
              sama zona i to samo małżenstwo, cos się w międzyczasie stało - twoja zdrada,
              mleko się rozlało, a ty byś chciał wrócić w swe stare kapcie.
          • alisza1 Re: Po zdradzie 11.04.06, 11:06
            Wybacz, że powiem wprost - to będzie długo trwać jeżeli i ty nie będziesz
            chciał zrozumieć ją i wyciągnąć wnioski z tego co się stało i zroznumieć
            znaczenia słów PRZEBACZYĆ a WYBACZYŁA. Ona tobie przebaczyła. Jest to istotna
            różnica w znaczeniu tych słów. Wiem co piszę gdyż sama byłam w podobnej
            sytuacji. Ażeby wróciła normalność do związku to ty teraz musisz udowodnić jej,
            że naprawdę Ci na niej zależy. Dla niej najgorsze w tym momemncie jest to, że
            już raz straciła poczucie bezpieczeństwa, zamieniła wiarę w (mam nadzieję)
            zaufanie - (wbrew pozorom to też nie to samo), czuje się upokorzona i
            podejrzewam, że winna także tego co się stało.Tylko jej duma nie pozwala się
            przyznać do tego. Wybacz ale jeżeli spokojnie nie porozmawiacie i nie wykażecie
            zaangażowania w ratowanie związku to nic z tego może nie być. Najwięcej szkody
            robią niedomówienia,a zwłaszcza te naromadzone. Po tym co się stało jej reakcja
            jest typowa dla większości kobiet. Wy mężczyźni macie inne postrzeganie tego co
            się stało. "Stało się i co mam się powiesić lub zastrzelić". Natomiast gdyby to
            spotkało was, tj. to żona zdradzała, przypuszczam, że w dużej mierze przypadków
            i o przebaczenie byłoby trudno - to tak na marginesie.
            Mówiąc krótko jeżeli Ci zależy na tym związku nie trać siły na dawanie jej
            powodów do odreagowania na tobie. Musicie sobie uświadomić, że nie warto tego
            robić. Ale bez rozmowy, twojego "zabezpieczenia o trwałości uczucia" i
            wzajemnego kompromisu nic z tego nie będzie.
            Ps. Jeżeli masz ochotę wrócić do tematu możemy pogadać na priv.
            Nie trać czasu bierz się do roboty.
      • katechina Re: Po zdradzie 10.04.06, 20:33
        A jak długo to już trwa?
        Może dla Twojej żony jest jeszcze za wcześnie na wybaczenie?
        Ona musi to przeżyć i przebolec.
        Myślę,ze musisz uzbroić się w cierpliwość.
        • co.robic Re: Po zdradzie 10.04.06, 20:42
          Pytam powaznie ile jescze to może potrwać? Wydawało mi się, że wybaczyła, wiele
          rozmawialiśmy, przepraszałem. Naprawdę nie chcę do tego wracać, ale średnio co 3
          tygodnie coś jej odbija. Nie widzę prawidłowości. Wczoraj bylismy u znajomych i
          było bardzo fajnie. Juz w drodze powrotnej coś w nią wstąpiło. Może dlatego, ze
          wypiła sobie kieliszka? Potem ta zarówka... Nie wiem co robić.
          • maheda Re: Po zdradzie 10.04.06, 20:44
            Z może z częstotliwością cyklu miesięcznego? Nam nie uderza do łba wysoki poziom
            plemników, za to dają się we znaki hormony, wahające się mocno w czasie cyklu.
            A co do żarówki, to skoro ją rozbiłeś, to sam powinieneś od razu pozamiatać, a
            nie czekać na komentarze.
            • co.robic Re: Po zdradzie 10.04.06, 20:54
              maheda napisała:

              > Z może z częstotliwością cyklu miesięcznego? Nam nie uderza do łba wysoki pozio
              > m
              > plemników, za to dają się we znaki hormony, wahające się mocno w czasie cyklu.
              > A co do żarówki, to skoro ją rozbiłeś, to sam powinieneś od razu pozamiatać, a
              > nie czekać na komentarze.


              Miałem to zrobić, chciałem ochłonąć.
              Jak to jest z tym cyklem? Kiedy sie spodziewać burzy? Przed. po, w trakcie? Jak
              ZAPOBIEGAĆ takim wybuchom?
          • katechina Re: Po zdradzie 10.04.06, 20:55
            Byłam kiedyś w podobnej sytuacji i powiem Ci,że nie ma prostych recept.Bo niby
            wybaczylam,zapomniałam i choć minęło już kilka lat to nadal wszystko tkwi gdzies
            w zakamarkach głowy,więc tak do końca nie potrafiłam sobie z tym poradzic.
            Przeprosiny nie oznaczają jeszcze przebaczenia.Chyba musisz ponieść jakąś karę...
    • misssaigon masz za dobrze... 10.04.06, 20:32
      a może ty nie narzekaj?? zostałes w domu, mieszkasz z żoną i dziećmi , poza
      kąsliwościa zony reszta jest Ok, wyrzuty sumienie tez specjalnie cie nie
      gnebia...
      ty pozamiatales na swoim podworku i przeszedles nad zdrada do porzadku
      dziennego gotowy dalej prowadzic zapewne nudne acz bezpieczne malzenskie zycie -
      wyrzekajac sie nastepnej kochanki - bo to zbyt niebezpieczne - a nie dlatego
      ze niemoralne.
      Racz zwrocic uwage ze twoja zdrada mogla zachwiac bardzo powaznie psychika
      twojej zony i zmienic nieodwracalnie jej stosunek ciebie....
      Zrozum ze nic juz nie bedzie tak jak dawnej przed...i moze porozmawiaj od
      serca z zona - o tym co bylo dobre i zle , co doprowadzilo do zdrady - ona musi
      uwierzyc ze zalujesz rzeczywiscie, musiu slyszec po wielokroc ze ja kochasz i z
      nia chcesz byc...
      powazna robota ciebie czeka..a ty obrazony siadasz z pilotem przed TV
      • co.robic Re: masz za dobrze... 10.04.06, 20:43
        misssaigon napisała:
        ....
        > Racz zwrocic uwage ze twoja zdrada mogla zachwiac bardzo powaznie psychika
        > twojej zony i zmienic nieodwracalnie jej stosunek ciebie....
        > Zrozum ze nic juz nie bedzie tak jak dawnej przed...i moze porozmawiaj od
        > serca z zona - o tym co bylo dobre i zle , co doprowadzilo do zdrady - ona musi
        >
        > uwierzyc ze zalujesz rzeczywiscie, musiu slyszec po wielokroc ze ja kochasz i z
        >
        > nia chcesz byc...
        > powazna robota ciebie czeka..a ty obrazony siadasz z pilotem przed TV


        A konkretnie. Co mam robić?
        • anula36 Re: masz za dobrze... 10.04.06, 20:58
          wybrac sie z zona na terapie malzenska gdzie wreszcie bedziecie mogli glosno i
          jasno powiedziec sobie co czujecie i zastanowic sie jak to wszystko
          ponaprawiac.
          w takim stanie w jakim tkwicie- ty w bezradnosci zona w zapiekajacej sie
          niechecii zranieniu moze juz nigdy nie byc dobrze.
          • co.robic Re: masz za dobrze... 10.04.06, 21:06
            anula36 napisała:

            > wybrac sie z zona na terapie malzenska gdzie wreszcie bedziecie mogli glosno i
            >
            > jasno powiedziec sobie co czujecie i zastanowic sie jak to wszystko
            > ponaprawiac.
            > w takim stanie w jakim tkwicie- ty w bezradnosci zona w zapiekajacej sie
            > niechecii zranieniu moze juz nigdy nie byc dobrze.

            Terapia chyba odpada. Małe miasto, wszyscy się znają. Nie chcę wywlekac naszych
            problemów przed "księdzem i całą parafią"...O zdradzie raczej nikt nie wie
            (wyjazdy) i nie chcę tego zmieniać.

            • maheda Re: masz za dobrze... 10.04.06, 21:21
              zawsze możecie we dwójkę wyjeżdżać służbowo na terapie do większego miasta
              • co.robic Re: masz za dobrze... 10.04.06, 21:33
                maheda napisała:

                > zawsze możecie we dwójkę wyjeżdżać służbowo na terapie do większego miasta

                Pojawia się kwestia: co zrobic w tym czasie z dziecmi?
                • ex_is Re: masz za dobrze... 10.04.06, 21:36
                  Wyjechać z dziećmi do większego miasta na "wycieczkę" i tam skombinować dla
                  nich opiekę (np. płatny plac zabaw z opiekunką na czas wizyty).
            • ewolwenta Re: masz za dobrze... 10.04.06, 21:39
              > Terapia chyba odpada. Małe miasto, wszyscy się znają. Nie chcę wywlekac
              naszych
              > problemów przed "księdzem i całą parafią"...O zdradzie raczej nikt nie wie
              > (wyjazdy) i nie chcę tego zmieniać.


              To marny jest wykręt.
              Terapeuta to nie agencja prasowa, ani babcia z okienka i obowiązuje go etyka
              zawodowa. Niestety terapia wymaga wysiłku a Ty najwyraźniej szukasz cudownego
              leku działającego od zaraz. Nie ma takiego. Pozostawienie sytuacji tak jak
              jest, tu zgadzam się z Anulą, doprowadzi tylko do pogorszenia Waszych relacji.
              Ty ją zraniłeś a to co ona robi to odwet.
              Jak wyjść z błędnego koła odpowiedzieć możecie sobie tylko Wy sami. Niestety,
              jak większość ludzi w takiej sytuacji, nie umiecie znaleźć wspólnego języka.
              Ktoś musi Wam pomóc w tym i tylko w tym. TReszta to Wasza sprawa. Tak jest rola
              terapii.
          • co.robic Re: masz za dobrze... 10.04.06, 21:30
            anula36 napisała:

            > wybrac sie z zona na terapie malzenska gdzie wreszcie bedziecie mogli glosno i
            >
            > jasno powiedziec sobie co czujecie i zastanowic sie jak to wszystko
            > ponaprawiac.

            Ona na spokojnie mi mówi, ze ją to boli, że się nie spodziewała, że jej ciężko,
            że czuje się brzydka (tak! a jest piękną kobietą!). Pocieszam ją wtedy,
            przepraszam...Wydaje się, ze jest dobrze...
            Gdy coś w nią wstępuje, to nie chcę z nia rozmawiać. Nie mogę! Gdy słyszę na
            przykład ironiczne: " Wiesz, ja taka głupia byłam i nie wiedziałam, że żeby
            poczuć się kochana i pożądaną, to trzeba iść do obcego faceta i zrobić mu
            laskę!" " Dlaczego mnie nie oświeciłeś skaaarbie?Też bym tak zrobiła!" Spytaj
            sie kolegów, może któryś chce, jak na męża nie diałało i wolał obcą babę"
            Przecież wiem, że tak nie myśli, jast tylko złośliwa. Nieraz wyjdę, nieraz
            odpowiem w podobnym tonie i tak się wzajemnie nakręcamy.




















            • katechina Re: masz za dobrze... 10.04.06, 21:39
              Wiesz, ja taka głupia byłam i nie wiedziałam, że żeby
              > poczuć się kochana i pożądaną, to trzeba iść do obcego faceta i zrobić mu
              > laskę!" " Dlaczego mnie nie oświeciłeś skaaarbie?Też bym tak zrobiła!" Spytaj
              > sie kolegów, może któryś chce, jak na męża nie diałało i wolał obcą babę"

              W takiej sytuacji możesz np.rzucić czułe "i tak cię kocham" i po prostu się
              roześmiać.
              Dobrze,ze chociaz poczucie humoru jej nie opuściło.



              >
              >
              >
              >
              >
              >
              >
              >
              >
              >
              >
              >
              >
              >
              >
              >
              • ex_is Re: masz za dobrze... 10.04.06, 21:41
                To nie jest poczucie humoru - w wypowiedzi żony autora wątku jest sama rozpacz,
                ból i cierpienie.
                • katechina Re: masz za dobrze... 10.04.06, 21:45
                  sama rozpacz, ból i cierpienie.

                  To przede wszystkim,ale ja widzę też malutkie chochliki :)
                  • ex_is Re: masz za dobrze... 10.04.06, 21:48
                    Ja ich nie widzę.
                    • ak70 Re: masz za dobrze... 12.04.06, 09:06
                      Cholerka ex_is! Ja też ich nie widzę!
                      Co_robic ja ci powiem.... to jest ból, rozpacz, ogromne cierpienie... chęc
                      powetowania sobie za te przeżycia... upokorzenie, żal, poczucie beznadziei,
                      niesamowity spadek poczucia własnej wartości (tak, mój drogi, twoja żona czuje
                      się brzydka i bezwartościowa, choć w rzeczywistości - jak piszesz - tak nie
                      jest)... Bo dlaczego zapragnąłeś innej kobiety? Dlaczego spotykałeś sie z inną,
                      dotykałeś jej i pragnąłeś? Jak ona sie teraz czuje wiem bardzo dobrze, bo tez
                      to przerabiam!
                      I powiem Ci, że jeśli będziesz tak myślał jak piszesz to spotkacie się na sali
                      sądowej podczas rozwodu. Musisz MUSISZ każdego dnia udowadniać żonie jak bardzo
                      ją kochasz, że to sie więcej nie powtórzy (i tak ma być do cholery!), że ona i
                      dzieci są najważniejsze, że żałujesz... z pokorą znosić jej złośliwości i
                      SPOKOJNIE wtedy przytulać ją do siebie i mówić, że rozumiesz dlaczego tak mówi,
                      że wiesz co czuje i jak to przeżywa, że jest Ci bardzo bardzo przykro z tego
                      powodu..
                      Mogłabym napisać jeszcze dużo... brakłoby strony.. musisz odbudować jej
                      poczucie własnej wartości, dać poczucie bezpieczeństwa, miłość, całe morze
                      cieprliwości, zrozumienia i ciepła... i kropka! TY TERAZ NIE JESTES WAŻNY!!
                      Teraz ważna jest ONA, jej uczucia i potrzeby... będzie dobrze, ale musisz
                      przestać w tym momencie myśleć o sobie... jak wdepnąłeś w g..no to będziesz
                      śmierdział! I potrzeba czasu, aby sie zmyło i zniknął zapach.
                      Życze powodzenia, dużo siły i samozaparcia, bo beda Ci potrzebne.
              • anula36 Re: masz za dobrze... 10.04.06, 21:44
                wlasnie po to jest terapia - zeby porozmawiac tak zeby sie wzajemnie nie
                nakrecac w strone zlosliwosci, tylko w strone wyjscia z impasu. A skad wiesz ze
                tak nie mysli? Ze nie przemysliwuje godzinami czy sie nie dowartosciowac z
                innym?
                Jesli nie wspolnie zawsze mzoan indywidualnie- latwiej poukladac wlasne
                odczucia, w ktorych twoja zona najwyrazniej sie gubi.
            • anais_nin666 Re: masz za dobrze... 10.04.06, 23:12
              Sądzę, że Ty akurat to powinieneś był potulniutki jak baranek.
              Nakręcającą się żone proponowałamym łagodzić, a nie dodatkowo dopingowac do
              złości. To nie Ty w tym związku jestes pokrzywdzony. To ona.
              Proponuje wiecej cierpliwości, znacznie więcej. I ogrom serca. Nie obrażanie
              sie, nie dąsanie, nie oburzanie na jej złośc, a nieco pokory, nieco więcej skruchy.
              Żona musi to w sobie "zdradę" poukładać, przetrwaić. Nie każdy potrafi się
              otrzepać i przejśc nad zrada do porządku dziennego. Sa ludzie, ktorym zajmuje to
              mnostwo czasu.
              Jedyne co mozesz to być cierpliwym i na kazdym kroku pokazywac, że Ci zalezy. Bo
              zalezy?
          • co.robic Na czym polega taka terapia? 10.04.06, 21:43
            Czy mogę mieć nadzieję, ze skończą się jej pogadanki? A może dostanie
            "przyzwolenie" na jeszcze coś innego. Bo jesli po tym ma być gorzej, to może
            lepiej tak jak dotychczas- przeczekiwać ataki bez reakcji.( no prawie bez :)).
            • ex_is Re: Na czym polega taka terapia? 10.04.06, 21:46
              Kiedy cię uderzy w lewy policzek, nadstaw prawy. To teraz twoje zadanie.
              • kurka_wodna2 Noooooooooooooooo,nieeeeeeeee 10.04.06, 21:53
                Oż ty...

                Co jeszcze można zrobić kobiecie gorszego,niż zdrada?

                Chyba zabić jej dzieci...
                • ewolwenta Re: Noooooooooooooooo,nieeeeeeeee 10.04.06, 21:57
                  nie dramatyzuj
            • ewolwenta Re: Na czym polega taka terapia? 10.04.06, 21:49
              Na normalnej rozmowie małżonków. Komunikacji, w której pomaga terapeuta. Wy
              przecież sami już nie umiecie mówić o uczuciach. Doszliście do etapu
              komunikowania się przez wzajemnie ranienie.


              Jeszcze raz argument – „to małe miasto” jest niedorzeczny. Argument „co z
              dziećmi?” potwierdza moim zdaniem, że nie chcesz terapii bo się jej boisz.
              Wstyd się przyznać do błędu stojąc przed kimś twarzą w twarz? Nawet wiedząc, że
              ten ktoś w żaden sposób nie ocenia? W tym problem?

              • co.robic Re: Na czym polega taka terapia? 10.04.06, 21:53
                ewolwenta napisała:

                > Na normalnej rozmowie małżonków. Komunikacji, w której pomaga terapeuta. Wy
                > przecież sami już nie umiecie mówić o uczuciach. Doszliście do etapu
                > komunikowania się przez wzajemnie ranienie.

                To nieprawda!
                Takie jej wyrzuty są raz na jakis czas. A tak, to rozmawiamy normalnie.
                • ewolwenta Re: Na czym polega taka terapia? 10.04.06, 21:56
                  Czyżby? Normalnie? To czemu normalnie nie zapytasz czemu to robi? To czemu
                  normalnie się nie dowiesz co sprawia, że raz na jakiś czas wspomnienie powraca?
                  Czemu nie uzyskujesz odpowiedzi?
                  • co.robic Re: Na czym polega taka terapia? 10.04.06, 22:12
                    Pytam? Mówi: To jest nic w porównaniu z tym, cos TY robił.
                    Myslę, ze chce, żebym się samobiczował.
                    • ewolwenta Re: Na czym polega taka terapia? 10.04.06, 22:15
                      > Myslę, ze chce, żebym się samobiczował.

                      A ja myślę, że ona chce przestać cierpieć, ale nie wie jak to osiągnąć.
                      Wybrała drogę przez ranienie Cię. I sama widzi, że to zła droga, ale innej nie
                      zna.

                      BTW Jest z Tobą. Czemu?
                • ewolwenta Re: Na czym polega taka terapia? 10.04.06, 22:00
                  I o czym rozmawiacie NORMALNIE? O wysłaniu dziecka do przedszkola, o opłatach
                  zakupach?

                  Czy może występie wysłuchanym na wczorajszej o wspólnej kolacji, planach seksu
                  pod prysznicem gdy dziecko zaśnie, a może tym jak cudowne są jej uda?
            • remax2 Re: Na czym polega taka terapia? 11.04.06, 11:03
              to jest jakiś dramatyczny egoizm autora wątku !!! zranił maksymalnie kobietę,
              ale ciągle kieruje się tylko swoimi odczuciami - czy skończą się jej pogadanki,
              czy będzie miał spokój ?

              kolego co.robic - istota tematu polega na tym co robić żeby JEJ w tym układzie
              było lepiej, a nie żeby TOBIE było lepiej !!!! zacznij w końcu myśleć o tym, co
              myśli i czuje Twoja żona, a nie rozczulaj się nad soba!

              Oczywiście ewentulana porpawa samopoczucia żony docelowo także korzystnie
              wpłynie na Ciebie, jako "efekt uboczny" - czego życzę
    • glamourous Re: Po zdradzie 10.04.06, 22:07
      A slyszales o czyms takim jak KARMA?
      Dostajesz po prostu rykoszetem, ot i co.
      • glamourous Re: Po zdradzie 10.04.06, 22:09
        Reszte napisalam w poscie powyzej
        • co.robic Re: Po zdradzie 10.04.06, 22:13
          Rozumiem, ale chyba jest jakies wyjście?
          • ewolwenta Re: Po zdradzie 10.04.06, 22:15
            będę upierdliwa - TERAPIA
            a moja odpowiedź, też na górze :)
            • anula36 Re: Po zdradzie 10.04.06, 22:25
              mozna jeszcze zmienic zone i pamietac zeby trzymac zawartosc spodni na wodzy.
              • co.robic Re: Po zdradzie 10.04.06, 22:33
                anula36 napisała:

                > mozna jeszcze zmienic zone i pamietac zeby trzymac zawartosc spodni na wodzy.

                Nie chcę! Chcę tylko, żeby przestała się nakręcać z powodu tego co było a nie jest.
                • anula36 Re: Po zdradzie 10.04.06, 22:47
                  a czemu sie ma przestac nakrecac- cierp zdrajco do konca zycia !!! a
                  przynajmniej az zmadrzejesz ze nic sie nie stanie samo bez twojego wytezonego
                  udzialu i nie wroci szczescie malzenskie bez zdecydowanego dzialania.
                • ewolwenta Re: Po zdradzie 10.04.06, 23:01
                  A swoją drogą.
                  Uświadomiłam sobie, że napisałeś, że jej wybuchy kończą się cichymi dniami, z
                  Twojej strony??

                  Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę ale to jest cios. Ona Cię rani słowami a Ty
                  ją milczeniem. To najgorszy sposób reakcji bo niczego nie wyjaśnia. Może tyko
                  tzw. „słowa ciosy” są jeszcze gorsze.

                  Taki jej wybuch to przecież konsekwencja uczuć „ nie jestem atrakcyjna,
                  przegrałam z tamtą, jestem od niej gorsza” To czego ona chce to zaprzeczenia.

                  Próbowałeś wsadzić dumę do kieszeni?

                  Kiedy znów wypomni Ci zdradę to właśnie ją przytul i powiedz, że Ci przykro ale
                  ona i rodzina jest najważniejsza, mimo błędu. Na początku przerwiesz ten jej
                  samodołujacy ciąg myśli. Powtórz to jeśli trzeba, aż w końcu uwierzy.
                • anais_nin666 Re: Po zdradzie 10.04.06, 23:20
                  Nie chcę! Chcę tylko, żeby przestała się nakręcać z powodu tego co było a nie j
                  > est.
                  Pomyślałeś jak Ty bys się zachował gdyby to Ciebie żona przez rok zdradzała,a po
                  zdradzie oczekiwała od Ciebie takiego zachowania jakby nic sie nie stało?
                  Tak gładko bys to zniosl? Pomyślabys "historia", nie ma do czego wracac czy
                  szlag by Cie trafial na mysl o wzdychajacej zonie w objeciach innego faceta?
          • glamourous Re: Po zdradzie 10.04.06, 22:32
            Wyjscie jest jedno, tak jak napisalam powyzej :
            Zagryzc zeby i zniesc z pokora, po mesku. Wytrzymac!! I przede wszystkim dawac
            zonie duuuuzo milosci, cokolwiek powie. Tyle milosci, ile tylko sie da - moze ja
            w koncu uglaskasz, moze jej rana w koncu sie zablizni, i moze przyjdzie taki
            dzien, ze poczuje sie z toba na tyle bezpiecznie, ze da spokoj zloscliwosciom.
            Rani cie dlatego, ze jej rana jest swieza, a Ty chyba niespecjalnie sie starasz
            zeby pomoc jej odzyskac komfort psychiczny (historia z zarowka)
    • koniec.bajki Daj sobie spokój z tą głupią babą! 10.04.06, 22:40
      Przecież wyraźnie widać, ze jest niezrównowazona i zapiekła w swej złości. Na
      pewno zasłuzyła sobie na to co ja spotkało. Nie wiem, w jakim jesteś wieku, ale
      rozwiedź się z nią!Tu nie ma szans na poprawę sytuacji! Ty znajdziesz sobie
      normalna dziewczynę i odżyjesz a ona niech się piekli sama na siebie.
      • anais_nin666 Re: Daj sobie spokój z tą głupią babą! 10.04.06, 23:15
        Ktos tu się wyrwał z innej bajki...
      • taka_laska Re: Daj sobie spokój z tą głupią babą! 11.04.06, 09:07
        koniec.bajki napisała:

        > Przecież wyraźnie widać, ze jest niezrównowazona i zapiekła w swej złości. Na
        > pewno zasłuzyła sobie na to co ja spotkało. Nie wiem, w jakim jesteś wieku,
        ale
        > rozwiedź się z nią!Tu nie ma szans na poprawę sytuacji! Ty znajdziesz sobie
        > normalna dziewczynę i odżyjesz a ona niech się piekli sama na siebie.



        Tak, już dybie na faceta, taka samotna skończona bajka - "normalna dziewczyna"
        której nawet nie ma kto zdradzić. Jak chętnie by się z tą zoną miejscami
        zamieniła, ona by mu zdradę natychmiast wybaczyła , szybko zapomniała i kołków
        na głowie nie strugała.
    • co.robic Anais, Ewolwenta, Glamorous...i inne (inni).... 10.04.06, 23:53
      Pewnie dobrze i szczerze radzicie. I to prawda, ze mi zalezy. Ale też jest we
      mnie rozgoryczenie. Bo fakt, moja zona nie ma na koncie zdrady, ale bynajmniej
      nie jest zawsze (i nie była) słodkim cukiereczkiem. Wiele razy usłyszałem od
      niej niezbyt miłe słowa. Bywa złośliwa. Kiedyś wydała pieniądze na jakąś bzdurę
      a wiedziała, ze musimy zapłacić niedopłacony podatek. Jak jej robiłem wyrzuty,
      to stwierdziła: Poradzisz sobie (JA rozumiecie! Nie MY!). Jesteś dorosły. W
      łóżku tez nie zawsze taka chętna była do "robienia lasek". Oj bolała ją głowa,
      bolała. Nieraz i cały tydzień! A teraz tylko ja się liczę i ta nieszczęsna
      zdrada. To ona jest cierpiąca, ja jestem winny. I tylko ja!! Nigdy nie chce
      przyznać, ze może się do tej zdrady przyczyniła!
      • anula36 Re: Anais, Ewolwenta, Glamorous...i inne (inni).. 10.04.06, 23:56
        nie no to ty swiety jestes prawie - zona zlosliwa, kasa jej sie nie trzyma i
        jeszcze cie zmusza do postu caly tydzien...co ty tam jeszcze robisz chlopie???
        • co.robic Re: Anais, Ewolwenta, Glamorous...i inne (inni).. 10.04.06, 23:59
          Po porodach i nadżerkach dwa miesiące!
        • co.robic Re: Anais, Ewolwenta, Glamorous...i inne (inni).. 11.04.06, 00:00
          anula36 napisała:

          > nie no to ty swiety jestes prawie - zona zlosliwa, kasa jej sie nie trzyma i
          > jeszcze cie zmusza do postu caly tydzien...co ty tam jeszcze robisz chlopie???

          Sory!
          Teraz rozumiem, że to była kpina.
          • kici10 Re: Anais, Ewolwenta, Glamorous...i inne (inni).. 11.04.06, 08:44
            Oczywiście, że kpina. Przedstawiasz ją jako kawał cholery. Ty oczywiście jesteś
            święta Tereska. Wkurza Cię, że ona czuje się w porządku, a Ty nie. Ale tak ma
            być. Nawarzyłeś piwa, to miej jaja i je wypij. Z tego co piszesz wnioskuję, że
            nie żałujesz samej zdrady, ani tego, że wyrządziłeś krzywdę swojej rodzinie,
            żałujesz tylko jej skutków. I to skutków, które się odbijają się na Tobie, a
            nie na Twojej rodzinie. Sam przyznałeś, że ciągnąłbyś ten romans dużo dłużej.
            Zostałeś poprostu przymuszony do jego zerwania. Nie zrobiłeś tego z dobrej
            woli, tylko pod naciskiem. Inaczej mówiąc z premedytacją planowałeś podwójne
            życie. Planowałeś długofalowo oszukiwac swoją rodzinę. A żonę miałeś za głupka,
            który niczego się nie domyśla. Jak to możliwe kiedy się kogoś podobno kocha? I
            chcesz teraz, żeby żona przeszła nad tym do porządku dziennego, bo Ty
            przeprosiłeś? Ty sie źle czujesz z wyrzutami. A co ona ma zrobić ze swoim
            zachwianym poczuciem wartości, bezpieczeństwa. Ty chcesz ratować swoje dobre
            imię. Ona także. I uwierz, pierwszą myślą jaka się pojawia jest chęć odwetu w
            ten sam sposób. Jest to bardzo silna myśl i nie każdy potrafi ją zwalczyć. Jak
            byś się czuł w roli rogacza? A związek na boku zawsze niesie (w przypadku
            kobiety) ryzyko, że jej się bardziej spodoba niż małżeństwo. Z tego co piszesz
            ona również czuła się w małżeństwie zaniedbywana. Obydwoje odpowiadacie za
            rozluźnienie więzi, natomiast za zdradę odpowiadasz Ty i tylko Ty. Nie stawiaj
            sie w roli bezwolnego pyłku rzucanego na wietrze gdzie popadnie. Twoja żona nie
            zdradziła, bo liczyła, że jakoś się odnajdziecie, dojdziecie do porozumienia.
            Ty porozumienie przekreśliłeś i wlazłeś w inne kapcie. Olałeś żonę i rodzinę i
            postanowiłeś poszukać czegoś lepszego, bo Ci czegoś brakowało. Tylko, że
            kochanka to nie żona z bonusem, tylko zupełnie inny człowiek. Dopóki sam przed
            sobą nie przyznasz, że żałujesz zdrady jako takiej, a nie tylko jej
            konsekwencji, będziecie się miotać we wzajemnych oskarżeniach. Bo twoja skrucha
            trąci fałszem, a żona ten fałsz wyczuwa. Co zrobiłeś aby jej zadośćuczynić
            wyrządzone krzywdy? Jak podbudowałeś jej wartość jako kobiety? No nie jesteś na
            najlepszej pozycji, żeby stawiać warunki.
            • glamourous Re: Anais, Ewolwenta, Glamorous...i inne (inni).. 12.04.06, 22:11
              Dokladnie!!!!
              Przez naszego autora watku przemawia egocentryzm z kompletnym zanikiem empatii.
              co.robic, proponuje proste cwiczenie : wyobraz sobie ze sytuacja jest odwrocona,
              tylko wyobraz to sobie ze wszystkimi niuansami! Moze wtedy zrozumiesz zone..!
      • antonio50 A czy korona Ci spadnie z głowy... 11.04.06, 00:07
        ..jeśli przyznasz jej rację, ze zdrada jest TYLKO I WYŁĄCZNIE Twoją winą! Jeśli
        tak bardzo chce tego usłyszeć, to ja bym jej to powtarzał do znudzenia. I
        zapewniał o swojej miłości i żalu z powodu zdrady. Aż do skutku>
        • anula36 Re: A czy korona Ci spadnie z głowy... 11.04.06, 00:15
          do tego trzeba miec jaja...nie tylko wielkanocne;)
        • ewolwenta Re: A czy korona Ci spadnie z głowy... 11.04.06, 10:08
          Dokładnie!
          a wrogie milczenie jest dokładnie komunikatem odwrotnym:
          ...
          >dzieci, a nie dzieci K.W. Przyjdą do kuchni jutro rano na bosaka! Wyszła znów.
          >Pozamiatałem szkło. Nie odzywamy się do siebie.

          To co ona czuje w takich chwilach to poczucie klęski, przegranej, bycia gorszą.
          Autor zamiast zaprzeczyć tym uczuciom jeszcze je pogłębią.
      • ex_is Re: Anais, Ewolwenta, Glamorous...i inne (inni).. 11.04.06, 07:52
        Rzeczywiście twoja żona ma poważne przewinienia na koncie. Kupowanie rzeczy
        zbędnych do życia gdy macie poważne zobowiązania finansowe (tak, masz rację, WY
        a nie TY) jest bardzo poważnym przekroczeniem. Ja ze swoją żoną mam wciąż
        problemy w sferze seksu (ale już zaczęliśmy terapię u seksuologa) ale
        odpowiedzialności małżeńskiej jej już nauczyłem (no, może nie do końca - ale
        wyuczalna jest) - też była skłonna do takich wistów jak twoja. Związek w którym
        partnerzy nie dmuchają w jedną trąbę jest związkiem do bani.
        Ale to nie jest powód do zdrady!
        Ja w takiej sytuacji poważnie rozmawiałem z żoną o przyszłości związku. Mówiłem
        jej że w małżeństwie muszą być jasne zasady gry, musimy w sprawach życiowych
        nadawać na jednych falach - bo inaczej prędzej czy później nasz związek będzie
        zagrożony. Że gdy ona będzie chciała w prawo a ja w lewo i nie znajdziemy
        kompromisu to jaka jest przyszłość takiego związku?
        Ale zdrada mi nie przyszła do głowy.
        I nie mówcie że to szantaż, bo małżeństwo w którym takie sprawy zostawia się
        bez słowa wyjaśnienia, prędzej czy później rozstaje się bez słowa wyjaśnienia.
        • ex_is Re: Anais, Ewolwenta, Glamorous...i inne (inni).. 11.04.06, 08:26
          I jeszcze uzupełnienie. W małżeństwie każdy z partnerów ma prawo do odmiennego
          zdania na temat rozwiązania ważnej sprawy życiowej. Ale decyzję w ważnej
          sprawie życiowej, dotyczącej obu partnerów podejmuje się RAZEM - po
          przedyskutowaniu i po znalezieniu WSPÓLNIE najlepszego rozwiązania.
          Oczywiście w sprawach drobnych: kupienie gazety, prezentu dla cioci na
          imieniny, powieszenie obrazka na ścianie - to nie są sprawy do wspólnego
          uzgadniania, każdy z partnerów musi mieć wolność w takich sprawach bo inaczej
          to byłaby PARANOJA a nie małżeństwo.
          Za zagrożone małżeństwo uważam takie, w którym jeden z partnerów podejmuje
          decyzję w ważnej sprawie życiowej dotyczącej ich obojga nie informując partnera
          i w ogóle mając gdzieś jego zdanie na teamt tej sprawy. Jeżeli taka sytuacja
          będzie się powtarzać - trzeba się rozstać.
        • ona_00 Re: Anais, Ewolwenta, Glamorous...i inne (inni).. 11.04.06, 08:30
          ty chyba upadles na glowe czlowieku ... twoj powod do zdrady jest banalny i
          wogole cie nie tlumaczy . Dlaczego na sile chcesz udowodnic ze zona tez jest
          winna? byla by gdyby to ona zdradzila. Ale to ty myslales nie ta czescia ciala
          co trzeba !!! uswiadom to sobie wkoncu ...i nie rozczulaj sie nad soba . Jestem
          pelna podziwu dla twojej zony ze nie zostawila takiego dupka zaraz po
          zdradzie.Teraz masz to co chciales chwilą uniesienia przesrales sobie cale
          zycie... warto bylo? gratuluje rozumu . A co do zony to mysle ze nie masz szans
          na poprawe juz tak bedzie zraniles ja najbardziej jak tylko mozna zranic
          czlowieka . Zostaw ja i daj jej zyc normalnie wkonuc ulozy sobie zycie z
          NORMALNYM WIERNYM facetem
          • ex_is Re: Anais, Ewolwenta, Glamorous...i inne (inni).. 11.04.06, 08:34
            Rozumiem że to było do autora wątku...
            • ona_00 Re: Anais, Ewolwenta, Glamorous...i inne (inni).. 11.04.06, 08:39
              a co masz cos na sumieniu ? ;-) tak do autora
    • petar2 Re: Po zdradzie 11.04.06, 09:01
      Czasem w związku pojawia się rywalizacja. Gra dość powszechna pod tytułem "kto
      lepszy, kto dziś górą" tak pochłaniająca partnerów, że nie zauważają tego co
      postronni obserwatorzy - śmieszności. Przyczyną pewnie bywają kompleksy,
      niedowartościowanie jednej strony i poddanie się grze drugiej.
      Może żona ma skłonności do tego?
      W takim wypadku dostała bezcenną broń, prostą w użyciu jak naciśnięcie
      przycisku w paralizatorze i powodującą podobny skutek. Nie używa często bo na
      wszystko można się uodpornić ale w chwilach gorszego nastroju
      taki "paralizator" pozwala jej odreagować.
      Dlatego nieprędko pozbedzie się tego narzędzia.

      Temat zdrady niezamknięty u niej. Widocznie cały czas ma poczucie krzywdy i
      niezaspokojenia urażonej dumy. Może nie okazałeś wystarczająco skruchy i
      zadośćuczynienia?
      Niemniej znęcanie się w ten sposób niczego nie załatwia. Myślę, że znajduje
      jakąś satysfakcję i posmak zemsty patrząc jak reagujesz na "paralizator".
      Może stara się panować nad tym ale co jakiś czas poddaje się. Tak jak z dietą,
      starają się, starają a w chwili słabości upojne popołudnie z koleżanką w
      herbaciarni. Wybaczanie nie polega na nakładaniu kary i wiecznym wypominaniu.

      Trudno o dobrą radę, poruszone kobietki będą kazać Ci cierpieć i bić się w
      piersi do końca życia boś niecnota, drań, kanalia i zasłużyłeś. Poszukaj coś w
      sieci od strony psychologii w stylu radykalne wybaczanie czy coś w podobie.
      Może Your_and coś wyszpera.

      Jak potrafisz postaraj się zignorować ataki albo obrócić w zart a w stosownej
      chwili wyjaśnij delikatnie i czule jeszcze raz, że żałujesz, chcesz to
      naprawić, nie myślisz już o tamtej i niepotrzebnie przypomina Ci o tym.

      Nie bój też się ujawnienia tego romansu szerszej publice. Jeśli żona zobaczy że
      nie masz nic przeciwko temu, zrozumie, że temat zamknąłeś i jesteś gotów na
      konsekwencje. A jej wcale nie zależy na upublicznianiu tego faktu.
      • kici10 Re: Po zdradzie 11.04.06, 09:27
        To ja może o innym aspekcie całej sprawy. Jeśli żona co jakiś czas ma jazdy, to
        znaczy, że jeszcze się nie poddała, że jeszcze walczy. Najgorszą z możliwości
        jest całkowite zamknięcie się na problem i pełne agresji milczenie. Jeśli
        kobieta przestaje mówić (a problem nie rozwiązany), to znaczy, że małżeństwo
        jest na granicy rozpadu. Zupełnie inaczej niż u faceta? Ponadto, co to znaczy
        jak piszesz, że między jazdami wszystko wraca do normy? Czyjej normy, Twojej,
        czy jesj. Jak sam wcześniej powiedziałeś ta norma doprowadziła do zdrady.
        Chciałbyś, żeby było po staremu? A może Twoja żona nie chce, żeby było po
        staremu, bo to doprowadziło do zdrady. Krótko mówiąc, myślę, że powrót do
        normalności oznacza dla Ciebie zwolnienie z zabiegania o żonę, zwolnienie z
        prawienia jej komplementów i podkreślania jak bardzo jest ważna dla Ciebie.
        Poprostu Ci się nie chce i nie widzisz takiej potrzeby, bo uważasz, że już ją
        masz. A dla niej brak adoracji oznacza, że juz się przestała liczyć. Pojawia
        się myśl "czy aby napewno romans jest skończony?", czy znowu jej nie
        oszukujesz, czy nie tęsknisz do kochanki, czy nie myślisz o niej, czy jak
        kochasz się z żoną to myślisz o żonie, czy o kochance? Dla większości facetów
        stan normalności oznacza lenistwo fizyczne, emocjonalne. Natomiast najgorszym
        wyjsciem na jazdy żony jest obrażanie się i zamykanie się w sobie. Przyjmij, że
        te jazdy to jest jej walka o samą siebie i o Wasz związek. Jak widać z Twoich
        wypowiedzi, Ty niewiele walczysz, potrafisz się tylko obrażać i wymagać. Czas
        dorosnąć Piotrusiu Panie.
        • ex_is Re: Po zdradzie 11.04.06, 09:37
          Nie popieram zdrady ale uwaga o dorośnięciu również do żony. Jeżeli żona
          twierdziła, że problemy finansowe w ich małżeństwie są jego problemami a nie
          ich wspólnymi to też zachowywała się jak smarkacz.
          • ona_00 Re: Po zdradzie 11.04.06, 09:44
            tak ale tu chodzi o zdrade , JEGO zdrade po co wyciaga jakies sprawy sprzed
            kilku lat napewno tez ma wiele za skora , czyzby szukal jakiegos poparcia ze on
            jednak nie jest taki zly ? i ze to wszystko wina zony ? a on biedny żoczek
            musial rzucic sie w ramiona innej i wyzalic ... to raczeej nie tak powinno byc
            • ex_is Re: Po zdradzie 11.04.06, 09:58
              Z tego co pisze autor wątku - oni nie byli dobrym związkiem.
              Czasem na uwagi i zarzuty partnera trzeba umieć zacisnąć zęby, policzyć do
              dziesięciu i zastanowić się czy te uwagi i zarzuty nie są słuszne. A potem
              spokojnie porozmawiać. A w tym związku - jeśli dobrze zrozumiałem - nie było
              tego, najprawdopodobniej oboje na uwagi i zarzuty partnera reagowali ze złością.
              Oczywiście to nie tłumaczy zdrady.
    • drak02 Re: Po zdradzie 11.04.06, 11:06
      Żony mogą wybaczyć zdradę ale nigdy jej nie zapomną.
      Mozesz liczyć na wybaczenie , natomiast będzie ci to pamiętane i nigdy nie
      będziesz widział kiedy znowu żona przypomni Ci o zdradzie.
      Zgadzam sie z przedmówcami, dla twojej żony to jest ciagle bolesna sprawa. Nie
      pogodziła się z twoja zdradą. Nie chće tutaj poruszac etyczno-moralnej strony
      tego zdarzenia- to sprawa twoja i twojej żony.
      Myślę że warto porozmawiać z nią , po raz kolejny wykazać skruchę, myślę że ta
      historia nauczyła cię czegoś. Plusem jest to że (tak podejrzewam) nieźle się
      sparzyłeś i raczej nie bedziesz próbował wpakowac się w kaiś romans ponownie.
      Dobrze by było aby twoja żona dowiedziała się od ciebie co teraz czujesz, co ta
      niesczęsna historia nauczyła cię. Myslę również że bez profesjonalnej pomocy
      psychologa bedzie wam trudno wrócić do w miarę nrmalnych relacji. Znam pary
      które po takim doświaczeniu żyły długo i szczęśliwie czego tobie i twojej żonie
      szczerze życzę.
      • alisza1 Re: Po zdradzie 11.04.06, 11:13
        Wydaje mi się, że dotychczasowe posty stanowią jakąś literaturę początkową dla
        Ciebie. Zbyt dalego nie brnij w to. One nie załatwią za Ciebie problemu.
        Wyciągnij z nich wnioski i postaraj się wynagrodzić jej to usiłowałeś zniszczyć
        świadomie lub nie.
        Życzę wytrwałości.
      • drak02 Re: Po zdradzie 11.04.06, 11:29
        drak02 napisał:

        > Żony mogą wybaczyć zdradę ale nigdy jej nie zapomną.
        > Mozesz liczyć na wybaczenie , natomiast będzie ci to pamiętane i nigdy nie
        > będziesz widział kiedy znowu żona przypomni Ci o zdradzie.
        > Zgadzam sie z przedmówcami, dla twojej żony to jest ciagle bolesna sprawa.
        Nie
        > pogodziła się z twoja zdradą. Nie chće tutaj poruszac etyczno-moralnej strony
        > tego zdarzenia- to sprawa twoja i twojej żony.
        > Myślę że warto porozmawiać z nią , po raz kolejny wykazać skruchę, myślę że
        ta
        > historia nauczyła cię czegoś. Plusem jest to że (tak podejrzewam) nieźle się
        > sparzyłeś i raczej nie bedziesz próbował wpakowac się w kaiś romans ponownie.
        > Dobrze by było aby twoja żona dowiedziała się od ciebie co teraz czujesz, co
        ta
        >
        > niesczęsna historia nauczyła cię. Myslę również że bez profesjonalnej pomocy
        > psychologa bedzie wam trudno wrócić do w miarę nrmalnych relacji. Znam pary
        > które po takim doświaczeniu żyły długo i szczęśliwie czego tobie i twojej
        żonie
        >
        > szczerze życzę.

        I jeszcze jedna ważna rzecz, nigdy nie opowiadaj o szczegółach twojego romansu,
        zostaw to dla siebie.
        • co.robic To już wiem 11.04.06, 16:24
          Kiedyś wspomniałem, że kochanka miała ładny brzuch (żona ma duże rozstępy po
          porodach, bardzo się tego wstydzi, choc mi to wcale nie przeszkadza).
          Nie powiem, czego się nasłuchałem, przy najbliższej okazji. A ta uwaga wyszla
          tak nieświadomie, wcale nie była porównawcza.
          • drak02 Re: To już wiem 11.04.06, 17:00
            co.robic napisał:

            > Kiedyś wspomniałem, że kochanka miała ładny brzuch (żona ma duże rozstępy po
            > porodach, bardzo się tego wstydzi, choc mi to wcale nie przeszkadza).
            > Nie powiem, czego się nasłuchałem, przy najbliższej okazji. A ta uwaga wyszla
            > tak nieświadomie, wcale nie była porównawcza.

            Niezły jesteś jajcorz. Lepiej już jej nic więcej nie mów.
            • ex_is Re: To już wiem 11.04.06, 17:05
              Drak, chyba wiem w jakiej części kraju mieszkasz :-).
              • drak02 Re: To już wiem 11.04.06, 17:27
                ex_is napisał:

                > Drak, chyba wiem w jakiej części kraju mieszkasz :-).

                Teraz mieszkam już w innej, teraz tutaj mówią jajcarz , ale jajcorz brzmi
                znacznie lepiej:)
          • kurka_wodna2 To już wiem 11.04.06, 17:02

            Twoja żona zainwestowała w ten związek wszystko co najlepsze,najdroższe,swoje
            ciało i duszę.Oddała swój czas,wykształcenie,możliwości,plany,marzenia.
            Wybrała wśród innych mężczyzn a jest z takim spadem,co podwinął szybko ogon
            nawet przed kochanką,bo się wyda,bo jęzory ludzie postrzępią.
            Jeteś tchórzem,ale z tych najpospolitszych.
            Stąd jej ból,rozpacz,wszystko co oddała przez lata runęło. Jej wymarzone
            pielęgnowane małżeństwo nie istnieje-to co obecnie trwa to fikcja, parodia,
            pośmiewisko,obłuda.
            Ona nienawidzi ciebie ,ale głównie siebie za to co zrobiła-że nie pogoniła z
            domu .Ona gardzi sobą-za to,że łamie swoje wartości,zasady,że upodliłeś,
            upokorzyłeś ją potwornie a ona została w tym stadle.

            Najlepsze,co możesz zrobić dla niej ,dla jej zdrowia,zachowania reszty jej
            godności-to odejść tam,gdzie szukałeś zakłamany egoisto wrażeń:do mężatek...
            Ona jest taka jak ja,jeśli coś robi,to całym sercem,duszą.
            • naeni Bardzo mądrze ,kurka to napisała. 14.04.06, 09:35
              kurka_wodna2 napisała:

              >
              > Twoja żona zainwestowała w ten związek wszystko co najlepsze,najdroższe,swoje
              > ciało i duszę.Oddała swój czas,wykształcenie,możliwości,plany,marzenia.
              > Wybrała wśród innych mężczyzn a jest z takim spadem,co podwinął szybko ogon
              > nawet przed kochanką,bo się wyda,bo jęzory ludzie postrzępią.
              > Jeteś tchórzem,ale z tych najpospolitszych.
              > Stąd jej ból,rozpacz,wszystko co oddała przez lata runęło. Jej wymarzone
              > pielęgnowane małżeństwo nie istnieje-to co obecnie trwa to fikcja, parodia,
              > pośmiewisko,obłuda.
              > Ona nienawidzi ciebie ,ale głównie siebie za to co zrobiła-że nie pogoniła z
              > domu .Ona gardzi sobą-za to,że łamie swoje wartości,zasady,że upodliłeś,
              > upokorzyłeś ją potwornie a ona została w tym stadle.
              >
              > Najlepsze,co możesz zrobić dla niej ,dla jej zdrowia,zachowania reszty jej
              > godności-to odejść tam,gdzie szukałeś zakłamany egoisto wrażeń:do mężatek...
              > Ona jest taka jak ja,jeśli coś robi,to całym sercem,duszą.
          • naemi Re: To już wiem 12.04.06, 12:41
            co.robic napisał:

            > Kiedyś wspomniałem, że kochanka miała ładny brzuch (żona ma duże rozstępy po
            > porodach, bardzo się tego wstydzi, choc mi to wcale nie przeszkadza).
            > Nie powiem, czego się nasłuchałem, przy najbliższej okazji. A ta uwaga wyszla
            > tak nieświadomie, wcale nie była porównawcza.


            Wymiekam, a czy kochanka urodziła ci trójke dzieci, jak urodzi tez będzie
            miała "ładny " brzuch.
    • skakanka6 Re: Po zdradzie 11.04.06, 12:28
      Sądzę, że fakt iż twoja żona "robi jazdy" raz na jakiś czas wynika tylko z
      tego, że przez pozostałe chwile się powstrzymuje.
      To DOCEŃ drogi co_robić.
      Poza tym to klasyczna ambiwalencja.
      Żona nie umie bez Ciebie żyć, pewnie Cię i kocha, ale równocześnie nienawidzi
      do granic wytrzymałości.
      W niej trwa walka.
      Rozmawiaj z nią, zabiegaj ale niezbyt namolnie, bo nie ma nic goszego jak
      łaszący się nadmiernie facet, który potrafił zrobić to co Ty.
    • co.robic Strasznie naskoczyliście na mne! 11.04.06, 16:18
      Sam tego chciałem, ale czuję się dziwnie. A przecież nikt z Was mnie nie zna. A
      na terapii, naprzeciw żywej osoby, która słucha, wypytuje, osądza- nie wyobrażam
      tego sobie.
      • kici10 Re: Strasznie naskoczyliście na mne! 11.04.06, 16:49
        Spokojna głowa, psycholodzy nie takie historie słyszeli. Ponadto psycholog
        nigdy nie osądza. Próbuje tylko sprawić, abyś Ty sam zrozumiał siebie i swoje
        postępowanie.
      • ewolwenta Re: Strasznie naskoczyliście na mne! 11.04.06, 17:13
        Bo rozmawiasz, z ludźmi, którzy biorą Twoją historię osobiście. Naskakują
        najczęściej osoby które zdrady doświadczyły i identyfikują się z żoną.
        Terapeuta nie będzie się identyfikował ani oceniał. On pomoże Wam się odnaleźć.
    • co.robic Wulgaryzmy!!!!!! 11.04.06, 16:45
      No to powiem Wam do końca. Oceniacie mnie surowo, ale nie mogę się przemóc i w
      chwilach "ataków" zapewniać żonę, że ją kocham, bo ona mnie wtedy wyzywa. Dodam,
      że ja tego nigdy nie robię, ona zresztą też nie, ale wtedy jest taka
      nieobliczalna, że jej aż nienawidzę...
      Ona, wyciągnęła ode mnie jakieś informacje i potem w niewybredny sposób ich
      używa. Na przykład, powiedziałem jej, że sam zerwałem z kochanką, że ona była
      gotowa rozwieść się dla mnie i że "ciągle będzie czekać".
      Moja żona przełknęła to gładko, nawet myślałem, że weźmie to na plus, że wolałem
      ją i dzieci, ale nie....
      Wstydzę się tego,ona pewnie też nie powtórzyłaby terapeucie ale niech tam,
      napiszę Wam, co słyszę: "Spier... Ty chu.. niemyty do swej dziwki!!!!!" Ona tam
      czeka na Ciebie! Mąż wyszedł!Łóżko stygnie! No spier.., na co czekasz!"Za
      chwilę, gdy wychodzę, żeby tego nie słuchać: " Zdechnij ty skur...synu!!!
      NIENAWIDZĘ CIĘ!!!!!" Albo: "Zabij się na zakręcie!!!!"
      I tak to wtedy u nas wygląda. Wstydzę się, ona chyba też. Jak z jakiegoś
      marginesu. Nigdy nie słyszałem i trudno mi sobie wyobrazić, że inni też tak...
      I teraz oczekuję na surowy osąd, ja się chyba nie odezwę, ale myślę, ze prawdę
      ktoś powiedział, że nie jestesmy dobrym małżeństwem....
      • astreja Re: Wulgaryzmy!!!!!! 11.04.06, 17:01
        tak czytam sobie wszystkie Twoje wypowiedzi, wszytkie wypoweidzi innych, bo to
        jest myśle jeden z wazniejszych tematów. I (niestetey) wcale sie nie dziwę, że
        takie słowa padły z ust Twojej żony. Mnie też takie słowa przeszły przez myśl,
        czytając Twoje wypowiedzi i stawiąjąc się w takiej sytuacji. Tak to jest, że w
        chwili ogromnego gniewu używamy takich słów.

        Czy zastanawaiłeś się nad u czuciami żony? ALe nie tak, że ona cierpi towiem na
        pewno, tylko tak..

        Byliśmy małżeństwem od kiku lat, mamy dzieci, ostatnio mieliśmy troche
        problemów, ja zajmuje sie głównie dziećmi(tak zakładam), ale mimo wszystko
        ufałam mu bezgranicznie, był całym moim światem, mimo problemów tak cudownie
        sie przy nim czułam, mój ukochany mezczyzna, nie wyobrażałam sobie życia bez
        niego, to po prostu nie do opisania, owszem nie jestem aniołem, kazdy z nas ma
        wady, ale... mój świat, wszystko w co wierzyłam, zawalił się, zniszczył, nie ma
        tego. Nie ma nic! Nie żyje. In mnie zdradził! Moja Druga Połowa! Ten, który był
        moim królem... myślałes o JEJ uczuciach?
      • ex_is Re: Wulgaryzmy!!!!!! 11.04.06, 17:03
        Ooooooo, nieładnie. A teraz chwila prawdy - chodzi o czasy przed zdradą.
        Czy wulgaryzmy były tylko z jej strony czy z Twojej też? Czy byłeś obrażany czy
        wzajemnie się obrażaliście? I najważniejsze. Czy to się zaczęło dopiero po
        ślubie. Bo znam wiele par które sobie ubliżały "na żarty" już przed ślubem a po
        ślubie - żarty się kończyły i ubliżali już sobie na serio.
        • co.robic Re: Wulgaryzmy!!!!!! 11.04.06, 17:14
          Tak chamsko i wstrętnie to po zdradzie. Ale wczesniej, też w chwilach gniewu,
          tez potrafiła mi dołozyć, wtedy było "Ty gnojku nieopierzony". Teraz jestem
          skur..synem i mam zdychać. Do czego dojdzie potem nie wiem. Dodam, ze z zasady
          nie odpowiadam podobnie. Gdy ze dwa razy jaj powiedzaiłam "Ty piz...", zawsze
          dodałem: No co przyjemnie?, żeby wiedziała, jak ja się wtedy czuję, że to jest
          rewanż.
          • drak02 Re: Wulgaryzmy!!!!!! 11.04.06, 17:18
            co.robic napisał:

            > Tak chamsko i wstrętnie to po zdradzie. Ale wczesniej, też w chwilach gniewu,
            > tez potrafiła mi dołozyć, wtedy było "Ty gnojku nieopierzony". Teraz jestem
            > skur..synem i mam zdychać. Do czego dojdzie potem nie wiem. Dodam, ze z zasady
            > nie odpowiadam podobnie. Gdy ze dwa razy jaj powiedzaiłam "Ty piz...", zawsze
            > dodałem: No co przyjemnie?, żeby wiedziała, jak ja się wtedy czuję, że to jest
            > rewanż.

            Wydaje mi się że nie powinieneś ulegać prowokacji i zachowac swoje słownictwo.
            Są pewne granice uzywania takich wulgaryzmów, można rzucić mięsem od święta
            wchwilach szczególnego wzburzenia ale nie może to być regułą.

          • ex_is Re: Wulgaryzmy!!!!!! 11.04.06, 17:29
            Cóż, popełniłeś nieodwracalny błąd i mimo że nie popieram chamskiego zachowania
            Twojej żony, to myślę że Ty w tej sytuacji nie masz moralnego prawa do rewanżu.
            Porozmawiajcie o przyszłości związku. Czy chcecie być jeszcze razem, na siłę?
            Bo w tej chwili jesteście razem na siłę. Wiem że macie dzieci ale w takiej
            rodzinie ciężko im będzie wyrosnąć na ludzi - jeżeli się nie porozumiecie.
            Ponieważ błąd popełniłeś Ty, to w mojej opinii decydujący głos w tej sprawie ma
            żona.
            • naemi Re: Wulgaryzmy!!!!!! 12.04.06, 12:46
              czy lepiej być obrazanym słownie, czy zdradzonym?
              • aska372 Re: Wulgaryzmy!!!!!! 12.04.06, 12:56
                Naemi .Już wolałabym być zdradzona niz ponizana do końca życia.Babsztylek ma poniekąd rację. Na dłuższą metę nikt nie wytrzyma takiej atmosfery mimo najszczerszych checi. Jad zabija zamiast koić.
                • naemi Re: Wulgaryzmy!!!!!! 12.04.06, 13:10
                  aska372 napisała:

                  > Naemi .Już wolałabym być zdradzona niz ponizana do końca życia.Babsztylek ma
                  poniekąd rację. Na dłuższą metę nikt nie wytrzyma takiej atmosfery mimo
                  najszczerszych checi. Jad zabija zamiast koić.


                  Naprawdę, wolisz byc zdradzoną ?!
                  To wszystko jeszcze przed tobą, jak juz zostaniesz zdradzoną to porozmawiamy o
                  twoich reakcjach.
                  Jak się przez to nie przeszło, to nie nie ma sie prawa krytykować innych.
                  Facet zasłuzył na kilka słów prawdy o sobie , ocena zony moze jest zbyt
                  wulgarna, ale prawdziwa, a prawda w oczy kole biednego misia.
                  • aska372 Re: Wulgaryzmy!!!!!! 12.04.06, 13:54
                    Poniekąd wiem jak to jest być zdradzonym. Nie oceniam nikogo. To jest mój pogląd na życie.Byłam z tej drugiej strony i wierz mi, gdyby M zaczął obrzucać mnie wyzwiskami nie przygotowywalibyśmy się do wspólnych świąt- ze strata dla wszystkich. Bardziej boli DOBRO mimo wszystko,bo sprawia,że czujemy się jak zbrodniarze, a to wystarcza za wszystkie epitety tego świata.Zasada wzajemności działa silniej, gdy jest wzmacniana pozytywnie.
                    • naemi Re: Wulgaryzmy!!!!!! 12.04.06, 14:24
                      aska372 napisała:
                      > Poniekąd wiem jak to jest być zdradzonym.



                      Nie mozna tego wiedzieć "poniekad".
                      Sama zdradziłaś , to wiesz jakie to rodzi poczucie winy, a zdradzony ma
                      poczucie krzywdy.
                      Ten winny schowałby się w mysią dziurę i marzy, aby osoba, którą skrzywdził,
                      jak najszybciej o sprawie zapomniała.
                      Ten skrzywdzony zaś, musi wykrzyczeć swój ból, a zwłaszcza kobiety, których
                      emocje uwidaczniają sie w słowach, bo faceci cierpią inaczej , po cichu,
                      zapijając robaka.
      • kici10 Re: Wulgaryzmy!!!!!! 11.04.06, 17:04
        Takich słów używa wiele osób w skrajnych emocjach. Na codzień bardzo
        kulturalnych. Wiesz, zdarza się, że niektórzy po zdradzie popełniają
        samobójstwa, albo robią krzywdę partnerowi. Co, nigdy tego nie brałeś pod
        uwagę? Reakcja dowodzi tylko tego jak bardzo ktoś czuje się zraniony. Takie
        zachowania są całkowicie normalne, chociaż bardzo niewygodne. Zależą od
        temperamentu człowieka. Nie każdy jest w stanie usiąść przy kawce i spokojnie
        omówić problem. Jeśli Ci zależy na małżeństwie, wytrzymasz. Jeśli nie, to
        wiadomo. Ja nie korzystałam z pomocy psychologa i uważam to za błąd. Dla
        zdrowia psychicznego i fizycznego Twojej żony, powinna wszystko wykrzyczeć co
        jej na duszy zalega. Choćby najbardziej wulgarnymi słowami. Jeśli zdusi to w
        sobie, zacznie podupadać na zdrowiu. W żadnym razie nie przesadzam. Natomiast
        Tobie radzę zamiast się zamykać, też wywrzeszcz swoje racje.
        • ex_is Re: Wulgaryzmy!!!!!! 11.04.06, 17:10
          Z całym szacunkiem. Rozumiem gniew, wściekłość, rozpacz żony autora wątku.
          Rozumiem jak bardzo się zawiodła i jaki to był dla niej cios. Rozumiem
          niekończące się wyrzuty kierowane do męża, pełne żalu i cierpienia. Ale to co
          przytacza autor wątku to już chamstwo - jeżeli chamstwo w afekcie - jeszcze
          jestem w stanie zrozumieć. Ale jeżeli od początku związku jest taka chamska -
          lub oboje są tacy chamscy wobec siebie - to w ogóle nie powinni byc razem.
          • co.robic Exis! Masz racje! 11.04.06, 17:34
            ex_is napisał:

            > Z całym szacunkiem. Rozumiem gniew, wściekłość, rozpacz żony autora wątku.
            > Rozumiem jak bardzo się zawiodła i jaki to był dla niej cios. Rozumiem
            > niekończące się wyrzuty kierowane do męża, pełne żalu i cierpienia. Ale to co
            > przytacza autor wątku to już chamstwo - jeżeli chamstwo w afekcie - jeszcze
            > jestem w stanie zrozumieć. Ale jeżeli od początku związku jest taka chamska -
            > lub oboje są tacy chamscy wobec siebie - to w ogóle nie powinni byc razem.

            To jest chamstwo!! To jest niedopuszczalne. I ona też o tym wie i "po" bardzo
            się tego wstydzi.Ja się czuję strasznie!
            Nie uwierzysz i inni tez nie, ze na zewnątrz jestesmy odbierani jako bardzo
            fajne i udane małżeństwo!! Tak! Tak! Żeby było jeszcze śmieszniej, ja tez
            uważam, że poza "okresami burz i naporów" jesteśmy fajnym małżeństwem. Ale chyba
            liczy się tzw. całokształt....
            • astreja Re: Exis! Masz racje! 11.04.06, 17:36
              co.robic napisał:

              > To jest chamstwo!! To jest niedopuszczalne. I ona też o tym wie i "po" bardzo
              > się tego wstydzi.Ja się czuję strasznie!
              > Nie uwierzysz i inni tez nie, ze na zewnątrz jestesmy odbierani jako bardzo
              > fajne i udane małżeństwo!! Tak! Tak! Żeby było jeszcze śmieszniej, ja tez
              > uważam, że poza "okresami burz i naporów" jesteśmy fajnym małżeństwem. Ale
              chyb
              > a
              > liczy się tzw. całokształt....


              mam wrażenie, że do ciebie NIC nie dociera, jestem samolubnym egoistą, liczysz
              sie tylko TY a uczucia żony masz za przeproszeniem głęboko w dupie.
              Wiesz co, ona zasługuje na kogoś lepszego, ba, ona powinna od Ciebie odejść.
      • drak02 Re: Wulgaryzmy!!!!!! 11.04.06, 17:06
        co.robic napisał:

        > No to powiem Wam do końca. Oceniacie mnie surowo, ale nie mogę się przemóc i w
        > chwilach "ataków" zapewniać żonę, że ją kocham, bo ona mnie wtedy wyzywa.
        Dodam
        > ,
        > że ja tego nigdy nie robię, ona zresztą też nie, ale wtedy jest taka
        > nieobliczalna, że jej aż nienawidzę...
        > Ona, wyciągnęła ode mnie jakieś informacje i potem w niewybredny sposób ich
        > używa. Na przykład, powiedziałem jej, że sam zerwałem z kochanką, że ona była
        > gotowa rozwieść się dla mnie i że "ciągle będzie czekać".
        > Moja żona przełknęła to gładko, nawet myślałem, że weźmie to na plus, że
        wolałe
        > m
        > ją i dzieci, ale nie....
        > Wstydzę się tego,ona pewnie też nie powtórzyłaby terapeucie ale niech tam,
        > napiszę Wam, co słyszę: "Spier... Ty chu.. niemyty do swej dziwki!!!!!" Ona
        tam
        > czeka na Ciebie! Mąż wyszedł!Łóżko stygnie! No spier.., na co czekasz!"Za
        > chwilę, gdy wychodzę, żeby tego nie słuchać: " Zdechnij ty skur...synu!!!
        > NIENAWIDZĘ CIĘ!!!!!" Albo: "Zabij się na zakręcie!!!!"
        > I tak to wtedy u nas wygląda. Wstydzę się, ona chyba też. Jak z jakiegoś
        > marginesu. Nigdy nie słyszałem i trudno mi sobie wyobrazić, że inni też tak...
        > I teraz oczekuję na surowy osąd, ja się chyba nie odezwę, ale myślę, ze prawdę
        > ktoś powiedział, że nie jestesmy dobrym małżeństwem....

        Obawiam się ze nie tylko potrzebujecie dobrego psychologa ale być moze również
        psychiatry-mam na myśli twoją żonę. Wyglada na to że sobie kompletnie nie radzi
        z emocjami. To może się skonczyć jakimś obłędem.
        bez profesjonalnej pomocy może sie to skończyć bardzo źle, i dalszą część
        waszej historii obejrzymy w programie 997. A tak naprawde to bardzo smutne jest
        to o czym piszesz (destrukcyjne i toksyczne).
        • kici10 Re: Wulgaryzmy!!!!!! 11.04.06, 17:57
          No niech ktoś w końcu powie autorowi wątku jaki wporzo z niego facet. Będzie
          rozgrzeszony nie tylko przed sobą, ale i przed innymi. Przecież nie przyjmuje
          innego punktu widzenia. Dla niego cała sprawa ma tylko jeden aspekt. Jego
          aspekt. Mówi żonie, że kochanka chce się dla niego rozwieść i na niego czeka i
          czeka peanów dziękczynnych na swoją cześć, że się poświęcił i został przy
          żonie. Ale jakby co, to ho ho, ma gdzie odejść. I taki wrażliwy na brzydkie
          słowa, a na brzydkie postępowanie to już nie tak bardzo. Można każdemu zrobić
          każde draństwo, tylko, że operując kulturalnymi słowami. Cóż za hipokryzja.
          Jeśli ktoś mówi o bryle lodu, to tu jest jej klasyczny przykład. Ja, ja, ja,
          tylko to słychać od autora.
          • remax2 Re: Wulgaryzmy!!!!!! 11.04.06, 18:04
            "Ja, ja, ja" No i to jest kwintesencja całego wątku jak dla mnie. Autorze wątku
            zacznij myśleć o innych, a nie tylko o sobie. Egoizm, egoizm, egoizm. Cały czas
            kombinujesz jak SIEBIE dobrze usadzić w sytuacji, która sam sprowokowałes. O
            uczuciach ZONY ani słowa. Brrr... jak można z takim podejściem stworzyć
            szczęsliwy związek ?
      • matylda_n Re: Wulgaryzmy!!!!!! 11.04.06, 18:08
        Tak twoja żona nie powinna bawić się w wypominki ani w takiej formie jaką
        zacytowałeś ani w żadnej innej. Czas najwyższy abyście oboje zrozumieli, że z
        waszego małżeństwa pozostała niezła ruina. Mimo wszystko jesteście nadal razem
        więc może pora dac sobie szansę na zbudowanie czegoś nowego i zdystansowanie
        się do przeszlości.
        Nie opowiadaj jej o kochance. Czemu to ma niby służyć? Jeżeli żona zaczyna
        wypytywać spokojnie i stanowczo stwierdź, że nie chcesz o tym rozmawiać. Sprawę
        uważasz za zamkniętą i chciałbyś o tym zapomnieś tym bardziej, że widzisz jak
        bardzo zona jescze z tego powodu cierpi.
        Kiedy żona wpada wszał i zaczyna krzyczeć zdecydowanie ale spokojnie poproś aby
        przestała. Powiedz jej, ze wiesz, że jest nadal na ciebie wściekła za to co
        było, że rozumiesz jej chęć odwetu i zemsty. Zapewnij, że chcesz budować z nią
        waszą nową lepsza przyszłość.
    • nutelka79 Re: Po zdradzie 11.04.06, 18:11
      tak naprawdę to nic na siłę...ona ci nie wybaczyła musisz się z tym pogodzić, a
      od tego zależy przyszłość waszego związku..
      ma do ciebie żal-i ja jej się nie dziwię
      • misssaigon do " co robic" 11.04.06, 18:51
        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3275101.html
        poczytaj sobie do czego jest zdolna zdradzona kobieta..twoja zona to pikuś :))
    • trinity31 Re: Po zdradzie 11.04.06, 19:33
      nieźle cie tu zjeżdzają, no nie powiem że chce cie pochwalic, ale przynajmniej
      szukasz porady, jakiegos rozwiazania, nie wiem co ci poradzic, bo zranione
      uczucia (w tym wypadku twojej zony) siedza bardzo głeboko i męczą człowieka
      dosc ostro, uderzenie w poczucie kobiecosci za pomoc a zdrady , które jest
      elementem poczucia wartości jest powaleniem na kolana, czasem wstaje sie bardzo
      dlugo, czasem wcale, czasam dosc szybko, zycze ci powodzenia jesli na prawde
      zalezy ci na zonie i dzieciach ( o nich nic prawie nie piszesz - jak one znoszą
      te awantury, któresą co jakis czas)
      • anula36 Re: Po zdradzie 11.04.06, 20:01
        oprocz zjezdzania bylo jeszcze pare konstruktywnych rad ktore autor watku
        konsekwentnie odrzucil- wyglada na to ze bezbolesnie chcialby cofnac czas,
        uladzic sytuacje bez udzialu wlasnego a nawet refleksji wlasnej.
        Zastanawiam sie czy przy takiej ilosci energii negatywnej ze strony zony nie
        mialoby sensu wyprowadzic sie na troche i dac zonie zatesknic ...albo pozwolic
        jej podjac decyzje o rozstaniu. Zreszta mysle ze gdyby ona miala odpowiednie
        wsparcie, potrafila sobie sama ze soba i swoimi uczuciami poradzic, pewnie by
        to zrobila. Pomyslcie jak bardzo trzeba pragnac zeby ktos zniknal z naszego
        zycia zeby ( nawet w chwili gniewu ) zyczyc mu smierci?
        • ewolwenta Re: Po zdradzie 11.04.06, 20:05
          Zapytałam autora wątku czemu są razem, ale nie odpowiedział.
          Można przypuszczać, że on z wygody a ona z braku wyboru.
          Ale wtedy nie ma szans na poprawę.
          • co.robic Re: Po zdradzie 12.04.06, 04:55
            Nie doczytałem Twojego pytania. Musiałem pilnie wyjechać (nie! żadna kochanka)a
            teraz w nocy nie mogę spać, czytam jeszcze raz wszystko.
            Czemu pobraliśmy się_ z miłości, jak większość. Czemu jesteśmy razem po
            zdradzie. Ja- bo nigdy nie chciałem zostawić żony, kocham ją (i to jest właśnie
            najgorsze), bo gdyby nie, to bym sobie poszedł po pierwszym występie, albo i
            przed. Ona chyba też mnie kocha, chociaż ostatnio mi tego nie mówi.
        • co.robic Re: Po zdradzie 12.04.06, 07:42
          Pomyslcie jak bardzo trzeba pragnac zeby ktos zniknal z naszego
          > zycia zeby ( nawet w chwili gniewu ) zyczyc mu smierci?

          Nie sądzę, żeby naprawdę życzyła mi śmierci. To wszystko co Wam opisuję wjest
          jak wybuch. A zaraz potem nastepuje u niej uspokojenie i całkowita zmiana
          nastroju. Jak jakaś pani Jekyll i pani Hyde. Jej przechodzi za chwilę, albo na
          drugi dzień i chce "normalności", zgody, ale mnie nie przechodzi. To stąd te
          kilka dni. Zazwyczaj mnie przepraszała, ale teraz się zacina i oczekuje, że ja
          to zrobię. I tu jest błędne koło. Ona oczekuje, że ja wyciągnę rękę, bo przecież
          zdradziłem a ja uważam, że to ona mnie wyzwała i obraziła. Zdrada była dawno.
          Ponieważ na codzień jest pogodnego a nawet wesołego usposobienia, to po kilku
          dniach jakoś mnie ułagodzi. Domyslam się, że rzucicie się na mnie, ale
          postanowiłem być szczery do bólu. Tak! to ona inicjuje zgodę. Czy to żartem, czy
          przeprosinami. Nieraz też mówi: No dobra, już przestań, przeproś mnie i będzie
          dobrze. Pytam: A Ty? I przepraszamy się wzajemnie....do następnego razu...
          • ninkaa4 Re: Po zdradzie 12.04.06, 09:00
            Skoro już wiesz że zachowuje się tak bo ją to bardzo boli to schowaj swoją dumę
            w kieszeń i pokaż jej że ją kochasz, zamiast siadać wtedy do telewizora idź i
            ją przytul, powiedz że kochasz... utwierdź ją w przekonaniu że jest kochana,
            piękna i że żałujesz. Dopóki w to nie uwierzy spowrotem będzie tak samo.
    • ewakub Re: Po zdradzie 11.04.06, 20:37
      Jestem w podobnej sytuacji jak twoja Żona i podobnie się zachowuje. Przeważnie
      następuje to co trzy tygodnie, ech te hormony. A teraz napiszę dlaczego jets tak
      u mnie. Postanowiłam zostać z mężem, kocham go. A jednak zadał mi ogromny,
      niewyobrażalny psychicznie ból i teraz czekam na zadośćuczynienie. Chcę stale
      czuć się dla niego tą "naj", jedyną. Kiedy mu wypominam to mówię a "bo ja nie
      nazwywam się A.H" a myślę" zraniłeś mnie a teraz zamiast być dla mnie dobry
      znowu mnie ranisz, zrób z tym coś".
      I nie wypominaj zakupów przy zdradzie to brzmi głupio.
      Ewa
      • anula36 Re: Po zdradzie 11.04.06, 21:46
        przeczytalam jeszcze raz uwaznie pierwszy post - nie moge sie oprzec wrazeniu
        ze zona dowiedziala sie od kochanki ( niekoniecznie bezposrednio) ktora liczyla
        ze spakuje mezusiowi walizki i powazne kroki beda moglby byc podjete;)
      • co.robic Re: Po zdradzie 12.04.06, 07:51
        ewakub napisała:

        > Jestem w podobnej sytuacji jak twoja Żona i podobnie się zachowuje. Przeważnie
        > następuje to co trzy tygodnie, ech te hormony. A teraz napiszę dlaczego jets ta
        > k
        > u mnie. Postanowiłam zostać z mężem, kocham go. A jednak zadał mi ogromny,
        > niewyobrażalny psychicznie ból i teraz czekam na zadośćuczynienie. Chcę stale
        > czuć się dla niego tą "naj", jedyną. Kiedy mu wypominam to mówię a "bo ja nie
        > nazwywam się A.H" a myślę" zraniłeś mnie a teraz zamiast być dla mnie dobry
        > znowu mnie ranisz, zrób z tym coś".
        > I nie wypominaj zakupów przy zdradzie to brzmi głupio.
        > Ewa


        Dzięki Ewa, myślałem, że tylko u nas takie cyrki. Ale jak długo ta zdrada będzie
        na tapecie? Ja już zapomniałem a ona rozpamiętuje.I mnie się wydaje, ze jestem
        dobry. Zawsze moze na mnie liczyć, w domu robimy na równo (bo oboje pracujemy).
        Zajmuję się dziećmi.Nawet w kościele jest jedna pokuta, ile ja mam
        pokutować.Napisz jak rozumiesz swoje słowa o ranieniu i o byciu dobrym.
        P.S. Czy Ty też wyzywasz. Bo wydaje mi się, że gdyby nie wyzwiska, to znosiłbym
        to lepiej. Ale zaczyna się prowokacja i docinki na temat "kurwy K.W.", a gdy
        mówię "PRZESTAŃ', nie reaguję, lub wychodzę, zaczyna się potok wyzwisk.
        • co.robic Dzieci 12.04.06, 07:59
          Już na koniec, bo muszę spadać...
          Dzieci jest troje, wczesne nastolatki i najmłodsza pieciolatka. Pisałbym dużo o
          nich, ich hobby, osiągnięciach, róznych zainteresowaniach, ale napiszę tylko, że
          są kochane, udane i oboje mamy fioła na ich punkcie. Nie wiedzą o zdradzie i nie
          wiem czy to samokontrola, czy przypadek, ale wybuchy odbywają się poza ich
          zasięgiem. Nieraz już spią, nieraz to jest w samochodzie lub gdy są w szkole.
          Nie łudzę się, na pewno jakieś "szumy" do nich dochodzą, bo syn powiedział
          kiedys: nie lubię jak się kłócicie, dajcie sobie na wstrzymanie, i o co takiego
          chodzi? Nie umiecie dojść do porozumienia?
          I tak pewnie powinniśmy zrobic, ale jak?
          • babsztylek1 Tak dalej być nie może 12.04.06, 09:55
            Sądzę, że powinieneś zastanowić się, czy nie lepiej oodejść.
            Przynajmniej na jakiś czas.
            Porozmawiaj z nią, powiedz że głęboko zastanawiasz się nad odejściem, bo dalej
            tego nie zniesiesz, a i żonie może byc łatwiej, kiedy będziesz poza zasięgiem
            jej wzroku.
            Ja raczej szans dla Was na tę chwilę pod jednym dachem nie widzę.
            Pozabijacie się w końcu.
            Albo ona karając Cię w nieskończoność doprowadzi, że tak ją znienawidzisz, że
            nawet jak jej już przejdzie - Ty nie będziesz chciał, bo to co się dzieje w
            szybkim tempie zabija Twoją doń miłość.
            Poza tym, nie wiem, czy ona zdaje sobie sprawę, że takim postępowaniem sprawia,
            że w skrytości ducha żałujesz że nie odszedłeś do tamtej?
            Jest jedna zasada - albo po zdradzie strona zdradzona wybacza i razem liżą rany
            starając się,żeby związek był lepszy niż kiedykolwiek, albo się rozstają.
            Na dłuższą metę taka sytuacja jak u Was jest nie do przyjęcia.
            Życzę powodzenia.
            • naemi Sama przez to przeszłam 12.04.06, 12:29
              Babsztylek, takimi radami, jak twoje, to piekło jest wybrukowane.
              Czy ty wiesz, o czym ty piszesz?
              Facet narozrabiał i teraz dla swojego świętego spokoju moze sobie odejść, moze
              znowu do kochanki????
              To, ze zona czuje ból po zdradzie i reaguje tak emocjonalnie to reakcje po
              stresie, jej psychika potrzebuje czasu, aby wrócić do normy.
              To, ze wypomina mu kochankę nie jest wcale karą dla faceta, jej emocje muszą
              znaleź ujście. Psychologowie radzą , aby nie tłumić tylko wykrzyczeć swój ból,
              wypłakać sie do łzy ostatniej.
              Wierz mi, wszystkie kochające zony wybaczają, ale tego nie da się w tak krótkim
              czasie zapomnieć, nigdy nie da się zapomnieć, ale z upływem czasu ból maleje,
              wraca rozsadek, opadaja emocje i inaczej patrzy się na pewne rzeczy.
              Wiem , co pisze, bo sama przez to przechodziłam wraz ze swoim męzem, on to
              wytrzymał i ty tez to wytrzymasz, a będzie coraz lepiej......czas, czas to
              najlepsze lekarstwo.
              • alisza1 Re: Sama przez to przeszłam 12.04.06, 13:37
                Święta prawda. Nie miej mi za złe ale uważam, że dalsza dyskusja na forum zrobi tobie wodę w głowie. Wyciągnij wnioski z dotychczasowych postów. Musicia spokojnie porozmawiać dla dobra waszego i dzieci. Wbrew pozorom mylisz się, że one nie wyczuwają tego co w domu się dzieje. Dzisci są gorsze od KGB. JEżeli masz ochotę pogadać napisz na pocztę. Wiem co ona czuję byłam w podobnej sytuacji, jednakże nie stać mnie było na wyzywanie się.
        • ak70 Re: Po zdradzie 12.04.06, 10:08
          Ja też jestem w podobnej sytuacji... czuję i myślę jak Twoja żona... nie
          wyzywam, bo nie potrafię, ale ból jest okropny... rozrywa od środka... itak jak
          napisała Ewa: muszę czuc sie cały czas kochana, pożądana, najważniejsza. CAŁY
          czas! Jak długo to potrwa? Nie wiem. Kiedy poczuję się bezpieczna i zaufam na
          nowo? Nie wiem. Ale jeśli mój mąż reagowałby tak jak autor wątku pewnie już nie
          bylibyśmy razem.
          I zgadzam się z tymi, którzy pisali, że terapia jest konieczna. KONIECZNA!
          • c.bryant Re: Po zdradzie 12.04.06, 12:13
            No wiesz ty co, człowieku, zastanów się. Ty ZDRADZAŁEŚ żonę = krzywdziłeś
            osobę, która Cię kochała, wierzyła Ci. Przez rok. Ty ŻAŁUJESZ nie aktu zdrady,
            ale tego, że ona się dowiedziała i robi sceny. Ty jesteś ZSZOKOWANY jej
            słownictwem. A gdyby nie wytrzymała i popełniła samobójstwo, pomyślałbyś, że
            skrzywdziła ciebie i dzieci. Gdyby odeszła, pewnie byłaby złą matką. Ona się
            stara zachować równowagę ze wszystkich sił. Nie zawsze jej się udaje. A Ty
            stawiasz na jednej szali wagi zdradzanie i nieparlamentarne wyrażenia. Więcej:
            bardziej Cię poruszają jej bluzgi niż myśl, że przez ROK byłeś jej niewierny.
            Nie pisałabym tego, ale wspomniałeś o Kościele: zauważ, że na Twój wyczyn w
            samych dziesięciu przykazaniach są dwa paragrafy (6 i 9), podczas kiedy nie
            przypomina mi sie nic, pod co można podciągnąć rzucanie mięsem :-) I jeszcze:
            nie wiem, czy z tą pokutą by było tak hop-siup, księdza zapytaj.
            Chyba powinieneś sobie uświadomić, że Twoje zachowanie wpłynęło na całe Wasze
            życie. Twoja żona nie jest już tą samą osobą. Zawsze może już być niepewna
            siebie, nie mieć do Ciebie zaufania, nie wierzyć, że ją kochasz. Ty nie jesteś
            już tą samą osobą - przynajmniej dla niej. Nie jesteś oparciem, bo ją
            oszukiwałeś. Byłeś niewierny, możesz to zrobić ponownie. Pytanie, czy będziecie
            chcieli być razem, "kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością".
            Dobrze, że szukasz rady na forum. Ale, naprawdę, skontaktuj (skontaktujcie) się
            ze specjalistą. A że ktoś jeszcze się dowie? Czy to jest najważniejsze?
    • koniec.bajki Podsumowanie! 12.04.06, 16:54
      Zostałam zgnojona, ale moja intuicja mnie nie zawiodła. Są baby, z ktorymi
      trudno wytrzymać i dlatego instytucja kochanki ma się dobrze. Czytając takie
      przykłady, wcale sie temu nie dziwię.
      • taka_laska Re: Podsumowanie! 12.04.06, 17:04
        takim "wspaniałym" kochankom_babom, jak ty, faceci mówią na pożegnanie :
        " to koniec bajki, wracam do żony".





        koniec.bajki napisała:

        > Zostałam zgnojona, ale moja intuicja mnie nie zawiodła. Są baby, z ktorymi
        > trudno wytrzymać i dlatego instytucja kochanki ma się dobrze. Czytając takie
        > przykłady, wcale sie temu nie dziwię.
    • monixar Re: Po zdradzie 12.04.06, 22:35
      Co robić....hm wydaje się ,że jedyne wyjście to rozmowa długa i szczera....to
      nie musi być tak ,że żona Ci nie wybaczyła ...nie wie na czym stoi..czyli myśli
      ,że może nie jest zbyt dobra dla ciebie skoro sobie kogoś znalazłeś ..może
      myśli,że nie jest dobra w łóżku,że jej nie pragnąłeś skoro szukałeś innej...Ona
      po prostu do samej siebie straciła szacunek..jeżeli chcesz ten związek
      uratować...powinieneś wgłębić się bardziej w naturę kobiecą.Zazwyczaj
      wcześniejsze poczynania i złe relacje w związkach powodują późniejszą
      zdradę...piszesz ,że zdradzałeś dla sexu ...czyli i zerwałeś bez skrupułów kiedy
      kochanka zaczeła się angażować...no czyli czysty sex...Zaproś żonę na
      kolację..pokaż ,że jest dla Ciebie ważna ...powiedz ...kochanie zaczynamy
      wszystko od nowa ...i adoruj ją ...tak jakbyście nie byli małżeństwem ale
      właśnie kochankami ...być może w Waszym życiu brak romantyzmu...nie ma tak ,że
      po zdradzie wchodzisz w stare kapcie...wyrzuć je i miej odwagę zacząć od nowa
      żyć ...tym razem pełniej i traktój żonę jak adorowaną kochankę...weż na kolana
      zacznij robić rzeczy których wcześniej nie robiłeś...pójście na spacer we
      dwoje...kolacyjka ...liścik zostawiony przed pracą w kuchni ...niby przypadkiem
      przeczytany ...,,kochanie Ty moje będzie dobrze bo Ty jesteś przy mnie....
      tego można się nauczyć....pod warunkiem ,że jest to szczere i naprawdę kochasz
      żonę.....bo jak nie to tylko będzie tak zawsze jak masz teraz ...musisz to sam
      zmienić ...być ona na to czeka ale nigdy nie powie ...bo może się domyślisz...
      • niezapominajka333 Re: Po zdradzie 13.04.06, 07:26
        Zadziwiasz mnie drogi autorze wątku? Czy decydując się na romans nie brałeś pod
        uwagę tego co będzie, jak się żona dowie? Jak sobie wyobrażałeś konsekwencje, o
        ile w ogóle o nich myślałeś? Ja wiem, każdy po swojemu ocenia ryzyko, ale
        musiałeś się liczyc z jakimiś kosztami.
        Nie zrozumiesz tego, co czuje twoja zona, dopóki ona nie zafunduje sobie
        rocznego romansu z fantastycznym seksem. Ale nawet wtedy twój odbiór będzie
        inny, bo jesteś facetem. Może cię to zrani, może otworzy oczy na fakt, że
        atrakcyjnośc związku zmalała na tyle, że doszło do zdrady. A moze przegoniłbys
        tylko rywala ze swojego terytorium i zadowolony ze zwycięstwa puściłbyś w
        niepamięc całe zdarzenie. Trudno powiedziec.
        Jak podchodziłaby do zdrady twoja żona, gdyby to ona miała romans z atrakcyjnym
        kolegą.
        Większośc kobiet z zasadami mówi w takiej sytuacji: " nie myślałam, że ja mogę
        byc do tego zdolna, zawsze potępiałam zdradę, ale teraz wiem, ze nie wolno
        mówic nigdy..." Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
        W tej konkretnej sytuacji to ty jesteś winny, a ona pokrzywdzona.
        Co czuje kobieta zdradzona już zostało napisane.
        Oczywiście jest pewna grupa kobiet, które podchodzą do zdrady inaczej. Mniej
        emocjonalnie, bardziej życiowo.
        Ale częściej dotyczy to takich związków, gdzie uczucie ostygło, a małżeństwo to
        wychowywanie dzieci, gromadzenie dorobku i wspólne radzenie sobie z problemami.
        Więź uczuciowa osłabła, albo jej nigdy nie było i romans na boku nie tyle rani,
        ile jest zagrożeniem dla trwałości małżeństwa. Rywalka jest intruzem, którego
        należy przegonic, męża przywołac do porządku, wprowadzic środki ostrożności,
        żeby sytuacja sie nie powtórzyła i czerpac satysfakcję ze zwycięstwa, że się
        tej lafiryndzie pokazało, gdzie raki zimują.

        Nie doceniasz faktu, że konsekwencje twojej zdrady nie są wcale takie złe.
        Mogło byc dużo gorzej. Na razie nie dowiedziały się dzieci, nie jesteście po
        rozwodzie, nie dowiedział się mąż twojej kochanki i nie rozwaliło sie tamte
        małżeństwo (mieli dzieci ?).
        O innych dramatycznych zakończeniach już nawet nie wspominam. Niejaki Andrzej
        Zaucha też się nie spodziewał, ze jego romans tak niefortunnie sie skończy, w
        cywilizowanym, bądź co bądź, świecie.
        Zostały ci tylko niekontrolowane wybuchy żony co jakiś czas. Wierz mi, ze
        gdybym ja nawet wybaczyła mężowi taki romans, to na bardzo długo zostałby żal i
        taka wewnętrzna gorycz, która przejawiałaby się w złośliwych i raniących
        komentarzach.
        Spróbuj się postawic na jej miejscu, ale w innej sprawie.
        Gdyby swoimi nieprzemyślanymi decyzjami doprowadziła do jakiejś bardzo dużej
        finansowej straty, której dotkliwe konsekwencje wasza rodzina musiałaby ponosic
        przez całe lata, to nawet, gdybyś jej wybaczył, wypominałbyś jej winę przy byle
        okazji. I nie sądzę, żebyś wykazywał się szczególnym wyrafinowaniem w doborze
        słów.
        Zastanów się, jaka rolę spełniaja takie komentarze. Nie tylko są
        odreagowywaniem zalu i złości. To również rodzaj przestrogi na przyszłośc, żeby
        winny nie przeszedł nad swoja wina zbyt szybko do porządku dziennego i zeby
        sytuacja sie nie powtórzyła.

        • naeni Re: Po zdradzie 14.04.06, 09:25
          Zdrada świadczy o egoiźmie i braku dojrzałości osoby zdradzającej.
          Nie dziwi więc fakt, ze zdrajca nie przewiduje zadnych negatywnych
          konsekwencji, nie liczy się z uczuciami ani osoby zdradzonej , ani tej z którą
          zdradza; on widzi tylko chęć zaspokojenia swoich potrzeb.
          A, gdy zdrada wyjdzie na jaw , taki typ reaguje najczęściej ucieczką w
          oskarzenia tej drugiej strony i przypisywaniem jej całej winy oraz w wybielanie
          siebie i szukanie róznego rodzaju usprawiedliwień.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka