co.robic
10.04.06, 19:38
Zdradzałem żonę. Dla seksu. Taki niezobowiązujący układ na boku z mężatką,
gdzie było od początku ustalone o co chodzi. Po roku, gdy zorientowałem się,
że kochanka oczekuje poważnych kroków, wycofałem się. I wszystko byłoby O.K.
ale dowiedziała się żona.Skąd, nie wiem. Strasznie to przeżyła, to płakała, to
się rozwodziła, to miała depresję...Od tej pory znęca się nade mną
psychicznie. Niby jest dobrze, ale w jakimś momencie, najczęściej, gdy mamy
inne zdania, ona sączy swój jad: "No tak, bo ja nie nazywam się K.W.(tu pada
nazwisko kochanki). Gdybym tak się nazywała, to: byś się do mnie milej
odnosił,to mogłabym sobie kupić nie jedną. ale 5 sukienek, to pojechałbyś ze
mną tu i tu.... I tak dalej, dopiszcie co chcecie. Doprowadza mnie to do
szału. A jeszcze gorsze, gdy mówi: "Ach, bo to nasze dziecko, więc można na
nią krzyczeć! Gdyby to było dziecko K.W.,byłaby ukochaną pieszczoną
córeczką!Co ja mam robić w takich momentach? Zamykam się w sobie i nie odzywam
się do niej przez kilka dni. Jakoś to się rozłazi po kościach, aż do
następnego razu, jeszcze bardziej jadowitego.
Te jej gadki sugerują, że jej nie kocham, nie kocham naszych dzieci, czy źle
je traktuję. Nic z tych rzeczy!Kocham ją, dzieci uwielbiam, nie mysle już o
nowej kochance.