Dodaj do ulubionych

Liczba partnerów przed problemami

04.09.06, 14:40
Ostatnio czytam dosyć regularnie Wasze forum i przed chwilą dotarła do mnie
jakaś prawidłowość. Otóż czytając kilka wątków, gdzie kobieta, tudzież
mężczyzna opisuje swoje problemy natury seksualnej padają później
stwierdzenia w stylu "Znamy się od liceum. Po 10 latach wzięliśmy ślub",
albo "Byłem jej pierwszym facetem", albo "Miał tylko jedną kobietę przede
mną".

A może jednym z powodów (wiem, że nie odkryje Ameryki tą sugestią) jest
właśnie brak doświadczenia z kilkoma partnerami przed małżeństwem? Może
facet, który spotykał się np. z 6 kobietami będzie w stanie docenić,
zrozumieć, wyczuć wcześniej ewentualne problemy, albo po prostu domyślić się
czego oczekuje od niego partnerka (7 z kolei)?

I trochę z innej beczki.
Mój bliski kumpel planuje sobie życie z pewną kobietą. Kiedy ich związek
zaczął robić się poważny porozmawiali i wymienili się liczbami poprzednich
partnerów, potem już nie wracali do tego tematu. Jego obecnej dziewczynie nie
przeszkadza, że jej liczba stanowiła połowę albo nawet mniej niż połowę jego
liczby.
Wyobrażacie siebie w takiej sytuacji?

em.
____
Nawet najgorszy człowiek może być przydatny. Choćby jako zły przykład...
Obserwuj wątek
    • e1114 Re: Liczba partnerów przed problemami 04.09.06, 14:52
      Rzeczywiście, nie nastąpiło odkrycie Ameryki, ale temat wciąż jest nośny. Jeśli
      można coś zasugerować: dokładne odczytanie Twojego postu sprowadziłoby sprawę
      do arytmetyki. Nie o to chodzi! Całe ryzyko właśnie polega na sprowadzeniu
      rzeczy do rachunków. To o czym piszesz - jeśli związek ma dobrze rokować -
      powinno być marginesem. Cała mądrość relacji międzyludzkich polega na usunięciu
      z tych relacji instrumentalizmu, bo to zawsze w efekcie sprowadza się do
      sztampy, tworu sztucznego, suchego schematu. Chodzi o psychiczną witalność
      związku, radość na sam widok, radość z poświęcenia się itp. Niech mi wolno
      posłużyć się analogią. To, o czym piszesz to rozważania na poziomie rzemiosła -
      sprawnych ale powtarzalnych czynności; związek dwojga ludzi - by przetrwać -
      wymaga poziomu artysty. To zupełnie inna optyka patrzenia - w żaden sposób nie
      do porównania z poprzednią. Nie trzeba zestawiać ze sobą Van Gogha z malarzem
      pokojowym :-))
      • mojave777 Re: Liczba partnerów przed problemami 04.09.06, 15:19
        Trudno mi się nie zgodzić z takim sposobem rozumowania.
        Ja natomiast nie roszczę sobie prawa do najcelniejszych sposobów do naprawiania
        związków, nie zamierzam nikogo również pouczać, tylko wciąż jakoś jestem
        przekonany, że czasem najlepszy pogląd na problem ma osoba, która patrzy z
        zewnątrz.

        Pisałem również, że być może JEDNYM z powodów powstawania problemów natury
        seksualnej (NIE PROBLEMÓW W ZWIĄZKU) jest właśnie brak doświadczeń w tych
        sprawach z kilkoma partnerami przed zawarciem małżeństwa.

        Nie zachęcam do instrumentalnego traktowania tak ważnej przecież dziedziny
        życia.

        Ale przed chwilą przeczytałem jeszcze raz wątek o problemach z robieniem pewnej
        czynności seksualnej "do końca". Autorka posty wyraźnie się w pewnym miejscu
        obrusza "Skąd mam to wiedzieć! Wiem tylko jak traktuje to mój mąż"

        em.

        _____
        Nawet najgorszy człowiek może być przydatny. Choćby jako zły przykład...
        • e1114 Re: Liczba partnerów przed problemami 04.09.06, 15:44
          Teraz jest jaśniej. Z pewnością można sobie wyobrazić związek, w którym
          problemy natury seksualnej nie wystapiłyby, gdyby nie brak doświadczenia. Tak,
          można wyobrazić sobie taki związek... Ale znacznie trudniej wyobrazić sobie, że
          to jedyny problem tego związku - ja nie potrafię. Zdaje mi się, że tego rodzaju
          problem wystąpi raczej jako symptom - wskaźnik, że coś jest nie tak z szerszym
          kontekstem..?
          • hyper_mouse Re: Liczba partnerów przed problemami 17.11.06, 12:16
            W polskim społeczeństwie pokutuje zasada, że należy wyjść za mąż za pierwszego
            partnera seksualnego, wciąż częste są wpadki oraz presja otoczenia. przez to
            powstawje wiele małżeństw ludzi 20-22 letnich, a tak naprawdę są to jeszcze
            dzieci bez większych doświadczeń w tym seksulanych. Po paru latach zaczynają
            dojrzewać, rozglądać się i niespodzianka: ich związek nie spełnia oczekiwań.
            Tak, naprawdę ludzie powinni się pobierać znacznie później kiedy są już
            dojrzali i są w stanie opierać się pokusom.
            • petar2 Re: Liczba partnerów przed problemami 17.11.06, 12:45
              > W polskim społeczeństwie pokutuje zasada, że należy wyjść za mąż za
              > pierwszego
              > partnera seksualnego, wciąż częste są wpadki oraz presja otoczenia. przez to
              > powstawje wiele małżeństw ludzi 20-22 letnich, a tak naprawdę są to jeszcze
              > dzieci bez większych doświadczeń w tym seksulanych.

              Hmmm, czy na pewno masz na myśli polskie społeczeństwo? A z którego wieku?
              1. Owszem istnieje zasada, ale mówiąca o tym, że pierwszym (i jedynym) parterem
              seksualnym staje się mąż. Ale staje się marginalna.
              2. 20-22 lata to dzieci bez większych doświadczeń seksualnych? A wiesz jaki
              jest średni wiek inicjacji seksualnej?
              3. Czyli "dzieci bez większych doświadczeń" często wpadają (jak to możliwe???),
              otoczenie wywiera na nie wpływ (ach niedobre to otoczenie, nie pozwoli
              dziewczynie samej wychowywac dziecka i dojrzewać do małżeństwa) i małżeństwo z
              kryzysami gotowe.

              > Po paru latach zaczynają
              > dojrzewać, rozglądać się i niespodzianka: ich związek nie spełnia oczekiwań.
              > Tak, naprawdę ludzie powinni się pobierać znacznie później kiedy są już
              > dojrzali i są w stanie opierać się pokusom.

              No tak, a jaki to wiek? Bo wiele kryzysów i rozstań po kilkunastu latach
              małżeństwa, więc może podwyższyć próg małżeństwa do 45-50 lat? Wtedy jakoś
              przetrzymają romantyczny okres związku a w okres kryzysowy wejdą grubo po 50-
              tce, kiedy będą odpowiednio dojrzali i odporni na pokusy?
            • maripel Re: Liczba partnerów przed problemami 17.11.06, 13:06
              hyper_mouse napisała:
              > Tak, naprawdę ludzie powinni się pobierać znacznie później kiedy są już
              > dojrzali i są w stanie opierać się pokusom.

              TAK, TAK NAJLEPIEJ W WIEKU 70 LAT.
      • maja5952 Re: Liczba partnerów przed problemami 04.09.06, 15:38
        Podobno dla kobiety najważniejszy jest ten pierwszy, a dla mężczyzny ta ostatnia :-)

        Otóż uważam, że jedną z przyczyn mojego udanego związku jest fakt, iż znamy się
        z mężem od bardzo dawna. Jesteśmy razem kilkanaście lat (po ślubie 8), a znamy
        się od podstawówki. Nie należy więc generalizować, chociaż jasnym jest, że
        człowiek zawsze doszukuje się pewnych uogólnień i prawidłowości.
        Podstawą udanego związku jest komunikacja. Oboje z mężem nie jesteśmy już tymi
        samymi ludźmi, którymi byliśmy kiedyś: beztroskimi studentami, którzy balowali
        trzy noce z rzędu, zasypiali co dzień o trzeciej nad ranem i wstawali w
        południe. Mamy teraz dom, pracę, dziecko i czasami ciężkie chwile. Ale jeżeli
        któremuś z nas leży coś na wątrobie, to mówi o tym prosto z mostu (jeżeli akurat
        w domu jest teściowa to idziemy pogadać do garażu :-) Nie potrafię wyobrazic
        sobie (i mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała) że bałabym się powiedzieć o
        czymś mojej drugiej połówce, że mogłabym nie być przez niego wysłuchana, nie
        ważne czy chodzi o dziecko, seks czy teściową. Dla mnie tak doskonały dialog
        byłby niemożliwy gdybym nie znała męża "od kołyski" :-)

        Ps. Ja dla mojego mężusia jestem tą pierwszą, ale czyż pierwsza nie może być
        jednocześnie ostatnią..? Tylko żeby "pomiędzy" ktoś się w tzw. międzyczasie nie
        wepchnął ;-))
        • e1114 Re: Liczba partnerów przed problemami 04.09.06, 15:48
          No i o to chodzi - prosto, odważnie i z sensem, nie patrząc na lokalne mody.
    • martik1 Liczba partnerów przed problemami - mozna i tak 04.09.06, 15:12
      Regula dwunastu zaliczen



      Slawomir Zagórski 26-03-2006 , ostatnia aktualizacja 24-03-2006 16:53

      Wystarczy sprawdzic 12 partnerów, a nastepnie wybrac lepszego od najlepszego,
      jakiego do tej pory napotkalismy.
      Szansa wyboru w ten sposób idealnego partnera siega az 75 proc.! Rozmowa z
      matematykiem Piotrem Wolowikiem



      Czy powazna nauka, jaka jest matematyka, zajmuje sie takimi sprawami jak
      zakochanie i milosc?

      Matematyka potrafi precyzyjnie opisywac procesy fizyczne. Dostarcza jezyka
      pozwalajacego wychwycic relacje rzadzace swiatem i nie chodzi tu tylko prawa
      fizyki, ale równiez o zjawiska rzadzace zyciem spolecznym. Dotad nauki takie jak
      psychologia, socjologia, biologia, medycyna od matematyki raczej stronily. Dzis
      za pomoca matematyki mozna napisac symulacje komputerowa dowolnego typu, a
      symulowac mozna wszystko, takze zjawiska uwazane dotad za niepodlegajace
      rozumowi i logice, jak zakochiwanie sie i milosc.

      I co z tych symulacji wynika?

      Kazdy zwiazek dwojga ludzi mozna juz na starcie zasymulowac za pomoca równan.
      Dzieki temu daje sie z dosc duzym prawdopodobienstwem przewidziec, jak bedzie
      sie on ksztaltowac w przyszlosci. Malo tego. Taka symulacja potrafi takze
      podpowiedziec metody umozliwiajace rozwiazywanie nieuniknionych konfliktów w tym
      zwiazku. Oczywiscie sama ta idea rodzi kontrowersje, bo ukazuje czlowieka jako
      pozbawionego wolnej woli i podlegajacego pewnym zdeterminowanym prawom natury,
      które odkrywamy dopiero teraz dzieki matematyce.

      Jakie wiec prawdy o zakochiwaniu sie i milosci matematyka odkryla?

      Zacznijmy od procesu zakochiwania sie. Musimy na poczatek wiedziec, co sie nam w
      ewentualnym partnerze fizycznie podoba. Od tego zawsze przeciez zaczyna sie stan
      zakochania. Po prostu partner musi byc dla nas w jakims stopniu atrakcyjny
      zewnetrznie. Matematyka daje przepis na idealne piekno wyrazone harmonia
      proporcji. Na przyklad ksztalt figury. Dla kobiet sa to lansowane przez mass
      media wymiary 90-60-90. Ponadto licza sie proporcje twarzy. Te, które wydaja sie
      nam najbardziej atrakcyjne, wywodza sie z tzw. zlotego podzialu odcinka,
      który wystepuje bardzo czesto w przyrodzie i który tak lubimy sami stosowac w
      architekturze i sztuce. Okazuje sie, ze zarówno kobiety, jak i mezczyzni uwazani
      za atrakcyjnych maja uklad twarzy, rozstaw oczu, szerokosc nosa, wielkosc ust
      itp. uksztaltowane wedlug tych proporcji. Te matematyczne zaleznosci swietnie
      znaja specjalisci chirurgii plastycznej. Oni wiedza, jakie mankamenty urody
      poprawic u pacjentów, by ich twarz wygladala jak najbardziej atrakcyjnie.

      Matematyka nie przewiduje, ze mozna sie zakochac w kims mniej proporcjonalnym,
      na przyklad ze wzgledu na zmyslowy glos, usmiech, serdeczny gest czy chocby
      pierwsza rozmowe, z której wynika, ze to nasza dawno poszukiwana polówka?

      Romantycy twierdza, ze mozna, ba, ze dzieje sie tak nawet w wiekszosci
      przypadków. Wielu z nas utrzymuje, ze dla nich liczy sie przede wszystkim
      osobowosc, inteligencja, madrosc, piekno duszy, ale z samej biologii - nie z
      matematyki - wynika, iz pozytywne emocje w pierwszej kolejnosci budzi
      atrakcyjnosc fizyczna.
      Inne cechy zazwyczaj sobie dopowiadamy, bysmy we wlasnych oczach nie wydawali
      sie tacy trywialni i ograniczeni do dostrzegania samych tylko cech urody. Warto
      sobie uswiadomic, ze pewne rzeczy rzadza jednak naszym zyciem bardziej, nizbysmy
      sami tego chcieli.

      Zalózmy wiec, ze zlapalismy sie na lep proporcjonalnego piekna. I co teraz? Czy
      matematyka wymyslila jakis wzór na idealny podryw?

      Naturalnie. Idealnym podrywem zajela sie bardzo modna ostatnio dziedzina
      matematyki, tzw. teoria gier. Poszukuje ona m.in. róznego rodzaju kompromisów w
      sytuacjach konfliktowych. Z takimi sytuacjami mamy czesto do czynienia w
      ekonomii i polityce. Strony zaangazowane w konflikt interesów chca osiagnac jak
      najwieksze mozliwe korzysci.

      Ale mielismy mówic o podrywaniu.

      Wyobrazmy sobie czterech mezczyzn udajacych sie z grupa czterech atrakcyjnych
      kobiet na przyjecie. Otóz musza oni wypracowac strategie, w jaki sposób podrywac
      te kobiety, tak by nie wchodzic sobie w droge, a jednoczesnie zyskac jak
      najwiecej. Kazdy z mezczyzn po wstepnych ogledzinach wie, ze najbardziej pociaga
      go pani A, potem B, w ostatecznosci C, natomiast na smalenie cholewek do pani D
      w ogóle nie ma ochoty. I nie byloby problemu, gdyby kazdy z mezczyzn swoja liste
      preferencji ustawil inaczej. Niestety, zycie zwykle pisze inny scenariusz.

      Sytuacje dodatkowo komplikuje fakt, ze kobiety równiez maja swoje listy
      preferencji. Na przyklad trzem kobietom moze podobac sie ten sam mezczyzna, przy
      czym jemu samemu nie podoba sie zadna z nich, tylko wlasnie ta czwarta, której z
      kolei podoba sie ktos inny, itd.

      Taka sytuacja zostala przedstawiona w filmie "Piekny umysl" opowiadajacym o
      nobliscie Johnie Nashu. Film przypomina kulisy odkrycia przez Nasha slynnej
      teorii wspóldzialania (zamiast rywalizacji) dla osiagniecia maksymalnych
      korzysci dla calej grupy. Mezczyzni chcieli uniknac rywalizacji w zalotach do
      wyjatkowo atrakcyjnej blondynki, która mógl zdobyc tylko jeden z nich. Dlaczego?
      Bo pozostali, odrzuceni przez nia, nie mieliby juz szans u jej kolezanek,
      obrazonych, ze sa "tymi drugimi". Matematycznym optimum w tej sytuacji okazalo
      sie calkowite zignorowanie blondynki przez wszystkich mezczyzn. Dzieki takiemu
      posunieciu mezczyzni mogli spokojnie podrywac "jako pierwsze" (a tym samym
      nieobrazone) mniej atrakcyjne kolezanki. W efekcie wszyscy - oprócz wspomnianej
      blondynki - byli z takiego obrotu sprawy zadowoleni.

      A zatem teoria gier pozwala tak dopasowac osoby o róznych preferencjach, zeby
      zadowolenie calej grupy bylo maksymalne. Moze sie to odbyc kosztem okreslonych
      jednostek, ale ich "poswiecenie" przeklada sie na satysfakcje calej grupy.
      Oczywiscie zeby to osiagnac w praktyce, nalezaloby przed zaproszeniem gosci
      sporzadzic listy preferencji kazdej z osób i obliczyc, jaki dobór w pary bylby
      dla nich najkorzystniejszy.

      Interesujaca kwestia, jaka pojawia sie przy tego typu rozwazaniach jest tez
      matematycznie udowodniony fakt, ze zawsze strona, która wystepuje z inicjatywa,
      wychodzi na tym lepiej. Mezczyzni, którzy staraja sie o kobiety, laduja jako
      cala grupa znacznie lepiej niz przyjmujace postawe bierna przedstawicielki plci
      pieknej.
      Z punktu widzenia matematyki kobiety bylyby w zdecydowanie lepszej sytuacji,
      gdyby wykazywaly wieksza inicjatywe w poszukiwaniu optymalnego partnera.
      Strategia ta zreszta doskonale sprawdza sie w przyrodzie.

      A wiec udalo sie. Wychodzimy z przyjecia, trzymajac sie za rece. Wymieniamy
      gorace pocalunki. Ale ona w pewnym momencie wyrywa sie z objec i... zaczyna sie
      hustawka uczuc. Tego chyba juz zadna matematyka nie zdzierzy?

      Wrecz przeciwnie. Wlasnie tu matematyka ze swoimi równaniami rózniczkowymi
      wkracza na dobre do akcji. Równania rózniczkowe idealnie nadaja sie do opisu
      wszelkich nieliniowych procesów o zmieniajacych sie dynamicznie parametrach.
      Takich procesów jest w przyrodzie bardzo duzo, chocby ciagle zmiany pogody. No
      a jesli chodzi o ewolucje intensywnosci wzajemnych uczuc partnerów w czasie,
      naprawde trudno o lepsza baze równania rózniczkowego.

      Naukowcem, który pierwszy postanowil poddac milosc takiej matematycznej
      analizie, jest Wloch Sergio Rinaldi. Rinaldi przeanalizowal i przedstawil za
      pomoca równan ewolucje uczuc Petrarki do Laury. Materialem do analiz byly slynne
      sonety Petrarki ze zbioru "Il Canzoniere".

      Rinaldi skupil sie na wspólzaleznosci uczuc kobiety i mezczyzny w dynamicznym,
      wzajemnie komplementarnym cyklu ich trwania. Próbowal wychwycic te momenty, gdy
      uczucia jednej ze stron wplywaja na stan drugiej i odwrotnie. Najistotniejsze
      jest to, iz proces ten przebiega zupelnie inaczej u kobiet niz u mezczyzn.

      Mezczyzna jako strona aktywna bardziej angazuje sie w relacje uczuciowa, gdy
      otrzymuje od kobiety wyrazne sygnaly takze jej zainteresowania. To mezczyzne
      m
    • martik1 Re: Liczba partnerów przed problemami 04.09.06, 15:16
      Mezczyzna jako strona aktywna bardziej angazuje sie w relacje uczuciowa, gdy
      otrzymuje od kobiety wyrazne sygnaly takze jej zainteresowania. To mezczyzne
      motywuje do dalszych, bardziej zdecydowanych kroków. Z kolei u kobiet wieksze
      zainteresowanie i nacisk ze strony mezczyzny wywoluje na ogól reakcje odwrotna -
      wycofywanie sie. Mezczyzna zwykle odbiera taki sygnal jako spadek swojej
      atrakcyjnosci w oczach kobiety, jako objaw tego, iz po prostu ja znudzil. Czuje
      sie odepchniety, zawiesza dalsze zaloty i tu czeka go niespodzianka - kobieta
      zaczyna wysylac sygnaly, ze chce dalej byc adorowana. Wielu mezczyzn gubi sie w
      takiej sytuacji, a to dlatego, ze oceniaja postepowanie kobiety wedlug wlasnych,
      meskich kryteriów: podobam sie jej i ona mi sie teraz odwzajemni. Dlatego tez
      mezczyzni uwazaja, ze kobiety zachowuja sie nielogicznie i nieracjonalnie.
      Tymczasem matematyka podpowiada, ze rozmijanie sie mezczyzn i kobiet jest
      nieuchronne, a to z kolei pozwala uniknac nieporozumien i emocjonalnych konfliktów.

      Nie kazda kobieta sie cofa. Sa takie, które - przy odpowiednim postepowaniu
      mezczyzny - odpowiadaja od razu na zaloty pozytywnie.

      Zgoda, mówilem o ogólnych prawidlowosciach. Kwestia reagowania na czyjes amory
      jest sprawa bardzo indywidualna. Prosze popatrzec, jak to wyglada u naszych
      bliskich kuzynów - ssaków. Otóz u niektórych zaloty godowe sa szybkie i proste,
      u innych znacznie bardziej skomplikowane. Jesli samica jest bardziej wybredna,
      zyskuje szanse na znalezienie lepszego partnera i wydanie lepszego potomstwa.
      Wracajac do ludzi, to - przynajmniej w naszej kulturze - uwaza sie, ze kobiety,
      które sa bardziej powsciagliwe w przyjmowaniu adoracji, zyskuja tym samym
      szacunek mezczyzny. Mezczyzna jest skory bardziej szanowac partnerke, jesli jej
      zdobycie przyszlo mu z trudem.

      Z drugiej strony prawdziwa milosc chyba nieuchronnie wiaze sie z hustawka
      nastrojów i jakas dawka cierpienia?

      Niekoniecznie. Wspomniany matematyczny uklad komplementarnych równan zapewnia
      wzajemna relacje oparta na nieustannym emocjonalnym scieraniu sie. Takie
      scieranie sie moze miec za cel wprowadzenie do zycia psychicznego mezczyzny
      pierwiastka kobiecego i odwrotnie. Jest to jedna z powtarzajacych sie koncepcji
      wielu nurtów mistycznych, gdzie celem czlowieka jest jednoczenie w sobie
      meskiego i zenskiego pierwiastka i osiaganie w ten sposób pelni ludzkich
      mozliwosci na wzór androgynicznego - czyli laczacego w sobie zarówno
      cechy kobiece, jak i meskie - Boga.

      Wspomniane równania odzwierciedlajace odrebne przezycia kobiety i mezczyzny
      zapewniaja mozliwosc wejscia ich relacji uczuciowej w swoisty stan oscylacji. U
      róznych osób takie oscylacje moga istotnie róznic sie pod wzgledem intensywnosci
      i czestotliwosci. Warunkiem milosci jest jednak takie zgranie sie charakterów,
      by osiagnac stan rezonansu, a wiec tzw. oscylacji nietlumionych. Stan rezonansu
      nie ma wtedy tendencji do szybkiego wygasania, zapewnia wiec mozliwosc trwania
      ukladu wspólzaleznych uczuc w nieskonczonosc, gwarantujac tym samym, ze
      partnerzy nigdy sie soba nie znudza. Jest to stan idealny, trudny do osiagniecia
      w praktyce, jakkolwiek matematyka mówi, ze - przynajmniej teoretycznie - mozliwy.

      A co matematyka podpowiada tym, którym trudno zdecydowac sie na wybór idealnego
      partnera? Przelotny zwiazek - w porzadku, ale na dluzej nie, poniewaz wciaz
      wydaje im sie, ze to jeszcze nie to. Ile razy sensownie jest próbowac, a kiedy
      obraca sie to przeciwko nam?

      Osoby, którym zdarza sie miec wielu partnerów, z jednej strony zyskuja bezcenne
      doswiadczenie zyciowe, z drugiej jednak w kazdym nastepnym zwiazku sa z reguly
      mniej skore do autentycznej wiezi uczuciowej. Na kolejnego partnera patrza
      poprzez pryzmat negatywnych doswiadczen i rozczarowan zwiazanych z bylym,
      co - nawet wbrew wlasnej woli - prowadzi do kalkulacji ewentualnych zysków i
      strat. W efekcie mozna zatracic owa irracjonalna moc glebokiego przezywania
      relacji z drugim czlowiekiem.

      Co matematyka podpowiada tym, którzy stale zmieniaja partnerów? Otóz istnieje
      pewna matematyczna regula, która mówi, kiedy powinno sie zaniechac zmian. Regula
      ta brzmi: sprawdz 37 proc. wszystkich dostepnych kandydatów z puli, jaka "ci sie
      w zyciu trafi", a nastepnie wybierz lepszego od najlepszego, jakiego
      napotkales wsród tych 37 proc. testowanych osób. Regula ta opiera sie na
      zalozeniu, iz nie mozna juz wrócic do kogos, kogo poprzednio odrzucilismy.

      Powyzsza strategia gwarantuje prawdopodobienstwo 37-procentowego trafienia na
      swój wymarzony ideal ustalony na podstawie sprawdzonej do tej pory próby. Jesli
      ktos z tej reguly nie korzysta, lecz próbuje dalej az do skutku,
      prawdopodobienstwo osiagniecia przez niego sukcesu spada i jest odwrotnoscia
      liczebnosci testowanej próby. I tak jesli mezczyzna decyduje sie wypróbowac na
      przyklad 100 partnerek, szansa, ze trafi na te wlasciwa, wynosi zaledwie 1 procent.

      Tyle ma do powiedzenia matematyka. Szkopul w tym, ze w realnym zyciu nigdy na
      poczatku nie wiemy, iloma partnerami los nas obdarzy. Ponadto na starcie, z
      powodu braku doswiadczen, nie mamy sprecyzowanego jeszcze pojecia, co jest dla
      nas autentycznie najlepsze, a poglad na to mozna wyrobic sobie wlasnie
      dopiero poprzez kolejne doswiadczenia w zwiazkach.

      Rozwiazaniem moze byc modyfikacja wspomnianej reguly podana w ksiazce Clio
      Cresswell "Mathematics and Sex" nazwana "twelve bonk rule", co mozna
      przetlumaczyc jako "regule 12 seksualnych zaliczen". Mówi ona, ze wystarczy
      sprawdzic 12 partnerów, a nastepnie wybrac lepszego od najlepszego, jakiego do
      tej pory napotkalismy. Szansa wyboru w ten sposób idealnego partnera siega az 75
      proc.!

      A wiec trzeba az 12 zaliczen, by osiagnac sukces z 75-procentowym
      prawdopodobienstwem. Czy to znaczy, ze ci, którzy sie zdecydowali na malzenstwo
      np. z trzecim kolejnym partnerem, z punktu widzenia matematyki mecza sie z
      nieoptymalnie wybrana osoba?

      Matematyka dowodzi, iz zawsze jest lepiej, gdy partnerów jest wiecej. Ale zycie
      tez ma swoje prawa. Jesli chcielibysmy sie kierowac sama matematyka i
      nieustannie zdobywac i zmieniac obiekt uczuc, to ze wzgledu na to, iz sami sie
      starzejemy, byloby to dla nas coraz trudniejsze.

      Nie zapominajmy tez, ze poczucie szczescia w zwiazku to bardzo indywidualna
      sprawa. Niektórzy z nas osiagaja sukces juz za pierwszym razem i sa w pelni
      szczesliwi z pierwszym partnerem. Innym nawet piecdziesiaty nie bedzie odpowiadal.

      Dochodzimy do punktu, gdy jestesmy juz w udanym zwiazku. Kochamy sie, nie
      nudzimy sie nawzajem, ale zaczyna sie proza zycia i nieuchronna wojna o drobiazgi.

      Stan rezonansu uczuc nie rozwiazuje wszystkiego. Partnerzy moga byc od siebie w
      emocjonalny sposób zalezni, ale w stworzonym przez nich zwiazku predzej czy
      pózniej musi dojsc do konfliktów i nieporozumien. Zródlem tych konfliktów moga
      byc kwestie swiatopogladowe, róznice w podejsciu do wychowania dzieci, a takze
      sprawy calkiem prozaiczne, dotyczace na przyklad jakosci sprzatania lazienki.
      Problemem staje sie osiagniecie takiego porozumienia, które gwarantowaloby
      partnerom subiektywny i akceptowany przez nich poziom zadowolenia
      wewnetrznego, eliminujac tym samym zaistnialy konflikt.

      Matematyka zna sposoby rozwiazywania konfliktów za pomoca najrozmaitszych metod
      optymalizujacych (wspomniana teoria gier jest tylko jedna z nich). Borykaja sie
      one jednak z kwestia przelozenia naszych subiektywnych uczuc i stanów na jezyk
      liczb, którym matematyka moze swobodnie operowac. Pomocne w tym wzgledzie moze
      byc pojecie tzw. funkcji uzytecznosci. Pozwala ona na subiektywne uchwycenie
      zadowolenia w postaci wartosci liczbowych.

      Wyobrazmy sobie bardzo bogatego czlowieka, który wlasnie wygral w kasynie milion
      zlotych. Poniewaz jest juz bogaty, taka wygrana ma dla niego znacznie mniejsza
      wartosc niz dla osoby biednej. Poziom zadowolenia bogacza z wygranego miliona
      moze odpowiadac zadowoleniu czlowieka biednego z wygrania powied
      • e1114 Re: Liczba partnerów przed problemami 04.09.06, 15:33
        Ok, to odpowiedź losowego generatora hipertekstu, typu "Martik1" już znamy. Ta
        matematyka, to bzdura i to w sposób jawny. Jak nie trudno się przekonać,
        matematyka modeluje procesy w stadium ogólnie behawioralnym, przez determinizm
        logiczny wespół co najwyżej ze statystyką i pochodnymi. Jak na razie nawet ta
        nadzieja w postaci algorytmów adaptacyjnych czy sztucznej sieci neuronowej nic
        dokładnie nie rozwiązała, mimo, że opis równań neuronu w warstwie najnowszych
        typów sieci nie mieści się już na dwóch tablicach (łącznie z zespołem
        modelującycm procesy w warstwie powierzchniowej rzeczywistego neuronu)itp.
        Matematyka ma jedno proste ale za to zasadnicze ograniczenie - nie potrafi w
        najmniejszym stopniu wydobyć się ponad logikę. A jak wiemy choćby z
        goedlowskich rozważań, nie sposób opisać systemu z jego podsystemu. Pracowite,
        ale bez szans. Zostawmy matematykę tam, gdzie jej miejsce. To tak w największym
        możliwym skrócie.
        • martik1 Re: Liczba partnerów przed problemami 04.09.06, 15:56
          dobrze ujete :)

          artykul umiescilem nie dlatego, ze bez zastrzezen go przyjmuje ale dlatego, ze
          mozna rowniez i w inny sposob (inni ludzie) podchodzic do zagadnienia. :)
          • e1114 Re: Liczba partnerów przed problemami 04.09.06, 16:02
            Jasne, ja też żartuję. Pozdrawiam :-))
    • kinkygirl Re: Liczba partnerów przed problemami 06.09.06, 00:30
      > Mój bliski kumpel planuje sobie życie z pewną kobietą. Kiedy ich związek
      > zaczął robić się poważny porozmawiali i wymienili się liczbami poprzednich
      > partnerów, potem już nie wracali do tego tematu. Jego obecnej dziewczynie nie
      > przeszkadza, że jej liczba stanowiła połowę albo nawet mniej niż połowę jego
      > liczby.

      oczywiscie, ze jej nie przeszkadza. ja tez bym na wszelki wypadek podała liczbę
      w granicach 50% urobku przyszłego męża. niezaleznie od faktów :)
      • zdzichu-nr1 Re: Liczba partnerów przed problemami 06.09.06, 11:20
        Do związków gdzie jedna bądź dwie strony nie miały wcześniej żadnych partnerów
        seksualnych podchodzę nieufnie. Oczywiście, może byc to miłość z romantycznej
        książki, pełne zespolenie ciał i dusz. Często jednak w takich związkach
        pojawiają się problemy, ot choćby takie

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12264&w=47661237&v=2&s=0
        i są to w pełni naturalne problemy. Seksdopasowanie nie jest bowiem mitem,
        tylko realnym faktem. Nie mając żadnego materiału porównawczego można
        oczywiście przyjąć za dobrą monetę fałszywego grosika, nie wiedząc o tym, że
        istnieją złote talary. Jeśli jednak trafi nam się przetarty banknot -że już
        pozostanę w kręgu metafory- i np. nie mamy wcale orgazmu, no to już nie da się
        takiej sytuacji zaklajstrować dobrą komunikacją w życiu codziennym i innymi
        pozałóżkowymi przymiotami partnera.

        Z drugiej strony, duża liczba partnerów bardzo rozkaprysza, podnosi oczekiwania
        i seksualną poprzeczkę. Tak, jak zauważył wcześniej Pan matematyk, zawsze
        porównujemy do najlepszego byłego partnera. Jeśli trafił nam się kiedyś demon
        seksu, perełka rzadko spotykana w przyrodzie, z którym jednak nie układało się
        w codzienności i z którym musieliśmy się rozstać, no to każdy kolejny partner
        będzie pozostawiał w łóżku uczucie niedosytu, choćby i w innych sferach był
        chodzącym ideałem.

        Wiem coś o tym, bo sam miałem partnerkę fenomenalną w łóżku, kiepską we
        wszystkim pozostałym, a potem znalazłem całościowy ideał kobiety z normalną
        sferą łóżkową. Tyle tylko, że w tym momencie tzw. "normalne łóżko" było już dla
        mnie czymś niesatysfakcjonującym, bo podświadomie oczekiwałem nierealnych
        kosmicznych odlotów jakie miałem z poprzednią partnerką. I stałem się
        frustratem seksualnym. Gdybym wcześniej nie spotkał owego demona seksu, ta
        ostatnia partnerka nie miałaby dla mnie żadnych wad, moje uczucie byłoby
        wielokrotnie większe, a związek idealnie spełniony. Facit - za duża liczba
        partnerów i doświadczeń seksualnych jest też do dupy. Ps. Co również wypływa z
        analizy Pana matematyka:-)))
        • petar2 Re: Liczba partnerów przed problemami 06.09.06, 14:59

          > i są to w pełni naturalne problemy. Seksdopasowanie nie jest bowiem mitem,
          > tylko realnym faktem. Nie mając żadnego materiału porównawczego można
          > oczywiście przyjąć za dobrą monetę fałszywego grosika, nie wiedząc o tym, że
          > istnieją złote talary. Jeśli jednak trafi nam się przetarty banknot -że już
          >pozostanę w kręgu metafory- i np. nie mamy wcale orgazmu, no to już nie da się
          > takiej sytuacji zaklajstrować dobrą komunikacją w życiu codziennym i innymi
          > pozałóżkowymi przymiotami partnera.

          Komunikacją nie da się zaklajstrować ale da się rozwiązać a przynajmniej
          wyjaśnić. W drugiej części postu , opisując własne doświadczenia, zaprzeczasz
          swojej tezie, że brak doświadczeń to duża szansa na problemy.

          U Ciebie właśnie pewne doświadczenie wywołało problem.
    • beady_belle Re: Liczba partnerów przed problemami 06.09.06, 18:43
      Mojave777, a może jest tak, że takie długoletnie związki "od kołyski" powodują,
      że partnerzy szanują i cenią je na tyle, że w przypadku konfliktu, problemu
      trafiają w poszukiwaniu ich rozwiązania do różnych grup, np. na tutejsze forum
      statystycznie częściej niż partnerzy z innych związków. Zobacz, ile ciekawych i
      czasami pożytecznych rad generuje każdy autentyczny wątek na tym forum.

      *zakochana od kołyski

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka