upokorzona

04.09.06, 22:15
witam
Jestem 3 lata po slubie. Wlasnie dzis dowiedzialam sie ze moj mąż juz mnie nie
kocha. Nie było to powiedziane w kłótni, wrecz przeciwnie(rozmawialismy na
spokojnie).Pół roku temu kiedy mielismy kryzys powiedzial mi,że juz mnie nie
kocha. Dzis to powtorzył calkiem powaznie. Czuje sie podle. Naprawde.Przez te
pół roku nie było tak źle. Juz myslalam że cos sie zmienilo na lepsze.
Niestety byłam w bledzie. Wiem że nie ma i nie było innej kobiety. Twierdzi ze
sie wypalil.
Stwierdzilam ze nie bede walczyc. Na sile sie nikogo nie pokocha. Ale czy tak
powinnam robic?
Prosze poradzcie.
    • misssaigon Re: upokorzona 04.09.06, 22:52

      a czy to cie upokorzylo ? pomysl ze pare miliardow ludzi na swiecie ciebie nie
      kocha ani ty ich...

      przeminelo z wiatrem...przyjdzie lepsze
      • yagiennka Re: upokorzona 05.09.06, 00:26
        Może twój mąż jest niedojrzały i nie dorósł do małżeństwa? Taki mi to wygląda.
        Miłość ma różne fazy i ta prawdziwa nigdy się nie wypala. Upokorzy cię gdy z nim
        zostaniesz - olej go póki nie macie dzieci i niech to wyjdzie od ciebie.
        • your_and Re: upokorzona 05.09.06, 08:03
          yagiennka napisała:
          > Może twój mąż jest niedojrzały i nie dorósł do małżeństwa? Taki mi to wygląda.
          > Miłość ma różne fazy i ta prawdziwa nigdy się nie wypala. Upokorzy cię gdy z ni

          Mylisz się, niepotrzymywana i niepielęgnowana wypala się wręcz naturalnie i
          przeradza w roczarowanie tym głębsze im piekniejszy był poczatek.

          Nie dorósł? Może i tak. Ale dlaczego zakładasz że właśnie on? Ale z reguły tak
          jest że skuteczne zmiany nalezy zaczynać od siebie.
          • yagiennka Re: upokorzona 05.09.06, 11:28
            Ale własnie to niepodtrzymywanie i niepielęgnowanie świadczy o niedojrzałości.
            To nie jest normalne że miłość się wypala po 3 latach bo jeśli by tak było
            wszystkie małżeństwa wtedy by się rozpadały a jednak tak nie jest. Trzeba
            odróżniać miłość od zakochania i zauroczenia bo to nie to samo. Są ludzie,
            którzy kochają się do starości. Z tego co napisała autorka watku to on jej
            powiedział że mu się wypaliło a nie ona więc to chyba od nie dorósł, prawda?:)
        • izolda201 Re: upokorzona 07.09.06, 23:03
          daj sobie z nim spokoj, pomimo tego, ze ty pewnie go kochasz. Nic na siłe.
          Jestes młoda, pewnie nie masz dzieci, nie wahaj sie!Jesli sa dzieci to rozwaz na
          spokojnie sama i porozmawiaj z nim. Nie mozna byc nieszczesliwa z powodu 1
          człowieka cale zycie. ulozysz sobie zycie z kims innym:) bedzie ok
    • dixia upokorzona??? 05.09.06, 08:36
      A może raczej ściągnięta z chmurek, co?
      Zgadzam się z your_and, że należy zacząć od siebie i rachunku własnego
      sumienia... A to, że coś takiego powiedział może być ostatnią próbą na zwrócenie
      uwagi, że coś jest nie tak... Ale może wolisz żyć ślepa, co? Albo może wygodnie
      jest nie walczyć i ostentacyjnie cierpieć???
      • ania26061 Re: upokorzona??? 05.09.06, 09:16
        Po pierwsze- mamy dziecko. Nie jestesmy juz sami. Po drugie te rozmowe zaczęłam
        ja sama. No i tak wyszło od słowa do słowa. Faktycznie po każdych kłótniach
        zawsze wydawało mi sie że to ja jestem winna i to ja pierwsza przerywalam
        milczenie i przepraszalam. Z upływem czasu widze że to był błąd. On po prostu
        zawsze chce być niewinny. A co do jego niedojrzałości to nie wiem, bo to juz
        starszy facet. A może wiek nie ma tu nic do dojrzalosci? Juz sama nie wiem.
        • kici10 Re: upokorzona??? 05.09.06, 11:05
          O rany! Czyżby historia samo.życie2 opowiedziana z trzeciej strony?
        • yagiennka Re: upokorzona??? 05.09.06, 11:32
          A to jak macie dziecko sprawa jest bardziej skomplikowana. Jednak ja nie wierze
          w to, że ktoś kto stwierdził że mu się miłość wypaliła nagle by znów odkrył że
          odżyła, to się nie zdarza. Pod warunkiem że ktoś jest pewny tego co mówi. Wiek
          nie ma nic do dojrzałości. Ja wiem ejdno - nie chciałabym być z facetem który mi
          mówi że już mnie nie kocha. Po co. Zeby się męczyć przez kilka lat dla rzekomego
          dobra dziecka a potem rozstać z hukiem?
          • ania26061 Re: upokorzona??? 05.09.06, 12:35
            Najdziwniejsza byla moja reakcja. Nie było z mojej strony zadnych krzykow,
            awantury, tylko glucha cisza. To chyba jeszcze gorsze niz dostac w twarz
            (chociaz sie nie zdarzylo). Zamórowało mnie to wyznanie. Dlatego mąż stwierdzil
            ze mogłam o to nie pytac i żyć bez swiadomosci tego.
            Dlaczego o to pytalam? Bo juz mialam dosc tego ignorowania mnie. Juz nawet
            klotnie zaczynalam prowokowac, ale nie dal sie. Taka beznadziejna cisza, czyli
            powrot z pracy (cisza), poobiednia drzemka(cisza), potem komputerek lub
            telewizor(cisza), no i spanko.
            A jak sie spytalam dlaczego czasami sie kochamy(ostatnio rzadko) to powiedzial
            ze przeciez to w niczym nie przeszkadza!!!
            • martik1 Re: upokorzona??? 05.09.06, 12:40
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=48009156
          • maja5952 Re: upokorzona??? 05.09.06, 13:34
            A ja nie wierzę, że miośc ot tak mogła się wypalić. Dlatego uważam, że trzeba
            zawalczyć. Właśnie m.in. ze względu na dziecko i pod warunkiem, że ania jest
            pewna swojej miłości do męża. Trzeba zastanowić się co było nie tak i dlaczego.
            Chyba, że to faktycznie jest "typ niereformowalny" i nie będzie chciał dialogu
            powtarzając, że nic już nie pomoże bo on już nie kocha. Tak jest najprościej.
            Wtedy ciągnięcie tego związku faktycznie nie ma sensu. Tylko, że jeżeli tak się
            stanie, to moim zdaniem z jego strony miłości nigdy nie było.
            • ania26061 Re: upokorzona??? 05.09.06, 13:45
              Ostatnio spotkalam sie ze znajomym ze studiow. Wczesniej poinformowalam o
              spotkaniu meza mego. Stwierdzil ze nie jest zazdrosny( taka prawda, nawet
              czasami mnie to wkurza), aczkolwiek mam pamietac ze to wcale nie znaczy ze moge
              mu rogi przyprawiac.
              To przypomina psa ogrodnika, bo jak wczesniej pisalam seksu u nas coraz mniej.
              • kici10 Re: upokorzona??? 05.09.06, 13:57
                Aniu, czy Twój mąż nie jest przypadkiem rozwodnikiem|?
                • ania26061 Re: upokorzona??? 05.09.06, 14:00
                  Nie jest. A tak zachowują sie rozwodnicy?
                  Nie jest rozwodnikiem ale ma za sobą kilka razłąk, i tej wielkiej miłości tez.
                  pozdrawiam
                  • marta-kula Re: upokorzona??? 05.09.06, 22:14
                    u mnie ta sama sytuacja i tez niestety nie wiem co robic
                    pozdrawiam
        • przeinny Re: upokorzona??? 06.09.06, 12:44
          Witaj,

          Jakoś nie mogłem przejść obojętnie wobec tego wątku, bo niedawno byłem w takiej
          sytuacji jak Twój mąż, ale nie byliśmy małżeństwem i nie mamy wspólnych dzieci,
          więc ta sytuacja sporo się różni. Najprościej oczywiście powiedzieć, że Twój mąż
          jest niedojrzały i tego typu rzeczy, ale może warto żebyś spytała samej siebie,
          co takiego stało się pół roku temu, czy dziecko nie zmieniło Twojego zachowania
          i podejścia do związku, czy mąż przypadkiem nie został rzucony na boczny tor
          (nie chodzi o faktyczną sytuację, tylko to jak on to odczuł), czy dziecko
          zawładnęło całym Waszym wolnym czasem, czy spędziliście przez ostatnie pół roku
          dzień we dwoje i ten czas był tylko dla was, czy wyjechaliście gdzieś razem,
          odpoczęli od tego całego codziennego zgiełku, czy macie możliwość odpocząć od
          siebie? Skoro mówił już wcześniej, że nie kocha i nie odszedł to znaczy, że coś
          go trzyma, pytanie tylko co. Wierz mi, że jak się kocha, to uczucie tak łatwo
          nie przechodzi, to trwa. Najgorsze jest to, że to wyszło w trakcie rozmowy,
          którą Ty zaczęłaś, najwidoczniej coś mu nie odpowiada tylko nie potrafi i nie
          potrafił wcześniej tego powiedzieć.
          Zacznij od własnego rachunku sumienia, później go wypytaj dokładnie co było źle
          i że chcesz powalczyć i to naprawić - może sam przy okazji zrozumie bardziej
          własne uczucia i wyartykułuje, co mu tam w duszy gra. Temat ogólnie ciężki jak
          sto armat, jeżeli on będzie chciał spróbować poszukać przyczyn tego problemu i
          będzie na to otwarty, to myślę że w końcu sobie poradzicie (jest sporo
          możliwości wg mnie), gorzej jeśli on uznaje ten fakt za stan ostateczny, ale
          prędzej czy później trzeba będzie to jakoś rozwiązać. Mogę co najwyżej życzyć
          powodzenia, bo jakiekolwiek rady do tak zdawkowo potraktowanego tematu mogą
          pasować jak puzzle w gigantycznej układance.

          Trzymaj się

          • mreck Re: upokorzona??? 06.09.06, 13:53
            bardzo szczera wypowiedź aniu. Faceci się raczej nie orientują w soich
            uczuciach tz nie bardzo potrafia ich nazwać.
            w tej sytuacji naprawdę niewiele możesz zrobić. sama się nie zmienisz: bedziesz
            wygladać jak wygladałaś, mówić jak mówiłaś i robic to co robiłas.
            myślę, ze powrót do źródeł mógłby coś zmienic, ale jezeli jest tak jak mówisz,
            ze miał juz kilka zwiazków, to znaczy że jest źle. nie umiał wytrwać w żadnym z
            nich. faceci sa jak kible albo zajęci albo zas...ani. a jeżeli jeszcze jego
            odpowiedzia na wyzwania życia jest rezygnacja i unikanie walki to tym gorzej.
            płomieni miłości i seksu nie wzniecisz. może uda się wam ustabilizować zwiazek.
            a jeszcze weź pod uwagę, ze mężczyźni nie przywiązują wagi do słów tak bardzo i
            nie czują potrzeby analizowania wzajemnych uczuć w relacjach z kobietami, źle
            się wyraziłem, ale inaczej nie umiem. jak mówią, ze "kocham" to chyba dlatego,
            ze czuja pożądanie i wiedzą, ze kobieta pragnie to usłyszeć, a jak że nie
            kocham to naprawdę może znaczyć: popatrz nic się nie zgadza. Jednak dostrzegam
            że z jego strony nie ma chęci zmiany tej sytuacji. Małżeństwa które przeżywaja
            kryzysy walcza ze soba, albo maja ciche dni, ale gdzieś tam pod pokładami zalu
            jest ta nadzieja na wyjście z kryzysu i wytrwanie. a facet który nauczył sie
            odchodzić juz wie jakie to proste. naprawdę współczuję ci. pozdrawiam.
            • ania26061 Re: upokorzona??? 06.09.06, 14:25
              Jejku dziekuje Wam za słowa otuchy no i te przykre tez. Troche pomogło i dało do
              myslenia.
              Czesto wydawalo sie ze to zachowanie wynika z jego pracy(ma firme i coraz wiecej
              nerwow z tym zwiazanych). No ale gdyby to bylo przez prace to nie mowilby czegos
              takiego strasznego.
              pozdrowionka
              • mreck Re: upokorzona??? 06.09.06, 14:45
                praca i stres to zabójstwo miłosci, a brak perspektyw to drugie. dochodzi
                deprecha.
              • przeinny Re: upokorzona??? 06.09.06, 15:14
                "Taka beznadziejna cisza, czyli
                powrot z pracy (cisza), poobiednia drzemka(cisza), potem komputerek lub
                telewizor(cisza), no i spanko."

                A nie pomyślałaś, że może to wynikać z ogólnego nastawienia do rzeczywistości?
                Czasami jest tak, że nie ma się na nic ochoty, trzeba się zmuszać, rodzić się na
                nowo każdego dnia, jeżeli to trwa przez pewien czas to przychodzi depresja,
                poczucie bezsensu, a tutaj jeszcze własna firma, sporo na głowie prawda? Może ma
                dość tej sytuacji i się wyżywa, czy on coś jeszcze czuje, ma jakąś pasję,
                odskocznię od codzienności?. Czy to taki typ zamknięty w sobie? Może jest
                nieszczęśliwy i przelewa swoją gorycz na Ciebie? Strasznie dużo się tutaj rodzi
                pytań.

                Pozdrawiam


                • ania26061 Re: upokorzona??? 06.09.06, 15:29
                  no niestety zadnej pasji nie ma, chociaz pewnie gdyby byla to nie mialby czasu
                  jej realizowac. i dokladnie to taki typ zamkniety w sobie. bardzo malo wylewny i
                  spokojny. nienawidzi rozmawiac o swoich problemach a przede wszystkim o pracy.
                  kiedys probowalam cos doradzis to jeszcze gorzej sie pograzyl i oskarzyl mnie o
                  POUCZANIE. nie chce go pouczac, poprawiac, tylko moc dac sie wyzalic, jednak on
                  odbiera to wszystko inaczej.
                  • przeinny Re: upokorzona??? 07.09.06, 07:44
                    Znowu gdybanie z mojej strony ;)

                    Wydaje mi się, że tym mówieniem o tym, że Cię nie kocha chce zwrócić uwagę na
                    swoje problemy, jakby chciał powiedzieć "nie kocham samego siebie". Duszenie w
                    sobie wszystkich emocji jest niszczące na dłuższą metę. Sam wpadł w pułapkę,
                    kiedyś miałem podobnie, praca, nauka i nic więcej. Jedyna możliwość to
                    przeorganizować sobie tak życie, żeby było miejsce na pracę i rozrywkę zupełnie
                    odmienną od swej pracy. Jak jest taki zamknięty i nie chce gadać o pracy to
                    będzie ciężko, no chyba , że za tym wszystkim stoi jakaś druga kobieta. Musisz
                    go jakoś skłonić to zwierzeń, bo skoro jest taki zamknięty to coś czuję, że on
                    może być pod swoją skorupą zupełnie innym człowiekiem niż się Tobie wydaje.

                    Trzymaj się ciepło i nie rezygnuj zbyt szybko.
                    • ania26061 Re: upokorzona??? 07.09.06, 09:13
                      Dziekuje za slowa otuchy przeinny.
                      chce powiedziec ze trioszke zaniepokoiles mnie teraz ta druga kobieta.
                      powiedzial ze nie kocha i nie chcialby nikogo kochac bo jak sie mowi "miekkie
                      serce- twarda dupa".
                      nasz znajomy ma kochanke a w domu dla zony to nieba by uchylil. kiedys
                      rozmawialam o tym z mezem i stwierdzil ze wlasnie dlatego przez te kochanke jest
                      dla zony mily. taki kamuflarz.
                      pozdrawiam
                      • mis_fozzie Re: upokorzona??? 07.09.06, 10:07
                        Kamuflarz ale raczej uspokajanie sumienia. Zdradza zone, czuje sie winny wiec stara jej sie to jakos wynagrodzic...
                        • mreck Re: upokorzona??? 07.09.06, 10:27
                          nawet chyba nie oto chodzi. nie wykluczam, ze tak jest, ale
                          1 poczucie winy
                          2 wreszcie jakaś satsfakcja seksualna
                          3 juz wie ze jest mężczyzna i czerpier z tego radość, nauczył sie może czegoś i chce sie podzielić z żona
                          4 poczucie winy.
    • anika73 Re: upokorzona 07.09.06, 12:45
      Witam,
      mam niestety podobnie, strasznie mi ciężko. Jesteśmy 9 lat po ślubie, 15 lat
      razem. Mamy synka. Byliśmy zawsze super małżeństwem, kochającym się, tzn zawsze
      było tak, że ja kochałam chyba bardziej jego niż on mnie. Bywały kłótnie, jak
      zawsze, mówiliśmy sobie różne rzeczy, ale potem była zgoda i wszystko wracało
      do normy. Po ostatniej kłótni (jakieś 4 tygodnie temu) on stweirdził, że coś
      pękło, że kocha mnie jako matkę swego dziecka, że chce być sam (twierdzi, że
      nikogo innego nie ma), ale jednocześnie nie chce się wyprowadzić, i nie jest
      typem samotnika, zawsze rodzina była dla niego najważniejsza. Rozmawiałam z
      nim, żeby spróbować wszystko naprawić, tyle nas jednak łączy, on odpowiada, że
      nie wie czy tego chce. Większość odpowiedzi to "nie wiem". Potem znów
      stwierdza : no, może wszystko się jakoś ułoży, by za chwilę powiedzieć "ale
      wątpię". Spadło to na mnie jak grom z nieba, moja intuicja mówi mi, że nie może
      się to wszystko ot tak skończyć. Jeszcze kilka miesięcy temu po seksie
      powiedział mi: "Wiesz, ja nieraz mówię ci różne rzeczy w kłótni, nieraz
      przykre, ale ja tak nie myślę, kocham cię bardzo choć rzadko o tym mówię". A
      teraz: nie wiem czy cię kocham?! Niby nadal razem mieszkamy, nawet był jakiś
      seks (udany), wiem, że do innych mówi, że jest nieźle, że bardziej dobrze niż
      źle, a mi cały czas mówi, "nie wiem", "chcę być sam". Do tego wiem, że on jest
      tak pewien mnie, że może specjalnie sobie tak pozwala, że wie, że mnie to boli
      najbardziej, a może też głupio mu teraz? Doszło do tego, że w końcu
      powiedziałam: ok, to koniec, jesteś sam, wolny. Następnego dnia ton głosu był
      wyraźnie milszy.. Ale nadal czekam.....
      Schudłam, łykam jakieś prochy, zaniedbuję dziecko, ta miłość mnie zabija....
      Czy ktoś przechodził przez coś takiego?
      To pierwszy raz tak jest, choć on twierdzi, że już było tak źle - ja sobie nie
      przypominam.
      Wiem, że nie umiem żyć w związku bez miłości i choć on mi mówi, że chce być sam
      i nie wie czy mnie kocha, jakoś mu nie wierzę. Po tylu latach, tylu różnych
      rzeczach... Nie powiedział mi też: nie kocham cię.
      Wiem też, że jest zazdrosny o mnie, choć to ukrywa.
      chciałabym, żeby ten koszmar już się skończył.....
      • justyna.ada Re: upokorzona 07.09.06, 12:51
        chyba kocha... niektórym nie przechodzi to przez gardło, albo bardzo rzadko.
        Czasem znacznie łatwiej jest wyrazić swoje wątpliwości "no ja nie wiem, w sumie
        to nic na pewno" niz mówić o miłości, zwłaszcza po iluś latach. Bo ta miłość
        też taka czarno-biała nie musi być.

        W sumie nie napisałaś (albo ja nie zauważam) czym się tak naprawde martwisz. Co
        powoduje ze bierzesz prochy i się zakręcasz? Kłótnie? czy co innego?
        • anika73 Re: upokorzona 07.09.06, 13:04
          Wiesz, kocham cię słyszałam dość często. Martwię się kryzysem, tym, że on może
          mnie zostawić, cały czas mówi, że chce być sam, ale wolałby się nie wyprowadzać
          z domu ze względu na dziecko. Myślę, że gdyby był tego pewien zrobiłby to bez
          względu na synka. Birę xanax w małej dawce, bo to powoduje, że jestem
          pogodniejsza i nie pokazuję "udręczonej" miny, choć i tak w głowie mam tylko
          jedną myśl, co z nami będzie, na razie śpimy w jednym łózku ale nie ma
          bliskości, poza małymi incydentami, więc łapię się kurczowo tego, jak ostatniej
          nadziei.... Już się nie kłócimy, po prostu jest między nami chłód, a ja czekam
          jak na wyrok....
          • kici10 Re: upokorzona 07.09.06, 14:46
            Bardzo wygodna sytuacja. Mentalnie jest sam, ale w domu ma pełną obsługę. Ta
            chęć bycia samemu dla mnie oznacza chęć na związek z inna kobietą, bez
            zmieniania czegokolwiek. Mieć ciastko i zjeść ciastko. I zwolnienie z jakiej
            kolwiek odpowiedzialności. Ot taki hotel. Tylko, że potem nic juz nie jest
            takie same.
      • zuza6661 Re: upokorzona 07.09.06, 13:04
        Czasami gdy mezczyzni maja problemy ze soba, od razu mowia: nie kocham cie i
        wole byc sam. Bo podobno (Mezczyzni sa z Marsa...) oni wola sami rozwiazywac
        swoje problemy, a nie dzielic sie nimi z innymi. Tylko nie potrafia powiedziec:
        teraz potrzebuje czasu dla siebie, musze ten problem rozwiazc sam, chce na
        chwile odetchnac od obowiazku opieki nad toba i dzieckiem, tylko wypalaja : nie
        kocham cie. A po tyg jest ok.
        Meczace, ale da sie przyzyc. I tez poczatkowo reagowalam prochami. Szkoda
        zdrowia. Zrob sobie kapiel, maseczke, daj mu troche przestrzeni i poczekaj az
        sie zorientuje w sytuacji i wroci ;)
        • anika73 Re: upokorzona 07.09.06, 13:09
          Dzięki dziewczyny :-)
          On też tak mowi, chcę odpocząć, chcę spokoju. Zresztą zapewnia to sobie, jedzie
          na tydzień do Egiptu nurkować z kolegami. Też mnie to boli, bo po pierwsze, nie
          jest tam bezpiecznie i się martwię, a po drugie - mieliśmy jechac w tym czasie
          na wesele jego kuzynki (sama nie pojadę) no i sa moje urodziny. Chyba nie
          zorientował sie, bo kiedy zakomunikował, że wyjeżdża, powiedziałam "a to fajny
          prezent na urodziny" - ale przeciez wracam nazajutrz po nich a to i tak srodek
          tygodnia, więc impreza i tak w weekend.
          Nie będzie żadnej imprezy.... :(((
          • mreck Re: upokorzona 07.09.06, 13:14
            qrde a czemu ciebie nie zabierze?
            • anika73 Re: upokorzona 07.09.06, 13:45
              Stwierdził, że już za pozno, a poza tym on jedzie z kolegami, zreszta ja zawsze
              mowilam ze nie chce tam jechac bo jest niebiezpiecznie. Na to ja, ze moglam
              zmienic plany.
              Mruknal, ze moze kiedys jeszcze pojedziemy tam razem - czyli ja on i dziecko.
              Ale ja juz nie chce, bez laski....
          • zuza6661 Re: upokorzona 07.09.06, 13:16
            Zacisnij zeby i zycz mu udanego wyjazdu. I jak wroci uciesz sie na jego widok,
            nie mow, ze tesknilas, ale, ze sie cieszysz, ze go widzisz. Imprezke zorganizuj
            sobie sama - jak bedzie chcial to dolaczy, ale nie oczekuj tego. Zawsze milsza
            jest niespodzianka, niz rozczarowanie. Bedzie trudno na poczatku, ale jak on
            zobaczy, ze nie chodzisz ciagle smutna, posepna, pelna zalu i lekow, to dopiero
            wtedy odpocznie psychicznie i moze szybciej wroci do ciebie.
            Nam pomoglo. Ale jesli nie pomoze, to zacznij ukladac sobie nowe zycie.
          • justyna.ada Re: upokorzona 07.09.06, 13:18
            Jeśli masz ochotę na imprezę, taką żebyscie byli razem, lub ze znajomymi, zrób
            ją. Jeśli nie - w weekend umów się na okoliczność urodzin z koleżankami itp,
            coś dla przyjemności. On nurkowanie, Ty wyjście.
            Chłód w związku to rzecz niefajna, wiem, co mówię. Czasem może (?) pomóc,
            zamiast gorliwego ubiegania się o względy połówki, okazanie tego że nam niby
            nie zależy.
            • anika73 Re: upokorzona 07.09.06, 16:29
              Myślę, że pokazanie, że mi nie zależy to może być pomocne w tej sprawie - bo on
              po prostu jest zbyt pewny mojej miłości, ale jednocześnie jest też zazdrosny,
              więc muszę trochę odpuścić :-))
          • anika73 Re: upokorzona 07.09.06, 13:40
            Jedzie tak czy siak, jak mu to potrzebne niech jedzie, uszczesliwiona na pewno
            nie bede po jego poworcie, zreszta, nie wiem jak to bedzie - bedzie mi
            opowiadal jak bylo super?? Pokazywal zdjecia? Chlodna uprzejmośc chyba bedzie
            najlepsza, jak myslicie?
            Boże, czemu ci faceci sa tacy??
            • zuza6661 Re: upokorzona 07.09.06, 14:07
              Nie chce Ci tu dokuczas, ale od chlodnie-uprzejmej zony lepsza jest goraco-
              zafascynowana kochanka... Jesli zalezy Ci na tym zwiazku, to duma do kieszeni i
              jakis maly wysilek w jego kierunku. Chyba, ze juz Ci nie zalezy, zeby bylo
              miedzy Wami dobrze, tylko, zeby wyjsc z sytuacji z twarza.

              Z drugiej strony ciekawy watek: dziwne problemy. Obie sprawy trzeba
              wyposrodkowac. Z jednej strony dbac o siebie i swoje zainteresowania, a z
              drugiej byc dobrym i koachnym dla partnera. Bo po co w koncu jestesmy razem,
              jesli nie po, zeby sie wzajemnie wspierac i dzielic dobre chwile? Ludzi, ktorzy
              nas krytykuja i chca nagiac do swoich potrzeb spotykamy wszedzie: w pracy, w
              urzedzie, na ulicy. Niech chociaz dom pozostanie miejscem, w ktorym nie
              bedziemy bez przerwy oceniani i strofowani. Niech bedzie miejscem milosci i
              odpoczynku, ciepla i zrozumienia. Dla kobiety jak i dla mezczyzny. A walke
              zostawmy dla wrogow.
              • anika73 Re: upokorzona 07.09.06, 14:30
                Wiesz, próbowałam z kochanką, śpię w seksownej czarnej koszulce, nawet sama go
                zaczepiam, ale on stwierdził, że po tym wszystkim to nie takie proste! Raz
                miliśmy taki tylko seks, drugim razem kochaliśmy się czule, skądinąd wiem, że
                był zachwycony, ale nadal oglądam jego plecy..
                O co tu chodzi??
                Zresztą normalką było u nas to, że zawsze ja potrzebowałam więcej seksu niż on,
                on jest chłodno obojętny może trzeba tą samą bronią?
              • your_and Re: upokorzona 07.09.06, 16:38
                zuza6661 napisała:
                > Nie chce Ci tu dokuczas, ale od chlodnie-uprzejmej zony lepsza jest goraco-
                > zafascynowana kochanka... Jesli zalezy Ci na tym zwiazku, to duma do kieszeni i
                > jakis maly wysilek w jego kierunku. Chyba, ze juz Ci nie zalezy, zeby bylo
                > miedzy Wami dobrze, tylko, zeby wyjsc z sytuacji z twarza.

                W ogóle duma jest najgoszym doradcą w kwestii utrzymania związku.

                > Z jednej strony dbac o siebie i swoje zainteresowania, a z
                > drugiej byc dobrym i koachnym dla partnera. Bo po co w koncu jestesmy razem,
                > jesli nie po, zeby sie wzajemnie wspierac i dzielic dobre chwile?

                Jak sie chce byc razem trzeba umieć być "atrakcyjnym w oczach partnera"
                Intelektualanie, fizycznie itp.
                Samo staranie nie wystaczy jeżeli nie wiadomo co jest dla niego naprawde
                atrakcyjne, albo ma sie to w nosie...
              • anika73 Re: upokorzona 07.09.06, 17:20

                fajnie to ujęłaś :-)) czy nie lepiej byłoby szczerze pogadać niż bawić się w
                gierki przeróżne? Tym bardziej, że kiedyś spędzaliśmy ze sobą niemal cały czas
                i nigdy nie byliśmy sobą znudzeni... hmmm.... smutno mi bardzo, wiem, że to
                czas kiedy ważą się losy mojego związku i życia. Dla mnie słowa : i nie
                opuszczę cię aż do śmierci mają wielkie znaczenie...
            • julka.wiktoria Re: upokorzona do anika73 07.09.06, 14:16

              • anika73 Re: do julka wiktoria 07.09.06, 14:31
                Trzymam kciuki za nas obie :-))) Musi być dobrze.
                • mreck Re: do julka wiktoria 07.09.06, 14:36
                  a ja tam jestem pesymistą. Nie dogadasz sie z nim. nie zrozumiesz go. jemu
                  marzyłby sie zwiazek otwarty. przychodzi najje sie, podupczy, pójdzie do innej
                  zrobi to samo itp.
                  • ania26061 upokorzona 07.09.06, 15:38
                    Jejku moj maz jeszcze sie nie wyprowADZIL I MAM NADZIEJE ZE TAK NIE ZROBI. NO
                    ALE TO JEST TAK JAK KTOOS NAPISAL WCZESNIEJ, W DOMU "PELNA OBSLUGA" TO W TAKIM
                    RAZIE PO CO?!
                    Nie odzywa sie, a jesli juz to telko krytyka. Oj tez schudlam a dochodzi dziecko
                    na ktore coraz wiecej krzycze i brak cierpliwosci.
                  • anika73 Re: do julka wiktoria 07.09.06, 15:40
                    Mysle, ze nie do konca tak jest. W moim przypadku jemu chyba jak to sie
                    mowi "odbiło". Żadnych problemów, praca niestresująca i dochodowa, zachcianki
                    swoje spełnia, no i zbyt częste spotkania z kolegami (ale w dzień). Z drugiej
                    strony od kiedy tak sie porobiło siedzi w domu, równie dobrze mógłby gdzieś
                    łazić. Nieraz przeczy sam sobie. Do mnie mówi "nie wiem", od innych wiem, że
                    twierdzi, że jest lepiej, bardziej dobrze niż źle i takie tam. Myślę, że
                    zapędził się tak daleko, że głupio mu teraz wrócić do stanu "sprzed". Mam taką
                    nadzieję. Czas pokaże. Jakoś nie mogę w to uwierzyć, ze spędziliśmy razem pół
                    życia i to okazaloby się nic niewarte.
                    Tyle naszych znajomych przechodziło kryzysy, były zdrady, rozstania i potrafili
                    to przezwyciężyć.
                    • julka.wiktoria Re: do julka wiktoria 07.09.06, 20:48

                      • anika73 Re: do julka wiktoria 07.09.06, 21:17
                        Wiesz co, na moim łzy nie robią większego wrażenia, lepiej chyba udawać, że Ci
                        nie zależy, ja przynajmniej taki mam zamiar, zobaczymy jakie będą efekty. Niech
                        nie mają poczucia, że są jedyni na świecie.
                    • ania26061 Re: do julka wiktoria 07.09.06, 21:56
                      anika73 masz całkowita racje!
                      dzis wziełam baaardzo dluga kapiel, olalam wszystko, kolacji nie było, za to
                      byla maseczka, depilacja, i takie tam rozne. jak wyszlam w koncu z lazienki to
                      maz patrzyl na mnie ja na UFO.
                      i nawet przed snem zamienil za mna pare slow. splawilam go szybko do lozka i
                      niech sie pomeczy i dreczy. a potem jeszcze wszedl do pokoi i ukardkiem spojrzal
                      na monitor bo go ciekawi co i z kim pisze! dziewczyny nie dajm sie!
                      trzeba przez chwile przytrzymac i wtedy wyciagnoc wnioski. jak sie nie starl to
                      moze teraz cos wymysli. albo przejrzy na oczy.
                      zapytalam jeszcze czy nie ma ochoty poszukac sobie jakies "drugiej".
                      odpowiedzial ze nie ma. a ja na to-" ze mam i to ogramna" mam potrzebe bycia
                      kochana!!!
                      i bylo koniec rozmowy. wkurzyl sie i poszedl spac!
                      • ewolwenta Re: do julka wiktoria 07.09.06, 22:14
                        Po co to?
                        Zająć się sobą i przestać się koncentrować tylko na związku to mądra droga.
                        Natomiast darcie kotów do miłości nie prowadzi. Tak jej nie odzyskasz.
                        • anika73 Re: do julka wiktoria 07.09.06, 22:42
                          to prawda - zająć się sobą :-)
                          od jutra to staje się moim życiowym mottem :-)
                          Darcie kotów do niczego nie prowadzi - ale też nie ja zaczęłam ;-)
                          • ewolwenta Re: do julka wiktoria 07.09.06, 22:50
                            > Darcie kotów do niczego nie prowadzi - ale też nie ja zaczęłam ;-)

                            a Ty umiesz skończyć?
                            • anika73 Re: do julka wiktoria 07.09.06, 23:33
                              chcialabym umiec
    • simone2006 Re: upokorzona 08.09.06, 00:00
      Witajcie,
      Przypadkowo weszłam na to forum i nawet nie zdawałam sobie sprawy ile jest
      kobiet w podobnej sytuacji jak moja.
      Mój mąż wyprowadził się 5 miesięcy temu. Też powiedział, że coś się wypaliło i
      musi odpocząć. Miało go nie być przez miesiąc a nie wrócił do tej pory. Kiedy
      mówię o rozwodzie prosi mnie o czas.
      Sytuacja nie jest łatwa, mamy małego synka. Jego odejście poprzedziły problemy
      w naszym związku, ale który związek nie przechodzi kryzysów. Sztuką jest jednak
      według mnie umiejętnie przejść je razem.
      Niewiem jak to będzie w naszym przypadku. Wiem jedno, że nadal go kocham i
      chciałabym bardzo żebyśmy znowu tworzyli szczęśliwą rodzinę.
      Życzę Wam powodzenia i dużo cierpliwośći.
      • anika73 Re: upokorzona 08.09.06, 00:13
        Trzymam kciuki, trzymaj się :-)
        • simone2006 Re: upokorzona 08.09.06, 00:18
          Ty też:)))
          Co nas nie zniszczy to umocni podobno. Nie jest łatwo, ale wiem, że życie z
          drugim człowiekiem bez uczucia jest jeszcze gorsze.
          Wiara ponoć czyni cuda i bez względu na wszystko trzezba wierzyć, że po burzy
          przyjdzie słoneczko...
          • anika73 Re: upokorzona 08.09.06, 09:30
            no własnie, mam nadzieję, że nam się uda, najgorsze są te huśtawki nastroju,
            raz ryczę, raz mam go dość, ale wmawiam sobie ze bedzie dobrze, dobre mysli
            przyciagaja dobro :)
            trzymajmy sie
            • julka.wiktoria Re: upokorzona 08.09.06, 11:34

              • anika73 Re: upokorzona 08.09.06, 12:52
                ja też zrobiłabym wszystko żeby było jak dawniej. Dosłownie wszystko.
      • maja5952 Re: upokorzona 08.09.06, 13:08
        Trzymaj się i powodzenia.
    • julka.wiktoria Re: upokorzona 09.09.06, 20:03

      • anika73 Re: dziewczyny świetna książka-poradnik 09.09.06, 22:05
        zamówiłam w merlinie James C. dobson - Miłość potrzebuje stanowczości - gorąco
        polecam, przeczytałam całą wczoraj i od dziś wcielam w życie rady autora -
        chyba naprawdę warto. do tego dołączył się nasz wspólny znajomy, który okiem
        faceta ocenił sytuację - chyba działa. Dziś właśnie odbywa się bankiet, na
        którym miałam byc razem z mężem - nie poszłam - wbrew sobie też - ale chyba nie
        spodziewał się tego i zamierzony skutek odniosłam, choć bardzo mi ciężko. Nie
        lubię bawić się w gierki - wolę być szczera - jednak to nie zawsze jest dobre.
        szkoda, ale pierwsza rada w kryzysie małżeńskim brzmi- otwórz szerko drzwi
        klatki, nie lamentuj i nie płacz tylko bądź PEWNA SIEBIE, za dużo nie mów, nie
        graj w otwarte karty, bądź trochę tajemnicza i przewróć swoje dotychczasowe
        postępowanie do góry nogami.... Ja tak zrobię i trzymam za nas kciuki :-))
        • matylda_n Re: dziewczyny świetna książka-poradnik 09.09.06, 22:14
          A oprócz tego, że zrobiłaś na złość jemu i sobie, to co osiągnęłaś swoim
          uporem ? Nie lepiej było iść i się dobrze bawić ?
          • kawitator Re: dziewczyny świetna książka-poradnik 09.09.06, 23:07
            Papier wszystko przyjmie. Każdą bzdurę można napisać i wydać Poza umiejętnością
            czytania trzeba mieć jeszce umiejetność rozumienia nie tylko tekstu ale także
            życia Gdybyś była facetem to wsadziłabyś fiuta w deskę bo koło dziury po sęku
            byłby napis dupa i podpis James C Dobson
            • julka.wiktoria Re: dziewczyny świetna książka-poradnik 09.09.06, 23:27

          • anika73 Re: dziewczyny świetna książka-poradnik 10.09.06, 11:04
            A nie, zabawy nie było a on cały weczór myślał- wygrałam jedną małą bitwę o nas
        • simone2006 Re: dziewczyny świetna książka-poradnik 10.09.06, 08:59
          A Ja uważam ,że trzeba próbować róznych metod jeśli się kocha. Bardzo dużo
          znajduje na forum negatywnych rad. Niewiem czy tylu jest ludzi nieszczęśliwych
          czy źle nastawionych. Uważam, że czasami trzeba pokazać partnerowi, że nie jest
          najważniejszy. Ja niestety nie mam już takiej możliwości ponieważ nie mieszkam
          już z moim mężem od 5 miesięcy. Bardzo bym chciała żeby wrócił, ale niewiem co
          mogłabym zrobić żeby tak się stało.
          • anika73 Re: dziewczyny świetna książka-poradnik 10.09.06, 11:09
            Oczywiście Simone, zgadzam się. Moje dotychczasowe postępowanie, takie "z
            sercem na dłoni" nie zdawało egzaminu i doprowadziło nas do tej sytuacji.
            Gdybym wcześniej była mądrzejsza, w ogole może by nie zaistniała. Facet zajmuje
            się poradnictwem w rodzinach wiele lat, jego spostrzeżenia są proste i niby
            oczywiste, ale jednak. Kawitator - mógłbyś nie wtrącać się do naszych rozmów?
            Wiesz, że faceci są z Marsa ;-)Uważam, że zawsze trzeba walczyć, na rozstanie
            się zawsze jest czas. Ta książka przede wszystkim dała mi dużo pewności siebie,
            od razu widzę efekty - przynajmniej jestem spokojniejsza, bo byłam kłębkiem
            nerwów.
            Głowa do góry, pozdrawiam
            papapa
            • simone2006 Re: dziewczyny świetna książka-poradnik 10.09.06, 14:00
              Masz rację. W moim przypadku niestety udawanie niedostepnej nie ma sensu. Mój
              mąż nie mieszka z nami. Są dni, że pisze smsa, że tęskni i myśli, ale są też
              dni kiedy wogóle się nie odzywa. Sama niewiem co mam myśleć. Przeszłam już
              chyba wszystkie etapu od złości, żalu, apatii. Teraz już niewiem. Zdaję sobie
              sprawę, że bardzo duży wpływ na to jakimi jesteśmy ludźmi ma rodzina w jakiej
              się wychowujemy. Im ięcej dostaniemy miłości od dziecka tym więcj będziemy
              umieli jej dać w przyszłości. Mama mojego męża kocha tylko siebie, a napwno nie
              umiała mu dać tyle ciepła ile potrzebuje dziecko. Relacje rodzinne i wzorce są
              bardzo ważne. Szkoda tylko, że nie zastanawiamy się nad tym jak zakładamy
              rodzinę, tylko dopiero jak coś się zaczyna psuć.
              Niewiem dziewczyny co powinnam zrobić...
              • julka.wiktoria Re: dziewczyny świetna książka-poradnik 10.09.06, 14:06

                • simone2006 Re: dziewczyny świetna książka-poradnik 10.09.06, 14:17
                  Najgorsze jest to, że nasi Panowie bardzo często otwierają oczy dopiero wtedy
                  kiedy jest za późno. My mamy dwuletniego synka więc decyzja o rozstaniu jest
                  jeszcze trudniejsza. Ja całe życie marzyłam, żeby moje dziecko wychowywało się
                  w pełnej, szczęśliwej i kochającej się rodzinie. Oczywiście nie można walczyć z
                  wiatrakami, ale poddawać się też nie można. Wiesz to wszystko zależy od tego z
                  jakiego powodu Twój mąż się wyprowadził. Ja w pierwszy miesiącu byłąm pewna, że
                  wróci, teraz już sama niewiem.
                  • julka.wiktoria Re: dziewczyny świetna książka-poradnik 10.09.06, 14:30

                  • kawitator Re: dziewczyny świetna książka-poradnik 10.09.06, 14:46
                    Kawitator - mógłbyś nie wtrącać się do naszych rozmów?
                    Będe się wtrącał jak mi się tak spodoba :-PPPPP
                    Forum to nie jest dyskretna rozmwa kilku kobitek podbijajcych sobie nawzajem
                    bębenka i aż ociekajcych empatią.
                    Polecam utworzenie prywatnego ukrytego forum gdzie nikt nie będzie wam psuł
                    dobrego samopoczucia i gdzie bez problemów będziecie mogły zachwycać się sobą
                    nawzajem lub przejcie na maila.
                    Widocznie tylko to jest wam do szczęscia potrzebne. Spotkało się tutaj kilka
                    kobitek z tym samym problemem. Rozpadaja się wam związki. Niby tego nie chcecie
                    ale tak naprawde nie robicie nic co mogło by odwrócic ten trend. Jedyne na co
                    potraficie się zdobyc to:
                    facetom trzeba pokazac że niejest pepkiem swiata.i wszystko im wolno
                    a najlepsze jest to
                    Najgorsze jest to, że nasi Panowie bardzo często otwierają oczy dopiero wtedy
                    kiedy jest za późno.
                    Mogę napisać czytając wasze posty to same zdanie
                    Najgorsze jest to, że kobitkom często otwieraja się oczy dopiero wtedy kiedy
                    jest za późno
                    Z waszych opisów wynika, że wy kobitki to z sercem na dłoni. Związki szczęśliwe
                    jak nie wiem co i nagle facet ni z gruszki ni z pietruszki mówi ze przestał
                    kochać, że się wypalił, albo wprost się wyprowadza bo juz nie moze wytrzymać.
                    A dlaczego??? Co się stało lub nie stało???? Czego brakowała tym facetom w
                    związku że tak się to skonczyło ???? Po to dobry Bóg wymyslił czas aby wszystko
                    nie działo się jednocześnie Odkochanie to proces i nie dzieje się z dnia na
                    dzień ani z tygodnia na tydzień
                    Czasmi trudno się przyznać nawet samemu sobie że się cos zawaliło, że jest się
                    francą i zołzą. Nie wyklucza to możliwości, że w którymś z waszych przypadków
                    to facet był zupełnie do dupy. Ale to był też wasz wybór Możecie się zastanowić
                    dlaczego wybrałyście sobie buca za męża . Dlaczego byłyście nie wiem głupie czy
                    naiwne. Nie widzę tu takich pytań lub prób odpowiedzi. Ponarzekacie sobie po
                    pewnym czasie wpdniecie w nowe zwiazki które się rozwalą z tych samych przyczyn
                    co obecne.
                    Klęski tylko wtedy mają sens kiedy potrafimy wynieść z nich naukę i
                    doświadczenie aby sie więcej nie powtarzały

                    Ps
                    Zawsze można z pretesjami napisać do moderatorów którzy mają prawo i możliwości
                    wyciąć takiego upierdliwca jak ja.
                    • simone2006 Re: dziewczyny świetna książka-poradnik 10.09.06, 15:08
                      No, no mocne słowa...
                      Jak byśmy miały idealne związki to byłyby nieprawdziwe bo takich poprostu nie
                      ma. Każdy związek na świecie przechodzi kryzysy. Wszystko jest kwestią tego jak
                      potrafimy z tego wyjść. Napisałeś, że teraz sobie ponarzekamu, a później
                      wejdziemy w nowe związki i popełnimy te same błędy. Dlaczego tak zakładasz. Ja
                      np. uważam, że trzeba próbować, nawet jeśli sytuacja jest trudna. Gdyby ludzie
                      sie poddawali to wogóle nie byłoby związków na świecie. A co do tego czy
                      byłyśmy idealnymi partnerkami, to oczywiście, że nie. Ja np. kłóciłam sie ze
                      swoim mężem. Ale to nie oznacza, że trzeba sie odraazu rozstawać. Wspierałam
                      go, nie blokowała, ale przychodziły momenty, że kiedy go potrzebowałam, a jego
                      nie było byłam zła. Gdyby nasz związek nie był dobry to nie chciałabym go
                      naprawić. A co do tego, że piszemy na forum, to chyba jasne. Łatwiej jest życ
                      kiedy można z kimś o tym pogadać. Ciekawa jestem jak wygląda Twoje zycie
                      osobiste?
                      • kawitator Re: dziewczyny świetna książka-poradnik 10.09.06, 16:37
                        Ciekawa jestem jak wygląda Twoje zycie
                        > osobiste?
                        Jest w wizytówce wystarczająco dużo napisane. Zawsze możesz zajrzeć

                        Napisałeś, że teraz sobie ponarzekamu, a później
                        > wejdziemy w nowe związki i popełnimy te same błędy. Dlaczego tak zakładasz. Ja
                        > np. uważam, że trzeba próbować, nawet jeśli sytuacja jest trudna. Gdyby ludzie
                        > sie poddawali to wogóle nie byłoby związków na świecie.

                        odpowiadam dlaczego tak uważam:
                        To wynika z logiki i nie chodzi tu o walke o związek czy próby jego ratowania.
                        Jeżeli cos się sypie należy sobie najpierw odpowiedzeć na pytanie dlaczego ?
                        Rozpad związku to przegrana obojga partnerów. Bez diagnozy co się stało,
                        dlaczego sie rozpada, ale uczciwej do bólu nic z walki i poprawiania nie wyjdzie
                        bo nie wiemy z czym walczymy i co mamy poprawić. Forum może pomóc w postwieniu
                        diagnozy. Nie poprzez jakąś szczególna wiedzę czy omnipotencję wypowiadajcych
                        się, ale przez spojrzenie na problem z innej strony. Dlatego dla facetów
                        najcenniejsze w sensie poznawczym sa posty kobitek i na odwrót. Był tu już wątek
                        "Mojejnogi" w którym po wypowiedziach jej męża mozna się było zorientować jak
                        te same fakty były różnie interpretowane z obu stron. Jak obie strony
                        przepełnione były dobrymi chęciami i przekonane o swoich racjach co nie
                        przeszzkodziło ze ich drogi się rozeszły. Nie śledziłem tego wątku na tyle by
                        wiedziec na ile się oddalili od siebie ale cały wątek naprawde polecam.

                        Gdyby nasz związek nie był dobry to nie chciałabym go
                        > naprawić.
                        Tylko rób to z głową dziewczyno


                        >Łatwiej jest życ kiedy można z kimś o tym pogadać
                        Wiem słyszałem. Podobno kobitki tak mają. Forum do wygadania się też słuzy.
                        Samo wygadanie poza odreagowaniem stresu i złości nic nie zmienia nie porawia.
                        Wpadamy zaraz potem w stare koleiny i znowu nam się wali i musimy pogadać i tak
                        dalej
                        • simone2006 Re: dziewczyny świetna książka-poradnik 10.09.06, 17:03
                          Wiesz dużo ciekawych słów napisałes teraz. Co do diagnozy to nie jest tak łatwo.
                          Wina za problemy w związku przeważnie leży po obu stronach. Nie twierdzę, że
                          jest inaczej. Ale kiedy coś się sypie powinno sie o tym rozmawiać a nie uciekać
                          z domu. Prawda? Ja przynajmniej tak myślę. Próbowałam z nim o tym rozmawiać,
                          ale bezskutecznie. Z drugiej strony kiedy proponuję rozwód on mnie prosi o
                          czas, tak jakby się bał podjąć ostateczną decyzję.
                          • przeinny Re: dziewczyny świetna książka-poradnik 10.09.06, 18:01
                            Dla każdej z was cała sytuacja i źródło problemu będzie pewnie inne. Nie wiem
                            jak to jest u Ciebie, ale ja właśnie jestem świeżo po rozmowie z byłą
                            narzeczoną, wysłuchałem kolejnego monologu przez jej zaciśnięte zęby i na jakiś
                            czas mam dosyć jakichkolwiek rozmów. Miłość odchodzi powoli, usycha przez pół
                            roku, może rok i nagle okazuje się, że tak naprawdę bardziej chcemy świętego
                            spokoju niż wskrzeszania tlącej się miłości. Jeżeli jest tak, że kobieta robi
                            pas i przez dzień lub dwa nie ciosa kołków na głowie, nie wypomina jakiś
                            bezsensownych rzeczy sprzed miesiąca i liczy, że nagle się coś odmieni, to
                            raczej na to nie ma co liczyć. Prawdziwym hitem mojej było przychodzenie do mnie
                            do pracy, wygłaszanie swojego monologu z pretensjami do całego świata i
                            wychodzenie bez słowa. Mam nadzieję, że są jeszcze normalne kobiety na tym
                            świecie...
                            • simone2006 Re: dziewczyny świetna książka-poradnik 10.09.06, 18:13
                              Z tymi monologami to pewnie masz troche racje. Mu mamy do tego predyspozycje.
                              Ale to chyba dlatego, że czasami wydaje nam się, że Was nie interesują nasze
                              problemy. To takie wołanie o pomoc...
                              Ja od kiedy wyprowadził sie mój mąż dałam mu wolną rękę, nie próbowałam na siłę
                              rozmawiać. Jedyne próby rozmowy dotyczyły jakiegoś rozwiązania tej sytuacji.
                              Kiedy się wyprowadzał, powiedział, że na miesiąc musi odpocząć. To było w maju,
                              do dzisiaj nie wrócił. Kiedy rozmawiam z nim o rozwodzie mówi, że potrzebuje
                              czasu. Wiesz u nas problem jest troche inny. On poprostu nie umie bądź nie chce
                              powiedzieć czego naprawdę chce. I dlatego Ja czuję się na rozstaju dróg.
                              Nie będę jednak udawać przed nim, że kogoś mam, ze jestem niedostępna, chociaz
                              podobno w takich sytuacjach na Was Panowie to działa.
                              • przeinny Re: dziewczyny świetna książka-poradnik 10.09.06, 19:35
                                Chyba wiem, co czujesz. U mnie było podobnie, niby wszystko grało, dwoje
                                kochających się ludzi, zdrowych, pracujących, z jakąś tam nadzieją na lepszą
                                przyszłość, ale okazywało się, że zawsze coś nie tak, że tego za mało, tamtego
                                za dużo, zamiast cieszyć się życiem to jakaś bezsensowna szarpanina, bo lepszy
                                samochód, lepsze to, czy tamto i to od zaraz, bo jak nie to nieszczęśliwość od
                                stóp do głów, ale później się okazuje, że to nie to, coś innego jest nagle ważne
                                i bez tego nie będzie szczęścia i tyle. Trzeba znaleźć w sobie spokój i
                                szczęście, korzystać z możliwości jeśli takie się nadarzą, a jeśli nie to
                                trudno, po prostu żyć i nie szukać niewiadomo czego. Jak jest źle, to trzeba
                                zmienić coś w życiu, czasami jest to bolesne, ale lepiej zadziałać niż bezsensu
                                narzekać. Niektórzy pewnie wyzioną ducha w głębokim przekonaniu o
                                niesprawiedliwości świata, bez wiedzy albo odwagi, żeby sięgnąć po to, czego
                                naprawdę chcą. Mam nadzieję, że wszyscy jak Paul Gauguin w końcu z "maklera
                                giełdowego" przeistoczymy się w kogoś kim naprawdę zawsze chcieliśmy być i nie
                                będziemy się nawzajem zadręczać.
                                • simone2006 Re: dziewczyny świetna książka-poradnik 10.09.06, 20:11
                                  Wiesz to nie takie proste. To o czym piszesz to niestety choroba naszych czasów.
                                  Dzisiejsze realia nie są proste. Musimy walczyć o wszystko. O to żeby kupić
                                  mieszkanie, samochód, o to żeby zapewnić byt sobie i rodzinie. I to niestety
                                  zabija w nas często radość życia. Często zapominamy co jest najważniejsze.
                                  Tylko, że jesli oboje w porę to zrozumieją to jest szansa żeby cos z tym
                                  zrobić. Niestety z moich obserwacji wynika, że ludzie zbyt późno zaczynają to
                                  rozumieć. Nasze powiedzenie " mądry Polak po szkodzie" jest tu jak najbardziej
                                  odpowiednie.
                                  Ale wierzę w to, że zawsze jest jakaś szansa, chociaz jest mi teraz ciężko.
                                  • matylda_n Re: dziewczyny świetna książka-poradnik 11.09.06, 08:29
                                    Simone2006, a nie masz poczucia, że już pora określić granice ? Zastanawiałaś
                                    się co dalej, czego TY chcesz ? Wiem, czytałam, że chciałabyś aby wrócił, ale
                                    jek długo zamierzesz czekać ? On nie dotrzymał swojego wyznaczonego terminu,
                                    więc teraz ty możesz wykonać jakiś ruch....
                                    • simone2006 Re: dziewczyny świetna książka-poradnik 11.09.06, 23:05
                                      Matylda oczywiście, że mam takie poczucie. Dużo piszesz na tym forum.
                                      Zastanawiam się tylko czy masz podobne doświadczenia. Bardzo konkretnie
                                      wypowiadasz sie na temat rozterek dziewczyn na forum, ale żeby je zrozumiec
                                      trzeba być w podobnej sytuacji. Czasami nawet najbardziej zdecydowany człowiek
                                      przeżywa rozterki...
                                      • matylda_n Re: dziewczyny świetna książka-poradnik 12.09.06, 13:24
                                        Same rozterki i wątpliwości nie są takie złe, dopóki nie zaczniemy sie nimi
                                        zadręczać, prawda ?
                                        Trudno na podstawie kilku zdań w postach w pełni ocenić sytuację, a tym
                                        bardziej ją zrozumieć.
                                        • matylda_n Re: dziewczyny świetna książka-poradnik 12.09.06, 13:42
                                          przepraszam, za wczesnie mi sie wysłało...
                                          To co uderzyło mnie w twoich postach to taka jakaś bezradność, stąd moje
                                          pytania. Są różne postawy życiowe, każdy wybiera dla siebie tą najbardziej
                                          odpowiednią. Daleko mi do oceniania ciebie. Jeżeli chcesz czekac w
                                          nieskończoność, to czekaj. Ale jeżeli sytuacja zaczyna cie męczyć to warto
                                          chyba coś z tym zrobić. Może zamiast czekać, aż mąż zacznie znów rozdawać karty
                                          zacznij rozdawać je sama ? Może już czas aby wziąć życie w swoje ręce ?
                                          Z doświadczenia wiem, że niezdecydowanie, takie zawieszenie w próżni jest
                                          trudne do zniesienia. Bywa, że podjęcie nawet najtrudniejszej decyzji staje sie
                                          wybawieniem, a podjęcie jakiegos działania otwiera nowe możliwości...
                                          Pozdrawiam
                                          • simone2006 Re: dziewczyny świetna książka-poradnik 12.09.06, 22:33
                                            Witaj Matylda,
                                            Wiesz jak tak się zastanawiam nad tym co napisałaś to jest w tym dużo racji.
                                            Tylko cały czas myślę o naszym synku. Tak bardzo chciałam żeby miał pełną
                                            kochającą się rodzinę. Ale tak jak napisałas będę musiała podjąć jakąś decyzję.
                                            Rozwód kojarzy mi się z czymś niewyobrażalnym a to chyba jedyny krok, który
                                            mógłby coś zmienić w tej sytuacji, bo przecież nie można tworzyć rodziny na
                                            odległość. Ja kocham nadal mojego męża, ale to zawieszenie jest tak jak
                                            napisałas nie do zniesienia. Dziękuję za dobre słowa. Czasami trzeba coś
                                            takiego przeczytać żeby zrozumieć, że nie można tkwić za długo w takiej
                                            sytuacji.
                                            • matylda_n Re: do simone2006 12.09.06, 23:00
                                              Simone, ja nie wiem czy rozwód, czy próba pojednania. Tak samo nie wiem czy
                                              lepsze byłoby rozegranie sprawy vabank (czyli wszystko albo nic), czy może
                                              systemem małych kroczków ale konsekwentnie realizowanych w jakimś wyznaczonym
                                              okresie czasu. To twoje życie, twoja decyzja, ty powinnaś wiedzieć co jest dla
                                              ciebie najlepsze.
                                              Jesteście dorosłymi ludzmi, macie dziecko i z tego powodu powinniście wziąć na
                                              siebie odpowiedzialność za to co dzieje się z waszą rodziną. Prawdopodobnie im
                                              dłużej będziesz zwlekać, tym większa przepaść będzie między wami. Zawalcz
                                              jeżeli masz na to ochotę. Nawet gdyby się nie powiodło, będziesz wiedziała, że
                                              zrobiłaś wszystko co mogłaś w tej sytuacji zrobić.
                                              Powodzenia :)
                                              • simone2006 Re: do simone2006 12.09.06, 23:44
                                                Matylda zgadzam się. Ale Ja już próbowałam róznych sposobów.
                                                Rozmawiałam, starałam się być wyrozumiała, dałam mu czas żeby mógł się
                                                zastanowić czego naprawdę potrzebuje.
                                                Były chwile złości i radości. Boję się, że mieszkając osobno coraz bardziej
                                                oddalamy się od siebie. Kiedy zadaje mu pytanie dlaczego nie wraca, odpowiada,
                                                że nie czuje do mnie pociągu fizycznego tak jak cześniej. Brakuje mu chemii...
                                                To przykre... A Ja naprawdę niewiem co moge zrobić, żeby w ni to obudzić.
                                                Z jednej strony mówi, że nas kocha, z drugiej, nie wraca do domu.
                                                Zagranie Vabank w naszym przypadku nic nie da. Kiedy Ja powiedziałam, że złożę
                                                pozew o rozwód on odpowieział, że jesli poczuje, że chce wrócic to i tak mnie
                                                odzyska. Ja zawsze byłam bardzo zdecydowana, ale ta sytuacja mnie całkowicie
                                                zmieniła. Dziękuję Ci za wiele mądrych słów. Jedno jest pewne spróbuję jeszcze
                                                coś zrobić, żeby nigdy nie mieć do siebie żalu, że poddałam sie w
                                                nieodpowiednim momencie. Myślę, że moje problemy rozwiążą się już niebawem. W
                                                prawo albo w lewo, dłużej w takiej prózni nie będę umiała żyć.
                                                Dziękuję...
            • matylda_n Re:do anika73 10.09.06, 16:50
              A czy ty chociaż wiesz dlaczego twój mąż zachowuje się w ten sposób ? Co
              spowodowało, że powiedział ci tyle przekrych słów ? Przecież coś musiało sie
              stać, nic bez przyczyny się nie dzieje, prawda ? Nie znajdziesz rozwiązania
              problemu dopóki go nie znajdziesz, nie nazwiesz. Takie robienie na złość sobie
              i jemu, byle postawić na swoim do niczego dobrego cię nie doprowadzi. Zanim
              zaczniesz pogrywać zastanów się czy chciałabyś aby on zachowywał się tak w
              stosunku do ciebie...
              Tak faceci są z Marsa.... i takiego Marsjanina masz za męża.... i polecasz
              poradnik, który napisał Marsjanin... zastanów się więc nad tym co napisał
              Kawitator, bo wiele ziaren prawdy w tym jest....



              • anika73 Re:do anika73 10.09.06, 21:39
                Wiesz, to nie takie proste.... pisałam już zresztą o tym wczesniej - między
                nami nigdy nie bylo gierek, sztuczności, byliśmy ze soba szczerzy, mamy
                wspanialego synka, dobre, udane życie... to nie chodzi o robienie na złość, bo
                jestem jak najdalej od takich rzeczy, nigdy to nie bylo potrzebne. Myslę, że
                tak jest jak jedna strona w związku jest bardzo pewna tej drugiej. Jak napisane
                w poradniku: " w małżenstwie ta strona ma przewagę, która jest mniej
                uzależniona od partnera" - i to jest prawda. Uświadomiłam sobie co robiłam źle
                już na początku tego kryzysu - prosilam, płakałam - nie tędy jednak droga. Mój
                mąż jest pewnien, że tylko skinie palcem a ja już biegnę, jak piesek - ale
                wczoraj tak nie było, zagadywał mnie z 10 razy, czy ide, żebym się ubierała
                etc. Był pewien, że pójdę, jednak poszedl sam i nie był chyba zadowolony.
                Zaskoczyło go to, że jednak odmówiłam. Nie bylo to na złość - spokojnie i miło
                powiedziałam, że źle się będę czuła - i już. Przede wszystkim odzyskałam
                szacunek do samej siebie - a to wg książki podstawa do tego, żeby się udało.
                Bóg jeden wie, jak mi ciężko, teraz on śpi, ja ryczę przy komputerze -
                niestety, to nie ja pogrywałam ostatnio tylko on. Zresztą nadal to robi...
                Wierz mi, że najchętniej chciałabym żeby to się skończyło i było jak dawniej -
                mam nadzieję, że tak będzie. To pierwszy taki kryzys i mam nadzieję, że go
                przezwyciężymy. Mimo wszystko.
                • matylda_n Re:do anika73 11.09.06, 08:18
                  Wiem, że proste nie jest....
                  Mam nieodparte wrażenie, że widzisz tylko jedną strone medalu. Patrzysz na
                  was / jego przez pryzmat ofiary, ktora usłyszała kilka przykrych słów od męża,
                  któremu "odbiło" (to twoje słowo). Może być ci przykro, możesz czuć się
                  odtrącona, ale czy choć przez chwilę zastanowiłaś sie dlaczego mu odbiło ? Z
                  góry zakładasz, jakie to satysfakcjonujące życie ma twój mąż i pewnie z
                  nadmiaru szczęścia zaczął kaprysić, co ? A może jednak nie jesteś świadoma
                  wszystkiego ? On twierdzi, że kiedyś już też było ciężko, dlaczego ignorujesz
                  tą informację, najwyraźniej coś mu dokucza, nie pasuje, wiesz co to jest ?
                  Podobnie z tą waszą ostatnią kłótnią, która przyczyniał się do zaostrzenia
                  kryzysu... co się w jej trakcie stało, że nagle zrobiło się tak źle ?
                  Ty chciałabyś aby było jak dawniej, a czy on równiez by tego chciał, pytałaś ?
                  Pozdrawiam
                  • anika73 Re:do anika73 11.09.06, 12:08
                    Nie twierdzę, że zawsze było pięknie, wiadomo, w każdym związku są gorsze i
                    lepsze chwile. Nie mówię, że ja zawsze byłam super, bo nie byłam. A czego on by
                    chciał? Pytałam - on nie wie. Większości rzeczy nie wie. Do tego mamy dziecko,
                    które bardzo kochamy i które od zawsze miało normalny dom, przecież jemu
                    zawaliłby się świat. Zawsze jest tak, że winne są dwie osoby, może w różnym
                    stopniu. Powiem tak: wiem jaka jestem i znam swoje wady ale nie mogę się
                    zgodzić z tym, że byłam dla niego aż taka zła. bo wiem, że nie tak było. Być
                    może go ograniczałam czasami - ale czy to trudno zrozumieć, że na pewne rzeczy
                    nie chciałam się zgadzać?! Zresztą, ja uważam, że on ograniczał mnie bardziej
                    niż ja jego. Gdybym była bardziej uparta, to mielibyśmy podobną sytuację tylko
                    role byłyby odwrócone....
                    pozdrawiam
                    • julka.wiktoria Re:do anika73 11.09.06, 12:26

                    • matylda_n Re:do anika73 11.09.06, 19:07
                      Hmm, to dlaczego chcesz ratować to małżeństwo ?
                      Niewiele wiesz o swoim mężu, o jego problemach, bo niewątpliwie jakieś ma.
                      Skoro zdobył się na tak przykre dla ciebie wyznania, to musiał sobie wiele
                      spraw przemysleć. Być może nie wie jak rozwiązać problem, z którym się boryka
                      (jak ma wygladac przyszłość)ale niewątpliwie wie co jest problemem. Pierwszym
                      krokiem do wyjścia z konfliktu jest wspólne(!) ustalenie jego przyczyn. Ty
                      narazie szukasz rozwiązań po omacku opierając sie na własnych domysłach i
                      wyobrażeniach o mężu, które wyglada na to, że są nie do końca zgodne z
                      rzeczywistością....
                      • julka.wiktoria Re: co radzicie 11.09.06, 20:02

                        • dixia Re: co radzicie 11.09.06, 22:41
                          Jemu zaproponował bym wysyłanie SMS'ów młotkiem...
                          • julka.wiktoria Re: co radzicie 12.09.06, 00:52

                        • anika73 Re: co radzicie 12.09.06, 10:36
                          julka - przede wszystkim zdobądź się na pewność siebie, mało mów, i przede
                          wszystkim miej dla siebie dużo szacunku. Wiem, że to ciężko, ale nie proś i nie
                          błagaj, bo to odnosi odwrotny skutek. Facetowi pętla się jeszcze bardziej
                          zaciska na szyi. Placz sobie jak jesteś sama, przy nim tego nie okazuj.
                          Trzymam kciuki pa
                      • anika73 Re:do anika73 12.09.06, 10:42
                        Dopiero zauważyłam ten post - matyldo - przecież ja go kocham, wiem, że on też
                        bardzo kocha/kochał mnie. Mamy dziecko, pół życia razem, nie umiem ot tak
                        odpuścić. Rzeczywiście - on nie wie, jak by chciał żeby to bylo dalej, musi
                        poukładać sobie wszystko etc. Niech układa - dałam mu luz, proszę bardzo. Tylko
                        wiesz, nie jest dla mnie rozwiązaniem wymyslanie wyjazdów z kolegami czy
                        chodzienie z nimi po nocnych lokalach..... Ale skoro potrzebuje - niech będzie.
                        Powiedziałam mu jasno, że go nie chcę zatrzymywać siłą, ani nie mogę. Wybór
                        należy do niego. Tylko wiesz, moja cierpliwość też ma granice...
                        Z drugiej strony jak na to spojrzę - wygodnie ma w tej chwili, prawda? W domu
                        wszystko zrobione, uprane i jeszcze żona nie wisi nad uchem, on robi co chce...
                        chyba nie na tym polega partnerstwo.
                  • groszek_73 Re:do anika73 11.09.06, 12:47
                    dziewczyny, spójrzcie też na siebie.
                    • anika73 Re:do anika73 11.09.06, 18:47
                      groszek - patrzymy - przecież wyraźnie piszemy, że nie jesteśmy doskonałe, mnie
                      np. coś takiego spotyka po raz pierwszy w życiu, strasznie ciężko przez to
                      przejść, zważywszy, że zawsze potrafiliśmy się dogadać. Fakt, że ostatnio
                      czułam, że coś się dzieje, nawet próbowałam o tym rozmawiać - ale w odpowiedzi
                      było milczenie. Dlaczego?? Dlaczego nie potrafimy ze sobą rozmawiać szczerze?
                      Przecież mogliśmy spokojnie o tym rozmawiać, nie czekać aż dojdzie do kłótni i
                      kryzysu, tym bardziej, że mi bardzo zależało i zależy - dużo we mnie dobrej
                      woli, żeby wszystko ułożyć - tylko, na Boga, nie jestem Duchem Swiętym i nie
                      czytam w jego myślach.
                      Jego milczenie i zamyslenie dawało mi coś do zrozumienia, tylko trudno na to
                      wpaść.
                      Czasem mężczyźni mają pretensje, że kobiety chcą nie wiadomo czego, że lepiej
                      żeby powiedziały wprost - to działa w obie strony.
                      Jeszcze raz podkreślam - ja nie jestem bez winy.
                      • matylda_n Re:do anika73 11.09.06, 19:17
                        Aniko, zauważ, że twój mąż komunikuje pewne sprawy, może tylko ty nieumiejętnie
                        słuchasz ? Zdobył się na odwagę, wyznał swoje wątpliwości, pewnie i obawy. A co
                        z tym zrobiłaś ? W pierwszej chwili przyjęłaś jako atak na siebie, odrzucenie i
                        nic w tym dziwnego, bo każdy tak by to przjął. I co dalej ?
                        • anika73 Re:do anika73 12.09.06, 09:39
                          co dalej? Pracuję nad tym... Zmieniłam radykalnie pewne rzeczy, tylko
                          chciałabym wiedzieć, że on tego też chce, że jeszcze jest o co zawalczyć. A mam
                          taką nadzieję, że tak jest.
                          Matylda, piszesz tak jakbyś była nim :-))) Serio, mam takie wrażenie ;-)
                          • matylda_n Re:do anika73 12.09.06, 12:46
                            Ja patrzę na opisywaną przez ciebie sprawę nieco bardziej obiektywnie i z
                            dystansem. I próbuje jedynie wybić cię z obranego punktu widzenia. Podchodzisz
                            do waszego związku bardzo egocentrycznie, twój punkt widzenia kończy się na
                            czubku własnego nosa (bez urazy, nie chcę cię obrazić), a przy takim podejściu
                            trudno wyjść z konfliktu.
                            Powtórzę się: uważam, że na początku powinniście wspólnie(!!) ustalić co jest
                            źródłem waszego konfliktu. Na szukanie rozwiązań przyjdzie czas, ale najpierw
                            trzeba poznać, ustalić wspólnie(!) co jest problemem. To tak jak z chorobą,
                            trzeba wiedzieć, gdzie boli, żeby podać odpowiednie lekarstwo. A ty mam
                            wrażenie, że serwujesz juz całą apteczkę medykamentów, nie diagnozując nawet
                            objawów.
                            Kryzysy małżeńskie niosą ze sobą ryzyko rozstania. Nikt nie da ci gwarancji na
                            przyszłość, że wszystko sie dobrze ułoży. Wiele zależy od ciebie, a
                            jednoczesnie nie masz wpływu na wszystko, bo małżeństwo to związek dwojga osób.
                            Podejmując walkę o ratowanie związku musi także podjąć ryzyko porażki.
                            Życze powodzenia :)
                            • anika73 Re:do anika73 12.09.06, 16:06
                              Matyldo - próbowałam to ustalić razem z mężem. Wiem o co mu chodzi, on wie o co
                              chodzi i mnie. Widziałam wcześniej, czułam, że coś się dzieje, próbowałam
                              rozmawiać o tym - bez rezultatu. On mnie zbywał. Może uniknęlibyśmy tej
                              sytuacji, gdyby można było wczesniej o tym rozmawiać. Obserwując cały ten
                              miesiąc widzę, że jemu też jest ciężko, zresztą nieraz sygnały od niego przeczą
                              jedne drugim. Gdyby rzeczywiście chciał odejść pewnie już by go nie było. Więc
                              pewnie jest jakaś nadzieja. Wiesz, nie mogę zrozumieć, że przy pierwszym
                              poważnym kryzysie chciałby tak łatwo się poddać.... Bo rozstać można się
                              zawsze, a jesli choć trochę milości się tli to chyba warto próbować, tak myslę.
                              Niemniej jednak dzięki za twe uwagi, na pewno to lepiej gdy trzecia osoba z
                              boku ocenia. Szkoda, że on nie pisze takich postów, wszystko byloby dużo
                              prostsze ;-)
                              Swoją drogą proponowałam wizytę u specjalisty od takich rzeczy - nie ma mowy.
                              pozdrawiam
                              • matylda_n Re:do anika73 12.09.06, 23:28
                                Nooo, rozmowy w takich kryzysowych sytuacjach niestety nie są łatwe. Często
                                jedna niewiele wyjaśnia i trzeba podejmować kilka prób wyjaśnienie o co tak
                                naprawdę chodzi. Atmosfera wrogości czy niezrozumienia nie sprzyja
                                uzewnętrznianiu własnych skrytych problemów. Często dochodzi obawa, że
                                ujawniając swój problem, partner zbagatelizuje go, albo co gorsza wykorzysta to
                                jako nasz czuły punkt w kolejnej kłótni, boleśnie raniąc. Dlatego ważne co
                                będzie działo sie po takiej rozmowie-zwierzeniach. Najlepiej byłoby ustalić
                                jakiś wspólny front działania, bo starania jednoosobowe to za mało.
                                Zgadzasz się z jego zarzutami w stosunku do ciebie ?
                                • anika73 Re:do anika73 13.09.06, 08:22
                                  Trochę tak, teraz jest znów jakby gorzej - ja się wycofałam, on jest jakby
                                  bardziej wrogo nastawiony, śpi w innym pokoju, coraz mniej czasu spędza z nami -
                                  choć ja też się odsuwam, nie wiem zamiast być lepiej jest chyba gorzej, z
                                  innych źródeł wiem, że chyba nas nie skreslił całkowicie, najgorsze jest takie
                                  zawieszenie i czekanie nie wiadomo na co....
    • simone2006 Re: upokorzona 13.09.06, 21:13
      Witajcie,
      jak Wasze nastroje...
      Ja staram się ładować pozytywną energią, ale czuje się taka bezradna i wiem, że
      powiedzenie weź sprawy w swoje ręce nic nie da. To czekanie jest nie do
      zniesienia. Zdecydowałam, że jesli do końca wrzesnia nasze sprawy się nie
      wyjasnią to złożę pozew. To trudna decyzja, ale chyba jedyna słuszna w tej
      sytuacji. Próbowałam już róznych sposobów, bezskutecznie. Mam nadzieję, że u
      Was jest lepiej i rozwiążecie swoje problemy:)))
      • julka.wiktoria Re: upokorzona 14.09.06, 00:47

    • anika73 Re: upokorzona 14.09.06, 17:58
      Hej dziewczyny,
      ja czekam, mieliśmy wczoraj rozmowę, spokojną, on nie wie jeszcze czego chce,
      powiedziałam, że ja rozstania nie chcę, ale jeśli on tak chce - to go nie
      zatrzymam. Dziecku powiedział, że się wszystko ułozy i będziemy wszyscy razem.
      Może chce żebym coś zrozumiała? Nie wiem, w każdym razie mam nadzieję. Z
      drugiej strony postanowiłam zrobić coś dla siebie, bardziej się sobą zająć, bo
      tak naprawdę, dotąd żyłam naszym i jego życiem - a gdzie było moje?
      Pozdrawiam i trzymam kciuki za Was
      • simone2006 Re: upokorzona 14.09.06, 20:20
        Witajcie,
        To dobrze rokuje jesli twó mąż mówi dziecku, ze wszystko się ułoży.
        Ja dzisiaj podjęłam decyzję o rozwodzie.
        Próby rozmowy nic nie dają. Kiedy pytam się go czy chce do nas wrócić on cały
        czas mówi, jeszcze tydzień. Ile można czekać!!!
        Ja juz nie mogę! Trzymajcie za mnie kciuki, żebym pojechała do Sądu i złożyłą
        te papiery bo to chyba najtrudniejsza decyzja w życiu, ale Ja juz niestety nie
        widzę światełka w tunelu...
        • matylda_n Re: do simone2006 15.09.06, 08:16
          Przykre to co piszesz, choć czasami trzeba poprostu spojrzeć prawdzie w oczy...
          A na co potrzebny mu jeszcze kolejny tydzień ? Jeżeli nie zrobił czegoś przez
          kilka miesięcy, to nagle przez tydzień zrobi ? Niech nie zachowuje sie jak
          rozkapryszone dziecko. Jest dorosłym człowiekiem i ma wziąć odpowiedzialność za
          waszą rodzinę. Jeżeli nie jest na to gotowy, to zabezpieczaj sie poprostu przed
          tym aby nie zostać ofiarą, np finansowych poczynań swojego męża. Pamiętaj, że
          gdyby mąż pozaciągał sobie teraz kredyty, popadł w długi, to ty też będziesz je
          spłacać.

          • simone2006 Re: do simone2006 15.09.06, 09:29
            Wiem, dlatego chce w najbliższym tygodniu zająć się sprawami formalnymi.
            Zastanawiam sie tylko czy nie zacząć od separacji, która zabezpieczy mnie
            jednak przed skutkami wzięcia ewentualnych kredytów przez mojego męża, a
            jednoczesnie nie przekresli wszystkiego definitywnie.
            • matylda_n Re: do simone2006 16.09.06, 13:28
              Separacja to też jest jakieś rozwiązanie. Nie pozwól tylko aby mąż zamknął cię w pułapce swojego niezdecydowania. Powodzenia życzę :)
      • matylda_n Re: do anika73 15.09.06, 08:03
        Musisz wziąć pod uwagę, że on jeszcze dłuuugo może byc niezdecydowany. Taki
        stan może trwać nawet miesiącami. W jakimś sensie to jego niezdecydowanie
        działa na twoją korzyść, więc myślę, że można wykorzystać ten czas na
        odbudowanie pozytywnych relacji.
        A o siebie oczywiście się zatroszcz, tylko uważaj aby mąż nie poczuł sie przez
        to odsunięty na bok, bo to pogłębi wasz kryzys.
        Małżeństwo to umiejętne łącznie własnego i wspólnego życia. Jego życie zostaw
        jemu do przeżycia ;) Czy to nie była czasami przyczyna problemów, taka twoja
        namierna ingerencja w jego życie ?
        Pozdrawiam
        • anika73 Re: do matylda_n 15.09.06, 09:59
          Matyldo - dokładnie tak jak piszesz. U nas wyglądało to tak - pracowalam razem
          z nim, w tej chwili nie mam już nic do robienia, mamy pracownika, który sobie
          radzi; on po pracy tenis lub co innego, ja czekalam. Po prostu mi się nudziło!
          więc czekałam na niego, dzwoniłam nieraz. Ile można biegać po mieście i
          koleżankach - dziecko w przedszkolu a ja sfrustrowana, bo nie bylo moim
          marzeniem siedzienie w domu i pichcenie obiadków. Więc.... zapisałam się do
          rocznej szkoły, zawsze interesował mnie wystrój wnętrz, więc zamierzam robić
          coś co lubię. nie wiem tylko jak mu to powiem, bo wiąże się to z wyjazdami co
          drugi weekend - ale to w sumie 4 dni w miesiącu, musi to przeżyć.
          Fakt, było tak że byłam zawsze mało zdecydowana i każda moja
          próba "usamodzielnienia" się była negowana w ten czy inny sposób. On jest
          troche na mnie zły, bo i ja jadę na wakacje z koleżanką, uważa że robię na
          złość, ale wolałam jechać nż siedzieć i mysleć co on robi w egipcie. No coż,
          musi przełknąć i szkołę, bo calkowite uzaleznianie się od niego nie wypaliło.
          Będę miała zajęcie i on też inaczej na mnie spojrzy :-)
          Dziś mam w sobie dużo optymizmu, choć nadal huśtawki nastrojów są okropne, ale
          czuję, że będzie dobrze.
          Dziewczyny, trzymajcie się mocno, życzę każdej wytrwalości.
          Pozdrawiam
          • matylda_n Re: do matylda_n 16.09.06, 13:23
            Myślę, że wyjazd z koleżanką to dobry pomysł :) Ten kursik tez brzmi zachęcająco. Widzę, że obierasz dobry kierunek zmian w waszym życiu. Powodzenia
            • anika73 Re: do matylda_n 16.09.06, 15:01
              No :-)
              Cieszę się, że podejmuję dobre decyzje, wreszcie samodzielnie, bez oglądania
              się na męża :-)
              Pozdrawiam
              • simone2006 Re: do matylda_n 17.09.06, 21:58
                Witajcie,
                mam nadzieję, że trzymacie się dzielnie.
                Ja jestem po chrzcinach mojego synka. To wielkie przeżycie:)
                Było bardzo rodzinnie, a nasi znajomi powiedzieli, że wogóle nie wyglądamy na
                parę, która przechodzi kryzys.
                Poczytałam trochę waszych postów i postanowiłam, że muszę zająć się sobą, że
                nie mogę cały czas myśleć czy on wróci czy nie. Od 7 września zaczynam nowe
                studia, zaoczne (kierunek, który zawsze mnie pasjonował). Oczywiście zajmę się
                również sprawami formalnymi związanymi z naszym związkiem, ale stwierdziłam, że
                muszę zacząć żyć dla siebie i czerpać z życia to co najlepsze.
                Mam dziwne wrażenie, że to przyniesie bardzo pozytywne skutki.
                Pozdrawiam Was i przesyłam masę pozytywnych promyczków:)))
                • anika73 Re: do simone 18.09.06, 09:10
                  Simone - tak trzymaj ;-)
                  Ja też zaczynam roczną szkołę, wreszcie zrobię coś dla samej siebie, bo dawno
                  temu zrezygnowałam z siebie i to teraz się na mnie zemściło - tak nie wolno
                  robić. Czuję, że też będzie dobrze, zwłaszcza, że to może zmienić dużo i na
                  lepsze w naszym życiu. Myslę, że u Ciebie będzie podobnie :-)
                  Może było mi to wszystko potrzebne po to, żebym to wreszcie sobie uświadomiła?
                  Gdyby nie ten kryzyzs nie zdecydowałabym się na szkołę, choć myślałam o tym od
                  kilku lat. Moje życie znów byloby "nijakie", a tak....
                  Dając jemu wolność i oddech od siebie jednocześnie podarowałam tę wolność
                  sobie :-)
                  A to może zupełnie odmienić nasze role :-)
                  Pozdrawiam dziewczyny, bardzo dużo dało mi to forum, zwłaszcza rady matyldy,
                  dzięki :-)
                  p.s.
                  zajrzę tu może jeszcze przed wyjazdem, jeśli mi się nie uda, to po powrocie,
                  papa
    • simone2006 Re: upokorzona 25.09.06, 21:37
      Witajcie po małej przerwie,

      Ciekawa jestem jak się trzymacie. Ja przeżywam chuśtawkę nastrojów, chociaż
      musze przynać, że czas leczy powolutku rany. Oczywiście jeszcze nie podjęłam
      decyzji ostatecznej, ale umówiłam się z prawnikiem, żeby trochę się
      zabezpieczyć. Nie przeraża mnie już tak bardzo myśl, że jestem sama, chociaż
      oczywiście bardzo, bardzo bym chciała żeby to wszystko się naprawiło:)
      Od jakiegoś czasu wchodzę na to forum i jest mi lżej. Przeczytałam tu wiele
      mądrych wypowiedzi, które również mi pomogły. Obiecałam sobie, że nie będę już
      pytać czy On wróci. Dość. Ciekawa jestem jak Wam się układa? Jedno jest pewne
      przezywanie rozterek uczuciowych jest bardzo ciężkie... Mimo wszytko Ja nadal
      wierzę...
      • julka.wiktoria Re: upokorzona 25.09.06, 22:31

    • simone2006 Re: upokorzona 27.09.06, 20:43
      Witajcie,
      A Ja dzisiaj poczułam się naprawdę upokorzona.
      Umówiłam się z moim mężem na spotkanie. Miał się spotkać z naszym synkiem i
      porozmawiać ze mną. I nie pojawił się. Nie zadzwonił.
      To przykre, powiedziałam synkowi, że przyjdzie Tata i niestety go rozczarowałam.
      Dużo sobie czytam na tym forum o dobrych związkach, złych, o tym, że należy
      rozmawiać, próbować, nie poddawać się. Ale co w sytuacji kiedy nie ma szans na
      dialog, kiedy druga strona ucieka od rozmowy... a jednocześnie nie chce
      rozwodu...


      • anika73 Re: witajcie 28.09.06, 10:16
        Hej, hej,
        wróciłam, wyjazd był nawet udany, choć ja nie do końca się nadaję na samotne
        wyjazdy - wszędzie pary trzymające się za rączki etc - a mi smutno. ale nic to -
        sytuacja na razie bez zmian, mąż lekko obrażony, powitanie to było
        zdawkowe "cześć", ale kwiatki urodzinowe czekały, choć nie było wręczania. No
        coż, najlepsze w tej sytuacji to odsunąć się na bok i mieć szacunek do samej
        siebie, przeczekam, nie mam wyjścia... Trzymajcie się dziewczyny, papa
    • simone2006 Re: upokorzona 30.09.06, 20:14
      Witajcie,
      Jakos ten wątek przestała istnieć. A szkoda.
      Mam tylko nadzieję, że poukładało się u Was i dlatego nic nie piszecie. Jednak
      jeśli znajdziecie wolną chwilę, to napiszcie co u Was słychać.

      Pozdrawiam
      • anika73 Re: upokorzona 02.10.06, 10:19
        hej hej
        u mnie jednak nadal bez zmian, za to we mnie samej sa zmiany jakich sie nawet
        nie spodziewalam, wyluzowalam, co bedzie to bedzie, teraz niech on sie stara,
        jesli jeszcze chce. Ja spedzilam super weekend w Trojmiescie, skupiam sie
        totalnie na sobie, to podobno najlepiej dziala ;-)
        Przynajmniej wyszlam z placzu i depresji, a jak ma byc dobrze (a podobno tak)
        to bedzie, mnie szkoda marnowac najlepszych lat zycia na placz.
        Pozdrawiam was dziewczyny i glowa do gory, a ja bylam przypadkiem tragicznie
        beznadziejnym :-)))
    • anika73 Re: to działa :-) 03.10.06, 12:24
      Dziewczyny, muszę się pochwalić, że następują zmiany chyba w dobrym kieunku :-)
      Zmiana nastąpiła we mnie, mam nadzieję, że na trwałe, i od razu są efekty :-)
      Myślę, że w jakiś sposób druga osoba (mam na myśli mego męża) to odczuwa, może
      poczuł, że już nie jestem w 100% jego własnością, że mu coś umyka? W każdym
      razie wiem, że kierunek jest prawidłowy :-)choć jeszcze do doskonałości daleko
      oczywiście. I mam nadzieję, że teraz zamienimy się miejscami i to on będzie
      zabiegał o mnie :-)
      Pozdrawiam Was gorąco, mam nadzieję, że wątek będziemy kontynuowały :-)
      Trzymam też kciuki żeby Wam się poukładało...
    • anika73 Re: upokorzona 12.12.06, 12:49
      Dziewczyny, zaglądacie tu jeszcze? ciekawa jestem, jak Wasze sprawy. U mnie
      nieco lepiej, ale wszystko odbywa się bardzo powoli. wiem, że trzeba dużo
      wytrwalości i stanowczości, wiary w siebie. Mimo wszystko, ja dużo zyskałam,
      dla samej siebie. Życzę Wam i sobie pomyslnego zakończenia wszystkich kłopotów,
      pozdrawiam
      • simone2006 Re: upokorzona 14.12.06, 00:47
        Witajcie,
        Ale długo mnie tu nie było:)
        U mnie finał już tuż, tuż,ale powiem Wam szczerze, że wcale nie czuję się źle.
        Znam już powód "rozterek" mojego męża.
        Poprostu miał romans:)
        I wiecie co czuję się teraz lżej o 20kg.
        Zaczynam od nowa i jest mi dobrze.
        Oczywiscie sa trudne chwile, ale radze sobie.
        Chciałabym bardzo podziekowac Wam za pomoc w tych trudnych momentach,
        szczególnie Matyldzie, bo Ona potrafiła postawic mnie na nogi.
        Zyczę Wam dużo szczęścia i Wesołych Świąt,bo one już tuż, tuż.

        Pozdrawiam
        • zezowatana102 Re: upokorzona 14.12.06, 04:47
          Zyczę wspaniałych Świąt i Cudownego Nowego Roku.A dlaczego cudownego?
          Rozumiem,ż w 2007 będziecie Dziewczyny po rozwodzie!!!Przykro!!!nie moze być 1
          romans i On wraca i kocha-On już całe życie będzie miał romanse!!!Im szybciej-
          tym dla Was lepiej!Szczęścia duzo życz na ten NOWY 20007!!!!!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja