new-age
30.01.07, 23:27
Witam,
Mam problem z oziębłością męża i proszę Was o radę lub pomoc w zrozumieniu
problemu. Jestem mężatką od 4,5 roku (znamy się od 5,5 roku). Zakochaliśmy
się w sobie prawie od pierwszego wejrzenia. Spotykaliśmy się codziennie,
zabierał mnie na kolację, kochaliśmy się, kiedy tylko była okazja,
rozmawialiśmy dużo i o wszystkim. Wydawało mi się, że trafił mi się człowiek
idealny! Po sześcioletnim nieudanym związku, albo raczej młodzieńczym
błędzie, poznawałam świat od nowa. Jego spokój, odpowiedzialność i otwartość
bardzo mi odpowiadała. Jemu natomiast podobała się moja spontaniczność,
szczerość i dobroć. Szybko, bo po 4 miesiącach zaręczyliśmy się i zaraz potem
organizowaliśmy ślub, którego datę wyznaczyliśmy 10 miesięcy później. W
między czasie kupiliśmy mieszkanie. Od tego momentu zaczęły się problemy z
naszym życiem intymnym. Coraz rzadziej się kochaliśmy. Nie zauważałam tego,
ponieważ mieliśmy tyle zajęć (przygotowania do ślubu, meblowanie mieszkania).
W tym czasie ponad to mąż miał dosyć stresującą pracę, więc starałam się na
to zgonić winę. Ale te problemy zaczęły się pogłębiać! Przerwy po 3-4
miesiące. Chciałam dziecka, on nie, więc brałam to pod uwagę jako strach
przed ciążą. Zaparłam się w sobie i o nic nie prosiłam, więc doczekałam się
seksu po 9 miesiącach…zaszłam w ciąże tylko dzięki temu, że bardzo nalegałam
w dni płodne na seks. Po zajściu w ciąże nie kochaliśmy się przez 13
miesięcy. Mnie to nie przeszkadzało, bo w ciąży się bałam, a po ciąży
wiadomo. On nawet o tym nie wspomniał, a myślę, że gdyby chciał i ja bym nie
odmówiłam. Reasumując podliczając życie seksualne z moim mężem wychodzi
średnio 3-4 razy do roku…
Rozmawiałam z nim nie raz. Pytałam co się dzieje? Czy może ode mnie czegos
oczekuje? Czy jest chory? Czy mnie kocha? Odpowiedz jest zawsze taka sama…
kocham cię. Po prostu nie mam ochoty na seks. Tak naprawdę seks jest tylko
częścią problemu. On nie szuka kontaktu ze mną. Nie przytula się, nie całuje,
nie poklepie, nic. Ma swoje interesowania i temu się poświęca. Częściej
przytula się do naszego psa. Mogę chodzić naga po domu i nie ma żadnej
reakcji z jego strony. Jestem raczej atrakcyjną kobietą (nie zrozumcie tego
źle). Kiedyś byłam czułą osobą, wiecznie chodziłam za nim i przytulałam się.
W pewnym momencie już mnie to zmęczyło…proszenie się o czułość. Nigdy mnie
nie odepchnął, ale chciałabym czasem, aby to on coś zrobił od siebie. Jak on
się do mnie przytula czy chce dać buzi to mam wrażenie, że całuje swoją
babcię…Nie rozmawia ze mną. Nie opowiada mi jak spędził dzień. Często nie
odpowiada mi na moje pytania, bo po prostu mnie nie słucha. Wiem, dużo mówię…
moja wina. Jest dobrym człowiekiem, ma dużo cierpliwości do mnie. Pomaga mi
przy dziecku, nie chodzi nigdzie (tak mi się wydaje), nie kłóci się, nie bije
mnie, nie nadużywa alkoholu. Wbrew pozorom jest wręcz idealnym mężem. Ale
tylko ja wiem jak ciężko żyje się w takim związku. Czuje się mało
wartościowa, szukam winy w sobie.
Powiedzcie co o tym sądzicie? Czy seks 4 razy do roku to normalna sprawa?
Jeśli nie to co może być powodem oziębłości? Kochanka mała prawdopodobna, ale
nigdy nie mów nigdy. Może powinnam wynająć detektywa? Może powinnam iść po
poradę do psychologa? Nie wytrzymuje powoli tego psychicznie…
Jak Wy to widzicie?