Dodaj do ulubionych

przypadek beznadziejny...

08.03.07, 21:10
kiedyś się już skarżyłam na brak zainteresowania męża mną, niespełna
trzydziestoletnią kobietą, a teraz - po upływie prawie dwóch lat - sytuacja
uległa jeszcze pogorszeniu (o ile to możliwe), bo jestem po mastektomii,
chemioterapii, radioterapii i w trakcie hormonoterapii; nadal mam jednak
potrzeby...
a mąż nie chciał mnie zdrowej i hożej, to co dopiero teraz: łysa,bez cycka i
z wymuszonym klimakterium?
mimo wszystko nie czuję się nieatrakcyjną raszplą i te moje przejścia jakoś
nie wpłynęły druzgocząco na sferę seksualną: ciągle mam ochotę
to dopiero czad? smaczny kąsek dla zboczeńców...
ech, życie, życie...
Obserwuj wątek
    • pytajac_o Re: przypadek beznadziejny... 08.03.07, 21:49
      sądzac po cyferkach 78 to twoj rocznik - nie mów wiec iz jestes stara, zycie
      przed Tobą kobieto, a mąż... niech spada na drzewo
      • stara78 Re: przypadek beznadziejny... 08.03.07, 22:40
        taa... całe życie, ile? parę miesięcy, lat, czy może naprawdę mi się uda? nie
        poddaję się walczę, ale i mam świadomość, że to rak. Może dlatego i ochota mi
        się zwielokrotniła, bo chciałabym się nacieszyć, póki mogę. A w mojej sytuacji?
        Jak? Przecież męskiej dziwki nie wynajmę, chociażby z braku funduszy :).
        Autoerotyzm mi się już przejadł! Potrzebuję faceta! Chciałabym, żeby to był mój
        mąż, ale on nie "stanął" :) na wysokości zadania i nie udaje nawet, że pociąga
        go jego okaleczona żona. A ja mam teraz myśleć o rozwodzie, szukaniu nowego
        partnera, kiedy nie wiem, czy dożyję kolejnych świąt?
        Huston, chyba mamy problem.
        • kawitator Re: przypadek beznadziejny... 09.03.07, 05:45
          Huston, chyba mamy problem.


          Huston mamy ich Wylądowali Wszystko OK
          kurwa ale było....

          Dożyjesz i to niejednych ;-))))))
        • nico_priv Re: przypadek beznadziejny... 09.03.07, 10:01
          Jedno co mi przychodzi do głowy - co za głupi fiut. Nawet jak nie pociągasz go
          na zasadzie "zdobywania" Cię, to przecież może wysilić się na codzienne zdrowe
          rżnięcie w ramach rekonwalescencji, dla poprawienia nastroju. Jak mu się nie
          podoba przód - przecież może od tyłu, ma dwie śliczne dziurki które dają tyle
          radości obojgu.
          Obyś żyła długo i niekoniecznie z taką znieczulicą.

          Pozdrawiam gorąco
          • mreck Re: przypadek beznadziejny... 09.03.07, 10:27
            nico puknij sie w głowę.
            fiut to nie trzonek od młotka, a problemy które były, pozostały. seks to nie
            jałmuzna, ani nie terapia.
            seks to egoizm.
            • czarek_wa Re: przypadek beznadziejny... 09.03.07, 11:09
              nie bardzo rozumiem, co to znaczy, że seks to egoizm. Widzisz, związek to
              dawanie z siebie tego, co druga strona potrzebuje. Kobieta gotuje dla męża nie
              dlatego, że lubi gotować dużo, tylko dlatego, że ma przyjemność, jeśli komuś
              ten obiad sprawi przyjemność. I na tym polega dawanie z siebie. Wszystko co
              robisz dla drugiej osoby w tak trudnych okolicznościach, to jest terapia i to
              bardzo potrzebna. Jak zrozumiałem, wcześniej facet nie dawał z siebie raczej z
              lenistwa, a nie z jakiś konkretnych przyczyn, więc mógłby się nieco teraz
              postarać.
              PS. A fiut jak stanie, dość przypomina trzonek od młotka.
    • gacusia1 Re: przypadek beznadziejny... 09.03.07, 17:10
      Momo,ze smutne i przykre,to przepelnione nadzieja i optymizmem sa Twoje posty!
      Podziwiam Cie! Trzymaj sie cieplo! Zycze porzadnego wy...nia ,-)))) Sorki!
      • zygzak60 Re: przypadek beznadziejny... 09.03.07, 17:58
        gacusia dobrze zauważyła
        ile w Tobie optymizmu tyle jesteś warta grzechu
        ;)
        • oliviaaa1 Re: przypadek beznadziejny... 09.03.07, 21:52
          grunt to pozytywne nastawienie :) pomyśl, że niejedna chciałaby chłopa w domu, ale znaleźć nie może.. i same biedne siedzą czychając na żonatego chociażby:) a tak to ktoś zawsze przytuli, pogada..
          • zygzak60 Re: przypadek beznadziejny... 09.03.07, 23:22
            oliviaaa1 napisała:
            > tak to ktoś zawsze przytuli, pogada..

            przytuli i pogada także mama
            ale nie o takiej miłości tu mowa
            kochający mąż - może więcej - może ....wszystko
    • alta_rica Re: przypadek beznadziejny... 10.03.07, 01:40
      Nie wiem czy nie trzeba by jednak zmienic męża.....

      A co do przyszłości - może byc jeszcze piękna.... Wiem co mówię, moja ciotka
      przeszła mastektomię(obie piersi) jeszcze na studiach. Nowotwór złośliwy, nie
      dawali jej żadnych szans na przeżycie, czekali na przerzut. Tymczasem ona
      wyjechała na jakiś staż studencki do Włoch (żeby jeszcze cos zobaczyc przed
      śmiercią), poznała niesamowitego faceta, wyszła za niego, urodziła dwoje
      wspaniałych dzieci (dziś już dorosłe) i jest cenionym w swojej dziedzinie
      profesorem włoskich uczelni. Od operacji mija w tym roku 29 lat.

      :-)))
    • dadaczka kochana stara babo 14.03.07, 18:45
      zycie w Tobie jest silne, wiec jest nadzieja, ze ani rak, ani mąż fiutas
      złamany go nie pokona (przepraszam, ale zła jestem na Twojego męża, na mojego i
      na innych takich różnych, co to nie stają na wysokości zadania. A na Twojego
      szczególnie).

      wiesz co, wielu facetów szuka kobiet. Naprawdę. I to wcale nie takich kiepskich
      facetów. A już kobiet, którymi się można zaopiekować i mieć seks bez
      zobowiązan... Tylko rzuć hasło, choćby rzuć ogłoszenie na portalu randkowym -
      sama się przekonasz. Nie musisz od razu mówić każdemu, że rak, mastektomia itp
      (bo się może taki jeden z drugim wystraszyć problemów). Ale spróbuj - nawet
      jak nie skorzystasz, to humor sobie poprawisz.

      I jeśli to mialoby Ci dobrze zrobić, pomyśl o rekonstrukcji piersi. Warto
      uzbierać na zabieg, chirurdzy takie cuda teraz robią z tymi wkładkami i bez
      nich - tylko trzeba sobie dać szansę. A włosy odrosną: gęste, kręcone i mogą
      być w innym kolorze niż były :-)

      Jeśli mąż w tej szczególnej sytuacji nie staje na wysokości zadania, to ja nie
      wiem, czy zasluguje na wierność....ja chyba bym już przestała mieć skrupuły...

      Nie daj się!
    • kici10 Re: przypadek beznadziejny... 14.03.07, 22:49
      Kochana, o jakich Ty zboczeńcach piszesz? Czy jeśli komuś utnie palec, to też
      nadaje się tylko dla zboczeńców? Czym rózni się cycek od palca? Zresztą
      chwilowy brak cycka nie jest sprawą ostateczną. Możesz wstawić sobie implanty,
      które będą dużo ładniejsze od własnego. Nie zwiotczeją, nie obwisną. Włosy na
      głowie często po chemioterapii odrastają dużo ładniejsze niż były przedtem. Nie
      wiem dlaczego, ale sama widziałam. To też tylko chwilowy brak.
      Dostałaś za jednym zamachem dwie nowe szanse na życie. Pierwsza, wiadomo jaka.
      A drugą szansą jest to, że zobaczyłaś męża we właściwym świetle. Trudno jest
      żyć z kimś na kogo nie można liczyć w krytycznych chwilach. Gdyby nie ta cała
      sytuacja, to pewnie żyłabyś w nieświadomości jeszcze wiele lat, dręczyła się i
      dołowała. A tak już wiesz. Boli, ale daje szansę na lepsze jutro.
      Nie wrzucaj wszystkich do jednego wora bezmózgowców, dla których tylko młodzi,
      piękni zdrowi i bogaci mają prawo żyć i być szczęśliwi.
      Spójrz, ostatniej żonie Paul'a McCarney'a nawet brak nogi nie przeszkadzał by
      go uwieść. Przy tym Twój cycek, to mały pikuś.
      Wczoraj w wiadomościach słyszałam, że jakiś facet w pijackim widzie, obciął
      sobie jaja. Zanim go przetransportowali do odpowiedniego szpitala, to było za
      późno na przyszycie. I też będzie musiał z tym żyć. Takich jak Ty, kobiet, są
      tysiące, a żadna z posiadaczek obydwu piersi nie może być pewna, że jej to nie
      dotknie. Nie czas płakać nad chwilową stratą, a czas zacząć planować jak
      najlepiej wykorzystać darowany czas.
      Głowa do góry. Pozdrawiam serdecznie.
    • volator Działaj strategicznie 15.03.07, 02:26
      Witaj
      widzę, że jesteś świetną i dzielną dziewczyną. Masz problem z seksem, który jest
      dość powszechny, ale Twoja specyficzna sytuacja utrudnia Ci ujrzenie tego
      problemu przez pryzmat jego pospolitości. Myślę, że powinnaś (wewnętrznym okiem)
      dokładnie przyjrzeć się własnym potrzebom. Czego pragniesz naprawdę? Nowej
      miłości? Niezobowiązującego seksu? Jednego i drugiego? Chodzi o to, że do każdej
      z tych rzeczy służy inny typ urządzenia, popularnie zwanego mężczyzną. I tutaj
      dopiero docieramy do specyficzności problemu. O ile całkiem zdrowa kobieta może
      być obiektem pożądania czy pragnień na tym etapie dość nieokreślonych (facet z
      reguły chce pociupciać, a może się to zamieni w coś więcej), to Twoja sytuacja
      powoduje konieczność pełnego dookreślenia zamiarów mężczyzny. Co to oznacza w
      praktyce? Znalazłoby się wielu facetów pragnących niezobowiązującego seksu,
      którym nie przeszkadzałaby przebyta przez Ciebie choroba i jej skutki (np. mnie
      by nie przeszkadzały), natomiast odwieść od uwiedzenia Cię mogłaby ich obawa, że
      Ty w rzeczywistości nie chcesz się fajnie zabawić, tylko szukasz miłości, a w
      takich warunkach uwiedzenie Cię dla samego seksu byłoby wyjątkowo podłe. Jest
      podłe zawsze, ale faceci robią to i jakoś się przed sobą sami usprawiedliwiają.
      Ale tutaj byłoby już zbyt podłe, rozumiesz? Tak więc taryfa ulgowa, jaką
      przyznałby Ci każdy mężczyzna posiadający elementarne poczucie przyzwoitości,
      obróciłaby się przeciwko Tobie.
      Inna sprawa, jeśli szukasz miłości i nowego partnera. Choroba nie jest
      czynnikiem przyciągającym dla ludzi zdrowych, dlatego jak już ktoś napisał nie
      musisz wspominać o niej przed osobistym poznaniem. Jeśli ktoś urzeczony Tobą
      zakocha się i nie będzie dupą wołową, to będzie kochał Cię tym bardziej, kiedy
      dowie się o chorobie. Skądinąd może się zdarzyć, że „zgłosi się” do Ciebie ktoś,
      kto ma za sobą podobne przejście. Rak i jego wyleczenie – to coś jak wyrok
      śmierci, zamieniony na ułaskawienie – doświadczenia tak fundamentalne, że mogą,
      jak przypuszczam, połączyć dwoje ludzi wzajemnym zrozumieniem, silniejszym niż
      wszystko, co przydarzyło im się wcześniej. Nie trać więc nadziei i nie szczędź
      wysiłków. A mąż? No cóż, nie mam nic do powiedzenia na jego temat, ale w dosadny
      sposób uczynili to już inni.
      Pozdrawiam Cię – w przenośni i dosłownie. V.
      ps. i zmień nicka – taka z Ciebie staruszka, że biegałaś z koszulką w zębach,
      kiedy ja szedłem do ogólniaka – a stary jeszcze długo nie będę.
      • dadaczka i jak to w zyciu bywa 15.03.07, 08:57
        ja (jak to kobieta) zareagowałam i doradzam emocjonalnie, a Volator (jak to
        mężczyzna) zanalizował, podszedł racjonalnie do sprawy, wyciągnął wnioski i
        przedstawił plan skutecznego działania w celu rozwiązania problemu.

        Tym razem męską logikę i praktycyzm warto wykorzystać :-)))

        a swoją drogą - czasem dobrze poczytać teksty (przynajmniej niektóre) pisane
        przez mężczyzn na tym forum - w jakiś sposób przywracają nadzieję, ze
        porozumienie damsko-męskie jest jednak możliwe. Co nie umniejsza poważania dla
        tekstów pisanych przez panie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka