Dodaj do ulubionych

(nie)winny romans

26.05.07, 17:19
na razie jest wspaniale :-) 'choć właściwie nie stało się nic tak do końca'
nie potrafię przerwać, a nie chcę skomplikować sobie i jemu życia (mężatka i
żonaty),macie jakieś doświadczenia ?
Obserwuj wątek
    • miedzianakonefka Re: (nie)winny romans 26.05.07, 21:15
      Mamy ale nie takie jak większość by chciała usłyszeć ;)

      Alleluja i do przodu...
    • lilyrush Re: (nie)winny romans 26.05.07, 22:50
      "to już koniec baby,
      skończyło sie love sotry,
      jestem już zmęcozny
      wracam dziś do żony"

      albo któreś sie zakocha

      albo trafiłąś na ten nieliczny przypadek, gdzie potraficie na tyle panować na
      sytuacją, ze teraz będzie fajnie, a potem zyskasz przyjaciela an resztę życia.
      Ale to jest scenariusz długich znajomosci, stonowancyh przyjaźni, a nie
      szaleństwa,. motylkó w brzuchu i romansowej euforii

      korzystaj, jeśli masz z tego frajde, ale to zawsze jest igranie z ogniem
    • axxp Re: (nie)winny romans 26.05.07, 22:58
      "słuchaj swego serca, za wszystko będzie zapłata..."
      • a_nonim Re: (nie)winny romans 27.05.07, 10:06
        "Za wszystko w życiu się płaci - pieniądze to najtańsza forma płatności ! "

        Chcesz pogadać - pisz na m@ila , pozdrawiam .
    • banca lukacs, 27.05.07, 14:06
      jestem w identycznej sytuacji - jest wspaniale i nie stalo sie nic tak do
      konca,ale ja mam niestety swiadomosc,ze po pierwsze - pewnie sie w koncu
      stanie,bo nie mam sil sie przed tym obronic,wiem to,a po drugie - zdrada
      psychiczna jest stokrotnie gorsza od przypadkowej fizycznej,bo dotyka czegos
      wiecej niz cielesnosci.i moze sie zdarzyc,ze dla przelotnej fascynacji,koniec
      koncow nic nie znaczacej,zaryzykujemy to,co mamy najcenniejszego. ale skad miec
      pewnosc,ze to zauroczenie nie jest wlasnie uczuciem prawdziwym? nie dojdziesz :)
      • albion4 Re: lukacs, 27.05.07, 21:08
        romans jest jak narkotyk, jak hazard, morfina, przed tym NIE ma ucieczki
        wciągnie Cię jak bagno, oczywiście o ile natrafiłas na "bratnią dusze" -
        kwestia czasu kiedy wylądujecie w łóżku... zawsze przyczyną romansu, zdrady
        jest niezadowolenie z życia seksualnego w małżeństwie,to jest podświadome,jakiś
        wewnętrzny instynkt, który usiłujemy zagłuszyć "rozumem"... W moim przypadku
        zaczęlo sie bardzo niewinnie, od maila, po półtora roku 2 małżeństwa są w
        zasadzie w rozbicu..Moja kochanka nie wytrzymała ciśnienia, powiedziała mężowi
        o wszystkim, że kochaliśmy sie przez cały rok, wszędzie, praktycznie pod jego
        nosem, no on o dziwo zaczął sie jeszcze bardziej dla niej starać (sic!), ale
        prawda jest taka , że oboje mamy awersje do sesku domowego i nie kochamy się z
        naszymi ślubnymi, taka sytuacja jest bardzo ciężka, gdyby nie fakt że mamy małe
        dzieci to chyba bylibyśmy razem..
        • kawitator Re: lukacs, 27.05.07, 22:09
          Takich wątków było sporo jednak zwykle były usuwane przez moderatorów kiedy
          osoby majace niewinne romanse orientowały się z chlapneły z duzo i bardzo
          prosiły aby wykasowac ich wątek
          Zgodnie z badaniami

          W grupie rozwiedzionych, których małżeństwo trwało 10-15 lat jako przyczyna
          rozwodu najczęściej podawane były niewierność i alkoholizm
          (E.Rosset, Rozwody, Warszawa 1986, s.335.)

          To byli tacy jak wy Motylki, miłośc Oni tez nie dopuszczji do siebie myśli że
          wszystko się rypnie byli przecież tacy dyskretni. A potem jak zwykle jak się
          rypnie to wspaniały romas sie konczy a zaczyna się problem
          Czy zawsze ludzie muszą uczyć się na własnej dupie Nie można raz pomysleć
          wczesniej ? Widocznie te hormony maja taka siłę .
          Żałuje was bardzo bowiem jesteśnie na prostej drodze do spieprzenia sobie życia
          Polecam forum "rozwód i co dalej"
          • albion4 Re: lukacs, 27.05.07, 22:42
            Takich wątków było sporo jednak zwykle były usuwane przez moderatorów kiedy
            > osoby majace niewinne romanse orientowały się z chlapneły z duzo i bardzo
            > prosiły aby wykasowac ich wątek
            > Zgodnie z badaniami
            >
            > W grupie rozwiedzionych, których małżeństwo trwało 10-15 lat jako przyczyna
            > rozwodu najczęściej podawane były niewierność i alkoholizm
            > (E.Rosset, Rozwody, Warszawa 1986, s.335.)
            >
            > To byli tacy jak wy Motylki, miłośc Oni tez nie dopuszczji do siebie myśli że
            > wszystko się rypnie byli przecież tacy dyskretni. A potem jak zwykle jak się
            > rypnie to wspaniały romas sie konczy a zaczyna się problem
            > Czy zawsze ludzie muszą uczyć się na własnej dupie Nie można raz pomysleć
            > wczesniej ? Widocznie te hormony maja taka siłę .
            > Żałuje was bardzo bowiem jesteśnie na prostej drodze do spieprzenia sobie
            życia
            > Polecam forum "rozwód i co dalej"

            Jeżeli to była odp. na mój post to akurat tutaj się nie "rypło" - romans
            otworzył nam oczy czym moze byc seks, jakie mogą być relacje dam-męsk... romans
            był skutkiem nieciekawego pożycia małżeńskiego, u mnie i u kochanki, sądze ze
            wyszloby to wcześniej czy później
            • kawitator Re: lukacs, 30.05.07, 17:46
              > Jeżeli to była odp. na mój post to akurat tutaj się nie "rypło" - romans
              > otworzył nam oczy czym moze byc seks, jakie mogą być relacje dam-męsk... romans
              >
              > był skutkiem nieciekawego pożycia małżeńskiego, u mnie i u kochanki, sądze ze
              > wyszloby to wcześniej czy później

              Ależ ja nie mówię, ze nie przeżywacie uniesień tak różnych od nudnego seksu małżeńskiego
              Wszak już przed lat jakiś autor piosneczki napisał
              „każda miłość jest pierwsza najgorętsza największa”
              Tylko po jakiego grzyba braliście śluby z tymi nieciekawymi nudnymi i aseksualnymi postaciami czyli waszymi małżonkami.
              Nas powrozie was zaciągnęli, na haju lub pod wpływem byliście ? A Może sami spieprzyliście to co było między wami a teraz szukacie łatwego wyjścia typu - Tu nabroiłem więc biorę zabawki i idę do innej piaskownicy
              Co do „rypnięcia” to będzie jak wasz nowy związek przestanie być tylko publiczną tajemnicą a stanie sie wiadomym waszym nudnym połówkom Będzie się działo będzie co mnie wcale nie cieszy .
    • lukacs Re: (nie)winny romans 27.05.07, 21:45
      dzięki
      chyba się wycofam... chociaż będzie trudno...
      • frida781 Re: (nie)winny romans 27.05.07, 22:17
        kończ to szybko!!!wyrządzone zło zawsze wraca z podwójną siłą!!!
      • tultowa Re: (nie)winny romans 28.05.07, 00:26
        dobra już to pisałam ....wiem ...ale co , miałam tak samo (życie różnych ludzi
        aż tak bardzo sie nie różni)wytrzymałam choć myślałam że niedam rady ,że jak
        tylko on(ten trzeci) na chwile straci czujność rzucę się na niego i tyle
        bedzie, albo że zrobi jakis maleńki ruch w moją stronę to utonę. Na szczęście
        to "dobry (porządny )chłop był" i nie zrobił nic. Myślę że wam przejdzie a ta
        na którą tak dybasz będzie ci wdzięczna i doceni twój rozsądek (jak już wam
        przejdzie).Ja teraz bardzo cenię człoweka który powstrzymał się przed
        ostatecznym uwiedzeniem mnie (a dla niego było to o wiele łatwiejsze - wolny)i
        mam nadzieję że będzie jeszcze długo moim prawdziwym przyjacielem.....
    • heimdallr Wiem, że trudno przerwać ten stan w jakim się 28.05.07, 09:48
      znajdujesz ale dopóki, jak to piszesz, nic się nie stało do końca zrób to dla
      własnego i jego dobra. Ja jestem właśnie w sytuacji gdy już to się stało "do
      końca". Nie jestem w stanie opisać jakie cierpienie staje się udziałem obu
      stron w tej sytuacji. Piekielny konglomerat bólu, tęsknoty, zazdrości, wyrzutów
      sumienia (oboje jesteśmy w związkach). I na dodatek tak trudno z tego wyjść,
      zapomnieć, wyrzucić z pamięci. Przestrzegam Cię z całego serca. Oczywiście
      mówię tu o romansie w którym uczucia stoją na pierwszym miejscu. Jeżeli chodzi
      tylko o przyjemności to moja pisanina jest nie na temat.
    • glosatorr Nie istnieją (nie)winne romanse 28.05.07, 11:43
      ... pomiędzy ludźmi w związkach.
      Jesteście siebie warci :-)

      lukacs napisała:

      > na razie jest wspaniale :-)

      I będzie bosko - uwierz, będziecie się bzykać na lądzie, w powietrzu i na
      morzu. Ale kiedy fascynacja przeminie - on odkryje, że ma do wyboru nowy
      związek z kobietą, która już mu niewiele da, albo Ty odkryjesz, że on w sumie
      jak Twój stary - też pierdzi przy obiedzie, zostawia skarpetki koło pralki, nie
      trafia do muszli k. i generalnie to co Cię teraz fascynuje, nie będzie już
      takie atrakcyjne jak na pocżatku romansu. Pojawi się codziennośći decyzja -
      zostawiamy swoich małżonków i zaczynamy razem czy rozstajemy się i każde wraca
      do swojego związku.
      Ni i albo rozstaniecie się ze swoimi połówkami i będziecie tworzyć nowy związek
      ze świadomośćią, z jaką lekkością i bez poczucia odpowiedzialności nawzajem
      zdradziliscie swoich prawowitych małżonków - i Wasze zaufanie będzie zawsze na
      pół gwizdka i albo jedno będzie bardzo zazdrosne, albo drugie będzie dalej
      szukało tej "adrenalinki" ale już z kimś innym. Nie rokuję Wam wcale długiej
      przyszłości, za to współczuję Waszym współmałżonkom - i Twojemu i Jego.

      > 'choć właściwie nie stało się nic tak do końca'
      Stało się - nazywaj rzeczy po imieniu - zdradzasz sercem, umyslem, a niedługo
      może cialem (jeśli się namietnie już cąłujecie, a on budzi Twoje pożądanie - to
      i ciałem) swojego męza. No normalnie radocha po pachy i pełny odlot.
      Pozwolisz, że ja nie będę bił brawa i nie wyrażę swojego aplauzu?
      Dziwi mnie tylko, czemu nie zakoczycie swoich fikcyjnych małżeństw i nie
      zaczniecie po prostu nowego razem?
      Możesz podac jakieś przyczyny - tylko błagam - bez klasycznego alibi, że nie
      możecie się rozwieść bo macie dzieci! Bo ja takie alibi naprawdę nie przyjmuje -
      jest głupie strasznie.

      > nie potrafię przerwać,

      I nie przerywaj - tylko zakończ swoje fikcyjne małżenstwo i załóż następny
      związek. Po co okłamywac siebie, swojego meża i po co ma Twój kochanek
      okłamywac swoją żonę? Żyjecie w świecie kłamstwa - takie są fakty.

      > a nie chcę skomplikować sobie i jemu życia (mężatka i
      > żonaty),macie jakieś doświadczenia ?

      Już skomplikowałaś sobie życie. I uwierz, już nic nie bedzie takie samo w Twoim
      i Twojego kochanka życiu - takie są fakty.
      Ja na szczęście jestem uczciwym meżczyzną - nie zdradzam, może dlatego, że mam
      zasady? A jedną z nich jest: nie zaczynaj nowego, jeśli nie skończysz starego.
      Milego dnia
      • lukacs Re: Nie istnieją (nie)winne romanse 28.05.07, 12:09
        glosatorr, widzę ,że wzbudziłam WIELKIE emocje !
        może trochę uspokoję jeśli napiszę, że nie jestem typem romansowym i nie było
        nawet pocałunków... dodatkowo umysł mam wolny, a małżeństwo istnieje naprawdę.
        ...czasami powodów dla których coś robimy nie można łatwo nazwać (np tęsknota
        za przemijającą młodością,atrakcyjnością itp), czasami robi się coś i nie można
        tego w prosty sposób wytłumaczyć - byłoby fajnie gdybym mogła stwierdzić mąż
        jest beznadziejny i spotkałam drugą połówkę,itp. ale tak nie jest.
        Mimo , że nie jestem taka zasadnicza jak Ty to i tak twoje rady poprawiają mi
        samopoczucie i wspierają w decyzji o zakończeniu

        • lilyrush Re: Nie istnieją (nie)winne romanse 28.05.07, 12:25
          ja tego nigdy nie zrozumiem...
          Jeżeli małzeństwo itsnieje a maz jest niezly to moze lepij poświecic energie
          na doskonaenie teogż mażłeństwa??????
          Ludzie..co Wy widzicie w romansach na boku?
          Lepij? Ciekawiej? Adrenalina?
          Weicie ile artakcji jest w rozstawnaiu sie???? Zero! Jest tylko trudno,
          nieprzyjemnie i boli.
          Dużó bym dała, zebym miała co ratowac w moim małznstwie.
        • glosatorr Re: Nie istnieją (nie)winne romanse 28.05.07, 13:59
          lukacs napisała:

          > glosatorr, widzę ,że wzbudziłam WIELKIE emocje !

          Nieeee, nie wielkie. Generalnie jestem człowiekiem więc mam emocje.
          Natomiast na tym forum, to ja bym dawno się wykończył, gdyby były one wielkie.
          Były takie sobie - jak ma je kazdy, kiedy widząc, jak ludzie na własną prośbę,
          nie przymuszani niszczą sobie i innym życie dla powiedzmy romansiku albo kilku
          chwil fizycznej ekscytacji. Wielkie emocje może wzbudził by we mnie ktoś
          potrafiący kochac.

          > może trochę uspokoję jeśli napiszę, że nie jestem typem romansowym i nie było
          > nawet pocałunków...

          Ależ ja byłem i jestem spokojny. Jeśli już to ździebko rozbawiony.

          > dodatkowo umysł mam wolny, a małżeństwo istnieje naprawdę.

          Czyżby? To czemu weszłaś na to forum zadając swoje pytanie, szukając
          potwierdzenia, że to co dzieje się w Twoim zyciu jest "normalne" bo występujące
          u innych? Jeśli to takie normalne, zdrowe i fair - powiedzcie o tym fakcie tego
          co między Wami się dzieje - Ty swojemu mezowi a on swojej żonie.
          Żyjemy w XXI wieku, gdzie "normalne" jest tyle "nienormalnych" rzeczy, że
          "normalną" staje się powoli "tolerancja" dla wszelkiego
          rodzaju "nienormalności".

          > ...czasami powodów dla których coś robimy nie można łatwo nazwać (np tęsknota
          > za przemijającą młodością,atrakcyjnością itp),

          Ależ to można nazwać ;) Własnie to nazwałaś - tęsknota za przemijającą
          młodością, atrakcyjcnością. I wiesz? Ja byłbym w stanie to zrozumieć, gdybyś
          miała męża, który Cie olewa, któremu mówisz to, że wciąż chcesz byc adorowana,
          podbijana, oblęgana - i żalujesz, że on zamiast Cię rano uwieść, po południu
          zdobyć by wieczorem posiąść - pięlęgnuje mięsień piwny, trzeba mu amputować
          kciuk, który może przyrósł do pilota i generalnie już ma ciebie gdzieś.
          Wiesz, tu bym Cie na prawdę zrozumiał.
          Ale ja troszeczkę znam życie - i niestety mechanizm zdrady jest troszeczkę
          inny. Wszystko zaczyna się niewinnie - bo łatwiej nam zaczynać coś tak na
          chwilkę, na ząbek - z kimś innym niż posprzątać na swoim podwórku.

          > czasami robi się coś i nie można
          > tego w prosty sposób wytłumaczyć

          To jest też kolejne tłumaczenie - to tak jak tlumaczenie psa: kurna, to nie ja
          macham ogonem, ale to ogon macha mną. Jakże łatwiej jest znaleźć uznanie w
          ramionach innego zonatego, który jeszcze wciska głodne kawałki, jaka ta
          jego "żona" złą kobietą jest, jego nie dowartościowuje, lekceważy a może
          jeszcze zupełnie go ignoruje. Czasami wystarczy zadać pytanie, czy przypadkiem
          nie ma ku temu powodu?
          Niestety człowiek ma wolna wolę i tylko bedąc pod głębokim wplywem środków
          halucygennych, alkoholu, barbiturantów czy innych psychotropów - ma ograniczoną
          świadomość czynów i właśną wolę. Poza tym nic człowieka nie usprawiedliwia, że
          na chwilę utracił poczytalność. Zawsze bowiem można mu zadać pytanie: Czemu
          pozwoliłeś/aś stracić kontrolę nad sobą. I co się okazuje, że czlowiek i tak
          opdowiada zas czyny popełnione w stanie braku kontroli - bo nim w ten stan
          wpadł - mógł się powstrzymać. Czemu Ty się nie powstrzymałaś?

          > - byłoby fajnie gdybym mogła stwierdzić mąż
          > jest beznadziejny i spotkałam drugą połówkę,itp. ale tak nie jest.

          No widzisz. Jakoś to dziwnie przewidywalem :-)

          > Mimo , że nie jestem taka zasadnicza jak Ty to i tak twoje rady poprawiają mi
          > samopoczucie i wspierają w decyzji o zakończeniu
          >
          Zakończeniu romansu czy małzeństwa?
          Ja jestem zasadniczy wyłacznie w sprawie pryncypiów, może dlatego, iż wiem, że
          w moim życiu ilekroć ktoś mi przykopał, zawsze slyszałem "Upsss I didn't
          again" :-) Wszyscy krzywdzą siebie, innych - właśnie nie zastanawiając się, nad
          konsekwencjami. Tak niechcący, bo nie pomysleli... nie przewidzieli...
          Dlatego właśnie każdy czlowiek powinien mieć zasady - na wypadek kiedy nagle
          coś go zaćmi - by wtedy gdy go zaćmi - nie wylądował w "R"ce ale na czterech
          łapach i bez świadomości, że komuś zniszczył "niechcący" życie.

          Natomiast co Ty zrobisz ze swoim życiem - to zawsze będzie dotyczyło tylko
          Ciebie ;) i ludzi, jacy się koło Ciebie znaleźli.
          za których bierzesz odpowiedzialność. Milego dnia
    • zamazany Re: (nie)winny romans 28.05.07, 12:38
      Zadam jedno ważne pytanie.
      Co jest gorsze zdradzać umysłem, sercem czy ciałem ?

      Dla osobiście najgorsza jest zdrada umysłem i serem. Strasznie boli i jest
      nieodwracalna......

      Wszelkie romanse są katastrofą......motyle w brzuchu itp do czasu...potem jest
      tylko żal, rozczarowanie, ból (wersja optymistyczna) lub rozstanie, rozwód,
      samotność....(wersja jak się wyda)..
      • wysiwyg1 Re: (nie)winny romans 28.05.07, 14:20
        W moim przypadku, krajobraz po romansie mojego męża wygląda następująco:
        - cierpienie moje (dwukrotny szpital), brak zaufania, utrata ideałów
        - cierpienie męża (kłopoty ze zdrowiem), poczucie winy, niewygodna rozmowa z
        kochanką, wstyd przed dziećmi
        - cierpienie kochanki, która została odrzucona i zmuszona do opowiedzenia
        wszystkiego własnemu mężowi i spadła na pysk z piedestału w swoim małżeństwie
        - cierpienie jej męża, dla którego z żony, awansowała na dziwkę
        - cierpienie moich dzieci, które zbyt szybko musiały dorosnąć

        Kilka miłych chwil, a konsekwencje ciągną się już parę lat.
        • frida781 Re: (nie)winny romans 28.05.07, 21:46
          wysiwyg-bardzo obrazowo i dobitnie przedstawiłaś konsekwencje romansu "na
          boku"!! mam nadzieje,że co niektórzy się zastanowią zanim wskoczą
          do "nieprawego" łoża...
          • vasagirl Re: (nie)winny romans 29.05.07, 08:08
            glossator
            a Ciebie to w zyciu ktoś strasznie skrzywdził, co? Ciekawam ile masz lat. Bo
            albo 50 i jesteś po przejściach albo 25 i nie masz pojęcia co życie może
            przynieśc. Jesli NIGDY nie odczuwaleś tego "czegoś' do kogoś, tego pożądania
            nie do opanowania, tego porozumienia ciał i dusz i chemii, to naprawdę bardzo
            łatwo jest Ci oceniac innych. ale tak szczerze mówiąc Ci współczuję. Tylko małe
            pytanko mam - co robisz na tym forum, skoro tak swietnie Twoje zasady działają
            w życiu? Nie zdradzasz żony bo masz takie zasady? a co jej po takich zasadach?
            Chodzi o to, żeby nie chciec. jak juz się chce to uwierz mi, nic tego nie
            zatrzyma. I jeszcze do tych wszystkich ,którzy nie uznają argumentu"mamy małe
            dzieci" - chyba tych dzieci nie macie skoro tak piszecie. Zaden romans, zadna
            miłosc i żadne łzy zadnego mężczyzny nie są warte łez twojego dziecka. ale to
            rozumie tylko matka, która to dziecko urodziła.Zycze Panstwu większej
            otwartosci na zycie bo nie wiadomo kogo na swoje drodze spotkacie. I wtedy te
            wasze zasady was przewrócą i wam dokopią. chyba , ze jesteście robotami. ale na
            to już rady nie ma. pozostaje współczuc.
            a do autorki wątku - nie przejmuj się niczym. ludzie nie mają prawa cię
            oceniac. piszą tu albo zdradzone kobiety albo sfrustrowani faceci , którzy nie
            mieli seksu od 5 lat i są dumni jak pawie , że nie zdradzili bo mają jakieś
            funta kłaków warte zasady. a zasada ze w zyciu powinno się byc szczęśliwym nie
            obowiązuje? a wasze zony nie sypiające z wami od lat nie mają zasad? ze tak się
            po prostu nie robi? nie opuszcza się mężczyzny, nie olewa się kobiety, z którą
            się zyje? a to , że wiążąc się z kims mamy prawo oczekiwac czułości, seksu i
            miłości to nie jest zasada? to jest normlane , zeby 40 letni zonaty facet
            zaspakajał się sam? a tkwijcie sobie w tych waszych związkach bez seksu i
            miłości ale za to z zasadami. smutno się robi jak się was czyta. zyczę mimo
            wszystko glossator - oby cie spotkało w zyciu jeszcze wielkie uczucie,
            pożądanie i szaleństwo. bo to takie chwile się pamięta całe zycie.
            • kici10 Re: (nie)winny romans 29.05.07, 09:14
              nie przejmuj się niczym. ludzie nie mają prawa cię
              > oceniac.

              Ludzie mają prawo kogoś oceniać, i nikt im tego prawa nie zabierze. Podobnie
              jak Ty oceniłaś Glossatora. Inna sprawa, czy się tym ktoś przejmuje, czy mu to
              wali.

              Piszą tu ludzie, którzy coś przeżyli i chcą się podzielić swoimi
              doświadczeniami, może, aby uchronić innych, przed konsekwencjami, których
              radośnie nie bierze się pod uwagę.

              a zasada ze w zyciu powinno się byc szczęśliwym nie
              > obowiązuje

              Żyjąc zgodnie z tą zasadą można popaść w "hedonistyczny kierat". Na drodze do
              włsnego szczęścia można bezwzględnie niszczyć innych ludzi.

              że nie zdradzili bo mają jakieś
              > funta kłaków warte zasady.

              Dzięki tym funta kłaków wartym zasadom, rodzina jako taka może wogóle istnieć.
              I dzieci mogą mieć choć namiastkę prawdziwego domu. Coś w ich życiu jest stałe.
              Nie wiodą cygańskiego życia z brykającymi na boki rodzicami.

              to , że wiążąc się z kims mamy prawo oczekiwac czułości, seksu i
              > miłości to nie jest zasada? t

              Jasne, że oczekujemy, choć w rozmaitej ilości. A czy sami również dajemy?
              Czy przed ślubem spisujemy kontrakt, że bzykamy się przynajmniej raz dziennie,
              a jak nie, to koniec? A co jak sami nie zechcemy dotrzymywać tej umowy.
              Spisujemy kontrakt, ile razy i kto ma przytulać , kiedy i kto ma prawić czułe
              słówka, kto i kiedy ma się zajmować dzieckiem, domem, pracą. Co można
              powiedzieć, a co nie, aby nie zranić itd. Czy uważasz, że wszysto da się
              przewidzieć, zaplanować? Małżeństwo to żywy twór, o który trzeba dbać, a nie
              brykać przy pierwszej nadarzającej się okazji, tłumacząc to "ach, taka jestem
              zakochana, że nie mogę się oprzeć". Dlaczego zakładasz, że nikt z piszących
              tutaj nie miał takiej sytuacji. Ale potrafił nie dopuścić do jej rozwoju.Albo
              przerobił na własne skórze, łącznie z wszystkimi konsekwencjami po. A teraz
              chce ostrzec cielęta idące na rzeź.

              oby cie spotkało w zyciu jeszcze wielkie uczucie,
              > pożądanie i szaleństwo. bo to takie chwile się pamięta całe zycie

              Wszyscy mamy takie chwile za sobą. W tej materii, nie jesteś kimś wyjątkowym.
              • kici10 Re: (nie)winny romans 29.05.07, 09:33
                wiadomosci.onet.pl/1412409,2678,1,1,kioskart.html
            • lilyrush Re: (nie)winny romans 29.05.07, 09:21
              mam dziecko. ponieważ jestem kobieta to je urodziam (choć może nie, bo przez
              cesarke?)Nie jestem zdradzaną kobieta, ani też desperatką, która nie miała
              seksu do 5 lat.
              Weic- co jest lepsze dla dziecka- rozwiedzenia szcześliwi rodzice czy samotnie
              wychowujacy je ojciec, bo matka nie wytrzymała i znalazła ostateczny sposób na
              roziwzanie problemu zejścia z tego świata?
              Tu nie chodzi o to, ze nie mamy uczuć- mamy. Jak najbardziej. Tylko prubujemy
              wytłumaczyć autorce, ze nie am dobrych romansów. Zawsze ktoś za to płaci. A w
              jej wypadku całkeim niezasłuzenie płaci jej mąż, bo nie dosc, zę sama nie
              potrafiła rozwiazac sytuacji to jeszcze zrzuciła na niego co najmnije połowe
              winy, mówiąc mu o tym. A to juz jest okrutne
            • glosatorr Re: (nie)winny romans 01.06.07, 10:50
              vasagirl napisała:

              > glossator
              > a Ciebie to w zyciu ktoś strasznie skrzywdził, co?

              Wiesz, tak patrząc z perspektywy czasu, to wcale nie skrzywdził.
              Dzisiaj nawet mojej Ex dziękuję, że sobie wybrała dzieciaka a mnie zostawiła ;)

              > Ciekawam ile masz lat.

              Chcesz się ze mną umówić?

              > Bo
              > albo 50 i jesteś po przejściach albo 25 i nie masz pojęcia co życie może
              > przynieśc.

              Nie trafiłaś. Ja znam życie jak mało kto, mam mniej niż 50 a więcej niż 25 - i
              ktoś rozsądny, myślący sam doszedlby do wniosku że Ty się mylisz. Co Cię tak
              ubodło? Jeśli masz ciśnienie, to nie gryź wszystkiego co mówi Ci inaczej niż Ty
              chcesz?

              > Jesli NIGDY nie odczuwaleś tego "czegoś' do kogoś, tego pożądania
              > nie do opanowania,

              Oczuwałem to coś, te pożądanie - ale nie zgadzam się, że jest niedoopanowania.
              Wszystko można opanowac, jeśli ma się wnętrze uporządkowane a glowę na karku.
              Zamiast kipieć z nadmiaru energi i wypełniającego, odbierającego rozsądek
              pożądania - po prostu doprowadza się swoje życie do porządku. A potem wybiera
              się właściwy obiekt, już dopasowany i wtedy można sobie hasać do woli.
              Ale jeśli ktoś chce niszczyć wszystko wokół tylko dlatego, że ma chcice - też
              może. Ja mu nie bronię - ale jak już się zaspokoi, jak już wróci do pionu,
              zobaczy wokół pogorzelisko, dymy spalonych mostów i co wtedy?

              > tego porozumienia ciał i dusz i chemii, to naprawdę bardzo
              > łatwo jest Ci oceniac innych.

              Wybacz mi, ale gdybyś była bardziej domyślna, to ja akurat mam w stopce link do
              mojego bloga gdzie gdyby Ci się zechciało poczytać, nie pisałabyś rzeczy
              wyssanych z palca. Wiem co to jest zgranie,dopasowanie, ta wspaniala harmonia
              ciał i dusz, wiem jaka jest różnica pomiędzy masturbacją innym człowiekiem a
              kochaniem się - różnica kolosalna. Wiem co to znaczy niby niewinny romans, wiem
              jak to jest chodzenie na skróty i wiem jakie są skutki chęci utrzymania
              wszystkiego. Odczułem to na własnej skórze i masz rację - boleśnie. Moje
              dziecko również. I kupa innych ludzi. I chociaż dzisiaj ja jestem zadowolony z
              takiego obrotu sprawy, śmieję się, i jest mi obojetne, że osoba, ktora mi
              chciała zrobić kuku, teraz sama wyje po nocach bo schrzanila wszystkim swoje
              życie a na końcu okazalo się, że wylacznie sobie ;)
              Ja Ci niczego nie bronię, rób co chcesz. Ale wybacz, ja mam swoją teorię,
              opartą nie na chcicy, ale na rozsądku i mądrości życiowej - każdy ma wybór -
              ktoś poslucha Ciebie, ktoś posłucha mnie - i sam na sobie sprawdzi kto miał
              rację. Nie musisz się od razu rzucać do gardła ;)))

              > ale tak szczerze mówiąc Ci współczuję.

              Czego? Mi nie trzeba współczuć - możesz zazdroscić - jestem wolnym mężczyzną,
              mam satysfakcjonujące życie, zasady oparte na własnych doświadczeniach i
              błędach i gdyby nie to, że jestem wybredny i chcę wreszcie postawić na
              właściwego konia a nie przekonywac się, że niestety kolejna kobieta poza
              wyglądem i chęciami, nie wie co to jest miłość, nie wie co to znaczy
              partnerstwo a nawet nie wie co to jest kochanie - dlatego jestem od 8 miesięcy
              singlem. I uwierz, nie zwariowałem z powodu 8 miesięcznego braku seksu, mimo,
              że kobiety mam na wyciągnięcie dłoni. Wiesz czemu? Bo jestem dojrzały. I wiem
              jakie mogą być konsekwencje błędnych decyzji - choćby dotyczyło to tylko
              standartowego, weekendowego bzykanka z koleżanką.

              > Tylko małe
              > pytanko mam - co robisz na tym forum, skoro tak swietnie Twoje zasady
              działają
              > w życiu?

              Piszę, staram się zrozumieć i poznac pewne rzeczy, mam pewne doświadczenie
              mając za sobą związek, i jak na razie parę osób wyraziło tutaj opinię, że to co
              napisałem im pomogło. A myślisz, że jestem jedynym Singlem tutaj? Tu mają prawo
              wypowiadać się wyłacznie żonaci i mezatki? Jeśli tak - to mogę stąd zniknąc.

              > Nie zdradzasz żony bo masz takie zasady?

              Tak, nigdy nie zdradziłem żony ani nigdy nie zdradziłem partnerki.
              Tak - mam swoje zasady. To rzadkie, wiem - ale jestem genetycznym monogamistą.
              Tak samo nie zdradzają moi bracia. Mamy taki defekt.

              > a co jej po takich zasadach?

              A to, że mam czyste sumienie, jak się golę codziennie, śpiewam, najcżeściej
              uwerturę z Carmen, uśmiecham się do siebie i mam spokojne, ułożone, czyste,
              życie. Tak, może będziesz zaskoczona - ale poza tym, że jestem sam (to
              tymczasowa sytuacja) to jestem szczęśliwy, uśmiechnięty i radosny.
              Trudno to zrozumieć, że pewne zasady są tak naprawdę dobrymi radami, które
              sprawiają, że nasze życie jest po prostu lepsze? Bo omijamy pułapki, w których
              rodzą się problemy?

              > Chodzi o to, żeby nie chciec. jak juz się chce to uwierz mi, nic tego nie
              > zatrzyma.

              Nie do zatrzymania są tylko Ciała niebieskie i żywioły - resztę wszystko da się
              zatrzymać. Nawet starzenie.
              • deenzeel Re: (nie)winny romans 04.06.07, 00:36
                wyluzuj z kim ta dyskusja szkoda czasu
    • mario43 Re: (nie)winny romans 29.05.07, 09:45
      nie martw sie będzie "fajnie" (to oczywiście w cudzysłowiu). zycie i związek
      "dla dzieci" to najlepsza forma samounicestwienia, sfrustrowany mąż ucieknie
      wkrótce "w pracę" coraz rzadziej patrząc w lustro by nie zastawiac się co
      jeszcze jest w nim nie tak że mu sie zupełnie nie wiedzie. Zapewne wkrótce
      dołączy do tego lub podobnego forum w poszukiwania odpowiedzi na które tylko ty
      i twój nowy facet będziecie znali odpowiedz brrrr... Najlepiej skończ to od razu
      albo z mężem albo z "lubym". To wydawałoby sie najuczciwszym wyjściem
      • vasagirl Re: (nie)winny romans 30.05.07, 21:29
        kici 10,
        nie coeniłam nikogo, nie zgadzam się. po wtórev - nie twierdze, ze nie macie za
        sobą pięknych chwil. to prawda , że nie mozna budowac szczęścia niszcząc ludzi.
        ale dlaczego pozwalacie niszczyc siebie? polsko katolickie wychowanie się
        kłania niestety. dążenie do własnego szczęscia to grzech. ja po prostu nie
        zgadzam się z taką wizją swiata. sama poświęcałam się w małzeństwie i na
        szczęście się opamiętałam. nie mogę byc nieszczęsliwa na własne zyczenie. to
        bez sensu. po co tkwic w związku nie rokującym niczego zupełnie, gdzie nie ma
        juz bliskosci, kiedy mysli się o kimś innym. w imię czego?
        jezeli natomiast uwazasz ze rodzina w ogole istnieje dzięki tymze zasadom i ze
        to dobrze to naprawdę nie rozumiem. chciałabys naprawdę, zeby twoi rodzice byli
        ze sobą nie kochając się tylko ze względu na ciebie? ja nie. i jezeli
        kiedykolwiek miałabym pretensje do nich to wlasnie o to a nie o to ze odwazyli
        się ułożyc sobie zycie na nowo. zresztą - nie dogadamy się. jestem dla ciebie
        tylko hedonistyczną idiotką. trudno.przynajmnie jestem szczęśliwa:)
        • kici10 Re: (nie)winny romans 31.05.07, 00:37
          Nie mam monpolu na prawdę. Czasami stawiam jakieś pytania, czasami nachodzi
          mnie jakaś refleksja. To tylko moje osobiste przemyślenia i masz prawo ich nie
          przyjmować. Możesz podążać swoją własną drogą. Skoro jednak autorka stawia na
          forum swój problem, to liczy się z tym, że będą się wypowiadać różni ludzie z
          różnymi osobistymi doświadczeniami i różnymi przemyśleniami. Jak zwykle,
          wybierze tylko to, co jej pasuje. Myślę nawet, że przesieje te wszystkie
          wypowiedzi przez sito własnych oczekiwań, resztę zaś oleje.

          Historia całkiem banalna. Dobre małżeństwo i rozwijający się romans. Jeszcze
          się nic nie stało, ale autorka bardzo chce, żeby się stało do końca. Myślisz,
          że jej to ktoś wyperswaduje? Na razie jest w amoku i wszelkie wizje
          późniejszych konsekwencji do niej nie docierają. Jej z pewnością uda się
          wszystko utrzymać w tajemnicy. Przecież jest sprytniejsza niz tysiące przed
          nią. Tak myśli każdy. I nie ma na to rady.

          No właśnie, dzięki czemu istnieje rodzina? Czy karmi się tylko miłością? Nie
          potrzebuje zasad, odpowiedzialności? Myślę, że wszystkiego po trochu.
          A co w sytuacji gdy partnerzy mają różne wizje szczęścia? Różne pomysły na
          życie, które stoją ze sobą w sprzeczności.

          Denerwuje mnie tylko takie głupie stawianie sprawy. Mam dobry związek, ale go
          rozwalę, bo może będę miała lepszy. A, że przy okazji oberwie parę osób, to
          takie nieistotne. Mam przecież prawo do szczęścia. Co z tego, że przy okazji
          odbieram je innym. Oni niech się martwią sami o siebie.

          Nie odnosiłam się tutaj do poważnych dramatów małżeńskich, a jedynie do fiu-
          bździu we łbie jednej ze stron.
    • pedantka Re: (nie)winny romans 29.05.07, 15:47
      Nie mam, ale na zdrowy rozsądek lepiej nie zaczynać. Bo co potem?! Oboje
      żonaci, pokrzywdzicie siebie, małżonków i może dzieciaki jeszcze.
    • lukacs Re: (nie)winny romans 30.05.07, 22:51
      Wygląda na to ,że mój wątek na forum będzie dłuższy niż mój nieudany romans :-)
      postanowiłam skończyć i skończyłam, także nie ma tematu
      Vsagirl DZIĘKUJĘ przywracasz mi wiarę w ludzi!, w ludzi, a nie cyborgów, którzy
      w imię jakiś zasad męczą się w swoich dusznych sypialniach
      Ktoś napisał, że z powodu kochanki wylądował w szpitalu - przepraszam, ale to
      żałosne, moje małżeństwo nie jest całym moim światem i jeżeli mój mąż przeżyje
      zauroczenie lub odejdzie będę musiała ułożyć swoje życie inaczej, ale mam
      swoje pasje, swoją pracę, swoich przyjaciół i swoje pieniądze, więc sobie
      poradzę. JESTEŚMY WOLNYMI LUDŹMI, KTÓRZY CHCĄ ZE SOBĄ BYĆ, A NIE PASOŻYTAMI
      KTÓRE NIE MOGĄ BEZ SIEBIE ISTNIEĆ. Przypuszczam, że wasze problemy biorą się
      głównie z zatracania SIEBIE w małżeństwie- najpierw tylko wspólni znajomi,
      potem wspólne konto w banku,kredyt, potem są dzieci, którymi zajmuje się
      głównie ona, a zajmuje się tak dobrze, że nie ma czasu dla siebie, ważniejszy
      jest wózek chicco, niż fryzjer czy fitnes czy sexy bielizna, szkoda pieniedzy
      na opiekunkę, więc ona nie wróci do pracy, a jego kariera jest na pierwszym
      miejscu, bo to w końcu on zarabia na całą rodzinę, po paru latach ona ma 10 kg
      nadwagi , nie ma tematów innych niż dzieci i zakupy na bazarku, a on siedzi w
      pracy, bo jakoś do domu go nic nie ciągnie....i w tym układzie pojawia się ONA
      oczywiście to nie jest scenariusz wszyskich zdrad, ale ośmiu, które poznałam
      i ja też pojawiłam się w takim układzie i pomyślałam,że facet, który tak
      urządził własną żonę jest żałosny ...

      • kici10 Re: (nie)winny romans 31.05.07, 00:48
        A ta ONA przez duże O, to niby Ty?
        • lukacs Re: (nie)winny romans 31.05.07, 06:29
          Nie - "ONA" to jedna z ośmiu kobiet o których wiem,
          ja się wycofałam z takiego układu,
      • sagittka Re: (nie)winny romans 31.05.07, 09:08
        > postanowiłam skończyć i skończyłam, także nie ma tematu

        Kilka dni wcześniej pisałaś, ze nie potrafisz tego przerwać. Teraz piszesz, że
        skończyłas, rozumiem, że chodzi o kontakty, dwuznaczne, żarty, flirt.
        Myślę, że na tym nie koniec, trzeba jeszcze przestać myśleć o nim, odrzucić
        jego wyidealizowany obraz, odkochać się. Niespełniona fantazja ma zazwyczaj
        ciekawszy kolor niż realny mąż ze swoimi wadami, więc ważne dla was, zebyś
        uswiadomiła sobie, że nie można ich porównywać.
        O zakończeniu romansu będziesz mogła mówić, gdy on stanie się tylko
        wspomnieniem, gdy znowu będzie zwykłym kolegą, gdy w jego towarzystwie nie
        będzie innych emocji niż przy innych kolegach.
    • dolly22 Re: (nie)winny romans 01.06.07, 08:56
      hej jestem w podobnej sytuacji można powiedzieć że nawet trochę gorszej.On jest stanu wolnego...próbowałam to zakończyć bo wiem że to co tobimy jest nie wporzadku ale nie udało sie..mój mąz wyjechal za granicę..dzieki NIEMU nie jestem teraz samotna i widzę że ktoś mnie docenia a moje małżeńtwo to jeden wielki błąd bez możliwości naprawiena go
    • dolly22 Re: (nie)winny romans 01.06.07, 09:03
      ktoś mi poradzi co mam zrobić jest mi dobrze tak jak jest no prawie wolalabym móc pokazywać sie z nim publicznie..myslę czesto o rozwodzie nie chce sie meczyc do końca zycia z facetem którego nie kocham..A kiedy przyjeżdża na urlop woli kieliszek od własnej żony..mam dość....chciałam zauważyć że mam dopiero 22 lata...
      • glosatorr To w czym problem? Rozwiedź się? 01.06.07, 11:06
        Z tego wynika, że nawet małżeństwo nie skonsumowane - i uzyskasz kościelne
        stwierdzenie nieważności małżeństwa. Nadal nie rozumiem, czemu się nie
        rozwiedziesz, bo ja nie widze abyś kochala swojego męza?
    • chyba_normalny Re: (nie)winny romans 01.06.07, 09:17
      lukacs napisała:

      > na razie jest wspaniale :-) 'choć właściwie nie stało się nic tak do końca'
      > nie potrafię przerwać, a nie chcę skomplikować sobie i jemu życia (mężatka i
      > żonaty),macie jakieś doświadczenia ?

      a nie możecie być ze sobą tylko dla seksu ?
    • banca radykalizm... 03.06.07, 10:49
      kazdy ma swoje zdanie,swoje doswiadczenie i swoja historie.jak ktos slusznie
      zauwazyl - forum to miejsce do wypowiadania swoich opinii i wypada liczyc sie z
      tym,ze ktos ma inne i glosno je wypowie.do tego momentu wszystko w forumowych
      ukladach gra,ale ludzie! - skad ten radykalizm? dlaczego tak latwo przychodzi
      wam ocena innych osob? i to w tak kategoryczny sposob? nikt nie wie co przezywa
      druga osoba i nigdy sie nie dowie,bo w skorze tej osoby nigdy nie byl i nie
      bedzie. gadanie "ja na twoim miejscu" jest daremne,bo na tym miejscu nigdy sie
      nie bedzie,nawet jesli problem jest analogiczny do naszego,bo moze byc co
      najwyzej podobny,a nie identyczny.dla czlowieka targanego wielkimi emocjami na
      nic zdaja sie bledy innych ludzi,a nawet jego wlasne.sory,ale nie wierze,ze sa
      ludzie,ktorzy nie maja dylematow,ktorzy nie przezywaja kryzysow,zwatpien.jeden
      wyjdzie z nich bez szwanku,drugi skrzywdzi innych i\lub siebie.jestesmy tylko
      ludzmi i naprawde - nie nam to oceniac
      • amarene Re: radykalizm... 03.06.07, 13:46
        Jeśli ktos prosi o ocenę? to należy grzecznie, ocenić :)
        Nie rozumiem twojego stwierdzenia..... "nie nam oceniać" a niby komu wolno?
        • banca Re: radykalizm... 03.06.07, 14:46
          nie spotkalam sie z proszeniem o ocene.ludzie prosza o wysluchanie albo o
          rady,o zwykla rozmowe,wymiane doswiadczen
          co do oceniania innych ludzi - czujesz sie osoba, ktora ma do tego prawo?
          gratuluje

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka