Dodaj do ulubionych

Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-(

12.06.07, 11:29
Nie krzyczcie, wiem, że temat poruszany, ale moja sprawa jest chyba inna,
bynajmniej w moim mniemaniu.
Dowiedziałem się o zdradzie mojej żony, spotykała się przez pół roku z innym
facetem.
Bezgranicznie jej ufałem, nic nie widziałem. Rozmawialiśmy o tym bardzo
długo, wydaje mi się, że jestem wstanie wybaczyć, nadal bardzo ją kocham,
mamy śliczne dziecko, które bezgranicznie kocham i nie wyobrażam sobie, życia
bez ich obu. Nie wiem co robić, żona, obawia się odwetu z mojej strony za
kilka lat, nie wiem czy z tego względu nie odejdzie, wydaję mi się, że jest
przekonana, że mogę jej wybaczyć tylko ze względu na strach przed samotnością.
Nie wiem co robić, nie mam ochoty do życia :-(
Czy może powinniśmy iść do terapeuty, w końcu nie z takich opresji ludzie
wychodzą.
Pomóżcie.....

Kris
Obserwuj wątek
    • misssaigon Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 12.06.07, 11:41
      kris - najlepiej isc do terapeuty, najlepiej najpierw osobno a potem oboje...

      na forum jest mnóstwo ludzi z doswiadczeniem i dobra wola ..ale nie sa oni
      przygotowani do profesjonalnego pomagania w tego typu sytuacjach...

      życze powdzeniai uratowania rodziny:))
      • kris20071 Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 12.06.07, 11:45
        Czy ktoś może polecić mi dobrego terapeutę z Warszawy?
        Czy komuś udało się uratować rodzinę z takiej sytuacji?

        Tak bardzo je kocham....
        • yoric Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 12.06.07, 11:52
          Ja mam radę, na którą pewnie najpierw się obrazisz, a potem docenisz.

          Natychmiast przestań być dupą.

          Jeśli żona Cię zdradziła i to nie ona o Ciebie, ale Ty nadal starasz się o nią
          (a tak wynika z wpisu), to coś tu nie gra. Jeśli zostanie z litości, co miałoby
          ją powstrzymać przed powtórką?

          Pozdrawiam
          • kris20071 Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 12.06.07, 12:08
            Co powstrzyma .... hmmm. doświadczenie - ja uważam, że ludzie popełniają błędy,
            ważne żeby wyciągać z tego wnioski.
            W dzisiejszych czasach łatwo zbłądzić.
            • cyni Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 12.06.07, 12:12
              Kris skoro raz jej to łatwo przyszło to zrobiła to nie tylko Tobie ale i
              waszemu dziecku zastanów się nad przyczyną..skoro raz jej to tak łatwo przyszło
              to może za jakis cześ to powtórzy... I zadaj sobie uczciwie pytanie czy na
              związku zależy Wam czy Tobie?
              • kris20071 Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 12.06.07, 12:34
                Cyni, masz rację skrzywdziła nie tylko mnie, ale przede wszystkim dzidzię.
                Tylko czy myślisz, że rozstając się, sąd weźmie to pod uwagę, sfeminizowane
                sądy w 90% zostawiają dzieci przy matce, to czysta statystyka, ja bez mojej
                dzidzi pod jednym dachem nie przeżyję tygodnia.
                • cyni Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 12.06.07, 12:56
                  Masz rację przede wszystkim sąd kieruje się dobrem dziecka vide związkiem
                  emocjonalnym z matką. Przepraszam nie mam prawa oceny Twojej żony ale z Twojego
                  opisu wynika że na związku zależy Tobie. Przed rozwodem jest jeszcze
                  separacja... Nie wiem czy masz zamiar żyć obok kogoś kto nie daj boże będzie
                  Tobą gardził i po pewnym czasie będziecie obok siebie a nie razem.



                  kris20071 napisał:

                  > Cyni, masz rację skrzywdziła nie tylko mnie, ale przede wszystkim dzidzię.
                  > Tylko czy myślisz, że rozstając się, sąd weźmie to pod uwagę, sfeminizowane
                  > sądy w 90% zostawiają dzieci przy matce, to czysta statystyka, ja bez mojej
                  > dzidzi pod jednym dachem nie przeżyję tygodnia.
              • misssaigon Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 12.06.07, 12:58
                jasne, najlepiej wszytko rozpirzyc i byc twardym macho...ciekawe czy kobiecie
                bys to samo doradził????

                psychoterapeutow których znam raczej bym nie polecała...radze wrzucic w google
                np "poradnie małzenskie" "Polskie Towarzystwo psychologiczne" etc...lub zapytac
                na forum Psychologia

                tak naprawde dla własnego sumienia najwazniejsze jest , ze sie zrobiło to co
                mozna tylko aby uratowac rodzine, małzenstwo - jesli sie wczesnie i pochopnie
                zrezygnuje to czesto potem drecza wyrzuty symienia..tak wiec czas zainwestowany
                w ratowanie zwiazku nie jest stracony nawet jesli nie uda sie go uratowac
    • justyna.ada Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 12.06.07, 13:20
      zaraz, bo Kris nie napisał tego wyraźnie, a rozmówcy zakładaja a priori.
      Kris, czy wydaje Ci się że żonie też zależy żeby ratować związek?
      Myślę, że jeśli ma poczucie winy, to może się obawiać że teraz ją "odrzucisz"
      emocjonalnie (co dośc logiczne).
      Mówisz że ją kochasz. Kochasz? (zakładam że nie mówimy o emocjach, tylko o
      swego rodzaju decyzji)

      Ja tam jestem w ogóle zdania że trzeba próbować. (ale nie znam terapeuty :-(
      • kris20071 Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 12.06.07, 14:00
        justyna.ada, ja ją kocham, dlatego chcę walczyć o naszą rodzinę.
        Czy ona chce, hmmm..., z godziny na godzinę wiem coraz mniej, czuję że sytuacja
        wymyka mi się spod kontroli, mam mętlik w głowie, pomijam fakt, że fizycznie
        jest mi również coraz gorzej, źle mi, wymiotuję, nie mogę jeść :-(
        Wiem i tego jestem pewien, że ona żałuje tego co zrobiła, ale czuję również u
        niej jakiś lęk przed życiem z piętnem tej "złej" żony, nie chcę, żeby przed tym
        uciekała. Co mam zrobić, żeby włożyła wszystkie siły w naszą walkę o miłość.
        Nie uwierzycie ile razem przeżyliśmy, tego nie można zostawić.
        • lilyrush Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 12.06.07, 14:20
          Nie uwierzycie ile razem przeżyliśmy, tego nie można zostawić.

          Każdy razem wiele przeżył
          I nie pisz, że nie przeżyjesz tygodnia bez dzidzi. Po pierwsze bez dziecka
          (dzidza to dla roegzaltowanych nastolatek, a nie dorosłęgo faceta), po drugie-
          a co jabyś musiał na tydizeń wyjechać. Popełnił byś samobójstwo peirwszego dnia?
          Mniej melodramatyzmu, wiecej działania i stanowczosci. Rozmaiwaj z Zona-
          dlaczego Cie zdradziła? To nie był jednorazowy skok w bok tylko półroczny
          romans. Z Twojego postu wyziera Twoaj rozpacz i walka i zupełna obojetnosci
          żony. On żałuje teog, co zrobiła czy tego, że Ty sie dowiedziałeś?
          Chyba jednak powinniście sobie to wyjaśnic. I to nie zasadzie, że żona zwiesi
          głowe i nic nie powie. Tu musi byc WASZA miłosc a nie tlyko Twoja
        • justyna.ada Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 12.06.07, 14:22
          No nie dziwię Ci się że Ci źle też na ciele.

          Przecież jej nie zostawiasz, nikt tego od Ciebie nie wymaga.

          A czy rozmawiałeś z nią o terapii? bo to ze ma poczucie winy to nie dziwne. Ona
          wie, że jeśli jej wybaczysz, to przecież amnezji nie będziesz miał. Liczy sie z
          tym, że możesz być w przyszłości podejrzliwy, że bedzie chcąc nie chcąc na
          cenzurowanym. Jeżeli o jej wyskoku wiedzą też inni ludzie poza Wami to boi się
          też tego piętna.
          Pewnie tak jest, że to ją trochę przerosło...

          Wg mnie to jedną stroną medalu jest świadomość ciężaru winy, bycia nie w
          porządku i dobrodziejstwo inwentarza. (i tu się kończy mój pogląd jako
          neutralny a zaczyna jako katolibański :-PPP)
          A drugą stroną jest chęć naprawy. Ty ją możesz wspierać, ale nie zachcesz za
          nią. Może ona też powinna przypomnieć sobie "to co mam, to co się zdarzyło nam".

          A swoją drogą, przydałoby Ci się chyba "na koń i w step" w ramach kurażu dla
          ducha :-)
        • sagittka Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 12.06.07, 14:26
          > czuję że sytuacja
          > wymyka mi się spod kontroli, mam mętlik w głowie, pomijam fakt, że fizycznie
          > jest mi również coraz gorzej, źle mi, wymiotuję, nie mogę jeść :-(

          To są pierwsze objawy. Potem uspokoisz się fizycznie, ale psychicznie będzie
          coraz gorzej. Zaczniesz siebie obwiniać, szukać własnych błędów (to akurat jest
          potrzebne, ale musi być konstruktywne), zatracisz granicę między sprawcą a
          ofiarą.
          Zona cię zraniła, więc to ona powinna naprawiać, ale paradoksalnie
          psychologowie uważają, że "uratować związek może siła i determinacja
          zdradzanego".
          Z pełną odpowiedzialnością proponuję terapię, nie tylko po to żeby ratować
          małżeństwo, ale przede wszystkim po to, żeby uporać się z emocjami, które się
          pojawiły. Potem będzie czas na okrzepnięcie i zadanie sobie pytań, co dalej,
          czego oczekujecie i chcecie. A potem to już konsekwentna realizacja programu
          naprawy. Łatwo nie będzie. Moze nawet się nie udać. Spróbować warto, pod
          warunkiem, ze twoja żona jeszcze żywi dla ciebie jakieś ciepłe uczucia.
          Tak, czy tak ty skorzystaj z terapeuty, choćby po to żeby poradzić sobie z tym
          co teraz przeżywasz. A są to bardzo silne emocje, które mogą doprowadzić nawet
          do depresji.
    • fiat501 Re: obawia się odwetu z twojej strony, 12.06.07, 14:13
      to ciekawa reakcja zdradzającego, ja bym ją olał i od niej odszedł, ale to
      twoje życie i twoja sprawa. Piszesz też, że macie dziecko, to jedyny argument
      za tym by pozostać, ale jak dla mnie, chyba za słaby, bo z tego co napisałeś,
      wynika, że żona cię nie kocha. Zdradzała cię pół roku (więc nie był to
      jednorazowy wyskok), takich zdrad mogło i może być więcej. Skoro się
      dowiedziałeś o zdradzie żony, to po to by sobie życie ułożyc na nowo. Taka
      jest moja opinia.
      • kris20071 Re: obawia się odwetu z twojej strony, 12.06.07, 14:21
        >Piszesz też, że macie dziecko, to jedyny argument za tym by pozostać, ale jak
        dla mnie, chyba za słaby

        fiat501, jeśli dziecko to dla Ciebie za słaby argumenty, to założę się, że nie
        masz dzieci, ale rozumiem i szanuję Twoje zdanie.
        Widzisz, ja dla mnie życie bez dziecka nie ma żadnego sensu, żadnego i jak tu
        układać sobie życie na nowo.
        • gosc82 Re: obawia się odwetu z twojej strony, 12.06.07, 14:33
          Pewny jesteś że to Twoje dziecko? Bo ja niestety znam przypadek który źle się
          skończył dla faceta, był w podobnej sytuacji i bach... kobieta mówi mu to nie
          Twoje. Koleś zwariował, terapeuta mu nie pomógł.

          Trochę Cie rozumiem, i myśle ze ja osobiscie był bym wstanie wybaczyc pojedynczy
          incydent, ale pół roku... hm...
        • fiat501 Re: obawia się odwetu z twojej strony, 12.06.07, 14:35
          nie mam dzieci, nie spieszy mi się, same potem problemy. Odnośnie tego co
          napisałeś, to uważam, że nie ma sensu bycie na siłę i dla dziecka, ty już chyba
          jednak wybrałeś, szczęśliwy chyba nie będziesz, bo życie z kobietą, która
          zdradza i nie kocha to kiepskie życie, a to że ją kochasz nie będzie dla niej
          istotne, chyba już nie jest. Lepiej żebyś odszedł i się pozbierał niż tkwił w
          chorym związku. Ale to twoja sprawa i twoje życie.
        • glosatorr Rozwód nie oznacza utraty dziecka 12.06.07, 14:41
          kris20071 napisał:

          > >Piszesz też, że macie dziecko, to jedyny argument za tym by pozostać, ale
          > jak
          > dla mnie, chyba za słaby

          Zgadzam się - on jest żaden.

          >
          > fiat501, jeśli dziecko to dla Ciebie za słaby argumenty, to założę się, że
          nie
          > masz dzieci,


          Ja mam dziecko i kiedy pokazałem mojej eks, że może wywalczyć i szantażowac
          mnie tym, że kocham dziecko i dla dziecka zrobie wszystko - wycyckała mnie do
          końca. Kumasz? Ty sam jej dajesz bicz na siebie. Ona wykorzysta fakt, że masz
          kręcioła na punkcie dziecka i wydoi Cię ze wszystkiego a Ty się na wszystko
          zgodzisz. Dla niej dziecko będzie przedmiotem, którym będzie Cię walić po
          głowie.
          I uwierz - dziecko będzie cierpiało męki właśnie przez Twoją ślamazarność!
          Tak - będzie w reku Twojej zony przedmiotem a Ty będziesz taką pacynką,
          zabaweczką w jej ręce. Jak się na coś nie zgodzisz? To ona Cie pac dzieckiem!
          Na wszystko się zgodzisz bo nie masz jaj.
          A tak - choćby Cię skręcało, choćbyś miał zjeść własne palce i odstrzelić łeb -
          swoją miłość do dziecka schowaj głeboko. Pomęcz się jakiś czas bez niego.
          Wiem, że to potwornie ciężkie - ale uratujesz dziecko. Ustal dni, w których
          będziesz z dzieckiem (jeśli ona czuje się winna, podtrzymaj jej poczucie winy -
          to da Ci atuty). Ale potem mimo, że bardzo lubisz usypiać dziecko, kąpać je,
          bawić się z nim, zaciskaj zęby. Wracaj do swojego pustego domu a niech ona
          widzi jak to jest samotną matką. Jeśli okażesz, że cierpisz z powodu rozstania -
          ona Ci to dziecko odbierze złośliwie, by wywalczyć większe alimenty, bys nie
          rządał ożeczenia winy. Ona już kombinuje, bo Ci nie wierzy! Nie ma zaufania
          między Wami. Dzięki takiemu postępowaniu - moje dziecko jest ze mną kiedy tylko
          chce. A moja Ex chodzi podniecona ilekroć zabiorę nasze dziecko do siebie.
          Bo ma czas dla siebie... jak mówi: "wreszcie mogę odetchnąć".
          Nie bądź "d....a" i nie pękaj. Budowanie życia sobie i dla dziecka to wysiłek -
          nikt Cię w tym nie wyręczy, a tak mając jaja może uratujesz dziecko, ustawisz
          sobie życie na nowo. A problem "bylej slubnej" - to jej problem. Niech się
          nauczy brac na siebie konsekwencje właśnych czynów.

          > ale rozumiem i szanuję Twoje zdanie.

          Nie szanujesz, bo panikujesz i już się stawiasz. Kolega dał Ci dobrą radę, ale
          Ty już jesteś pod pantoflem, a Twoja "była", kochanka jakiegoś fajfusa - jest
          nad Tobą górą, bo się już ślamazarnie zachowujesz.

          > Widzisz, ja dla mnie życie bez dziecka nie ma żadnego sensu, żadnego i jak tu
          > układać sobie życie na nowo.

          Obudź się - życie jakie miałeś do chwili, kiedy ona Cię kochała - już nie
          istnieje! Nie istnieje! To co było już umarło a z Twojej rodziny pozostały
          tylko palące się i dymiące zgliszcza. Przestań chlipać - walcz o swoje i
          dziecka życie.
    • glosatorr Witaj w Klubie Rogacza :-) 12.06.07, 14:30
      kris20071 napisał:

      > Nie krzyczcie, wiem, że temat poruszany, ale moja sprawa jest chyba inna,
      > bynajmniej w moim mniemaniu.

      Jest klasyczna, częsta i tak na prawdę wielu facetów nie wie, że ich ślubna
      doprawiła im rogi. Ty należysz do tych, którzy poznali prawdę. Nie obiecuję, że
      nie ryknę - bo widzę siebie w tym co piszesz więc napiszę Ci to czego mi nikt
      ładnych parę lat temu nie powiedział, nie nauczył i nie doradził.
      Witaj w klubie Rogaczy ;)

      > Dowiedziałem się o zdradzie mojej żony, spotykała się przez pół roku z innym
      > facetem.

      Moja spotykała się przeszlo rok - wiem, to szok odkryć, że kobieta, którą się
      kocha, za którą się tęskni, której się nawet nadskakuje, dba, ubiera, pomaga,
      wspiera - miała to wszystko w d.... i oddawała się jakiemuś innemu. W moim
      przypadku smarkaczowi....
      Więc nim zaczniesz wyznawać echa swojej miłości (Miłość ma to do siebie, że jak
      się kogoś kocha, to lokomotywa gna ale jak się nagle dostrzeże, że oto obiekt
      Miłości daje d.... innemu, to lokomotywa gna ale tak naprawdę Ty jesteś już pod
      jej kołami)

      > Bezgranicznie jej ufałem, nic nie widziałem.

      Pomyśl sobie, że wszyscy Rogacze nic nie wiedzą do momentu, kiedy odkryją, że
      Twoją "Ukochaną" ślubną posuwał jakiś kolo, który jeszcze się może na jakimś
      forum chwalił, że posuwa mężatkę. Mało tego - śmieje się z Ciebie, że jesteś
      naiwny - że w czasie gdy pracowałeś, zajmowałeś się dzieckiem on wypychał swoje
      przyrodzenie w miejsce, które Ty byś sam chciał sobą wypełnić.
      Pomyśl, że w czasie kiedy Ty kochałeś, ona - ta Twoja była ślubna (piszę
      celowo, by do Ciebie dotarło, że to już była Twoja kobieta - chociaż zaraz Ci
      tutaj Matki Polki zaraz całą teorię wyłożą, że jeszcze można coś ratować - nie
      można - bez zaufania nic już nie zbudujesz, a nie zaufasz nigdy)

      > Rozmawialiśmy o tym bardzo
      > długo, wydaje mi się, że jestem wstanie wybaczyć,

      Wydaje Ci się. Mi też się wydawało. Też ratowałem. Pamiętam jak po paru
      miesiacach, pomimo mojego "wybaczenia" odkryłem, że się bzykala z kochasiem
      folklorystycznie. Albo zacząłem głupio się tłumaczyć moim znajomym, że ten
      znajomy, z którym widzieli moją "ślubną" to mój znajomy.... No przecież go
      znałem, nie?
      Pomyśl Czlowieku - czy jsteś w stanie zapomnieć ten "półroczny incydent"?
      Potrafisz zapomnieć, że to co pieścisz, calujesz - to już było w innych rękach?
      Potrafisz zapomnieć tak, że jak Ci ona niechcący nadepnie na odcisk - to jej
      nie wygraniesz, sięgając jako po koronny argument: "A Ty się puszczałaś na lewo
      i prawo i co? Tobie wolno?". Pomyśl, czy nie przypomnisz sobie o jej zdradzie i
      będziesz czuł zdenerwowanie, oraz wzrastające napięcie, kiedy Ona będzie się
      spóźniać, kiedy Ty wyjedzisz? Kiedy nie odbierze Twojego telefonu? Uwierz mi -
      nie dasz rady.

      >nadal bardzo ją kocham,

      Za co?
      Ja Ci powiem co nazywasz teraz miłością - Miłością nazywasz taki odruch, jaki
      ma każdy facet zdradzony - To ja zawaliłem, jeśli ona poszła do innego. To ja
      byłem gorszy, jeśli ona wybrała innego - więc muszę jej wybaczyć, bo to ja ją
      pchnałem w ramiona innego. Ty nadal myslisz, że ona jest Twoja - ale kochasz
      już tylko siebie. Utraciłeś ją. I oczywiście zaraz Ci Ciotki rewolucji zaczną
      pisać, że wszystko można jeszcze uratować jak się bardzo chce. Tak - ale to co
      będzie - to już będzie inna jakość, to reanimacja trupa - Takie emocjonalny
      Frankensztain - chodzi, robi kupę, nawet coś powie ale to już nie człowiek...
      W końcu i tak umrze... a to co będziecie robić to będzie męka.

      > mamy śliczne dziecko,

      Też mieliśmy

      > które bezgranicznie kocham i nie wyobrażam sobie, życia
      > bez ich obu.

      No to sobie pomyśl, że jakieś 30% byłych małżeństw w tym kraju ma taką samą
      sytuację jak Ty - dziecko bywa raz z jednym rodzicem, raz z drugim i nie ma
      tragedii. Moje dziecko dzisiaj, po 7 latach mówi, że jest szczęśliwe, bo ma dwa
      domy i jego rodzice się nie kłocą.
      To nie jest tragedia - kiedy dwoje rodziców wychowuje dziecko osobno. Za to
      niech Twoja "żonka" teraz weźmie na siebie konsekwencje puszczania się.

      >Nie wiem co robić, żona, obawia się odwetu z mojej strony za
      > kilka lat,

      OOOOO za kilka lat a nie teraz? Oczywiście, że się boi bo wiesz co?
      Bo mając teraz świeże dowody zdrady, jesteś górą nad nią, bo ona jest
      wiarołomną małżonką odpowiedzialną za rozpad związku, teraz to ona może płacić
      alimenty Tobie. A jeśli odczekasz chwilę - to ona potem w sądzie wybije Ci
      koronny argument w walce o alimenty - to taki przykład. Ty bedziesz płacił jej
      a ona za Twoją kasę będzie m.in. zaspokajała tego bądź innego pana


      > nie wiem czy z tego względu nie odejdzie,

      Czyli Ty chcesz mieszkać, żyć, i jeszcze współżyć z kobietą, której już nie
      zaufasz, bo na jakiej podstawie? Aaaa - masz wielkie serce. Ciekawe jak długo
      ono będzie takie wielkie.

      > wydaję mi się, że jest
      > przekonana, że mogę jej wybaczyć tylko ze względu na strach przed samotnością.

      Boisz się samotności? A co się takiego stanie jak będziesz samotny?
      Wyleczysz rany, zadbasz o siebie, jeszcze raz rozpoczniesz nowe zycie - w końcu
      odżyjesz, zakochasz sie w nowej dziewczynie, zrozumiesz, jakie popełniłes
      błędy, dojrzejesz, zmądrzejesz - samotnośc po zdradzie to mądry nauczyciel i
      lekarz. Nie nalezy się bać - bo czas wyleczy rany...

      > Nie wiem co robić, nie mam ochoty do życia :-(

      Popłacz sobie, pochlip i poużalaj sie - ale zaraz szybko się wścieknij i
      zobaczysz, że jak tupniesz nogą, wygnasz wiarołomną do kochasia, to poczujesz
      wreszcie, że jesteś mężczyzną a nie jakąś rozkłapciałą namiastką samczyka
      chlipiącego nad faktem, że jakiś fajfus był dla Twojej żony i przez nią uznany
      za lepszego od Ciebie, a wszystko - Twoja rodzina, to co budowaliście, Ty sam
      byliście mniej warci niż parę orgazmów i masa kłamstw jakie dostałeś. Kumasz to?

      > Czy może powinniśmy iść do terapeuty, w końcu nie z takich opresji ludzie
      > wychodzą.
      > Pomóżcie.....
      >
      Pomagam - oszczędzisz na terapii - wykop dziewoję z domu, poblokuj
      kartykredytowe, odeślij do matki z piętnem niewiernej, ustalaj datę rozwodu
      póki ma poczucie winy, i pokaż, że masz jaja - a nie że Ci je wykastrowano.
      Lepiej Ci już?

      > Kris
      • kris20071 Re: Witaj w Klubie Rogacza :-) 12.06.07, 15:04
        glosatorr, czytam i chlipię jak baba, ale Ty chyba masz rację, ja nie mam jaj.
        Zostać i chorować z zazdrości też nie dam rady, k......a!!!!!!!!!!! nie pojmuję
        jak można tak bliskiej osobie zniszczyć życie, w tak okrutny sposób zabić
        człowieka.
        • glosatorr Re: Witaj w Klubie Rogacza :-) 12.06.07, 15:36
          kris20071 napisał:

          > glosatorr, czytam i chlipię jak baba,

          Kris - popłacz sobie. Łzy oczyszczają duszę. Nie ma co się mężczyźnie wstydzić
          łez - tylko psychopaci nie płaczą. Ale wypłacz się w czterech ścianach - wyrzuć
          to z siebie i odnajdź w sobie Mężczyznę.

          > ale Ty chyba masz rację, ja nie mam jaj.

          Nie miałeś - ale możesz je w sobie odkryć!
          Do dzieła - Jedno życie zakończyłeś - czas zacząć nowe - już po Twojemu.
          Nauczyć się na błędach - zrozumieć i zmądrzeć.
          Wejdź na mój blog - tam znajdziesz mój email - napisz jeśli potrzebujesz
          wyjaśnień. Ale nie bój się - Ból przejdzie. Dr. Time leczy rany znakomicie.
          Chodź powoli.

          > Zostać i chorować z zazdrości też nie dam rady, k......a!!!!!!!!!!!

          Nie dasz i tak to właśnie jest skonstruowane. Miłość opiera się na zaufaniu.
          To fundament mIłości. Jeśli brakuje zaufania, albo zaufanie zostało zniszczone -
          można je odbudowac, ale już z innym partnerem.

          > nie pojmuję
          >
          Zawsze jest jakiś powód zdrady - musisz go odgadnąć i zrozumieć - to pomaga.

          > jak można tak bliskiej osobie zniszczyć życie, w tak okrutny sposób zabić
          > człowieka.

          A tego ja nie wiem - powody mogą być przeróżne - może Ty sprawiłeś, że ona to
          zrobiła albo wybrałeś niewłaściwą kobiete?
          Ja nie wiem - ale może sam to zrozumiesz?
          • kris20071 Re: Witaj w Klubie Rogacza :-) 12.06.07, 15:39
            glosatorr, dziękuję
      • miedzianakonefka Re: Witaj w Klubie Rogacza :-) 13.06.07, 19:45
        Tak sobie myślę że ci których związek jest oparty o przyzwyczajenie i wspólne
        pchanie wózka są w stanie łatwiej machnąć ręką i po jakimś czasie wybaczyć
        dając drugą szansę, natomiast osoby bardzo zaangażowane uczuciowo odczuwają to
        jako wielką krzywdę z którą muszą się zmagać przez resztę wspólnego/lub nie
        życia. Po poście wnioskuję że autor jest bardzo zaangażowany uczuciowo i tu bym
        przyznał raję (jak zwykle) Glosatorrowi bo może się okazać że wybaczenie może
        być trudne i może się odbijać czkawką przez resztę życia. Mam na myśli różne
        uwagi i wtręty podczas małżeńskich sprzeczek. Druga sprawa to kto chce
        naprawiać. Na razie widzę że tylko jedna strona a nie wiadomo czy druga już nie
        zdecydowała się na zwijanie żagli.

        Alleluja i do przodu...
        • sagittka Re: Witaj w Klubie Rogacza :-) 13.06.07, 19:59
          miedzianakonefka napisał:

          > Tak sobie myślę że ci których związek jest oparty o przyzwyczajenie i wspólne
          > pchanie wózka są w stanie łatwiej machnąć ręką i po jakimś czasie wybaczyć
          > dając drugą szansę, natomiast osoby bardzo zaangażowane uczuciowo odczuwają
          to
          > jako wielką krzywdę z którą muszą się zmagać przez resztę wspólnego/lub nie
          > życia.

          Właśnie dlatego, że najbardziej boli nas krzywda doznana od osoby najbliższej.
          Im bardziej kochamy, tym bardziej zranieni jesteśmy. I tym bardziej chcemy
          wybaczyć i zapomnieć, ale równoczesnie jest to wtedy trudniejsze, czasem
          niemożliwe.
    • trzydziestoletnia Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 12.06.07, 15:10
      Kris, zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzje inspirowana wypowiedziami na tym forum, pamietaj, ze pisza tu nie znawcy zwiazkow czy psychologii, ale w wiekszosci mocno zawiedzeni ludzie, ze swoim wielkim bagazem i bolaczkami. Radza na swoją miarę.
      • kris20071 Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 12.06.07, 15:17
        trzydziestoletnia, wiem, wiem, tyle, że ja teraz też jestem mocno zawiedzionym
        człowiekiem, dlaczego miał bym myśleć inaczej?
        • aandzia43 Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 12.06.07, 15:49
          Bo nie ma dwóch identycznych przypadków, mimo podobieństwa schematów.
          Skąd wiesz, czy twoja żona jest tak pokrętną, niestałą w decyzjach i
          zatwardziałą w gierkach i dogadzaniu sobie kobietą, jak żona Glosatora
          (przynajmniej z tego, co wiemy od niego)?
          Nie oszczędzaj na terapii i idź do psychologa chociażby po to, by dowiedzieć
          sie, czy naprawde chcesz z nią być,i dlaczego, na spokojnie poznac punkt
          widzenia żony i przede wszystkim dogadać sie sam ze sobą.
          ZADNEJ decyzji nie podejmuj pochopnie! Jeśli podejmiesz błędną decyzję,
          zrypiesz sobie życie. Co ci szkodzi okiełznać emocje przy pomocy fachowca,
          pomyśleć potem na trzeźwo i zacząć nowy rozdział życia, bez niej lub z nią?
          • m717 Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 12.06.07, 16:33
            To co Ci napisał Glossator jest w pełni słuszne. Mężczyzna musi mieć honor.
            Mnie nie spotkała zdrada, ale jednak mogę zrozumieć co czujesz. Wiedz jednak,
            że kobiety nie cenią tych zbyt odpowiedzialnych,tych spolegliwych, tych co mają
            zbyt dużo wyobraźni...taka jest prawda. Jeśli teraz się pogodzisz z tą zdradą
            to będziesz już żył taki przygnieciony, bez honoru!
            Niekiedy musimy robić to co niemiłe w danej chwili, ale konieczne...którą to
            myśl również sobie dedykuję:)
            • sherman-doberman Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 13.06.07, 11:42
              Widzę dodatkowy kamyczek wrzucony do ogródka kobiet.
              A co ze zdradzonymi żonami? Czy nie muszą mieć honoru? czy nie chudną, płaczą, wymiotują- jak ty.
              I chyba jest ich znacznie więcej, niż rogatych mężów.
              A w ogóle, to jakim jesteście wieku i po jakim stażu małżeńskim, bo to nie jest bez znaczenia.
              Jeżeli małżeństwo stosunkowo krótkie, to nie jest wykluczone, że trafiłeś pechowo na niestałą kobietę.
              Jeżeli długie - to może być po prostu wypadek. nale zachwianie równiwagi psychicznej i hormonalnej,
              znudzenie codzienną monotonią życia itd, co mi powtarza od pewnego czasu mój mąż, który sobie też
              na taki wyskok pozwolił. Mam wrażenie, że oprzytomniał, bo po 22 latach małżeństwa wiem, że jest
              zasadniczo naprawdę bardzo przyzwoitym człowiekiem.
              Z wielkim trudem staram się dojść do siebie i nabrać ponownej wiary we wspólne życie.
              I widzę, że on też się stara. Nie da się ukryć, że zaufanie - solidne, murowane, ślepe - wyparowało w
              jednej chwili i to jest właśnie chyba to, co najtrudniej jest odbudować, jeśli w ogóle możliwe.
              I to chyba jest najbardziej smutne w takich wypadkach: upadek zaufania i wiary w stabilność związku,
              który wydawał się być na zawsze.
              Nie staraj się zapomnieć czy wybaczyć - to jest niemożliwe. PPo prostu staraj się przyjąć do
              wiadomości i okrzepnąć.
              Myślę jednak, że gdyby doszło do ewentualnej "powtórki z rozrywki" - to sprawa zostanie ostatecznie
              zamknięta.
              I nie stawiaj na dziecko. Jest monetą przetargową- to raz. Po drugie, utrzymywanie mażeństwa ze
              względu na dzicko nic nie da, jeżeli będziedzie współżyli w stanie permanentnego stresu. Ani Wam ani
              dziecku nic to nie da. Najwyżej zaszkodzi.
              Też rozważam możliwść terapii - ale się waham...pewnie spróbuję wyjść z tego własnymi siłami.
              • cyni Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 13.06.07, 12:23
                Warunkiem sukcesu terapi i jakiejkolwiek próby ratowania "zwiazku" jest chęć i
                wola partnerów do uratowania związku. Kompromis powinien byc obustronny.
                Nie wiem czy pani żyjaca w podwójnym zwiazku od pół roku będzie miała ochotę na
                ratowanie czegoś co do tej pory nie miało dla niej znaczenia.
              • glosatorr Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 13.06.07, 15:30
                sherman-doberman napisała:

                > Widzę dodatkowy kamyczek wrzucony do ogródka kobiet.
                > A co ze zdradzonymi żonami? Czy nie muszą mieć honoru? czy nie chudną,
                płaczą,
                > wymiotują- jak ty.

                Ależ oczywiście, że tak się czasami zdarza!
                Ale o ile literatura, kultura poświęca zdradzaniu kobiet i ich odczuć
                w spotkaniu ze zdradą partnera, o tyle o dziwo o odczuciach mężczyzn dziwnie
                rzadko się wypowiada, czyż nie?
                Zdrada boli i zawsze kończy jakiś okreś w związku a najczęściej jest pocżatkiem
                końca związku albo i końcem - więc musi boleć.

                > I chyba jest ich znacznie więcej, niż rogatych mężów.

                A tu niestety może zaskoczę - ale według róznych badań, ta różnica na korzyść
                mężczyzn to około 5 %, wiec niewielka (zdrady dopuszcza się 18% kobiet i 23%
                facetów)

                > A w ogóle, to jakim jesteście wieku i po jakim stażu małżeńskim, bo to nie
                jes
                > t bez znaczenia.

                Ja doświadczylem zdrady po 10 latach małżeństwa - i teraz wyjasnij mi, jakie to
                ma znaczenie wiek i długość związku? Jestem normalnie zaciekawiony.
                Bo do tej pory twierdzę i twierdziłem, że zdrada jest takim samym bólem
                niezaleznie od wieku zdradzających i zdradzanych i stażu ich związku.
                Nielojalność i zdrada zawsze boli.

                > Jeżeli małżeństwo stosunkowo krótkie, to nie jest wykluczone, że trafiłeś
                pecho
                > wo na niestałą kobietę.

                Świetna teoria. A po 10 latach nie można się przekonać, że 10 lat wcześniej nie
                dokonało się złego wyboru, tylko zdradzająca kobieta wolała Cię zdradzać i być
                z Tobą, boś utrzymywał i ją i jej kochanka?
                Wygoda - jest cechą wielu kobiet i to niezależnie od wieku. Można tu poczytać
                wiele historii o tym, jak kobieta nie kocha męża, zdradza go lub chce zdradzac,
                ale nie odejdzie od niego bo...? No? Bo...?

                > Jeżeli długie - to może być po prostu wypadek.


                O pewnie - np. żona notorycznie się nachyla a jakiś facet od pół roku
                przypadkowo trafią ją dokładnie w pochwę przypadkiem swoim fallusem, naprężonym
                i gotowym do penetracji, pewnie potykając się o próg np. Twojego mieszkania i
                tak calkiem przypadkiem szczytuje w niej a ona tak przypadkiem o tym przykrym
                wypadku nie mówi mężowi... Albo inny wypadek - po prostu idąc ulicą spotkała
                kogoś i pomylila go z meżem. A może po prostu zaćmiło kobietę? Albo ją zgwałcił
                dywizjon Huzarii powietrznej?
                Bardzo bym prosił o niewciskanie kitu - przypadkiem, to sobie można guza nabić.
                Człowiek ma rozum, wole, poczucie lojalności a nie jest pieskiem lub suczką, że
                jak nagle dostaje potrzeby seksu, to zrobi to nawet w piaskownicy z byle kim.
                Te "wypadki", "niechcący", "przypadkiem" - to są tylko wymówki.

                > nale zachwianie równiwagi psychi
                > cznej i hormonalnej,

                A to już normalnie super. Jeśli ktoś już ma problemy z psychiką i hormonami -
                to idzie do lekarza, na terapię a nie do łózka z facetem (albo odwrotnie).
                A nimfomanką albo erotomanem lub seksoholikiem nie staje się przypadkiem.

                > znudzenie codzienną monotonią życia itd,

                to dawniej nazywało się wypaleniem związku - czyli końcem związku. Więc czemu
                ludzie się nie rozwodzą tylko zdradzają? Są ze sobą i się nie kochają?
                No chyba, że łączy ich interes. Bo o alibi w postaci dziecka to już pisałem i
                między bajki to wkładam.

                > co mi powtarza od pewnego czasu mój mą
                > ż, który sobie też
                > na taki wyskok pozwolił.

                I rozumiem, że Ty mu wybaczyłaś?

                > Mam wrażenie, że oprzytomniał, bo po 22 latach małżeńs
                > twa wiem, że jest
                > zasadniczo naprawdę bardzo przyzwoitym człowiekiem.

                Oczywiście, wyjątki potwierdzają regułę. A Ty mu teraz bezgranicznie ufasz,
                kochasz go jak za pierwszym razem jak się spotkaliście i on jest wobec Ciebie
                lojalny, wierny i wszystko po prostu gra. To czemu tutaj jesteś?

                > Z wielkim trudem staram się dojść do siebie i nabrać ponownej wiary we
                wspólne
                > życie.

                I jak Ci idzie?

                > I widzę, że on też się stara. Nie da się ukryć, że zaufanie - solidne,
                murowane
                > , ślepe - wyparowało w
                > jednej chwili i to jest właśnie chyba to, co najtrudniej jest odbudować,
                jeśli
                > w ogóle możliwe.

                Nie - nie jest to możliwe - ale widzę, że potrzebujesz strasznie dużo czasu by
                odkryć, że kochasz męża, ale tego męza sprzed zdrady a uzmysłowienie sobie, że
                on 22 lata Twoich starań, miłości, oddania, pragnienia, tęsknoty, czasami
                odmawiania sobie wiele zamienił na może przypadkowy albo zaplanowany seks z
                inna kobietą - na proste kilka sekund orgazmu....

                > I to chyba jest najbardziej smutne w takich wypadkach: upadek zaufania i
                wiary
                > w stabilność związku, który wydawał się być na zawsze.

                Nie ma miłości bez fundamentu zaufania. Jak nie ma zaufania - nie ma miłości.
                Życie jest proste - to ludzie je komplikują....

                > Nie staraj się zapomnieć czy wybaczyć - to jest niemożliwe. PPo prostu staraj
                s
                > ię przyjąć do
                > wiadomości i okrzepnąć.

                Co to znaczy okrzepnąć? Ja tam by wolał, aby w tym momencie facet zagorzał!

                > Myślę jednak, że gdyby doszło do ewentualnej "powtórki z rozrywki" - to
                sprawa
                > zostanie ostatecznie
                > zamknięta.

                A myślisz, że on o tym będzie wiedział jak dojdzie?
                Uwierz, że jak dojdzie - to nie dowie się tego, jak nie wiedział, że jjego żona
                puszczała go z innym przez pół roku wcześniej.

                > I nie stawiaj na dziecko. Jest monetą przetargową- to raz. Po drugie,
                utrzymywa
                > nie mażeństwa ze
                > względu na dzicko nic nie da, jeżeli będziedzie współżyli w stanie
                permanentneg
                > o stresu.

                Przepraszam, ale to mnie rozbawiło. Dla mnie to już perwersja.

                > Ani Wam ani
                > dziecku nic to nie da. Najwyżej zaszkodzi.
                > Też rozważam możliwść terapii

                Terapii czego? Terapia zdradzanego wyłacznie poprawia mu humor, stawia na nogi,
                pozwala poradzic sobie ze stresem, odbudować to co w nim zniszczono. Można
                opczywiście iść na terapię rodzinną. Czyli razem z wiarolomną/ym partnerem -
                ale jeśli to coś da to tylko pozwoli się spokojnie rozstać.

                > - ale się waham...pewnie spróbuję wyjść z tego wł
                > asnymi siłami.

                Tak będzie lepiej - najlepiej nazywając wszystko po imieniu. Nie udając, że
                czegoś się nie widzi a coś inaczej wygląda albo inaczej się nazywa...
                Nowego poczatku zyczę. I sił, które każdy ma w sobie :-)
                • libressa Glosatorr... 13.06.07, 19:33
                  ...całkowicie się z Toba zgadzam.
                  Coś co ma poczatek ma i koniec,który zazwyczaj jest poczatkiem ;))

                  Urażona miłość własna, chyba nie mam nic gorszego :D

                  Pozdrawiam
                  Libressa
                  • aandzia43 Re: Glosatorr... 14.06.07, 00:11
                    libressa napisała:

                    >
                    >
                    > Urażona miłość własna, chyba nie mam nic gorszego :D
                    >

                    Urażona miłość własna to rzeczywiście strasznie przykra sprawa. Szczególnie dla
                    narcyza. Dla innych ludzi są gorsze rzeczy niż urażone ego.
                    • kici10 Re: Glosatorr... 15.06.07, 00:33
                      Dla innych ludzi są gorsze rzeczy niż urażone ego.

                      To prawda, wisi mi czyjeś urażone ego, ale nie wisi mi własne, ponieważ lubię
                      się dobrze czuć we własnej skórze. Chociaż narcyzem nie jestem.
                      • libressa Re: Glosatorr... 15.06.07, 05:32
                        ...miłość do siebie, to najpiekniejszy stan, trwa przez całe życie :)))

                        Pozdrawiam
                        Libressa
                • sherman-doberman Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 15.06.07, 15:35
                  Pytałeś się, jakie zaczenie ma długość związku małżeńskiego i wiek delikwentów.
                  To ci wyjaśnię łopatologicznie.
                  Wiele z was podjęło decyzję o małżeństwie w bardzo młodym wieku, bez specjalnie długotrwałych
                  doświadczeń, lub szybko.Ludziom młodym brak nie tylko doświadczenia ale i dytansu do pewnych
                  spraw sami nieraz jeszcze nie są pewni, czego tak naprawdę od życia chcą.
                  Twoje 10 lat małżeństwa stoi naprzeciw moich 22 lat takiego stażu.
                  Przy czym. zawierając związek - z pełną świadomońcią wszelkich implikacji, byliśmy już oboje po
                  30stce, ustawieni życiowo, itd.
                  W dodatku: pewnie krzykniesz, że to nie prawda: mężczyźni jednak szczególnie cenią, jeżeli uda im się
                  osiągnąć coś, co jest trudne do osiągniącia.
                  Tak było w naszym przypadku, gdyż dzieliła nas nie tylko kolosalna odległoś- geograficzna ale i
                  systemy polityczne, niełatwe do przełamania. Udało się przełamać wszystko, co też trwało nie mało.
                  Życie było nietypowe, pełne zmian geograficznych i zawodowych, toteż żar nowości - a to jest dla wielu
                  osób, złaszcza panów, nie bez znaczenia, utrzymywał się bardzo długo.
                  Dobre 15 lat.
                  Potem przyszła stabilizacja, codzienne, małostkowe problmy już szarawej egzystencji, stąd pewnie
                  zrdziła się nagła chęć zmiany. A najłatwiej zmienić partnera.
                  Jeżeli parnterzy oboje byli bardzo młodzi, jeszcze niewyżyci pod wszelkimi względami, nasycenie
                  "słodkim życiem małżeńskim" może przyjść wcześniej. Bo że kiedyś przyjdzie, to pewne.
                  Tylko, każdy człowiek reaguje inaczej.
                  Jeden birze drugi etat lub zabiera się do działalności charytatywnej, a inny szuka rozrywek
                  seksulanych-
                  też się w końcu rozczaruje (przynajmniej mój tak twierdzi - że nie żałuje doświadczenia, ale czuje się
                  rozczarowany), z wiekiem, zmniejszającą się atrakcyjnością i żywotnością seksualną.W dodatku każdy
                  odczuwa pewnego dnia potrzebę stabilizacji.
                  Ale przy okazji może połamać niejedno życie. Swoje i cudze.
                  Dlatego sądze, że czasem, po bardzo wielu latach pięknych doświadczeń, trzeba teraz spróbować
                  schować dumę do kieszeni - zwłaszcza jeżeli partner/rka nadal pragnie zachować całość związku.
                  Niestety gorzej z ranami, które się długo liże, właśnie z powodu zniszczenia najcenniejszego dobra
                  wspólnego pożycia: zaufania.
                  I pewnie się od siebie wzajemnie niedużo nauczymy, gdyż mimo dużej częstotliwości takich zawirowań
                  życiowych, jednak każdy przypadek jest indywidualny i ma różne uwarunkowania.
                  Najwyżej możemy dodać sobie otuchy.
        • trzydziestoletnia Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 13.06.07, 16:11
          Kris, niewiele wiemy o postawie twojej zony, panowie tutaj juz ją sklasyfikowali i przypisali m.in. brak milosci, niechec do ratowania zwiazku etc. Od ciebie jeszcze nic takiego nie slyszelismy, napisz cos wiecej o nastawieniu zony do tej calej sytuacji i przyszlosci zwiazku.
    • yoric Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 13.06.07, 15:24
      IMHO musisz kompletnie zmienić nastawienie.

      Obecnie masz postawę proszącą i nie jesteś partnerem, tylko emocjonalną kulą u
      nogi. Partnerem w związku jest ktoś, kto ma własne życie (sprawy, hobby) i kto
      nie polega w 100% na innej osobie, bo to jest dla tej osoby ciężar. Poza tym
      starajac się dajesz tej osobie komunikat, że może sobie na dużo pozwolić, a Ty i
      tak będziesz chciał z nią być.
      Kobieta w związku potrzebuje silnego faceta. Jesli nawet jej wybaczysz, ale
      nadal będziesz stroną emocjonalnie słabszą, ona w sposób naturalny będzie szukać
      kogoś silnego. Tak to działa, taka jest naturalna dynamika związku.

      Pozdrawiam
      • misssaigon Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 13.06.07, 17:41
        popieram zdecydowanie...ponadto bycie ze partnerem zbyt dobrym i zbyt łatwo
        wybaczajacym powoduje jeszcze wieksze wyrzuty sumienia i zamiast sprzyjac
        zblizeniu ..paradoksalnie oddala..czasami po prostu nie jestesmy w stanie
        patrzec w oczy osobie, ktora skrzywdzilismy,a ktora nam wybaczyla i dalej jest
        taka dobra...
        • kris20071 Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 14.06.07, 14:40
          Dziękuję wszystkim, za podzielenie się swoimi doświadczeniami.
          Życzę Wam i sobie dużo szczęścia.
          Po rozważeniu wszystkich za i przeciw, będziemy próbowali odzyskać choć część
          tego co kiedyś mieliśmy i wierzę, że się uda, choć nawet się nie łudzę, że
          będzie tak jak dawniej.
          • lancelotte Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 15.06.07, 15:50
            Nie wybaczaj.Zdradziła to bądź facetem.Niech poniesie konsekwencje.Nie ma co
            pękać.Nigdzie nie jest powiedziane że trzeba z kimś być.Życie podaje najlepsze
            scenariusze ,nawet wśród tych najgorszych jest miejsce na lepszy.
            • sagittka Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 18.06.07, 14:41
              > Nie wybaczaj.Zdradziła to bądź facetem.Niech poniesie konsekwencje.

              On też ponosi konsekwencje. Nawet w większym stopniu, bo trudniej pogodzić się
              z konsekwencjami wynikającymi dla nas z cudzego działania, niż własnego.

              Nie wiemy, jakie konsekwencje on poniesie po próbie wybaczenia, a jakie po
              rozstaniu bez tej próby, to zależy od ich związku, ich uczuć. Piszę "próby", bo
              nie można sobie powiedzieć wybaczam lub nie wybaczam, mozna próbować, starać
              się, nauczyć się tego, ale efektu nie przewidzimy.
          • deenzeel Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 19.06.07, 02:35
            Sobie możesz pożyczyć szczęścia. Będzie Ci bardzo potrzebne.
            Szkoda tylko kilku ładnych lat Twego życia. Stracisz je bezpowrotnie.
            Za pięć lat gdybyś odszedł natychmiast mógłbyś juz żyć normalnie
            jak człowiek. Gdy zostaniesz będziesz sobie czynił zarzuty mogłem odejść.
            Lecz będziesz emocjonalnym wrakiem faceta. Nic nie uratujesz. A efekt będzie
            taki:
            1. drżysz bo żona nie wraca na czas, nie odbiera telefonu.
            2. czynisz wymówki, wracając do zdrady - nie zapomnisz, nie wytrzymasz
            3. seks przestanie Ci smakować - ona zawsze będzie mniej zaangażowana, Ty
            będziesz myślał dlaczego
            4. dziecko będzie widziało złość, kłótnie, niechęć, obojętność, nie będzie
            czuło się bezpiecznie
            5. Ty będziesz zapierdalał w pracy na osobę, która Cię zdradzi ponownie lub
            nigdy już Ciebie nie pokocha szalenie
            6. Będzie z Tobą z wyrachowania - już chce zapewnień byś za jakiś czas jej nie
            zdradził
            7. Przypłacisz wszystko nerwicą, alkoholizmem, impotencją, niską samooceną
            własnej wartości ( wybierz właściwą Tobie opcję)
            8. Z czasem względy finansowe nie pozwolą Ci odejść
            9 Teraz możesz odejść z twarzą i z jajami - za chwilę pozostawiony zostaniesz
            bez honoru faceta
            10.Odejdź natychmiast będziesz wtedy lepszym ojcem , człowiekiem , facetem i
            kochankiem ( z inną rzecz jasna osobą )

            jeśli zostaniesz to będziesz żałował za lat pięć lub wcześniej i powiesz sobie
            dałem dupy a to jak mawiają Cesi se ne wrati...spierdalaj zatem bo słowa ciepłe
            i delikatne do Ciebie nie docierają. Powodzenia - życzę poprawnego wyboru
    • nina9999999 Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 18.06.07, 23:41
      dlaczego ja mam wrażenie, że Ona usiłuje zrzucić odpowiedzialność za przyszły
      rozpad związku na Ciebie?.... może się mylę...tak tylko pytam......
    • misbaskerwill Jak tak bardzo kochasz dziecko... 19.06.07, 19:22
      Zostań z dzieckiem, a żonie pomóż się przeprowadzić do kochanka...

      I wtedy w sądzie będziesz ustalać, kiedy matka ma widywać dziecko, skoro Ty z
      nim "od dawna" mieszkasz.
      Ale do tego trzeba mieć jaja.
      Wygląda na to, że u Was jaja ma Twoja żona, więc uważaj.
      Przed iloma jeszcze rzeczami się nie zawaha?

      Oczywiście - jest też terapia małżeńska.
      Ratuj rodzinę, jeśli czujesz, że się da...
      Ale najpierw podpiszcie intercyzę, postaw niewiernej ultimatum ("ostatni raz"),
      rozważ też możliwość separacji (można potem znieść na wspólny wniosek za 100
      zł). Nie poczuje "chłodny powiew świeżości".

      Rób jak chcesz, ale pamiętaj (parafrazując przedmówcę):
      "Jak ma się miękkie serce, to trzeba mieć twardą dupę".
    • palolinkaa Re: Zdrada chcę wybaczyć, jak? :-( 19.06.07, 22:56
      żden terapeuta nie pomoze, zaden psycholog...
      to siedzi w nas i chociaz chcialabys zapomniec o tymco sie stalo, bedzie to
      wracalo jak bumerang i juz nigdy nie zapomnisz o tym jak bardzo skrzywdzila cie
      osoba na ktorej tak bardzo ci zalezalo/zalezy i ktorej tak bezgranicznie ufales.
      we mnie tez to siedzi..bo zdradzil mnie (wtedy jeszcze nie maz!!) moj
      narzeczony a ja mu przebaczylam bo tak bardzo kochalam, chcialam zapomniec,
      ponoc czas leczy rany ale w moim przypadku hmm nie sprawdza sie albo za krotki
      okres bo od tego incydentu minely 3 lata a ja czuje sie tak jakby wydarzylo sie
      to wczoraj
      byl moim jednym jedynym,wspanialym,kochanym-powtarzalam o nie co to to nie-ON
      by mi tego nie zrobil i co..bach...bol rozpacz smutek lzy
      ufalam mu bezgranicznie a teraz???
      nie ufam jak kiedys i w sumie nie wiem czy w gole kiedykolwiek odzyska moje
      zaufanie.chyba nie-za bardzo boli, ale dalam jeszcze jedna szanse bo w koncu
      jestesmy ludzmi z roznymi slabosciami..a teraz ja zaczynam miec jakas obsesje
      ze kazda dziewczyna napotkana, czy to kolezanka czy inna jest zagrozeniem dla
      mnie i kolejnym wyskokiem dla mojego meza...
      to jest chore ale silniejsze ode mnie..
      a przy kazdej klotni wypominam mu to w sumie nie wiem po co-bo chyba chcialabym
      aby zabolalo go to tak jak wtedy mnie ale to beznadziejne zachowanie z mpojej
      str
      a wiesz co jest najgorsze??to ze terazpo tych kilku latach(teraz juz w
      malzenstwie)mmysle o zdradzie, o tym aby sie zrewanzowac...zeby sie dowiedzial
      i poczul co to za bol...
      wiec hmmm
      to wszystko zalezy od ciebie i tego czewgo naprawde chcesz i czy jestes w
      stanie zapomniec o tym co bylo i zyc dalej.ja robowalam ale nie wychodzi..

      zycze wytrwalosci i powodzenia

      czeka was dluga i ciezka droga do odbudowania tego co bylo wczesniej

      pzdr

      p.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka