Dodaj do ulubionych

widmo przeszlosci

31.07.07, 01:21
Witam!

Na wstepie chcialem powiedziec ze jestem facetem lecz postanowilem napisac na forum skierowanym do kobiet poniewaz po przeczytaniu parunastu postow w dziale meskim doszedlem do wniosku ze tam raczej nie otrzymalbym ani jednej dobrej i przemyslanej rady.
Postaram sie zaczac opowiesc od poczatku bo chyba tylko wtedy mozna w pelni zrozumiec moja sytuacje. Jakies 6 lat temu poznalem dziewczyne odrazu cos miedzy nami zaskoczylo ale poczatkowo bylo to bardziej uczucie czystej sympatii niz jakies wielkiej chemi. Dziewczyna ta nie mieszkala w moim miescie lecz ja bywalem w jej miasteczku srednio raz na 2 -3 miesiace po paru miesiach smsow i paru wizytach cos zaczelo nas do siebie ciagnac lecz z mojej strony byl to czysty pociag fizyczny i ani przez chwile nie pozotawialem jej zadnych watpliwosci co do tego ona mnie zapewniala ze ona uwaza dokladnie tak samo i ze wszystko jest ok. Przez okolo 14 miesiecy za kazdym razem jak bylem w jej miescie ladowalismy w luzku. Az w koncu pewnego razu podczas naszego jak moglo by sie wydawac normalnego spotkania poczulem jakies cieplo w sercu gdy sie przytulalismy. Podzielilem sie ta nowina i okazalo sie ze ona juz od samego poczatku sie we mnie mocno zauroczyla tylko nie chciala mnie sploszyc wiec udawala ze taki jasny uklad jej pasuje. Potem bylo wrecz sielankowo ona odwiedzla mnie srednio raz na miesiac oficjalnie bylismy juz razem po okolo 6 miesiacach przeprowadzila sie do mojego miasta,znalazla prace i wszystko zaczelo sie fajnie ukladac. Po kolejnych 6 miesiacach ja wpadlem na pomysl wyjechania do uk caly czas nie wiem czy to byl taki super pomysl. Ona poczatkowo miala opory ale postanowila ze skoro przyjechala za mna do mojego miasta to teraz moze pojechac za mna do innego kraju. Wiec tak sie tez stalo w marcu zeszlego roku rozpoczelismy nowe zycie w uk. Ogolnie bylo fajnie ale zaczely wychodzic na jaw male roznice w naszym podejsciu do zycia i to co bylo male urastalo do calkiem pokaznych rozmiarow. Ja wolalem spedzac czas ze znajomymi w naszym domku a ona lezec w sypialni czytac, sluchac muzyki itp. Ja mialem opinie najbardziej pokojowego i opanowanego mieszkanca a moja dziewczyna najbardziej nerwowej a czasem nawet zgryzliwej. Generalnie caly czas bylo to balansowanie na granicy klutni dwa dni bylo milo i potem jakas niby drobnostka powodowala pare cichych godzin lub caly dzien. Przewaznie powodem sprzeczek byla nerwowosc mojej dziewczyny wiec to ona po jakims czasie przychodzila i zaczynala przepraszac. oczywiscie nie twierdze ze ja bylem bez winy. Po okolo 9 miesiacach mieszkania z grupka znajomych postanowilismy ze przeprowadzimy sie do mieszkanka w ktorym bedziemy mieszkac tylko we dwojke. Tak tez zrobilismy i na poczatku bylo ok. Zaczolem juz myslec ze najgorsze mamy juz za soba i teraz przyszedl dobry i spokojny czas. Niestety ten spokojny czas trwal tylko przez jakies 3-4 miesiace i znowu zaczelismy sobie dzialac na nerwy. Moja dziewczyna utrzymywala ze to takie drobnostki ze to normalne i ze ona wie ze ma ciezki harakter. Ja niestety czolem w glebi duszy ze problem lezy zupelnie gdzie indziej i zdalem sobie sprawe ze pewna mysl chodzila mi po glowie juz od dlugiego czasu tylko jakos nie pozwalalem sie jej rozwinac ta mysl to to ze z kazdym dniem spedzonym razem bedzie potem trudnij to skonczyc a ja chcialbym jeszcze raz poczuc to fajne podniecenie przed kazdym spotkaniem gdy przez pol godziny nie mozna zdecydowac sie na kolor kwiatow z kwiaciarni bo kazdy wydaje sie nie wystarczajaco piekny dla tej jedynej, dreszcyk przed kazdym pocalunkiem dreszcze za kazdym razem gdy spotkaja sie spojzenia gdy kazde musniecie reki jest jak najintymniejsze zblizenie, uprawianie milosci pod czas ktorej chce sie plakac smiac i skakac z radosci a to wszystko z przepelniajacych dusze uczuc nie do opisania. Postanowilem zacisnac zeby i zdusic ta mysl w zarodku tak jak zrobilem to juz wczesniej w nadzieji ze z czasem samo minie. Niestety nie minelo. Po szescio miesiecznym okresie wspolnego mieszkania przyszedl czas na zamieszkanie w leprzych warunkach w samym centrum. Cena za ten komfort bylo to ze zamieszkalismy z para znajomych swietnych ludzi ale to juz nie ta prywatnosc co wczesniej. Tak szczeze to ja sie cieszylem ale moja dziewczyan wrecz przeciwnie traktowala to jak zlo konieczne. Wiedziala ze we dwojke nie stac nas na taki standard i lokalizacje. mieszkamy tak od miesiaca i moje przemyslenia odnosnie tego ze czegos mi brakuje przeszly jakas mutacje i zaatakowaly ze zdwojona sila. Tym razem nie potrafilem juz ich ukryc a na domiar zlego 3 tygodnie temu do mojego kolegoi przyjechala siostra i gdy tylko zobaczylem ja po raz pierwszy poczulem dziwne cieplo, rece zaczely mi sie pocic, nie wiedzialem co powiedziec i co najgorsze bylo to w pelni odwzajemnione. Od tego czasu mielismy w domku trzy spotkania ze znajomymi i na kazdym z nich czulem starszna chemie miedzy nami do tego stopnia ze az moja kolezanka wziela mnie na rozmoowe i powiedziala ze to widac jak zerkamy na siebie jak smiejejemy sie ze swoich dowcipow jak szukamy okazji zeby porozmawiac sam na sam. Ja naprawde tego nie chce ale nie moge na to nic poradzic gdy czuje jej spojzenie to zmysly mi wariuja gdy rozmawiamy w cztery oczy mamy malutkie przestoje w mowieniu i poprostu wpatrujemy sie w siebie tak jak bysmy chcieli powieziec sobie to wszystko z czego doskonale zdajemy sobie sprawe ale wiemy ze lepiej to przemilczec. Moja dziwczyna tez to zauwaza i jak nie trudno sie domyslec nie jest szczesliwa. Ja absolutnie nie dopuszczam do mysli zadnej zdrady nie i koniec ale poprostu wiem ze to bardzo zly znak ze az tak mnie opetalo a zarazem pokrylo sie to z moimi wczesniejszymi rozterkami ktore juz wczesniej owocowaly moja oziembloscia w stosunku do mojej dziewczyny co z koleji prowadzilo do jej czestrzych i gorszych humorow a to ostatecznie powodowalo klutnie. Chociaz tak na prawde ciezko nazwac to klutniami bo ja nigdy nie podnioslem na nia glosu bardzo ja szanuje i pragne jej szczescia ale obawiam sie ze nie moge go jej zapewnic w przyszlosci caly czas ja kocham ale coraz bardziej przeradza sie to w milosc do przyjaciolki a nie do kobiety swojego zycia. Ona przeczowajac ze cos jest nie tak juz od pewnego czasu stara sie cos zmienic skupila sie na swoim wygladzie schudla (choc nigdy nie byla gruba) chodzi na solarium zaczela sie ladniej ubierac prubuje zrobic wszystko zeby na nowo rozpalic nasz zwiazek proponuje nowe zeczy w sypialni jednym slowem wszystko zeby nasz zwiazek nie przypominal starego malzenstwa ktore jest ze soba z przyzwyczajenia. A ja zaczynam sie zastanawiac czy glownymi powodami dla ktorych jestesmy razem nie jest to ze ja nie chce jej zranic ale z drogiej strony wiem ze jezeli bede sie meczyl to w koncu moge miec kolejny kryzys i zakonczyc to za kolejne dwa lata a to bedzie jeszcze trudniejsze. Od dwoch dni rozmaiwamy o tym powiedzialem jej prawie cala prawde omijajac watki najbardziej dla niej bolesne. Wiem ze ona od zawsze widziala nas razem juz do konca. ja poczatkowo tez ale od paru miesiecy boje sie ze nie bede w stanie dac jej tyle szczescia na ile zaslugoje bo caly czas jak widmo z przed lat bede miewal takie rozterki a z biegiem lat bedzie coraz trudniej podjac decyzje. Wiem ze musze podjac decyzje bo nie moge juz zniesc jej malych zaplakanych oczu tylko dlatego ze ja jestem glupi i nie potrafie w pelni docenic tego ze mam kobiete ktora swiata po za mna nie widzi. Gdy dzisiaj rozmawialismy o tym oczywiscie oboje zaplakini ona powiedziala ze jezeli potrzebuje przerwy to ona daje mi wolna reke i ze jezeli chce poprostu przespac sie z kims innym to ona mi pozwala bo juz nie wie jak maze mi pomoc. Ja stanowczo odrzucilem ten pomysl, byla by to zdrada za przyzwoleniem moze i lepiej brzmi ale nie wiem czy nie sieje wiekszego spustoszenia w duszy. Sam juz nie wiem co robic. Jesli ktos przebrnol przez caly ten list pomimo jego dlugosci i wielu bledow wszelkiej masci( jestem "szczesliwym" posiadaczem dysleksji, dysortografi ora
Obserwuj wątek
    • rozsypany Re: widmo przeszlosci kntynuacja 31.07.07, 01:24
      ( jestem "szczesliwym" posiadaczem dysleksji, dysortografi oraz dysgrafi) to bardzo prosze o rady Dzisiaj przyznala mi sie ze jakies 9 miesiecy temu ona miala podobny kryzys ale udalo sie jej go zachowac w tajemnicy i potem bylo juz dobrze. Ja poprostu zdaje sobie sprawe ze jezeli chce cokolwiek zrobic to powiniem zrobic to teraz bo jesli po tak ciezkiej przeprawie powiem jej ze juz po wszystkim, ze znow wszystko jest ok, ze wszystko sobie w tej mojej pustej glowie poukladalem to bedzie bardzo zobowiazujace i bedzie znaczylo ze znow mozemy planowac nasze zycie razem.
      Dodam tylko ze ja mam 23 lata a moja dziewczyna 21. Bede bardzo zobowiazany za rady oraz spotrzezenia moze ktos kto spojzy na to chlodnym okiem bedzie wiedzial co powiniem zrobic ja z jednej strony nie wyobrazam sobie siebie za dziesiec lat bez niej a z drogiej boje sie ze bedziemy razem tylko dlatego ze nie bede wstanie tego zakonczyc a ona bedzie to wyczowala i bedziemy tkwic w zwiazku raniacym nas oboje. jezeli mialbym tylko 100% pewnosci ze rozstanie w dluzszej perspektywie uczyni ja szczesliwa ze znjadzie ksiecia z bajki calujacego ziemie po ktorej stapa nie wachalbym sie ale tak to nie wiem. Ona poprostu musi byc szczesliwa zasluguje na to.
      Dobrze bede juz konczyl bo moglbym tak pisac cala noc i pewnie mimo to nie wyrazilbym dokladnie co sie dzieje w mojej glowie i sercu.
      • anula36 Re: widmo przeszlosci kntynuacja 31.07.07, 09:49
        sukces dlugich zwiazkow polega na tym zeby czuc to podniecenie jak przed pierwszym spotkaniem, wyborem kwiatow itp - wciaz do tej samej osoby.Wiadomo sama z siebie ta fascynacja sie nie rodzi, trzeba nad tym popracowac troche.
        Jestes bardzo mlody i "niedoflirtowany " najwyrazniej.Mozesz rzucic panne i czuc ten ucisk w dolku z inna- ale jak dlugo? KOlejne 2 lata? A potem nastepna?
        Zreszta moze warto sprobowac jeszcze poskakac z kwiatka na kwiatek, a dopiero potem sie ustatkowac, bo z facetem ktory jawnie flirtuje z inna to ta twoja dziewczyna raczej szczesliwa nie bedzie.
        • kozica111 Re: widmo przeszlosci kntynuacja 31.07.07, 09:58
          Nie uważam że sukces długich związków polega na nieustannej silnej
          fascynacji.To złudzenie.Chodzi o coś innego.
          • anula36 Re: widmo przeszlosci kntynuacja 31.07.07, 10:01
            no to sie podziel o co chodzi, a nie tajniacz tej wiedzy dla siebie:)
      • miedzianakonefka Re: widmo przeszlosci kntynuacja 31.07.07, 10:11
        Ech. To już siedemnastolatki się biorą za stałe związki ? Nic dziwnego że po
        kilku latach zaczynają się problemy. Ja bym wam radził dać sobie spokój i przez
        następne 2-3 lata korzystać z życia. Wszystko w swoim czasie :)

        Alleluja i do przodu...
      • wiktoriada111 Re: widmo przeszlosci kntynuacja 31.07.07, 10:12
        Moim zdaniem dosć poważnie podchodzisz do problemu, i nie jest to zwykłe
        niezdecydowanie 23 latka, który się nie wyszumiał ( choć pewnie wielu będzie
        Cię atakować z tej strony) ... Widzisz, w tym wieku niejednokrotnie każdy nowy
        związek odbiera się jako ten jedyny i na zawsze, a motyle w brzuchu są dla nas
        tego wyznacznikem, kiedy emocje opadają przychodzi dopiero chwila prawdy... czy
        łączy nas coś więcej niż tylko fascynacja nowym partnerem, tym że mamy kogoś,
        że jest fajnie w łóżku, że wreszcie trafiliśmy ... czy jest to coś głębszego,
        pełne zrozumienie, chęc wspólnego dojrzewania ( bo w tym wieku właściewie
        dopiero dojrzewa się do związku), docierania się, kompromisów mających zapewnić
        harmonijną przyszłośc.... Nie zawsze związek, który zaczyna się wspaniale (u
        Ciebie dosc hmmm filmowo) musi mieć zapewnione odgórnie powodzenie, czasami
        pomimo cudownych początków, gdy bliżej poznamy partnera okazuje się, że to nie
        do końca to... a w tym wieku tak naprawdę zachodzą w ludziach, w ich podejściu
        do świata najwięsze zmiany, ustalamy sobie dopiero hierarchię wartości i uczymy
        się związków, dlatego niepowodzenia są częste i nie można sie z tego powodu
        załamywać. Na pewno nie powinieneś być ze swoją dziewczyną z litości ( litosc
        to najgorszy doradca, pamiętaj!!) czy z sentymentu...na tym nie zbudujesz
        silnego związku, a raczej silne poczucie frustracji. Rozstanie w tym wieku,
        spokojne i z wyjaśnieniem sobie na spokojnie powodów, to nie koniec świata.
        Oczywiście będą łzy, niesmak i smutek , ale czas leczy rany, a na młodym szybko
        się goi;) Jeżeli, to nie jest chwilowy kaprys, jeśli nie zatęskniłeś po prostu
        chwilowo do uniesień związanych z zauroczeniem, a poważnie przemyslałeś
        wszystkie za i przeciw, to rozstancie zanim nie będzie za poźno. Masz rację im
        poźniej tym trudniej.
        Pamiętaj jednak, że motyle w brzuchu nigdy nie trwają wiecznie. Ktoś mi kiedyś
        napisał że pierwsze dni zauroczenia są jak łaskotki, Łaskotki sa miłe i
        przyjemne, powodują dreszczyk na całym ciele, ale wyobrażasz sobie łaskotanie
        przez całe życie? w końcu umarłbyś ze śmiechu!! Zauroczenie przechodzi pomału
        w miłosć, motyle w brzuchu są zastępowane innymi równie cudownymi uczuciami,
        emocje są, w udanym związku nutka ekscytacji jest zawsze, i każde wspólne
        wyjście jest niesamowite....ale to już nie łaskotki...
        Na pewno nie powinieneś zostawić dziewczyny samej, gdy postanowicie rozstać się
        w UK, choć to cięzkie, ale wspieraj ją, pomagaj jej, ale twardo daj do
        zrozumienia,że nie jesteście para, żeby nie robiła sobie złudnych nadziei...
        Ciężko jest radzić w tej sytuacji... na pewno nie podejmuj decyzji pochopnie,
        pod wpływem kłótni, czy chwilowego impulsu.Powodzenia!!
      • glosatorr Gdy nam się coś wydaje... 31.07.07, 10:13
        Witam.
        Przeczytałem z uwagą to co napisałeś.
        Kiedyś w gronie znajomych powiedziałem, że czasami ludzie powinni rozważyć, czy
        chca mieszkać razem i być razem, czy mieszkac osobno i zyć osobno tylko czasami
        wspólnie się spotykając.
        Takie samo wrażenie odniosłem na początku czytając. Bo zobaczyłem, że Wam było
        najlepiej kiedy tak naprawdę nie mieliście wobec siebie żadnych zobowiązań.

        Widzisz, ale potem przeczytałem jeszcze raz i zobaczyłem to co napiszę.

        Czasami ludzie myślą, że jak już dobrze jest im w łózku, jak potem przytulają
        kogoś do serca i poczują tę czułość - to co nazywasz "dobrze mi z nią" - to
        jest to od razu Miłość. Że to znak - że się Kochają.
        I kiedy przyjmą takie założenie, to wtedy niełatwo o błędy. Ludzie np. wtedy
        potrafią zdecydowac się na dziecko. Dziecko się pojawia, oni postanawiają
        wziąźć ślub i zaczynają żyć razem. Nagle odkrywają, że czas, w jakim sobie
        działają na nerwy - jest większy od czasu, kiedy znowu czują to co poczuli na
        początku. Ludzie szybko postanawiają razem zamieszkać, zaczynają wspólne życie
        i kombinują jak koń pod górkę. I tu popełniają błąd.

        Bo to, że ludzie się czują dobrze razem, to że mają zajebisty, odlotowy seks -
        to jeszcze nic nie znaczy. Nic nie znaczy to, że wszyscy uwazają dwoje ludzi za
        parę, to że tęsknią, to że zaczynają mieć wspólne plany. To wszystko jeszcze
        podciąga się pod fascynację. To zauroczenie, kiedy nagle w drugim człowieku
        odkrywamy, że jego Nowość, Inność - jest czymś co nas pociąga. Nagle wady jaki
        dostrzegamy - nie mają znaczenia. Nie przeszkadza nam to, że coś jest nie ten
        teges - podnosimy poprzeczkę, mamy różowe okulary, jest zajebiście, cudownie
        tak, jakbyśmy byli pijani ze szczęścia.

        I jeśli w tym momencie, kiedy wszystko jest na fali, ludzie podejmują decyzję,
        że będą razem - może się zdarzyć, że popełniają falstart. Ja wiem, że za chwile
        ktoś powie, że to pierdoły, kazanie i takie tam. Ale ja np. poznałe wiele
        kobiet, z którymi było mi zajebiście. Z moją Ex było super przez rok. Z kolejną
        przez parę miesięcy, z inną rok. I gdybym popelnił błąd - takiego zakochania
        sie w fazie fascynacji, pewnie byłbym w gorszej sytuacji niż jestem :-)

        Widzisz - Ty przeżywasz teraz pewne doświadczenie i sam musisz je sobie
        rozważyć. Po pierwsze - skończyła się fascynacja. Uwierz, że w każdym związku
        fascynacja - ten high - mija. Jeśli ludzie dbają o to by ten High - trwał jak
        najdłużej, wtedy oboje nad tym pracują. Docierają sie, nawet się spierają - ale
        kierują się tutaj dobrem nie tylko własnym, ale całego związku - bo cały
        związek szczęśliwy - to szczęście każdego z czlonków związku.

        W tym co piszesz, Twoja Partnerka poszła za Tobą, czyli jej emocje były
        silniejsze od Twoich. Nie wiem o co się kłociliście, ale z tego co widać
        wynika, że ona czuła iż czasami uciekasz do ludzi i pewnie mówiła ci, że za
        mało czasu spedzacie ze sobą. Ja dostrzegam, że jest bystra i widzi, już Twoją
        następną fascynację (ludzie potrafią być uzależnieni do tego High fascynacji, i
        zmieniają partnerki w chwili, kiedy zaczyna się to co każda dłużej istniejąca
        para przeżywa i jest w tym stanie trwac dalej - czyli szara rzeczywistość).
        Ty jesteś uzalezniony od tej fascynacji, i kiedy właśnie teraz, w tym momencie
        zaczyna się kształtowac Miłość, ty juz jesteś myślami, zaraz pewnie i cialem
        przy następnej Panience, która budzi w Tobie te motylki, myśli o kwiatkach i to
        co ja nazywam High!

        Niestety - Drogi Panie rozsypany - jeśli ludzie chcą się kochac, to związek się
        buduje na codzień. W tych szarych rzeczach. W tym czasami powiedzeniu
        przyjaciołom - Wiesz, macie świetny pomysł z tym lokoom w Downtown - ale ja
        wolę dać poczucie bezpieczeństwa i tego bycia razem mojej pani.
        Miłość tak naprawdę zaczyna się rozwijać, kiedy facet nawet widząc Zajebistą
        potencjalną, nową Partnerką, popatrzy na nią, nawet cmoknie a jak jest kawał
        chama to zagwiżdże i potem wróci do swojej Pani i będzie wiedział, że pomimo
        jej wad, pomimo tego, że nie jest taka doskonala, to z nią chce być na dobre i
        złe. Zamiast się kłócić i poświęcać czas na zgłebianie tajemnic jakiejś
        koleżanki, wyciągnie swoją dziewczynę gdzieś np. na Oxford Street albo do Soho
        i siadzie z nią twarzą w twarz i powie: Wiesz, kocham Cię i nie lubię jak się
        klocimy - pogadajmy jak to wszystko zmienić, by zamiast kłotni było fajnie jak
        zawsze.

        Czasami dla Ukochanej osoby jesteśmy w stanie z czegoś ważnego dla nas
        zrezygnować a nie ciągle przeciągać wszystko na swoją strone...

        A teraz sobie sam odpowiedz - co takiego ma w sobie ta Nowa Panienka czego nie
        ma obecna Twoja Partnerka? Czy obecną nie byłeś zafascynowany? Czy dla niej nie
        pokonywałeś tam ileś kilometrów? Czy nie bzykało Ci się z nią zajebiście? Czy
        któregoś dnia, będąc spoceni przytuliłeś ją i nie poczułeś tego "czegoś"?
        UWierz mi - z tą nową - poczujesz dokładnie to samo. i z następnymi będzie
        identycznie. I zawsze tak jest!

        Ale kiedy powiesz sobie - K...wa mać - tak nie można. Przecież Miłość to
        proces, to trzeba budować! Z kimś jednym! Te motylki mogą wrócić - ale same nie
        wrócą. Trzeba je wzniecać! czasami harując jak wół nad związkiem. Wymyślając
        nowe sposoby by ożywiać związek, wysilając szare komorki, wpadając na
        spontaniczne, czasami zwariowane pomysły! Zaskakując i Ją i siebie, że Ciebie
        np. stac na to, by nagle wpaść do domu, rzucić bilety i powiedziec swojej
        Dziewczynie - ubieraj się, za 4 godziny mamy samolot na Jersey! Zaszalejemy
        Luba! I chociaż będzie się broniła - bądź stanowczy.

        A Ty co? Pojawiają się trudności, zamiast je zgłębić - jak baba piszesz tutaj,
        że Ci brakuje tych motylków, tych uniesień. Sorry - ale wybacz, mi się wydaje,
        że jesteś takim leniem, takim facetem, który chcialby zdobyć Everest ale
        najlepiej, gdyby to Everest przyszedł do niego. Prawda?

        No to Ci nawciskałem - może skumasz co nieco - a może nie - to w sumie Twoje
        życie. Ale jeśli z tym problemem nie poradzisz sobie teraz, z każdą
        kolejną "super Panienką: Co Ci wpadnie w oko - będziesz mial jeśli nie tak samo
        to coraz gorzej. W końcu zauważysz, że nie jesteś zdolny do żadnego trwałego
        związku. A może już do tego doszedłeś? Tylko nie zostawiaj za sobą gruzów -
        czyli nigdy nie mów kolejnym Paniom, że je kochasz - bo skłamiesz.
    • lilyrush Re: widmo przeszlosci 31.07.07, 10:11
      Doczytałam do końca i błedy przeżyłam ;-)
      Pomyśl przede wszytkim nad sobą na spokojnie. Odseparuje sie od dziewczyny,
      która kręci w Twojej głowie i przemyśl swój dotychczasowy związek- czy naprawde
      w samym zwiazku jest Ci źle czy tylko faktycznie codzi o te "motylki w
      brzuchu", które w każdym dłuższym zwiazku z czaem bledną. Jaśli choidz o
      motylki to niestety, nawet z nową dziewczyną tez za jakis czas zrobi sie nudno
      i normalnie. Niekoniecznie źle, ale jednak euforia zblednie.
      Jeśli dużó wiecej sie psuje (a na to wygląda) to miej na tyle odwagi, ze to
      jasno swoje dizewczynie powiedziec i zakończyc ten zwiazek dla Waszego
      wspólengo dobra. Im później tym gorzej,
      I jeśli naprawde swój dotychczasowy zwiazek zakończysz i sie sam ze soba
      poukładasz to mozesz sie zastanawiać nad siostrą kolegi. Inaczej daj
      dziewczynie świety spokój
      • kozica111 Re: widmo przeszlosci 31.07.07, 10:30
        Glosator mnie wyręczył.No coż, ale takie rzeczy sie wie jak sie juz troche
        przezyje da komuś kopa w d... i samemu tez sie mocnego kopa dostanie.
        Nie ma ideałów i idealnej miłości.
    • pigou Re: widmo przeszlosci 31.07.07, 10:54
      Powiem krótko:
      Związek z kobietą nerwową która robi z igły widły nie ma sesnu. Jeśli wejdziesz
      z nią w stały związek z jakimiś zobowiązaniami to po jakimś czasie odechce ci
      się żyć ... skoro już na początku są problemy to gwarantuję, że to dopiero
      początek.
      Spróbuj może z siostrą kolegi ... naturalna wzajemna fascynacja to coś co lubią
      Tygrysy ... na problemy zawsze jest czas ;-) a nie wykorzystane szanse się nie
      powtarzają ;-)
      • pigou Re: widmo przeszlosci 31.07.07, 11:03
        i dodam, że moja luba też "świata poza mną nie widzi", "kocha mnie okropnie" co
        nie przeszkadza jej robić mi awantur, wszystkiego mi wypominać a sexie to
        zapomnij ...
        kobieta gdy czuje że jest zagrożona to robi różne rzeczy żeby ratować swoją
        sytuację, gdy zagrożenie mija to wszystko wraca do normy ... pamiętaj o tym
      • lilyrush Re: widmo przeszlosci 31.07.07, 11:07
        pigou napisał:
        > Spróbuj może z siostrą kolegi ... naturalna wzajemna fascynacja to coś co
        lubią Tygrysy ... na problemy zawsze jest czas ;-) a nie wykorzystane szanse
        się nie > powtarzają ;-)


        Tak, pewnie. Używaj życie i nie męcz sie za bardzo.
        Wiesz co pigop-jak sie poczyta Towej posty to widać, ze Ty masz z twoim
        podejsćiem dokąłdnei to, na co załużyłeś. Z zona nie rozmawiasz, przechodizs
        zna tym do porzadku dziennego, innym proponujesz zienianie partnerki jak
        cokolwiek nie zagra.
        Tylko dlaczego ise skarżysz?
        • nico_priv Re: widmo przeszlosci 02.08.07, 09:42
          Lily, czemu tak ostro potraktowałaś Pigou'a? Jeśli pominiemy namawianie do
          przygody, to chyba samo sedno jest bardzo rozsądną radą: jeśli już teraz mają
          takie probemy na tle różnic w podejściu do codziennych spraw (a ja tak to
          odbieram, że stąd te awantury), to dalej lepiej nie będzie. Dorosły człowiek
          musi założyć jakąś dozę mądrego działania, nawet jak ma "nerwowy" czy inny
          charakter i sam go przytemperować, bo oczekiwanie, że inni takie zachowanie
          zaakceptują, a tym bardziej że innym będzie z takim zachowaniem dobrze, to
          utopia. Facet będzie się spalał wewnętrznie, dodajmy, że bez istotnego powodu.
          Można się poświęcać, jeśli to ma czemuś służyć, a nie "bo tak". Ja bym radził
          postawić jakieś ultimatum młodej - albo się bierze za siebie i doporwadza do
          użyteczności społecznej (z opisu wynika, że jest problematyczna we wszystkich
          środowiskach, przez któe się przewinęli) albo pora do zakończyć dla wspólnego
          dobra.
          Oczywiście nie dlatego, że akurat nadarzyła się okazja zmienić partnerkę, tylko
          dla zachowania dłuższego życia, niesiwienia, uniknięcia wrzodów itp.

          Pozdrawiam.
          • lilyrush Re: widmo przeszlosci 02.08.07, 10:10
            Jeśli pominiemy namawianie do przygody

            no ja właśnei tego namawianie nie pomijam i do tego is eodnoszę. Gdybyś
            przeczytasz moją odpowiedż do autora dużó wcześniejszą to wiedizałbyć, ze w
            sumie sueruje włąsnie zastanowienie sie nad zwiazkiem i nad sobą. Ale najpierw
            zastanowienie sie a dopoero potem ewentualne zawracanie w głowie kolejnej
            dziewczynie!!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka