tilia.cordata
27.10.07, 11:56
Nie będę opisywała całej historii, bo za długa. W skrócie wygląda
tak.
5 lat po ślubie. Oboje 35 lat.
Od 3 miesięcy nie mam ochoty na seks z mężem. Odczuwam pożądanie,
ale jakoś nie mam ochoty iść z nim do łóżka. Odmawiam. Z poczatku
robiłam to trochę na przekór, bo seks był zawsze, gdy on chciał, nie
dostrzegał moich potrzeb. Oczywiście, że mu o tym mówiłam,
oczywiście, że wiedział. Ale jakoś z korzystaniem z tej wiedzy
byłomu nie po drodze. A teraz po prostu nie chce mi się seksić.
Muszę się zabezpieczać przed ciążą, a on gum nie toleruje, a
zaczekać aż zadziała PatentexOval "nie ma czasu". No i mi się już
nie chce. Wczoraj leżałam w łóżku i nawet miałam małą ochotę ale
myśl o tym, że muszę do łązienki po globulkę, że muszę trochę przxy
seksie "popracować" skutecznie mnie zniechęciła.
Wiecie, jeszcze niedawno uwielbiałam tulić się do niego, chociaż
policzek przytknąć do jego pleców. A teraz WCALE mnie to nie
pociąga. Trochę mnie to niepokoi musze przyznać.
Swoje potrzeby "tulaczkowe" realizuję z dzieckiem. Mała ma 4 lata i
bardzo lubi tulenie.
Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie, by pójśc z kimś do łóżka.
Żeby był taki w moim typie, z czarującym wzrokiem, tym czymś, co
wystarczy, by się zakochać:( Bo wprawdzie mój mąż jest przystojny,
świetnie zbudowany, ale nie ma tego czegoś we wzroku. A że mnie
zaniedbywał /długa historia, wierzcie mi na słowo/, zaczęłąm marzyć
o innych. Oczywiście samo marzenie to nie to samo, co finalizacja
marzenia, nie wiem, czy byłoby mnie stać na to, ale niemniej jednak
jest to niepokojące, tym bnardziej, że nigdy bym nie pomyślała, że
będę się nad taką kwestiuą zastanawiać:(
Wiecie, wolę się onanizować, to przynosi mi dużą satysfakcję. Ale
seks z mężem odpada. Nie mam żadnej ochoty. I nie chcę.
On o onanizowaniu nie wie. Ale wie, że straciłam ochotę na
seks /tyle, że nie wie, że z nim/. Powiedziałam mu, że jego ciągłe
niezauważanie moich potrzeb w końcu zaowocowało. I cieszę się z
tego, bo przynajmniej nie cierpię. Wiecie zresztą jak to jest, jak
chce się seksu a otrzymuje się namiastkę. I do tego uważa, że te 5
minut to musiał byc dla mnie odlot!
Wiem, zawaliłam, bo on mysli, że mam orgazm od samego jego
spojrzenia:/ Nie mówiłam mu, że jeszcze z nim nie miałam orgazmu,
przynajmniej takiego typowego. Owszem, czasami seks z nim dawał mi
dużo satysfakcji, ale było to tak rzadko, poza tym najlepiej mi było
gdy sama brałam część inicjatywy...
Ech, wiem, zrugacie mnie. Ale nie wiem, co robić. Pierwszy raz
zdarzyło mi się, by tak czuć.
W ciąży stracił mną zainteresowanie, bo brzuch:/ Zrozumiałam. Więc
może po co się przejmuję, może on też powinien zrozumieć i nie
nalegać? Wiecie, on nawet specjalnie się nie stara, by iść ze mną do
łóżka, trochę marudzi, ale potrzeby ma coraz mniejsze. Bo zmęczony,
bo zestresowany, bo cośtam. A mi się po prostu nie chce... Już nie...
Biorę od pół roku lek na nerwicę. Serduszko mi się uspokoiło /to był
głóny powód/, wracam do równowagi psychocznej, jestem odporniejsza
na stres, ale może ta "ochota" na seks jest jakimś skutkiem ubocznym
leków? Chociaz przeciez z drugiej strony pożądanie odczuwam, ale z
mężem nie mam ochoty iść do łóżka. Sama nie wiem. Poradźcie mi coś
bo nawet już logicznie myśleć nie mam siły.