Dodaj do ulubionych

brak ochoty na seks z mężem

27.10.07, 11:56
Nie będę opisywała całej historii, bo za długa. W skrócie wygląda
tak.
5 lat po ślubie. Oboje 35 lat.
Od 3 miesięcy nie mam ochoty na seks z mężem. Odczuwam pożądanie,
ale jakoś nie mam ochoty iść z nim do łóżka. Odmawiam. Z poczatku
robiłam to trochę na przekór, bo seks był zawsze, gdy on chciał, nie
dostrzegał moich potrzeb. Oczywiście, że mu o tym mówiłam,
oczywiście, że wiedział. Ale jakoś z korzystaniem z tej wiedzy
byłomu nie po drodze. A teraz po prostu nie chce mi się seksić.
Muszę się zabezpieczać przed ciążą, a on gum nie toleruje, a
zaczekać aż zadziała PatentexOval "nie ma czasu". No i mi się już
nie chce. Wczoraj leżałam w łóżku i nawet miałam małą ochotę ale
myśl o tym, że muszę do łązienki po globulkę, że muszę trochę przxy
seksie "popracować" skutecznie mnie zniechęciła.
Wiecie, jeszcze niedawno uwielbiałam tulić się do niego, chociaż
policzek przytknąć do jego pleców. A teraz WCALE mnie to nie
pociąga. Trochę mnie to niepokoi musze przyznać.
Swoje potrzeby "tulaczkowe" realizuję z dzieckiem. Mała ma 4 lata i
bardzo lubi tulenie.
Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie, by pójśc z kimś do łóżka.
Żeby był taki w moim typie, z czarującym wzrokiem, tym czymś, co
wystarczy, by się zakochać:( Bo wprawdzie mój mąż jest przystojny,
świetnie zbudowany, ale nie ma tego czegoś we wzroku. A że mnie
zaniedbywał /długa historia, wierzcie mi na słowo/, zaczęłąm marzyć
o innych. Oczywiście samo marzenie to nie to samo, co finalizacja
marzenia, nie wiem, czy byłoby mnie stać na to, ale niemniej jednak
jest to niepokojące, tym bnardziej, że nigdy bym nie pomyślała, że
będę się nad taką kwestiuą zastanawiać:(
Wiecie, wolę się onanizować, to przynosi mi dużą satysfakcję. Ale
seks z mężem odpada. Nie mam żadnej ochoty. I nie chcę.

On o onanizowaniu nie wie. Ale wie, że straciłam ochotę na
seks /tyle, że nie wie, że z nim/. Powiedziałam mu, że jego ciągłe
niezauważanie moich potrzeb w końcu zaowocowało. I cieszę się z
tego, bo przynajmniej nie cierpię. Wiecie zresztą jak to jest, jak
chce się seksu a otrzymuje się namiastkę. I do tego uważa, że te 5
minut to musiał byc dla mnie odlot!
Wiem, zawaliłam, bo on mysli, że mam orgazm od samego jego
spojrzenia:/ Nie mówiłam mu, że jeszcze z nim nie miałam orgazmu,
przynajmniej takiego typowego. Owszem, czasami seks z nim dawał mi
dużo satysfakcji, ale było to tak rzadko, poza tym najlepiej mi było
gdy sama brałam część inicjatywy...
Ech, wiem, zrugacie mnie. Ale nie wiem, co robić. Pierwszy raz
zdarzyło mi się, by tak czuć.
W ciąży stracił mną zainteresowanie, bo brzuch:/ Zrozumiałam. Więc
może po co się przejmuję, może on też powinien zrozumieć i nie
nalegać? Wiecie, on nawet specjalnie się nie stara, by iść ze mną do
łóżka, trochę marudzi, ale potrzeby ma coraz mniejsze. Bo zmęczony,
bo zestresowany, bo cośtam. A mi się po prostu nie chce... Już nie...
Biorę od pół roku lek na nerwicę. Serduszko mi się uspokoiło /to był
głóny powód/, wracam do równowagi psychocznej, jestem odporniejsza
na stres, ale może ta "ochota" na seks jest jakimś skutkiem ubocznym
leków? Chociaz przeciez z drugiej strony pożądanie odczuwam, ale z
mężem nie mam ochoty iść do łóżka. Sama nie wiem. Poradźcie mi coś
bo nawet już logicznie myśleć nie mam siły.
Obserwuj wątek
    • valeria2 Re: brak ochoty na seks z mężem 27.10.07, 12:47
      witaj:)
      doskonale wiem co czujesz.....u nas podobnie maz ma 32 lata ja 29
      mamy małe dziecko...praca,dom ,zakupy obowiązki szare nudne dni za
      dniami....marzę o romansie o facecie ,ktorego same spojrzenie
      sprawi ze bede miała odlot:))) chce sexu ale nie z meżem....mam
      duze libido ..ale nie mam ochoty na sex z własnym męzem.....o co
      chodzi???nie wiem czy to przez ciąze czy prze to ze mąz sie juz nie
      stara nie zabiega o mnie.....tylko rozbiera sie zakłada gumke i
      jazda..zero gry wstepnej....
      • glosatorr Re: brak ochoty na seks z mężem 27.10.07, 12:54
        Valerio - no właśnie sobie to sama odpowiedziałaś.
        A ja się zastanawiam - kiedy wy odkrywacie, że Wasz mąż to seksualny analfabeta?
        Kiedy Wy odkrywacie, że Wasi mężowi to skrajni seksualni egoiści? Kiedy już Wam
        się nie chce na nich patrzeć?
        A co? Wcześniej ich gra wstępna trwała godzinę? A teraz to szybki numerek tylko?
        Jakoś nie mogę uwierzyć. Naprawdę.
        To właśnie przez to, że jesteście traktowane przez Waszych współmałżonków w
        seksie, jak takie żywe masturbatory - wy czujecie się uprzedmiotowione. Dlatego
        marzycie o nowym zmysłowym facecie, który zanim sam się zaspokoi, Was uniesie
        wysoko...

        Ale jak do licha na takiego traficie, jeśli wybrałyście obecnych swoich
        kochanków-mężów, którzy są lebiegami w łóżku?
        Na podstawie jakich kryteriów? Po oczach ich poznajecie?

        Zastanówcie się nad tym mocno - naprawdę.
        Dlaczego Wasi mężowie są do d... w lóżku?

        Czy to zasługa Waszego postepowania, lub braku stawiania im poprzeczki, czy
        bardziej zaakceptowania takiego ich feleru ze względu na coś innego?
        Przecież opisując tych Waszych facetów widać jasno, żeście się nie dobrali! Więc
        czemu macie z nimi dzieci? Czemu z nimi wogóle wzieliście ślub?
        I czemu szukacie następnego - jeśli poprzedniego źle wybrałyście?
        jaką macie gwarancję, że następny nie będzie jeszcze gorszy?
        Przecież wy nie jesteście dzieci!
        Gdzie miałyście oczy kiedy wybierałyście swoich mężów?
        Miłość to czy wyrachowanie?
    • glosatorr To wszystko co tu napisałaś 27.10.07, 12:48
      odnośnie tego co nie jest Twoim sekretem (chociaż to powinnaś też) - po prostu
      mu powiedz. Jak nie masz odwagi - wydrukuj to.

      Wiesz, ja przeczytałem dwa razy to co napisałaś i nie mogę do dzisiaj zrozumieć,
      czemu ludzie którzy mówią, że się kochają - nie potrafią powiedzieć wprost, że
      coś między nimi nie pasi!
      Zacznij z nim rozmawiać i nie przejmuj się, że dla niego to będziesz szok.
      Trzeba go obudzić. A co do niechęci do męża - to tak naprawdę sama sobie jesteś
      winna. Tak. Bo to efekt nadawania na niewłaściwej fali. Zamiast powiedzieć
      wprost - do czego zmierza jego postępowanie, robiłaś to na innej częstotliwości.
      Dlatego miej świadomość, że to co teraz odczuwasz to też efekt Twojego złego
      podejścia, uderz się w piersi i zacznij działać racjonalnie. Nie wiem, czemu też
      nie zabiespieczasz się w inny, bardziej komfortowy sposób. Już nie mówiąc, że
      nie rozumiem czemu wiele rzeczy, które napisałaś - wogóle miało miejsce.

      Ale jedno jest pewne - zacznijcie na spokojnie o tym rozmawiać, zamiast nosić w
      sobie to co pokazujesz. Bo takie noszenie w sobie, cierpienie wsobne - właśnie
      takim czymś co Ty opisujesz się kończy.

      Jeśli rozmowa nie pomoże - zostaje Wam wizyta u seksuologa. Zaś zdrada.... Daruj
      sobie, bo będziesz miała kaca. Już lepiej się rozstać a potem wybrać sobie
      takiego o zmysłowych oczach i pofałdowanym mózgu a nie ładnej sylwetce. Bo ładna
      sylwetka, jak pokazuje to forum rzadko idzie w parze z rozumiem i wyrafinowaniem
      w pieszczotach.

      Miłego weekendu
      • tilia.cordata Re: To wszystko co tu napisałaś 27.10.07, 13:48
        Glosator, ale masz dzisiaj humor:/
        Masz rację, jest w tym też moja wina. Mea culpa.
        Nie do końca jednak jest jest tak, jak napisałeś. W łóżku trzeba się
        dobrać. Ale partner musi byc odpowiedni także w innych dziedzinach,
        a o to już gorzej. Nie znam ŻADNEGO idealnego /może prócz Ciebie -
        to nie żart/. Każdy ma jakąś wadę.

        Wiesz, ja mu mówiłam, że to i to jest nie tak. Że owszem, może być
        seks dla niego, bez stosunku, ale czasami chciabym, by był seks dla
        mnie. Ale jak napalonemu facetowi powiedzieć, ze chcialo by się
        wolniej? Jest cholernik drażliwy a do tego baaardzo trudno mu
        cokolwiek przetłumaczyć mimo, że jestem w tym dobra:/

        > Ale jedno jest pewne - zacznijcie na spokojnie o tym rozmawiać,
        >zamiast nosić w sobie to co pokazujesz. Bo takie noszenie w sobie,
        >cierpienie wsobne - właśnie takim czymś co Ty opisujesz się kończy.
        Jakiś czas temu wiele mu tłumaczyłam, dlaczego zachowuję się tak a
        nie inaczej, dlaczego nie chcę z nim seksu, że ja poprostu nabieram
        ochoty, że chciałabym częściej bo sprawia mi to dużą satysfakcję.
        Ale że on moje sygnały ignoruje, na moje przytulenie pyta: co, seksu
        chcesz? Nie ma w tym nic a nic z zainteresowania, jakby pytał, czy
        chcę wynieść śmieci. Mówiłam mu to, tłumaczyłam skąd się u mnie
        bierze taka a nie inna reakcja. Że wolę zrezygnować z seksu, byle
        nie narażać się na jego niedostrzeganie moich potrzeb. Ale on nadaje
        na całkiem innych falach.
        Może stosuje metodę strusia: jak zaprzeczy, że problem istnieje, to
        on zniknie?

        To racja, poprzednie partnerki były zachwycone, dalej wokoło niego
        sa kobiety chcące go zaciągnąć do łóżka, ale wiem, że /przynajmniej
        na razie/ tego w żadnym wypadku nie zrobi.

        Widzisz, ja w większości wiedzialam jaki jest. Ale myślałam - o
        naiwności - że każdy się stara uszczęśliwić swojego współmałżonka.
        Nie chcialam być zołzą, która zaczyna od razu od poprawiania faceta:
        to nie tak, rób inaczej, co wyprawiasz... Starałam się go zrozumieć,
        zaakceptować niedoskonałości, przecież w partnerstwie o to także
        chodzi, by mieć szacunek dla odmienności partnera.

        Och, to nie tak że seks od początku był do bani. 5 lat temu na
        wakacjach potrafiliśmy kochać się przez 2,5 godziny bez przerwy. W
        głowie mi się kręciło.
        A teraz wyjeżdżamy i siedzimy gdzieś 2 tygodnie i nawet "buzi" nie
        ma.

        Mój błąd chyba polegał tez na tym, że częstokroć wolałam
        uszczęśliwiać innych, niż siebie:/ Mam za swoją naiwność.
        Z małżeństwem chyba podobnie jest jak z wychowywaniem dzieci...

        >Zaś zdrada.... Daruj sobie, bo będziesz miała kaca. Już lepiej się
        >rozstać a potem wybrać sobie takiego o zmysłowych oczach i
        >pofałdowanym mózgu a nie ładnej sylwetce.
        :) On nie jest głupi, ma niezły zmysł do zarządzania, jest dobrym
        strategiem, świetnie prowadzi firmę - jednym słowem doskonale nadaje
        się na szefa. Ale jeżeli chodzi o inteligencję emocjonalną /czy
        jakąś tam jeszcze, a jest tego dużo/, jest kompletnym analfabetą:(

        Myślałam sporo nad tym. Wiem, że jako młodsze dziecko matka
        traktowała go, może nie tyle gorzej, ale raczej na drugim miejscu.
        Jednocześnie miała do niego więcej serca, niż do starszego /o 1-1,5
        roku/ brata. Inna rzecz, że był dość trudnym dzieckiem i sprawiał
        problemy w szkole - nie nauką, ale zachowaniem.
        Skończył na przykład prawo na UŚ, ale już tytułu nie bronił, bo
        zajął się firmą i stwierdził, że mu to nie potrzebne. Nie zależy mu
        na magistrze.
        Ojciec - mały tyran, którego zmusił porzucić swoją rolę dopiero
        wtedy, gdy przytrzymał mu rękę, gdy ten chciał go uderzyć.
        Siła pozwoliła mu na inne podejście do życia. Jednocześnie powtarza,
        ze liczy się to, co w głowie, a nie w mięśniach. Nigdy np. nie brał
        sterydów, mimo, iż wszyscy wokoło robili to nagminnie. Sylwetkę
        zawdzięcza swojej pracy, ale nie ma na jej punkcie świra. To taki
        mały sukces, który poprawił jego samopoczucie.

        > efekt nadawania na niewłaściwej fali
        Tak, tak, wiem. Powiedz mi jednak jak to jest, że z regułu to
        kobieta musi się gimnastykować, by małżeństwo było udane?
        On wie jaka ja jestem - czasami zbyt naiwna w swojej dobroci,
        bezinteresowności. I dla niego jest to głupie.
        Ale z drugiej strony ja mam go rozumieć absolutnie i bez
        jakiegokolwiek "ale". I żeby było śmieszniej, ja go rozumiem.
        Potrafię podążąć jego tokiem myślenia, aż za dobrze wczuwać się w
        jego skórę itd. Potrafię się do niego dostroić. Ale dlaczego on nie
        chce zadać sobie odrobine trudu, by zrobić to samo!

        Ja rozumiem, wychowujemy, my, kobiety, chłopców na takich właśnie
        facetów. I robimy to dalej mimo, iż widzimy przy swoim boku
        znienawidzonych mężów!
        Wiemy, że robimy źle, a jednak nie zmieniamy tego! Ze złośliwości
        czy wszechpanującej głupoty??

        Ty jesteś inny, aż trudno mi zrozumieć, że z taką wiedzą nie udało
        Ci się uratować własnego małżeństwa. No ale związek to nie jedna
        chęć, ale dwie:/
        U mnie jest podobnie. Miłość. Wiesz dobrze, że to nie wszystko. Dla
        niej można wiele, ale czasami popełniamy błędy, jesteśmy zaślepieni,
        nie orientujemy się w porę i... lądujemy w końcu z ręką w nocniku.
        Tak to już jest, że po ślubie wiele się zmienia i to niestety, na
        gorsze.

        Co zrobię? Nie wiem. W końcu ile można próbować, tłumaczyć, być
        wyrozumiałym, czekać...

        Psycholog czy seksuolog odpada, bo to dla niego, faceta
        z "osiągnięciami" nie do zaakceptowania.

        Kupiłam mu kiedyś książkę o wychowywaniu dzieci. Wywiad z
        Eichelbergerem i Samsonem. Książka bardzo mądra. Nawet nie wziął jej
        do ręki twierdząc, że sam wie najlepiej, nic czytać nie musi. A
        książkę dała mu nasza córcia, 3 letnia, z
        dedykacją /pisaną "wspólną" ręką/, że jest najlepszym tatusiem. Nic
        nie pomogło.
        On dobrze wie,że w wielu sprawach wiem więcej i lepiej. I przyznaje
        mi rację, po czym zapomina:/

        Ech, ciężko...

        Także miłego weekendu:)
        • glosatorr Uczuciowy i seksualny analfabetyzm 27.10.07, 16:05
          tilia.cordata napisała:

          > Glosator, ale masz dzisiaj humor:/

          Tilia - tu nie o humor chodzi. Ale jak widzę po raz n-ty, że kobieta sama sobie
          robi kuku, to czasami ręce opadają.

          > Nie znam ŻADNEGO idealnego /może prócz Ciebie -
          > to nie żart/. Każdy ma jakąś wadę.
          >
          Ja też mam wady. Masz rację. Każdy je ma. Ale problemem jest to, że ludzie
          myślą, iż wszystko jest idealnie a cała reszta się zmieni sama.
          Powtarzam ciągle jak kataryna - ludzie, gdzie wy do jasnej cholery się
          spieszycie?! Czy Was ktoś goni? Poznajcie się, poznawajcie się, próbujcie się -
          ale nie spieszcie. Idąc do ślubu nie patrz czy on ładny jest, ile się bzyka
          godzin na raz i ile razy - bo na samym początku jest zawsze idealnie. Zawsze
          jest super - BO FACETOWI KAŻDEMU NA POCZATKU BARDZO ZALEŻY.
          Później już różnie bywa. W większości przypadków samiec głupi jest i jak już
          widzi, że samica jest jego, to wychodzi z założenia, że STARAĆ SIĘ NIE MUSI.
          Nagle klapnieje, nagle niczego nie rozumie.
          Udaje przygłupa - bo po co? "Ona i tak w domu będzie jak wrócę a jak będę chciał
          seksu to będę go miał" - pisze na swoim blogu o samczej mentalności i czasami
          odnoszę wrażenie, że walę głową w mur.

          > Ale jak napalonemu facetowi powiedzieć, ze chcialo by się
          > wolniej?

          Nic nie mówić Droga Tilio. Nic nie mówić tylko po prostu być twardą.
          Dopóki nie zrozumie - wbijać mu jak tępemu kołkowi - tu (pokazujesz palcem) jest
          łechtaczka! Tu (pokazujesz palcem) jest sutek, któego się nie miętoli, tylko
          pieści! Tu (pokazujesz palcem) lubię być smerfiana! Tu(pokazujesz palcem) jest
          wejście do cefki moczowej, które pobudzane języczkiem daje super doznania! TU
          idioto (*pokazujesz palcem) jest punkt G a tu, punkty A, B, C. Tu kretynie jeden
          masz lekko lizać a tu możesz paluszkiem pomerdać! Jak to zrobisz, to ja
          szalejąc z rozkoszy dam Ci taki odjazd, że Twoje spuszczenie sie we mnie było
          tylko inną postacią masturbacji. To macie Koleżanko robić zakładając, że facet
          moze mieć wielką firmę, wielki łeb i kupę kasiory - ale w seksie, w okazywaniu
          uczuć to on jest skończony idiota. Trzeba mu jak z dzieckiem - być jak
          nauczycielka, która ma wymagać i żądać.
          I zrozum - że żaden facet - powtarzam - żaden! nie szanuje i nie stara się o
          kobietę, która jest mu uległa! Każdy samiec musi walczyć, musi czuć, że to co
          dostanie to nagroda. I choćby teraz 100 facetów temu zaprzeczało, to jak
          zrozumiesz, że tak jest - to wygrasz.
          Nikt nie cierpi ciepłych kluch. Każdy facet chce zdobywać. Spraw by on musiał
          się natrudzić. Nie łudź się opowieściami, że jak będziesz trudna, to on do innej
          pójdzie. Jeśli pójdzie, to znaczy że ma Cię w d.....!

          > Ale że on moje sygnały ignoruje, na moje przytulenie pyta: co, seksu
          > chcesz?

          No właśnie - więc jak tak mówi - to się odsuwasz i mówisz mu: Co? Spadaj!
          Stosuj terapię szokową: jak nie rozumie - to odsuwasz się. I nie dopuszczasz go
          tak długo aż nie zrozumie albo przynajmniej nie podejdzie i nie powie: "O co Ci
          chodzi kochanie?".
          Klaruj jak kołkowi.


          >
          > Nie chcialam być zołzą, która zaczyna od razu od poprawiania faceta:

          No i co masz teraz? Wiesz, że kobiety wymagające mają zawsze lepiej?
          Nie trzeba być zołzą - można z uśmiechem na twarzy przytrzymać podnieconego
          samca i powiedzieć mu: Kochanie, najpierw ja a potem Ty.
          A jak nie rozumie, to się przykrywasz kołdrą i...nie dopuszczasz go do siebie.
          Poczytaj sobie facetów, którzy tutaj mówią, na tym Forum, że nie rozumieją,
          czemu nagle ich żona nie dopuszcza ich do siebie!
          Wśród nich jest wielu seksualnych analfabetów, którzy nie tylko nie potrafią
          przewidzieć potrzeb kobiety, nie potrafią zrozumieć co kobieta od nich oczekuje,
          ale nawet nie chcą spróbować przemyśleć, czy wina za zachowanie ich kobiety nie
          jest spowodowana tym, że są do dupy kochankami! Zapytaj się kobiet, które miały
          wielu kochanków - ile razy usłyszały od faceta dyskwalifikujący tekst po seksie:
          Czy dobrze Ci było!?

          >
          >Starałam się go zrozumieć,
          > zaakceptować niedoskonałości, przecież w partnerstwie o to także
          > chodzi, by mieć szacunek dla odmienności partnera.

          Nie staraj się go zrozumieć, bo nie zrozumiesz go. No jak można zrozumieć, że
          niby wykształcony, zaradny życiowo facet w łóżku jest analfabetą i nie rozumie,
          że gra wstępna to jakie 90% stosunku? A sam stosunek to jakieś 2%? No jak to
          analfabecie seksualnemu wytłumaczysz, że Miłość okazuje się nie szybko wsadzając
          swoje prącie w pochwę, ale okazuje się na miliony sposobów także pieszcząc,
          obejmując, uśmiechając się, żartując, podszczypując, poklepując i leżąc objęci
          bez słowa cąłą noc, etc. etc? Ty albo go nauczysz - albo się rozwiedziecie. Nie
          ma innej alternatywy, bo Ty mi na Matkę Teresę nie wyglądasz.

          >
          > 5 lat temu na
          > wakacjach potrafiliśmy kochać się przez 2,5 godziny bez przerwy. W
          > głowie mi się kręciło.

          BO MU ZALEŻAŁO! ROZUMIESZ? BYŁAŚ NOWOŚCIĄ O KTÓRĄ SIĘ WARTO STARAĆ. Wróć do tego
          to może znowu się zacznie !
          Zacznij wymagać, żądać a jak nie? To kopas w dupas/

          > A teraz wyjeżdżamy i siedzimy gdzieś 2 tygodnie i nawet "buzi" nie
          > ma.

          BO MU JUŻ NIE ZALEŻY - jest pewny, że już mu się nie urwiesz i w ten sposób
          pokazuje jakim jest głupkiem. Pokaż mu, że możesz odejść. Zobaczysz, jak
          wytrzeszczy gały i nagle będzie chodził po pokoju i potem poleci po kwiaty
          (idiota) myśląc, że tym coś naprawi. Zacznij żądać. A może coś z tego będzie.
          Bądź wymagająca i pokaż mu perspektywę. Tylko czy Ty jesteś na tyle zdesperowana
          i czy Ci na tyle zależy?

          >
          > Mój błąd chyba polegał tez na tym, że częstokroć wolałam
          > uszczęśliwiać innych, niż siebie:/

          Tak, to był błąd.

          > :) On nie jest głupi,

          Wybacz - ale życiowo to idiota.
          W biznesie może być super, IQ mieć taki, że Mensa będzie go ścigać po całym
          świecie byleby się tylko zapisał. Ale w życiu - to on jest na poziomie 18-latka!
          i to nie każdego.

          > Ale jeżeli chodzi o inteligencję emocjonalną /czy
          > jakąś tam jeszcze, a jest tego dużo/, jest kompletnym analfabetą:(
          >
          Właśnie :)) Bravo - a teraz Koleżanko, co masz zrobić?



          > Ojciec - mały tyran,

          Twój mąż poszedł w ślady ojca, wiesz to? Tylko, że nie wie iż chce Cię
          zdominować w inny sposób - nagradzając i karząc seksem i emocjami.

          > Tak, tak, wiem. Powiedz mi jednak jak to jest, że z regułu to
          > kobieta musi się gimnastykować, by małżeństwo było udane?

          Bo Wy drogie Panie dojrzewacie szybciej a Panowie potrafią niedojrzeć nawet całe
          życie. I co najważniejsze - to Wy macie coś, czego chcą faceci - ta Wasza Broń
          kobieca może sprawić, że z faceta będziecie mogły zrobić mężczyznę.
          Idiota emocjonalny, niedojrzały - nie zrobi z dziewczyny kobiety. To może zrobić
          tylko dojrzały mężczyzna. Wiesz czemu? Bo będąc dojrzały wie, jakim jest
          rarytasem wśród najpieknieszych ciasteczek ;)_)))

          Dobrych przemyśleń życzę.
          • tilia.cordata Re: Uczuciowy i seksualny analfabetyzm 27.10.07, 17:02
            Ale mi dokopałeś:/
            Ale dzięki, zawsze to inne spojrzenie na problem.


            > BO MU JUŻ NIE ZALEŻY - jest pewny, że już mu się nie urwiesz i w
            >ten sposób pokazuje jakim jest głupkiem. Pokaż mu, że możesz odejść
            Już to przerabiałam. Pierwszy raz wywaliłam go z domu. Powiedziałam
            won, a on wyprowadził się do ojca. Godzinę później dzwoniła moja
            szwagierka, przyjechała, zamieszanie i pojechałam do "biedaka" i
            powiedziałam, ze może ze mną wrócić. Głupia wariatka.
            Niedawno dostałam furii, spakowałam jego sprzęt, ciuchy i zawiozłam
            mu do pracy. Zapukałam, weszłam do biura i przy kilku obcych
            facetach z usmiechem "połozyłam" na podłodze rzeczy. Przyjeżdżałam
            tak 4 razy, za każdym razem wnosząc mu do biura kolejny pakunek.
            Ale nic to nie dało.
            Wyrzucałam go też z domu, wrzeszczałam, że ma się wynosić i więcej
            nie wracać. Ale powiedział, że wyprowadzi sie, jak będzie miał
            ochotę! Sic! Ale potem... sama nie wiem jak, ale wszystko jakoś się
            rozmywało. Nawet -przekonana absolutnie - krzyczałam, że mam go
            dosyć i chcę rozwodu.
            Wiesz, ja naprawdę próbowałam coś z tym zrobić.
            Były dni, gdy traktowałam go jak powietrze. Wyrzucałam z łóżka,
            olewka absolutna. Ale wszystko to wystarczało tylko na krótki czas.
            Wychodzi na to, że wyczerpałam już chyba wszystkie możliwości:(

            Ja wiem, że z biegiem czasu coraz bardziej może się upodabniać do
            ojca. Wiem, że łatwo nie będzie.

            Cholera nie wiem, może mam mu wypisać wielkimi bykami, czego nie
            może? Co ma robić? No jasna cholera, to ja mam cierpieć teraz? I co?
            Olać te 8 lat życia??! A może walczyć dalej do końca życia, bez
            widoków na sukces jakikolwiek?

            Przecież ja też mam prawo do niedojrzałości, popełniania błędów itd!
            Nie,nie patrzyłam, że przystojny, ma pieprzoną firmę i pieprzonego
            mercedesa i jest "ach jaki super" w łóżku!!! Nie!

            Łatwo Ci pisać, że baby glupie. Ale dlaczego Wy, faceci macie prawo
            być niedojrzali i -przepraszam- debilni, a jak baba naiwna to już
            skończona idiotka, bo powinna wiedzieć, jacy jesteście!?
            Czy zaufanie i wiara w drugiego człowieka musi być zrównana z
            głupią, dziecięcą naiwnością? Czy fakt, że chciałam być normalną
            kobietą, która wierzy w to, że facet potrafi myślec, powoduje, że
            mam czuć się jak głupia gęś?

            Boże, jak ja nienawidzę głupoty! Braku refleksji i myślenia! Jak nie
            znoszę! Dlaczego nie urodziłam się głupia i tępa, nie miałabym
            problemu! Czemu muszę zawsze starać się być wyrozumiała,
            tolerancyjna, współodczuwać i rozumieć. Dlaczego potrafię słuchać,
            co mówią inni, a potem zastanawiać się, dlaczego gdy ja potrzebuję
            wysłuchania, nie ma nikogo?! No jasna cholera!
            Przecież tez miałam kompleksy i to o wiele większe niż większość!
            Przecież nie miałam słodkiego dzieciństwa! Ale czemu chciało mi się
            zajmować swoim wnętrzem, uczyć uczuć? Po co mi to było, skoro może
            10% otaczających wie, o czym mówię??! I facet, który wywawał mi się
            inteligentny, mądry, rozumiejący! Może i taki w rzeczywistości był,
            ale jaki jest teraz?!
            Może to przerasta moje siły...
            • glosatorr Re: Uczuciowy i seksualny analfabetyzm 27.10.07, 20:17
              tilia.cordata napisała:

              > Ale mi dokopałeś:/
              > Ale dzięki, zawsze to inne spojrzenie na problem.

              Nie kopałem ale potrząsałem.
              >

              > Wyrzucałam go też z domu, wrzeszczałam, że ma się wynosić i więcej
              > nie wracać. Ale powiedział, że wyprowadzi sie, jak będzie miał
              > ochotę! Sic!

              Niom - poczytałem i powiem tylko tyle. Próbuj ale jak zobaczysz, że to grochem o
              ścianę - podejmij jedną decyzję i bądź po prostu konsekwentna.

              > Wiesz, ja naprawdę próbowałam coś z tym zrobić.

              Już wiem, że próbowałaś i współczuję Ci z całego serca. Naprawdę.
              I z tego co piszesz masz za męża niereformowalnego samca.


              > Wychodzi na to, że wyczerpałam już chyba wszystkie możliwości:(
              >
              No cóż - nie mi oceniać, ale Ty napewno możesz to zrobić.
              Jeśli widzisz, że zrobiłaś wszystko - napewno będziesz wiedzieć, co zrobić.


              >
              > Cholera nie wiem, może mam mu wypisać wielkimi bykami, czego nie
              > może? Co ma robić?

              Spróbuj - i zobaczysz sama. Z tego co piszesz wynika dosyć jasno, że pewnie to
              nic nie da a na końcu poczujesz,... nie - nic nie poczujesz.

              > No jasna cholera, to ja mam cierpieć teraz? I co?

              Nie wiem - to Twoje życie. Ja bym wykopał go za drzwi i nie reagował na jego
              skomlenia. Ale ja to jestem ja a Ty jesteś Ty,

              > Olać te 8 lat życia??!

              A co? Za 10 lat powiesz, że zmarnowałaś 18 lat życia i Ci się już nic nie chce?
              A co miałaś przez te 8 lat?

              > A może walczyć dalej do końca życia, bez
              > widoków na sukces jakikolwiek?
              >
              Możesz zawsze. Ale ile dasz radę?


              >
              > Łatwo Ci pisać, że baby glupie.

              Nie wszystkie. Uwierz, że nie wszystkie. Są takie, które widzą, że jak facetowi
              zaczyna niezależeć to reagują raz a stanowczo. Dzięki temu facet wie, że drugiej
              szansy nie będzie.

              > Ale dlaczego Wy, faceci macie prawo
              > być niedojrzali

              Ty też byłaś niedojrzała. I dojrzałaś. Natomiast niektórzy pod wpływem niestety
              kolegów i innych "chętnie rozkładających nogi panienek" - mają przekonanie, iż
              są prawdziwi "macho".
              I nic ich nie wyprowadzi z błędu. Nic. I takich powinno się omijać.
              Z daleka.

              > bo powinna wiedzieć, jacy jesteście!?

              Powinna przynajmniej powoli i dokładnie takiego kandydata na partnera poznawać,
              sprawdzać i zastanawiać się nad tym co poznaje.
              Ale niestety większość Pań myśli sobie, że jak na poczatku jest super - to
              później też będzie super - i potem przychodzą tutaj z tekstem w stylu: "Jesteśmy
              X lat po ślubie i ja nie mam na niego ochoty" albo " On mnie już nie kręci". Ja
              powtarzam - Związek to nie jest piknik w lesie. To naprawdę wiele obowiązków,
              wiele zadań, wysiłku by RAZEM osiągnąć jak najwyższy stopień szczęśliwości. To
              sztuka, do której się dochodzi. Ale jak obserwuję tu listy i teksty tu pisane,
              niektórzy myślą, że jak im już we dwoje dobrze, to czas się żenić. A spora grupa
              Panów jak widzi, że Panna zaobrączkowana, to można zapuścić brzuszysko, siąść na
              kanapie i oglądać mecze, "bo ona już nigdzie nie pójdzie". Dlatego zawsze
              powtarzam koleżankom: Spraw, by zawsze gonił króliczka. Niech nigdy nie czuje
              się pewny. I za to dostaję gromy.

              > Czy zaufanie i wiara w drugiego człowieka musi być zrównana z
              > głupią, dziecięcą naiwnością?

              Nie - ale wiara i zaufanie w człowieka opiera się nie na życzeniach, ale na
              trzeźwym oglądzie rzeczywistości, na zebraniu i przeanalizowaniu informacji, na
              odkryciu mocnych i słabych stron związku i na końcu na podjęciu decyzji - razem.

              >Czy fakt, że chciałam być normalną
              > kobietą, która wierzy w to, że facet potrafi myślec, powoduje, że
              > mam czuć się jak głupia gęś?
              >
              Tu w tym przypadku to nie chodzi o wiare - ale o sprawdzenie, czy facet
              rzeczywiście potrafi myśleć. Wiarę w kwestii myślenia trzeba odstawić tak samo
              daleko jak emocje, bo wiara, emocje zafałszowują ocenę rzeczywistości i faktów.

              > Boże, jak ja nienawidzę głupoty! Braku refleksji i myślenia! Jak nie
              > znoszę!

              Ja też.


              > I facet, który wywawał mi się
              > inteligentny, mądry, rozumiejący! Może i taki w rzeczywistości był,
              > ale jaki jest teraz?!
              > Może to przerasta moje siły...


              Myślę, że gdy na spokojnie przeanalizujesz wszystko zobaczysz, że on taki był
              też wcześniej, tylko Ty pierwsze symptomy po prostu pod wpływem uczuć
              zbagatelizowałaś. Naprawdę zamiast się wkurzać na durnego chłopa, przeanalizuj
              swoją historię sama ze sobą a nie na Forum i wyciągnij wnioski tytułując je: "Co
              zakochana kobieta wiedzieć powinna, by nie trafić na felerny egzemplarz samca"

              I głowa do góry - jak na tym przypadku się czegoś nauczysz, wierz mi - szansa na
              kolejną pomyłkę zmaleje do zera. Co wcale nie znaczy, że będzie łatwiej.
              • tilia.cordata Re: Uczuciowy i seksualny analfabetyzm 28.10.07, 07:40
                Kolejny dzień bez większych szans na zmianę:(

                Chyba masz rację. Mam 2 wyjścia, albo definitywnie z tym skończyć,
                albo męczyć się dalej i za kolejnych X lat powtarzać te same słowa
                co dziś:\

                Najgorsze jest to, że jak jest dobrze, to naprawdę jest dobrze...
                A jak się zaczyna walić to zostają zgliszcza...

                Ale wiesz, są normalni faceci, którym można zaufać, którzy żonę po
                prostu kochają bez tych wszystkich podchodów, którzy doceniają jej
                trud i po prostu szanują. Wiem, że to nie zdarza się często, ale
                jednak. Wiem, że inny doceniłby moje starania. No własnie, inny...

                Tylko Małej mi żal;( Ona mówi : "zakochałam się w tatusiu"...

                Dziękuję
                • glosatorr Re: Uczuciowy i seksualny analfabetyzm 28.10.07, 10:30
                  tilia.cordata napisała:

                  > Kolejny dzień bez większych szans na zmianę:(
                  >
                  > Chyba masz rację. Mam 2 wyjścia, albo definitywnie z tym skończyć,
                  > albo męczyć się dalej i za kolejnych X lat powtarzać te same słowa
                  > co dziś:\

                  Spróbuj po prostu dobitnie zmusić męża do rozmowy. Myślę, że gdy odkryje, że
                  jego niesłuchanie Ciebie może zaowocować utratą Ciebie - jeśli to do niego
                  dotrze - to wydaje mi się, że może zacznie słuchać. Ale jeśli Cię oleje...
                  myślę, że macie duży problem, a seks jest tylko i wyłacznie skutkiem a nie
                  przycyzną Waszych problemów.

                  >
                  > Najgorsze jest to, że jak jest dobrze, to naprawdę jest dobrze...
                  > A jak się zaczyna walić to zostają zgliszcza...
                  >
                  No a powinien być jakiś constans - ludzie się kłocą, ludzie mają problemy - ale
                  obie strony dążą wtedy kochając się do szybkiej odbudowy, to szybkiego
                  wybaczenia, kiedy emocje opadną.
                  Wiesz, najgorsze jest właśnie to, że kiedy jest dobrze - to my to pamietamy i
                  tym się karmimy jak jest źle. Problem w tym, że to projekcja naszego umysłu,
                  który chce by było dobrze... A fakty czasami są bolesne.

                  > Ale wiesz, są normalni faceci, którym można zaufać, którzy żonę po
                  > prostu kochają bez tych wszystkich podchodów, którzy doceniają jej
                  > trud i po prostu szanują.

                  Wiem, że są. Wiem.

                  > Wiem, że to nie zdarza się często, ale
                  > jednak.

                  Powiem więcej - nie są rzadkością. Ale dopasowanie się kobiety i mężczyzny to
                  nie jest łatwa sprawa. Poznawanie sie - też. Wszystko co wartościowe, wymaga
                  wysiłku i trzeba tego wysiłku dużo włożyć, by mieć dobry związek. I właśnie to
                  co się dzieje bez wysiłku powinno niepokoić, a ludzie to odbierają za dobrą
                  monetę. A wysiłek na poczatku się opłaca - skutkuje bowiem dobrym związkiem.

                  > Wiem, że inny doceniłby moje starania. No własnie, inny...
                  >
                  Włąśnie.

                  > Tylko Małej mi żal;( Ona mówi : "zakochałam się w tatusiu"...
                  >
                  Dlatego nim podejmiesz jakąkolwiek decyzje ostateczną - zrób wszystko by
                  przemówić do głowy męża. Na ostateczne decyzje przyjdzie jeszcze czas. A dziecko
                  nie straci tatusia. Rozwód, separacja nie odbiera możliwości bycia ojcem.
                  Utrudnia, ale nie odbiera. A dziecko przynajmniej nie będzie chowane w fałszu.

                  Jeśli kochasz męża - przekonaj się, by mieć 100% pewność, czy Twój mąż po prostu
                  Kocha Ciebie. Przekonaj się. A jeśli już będziesz pewna, że nie kocha...
                  Podejmij decyzję. Za Ciebie nikt jej nie podejmie.

                  > Dziękuję

                  Nie ma sprawy :)
                  • tilia.cordata Re: Uczuciowy i seksualny analfabetyzm 29.10.07, 10:21
                    Witaj:)
                    Niedawno, gdy zaproponowałam, byśmy odpoczęli od siebie na jakiś
                    czas napisał m.in.: "Nigdy Cię nie zdradziłem i nie zdradzę. Mogę
                    przysiąść na grób mojej Mamy. Rozstanie różne rzeczy do głowy może
                    przynieść. Dlatego tego samego chcę od Ciebie, żebyś mi
                    powiedziała.Szczerze."
                    Było by to dla mnie logiczne, gdyby nie parę innych rzeczy. Wie, że
                    jestem ładna, że zmienilam styl ubierania, zaczęłam nosić dekoldy,
                    bizuterię zmieniam codziennie, podobam się, itd itd. Tylko co z
                    tego? On to zauważył, ale nie przełożyło się to na nic:| Nie sypiam
                    w byle czym, mam śliczną nocna koszulkę, bieliznę całkiem calkiem,
                    ale nawet jakbym włożyła na twarz maskę gazową nie zauważyłby zmiany.
                    Więc jak w końcu jest? Wychodzi na to, że - jak napisałeś - jest po
                    prostu analfabetą emocjonalnym:(

                    Miałam wczoraj znowu burzę, wkurzył się, bo prosiłem, by coś tam
                    odłożył na miejsce - powiedziął,że nie będę mu rozkazywać.
                    Powtarzałam to kilkakrotnie. A on wstał i wyrzucił mi to do kosza
                    mówiąc, że teraz sprzątnął. WIęc ja wyrwałam mu kabel z myszy. I
                    dostał szału. Takiego wściekłego jeszcze nie widziałam. Zniszczył
                    dziecku wózek do lalek i powiedziął, że ma to gdzieś. Po 2 godzinach
                    naprawił go.

                    Wstydze się jego zachowania, reakcji, ale chyba już wyczerpałam
                    większość sposobów. Może jeszcze coś wymyślę. Kiedyś odgrażał się że
                    zabierze mi dziecko, że ma adwokatów i mi ją odbierze. Ja wiem,że to
                    pyskówka, ale wszystko ma swoje granice.

                    Porozmawiam z nim jeszcze. Nie wiem, czy to coś da, ale spróbuję.
                    Tak dla spokoju sumienia. Trochę boję się jednak, że próbuję i okaze
                    się to, co wiem od dawna...
                    Mam już dosyć słuchania, że zarabiam 800 zł, że on utrzymuje nas, że
                    to i siamto.

                    Ja też bywam złośliwa. Nawet dokładnie mu wytłumaczyłam skąd to się
                    bierze, dlaczego tak robię! I co? I nic! On dalej swoje. Prośbą,
                    groźbą,szczerością... żadnego efektu...

                    Wiesz, gdyby mi ktoś opowiadał moją historię, to doradziłabym tylko
                    jedno - wiej jak najdalej i jak najszybciej...
                    • glosatorr Nawiązywanie kontaktu 29.10.07, 11:03
                      tilia.cordata napisała:

                      > Witaj:)

                      Witaj :-)

                      > Niedawno, gdy zaproponowałam, byśmy odpoczęli od siebie na jakiś
                      > czas napisał m.in.: "Nigdy Cię nie zdradziłem i nie zdradzę. Mogę
                      > przysiąść na grób mojej Mamy. Rozstanie różne rzeczy do głowy może
                      > przynieść. Dlatego tego samego chcę od Ciebie, żebyś mi
                      > powiedziała.Szczerze."

                      To co tutaj napisałaś jest bardzo ważne. Po pierwsze, nie rozumiem
                      czemu on to pisze a nie mówi. Teraz wpadło mi do głowy parę pytań.
                      Czy wyście sie przypadkiem nie poznali w sieci? Z tego co on napisał
                      wynika, jak gdyby Wasze rozmowy gdzieś się mijały. Zaczynam się
                      zastanawiac, czy to co tutaj opowiadasz to "rozmowy w gniewie" czy
                      na spokojnie.

                      > jestem ładna, że zmienilam styl ubierania, zaczęłam nosić dekoldy,
                      > bizuterię zmieniam codziennie, podobam się, itd itd. Tylko co z
                      > tego? On to zauważył, ale nie przełożyło się to na nic:|

                      A tego nie możesz powiedzieć. Widzisz z tego co piszesz, między Wami
                      jest ogromna przestrzęń naładowana ogromnymi emocjami. On coś tłumi
                      w sobie, nosi to i wystarczy iskra, by ekslodował. Ty masz też w
                      sobie ogromne pokłady potrzeb, ale jeśli wyrażasz je w postaci
                      pretensji, to może być jak strzelanie ślepakami.
                      Jesteś atrakcyjna. Są faceci, którzy traktują kobietę jak pies
                      ogrodnika, co sam nie zje i drugiemu nie da. Ciebie zaczyna blokować
                      jego "obojętność", ta niemożność dotarcia do niego - nawiązania
                      spokojnej więzi komunikacji. Ale z drugiej strony mogę sie domyślać,
                      że wysyłając sygnały seksualne, podnosisz napięcie i burza oraz
                      spięcia są po prostu konsekwencją tych wszystkich elementów.

                      > Nie sypiam
                      > w byle czym, mam śliczną nocna koszulkę, bieliznę całkiem calkiem,
                      > ale nawet jakbym włożyła na twarz maskę gazową nie zauważyłby
                      > zmiany.

                      Uwierz mi, że zauważa - no chyba, że wzrok stracił. Jednak powinnaś
                      też przedstawić mi tutaj jego racje, bo przecież on tez coś mówi.
                      Może jest tak, że on Ci wysyła jakies sygnały, tylko Ty je po prostu
                      bagatelizujesz? Co on mówi?


                      > Więc jak w końcu jest? Wychodzi na to, że - jak napisałeś - jest
                      po
                      > prostu analfabetą emocjonalnym:(
                      >
                      Na podstawie tego co piszesz, takie jest pierwsze wrażenie. Ale tu
                      prezentujesz wyłacznie swoją wizję tego Twojego związku. A nie
                      ukrywam i przyznaję szczerze, że poniżej tego watku, na temat mojej
                      oceny sytuacji toczę inną dyskusje, która wzbudziła we mnie pewne
                      pytanie, którego sobie do tej pory nie zadawałem: czy Ty sama
                      rozumiesz to co on do Ciebie mówił. I pamiętaj, że tu nie chodzi
                      wcale o słowa. Faceci mówią do kobiet wieloma kanałami, np. poprzez
                      milczenie, poprzez zajęcia w domu, poprzez gesty. Co on mówi, kiedy
                      jest wkurzony? Co takiego go wkurza? Czasami kobieta nieświadoma
                      doprowadza faceta pod ścianę, gdzie on traci pole manewru. I wtedy
                      tez bywa tak jak u Ciebie. Pamiętaj, że tak długo jak się kłocicie -
                      oboje sobie dajecie pozawerbalnie znać, że Wam na sobie zależy.

                      > Miałam wczoraj znowu burzę, wkurzył się, bo prosiłem, by coś tam
                      > odłożył na miejsce - powiedziął,że nie będę mu rozkazywać.

                      No widzisz - to też ważna informacja. Czy Ty przypadkiem swoim
                      działaniem nie prowokujesz go do takich reakcji? Wiesz czasami
                      ludzie w związkach toczą wojny i bombardują się o duperele. A
                      czasami wcale nie trzeba facetowi mówić, co ma robić. On wie, ale
                      nie przywiązuje tutaj wagi do problemu, który u Ciebie narasta, bo
                      jest niezrobiony. I też Ci on przekazuje pewną sugestię: widzisz to
                      zdanie o nierozkazywaniu - może pokazywać, że równowaga pomiędzy
                      Wami, jesli była, to została zakłocona. A jeśli nie było jej - to on
                      odbiera Ciebie i Twoje reakcje jako walkę o władze w związku.

                      > Powtarzałam to kilkakrotnie. A on wstał i wyrzucił mi to do kosza
                      > mówiąc, że teraz sprzątnął. WIęc ja wyrwałam mu kabel z myszy. I
                      > dostał szału.

                      No cóż - to można rzec klasyczna kłótnia o duperel, która kończy się
                      masowa eksterminacją w szale. Rozumiem, że Twój mąż przesiaduje
                      przed komputerem. Co on tam na nim robi? Co on miał posprzatać? I co
                      Ty w tym czasie robiłaś?

                      > Takiego wściekłego jeszcze nie widziałam. Zniszczył
                      > dziecku wózek do lalek i powiedziął, że ma to gdzieś.

                      Kobiety mają wrodzoną zdolność do doprowadzania mężczyzny do stanu
                      odpowiadającemu przekroczenie masy krytycznej. I myślę teraz, że
                      Twoje niezadowolenie z działania męża oraz Twoje pretensje do niego
                      zaczynają narastać z Twojego poczucia bezislności. Jeśli nie
                      zidentyfikujemy Waszego (Waszego zaznaczam) problemu - za chwilę
                      dojdzie albo do mordobicia, albo do wojny totalnej, w której
                      pokaleczeni wyleziecie rozbijając wszystko. Zastanów się teraz i
                      spójrz na siebie: co takiego wyprowadza go z równowagi w Tobie i czy
                      przypadkiem jego zamknięcie się na Ciebie, nie jest czymś konkretnym
                      spowodowane. Jak myslisz?

                      > Po 2 godzinach
                      > naprawił go.
                      >
                      Mocno go wkurzyłaś. Szukał elementu, który spowoduje u Ciebie taką
                      samą reakcję, jaką Ty wywołałaś u niego. Skrópiło się to na zabawce
                      dziecka. Problem w tym, że mi się zaczyna wydawać, że Ty nie
                      potrafisz pokojowo prowadzić negocjacji z mężem i dochodzić do
                      consensusu. Chciałbym tylko zidentyfikowac ten problem. Na razie mi
                      niezmiernie trudno. Pomożesz? Od kiedy zaczęły się Wasze problemy -
                      co takiego się zaczęło dziać, kiedy on się zablokował?

                      > Wstydze się jego zachowania, reakcji, ale chyba już wyczerpałam
                      > większość sposobów.

                      Jeśli jakies sposoby nie skutkują - to ma to kilka przyczyn. Po
                      pierwsze, możesz je stosowac źle. Po drugie, możesz stosowac je w
                      nieproporcjonalnych dawkach. Po trzecie, sposoby mogą być
                      nieadekwatne i nie pasujące do problemu. Po czwarte, możesz źle
                      diagnozowac przyczyny problemu i po piąte, sama możesz być przyczyną
                      takich zachowań, albo sama nieświadomie powodujesz, że przyczyna sie
                      pojawia. Kiedyś było dobrze, prawda? Co się stało, że nagle zaczęło
                      być źle?

                      > Może jeszcze coś wymyślę. Kiedyś odgrażał się że
                      > zabierze mi dziecko, że ma adwokatów i mi ją odbierze. Ja wiem,że
                      to
                      > pyskówka, ale wszystko ma swoje granice.
                      >
                      Musi miec powód, by to zrobić. Na razie Zaczyna mi się wydawać, że
                      coś oboje robicie źle. On nadaje na innej fali niz ty a Ty na innej.
                      Mijacie się. I zaczyna mnie zastanawiać, dlaczego...

                      > Porozmawiam z nim jeszcze.

                      Poczekaj. Czasami potrzebny jest czas na przemyslenia dla stron. Daj
                      mu czas. Bądź dla niego miła i spokojna. Bez jakiejś nachalności,
                      nienaturalności. Po prostu bądź codzienna. I pomilcz. Zobacz, czy
                      milczenie go zmęczy. To też jest rozwiązanie. Ile wytrzyma...

                      > Nie wiem, czy to coś da, ale spróbuję.

                      Nie próbuj niczego o czym nie wiesz, jakie przyniesie skutki.
                      Przemysl to na spokojnie.

                      > Tak dla spokoju sumienia. Trochę boję się jednak, że próbuję i
                      okaze
                      > się to, co wiem od dawna...

                      Nie nastawiaj się. A na razie po prostu pozól opaść emocjom, niech
                      nastanie pokój. A jeśli Ci się zrobi cięzko na sercu, zachlip sobie
                      tak, by on to zobaczył. Nie ma na faceta, który kocha lepszej broni,
                      niż Wasze łzy. Może zapyta sie Ciebie co się stało. Wtedy pomilcz i
                      rzuć mu jedno słowo - Że tak już nie możesz. Potem już pójdzie
                      łatwo - ale uważaj, wszystko musi byc mówione spokojnie, dobitnie,.
                      z wiarą. I pomyśl, że sama możesz się mylić w ocenie. Nerwy, emocje
                      zniekształcają rzeczywistość.
                      bardzo...

                      > Mam już dosyć słuchania, że zarabiam 800 zł, że on utrzymuje nas,
                      że
                      > to i siamto.
                      >
                      No cóż - dlatego zejdź z płaszczyzny, na której on czuje się mocno a
                      przejdzcie na płaszczynę neutralną - czyli tam gdzie jest spokojnie.

                      > Ja też bywam złośliwa.

                      Wiem i czuję, że nawet bardzo, więc pomysl, że on tez może być przez
                      Ciebie zraniony.

                      > Nawet dokładnie mu wytłumaczyłam skąd to się
                      > bierze, dlaczego tak
                      • glosatorr Re: Nawiązywanie kontaktu cd 29.10.07, 11:05
                        tilia.cordata napisała:

                        cd

                        > Nawet dokładnie mu wytłumaczyłam skąd to się
                        > bierze, dlaczego tak robię! I co? I nic! On dalej swoje.

                        Jesli on nie rozumie co mówi - może naprawdę nie rozumieć bo, Ty
                        mówisz o rzeczach, jakie dla niego jawią się inne albo robisz to w
                        sposób niadekatny, wyolbrzymiony, nerwowy i pełen pretensji. A
                        czasami faceci naprawdę nie rozumieją i wszystko trzeba im tłumaczyć
                        jak dziecku. Od podstaw...

                        > Prośbą,
                        > groźbą,szczerością

                        Nie dopuszczaj do sytuacji, kiedy trzeba o coś prosić czy grozić.
                        Zacznijcie dialog. Dialog! Czyli komunikowanie się w zrozumiałym dla
                        obu stron języku.
                      • tilia.cordata Re: Nawiązywanie kontaktu 29.10.07, 14:12
                        Kiedyś mówił: jak coś ode mnie chcesz, powiedz to wyraźnie, bo nie
                        potrafię się domyślać. Więc nauczyłam się tego.
                        On np. gdy prosiłam: muszę wziąć globulkę, bo nie mogę sobie teraz
                        pozwolić na ciążę /choroba, leki/, to słyszałam, że on będzie
                        przecież uważał, że jak wujdę to mu minie ochota, znowu nic nie
                        wyjdzie... - jednym słowem dawał mi odczuć, że przeze mnie znowu nic
                        nie będzie. Gumy nie używa, bo "nic nie czuje". Gdzie tu miejsce na
                        moje uczucia? Mówiłam, jak bardzo mnie to boli, że nie mam z tego
                        większej przyjemności, bo nie potrafię się odprężyć, cieszyć seksem,
                        jest we mnie tylko ciągła obawa.
                        Nie mogę używać hormonów, spirala także odpada. Pozostają środki
                        plemnikobójcze i gumka. Ale jego "moje" globulki "gryzą", nie czuje
                        się komfortowo itd. Jak mówię by się wczuł w moją skórę, czy w moim
                        przypadku odczuwałby satysfakcję? Byłam delikatna, taktowna. Ale
                        efekt moich słów był żaden:( Mówiłam,że wolę zrezygnować z seksu,
                        niz później stresować się ewentualną ciążą. Powiedział, że "a co
                        takiego by się stało, przecież staraliśmy się o dziecko". Ale ja
                        biorę teraz takie leki, któe bezwzględnie muszę odstawić
                        przynajmniej 2 miesiące przed poczęciem , a inne odstawić
                        przynajmniej w I trymestrze.
                        Pierwsza ciąża to był koszmar. Nie wiedziałam,że noszę w sobie
                        dziecko, brałam najróżniejsze leki, upiłam się na imprezie... Gdy na
                        teście pojawiły się 2 kreski wypadł mi z rąk, tak mi się trzęsły.
                        Przez całe 9 miesięcy potworny strach, że wyrządziłam dziecku
                        krzywdę, że urodzi się chore, przeze mnie... On niby rozumiał,
                        mówił, że czuje, że będzie ok...
                        Kiedyś powiedział mi, że tak się na niego pchałam tyłkiem podczas
                        seksu /nie pamiętam jak się zaczęła ta rozmowa/, że co myślę, nie
                        umial sobie poradzić, że ciężko mu było!!! Ręce mi opadły, każdy
                        facet by się cieszył, gdyby kobiecie było dobrze, ale musi być tak,
                        jak on chce! Owszem, pytał mnie kiedyś jak chcę itp, ale wolę
                        spontaniczność, nie wyreżyserowane gierki. Lubię, jak on prowadzi,
                        lubię jego dotyk, ciało, to fakt, zawsze byłam baaardzo
                        powściągliwa, ale zmieniłam się. Potrafię powiedzieć co lubię, ale
                        odechciewa mi się od razu, jak tulę się do jego pleców i słyszę"co,
                        seksu chcesz", i nawet nie zdążę odpowiedzieć, a on ciągnie:
                        zmęczony jestem, brzuchmie boli itd. Więc mam dosyć. Odechciewa mi
                        się i nie potrafię się przełamać!
                        Kładę się spać, dziecko zasypia, jest 22.30, gaszę światło, on idzie
                        się myś, po czym chce seksu! Mówię: czemu nie powiedziałeś
                        wcześniej, jest późno, muszę o 6 wstać, padam z nóg, a try sobie
                        możesz i do 9 pospać. A on na to: przecież dziecko nie spało, po co
                        miałem mówić, ja też wstaję rano itd. Wygląda więc na to, że muszę
                        być na każde jego skinienie, a on na moje już nie. Mówiłam muo tym
                        spokojnie, ale tak, jakby grochem o ścianę:(

                        A śmieci? Bardzo rzadko proszę go o cokolwiek. Sporadycznie
                        proszę:wynieś śmieci. Ale słyszę wtedy: nie teraz, przypomij mi
                        później. Więc mówię: jak mam pamiętać o tym, by ci przypomnieć, to
                        wolę sama wynieść.
                        Proszę: zrób ogień w centralnym. A on: przecież twój brat nic nie
                        robi, może się ruszyć. Mówię: dopiero wrócił z pracy. I słyszę: to
                        niech idzie. Mówię: jest zimno. A on: mi jest ciepło, niech inni
                        robią, bo ja węgiel kupiłem. Więc idę do piwnicy i robię ogień. To
                        nie jet dla,mnie problem, napalić w piecu. Ale czasami po prostu nie
                        zdążę, nie mam sił. Przychodzę z pracy ok.16. Wyciągam zakupy,
                        przebieram siebie i czasami dziecko, zaczynam sprzątać, coś pichcę,
                        w międzyczasie robię ogień, nastawiam pralkę. wynoszę z pokoi brudne
                        naczynia z poprzedniego dnia, ścielę łóżka i mnóstwo innych rzeczy.
                        W końcu około 19-18 siadam przy jakimś na prędce zrobionym jedzeniu,
                        chcę choć przez chwilę spokojnie posiedzieć i zjeść. Wtedy
                        przyjeżdża on i słyszę: jestem głodny. Mówię:dopiero siadłam. A on:
                        wysłałem ci sms'a. Ja: nie czytałam, byłam w kuchni. Więc mówi: to
                        zrób mi coś. I jak kończąc jedzenie idę do kuchni i znowu zaczynam
                        pichcić, proszę go, by chociaż wyniósł śmieci. I wtedy słyszę, że
                        nie chce mu się że zmęczony, albo "a sama nie możęsz wynieść". I co,
                        że mówię że przykro mi tego słuchać? Ile można mówić, tłumaczyć? Czy
                        zawsze mam być wyrozumiała, zawsze mam stwaić się na drugiej pozycji?

                        Wczasy. Pyta, gdzie chcę jechać. Powiedziałam, że do Pragi. Kilka
                        razy o to pytał, zawsze mówiłam to samo. A potem okazało się, że
                        Pragi już nie pamięta, że jedziemy w połowie września nad jakieś
                        cholerne jeziora! Bo on będzie łowił ryby! A ja mam sobie chodzić po
                        lesie i zbierać grzyby! A tam, gdzie mieszkam, jest ich zatrzęsienie!

                        Nigdy, nigdy nie odmawiałam mu seksu. Przecież może on służyć
                        czasami po prostu odprężeniu się, nie musi być "ciężką pracą do
                        osiągnięcia satysfakcji obu stron".
                        Czy docenił? Znasz odpowiedź. Uważa, że tak musi być.

                        Jestem, jestem złośliwa. Wczorajsza kłótnia rzeczywiście była w
                        spoej części właśnie taką próbą sił - skoro jesteś złośliwy, ja będę
                        także, zobaczymy, kto bardziej na tym ucierpi. Świadomie to
                        zrobiłam. Niech poczuje, jak to jest fajnie być totalnie olewanym.

                        >>>Mam już dosyć słuchania, że zarabiam 800 zł, że on utrzymuje nas,
                        że to i siamto.
                        >>> No cóż - dlatego zejdź z płaszczyzny, na której on czuje się
                        mocno a przejdzcie na płaszczynę neutralną - czyli tam gdzie jest
                        spokojnie.
                        Tylko, że w każdej rozmowie jest to jego koronny argument! A ja nie
                        pozwolę sobie na takie mnie traktowanie. Wiesz, on przez 2-3 lata
                        dawał mi miesięcznie 100-350 zł! Nie miałam odwagi prosić go o kasę.
                        Nic sobie kupić nie mogłam, starczało na dziecko i jedzenie. A on
                        zarabiał 2-3 tys i jak go kiedyś zapytałam, co robił z tą kasą to
                        odpowiedział, że mi ją dawał, bo jej nie ma i ciekawe co miałby niby
                        z nią robić, że jej przecież na dziwki nie wydał! Ręce opadają:(
                        Od kiedy mamy konto wspólne częściej dostaję pieniądze, a w razie
                        potrzeby sama wyciągam.
                        Ja wiem nawet, gdzie podziały się te pieniądze, które nie wiadomo
                        gdzie dawał - on po prostu jest bałaganiarzem. Zamiast korzystać ze
                        służbowych, płacił prywatnymi, potem zapominał i tak się to
                        toczyło.A że firma jest jego, wiec nie rozróżniał ich. I tyle.

                        Nie potrafię być miła, grzeczna itd. Po wczorajszym naprawdę mam
                        dosyć. Wiesz, co kiedyś usłyszałam od niego? Po jakijś tam daaawnej
                        kłótni: "nie wiem czymi przejdzie, czy nie, może za jakiś czas, może
                        wcale". Nie miał ochoty ze mną rozmawiać, błagałam, prosiłam. Był
                        jak głaz;( To była jakaś głupota, wtedy to ja byłam stroną szukającą
                        porozumienia, układu. Mówiłam: co mam zrobić? A on, że nie wie,może
                        mu nigdy nie minie. Pytam, kiedy moge za jakiś czas zapytać, czy coś
                        się zmieniło, a on, ze moge sobie pytać. Wiesz jak się czułam wtedy,
                        jakpotwornie mi serce krwawiło? Już nawet nie pamiętam o co
                        chodziło. Tamten okres był dla mnie potwornie trudny, moja choroba
                        serca i inne spowodowały, ze potrzebowałam wsparcia. Nie, nie
                        oczekiwałam rozmów, wysłuchiwania moich żalów. Potrzebowałam tylko,
                        by ktoś był przy mnie choć trochę, by okazał mi odrobinę czułości,
                        bym miała siły do dalszej walki. Ale to mu przeszkadzało, nudziły go
                        moje problemy i drażniły...

                        > czy Ty sama
                        > rozumiesz to co on do Ciebie mówił. I pamiętaj, że tu nie chodzi
                        > wcale o słowa. Faceci mówią do kobiet wieloma kanałami, np.
                        >poprzez milczenie, poprzez zajęcia w domu, poprzez gesty. Co on
                        >mówi, kiedy jest wkurzony? Co takiego go wkurza?
                        Zawsze słuchałam uważnie, co mówił.
                        Miałam żal, gdy nie pamiętał ważnych rzeczy, które jemu mówiłam.
                        Potrafię słuchać, milczeć i doradzić, kiedy potrzeba. Nie
                        krytykowałam, gdy mówił, że gdzieś tam zrobił błąd. Wtedy
                        tłumaczyłam mu: nie wiedziełeś tego i tego, wszystko wskazywało na
                        to czy tamto. Chcesz się uważać z tego powodu za głupszego, gorszego
                        itd.
                        Nie dostałam od niego nigdy żadnego spontanicznego prezentu. Prezent
                        uroszinowy był kupowany
                        • glosatorr Dla mnie wszystko jest zrozumiałe 29.10.07, 14:52
                          I wydaje mi się, że dla każdego będzie.
                          Współczuję Ci takiego męża i tylko sie dziwię, że go sobie wybrałaś.
                          W sumie juz nie mam więcej pytań a opisywanie tutaj Twojego męża to
                          dla mnie pastwienie sie nad ułomnym.

                          Tak, tacy faceci sie trafiają. Moge tylko współczuć Tobie i Tobie
                          podobnym. Tilia - z tego co opisujesz widać wyraźnie, że już powoli
                          pękasz. Faktycznie, przypadek Twojego męża jest klasycznym
                          odwzorowaniem facet, który traktuje swoją zone jak niewolnicę, z
                          która może robić co mu się zywnie podoba.

                          Czy Ty go jeszcze kochasz? Pewnie tak. Pewnie wspominasz chwile,
                          kiedy między Wami było dobrze. Ale coś co przynajmniej dawało Ci
                          poczucie, że On jest tym właściwym partnerem życiowym - gdzieś już
                          prysło.

                          Co dalej... zadajesz sobie to pytanie. Oczywiście mógłbym Ci
                          napisać, co ja bym zrobił na Twoim miejscu - ale mogłabyś się
                          zasugerować, a tu jakiekolwiek sugerowanie zostałoby zaraz
                          napetnowane.

                          Myślę, że rzeczywiście - na podstawie tego co napisałaś, masz do
                          czynienia z przypadkiem niereformowalnym, na którego nawet
                          najsilniejszy bodziec nie zadziała.

                          Powracam więc do tego co już Ci napisałem: czas zweryfikować swoje
                          emocje, przemyśleć, czy chcesz tak żyć dalej. Czy jestes gotowa
                          zostać niewolnicą dalej, czy po prostu nie czas powiedzieć Twojemu
                          mężowi oczywistej prawdy, że takie traktowanie żony kończy się
                          jednym - rozstaniem. Podtrzymuję moją propozycje, byś po prostu na
                          razie odseparowała się od męża. Nie oczekuj od niego, że zauwazy
                          cokolwiek. Możemy tylko założyć, że jakakolwiek zmiana spowoduje u
                          niego zaniepokojenie i cheć zawalczenia o Ciebie, chociaż nie
                          oczekuję tak naprawdę, by On cokolwiek zrobił.

                          Miej też świadomość, że twoje działanie może spowodowac u niego
                          skutek taki, że on po prostu widząc, że traci na Ciebie wpływ,
                          pomysli sam o tym by znaleźć chwilowe pocieszenie w ramionach innej.

                          Nie wierzę na podstawie tego co piszesz, by Twój mąż był teraz
                          zdolny do przejawienia wobec Ciebie jakiejkolwiek formy uczuć.

                          To co on sobą reprezentuje, to klasyczny układ - Pan- niewolnica,
                          gdzie zostałaś sprowadzona do klasycznej roli kuchty domowej. On
                          pewnie uważa to za normalne, że tak być powinno, ale sam w tej roli
                          by się nie widział. Dlatego moja propozycja jest prosta. Zacznij od
                          separacji w ramach waszego związku. Już o nic go nie proś a zacznij
                          się buntować. Bunt jest skutecznym elementem pokazywania, że ma się
                          dosyć - jeśli słowa nie docierają do adresata.

                          Zacznij od prozaicznych rzeczy. Od nauczenia się mówić - Nie - tak
                          samo jak on Tobie odmawia. W łózku... myslę, że jesli macie takie
                          możliwości, zawijanie się w osobną kołdrę i traktowanie męża jak
                          sublokatora, albo spanie osobno - może obudzi w nim resztkę
                          samokrytycyzmu. Pytanie moje jednak brzmi - czy to co w Tobie się
                          buntuje jest na tyle silne, że gotowa jesteś do konfrontacji na
                          twoich warunkach. Bo to, iż jestescie w stanie wojny - już jest
                          faktem. Najlepsze rozwiązanie - to separacja w związku. Czyli
                          pokazywanie, że pewne rzeczy już nie moga miec miejsca. Twarde
                          respektowanie pewnych rzeczy. Niestety musisz w swojej głowie
                          dokonac pewnego przemeblowania. Pierwsze - poza kasą, nie masz co na
                          męża liczyć. Będzie Ci lżej, bo teraz powinnaś wyłacznie dbac o
                          siebie i dziecko. Pogudź się powoli z myślą, że Twój związek czeka
                          na poczatku separacja. Czy to skończy się rozwodem? Nie wiem. Wciąż
                          wierzę, że nawet w najdurniejszym samcu tkwi jakiś mechanizm
                          obronny, który jest w stanie wykrzsać w nim odruchy ludzkie. Że się
                          przebudzi. Gdybym tej wiary nie miał, już teraz zaproponowałbym Wam
                          rozstanie. Z tego co napisałaś, Wasze rozstanie budzi u niego obawy.
                          Pytanie, czy budzi równiez u Ciebie? Miej świadomość, że nawet
                          separacja - skończyć się może tym, że on znajdzie kolejną naiwną,
                          która zajmie Twoje miejsce. Oczywiście może to się też skończyć tym,
                          że Ty znajdziesz fajnego faceta, który nijak nie będzie podobny do
                          twojego męża. Jednak czeka Cię ciężka praca i świadomość, iż
                          dokonałas prawdopodobnie złego wyboru faceta na męża i póki jeszcze
                          jestes atrakcyjna i masz przed sobą zycie, musisz rozważyć teraz w
                          swojej głowie dalsze kroki zmierzające do przywrócenia w miarę
                          pozytywnego stanu dla Ciebie.

                          Przemyśl już na spokojnie - czego chcesz. Szukanie teraz kochanka, w
                          przypadku twoich problemów zdrowotnych - tego Ci odradzam. Myślę, że
                          jesli przemyslisz wszystko, ustalisz sobie plan działania w stylu:
                          kto się gdzie wyprowadza, czy rozstanie jest ostateczne czy tylko na
                          moment, etc. sama dojdziesz do rozwiązania.
                          Z tego co napisałaś - ja widzę wyłacznie zrujnowany związek.
                          I możesz już tylko podjąć próbę ostateczną - czyli odseparowac się
                          od męża mieszkając z nim nadal - ale na zasadzie sublokatorów, czy
                          po prostu zakończenia tego wszystkiego i podjęcia póby ułożenia
                          sobie zycia na nowo - już na wyłacznie twoich warunkach.
                          Ja innego rozwiązania już nie widze, jeśli jest tak - jak piszesz.
                          Osiągasz poziom zgorzknienia, który każdemu odbiera nadzieję.
                          • tilia.cordata Re: Dla mnie wszystko jest zrozumiałe 30.10.07, 08:17
                            Dziękuję Ci za poświęconą mi uwagę i czas.
                            Każdą Twoją radę i sugestię jeszcze raz przemyślę. Zweryfikuję też
                            swoje postępowanie. Poszukam w sobie winy, bo może jest tak, jak
                            piszesz - prowokuję go w nieuświadomiony do końca sposób.
                            Może też jest tak, że chcę za wszelką cenę mieć spokój, chcę by było
                            jak dawniej i zamykam się na prawdę...
                            Jakby nie było, to naprawdę ostatni dzwonek na zmianę.

                            Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i jeszcze raz dziękuję za Twoje
                            słowa:)
          • p_k_79 Glos.. 28.10.07, 09:41
            > Twój mąż poszedł w ślady ojca, wiesz to? Tylko, że nie wie iż chce
            Cię
            > zdominować w inny sposób - nagradzając i karząc seksem i emocjami.


            A Ty każesz Jej zrobić to samo??!
            Piszesz bzdury. Seks to nie system nagród i kar; i zawsze
            traktowanie go, jako narzędzia w rozgrywce "Kto silniejszy",
            przynosi straty i obraca się przeciwko Obojgu. W dodatku niszczy
            sukcesywnie nawet najgorętszą miłość, co dopiero taką nadszarpniętą
            zębem czasu.
            Wiesz, co powie w miarę inteligentny Człowiek, kiedy druga Połówka
            zawinie się w kołdrę po raz wtóry? Nie, to nie! Nie jestem
            dzieckiem, żebyś mną rządziła! Ona seksu mieć nie będzie tego
            wyśnionego, a nawet żadnego - za to On dojrzeje do seksu na boku. I
            wiem to z nie jednego doświadczenia, nawet swojego. Byłam kochanką
            Mężczyzny, którym Żona tak pograła, zamiast na spokojnie sprawę
            omówić. Ja mogłam jakoś to zrobić i stał się fantastycznym
            kochankiem bez warunków, bez dziecinnego owijania się kołdrą i bez
            pogrywania na męskim ego "jak nie chcesz tak jak ja, to Ty też nie
            dostaniesz". A potem pogłaskałam Pana po głowie i odesłałam do Żony.
            Mam nadzieję, że się Im układa. Ale Jego Pani fochy nie sprawiły, że
            Pan się postarał, tylko, że poszedł na bok - na pewno tak by chciała
            Autorka wątku?? Wątpię.. Nikt nie pozwoli sobą pomiatać - takie
            sprawy załatwia się inaczej.

            Zauważyłam, że Ty stosujesz środki wybiórczo: szantaż jest zły,
            kiedy Ty go uznasz za taki; ale, jeśli uznasz, że gdzie indziej jest
            dobry, to już piszesz, ża cacy. Lekko ważac - hipokryzja i brak
            zasad wewnętrznych. Albo coś się uważa za dobre, albo za złe.
            Inaczej jest się chorągiewką, choć paradoksalnie takiej chorągiewce
            wydaje się, że jest zasadniczym i konsekwentnym Człowiekiem.


            To, co w ogóle tutaj opisujesz, to nie wspólne staranie się o
            Związek i wzajemne dopingowanie, tylko szczeniackie przeciąganie
            kocyka na swoją stronę, wieczne podchody i walka o dominację. Droga
            donikąd. Jakbym się miała tak męczyć, to wolałabym być sama, no
            sorry. I wiesz, co można wyczytać z treści Twoich postów, nie z
            emocji? Że to właśnie taka Twoja postawa jest przyczyną rozpadu
            Twojego Związku (nie łudzę się, ze chociażby przed sobą przyznasz w
            tym miejscu mi rację, bez obaw), nie Czyjaś zdrada. Bo zapewne tej
            zdrady też istniał powód - i jeśli jesteś takim dominatorem i w taki
            sposób załatwiasz sprawy, to zaczynam wyraźnie ten powód dostrzegać.
            Chyba zrobiłabym Ci taki sam numer.

            "i gdyby teraz 100 facetów zaprzeczyło..".. A Ty, przepraszam,
            nieomylny jesteś? Cała reszta męskiej populacji się myli, jeśli
            uważa inaczej, a Ty masz rację?? Trochę pokory i samokrytyki.. Alfą
            i Omegą nie jesteś, Nikt z nas nie jest. Piszesz te wszystkie "rady"
            tonem nieznoszącym sprzeciwu. Dlaczego tak uważam? Bo jednocześnie
            to, co krytykujesz, obwarowujesz negatywnymi komentarzami,
            inwektywami ("idiota", ect.), a to, co "doradzasz" przedstawiasz,
            jako wręcz pewnego rodzaju awans inteligencji Autorki. Tym samym
            wysyłasz komunikat "jeśli pozwolisz na.. to jesteś idiotką; jeśli
            mnie posłuchasz i zrobisz.. to znaczy, że zmądrzałaś".. cóż, Nikt
            głupi być nie chce, więc jest spora szansa na to, że po takiej
            manipulacji >negatyw/pozytyw< Pytająca posłucha.
            Pytanie tylko, co Jej powiesz, jeśli zastosuje i.. przegra (mówiąc
            Twoją terminologią). Ano powiesz "bo palant i nie kocha".. ale to
            JEJ się będzie waliło życie, nie Tobie. I wcale nie dlatego, że On
            nie kocha, tylko dlatego, że przez takie rozgrywki może dopiero
            przestać kochać i stać się też wyrachowanym graczem.
            Skoro Twój Związek się rozpadł z hukiem, to może nie doradzaj, jak
            Związki utrzymywać, bo nie masz kompetencji tym samym, przez co tak
            naprawdę doradzasz, jak je rozwalać. Choć masz wrażenie ba! głębokie
            przekonanie, że jest inaczej.


            Pozdrowienia niedzielne.
            • glosatorr Re: Glos.. 28.10.07, 10:21
              p_k_79 napisała:

              > > Twój mąż poszedł w ślady ojca, wiesz to? Tylko, że nie wie iż chce
              > Cię
              > > zdominować w inny sposób - nagradzając i karząc seksem i emocjami.
              >
              >
              > A Ty każesz Jej zrobić to samo??!

              Chyba nie czytasz uważnie.

              > Piszesz bzdury.

              Chyba nie rozumiesz tego co piszę.

              > Seks to nie system nagród i kar;

              Ja to wiem.

              > i zawsze
              > traktowanie go, jako narzędzia w rozgrywce "Kto silniejszy",
              > przynosi straty i obraca się przeciwko Obojgu.

              Jak na razie ten system stosuje jej mąż. Ze szkodą dla Obojga.


              > W dodatku niszczy
              > sukcesywnie nawet najgorętszą miłość, co dopiero taką nadszarpniętą
              > zębem czasu.

              No właśnie to widzę.
              I pokazuję.

              > Wiesz, co powie w miarę inteligentny Człowiek, kiedy druga Połówka
              > zawinie się w kołdrę po raz wtóry? Nie, to nie!

              Nie - w miarę inteligentny człowiek zada pytanie: Dlaczego.
              Głupi - faktycznie powie: Nie, to nie. Problem w tym, że dziewczyna ma durnego
              męża, do którego słowa nie docierają, więc czas przejść do języka faktów,
              migowego, tresowania.

              > Nie jestem
              > dzieckiem, żebyś mną rządziła! Ona seksu mieć nie będzie tego
              > wyśnionego, a nawet żadnego - za to On dojrzeje do seksu na boku.

              Dokładnie - i pokaże to czego moja rozmówczyni jeszcze nie dostrzega, że jej
              Miłość jest jednostronna, zaś uczucia jej męża są warunkowe.

              > I
              > wiem to z nie jednego doświadczenia, nawet swojego. Byłam kochanką
              > Mężczyzny, którym Żona tak pograła, zamiast na spokojnie sprawę
              > omówić.

              Zwróć uwagę = że rozmowy nie skutkują.
              Jeśli rozmowy nie skutkują - trzeba działać na zasadzie - bodziec -reakcja.

              > Ja mogłam jakoś to zrobić i stał się fantastycznym
              > kochankiem bez warunków, bez dziecinnego owijania się kołdrą i bez
              > pogrywania na męskim ego "jak nie chcesz tak jak ja, to Ty też nie
              > dostaniesz".

              Nie - Ty wlazłaś z kopytami w związek i nie byłaś żadną terapeutką od seksu.
              Zamiast Panu wytłumaczyć, że ma naprawiać związek będąc w związku, wyszkoliłaś
              go w seksie. Nic więcej. Problemy z seksem są wyłacznie skutkiem - a nie
              przyczyną. Seks jest jak papierek lakmusowy - jeśli dzieje się z nim coś złego -
              to znaczy, że w związku, z uczuciami, ze stronami dzieje się źle.
              Nie masz się czym chlubić.

              > A potem pogłaskałam Pana po głowie i odesłałam do Żony.

              No po prostu byłaś jak ta Matka Teresa! Ja Cię chwalić nie będę.
              To co piszesz jest dorabianiem ideologii czy próbą pozbycia się wyrzutów
              sumienia? Jeśli żona mówi mężowi właśnie tak - ciałem, mówiąc nie...bo mnie nie
              słuchasz i on idzie do kochanki by się z nią bzykać - to kochanka jest niczym
              innym jak alternatywą masturbacji a problem pozostaje nierozwiązany.
              Trzeba było nauczyć jego żonę co jak z marudera zrobić w łóżku bohatera, a nie
              być kochanką żonatego mężczyzny mającego problemy w domu. Ja Ci orderu nie dam.

              > Mam nadzieję, że się Im układa.

              Próżne nadzieje. Właśnie - dowiedz się. Idę o zakład, że wcale im się nie układa.

              > Ale Jego Pani fochy nie sprawiły, że
              > Pan się postarał, tylko, że poszedł na bok

              Rozumiem - czyli szantaż - Pani nie posłucha, żonie nie dogodzi, a jak żona
              postawi twarde warunki, to pójdzie do kochanki. Ok - niech idzie! Tylko wtedy
              niech powie to żonie. I sytuacja będzie jasna. Bo jeśli ktoś kogoś kocha i nie
              widzi problemu - to zadaje pytanie: Co się dzieje. Bo kocha. A jeśli ktoś na
              tekst - Nie, bo nie jestem Twoim pojemnikiem na spermę, nie, bo ja chcę się
              kochać a nie być wybzykana - Pan wstaje i idzie szukać kochanki - to znaczy, że
              żony nie kocha. Proste, oczywiste i jasne.

              > Nikt nie pozwoli sobą pomiatać

              No właśnie - odradzam Autorce wątku pomiatanie sobą.

              > - takie
              > sprawy załatwia się inaczej.
              >
              Tak jak Ty? Kochankę, kochanka można znaleźć w każdej chwili - tylko to nie jest
              rozwiązanie problemu, ale utopienie i eskalacja problemu. Dołożenie nowegpo
              > Zauważyłam, że Ty stosujesz środki wybiórczo: szantaż jest zły,
              > kiedy Ty go uznasz za taki;

              Nie - ja wyznaje zasadę umiejętnego posługiwania się narzędziami. W przypadkach
              skrajnych czasami trzeba łopatologicznie. Szantaż wobec kretyna, do którego nie
              trafiają wszystkie inne metody - mniej inwazyjne - jest dobry. Widelcem można
              zjeść ale i zabić. Jeśli więc człowiek jakąś metodą posługuje się właściwie i
              umiejętnie - to przyniesie to skutek.
              Natomiast to nie jest szantaż. To próba zwrócenia uwagi. Potrząśnięcie.

              > Lekko ważac - hipokryzja i brak
              > zasad wewnętrznych.

              Powtórzę jeszcze raz - nie rozumiesz tego co piszę - wiec zachowaj sobie ocenę
              mojej osoby dla siebie. Ja Ciebie nie oceniam.

              > Albo coś się uważa za dobre, albo za złe.

              Owszem - a nóż - jest zły? Czy dobry? Widelec? zły czy dobry?
              Czy waląc gwałciciela widelcem w oko - robię źle? Broniąc się?
              Nie. I to nie jest hipokryzja, tylko umiejętność stosowania środków obojętnych
              samych w sobie dla dobra człowieka. Wiesz, że leki zabijają w większych dawkach?
              Czy należy ich nie stosować? A to, że zatrzymanie Pana wpychającego swojego
              penisa do pochwy żony - by mu w ten sposób coś powiedzieć - Ty uważasz za
              szantaż. Ok - Ty uważaj. Ja nie uważam, że top jest szantaż - ja uważam to za
              perswazję.
              Natomiast hipokryzją jest jak ktoś przyznaje się, że dobijał czyjeś małżeństwo
              będąc kochanką i zaczyna udzielać rad nie rozumiejąc co ktoś inny do kogoś
              innego pisze.


              >
              >Że to właśnie taka Twoja postawa jest przyczyną rozpadu
              > Twojego Związku (nie łudzę się, ze chociażby przed sobą przyznasz w
              > tym miejscu mi rację, bez obaw), nie Czyjaś zdrada.

              Nie wiesz co było przyczyną rozpadu mojego związku i wypraszam sobie.
              Nic nie piszę na temat mojego związku i jego rozpadu. Jedno Ci powiem - nawet
              się nie domyślisz. Więc nie gdybaj.

              > Bo zapewne tej
              > zdrady też istniał powód

              Nie - i tu Cię zaskoczę - nie istniał. :-) Nie było podstaw do zdrady z mojej
              strony. I teraz kombinuj - i ciekawe co wymyślisz :-)

              A reszty nie komentuję, bo naprawdę się za szybko, napuszasz i emocjonalnie
              reagujesz zamiast na spokojnie się najpierw zastanowić.
              Buźka ;))
              • p_k_79 Re: Glos.. 28.10.07, 11:23
                >
                > Chyba nie czytasz uważnie.

                Czytam bardzo uważnie. Na to, że On pogrywa radzisz, by pogrywać
                zaczęła Ona.. gdzie widzisz różnicę??



                > Chyba nie rozumiesz tego co piszę.

                Rozumiem doskonale.

                >
                > Ja to wiem.Nie widać, skoro radzisz owinąć się kiłdrą i "nie dać"
                Panu nagrody, tym samym ukarać.




                > Jak na razie ten system stosuje jej mąż. Ze szkodą dla Obojga.

                Nie widzę. Widzę, że po prostu ma to gdzieś tak naprawdę i do Niego
                nie dociera, że to aż taki problem. To co innego, niż świadoma
                manipulacja seksem.

                >
                > No właśnie to widzę.
                > I pokazuję.

                I doradzasz zintensyfikować tożsamym postępowaniem ze strony Pani..
                rzeczywiście, rozwiązanie:)



                >
                > Nie - w miarę inteligentny człowiek zada pytanie: Dlaczego.

                Nie. Nie w tak intymnej kwestii, jaką jest seks i ppostawienie
                szlabanu. A już na pewno nie Mężczyna, Wy nie dociekacie, tylko
                działacie akcja-reakcja.



                > Głupi - faktycznie powie: Nie, to nie. Problem w tym, że
                dziewczyna ma durnego
                > męża, do którego słowa nie docierają, więc czas przejść do języka
                faktów,
                > migowego, tresowania.

                Znasz Go? Wiesz, jakim jest Człowiekiem? Jak do Niego dotrzeć? Nie
                wiesz. I możesz bardziej zaszkodzić przez to, niż pomóc. Podajesz
                gotową receptę na konkretną osobowość.. ale niekoniecznie na Jego
                osobowość - skutki mogą być odwrotne i dla Nikogo nie pozytywne.



                > Dokładnie - i pokaże to czego moja rozmówczyni jeszcze nie
                dostrzega, że jej
                > Miłość jest jednostronna,

                A skąd to wiesz? Bo nie nauczono Go, że seks jest jedną z
                przestrzeni, które pozwalają pokazać, że się Kogoś kocha? Tacy
                Ludzie też istnieją - wpojono Im, że miłość okazuje się czynem:
                dbaniem o byt, opieką, ect., a nie seksem. Ich wina? Nie. Tylko
                trzeba bardzo dużo cierpliwości, a czasem pomocy specjalisty, by
                zakorzenić inne myślenie na miejsce wyniesionego z domu.


                > zaś uczucia jej męża są warunkowe.

                Tak? A Jej nie, skoro dalszą przyszłość opiera na.. seksie? jeśli
                będzie dobry - jesteśmy razem, jeśli nie - won! To Jej nie
                proponujesz uwarunkowania uczuć i to od.. łóżka??



                > Zwróć uwagę = że rozmowy nie skutkują.

                Bo może są niewłaściwie prowadzone i bardziej opierają się na "nie
                robisz..", zamiast na czytelnym komunikacie, który jako jedyny
                działa na Mężczyzn? Od tego nie zacząłeś pytań, tylko od razu
                założyłeś, że rozmowy są właściwie prowadzone i trzeba szukać
                drastycznych środków..



                > Jeśli rozmowy nie skutkują - trzeba działać na zasadzie - bodziec -
                reakcja.

                Powtarzam, rozmowy nie muszą być właściwie prowadzone. Kobiety
                często zamiast "zrób to, to i to" mówią "jest mi źle, bo robisz
                to.." - ale czym zastąpić już nie ma dalej.. Komunikat z tego płynie
                taki, że.. Facet słyszy, że robi wszystko źle. Koniec. Kropka.
                Mobilizujące do zmian, nie?

                >
                > Nie - Ty wlazłaś z kopytami w związek Bzdura. W nic nie właziłam,
                to On szukał - ja Go ani nie kochałam, ani nie zamierzałam z Nim
                być. To był tylko seks, nic poza.


                i nie byłaś żadną terapeutką od seksu.

                Pewnie, że nie byłam. I wskazuję tu tylko różnicę w podejściu do
                problemu, nie dopisuj sobie i nie dorabiaj ideologii.


                > Zamiast Panu wytłumaczyć, że ma naprawiać związek będąc w związku,
                wyszkoliłaś
                > go w seksie.

                Nie moja sprawa, jak się ma Związek Pana. Miałam ochotę na seks z
                Nim, to ją zrealizowałam. To On obiecywał wierność Żonie, nie ja
                pilnowanie, by tego przyrzeczenia dotrzymał.



                Nic więcej. Problemy z seksem są wyłacznie skutkiem - a nie
                > przyczyną. Seks jest jak papierek lakmusowy - jeśli dzieje się z
                nim coś złego
                > -
                > to znaczy, że w związku, z uczuciami, ze stronami dzieje się źle.

                Dokładnie. Jak się Kogoś nawet nie dotknie, bo "wyrośliśmy już z
                seksu", zamiast powiedzieć szczerze "chciałabym, żebyś mnie dotykał
                tak, tak i tak", to.. się ma, co się ma, czyli męża sypiającego z
                kochanką na boku i pustkę we własnym łożu.


                > Nie masz się czym chlubić.

                A odróżniasz chwalenie się od przytoczenia przykładu na temat?
                Polecam..


                >
                > No po prostu byłaś jak ta Matka Teresa!

                Bynajmniej, przestał mnie kręcić seks z Nim.


                Ja Cię chwalić nie będę.

                Nie oczekiwałam - nie ja jestem bohaterką wątku i nie ja o cokolwiek
                pytałam.


                > To co piszesz jest dorabianiem ideologii czy próbą pozbycia się
                wyrzutów
                > sumienia?

                Nic z powyższych. Wyrzutów nie miałam, ideologii nie potrzebuję -
                robię, co chcę i z czym jest mi dobrze. Jeśli mi przestaje
                odpowiadać, przestaję to robić.


                Jeśli żona mówi mężowi właśnie tak - ciałem, mówiąc nie...bo mnie nie
                > słuchasz i on idzie do kochanki by się z nią bzykać - to kochanka
                jest niczym
                > innym jak alternatywą masturbacji a problem pozostaje
                nierozwiązany.

                I bardzo dobrze, ja Go również inaczej nie traktowałam - Obojgu
                chodziło tylko o seks. teraz jesteśmy Kumplami, czasami spotykamy
                się, żeby pogadać i uśmiechnąć się do wspomnień. Po prostu się
                lubimy. Miałabym kaca moralnego, jeśli by się zakochał - i od razu
                warunek, ze to tylko łóżko i koleżeństwo poza nim, postawiłam. Nie
                żeruję na Czyichś uczuciach - po co?


                > Trzeba było nauczyć jego żonę co jak z marudera zrobić w łóżku
                bohatera, a nie
                > być kochanką żonatego mężczyzny mającego problemy w domu.

                A co mnie to? Terapeutką nie jestem, jak sam zauważyłeś:)


                Ja Ci orderu nie dam.

                Powtarzasz się:)



                > Próżne nadzieje. Właśnie - dowiedz się. Idę o zakład, że wcale im
                się nie układ
                > a.

                Skoro są, a Pan już seksu na boku nie potrzebuje, pewnie jest ok.
                Poza tym, nie wnikam - nie moja sprawa, powtarzam:) Uparcie
                usiłujesz nadać temu przykładowi inne znaczenie, niż właściwe - to
                był przykład na to, do czego może doprowadzić durne traktowanie
                seksu jako narzędzia władzy w Związku, a nie przykład, jak uczyć
                czegoś Kogokolwiek.



                >
                > Rozumiem - czyli szantaż - Pani nie posłucha, żonie nie dogodzi, a
                jak żona
                > postawi twarde warunki, to pójdzie do kochanki. Ok - niech idzie!

                Twarde warunki można postawić subtelnie - tak, że to Ppan będzie
                myślał, że sam wpadł na nowy pomysł łóżkowy. Trochę starań, nie
                tylko zawodzenia i złości, kiedy dopada frustracja.


                Tylko wtedy
                > niech powie to żonie.

                Po co? Ona zagra, to On się odegra - proste raczej. Nie chce nowej
                Żony, tylko seksu - nie mylmy pojęć.


                I sytuacja będzie jasna. Bo jeśli ktoś kogoś kocha i nie
                > widzi problemu - to zadaje pytanie: Co się dzieje.

                Bzdura. Tak robi Kobieta. Mężczyzna jeden na milion - i warto to
                przyjąć do wiadomości i bazować na faktach, nie się łudzić, że nagle
                On stanie się chodzącym pytajnikiem. Takie rzeczy, to tylko w Erze..



                Bo kocha. A jeśli ktoś na
                > tekst - Nie, bo nie jestem Twoim pojemnikiem na spermę, nie, bo ja
                chcę się
                > kochać a nie być wybzykana - Pan wstaje i idzie szukać kochanki -
                to znaczy, że
                > żony nie kocha. Proste, oczywiste i jasne.

                W żadnym wypadku. Gdybym usłyszała, w drugą stronę, tekst "jestem
                tylko spermą w spodniach?", poczułabym się mocno zniesmaczona i nie
                wierzyłabym, że takie słowa może z siebie wydobyć Ktoś, kto kocha.
                Co to w ogóle za teksty?? Co to za argumenty? Taką drogą, to
                najłatwiej dojść do nienawiści, nie do porozumienia..



                No właśnie - odradzam Autorce wątku pomiatanie sobą

                ..a sposobem na to czynisz pomiatanie Nim.. ot, rozwiązanie,
                rzeczywiście.. To w końcu uwarzasz, że pomiatanie jest fair, czy
                nie? Bo nie widzę tu żadnej opinii, tylko lawirowanie moralnością..
                Jak On pomiata (ja tak nie uważam, ale nieistotne w tym momencie),
                to jest be.. jak Ona będzie pomiatać, będzie cacy.. przedszkole? Czy
                jedynie dualizm moralny?



                > Tak jak Ty?

                Powiedziałam, to był przykład konsekwencji zaproponowanej przez
                Ciebie zagrywki, nie rozwiązanie problemu
                • glosatorr Re: Glos.. 28.10.07, 14:44
                  p_k_79 napisała:

                  > >
                  > > Chyba nie czytasz uważnie.
                  >
                  > Czytam bardzo uważnie. Na to, że On pogrywa radzisz, by pogrywać
                  > zaczęła Ona.. gdzie widzisz różnicę??

                  Dlaczego nazywasz to grą? Chcesz się ze mną wykłócać o słowa?
                  To nie jest gra - to jest próba przebicia się przez mur niewiedzy faceta. A
                  przebijając się czasami trzeba używac twardych środków. By nim potrząsnąć, by
                  zmusić go do myślenia. Ty przez to, że nazywasz takimi samymi słowami - nie
                  widzisz niuansów. Ale to Twój problem - zauważ, że moja rozmówczyni mnie rozumie
                  a ja ją.
                  TY nie musisz.


                  > Rozumiem doskonale.
                  >
                  Nie. I wybacz, ja nie mam ochoty Ci tłumaczyć.


                  >
                  >
                  >
                  > > Jak na razie ten system stosuje jej mąż. Ze szkodą dla Obojga.
                  >
                  > Nie widzę. Widzę, że po prostu ma to gdzieś tak naprawdę i do Niego
                  > nie dociera, że to aż taki problem. To co innego, niż świadoma
                  > manipulacja seksem.

                  Najfajniejsze - że Ty się bawisz w semantykę. Czy to nazwiesz tak jak Ty czy ja
                  - nie zmienia to faktu, że jej mąż ma swoją żonę gdzieś.
                  Cała reszta to tylko słowa...

                  >

                  >
                  > >
                  > > Nie - w miarę inteligentny człowiek zada pytanie: Dlaczego.
                  >
                  > Nie. Nie w tak intymnej kwestii, jaką jest seks i ppostawienie
                  > szlabanu. A już na pewno nie Mężczyna,

                  Nie facet - mężczyzna zawsze zapyta. I właśnie na niuansach się gubisz
                  dziewczyno. Starasz się myśleć liniowo. Ja nie mam Twoich ograniczeń/

                  > Wy nie dociekacie, tylko
                  > działacie akcja-reakcja.
                  >
                  Jacy MY? Ja nie jestem MY. I widzisz, do tego prowadzi generalizowanie. Ja nie
                  działam wg. tych zasad. Dlatego mogę nabrać dystansu i zanalizować z Autorką jej
                  problem na spokojnie.


                  > Znasz Go? Wiesz, jakim jest Człowiekiem?

                  A Ty go znasz? Fajny zabieg mający za zadanie zamknąć usta. Nie - znam przypadek
                  opisany przez jego żonę. Na tym bazuję.
                  Ty też zresztą.

                  >Jak do Niego dotrzeć?

                  Na bazie tego co tutaj pisze jego żona - ja wiem jak dotrzeć.

                  > Nie
                  > wiesz.

                  Wiem - i nie wmawiaj mi swoich problemów, bo ja ich nie mam ;)

                  > I możesz bardziej zaszkodzić przez to, niż pomóc.

                  Co Ty powiesz? Wątpię, bym zaszkodził. Może dlatego, iż wiem co mówię?

                  > Podajesz
                  > gotową receptę na konkretną osobowość..

                  Nie - pokazuję co widzi obcy mężczyzna w tym co pisze tutaj pewna kobieta. Nie
                  podaję recept. Za to pokazuje możliwe rozwiązania. Albo gdy ich nie widzę, mówię
                  o tym. Ciekawe, bo inni robią podobnie - ale jakoś im nie zwracasz uwagi. Gdzie
                  indziej sama dajesz rady. I co? Boli Cię to, iż jestem radykalny? :-)
                  Ja się nie boję ;))
                  > > Dokładnie - i pokaże to czego moja rozmówczyni jeszcze nie
                  > dostrzega, że jej
                  > > Miłość jest jednostronna,
                  >
                  > A skąd to wiesz?

                  Bo myślę, kojarzę, mam pewną wiedzę, praktykę, znam życie...

                  > Ich wina? Nie.

                  A czemu Ty patrzysz z punktu widzenia winy!
                  Tu nie o winę chodzi. Jeśli psychopata morduje człowieka, nie zastanawiam się
                  jaka jest wina, ze jest psychopatą, jeśli cżłowiek którego niszczy krzyczy: Pomocy.
                  Co z tego, że to może nie jego wina. Ale już za późno na żal. Trzeba działać. A
                  jej mąż nawet nie chce słuchać kobiety, która go kocha a on pewnie ma pewność,
                  że ją kocha właściwie. I co z tego?

                  >Tylko
                  > trzeba bardzo dużo cierpliwości, a czasem pomocy specjalisty, by
                  > zakorzenić inne myślenie na miejsce wyniesionego z domu.
                  >
                  No widzisz - Ty masz swoje zdanie a ja swoje. I teraz autorka posłucha i Twojego
                  zdania i mojego i wyrobi sobie własne.
                  Prawda?

                  >
                  > > zaś uczucia jej męża są warunkowe.
                  >
                  > Tak? A Jej nie, skoro dalszą przyszłość opiera na.. seksie?

                  No widzisz - nie czytasz dokładnie. A ja nie mam tyle czasu, by Ci tłumaczyć to
                  co rozumie Autorka a nie rozumiesz ty.
                  Ok? Jeśli chcesz podyskutować o konkretnych sprawach - proponuje napisac maila. Ok?

                  > jeśli
                  > będzie dobry - jesteśmy razem, jeśli nie - won!

                  Dokładnie - bo kiedy ludzie się kochają, chcą być razem na dobre izłe - i nawet
                  jak coś nie wychodzi, to zależy im by było dobrze. Jeśli jednej stronie nie
                  zależy - tak. Jeśli się zrobiło wszystko by zaczeło zależeć i to nie skutkuje -
                  to mówi się WON. Małżeństwo to nie niewola, to nie wyzysk - kumasz?


                  >
                  > Bo może są niewłaściwie prowadzone

                  A co jeśli są prowadzone dobrze? Ja potrafię się postawić w sytuacji faceta. I
                  wiem, że jak kobieta mówi do faceta, który ją słucha - to w końcu coś tam do
                  faceta dociera. Po tym co napisała Autorka ja widzę, że jej facet choćbyś na
                  głowie stanęła - wie swoje. Czas więc na mediację minął - trzeba sięgnąć po
                  mocniejsze środki ;))
                  To nas różni. Ty jesteś kobieta ja jestem mężczyzną.


                  > >
                  > > Nie - Ty wlazłaś z kopytami w związek Bzdura. W nic nie właziłam,
                  > to On szukał - ja Go ani nie kochałam, ani nie zamierzałam z Nim
                  > być. To był tylko seks, nic poza.

                  Moje ulubione uzasadnienie włażenia i rozwalania ludziom związków ;))
                  On sam chciał, ja chciałam tylko seksu - po prostu jesteś jak Siostra
                  Miłosierdzia ;))

                  >
                  >
                  > i nie byłaś żadną terapeutką od seksu.
                  >
                  > Pewnie, że nie byłam.

                  Dobrze, że to dostrzeglaś.

                  > I wskazuję tu tylko różnicę w podejściu do
                  > problemu, nie dopisuj sobie i nie dorabiaj ideologii.

                  Robię dokładnie to samo, co Ty robisz wobec mnie. Widzisz jak miło?

                  >

                  >
                  > Nie moja sprawa, jak się ma Związek Pana.

                  No widzisz - to się nazywa ucieczka od odpowiedzialności. Niestety - choćbyś to
                  robiła tylko dla seksu - to wpłynęłaś na związek tego Pana.

                  >Miałam ochotę na seks z
                  > Nim, to ją zrealizowałam. To On obiecywał wierność Żonie, nie ja
                  > pilnowanie, by tego przyrzeczenia dotrzymał.
                  >
                  To się nazywa skrajny egoizm - niestety chcąc tylko seksu, wywarłaś wpływ na
                  jego związek a skutki tego spadają także na Ciebie. Dlatego ja nie zadaję się z
                  mężatkami. :)


                  >
                  > Dokładnie.

                  Cieszę się, że przynajmniej tutaj jest zbieżność.

                  >
                  >
                  > > Nie masz się czym chlubić.
                  >
                  > A odróżniasz chwalenie się od przytoczenia przykładu na temat?
                  > Polecam..

                  Umiem czytać ze zrozumieniem ;)

                  >
                  >
                  > >
                  > > No po prostu byłaś jak ta Matka Teresa!
                  >
                  > Bynajmniej, przestał mnie kręcić seks z Nim.

                  Szkoda... Może może byś w takim razie dowiedziała się, czy Twoja potrzeba
                  zaspokojenia seksu w łańcuchu przyczynowo skutkowym doprowadziła to jakichś
                  tragedii? Bo ja wyczuwam w Tobie taką ucieczkę od odpowiedzialności. :-)


                  >
                  > Skoro są, a Pan już seksu na boku nie potrzebuje, pewnie jest ok.

                  In się pewnie zajebiście kochają - jednak dam Ci order ;))

                  > Poza tym, nie wnikam - nie moja sprawa, powtarzam:)

                  Niestety - to też Twoja sprawa. Zrobiłaś coś, co pozostanie już piętnem na tym
                  związku. Nie uciekaj od odpowiedzialności. Za włąsne czyny niezależnie od motywu
                  jakim się kierowałaś. "To tylko seks..." - to uzasadnienie wielu ludzi, którzy
                  zrobili innym piekło na ziemi.


                  > Uparcie
                  > usiłujesz nadać temu przykładowi inne znaczenie, niż właściwe

                  No widzisz - bo chcę Ci pokazać, że można na to samo spojrzeć z dwóch różnych
                  punktów widzenia, i te dwa różne punkty widzenia są równouprawnione.

                  >- to
                  > był przykład na to, do czego może doprowadzić durne traktowanie
                  > seksu jako narzędzia władzy w Związku, a nie przykład, jak uczyć
                  > czegoś Kogokolwiek.

                  To był przykład durnego faceta, który zamiast rozwiązać problem w swoim związku,
                  zostawił go i poszedł bzykać się z kochanką. Który na pierwszej przeszkodzie -
                  dał d.... Jeśli mąż Pani Autorki postąpiłby po tym dokładnie tak samo - miałaby
                  dowód, że: ma głupiego męża, że on jej nie kocha, że jemu na niej nie zależy i
                  pare jeszcze miałaby argumentó
                  • p_k_79 Re: Glos.. 28.10.07, 16:46
                    >
                    > Dlaczego nazywasz to grą?

                    Bo to jest gra. Punktowana. Zrobisz co zechce - zaliczysz bazę. Nie
                    zrobisz - guzik z rozgrywek.


                    > Chcesz się ze mną wykłócać o słowa?

                    Bynajmniej, ale ten argument za chwilę wykorzystam w drugą stronę,
                    bo inaczej się z Tobą nie da:)


                    > To nie jest gra - to jest próba przebicia się przez mur niewiedzy
                    faceta.

                    Grą. Taki sposób na to przebicie się serwujesz.


                    A
                    > przebijając się czasami trzeba używac twardych środków.

                    Głupich raczej i prowadzących Mężczyznę wprost poza Jej łóżko.


                    By nim potrząsnąć, by
                    > zmusić go do myślenia.

                    On nie jest Dzieckiem. A z Dorosłymi się rozmawia. Zresztą.. z
                    Dziećmi też, choć wielu nadal myśli, że lepiej ppotrząsać, bo to
                    czas skraca.


                    Ty przez to, że nazywasz takimi samymi słowami - nie
                    > widzisz niuansów.

                    Bynajmniej. Ty nazywasz tymi samymi, ja Ci pokazuję dziury i różnice.


                    Ale to Twój problem - zauważ, że moja rozmówczyni mnie rozumi
                    > e
                    > a ja ją.
                    > TY nie musisz.

                    Najmniejszy, bo to w ogóle nie jest mój problem. Jej - owszem. A
                    Twoja zdolność do manipulacji negatyw/pozytyw przy konstrukcji
                    wypowiedzi sprawia, że Ona to chłonie, jak gąbka.



                    >
                    > Najfajniejsze - że Ty się bawisz w semantykę. Czy to nazwiesz tak
                    jak Ty czy ja
                    > - nie zmienia to faktu, że jej mąż ma swoją żonę gdzieś.
                    > Cała reszta to tylko słowa...

                    Nie. To spora różnica. Bo jeśli Ona Go teraz zamierza karać za to,
                    czego nie jest świadom, bo jest inaczej wychowany, to chyba będzie
                    Go karać nie za jego winy, co? Pponieważ lubisz przykłady, ten jest
                    prosty: różnica jest taka, jak między karą przewidzianą za
                    zabójstwo, a karą przewidzianą za nieumyślne spowodowanie utraty
                    życia - czyn i jego skutek ten sam, przyczyny diametralnie różne.
                    Ale.. jak to było.. to niuanse, których nie widzisz Ty:)




                    >
                    > Nie facet - mężczyzna zawsze zapyta. I właśnie na niuansach się
                    gubisz
                    > dziewczyno. Starasz się myśleć liniowo. Ja nie mam Twoich
                    ograniczeń/

                    Czekaj, a to jak było.. aha..:

                    > Chcesz się ze mną wykłócać o słowa?

                    :)))

                    Właśnie Mężczyzna nie zapyta - tak jest skonstułowany psychicznie
                    przeciętny Mężczyzna. I stąd się biorą setki pytań na Forach z
                    cyklu "a dlaczego On to.. a dlaczego tamto..".. a bo jasnowidzem nie
                    jest i zamiast kretyńsko czekać, aż zapyta (przeważnie nie pyta,
                    stąd ten forumowy lament setek Niewiast), leppiej ppowiedzieć jasno
                    i wprost. To krótsza droga.. a Ty zdajsie za taką jesteś?:)

                    > >
                    > Jacy MY? Ja nie jestem MY.

                    Mężczyźni, niech będzie. Ty rzeczywiście jesteś raczej teoretyzującą
                    hybrydą (i to nie jest obraźliwe, po prostu odpowiadasz ani jak
                    Mężczyzna, ani jak Kobieta - raczej jak Ktoś, kto się naczytał
                    pseudoporadnikowych publikacji i rubryk "Napisz do.." w róznych
                    babskich czytadłach)


                    I widzisz, do tego prowadzi generalizowanie.

                    Bez generalizowania nie odpowie się na żadne pytanie ogólnie - to po
                    pierwsze. Po drugie, generalizujesz sam, uważając, że na jakieś
                    zachowanie jest jedna słuszna metoda "uleczenia", zamiast podchodzić
                    do tematu jednostkowo, przez pryzmat Osoby, której rada dotyczy.
                    tego ostatniego zrobić nie możesz, nie znasz Gościa, więc.. musisz
                    generalizować, jak Każdy. Po trzecie, generalizowałeś i dosłownie, w
                    tym wątku pisząc do Autorki teksty na nutę: "bo na nas działa.. to i
                    to" - czyli pisałeś o wszystkich Mężczyznach. Bez takiego ping -
                    ponga, bo nie ten adres, jestem zbyt uważna:)



                    Ja nie
                    > działam wg. tych zasad. Dlatego mogę nabrać dystansu i zanalizować
                    z Autorką je
                    > j
                    > problem na spokojnie.


                    Ty może jednak przeczytaj swój pierwszy wpis, bo akurat "na
                    spokojnie" tu niewiele napisałeś. Jeszcze mniej spokojnie napisałbyś
                    dalej, gdyby Autorka śmiała Ci racji nie przyznać.



                    > A Ty go znasz?

                    Nie. Właśnie dlatego nie propponuję takich drastycznych kroków, jak
                    Ty - proste.


                    Fajny zabieg mający za zadanie zamknąć usta.

                    Bynajmniej. Jedynie, byś pomyślał, zanim coś napiszesz. Bo na razie
                    nie widzę tu myślenia, tylko jakieś "jak On Ci tak, to Ty Mu tak" w
                    stylu jaskiniowca.


                    Nie - znam przypade
                    > k
                    > opisany przez jego żonę. Na tym bazuję.

                    Nie widzę, byś zadał jakiekolwiek pytanie dodatkowe, zanim
                    wystrzeliłeś z "poradą" zadziałania >wszystko albo nic< Tak naprawdę
                    nie masz bladego pojęcia, jaki to Człowiek, skąd się wzięły problemy
                    i jakie kroki Ona poczyniła (stwierdzenie "rozmawiałam" moze znaczyć
                    wszystko i.. nic"
                    Niuanse, niuanse..


                    > Ty też zresztą.

                    Dokładnie, dlatego zakwestionowałam Twój pomysł, bo znam go
                    doskonale i znam jego konsekwencje. Wątpię, by o taki efekt chodziło
                    Autorce. Chcesz, żeby była robiona w konia, zdradzana na boku? To
                    rzeczywiście, dobrą radę Jej zaserwowałeś - tylko w takim przypadku
                    dobrą. Bo jeśli chciałeś Jej poradzić na zasadzie, co by na Ciebie
                    podziałało ("ja jestem inny" - jak wyżej powiedziałeś), to kiepski
                    pomysł i znów wąskie widzenie problemu. Dlaczego? Bo On nie jest
                    Tobą. A skoro jest zupełnie inny, to nie zadziała na Niego to, co
                    zadziałałoby na Ciebie. To metodę dopasowuje się do
                    konkretnego "egzemplarza" (nie, nie do problemu, bo do rozwiązania
                    problemu wiedzie wiele dróg, istotny jest konkretny podmiot), nie
                    odwrotnie - dość logiczne. Na komara nie wychodzi zię z armatą, a na
                    krokodyla z procą.. o ile chce się osiągnąć jakiś efekt, nie stracić
                    zdrowie, czas, czy życie.



                    >
                    > Na bazie tego co tutaj pisze jego żona - ja wiem jak dotrzeć.

                    Widzę, że nie wiesz. Inaczej nie kwestionowałabym Twoich "rad".
                    Wszelkie sytuacje, jakie są mi znane, łącznie z moim byłym
                    kochankiem, dowodzą, że to najgorsza z możliwych metod. Zrobi sobie
                    kuku, stosując ją.



                    >
                    > Wiem - i nie wmawiaj mi swoich problemów, bo ja ich nie mam ;)


                    Nie wiesz - i nie wmawiaj mi swoich problemów, bo ja ich nie mam ;)

                    To żadna sztuka takie "mądre" zdanie klepnąć, jak widzisz, też
                    potrafię:)





                    > Co Ty powiesz? Wątpię, bym zaszkodził. Może dlatego, iż wiem co
                    mówię?

                    Wiesz - poprzez siebie. On jest inny i widać to jasno w zderzeniu
                    Twoich słów z Jej słowami o Nim. Załapiesz to kiedyś? Wątpię..



                    >
                    > Nie - pokazuję co widzi obcy mężczyzna w tym co pisze tutaj pewna
                    kobieta.

                    Nie. Pokazujesz, co widzisz Ty. I co na Ciebie by zadziałało. Jak
                    zadziałało to samo na Innych - napisałam. Jeśli na Jej Mężczyznę też
                    zadziała to tak, że się będzie seksił na boku, to powiesz "uupps!
                    się pomyliłem, widać to nie sposób na Niego"???


                    Nie
                    > podaję recept. Za to pokazuje możliwe rozwiązania.

                    Bzzzzz bzzzzzz bzzzzzzz red alert!! Podajesz JEDNO możliwe
                    rozwiązanie, na inne jesteś ślepy. Ślepota jest tak dalece
                    posunięta, że nawet po podaniu przeze mnie możliwych konsekwencji,
                    jakie się rzeczywiście wydarzyły, dalej widzisz jedną metodę:)
                    Niuanse, niuanse..



                    Albo gdy ich nie widzę, mówi
                    > ę
                    > o tym. Ciekawe, bo inni robią podobnie - ale jakoś im nie zwracasz
                    uwagi.

                    No właśnie Inni robią to w zupełnie inny spposób, czego Ty nie
                    zauważasz.. albo nie chcesz zauważyć:)
                    Poza tym zawsze reaguję, gdy czytam jawną głupotę, o której wiem,
                    jakie ze sobą niesie konsekwencje, jeśli się ją zastosuje:)
                    Zauważ, że jeśli się z Tobą zgadzam, też to piszę - nie mam
                    problemów ze świadomością, że nie ma Ludzi, którzy zawsze mają
                    rację, bądź zawsze się mylą:)


                    Gdzie
                    > indziej sama dajesz rady. I co? Boli Cię to, iż jestem
                    radykalny? :-)

                    Mnie?:) A niby dlaczego.. Ją może zaboleć, jeśli się zastosuje,
                    dlatego kwestionuję Twoje słowa:) Są podane tak, że Ktoś od razu
                    łyka gotową receptę, nie biorąc pod uwagę, że efekty mogą być
                    dokładnie odwrotne od zamierzonych - a Ty potencjalne skutki
                    przekazujesz w formie "reklama dźwignią handlu": co by nie było
                    potem, będzie cool - jeśli Nim potrzą
                  • p_k_79 ... 28.10.07, 16:48
                    > Ja się nie boję ;))

                    Nie podejrzewałam nawet - nie wchodziłabym w polemikę, łatwizna mnie
                    nie kręci nawet w rozmowie;))



                    > Bo myślę, kojarzę, mam pewną wiedzę, praktykę, znam życie...

                    No patrz.. to tak, jak ja, a myślę dokładnie odwrotnie.. ciekawe,
                    nieprawdaż?:)


                    >
                    > A czemu Ty patrzysz z punktu widzenia winy!

                    Ty też Cały czas zrzucasz winę tylko na Niego, nie czaruj, umiem
                    czytać:)


                    > Tu nie o winę chodzi. Jeśli psychopata morduje człowieka, nie
                    zastanawiam się
                    > jaka jest wina, ze jest psychopatą,

                    Twój błąd:) System prawny na szczęście działa mniej emocjonalnie, a
                    bardziej logicznie, co pozwala odróżnić zimnokrwistych morderców od
                    Ludzi chorych - inaczej mielibyśmy spory problem przy amnestii, bo
                    choroby takie są nieuleczalne i mielibyśmy mnóstwo czubów
                    zagrażających życiu na wolności co czas jakiś:)


                    jeśli cżłowiek którego niszczy krzyczy: Pom
                    > ocy.
                    > Co z tego, że to może nie jego wina. Ale już za późno na żal.
                    Trzeba działać. A
                    > jej mąż nawet nie chce słuchać kobiety, która go kocha a on pewnie
                    ma pewność,
                    > że ją kocha właściwie. I co z tego?

                    Pewnie?:) A skąd wiesz? Nie zapytałeś do tej pory, jak te rozmowy
                    wyglądały:)



                    > No widzisz - Ty masz swoje zdanie a ja swoje. I teraz autorka
                    posłucha i Twojeg
                    > o
                    > zdania i mojego i wyrobi sobie własne.
                    > Prawda?

                    Biorąc pod uwagę ton perswazyjny i "reklama dźwignią handlu" w
                    Twoich wypowiedziach - raczej posłucha Ciebie:) Zwłaszcza, że Ludzie
                    są leniwi i nie mają czasu się postarać i dotrzeć do źródła
                    problemu.. może chociaż wspomniane przeze mnie możliwe skutki w
                    postaci bocznicy dadzą Jej do myślenia, czy warto aż tak ryzykować,
                    ale.. wątpię:) Na Jej miejscu też posłuchałabym Ciebie, bo zazwyczaj
                    uważam rady Mężczyzny za bardziej cenne niż Kobiety - wątpię, że się
                    z tego uleczę kiedykolwiek:)))



                    >
                    > No widzisz - nie czytasz dokładnie.

                    Czytam niezmiernie dokładnie, jedynie nappisałam w skrócie to, z
                    czego Ty zrobiłeś wykład:) Streszczenie czytelnika nie brzmi już tak
                    fajnie, jak ów wykład, co?;)


                    A ja nie mam tyle czasu, by Ci tłumaczyć to
                    > co rozumie Autorka a nie rozumiesz ty.
                    > Ok? Jeśli chcesz podyskutować o konkretnych sprawach - proponuje
                    napisac maila.

                    Dziękuję, unikam kontaktów mailowych:) Od tego jest Forum
                    Dyskusyjne, by.. na nim dyskutować, prawda?:)



                    > Dokładnie - bo kiedy ludzie się kochają, chcą być razem na dobre
                    izłe - i nawet
                    > jak coś nie wychodzi, to zależy im by było dobrze. Jeśli jednej
                    stronie nie
                    > zależy - tak.

                    Albo po prostu inaczej to okazuje.. na co nadal nie wpadłeś.. wąsko,
                    wąsko.. coraz wężej..


                    >Jeśli się zrobiło wszystko

                    Gdzie masz to "wszystko"??? Dopytałeś się o szczegóły rozmów, że
                    piszesz "wszystko"? Jeśli nie, daruj sobie stwierdzenia, które nie
                    są odbiciem faktów:) Od tego, że takie stwierdzenia napiszesz, one
                    się nagle faktami nie staną:)




                    >
                    > A co jeśli są prowadzone dobrze?

                    A co, jeśli źle?

                    ..i tak możemy w nieskończoność.. różnica jest taka, że ja
                    dopuszczam obie możliwości, a Ty z góry zakładasz, że dobrze.
                    Niuanse, niuanse..



                    >Ja potrafię się postawić w sytuacji faceta.

                    Każdego? Czekaj, a to przypadkiem nie.. generalizacja?:))))



                    > To nas różni. Ty jesteś kobieta ja jestem mężczyzną.

                    I co w związku z tym.. Mężczyźni, z którymi się przyjaźnię, bądź
                    których znam, są inni niż Ty. Zresztą tu nie jedna Osoba napisała
                    Ci, że jesteś wyjątkowy. Więc może nie sprowadzaj widzenia Mężczyzny
                    do obrazu "przeze mnie", bo to akurat najmniej wiarygodny obraz
                    statystycznego Kowalskiego, wybacz:))



                    >
                    > Moje ulubione uzasadnienie włażenia i rozwalania ludziom
                    związków ;))

                    Skup się: niczego nie rozwaliłam, Związek pozostał związkiem:) I
                    bardzo dobrze, ja bym w życiu nie była z Mężczyzną, który zdradza..
                    mało to uczciwych?;) Seks, to co innego:)



                    > On sam chciał, ja chciałam tylko seksu - po prostu jesteś jak
                    Siostra
                    > Miłosierdzia ;))

                    Bynajmniej:) Mógłby sobie chcieć, gdybym ja nie chciała:) Raczej
                    wykorzystałam Go do tego, do czego wykorzystał mnie On:) Nic więcej.



                    > Dobrze, że to dostrzeglaś.

                    Nie musiałam - z założenia to miał być seks z wygłodniałym Facetem:)


                    >
                    > Robię dokładnie to samo, co Ty robisz wobec mnie. Widzisz jak miło?

                    Nie narzekam.. a to, co robię, jest reakcją, nie akcją:)




                    >
                    > No widzisz - to się nazywa ucieczka od odpowiedzialności.

                    Że co?:)))) A od kiedy ja jestem odpowiedzialna za życie dojrzałych
                    Ludzi?:)) To Ich decyzje, co robią, moje, co robię ja:)) Pobudka, to
                    nie Carritas Polska, nie księga życzeń i zażaleń, tylko.. życie:))))



                    Niestety - choćbyś to
                    > robiła tylko dla seksu - to wpłynęłaś na związek tego Pana.

                    I co? Mam być za Niego odpowiedzialna?:) Nie kpij, proszę, dorosły
                    był i sam odpowiada za swoje decyzje:) W bajce zyjesz?:)


                    > >
                    > To się nazywa skrajny egoizm - niestety chcąc tylko seksu,
                    wywarłaś wpływ na
                    > jego związek a skutki tego spadają także na Ciebie.

                    Skutki są takie, że pozew nie wylądował w Sądzie i Państwo nadal są
                    małżeństwem.. bredzisz:)


                    Dlatego ja nie zadaję się z
                    > mężatkami. :)

                    Twój wybór:) Poza tym ze mną żaden Żonaty w ciążę nie zajdzie, żeby
                    były skutki;) A problemy cudzego Mąłżeństwa nie są moimi, żebym się
                    nad nimi zastanawiała, mając z Kimś fajny seks. Skoro On nie umie
                    być wierny, a Ona nie umie Go utrzymać, to.. nie mój ból, sorry
                    Winnetou!:)



                    > Cieszę się, że przynajmniej tutaj jest zbieżność.

                    A ja średnio.. zgodność ucina dyskusję, a ja dyskutować lubię;)


                    >
                    > Umiem czytać ze zrozumieniem ;)

                    Nie widać;)



                    >
                    > Szkoda... Może może byś w takim razie dowiedziała się, czy Twoja
                    potrzeba
                    > zaspokojenia seksu w łańcuchu przyczynowo skutkowym doprowadziła
                    to jakichś
                    > tragedii? Bo ja wyczuwam w Tobie taką ucieczkę od
                    odpowiedzialności. :-)

                    No.. do ogromnych.. On wrócił do Żony, zamiast się rozwieść, jak
                    planował i zostawić Kobitkę w mocno średnim wieku, nigdy nie
                    pracującą poza domem, na lodzie i marnych alimentach.. idę się
                    pociąć normalnie, że tyle złego narobiłam:))) Masz żyletkę
                    pożyczyć?;)




                    >
                    > In się pewnie zajebiście kochają - jednak dam Ci order ;))

                    A co mnie to interesuje?:) Przede mną się kochali zaj******e?:))
                    Najwyraźniej, skoro tak ochoczo wskoczył mi do łóżka;)) Jak nic, to
                    ja tę miłość zabiłam ;)) Chyba jednak lepszy będzie kamień u szyi:))


                    >
                    > Niestety - to też Twoja sprawa. Zrobiłaś coś, co pozostanie już
                    piętnem na tym
                    > związku.

                    :)))

                    Tu mnie rozbawiłeś skrajnie:)))


                    > Nie uciekaj od odpowiedzialności.

                    Nie ma żadnej odpowiedzialności, jeśli Ci się jakaś roi, to nie jest
                    mój problem, wybacz:)
                    • p_k_79 ... 28.10.07, 16:57
                      >No widzisz - bo chcę Ci pokazać, że można na to samo spojrzeć z
                      >dwóch różnych
                      >punktów widzenia, i te dwa różne punkty widzenia są
                      >równouprawnione.:))

                      Czekałam, kiedy to napiszesz:)) I udało się wydusić:)) czyli tu
                      widzisz, że można patrzeć na tę sytuację dwojako (co najmniej), ale
                      w przypadku historii Autorki już nie:)) To chyba jednak nie wąski
                      horyzont, a niemoc pogodzenia się z faktem, że konsekwencje działań
                      przez Ciebie zaproponowanych mogą być takie właśnie, jak opisałam, a
                      których to konsekwencjach Ty zapomniałeś bądź pominąłeś je celowo:)



                      >To był przykład durnego faceta, który zamiast rozwiązać problem w
                      >swoim związku,
                      >zostawił go i poszedł bzykać się z kochanką.

                      Tego nie wiesz - może rozmawiał i chciał, a Ona się uparła? Masz
                      szklaną kulę?;) Pożycz na godzinkę, plizzzzzzzzz;)



                      >Który na pierwszej przeszkodzie -
                      >dał d....

                      A skąd wiesz, że na pierwszej? Ach! To znów ta szklana kula..
                      przydatny sprzęt;)



                      >Jeśli mąż Pani Autorki postąpiłby po tym dokładnie tak samo -
                      >miałaby
                      >dowód, że: ma głupiego męża, że on jej nie kocha, że jemu na niej
                      >nie zależy i
                      >pare jeszcze miałaby argumentów

                      Aha. Zgadza się. Z tym, że.. miałaby też kilometrowe rogi, jeśli by
                      się nie dowiedziała i żadnych efektów - bo efektem ma być inne
                      traktowanie sfery seksualnej w Jej Małżeństwie, a nie przekonanie
                      się, Kto jest głupi, a Kto nie. Dobierz radę, obliczając ją na
                      skutki właściwe, nie te zupełnie niechciane:)
                      • glosatorr Re: ... 29.10.07, 00:34
                        p_k_79 napisała:


                        >
                        > Czekałam, kiedy to napiszesz:))

                        Nie mów :))

                        > I udało się wydusić:)) czyli tu
                        > widzisz, że można patrzeć na tę sytuację dwojako (co najmniej), ale
                        > w przypadku historii Autorki już nie:))

                        Można i piędziesięciorako - gdyby tu się wypowiedziały jeszcze inne osoby.
                        Ale na razie ona ma Twoje i moje zdanie i swoje oczywiście.

                        > To chyba jednak nie wąski
                        > horyzont, a niemoc pogodzenia się z faktem, że konsekwencje działań
                        > przez Ciebie zaproponowanych mogą być takie właśnie, jak opisałam, a
                        > których to konsekwencjach Ty zapomniałeś bądź pominąłeś je celowo:)
                        >
                        Nie - bo jak napisałem i nie chcąc się powtarzać więcej - jeśli facet po
                        zastosowaniu mojej metody wyskoczy pociupciać z inną - sprawa będzie już tak
                        klarowana, że to żadna dyskusja nie będzie potrzebna. >
                        > >To był przykład durnego faceta, który zamiast rozwiązać problem w
                        > >swoim związku,
                        > >zostawił go i poszedł bzykać się z kochanką.
                        >
                        > Tego nie wiesz - może rozmawiał i chciał, a Ona się uparła? Masz
                        > szklaną kulę?;) Pożycz na godzinkę, plizzzzzzzzz;)

                        Nie pożyczam ;))


                        >
                        > A skąd wiesz, że na pierwszej? Ach! To znów ta szklana kula..
                        > przydatny sprzęt;)
                        >
                        No to na 10-tej - lepiej? :))


                        > Aha. Zgadza się. Z tym, że.. miałaby też kilometrowe rogi, jeśli by
                        > się nie dowiedziała i żadnych efektów - bo efektem ma być inne
                        > traktowanie sfery seksualnej w Jej Małżeństwie, a nie przekonanie
                        > się, Kto jest głupi, a Kto nie. Dobierz radę, obliczając ją na
                        > skutki właściwe, nie te zupełnie niechciane:

                        Autorka pojawiła się na tym Forum już z pomysłem skoku w bok - i jak może
                        zauważysz, szczerze jej to odradzałem. Natomiast jesli postępowanie męża nie
                        ulegnie zmianie - obudzi się z rogami. Teraz będziemy dyskutowac - kto będzie je
                        miał pierwszy? Żona czy mąż?
                        Ok - zaczynaj ;))

                        >
                        >
                        >
                    • glosatorr Re: ... 29.10.07, 00:28
                      p_k_79 napisała:


                      > > Bo myślę, kojarzę, mam pewną wiedzę, praktykę, znam życie...
                      >
                      > No patrz.. to tak, jak ja, a myślę dokładnie odwrotnie.. ciekawe,
                      > nieprawdaż?:)

                      Bo się różnimy - i to jest fajne :-)


                      > Ty też Cały czas zrzucasz winę tylko na Niego, nie czaruj, umiem
                      > czytać:)
                      >
                      Nie - To Twoja sugestia a ja jej nie ulegam. Tu pisze ona, nie on. I jej
                      odpisuję. A ty nieustannie chcesz bym się miał na uwadze, że jeśli ona zadziała
                      tak jak uważam, że powinna zadziałać (bo wyczerpała już wszystkie inne
                      możliwości, o czym pisała) - to ona ma się lękać, że on pójdzie w ramiona innej.
                      Rany - i bez tego pójdzie, to tylko kwestia czasu. Jeśli zaś ją kocha - a tego
                      nie należy wyeliminować, to pójdzie po rozum do głowy. Czy Twoim zdaniem
                      istnieje tylko jedna alternatywa? Wg. mnie - nie.

                      >
                      > Twój błąd:) System prawny na szczęście działa mniej emocjonalnie, a
                      > bardziej logicznie, co pozwala odróżnić zimnokrwistych morderców od
                      > Ludzi chorych

                      System prawny tego nie odróżni - to odróżnią biegli psychiatrzy :-)


                      >
                      > Pewnie?:) A skąd wiesz?

                      Czytam co pisze Autorka.

                      >Nie zapytałeś do tej pory, jak te rozmowy
                      > wyglądały:)
                      >
                      Ale czytałem to co napisała. Mi to wystarczyło.

                      >
                      >
                      > > No widzisz - Ty masz swoje zdanie a ja swoje. I teraz autorka
                      > posłucha i Twojeg
                      > > o
                      > > zdania i mojego i wyrobi sobie własne.
                      > > Prawda?
                      >
                      > Biorąc pod uwagę ton perswazyjny i "reklama dźwignią handlu" w
                      > Twoich wypowiedziach - raczej posłucha Ciebie:)

                      Skąd ta pewność? Ja nie jestem tego pewien - jak może doczytałaś, kolejna próba
                      rozmowy spełzła na panewce.

                      > Zwłaszcza, że Ludzie
                      > są leniwi i nie mają czasu się postarać i dotrzeć do źródła
                      > problemu..

                      No widzisz. To Twoja ocena.

                      > może chociaż wspomniane przeze mnie możliwe skutki w
                      > postaci bocznicy dadzą Jej do myślenia, czy warto aż tak ryzykować,
                      > ale.. wątpię:) Na Jej miejscu też posłuchałabym Ciebie, bo zazwyczaj
                      > uważam rady Mężczyzny za bardziej cenne niż Kobiety - wątpię, że się
                      > z tego uleczę kiedykolwiek:)))
                      >
                      Nie ufaj więc moim opiniom i nie ufaj nieznajomym mężczyznom. Nigdy ;))

                      > Streszczenie czytelnika nie brzmi już tak
                      > fajnie, jak ów wykład, co?;)
                      >
                      Tu nie chodzi o to czy strzeszczenie jest fajne czy nie - tylko czy jest zbieżne
                      z oryginałem czy nie.\

                      >
                      > Dziękuję, unikam kontaktów mailowych:) Od tego jest Forum
                      > Dyskusyjne, by.. na nim dyskutować, prawda?:)
                      >
                      Pewnie - ale nie mam zamiaru dyskutować na tematy osobistych spostrzeżeń na mój
                      temat. Jeśli więc mamy tutaj dyskutować to może trzymaj się tematu tego wątku? A
                      nie zmierzać w kierunku personalnych uszczypliwości ;))



                      >
                      > Albo po prostu inaczej to okazuje.. na co nadal nie wpadłeś.. wąsko,
                      > wąsko.. coraz wężej..

                      Inaczej? Czyli jak Twoim zdaniem?
                      Może nazwij to? Pomoże Ci to - zapewniam.

                      >
                      >
                      > >Jeśli się zrobiło wszystko
                      >
                      > Gdzie masz to "wszystko"??? Dopytałeś się o szczegóły rozmów, że
                      > piszesz "wszystko"?

                      "Jest cholernik drażliwy a do tego baaardzo trudno mu
                      cokolwiek przetłumaczyć mimo, że jestem w tym dobra:/"
                      Nie mam zamiaru cytować innych tekstów - nie oszczędzam w tym co piszę mojej
                      rozmówczyni.

                      >Jeśli nie, daruj sobie stwierdzenia, które nie
                      > są odbiciem faktów:) Od tego, że takie stwierdzenia napiszesz, one
                      > się nagle faktami nie staną:)

                      Jak powiedziałem - czytam to co pisze Autorka.
                      A jej kolejne uściślenia - wbrew temu co piszesz dają mi pełniejszy obraz. Ok -
                      Ty tego nie widzisz - ja widzę.


                      > > A co jeśli są prowadzone dobrze?
                      >
                      > A co, jeśli źle?
                      >

                      > ..i tak możemy w nieskończoność.. różnica jest taka, że ja
                      > dopuszczam obie możliwości, a Ty z góry zakładasz, że dobrze.
                      > Niuanse, niuanse..
                      >
                      Ok - niuanse. Widzimy to inaczej. Koniec i kropka ;))

                      >
                      >
                      > >Ja potrafię się postawić w sytuacji faceta.
                      >
                      > Każdego? Czekaj, a to przypadkiem nie.. generalizacja?:))))

                      Gdzie ja napisałem, że każdego?

                      >
                      >
                      >
                      > > To nas różni. Ty jesteś kobieta ja jestem mężczyzną.
                      >
                      > I co w związku z tym.. Mężczyźni, z którymi się przyjaźnię, bądź
                      > których znam, są inni niż Ty.

                      No i wspaniale ;))

                      > Zresztą tu nie jedna Osoba napisała
                      > Ci, że jesteś wyjątkowy.

                      No jestem. Mam tego pełną świadomość.

                      > Więc może nie sprowadzaj widzenia Mężczyzny
                      > do obrazu "przeze mnie", bo to akurat najmniej wiarygodny obraz
                      > statystycznego Kowalskiego, wybacz:))
                      >
                      Ok - dlatego masz swój ogląd sprawy, swoje wątpliwości ok?
                      I po prostu możesz tego nawet nie akceptować.

                      >
                      > Skup się: niczego nie rozwaliłam, Związek pozostał związkiem:)

                      Lepszym? Gorszym? Czy opierasz się na swoim oglądzie rzeczywistości?

                      > I
                      > bardzo dobrze, ja bym w życiu nie była z Mężczyzną, który zdradza..
                      > mało to uczciwych?;) Seks, to co innego:)
                      >
                      Jak to byś nie była. Byłaś!
                      I dzięki (tu ukłon) Takim Paniom jak Ty - Panowie zdradzają.
                      Przecież mając chętne na "tylko sex" - mają okazję.
                      I korzystają z niej. A to, że dzieje się kosztem nawet ich małżonek - to już
                      rzecz drugorzędna. :-)

                      >
                      >
                      > > On sam chciał, ja chciałam tylko seksu - po prostu jesteś jak
                      > Siostra
                      > > Miłosierdzia ;))
                      >
                      > Bynajmniej:) Mógłby sobie chcieć, gdybym ja nie chciała:)

                      Ale chciałaś ;)

                      > Raczej
                      > wykorzystałam Go do tego, do czego wykorzystał mnie On:) Nic więcej.
                      >
                      No tak - i sprawy nie ma. Ale ok - to Twoje zabawki - nie moje.

                      >
                      >
                      > > No widzisz - to się nazywa ucieczka od odpowiedzialności.
                      >
                      > Że co?:)))) A od kiedy ja jestem odpowiedzialna za życie dojrzałych
                      > Ludzi?:))

                      Od chwili, kiedy pojawiasz się jako ta trzecia.

                      > To Ich decyzje, co robią, moje, co robię ja:))

                      Tak, oczywiście...

                      > Pobudka, to
                      > nie Carritas Polska, nie księga życzeń i zażaleń, tylko.. życie:))))
                      >
                      Twoje? Twojego kochanka? Jego żony? Dzieci?
                      Napewno nie moje.

                      >
                      >
                      > Niestety - choćbyś to
                      > > robiła tylko dla seksu - to wpłynęłaś na związek tego Pana.
                      >
                      > I co? Mam być za Niego odpowiedzialna?:)

                      Jesteś.
                      Przecież mogłaś z nim nie iść do łóżka. Timszel!

                      > Nie kpij, proszę, dorosły
                      > był i sam odpowiada za swoje decyzje:) W bajce zyjesz?:)
                      >
                      Nie - ja po prostu mam swoje zasady. A Ty? Masz inne :)?
                      Ok = wg, moich - jesteś odpowiedzialna za dalszy los jego rodziny. Czy chcesz
                      czy nie.

                      >
                      > > >
                      > > To się nazywa skrajny egoizm - niestety chcąc tylko seksu,
                      > wywarłaś wpływ na
                      > > jego związek a skutki tego spadają także na Ciebie.
                      >
                      > Skutki są takie, że pozew nie wylądował w Sądzie i Państwo nadal są
                      > małżeństwem.. bredzisz:)

                      No mówię, żeś Siostra Miłosierdzia ;)))
                      Dobry duch jego małżeństwa ;)

                      >
                      >
                      > Dlatego ja nie zadaję się z
                      > > mężatkami. :)
                      >
                      > Twój wybór:)

                      Pewnie, że mój!

                      > Poza tym ze mną żaden Żonaty w ciążę nie zajdzie, żeby
                      > były skutki;)

                      Ciąża - to nie jedyny skutek ;))

                      > A problemy cudzego Mąłżeństwa nie są moimi, żebym się
                      > nad nimi zastanawiała, mając z Kimś fajny seks.

                      Ja to nazywam wypieraniem :))

                      > Skoro On nie umie
                      > być wierny, a Ona nie umie Go utrzymać, to.. nie mój ból, sorry
                      > Winnetou!:)

                      Pewnie, że nie Twój. Nie wątpię, że wg. Twoich standartów, zadziałało prawo
                      podaży i popytu :)))


                      > A ja średnio.. zgodność ucina dyskusję, a ja dyskutować lubię;)
                      >
                      No tak - zauważyłem :))

                      >
                      > >
                      >
              • p_k_79 c.d. 28.10.07, 11:52
                ..czy ja się kiedyś nauczę kopiować całość dłuższego komentarza:///

                __________________

                Kochankę, kochanka można znaleźć w każdej chwili - tylko to nie jest
                rozwiązanie problemu, ale utopienie i eskalacja problemu.

                Zgadza się.. ale to reakcja na m.in. takie działanie, jakie Pani
                proponujesz - nie wiem, czy na pewno takiej reakcji by chciała.
                jasne, że można powiedzieć "jak pójdzie do kochanki, to..." - tylko
                chyba lepiej znaleźć metodę, która nie podpowie Mu, by do kochanki
                poszedł, zamiast jeszcze do tego popychać, hę?



                >Natomiast to nie jest szantaż. To próba zwrócenia uwagi.
                >Potrząśnięcie.

                Nie rozśmieszaj mnie, proszę:))) Działanie "albo tak, jak chcę ja,
                albo figa" to nie szantaż? Nie ultimatum? hehe:))




                Powtórzę jeszcze raz - nie rozumiesz tego co piszę - wiec zachowaj
                sobie ocenę
                mojej osoby dla siebie. Ja Ciebie nie oceniam.

                :)) A to urocze:) Znów dwojakie spojrzenie:) "matki Teresy" i reszta
                tego, co pod moim przykładem, oceną mnie nie jest, ale to, co ja pod
                Tobą, już jest ;DD To albo Oboje oceniamy postępowanie i treść,
                albo.. Oboje oceniamy siebie wzajemnie - nie wybielaj siebie, robiąc
                to samo, co ja:) Nawet więcej, bo..

                >Szantaż wobec >>>kretyna,

                To już jest wprost ocena i nazwanie Osoby, nie postępowania:)



                >Owszem - a nóż - jest zły? Czy dobry? Widelec? zły czy dobry?

                Takie gierki, to nie na mnie:) Przedmioty użytku codziennego nie są
                przykładem postaw moralnych. Kłamstwo jest złe. Złodziejstwo jest
                złe. TO są przykłady dla powyższego, nie nóż i widelec:)




                Natomiast hipokryzją jest jak ktoś przyznaje się, że dobijał czyjeś
                małżeństwo
                będąc kochanką i zaczyna udzielać rad nie rozumiejąc co ktoś inny do
                kogoś
                innego pisze.

                Bynajmniej. To jedynie szczerość - hipokryzją byłoby struganie
                świętej:) Mylisz pojęcia ponownie:) Poza tym.. gdzieś wyżej
                czytałam, że Ty nie oceniasz:))))) To się w końcu zdecyduj na wersję
                ostateczną;)




                Nie wiesz co było przyczyną rozpadu mojego związku i wypraszam sobie.

                Możesz sobie wypraszać. Tak, jak napisałeś na innym wątku pode
                mną "mam prawo pisać, co myślę na podstawie przeczytanej treści"..
                ja też je mam:) Chyba nie jesteś jakimś Guru z większymi prawami?;)


                Nic nie piszę na temat mojego związku i jego rozpadu. Jedno Ci
                powiem - nawet
                się nie domyślisz. Więc nie gdybaj.

                Nie gdybam, nie mam ochoty się domyślać:)


                Nie - i tu Cię zaskoczę - nie istniał. :-)

                Bo TY tak myślisz??:))
                No nie zdziwiło mnie to, jeśli o schemat myślenia Zdradzonych idzie,
                a jedynie o przytoczenie tego schematu akurat przez tak inteligentną
                Osobę, jaką jesteś niewątpliwie..
                Każdy Zdradzany uważa, że nie dał do zdrady powodu:)) Tyle, że o ile
                wierność wypływa z miłości, o tyle żeby ją przerwała zdrada, musi
                być powód - i nigdy wina nie jest po jednej stronie, jak bardzo byś
                nie chciał, by tak było:)



                > I teraz kombinuj - i ciekawe co wymyślisz :-)

                Nic:) Nie mój wóz, nie mój koń - jak mawia mój Przyjaciel:)


                A reszty nie komentuję, bo naprawdę się za szybko, napuszasz i
                emocjonalnie
                reagujesz zamiast na spokojnie się najpierw zastanowić.
                Buźka ;))

                Jeszcze mnie napuszonej nie widziałeś, ale próbuj.. kto, jak kto -
                Ty masz szansę na wyprowadzenie mnie z równowagi w sprzyjających
                okolicznościach nastroju:)

                Do "zobaczenia":)
                • glosatorr Re: c.d. 28.10.07, 14:53
                  p_k_79 napisała:


                  >
                  >
                  >
                  > >Natomiast to nie jest szantaż. To próba zwrócenia uwagi.
                  > >Potrząśnięcie.
                  >
                  > Nie rozśmieszaj mnie, proszę:))) Działanie "albo tak, jak chcę ja,
                  > albo figa" to nie szantaż? Nie ultimatum? hehe:))

                  Tak - to forma ultimatum. I z mojego doświadczenia - także z rozmów tutaj,
                  bardzo skuteczna. Szczególnie działa na tych, którzy ją sami stosują ;)) Nie ma
                  to jak odwinąć się tym samym :-) Działa, proszę mi uwierzyć - działa.


                  >
                  > >Szantaż wobec >>>kretyna,
                  >
                  > To już jest wprost ocena i nazwanie Osoby, nie postępowania:)

                  Taki typ ;-) Sam siebie tak czasami nazywam ;)))

                  >
                  >
                  >
                  > >Owszem - a nóż - jest zły? Czy dobry? Widelec? zły czy dobry?
                  >
                  > Takie gierki, to nie na mnie:)

                  To nie gierki - to retoryka.

                  >Przedmioty użytku codziennego nie są
                  > przykładem postaw moralnych. Kłamstwo jest złe.

                  Co Ty powiesz? Nawet wtedy, kiedy kłamie torturowany AK-owiec niechcąc zdradzić
                  przyjaciół, albo Polka ukrywająca Żydów w czasie II wojny światowej? jest złe?
                  Dla mnie nie.

                  > Złodziejstwo jest
                  > złe.

                  Nawet jeśli matka kradnie bochenek chleba dla swoich głodnych dzieci?
                  Jesteś bez serca... ;)

                  > TO są przykłady dla powyższego, nie nóż i widelec:)
                  >
                  Niestety nie - nie rozumiesz tego co do Ciebie napisałem. Ale nie mam zamiaru Ci
                  tłumaczyć, bo cała ta dyskusja jest of-topic.


                  > Możesz sobie wypraszać. Tak, jak napisałeś na innym wątku pode
                  > mną "mam prawo pisać, co myślę na podstawie przeczytanej treści"..
                  > ja też je mam:) Chyba nie jesteś jakimś Guru z większymi prawami?;)
                  >
                  Ależ skądże - więc pisz co myślisz, a nie wciskaj mi czegoś, czego nie ma - ok?
                  Lepiej zabrzmiało?


                  >
                  > Nie gdybam, nie mam ochoty się domyślać:)

                  I dobrze.
                  >
                  >
                  > Nie - i tu Cię zaskoczę - nie istniał. :-)
                  >
                  > Bo TY tak myślisz??:))

                  Nie.
                  Bo sąd tak myśli, ja tak myślę, i tak myśli nawet moja była.
                  :-)

                  > Każdy Zdradzany uważa, że nie dał do zdrady powodu:))

                  Ja nie dałem - najmniejszej - i przyjmij to do wiadomości.

                  A jak nigdy nie było miłości u zdradzającej osoby to co? Cała konstrukcja
                  myślowa się wali? :-)

                  >
                  >
                  > A reszty nie komentuję, bo naprawdę się za szybko, napuszasz i
                  > emocjonalnie
                  > reagujesz zamiast na spokojnie się najpierw zastanowić.
                  > Buźka ;))

                  No widzisz - znowu przypisujesz mi coś, czego nie ma. Poddaję się. Szkoda mi czasu.

                  > Ty masz szansę na wyprowadzenie mnie z równowagi w sprzyjających
                  > okolicznościach nastroju:)
                  >
                  Nie mam zamiaru - szkoda by mi było Ciebie...\

                  > Do "zobaczenia":)
                  >
                  Żegnaj
                  >
                  >
                  • p_k_79 Re: c.d. 28.10.07, 17:16

                    > Tak - to forma ultimatum. I z mojego doświadczenia - także z
                    rozmów tutaj,
                    > bardzo skuteczna.

                    1. No to się wreszcie zdecyduj, czy ultimatum, czy nie:)) Bo post
                    wcześniej stwierdxziłeś, że nie, a teraz przyznajesz, że tak:)))

                    2. Z Twojego - On nie jest Tobą:) Większość Mężczyzn nie jest Tobą,
                    bo Ty myślisz znacznie dojrzalej. Problem w tym, że zastosowanie
                    dojrzałej metody, która wymusza myślenie i drążenie tematu przez
                    Pana, na niedojrzałego Faceta nic nie da. Więc Twoja rada jest po
                    prostu nieskuteczna. Jasne, że można kopnąć w cztery niedojrzałego..
                    ale chyba lepiej, żeby spróbować jakoś pomóc Mu w tej materii
                    dojrzeć, skoro już są razem?




                    Szczególnie działa na tych, którzy ją sami stosują ;)) Nie ma
                    > to jak odwinąć się tym samym :-) Działa, proszę mi uwierzyć -
                    działa.

                    Wierzę:) Na odpowiednie przypadki - to nie poziom na takie zagrania,
                    nie załapie, pójdzie na łatwiznę.. gdyby nie fakt, że to poważna
                    sprawa Czyjegoś życia dotycząca, nie luźna dyskusja, napisałabym w
                    tym miejscu "założymy się?";))


                    > Taki typ ;-) Sam siebie tak czasami nazywam ;)))

                    Czyli tu mamy tak samo;)) Choć ja pewnie częściej, młodsza jestem,
                    kretyńskie posunięcia zdarzają mi się statystycznie częściej tym
                    samym:)



                    > To nie gierki - to retoryka.

                    To gierki:) Nieprowadzące do konkluzji, a jedynie odciągające na
                    jakieś filozoficzne ścieżki, na których rację ma Każdy i Nikt
                    jednocześnie:)



                    >
                    > Co Ty powiesz? Nawet wtedy, kiedy kłamie torturowany AK-owiec
                    niechcąc zdradzić
                    > przyjaciół, albo Polka ukrywająca Żydów w czasie II wojny
                    światowej? jest złe?

                    Owszem. Może zwyczajnie milczeć. Poza tym sprowadzanie temetu do
                    skrajności, to kolejny chwyt odciągający nas od sedna:) I tak bym
                    mogła zakończyć, czekając na dalszą reakcję wgłąb, gdyby.. nie to,
                    że kolejny raz dałeś się złapać od razu po zastawieniu sideł:)) W
                    poście wyżej napisałeś, że.. motywacja jest nieistotna - istotny
                    czyn.. a tu już motywacja się liczy?;)) No to zaprzeczyłeś sobie
                    właśnie, mój Drogi:)





                    > Nawet jeśli matka kradnie bochenek chleba dla swoich głodnych
                    dzieci?
                    > Jesteś bez serca... ;)

                    j.w. ;)

                    Inteligentny jesteś, trochę się do tych szachów przyłóż, nie się tak
                    dajesz złapać;PP



                    > >
                    > Ależ skądże - więc pisz co myślisz, a nie wciskaj mi czegoś, czego
                    nie ma - ok?
                    > Lepiej zabrzmiało?

                    I vice versa (odpowiedzialność, ect.), ok?:)) Lepiej zabrzmiało?:)



                    > >
                    >
                    > Nie.
                    > Bo sąd tak myśli, ja tak myślę, i tak myśli nawet moja była.
                    > :-)

                    Jeśli Ona to napisze - uwierzę:)) Akurat w tym konkretnym przypadku
                    jesteś kompletnie niewiarygodny:))




                    > Ja nie dałem - najmniejszej - i przyjmij to do wiadomości.

                    Nie przyjmuję i nie muszę, prawda?:)


                    >
                    > A jak nigdy nie było miłości u zdradzającej osoby to co? Cała
                    konstrukcja
                    > myślowa się wali? :-)

                    Nie:) Jeśli nie było miłości, to i zdrady nie było, skup się:)))

                    >
                    > No widzisz - znowu przypisujesz mi coś, czego nie ma. Poddaję się.
                    Szkoda mi cz
                    > asu.

                    A to się okaże:) Napisać tak, jako kończący dialog jest łatwo..
                    gorzej nie zareagować na odpowiedź - co udowodniłeś w wątku
                    wcześniejszym, nie odpuszczając i kończąc ponownie, choć i wcześniej
                    mówiłeś, że to rozmowy koniec:) Oczywiście tu masz zagwozdkę -
                    walnąć ripostę i potwierdzić, czy zacisnąć zęby i olać.. a kiedyś to
                    wykorzystać w innym dialogu "a widzisz, jednak się pomyliłaś, nie
                    zareagowałem".. ciekawe, co wybierzesz:)



                    > Nie mam zamiaru - szkoda by mi było Ciebie...\

                    Tego, że miałabym okazję się z siebie pośmiać? Nie żartuj:) Istnieją
                    większe tragedie w życiu, wierz mi;)

                    Życzę dobrej nocy:)
                    • glosatorr Re: c.d. 29.10.07, 00:45
                      p_k_79 napisała:

                      >
                      > > Tak - to forma ultimatum. I z mojego doświadczenia - także z
                      > rozmów tutaj,
                      > > bardzo skuteczna.
                      >
                      > 1. No to się wreszcie zdecyduj, czy ultimatum, czy nie:)) Bo post
                      > wcześniej stwierdxziłeś, że nie, a teraz przyznajesz, że tak:)))

                      Niech będzie ultimatum - zmęczony ulegam ;))
                      >
                      > 2. Z Twojego - On nie jest Tobą:)

                      Napewno nie jest.

                      > Większość Mężczyzn nie jest Tobą,

                      Super! :))

                      > bo Ty myślisz znacznie dojrzalej. Problem w tym, że zastosowanie
                      > dojrzałej metody, która wymusza myślenie i drążenie tematu przez
                      > Pana, na niedojrzałego Faceta nic nie da.

                      Mam więcej wiary od Ciebie?

                      > Więc Twoja rada jest po
                      > prostu nieskuteczna. Jasne, że można kopnąć w cztery niedojrzałego..
                      > ale chyba lepiej, żeby spróbować jakoś pomóc Mu w tej materii
                      > dojrzeć, skoro już są razem?
                      >
                      Niech tu wpadnie i poczyta cały wątek ;)) Zgodzisz się na taki consensus?


                      > Wierzę:) Na odpowiednie przypadki - to nie poziom na takie zagrania,
                      > nie załapie, pójdzie na łatwiznę..

                      Więcej wiary kobieto.
                      :)

                      >gdyby nie fakt, że to poważna
                      > sprawa Czyjegoś życia dotycząca, nie luźna dyskusja, napisałabym w
                      > tym miejscu "założymy się?";))

                      Nie będę się zakładał - to jak zakład o życie. Nic z tych rzeczy.
                      Ale myślę, że Pani Autorka ma nad czym myśleć, więc będzie dobrze :))

                      >
                      >
                      > > Taki typ ;-) Sam siebie tak czasami nazywam ;)))
                      >
                      > Czyli tu mamy tak samo;))

                      No chyba ma to każdy, kto umie krytycznie na siebie spojrzeć, czyż nie?

                      > Choć ja pewnie częściej, młodsza jestem,
                      > kretyńskie posunięcia zdarzają mi się statystycznie częściej tym
                      > samym:)

                      Nobody is perfect ;))


                      >

                      >
                      > Owszem. Może zwyczajnie milczeć. Poza tym sprowadzanie temetu do
                      > skrajności, to kolejny chwyt odciągający nas od sedna:)

                      He he he ;)) Rozbawiłaś mnie :))

                      >I tak bym
                      > mogła zakończyć, czekając na dalszą reakcję wgłąb, gdyby.. nie to,
                      > że kolejny raz dałeś się złapać od razu po zastawieniu sideł:)) W
                      > poście wyżej napisałeś, że.. motywacja jest nieistotna - istotny
                      > czyn.. a tu już motywacja się liczy?;)) No to zaprzeczyłeś sobie
                      > właśnie, mój Drogi:)
                      >
                      Nic z tego. Ale ok - niech Ci będzie :-) Złapałaś mnie męcząc ;)

                      >
                      >
                      >
                      >
                      > > Nawet jeśli matka kradnie bochenek chleba dla swoich głodnych
                      > dzieci?
                      > > Jesteś bez serca... ;)
                      >
                      > j.w. ;)
                      >
                      > Inteligentny jesteś, trochę się do tych szachów przyłóż, nie się tak
                      > dajesz złapać;PP

                      E tam - nie przykładam się do dyskusji. :)
                      Jeszcze mnie nie złapałaś. Tylko Ci się tak wydaje ;))


                      > I vice versa (odpowiedzialność, ect.), ok?:)) Lepiej zabrzmiało?:)
                      >
                      Aha = tu Cię wierci ;))) Nic z tego.

                      >
                      >
                      > > >
                      > >

                      > Jeśli Ona to napisze - uwierzę:)) Akurat w tym konkretnym przypadku
                      > jesteś kompletnie niewiarygodny:))
                      >
                      Uwierz mi - że mi nie zależy na tym, byś mi uwierzyła.
                      I nawet mi przez myśl nie przeszło, by Cię przekonać.

                      > Ja nie dałem - najmniejszej - i przyjmij to do wiadomości.

                      >
                      > >
                      > > A jak nigdy nie było miłości u zdradzającej osoby to co? Cała
                      > konstrukcja
                      > > myślowa się wali? :-)
                      >
                      > Nie:) Jeśli nie było miłości, to i zdrady nie było, skup się:)))

                      Problem w tym, że Miłość była deklarowana i wyrażana a jej faktycznie nie było
                      co dopiero pokazała wykryta zdrada. Skupiony jestem. Dbasz o to ;)

                      >
                      > A to się okaże:) Napisać tak, jako kończący dialog jest łatwo..
                      > gorzej nie zareagować na odpowiedź - co udowodniłeś w wątku
                      > wcześniejszym, nie odpuszczając i kończąc ponownie, choć i wcześniej
                      > mówiłeś, że to rozmowy koniec:)

                      Tak - skończę go. Co wcale nie znaczy, że się nie odezwę ;))

                      > Oczywiście tu masz zagwozdkę -
                      > walnąć ripostę i potwierdzić, czy zacisnąć zęby i olać..

                      Nie jestem jakimś pieńkiem ;)))

                      > a kiedyś to
                      > wykorzystać w innym dialogu "a widzisz, jednak się pomyliłaś, nie
                      > zareagowałem".. ciekawe, co wybierzesz:)
                      >
                      Nie - odpowiadam, nie na wszystko, bo osobiście już widzę, iż zaczynam się
                      powtarzać.

                      >
                      >
                      > > Nie mam zamiaru - szkoda by mi było Ciebie...\
                      >
                      > Tego, że miałabym okazję się z siebie pośmiać? Nie żartuj:)

                      Słuchaj - są tutaj jeszcze inni - daj im szansę ;))

                      > Istnieją
                      > większe tragedie w życiu, wierz mi;)
                      >
                      Wiem...
                      To akurat doskonale wiem.

                      > Życzę dobrej nocy:)
                      >
                      Wzajemnie
                      • p_k_79 :) 29.10.07, 14:54
                        Dlaczego byłsam pewna, że jesteś Osobą, która musi mieć ostatnie
                        słowo w dyskusji?:))))

                        Pozdrawiam poniedziałkowo:)
                        • glosatorr Re: :) 29.10.07, 15:13
                          p_k_79 napisała:

                          > Dlaczego byłsam pewna, że jesteś Osobą, która musi mieć ostatnie
                          > słowo w dyskusji?:))))

                          Ta pewność Cię kiedyś zgubi.
                          Po pierwsze - doceniam inteligencję i upór w kobiecie
                          Po drugie - pomimo tego, iż uparta ze mnie istota a tekże bywam
                          zawzięty, posiadam również coś takiego co nazywa się osobistą
                          kulturą, które czasami nie pozwala mi pozostawić komentarz czy list
                          bez odpowiedzi. Bo uznaję to po prostu za chamstwo.
                          Po trzecie - wbrew temu, iż uznajesz mnie za zero-jedynkowego
                          faceta, wzbudziłaś we mnie watpliwości. Na szczęście po wyjasnieniu
                          ich z Autorką wątku wiem, że miałem rację w tym, co do niej
                          napisałem. Intuicja mnie nie zawiodła. Ale czytałem Cię ze
                          zrozumieniem (chociaż późno w nocy) i doceniam to, że potrafisz
                          zagadać mężczyznę na amen. To rzadka cecha a ja ją w kobiecie cenię.
                          Jesli 79 to Twój rocznik, to powiem z nieukrywanym podziwem, że w
                          swojej klasie jesteś rzadkością. Stąd moja odpowiedź. Ale jesli nie
                          oczekujesz ode mnie odpowiedzi - nie ma sprawy, nastepnej nie
                          otrzymasz jesli to zaznaczysz. Miłego wieczora.
                          • melulu_1 glosatorr 31.10.07, 20:44
                            Przeczytałam całą Waszą dyskusję z pk79
                            Coż kiedys byłam w takiej suyuacji. Mąż miał kochankę .
                            Ja wtedy byłam w ciąży i zle sie czułam ,zle znosiłam ciąże.Kochanka ( moja
                            koleżanka) szybko wskoczyła mężowie do łóżka co dla mnie było wyjątkowo przykre
                            będąc w ciąży .
                            Maż po czasie zrozumiał ,że zrobił zle Chciałam ,żeby odszedł bo nie wyobrażałam
                            sobie dalszego życie z nim &( warunki finansowe miałam dobre ,poradziłabym sobie
                            sama ) ale on chciał pozostać I został ze mną
                            Dziś nie jesteśmy juz małżeństwem ale tamta sytuacja nie miała na to wpływu .Z
                            innych przyczyn postanowilismy sie rozstać
                            Chciałam tylko dopisać jeszcze ,że słyszałam rozmowę męża w pokoju z kolegą na
                            temat tej kochanki .Słyszałam( mowili podniesionym tonem głosu nie wiedzac ,że
                            juz jestem w domu) jak bardzo zle wyrażali sie na temat kobiet które wchodzą w
                            zycie innych małżeństw .Mimo wszystko nie chciałabym ,żeby ich słowa usłyszała
                            kochanka męża.Byłoby to dla niej zbyt okrutne .
                            Jesteś bardzo mądrym człowiekim glosatorr Pozdrawiam
                            • michael1971 Re: glosatorr 01.11.07, 10:44
                              Nieprawda. Ja nigdy o kochance nie powiedzialem zlego slowa. Moj
                              kolega tez nie - dzis jest ze swoja na stale. Jesli na prawde
                              uslyszalas jakies wyzwiska pod jej adresem, to twoj maz byl zwyklym
                              sukinsynem. W dodatku byl glupi, bo jesli traktowal kochanke jak
                              szmate to sam byl jeszcze wieksza szmata. Powinien isc do dziwki,
                              nie do kochanki. Zazwyczaj tak o kochankach sie wypowiadaja kobiety
                              i zdradzeni faceci. To chyba buduje ich ego. Oczywiscie jesli
                              napisalas rawde, bo zauwazylem na forach, ze to czesto wymysl by
                              dokopac kochankom. Tak zemsta na calej 'populacji'.
                              • glosatorr Tak słucham? 01.11.07, 12:34
                                michael1971 napisał:

                                > Nieprawda. Ja nigdy o kochance nie powiedzialem zlego slowa.

                                Nie miałeś podstaw - ona Ci dała to co chciałeś. A co kochanka myśli naprawdę o
                                Tobie? Tego się nie dowiemy.

                                > Moj
                                > kolega tez nie - dzis jest ze swoja na stale.

                                Jak długo? I jak długo będą?

                                > Jesli na prawde
                                > uslyszalas jakies wyzwiska pod jej adresem, to twoj maz byl zwyklym
                                > sukinsynem.

                                Niekoniecznie - kochanki przez facetów naprawdę rzadko kiedy są traktowane
                                dobrze. No chyba, że facet się zakocha i poza nią nie ma już innej kobiety.
                                Traktowanie kobiety już jako ta trzecia, jest brakiem szacunku do kochanki.
                                Wyzwiska, epitety - to już taki samczy żargon.

                                > W dodatku byl glupi, bo jesli traktowal kochanke jak
                                > szmate to sam byl jeszcze wieksza szmata.

                                Każdy mężczyzna, który traktuje kobietę źle - jest szmatą.
                                Rónież tacy, którzy tkwią w związkach i zdradzają swoje żony dobudowując teorie
                                uzasadniające zdradę - a nie mający siły, charakteru, by coś zakończyć i
                                traktują żone, jak szmate - zdradzając ją z inną. Wtedy nawet jeśli myśli, mówi
                                o kochance same superlatywy - jest szmatą, bo traktuje tak swoją żonę zdradzając ją.

                                > Powinien isc do dziwki,
                                > nie do kochanki.

                                To żadna różnica - za wszystko się płaci w obu układach. No w przypadku
                                kochanki, zwykle najwięcej płaci ona.

                                >Zazwyczaj tak o kochankach sie wypowiadaja kobiety
                                > i zdradzeni faceci.

                                Nie koniecznie - ja np. kochankom współczuję - są ofiarami samczego tchórzostwa,
                                koniunkturalizmu, braku zdecydowania i niedojrzałości. Ja im współczuję.

                                > To chyba buduje ich ego.

                                Nie - to pokazuje spojrzenie zdradzonych osób na tych, którzy przyłożyli wraz ze
                                zdradzającym swoje 5 groszy do dobicia ich związku. Tak, to emocjonalne, pełne
                                bólu wykrzyczenie własnej bezsilności.
                                Za to Twoje słowa potwierdzają, że Twoja kochanka może Cię paru rzeczy w ars
                                amandi nauczyła, ale jak byłeś emocjonalną sierotą, tak nią jesteś nadal. Nawet
                                nie wiesz jak wielkie cierpienie zadaje się zdradzanej osobie jeśli tak piszesz.
                                Ze zdradzanej osoby czynisz winnego, z ofiary robisz sprawcę - zaś zdradzających
                                usprawiedliwiasz.
                                To nazywa się fałszowaniem rzeczywistości by usprawiedliwiać siebie.

                                > Oczywiscie jesli
                                > napisalas rawde, bo zauwazylem na forach, ze to czesto wymysl by
                                > dokopac kochankom. Tak zemsta na calej 'populacji'.

                                Nie - to nie jest żadna ślepa zemsta - to normalna reakcja, normalnych ludzi na
                                fakt, że zostali zdradzeni albo normalna reakcja normalnych ludzi, mających
                                emocje i widzących, że ktoś jest ślepy na najważniejszą sferę - podstawową - w
                                relacjach między ludzkich. Brak zdolności empatii, współczucia i współodczuwania
                                - to jak ślepota.

                                Miłego dnia ;))
                                • michael1971 wcale nie sluchasz, masz gotowa odpowiedz 01.11.07, 12:57
                                  zanim dojdziesz do drugiego zdania postu jaki komentujesz.
                                  Ja wspolczuje tobie. Bycie takim expertem we wlasnych oczach jest
                                  nieuleczalna choroba. Masz swoje zycie czy zajmujesz sie juz tylko
                                  cudzym? To co piszesz nie ma nic wspolnego z rzeczywistoscia. Same
                                  idealistyczne bajki. Robia wrazenie na paniach zlaknionych silnego
                                  samca, ktory nazwie znienawidzonego meza 'palantem, uposledzonym'.
                                  Takie tutaj nad toba achuja i echuja jaki to jestes madry. Tylko nie
                                  widza ze twoje madrosci nie maja nic wspolnego z realnym zyciem.
                                  Inna forma bawidamka. I wez chlopie troche stresc te wywody,bo nie
                                  wszyscy sa przyzwyczajeni do czytania harlequinow. Dla normalnych
                                  ludzi, ktorych lubisz przywolywac na przyklady,to meczarnia czytac
                                  takie litanie.
                                  • glosatorr Re: wcale nie sluchasz, masz gotowa odpowiedz 01.11.07, 13:44
                                    michael1971 napisał:

                                    > zanim dojdziesz do drugiego zdania postu jaki komentujesz.
                                    > Ja wspolczuje tobie.

                                    Ależ proszę uprzejmie ;))

                                    >Bycie takim expertem we wlasnych oczach jest
                                    > nieuleczalna choroba.

                                    Nie jestem ekspertem w swoich oczach.

                                    > Masz swoje zycie czy zajmujesz sie juz tylko
                                    > cudzym?

                                    Mam - to oczywiste. Cudzym się nie zajmuję - nie interesuje mnie życie innych
                                    obcych mnie ludzi. Natomiast tutaj zaglądam w wolnej chwili i czytam co ludzie o
                                    sobie piszą o czasami odpowiadam.

                                    > To co piszesz nie ma nic wspolnego z rzeczywistoscia. Same
                                    > idealistyczne bajki.

                                    No cóż - masz prawo to tak oceniać.

                                    > Robia wrazenie na paniach zlaknionych silnego
                                    > samca, ktory nazwie znienawidzonego meza 'palantem, uposledzonym'.

                                    Myślę, że nie doceniasz tutaj Czytelników ;)
                                    A mnie przeceniasz.

                                    > Takie tutaj nad toba achuja i echuja jaki to jestes madry.

                                    I to ci przeszkadza? Że nie ahują, ehują nad tobą?

                                    > Tylko nie
                                    > widza ze twoje madrosci nie maja nic wspolnego z realnym zyciem.

                                    Ale ja widzę i myślę, że inni też to dostrzegają lub dostrzegą.
                                    Nie licze abyś Ty to dostrzegł. Ale widzę w Tobie emocje, a to dobrze rokuje na
                                    przyszłość.

                                    > Inna forma bawidamka. I wez chlopie troche stresc te wywody,bo nie
                                    > wszyscy sa przyzwyczajeni do czytania harlequinow.

                                    No cóż - ja lubię czytać zaś streszczając się, można zagubić ważne rzeczy. Tu
                                    faktycznie, jestem skrupulatny ;)

                                    > Dla normalnych
                                    > ludzi, ktorych lubisz przywolywac na przyklady,to meczarnia czytac
                                    > takie litanie.

                                    Nie - dla normalnych ludzi czytanie nie męczy.
                                    Mnie np. nie męczy - ale faktycznie wg Twoich kryteriów i wiedzy - mogę dla
                                    Ciebie być nienormalny ;)
                                  • tilia.cordata Re: wcale nie sluchasz, masz gotowa odpowiedz 01.11.07, 22:17
                                    ...daj facet spokój:)

                                    > Dla normalnych
                                    > ludzi, ktorych lubisz przywolywac na przyklady,to meczarnia czytac
                                    > takie litanie.
                                    Nie, dla - jak to ładnie okresliłeś - normalnych ludzi czytanie
                                    takich wywodów daje do myślenia.
                                    Jeżeli jednak Jego słowa są dla Ciebie niezrozumiałe czy trudne do
                                    przyjęcia, po prostu nie czytaj. A jak chcesz polemizować, nie kpij
                                    i nie szydź.

                                    Nie jesteś adresatem Jego postów, i dlatego chyba trudno Ci
                                    zrozumieć o czym pisał.

                                    Pozdrawiami dobrej nocy życzę.
                              • melulu_1 Re: glosatorr 01.11.07, 20:35
                                Tal Michael ,słyszałam co mówili obaj na temat kochanek Nigdzie nie napisałam
                                ,ze mój mąż jest święty Tak samo postapił zle jak i kochanka
                                Wiesz co znaczy dla kobiety w ciąży być zdradzoną? przez mężaNie wiesz i nigdy
                                nie będziesz wiedział .Pozdrawiam
                        • melulu_1 Re: :) 31.10.07, 20:47
                          p_k_79 napisała:

                          > Dlaczego byłsam pewna, że jesteś Osobą, która musi mieć ostatnie
                          > słowo w dyskusji?:))))

                          Zawsze to piszesz pk79 ,do każdego rozmówcy a tak naprawdę zawsze Ty kończysz
                          dyskusję ,masz ostatnie słowo
                          Pozdrawiam
                          >
    • japlus2 Re: brak ochoty na seks z mężem 30.10.07, 13:38
      Rany, Tilia, Twoja historia z kilkoma wyjątkami, to jak odbicie lustrzane mojej!
      Kiedyś dość często zaglądałam na to forum, bo mąż nie chciał ze mną sypiać -
      różnie się tłumaczył, w większości bardzo głupio, ale to już przeszłość. Do
      problemów z seksem, doszło baaardzo wiele innych i tak się stało, że zabrałam
      dzieci, wyprowadziłam się i złożyłam pozew o rozwód. Nie mieszkaliśmy razem 3
      miesiące. Potem zaczął się bardzo starać. No i dałam mu ostatnią szansę, trwa to
      2 miesiące.
      Teraz zajrzałam na to forum, bo problem jest odwrotny, to ja nie chcę już z nim
      sypiać. Owszem zdarzyło się 3 razy od powrotu, ale raczej sama się do tego
      zmusiłam mając chyba głupią nadzieję, że ochota mi wróci. Nie wróciła. W
      międzyczasie jemu też odechciało się starać i sytuacja powraca do punktu
      wyjścia. Właśnie jestem okropnie na niego wkurzona, bo uparł się wyjechać na
      weekend do kolegów - wyjechał w czwartek, choć zgodziłam się na sobotę, a nie
      wrócił do dziś, choć miał być z powrotem w niedzielę. W dodatku dzieci są chore
      już drugi tydzień na zapalenie oskrzeli i siedzę w domu na zwolnieniu, a on
      nawet telefonu nie odbiera!
      Mój post pewnie bardziej nadaje się na jakieś forum o problemach małżeńskich,
      ale nie znam takiego. Chyba musiałam się komuś po prostu wygadać!
      • tilia.cordata Re: brak ochoty na seks z mężem 30.10.07, 14:53
        No właśnie, jak ja chciałam to on nie chciał, jak on chciał, ja już
        nie chciałam...
        Jak bajka o czapli i czymś tam jeszcze:/

        Podobnie jak mój, Twój traktuje Cię jak typową babę przy dzieciach.
        Gdzie ci faceci, którzy na równi z kobietą czują się odpowiedzialni
        za dzieci?
        U mnie też tak, że wyjeżdża na ryby, nigdy nie oponuję wręcz
        przeciwnie, niech się odpręży. Niedawno miał urodziny, przyjecahł do
        domu i powiedział,że korzystając z pogody wyjeżdża na ryby.
        Zdziwiłam się, no ale w końcu jego święto. Pojechał, a ja z córcią
        rozłożyłam filiżanki, talerzyki i zrobiłyśmy sobie małe przyjęcie.
        Nawet specjalnego żalu nie czułam. Tylko mała dziwiła się, czemu
        tatuś z nami nie siedzi.
        Bardzo kocha dziecko, ale podobnie jak Twój - jakoś niespecjalnie to
        okazuje. Wiesz, ja kupuję jakieś gazety, zabawki i daję mu, by on
        dał jej. Ona wtedy cieszy się straszliwie, że to tatuś jej kupił, że
        kocha go itd. A mi jest przykro., że jemu nie przyjdzie to do głowy.
        A jak mała jest chora, to słyszę że panikuję, że znowu szukam
        chorób, po co to robię itd.

        Trzymaj się i walcz dalej. Będzie dobrze, niezależnie od tego, co
        będzie dalej. Jeżeli bardzo się stara, to to jedno potknięcie ma
        jakieś uzasadnienie, bez przyczyny by chyba nie milczał. Może popsuł
        mu się telefon, albo go zapodział gdzieś? Poczekaj, aż będziesz
        wiedziała, jaka była tego przyczyna. Może ten wyjazd jest mu
        potrzebny, by zrozumieć..?

        Pozdrawiam Cię cieplutko:)
        • japlus2 Re: brak ochoty na seks z mężem 31.10.07, 14:06
          > No właśnie, jak ja chciałam to on nie chciał, jak on chciał, ja już
          > nie chciałam...
          > Jak bajka o czapli i czymś tam jeszcze:/

          Dokładnie!

          > Podobnie jak mój, Twój traktuje Cię jak typową babę przy dzieciach.
          > Gdzie ci faceci, którzy na równi z kobietą czują się odpowiedzialni
          > za dzieci?

          Ja pracuję, tylko, że on tego zupełnie nie docenia. Mało też nie zarabiam i
          często, gdyby nie moje pieniądze, to nie wiem gdzie byśmy teraz wylądowali. Ale
          jeżeli chodzi o dzieci, to tak - dzieci to mój "problem", nie raz słyszałam, że
          to MOJE dzieci.

          > U mnie też tak, że wyjeżdża na ryby, nigdy nie oponuję wręcz
          > przeciwnie, niech się odpręży.

          Tak na prawdę, to jak on wyjeżdża, to ja wtedy odpoczywam i radzę sobie dużo
          lepiej sama.

          > Jeżeli bardzo się stara, to to jedno potknięcie ma
          > jakieś uzasadnienie, bez przyczyny by chyba nie milczał.

          To nie jest niestety jedno potknięcie, na pewno nie pierwsze. Wiesz mi było tego
          sporo. To była właśnie ta ostatnia szansa. Dałam mu ją, ponieważ nie chciałam
          mieć potem wyrzutów sumienia i chciałam być w porządku wobec dzieci -
          próbowałam, niestety się nie udało. Na prawdę było już dużo lepiej i zupełnie
          nie spodziewałam sie teraz takiego wyskoku.

          > Może popsuł mu się telefon, albo go zapodział gdzieś? Poczekaj, aż
          > będziesz wiedziała, jaka była tego przyczyna.

          Dowiedziałam się od jego kolegi, że to przez długi - tak przynajmniej twierdzi.
          Długi ma i to ogromne, niestety odmawia wszelkiej współpracy ze mną - firma jest
          jego, problem też jego - o połowie pewnie nawet nie mam bladego pojęcia.

          > Może ten wyjazd jest mu potrzebny, by zrozumieć..?

          Na zrozumienie miał 3 miesiące, jak od niego odeszłam z dziećmi - myślałam, że
          zrozumiał. Pomyliłam się.

          > Pozdrawiam Cię cieplutko:)

          Ja również pozdrawiam i życzę dużo siły.

          Ps. Jeszcze nie wrócił i nadal się nie odzywa.
          • glosatorr Re: brak ochoty na seks z mężem 31.10.07, 14:17
            > Dowiedziałam się od jego kolegi, że to przez długi - tak
            przynajmniej twierdzi.
            > Długi ma i to ogromne, niestety odmawia wszelkiej współpracy ze mną
            > Ps. Jeszcze nie wrócił i nadal się nie odzywa.

            Nie, że jestem jakimś czarnowidzem, ale wiesz... może juz jesteś
            wdową? Bo on pożyczył kasę nie od tych ludzi co trzeba i będąc winny
            teraz spłaca te długi w zaświatach?

            Naprawdę współczuję Wam obu dziewczyny - ale mnie naprawdę
            interesuje fenomen - na co liczyłyście obie, jak widziałyście swoich
            przysżłych mężów kiedy ich poznawałyście? Czego nie zauwazyłyście?
            Czemu ich wybrałyście?
            Zastanawiałyście się nad tym - co Was w nich pociagało? Ze
            wyszłyście za nich i macie teraz takie cyrki?
            • japlus2 Re: brak ochoty na seks z mężem 31.10.07, 15:23
              Matko, jak to wydaje się dawno! Przytłoczone górą problemów ciężko odgrzebać
              takie wspomnienia, ale Ci odpowiem.
              Mnie pociągało w nim to, że miał zapał do życia, dobre pomysły, chęć działania i
              pomysł na życie (czyt. własny interes). Pierwszy raz byłam z kimś, kto chciał
              zrobić coś własnego i wierzył w to, że się uda. Poza tym łączyły nas wspólne
              zainteresowania (żeglarstwo i sporty walki), ale to tak trochę na dodatek.
              Niestety dopiero jak już byliśmy małżeństwem okazało się, że to taki słomiany
              zapał i to do wszystkiego czego się dotknie. Szybko mu się nudzi, jest
              niecierpliwy i w gorącej wodzie kąpany, w dodatku chorobliwie dumny i nie
              przyznaje się do błędów. Stąd też te długi, ja po pół roku wiedziałam, że nic z
              tego nie będzie, bo potrafię liczyć, ale on brnął nadal, teraz jak się w końcu
              troszkę rozkręciło, to jemu się już nie chce i najlepiej wyjechałby za granicę,
              olewa klientów, nie spłaca długów. Im więcej zarabia, tym więcej wydaje, a długi
              rosną.

              Ps. Wdową jeszcze nie jestem, dostaję co jakiś czas relacje od szwagra i jego
              przyjaciela.
            • oczy.czarne Re: brak ochoty na seks z mężem 31.10.07, 18:08
              Gdyby nie fakt, ze faceci w okresie godowym potrafia sie doskonale
              maskowac, ludzkosc pewnie juz dawno by wyginela...;)
              • tilia.cordata Re: brak ochoty na seks z mężem 31.10.07, 20:18
                > Gdyby nie fakt, ze faceci w okresie godowym potrafia sie doskonale
                > maskowac, ludzkosc pewnie juz dawno by wyginela...;)

                A wszystkiemu winne sa jak zwykle baby:P
        • oczy.czarne Re: brak ochoty na seks z mężem 31.10.07, 18:16
          Bardzo kocha dziecko, ale podobnie jak Twój - jakoś niespecjalnie to
          okazuje. Wiesz, ja kupuję jakieś gazety, zabawki i daję mu, by on
          dał jej. Ona wtedy cieszy się straszliwie, że to tatuś jej kupił, że
          kocha go itd. A mi jest przykro., że jemu nie przyjdzie to do głowy.
          A jak mała jest chora, to słyszę że panikuję, że znowu szukam
          chorób, po co to robię itd."

          Tilio, zwroc uwage na konsekwencje takiego postepowania. Ja Ciebie
          bardzo dobrze rozumiem, chcialabys, zeby Twoje dziecko bylo
          szczesliwe i zeby czulo, ze ma tate.

          Tylko, ze: Twoj maz pewnie czuje sie w takich momentach po pierwsze
          zdominowany, a po drugie zwolniony z wysilku myslenia i kupowania
          (po co? przeciez malzonka to zalatwi...). Twoje dziecko myslac, ze
          te prezenty dostaje od ojca stwarza sobie jego falszywy
          wyidealizowany wizerunek. Widzac Was klocacych sie, czy tez nie
          odzywajacych sie do siebie nie bedzie rozumialo, czego ta mama chce
          od tatusia, przeciez on jest taki kochany... A jesli dojdzie do
          rozstania, w ogole nie pojmie, o co Ty mialas do meza pretensje,
          przez byl taki dobry.

          Jesli Twoja rzeczywistosc odbiega od idealu, chcialabys ja troche
          nagiac w tym kierunku. Ale tak naprawde to sie predzej czy pozniej
          na Tobie zemsci.

          Serdecznie pozdrawiam:).
          • tilia.cordata Re: brak ochoty na seks z mężem 31.10.07, 20:14
            Ona bardzo kocha ojca, jak się kłócimy mówi jednak, że tatusia
            kocha, ale "nie bardzo", że mnie bardzo kocha. Wcale nie jest mi
            przyjemnie tego słuchać. Czasami udaje mi się powiedieć tylko, że
            nie powinna tak mówić. Naprawdę nie potrafię zdobyć się na więcej.

            A te prezenciki, które każę mu dawać w swoim imieniu? Chyba dlatego,
            że ja dostawałam zawsze od mamy jakies drobnostki, a od ojca nigdy.
            Zresztą ojciec nie jest zdolny do kochania, a mnie to juz żywo nie
            cierpi.

            Pytasz, Glosator, co w nim pokochałam? Przy nim czułam się
            niesamowicie bezpieczna. Miał taką niesamowitą wewnętrzną pewność
            siebie a jednocześnie ogromny spokój. Czuć było także ogromną siłę,
            która trochę dominowała, ale dawała oparcie.
            Nie narzekał na brak pieniędzy, miał głowę na karku, ale bynajmniej
            nie to było wyznacznikiem, że weszłam do tej rzeki.
            Moje uznanie wzbudził fakt, że nim jeszcze dobrze się poznaliśmy
            opowiedział mi właściwie o sobie wszystko, że miał w życiu pewiem
            młodzieńczy epizod, który nie był zbyt chwalebny. Byłam zdziwiona,
            że mi to mówił, ale on powiedzial,że chciał, bym to wiedziała.
            Tylko lekkie wątpliwości wzbudziło we mnie traktowanie przez niego
            swojej matki. Nie, nie żeby jej nie kochał, wyzywał czy jeszcze coś
            gorszego. To było takie traktowanie jak kobiety, która jest od
            sprzątania, gotowania i mówienia do niego zdrobniale. Bardzo dobrą i
            inteligentną kobietą była, najlepsza tesciowa, jaką sobie można
            wyobrazić. Wtedy myślałam, że kogo jak kogo, ale mnie nie będzie tak
            traktował... :/ Jej śmierć zmieniła go za bardzo...
            Naprawdę niewiele zapowiadało, że czasami będzie z niego wyłaził
            taki diabeł.
            Może to zchamienie to taka "naturalna" kolej rzeczy w świecie, gdzie
            wciąż trzeba deptać innych, by unosić się na powierzchni?
            Wiesz, mi też imponowało, że nigdy nie przynosił problemów z pracy
            do domu, nigdy. Czasami coś tam opowiadał, ale humorów nigdy nie
            przenosł na dom.
            No i chyba zdawł sobie sprawę z tego, że nie wychodzi za słodką
            idiotkę.
            Przed ślubem mieszkaliśmy ok. 1,5 roku razem. Nie było idealnie,
            pojawiły się jakieś rysy, ale tłumaczyłam sobie, że tak to jest,
            trzeba się dopasować, każdy przeciez ma swoje nawyki,przyzwyczajenia
            itd. Zamieszkaliśmy gdy mieliśmy po 28-29 lat, czyli w wieku, gdy
            facet jest już dojrzały, a przynajmniej powinien być, nie mówiąc o
            kobiecie.
            Ech, trudno znależć główny powód naszych nieporozumień. Chyba
            głównym grzechem jest zwyczajny brak rozmowy. On nie potrafi
            rozmawiać, dyskusje uważa za zbędne. No cóż, wydaje w pracy
            dyspozycje i -musze to przyznać- baaardzo rzadko się myli.
            Przedwczoraj przeprosił mnie, usiadł obok, przytulił i powiedział: i
            tak cię kocham. Teraz pozostaje jeszcze szczera i gruntowna rozmowa
            i... zobaczymy co będzie dalej.

            • bellerofont.m Re: brak ochoty na seks z mężem 01.11.07, 22:10
              > Przy nim czułam się niesamowicie bezpieczna.
              > Miał taką niesamowitą wewnętrzną pewność siebie
              > a jednocześnie ogromny spokój. Czuć było także
              > ogromną siłę, która trochę dominowała, ale dawała
              > oparcie. Nie narzekał na brak pieniędzy, miał głowę
              > na karku [...]

              > Tylko lekkie wątpliwości wzbudziło we mnie traktowanie
              > przez niego swojej matki.

              Glosatorr, czy to zbyt mało, żeby pomyśleć o wspólnym życiu? Kochali się, w łóżku było dobrze (starał się, jak to określiłeś), dawał Jej zdroworozsądkowe powody, by myśleć, że jest przyzwoitym człowiekiem, który zapewni jej stabilność i finansową i uczuciową na co dzień.

              Wydaje mi się, że pytanie "co myślałyście, kiedy wybierałyście swoich meżów?" jest czystym "gdybaniem po fakcie". Nie sposób wszystkiego sprawdzić i wypróbować, choćby niewiadomo jak detalicznie narzeczonego rozliczać przed ślubem. Poza tym nie ma żadnej gwarancji na przyszłość. Ludzie się zmieniają, i to nie tylko na gorsze.

              Ale przepraszam
              • glosatorr Re: brak ochoty na seks z mężem 02.11.07, 00:19
                bellerofont.m napisał:

                > > Tylko lekkie wątpliwości wzbudziło we mnie traktowanie
                > > przez niego swojej matki.
                >
                > Glosatorr, czy to zbyt mało, żeby pomyśleć o wspólnym życiu?

                Zdecydowanie. Czemu? Dlatego, że pierwsze wrażenie często jest przewodnim. No
                tak funkcjonuje nasz aparat poznawczy, że to co widzimy pierwsze - rzutuje na
                ocenę następnych wrażeń. A jak napisała wyżej Autorka wątku - coś ją zastanowiło
                i to zbagatelizowała.
                Właśnie relacja syna do matki. Są czasami niuanse, które przeoczamy, bo
                zakładamy, że ogólne wrażenie jest dobre. I właśnie odpowiedzi Pań pokazują, że
                jak już Wam serducho zapika mocniej, to zakładacie różowe okulary, to co dobre
                wybija się na plan pierwszy i reszta, nawet jak budzi niepokój jest
                usprawiedliwiana tym, że Wasza wiara w możliwość poprawy jest wielka. To jest
                błąd. Jeśli coś szwankuje, ostrzega na samym początku, to później może być już
                tylko gorzej.

                >Kochali się, w łóż
                > ku było dobrze (starał się, jak to określiłeś), dawał Jej zdroworozsądkowe powo
                > dy, by myśleć, że jest przyzwoitym człowiekiem, który zapewni jej stabilność i
                > finansową i uczuciową na co dzień.
                >
                Ale to za mało bo co się okazuje dzisiaj? Że w łóżku on bierze swoje i odwraca
                się plecami, że traktuje żonę jak matkę, czyli jak kuchtę - niewolnika. Nie
                rozumie co się do niego mówi, ma gdzieś potrzeby i dobro żony. Co się stało?
                Facet się zmienił? Możliwe - po prostu nie musi się już starać, kobita wpadła
                jak śliwka w kompot i się sama nie wydostanie. Natomiast ta nauczka sprawia, że
                kolejny raz kobieta ta nie ulegnie tymczasowemu, pierwszemu wrażeniu. Prawda?

                > Wydaje mi się, że pytanie "co myślałyście, kiedy wybierałyście swoich meżów?" j
                > est czystym "gdybaniem po fakcie".

                Oczywiście - ale dzięki "gdybaniu po fakcie" każdy zrozumie,że w pomyłki i
                błędów można wyciągnąć jakiś pozytyw na przyszłość. Prawda? Na podstawie
                własnych błędów, zdobywa się doświadczenie i ludzie stają się mądrzejsi.

                > Nie sposób wszystkiego sprawdzić i wypróbowa
                > ć, choćby niewiadomo jak detalicznie narzeczonego rozliczać przed ślubem.

                I to jest właśnie taki przesąd. Że się nie da. Wszystko się da jeśli się chce.
                Jeśli się nie chce to się nie da. Polak mądry po szkodzie. Tak mawiamy. Nie
                można tego zmienić? Można.

                > Poza
                > tym nie ma żadnej gwarancji na przyszłość. Ludzie się zmieniają, i to nie tylko
                > na gorsze.
                >
                Owszem - ale poznanie mocnych i słabych stron człowieka, odnalezienie w nim
                potencjału, który jest do rozwinięcia na plus lub na minus - jest możliwe. Tylko
                niestety trzeba coś ważnego zrobić - zapanować nad tym co człowieka gna. I
                proszę zapytać nie mnie, ale osoby, które przeżyły ogromną tragedię związaną
                właśnie z dokonaniem złego wyboru partnera - one najwięcej powiedzą, jak teraz
                bacznie obserwują każdego, kto chciałby z nimi być. Ja sam to robię bo nie mam
                zamiaru drugi raz popełnić tego samego błędu. Nie mam zamiaru drugi raz się
                rozwodzić. Dlatego między innymi ciągle pogłębiam swoją wiedzę - mam w tym cel -
                chcę po prostu już kolejny związek założyć na zawsze a nie na jakiś czas. I wiem
                jak to zrobić :))

                > Ale przepraszam
                • japlus2 Re: brak ochoty na seks z mężem 02.11.07, 15:57
                  glosatorr napisał:
                  > Są czasami niuanse, które przeoczamy, bo zakładamy, że ogólne wrażenie jest
                  dobre. I właśnie odpowiedzi Pań pokazują, że
                  > jak już Wam serducho zapika mocniej, to zakładacie różowe okulary, to co dobre
                  > wybija się na plan pierwszy i reszta, nawet jak budzi niepokój jest
                  > usprawiedliwiana tym, że Wasza wiara w możliwość poprawy jest
                  > wielka. To jest błąd. Jeśli coś szwankuje, ostrzega na samym
                  > początku, to później może być już tylko gorzej.

                  Glossator, z całym szacunkiem, ale zawsze coś szwankuje, czasem tylko uważamy,
                  że nie jest to tak ważna rzecz, że trzeba natychmiast się rozstać, że można nad
                  tym popracować. Dlaczego kogoś skreślać tylko dlatego, że ma popierdzielonych
                  rodziców lub coś innego ma nie zgodnego z naszym ideałem. Ja nie wierzę w bajkę
                  o dwóch identycznych połówkach jabłka.

                  > Ale to za mało bo co się okazuje dzisiaj? Że w łóżku on bierze
                  > swoje i odwraca się plecami, że traktuje żonę jak matkę, czyli jak
                  > kuchtę - niewolnika. Nie rozumie co się do niego mówi, ma gdzieś potrzeby i
                  dobro żony. Co się stało?
                  > Facet się zmienił? Możliwe - po prostu nie musi się już starać,
                  > kobita wpadła jak śliwka w kompot i się sama nie wydostanie.

                  A powiedz mi jak sprawdzić jaki będzie facet jak kochanka zostanie matką. Jakim
                  będzie ojcem jak dziecko przyjdzie na świat, jak to wpłynie na jego psychikę,
                  postrzeganie żony.
                  Ja wiedziałam co robię wychodząc za niego, wiedziałam jak go trzymać w ryzach
                  (choć to może niezbyt trafne określenie), nie wiedziałam natomiast jak wpłynie
                  na mnie macierzyństwo, jaka będę zmęczona wstawaniem, karmieniem, że przez jakiś
                  czas nie będę miała siły ani ochoty grać w damsko-męskie gierki.
                  Ja naczytałam się wiele o tym co trzeba, czego nie wolno, ale i tak w pewnym
                  momencie zmęczenie zwyciężyło.
                  Może poniekąd moje problemy wynikają z tego, że na chwilkę spuściłam go z oczu,
                  odpuściłam sobie i jemu i stało się. Jak się pojawiają dzieci, to zawsze
                  wywracają świat do góry nogami i jak już opanujemy tą nową rzeczywistość,
                  okazuje się, że jest ona zupełnie inna od tego co znamy i od tego czego
                  oczekiwaliśmy. Nie można się na to przygotować.

                  > Natomiast ta nauczka sprawia, że kolejny raz kobieta ta nie ulegnie
                  >tymczasowemu, pierwszemu wrażeniu. Prawda?

                  Oczywiście, że nie, mam dzieci i poukładany po swojemu świat, następny kandydat
                  nie będzie porywem uczucia, tylko wyrachowaną kalkulacją - po pierwsze bogaty,
                  po drugie dobry przykład dla moich dzieci (nie tatuś, ale wzór tego jak
                  mężczyzna powinien traktować kobietę), po trzecie niewymagający i dochodzący,
                  akceptujący, że jestem po pierwsze mamą (no chyba, że go spotkam jak już mi
                  dzieci z domu wyfruną), no i dobry w łóżku.
                  Tylko pytanie, kto temu sprosta i jak długo.

                  > Oczywiście - ale dzięki "gdybaniu po fakcie" każdy zrozumie,że w pomyłki i
                  > błędów można wyciągnąć jakiś pozytyw na przyszłość. Prawda? Na podstawie
                  > własnych błędów, zdobywa się doświadczenie i ludzie stają się mądrzejsi.

                  Ja nie płaczę nad rozlanym mlekiem, było jak było, teraz pora na nowe życie.

                  >Tylko
                  > niestety trzeba coś ważnego zrobić - zapanować nad tym co człowieka gna.

                  To jak spisać umowę na zimno, bez emocji. Gdzie tu miejsce na miłość, uczucie,
                  może na szacunek, ale nic więcej.

                  Pozdrawiam
                  • glosatorr Re: brak ochoty na seks z mężem 03.11.07, 12:01
                    japlus2 napisała:

                    > glosatorr napisał:
                    >
                    > Glossator, z całym szacunkiem, ale zawsze coś szwankuje,

                    Mi jak coś szwankuje to mi nie pasuje - więc staram się to naprawić.
                    No sorry - ale ja np. gdybym nie miał o czym z kobietą rozmawiać, to się po
                    prostu nie zmuszę. Tak samo jak się nie zmuszę, jeśli nie mógłbym na nią
                    spojrzeć. Nie obniżam poprzeczki sobie więc czemu miałbym obniżać poprzeczkę
                    innym? Ja się przekonałem, że kiedy coś sobie odpuszczam, to potem tego żałuję.
                    Może inni muszą to sami przejść?

                    > Dlaczego kogoś skreślać tylko dlatego, że ma popierdzielonych
                    > rodziców lub coś innego ma nie zgodnego z naszym ideałem.

                    Ideały nie istnieją. To fakt - każdy ma jakieś ułomności. Ale jeśli ja znam
                    siebie i wiem, że czegoś po prostu nie zniosę - np. jak baba mi o byle duperelę
                    robi wojnę 40-letnią zamiast porozmawiać na spokojnie - to mówię Pa. Bo szkoda
                    mi czasu i kolejnej rozterki. Bo szkoda mi mojego serca by znowu miało przejść
                    piekło. Więc wolę znając siebie - wiedzieć na ile jestem w stanie pójść na
                    kompromisy, a na ile sobie zaszkodzę. Moja była teściowa robiła mojemu byłemu
                    teściowi jazdy takie, że facet po prostu w końcu uciekł na drugi kontynent. Ja
                    też myślałem, że ta sprawa mnie nie dotyczy. Dzisiaj wiem, że gdybym wiedział to
                    co wiem dzisiaj - obróciłbym się na pięcie i obracając się zobaczyłbym o wiele
                    gorsze rzeczy.
                    Wolę działać prewencyjnie - nawet jak się mylę - to nie stracę wiecej niż gdybym
                    się pomylił.

                    > Ja nie wierzę w bajkę
                    > o dwóch identycznych połówkach jabłka.
                    >
                    No cóż - to Twoja sprawa. Ja wierzę.
                    Bo bycie dwoma połówkami to jeszcze nie wszystko.

                    > A powiedz mi jak sprawdzić jaki będzie facet jak kochanka zostanie matką.

                    Obserwując nim zostanie matką. Jak reaguje na dzieci, jak reaguje na krew.
                    Pisałem o tym i tutaj i na swojej stronie. Zapowiedź jakim facet będzie ojcem i
                    mężem - jest do rozpoznania. Nawet jak facet się kryje, to nie bedzie się krył w
                    nieskończoność. Niestety Wy drogie Panie się tak śpieszycie, bo w Waszym
                    przekonaniu czas Wam ucieka i starość się zbliża, że na wiele rzeczy nie
                    zwracacie uwagi.
                    Ja zwracam - bo mi się do nieszczęśliwego życia wogóle nie śpieszy. A na
                    szczęśliwe - warto poczekać.


                    > nie wiedziałam natomiast jak wpłynie
                    > na mnie macierzyństwo,
                    > Może poniekąd moje problemy wynikają z tego, że na chwilkę spuściłam go z oczu,
                    > odpuściłam sobie i jemu i stało się. Nie można się na to przygotować.

                    Widzisz sama - w pewnym momencie odpuściłaś. Byłaś zmęczona. A ja się pytam -
                    czemu czułaś się zmęczona? Czym? Nie odczytałaś wcześniej, że masz za dużo
                    obowiązków? Sprawdziłaś, jak dałaś facetowi zadanie do wykonania - np. umyć
                    łazienkę, gdy Ty w tym czasie np. cerowałaś sobie np. bluzkę? Nie sprawdziłaś,
                    czy facet rwie się do posiadania dziecka? Jak reaguje na inne dzieci?
                    Rozmawiałaś z nim o wychowaniu? Słuchałaś go co mówi? Obserwowałaś go kiedy on
                    myślał, że nie jest obserwowany? Wysiłek włożony w poznawanie faceta daje dużo
                    pozytywów w przyszłości i pozwala ominąć rafy. Nie wszystkim się w związkach nie
                    udaje. Niestety strach np. przed samotnością, powoduje, że kobiety obniżają
                    poprzeczkę, przymykają oczy na szczegóły nieistotne dla nich które później
                    okazują się czubkami gór lodowych. To są poniesione koszty - ale i inwestycja.
                    Warto się nie spieszyć.


                    >
                    > następny kandydat
                    > nie będzie porywem uczucia, tylko wyrachowaną kalkulacją
                    > Tylko pytanie, kto temu sprosta i jak długo.
                    >
                    A ja czytając to co piszesz niestety wciąż widzę, że jeszcze nie wyciągnąłaś
                    wniosków z włąsnych niepowodzeń.
                    Sprostać kobiecie? Dla niektórych mężczyzn to żaden problem. Natomiast potrafimy
                    czasami odróżnić naturalne potrzeby od przerośniętych wymagań. My też wiemy
                    czego chcemy. :-)

                    > Ja nie płaczę nad rozlanym mlekiem, było jak było, teraz pora na nowe życie.
                    >
                    Nie. Nim zaczniesz nowe życie, podsumuj stare, wyciągnij wnioski, zauważ czemu
                    popełniłaś błędy. Naucz się na nich. Do tego potrzeba niestety samotności.
                    Pakowanie sie w nowy związek bez dokładnego audytu poprzedniego niepowodzenia,
                    to ładowanie się w następny kanał.


                    > To jak spisać umowę na zimno, bez emocji.

                    Nie - ja jestem gorący chłopak. Ale wiem co jest najważniejsze.

                    > Gdzie tu miejsce na miłość, uczucie,
                    > może na szacunek, ale nic więcej.
                    >
                    Właśnie - robi się to z miłości, z powodu uczuć, szacunku - do siebie i drugiej
                    osoby, bo nasze niepowodzenia, to także tragedia dla drugiej osoby i
                    potencjalnych pociech. Trzeba myśleć - nie tylko o sobie ale i za innych ludzi.
                    To się nazywa odpowiedzialność i przygotowanie do wzięcia konsekwencji za własne
                    decyzje.

                    > Pozdrawiam
                    Wzajemnie
                    • japlus2 Re: brak ochoty na seks z mężem 03.11.07, 13:06
                      > Mi jak coś szwankuje to mi nie pasuje - więc staram się to
                      > naprawić. No sorry - ale ja np. gdybym nie miał o czym z kobietą
                      > rozmawiać, to się po prostu nie zmuszę. Tak samo jak się nie
                      > zmuszę, jeśli nie mógłbym na nią spojrzeć. Nie obniżam poprzeczki
                      > sobie więc czemu miałbym obniżać poprzeczkę innym? Ja się
                      > przekonałem, że kiedy coś sobie odpuszczam, to potem tego żałuję.
                      > Może inni muszą to sami przejść?

                      No proszę Cię, przecież ja nie o tym mówię. Mój mąż nie był moim
                      pierwszym poważnym związkiem. Nigdy nie spotkałabym się po raz drugi
                      z kimś, z kim nie ma podstawowej więzi, jak np. tematu do rozmowy.

                      > Ideały nie istnieją. To fakt - każdy ma jakieś ułomności. Ale
                      > jeśli ja znam siebie i wiem, że czegoś po prostu nie zniosę to
                      > mówię Pa. Bo szkoda mi czasu i kolejnej rozterki. Bo szkoda mi
                      > mojego serca by znowu miało przejść piekło. Więc wolę znając
                      > siebie - wiedzieć na ile jestem w stanie pójść na kompromisy, a na
                      > ile sobie zaszkodzę.

                      Przecież jest to zupełnie jasne. Nie jestem masochistką.

                      > Obserwując nim zostanie matką. Jak reaguje na dzieci, jak reaguje
                      > na krew. Pisałem o tym i tutaj i na swojej stronie. Zapowiedź
                      > jakim facet będzie ojcem i mężem - jest do rozpoznania. Nawet jak
                      > facet się kryje, to nie bedzie się krył w nieskończoność.

                      Wybacz, ale to nie ma zupełnie nic (albo niewiele) do rzeczy -
                      wyobraź sobie, że był (jest) wspaniałym wujkiem dla swojego
                      chrześniaka, że dzieci go uwielbiają. Niestety bycie dobrym wujkiem
                      to nie to samo co bycie tatusiem na pełnym etacie. (A tak przy
                      okazji nie rozumiem co ma do tego reakcja na krew?)

                      > Niestety Wy drogie Panie się tak śpieszycie, bo w Waszym
                      > przekonaniu czas Wam ucieka i starość się zbliża, że na wiele
                      > rzeczy nie zwracacie uwagi.

                      Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, że to stwierdzenie jest bardzo
                      obraźliwe. Nie jestem nastolatką i nie wyszłam za mąż, ponieważ nikt
                      inny mnie nie chciał.

                      > Ja zwracam - bo mi się do nieszczęśliwego życia wogóle nie
                      > śpieszy. A na szczęśliwe - warto poczekać.

                      Ja też mam taką nadzieję, ale istnieje ryzyko, że można się nie
                      doczekać.

                      > Widzisz sama - w pewnym momencie odpuściłaś. Byłaś zmęczona. A ja
                      > się pytam - czemu czułaś się zmęczona? Czym? Nie odczytałaś
                      > wcześniej, że masz za dużo obowiązków? Sprawdziłaś, jak dałaś
                      > facetowi zadanie do wykonania - np. umyć łazienkę, gdy Ty w tym
                      > czasie np. cerowałaś sobie np. bluzkę? Nie sprawdziłaś,czy facet
                      rwie się do posiadania dziecka? Jak reaguje na inne dzieci?

                      Oczywiście, nigdy nie byłam kurą domową, jeszcze na studiach byłam
                      aktywna zawodowo i posiadam wiele zainteresowań. Dzielimy się
                      obowiązkami, on nawet gotować potrafi i chętnie to robi. Dzieci
                      uwielbiał z wzajemnością i bardzo chciał mieć swoje.
                      Byłam zmęczona jak każda kobieta po porodzie, fizycznie porodem i
                      innymi problemami, oraz psychicznie stresując się czemu dziecko
                      płacze, czemu nie je, czemu nie robi kupki, czemu mało śpi i innymi
                      rzeczami, które składają się na wzajemne poznawanie dziecka z
                      rodzicem.

                      > Niestety strach np. przed samotnością, powoduje, że kobiety
                      > obniżają poprzeczkę, przymykają oczy na szczegóły nieistotne dla
                      > nich które później okazują się czubkami gór lodowych. To są
                      > poniesione koszty - ale i inwestycja.
                      > Warto się nie spieszyć.

                      No to już zupełnie nie o mnie, jest mi zupełnie obcy strach przed
                      samotnością, jak i pośpiech.

                      > A ja czytając to co piszesz niestety wciąż widzę, że jeszcze nie
                      > wyciągnąłaś wniosków z włąsnych niepowodzeń.
                      > Sprostać kobiecie? Dla niektórych mężczyzn to żaden problem.
                      > Natomiast potrafimy czasami odróżnić naturalne potrzeby od
                      > przerośniętych wymagań. My też wiemy czego chcemy. :-)

                      Wyciągnęłam, tylko wobec nowego mężczyzny mam trochę inne wymagania.
                      Mam obowiązki wobec dzieci, więc na pewno przez długi czas nie
                      wpuszczę nowego mężczyzny do domu. Nie będę im robiła wody z mózgu,
                      dopuki nie będą w stanie zrozumieć tej nowej sytuacji, a nie wiem
                      kiedy będą w stanie ją zrozumieć. Nie będę szukała męża, a tym
                      bardziej tatusia dla dzieci, bo jednego już mają (trzeba tylko, aby
                      te spotkania z nimi były dla nich pełne radości). Do końca życia
                      będę mogła przebierać i wybierać tak jak Ty. Nie śpieszy mi się, bo
                      mam inne priorytety. Jak nie znajdę, to nie, trudno.

                      > Nie. Nim zaczniesz nowe życie, podsumuj stare, wyciągnij wnioski,
                      > zauważ czemu popełniłaś błędy.

                      Właśnie podsumowuję i tworzę nową jakość.

                      > Pakowanie sie w nowy związek bez dokładnego audytu poprzedniego
                      > niepowodzenia, to ładowanie się w następny kanał.

                      Wiem o tym. Nie pakuję się w nowy związek, wręcz zakładam, że będę
                      sama z dziećmi.

                      > Nie - ja jestem gorący chłopak. Ale wiem co jest najważniejsze.

                      A co to takiego? Przetargać kogoś przez wszystko co nam przyjdzie do
                      głowy, a jak już przejdzie wszystkie próby powiedzieć ok, zdałeś?
                      (Wybacz, że troszkę przerysowałam sytuację, ale tak to poniekąd
                      wygląda.)

                      > Właśnie - robi się to z miłości, z powodu uczuć, szacunku - do
                      > siebie i drugiej osoby, bo nasze niepowodzenia, to także tragedia
                      > dla drugiej osoby i potencjalnych pociech. Trzeba myśleć - nie
                      > tylko o sobie ale i za innych ludzi.
                      > To się nazywa odpowiedzialność i przygotowanie do wzięcia
                      > konsekwencji za własne decyzje.

                      Rozumiem co znaczy odpowiedzialność i ponoszenie konsekwencji
                      własnych decyzji, jednak i tak uparcie twierdzę, że świat nie jest
                      zero jedynkowy, jest bardzo skomplikowany i nieprzewidywalny.
                      Musielibyśmy żyć ze 300 lat, przeczytać wszystkie książki świata,
                      przestudiować wszystkie dyscypliny akademickie i mieć bardzo dużo
                      szczęścia, by i tak nie popełnić błędu w szeroko pojętej miłości.
                • bellerofont.m Re: brak ochoty na seks z mężem 03.11.07, 10:40
                  > I to jest właśnie taki przesąd. Że się nie da.
                  > Wszystko się da jeśli się chce. Jeśli się nie chce
                  > to się nie da. Polak mądry po szkodzie. Tak mawiamy.
                  > Nie można tego zmienić? Można.

                  Z tego co piszesz przebija chęć posiadania maksymalnej gwarancji na partnera poprzez rozliczenie we wszystkich sferach. Bardzo mnie dziwi, że myślisz, że możliwe jest sprawdzenie wszystkiego i jeszcze na tej podstawie wywnioskowanie, jak będzie w przyszłości.

                  Przypomina mi to znajome pary, które są ze sobą po kilka lat, ale facet dalej nie chce brać ślubu, bo otwarcie mówi, że nie wie, czy ona się nie zmieni i chce od niej gwarancji, że po ślubie będzie tak samo jak było przez te 6, 7, 8 lat związku. To dziecinada.

                  Zgadzam się z tym, co napisała po Tobie japlus2. Na pewno nie można przwidzieć, jak macierzyństwo zmieni Ją lub Jego.

                  > >A jeśli nie kocha, to dlaczego? i kiedy to się stało.

                  > Myślę, że to się stało kiedy jeszcze był dzieckiem.

                  W tym momencie wdajesz się już w jakieś pseudopsychologiczne analizy. Myślisz, że Ona nie zauważyła przez tyle lat, że on jej nie kocha? Albo że jej w ogóle nigdy nie kochał? Grubo przesadzasz.
                  • glosatorr Re: brak ochoty na seks z mężem 03.11.07, 12:18
                    bellerofont.m napisał:

                    >
                    > Z tego co piszesz przebija chęć posiadania maksymalnej gwarancji na partnera po
                    > przez rozliczenie we wszystkich sferach.

                    Nic z tych rzeczy, bo to jest po prostu niemożliwe.
                    Są rzeczy ważne, nieistotne, najważniejsze i n-rzędne.
                    Napewno możesz sporządzić katalog najważniejszych rzeczy, dla których nie
                    pójdziesz na ustępstwa. Np. kobieta musi być mądra, dobra negocjatorka, piękna,
                    dojrzała emocjonalnie. Powiedzmy takie punkty minimum. Jeśli popierduje sobie w
                    rytm muzyki i nawet Cię to bawi - nie jest to dla Ciebie istotne, możesz
                    przymknąć oko. Jeśli np. nie jest dla ciebie istotne, że lubi chodzić po
                    sklepach a Ty możesz jej na spokojnie w tym towarzyszyć i nie będziesz kruszył
                    kopii, że w tym czasie np. mógłbyś obejrzeć film - odpuszczasz sobie.
                    Ale w istotnych sprawach dla ciebie - po prostu musi być zgranie.
                    To nie jest ponad ludzkie możliwości - trzeba tylko wiedzieć, czego się oczekuje
                    i co można dać w zamian. Dla mnie to nie jest niemożliwe.
                    Polecam gorąco zasadę powolnego skracania dystansu - im więcej poznaję i daję
                    się poznać - tym bardziej skracam dystans. Dystans znika, gdy poznanie osiąga
                    swoją maksymalną wartość zakładając, że ewentualne ryzyko pomyłki, niepowodzenie
                    wpisane jest w każde ryzyko związku. Czyli innymi słowy - wiem co muszę
                    wiedzieć. Kiedy to wiem i jest ok - skracam dystans do chwili, kiedy dystans
                    znika. Wtedy nawet jak się zakocham i z tego nic nie wyjdzie, jestem
                    przygotowany np. na ból. Nie zakładam w ciemno, że wszystko sie ułoży samo - bo
                    wiem, że nic się nie ułoży samo. Nie zakładam, że będzie dobrze, bo może być
                    różnie. Nie zakładam, że wiem wszystko ale wiem, że jeśli czegoś nie wiem to się
                    dowiem. A jeśli się nie uda - to takie życie i trzeba być przygotowanym na ból
                    niepowodzenia.

                    >Bardzo mnie dziwi, że myślisz, że możl
                    > iwe jest sprawdzenie wszystkiego i jeszcze na tej podstawie wywnioskowanie, jak
                    > będzie w przyszłości.
                    >
                    No cóż - jak napisałem wcześniej - wiem co trzeba sprawdzić. Nie trzeba
                    sprawdzać wszystkiego.


                    >
                    >Na pewno nie można przwidzieć,
                    > jak macierzyństwo zmieni Ją lub Jego.

                    Można. Ja mogę. Z każdą poznaną kobietą o tym rozmawiam. Długo rozmawiam i
                    często wracam do tego o czym rozmawialiśmy. Mało tego - ja sam chcąc być jasno
                    zrozumianym - o tym mówię. Nawet pokazuję, że jeśli o czymś mówię, to nie jest
                    to tylko teoretyczna wiedza. Oczywiście kobieta ma prawo mi nie uwierzyć - ale
                    jeśli kobieta mi nie wierzy, to znaczy, że nie jest kobietą dla mnie. Dla mnie
                    to proste. Wiem na co zwracać uwagę. Jeśli widzę, że kobieta uśmiecha się na
                    widok dziecka, jak reaguje mając jakiegoś niemowlaka na rękach, jak na niego
                    patrzy, jak go przytula - wiem jaką będzie matką. Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz
                    rozmowa oraz obserwacja. Uważna. To samo dotyczy facetów. Jak sprawdzić, czy
                    facet jest dobrym ojcem? :-) Czasami wystarczy sprawdzić ile ma rodzeństwa ;))
                    Ale to temat rzeka. I nie wiem czy kogoś to zainteresuje.

                    > > Myślę, że to się stało kiedy jeszcze był dzieckiem.
                    >
                    > W tym momencie wdajesz się już w jakieś pseudopsychologiczne analizy.

                    Nie wiem na jakiej podstawie tak sądzisz, ale ok.

                    > Myślisz,
                    > że Ona nie zauważyła przez tyle lat, że on jej nie kocha? Albo że jej w ogóle n
                    > igdy nie kochał? Grubo przesadzasz.

                    Nie - można tego nie zauważyć. Działa tutaj mechanizm życia w iluzji, kiedy
                    pewne prawdy pomimo naszych pragnień są nadpisywane przez nasze oczekiwania.

                    Miłego dnia
                    • tilia.cordata Re: brak ochoty na seks z mężem 03.11.07, 12:43
                      Z jednym pozwolę sobie z Tobą nie zgodzić:)
                      Zawsze uważałam,że nie posiadam instynktu macierzyńskiego. Żadnego.
                      Nie rozumiałam jak można ćwierkac nad wózkiem z dzieciakiem, nie
                      rozumiałam jak może być to słodkie dla kogokolwiek. A rodzeństwa
                      młodszego trochę miałam. Kobiety marzące o ciąży były dla mnie
                      dziwaczne, zachwycanie się brzuchemi itd. głupie.
                      A mój mąż baaardzo chciał dziecka.
                      Kiedy zaszłam w ciążę dopiero po urodzeniu potrafilam naprawdę
                      kochać Małą. Gdy była w środku mnie nie potrafiłam rozczulać się nad
                      jej istnieniem.
                      Kocham ją z każdym dniem bardziej. Jestem mądrą i wyrozumiałą matką.
                      Nie biję /mnie bito/, staram się nie podnosić głosu, tłumaczyć.
                      Jestem dumna z siebie, że potrafię mądrze ją wychowywać.
                      A nic nie zapowiadało,że taka będę:)

                      Pozdrawiam serdecznie
                      • glosatorr Re: brak ochoty na seks z mężem 03.11.07, 14:30
                        tilia.cordata napisała:

                        > Z jednym pozwolę sobie z Tobą nie zgodzić:)

                        Bardzo mnie to cieszy.

                        > Zawsze uważałam,że nie posiadam instynktu macierzyńskiego. Żadnego.
                        > Nie rozumiałam jak można ćwierkac nad wózkiem z dzieciakiem, nie
                        > rozumiałam jak może być to słodkie dla kogokolwiek. A rodzeństwa
                        > młodszego trochę miałam. Kobiety marzące o ciąży były dla mnie
                        > dziwaczne, zachwycanie się brzuchemi itd. głupie.

                        Tak, są takie kobiety - i ja takie znam - nie jesteś wyjątkiem.

                        > A mój mąż baaardzo chciał dziecka.

                        A czy jest dobrym ojcem? Bo wielu facetów chce dziecka z różnych powodów.
                        Niekoniecznie takich, które nazywa się ojcostwem. ojcostwo tak jak i
                        macierzyńskie instynkta, może się obudzić dosyć późno... lub wcale.

                        > Kiedy zaszłam w ciążę dopiero po urodzeniu potrafilam naprawdę
                        > kochać Małą.

                        Tak też się zdarza.

                        > Gdy była w środku mnie nie potrafiłam rozczulać się nad
                        > jej istnieniem.

                        Wiem.

                        > Kocham ją z każdym dniem bardziej. Jestem mądrą i wyrozumiałą matką.

                        Nie wątpię

                        > Nie biję /mnie bito/, staram się nie podnosić głosu, tłumaczyć.
                        > Jestem dumna z siebie, że potrafię mądrze ją wychowywać.
                        > A nic nie zapowiadało,że taka będę:)
                        >
                        Jesteś tego pewna? Bo ja mam wątpliwości. :-)

                        > Pozdrawiam serdecznie
                        • tilia.cordata Re: brak ochoty na seks z mężem 04.11.07, 12:54
                          > > Nie biję /mnie bito/, staram się nie podnosić głosu, tłumaczyć.
                          > > Jestem dumna z siebie, że potrafię mądrze ją wychowywać.
                          > > A nic nie zapowiadało,że taka będę:)
                          > >
                          > Jesteś tego pewna? Bo ja mam wątpliwości. :-)

                          :) Nie, nie uderzyłam jej nigdy, zdarzyło mi się porządnie wściec.
                          Ale nie gram przed nią wszechwiedzącej i nieomylnej matki.
                          Przepraszam, gdy podniosę głos, przepraszam gdy zrugam
                          niesprawiedliwie. Włąsnego słowa nie traktuję jak święte - zmieniam
                          zdanie, gdy czuję, że upieranie się jest błędne, bo nie mam racji,
                          albo mogę po prostu odpuścić.

                          Oczywiście nie jestem idealna. Popełniam błędy, kłócę się przy
                          małej /potem jej musze tłumaczyć ale też przepraszam/, bywam zbyt
                          pobłażliwa itd.
                          A moje nieporozumienia z M? Robię ile mogę. Skoro dobrowolnie
                          wyszłam za mąż i nie z powodu dziecka w drodze, skoro kochałam i
                          byłam kochana, to warto próbować ocalić to, co było i jest dobre, a
                          spróbować naprawić to, co się zepsuło.

                          Mała kocha ojca, czeka za każdym razem na jego przyjście z pracy.
                          Lubi się z nim bawić, tuli się do niego, całuje i mówi o "moim
                          ukochanym tatusiu". Wiem,wiem, co masz na myśli:)

                          Bardzo się cieszył, z narodzin małej, było mu obojętne, czy będzie
                          chłopak czy dziewczynka. Teraz mówi, ze woli dziewczynki, bo one
                          bardziej kochaja tatusiów:)
                          Ona wiele mu daje, potrafi okazać bezinteresownie czułośc, a on tego
                          raczej nie potrafił. Teraz mówi: chodz, przytul ojca. On, który nie
                          lubił nigdy okazywania czułości sobie! Teraz wie, że nie ma w tym
                          nic niemęskiego. On też dostawał lanie od ojca, i to nie małe. Ale
                          twierdzi, że bicie jest wyrazem bezsilności i służy jednie
                          wyładowaniu własnej frustracji. Powiedział to swojemu przyjacielowi-
                          wspóolnikowi, bo tamten uważa bicie za świetny
                          sposób "wychowywania":/ Małej nigdy nie dał nawet klapsa, nawet nie
                          drgnęła mu ręka.

                          Inna rzecz,że potrafi być naprawdę bez serca. Wtedy pierw czekam, az
                          mu przejdzie. Ale jak bywa upierdliwy i potrafi mi ostro dopiec,
                          zaczynam się bronić. Zresztą jemu nie przechodzi po kilku dniach.
                          Potrafi go tak trzymać przez dłuższy czas:(

                          Mea culpa? Że nie potoczyło się jak zakładałam? Nigdy nie ma tak, że
                          można wychować dziecko w izolacji od przykrych doznań, kłótni
                          rodziców. To zresztą nie jest dobre, gdy zza ściany dochodzą wrzaski
                          rodziców a dziecko siedzi samo w pokoju i myśli, czy to nie jego
                          wina. Mała na nasze zwykłe kłótnie nie zwraca uwagi. MOże dlatego,
                          że czasami "kłócimy się" o jakies duperele i jednocześnie żartujemy.

                          Nie zauważyłam też, by w zabawie je odreagowywała czy przeżywała
                          powtórnie /jak np. bajki czy jakieś zdarzenia z przedszkola, które
                          absolutnie nie musza mieć wydźwięku negatywnego/. Nie tłumaczę jej
                          też, gdy pyta, dlaczego się kłócimy, że to nic takiego, wszystko ok.
                          Mówię, że kłócimy się z tatusiem, tak czasami bywa, ale tatuś
                          czasami jest taki bardzo niegrzeczny, wtedy ona woła do niego:
                          tatusiu, dlaczego jesteś niegrzeczny? No i czasami przyznaję się, że
                          ja też bywam zdenerwowana i podnosze głos i przepraszam ją za to,
                          mówiąc, że postaram się już tak nie robić.

                          Gdy spaliśmy przez krótki czas osobno, pytała dlaczego. Odpowiadałam
                          zgodnie z prawdą, że jestem bardzo zła na tatę, i lepiej będzie jak
                          będzie spał w drugim pokoju /widać jego łóżko z naszego/. A ona rano
                          biegła do ojca przytulic się, albo całowała go na dzień dobry.
                          Zdarzyło się że widząc moją reakcję w podobny sposób zwracała się do
                          niego. Wtedy tłumaczyłam,że to niegrzecznie, bo to mamusia kłóci się
                          z tatusiem, a ona nie powinna zachowywać się w ten sposób, bo tatuś
                          nic jej nie zrobił - coś w tym stylu.

                          Pozdrawiam serdecznie
                          • bellerofont.m Re: brak ochoty na seks z mężem 04.11.07, 15:48
                            Wciąż nawiązując do wypowiedzi glosatorr'a: Zgadzam się z Tobą co do meritum (że jest "lista" rzeczy, gdzie nie ma mowy o odpuszczaniu, gdzie wszystko musi być absolutnie 'na tak', żeby pójść dalej).

                            Jednak nie zgadzam się absolutnie, że po rozmowie można zorientować się, jak człowiek zareaguje na dziecko, na ciężką chorobę, na jakiś wypadek, na stratę kogoś bliskiego.

                            tilia.cordata napisała:
                            > Inna rzecz,że potrafi być naprawdę bez serca. [...]
                            > Potrafi go tak trzymać przez dłuższy czas:(

                            No właśnie, a czy to się nasiliło z czasem? czy od zawsze potrafił taki bywać? I czy zawsze potrafiło to trwać przez dłuższy czas?

                            > Mea culpa? Że nie potoczyło się jak zakładałam? [...]

                            Z Twoich postów wynika, że owszem, były jakieś negatywne sygnały, ale trudno było ocenić skalę, w jakiej wpłyną one później na Wasze życie. Nie piszesz też wprost (chyba, że coś przeoczyłem), że teraz widzisz krystalicznie czysto, że zignorowałaś jakieś ważne sygnały. I że z pespektywy czasu wydaje się oczywiste, że nie powinnaś wtedy planować z Nim życia. Z perspektywy dalej są "tylko" jakieś mniejsze lub większe wątpliwości, więc (to do Ciebie glosatorr) trudno mówić o błędzie, który po czasie wydaje się oczywisty.

                            Jesteś bardzo rozsądną, uczuciową i inteligentną kobietą. I jak sama piszesz
    • victta Re: brak ochoty na seks z mężem 31.10.07, 23:19
      Tilia mam pytanie,czy umiesz prosić?Prosić męża.Nie żądać i nie prosic tonem
      nieznoszacym sprzeciwu.Wydaje mi sie ,ze poprzez swoje złe relacje z ojcem
      ,boisz sie prosić mężczyzn.Bo w każdej prośbie istnieje ryzyko odmowy
      ,odsłaniamy sie,wydajemy na łaskę,a tego sie boisz.Jesli poprosiłabys męża np o
      masaż- odmówiłby?
      • tilia.cordata Re: brak ochoty na seks z mężem 01.11.07, 09:44
        Potrafię prosić, chociaz musiałam się tego nauczyć.
        Gdy proszę o mały masaż,mówię że bardzo mnie boli, że wystarczy by
        on chociaz lekko mnie pomasował, chociaż przez chwilę, bo sprawia mi
        to nieopisaną ulgę. A wtedy słyszę: ręce mnie bolą, jestem zmęczony,
        niech cię brat wymasuje... Jest odporny na łechtanie męskiej
        próżności:(
        Ale trafnie napisałaś, boję się odmowy...
    • merenre Re: brak ochoty na seks z mężem 01.11.07, 00:02
      Dzięki za dyskusję, którą przeczytałam jakby moja była. Rozumiem
      Cię. Mam podobnie, nawet bardzo - podobne zalezności, hasła,
      uwikłania. Jestem chyba najstarszą 30-latką na świecie. I wiesz jak
      się czuję? - nie czekam juz na nic, moje życie to krótkie odcinki,
      np. do środy, bo wtedy ktoś ma przyjść, do soboty - bo mam zlecenie.
      I tak żeby tylko przez dziń się przekulać. Czuję jakbym stała twarzą
      do ściany - i tak moge postać i 40 lat, albo miesiąc, albo 10 lat.
      Nie wiadomo. Ale nic już się nie wydarzy. Na nic nie czekam. Nawet
      nie mam siły, żeby odejść, zdradzić. Nic mi się nie chce - zero
      wiary w siebie. Zero. We własną inteligencję, atrakcyjność,
      zdolności, mozliwości. Trzymaj się. I pomysl o tym, co miałaś w
      odpowiedziach (nie pamiętam nicka) - chłop wie co mówi i na wiele
      spraw mi oczy otworzył.
    • michael1971 Re: brak ochoty na seks z mężem 01.11.07, 10:38
      Po przeczytaniu calosci powiem ci jedno. Jesli posluchasz tego
      nawiedzonego goscia, ktory tu moralizuje i miesza z blotem twojego
      meza, to najprawdopodobniej maz szybko znajdzie sobie kochanke. Tak
      pisala jakas dziewczyna po drodze i ma racje, ale zostala
      zakrzyczana.Tak wlasnie bylo u mnie. Bardzo sie roznilismy z zona od
      poczatku. Ja traktowalem pieszczoty, ktore trwaly godzinami jako
      poczatkowe poznawanie jej ciala i reakcji. I nic wiecej. Bylem
      wychowany dosc zimno i czulosci nie byly mi do niczego potrzebne.
      Dlatego nie rozumialem, o co jej chodzi kiedy po latach to sie
      skonczylo. Miala pretensje, ze seks to dla mnie chwilka. A ja to tak
      traktowalem. Rozladowanie napiecia seksualnego i koniec. I naprawde
      myslalem, ze tak to ma wygladac. U mnie w domu milosc okazywalo sie
      w opiece, dbaniu materialnym, niczym wiecej. A zona nie potrafila
      sobie wyobrazic, ze tak moze byc. Od razu wpadla w ton, ze juz mi
      nie zalezy, pewnie przyjaciolki dopowiedzialy swoje. Potem postawila
      sprawe na ostrzu noza, jak ci radzi ten facet. To byla granica mojej
      wytrzymalosci. Bez mrugniecia okiem znalazlem kochanke. Dopiero ta
      cierpliwie wskazala mi, ze seks to nie tylko fizjologia. Moglbym tu
      opisac wiele, ale nie o to chodzi. Chcialbym ci powiedziec jedno:
      Jak sie gra tylkiem, to sie zawsze przegra. Kochalem zone, choc nie
      rozumialem jej potrzeb. Nie mialem szans ich zrozumiec, bo bylem
      inaczej wychowany. Przez jej postepowanie zupelnie mi zobojetniala.
      • glosatorr Dziękuję za potwierdzenie moich słów 01.11.07, 12:24
        michael1971 napisał:

        > Jesli posluchasz tego
        > nawiedzonego goscia,

        Dziękuję - czytając Twój tekst widzę, że ten epitecik brzmi dla mnie jak komplement.

        > ktory tu moralizuje i miesza z blotem twojego
        > meza,

        Nie mieszam z błotem - tylko nazywam fakty moimi słowami.

        > to najprawdopodobniej maz szybko znajdzie sobie kochanke.

        Tak - to prawda.

        > Tak
        > pisala jakas dziewczyna po drodze i ma racje, ale zostala
        > zakrzyczana.

        Nieprawda - nikt jej nie zakrzykiwał.

        >Tak wlasnie bylo u mnie.

        I to wszystko wyjaśnia.

        > Bardzo sie roznilismy z zona od
        > poczatku. Ja traktowalem pieszczoty, ktore trwaly godzinami jako
        > poczatkowe poznawanie jej ciala i reakcji. I nic wiecej. Bylem
        > wychowany dosc zimno i czulosci nie byly mi do niczego potrzebne.

        Proszę - to się nazywa egoizm, jako wynik wychowania bez uczuć. Problem w tym,
        że pieszczoty dla Ciebie mogą nie istnieć. Nie pomyślałeś, że pieszczoty jakie
        Ty dajesz kobiecie są właśnie dla niej bardziej potrzebne niż Tobie. I dlatego
        takich mężczyzn jak Ty ja nazywam albo emocjonalnymi inwalidami, albo
        egocentrykami albo seksualnymi analfabetami. I możesz się na mnie obrazić, ale z
        powodu takiego wychowania jakie odebrałeś - jesteś zubożonym, okaleczonym
        emocjonalnie człowiekiem i każda kobieta jaka została wychowana w świecie
        zmysłów, ciepła, uczuć - będzie Cię traktowała jako porażkę.

        > Dlatego nie rozumialem, o co jej chodzi kiedy po latach to sie
        > skonczylo.

        Już Ci wyjaśniam - jedna z najważniejszych stron kontaktów między mężczyzną a
        kobietą jest dla Ciebie niezrozumiała, gdyż wychowano Cię w zimnie, bez emocji,
        uczuć, bez zrozumienia czym jest dotyk, pieszczota i bliskość w relacjach między
        ludzkich.

        > Miala pretensje, ze seks to dla mnie chwilka. A ja to tak
        > traktowalem.

        Czyli egoistycznie. Dziękuję Ci za Twoj wpis - bo on właśnie pokazuje, że ten
        "nawiedzony facet" ma rację.

        > Rozladowanie napiecia seksualnego i koniec.

        Problem w tym, że nawet wyjaśnianie Ci, że miłość we dwoje, kochanie się to
        tylko w 1% rozłądowanie napięcia seksualnego, zaś w 99% jest to okazywanie
        uczuć, szacunku do partnerki/partnera, to mowa ciała i miłosne wyznania
        pieszczotami - jest i będzie dla Ciebie ciemną magią.

        > I naprawde
        > myslalem, ze tak to ma wygladac. U mnie w domu milosc okazywalo sie
        > w opiece, dbaniu materialnym, niczym wiecej.

        Bardzo Cię okaleczono - i dlatego szczerze Ci współczuję.

        > A zona nie potrafila
        > sobie wyobrazic, ze tak moze byc.

        Zaden normalnie i dobrze wychowany człowiek nie zrozumie, że tego sobie nie
        możesz nawet wyorazić. Wiesz - ogromnie ważna sfera w życiu człowieka jest dla
        Ciebie nieosiągalna. Wielką krzywdę Ci wyrządzono i nawet o tym nie wiesz.

        > Potem postawila
        > sprawe na ostrzu noza, jak ci radzi ten facet. To byla granica mojej
        > wytrzymalosci.

        Jesteś bardzo słaby.

        > Bez mrugniecia okiem znalazlem kochanke. Dopiero ta
        > cierpliwie wskazala mi, ze seks to nie tylko fizjologia.

        Z tego co piszesz - niewiele Ci pokazała.


        > Jak sie gra tylkiem, to sie zawsze przegra.

        Nie - to nie gra tyłkiem, ale Twój analfabetyzm emocjonalny, seksualny sprawił,
        że po prostu doprowadziłeś kobietę do ostateczności. I nie kochałeś swojej żony,
        jeśli nie wykorzystując wszystkich mniej inwazyjnych związków choćby terapii
        poszedłeś na łatwiznę.

        >Kochalem zone, choc nie
        > rozumialem jej potrzeb.

        Nie kochałeś żony, bo gdybyś ją kochał, to w końcu zrozumiałbyś i odkrył, choćby
        pytając i słuchając i odkrywają, że to Ty masz problem a nie żona. Miłość, to
        wzajemne czytanie i realizowanie swoich potrzeb. To dawanie i branie - nawzajem.
        Ty brałeś ale nic nie dawałeś w najważniejszej sferze - uczuć, emocji. Dlatego
        tak łatwo Ci poszło pójść do kochanki zamiast się wysilić i odkryć, że jesteś
        emocjonalnie skrzywiony. Przez włąsnych rodziców, którzy nie nauczyli Cię, ze
        uczucia, emocje należy okazywać i dawać.

        > Nie mialem szans ich zrozumiec, bo bylem
        > inaczej wychowany. Przez jej postepowanie zupelnie mi zobojetniala.

        Nie przez jej postępowanie, ale z powodu okaleczenia i ubóstwa jako efektu
        Twojego wychowania.
        A z tego co piszesz - ja przynajmniej właśnie widzę, że kochanka Cię niczego nie
        nauczyła. Może teraz rozumiesz, że kobiecie jest potrzebna gra wstępna. Ale
        nadal jesteś emocjonalnie okaleczony, bo oskarżasz kobietę, która Ciebie kochała
        ale miała dość zimna, jakim ją obdarzałeś. Nadal nie rozumiesz i nawet nie
        czujesz, że za rozpad związku odpowiadasz przede wszystkim Ty - nadal nie
        rozumiejąc, że rodzice, wychowanie - odebrało Ci fundamentalną zdolność bycia
        razem z kobietą w związku. Owszem może w końcu na terapii ktoś Ci pomoże. Ale to
        wymagałoby od Ciebie ogromnego nakładu sił - a nie kochanki.
        Miłego dnia
        • michael1971 napisanie tekiego zdania nie jest rowne 01.11.07, 12:45
          prawdziwosci tego zdania. Naucz sie czytac. Teraz wiem, ze gra
          wstepna jest podstawa nie zbednym dodatkiem. Wiem to dzieki
          kobiecie, ktora kocham. Bo ona potrafila wyjsc poza swoje rozumienie
          i zrozumiec mnie. To bylo konieczne do tego zeby umiala mi cos
          wyjasnic. Bylem okaleczony masz racje. Tylko zastanow sie czy to
          wina kaleki na wozku, ze nie wstaje i nie chodzi? Czy glupota
          czlowieka,ktory od niego wymaga chodzenia? Wlasnie tak postepowala
          moja zona. Nie widziala mojej ulomnosci i nie zaczela od jej
          wyleczenia tylko wymagala zebym 'chodzil'. Tak samo jak ja nie
          rozumialem potrzeb mojej zony tak ona nie rozumiala moich
          ograniczen. Wiec tez mnie nie kochala?
          Strasznie sie wymadrzasz a piszesz brednie. Nie ja to uwazam za
          brednie tylko to sa brednie -fakty znam ja,ty sobie tylko
          teoretyzujesz po przeczytaniu jednego postu. Nie masz pojecia o
          moich uczuciach i moim zyciu,wrzuc na luz 'seneko'.
          • glosatorr Niech mowa będzie prosta 01.11.07, 13:02
            michael1971 napisał:

            > prawdziwosci tego zdania.

            Ja rozumiem co piszesz.

            >Naucz sie czytac.

            Jeśli tego nie zauważyłeś - to aby Ci odpowiedzieć, trzeba nie tylko umieć
            pisać, ale również umieć czytać ze zrozumieniem.

            > Teraz wiem, ze gra
            > wstepna jest podstawa nie zbednym dodatkiem.

            Jeszcze mało wiesz - Twoja wiedza, to teoria, którą wbito ci do głowy, ale
            której nie rozumiesz.

            > Wiem to dzieki
            > kobiecie, ktora kocham.

            Nie wiesz co to jest miłość - przeczytałem Twoje wpisy. Ze zrozumieniem.

            > Bo ona potrafila wyjsc poza swoje rozumienie
            > i zrozumiec mnie.

            Nie - ona jest taka sama jak Ty, więc nie musi zrozumieć. Niczego.

            > To bylo konieczne do tego zeby umiala mi cos
            > wyjasnic. Bylem okaleczony masz racje. Tylko zastanow sie czy to
            > wina kaleki na wozku, ze nie wstaje i nie chodzi?

            Nie - to nie Twoja wina i ja naprawdę Ciebie nie winię.
            To wina Twoich rodziców, rodziny, która wychowała Cię w zimnie i chłodzie
            emocjonalny, To oni Cię okaleczyli. Ale Ty mając tego świadomość, a masz - i nie
            robiąc z tym nic niestety bierzesz za swoje działanie też odpowiedzialność.

            > Czy glupota
            > czlowieka,ktory od niego wymaga chodzenia? Wlasnie tak postepowala
            > moja zona.

            Co Ty powiesz? Nie - jak pokazało Twoje działanie - Twoja żona zrobiła jedyną
            możliwią rzecz i rozwiązała problem, którego Ty nie potrafiłeś sam rozwiazać. A
            to, że Ty nie zdałeś egzaminu pokazuje tylko, że nie byłeś zdolny do kochania.
            I pewnie nadal nie jesteś - ale tego jak piszesz - nadal nie widzisz.

            > Nie widziala mojej ulomnosci i nie zaczela od jej
            > wyleczenia tylko wymagala zebym 'chodzil'.

            Tak, bo osoby z Twoją ułomnością nie chodzą z białą laską w ręce, nie masz tego
            wypisane na czole i Ty nie wiedziałeś, że krzywdzisz żonę. Zamiast pójść na
            terapię, zamiast zasięgnąć wiedzy u seksuologa chociażby - ale zdradziłeś żonę
            (bo nie kochałeś żony i na niej Ci nie zależało) i uważasz się, że to jej wina.
            Nie - Twoja żona przeczuwając, że jesteś ubogi emocjonalnie, doprowadzona do
            kresu dała Ci szansę, byś potwierdził jej, że ją kochasz. Że jest dla Ciebie
            wiele warta. Gdybyś ją kochał - nie poszedłbyś do kochanki - bo nie chciałbyś
            skrzywdzić ukochanej kobiety. A Ty jeszcze po zdradzie poszedłeś żonie
            powiedziałeś, zrzucając na nią pewnie odpowiedzialność i winę.

            > Tak samo jak ja nie
            > rozumialem potrzeb mojej zony tak ona nie rozumiala moich
            > ograniczen. Wiec tez mnie nie kochala?

            Nie - ona Cię kochała. Tak, zaryzykowała z miłości do Ciebie. Sięgnęła po broń
            ostateczną, dałą Ci ostatnią szansę - a Ty ją zmarnowałeś. Ale dzieki temu, ona
            widziała, że nie jest dla Ciebie najważniejszą kobietą w życiu, że Ty tylko
            nazywałeś to Miłością, a "sprzedałeś" - ją i rodzinę za nic. Dzięki temu co
            zrobiła - prawda wyszła na jaw - tylko Ty jej nadal nie widzisz, bo jak
            napisałem, jesteś na emocje - ślepcem.

            >
            > Strasznie sie wymadrzasz a piszesz brednie.

            Nie szkodzi, że tak uważasz. Inni to zrozumieją. Ty - może na terapii byś to
            zrozumiał. Ale gdybyś to zrozumiał co piszę - byłbyś przerażony.


            > Nie ja to uwazam za
            > brednie tylko to sa brednie

            Ty uważasz to za brednie - ktoś jeszcze uważa to za brednie?
            No kto? Podobni do Ciebie :_) tylko. Ktoś kto ma uczucia, umie je docenić, wie
            jak są ważne - nie powie że to brednie.

            >-fakty znam ja,ty sobie tylko
            > teoretyzujesz po przeczytaniu jednego postu.

            Nie - przeczytałem wszystkie Twoje posty jakie tu napisałeś i odpowiedziałem
            zgodnie z moją wiedzą na podstawie tego co napisałeś. A napisałeś tak dużo, że
            jestem w 100% pewien, że mam do czynienia z emocjonalnym ślepcem.

            > Nie masz pojecia o
            > moich uczuciach i moim zyciu,wrzuc na luz 'seneko'.

            Jestem wyluzowany jak zawsze :)) Natomiast pamietaj pisząc tutaj, że nie tylko
            ja Cię czytam - czytają Cię inni. I niech oni Ci więcej powiedzą. Ja współczuję
            Twojej żonie, dziecku a na końcu Tobie i Twojej kochance. Ale nie martw się -
            tego też nie zrozumiesz.
            Miłego dnia
            • michael1971 czwarty raz 01.11.07, 13:08
              piszesz 'milego dnia'. Masz problemy z realizacja? Ktos wyzej
              zauwazyl,ze musisz miec ostatnie slowo. Mial racje jak widze.
              Ta twoja odpowiedz to juz kompletny stek bzdur.
              > Jeszcze mało wiesz -
              napewno ty wiesz o mnie wiecej niz ja sam:-))) Ale przynajmniej sie
              ubawilem. thx
              • glosatorr Re: czwarty raz 01.11.07, 13:48
                michael1971 napisał:

                > piszesz 'milego dnia'. Masz problemy z realizacja?

                Nie - pisząc "Miłego dnia" - życzę miłego dnia.

                >Ktos wyzej
                > zauwazyl,ze musisz miec ostatnie slowo.

                Nie muszę.

                > Mial racje jak widze.

                Ok - ale co z tego? Ty przecież nie musisz odpowiadać ;))
                Więc Ty też chcesz mieć ostatnie słowo jeśli odpisujesz, a Twója odpowiedź
                niczego nowego nie wnosi do sprawy.
                Ja już powiedziałem wszystko, więc jeśli teraz odpiszesz na tę odpowiedź ja już
                zamilknę :))

                > Ta twoja odpowiedz to juz kompletny stek bzdur.

                Dla Ciebie - oczywiście.

                > > Jeszcze mało wiesz -
                > napewno ty wiesz o mnie wiecej niz ja sam:-)))

                Nie - o Tobie wiem tylko tyle ile sam o sobie tutaj napisałeś.
                O ludziach z Twoimi problemami emocjonalnymi wiem faktycznie więcej niż Ty wiesz
                o sobie. Ale o Tobie nie wiem prawie nic.

                > Ale przynajmniej sie
                > ubawilem. thx

                Cieszę się, że umiesz się śmiać - jakieś emocje jednak masz ;))
                To dobrze rokuje na przyszłość, jeśli będziesz chciał czuć i inne emocje. Ale
                jakoś w Twój uśmiech nie wierzę :)) Ale co tam :))

                Miłego dnia ;))
          • tilia.cordata Re: napisanie tekiego zdania nie jest rowne 01.11.07, 22:38
            Nie gniewaj się michael1971, ale po Twoich postach widać, że mimo
            wszystko winą za rozpad Waszego związku obarczasz żonę.
            Niby wiesz, że byłes taki czy inny, ale uważasz że jej brak
            zrozumienia Ciebie był przyczyną rozstania. Że od razu znalazłeś też
            sobie kochankę - wybacz, ale to bardzo źle o Tobie świadczy.

            Masz pewną cechę mojego męża - jestem jaki jestem, dlaczego mam się
            zmieniać. U Ciebie chyba tak właśnie było - byłes taki a nie inny i
            do głowy Ci nie przyszło, że można inaczej. Nazwę to jasno - tepa
            głupota.
            Wg Ciebie znalazłes proste rozwiązanie - kochanka. Glosator ma
            rację - gdzie Twoja miłośc do żony? Ty nie potrafiłęś wtedy kochać,
            i nie jestem pewna, czy potrafisz to dzisiaj. Może tylko kobieta się
            zmieniła na mniej wymagającą czy jak wolisz bardziej tolerancyjną.
            Bo Ty, aż tak, jak myślisz chyba się nie zmieniłeś, skoro wciąż nie
            rozumiesz do końca swojego błędu.

            > Tylko zastanow sie czy to
            > wina kaleki na wozku, ze nie wstaje i nie chodzi?
            Jest wiele przypadków, gdzie "kaleka" nie chce sobie pomóc bo nie
            potrafi. A czy to "nie potrafi" oznacza istotne przeszkody w
            chodzeniu czy też sedno tkwi w - mimo wszystko - wygodnictwie, to
            już inna rzecz.
            Ty kaleką nie byłeś, ale by się usprawiedliwić chcesz pokazać, że to
            nie od Ciebie zależała zmiana. Ale mylisz się. Jeżeli nie masz IQ
            szympansa, to doskonale zdajesz sobie sprawę, że oszukujesz sam
            siebie. Ale wielu z nas tak robi, bo konfrontacja z rzeczywistością
            potrafi wywrócić nasz świat do góry nogami, a to wiąże się z jego
            przewartościowaniem... A na to wielu z nas nie ma ochoty...

            Pozdrawiam
    • misssaigon poświęcalnictwo 01.11.07, 13:36
      kobiety potrafia osiagnąc mistrzostwo świata w poświecaniu sie i siebie na tzw
      "oltarzu"
      tylko po co? skoro i tak nie maja z tego satysfakcji?

      tilia - podobno rozumie swojego meza - ale przytoczone przez nia sytuacje
      zupelnie tej pewnosci przecza...

      obydwoje zapiekli sie w dogryzaniu sobie, arogancji, lekcewazeniu
      on jej nie szanuje, ona mu dogryza, robi obciach przed obcymi ludzmi wyrzucajac
      po raz kolejny z domu, potem proszac o powrot

      dla meza musi sie wydawac osoba o dosyc niestabilnej psychice, ktora sama nie
      wie czego chce...

      wyglada to na toksyczny uklad , w ktorym obydwoje sa i ofiarami i sprawcami -
      jak tu znalezc miejsce na milosc?

      a tak btw - pewna "oczywista oczywistośc" jak mówi nasz ukochany przywodca

      oczekiwanie, ze mezczyzna bedzie codziennie docenial nasze starania w
      prowadzeniu domu, pichceniu obiadkow, uzyczania cialal do seksu - jest ogromna
      naiwnoscia i dodzi nieznajomosci natury meskiej
      skoro to robisz - to widac lubisz to, masz na to ochote i to ci odpowiada, gdyby
      bylo inaczej to bys tego nie robila
      tak mysli facet i dlatego nie bedzie cie za to calowal po rekach ani codziennie
      kwiatow przynosil

      ostatnia uwaga - relacje miedzy rodzicami naszego partnera maja bardzo duzy
      wplyw na jego wizje wlasnego malzenstwa - dlatego przed powzieciem decyzji o
      wspolnym zyciu - przyjrzyjmy sie naszytm tesciom i odpowiedzmy sobie czy chcemy
      tak zyc lub czy mamy wystarczajaco duzo sily i determinacji aby to ciagle zmieniac



      • your_and Re: poświęcalnictwo 01.11.07, 15:30
        misssaigon napisała:
        > oczekiwanie, ze mezczyzna bedzie codziennie docenial nasze starania w
        > prowadzeniu domu, pichceniu obiadkow, uzyczania cialal do seksu - jest ogromna
        > naiwnoscia i dodzi nieznajomosci natury meskiej

        Podobnie część facetów naiwnie myśli że ich zaangażowane w robotę i zasilanie
        wspólnego konta, naprawa kranu, wymiana kół na zimowe będzie budzić wdzięczność
        podziw zawsze :)
        I stoi fochy i maja urażona dumę, że małżonki tego wszystkiego nie widzą i
        zamiast podziwu mają utyskiwania nad zrobieniem jakiegoś niewinnego bałaganiku...
        Przy okazji:
        Poświecalnictwo - rzekome realizownie potrzeb innych w moim mniemaniu - czasem
        swoich własnych zakamuflowanych lub nieuświadomionych.
        Poświęcanie się - realizowanie rzeczywiście komunikowanych potrzeb innej osoby.
        Brak komunikacji zawsze kończy się poświecalnictwem.
        • woman-in-love Re: poświęcalnictwo 04.11.07, 15:59
          Co za pyszny duet - Your i Misss, chyba zrobie sobie specjalny katalog na Wasze
          posty. Tak, tak i jeszcze raz TAK! macie rację. Poświęcalnictwo to niebezpieczny
          styl o własciwosciach bomby z opóznionym zapłonem.
    • kaprys9 Re: brak ochoty na seks z mężem 04.11.07, 17:36
      Popracuj troche nad waszym wspolnym zyciem a nie bedziesz miec takich problemow
      Inny facet to nie jest rozwiazanie na malzenskie problemy Pozdrawiam
    • didikoko Re: brak ochoty na seks z mężem 08.05.23, 13:43
      zapisałam się na to forum tylko po to żeby komuś pomóc. Sama byłam kiedyś w podobnej sytuacji co Ty kochana. Mało brakło a skończyłoby się rozwodem. Dla mnie seks w ogóle mógłby nie istnieć. Był raz w miesiącu i to po kłótni z mężem zawsze. Tkwiłam tak w tym do czasu aż dowiedziałam się że ma kochankę. Gdy wyszło na jaw powiedział że po prostu nie wytrzymał już tego dłużej. Wybaczyłam, biorę teraz taki preparat feminam libido po którym ochota na seks wróciła kochamy się nawet częściej niż mąż by chciał. Ot taka ironia losu. Odkryłam na nowo swoją kobiecość i teraz uwielbiam seks i mogłabym nawet codziennie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka