Dodaj do ulubionych

chce umrzec

28.11.07, 11:38
wiem, ze pewnie ten temat byl juz tu kiedys poruszany, ale ja sie
musze gdzies wygadac... moj maz kilka miesiecy przed slubem wyznal
mi ze ogladal strony pornograficzne i dzwonil na sex telefon.
powiedzial, ze chce z tym skonczyc i ze juz nigdy wiecej tego nie
zrobi... wybaczylam mu. bylo cudownie... jest nam razem cudownie.
kocham go... wyszlam za niego za maz. czesto pytalam czy jeszcze ma
problem z masturbacja i pornografia, powiedzial, ze nie... ze odkad
mi wszystko wyznal to wszystko odeszlo... dzis jestesmy pol roku po
slubie, a on wyznal mi, ze kiedy wyjezdzalam to kupowal filmy
pornograficzne i ogladal, ze chodzil ulicami i mowil kobietom ze sa
seksowne, albo maja ladne posladki, ze masturbowal sie myslac o
innych kobietach, ze wchodzil na sex czaty, ze dzwonil do agencji
towarzyskich zeby rozmawiac o seksie z obcymi, ze go to podniecalo.
dzwonil tez do przypadkowych osob i pytal sie czy lubia seks oralny.
postanowilam, ze mu wybacze bo mnie nie zdradzil fizycznie... dzis
powiedzial mi tez, ze kiedy tuz po podrozy poslubnej musialam na dwa
tygodnie wyjechac sluzbowo, on rowniez zajmowal sie pornografia... i
ze na gadu gadu pod nowo stworzonym numerem szukal przypadkowych
dziewczyn zeby uprawiac z nimi cyber sex... jednej dziewczyny nie
znalazl przypadkowo... chcial sprawdzic jak zachowa sie moja
kolezanka... kolezanka ktora bardzo wiele swinstw w zyciu mi
narobila... ona sie nie zgodzila z nim rozmawiac - cale szczescie.
nie wiem co mam ze soba zrobic. czuje sie jak szmata, jak ktos bez
wartosci, ktos kto nie potrafi zadowolic swojego mezczyzny w
lozku... dodam, ze jestem atrakcyjna kobieta, ciesze sie powodzeniem
wsrod mezczyzn, w lozku takze jestem aktywna i otwarta... moge sie
przebierac, wcielac w rozne role... naprawde jestem skoncentrowana
na przyjemnosci partnera... nie wiem o co chodzi... co ja mam
zrobic, przeciez nigdy nie spelnie tego jednego warunku... nie bede
dla niego obca...on jest skruszony, mowi mi teraz o wszystkim co mu
sie przypomina, mowi, ze chce sie od tego uwolnic... ale ja nie
potrafie mu zaufac po tym jak mam swiadomosc, ze kiedy ja podczas
wyjazdow plakalam z tesknoty, on zabawial sie w internecie i przez
telefon z innymi panienkami, ze chwile po tym jak wybral pierscionek
zareczynowy chodzil po ulicach i zaczepial kobiety mowiac im ze maja
seksowne posladki, a chwile po rozmowie ze mna ogladal porno...
poradzcie mi cos...
uwazam, ze to zalosne, ze zwracam sie z prosba o pomoc do
nieznajomych ludzi na forum internetowym, ale nie mam do kogo sie
zwrocic...
Obserwuj wątek
    • glamourous Re: chce umrzec 28.11.07, 11:56
      Po co zaraz "chciec umrzec"?

      Wyglada na to ze Twoj facet seksualnie odbiera na innych falach niz
      Ty : nie potrafi skierowac swojej seksualnosci na jedną kobiete,
      musi miec roznorodnosc - chocby iluzoryczna, wirtualna...

      Pytanie tylko PO JAKA CHOLERE on Ci to wszystko mowi, w dodatku z
      takimi szczegolami??? Chce zebys cierpiala? Jest werbalnym
      ekshibicjonistą? Lubi opowiadac o swoich "wyczynach" i obserwowac
      reakcje drugiej osoby? Podniecają go te opowiesci? Chore to troche,
      bo w normalnych warunkach facet - nawet przylapany na goracym
      uczynku - zaprzecza, wykreca sie, bagatelizuje, a juz na pewno
      oszczedza zonie pikantnych szczegolow.

      Jedno jest pewne - czy bedziecie nadal razem czy tez nie, on
      powinien wybrac sie do psychologa. Bo jego zachowanie trąci mi
      troche obsesją maniakalną, a takie cos trzeba niestety leczyc ;-/
      • betrayed Re: chce umrzec 28.11.07, 12:02
        on mi opowiada o szczegolach, przynajmniej ja tak to odbieram, ze
        wczesniej mnie oklamywal, a wie, ze jesli mamy dalej budowac
        malzenstwo to tylko na prawdzie, i dlatego opowiada mi o wszystkim
        co sobie przypomni, zebym wiedziala o wszystkim i mogla mu wybaczyc.
        zeby poczul sie wolny od tego...
        • glamourous Re: chce umrzec 28.11.07, 12:33
          betrayed napisała:

          a wie, ze jesli mamy dalej budowac
          > malzenstwo to tylko na prawdzie, i dlatego opowiada mi o wszystkim
          > co sobie przypomni, zebym wiedziala o wszystkim i mogla mu
          wybaczyc.
          > zeby poczul sie wolny od tego...


          Wykop go do psychologa niech jemu serwuje te pikantne szczegoly,
          jesli rzeczywiscie chce z tym skonczyc i poczuc od tego "wolny".

          Bo poki co zamiast "budowania malzenstwa"serwuje Ci same recydywy ;-/

          Tymczasem zona to nie psychoanalityk - ona nie ma mozliwosci uleczyc
          chorego faceta z jego kompulsywnych zachowan, ani uwolnic go od jego
          obsesji - tu zdecydowanie trzeba pomocy specjalisty.

          Ponizej wklejam link - nie zeby Cie zalamac (bo niekoniecznie
          opisywane tu przypadki dotycza Twojego meza), ale zeby ukazac jak
          silne potrafia byc uzaleznienia. Bo skoro Twoj maz tyle razy juz
          przyrzekal poprawe a potem na nowo w to "wsiąkał" to sprawa nie jest
          chyba taka prosta jak Wam obojgu sie wydaje... Zwlaszcza ze nie
          ogranicza siedo zwyklego ogladania porno w internecie, on posuwa sie
          duuuzo dalej...

          www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4660458.html
      • boania7 Re: chce umrzec 28.11.07, 12:06
        Zgadzam się z poprzedniczką,powinien zacząć się leczyć bo ma obsesję
        na punkcie seksu i wszystkiego co z tym związane.Nie zdziw się jak
        któregoś dnia zadzwoni telefon i się dowiesz ze mąz został
        aresztowany bo napadł na jakąś kobietę na ulicy .
      • pecan to facet ma problem 01.12.07, 12:09
        nie widze nic zlego w porno ale on wyglada na napastujacego seksuanie..i mocno
        nadpopudliwego...moze warto udac sie do seksuologa?
      • trzydziestoletnia Re: chce umrzec 01.12.07, 14:28
        glamourous napisała:
        > Pytanie tylko PO JAKA CHOLERE on Ci to wszystko mowi

        Pewnie, tak jak napisala - zeby sie od tego "uwolnic". Czyli - ulzyc sobie. Pan maz ewidentnie nie radzi sobie z jakimkolwiek napieciem - czy to seksualnym czy emocjonalnym - nie nauczyl sie niczego "nosic w sobie" i regulowac popedowosc. W uzaleznieniach mowi sie o "nalogowym regulowaniu uczuc", czyli dazeniu do szybkiej ulgi, co u tego pana widac zarowno w zachowaniach seksualnych, jak i potrzebie ulzenia sobie poprzez wygadanie. A zona ma zadanie "spustowe", jakkolwiek fatalnie by to brzmialo..

        Pierwsze o co wg mnie (i jak czytam nie tylko) betrayed powinna zadbac to o ochrone siebie przed tymi "zwierzeniami". Bo to nie sa zwierzenia, majace budowac bliskosc czy naprawic relacje, ale slowa, ktore zaczna zyc wlasnym zyciem i budowac mur.
      • eeela Re: chce umrzec 01.12.07, 15:33
        > Pytanie tylko PO JAKA CHOLERE on Ci to wszystko mowi, w dodatku z
        > takimi szczegolami???


        Jesli to wszystko prawda, a nie zmyslona bajka, to facet jest niestety chory.
        Zaczepianie obcych kobiet na ulicy, dzwonienie do kolezanek zony, opowiadanie o
        tym wszystkim zonie ze szczegolami? To juz nie sa normalne zachowania, facet
        potrzebuje fachowej pomocy, zanim sie rozkreci i zacznie siurka zza krzakow
        pokazywac.
    • kitek_maly Re: chce umrzec 28.11.07, 12:05
      betrayed napisała:

      chodzil ulicami i mowil kobietom ze sa
      > seksowne, albo maja ladne posladki,
      > dzwonil tez do przypadkowych osob i pytal sie czy lubia seks
      oralny.

      oglądanie porno potrafię jeszcze zrozumieć, niech będzie, że sex
      czaty też. ale to co zacytowałam powyżej to świadczy chyba o jakiejś
      chorobie.. no według mnie takie coś to nie jest nawet typowe dla
      seksoholika...
    • triss_merigold6 Re: chce umrzec 28.11.07, 12:23
      Czy pan zdaje sobie sprawę, że za molestowanie może pójść siedzieć?
      W końcu któraś z tak zaczepionych kobiet złozy doniesienie na
      policję.
      Pan nie powinien płakac Ci ekshibicjonistycznie w mankiet tylko iść
      na terapię uzaleznien, bo jest chory. Obietnice możesz od razu olać.
      • your_and Re: chce umrzec 28.11.07, 13:13
        Tacy co potrafią o tym mówić nie napadają innych, najwyżej szukają
        podobnie zainteresowanych w sieci.
        Napadaja to tacy co mają takie skłonności ale nieakceptują ich,
        tłumią je i tłamszą, starają ukryć przed innymi - w końcu kontrola
        puszcza.
        • boania7 Re: chce umrzec 28.11.07, 13:21
          A komu on o tym jeszcze prócz żony mówi?i to tylko dlatego że ona
          zareagowała jak zareagowała.Gdyby reakcja była inna z jej strony to
          więcej by jej o tym napewno nie powiedział a swoje robiłby dalej.
        • betrayed Re: chce umrzec 28.11.07, 13:27
          on nie napadal na kobiety na ulicy - on po prostu gwizdal jak
          widzial jakas ladna, albo mowil komus ze ma seksowne posladki, ladne
          nogi. mi tez sie zdarzylo ze bylam w ten sposob zaczepiona na ulicy.
          wiec to chyba nie jest tak, ze tylko moj maz zboczeniec tak robi...
          mnie jednak najabardziej boli to ze chcial rozmawiac na gadu gadu z
          moja kolezanka, ktora mi wywinela pare chamskich numerow w zyciu i
          mialam przez nia sporo problemow, i chcial uprawiac z nia cyber
          sex... to jest cos z czym kompletnie nie potrafie sobie poradzic...
          moze wiec ja powinnam sie zglosic do psychologa, nie on... ;(
          • boania7 Re: chce umrzec 28.11.07, 14:22
            Najlepiej zgłoście się oboje.Piszesz ze też byłaś w ten sposób
            zaczepiona-podobało ci się to?taka zaczepka?kiedyś się znajdzie taka
            której się to nie spodoba i na policję zadzwoni.
          • boania7 Re: chce umrzec 28.11.07, 14:24
            A gdyby chciał uprawiać cyber sex z obcą dziewczyną to wtedy byś
            sobie z tym umiała poradzić?
          • glamourous Re: chce umrzec 28.11.07, 14:28
            betrayed napisała:


            i chcial uprawiac z nia cyber
            > sex... to jest cos z czym kompletnie nie potrafie sobie
            poradzic...
            > moze wiec ja powinnam sie zglosic do psychologa, nie on... ;(


            No tak...:-/
            Kolejna kobieta na tym forum ze "zdrowym" podejsciem do sprawy ;-/

            Zrozum, dziewczyno ze to Twoj chlop ma problem - a nie Ty. Twoja
            reakcja jest najzupelniej normalna - czujesz sie oszukana
            i "zdradzona". Specjalista potrzebny jest jemu, a nie Tobie. I nie
            zacznij teraz bron Boze myslec ze to Ty jestes wszystkiemu winna.
            • eeela Re: chce umrzec 01.12.07, 15:35

              > i chcial uprawiac z nia cyber
              > > sex... to jest cos z czym kompletnie nie potrafie sobie
              > poradzic...
              > > moze wiec ja powinnam sie zglosic do psychologa, nie on... ;(
              >
              >
              > No tak...:-/
              > Kolejna kobieta na tym forum ze "zdrowym" podejsciem do sprawy ;-/


              Albo kolejny troll?
    • gacusia1 Re: chce umrzec 28.11.07, 15:09
      Kobieto!Nie dosc,ze Twoj maz ma bardzo powazny problem to jeszcze
      bezczelnie Ciebie w to wciaga,powodujac Twoja zla
      samoocene.Wspolczuje Ci serdecznie ale nie widze innego wyjscia,jak
      leczenie.Jesli go kochasz,to pomoz mu.Tu nie chodzi o
      wybaczanie,chodzi o wsparcie w rzucaniu nalogu i leczeniu.Trzymaj
      sie!
    • weisefrau Re: chce umrzec 28.11.07, 15:25
      Od wygadywania się w celu oczyszczenia duszy jest konfesjonał, a nie żona.
      Nie chciej umierać, bo z Tobą ta sytuacja mam niewiele wspólnego, z nim jest coś
      mocno nie tak. Mąż wkręca Cię we współuzależnienie, chodzi mu pewnie właśnie o
      wywołanie płaczu, szoku, sytuacji przepraszania i tp. Wcale nie jest
      powiedziane, że to co Ci mówi to nie są fantazje. Ale nawet jeśli nie są, nie ma
      to nic wspólnego z Twoją wartością jako kobiety. na terapię, i to szybko.
      Pozdrawiam.
      • betrayed Re: chce umrzec 28.11.07, 16:09
        nie, nie podobalo mi sie kiedy mnie tak ktos zaczepial. ale jest
        wielu takich mezczyzn. i wydaje mi sie ze pornografia to jest
        problem znacznie wiekszej czesci spoleczenstwa niz nam sie wydaje,
        ale jedni sie do tego przyznaja, a inni nie...
        a co do tej mojej kolezanki... on rozmawial z obcymi na gadu gadu i
        uprawial z nimi wirtualny seks... ale to nie boli az tak bardzo jak
        to, ze podniecala go kobieta, ktora przyniosla mi wiele cierpienia i
        on o tym dobrze wiedzial...
        poza tym ja chce wiedziec co on robil, chce wiedziec wszystko i znac
        kazdy szczegol... musze to wiedziec jesli mam mu wybaczyc... musze
        przeciez wiedziec co wybaczam...
        • glamourous Re: chce umrzec 28.11.07, 16:26
          betrayed napisała:

          > poza tym ja chce wiedziec co on robil, chce wiedziec wszystko i
          znac
          > kazdy szczegol... musze to wiedziec jesli mam mu wybaczyc... musze
          > przeciez wiedziec co wybaczam...


          Wiedz tylko, ze przebaczajac mu zbyt latwo (w dodatku po raz
          kolejny!) zachecisz go tylko do kontynuacji takich zachowan.
          I nie zdziw sie jesli znow za pol roku po Twoim wspanialomyslnym
          przebaczeniu znow wyjdzie szydlo z worka...
          • betrayed Re: chce umrzec 28.11.07, 17:57
            glamourous, to co ja twoim zdaniem mam zrobic? pol roku po slubie
            wystawic mu walizki za drzwi i powiedziec :"jestes zboczencem, radz
            sobie sam"?!
            ja go kocham... prawdziwa, szczera miloscia... wszycy ludzie ktorzy
            patrza na nasza relacje z boku nam zazdroszcza... bo jest nam razem
            cudownie... bylo nam razem cudownie... tylko ze ja nie wiedzialam co
            on robi kiedy mnie nie ma w poblizu... bylam pewna, ze by mnie nie
            oklamal... przysiegal na moje zycie i na zycie swojej mamy... i
            teraz widze ze chce sie zmienic... ze znosi z milczeniem wszystkie
            moje obelgi... tylko ze ja nie wiem czy bede umiala mu zaufac po raz
            kolejny... czy nie wpadne w jakas obsesje: z ktora z moich kolezanek
            wlasnie rozmawia jako nieznajomy masturbujac sie przy tym... chyba
            jestem w najbardziej zalosnej sytuacji, jaka tylko moge sobie
            wyobrazic...
            • glamourous Re: chce umrzec 28.11.07, 20:27

              betrayed napisała:

              > glamourous, to co ja twoim zdaniem mam zrobic? pol roku po slubie
              > wystawic mu walizki za drzwi i powiedziec :"jestes zboczencem,
              radz
              > sobie sam"?!

              Przeciez wszyscy wypowiadajacy sie w tym watku jak jeden maz
              doradzili Ci co powinnas zrobic : namowic meza na wizyte u
              psychologa. Bez fachowej pomocy (czy chocby uswiadomienia sobie, ze
              to co robi NIE JEST norma) on bedzie ciagle wracal do tych zachowan
              i zadne slowa, przysiegi, kajanie ani Twoje wybaczanie nic tu nie
              zmienia. Sama juz widzisz, ze wczesniej tez przyrzekal, obiecywal
              poprawe, Ty mu wybaczylas i nic to nie dalo - wystarczy ze wystawisz
              nos poza Wasz dom, a on juz korzysta z zycia w sposob, ktory nawet w
              wykonaniu singla bylby niepokojacy - a co dopiero zonatego faceta!

              > teraz widze ze chce sie zmienic... ze znosi z milczeniem wszystkie
              > moje obelgi...

              To akurat jest normalne u ludzi uzaleznionych. Ale wbrew pozorom nie
              daje najmniejszej gwarancji na poprawe sytuacji.

              Pozdrawiam i zycze trzezwej oceny sytuacji. Nie daj sie wodzic za
              nos i omamiac obietnicami. Wymagaj konkretow.
              • betrayed Re: chce umrzec 29.11.07, 09:07
                nie wiem sama... mnie sie osobiscie wydaje, ze to jest poczatkowe
                stadium uzaleznienia... moze wtedy nie umial sobie z tym poradzic bo
                nie wyznal mi wszystkiego... teraz wyznal mi wszystko i wierze, ze
                damy sobie rade sami. jesli i tym razem nie poradzi sobie z tym sam,
                wybierzemy sie do psychologa wspolnie... on by sie leczyc z
                uzaleznienia, ja by wyleczyc sie z niskiego poczucia wlasnej
                wartosci, ktore to wszystko we mnie wywolalo...
        • trzydziestoletnia Re: chce umrzec 01.12.07, 14:36
          betrayed napisała:
          > (..)chce wiedziec wszystko i znac
          > kazdy szczegol... musze to wiedziec jesli mam mu wybaczyc...

          Jestes pewna do czego sluza ci te informacje? Czy aby nie do kolejnego samobiczowania sie?
    • miedzianakonefka Widziały gały co brały... 29.11.07, 09:14
      A jak nie widziały to zawsze się można rozstać ze względu na
      ukrywane zaburzenia psychiczne rzeczonego... Albo sie pogodzić z tym
      co Ci nie pasuje motywując to "miłościa" czy innymi duperelami.

      Alleluja i do przodu...
      • betrayed Re: Widziały gały co brały... 29.11.07, 09:22
        miedzianakonefka, ja nie zamierzam go zostawic... przeciez
        przysiegalam byc z nim w zdrowiu i w chorobie... wiec chce chociaz
        sprobowac z nim zawalczyc o wolnosc od tego... a pogodzic sie z tym
        rowniez nie mam zamiaru bo nie jestem masochistka... gdyby mnie bil
        albo zdradzal, nie zastanawialabym sie ani chwili... ale wierze, ze
        na tym stadium uzaleznienia, da sie to rozwiazac...
        niesamowite jak dla niektorych ludzi latwo jest po prostu odejsc,
        uniewaznic... i zrobic tak jak gdyby nigdy nic nie bylo...
        • miedzianakonefka Re: Widziały gały co brały... 29.11.07, 09:31
          Życie się ma jedno i warto je szanować a nie marnować w rozkroku
          między jednym biegunem a drugim. Koniec końców i tak trzeba coś
          wybrać. A im wcześniej tym mniej boli.


          Alleluja i do przodu...
          • betrayed Re: Widziały gały co brały... 29.11.07, 09:39
            czy ja wiem czy przejscie przez zycie nie zwracajac uwagi na
            problemy innych ludzi, szczegolnie tych nam bliskich, jest wyrazem
            szacunku do samego siebie? w kazdym zwiazku pojawiaja sie jakies
            problemy i najlatwiej jest odejsc. a przeciez problemy mozna
            rozwiazac... mialam nadzieje, ze odpowie mi tu ktos, kto byl w
            takiej sytuacji, komu udalo sie ja przezwyciezyc, kto potrafil sobie
            poradzic z niskim poczuciem wlasnej wartosci, spowodowanej przez
            pornograficzne ciagoty meza...
            • miedzianakonefka Re: Widziały gały co brały... 29.11.07, 09:57
              Hmmm... A może proboszcz coś poradzi bo oni są za związkiem za
              wszelka cenę. A może po prostu dołącz do męża w tych "sekscesach" o
              ile to Ci sprawi przyjemność, bo jeżeli nie to znowu mamy do
              czynienia z uszczęśliwianiem "na siłę" wbrew sobie i... znowu
              trafiamy na magiczne słowo "trzeba się szanować".

              Alleluja i do przodu...
              • betrayed Re: Widziały gały co brały... 29.11.07, 11:40
                hmmm... nie jestem katoliczka, wiec proboszcz, ktory nie ma
                zielonego pojecia na temat tego jak to jest byc w malzenstwie, jakos
                do mnie nie przemawia...
                wczoraj czulam sie okropnie, dzis jest mi troche lepiej bo widze, ze
                on rzeczywiscie sie stara... oczywiscie to nie usuwa problemu, ale
                gdybym od niego teraz odeszla to rowniez by go nie rozwiazalo...
                jedne co by sie stalo to problem przestalby byc moim problemem...
                on pograzylby sie w tym uzaleznieniu jeszcze bardziej... a ja
                stracilabym jedynego mezczyzne ktorego kiedykolwiek prawdziwie
                pokochalam...
                • miedzianakonefka Re: Widziały gały co brały... 29.11.07, 12:22
                  To w takim wypadku nic mi nie przychodzi do głowy oprócz terapii
                  małżeńskiej u psychologa. Zawalcz. Może się uda, czego życzę :)

                  Alleluja i do przodu...
                • glamourous Re: Widziały gały co brały... 29.11.07, 12:59
                  Droga Betrayed, nikt Ci tu przeciez (no moze poza Konefka ;-) nie
                  proponuje, zebys od razu odeszla. Ale skoro piszesz ze maz tak sie
                  teraz stara odbudowac Twoje zaufanie i skoro jest na
                  etapie "przenoszenia gor" zeby Cie zadowolic i wynagrodzic krzywdy,
                  to moze warto byloby namowic go na chociazby na wstepna wizyte u
                  psychologa. Ja na Twoim miejscu poszlabym na razie sama, chocby po
                  to zeby specjalista porzadnie i fachowo wytlumaczyl mi ten problem.
                  Zeby czegos na ten temat sie dowiedziec : jak postepowac, jak
                  walczyc, jak pomoc mezowi...Zeby psycholog pomogl ocenic do jakiego
                  stopnia sprawa jest powazna. Juz samo to jest warte przyslowiowej
                  swieczki :-)

                  Zabralam glos w Twoim watku, poniewaz moj maz byl uzalezniony od
                  stron X w necie. Kilka razy w kilkumiesiecznych odstepach czasu
                  przylapalam go na masturbacji do golych panienek przed kompem. Nie
                  bylo to mile, tym bardziej ze nasz zwiazek poza tym funkcjonuje
                  swietnie. Bylismy u psychologa. Okazalo sie jednak, ze w przypadku
                  mojego meza terapia uzaleznien bylaby jak strzelanie z armaty do
                  muchy. Badanie wykazalo, ze nie bylo to typowe, kompulsywne ani
                  glebokie uzaleznienie, wiec wystarczylo mu ze po prostu powidzial
                  sobie ze przestanie. I przestal. Korzysc z tej jednorazowej wizyty
                  byla jednak taka, ze maz zrozumial pewne sprawy. Widzisz, zona moze
                  sobie strzepic jezyk, moze mu tlumaczyc, moze miec nawet jakas tam
                  wiedze psychologiczna - ale nie zastapi to facetowi obiektywnej,
                  bezstronnej opinii kogos "z zewnatrz". Taka bezstronna opinia daje
                  do myslenia. Zonine lzy, proszenie, zalamywanie rak, dawanie
                  kolejnych szans i naiwna wiara ze wszystko samo sie ulozy -
                  niekoniecznie.

                  Nam sie udalo, i pewnie ta wizyta u psychologa sporo pomogla. Tyle,
                  ze widzisz, przypadki naszych mezow sa nieporownywalne. U mojego
                  wszystko konczylo sie na ogladaniu jakichs anonimowych zdjec.
                  Zadnych czatow, zadnego zaczepiania obcych kobiet na ulicy, zadnego
                  molestowania kogokolwiek przez gg, zadnych agencji
                  towarzyskich, "podchodow" do realnych osob ani "oblesnictwa". To byl
                  zwykly onanizm, przyzwyczajenie ktore zostalo mu z kawalerskich
                  czasow, kiedy dlugo mieszkal sam. Twoj maz zas wyprawia rzeczy ktore
                  zakrawaja na zaburzenia o podlozu obsesyjnym : on narusza pewne
                  normy i narzuca obcym ludziom swoja seksualnosc - bo jak inaczej
                  mozna nazwac dzwonienie po domach i zadawanie obcym osobom pytan
                  dotyczacych seksu, nagabywanie kobiet na ulicy, zaczepianie Twoich
                  kolezanek itp itd. To nie jest normalne, i nie jest to
                  zwykle "uzaleznienie od porno" - to o wiele powazniejsza sprawa i
                  powinnas sobie uswiadomic, ze Twoja optymistyczna wiara ze "on mi
                  wszystko wyzna i to go uleczy" moze tu zwyczajnie nie wystarczyc...
                  Gdyby moj maz robil takie rzeczy jak Twoj, nie pozwolilabym mu sie
                  do siebie nawet zblizyc na dwa metry zanim nie pojdzie do psychologa
                  i nie zrobi ze soba porzadku. Ty zas swoim brakiem stanowczych
                  wymagan i naiwna wiara dajesz mu w gruncie rzeczy przyzwolenie na
                  kontynuacje...

                  • betrayed Re: Widziały gały co brały... 29.11.07, 14:18
                    wiesz, ja mu mowilam o tym psychologu i on sie zgodzil, on
                    powiedzial ze wszystko moze zrobic, nawet kolczyk z wbudowana kamera
                    zebym go mogla obserwowac :)
                    narazie poczekam, on mi teraz mowi o wszystkim kompletnmie - jak
                    sobie pomysli o jakiejs pani na ulicy, ze jest seksowna, jak jakas
                    piosenka skieruje jego mysli na ten tor... jezeli okaze sie ze sam
                    jest w stanie sobie z tym poradzic, a jest tak zdeterminowany, ze to
                    moze sie udac, to dam sobie spokoj z psychologiem. a jesli okaze sie
                    ze ma problemy z tym zeby sie kontrolowac to psycholog bedzie
                    pierwsza osoba ktora odwiedzimy.
                    ja czuje sie juz lepiej. wiadomo, ze to boli, ale to faktycznie nie
                    jest przeciez ani wina tego jak wygladam, ani tego jaka jestem w
                    lozku, bo z obu tych rzeczy maz jest bardzo zadowolony... wydaje mi
                    sie ze to jest jego forma rozladowania napiecia spowodowana
                    pozegnaniem kawalerskiego stanu i chec napchania sie seksualna
                    rozwiazloscia zanim w pelni przestawi sie na model monogamiczny...
                    oczywiscie, to go nie usprawiedliwia...
                    • glamourous Re: Widziały gały co brały... 29.11.07, 14:49
                      Mozliwosci jest kilka : albo sie facet wczesniej seksualnie nie
                      wyszalal i teraz mu tego brakuje - wiec probuje lapczywie
                      nadgonic "stracony" czas za Twoim plecami...

                      A moze ma tzw. "zespol paniki zamykajacych sie drzwi" czyli
                      podswiadomie przeraza go mysl ze juz do konca zycia bedzie tylko z
                      jedna kobieta. Mysl o malzenskiej monogamii wywoluje wrazenie
                      ograniczenia, zamkniecia. Probuje wiec sie bronic - przynajmniej
                      wirtualnie i w swojej wyobrazni przelamywac bariery...

                      Albo zwyczajnie jedna kobieta - chocby nie wiem jak atrakcyjna - mu
                      nie wystarcza i te jego wszystkie niecne poczynania sa jakims
                      substytutem konsumowania kobiecej roznorodnosci. Czyli to o czym
                      napisalam w moim pierwszym poscie, a co w gruncie rzeczy nie jest az
                      tak grozne - ma tak wiekszosc facetow...

                      No coz, moze faktycznie nie jest tak zle. Jesli rzeczywiscie poza
                      tym miedzy Wami uklada sie bardzo dobrze, a on podjal stanowcza
                      decyzje ze "z tym juz koniec" i stara sie wspolpracowac ;-) to
                      faktycznie daj mu szanse - a z psychologiem zaczekaj.

                      Zycze Wam powodzenia i pozdrawiam :-)
                      • betrayed Re: Widziały gały co brały... 29.11.07, 16:17
                        dzieki za ten post, jest taki ... optymistyczny :)
                        no coz, o ile jeszcze ja jestem w stanie zaakceptowac masturbacje "w
                        intencji zony" kiedy mnie przy nim nie ma, o tyle zadnych form
                        aktywnosci z innymi kobietami nie toleruje i tolerowac nie bede...
                        on sie teraz tak przejal i nacierpial patrzac na moj placz, ze nie
                        wydaje mi sie zeby kiedykolwiek jeszcze chcial przez to przechodzic,
                        a wie, ze klamac mu sie nie uda, bo ja po mamie odziedziczylam taka
                        przypadlosc :), ze podswiadomie wyczuwam klamstwo i robi sie we mnie
                        taka blokada, kiedy ktos bliski mnie oklamuje. i taka blokada sie we
                        mnie wytworzyla kiedy zaczal klamac, ale staralam sie myslec ze
                        tylko nie potrafie mu wybaczyc tego co zrobil wczesniej. teraz
                        jestem pewna ze rozpoznam bezblednie i on tez wie ze ja i tak bede
                        czula ze cos jest nie tak, wiec w klamstwo pakowac sie nie bedzie :)
                        hehe, taka jest cena slubu z czarownica :P
                        • miedzianakonefka Re: Widziały gały co brały... 29.11.07, 17:25
                          Wy baby to zapominacie że faceci są prości i tak trzeba sie do tego
                          ustosunkować a nie kombinować i przemyśliwać jak tu zjeść ciastko i
                          mieć ciastko.

                          Alleluja i do przodu...
                        • glamourous Re: Widziały gały co brały... 29.11.07, 17:33
                          betrayed napisała:

                          > dzieki za ten post, jest taki ... optymistyczny :)
                          > no coz, o ile jeszcze ja jestem w stanie zaakceptowac
                          masturbacje "w
                          > intencji zony" kiedy mnie przy nim nie ma, o tyle zadnych form
                          > aktywnosci z innymi kobietami nie toleruje i tolerowac nie bede...


                          "Masturbacja w intencji zony"... Hehe, ja sie juz dawno wyleczylam z
                          takich zludzen, ze mezczyzna POWINIEN sie masturbowac wylacznie
                          do "obrazu" zony w w wyobrazni ;-))) Zrozumialam ze dla faceta
                          myslenie o innych kobietach (niekoniecznie o zonie) podczas
                          masturbacji to calkowicie naturalna i fizjologiczna sprawa. Kobieta
                          musi to jakos w koncu zaakceptowac, nie jest przeciez w stanie
                          przejac kontroli nad wyobraznia faceta - bo on i tak bedzie sie
                          masturbowal "w intencji" kogo chce, najwyzej nam tego nie powie. I
                          na to akurat wplywu nie mamy. Nalezy sobie tylko zyczyc, zeby w
                          wyobrazni meza przewijaly sie raczej jakies anonimowe laski ze zdjec
                          w internecie niz realne kobiety, np. nasze kolezanki czy sasiadki,
                          ale... Hmmm, i tak nie mamy na to wplywu. Ja tam na przyklad uwazam,
                          ze poki facet nie zdradza, nie flirtuje z innymi tudziez nie serwuje
                          nam innych niesmacznych ekscesow (typu wlasnie te, ktore Twoj maz
                          wyczynial wczesniej), to nie ma sensu kruszyc kopii o to czy i w
                          czyjej intencji sie masturbuje. Nie mozna przeciez zakazac chlopu
                          wszystkiego i zamknac go w klatce malzenskich zakazow i nakazow. Bo
                          taki zyjacy pod presja i przesadnie kontrolowany ma wieksze ciagotki
                          zeby zerwac sie z lancucha.

                          Oby tylko nie zdradzal i byl w porzadku...;-)
                          • betrayed Re: Widziały gały co brały... 30.11.07, 07:58
                            alez ja go wcale nie zamierzam kontrolowac :) on sie sam kontroluje
                            bo sie idiotycznie czul z tym, ze takie rzeczy wyczynial. poza tym
                            nalezy go po prostu dyskretnie przekonac o tym, tzn. on sam dochodzi
                            do tego wniosku, ze drugiej takiej jak jego zona nie znajdzie...
                            wczoraj poszlismy do pubu - wyskoczylam ubrana w krociutenka
                            spodniczke, bluzke z duzym dekoltem, kabaretki i kozaczki - i juz
                            oszalal :) troche sie poczulismy jak 18-latkowie na pierwszej
                            randce :) mi sie wydaje, ze jesli bedziemy sie nawzajem starac i
                            bedziemy ze soba szczerzy to zwiazek sie nie rozpadnie i nie bedzie
                            zadnych zdrad... jak narazie, odkad skierowal cala swoja seksualnosc
                            na mnie jest bosko...
                            • boania7 Re: Widziały gały co brały... 30.11.07, 12:08
                              i będzie bosko do momentu aż znowu wyjedziesz na kilka dni.
                              • betrayed Re: Widziały gały co brały... 30.11.07, 12:43
                                boania7... tego nie wiesz ani ty, ani nie wiem tego ja... moze tak
                                sie stac, ale nie musi... tym razem naprawde wierze, ze cos sie
                                zmieni... jesli sie nie zmieni - psycholog gwarantowany...
    • boania7 Re: chce umrzec 30.11.07, 16:26
      Ja cię nie rozumiem -napisalaś że prosisz o pomoc,a jak ci ludzie
      piszą co masz zrobić ich zdaniem to tłumaczysz męża i naskakujesz na
      ludzi.Sama chciałaś żeby pisali,a teraz się irytujesz.Mam wrażenie
      jakbyśmy wszyscy wsadzali nos w nie swoje sprawy.Kobieto prosiłaś o
      to.Tylko spodziewałaś się pewnie innych reakcji i się
      przeliczyłaś.Bo zamiast cię żałować i pisać jaka ty biedna każdy ci
      pisze że mąż jest chory i do psychologa cię wysyłają.Zastanów się
      zanim napiszesz jeszcze coś.
      • betrayed Re: chce umrzec 01.12.07, 10:19
        boania7, ja nie wiem w ktorym miejscu naskoczylam na kogokolwiek.
        tlumaczylam meza w momentach iedy ktos zarzucal mu ze on celowo chce
        mnie ponizyc opowiadajac mi szczegoly, a ja wiem, ze nie to bylo
        jego celem. poza tym rozumiem, ze twoje niezrozumienie tematu wynika
        z tego, ze nie dokladnie wczytalas sie w watek - masz prawo. ja
        napisalam, ze wezme go do psychologa, jesli sam nie bedzie w stanie
        sobie z tym poradzic. raz tylko probowal odrzucic te pornograficzne
        zachowania, ale nie powiedzial mi wszystkiego i zyjac w stresie ze
        dalej klamie, nie wytrzymal i znow zaczal przegladac pisemka... dam
        mu jeszcze jedna szanse by powalczyl z tym sam, a jesli to nie
        poskutkuje to wybierzemy sie do psychologa wspolnie. jak narazie od
        tygodnia nawet go nie kusilo zeby gdzies zadzwonic, kogos zaczepic,
        ani nawet zeby na jakas stronke wejsc, albo jakas gazetke kupic...
        i nie spodziewalam sie innych odpowiedzi...bylam na niego taka zla,
        ze jesli juz mialam inne oczekiwania co do tego, co tu przeczytam,
        to z pewnoscia mialam nadzieje, ze napiszecie, ze jest dupkiem i
        powinnam go zostawic...
        • czerwone_francuskie Re: chce umrzec 01.12.07, 11:46
          to, ze dajesz mezowi druga szanse - to zrozumiale, naturalne i chwalebne.
          Natomiast odkladaniem wizyty u psychologa robisz krzywde jemu i sobie. Pomysl,
          czy warto czekac do nastepnego razu (czego Ci nie zycze)? Bedzie to ze szkoda
          dla Ciebie (pomysl jak podkopie to Twoje zaufanie do niego, jak obnizy Twoje
          wlasne poczucie wartosci) i dla niego. Bade realistka. Twoj maz
          najprawdopodobniej jest chory. Wiara, ze dacie sami rade jest fantastyczna,
          ale...Potraktuj ta wizyte jako powiedzmy profilaktyczna - lepiej zapobiegac niz
          leczyc. Psycholog wytlumaczy mu podloze choroby, niebezpieczenstwa, moze doradzi
          jakies sposoby jak sobie radzic w chwilach kryzysu
          polecam:
          www.gazetawyborcza.pl/1,75480,4660458.html
          • expectations Re: chce umrzec 01.12.07, 12:26
            czerwone_francuskie dziekuje za twoj post. ten artykul juz czytalam.
            rozmawialam tez z mezem i uzaleznieniu i ... mmo wszystko chce
            poczekac i dac mu szanse by skonczyl z tym sam... bo ciezko mi
            bedzie go zaprowadzic do psychologa kiedy widze, ze on jest
            szczesliwy, ze juz mi o wszystkim powiedzial, kiedy cieszy sie z
            tego ze jest od tego wolny, ze nie ma zadnych pokus na tym tle... ze
            brzydzi sie tym co robil i ze tego wiecej nie chce...on sam tez chce
            isc do lekarza jesli zauwazy u siebie znow jakies znaki
            uzaleznienia... chce dac mu szanse, bo jesli wyjdzie z tego bez
            pomocy lekarza, to podbuduje jego poczucie wlasnej wartosci i sily.
            znam czlowieka ktory po 3 latach uzaleznienia od narkotykow kiedy
            dostal kopa od zycia, sam sie od tego uwolnil. chce wierzyc i dac
            szanse mojemu mezowi, zeby udowodnil sobie i mi - ze nie musi juz
            tego robic...
            • boania7 Re: chce umrzec 01.12.07, 12:36
              czy mi się wydaje czy zmieniłaś nick? a po drugie jak piszesz ten
              uzależniony od narkotyków dostał kopa od życia,a twój mąż jeszcze
              tego kopa niestety nie dostał.
              • betrayed Re: chce umrzec 01.12.07, 13:01
                nie zmienilam nicka, siostra do mnie przyjechala na weekend i
                sprawdzala poczte i tam tez cos pisala na forum i sie nie
                wylogowala, a ja pisalam i nie zauwazylam, ze z jej konta pisze.
                otoz boania, moim zdaniem kopem dla niego bylo to jak przez iles
                miesiecy czul obrzydzenie do siebie ze mnie oklamuje, a potem
                widzial moj placz, wlasciwie wycie bo placzem tego nazwac nie mozna,
                i mial swiadomosc, ze zranil osobe, ktora najbardziej na swiecie
                kocha... bo co do tego ze on mnie kocha to nie mam najmniejszych
                watpliwosci... i mysle, ze takiej "watpliwej rozrywki" jak kolejne
                wyznawanie albo zycie w klamstwie nie bedzie chcial juz zafundowac
                ani mnie, ani sobie...
                • sagittka siostra 01.12.07, 14:36
                  i tak sobie z siostrą piszecie co chwilę na zmianę z jednego
                  komputera na tym samym forum?
                  i siostra w wątku obok pisze dokładnie takim samym stylem?

                  daj spokój, przecież możesz się przyznać do dwóch nicków, to nic
                  takiego, poza tym, ze trochę miesza na forum
                  trudniej chyba przyznać się do tego, że problemów w związku jest
                  więcej? (drugi wątek)
        • trzydziestoletnia Re: chce umrzec 01.12.07, 15:00
          Przykro mi pisac, ale ten obecny zachwyt to faza miesiaca miodowego, kiedy facet sie stara i nawet mu wychodzi, ale potem wraca do starych schematow. To co piszesz, jak go tlumaczysz (np. ze biedaczek tak sie stresowal, ze ci wszystkiego nie wyznal, ze z tego napiecia musial sie porno-rozladowywac) i jak o nim piszesz ("WEZME go do psychologa", jak malego chlopca) przebija wielka iluzja. Piszesz jak on strasznie cierpial (gdy widzial twoje lzy), piszesz co zrozumial, co czul itd. To wszystko to sa TWOJE wyobrazenia o jego przemianie, oby byly mniejsza iluzja niz sie wydaje..
          • betrayed Re: chce umrzec 01.12.07, 15:39
            trzydziestoletnia... ja zdaje sobie sprawe, ze mozesz miec racje...
            ja chyba chce zyc ta iluzja... moze tak jest mi latwiej sobie z tym
            wszystkim poradzic... chce mu dac szanse. przeciez nie kazdego
            czlowieka ciagnie sie od razu do psychologa po tym jak popelni jakis
            blad. jak sobie nie da rady sam, bedzie musial poszukac pomocy u
            specjalisty. ja wiem, ze on cierpial kiedy widzial moje lzy - wiem
            co mowil, jak patrzyl - nie moglby tego zagrac. moze jestem glupia
            ze go idealizuje...

            sagittka, jesli o ciebie chodzi to bardzo mnie <nas> rozbawilas. tak
            sie wlasnie sklada, ze moj maz wyjechal <jest muzykiem wiec
            zazwyczaj nie ma go w domu w weekend> a moja siostra przyjechala do
            mnie na weekend <to by wyjasnialo czemu z jednego komputera>. i tak
            sobie rozmawialysmy o naszych mezczyznach, ona akurat sprawdzala
            poczte i postanowila ze tez napisze na forum bo jest ciekawa czy i
            jej faceta od razu wszyscy beda wysylac do psychologa. tak jak
            dzieje sie to w tym watku i w wielu innych. jesli chodzi o trudnosc
            w przyznaniu sie ze w zwiazku mamy wiecej problemow, to nie wiem
            czemu mialabym miec takowa, poniewaz i tak dla wszystkich z was
            jestem osoba anonimowa. jesli chodzi o styl... ze tez ty kobieto nie
            masz nic innego do roboty jak liczyc kropki i przecinki w cudzych
            wypowiedziach :) nie wiem jak bylo u ciebie w domu, ale ja mam
            bardzo dobre relacje z moja siostra, wychowywalysmy sie razem -
            uzywamy podobnego jezyka, czytalysmy te same ksiazki, pisalysmy
            razem pamietnik jak mialysmy po kilkanascie lat. mozesz sobie
            myslec, ze jestem jedna schizofreniczna postacia, ktora nie umie sie
            przyznac do tego jak wiele ma problemow w zwiazku - mam to w
            glebokim powazaniu. a, i jeszcze jedno - skoro juz mnie nakrylas ze
            moj maz nie tylko ma problemy z porno, ale tez z tym, ze za zwykly
            jest dla niego nasz seks to dodam jeszcze, ze mam kolejny powazny
            prolem - maz zapomina takze o wynoszeniu smieci, a umowilismy sie
            przed slubem, ze on to bedzie robil... wolalam ci powiedziec, bo
            zapewne i tak sama jakos do tego dojdziesz - znajdziesz na przyklad
            na innym forum watek, w ktorym jakas pani napisze, ze maz jej w domu
            nie pomaga i tylko seksu chce i sobie w glowie polaczysz, ze to na
            pewno jestem ja i moja nieistniejaca siostra :) mimo wszystko,
            pozdrawiam :)
    • your_and Re: chce umrzec 01.12.07, 16:36
      Przepraszam, ale to dla mnie szczyt infantylności: chce UMRZEĆ, bo mój
      facetogładą pornografię, masturbuje się i chodzą mu po głowie obce laski.
      Aktywność tego wątku mnie szczerze zadziwia. Chyba też zaskoczyła nawet autorkę
      bo mieszają jej sie nicki pod którymi dopowiada.
      • betrayed Re: chce umrzec 03.12.07, 07:48
        your_and, faktycznie, byc moze tytul tego watku nie jest
        najszczesliwszy - wymyslilam go pod wplywem chwili i nastepnego dnia
        juz tak nie myslalam. co do tresci... ja za szczyt infantylnosci
        uwazam wszechobecny dzis kult seksualnosci. i nie podoba mi sie jak
        slysze kolezanki ze studiow chwalace sie ilu facetom zrobily loda w
        kiblu na imprezie, nie podoba mi sie moj facet szuka, chocby
        wirtualnych, kontaktow seksualnych z innymi kobietami. i o tym jest
        ten watek: o tym, ze czuje sie oszukana, w pewnym sensie zagubiona z
        tego powodu, ze nasze malzenstwo zaczelo sie od budowania na
        klamstwie i to jeszcze w dziedzinie seksualnosci. zdecydowanie
        latwiej bylo by mi przyjac do wiadomosci, ze zaciagnal kredyty i bal
        mi sie o tym powiedziec. bo takie jego seksualne wyczyny obnizyly
        moje poczucie wlasnej wartosci. a czy cie aktywnosc tego watku
        zadziwila czy tez nie, mam w glebokim powazaniu. nikt nie kaze ci
        ani go obserowac, ani sie tu udzielac.
    • morgen_stern Re: chce umrzec 07.12.07, 13:10
      Oj, trolujesz, kobieto, trolujesz - razem z "siostrą" na tym samym
      forum pisujecie? Ciekawe, ciekawe...

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=72756662&a=72756662
      • betrayed Re: chce umrzec 07.12.07, 14:04
        az mi sie nie chce na ten post odpowiadac... dziewcze drogie, naucz
        sie czytac... nie pisujemy z siostra na tym samym forum. wyjasnilam
        powyzej ze siostra przyjechala do mnie na weekend, i w trakcie
        pogaduszek stwierdzilismy ze na kilku watkach najpowszechniejsza
        rada jest pojscie do specjalisty i bylysmy cikawe czy jej partnera
        ktory chce na zywo odgrywac scenki z porno tez sie tam wysle. stad,
        siostra napisala tamten post. a czy mi wierzysz czy nie, mam w
        glebokim powazaniu i mam dla ciebie dobra rade: "milcz jesli nie
        potrafisz wzbogacic ciszy" - nic nowego do tematu nie wnioslas.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka