Dodaj do ulubionych

chocby jedno słowo

28.04.08, 20:59
Moja sytuacja jest tak typowa ja wiekszosc z tych opisanych na tym forum . Z
gory nie chce dobrych rad ani analizowania moich wypocin
Mam kryzys jestem na granicy doszedlem do sciany.Dalej musi sie cos stac bo
tlamsic w sobie dluzej nie zniose.Wiec gdyby ktokolwiek mialby cos do
powiedzenia co podniesie mnie na duchy chcby jeden dzien dluzej bede wdzieczny.
A teraz do rzeczy.
Zyje z osoba ktora nie odczuwa potrzeby okazywania uczuc.
I chyba nie oczekuje przynajmniej ode mnie takowych. Zaskorupilem sie
wyjalowilem z uczuc calosc uczucie przelwam na dziecko najcudowniejsze pod
sloncem. Ale nagle cos peklo potrzebuje jakiejkolwek formy uczucia od wlasnej
zony.Slowa gestu spojrzenia czegokolwiek .Nie moge wprost zebrac bo nie o to
chodzi .Nie moge spac pracowac zyc.Ona albo karmi sie moim nieszcesciem albo
jest juz tak wyzbyta z uczuc ze nie widzi nawet tego.Rozmowy koncza sie
niczym.Czyzbym byl produktem wspolczesnego swiata w ktorym kobieta nie
potzrbuje juz uczucia .
Moze wyidealizowalem wlasna potrzbe milosci .
Nie wiem .
ale dzisiaj potrzebuje kogokolwiek kto powie ze warto.

Obserwuj wątek
    • zlosnica100 Re: chocby jedno słowo 28.04.08, 21:08
      Zawsze taka była?


      Zastanawia mnie jak takie chłodne kobiety, chłodni faceci "dostepuja" szczescia
      posiadania rodziny, a osoby cieple , empatyczne które znam wyją w samotności...
      • pedrox1976 Re: chocby jedno słowo 28.04.08, 21:29
        oczywiscie nie
        Tylko teraz to widze ze robila mi awantury tzn (zero odzywania sie przez caly
        weekend)za powiedzmy jakies zupelne bez znaczenia przewinienia .Co wtedy
        wygladalo na przewrazliwienie a dzisiaj nazwalbym to wyrachowanym sposobem
        dochodzenia do wygranej.
        Tylko kto mial wygrac?
        Dzisiaj wie ze jest emocjonalnie gora wiec korzysta z tego.
        Wie rowniez ze boje sie utraty dziecka wiec czsami daje do zrozumienia ze
        odejdzie razem z dzieckiem.


        ze odejdzie z nim.
        • gacusia1 Re: chocby jedno słowo 28.04.08, 22:48
          Dla ciebie "bez znaczenia przewinienia" dla niej byly czyms
          waznym.Nie dostrzegales jej potrzeb wiec sie kobieta zamknela w
          sobie,a co ma sie wysilac? Pewnie nie raz dogadzala ci jak potrafila
          a ty uwazales,ze TAK MA BYC. No i masz to cos chcial. Ja tak widze
          ta sytuacje przedstawiona baaardzo skapo.
    • joy44 Re: chocby jedno słowo 29.04.08, 08:53
      Pedro,
      Czas dorosnąć.
      Ona Ciebie nie kocha.
      Teraz musisz pracować nad swoją niezależnością.
      Tak długo jak Ty będziesz Ją gonił, Ona będzie uciekać.
      Sprawa jest beznadziejna i to już koniec, ale możesz
      Spróbować.
      Wyjechać na tydzień lub dwa.
      Potem powinniście wyjechać bez dziecka.
      Trzeba ustalić plan rozstania lub powrotu do normalności.
      W Wasz powrót do normalności nie wierzę.
      Życzę sił.
      Pracuj nad niezależnością.
      j.
      • pedrox1976 Re: chocby jedno słowo 29.04.08, 10:18
        Co do planu rozstania to bylby on bardzo prosty, gdyby nie dziecko.
        Nie jestem masochista wiec nie pragne zycia z taka osoba.
        Sytuacja sie wiec wikla .Rozgrywa sie praktycznie we mnie,a na zewnatrz
        niby typowa rodzinka. A co do zaniedbywania zony ktora juz sobie odpuscila.Wiec
        jest wyjatkowym gigantem ktory potrafi zyc w zwiazku bez
        odrobiny miloci tylko dlatego ze maz ja zaniedbal.
        Najgorsza rzecza w tej sprawie jest to ze jakkolwiek sie skonczy nie bedzie to
        szczesliwy koniec. Chyba ze nie znam sie na ludziach wiec moze ...
        • zj32 Re: chocby jedno słowo 29.04.08, 20:13
          Zawsze trzeba brać pod uwage dobro dziecka, napewno bedzie procentować w przyszłosci. A bez okazywania uczuć przez żone można normalnie żyć i wcale nie trzeba mieć przy tym doła. W każdym związku obie strony powinny dbać jedna o drugą.Nie wiem dlaczego się utarło że to facet ma dbać i zabiegać o kobiete, a kobieta nie musi. Większość kobiet które znam handlują swoim ciałem z mężem ,jak był dobry jest sex ,jak był niegrzeczny nie ma, wypił jedne piwo za dużo nie ma sexu, wrócił później nie ma sexu. Ogólnie to kobiety są beznadziejne, egoistyczne, materialistki, histeryczki i wiecznie niezadowolone. A większość czeka na swojego księcia z bajki, a niestety ani ty ani ja nimi nie jesteśmy. pedrox1976 naucz sie z tym życ znajdż sobie jakieś hobby i nie przejmuj sie.
          • pedrox1976 Re: chocby jedno słowo 29.04.08, 20:57
            dzieki zj32 za dobre slowo
            gdyby to bylo takie proste to pewnie nie zaczynalbym tego tematu na forum.
            chociaz nie liczylem na cokolwiek chcialem wylac swoj bol
            to wszystko
            ostatnie zdanie na tym forum
            wbrew pozorom jest jeden pozytywny aspekt calej sprawy a mianowicie
            poznalem to co liczy sie najbardziej w zyciu ustalilem priorytety
            znam wlasne potrzeby wiem ze moge dac komus cos dobrego obdarzyc go miloscia i
            oczekiwac milosci od drugiej osoby wiem ze to banaly i komunaly ale takie jest zycie
            • zlosnica100 Re: chocby jedno słowo 29.04.08, 21:47
              A dla mnie za przeproszeniem, to jest s....e w banie!
              Chcesz chusteczkę?

              Młody facet /tak wnioskuje z daty nicka/ a rzezi jak tetryk po bajpasach.

              Wez sie człowieku w garść, nie pasi chłodna żona, to ja zostaw, przestań
              zasłaniać sie dzieckiem i podejmij wreszcie męska decyzje.

              Jak nie od dziś wiadomo lepsi szczęśliwi rodzice oddzielnie niz obcy w jednym
              gniazdku.

              Boisz sie zmian, trzęsiesz portkami az sie powietrze rusza, jak ma cie niby ta
              zona pozadac i szanowac jak sie tak zachowujesz?

              Czy to tak trudno pojąć ze kobieta potrzebuje chłopa a nie filozofa...

              Poznales wlasne potrzeby to je ralizuj do ch...y!
              • e.moc.ja Re: chocby jedno słowo 29.04.08, 21:55
                Amen, k...wa, amen! :))
              • zj32 Re: chocby jedno słowo 30.04.08, 00:15
                Zlosnica100 nie każdy facet myśli fujarą jak wiekszość kobiet uważa. Dla mnie np. liczą się w pierwszej kolejności moje córy a później dopiero reszta świata. Dlaczego one mają dostać "nowego tate" bo między rodzicami się nie układa ,co zrobiły nie tak? Może Ty byś dla lepszego wacka zostawiła męża i pozbawiła dzieci ojca ,sądzac po nicku TAK.
                • zlosnica100 Re: chocby jedno słowo 30.04.08, 10:39
                  "Zlosnica100 nie każdy facet myśli fujarą jak wiekszość kobiet
                  uważa."

                  Robiłes jakies badania?

                  "Dla mnie n
                  > p. liczą się w pierwszej kolejności moje córy a później dopiero
                  reszta świata"

                  Z "miłości" do nich zafundowałbyc im dom bez miłości ?
                  Nie ma nic gorszego dla dziecka niz widok a takze swiadomosc /a
                  dzieci swietnie to wyczuwaja/ ze miedzy rodzicami jest obojetnosc,
                  duzo bardziej "krzywi" to w pozniejszym zyciu niz rozwiedzeni
                  rodzice ale szczesliwi osobno.

                  "Dlaczego one mają dostać "nowego tate" bo między rodzicami się nie
                  układa ,co z
                  > robiły nie tak?"

                  Po co naditerpretowujesz? Czy gdzies napisalam ze ktokolwiek na
                  dostac nowego tate?
                  Ojca jak i matke ma sie jedną.
                  Rozstanie rodzicow nie oznacza utraty ojca czy matki.

                  "Może Ty byś dla lepszego wacka zostawiła męża i pozbawiła dziec
                  > i ojca ,sądzac po nicku TAK"

                  Gdyby moj partner okazywal mi chlod / bo tu glownie mowimy o
                  chlodzie emocjonalnym, sprawa seksu jest wtorna/, obojetność a co
                  wiecej nie widziałby w takim stanie rzeczy nic dziwnego - oczywiscie
                  ze zostawiłabym go, to chyba jasne.Wchodzimy w zwiazki by realizowac
                  swoje potrzeby nie ograniczajac sie tylko do celu prokreacji.
                  Nie pozbawiłabym dzieci ojca, pozbawiłabym natomiast widoku zimnego
                  obcego człowieka dla ich matki.
                  Dzieciom nie utrudnialbym kontaktu z tata a wrecz staralbym sie ten
                  kontakt wspierac.
                  Natomiast nie wyobrazam sobie zycia pod jednym dachem z zimnym
                  eksreproduktorem.
                  • prosty_facet no nie wiem 30.04.08, 10:57
                    czy to takie proste i oczywiste
                    • zlosnica100 Re: no nie wiem 30.04.08, 13:07
                      Proste nie w sensie realizacji, bo takie odejscie wymaga
                      przeorganizowania zycia.
                      Proste w sensie decyzji; jak mozna zyc z kims kto juz nawet nie
                      mowię ze nie kocha, nie okazuje czułości, ale poprostu nawet nie
                      lubi?
                      Zyc u boku z zimnym, obojętnym człowiekiem...przeciez to smierc za
                      zycia. A zycia szkoda.
                  • marek_kolomanski złośnica zrozum... 30.04.08, 14:01
                    Chodzi o postawę, że żaden OBCY GACH nie będzie wychowywał moich dzieci,
                    mieszkał z nimi ani wtłaczał im do głowy swojego światopoglądu.
                    Po rozwodzie dzieci zostają przy matce, która zazwyczaj okazuje się suką
                    utrudniającą kontakty z ojcem.
                    Taka jest często szara rzeczywistość.

                    Kochający ojciec nie chce zostać zepchnięty do roli "łikendowego" tatusia. To
                    chyba oczywiste?
                    Niekochającą żonę, za przeproszeniem, niech przysłowiowe psy dymają. To
                    właściwie obca baba. Tym bardziej obca im mniej kochającą i bardziej zimną suką
                    się okazała.
                    Natomiast dzieci już obce nie są.

                    Ja potrafię zrozumieć podobne dylematy...



                    • e.moc.ja Re: złośnica zrozum... 30.04.08, 14:31
                      Najlepiej wtłoczyć dzieciom, że się da żyć z partnerem bez miłości, za to z
                      lodowatą obojętnością. Z czasem pogardą, tudzież nienawiścią. No ale to pokaże
                      rodzony ojciec przecież, nie jakiś gach, wtłoczy odpowiedni światopogląd.
                      Bo nie będzie cudzy gach wychowywał, nawet za cenę pokazania dzieciom czym jest
                      ciepło i miłość, której każdy potrzebuje jak tlenu.
                    • glamourous Re: złośnica zrozum... 30.04.08, 14:31
                      Ja rowniez doskonale takie dylematy rozumiem. Myslalam podobnie jak
                      zlosnica kiedy bylam baardzo mloda : woz albo przewoz, czarne albo
                      biale, albo wielka namietnosc, albo odstawka ;-)

                      Teraz juz jednak wiem, ze w momencie gdy w zwiazku pojawiaja sie
                      dzieci nic juz nie jest proste ani takie zerojedynkowe jak przedtem.
                      Czasami dobro dziecka (obojetnie jak byscie mnie przekonywali ze
                      rodzice osobno, ale szczesliwi itp) liczy sie bardziej niz nasze
                      wlasne potrzeby seksualne czy nawet uczuciowe. Bedac facetem tez
                      dosc chyba trudno znioslabym mysl ze po rozstaniu byla zona wywiezie
                      mi moje ukochane dziecko np. do innego miasta lub innego kraju, bo
                      wlasnie poznala na Sympatii niewiadomej proweniencji gacha z
                      Rzeszowa czy z Edynburga i zamierza sie do niego przeprowadzic -
                      roznie w zyciu bywa i nie mozna zakladac ze moje dziecko do
                      doroslosci bedzie mieszkalo 2 ulice dalej i bedzie mozna je
                      odwiedzac 5 razy w tygodniu...
                      • e.moc.ja Re: złośnica zrozum... 30.04.08, 14:36
                        Jak zaczyna się chrzanić lub już jest pozmiatane, to nigdy nie będzie dobrych rozwiązań. Z czasem ludzie podejmuja jednak decyzje o rozstaniu bo tak-sie-dalej-zyc-nie-da, niezaleznie od ilosci posiadanych dzieci.
                        Po prostu nie daje sie fizycznie i psychicznie funkcjonowac. Kazdy w dogorywajacym zwiazku dochodzi w koncu do swojej sciany, przy czym dla kazdego ona jest w innym miejscu.
                        • marek_kolomanski Re: złośnica zrozum... 30.04.08, 14:56
                          e.moc.ja napisała:

                          > Z czasem ludzie podejmuja jednak decyzje o rozstaniu bo tak-sie-dalej
                          > -zyc-nie-da, niezaleznie od ilosci posiadanych dzieci.
                          > Po prostu nie daje sie fizycznie i psychicznie funkcjonowac.

                          Ja nie mówię, że tak nie jest...
                        • glamourous Re: złośnica zrozum... 30.04.08, 15:21
                          Wydaje mi sie, ze mezczyzni tym latwiej podejmuja takie decyzje im
                          mniej im zalezy na silnej wiezi z dziecmi. Ja jako kobieta mam
                          bardzo silny instynkt macierzynski i nie wyobrazam sobie ze po
                          rozstaniu moje dziecko/dzieci zostalyby przy ojcu a ja zostalabym
                          ograniczona do roli "dochodzacej mamusi" ktora srednio uczestniczy w
                          ich codziennosci. W dodatku przy dzisiejszej mobilnosci
                          geograficznej, swiadomosc ze zyciem moich dzieci oraz
                          czestotliwoscia moich spotkan z nimi beda odtad rozporzadzac inni,
                          nawet calkiem obcy ludzie a ja nie bede miala w tej kwestii wiele do
                          gadania chyba nie ulatwilaby mi decyzji o rozstaniu.
                          Przy czym nie zawsze dysfunkcja w zwiazku jest az tak drastyczna, ze
                          albo rozstanie albo szpital psychiatryczny dla obojga. Rzeczywiscie
                          w takiej sytuacji to juz faktycznie nie ma co sie zastanawiac. Ale
                          czasami jednak jest po prostu chlodno, ale poprawnie. Albo nawet
                          calkiem znosnie, a jedynie seks szwankuje... A wtedy dylemat
                          naprawde kochajacego rodzica (tego ktory straci z w wyniku rozwodu
                          codzienny kontakt z dziecmi) musi byc naprawde ogromny...
                    • zlosnica100 Re: złośnica zrozum... 30.04.08, 14:56
                      "Chodzi o postawę, że żaden OBCY GACH nie będzie wychowywał moich
                      dzieci,
                      > mieszkał z nimi ani wtłaczał im do głowy swojego światopoglądu.
                      > Po rozwodzie dzieci zostają przy matce, która zazwyczaj okazuje
                      się suką
                      > utrudniającą kontakty z ojcem.
                      > Taka jest często szara rzeczywistość."

                      Skad założenie, ze kobieta po rozstaniu zwiaze sie z kimś?
                      Bywa roznie-to jedno.
                      Po drugie to mzezcyzna wybral TA KOBIETE /SUKE/ na MATKE swoich
                      dzieci, wiec gratuluje trafionych wyborow, ja tam bym nie chciala
                      miec dzieci z suka...A jakby juz sie tak nieszczesliwie zlozylo to
                      byłaby to wlasnie konsekwencja mojego wyboru - ze wszelkimi
                      reperkusjami.


                      "Kochający ojciec nie chce zostać zepchnięty do roli "łikendowego"
                      tatusia. To
                      > chyba oczywiste?"

                      Roznie, czasem chce, a jesli nie chce zawsze moze miec czestsze
                      kontakty.

                      "Niekochającą żonę, za przeproszeniem, niech przysłowiowe psy
                      dymają. To
                      > właściwie obca baba. Tym bardziej obca im mniej kochającą i
                      bardziej zimną suką
                      > się okazała. Natomiast dzieci już obce nie są"

                      Wiesz dla kobiety te dzieci tez obce nie sa, dlaczego zakladasz ze
                      dazyłaby do ich skrzywdzenia?

                      "Ja potrafię zrozumieć podobne dylematy...
                      >
                      Ja tez, ale, nadal uwazam ze lepiej jak rodzice sa odzielnie w
                      przypadku braku milosci, dobrej woli, sympati, zyczliwosci a
                      szczegolnie jak jedynym uczuciem jakie ich laczy jest nienawisc, niz
                      jak "dla dobra dziecka" udaja rodzine...
                      Z wlasnego podworka i perspektywy dziecka /wtedy/ to mowie.
                      • marek_kolomanski Re: złośnica zrozum... 30.04.08, 15:02
                        zlosnica100 napisała:

                        >
                        > Po drugie to mzezcyzna wybral TA KOBIETE /SUKE/ na MATKE swoich
                        > dzieci, wiec gratuluje trafionych wyborow, ja tam bym nie chciala
                        > miec dzieci z suka...A jakby juz sie tak nieszczesliwie zlozylo to
                        > byłaby to wlasnie konsekwencja mojego wyboru - ze wszelkimi
                        > reperkusjami.
                        >

                        Wiesz, przed ślubem to często całkiem inne osoby, te kobiety:)
                        Miłe, uśmiechnięte i pełne dobroci dla przyszłego męża, nie dla kolegi z pracy....


                        > Ja tez, ale, nadal uwazam ze lepiej jak rodzice sa odzielnie w
                        > przypadku braku milosci, dobrej woli, sympati, zyczliwosci a
                        > szczegolnie jak jedynym uczuciem jakie ich laczy jest nienawisc, niz
                        > jak "dla dobra dziecka" udaja rodzine...
                        > Z wlasnego podworka i perspektywy dziecka /wtedy/ to mowie.


                        Może masz rację a może nie masz...
                        • zlosnica100 Re: złośnica zrozum... 30.04.08, 15:08
                          "Wiesz, przed ślubem to często całkiem inne osoby, te kobiety:)
                          > Miłe, uśmiechnięte i pełne dobroci dla przyszłego męża, nie dla
                          kolegi z pracy.
                          > ..."

                          Marek tu nie ma podzialu na plec o facetach to samo by mozna....i
                          nie one nie sa inne, sa poprostu zazwyczaj nieszczere albo nawet i
                          szczere ale zycie w zwiazku a malzenstwie i to jeszcze z dziecmi to
                          inne wyzwania i inne przeszkody.

                          "Może masz rację a może nie masz...
                          Mam.
                          • wiek_chrystusowy Re: złośnica zrozum... 02.05.08, 10:03
                            tak trochę obok tematu, czytając te teksty, kolejny raz pogratulowałam sobie
                            wyborów z młodości. Ile razy w życiu trafił mi się facet, który rozpływał się
                            nad pięknymi dzieciaczkami jakie razem mielibyśmy, tyle razy włączał mi się w
                            głowie alarm i w zasadzie już wiedziałam, że to koniec znajomości. Dlatego, że
                            czułam, że takie tematy powinny wychodzić ode mnie, nie od faceta, jeśli już; że
                            uważam, że kobieta i mężczyzna przede wszystkim są małżeństwem, parą, DOPIERO
                            POTEM (jeżeli w ogóle) rodzicami. A tu czytam posty ludzi skłonnych do
                            systematycznego mordowania drugiego człowieka w imię miłości do dzieci! I
                            jeszcze się tym chlubią! Zamęczą siebie, zamęczą kogoś, ale jakimiż wspaniałymi
                            są rodzicami! Patrzcie i chwalcie.
                            Ktoś, kto jest w stanie codziennie kłaść się ze mną do łóżka nic do mnie nie
                            czując, zabijając mnie codziennie po kawałku swoją obojętnością, jeżeli nawet
                            nie wrogością wychowa pewnie takie same dzieci. Do tego spieprzy jeszcze życie
                            kolejnej osoby, ponieważ bez seksu to on nie chce, a do burdelu nie pójdzie. A
                            przede wszystkim nie pozwoli innemu facetowi wychowywać swojego potomostwa, bo
                            to przecież z niego należy brać przykład! Rzygać się chce.
                      • glamourous Re: złośnica zrozum... 30.04.08, 15:43
                        zlosnica100 napisała:

                        > Skad założenie, ze kobieta po rozstaniu zwiaze sie z kimś?
                        > Bywa roznie-to jedno.

                        Wiekszosc dzisiejszych kobiet predzej czy pozniej wchodzi po
                        rozwodzie w nowy zwiazek. Czesto nawet w wiele zwiazkow, jeden po
                        drugim ;-) To juz nie te czasy kiedy "dzieciata rozwodka" byla
                        napietnowana i zaden mezczyzna nie chcial brac sobie na
                        glowe "cudzych bachorow". Pol biedy jezeli ten jej nastepny zwiazek
                        bedzie dobry, staly i przyjazny dziecku. Ale nie mozna tego
                        zakladac. Bo co, jesli kobita bedzie zmieniala facetow jak
                        rekawiczki, a dziecko bedzie wychowywalo sie w domu pelnym
                        zmieniajacych sie jak w kalejdoskopie "kochankow mojej mamy"
                        Roznie to bywa, dlatego jeszcze raz powtarzam NIE MOZNA NAIWNIE
                        ZAKLADAC ze kobieta do konca zycia pozostanie samotna i bedzie
                        zawsze mieszkala z dzieckiem 2 ulice dalej...

                        Po drugie to mzezcyzna wybral TA KOBIETE /SUKE/ na MATKE swoich
                        > dzieci, wiec gratuluje trafionych wyborow,

                        Gdyby czlowiek wiedzial ze sie przewroci, to by sie polozyl ;-/
                        Poczatki zwiazkow zazwyczaj sa sielankowe - wielka milosc, wersja
                        demo, ludzie sie staraja itp, a nigdy nie wiadomo jak nasz partner i
                        nasz zwiazek wyewoluuje za kilka czy kilkanascie wspolnych lat.

                        > Roznie, czasem chce, a jesli nie chce zawsze moze miec czestsze
                        > kontakty.

                        A co jesli mamusia postanowi ze wyjedzie do pracy do USA i zabierze
                        ze soba dziecko? Albo jezeli sobie znajdzie faceta - Australijczyka
                        i postanowi spedzic z nim reszte zycia? To juz nie te czasy kiedy
                        ludzie rodzili sie i umierali w jednym i tym samym domu...
                        Globalizacja postepuje, a wraz z nia mobilnosc geograficzna...;-)

                        > Wiesz dla kobiety te dzieci tez obce nie sa, dlaczego zakladasz ze
                        > dazyłaby do ich skrzywdzenia?

                        Do ich skrzywdzenia moze bezposrednio nie, ale kto wie czy dobrze
                        wybralaby sobie nowego faceta oraz nowa droge zycia...?

                        (no to zabawilam sie w Glossatora, hehe ;-))))))
                        • zlosnica100 Re: złośnica zrozum... 30.04.08, 15:48
                          To ja sie poddaje, moze ja mam taka psychike, dnia nie wytrzymalaby
                          w atmosferze obcosci we wlasnym domu, tyle czasu bym tam zostala ile
                          bym musiala birac pod uwage pakowanie i ewentualnie rozwod /choc
                          znajac siebie przed orzeczeniem rozwodu juz by mnie tam nie bylo/.
                          • marek_kolomanski Re: złośnica zrozum... 30.04.08, 15:52
                            zlosnica100 napisała:

                            > To ja sie poddaje, moze ja mam taka psychike, dnia nie wytrzymalaby
                            > w atmosferze obcosci we wlasnym domu, tyle czasu bym tam zostala ile
                            > bym musiala birac pod uwage pakowanie i ewentualnie rozwod /choc
                            > znajac siebie przed orzeczeniem rozwodu juz by mnie tam nie bylo/.

                            Czyli w jeden dzień zostawiłabyś własne dziecko z jego ojcem a sama byś odeszła?
                            Patrz od strony faceta...
                            • zlosnica100 Re: złośnica zrozum... 30.04.08, 16:00
                              Zalezy od okolicznosci, ja na miejscu autora postaralabym sie
                              wynajac mieszkanie jak najblizej dziecka, ale czy bym sie
                              wyprowadziła? -tak
                              Najpierw zalozylabym sprawe o rozwod i zaraz po znalezieniu lokum
                              wynioslabym sie, oczywiscie pytajac czy moge zabrac dziecko, jesli
                              nie to blisko mieszkanie.
                              • marek_kolomanski Re: złośnica zrozum... 30.04.08, 16:06
                                zlosnica100 napisała:

                                jesli
                                > nie to blisko mieszkanie.

                                A mąż ci na to:

                                A właśnie, że uciekam na drugi koniec Polski do Zuzi - mojej nowej
                                przydupasicy:) Jak najdalej od takiej złośnicy jak ty...
                                :)
                                Co wtedy robisz?
                                • zlosnica100 Re: złośnica zrozum... 30.04.08, 16:10
                                  Niech to zrobi, jezeli podjal taka decyzje ja nie mam na to wpływu,
                                  a jezeli miałabym go trzymac przy sobie i dziecku na siłe tworzać
                                  rodzinna farse, budzac sie kolo niego codziennie w lozku i widzac
                                  obcego człowieka, codziennie mijac go w lazience, czuc jego zapach
                                  ktory kojarzy mi sie z odrzuceniem i wrogością to bym zwariowała ,
                                  tak jak powoli wariuje autor.
                                  Wiec reasumując pomachałabym mu na dowidzenia.
                                  • marek_kolomanski Re: złośnica zrozum... 30.04.08, 16:12
                                    zlosnica100 napisała:


                                    > a jezeli miałabym go trzymac przy sobie i dziecku na siłe

                                    Jakim dziecku? Dziecko to on zabrał ze sobą...
                                    Czytaj uważnie:)

                                    Co wtedy robisz?
                                    • zlosnica100 Re: złośnica zrozum... 30.04.08, 16:17
                                      Wystepuje o przyznanie mi opieki.
                                      Jezeli nie udowodnie ze dziecko ze mna bedzie mialo lepsze warunki,
                                      jade za mezem i wynajmuje mieszkanie blisko dziecka lub godze sie z
                                      tym ze jestem weekendowa mama.
                                      Nie funduje dziecku piekla w domu, to jest cos co okalecza
                                      definitywnie.
                                      • marek_kolomanski Re: złośnica zrozum... 30.04.08, 16:25
                                        zlosnica100 napisała:

                                        > Wystepuje o przyznanie mi opieki.
                                        > Jezeli nie udowodnie ze dziecko ze mna bedzie mialo lepsze warunki,
                                        > jade za mezem i wynajmuje mieszkanie blisko dziecka lub godze sie z
                                        > tym ze jestem weekendowa mama.
                                        > Nie funduje dziecku piekla w domu, to jest cos co okalecza
                                        > definitywnie.

                                        To tylko teoria:)

                                        1)Mężczyzna zazwyczaj jest na przegranej pozycji przed sądem w sprawie opieki
                                        nad dzieckiem.
                                        2) W Pcimiu Dolnym, dokąd wyprowadził się twój były mąż razem z dziećmi już
                                        czekają z propozycją pracy dla ciebie:)
                                        A może wolisz dojeżdżać 400 kilometrów dziennie?

                                        :)
                                        • zlosnica100 Re: złośnica zrozum... 30.04.08, 16:34
                                          "To tylko teoria:)"

                                          Tak Marku, podobnie jak teoria tylko jest to ze tatus z dzieckiem
                                          jedzie do nowej Zochy.

                                          "1)Mężczyzna zazwyczaj jest na przegranej pozycji przed sądem w
                                          sprawie opieki
                                          > nad dzieckiem. "

                                          To prawda...niestety pewnie to z czegos wynika.

                                          "W Pcimiu Dolnym, dokąd wyprowadził się twój były mąż razem z
                                          dziećmi już
                                          > czekają z propozycją pracy dla ciebie:)
                                          > A może wolisz dojeżdżać 400 kilometrów dziennie?"

                                          Nie, nie dojezdzałabym, widziałabym je tylko w weekendy.
                                          Co wiecej znam wielu tatusiow ktorzy rwali szaty na rozprawie ze
                                          chca dziecko miec blisko a potem nawet na wakacje nie wezmą.

                                          Wiem, wiem, sa wyjatki.
            • minka-minka.32 Re: chocby jedno słowo 03.05.08, 20:43
              ja Tobie życzę abyś znalazł miłość. życzliwą, ciepłą osóbkę która da ci
              szczęście i Ty jej. Jesteś młody, możesz ułożyć sobie życie na nowo. żona gra
              uczuciami bo boi się Ciebie stracić, może jest zależna od Ciebie finansowo,
              bytowo. pomyśl o tym. odejdzie z dzieckiem - niech odchodzi (jeśli ma gdzie)
              wywalczysz odpowiednie warunki na widzenia z synkiem, a może będziesz mógł
              ustanowić sądownie opiekę nad nim... przemyśl to. wiem, że to wyrachowane i złe
              ale czy ona ma skrupuły wobec Ciebie? jeśli jest oschła i zimna może wpajać
              dziecku brak szacunku do Ciebie i jakieś poczucie krzywdy. Ochroń dziecko przed
              tym podejmując konkretną, radykalną decyzję. Zanim bezpowrotnie stracicie na tym
              oboje.
    • zlosnica100 Re: chocby jedno słowo 30.04.08, 15:05
      " Ale nagle cos peklo potrzebuje jakiejkolwek formy uczucia od
      wlasnej
      zony.Slowa gestu spojrzenia czegokolwiek .Nie moge wprost zebrac bo
      nie o to
      chodzi .Nie moge spac pracowac zyc."

      Nie moge spac....pracowac....żyć...tak i czy człowiek w takim stanie
      moze byc dobrym ojcem? nie, moze byc co najwyzej ojcem kochajacym,
      ale dobrym nie, bo w chwili obecnej ma juz symptomy zalamania
      nerwowego, to sie bedzie poglebiac i w najlepszym przypadku
      przejdzie w przewlekla depresje.
      Ale oczywiscie czesc osob uwaza ze lepiej miec obok siebie
      zalamanego i wykonczonego ojca niz ojca na odleglosc ale
      szczesliwego, spelnionego a co najmniej spokojnego.No tak na
      odleglosc nie odgoni potencjalnego gacha.....a niedaj Boze zeby
      dziecko gacha polubiło....to bylby hardcore...
      Ech macie racje nie rozumiem was....
      • marek_kolomanski Re: chocby jedno słowo 30.04.08, 15:44
        zlosnica100 napisała:


        > Ech macie racje nie rozumiem was....



        A ja ciebie doskonale rozumiem...

        Widzisz, jeśli w małżeństwie pojawia się impuls - przemoc fizyczna, psychiczna
        itp, to łatwo taką decyzję podjąć. Jeśli natomiast małżonkowie jedynie mają się
        nawzajem "gdzieś" to już nie jest takie motywujące do rozstania.
        • zlosnica100 Re: chocby jedno słowo 30.04.08, 15:52
          Ale to znaczy dziłanie a raczej nie działanie na zasadzie ; "jest
          zle ale nie tak zle by sie ruszyc..." To brzmi jak cos ala syndrom
          kobiety maltretowanej....
          Mnie obcosc i obojetnosc zabija, nie potrzebuje impulsu, poprostu
          robiac zaplecze wychodze.
        • glamourous Re: chocby jedno słowo 30.04.08, 15:55
          marek_kolomanski napisał:

          > Widzisz, jeśli w małżeństwie pojawia się impuls - przemoc
          fizyczna, psychiczna
          > itp, to łatwo taką decyzję podjąć. Jeśli natomiast małżonkowie
          jedynie mają się
          > nawzajem "gdzieś" to już nie jest takie motywujące do rozstania.


          Wlasnie mniej wiecej w ten desen napisalam powyzej.
          A nasza, przypuszczam, bardzo mloda Zlosnica jak pozyje jeszcze pare
          latek, to moze zrozumie, ze w zyciu nie wszystko jest takie proste i
          jednoznaczne ("nie podoba mi sie, no to sie rozwiode").
          • zlosnica100 Re: chocby jedno słowo 30.04.08, 16:04
            Oj nie takam młoda ;)

            Ja sie wyprowadziłam -nie bylo rozwodu bo nie bylo slubu, bylo
            ciezko cholernie ale decyzje podjelam szybko, w ciagu tygodnia
            zalatwilam wszystko lacznie z wynajeciem mieszkania.
            Mialam jedno ulatwienie- nie bylo dziecka, gdyby bylo
            wyprowadzilabym sie w ciagu miesiaca pewnie.
            • nas-daq Re: chocby jedno słowo 30.04.08, 16:11
              To nie zrozumiesz co czuje rodzic, bo więzi z dzieckiem to zupełnie
              inna bajka.
              • zlosnica100 Re: chocby jedno słowo 30.04.08, 16:15
                Tak, z wiezi mozna zrobic prawdziwe "więzy" i traume na cale zycie.
                A to akurat wiem bo doswiadczyłam.
                Czyli wniosek prosty - egoizm, nie jest wazne by dziecko wychowywało
                sie w harmonijnym otoczeniu nawet z dochodzacym tata, tylko by tata
                mogl codziennie "cieszyc" sie dzieckiem...Ech nie sprawdza
                sie.Lepiej by juz dochodził.
            • glamourous Re: chocby jedno słowo 30.04.08, 16:23
              Moj z kolei dobry znajomy ma zone o niezbyt ciekawym charakterze,
              ktora miesiacami odmawia mu seksu i generalnie niewiele juz ich
              laczy. Poza dwojgiem cudownych dzieci ktore wlasciwie on wynianczyl
              od urodzenia. Swojego czasu mial on nawet idealna okazje do odejscia
              (romans z piekna i goraca kobieta, ktora tylko czekala na wspolne
              zamieszkanie) Zamierzal kupic mieszkanie po sasiedzku, zeby byc
              blizej dzieci. Ale w pewnym momencie zastanowil sie i stwierdzil, ze
              wlasciwie PO CO on bedzie sie od tej niekochanej zony wyprowadzal -
              przeciez I TAK nawet mieszkajac osobno CALY CZAS BEDZIE SIEDZIAL U
              DZIECI! Doszedl do wniosku, ze po co mu ten caly rozwodowy
              galimatias skoro z dziecmi i tak spedzalby kazda wolna chwile - i
              koncow koncow pewnie nawet zaniedbalby swoja cudowna kochanke...
              Epilog - z kochanka zerwal (choc zakochany byl po uszy), zostal z
              niekochana zona, a dzieci sa nadal sensem jego zycia.

              Coz, zdarzaja sie tacy swietni ojcowie - obsesjonaci ;-)

              (historia jak najbardziej autentyczna, mam notabene nadzieje ze
              bohater nie pisuje na tym forum :-) i nie rozpozna sie w powyzszym
              opisie ;-))))))))
              • marek_kolomanski Re: chocby jedno słowo 30.04.08, 16:34
                I tak właśnie bym zrobił - znalazł dochodzącą kochankę a niekochająca żona mogła
                by być dalej współlokatorką:) Po pewnym czasie taka niekochająca również
                zobojętnieje mężowi i mamy istną sielankę - panuje równowaga:)
                Moja ma umiłowanie do porządku. Czemu miałbym się od razu pozbawiać doskonałej
                sprzątaczki?
                • zlosnica100 Re: chocby jedno słowo 30.04.08, 16:38
                  Tak, ale powiedz mi jedno jak jestes w stanie klasc sie kolo obcego
                  w lozku?
                  Jak to mozna zrobić?

                  Bo jeszcze jak jest duzy dom, to rozumiem, nie wchodzimy sobie w
                  droge a dzieci bawia sie "po srodku", ale w normalnym M3?
              • gapuchna Re: chocby jedno słowo 30.04.08, 17:41
                A mnie wkurza taka postawa - po cholerę wchodził w życie kochanki!!!
    • zlosnica100 Re: chocby jedno słowo 30.04.08, 16:31
      Moja rownowaga byla zaklocona wlasnie przez to ze zamiast
      dochodzenia bylo TRWANIE.

      Poprawne stosunki...nie to co autor opisuje nie sa to poprawne
      stosunki to "zimne" piekło.
      Jak sie ma poprawne stosunki to sie nie wariuje lub nie popada w
      depresje.
      • glamourous Re: chocby jedno słowo 30.04.08, 16:46
        zlosnica100 napisała:


        > Jak sie ma poprawne stosunki to sie nie wariuje lub nie popada w
        > depresje.


        A to juz zalezy od indywidualnej wrazliwosci - kazdy ma swoj prog
        tolerancji na chlod emocjonalny czy brak milosci, ktory jako taki
        poprawnych stosunkow nie wyklucza.

        Jasne, ze jezeli niekochajacy sie rodzice codzien rzucaja w siebie
        talerzami czy urzadzaja sobie piekielne awantury, tak ze sasiedzi
        siedza ze stopperami w uszach i musza prosic policje o interwencje,
        to nic dobrego dla dziecka z takiego utrzymywania zwiazku na sile
        nie wyniknie. Ale nie zawsze sa takie ekstremy. Najczesciej jest
        tak, ze uczucie miedzy rodzicami wygaslo, ale da sie w sumie jakos
        zyc, karmiac sie pelna milosci relacja z dziecmi. Czasami zas po
        prostu pelna milosci relacja ojciec-dziecko i dziecko-ojciec
        kompensuje mu nieudany zwiazek - i mniejszym zlem jest dla doroslego
        tkwienie w dysfunkcji niz odciecie sie na codzien od tej milosci.
    • zlosnica100 Re: chocby jedno słowo 30.04.08, 16:50
      Nie wiem, ale napewno mimo wszystko lepiej niz dziecko ktore moczy
      sie w noocy i skrada pod drzwi sypailni by podsluchiwac czy rodzice
      znow na siebie nie sycza, albo dostaje wymiotow bo ojciec po cichej
      wymianie zdan w Boze Narodzenie wychodzi walac drzwiami az futryna
      chodzi...no a tak poza tym poprawnie bylo, szczegolnie dla otoczenia.
      • effi23 Re: chocby jedno słowo 30.04.08, 17:19
        Mysle, ze sa gorsze nieszczescia w zyciu czlowieka niz zycie w
        niepelnej rodzinie. Dzieci maja ogromne zdolnosci adaptacyjne,
        szybko przyzwyczajaja sie do nowej sytuacji a jesli ojciec zabiera
        je na weekendy, interesuje sie, dzwoni, spedza z nimi wakacje to
        naprawde nie odczuja tego jak odrzucenia. W zyciu potrzebny jest
        czasem zdrowy egoizm. Poza tym w wieku ok 14 - 15 lat dziecko
        przestaje potrzebowac stalej obecnosci rodzicow, srodowisko
        rowiesnicze odgrywa coraz wieksza role i nastolatki czesto
        marginalizuja swoje kontakty z rodzicami, maja swoje sprawy i chca,
        tylko wiedziec, ze w razie klopotow matka czy ojciec ich wespra
        finansowo lub emocjonalnie. I czy wtedy warto dzielic nadal zycie z
        gora lodowa, przekresliwszy kiedys szanse na szczescie? A nie zawsze
        trafi sie druga.
    • galilea.1 Re: chocby jedno słowo 30.04.08, 21:02
      Jak ja dobrze znam te dylematy- tylko od drugiej strony.Przez wiele lat kochałam
      męża, który niby mnie kochał ale Jacka Danielsa bardziej, w końcu odeszłam i
      zaczęłam żyć na nowo, wtedy nastąpiło cudowne przebudzenie, przypływ uczuć i
      chęć walki o rodzinę. Więc wróciłam z powodu dzieci i teraz to ja jestem
      niekochającą żoną, bo okazało się,że nie da się wskrzesić uczuć , które
      wygasły-nawet gdy ktoś bardzo się stara i złego słowa nie można o nim
      powiedzieć. Lubie go, szanuję , jego los, jego szczęście są dla mnie bardzo
      ważne, więc staram się być ciepła ale nie zmienia to faktu,że żyję z obcym sobie
      człowiekiem, który nie chce przyjąć rozwodu do wiadomości. Wiem,że go ranię ale
      nie umiem lepiej udawać.Nie chcę zabierać dzieciom ojca, bo wzajemnie bardzo się
      kochają ale przeraża mnie myśl ,że mam tak przeżyć jeszcze pewnie z 25 lat. W
      porównaniu z dobrem dzieci własne szczęście wydaje się tylko fanaberią.
      • e.moc.ja Re: chocby jedno słowo 30.04.08, 21:44
        Dzieci w końcu dorosną, 25 lat na to nie trzeba. Może jednak po
        latach, kiedy wyfruną z domu, wy pozostaniecie razem, tego nie wiesz
        do końca. Może przywiązanie i przyjaźń wystarczy. W sumie to
        naprawdę bardzo dużo... chyba szczególnie wówczas, jak człowiek zda
        sobie sprawę, jak ciezko starzeć się samotnie.
        • marius7m Re: chocby jedno słowo 01.05.08, 00:14
          No właśnie... może lepiej trwać w przyjaźni, niż natychmiast się
          rozwodzić? Jeżeli oboje chcą opiekować się dziećmi, może lepiej
          robić to razem i oszczędzić im stresu rozwodu i regulowanych przez
          sąd spotkań? To prawda, że nie przekazujemy im idealnego wzoru na
          przyszłość, ale jest to, być może, wciąż mniejsze zło...
    • aandzia43 Re: chocby jedno słowo 30.04.08, 22:50
      Nie wiem, jakie rozwiazanie będzie najlepsze dla Pedroxa. Mogę mu tylko
      współczuć stanu martwoty, zaskorupienia i emocjonalnego wyjałowienia, w jakim
      się znajduje. Z jego postu bije rozpacz. Pisze, że nie może spać, pracować, żyć.
      Chyba samo mu się nie poprawi.

      Może Złośnica jest młoda, ale ja jestem stara i mimo to rozumiem, o co jej
      chodzi. Nie każdy związek może bezboleśnie dla siebie i dzieci TRWAć sobie
      pokojowo. Często pokłady frustracji, wzajemnej niechęci, cierpienia są tak
      grube, że nie wydostaje się już spod spodu żadne światełko. Następuje
      zaskorupienie, zlodowacenie i śmierć za życia. Nawet, jeśli z wierzchu jest
      poprawnie, życzliwie i bez awantur. Znam to ze swojego domu rodzinnego i z domu,
      który stworzyłam. Mając paręnaście lat modliłam się, żeby się w końcu do k...y
      nędzy rozwiedli! Nie zrobili tego wtedy, zrobili to i tak wiele lat później.
      Moje dziecko modliło się o to samo. Jego modły zostały wysłuchane. Chwali sobie
      ten stan. Między innymi dlatego, że ja stałam się lepszą matką. Wyszłam ze
      skorupy i stałam się żywym człowiekiem, nie trupem. Żywy człowiek jest lepszym
      rodzicem niż zombi.
      • modraczkova Re: chocby jedno słowo 01.05.08, 11:51
        Dokładnie tak! Serwujecie swoim dzieciom olbrzymie klopoty na dorosle zycie.
        Oszukujecie sie mowiac, ze je tak kochacie, ze chcecie dla nich zostac.
        Sadzicie, ze nie zauwaza, ze rodzice to dwa obce sobie swiaty? Ze traktuja sie
        nawzajem wylacznie uzytkowo? - ktos napisal
        'dlaczego mam sie pozbyc darmowej sprzetaczki' To jakas paranoja!!!! Beda w
        swoich doroslych relacjach odtwarzac taki sam model relacji w ziazku jak wasza.
        Jesli je kochacie, musicie byc wlasnie wbec siebie i wobec nich uczciwi.
        Oszustwo ma krotkie nogi - one zauwaza to szybciej niz sie wam wydaje! A okolo
        14 roku zycia odplaca wam sie podobnym emocjonalnym chlodem, rowiesnikom
        wyzalajac sie, ze ich rodzice to hipokryci. Z postow, tu zamieszczonych przez
        rodzicow wieje straszny egoizm. Dzieciaki, jak sie kapna - a nie miejcie zludzen
        nastapi to niebawem, beda z lekiem czekac na nieuchronny moment rozstania
        Hustawka emocji, leki - dlaczego tata zapewnia, ze jestem najwazniejsza/y na
        swiecie? Dlaczego wreszcie to sie nie skonczy. Az po jestem wazniejszy od mamy,
        wiec jestem krolem/ksiezniczka. Musicie spelniac wszystke moje potrzeby! - bo
        jak nie bede zachowywac sie wobec was tak chlodno jak taty/mamy partner!
        Boszsz, jak mozna tak krotkowzroczie patrzec na dzieci z czubka wlasnego nosa!
        One nie sa wasza wlasnoscia, powierzono wam dzieci na wychowanie, a wy
        kaleczycie ich emocje, ich psyche. I w kolejnym pokoleniu pojawiaja sie takie
        kadlubki emocjonalne. Bardzo mozliwe ze zona, od korej sie zaczal ten watek z
        takiej wlasnie rodziny pochdzila! I co za glupi argument - ze wobec rowiesnikow
        beda w gorszej sytuacji bo rodzice rozwiedzeni. Nie wiecie nawet ile dzieciakow
        dzis w przedszkolach wprost mowi - mam dwie mamy, dwoch tatusiow. Po rodzicow
        przychodza ciocie, wujkowie. To dla dzieci nie jest zaden klopot, do momentu az
        jakis nawiedzony dorosly nie wmowi im, ze to niemoralnie prowadzaca sie rodzina.
        • zlosnica100 Re: chocby jedno słowo 01.05.08, 20:37
          Bo to tak naprawdę nie jest miłość do dziecka, to rodzaj egoizmu.
          Czyli po pierwsze obawa ze sie nie w pełni zrealizuje swoja miłość do dziecka,
          tzn chodzi nie tyle o to ze dziecko będzie tęsknic tylko ze rodzic będzie
          tęsknił za dzieckiem...A po 2 jest to super argument by nie podjąć ryzyka
          ułożenia sobie normalnego życia od nowa, bo nowe to obawa...ryzyko.A po co je
          podejmować gdy jest łatwa furtka...nie mogę bo jest dziecko...i nie jest to
          argument dla świata to argument dla autora myśli.


          Dla argumentujących za pozostawaniem "dla dziecka" w związku../heheheheee/...Ja
          byłam szczęśliwa tylko gdy jechałam na wakacje...musiałam dużo ze względu na
          tarczyce być nad morzem, wiec rodzice brali urlop na zmianę- wyjezdzalam i
          najpierw 2 tyg z mama, potem 2 tyg z tata....Było bosko - SPOKOJ i brak napięcia.
          • aandzia43 Re: chocby jedno słowo 01.05.08, 21:45
            Kurde, to jest to: spokój i brak napięcia! Najlepiej było mi z nimi, jak byli
            oddzielnie. Od pewnego momentu ich małżenstwa każde z osobna było super, ale
            razem byli nie do strawienia. Nie kłócili się zbyt często, to ludzie pełni
            wdzięku i uroku.
            Teraz cudownych rodziców w końcu mam, dwoje oddzielnie mieszkających starszych
            ludzi. Święty spokój. Wiecie, jak to smakuje?
            Nie ma idealnych rozwiązań. Ale Pedrox, weź i mój głos pod rozwagę.
            • marius7m Re: chocby jedno słowo 02.05.08, 00:30
              Pewnie tak będzie i w moim związku - gdy za 5-10 lat nasze dzieci
              będą dojrzewać. Będziemy, może, mieszkać ooddzielnie. Ale - na
              razie - to głównie ja - zawożę i odbieram dzieci ze szkoły,
              przygotowuję obiad, kąpię (młodsze) i czytam na dobranoc (obojgu). A
              również robię za sprzątaczkę (albo płacę Ukraince). No i więcej
              zarabiam, więc pokrywam większość kosztów utrzymania (np. szkoły
              społecznej). Ewentualny rozwód - teraz - byłby katastrofą dla
              wszystkich. A więc - zanim się rozwiedziecie - przemyślcie wszystko
              dokładnie...
              • e.moc.ja Re: chocby jedno słowo 02.05.08, 08:13
                Pewnie u mnie też. Ale dziecko jest jeszcze takie malutkie, muszę
                trwać. Chociaż już teraz czuje się często jak samotna matka.
    • zlosnica100 Re: chocby jedno słowo 02.05.08, 08:58
      Nas -daq, pisze z perspektywy małego dziecka- wiek przedszkolny i
      szkolny...wtedy byłam uzależniona od rodziców i ich małżeńskich schiz, po prostu
      byłam za mała by wyjść.

      Jak nastolatka wychodziłam, znikałam i starałam sie wrócić jak najpóźniej, no i
      na wakacje zaczęłam jeździć ze znajomymi :)

      Do dziś jednak w przypadku gdy jestem świadkiem konfliktu miedzy kimkoliwek -
      sztywnieje, czuje jak tamto wraca- czuje sie odpowiedzialna za poprawę atmosfery
      i zaczynam zażegnywać konflikt, ugładzam i poleruje napięcie...mediuje.To nie
      jest dobre.
    • juzia214 Re: chocby jedno słowo 03.05.08, 22:05
      moje 5 grosz brzmi tak:
      wina nigdy nie lezy po jednej stronie.
      jeśli PEDROXOWI zalezy na dziecku,to pewnie chciałby,zeby się wychowywalo z
      rodzicami ktorzy przynajmniej do siebie nie syczą.
      to może ostatni wysiłek:terapia małżeńska?
      tylko bez spodziewania się ,ze po 1 wizycie zrobi sie czary mary-i wszystko samo
      się zmieni.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka