pedrox1976
28.04.08, 20:59
Moja sytuacja jest tak typowa ja wiekszosc z tych opisanych na tym forum . Z
gory nie chce dobrych rad ani analizowania moich wypocin
Mam kryzys jestem na granicy doszedlem do sciany.Dalej musi sie cos stac bo
tlamsic w sobie dluzej nie zniose.Wiec gdyby ktokolwiek mialby cos do
powiedzenia co podniesie mnie na duchy chcby jeden dzien dluzej bede wdzieczny.
A teraz do rzeczy.
Zyje z osoba ktora nie odczuwa potrzeby okazywania uczuc.
I chyba nie oczekuje przynajmniej ode mnie takowych. Zaskorupilem sie
wyjalowilem z uczuc calosc uczucie przelwam na dziecko najcudowniejsze pod
sloncem. Ale nagle cos peklo potrzebuje jakiejkolwek formy uczucia od wlasnej
zony.Slowa gestu spojrzenia czegokolwiek .Nie moge wprost zebrac bo nie o to
chodzi .Nie moge spac pracowac zyc.Ona albo karmi sie moim nieszcesciem albo
jest juz tak wyzbyta z uczuc ze nie widzi nawet tego.Rozmowy koncza sie
niczym.Czyzbym byl produktem wspolczesnego swiata w ktorym kobieta nie
potzrbuje juz uczucia .
Moze wyidealizowalem wlasna potrzbe milosci .
Nie wiem .
ale dzisiaj potrzebuje kogokolwiek kto powie ze warto.