Dodaj do ulubionych

Podporzadkowanie

04.09.08, 10:49
Zdecydowalam sie zalozyc watek na forum, aby uslyszec wasze opinie na temat
sytuacji, jaka ma miejsce w naszym zwiazku. Chodzi rzecz jasna o sprawy lozkowe.

Jestesmy razem od kilku lat, od kilku miesiecy wreszcie udalo nam sie
zamieszkac razem. Nie bylo zadnych "niespodzianek", nie odkrylismy nagle
zadnych ukrytych do tej pory cech charakteru. Znalismy sie po prostu na tyle
dobrze, ze wiedzielismy, czego sie po sobie spodziewac. To samo dotyczy seksu,
z ta jednak roznica, ze teraz seks nie podlega ograniczeniom, jakie pojawiaja
sie, kiedy dwie osoby nie mieszkaja razem.

A teraz do rzeczy: moj partner jest i zawsze byl swego rodzaju
"tradycjonalista" w lozku, w sensie tego, ze nie interesuja go "nowinki",
urozmaicenia, gadzety, itd. Od razu podkreslam, ze ja jestem podobna, wiec nie
jest to zadnym problemem. To co mi doskwiera to fakt,ze mojego partnera bardzo
podnieca dominacja. I ok, biologia, natura, instynkty. Nie mowimy o przemocy,
ani nawet o wyzwiskach. Chodzi o to,ze wszystko odbywa sie: a) tylko kiedy on
tego chce, b) wylacznie pod jego kontrola. Podkreslam raz jeszcze: nie jestem
zmuszana do robienia czegos wbrew sobie. Moj problem polega jednak na tym, ze
ja rowniez chcialabym miec jakis wplyw na to, co sie dzieje.

Uprzedzajac najbardziej oczywiste rady: tak, mowilam o tym nie raz. Mowilam,
ze czasem czuje sie po prostu wykorzystywana, ze chcialabym by wiecej czasu
poswiecil pieszczotom piersi, itd (dla niego gra wstepna ogranicza sie do
kilku sekund sciskania tego i owego), a on oczywiscie slucha, powtarza, ze
zawsze powinnam mu mowic, czego oczekuje od niego i....nic. nastepnym razem
sytuacja sie powtarza. w czasie seksu zwracanie mu uwagi nie dziala, bo:
-delikatne sygnaly pozostaja niedostrzegane
- prosba wprost o cos, konczy sie zniszczeniem nastroju. Pamietam, jak kiedys
zdarzylo mu sie zbyt mocno pociagnac mnie za wlosy, zupelnie bezwiednie.
poprosilam, by nieco zwolnil uscisk,no i to byl koniec, bo on zostal
calkowicie wybity z nastroju.

Wszystko musi sie odbywac pod jego dyktando. Nie chodzi bron Boze o zmuszanie
mnie do czegos. On oczekuje, ze mi sie tez to bedzie podobac. Problem polega
na tym, ze powinnam zaakceptowac calkowita dominacje przez niego. RObi tak jak
on chce, tak dlugo jak on chce, itd. Kiedy tylko potraktuje mnie jednak zbyt
mocno (typu: zdecydowanie za mocno pociagnie za wlosy, za mocno uderzy w
posladki, itd.), caly nastroj pryska. Zreszta nawet zwykle pieszczoty w ciagu
dnia w jego wydaniu tez sa dosyc "brutalne" i ograniczaja sie jedynie do
klapsow, mocnego sciskania piersi, "inwazyjnych" pocalunkow. Takie rzeczy sa
fajne, rzecz jasna, ale do pewnego stopnia. On sie zachowuje jakby nie znal
innego trybu niz "scisnac, zgniesc, przytloczyc". Do tego dochodzi calkowity
brak komplementow (w ogole trudnosci z werbalna ekspresja czegokolwiek).

Drugi aspekt jego dominacji, to fakt, ze to on faktycznie decyduje o tym,
kiedy mamy sie kochac. I znowu, nie jestem zmuszana do niczego. Jesli ja nie
mam nastroju, a on nie zdola mnie "przekonac", do niczego nie dojdzie. Czesto
jednak stawia na swoim, ze sie tak wyraze, bo w sumie ja przeciez takze mam
swoje potrzeby. Natomiast, jezeli to ja mam na cos ochote, jest to wrecz dla
niego odstreczajace. Doszlo nawet ostatnio miedzy nami do malego spiecia w tej
kwestii. Kiedys, po kolejnej rozmowie na temat wzajemnych oczekiwan w seksie
(wygladajacych tak, ze to ja mowilam, a on nie, bo "on nie ma zadnych
problemow"), powiedzial, ze chcialby bym sama tez zaczela wychodzic z
inicjatywa. Wzielam sobie te slowa do serca, ale okazalo sie, ze moje
przejmowanie inicjatywy konczylo sie zazwyczaj porazka. Jego to zupelnie nie
krecilo. Kilka dni temu, kiedy juz dalam sobie spokoj, sam to zreszta
stwierdzil, mowiac, ze to on lubi czuc sie jak mysliwy. I ze, wbrew temu co
mowil wczesniej, inicjatywa powinna wychodzic od niego. Jestem zatem od kilku
dni calkowicie zagubiona, bo na dodatek okazalo sie, ze wszelkie pieszczoty z
mojej strony, nawet te niewinne, sa przez niego interpretowane jako sygnal
mojej "chuci", a jego takie sygnaly nie kreca. Stwierdzil nawet, ze nie
powinnam go calowac w usta, bo on to odbiera doslownie! I to go ode mnie
odstrecza.

Chcialabym spytac sie was,w jaki sposob, waszym zdaniem, przeforsowac swoje
wlasne potrzeby? Na poziomie "rozumu" wszystko niby jest ok: on rozumie, ze to
egoistyczne, przeprasza, przekonuje, ze chce bym byla zadowolona i szczescliwa
z nim, prosi, bym mowila, gdy cos jest nie tak. Ale kiedy przychodzi co do
czego, dziala na niego tylko to, co dotychczas. W jego idealnej wizji, to co
on robi powinno sprawiac mi rowna przyjemnosc.I powinno zachciewac mi sie
seksu jedynie wtedy, kiedy jemu. Czasem tak jest, jednak nie zawsze. Zaczyna
mi doskwierac ta sytuacja. Moje dotychczasowe proby nie przyniosly rezultatow,
wiec obawiam sie, ze z czasem nic sie nie zmieni lub bedzie jeszcze gorzej.
Czy w jakis sposob mozna "otworzyc mu oczy" na inne sposoby (mniej
jednostronne i "pseudo-brutalne")uprawiania seksu? Jak sprawic, by zaczal
naprawde dostrzegac moje potrzeby (a nie tylko przytakiwal i dalej robil
swoje)? Jezeli macie jakies rady i uwagi, to chetnie ich wyslucham.

Obserwuj wątek
    • krzysztof-lis Re: Podporzadkowanie 04.09.08, 11:21
      > - prosba wprost o cos, konczy sie zniszczeniem nastroju. Pamietam,
      > jak kiedys zdarzylo mu sie zbyt mocno pociagnac mnie za wlosy,
      > zupelnie bezwiednie. poprosilam, by nieco zwolnil uscisk,no i to byl
      > koniec, bo on zostal calkowicie wybity z nastroju.

      Znam ten ból, bo też lubię dominować i też zdarzało mi się usłyszeć coś, co
      kompletnie popsuło nastrój.

      Ale to chyba najlepsza metoda. Pokazać wprost, czego sobie nie życzysz. Na mnie
      podziałało.
      Gdy coś Ci się nie podoba, najpierw dajesz "dyskretne" znaki, żeby był
      delikatniejszy. Jak nie zadziała, mówisz wprost i psujesz cały nastrój. Z czasem
      zapewne nauczy się interpretować te wcześniejsze znaki i nie będziesz musiała mu
      tłumaczyć wprost. :)

    • trzydziestoletnia Re: Podporzadkowanie 04.09.08, 11:51
      To wyglada na problem typu 'madonna i ladacznica' - jakby twoj mezczyzna mial zakodowany okreslony wizerunek kobiety seksualnej, kiedy ma ochote na seks ustawia cie w pozycji "ladacznicy" rodem z porno-filmow - wtedy studzi go wszystko, co sprowadza na ziemie, tzn. przypomina, ze jestes jego ukochana kobieta (ktora np moze odczuwac bol kiedy sie ja ciagnie za wlosy - w pornofilmach tego nie ma! tam kobieta chce wtedy kiedy mezczyzna i podnieca ja wszystko co z nią robi). Z kolei w sytuacjach pozaseskualnych funkcjonujesz jak istota eteryczna - wiec kiedy "madonna" schodzi ze swietego obrazka i caluje namietnie w usta to mozna czuc pewien niesmak ;) Kiedy z nim rozmawiasz o swoich potrzebach, zgadza sie i rozumie, bo rozmawia ze swoja ukochana kobietą, ale kiedy zaczyna dzialac podniecenie to znow zamiast ciebie widzi "zawsze chętną" laske z porno.
      Taki mam pomysl na uporzadkowanie o ktore prosilas. Moze inni beda mieli inne.
    • stinefraexeter Re: Podporzadkowanie 04.09.08, 12:14
      Dziekuje za odpowiedzi.

      Pytanie do Krzysztofa: czy po tym ciaglym przypominaniu/zwracaniu uwagi zmienilo
      sie nieco Twoje podejscie do seksu, bez uszczerbku dla Twojej przyjemnosci?
      Innymi slowy, czy lekkie zmniejszenie Twojej dominacji (czy tez raczej
      zmodyfikowanie jej przejawow) pozwolilo ci nadal czuc sie strona "kontrolujaca"?
      No i po jakim czasie uwagi partnerki do ciebie "dotarly"?

      moze cos jest w syndromie madonny/ladacznicy. szczerze mowiac, nigdy nie
      patrzylam na to z tej perspektywy. przemysle to. interesujaca sugestia.

      jest to dla mnie o tyle trudna sytuacja, gdyz w poprzednich zwiazkach moi
      partnerzy byli bardziej otwarci na mnie i na to, na co ja mam ochote. tymczasem
      moj obecny partner, chociaz wiekowo nieco starszy od tamtych, zupelnie mnie
      zaskoczyl tym nieco "tradycyjnym" podejsciem do seksu. Czasem smieje sie w
      duchu, ze za duzo czasu spedza czytajac o pilce noznej, a za malo o kobietach...
      a tak na powaznie, w wielu sprawach jest dojrzaly, madry, rozsadny, ale gdy
      przychodzi do seksu, mam wrazenie czasem jakbym przebywala z nastolatkiem (z ta
      roznica, ze ma nizsze libido niz statystyczny nastolatek), ktory ani nie zna sie
      na kobietach, ani specjalnie sie nimi nie interesuje (poza ogladaniem ich w
      filmach porno).

      Juz sama nie wiem: czy to po prostu brak empatii (zrozumienia, wiedzy), czy tez
      po prostu zwykly egoizm?

      co sadzicie? jakie macie doswiadczenia?
      • krzysztof-lis Re: Podporzadkowanie 04.09.08, 12:23
        > Pytanie do Krzysztofa: czy po tym ciaglym przypominaniu/zwracaniu
        > uwagi zmienilo sie nieco Twoje podejscie do seksu, bez uszczerbku
        > dla Twojej przyjemnosci?

        Myślę, że tak.

        > Innymi slowy, czy lekkie zmniejszenie Twojej dominacji (czy tez
        > raczej zmodyfikowanie jej przejawow) pozwolilo ci nadal czuc sie
        > strona "kontrolujaca"?

        Zgadza się.

        > No i po jakim czasie uwagi partnerki do ciebie "dotarly"?

        To wciąż trwa...
    • glamourous Ech...:-/ 04.09.08, 12:37
      Coz, moglabym podpisac sie wlasciwie pod kazdym zdaniem tego postu.
      Moj facet ma bardzo podobne podejscie do seksu. Sam chce byc
      mysliwym, ktory bierze sobie "zwierzyne" kiedy ON ma na to ochote.
      Efekt - od lat kochamy sie wylacznie wtedy kiedy ON chce. Gdy ja mam
      ochote na seks i probuje mu to zasugerowac w mniej lub bardziej
      bezposredni sposob, on czuje sie, jak sam mowi, "osaczony" i traci
      wszelka ochote na cokolwiek. Po wielu rozmowach majacych na celu
      uswiadomienie mu, ze mam juz dosyc seksu na JEGO warunkach, ze
      chcialabym rowniez realizowac MOJE potrzeby, bardzo sie stara, zeby
      dac mi zielone swiatlo rowniez wtedy, kiedy to ja mam ochote na
      seks. Jednak wyraznie widze, ze ma wtedy wtedy powazne problemy z
      wejsciem w erotyczny nastroj, ze sie po prostu "zmusza", co z kolei
      mnie nie bardzo interesuje. Na wszelkie proby zachecenia go
      zmyslowym zachowaniem, sugestia, czy seksowna bielizna jego reakcja
      jest wrecz odwrotna od zamierzonej. Twierdzi, ze takie zbyt doslowne
      sygnaly odbieraja mu libido, bo wtedy wydaje mu sie zbyt latwa i w
      rezultacie nie potrafi miec na mnie ochoty. Kilka dni temu miala
      miejsce taka oto spektakularna scena. Przebierajac sie, stalam sobie
      przed lustrem w bardzo fajnej skapej bieliznie. Fakt, ze mialam
      ochote na seks, ale nie dalam tego po sobie od razu poznac.
      Zachowywalam sie zmyslowo, lecz zupelnie neutralnie. Po kilku
      godzinach dalam mu do zrozumienia, ze mam ochote sie kochac.
      Powiedzial, ze dzis na seks nie ma ochoty, bo bylam w tej
      bieliznie "zbyt doslowna" i to go "zablokowalo".

      Jego zdaniem najlepiej byloby, gdybym byla w 100 "naturalna", czyli
      chodzila po domu zakutana w barchany, szerokie polarowe bluzy,
      wielkie frotowe skarpety i skrzetnie ukrywala ze posiadam
      jakiekolwiek libido - zeby pan mysliwy mogl miec caly czas iluzje
      polowania :-/ Ale ja tak nie umiem, jestem dosc "kobieca" kobieta ;-
      ) nie cierpie maskujacych ciuchow, bawelnianych gaci i i nie
      potrafie zaciskajac zeby udawac ze seks mnie zupelnie nie
      interesuje, oraz neutralnie cierpliwie czekac, az jemu sie zachce.

      I nie poradze Ci NIC, autorko watku, bo sama nie wiem co robic.
      Trafil nam sie typ bezwzglednego mysliwego, ktory nie potrafi
      pragnac kobiety odrobine na jej warunkach. Seks musi byc kiedy on
      chce i tak jak on ma ochote, czyli alleluja i do przodu. A nam to
      musi sie podobac, i juz. Nie wiem, czy da sie takiego czlowieka
      zreformowac. Kiedys myslalam, ze rozmowy i uwiadamianie moich
      potrzeb do niego trafia, ze zrozumie i sie zmieni. I owszem,
      trafiaja, tylko ze niewiele tu zalezy od jego WOLI - bo on ma juz
      taka a nie inna seksualna NATURE. I choc sie bardzo stara to nie
      potrafi na to nic poradzic.

      Bo na brak dopasowania ciezko jest w ogole cos poradzic, niestety...
      • stinefraexeter Re: Ech...:-/ 04.09.08, 13:11
        glamorous, bardzo ci dziekuje za ten post. musze powiedziec, ze podziwiam cie za
        twoja wytrzymalosc. jak to znosisz??

        obawiam sie wlasnie tego, o czym piszesz. ze tak naprawde mowimy o najglebszych
        instynktach, ktorych (byc moze) nie da sie zmienic, nawet jezeli nasi partnerzy
        tego chca. jakies wzory zakodowane w podswiadomosci, nie wiem, nie chce nawet
        wnikac. krzysztof_lis natchnal mnie nadzieja, ze mozna z tym walczyc. czy ty
        zaobserwowalas jakas poprawe w swoim zwiazku?

        nie wiem, czy tez tak masz, glamorous, i wy forumowicze, ze dostajecie sprzeczne
        sygnaly. przynajmniej ja tak mam. najpierw mialam przejmowac inicjatywe
        (rzeczywiscie, mialam pewne zahamowania jesli chodzi o okazywanie ochoty), by
        potem uslyszec, ze to go jednak nie kreci (zreszta zaobserwowalam to juz
        wczesniej, moze wiec kolo same sie napedzalo). jesli chodzi o ubrania, to nie
        ubieram sie ani wyzywajaco, ani "babochlopowato". czasem sugeruje mi, ze
        czesciej chcialby widziec mnie w bardziej seksownym wydaniu, ale kiedy zdarzy mi
        sie pojawic w bieliznie, to zartuje z tego (nie obrazajac mnie, zaznaczam) i
        wychodzi na to, ze to tez jest oznaka mojej ochoty.

        zauwazylam tez, ze po seksie (ktory, jak juz wiecie, odbywa sie z jego
        inicjatywy), zawsze zartuje, ze "dostalam czego chcialam", "ze go wykorzystalam
        do wlasnej przyjemnosci", itd. wszystko mowione zartobliwie. Jego zdanie-klucz
        to to, ze to on padl ofiara moich lowow! powiem szczerze, ze po tych wszystkich
        latach wciaz nie wiem, jak to odczytywac. jakis paradoks przeciez! jak to rozumiec??



        • glamourous Re: Ech...:-/ 04.09.08, 13:58
          Moj tez przejawia podobny dualizm. Z jednej strony mowi mi "no to
          zachec mnie jakos" a z drugiej wszelka zacheta odbierana jest jako
          zbytnia doslownosc, czy wrecz presja. Oczywiscie mowie tu o
          sytuacji, kiedy sam nie ma specjalnej ochoty, bo kiedy ja ma, wtedy
          sam inicjuje igraszki (niestety w jego wykonaniu najczesciej
          sprowadzajace sie do szybkiego numerku w stylu wlozyc-wyjac).

          Poza tym ma dziwne podejscie. Mowi o seksie w takim tonie, jakbym to
          ja powinna byc mu wdzieczna za bzykanie ;-))) Wlasnie np. "dostalas
          co chcialas" , czasami kiedys sie o cos klocimy potrafi
          zazartowac "nie martw sie, moj penis ci wynagrodzi te straty
          moralne". Tak jakby on byl uslugodawca, a ja spragnionym klientem,
          ktory tylko czeka na "dostawe". Taka troche mentalnosc macho,
          chyba... A moze zigolaka ;-) Nie wiem...

          > podziwiam cie z
          > a
          > twoja wytrzymalosc. jak to znosisz??


          Coraz trudniej to znosze, niestety. Na szczescie jego ochota na seks
          pojawia sie na tyle czesto, ze nie jest tak tragicznie i nie musze
          sie jakos specjalnie "prosic". Ale klotnie o to i nocne rozmowy
          zdarzaja sie czesto...
          • stinefraexeter Re: Ech...:-/ 04.09.08, 14:17
            jakbym czytala o nas...;)

            a zwlaszcza o tej wdziecznosci za seks! moj partner tez tak sie zachowuje.
            oczywiscie wszystko wsrod smichow chichow. jakby jego sluchac, to wychodze na
            krolowa (czy tez klienta ;) ), a on jest na moich uslugach... potrafi smiac sie,
            ze "jestem z nim tylko dla seksu/jego penisa", "ze zna swoja powinnosc i role w
            zwiazku", itd. w ten desen.

            ja to tlumacze dwojako: jako chec podkreslenia jego meskosci (ze taki super
            kochanek, samiec, itd.), ale tez jako probe zrzucenia odpowiedzialnosci za seks
            na mnie. Naprawde, jak sie go slucha, to wychodzi, ze to ja go zaciagam do lozka
            i zmuszam do tej niby brutalnej kopulacji, ktora on tak lubi. i to juz mnie
            przestaje krecic...

            tez czestotliwosc na razie mi to wynagradza (chociaz moglyby chciec mu sie
            polowac nieco czesciej), ale boje sie tego, co przyniesie przyszlosc: wieksze
            zmeczenie, nasze uplywajace lata, zmiany w libido moim i jego..


            glamourous napisała:

            > Moj tez przejawia podobny dualizm. Z jednej strony mowi mi "no to
            > zachec mnie jakos" a z drugiej wszelka zacheta odbierana jest jako
            > zbytnia doslownosc, czy wrecz presja. Oczywiscie mowie tu o
            > sytuacji, kiedy sam nie ma specjalnej ochoty, bo kiedy ja ma, wtedy
            > sam inicjuje igraszki (niestety w jego wykonaniu najczesciej
            > sprowadzajace sie do szybkiego numerku w stylu wlozyc-wyjac).
            >
            > Poza tym ma dziwne podejscie. Mowi o seksie w takim tonie, jakbym to
            > ja powinna byc mu wdzieczna za bzykanie ;-))) Wlasnie np. "dostalas
            > co chcialas" , czasami kiedys sie o cos klocimy potrafi
            > zazartowac "nie martw sie, moj penis ci wynagrodzi te straty
            > moralne". Tak jakby on byl uslugodawca, a ja spragnionym klientem,
            > ktory tylko czeka na "dostawe". Taka troche mentalnosc macho,
            > chyba... A moze zigolaka ;-) Nie wiem...
            >
            > > podziwiam cie z
            > > a
            > > twoja wytrzymalosc. jak to znosisz??
            >
            >
            > Coraz trudniej to znosze, niestety. Na szczescie jego ochota na seks
            > pojawia sie na tyle czesto, ze nie jest tak tragicznie i nie musze
            > sie jakos specjalnie "prosic". Ale klotnie o to i nocne rozmowy
            > zdarzaja sie czesto...
            >
            >
            • eeela Re: Ech...:-/ 04.09.08, 15:14
              Zaraz, zaraz, dziewczyny, wolnego :-) Gadki o 'wykorzystaniu', 'dostaniu czego
              się chciało', 'wynagrodzeniu za straty' etc., etc., nie są wcale przynależne
              tylko tym panom, którzy spełniają się wyłącznie w roli myśliwego! Wedle mojego
              doświadczenia to raczej takie ogólnochłopskie zachowanie, mające widocznie na
              celu podbudowywanie swojego ego ;-)
              • stinefraexeter Re: Ech...:-/ 04.09.08, 15:34
                moze i tak, ale zupelnie inaczej odbiera sie takie zarty w kontekscie
                opisywanych przez nas sytuacji. bo wiesz, chodzi o proporcje i kontekst. w
                samych zartach nie ma nic zlego, ale jesli slyszy sie je ZA KAZDYM RAZEM? i nic
                poza tym?

                to tak jak z dominacja. sama w sobie nie ma nic w sobie zlego (oczywiscie,
                pomijajac przemoc i wszystko, na co nie zgadza sie druga strona). ja lubie byc
                nieco zdominowana w lozku. ale jesli dominacja przeklada sie na czestotliwosc i
                sposob uprawiania seksu?

                do tego zas dochodzi cala reszta opisana przez glamorous i przeze mnie. i wtedy
                takie zarty przestaja byc jedynie niewinnymi zartami mezczyzny, ktory chce
                podniesc sobie ego. zaczynaja wpisywac sie w caly obraz, zaczynaja sprawiac
                przykrosc. zwlaszcza jak przed chwila wszystko odbywalo sie pod jego dyktando.

                eeela napisała:

                > Zaraz, zaraz, dziewczyny, wolnego :-) Gadki o 'wykorzystaniu', 'dostaniu czego
                > się chciało', 'wynagrodzeniu za straty' etc., etc., nie są wcale przynależne
                > tylko tym panom, którzy spełniają się wyłącznie w roli myśliwego! Wedle mojego
                > doświadczenia to raczej takie ogólnochłopskie zachowanie, mające widocznie na
                > celu podbudowywanie swojego ego ;-)
                >
                • eeela Re: Ech...:-/ 04.09.08, 15:38
                  Rozumiem. Chciałam tylko powiedzieć, że większość zachowań partnerów 'trudnych'
                  jest często spotykana u partnerów łatwych we współżyciu - tyle że pewnie w
                  innych proporcjach. Mnie akurat te teksty o 'wykorzystaniu' niezmiennie bawią i
                  rozczulają, ale jestem sobie w stanie wyobrazić, że w innym kontekście mogłyby
                  być dokuczliwe.
                  • stinefraexeter Re: Ech...:-/ 04.09.08, 15:48
                    Tez rozumiem, o co ci chodzi i masz absolutna racje w tym, co piszesz. Same
                    zarty nie sa zle, ale..no wlasnie.. kontekst, czestotliwosc, osoba wypowiadajaca
                    te slowa. wiesz, ja na palcach jednej reki moge zliczyc komplementy, jakie od
                    niego uslyszalam. i znowu, samo w sobie nie jest to problemem. nie jestem juz
                    nastolatka, ktora musi slyszec co godzina, ze jest najpiekniejsza kobieta na
                    swiecie. czegos jednak brakuje.

                    nawet o tym, jak sie poznalismy, mowi w ten sam sposob: on-niewinna ofiara,
                    ktora stala sie moim lupem. przez pewien czas dostawalam histerii na tym
                    punkcie, bo tlumaczylam sobie, ze to oznacza, ze sam z siebie by sie mna nie
                    zainteresowal, ze tylko dzieki moim "czarom" jestesmy teraz razem. tez mozna
                    stwierdzic, ze nieco mi odbijalo, bo te slowa mozna rozumiec inaczej ;) no, ale
                    wlasnie, to tylko slowa, ale w szerszym kontekscie...
                    • eeela Re: Ech...:-/ 04.09.08, 15:57
                      > nawet o tym, jak sie poznalismy, mowi w ten sam sposob: on-niewinna ofiara,
                      > ktora stala sie moim lupem.


                      Eeee, ten tekst to ja słyszę bez przerwy ;-) Ciągle opowiada, że spotkał mnie,
                      upiłam go niecnie, aż ocknąl się dopiero mieszkając ze mną, i teraz jest już
                      uwięziony na dobre moimi podstępnymi czarami :-) Mnie te gadki nie
                      przeszkadzają, a wręcz bawią, no bo bądź co bądź występują w innym kontekście
                      niż u ciebie - ja w zasadzie nie mam niemal żadnych poważych powodów do
                      narzekania na tego chłopa, dobraliśmy się charakterologicznie i temperamentami
                      bardzo dobrze. Ale rozumiem, że w innym kontekście takie żarty mogą powodować
                      histerię. Mam ze swoim niemal-idealnym-chłopem jedną bardzo poważną różnicę, i
                      wszelkie żarty na ten temat też potrafią mnie doprowadzić do łez.
                    • aandzia43 Re: Ech...:-/ 04.09.08, 16:58
                      nawet o tym, jak sie poznalismy, mowi w ten sam sposob: on-niewinna
                      ofiara,
                      ktora stala sie moim lupem.

                      Tak sobie czytam i czytam i przypominam sobie, że i w moim łożu
                      małzeńskim padały takie teksty. Zastanawiam się, z czego one
                      wynikają. Dlaczego faceci tak mówią? Czy to próba zdjęcia z siebie
                      odpowiedzialności za to, co się dizeje między nimi a nami? Czy może
                      jakaś podświadoma potrzeba bycia zdominowanym?
                      • eeela Re: Ech...:-/ 04.09.08, 17:01
                        Tak mi przyszło do głowy, że to może takie 'niemęskie' i mało twardzielskie, dać
                        się zbałamucić babie do tego stopnia, żeby przy niej tkwić i się jej (no na
                        pewno w jakimś stopniu) podporządkowywać - więc może za pomocą takich gadek
                        rzeczywiście poprawiają sobie samopoczucie? ;-)
                        • glamourous Re: Ech...:-/ 04.09.08, 17:11
                          eeela napisała:

                          > Tak mi przyszło do głowy, że to może takie 'niemęskie' i mało
                          twardzielskie, da
                          > ć
                          > się zbałamucić babie do tego stopnia, żeby przy niej tkwić


                          Ja raczej mysle ze niemeskie i nietwardzielskie jest w pojeciu
                          faceta przyznanie, ze latalo sie za babą jak.... hmmm tu przychodzi
                          mi na mysl zoologiczne i dosc nieeleganckie porownanie ;-)

                          Dlatego nasze chlopy lepiej sie czuja mowiac, ze to my ich
                          usidlilysmy za ich plecami ;-)
                          • songo3000 Re: Ech...:-/ 05.09.08, 00:44
                            Zdecydowanie zaprzeczam :) Jeżeli już się lata za babą to zawsze jest wytłumaczenie, że się ją 'zdobywa'. A to przeważnie jest odbierane jako bardzo męskie, hehe.
                            • stinefraexeter Re: Ech...:-/ 05.09.08, 08:31
                              songo3000 napisał:

                              > Zdecydowanie zaprzeczam :) Jeżeli już się lata za babą to zawsze jest wytłumacz
                              > enie, że się ją 'zdobywa'. A to przeważnie jest odbierane jako bardzo męskie, h
                              > ehe

                              tez mi sie tak kiedys wydawalo, stad moja nienajlepsza reakcja z poczatku na
                              takie slowa. Wciaz nie do konca wiem, co te slowa NAPRAWDE znacza
                              (odwieczna odpowiedz partnera: o jejku, to tylko takie zarty, nie bierz
                              wszystkiego tak do siebie).
                      • glamourous Re: Ech...:-/ 04.09.08, 17:06
                        aandzia43 napisała:


                        > Tak sobie czytam i czytam i przypominam sobie, że i w moim łożu
                        > małzeńskim padały takie teksty.


                        No to przylaczam sie do grona, bo moj tez tak mowi, hehe ;-)
      • eeela Re: Ech...:-/ 04.09.08, 13:12
        Szczerze mówiąc, dość przerażające są dla mnie te opisy. Nie wiem, jak miałabym
        odnaleźć się w związku,w którym nie mogłabym sobie pozwolić na spontaniczne
        okazywanie uczuć.
        • glamourous Re: Ech...:-/ 04.09.08, 13:36
          Eeela, spontaniczne okazywanie uczuc jednak nie jest tozsame z
          okazywaniem ochoty na seks. Moj maz bardzo chetnie mnie widzi w roli
          spontanicznie laszacej sie, przytulajacej, drapiacej go po pleckach
          udomowionej kotki. Bardzo takie okazywanie uczuc lubi, byleby bylo
          niewinne. Bo juz przeistoczenie sie kotki w kocice i okazywanie
          (nawet najdelikatniej) ochoty na seks nie budzi w nim takiego
          entuzjazmu. Traktuje to chyba jako zamach na swoja meskosc, nie
          wiem... Widzisz, moj facet jest bardzo uczuciowy, a troche mniej
          seksualny. I to jest niestety ta roznica.
          • stinefraexeter Re: Ech...:-/ 04.09.08, 13:50
            no widzisz, a u mnie niemal kazda pieszczota traktowana jest jako zacheta do
            seksu. przynajmniej tak to odczuwam po niedawnej rozmowie, kiedy to okazalo sie,
            ze nawet zwykly pocalunek w usta odbierany jest wiadomo jak. w zasadzie juz sie
            pogubilam. on lubi miec mnie blisko, przytulac, lezec razem i ogladac tv, ale
            wszystko ponad to chyba jest przez niego opacznie rozumiane.


            glamourous napisała:

            > Eeela, spontaniczne okazywanie uczuc jednak nie jest tozsame z
            > okazywaniem ochoty na seks. Moj maz bardzo chetnie mnie widzi w roli
            > spontanicznie laszacej sie, przytulajacej, drapiacej go po pleckach
            > udomowionej kotki. Bardzo takie okazywanie uczuc lubi, byleby bylo
            > niewinne. Bo juz przeistoczenie sie kotki w kocice i okazywanie
            > (nawet najdelikatniej) ochoty na seks nie budzi w nim takiego
            > entuzjazmu. Traktuje to chyba jako zamach na swoja meskosc, nie
            > wiem... Widzisz, moj facet jest bardzo uczuciowy, a troche mniej
            > seksualny. I to jest niestety ta roznica.
            >
        • stinefraexeter Re: Ech...:-/ 04.09.08, 13:44
          Wiesz, eeela, rzeczywiscie brzmi to dosyc przerazajaco! musze podkreslic, ze
          moja sytuacja jest chyba lagodniejsza (chyba) niz glamorous. to znaczy, nigdy
          nie zdarzylo mi sie, zebym po kilku godzinach od przykladowego ogladania sie w
          bieliznie w lustrze uslyszala, ze to mu odbiera ochote na reszte dnia. ale nasze
          odczucia sa zbiezne i to mnie troche przeraza.

          jak sadzicie: to naprawde wylacznie kwestia natury, czy tez po prostu egoizm,
          brak swiadomosci? (tak, wciaz mam nadzieje ;))

          zreszta, moj partner nigdy nie mowi mi odpychajacych rzeczy wprost. nigdy nie
          uslyszalam od niego: jestes odpychajaca, nie podniecasz mnie teraz, itd. jego
          odmowa zawsze ma forme zartu, przekomarzania sie. pod tym wzgledem rzeczywiscie
          bierze pod uwage moje uczucia.byc moze dlatego, chce walczyc o poprawe sytuacji,
          bo widze, ze jemu na mnie i moim szczesciu zalezy.

          jeszcze jedno, do Glamorous (i nie tylko rzecz jasna): jak sadzisz, czy to
          poczucie osaczenia u twojego partnera wynika z tego, ze chetna
          kobieta=aseksualna kobieta, czy tez ze strachu przed twoja namietnoscia (leku
          przed tym, ze nie bedzie w stanie ciebie zaspokoic)? bo takie mysli tez mnie
          czasem nachodza.
          • glamourous Re: Ech...:-/ 04.09.08, 14:21

            stinefraexeter napisała:


            jak sadzisz, czy to
            > poczucie osaczenia u twojego partnera wynika z tego, ze chetna
            > kobieta=aseksualna kobieta, czy tez ze strachu przed twoja
            namietnoscia (leku
            > przed tym, ze nie bedzie w stanie ciebie zaspokoic)? bo takie
            mysli tez mnie
            > czasem nachodza.


            Wiesz, nie wiem. Moze to ma swoja geneze w poczatkach seksualnosci.
            Akurat moj facet swoje zycie seksualne rozpoczal dosc pozno (mial 22
            lata), wiec przez ten czas, kiedy inni faceci ucza sie instrukcji
            obslugi kobiet i partnerstwa, moj spedzal wieczory masturbujac sie
            przy porno. I zakodowal sobie, ze sam jest sobie sterem, zeglarzem i
            okretem jesli chodzi o czestotliwosc wlasnych orgazmow.

            Potem jeszzce do tego ambarasu ku mojej zgryzocie doszedl fakt, iz
            jego pierwsza dziewczyna, wielka milosc, byla z gatunku tych o dosc
            niewielkich potrzebach. I chociaz razem mieszkali, musial sie niezle
            za nia nabiegac zeby dala mu sie wieczorkiem przeleciec. Wiec
            zakodowalo mu sie tym razem, ze ponetna kobieta to kobieta malo
            dostepna. Ze trzeba zdobywac, starac sie i polowac, zeby w ogole
            miec seks. Ze zwierzyna nie powinan sama wpadac w lapy ;-/
            Wiec teraz kobieta z natury chetna chyba rzeczywiscie troche go
            przytlacza...

            Nie wiem, jak jest u Ciebie, ale w przypadku mojego zwiazku rozmowy
            i uswiadamianie niewiele daja. Bo on, mimo ze jest madry, wrazliwy,
            empatyczny i rozumie moj punkt widzenia, to swojej natury nie
            potrafi przeskoczyc. Ja rowniez nie potrafie przeskoczyc mojej - nie
            potrafie na jego potrzeby udawac zupelnie niezainteresowana seksem
            naaturalistke w barchanowych gatkach. No wiec zyjemy sobie w takich
            seksualnych przepychankach - na chwile, kiedy sie w tej materii
            poprawia, ale potem znow sie psuje...

            Najlepsze jest to, ze dopoki nie zamieszkalismy ze soba (zwiazek na
            spora odleglosc) wszystko bylo OK. Bylo bardzo goraco, byla miedzy
            nami rownowaga. W ogole wszystko miedzy nami zaczelo sie od seksu i
            nic nie zapowiadalo tego, ze kiedykolwiek ten nieszczesny seks
            stanie sie w naszym - ogolnie bardzo dobrym zwiazku - az taka
            achillesową pietą...:-/
            • stinefraexeter Re: Ech...:-/ 04.09.08, 15:22
              Mysle, ze poczatki seksualnosci odgrywaja tu role, tylko nie wiem, na ile
              determinujaca. Jeden z moich bylych partnerow przeszedl inicjacje ze mna, w
              wieku rowniez 22 lat. bylismy dla siebie pierwszymi partnerami i oczywiscie bylo
              wiele do nauczenia sie, dla obu stron. cokolwiek by jednak o nim nie powiedziec,
              staral sie jak mogl, by mnie zadowolic, byl otwarty na nowosci, nie wszystko sie
              udawalo, ale przynajmniej byl..ZAINTERESOWANY.

              moj obecny partner mial dluzszy czas abstynencji przed poznaniem mnie. nie znam
              zreszta szczegolow jego seksualnej przeszlosci, widze, ze niechetnie o tym mowi,
              a ja nie naciskam i szanuje to, zreszta przeszlosc i tyle. domyslam sie jednak,
              ze cos tam poszlo nie po jego mysli, skoro trzyma to w sobie tak gleboko. jednak
              co by to nie bylo, brakuje mi w nim tego szczerego zainteresowania wlasnie. nie
              wystarczy mi przytakiwanie i powtarzanie "tak, rozumiem twoj punkt widzenia,
              rzeczywiscie mozesz czuc sie tak i tak". brakuje mi jakiejs otwartosci, na
              zasadzie: ok, sprobujmy, czemu nie.

              i wciaz nie wiem, z czego to wynika.
              czy rzeczywiscie podnieca go tylko polowanie i udawanie, ze ja sie bronie, nie
              chce, taka niewinna ofiara jego zadzy

              czy moze to naprawde jest lek przed tym, ze sie nie sprawdzi jako mezczyzna

              a moze, jak zostalo juz wczesniej wspomniane, dla niego istnieja tylko dwa
              bieguny: madonna (niewinnosc) i ladacznica?
              • glamourous Re: Ech...:-/ 04.09.08, 16:05
                stinefraexeter napisała:


                > czy moze to naprawde jest lek przed tym, ze sie nie sprawdzi jako
                mezczyzna


                Nie sadze zeby to byla obawa przed "niesprawdzeniem sie". Moj
                akurat "sprawdza sie" zawsze wysmienicie - nie ma najmniejszych
                problemow ze wzwodem ani z czymkolwiek. Od samego poczatku nie mial
                zadnych trudnosci z zaspokajaniem mnie (jestem osoba niezbyt
                skomplikowana seksualnie, zawsze po daje mu wyrazne oznaki mojego
                zadowolenia) i nigdy nie jawilam mu sie jako jakas wymagajaca hetera
                pokrzykujaca "mocniej!!" "szybciej!!" albo "jeszcze!jeszcze!" Jedyna
                presja jaka mogl czuc, to swiadomosc mojego rzeczywiscie dosc
                sporego temperamentu. Moze to go podswiadomie przeraza, nie wiem...

                Syndrom "madonny i ladacznicy" moglby w naszym przypadku dzialac o
                tyle, ze odkad jestesmy zdobyte i udomowione, nasi panowie mniej nas
                pragna i nie potrafia rzucic sie w wir soczystego i nieokielznanego
                seksu z wlasna partnerka. U mnie mogloby to sie akurat zgadzac, bo
                faktycznie moj reagowal na mnie sto razy zywiej przed wspolnym
                zamieszkaniem. Wtedy nawet moja inicjatywe przyjmowal z zachwytem.
                Potem dopiero okazalo sie, ze wlasna kobieta w roli kusicielki jest
                jednak be.

                Ja bym jednak stawiala nie na egoizm, nie na brak doswiadczenia, i
                nie na jakies tam syndromy - tylko na specyficzna i nie
                najwygodniejsza dla nas, temperamentnych lasek, seksualna
                mentalnosc "goniacego za niespecjalnie zainteresowanym
                kroliczkiem" ;-/

                Niedopasowanie po prostu, bo najprawdopodobniej z mniej lubiaca seks
                i mniej potrzebujaca "iskrzenia" partnerka ulozyloby im sie bardzo
                dobrze.
                • glamourous Re: Ech...:-/ 04.09.08, 16:15
                  Aha, zapomnialabym o diagnozie psychoseksuologa, ktory
                  kiedys "badal" mojego meza : niedojrzala, wychowana na porno
                  (zamiast na normalnych relacjach damsko-meskich) seksualnosc i
                  nieprawidlowy incoding we wczesnej fazie ksztaltowania zachowan
                  seksualnych.
                  • stinefraexeter Re: Ech...:-/ 04.09.08, 16:37
                    Cala moja nadzieja stopniala prawie do zera...

                    Oczywiscie moj partner nie byl nigdy badany, ale zbyt duzo widze cech wspolnych,
                    by sie nie przerazic. :(

                    a czy wiesz skad sie bierze ten nieprawidlowy incoding?

                    moj partner to jest w ogole jednostka niemal samowystarczalna spolecznie. nie ma
                    zbyt silnych potrzeb zaciesniania wiezi spolecznych (wiec odpada problem zbyt
                    czestych wyjsc z kolegami, itd. ;)). sprawia wrazenie, jakby nie potrzebowal
                    zbytnio przyjaciol (lub raczej na zasadzie: sa fajni, ale w odpowiednich
                    dawkach). nie jest tez wyczulony na innych i na ich uczucia. taki introwertyk,
                    ale zadowolony (raczej) ze swojego zycia, ktoremu jest z tym dobrze. zastanawiam
                    sie wlasnie, czy to tez moze miec wplyw na rozwoj jego umiejetnosci komunikacji
                    i ogolnego postrzegania kobiet. Koledzy w zasadzie sa mu potrzebni raz w
                    miesiacu lub i rzadziej, wiec z kobietami bylo jeszcze gorzej - tak sadze -
                    calkowity brak umiejetnosci porozumienia.

                    glamourous napisała:


                    > Aha, zapomnialabym o diagnozie psychoseksuologa, ktory
                    > kiedys "badal" mojego meza : niedojrzala, wychowana na porno
                    > (zamiast na normalnych relacjach damsko-meskich) seksualnosc i
                    > nieprawidlowy incoding we wczesnej fazie ksztaltowania zachowan
                    > seksualnych.
                    >
                    • bi_chetny Re: Ech...:-/ 04.09.08, 16:52
                      drogie panie, a nie jest tak, że właściwie to wam taki seks pasuje, mimo tego że
                      czasem zastanawiacie się że może coś jest nie tak, w dobie równouprawnienia ? :)
                      • stinefraexeter Re: Ech...:-/ 04.09.08, 16:59
                        jesli chodzi o mnie, to mi nie pasuje.

                        to znaczy pasuje mi UDAWANIE uleglej w lozku, ale nie BYCIE ULEGLA.i co to
                        znaczy ulegla?

                        nie lubie tego, ze to on decyduje kiedy mamy sie kochac. nie lubie tego, ze jego
                        dominacja dotyczy takze sposobu kochania sie. Ze w zasadzie moje potrzeby sa
                        pomijane. Ze on o WSZYSTKIM decyduje, bo jak nie, to "nie jest w stanie".
                      • glamourous Re: Ech...:-/ 04.09.08, 17:03
                        bi_chetny napisał:

                        > drogie panie, a nie jest tak, że właściwie to wam taki seks pasuje


                        Mi nie pasuje.
                        Pasuje mi facet (fizycznie, charakterologicznie, zyciowo,
                        intelektualnie) Pasuje mi zwiazek (fajny, cieply, empatyczny) Tylko
                        z jego seksualnoscia sie uzeram - klasyka tego forum.

                        Ogolnie tragicznie nie jest. Gdyby bylo, juz dawno bym odeszla.

                        Ale zadowalajaco tez nie jest - zdecydowanie.
                      • aandzia43 Re: Ech...:-/ 04.09.08, 17:16
                        bi_chetny napisał:

                        > drogie panie, a nie jest tak, że właściwie to wam taki seks
                        pasuje, mimo tego ż
                        > e
                        > czasem zastanawiacie się że może coś jest nie tak, w dobie
                        równouprawnienia ? :
                        > )
                        >

                        Hmmm... czytam ten wątek z uwagą i doprawdy w głowę zachodzę, skąd
                        mógł się jego czytelnikowi ulęgnąć pomysł, ze tym dwóm konkretnym
                        kobietom takie układy łóżkowe odpowiadają. Wnioski tego typu są
                        zapewne efektem indoktrynacji spod znaku: "one lubią być
                        gwałcone", "kiedy kobieta mówi nie, to myśli tak" i inne takie
                        rynsztokowe mądrości.
                    • glamourous Re: Ech...:-/ 04.09.08, 16:57
                      O rany, Stine, nie chcialam Cie podlamac. Przeciez Twoj nie musi
                      wcale miec podobnej prypadlosci, wszak kazdy czlek jest inny, wiec
                      to, ze akurat mojemu seksuolog wystawil taka cenzurke niekoniecznie
                      musi oznaczac ze casus Twojego faceta jest identyczny...

                      W przypadku mojego meza ten nieprawidlowy incoding wzial sie z
                      powodow jakie opisalam powyzej - trudne seksualne poczatki,
                      uzaleznienie od porno w okresie kiedy normalni ludzie ucza sie
                      normalnego seksu itp. Oraz ta nieszczesna pierwsza dziewczyna, zimna
                      ryba z problemami - tak sie po prostu nauczyl funkcjonowac w
                      zwiazku : ze seks nie moze przychodzic za latwo.

                      I nie wiem, na ile jest tu istotna osobowosc. Moj partner jest
                      akurat towarzyskim ekstrawertykiem, bardzo radosnym, potrzebujacym
                      ludzi i komunikacji, ale jednoczesnie meskim i dosc dominujacym
                      facetem.

                      Ja na Twoim miejscu postaralabym sie jakos wywiedziec jak wygladaly
                      poczatki seksualne Twojego faceta. Latwe czy trudne? Wczesne, czy
                      pozne? Pelne doswiadczen z kobietami, czy raczej samotne - z porno i
                      masturbacja w roli glownej? Wydaje mi sie ze to jest jednak dosc
                      istotne, zeby rozgryzc czyjas seksualna nature...
                      • stinefraexeter Re: Ech...:-/ 04.09.08, 17:03
                        wiem wiem, wcale nie twierdze, ze moj przypadek jest calkowicie identyczny. Po
                        prostu widze sporo cech wspolnych.

                        Nie wiem, czy uda mi sie cos wyciagnac z niego na temat jego seksualnych
                        poczatkow. do tej pory nie chcial o tym rozmawiac, wiec moge sie domyslac co sie
                        dzialo. ale na pewno przez jakis czas bylo to porno i masturbacja jedynie.

                        a czy twoj maz wie o tej diagnozie, a jesli tak, to jak sie do niej odnosi?
                        • glamourous Re: Ech...:-/ 04.09.08, 17:15
                          Wie, oczywiscie. I zgadza sie z ta diagnoza. Twierdzi jednak, ze
                          jego przypadek jest na tyle lajtowy, a on ma tak silny charakter, ze
                          na terapie przekodowujaca chodzic nie musi. Ze poradzi sobie sam, z
                          moim dyskretnym coachingiem oczywiscie ;-))

                          No i ja sama przyznaje, ze w koncu nie jest to az tak strasznie
                          uciazliwe na codzien, zeby tracic czas i pieniadze na terapeutow.
                          • stinefraexeter Re: Ech...:-/ 04.09.08, 17:25
                            rozumiem. moge sobie wyobrazic podobna reakcje u mojego partnera w takiej
                            sytuacji..;)

                            moze wlasnie dlatego to takie trudne, ze nie moge powiedziec, ze jest mi bardzo
                            zle, ze cierpie. jego dominacja nie oznacza przemocy, gwaltow i wszelkich
                            drastycznych zachowan, ktore podzialalyby jako terapia szokowa. to sie tak saczy
                            kropelkami, dzien po dniu i nawet nie zauwazylam, kiedy zaczelam watpic w swoja
                            atrakcyjnosc (juz mi minelo na szczescie), kiedy zaczelam podejrzliwie patrzec
                            na filmiki xxx na komputerze (choc nigdy mi to wczesniej nie przeszkadzalo),
                            kiedy zaczelam zapominac, iz sama znalam mezczyzn o zupelnie innym podejsciu do
                            seksu i zaczelam przenosic te niechec na mezczyzn ogolem. niestety, to sie po
                            prostu zbiera i zbiera, na poczatku w sposob niezauwazalny.

                            a potem nadchodzi dzien, kiedy siada sie przed komputerem i zaklada watek na
                            forum ;)
                            • mujer_bonita Re: Ech...:-/ 04.09.08, 17:40
                              Stine - jedyne co mogę Ci poradzić - NIE CZEKAJ! To nie ma sensu. Na
                              co? Naprawdę chcesz tkwić w związku w którym nie możesz porozmawiać
                              o tym co czujesz? Gdzie dusisz coś w sobie, jesteś ignorowana?
                              Obudzisz się za jakiś czas żałując zmarnowanych lat.

                              Piszesz, że szanujsz swojego partnera, nie pytasz o przeszłość itp.
                              Może czas zażądać tego samego dla siebie?

                              Rozmowa / terapia / działania / stanowczość.

                              A jeżeli nic się nie zmieni... jak sama zauwazyłaś - są mężczyźni o
                              innym podejściu!

                              --
                              Hobby czy uzależnienie?
                  • mujer_bonita Re: Ech...:-/ 04.09.08, 17:14
                    glamourous napisała:
                    > niedojrzala, wychowana na porno
                    > (zamiast na normalnych relacjach damsko-meskich) seksualnosc i
                    > nieprawidlowy incoding we wczesnej fazie ksztaltowania zachowan
                    > seksualnych.

                    Powiedziałabym coś ale mnie zlinczują ;)

                    Współczuję szczerze, bo wiem, że takie rzeczy ciężko potem
                    wyleczyć... o ile w ogóle się da :(

                    Glam - piszesz o diagnozie a nastąpiła po niej jakaś terapia?

                    --
                    Hobby czy uzależnienie?
                    • glamourous Re: Ech...:-/ 04.09.08, 17:20
                      Powiedz, mujer, pooowiedz, a linczem sie nie przejmuj ;-) W koncu to
                      tylko forum...

                      O terapii napisalam oczkow wyzej. Nie jest to az tak strasznie
                      uciazliwe, w zwiazku z tym jemu sie nie chce ruszyc tylka zeby na
                      nia isc, a mi z kolei nie chce sie ruszyc, zeby go tam pogonic ;-)
                      • mujer_bonita Re: Ech...:-/ 04.09.08, 17:30
                        glamourous napisała:
                        > Powiedz, mujer, pooowiedz, a linczem sie nie przejmuj ;-) W koncu
                        to
                        > tylko forum...

                        To tak a propo dyskusji ze zwolennikami porno :)

                        I od razu do ewentualnych krytykujących - nie napisałam, że porno
                        jest złe. Po prostu kolejny przykład negatywnego wpływu, na który
                        tak niewiele osób zwraca uwagę. Czasem mam wrażenie, że przypomina
                        to bawienie się granatem. A pytanie jak odróżnić sytuację, kiedy
                        jest ok od potencjalnych problemów... nadal pozostaje bez
                        odpowiedzi :(

                        > O terapii napisalam oczkow wyzej. Nie jest to az tak strasznie
                        > uciazliwe, w zwiazku z tym jemu sie nie chce ruszyc tylka zeby na
                        > nia isc, a mi z kolei nie chce sie ruszyc, zeby go tam pogonic ;-)

                        Wlaśnie jak kliknełam to zauważyłam. A nie obawiasz się, że z czasem
                        przeszkadzać Ci to zacznie a im później tym z terapią gorzej?
                        Wyobrażasz sobie, że tak będzie przez następne 20 lat?

                        --
                        Hobby czy uzależnienie?
                        • aandzia43 Re: Ech...:-/ 04.09.08, 17:48
                          > A nie obawiasz się, że z czasem
                          > przeszkadzać Ci to zacznie a im później tym z terapią gorzej?
                          > Wyobrażasz sobie, że tak będzie przez następne 20 lat?

                          I ja się nad tym zastanawiam. Jak będą się wasze związki rozwijały
                          dalej? Na razie jesteście młode, zaangazowane, mężowie kręcą was i
                          zaspokajają mimo wszystko. Potem jest coraz bardziej pod górkę.
                          Pewne rzeczy nie bardzo zauważane na początku zaczynają coraz
                          bardzie doskwierać. Problemik staje się problemem. Niezadowolenie
                          się nawarstwia.
                          • stinefraexeter Re: Ech...:-/ 04.09.08, 17:57
                            Macie racje. Dlatego tu jestem i prosze was o pomoc (taka w ramach mozliwosci
                            forum rzecz jasna).

                            mialam chwile zwatpienia. dwa razy zdarzyly sie momenty kryzysowe, gdy chcialam
                            to skonczyc (wbrew sercu,raczej zdroworozsadkowo patrzac na perspektywy rozwoju
                            sytuacji). za kazdym razem wychodzilismy z tego obronna reka. dlaczego? poniewaz
                            widze, ze jemu na mnie zalezy, ze on nie chce sprawiac mi przykrosci, ze chce
                            byc ze mna i pragnie bym byla szczesliwa. Za kazdym razem pojawiala sie wola
                            poprawy sytuacji i sama poprawa (mowie nie tylko o seksie, ale o innych
                            kwestiach, nie poruszanych w tym watku).

                            Dlatego wciaz mam nadzieje, ze uda sie jakos pokonac ten problem.

                            aandzia43 napisała:

                            > > A nie obawiasz się, że z czasem
                            > > przeszkadzać Ci to zacznie a im później tym z terapią gorzej?
                            > > Wyobrażasz sobie, że tak będzie przez następne 20 lat?
                            >
                            > I ja się nad tym zastanawiam. Jak będą się wasze związki rozwijały
                            > dalej? Na razie jesteście młode, zaangazowane, mężowie kręcą was i
                            > zaspokajają mimo wszystko. Potem jest coraz bardziej pod górkę.
                            > Pewne rzeczy nie bardzo zauważane na początku zaczynają coraz
                            > bardzie doskwierać. Problemik staje się problemem. Niezadowolenie
                            > się nawarstwia.
                            • mujer_bonita Re: Ech...:-/ 04.09.08, 18:11
                              stinefraexeter napisała:
                              > wbrew sercu,raczej zdroworozsadkowo patrzac na perspektywy rozwoju
                              > sytuacji)

                              Czasami dobrze jest zdać się na rozsadek. Bo nawet najgorętsza
                              miłośc może nie wystarczyć na 20-30 lat zwiazku :)

                              > poniewaz
                              > widze, ze jemu na mnie zalezy, ze on nie chce sprawiac mi
                              przykrosci, ze chce
                              > byc ze mna i pragnie bym byla szczesliwa.Za kazdym razem pojawiala
                              sie wola
                              > poprawy sytuacji i sama poprawa (mowie nie tylko o seksie, ale o
                              innych
                              > kwestiach, nie poruszanych w tym watku).

                              Podobno jak jest wola to znajdzie się i rada ;) Jeżeli tak bardzo mu
                              zależy to może rzeczywiście specjalista? Rozumiem, że rozmowa na ten
                              temat będzie pewnie jedną z najdelikatniejszych w Twoim życiu ale...
                              WARTO! W sumie przecież chodzi o wasze szczęście :)

                              --
                              Hobby czy uzależnienie?
                              • stinefraexeter Re: Ech...:-/ 04.09.08, 18:46
                                Wiec wlasnie: jest wola i (wciaz) uwazam, ze warto.

                                Dalo mi do myslenia, to co napisalas, o specjaliscie i rozmowie o poczatkach.
                                Zwlaszcza terapia czy tez sama wizyta u specjalisty nie przychodzila mi do
                                glowy. Jakos tak jest, ze "az takiej" pomocy moze potrzebuja inni, ale nie "my". ;)

                                ciekawa jestem jak udalo sie glamorous namowic swojego meza na terapie!
                                • glamourous Re: Ech...:-/ 04.09.08, 19:17
                                  Moj mąż jest dość otwartym człowiekiem i instytucja psychologa nie kojarzy mu
                                  się jakoś strasznie negatywnie.
                                  No i chyba najważniejsze - bardzo mu zależy na mnie i na naszym związku.
                                  • stinefraexeter Re: Ech...:-/ 04.09.08, 19:32
                                    I o to w tym wszystkim chodzi :)

                                    glamourous napisała:


                                    > No i chyba najważniejsze - bardzo mu zależy na mnie i na naszym związku.
                                    >
                                    >
                        • stinefraexeter Re: Ech...:-/ 04.09.08, 17:51
                          Nie wiem, czy nazwalabym porno granatem, ale rozumiem, o co ci chodzi i zgadzam
                          sie z toba, przynajmniej w pewnym stopniu. Po prostu kolejna rzecz, ktora trzeba
                          nauczyc sie wlasciwie poslugiwac. Podobnie z tv, internetem, grami
                          komputerowymi, alkoholem, czekolada nawet...;)

                          Niektorym nie przynosi szkody, inni zbyt sie w tym zatracaja.

                          sama nie jestem przeciwniczka xxx, ale w pewnym momencie fakt, ze moj partner (w
                          kontekscie wszystkich opisanych powyzej problemow) sciaga czasem filmiki z netu,
                          bardzo mnie zaniepokoil i doprowadzil do spiec. wszystko, jak zawsze, zalezy od
                          sytuacji i osoby.
                          • mujer_bonita Re: Ech...:-/ 04.09.08, 17:58
                            Zawsze w kontekście dyskusji o porno pojawiają się głosy, że
                            to 'dobre', 'naturane' o ile nie prowadzi do zaniedbań, zboczeń itp.
                            Tylko jak to określić przed?


                            > sama nie jestem przeciwniczka xxx, ale w pewnym momencie fakt, ze
                            moj partner (w
                            > kontekscie wszystkich opisanych powyzej problemow) sciaga czasem
                            filmiki z netu,
                            > bardzo mnie zaniepokoil i doprowadzil do spiec. wszystko, jak
                            zawsze, zalezy od
                            > sytuacji i osoby.

                            I jesteś dobrym przykładem na to co ja tu od pewnego czasu piszę -
                            zwykle to nie porno stanowi istotę problemu ale w pewnym sensie
                            tylko go obnaża. A jak pojawia się problem to należy drążyć
                            przyczyny.

                            --
                            Hobby czy uzależnienie?
                            • stinefraexeter Re: Ech...:-/ 04.09.08, 19:00
                              Zgadzam sie z toba, ze to nie porno jest problemem samo w sobie. No ale wlasnie,
                              gdzie postawic granice?

                              problem jaki mam z partnerem nie dotyczy zreszta porno. a nawet jesli ogladanie
                              porno w przeszlosci w jakis sposob go "wypaczylo", to dlaczego akurat jego, a
                              nie tysiecy innych mezczyzn, ktorzy nie maja problemow w relacjach z kobietami?
                              przeciez nie byl jedynym nastolatkiem ogladajacym swierszczyki, ani jedynym
                              dwudziestolatkiem zainteresowanym filmikami xxx w necie. wiem, ze w ten sposob
                              mozna gdybac w nieskonczonosc. ze do tego dochodzi jeszcze osobowosc i pewnie
                              tysiac innych czynnikow, ktore nas uksztaltowuja. Chce jedynie podkreslic, ze
                              zrzucenie calej winy na porno jest nieporozumieniem, ze musi byc cos jeszcze.
                              • mujer_bonita Re: Ech...:-/ 04.09.08, 19:22
                                stinefraexeter napisała:
                                > Chce jedynie podkreslic, ze
                                > zrzucenie calej winy na porno jest nieporozumieniem, ze musi byc
                                cos jeszcze.

                                Ależ przecież ja nie zrzucam ;) Szczególnie, że zupełnie nie wiadomo
                                co stanowi problem Twojego faceta. Podpisuję się jednak pod tym co
                                napisała Cityangel:
                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=83912680&a=84032552
                                Jak wszytko inne ma wpływ na życie - większy lub mniejszy. Czasem
                                niezauważaly a czasem bardzo dokuczliwy.

                                To pewnie jak z alkoholem. Miliony piją, nie wszyscy zostają
                                alkoholikami.
                                --
                                Hobby czy uzależnienie?
                                • stinefraexeter Re: Ech...:-/ 04.09.08, 19:31
                                  W takim razie zgadzamy sie. :) Wszystko z umiarem.

                                  mujer_bonita napisała:

                                  > stinefraexeter napisała:
                                  > > Chce jedynie podkreslic, ze
                                  > > zrzucenie calej winy na porno jest nieporozumieniem, ze musi byc
                                  > cos jeszcze.
                                  >
                                  > Ależ przecież ja nie zrzucam ;) Szczególnie, że zupełnie nie wiadomo
                                  > co stanowi problem Twojego faceta. Podpisuję się jednak pod tym co
                                  > napisała Cityangel:
                                  > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=83912680&a=84032552
                                  > Jak wszytko inne ma wpływ na życie - większy lub mniejszy. Czasem
                                  > niezauważaly a czasem bardzo dokuczliwy.
                                  >
                                  > To pewnie jak z alkoholem. Miliony piją, nie wszyscy zostają
                                  > alkoholikami.
                                  > --
                                  > Hobby czyuzależnienie?
                                  • krzysztof-lis Re: Ech...:-/ 05.09.08, 08:21
                                    > stinefraexeter napisała: (...)

                                    That does it. Znudziło mi się...

                                    Ponieważ zaburza naturalną kolejność
                                    czytania.

                                    > Dlaczego odpowiadanie nad cytatem jest
                                    > takie złe?
                                    >
                                    >> Odpowiadanie nad cytatem.
                                    >>
                                    >>> Co jest najbardziej denerwującą rzeczą
                                    >>> na listach dyskusyjnych?
                            • eeela Re: Ech...:-/ 05.09.08, 01:42

                              > Zawsze w kontekście dyskusji o porno pojawiają się głosy, że
                              > to 'dobre', 'naturane' o ile nie prowadzi do zaniedbań, zboczeń itp.
                              > Tylko jak to określić przed?

                              A jak to określić przed, kiedy zaczyna się alkoholizm, narkomania, zakupoholizm,
                              uzależnienie od gier, hazardu, kompulsywnego mycia rąk?

                              Czy z tego powodu, że picie piwa, granie w gry koputerowe, zapalenie jointa od
                              czasu do czasu, mycie rąk przed każdym posiłkiem mogą prowadzić do
                              niebezpiecznych sytuacji, należy łamać ręce za każdym razem, kiedy się kogoś
                              przyłapie na piwie/graniu/joincie/myciu rąk?

                              Nie, nie czyni się tego. Bo mycie rąk, używki, gry i inne rozrywki (w tym porno)
                              są wpisane w naturę ludzką, i przez to NATURALNE i NORMALNE. Dopiero kiedy
                              przybierają formę skrajną, istnieją powody do zmartwienia (i prowadzenia na ten
                              temat klometrowych dyskusji).
                              • aandzia43 Re: Ech...:-/ 05.09.08, 01:54
                                > Nie, nie czyni się tego. Bo mycie rąk, używki, gry i inne rozrywki (w tym porno
                                > )
                                > są wpisane w naturę ludzką, i przez to NATURALNE i NORMALNE. Dopiero kiedy
                                > przybierają formę skrajną, istnieją powody do zmartwienia (i prowadzenia na ten
                                > temat klometrowych dyskusji).

                                I jeszcze dodam, że w różnych kręgach, czasach i kręgach toleracja na wyzej
                                wymienione zachowania i używania jest różna. W towarzystwie perfekcyjnych
                                czyściochów objawy nerwicy natręctw przejawiającej się 30-krotnym w ciągu dnia
                                myciem rąk zostaną wyłapane dużo później niz w kręgu przaśnych brudasków. W
                                Polsce, w którą często "idziemy panowie", uświadomić komuś, że jego z pozoru
                                sympatycznie rozrywkowy sąsiad jest alkoholikiem jest...prawie niewykonalne. Tak
                                samo z pornografią. Ostatnimi czasy mamy sporą tolerancję na nią, więc i wyłapać
                                w porę symptomy uzależnienia od niej też bywa trudno. Z drugiej strony rośnie w
                                narodzie wiedza i swiadomość na temat uzależnień w ogóle. I to jest pozytywne.
                                • mujer_bonita Re: Ech...:-/ 05.09.08, 08:49
                                  aandzia43 napisała:
                                  > myciem rąk zostaną wyłapane dużo później niz w kręgu przaśnych
                                  brudasków. W
                                  > Polsce, w którą często "idziemy panowie", uświadomić komuś, że
                                  jego z pozoru
                                  > sympatycznie rozrywkowy sąsiad jest alkoholikiem jest...prawie
                                  niewykonalne. Tak
                                  > samo z pornografią. Ostatnimi czasy mamy sporą tolerancję na nią,
                                  więc i wyłapać
                                  > w porę symptomy uzależnienia od niej też bywa trudno.

                                  Prawda - ja akurat jestem niepijąca i sporo wiem o tym. Ile ja się
                                  nasłuchałam zwracając komuś uwagę np. że prowadzi więc może jednak
                                  by zrezygnował z piwka. Oj nasłuchałam się! I to co ciekawe - na
                                  uwagę częściej oprócz samego zainteresowanego reagowało jego
                                  otoczenie ('dajże chłopinie spokój' 'jedno piwko nikomu jeszcze nie
                                  zaszkodziło' itp.) Im bardziej coś lubimy tym mniej stajemy się
                                  obiektywni, łatwiej pewne rzeczy usprawiedliwiać a granice tego co
                                  normalne znacznie się poszerzają.

                                  --
                                  Hobby czy uzależnienie?
                              • mujer_bonita Re: Ech...:-/ 05.09.08, 08:10
                                eeela napisała:
                                > A jak to określić przed, kiedy zaczyna się alkoholizm, narkomania,
                                zakupoholizm,
                                > uzależnienie od gier, hazardu, kompulsywnego mycia rąk?

                                No właśnie JAK?

                                Nie, nie czyni się tego. Bo mycie rąk, używki, gry i inne rozrywki
                                (w tym porno)
                                > są wpisane w naturę ludzką, i przez to NATURALNE i NORMALNE.
                                Dopiero kiedy
                                > przybierają formę skrajną, istnieją powody do zmartwienia (i
                                prowadzenia na ten
                                > temat klometrowych dyskusji).

                                Hmmm... właśnie w naturę ludzką wpisane jest podpieranie tego co
                                LUBIMY tym, że jest to 'normalne i naturalne'. I tak ze wszystkim -
                                od alkoholu po przemoc. Wszystko z umiarem - tylko NIKT tak naprawdę
                                nie wie gdzie jest granica. A do tego - dla każdego gdzie indziej.

                                --
                                Hobby czy uzależnienie?
                        • glamourous Re: Ech...:-/ 04.09.08, 17:56
                          mujer_bonita napisała:


                          > Wlaśnie jak kliknełam to zauważyłam. A nie obawiasz się, że z
                          czasem
                          > przeszkadzać Ci to zacznie a im później tym z terapią gorzej?
                          > Wyobrażasz sobie, że tak będzie przez następne 20 lat?


                          Cholera...do tej pory zawsze sobie mowilam, ze jezeli kiedykolwiek
                          zrobi sie w moim zwiazku tak zle, ze bede bardziej nieszczesliwa niz
                          szczesliwa, odejde.
                          I jeszcze, ze na odejscie i ulozenie sobie zycia z kims innym nigdy
                          nie jest za pozno, na szczescie jakos nie naleze chyba do tych
                          kobiet ktore maja trudnosci ze znalezieniem nowego partnera po
                          wszelkich rozstaniach.

                          Z drugiej strony, jezeli sie jakos drastycznie nie pogorszy, to
                          nastepne 20 lat w takim status quo jak teraz niespecjalnie mnie
                          przeraza. A jakby co, to w ostatecznosci istnieje jeszcze instytucja
                          kochanka ;-)

                          Niemniej, mujer, dalas mi do myslenia, z tym ze im dalej w las tym z
                          ewentualna terapia bedzie gorzej. Moze wiec rzeczywiscie warto by
                          bylo przynajmniej sprobowac urwac leb tej hydrze zawczasu...

                          Zastanowie sie nad tym i moze faktycznie pomecze go jednak o ta
                          terapie.
                          Dzieki!
                          Pozdrawiam :-)
                        • krzysztof-lis Re: Ech...:-/ 05.09.08, 08:17
                          > A pytanie jak odróżnić sytuację, kiedy jest ok od potencjalnych
                          > problemów... nadal pozostaje bez odpowiedzi :(

                          Odpowiedź jest bardzo prosta. Dla dorosłych, dojrzałych ludzi, porno jest
                          nieszkodliwe.
                          • mujer_bonita Re: Ech...:-/ 05.09.08, 08:50
                            krzysztof-lis napisał:
                            > Odpowiedź jest bardzo prosta. Dla dorosłych, dojrzałych ludzi,
                            porno jest
                            > nieszkodliwe.

                            Odpowiedź matematyka - absolutna prawda - absolutnie nieprzydatna ;)

                            --
                            Hobby czy uzależnienie?
    • aandzia43 Re: Podporzadkowanie 04.09.08, 23:49
      W związku z tematem polecam australijski film sprzed paru lat: "Aleksandra's
      project" (polski tytuł "Projekt Aleksandry". O poczuciu bezsilności, rozpaczy, a
      w koncu furii, do jakiej doprowadzić może systematyczne, bezmyslne, w majestacie
      aktualnie panujących obyczajów dokonujące się tłamszenie czyjejś seksualności.
      Hardkorowe i ciut nierealistyczne rozegranie sprawy, przyznaję. Ale lajtowe
      ujęcia tematów w sztuce nie robią wrażenia.
      • eeela Re: Podporzadkowanie 05.09.08, 00:16
        Brzmi naprawdę bardzo obiecująco! A jak się reżyseria zowie?
        • aandzia43 Re: Podporzadkowanie 05.09.08, 00:52
          Rolf de Heer
    • loppe Re: Podporzadkowanie 05.09.08, 09:25
      Co do inicjowania zbliżeń - najlepsze wydaje mi się żartobliwe słowo
      (nie obłapianie partnera, poważne słowo etc.), chyba psychol tylko
      źle zareaguje na żartobliwe zaproszenie do działania (jego działanie
      po słowie nie musi choć może być od razu, po upływie pół godziny
      będzie miał swoje polowanie a partnerka swój dezyderat spełniony).
      Co do powtarzających się sugestii dziękczynienia mu za seks, przy
      braku podziękowań z jego strony - czysty psychol tak się zachowuje.
    • stinefraexeter Re: Podporzadkowanie 11.09.08, 15:08
      Postanowilam wrocic do wlasnego watku po tygodniu, by moc spojrzec na cala
      sprawe z perspektywy czasu. Jezeli kogos ta nowa porcja informacji zainspiruje,
      bede bardzo wdzieczna za komentarz, opinie, sugestie.

      Po pierwsze, rozmowa. Na razie nie przynosi rezultatu. Wyglada to tak, ze ja
      mowie (o problemach jakie mam z zaakceptowaniem jego koncepcji "lowow", o
      zarcikach dotyczacych naszego wspolzycia, itd, w sumie o tym, o czym wspomnialam
      powyzej), a on slucha w milczeniu, by na koniec stwierdzic, ze "jestem slodka,
      ale nieco nadwrazliwa". Juz nawet nie chce do niego "trafic", chce po prostu
      ZROZUMIEC. Nic z tego, jak sie okazuje. Czy on sie przede mna broni? czy ktos to
      rozumie?

      Po drugie, jesli chodzi o bycie "lowca", to po kilku dniach stwierdzil, ze
      jednak brakuje mu moich zaczepek. Dodal, ze nie powinnam brac zawsze jego slow
      na powaznie, bo on ma rozne nastroje. Totalnie jestem wiec zagubiona. Odnosze
      wrazenie, ze:
      - on sam nie wie, czego chce (widocznie cos mu w naszym wspolzyciu nie pasuje,
      ale nie jest w stanie tego okreslic)
      - zbywa mnie na zasadzie: "Powiem cos, byle wreszcie dala mi spokoj"

      Mam wrazenie, ze on buduje wokol siebie jakis mur. Zaczelam sie zastanawiac, czy
      nie jest to reakcja obronna na moje wtargniecie w jego zycie. Jego dni zawsze
      wygladaja tak: praca-kanapa/tv- po odpoczynku kilugodzinna sesja z internetem
      (newsy o polityce i sporcie). Ja jestem fajna i w porzadku, bylebym tylko nie
      robila tyle halasu wokol siebie. Powinnam byc jak jakis kot (bo pies jest juz
      zbyt klopotliwy).

      nie wiem juz co myslec, wiec bede niezwykle wdzieczna za jakis komentarz.
      • femme.fatale1978 Re: Podporzadkowanie 11.09.08, 15:21
        stinefraexeter napisała:


        >Odnosze
        > wrazenie, ze:
        > - on sam nie wie, czego chce (widocznie cos mu w naszym wspolzyciu nie pasuje,
        > ale nie jest w stanie tego okreslic)



        A może on doskonale wie co mu w waszym współżyciu nie pasuje, tylko nie chce
        tego powiedzieć wprost... Bo niby co ma powiedzieć?
        Chcę żeby było tak jak ja lubię, powinnaś się podporządkować, inne wersje
        niespecjalnie mi odpowiadają. To cholernie egoistyczne podejście, więc żeby nie
        urazić, zbywa cię, plącze w wersjach, problem bagatelizuje licząc, że jakoś to
        będzie, z czasem się ułoży.



        • druginudziarz Re: Podporzadkowanie 20.09.08, 12:26
          femme.fatale1978 napisała:

          > stinefraexeter napisała:
          >
          >
          > >Odnosze
          > > wrazenie, ze:
          > > - on sam nie wie, czego chce (widocznie cos mu w naszym wspolzyciu nie pa
          > suje,
          > > ale nie jest w stanie tego okreslic)
          >
          >
          >
          > A może on doskonale wie co mu w waszym współżyciu nie pasuje, tylko nie chce
          > tego powiedzieć wprost... Bo niby co ma powiedzieć?
          > Chcę żeby było tak jak ja lubię, powinnaś się podporządkować, inne wersje
          > niespecjalnie mi odpowiadają. To cholernie egoistyczne podejście, więc żeby nie
          > urazić, zbywa cię, plącze w wersjach, problem bagatelizuje licząc, że jakoś to
          > będzie, z czasem się ułoży.

          Nie inaczej.
          Ale: 1) zawsze mogło być gorzej, 2) zawsze może być lepiej.
          Droga: właściwe rozpoznanie problemu -> motywacje -> metody -> modyfikacja
          (terapia, autoterapia etc.).
      • mujer_bonita Re: Podporzadkowanie 11.09.08, 15:46
        stinefraexeter napisała:
        > Mam wrazenie, ze on buduje wokol siebie jakis mur. Zaczelam sie
        zastanawiac, czy
        > nie jest to reakcja obronna na moje wtargniecie w jego zycie. Jego
        dni zawsze
        > wygladaja tak: praca-kanapa/tv- po odpoczynku kilugodzinna sesja z
        internetem
        > (newsy o polityce i sporcie). Ja jestem fajna i w porzadku,
        bylebym tylko nie
        > robila tyle halasu wokol siebie. Powinnam byc jak jakis kot (bo
        pies jest juz
        > zbyt klopotliwy).

        No dobrze - jego życie. A WASZE życie to gdzie? Jeżeli w jego życiu
        nie ma miejsca na Ciebie (fizycznie i emocjonalnie) to 'WY' nigdy
        nie zaistnieje.

        --
        Hobby czy uzależnienie?
      • aandzia43 Re: Podporzadkowanie 11.09.08, 15:50
        powyzej), a on slucha w milczeniu, by na koniec stwierdzic,
        ze "jestem slodka,
        > ale nieco nadwrazliwa".

        Protekcjonalny tekscik i całe zachowanie. Chyba ma w dupie, co do
        niego mówisz i nie interesują bo żadne zmiany. Jeszcze raz
        polecam "Tajemnicę Aleksandry".
      • glamourous Re: Podporzadkowanie 11.09.08, 16:14
        Droga Stine. Rozmowy z moim mezem w tym kontekscie "realizowanie
        jego/moich potrzeb" wygladaja calkiem podobnie. A juz
        postawa "powiem cos, obojetnie co, zebys wreszcie dala mi spokoj" to
        wrecz klasyka. Bo i co ten biedny facet w koncu ma nam
        powiedziec? "Sorry, ale tak juz mam"???

        Tez swojego czasu dociekalam, drązylam, prosilam zeby stal sie
        bardziej otwarty na moje potrzeby itp itd, w koncu stwierdzilam, ze
        skoro w kontekscie tematu tego forum nasz zwiazek jest calkiem
        szczesliwy - bo i seks mam regularnie i czesto, i pozalozkowo
        dogadujemy sie swietnie, to o co wlasciwie kopie kruszyc? O te
        detale, o to, ze on ZNOWU nie zrozumial moich intencji i nie
        przelecial kiedy zakladalam przed lustrem poczochy? albo ze ZNOW nie
        przyszlo mu do glowy, zeby w kinie wlozyc mi reke pod spodnice ? ;-)

        Moze rzeczywiscie za bardzo dazymy do tego, zeby koniecznie w naszym
        zyciu seksualnym bylo "zajebiscie", zamiast zadowolic sie tym, ze po
        prostu "nie jest zle"?

        Moze nie warto marnowac cennej energii i nadwyrezac dobrego w sumie
        zwiazku takimi (jakby nie bylo lekko kastrujacymi) rozmowami,
        roztrzasaniem, szukaniem oczywistych odpowiedzi i wiecznym gonieniem
        za jakas cholerna "zielensza trawa"...?

        No sama powiedz... Bo mi sie juz troche odechcialo walczyc i
        zmieniac mojego meza na sile...
        • gardenersdog Re: Podporzadkowanie 11.09.08, 16:32
          >>Bo i co ten biedny facet w koncu ma nam
          powiedziec? "Sorry, ale tak juz mam"???

          To przynajmniej byłoby uczciwsze niż głodne kawałki rzucane protekcjonalnym tonem.

          Wydaje mi się, że związek Stine to przypadek cięższego kalibru i nie szukałabym
          tak łatwo analogii.
          • bi_chetny Re: Podporzadkowanie 11.09.08, 16:36
            powiem tak. cofam moje słowa o tym że kobiety tak podświadomie lubią.
            przeczytałem dokładniej historię i ... chyba wcześniej inaczej ją odczytałem.
            przepraszam Panie.
            • stinefraexeter Re: Podporzadkowanie 11.09.08, 16:41
              bi_chetny napisał:

              > powiem tak. cofam moje słowa o tym że kobiety tak podświadomie lubią.
              > przeczytałem dokładniej historię i ... chyba wcześniej inaczej ją odczytałem.
              > przepraszam Panie.

              Dziekuje za te slowa :)
              Musze powiedziec, ze pierwsza wypowiedz brzmiala dla mnie jak cytat z jednego z
              niezliczonych zarcikow mojego faceta.. On lubi dosyc grubianskie okazywanie
              uczuc (klepniecie tu, zlapanie tam, bardzo "inwazyjne" pocalunki i nic lzejszego
              kalibru). Na moje fochy, zawsze slysze reakcje podobna do bi-. A wszystko wsrod
              usmiechow i przekomarzania sie.
              • bi_chetny Re: Podporzadkowanie 11.09.08, 16:43
                tak to bywa, jak się czyta po łebkach...

                nie mam nic przeciwko lekko dominującemu seksowi, ale szacunek do drugiej osoby
                powinien być na porządku dziennym.
        • stinefraexeter Re: Podporzadkowanie 11.09.08, 16:36
          glamourous napisała:
          > Moze rzeczywiscie za bardzo dazymy do tego, zeby koniecznie w naszym
          > zyciu seksualnym bylo "zajebiscie", zamiast zadowolic sie tym, ze po
          > prostu "nie jest zle"?
          >
          > Moze nie warto marnowac cennej energii i nadwyrezac dobrego w sumie
          > zwiazku takimi (jakby nie bylo lekko kastrujacymi) rozmowami,
          > roztrzasaniem, szukaniem oczywistych odpowiedzi i wiecznym gonieniem
          > za jakas cholerna "zielensza trawa"...?
          >
          > No sama powiedz... Bo mi sie juz troche odechcialo walczyc i
          > zmieniac mojego meza na sile...
          >
          Wiesz, zastanawiam sie nad tym caly czas. Zdaje sobie doskonale sprawe, ze nie
          mozna tak naprawde zmienic czlowieka, dlatego upatrywalam (i wciaz upatruje)
          nadzieje w tym, ze moj partner po prostu nie USWIADAMIA sobie tego, co czasem
          robi i jaki skutek odnosza pewne jego slowa i czyny. Dlatego przede wszystkim
          chce ZROZUMIEC motywy jego postepowania. Poki nie bede znac prawdy, bede
          zadreczac siebie watpliwosciami. Chcialabym wiedziec, co robie zle, bo na pewno
          gdzies popelniam bledy. Problem polega na tym, ze on nie pozwala mi dotrzec do
          siebie. Wszystko jest zbywane niekonczacymi sie zartami. Kiedy juz poddaje sie
          smutkowi (nie zawsze jest to placz), on dostrzega to od razu i stara sie jakos
          zalagodzic sytuacje, mniej lub bardziej udolnie. Ale ja juz mam tego dosc. Nie
          chce wplatac sie w gierki, w ktorych ja bede sie obrazac, a on starac sie mnie
          przeprosic, bo nie o to mi chodzi. Chcialabym by on wreszcie zaczal ze mna
          rozmawiac.

          W naszym przypadku problem dotyczy nie tylko spraw lozkowych. Szczerze mowiac,
          jesli nic sie nie zmieni, nie wiem, czy bede umiala zaakceptowac taki uklad na
          dluzsza mete.
      • stinefraexeter Re: Podporzadkowanie 11.09.08, 16:25
        Och, moze obraz, ktory zarysowalam, wydaje sie byc nieco przejaskrawiony.

        Jezeli chodzi o NASZE zycie, to nie jest tak zle. Spedzamy razem czas rowniez w
        inny sposob i nie polega to tylko na wspolnym ogladniu tv. Chcialam raczej
        przedstawic jego ulubiony tryb zycia. Gdyby nie moje propozycje innego spedzania
        wolnego czasu, tak by to wlasnie wygladalo dzien w dzien. Chodzilo mi raczej nie
        o to, ze on nie chce spedzac ze mna czasu inaczej, tylko o fakt, ze to ja jestem
        inicjatorka alternatywnych pomyslow. Inna sprawa, ze czasem zastanawiam sie, na
        ile on sie zgadza na te "alternatywy" z poczucia obowiazku, czy tez by sprawic
        mi przyjemnosc.

        Co do protekcjonalnosci jego odpowiedzi, to zgadzam sie z tym. Czuje sie, jakby
        mi zamykano usta. Inne odpowiedzi, jakie mi daje, sa naprawde dosyc wymijajace.
        Ale nie chce by to zabrzmialo, jakby on byl zimny i odpychajacy mnie. Wrecz
        przeciwnie, ciagle przytula, cmoka i powtarza, ze jedyne czego pragnie, to bym
        byla z nim szczesliwa. Ale to mi nie wystarcza.

        Nie chce jednak byc wciaz ta strona nagabujaca, narzekajaca i doszukujaca sie
        drugiego i trzeciego dna we wszystkim.
        Jak "otworzyc" go nieco na mnie? I czy to w ogole jest mozliwe?
        • aandzia43 Re: Podporzadkowanie 11.09.08, 16:40
          Dogadaj się sama ze sobą, czy ten protekcjonalny ton, omijanie
          tematów dla ciebie ważncyh i traktowanie cię, jak uroczego natręta
          jest dla ciebie raniące i dołujące. Bo jeśli tak, jak Glam,
          strweirdzisz, że felery męża nie są w ogólnym rozrachunku jakimś
          szczególnym ciężarem, to po prostu daj spokój i żyj z tym dalej w
          miarę szczęśliwei. Jeśli stweirdzisz, że trująca kropla do kropli i
          czujesz się w tym wszysktim coraz gorzej, to działaj radykalnie w
          kwestii otworzenia mężą na dialog. Lepiej teraz, niż ocknąć się z
          ręką w nocniku.
    • prosty_facet Jak to załatwić ? 11.09.08, 17:00
      stinefraexeter napisała:

      > Chcialabym spytac sie was,w jaki sposob, waszym zdaniem, przeforsowac swoje
      > wlasne potrzeby?


      Po prostu powiedz mu, że jak się nie zmieni to koniec związku :-)
      • bi_chetny Re: Jak to załatwić ? 11.09.08, 17:06
        chyba najprostsza recepta - i być może najlepsza ? bardzo trudno mówi się o
        takich rzeczach, ale albo to zrobimy, albo prędzej czy później coś niedobrego
        się wydarzy.
    • sagittka Re: Podporzadkowanie 11.09.08, 17:15
      Wizja przyszłości jest negatywna (moja).
      Za 10 lat on już nie będzie traktował cię jak słodkiego natręta,
      tylko jak upierdliwą zrzędę. Nie będzie godził się na twoje pomysły
      spędzania wspólnego czasu, tylko będzie siedział przed TV lub kompem
      ile wlezie. Nie zaakceptujesz seksu na jego warunkach, nie będziesz
      go miała wcale. Wiesz dlaczego? Bo już teraz, na początku związku
      nie ma partnerstwa, szacunku i zrozumienia drugiej strony. Nie ma
      więc bardzo istotnej bazy która, po zakończeniu etapu romantycznych
      początków, umożliwia szczęśliwe życie (i satysfakcjonujące pożycie!)
      w długim stażem związku.
    • blacky80 Re: Podporzadkowanie 12.09.08, 16:56
      Strasznie to wszystko komplikujesz, jak typowa kobieta ;) Facet po prostu chce
      się seksić na własnych zasadach i basta. Czego tu jeszcze nie rozumiesz? Że nie
      bierze pod uwagę twoich preferencji? Bo to egoistyczny typ, ma w nosie twoje
      potrzeby i jak się domyślam nie tylko łóżkowe.
    • kobieta-znudzona Re: Podporzadkowanie 12.09.08, 22:06
      Ja z podobnym problemem spotkałam się w moim życiu. Poszliśmy oboje do seksuologa i on nam powiedział, co trzeba , kiedy aby wszystko grało .Spróbuj i Ty.
    • c.i.e.m.n.o.t.k.a Re: Podporzadkowanie 02.10.08, 16:15

      Ciekawa jestem co szczególnie pociąga takich mężczyzn w kobietach,
      czy sama uległość?A jakie cechy w kobiecie ich do siebie zrażają?
      • c.i.e.m.n.o.t.k.a Re: Podporzadkowanie 02.10.08, 16:19
        c.i.e.m.n.o.t.k.a napisała:

        >
        > Ciekawa jestem co szczególnie pociąga takich mężczyzn w kobietach,
        > czy sama uległość?A jakie cechy w kobiecie ich do siebie zrażają?

        )..a jakie cechy w kobiecie ich zrażają?
        • ferro2 Re: Podporzadkowanie 02.10.08, 19:59
          moja kolezanka ma to samo w domu, po latach jest wrakiem a nie
          czlwoiekiem, na dodatek ona juz sie boi po domu sama chodzic, on ma
          dozor nad wszystkim, gotowaniem, praniem, naewet kapaniem sie!!!!,
          ona jest calkowicie zbezwlasnowolniona,wmpwil jej, ze tylko to co on
          wymysla jest ok, ona nie ma prawa do swoich potrzeb, zachcianek, jak
          chce kupic sobie cos dla siebie to pyta jego o zgode.... ja cos
          takiego pierwszy raz widzialam, jak dla mnie to tragedia, ja bym
          uciekala gdzie pieprz rosnie.
          • ferro2 Re: Podporzadkowanie 02.10.08, 20:00
            ubezwlasnowolniona mialo byc, sorry
            • stinefraexeter Re: Podporzadkowanie 03.10.08, 14:37
              Nie, no nie jest tak zle. Moje rozterki dotyczyly seksu, a to i tak bez zadnych
              zachowan przemocowych itp.

              Wrocilam jednak na watek po tym okresie przerwy, by podzielic sie z wami
              poczynionymi przeze mnie obserwacjami. Jak pisalam, wszystko zaczelo sie od jego
              slow o "lowcy". Kilka dni pozniej on powiedzial, ze sie pomylil, ze brakuje mu
              mojej inicjatywy i poprosil, zebym zapomniala o tamtym glupim stwierdzeniu
              (wygodnie, nie? ). Zapomniec nie zapomnialam (no bo jak), ale dalo mi to do
              myslenia.

              Odnosze wrazenie, ze moj facet jest bardzo wyczulony na wszelkie sygnaly
              wysylane przeze mnie, nawet te ktorych nie jestem swiadoma. Zauwazylam, ze kiedy
              postanowilam, zaraz po tym "lowcy", zaprzestac jakichkolwiek zachowan
              potencjalnie kuszacych (nawet zwyklych pocalunkow), to on nie podejmowal zadnej
              inicjatywy. Oczywiscie musial widziec, ze cos sie zmienilo i to od razu
              podcinalo mu skrzydla.
              Niby to oczywista oczywistosc: kobieta wysyla sygnaly zachety, a facet
              przystepuje do dzialania i wszyscy udajemy, ze to on poluje.

              Zaskoczyla mnie jednak jedna sprawa: otoz wydaje mi sie, ze moj facet jest super
              hiper wyczulony na wszelkie sygnaly z mojej strony, nawet te ktorych nie jestem
              swiadoma. Czasem jego zaloty sa tak dyskretne, ze ich nie dostrzegam, a on czuje
              sie wowczas odrzucony. Jesli lezymy razem na kanapie, ogladajac tv, rozmawiajac
              i on tak sobie mnie glaszcze (w sposob zupelnie naturalny), to zdarza sie, ze
              kiedy wstane by zrobic herbate lub sprawdzic cos w internecie, on traktuje to
              jako odrzucenie. Niby nic, ale zauwazylam to dopiero niedawno (a raczej zaczelam
              skladac kawalki ukladanki). Wychodzi wiec na to, ze moj partner to bardzo
              wrazliwy lowca ;)

              Zastanawiam sie jednak, skad sie to wzielo. Czyzbym byla az tak "kastrujaca"
              czasem, ze lepiej sie nie zblizac? Wiem, ze nie jestescie w stanie mi tu
              odpowiedziec, ale ciekawa jestem, czy na was tez pewne drobne zachowania u
              partnerki (i partnera) dzialaja deprymujaco. Nie mowie przeciez wprost bolesnych
              rzeczy, nie odpycham go ze zloscia, nie wyszydzam bron boze. a jednak cos musi
              byc w moim zachowaniu odstraszajacego badz tez on jest nadwrazliwy, badz both.
              Sama nie wiem, troche sie pozmienialo od mojego pierwszego wpisu, ale
              przynajmniej odkrywam nowe rzeczy o samej sobie.
              • glamourous Re: Podporzadkowanie 03.10.08, 14:56

                Stine, witam :-)

                Niezle skomplikowany jest ten Twoj facet. Wyglada mi na takiego,,
                ktory nie jest pewien swojej pozycji jako faceta. W seksie
                oczywiscie. Moze ma jakies gleboko ukryte zahamowania, moze ktos
                (niekoniecznie Ty) go w przeszlosci kastrowal lub odrzucal. A moze
                byla w jego seksualnym CV jakas kobieta bardzo natarczywa czy
                wymagajaca seksualnie, teraz on ma nieuswiadomiony uraz - i stad to
                jego przewrazliwienie.

                Wydaje mi sie ze musisz sama swojego mena rozgryzc. Inaczej do niego
                nie trafisz. Nie sugeruje Ci tu oczywiscie zabawy w psychoanalityka
                wlasnego faceta, ale powinnas jakos dyskretnie wysondowac, kto lub
                co tak go przewrazliwil(o). My tu na forum mamy za malo danych zeby
                takie (pelne niuansow) zachowanie zanalizowac. Musisz sama go
                poobserwowac w roznych okoloseksualnych okolicznosciach i znalezc
                unikalna "instrukcje obslugi" :-)

                Pozdrawiam!
              • aandzia43 Do stinefraexeter 05.10.08, 15:38
                Mnie się też ułożyły trochę puzzle twojej układanki. Twój facet to
                żaden "wrażliwy łowca". To jest zwykły NADWRAŻLIWY BIORCA.
                Nadwrażliwość na punkcie własnego łóżkowego ego doprawadza go do
                skostnienia w formach tak, ze możliwe jest spółkowanie tylko na
                ściśle określonych przez niego zasadach. Żadnej plastyczności,
                żadnego spontana (chyba ze ten niby sponatn przez niego obrany).
                Poza tym traktuje jako odrzucenie każdą niewinną zmianę w jego
                misternym planie na dane zbliżenie. W jego planie. Ty możesz być tu
                tylko aktorem, nie współtwórcą. Nie musisz byc kastrującą babą, żeby
                on się poczuł urażony. Wystarczy, ze zechcesz w tym tańcu godowym
                zagrać swoją nutę, odtańczyć swoj takt.
                I tak z nadwrażliwości, skostnienia w formach przeszliśmy do tego,
                co z tego wynika. A mianowicie do tego, ze jest tylko biorcą. A w
                łóżku nei potrzebuje zweirzyny do upolowania, ani partnerki.
                Potrzebuje mamuśki.

                Co go tego doprowadziło? Pewnei jakieś przykre sprawy. Nie ruszaj
                tego. Niech sobie sam do tego dochodzi. Nie baw się w terapeutę. To
                nei twoja rola. Powiedz mu o swoich przemyślenaich na temat waszego
                pożycia i o swoim narastającym dyskomforcie. I o swoich wymaganiach
                w tej materii. O tym, czego potrzebujesz, by poczuć się spełnioną
                kobietą.

                Mój nie był aż tak chorobliwie nadwrażliwy i zamknięty w swoich
                rytuałach, ale i tak wystarczająco upierdliwy i nudny. Już nei jest.
                Jak to się stało? Dojrzał, bo musiał. Musiał dojrzewać, by być ze
                mną. To był jego wybór, nikt go nie zmuszał. Kobieta faceta nei
                powinna terapiować i użalać się nad nim. Powinna stawiać wymagania.
                Z szacunkiem i rozsądnie, ale stanowczo.
                • stinefraexeter Re: Do stinefraexeter 06.10.08, 09:55
                  Dziekuje aandzia. Masz absolutna racje. To bardzo madre slowa.
                  • bi_chetny Re: Do stinefraexeter 06.10.08, 12:16
                    u mnie jest tak, że teraz, po całym kryzysie, kiedy inicjuję i widzę że
                    niespecjalnie jest odpowiedź, to przestaję i odchodzi mi ochota. kiedyś tak nie
                    było. teraz myślę sobie - trudno.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka