dasiem
01.10.08, 14:39
Od czasu gdy pojawiło się dziecko nie śpimy we wspólnym łóżku. Zeby nie było to nie jestem bez winy bo ja wyemigrowałem z powodu obranego podziału obowiazków (model klasyczny: ja pracuję, żona w domu z dzieckiem - bo nie ma innej możliwości) oraz tego że było latem cholernie duszno - żona zamykała szczelnie latem okno żeby się małe nie przeziębiło. Kiedy chciałem wrócić (nadal chcę) okazało się, że nie ma takiej możliwości bo dziecko skutecznie zastapilo moje miejsce. Warunki lokalowe mamy niezłe - 3 pokoje. Zona twierdzi, że mała (2,5 roku) jest za mała na osobne spanie w innym pokoju. Dochodzi jeszcze poczucie braku bliskości i czulości - ja się staram jak mogę ale brak mi reakcji drugiej strony, która twierdzi że całe jej pokłady przelała na córkę. Żona cały czas jest opryskliwa i nerwowo reaguje na każdy przejaw kontaktu fizycznego. Szlag mnie trafia jak czytam o parach które potrafią zainicjować seks w środku nocy. Ja nawet w dobrych czasach przed pojawieniem się dziecka mogłem liczyć na oburzenie ewentualnie kuksańca w odpowiedzi na jakieś zaczepki podczas nocnego wypoczynku. Seks zawsze był inicjowany był przeze mnie i sposób słowny - inaczej nie dało rady. Teraz to wg mnie jest karykatura bo na ewentualny seks (1-2 x m-c) musimy umawiać się o jednolitej porze z dużym wyprzedzeniem. Jak jest u Was?