Dodaj do ulubionych

Seksualna posucha - z perspektywy reglamentujacych

11.11.08, 12:59
Poczatkowo napisalam ponizszy post w watku obok, ale poniewaz kwestia wydaje
mi sie ciekawa i godna rozwiniecia, a nie chce zasmiecac watku nowej
forumowiczce, postanowilam zalozyc osobny topic.

A wiec wklejam :

Jak myslicie : JAK wyglada taki brak seksu z perspektywy tych wszystkich mezow
co to potrzebuja seksu nie czesciej jak raz na 2 MIESIACE? Jak oni sie
odnajduja - seksualne cieniasy - w przesyconej i bombardowanej zewszad seksem
rzeczywistosci? Jak sobie radza z ta presja, z tym powszechnym wymogiem ze
"facet powinien byc dobrym kochankiem i potrafic zaspokoic kobiete" Bo chyba
czasem gadaja z kolegami, ogladaja TV, jakies filmy gdzie seks jest
gloryfikowany, a facet stereotypowo przedstawiany jako kochanek doskonaly lub
przynajmniej dazacy do doskonalosci? O marudzacej z niezaspokojenia zonie juz
nie wspomne...

No wiec JAK Ci rzeczeni faceci radza sobie z czyms takim? Musza miec chyba
stalowe nerwy. Albo nie lada kompleks nizszosci. Albo moze wlasnie odwrotnie -
nie maja kompleksow i uwazaja ze wszystko z nimi jest OK, a seks czesciej niz
raz na 2 miesiace jest jak krasnoludki - istnieje, ale tylko w filmach.? ;-)

Zebralo mi sie na taka refleksje, bo ostatnio na forum wystapil dosc spory
wysyp takich opowiesci o aseksualnych mezach. Jak wiec waszym zdaniem na taka
wlasna aseksualnosc patrzy facet, ktory ma jej swiadomosc (chocby poprzez
marudzenie zony, porownywanie sie z kolegami, facetami z filmow itp, itd). Jak
radzi sobie z ta swiadomoscia, ze w lozku nie odpowiada zadnym meskim
standardom? Czy nie boli go na przyklad ambicja, ze nie potrafi zaspokoic
wlasnej kobity??? A moze wlasny wizerunek jako faceta mu kompletnie zwisa?
Ciekawe...
Obserwuj wątek
    • majka_144 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 11.11.08, 13:18
      Może trochę złośliwie :)

      Wydaje mi się że Oni się jak najbardziej uważają za Bogów Sexu i to
      przez duże S.
      Żona marudzi bo marudzi zawsze i o wszystko więc to nie problem.
      Koledzy przesadzają, bo przesadzają we wszystkim o czym mówią.
      No a film to tylko film.

      Więc widzisz, wszystko można wytłumaczyć, a ja nawet jakoś
      szczególnie się nie starałam :)
      • 37justysia Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 11.11.08, 13:42
        Tak jest dokladnie tak jak poprzedniczka napisala ja jestem idealna zona dla mojego meza jak jestem taka jak on chce;cicha spokojna nie marudzaca.
        • anula36 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 11.11.08, 13:58
          hehe moj eks jakos odnajdowal sie bez problemu:)
          Z jego punktu widzenia do ktorego sie w koncu przyznal, wygladalo to tak:
          1. na poczatku trzeba sie troche przemoc, nawet wbrew sobie i poseksic, a nawet troche sie postarac zeby zrobic wrazenie dobrego kochanka i kandydata na meza, bo...
          2.kazdy zapracowany i skupiony na sobie i swojej naukowej karierze facet powinien miec zone,ktora zajmie sie tak przyziemnymi sprawami jak oplaty,remonty, zakupy,obiadki,prasowanie koszul, odbieranie telefonow, godne reprezentowanie na zewnatrz
          3. kiedy ofiara zlapie sie na haczyk nalezy wmawiac zmeczenie wlasne, koniecznosc wyspania sie, jednoczesnie siedzac nad ksiazkami,az ona zasnie itp,zaniedbanie partnerki, stawiac jej cele trudne do osiagniecia, a nade wszystko dlugotrwale, dzieki ktorych osiagnieciu stanie sie znow godna przelecenia,oczywiscie po osiagnieciu ktoregos tam celu, wymysla sie nastepny,oraz kupuje partnerce wibrator w celu samoobslugi. Ewentualne kwasy z powodu bezseksia kompensowane sa innymi korzysciami wspolnego zycia.

          4. potem slub i zyli dlugo i niezbyt szczesliwie (a kto nam obiecywal ze bedzie dobrze???),ale wygodnie :)

          Niestety dla mojego eks,a na szczescie dla mnie plan polegl pomiedzy punktem 3 a 4, bo sie biedaczek zmeczyl udawaniem, ze istnieje dla niego w ogole jako kobieta, a nie tylko gosposiai logistyk domowy.
          • felixs Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 11.11.08, 14:40
            A co to?
            Kółko Anonimowych Rozczrowanych Mężatek (ARM)???
        • markos28mr Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 12.11.08, 19:22
          Otóż jesteście w błędzie. Ja jako 100% facet majacy z żoną takie
          same problemy jak prztaczane kobiety z męzami, powiem Wam na
          podstawie własnych kontaktów z takimi rodzajami męskimi ( nie mylić
          z mężczyznami), że oni wogóle nie podejmuja takich tematów. Jeżeli
          ktoś taki temat podejmuje to albo próbuja taki temat zakończyć,
          albo próbują ośmieszyć takiego gościa, że jest zboczony.Taki rodzaj
          męski, ale tylko dlatego męski,że ma siuraka do sikania, a nie
          przysiada przy tej czynności, wogóle nie zauważa ładnych kobiet,
          poprostu go to nie interesuje. Jeżeli chcecie takich rodzajów
          zauważyć w tłumie to ktoś kto to wie , od razu ich zobaczy. Nie
          oglądają się za kobietami , mogą być hamscy w stosunku do kobiet,
          nie mylić z udawaną niby walką płci ( to robia tylko mężczyźni ).
          Po prostu ich brak popędu seksualnego ( co wiąże się z brakiem lub
          znikomą ilością hormonów męskich )nie jest dla nich problemem , po
          prostu go nie zauważają i uważają to za normę.I to tyle i niech
          kobietki nie myślą ,że jak będą z nimi o tym mówić to pomoże. Nigdy
          nie pomoże, bo oni poprostu nie wiedzą o czym ich partnerki mówią,
          nigdy nie czuli prawdziwego dzikiego podniecenie w kontaktach z
          kobietami i nie mieli również tej boskiej przyjemności z seksu. Nic
          ich nie zmieni, ani rozmowy ,ani kuracja hormonalna , będą najwyżej
          udawali ,że coś się zmieniło, ale będą to niestety tylko
          pozory.Kobiety które chcą , a nie wszystkie chcą ( przykład mojej
          żony )czerpać rozkosz z seksu muszą zmienić partnera.
    • eeela Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 11.11.08, 15:26
      Chyba nic nie powinnam gadać w tym wątku, bo nie mam żadnych doświadczeń
      związanych z panami o zbyt jak dla mnie niskim libido. Może też byłam dotąd w za
      krótkich związkach, żeby to dostrzec? Mój poprzedni partner miał bardzo duże
      potrzeby, co zresztą naturalne, jako że był w pierwszej połowie swych
      dwudziestych lat, a to jest ponoć okres największej męskiej jurności. Czasami
      było to wręcz dla mnie męczące. Obecny - różnie bywa. Kiedy jest w 'ciągu'
      pracowym przed jakąś konferencją czy koncertem, w ogóle dla niego nie istnieję
      (nic dla niego nie istnieje, co jest wkurzające nie tylko ze względu na brak
      seksu, ale i na brak jakiejkolwiek pomocy w domu). Poza 'ciągami' częstotliwość
      jego gotowości jest nieco wyższa niż moje (chyba nie takie znów małe) potrzeby,
      ale - mam nadzieję - nie o tyle wyższa, żeby to zaowocowało jakimiś problemami.

      W rozmowach z bliższymi przyjaciółkami również nigdy nie napotkałam cienia żalu
      czy najdrobniejszej aluzji do nieusatysfakcjonowania. Podejrzewam natomiast, że
      pewna para w obrębie mojej rodziny ma pewne problemy, ale są one spowodowane
      problemami zdrowotnymi mężczyzny. Oni oboje nigdy nie stronili od publicznych
      sprośności i żarcików, ale ostatnio właśnie jakoś ucichli - oboje. Więc też nie
      wygląda to na sytuację, w której mężczyzna traktowałby te problemy jako normę.


      Natomiast mam pewne doświadczenie z panami "nie odpowiadającymi standardom" pod
      względem jakościowym, nie ilościowym, i to był dla mnie szok, bo z rozmów
      wcześniejszych wynikałoby, że ogierami są jak się patrzy, a tymczasem
      performance był jakości naprawdę miernej i taki pan nie zawsze - dosłownie -
      stawał na wysokości zadania. A naprawdę był to człowiek, który z reguły
      wykazywał się uczciwością. jedyne wytłumaczenie: poprzednie kobiety niecnie go
      okłamywały i biedak wyrósł w świadomości, że co to nie potrafi, podczas gdy nie
      potrafił nic. Może w przypadku panów z niskim libido jest podobnie? Może
      spoczywają na laurach, które kiedyś tam dostali z nieuczciwych ust, i na tym
      bazują swoją opinię o sobie i swoim potencjale?
      • glamourous Hmmm.... 11.11.08, 18:08

        eeela napisała:

        > Chyba nic nie powinnam gadać w tym wątku, bo nie mam żadnych doświadczeń
        > związanych z panami o zbyt jak dla mnie niskim libido.


        Alez jak najbardziej powinnas, poniewaz w moim zamysle ten watek nie mial byc
        "wymiana doswiadczen niezaspokojonych mezatek" jak ktos wyzej zlosliwie
        zasugerowal :-/ chcialam tylko zebysmy sobie luzno poteoretyzowali na temat
        psychologii facetow drastycznie nie spelniajacych seksualnych standardow
        ilosciowych.
        Bo jakkolwiek JAKOSCIOWE standardy sa - jak slusznie, Eeelu, zauwazylas - dosc
        wzgledne, tak co do ILOSCIOWYCH nie sposob chyba oszukiwac ani siebie ani
        partnerki. 2 miesiace fundowanej zonie posuchy jest wartoscia wymierna,
        obiektywna i konkretna - facet nie da wiec chyba rady udawac ze wszystko jest
        OK. Jak wiec sam przed soba tlumaczy swoja meska niekompetencje?

        Ten watek to mialo wiec byc takie studium psychologiczne "co czuje ewidentny
        lozkowy cienias w obliczu osaczajacego zewszad parcia na posiadanie zajebistego
        zycia seksualnego"

        PS. Sama nie trafilam jeszcze na nikogo, kto serwowalby mi seks rzadziej niz raz
        na tydzien, wiec nie mam doswiadczen w kresleniu psychologicznego profilu takich
        aseksualnych osobnikow (z serii seks raz na 2 miesiace) Moge sobie wiec tylko
        poteoretyzowaci zaprosic forumowiczow do podzielenia sie przemysleniami...
        • felixs Re: Hmmm.... 11.11.08, 18:45
          Ojej, przepraszam od razu złośliwie :)

          Ktoś tu kiedyś powiedział, że na forum udzielają się Ci którym czegoś brakuje. Ci natomiast którzy niejako są sprawcami owych braków raczej nie są zainteresowani zgłębianiem powodów i analizą psychologiczną swoich postaw.
          Myślę Glam, że będzie Ci ciężko zebrać opinie "cieniasów" gdyż są oni zbyt zapatrzeni w siebie aby tutaj bywać, może kiedyś ich tu życie przyprowadzi tylko wówczas ten watek już będzie w archiwum a oni będą pisać - "pomóżcie ratować mój związek"
    • prosty_facet oni uważają, że sex jest dla zwierząt ;-) 11.11.08, 16:19
      glamourous napisała:
      > Albo moze wlasnie odwrotnie -
      > nie maja kompleksow i uwazaja ze wszystko z nimi jest OK, a seks czesciej niz
      > raz na 2 miesiace jest jak krasnoludki - istnieje, ale tylko w filmach.? ;-)


      Właśnie tak myślą - i to nie tylko mężowie ale i żony .... Uważają,że uprawianie
      sexu jest poniżające i sprowadza ich do poziomu zwierząt, a oni są ponad TO .....
      • glamourous Re: oni uważają, że sex jest dla zwierząt ;-) 11.11.08, 17:51
        prosty_facet napisał:

        > Uważają,że uprawianie
        > sexu jest poniżające i sprowadza ich do poziomu zwierząt, a oni są ponad TO ...


        No dobra, tyle ze tak to sobie mozna bylo gadac w epoce sprzed rewolucji
        seksualnej ;-)
        Dzis juz chyba zaden facet nie stara sie wmowic zonie, ze seks to wymysl
        szatana, ze jest zly, nieczysty i zezwierzecajacy - i dlatego on z niego
        rezygnuje ;-)
        Kurcze, zyjemy przeciez w XIX wieku...
        • busz.man seks to czynnosc fizjologiczna dla wielu osób 07.02.09, 22:33
          i dlatego są problemy, bo tak jak nie kaŻdy lubi jeść tak nie każdy lubi sie
          seksić i jakoś nie widzę w tym nic dziwnego ani zdrożnego, problem to jest wtedy
          gdy dobiorą się osoby o zupełnie odmiennych potrzebach-ale to już pretensje
          miejcie do siebie
      • hwast1 Re: oni uważają, że sex jest dla zwierząt ;-) 11.11.08, 18:04
        Wiecie co dziewczyny ?
        A nie wpadło Wam nigdy do Waszych ślicznych i wszystko wiedzących
        główek,że aby sie kochać częsciej niż na dwa miesiące trzeba mieć z
        kim ?
        Natura tak to śmiesznie urzadziła, że podniecenie i chęć na seks, w
        dużej mierze zależą od tego, jaki jest drugie z obojga
        zainteresowanych.
        Spojrzyjcie może w metryki, lusterka, podziałki wag,Wasze
        charakterki........... i całą tę resztę, która wydaje Wam się
        wspaniała i jedyna wręcz w całej galaktyce,
        Jak myślicie.Dlaczego facet dymający swoją szanowną małżonkę raz na
        kwartał, kiedy już sie dorwie do ewentualnej kochanki,
        pięciodniowymwtygodniu ;) demonem seksu sie staje ? ;) ;)

        Pytanie na świateczny wieczór, w szczególności dla autorki wątku ;)



        • glamourous Re: oni uważają, że sex jest dla zwierząt ;-) 11.11.08, 18:22
          hwast1 napisał:

          > Pytanie na świateczny wieczór, w szczególności dla autorki wątku ;)

          Hehe, tia ;-P

          > Spojrzyjcie może w metryki, lusterka, podziałki wag,Wasze
          > charakterki........... i całą tę resztę, która wydaje Wam się
          > wspaniała i jedyna wręcz w całej galaktyce,


          I co, z Twojego wywodu wynika, ze te wszystkie zaniedbywane calymi miesiacami
          zony (jeszcze raz powtarzam, ze nie pisze tego z autopsji! :-/ sa zaniedbywane
          dlatego ze sa grube, brzydkie, stare, itp itd? Przeciez to bzdura, bo pisza tu
          na forum mlode, fajne kobitki, mezatki z poltorarocznym stazem itp.
          Juz predzej racje ma Yoric, piszac o niekreceniu, ktore nie ma wiele wspolnego z
          obiektywna atrakcyjnoscia malzeonki, a raczej ze znudzeniem, rutyna, brakiem
          uczuc, znuzeniem monogamia.

          Tylko ze sam fakt "niekrecenia" nie wyjasnia, JAK taki maz SAM PRZED SOBA
          tlumaczy sie z tej meskiej porazki. Tak jak to sugeruje Yoric, ze "gdybym CHCIAL
          tobym MOGL"?
          • hwast1 Re: oni uważają, że sex jest dla zwierząt ;-) 11.11.08, 18:38
            >>Przeciez to bzdura, bo pisza tu
            na forum mlode, fajne kobitki>>>
            Fajne ? A skąd ty niby o tym wiesz ? Nie masz pojęcia o niczym poza
            tym co one same napiszą. Może co do tej "fajności" małżonek ma
            odrobine inne zdanie ;)
            Młode może i są.Nie przeczę.Niestety młodośc (relatywna zresztą) nie
            zawsze idzie w parze z seksualna atrakcyjnością.
            > Tylko ze sam fakt "niekrecenia" nie wyjasnia, JAK taki maz SAM
            PRZED SOBA
            > tlumaczy sie z tej meskiej porazki.
            Porazki ? !!!
            A na jaką cholerę z czegokolwiek sie przed soba tlumaczyć skoro
            czlowiek nie czuje sie winny ?
            Droga Pani. Powiem wprost !! Skoro z jedną można pięć razy w
            tygodniu a z drugą raz na dwa miechy, to kto tu wlasciwie odniósł
            porazkę.Ten który nie "może" czy ta co nie potrafi ;)
            • felixs Re: oni uważają, że sex jest dla zwierząt ;-) 11.11.08, 18:51
              Rozumiem Twoją argumentację ale się z nią nie zgadzam.
              Jest takie proste powiedzenie: "Widziały gały co brały", no chyba że wolisz brać
              co się nawinie i potem mieć pretensje do całego świata o to że dokonałeś złego
              wyboru... ?
            • mujer_bonita Re: oni uważają, że sex jest dla zwierząt ;-) 11.11.08, 18:55
              hwast1 napisał:
              > Fajne ? A skąd ty niby o tym wiesz ? Nie masz pojęcia o niczym
              poza
              > tym co one same napiszą. Może co do tej "fajności" małżonek ma
              > odrobine inne zdanie ;)

              Skoro tak to dlaczego ten ich wspaniały jurny małżonek nie ma na
              tyle jaj żeby powiedzieć to wprost? Dlaczego jest taką miernotą, że
              chowa się po kątach z kochanką wmawiając latami żonie że 'wszystko
              ok tylko jestem zmęczony?'

              Odpowiedź jest prosta: Do tego trzeba być mężczyzną a nie chłopcem.
            • glamourous Re: oni uważają, że sex jest dla zwierząt ;-) 11.11.08, 19:05

              hwast1 napisał:

              > Fajne ? A skąd ty niby o tym wiesz ? Nie masz pojęcia o niczym poza
              > tym co one same napiszą. Może co do tej "fajności" małżonek ma
              > odrobine inne zdanie ;)


              Kilka forumowiczek znam osobiscie. Naprawde fajne laski.

              > Droga Pani. Powiem wprost !! Skoro z jedną można pięć razy w
              > tygodniu a z drugą raz na dwa miechy, to kto tu wlasciwie odniósł
              > porazkę.Ten który nie "może" czy ta co nie potrafi ;)


              Drogi Panie. Nie sztuka jest 5 razy z rzadko widywana, nieopatrzona i nie
              "zrutynizowana" jeszcze kochanka. Ale nie piszemy tu o panach - buhajach, ktorzy
              zone olali ale za to maja 10 panienek na boku.
              Ja tu raczej mialam na mysli facetow, ktorzy i zony nie bzykaja i kochanki nie
              maja - a preferuja np. onanizm (calymi miesiacami jako jedyna seksualna aktywnosc!)
              • urquhart Re: oni uważają, że sex jest dla zwierząt ;-) 11.11.08, 19:58
                glamourous napisała:
                > Ja tu raczej mialam na mysli facetow, ktorzy i zony nie bzykaja i kochanki nie
                > maja - a preferuja np. onanizm (calymi miesiacami jako jedyna seksualna aktywno
                > sc!)

                Właśnie Ester Perel napisała we wstępie że kontakt z takimi parami zainspirował
                ja do napisania jej książki, atrakcyjni, zdrowi, bliscy sobie bez problemów w
                zwiazku, rozumiejący się dobrze tyle że obwiniający się o brak seksu który nagle
                ulotnił się bo stali się zbyt bliscy sobie jako przyjaciele lub rodzice. Chęć na
                seks z partnerem to nie jest coś nad czym mamy kontrolę i wcale nie jest
                jednoznaczna z miłością.
          • urquhart Re: oni uważają, że sex jest dla zwierząt ;-) 11.11.08, 19:07
            > I co, z Twojego wywodu wynika, ze te wszystkie zaniedbywane calymi miesiacami
            > zony (jeszcze raz powtarzam, ze nie pisze tego z autopsji! :-/ sa zaniedbywane
            > dlatego ze sa grube, brzydkie, stare, itp itd?

            Moim zdaniem jednak spora część sytuacji właśnie taka jest. Mozna być poprawnie politycznym ale jak babka ma sporą nadwagę, mocno obwisły brzuch i cycki po dziecku przy byle pochyleniu się to może być podstawowy problem braku erekcji i niechęci do seksu (znaczy w domu). Podobnie zresztą jak kobiety nie podniecają i odstraszają przecież mężczyźni życiowi nieudacznicy, słabi psychicznie i tępi (wygląd ma tu drugorzędne znaczenie). Często jedni i drudzy nie maja zupełnie samokrytyki wypisując żale.
            • eeela Re: oni uważają, że sex jest dla zwierząt ;-) 11.11.08, 19:13
              Często jedni i drudzy nie maja zupełnie s
              > amokrytyki wypisując żale.

              Czy ja wiem? Ludzie, którzy łatwiej mylą się w samoocenie to ci, których nie
              stać na albo którym się nie chce bawić w samoanalizę. Większość tych, którzy
              przychodzą na to forum, już tę samoanalizę zaczęło. Trudno mi jest mówić o
              statystykach ogólnych, ale na tym forum mam wrażenie że spora część użytkowników
              jest w mocy w miarę wiarygodnie zastosować samokrytykę.
              • urquhart Re: oni uważają, że sex jest dla zwierząt ;-) 11.11.08, 20:10
                eeela napisała:

                > statystykach ogólnych, ale na tym forum mam wrażenie że spora część użytkownikó
                > w
                > jest w mocy w miarę wiarygodnie zastosować samokrytykę.

                Nie piszę o tym konkretnie forum ale trochę ogólnie. Obejrzałem kiedyś trochę zdjęć po nickach kobitek które skarżyły się na bezseksie na emamie, no i z samoanalizą bardzo słabo. Podobnie żałosne są anonse erotyczne facetów którzy maja problem ze skleceniem zdania po polsku i są przekonani że ewentualne partnerki zachęci zdjęcie zbliżenia członka, nie mają na autobus, a w profilu piszą że są żonaci :)
                • glamourous Re: oni uważają, że sex jest dla zwierząt ;-) 12.11.08, 00:19
                  urquhart napisał:


                  > Nie piszę o tym konkretnie forum ale trochę ogólnie. Obejrzałem >kiedyś trochę
                  zdjęć po nickach kobitek które skarżyły się na >bezseksie na emamie, no i z
                  samoanalizą bardzo słabo. Podobnie >żałosne są anonse erotyczne facetów którzy
                  maja problem ze >skleceniem zdania po polsku i są przekonani że ewentualne
                  partnerki >zachęci zdjęcie zbliżenia członka, nie mają na autobus, a w profilu
                  >piszą że są żonaci :)


                  Co prawda to prawda. I co do innych forow (sama widzialam zdjecia pan, ktore
                  zapomnialy sie przelogowac i zaliczyly nickowo-sygnaturkowa, dosc obnazajaca
                  wpadke)i co do poszukujacych przygod panow z b.wysrubowanymi wymaganiami, za to
                  kompletnie pozbawionych samokrytyki.

                  Moze i nieslusznie mam sklonnosc do dawania wiary takim deklaracjom o
                  atrakcyjnosci - chociaz, jezeli ktos pisze "faceci ogladaja sie za mna na ulicy"
                  to chyba wchodzi tu w gre jakis obiektywizm...
            • ktos_zupelnie_inny Re: oni uważają, że sex jest dla zwierząt ;-) 14.11.08, 09:23
              > Mozna być poprawnie politycznym ale jak babka ma sporą nadwagę,
              > mocno obwisły brzuch i cycki po dziecku (...) może być podstawowy problem
              > braku erekcji i niechęci do seksu

              Masz rację - 'może być' - ale czy na pewno? Uprawiasz seks z ciałem,
              czy z kobietą? Jeżeli ktoś pociąga, to wygląd nie jest najważniejszy.
              Więcej - jeżeli byłeś z kimś dla wyglądu - to masz problem. Nie ma możliwości
              żeby kobieta tak samo wyglądała przez całe życie.
              Moja teza dotycząca 'braku seksu u faceta' jest inna.
              Są dwie możliwości - albo choroba (zarówno bardzo niskie libido, jak i poważniejsze
              choroby np. krążenia, ew. skrajne przemęczenie), albo brak satysfakcji.
              Trochę więcej o tym drugim.
              Seks to nie tylko przyjemność. Każdy ma jakieś wyobrażenie odnośnie seksu -
              czasem bardziej, czasem mniej prawdziwe. W sytuacji gdy seks jest ciągle taki
              sam, pomimo prób, propozycji zmiany - ciągle jest słyszane 'nie', to czynność
              przyjemna, zaczyna być obowiązkiem, a nie prawdziwą przyjemnością.
              Nagle okazuje się, że 'samodzielny seks' jest bardziej satysfakcjonujący,
              bo szybszy i w tedy, gdy się ma na to ochotę.
              A potem słyszy się pretensje, że facet ma ochotę 'za rzadko.
              • eeela Re: oni uważają, że sex jest dla zwierząt ;-) 14.11.08, 11:53

                > > Mozna być poprawnie politycznym ale jak babka ma sporą nadwagę,
                > > mocno obwisły brzuch i cycki po dziecku (...) może być podstawowy problem
                >
                > > braku erekcji i niechęci do seksu
                >
                > Masz rację - 'może być' - ale czy na pewno? Uprawiasz seks z ciałem,
                > czy z kobietą?

                Ładnie powiedziane. Też miałam ochotę odpisać w tym stylu, ale jakoś się czułam
                zniechęcona. Jasne, że przyzwoitością wobec partnera jest niezapuszczanie się,
                dbanie o siebie, swoją higienę, swój wygląd. Ale przecież nie ma siły, żebyśmy
                my, kobiety, pozostały na całe życie tymi ślicznymi, smukłymi laskami, w których
                zakochują się panowie. Każdy rok dodaje nam zmarszczek lub fałdek tu i ówdzie, a
                już rodzenie dzieci czyni prawdziwe spustoszenia. Jeżeli facet tłumaczy swoją
                niechęć do seksu tym, że kobieta nie wygląda tak jak kiedyś, to o ile tylko nie
                zapuściła się jakoś boleśnie, to takie usprawiedliwienie jest - trudno mi to
                inaczej nazwać - chamskie i szczeniackie.
    • yoric Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 11.11.08, 17:51
      Ja jakoś nie wyczuwam problemu. Co prawda nie mam danych ani z pierwszej ręki, ani nawet z drugiej, ale jakoś nie sądzę, żeby faceci w ten sposób patrzyli na sprawę. Wydaje mi się, że męska samoocena opiera się na innych rzeczach: 1. rozmiar, 2. erekcja, 3. możliwość dostarczenia seksu dobrej jakości (w sensie "wiem, że gdybym się postarał, to każda...").

      Zazwyczaj facet nie uprawia seksu z żoną wtedy, kiedy żona go po prostu nie kręci. A jeśli ww. punkty się zgadzają, to erotyczna samoocena pozostaje OK.
      • mujer_bonita Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 11.11.08, 18:47
        yoric napisał:
        > Ja jakoś nie wyczuwam problemu.
        > Wydaje mi się, że męska samoocena opiera się na innych rzeczach:
        1. roz
        > miar, 2. erekcja, 3. możliwość dostarczenia seksu dobrej jakości
        (w sensie "wie
        > m, że gdybym się postarał, to każda...").

        I właśnie w tym co napisałeś jest różnica między kobietami a
        mężczyznami (przynajmniej u więkoszści).

        U facetów samoocena bierze się z 'wewnątrz'. Tak jak napisałeś,
        wystarczy przekonanie że 'jak się postaram to mogę'. U kobiet jak
        coś nie jest poparte dowodem to klapa. Jakoś nie znam kobiety w
        związku, która uprawiając seks 2x na miesiąc uważa się za boginię
        seksu bo 'jakby się postarała to każdy facet by zemdlał ;)'.
        • gomory Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 11.11.08, 20:16
          > Jakoś nie znam kobiety w
          > związku, która uprawiając seks 2x na miesiąc uważa się za boginię
          > seksu bo 'jakby się postarała to każdy facet by zemdlał ;)'.

          Oj tam zaraz za boginie - ale na ulicy to sie za nia ogladaja ;).
          Nie zgodze sie z Toba, ze u kobiety "jak coś nie jest poparte dowodem to klapa". Uwazam, ze samoocena kazdego czlowieka bierze sie wewnatrz, to ktore fakty odrzuci a ktore przyjmie do wiadomosci zupelnie nie zalezy od plci.
          • mujer_bonita Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 11.11.08, 20:34
            gomory napisał:
            > Oj tam zaraz za boginie - ale na ulicy to sie za nia ogladaja ;).

            No widzisz, sam znalazłeś potwierdzenie. Kobieta czuje się piękna
            jak ktoś się za nią obejrzy, powie komplement itp. czyli jak
            znajdzie potwierdzenie na zewnątrz.

            Oczywiście nie każda. Są takie 'Dody' którym i tysiąc osób coś powie
            a one i tak swoje wiedzą ;)

            Inny przykład - manipulacje przemysłu kosmetycznego, którym poddaje
            się 95% kobiet i coraz więcej (ale jednak niewielki % mężczyzn).
            Kobietom tak łatwo jest wmówić że to czy tamto je szpeci więc 'kup
            krem i pozbądź się tego'. Gdyby były wewnętrznie przekonane o swoim
            pięknie i atrakcyjności koncerny nie miałby na czym żerować ;). A
            tak wieczna pogoń za ciągle zmienianym ideałem, morze kompleksów,
            diet, godzin u kosmetyczki i fryzjera. Po co? Żeby ktoś się za nimi
            na ulicy obejrzał :P
            • urquhart Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 11.11.08, 20:41
              > Inny przykład - manipulacje przemysłu kosmetycznego, którym poddaje
              > się 95% kobiet i coraz więcej (ale jednak niewielki % mężczyzn).

              Mężczyźni z tego samego powodu poddają się w 95% presji wyścigu szczurów.
              Wystarczy mieć odpowiedni zasobny portfel i być wysoko na drabinie społecznej i
              w potencjalnych partnerkach można przebierać.
              • mujer_bonita Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 11.11.08, 20:43
                urquhart napisał:
                > Mężczyźni z tego samego powodu poddają się w 95% presji wyścigu
                szczurów.
                > Wystarczy mieć odpowiedni zasobny portfel i być wysoko na drabinie
                społecznej i
                > w potencjalnych partnerkach można przebierać.

                A co to ma do różnic samooceny atrakcyjności kobiet i mężczyzn?
                • urquhart Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 11.11.08, 20:58
                  > A co to ma do różnic samooceny atrakcyjności kobiet i mężczyzn?

                  A to że w takim kontekście postrzegają głównie swoją atrakcyjność i
                  "możliwości". Ci bez testosteronu zostają na dole drabiny.
                  • mujer_bonita Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 11.11.08, 21:05
                    urquhart napisał:
                    > A to że w takim kontekście postrzegają głównie swoją atrakcyjność i
                    > "możliwości". Ci bez testosteronu zostają na dole drabiny.

                    No to pozwolę sobie się nie zgodzić. Życiowi nieudacznicy płci
                    obojga mają zwykle bardzo wysoką samoocenę :)
              • felixs Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 11.11.08, 20:53
                Zasobny portfel to jeszcze nie wszystko,
                trzeba mieć jeszcze czas aby te pieniądze z sensem wydawać...
            • gomory Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 11.11.08, 23:14
              > gomory napisał:
              > > Oj tam zaraz za boginie - ale na ulicy to sie za nia ogladaja ;).
              >
              > No widzisz, sam znalazłeś potwierdzenie. Kobieta czuje się piękna
              > jak ktoś się za nią obejrzy, powie komplement itp. czyli jak
              > znajdzie potwierdzenie na zewnątrz.


              No taaaa... a facet sie czuje OK jak ma wzwod. Wiec juz obejrzeniu 2 minut pornosa wie, ze jest calkiem niezly w te klocki i kobiety nie potrzebuje ;).
              Nie kupuje tego co piszesz. Kobieta najpierw sie maluje, ubiera, usmiecha sie, poprawia wlosy, wykonuje zalotne gesty czy miny w taki sposob by zlapac "potwierdzenia". Ma taki wewnetrzny nastroj, ze ma ochote sie podobac.
              Ale jak wyjedziesz z opowiescia, ze na wykopkach traktorzysta skomplementowal Twoja pozycje do zbierania ziemniakow, a wcale nie kucalas zalotnie to sie poddam z dyskusja ;).
      • urquhart Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 11.11.08, 18:55
        > Wydaje mi się, że męska samoocena opiera się na innych rzeczach:

        Chyba sprowadza się do tego że siebie samego widzi jako idealną normę a tych
        innych jako opętanych godnych pożałowania seksoholików (i ewentualnie
        nimfomanki) których należny leczyć i tyle.
        • felixs Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 11.11.08, 18:58
          jeżeli odrzucisz noty skrajne to dla większości populacji, która nie ma w
          zwyczaju zastanawiać się nad sobą będzie to w miarę trafna ocena.

          ALE dotyczy ona zarówno mężczyzn jak i kobiet!
    • gomory Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 11.11.08, 19:50
      W tamtym watku jakos mi tak zabrzmialo jakbys chciala kopnac swiat testosteronowcow a nie wysluchac tlumaczen ;).
      Ad rem: kazdy czlowiek ma psychiczny mechanizm ktory broni go przed przykrosciami. Mezczyzna czy kobieta bez znaczenia - dziala on podobnie, gdy pojawiaja sie nieprzyjemne fakty mozemy je bagatelizowac, wypierac, racjonalizowac, zafalszowywac itd.
      Gdy napisze, ze sprawiasz wrazenie kobiety jakby to ujac malo podniecajacej na dluzsza mete (nawet przywolujac Twoich Ex-ow jako jawny dowod przeciez) to natychmiast uruchomisz fale odpierajaca taki zarzut (co ja tam wiem, nie znam Cie przeciez, a ten mial kiepski temperament, tamten byl dziwkarzem i mial zryty beret, a kolejny costam, cos tam). Tak naprawde nie napisalem tego by udowadniac, ze kiepsko sie spisujesz w lozku, tylko bys dostrzegla te mysli i mechanizm ktory sie uruchomil. One sa szybsze niz analiza faktow i chronia Cie przed nieprzyjemnymi doznaniami. Ludzie u ktorych to nie funkcjonuje prawidlowo moze czekac tylko deprecha. Im ktos realniej widzi swiat tym bardziej grozi mu bycie nieszczesliwym czlowiekiem.
      Mezczyzna o niskim libido bedzie stosowal klasyczny zestaw obronny np. obnizania wartosci seksu (zwierzecy, obrzydliwy, wulgarny), kobiety (dziwka, brzydka, infantylna). Zafalszowywal fakty (jestem jak wszyscy, idzie mi swietnie tylko nie z ta kloda), bagatelizowal te nieprzyjemne (ptaszek musi miec daszek) lub wrecz zupelnie wyparal (wszak kulturalni ludzie o seksie nie rozmawiaja).
      BTW to chyba masz troche mylne pojecie o meskich rozmowach. Przepelnione seksem (i mocno podkoloryzowywane) to one sa gdy jestesmy mlodzikami. Pozniej mniej wiecej wszyscy wchodza w stale relacje wiec to nie temat do przechwalek. Przy piwie nie omawiamy ile mamy cm, czasu trwania stosunku czy ulubionych pozycji zony. Cala erotyka najczesciej miesci sie w "Ty patrz tam ale laska, niezle balony hue, hue, hue". Ewentualnie w towarzystwie kobiet gdy nastroj stanie sie z lekka zartobliwie frywolny to moze nastapic nawrot do mlodzienczych przechwalek. Ale faceci nie traktuja tego na tyle serio by to mialo zle wplywac na samopoczucie. Nasze ego jest rownie wielkie jak nasze penisy ;).
      • glamourous Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 11.11.08, 23:46
        gomory napisał:


        Gdy napisze, ze sprawiasz wrazenie kobiety jakby to ujac malo podniecajacej na
        > dluzsza mete (nawet przywolujac Twoich Ex-ow jako jawny dowod przeciez) to naty
        > chmiast uruchomisz fale odpierajaca taki zarzut


        Gomory, a to Twoje studium to tak teoretycznie czy personalnie? ;-P
        • gomory Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 12.11.08, 10:46
          A odnalazlas jakies przeslanki, ze jest ono personalne?
          • glamourous Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 12.11.08, 12:52

            gomory napisał:

            > A odnalazlas jakies przeslanki, ze jest ono personalne?


            No ba! - pijesz wszak bez ogrodek i bezposrednio do mojej sytuacji.
            Nie po dzentelmensku to - bo wiesz przeciez, ze zrozumialabym rownie
            dobrze, gdybys napisal bardziej dyplomatycznie i ogolnie...
            • gomory Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 13.11.08, 10:23
              "(...) Tak naprawde nie napisalem tego by udowadniac, ze kiepsko sie
              spisujesz w lozku, tylko bys dostrzegla te mysli i mechanizm ktory
              sie uruchomil (...)"

              Dlatego umiescilem wlasnie powyzsza fraze w pierwszym poscie bys nie
              poczula sie osobiscie dotknieta. Wyjasnilem, dlaczego nie powinnas
              brac tego do siebie bo nie jest to opis stanu faktycznego. Przeciez
              ja rzeczywiscie nie znam Twojej sytuacji.
              Wrazliwa jestes na takie zarzuty skoro tak latwo przeoczylas moje
              wytlumaczenie ;).
              • glamourous Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 13.11.08, 11:37
                gomory napisał:

                > "(...) Tak naprawde nie napisalem tego by udowadniac, ze kiepsko
                sie
                > spisujesz w lozku, tylko bys dostrzegla te mysli i mechanizm ktory
                > sie uruchomil (...)"


                OK ;-)

                Fakt, dotknelo mnie to troche, bo kiedys identyczna spekulacje (o
                tym podniecaniu facetow na dluzsza mete) sama umiescilam na forum -
                w ramach autorefleksji i w chwili sporego zwatpienia w siebie. I
                choc dzis juz tak nie uwazam (sytuacja sie sporo zmienila)
                pomyslalam jednak, ze w ramach argumentacji wywlekasz - niezbyt
                elegancko - moje dawne, niezbyt chlubne slabosci ;-)

                No, ale nie ma sprawy. Pax :-)

                PS. Z Twoim wyjasnieniem (tym o mechanizmach psychologicznych,
                wyparciu, zaprzeczeniu itp) zreszta calkowicie sie zgadzam.
    • zielonymotylek Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 11.11.08, 21:32
      Kiedy w towarzystwie, powiedzmy na imprezie urodzinowej ktoś zacznie temat
      dotyczący seksu, mój m. czuje się skrępowany i "wycofuje się" tzn.: nagle musi
      iść do kuchni po coś, do toalety. Unika tego tematu jak ognia: może boi się, że
      wszyscy już wiedza o jego "problemie" (choć tak nie jest) i zaczną się z niego
      wyśmiewać.
      Kiedy natomiast oboje siedzimy wieczorem przy filmie i zaczyna lecieć jakaś
      scena erotyczna, to mam wrażenie, że oboje jesteśmy 15 latkami, którzy takich
      scen NIE MOGĄ oglądać. Wiecie taki wstyd i zażenowanie.
      • raffi73 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 11.11.08, 21:52
        tez uwazam ze jakas nachalna nagonka na faceta rzadko angazujacego sie w seks w
        malzenstwie nie jest na miejscu. Kazda sytuacja jest inna. Jesli mlody i zdrowy
        facet rzadko kocha sie z zona moze byc wiele przyczyn. Czesto zona rzeczywiscie
        moze zaczac mniej pociagac, przez chocby zajecie sie dzieckiem i mniejsze dbanie
        o siebie, gorszy wyglad, obwisly brzuch, cellulit itp. Zanik seksu nie jest
        zwykle wina jednej tylko ze stron. Smieszy mnie ta teoria o wielkiej presji
        ciazacej na facetach by zaspakajac czesto swe kobiety,ze faceci w towarzystwie o
        tym rozmawiaja,wstydza sie porazki itp. Moze jacys fizyczni. Ja gdy spotykam sie
        z kolegami seks nie jest numerem jeden naszych rozmow, to zreszata zbyt intymne,
        rozmawiac mozna przeciez o stu rzeczach jak ma sie zainteresowania.Caly watek
        jest dosc naiwny i nastawiony na krytyke pewnej grupy mezczyzn ktorych
        konkretnych zyciowych sytuacji nie znamy.
        • glamourous Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 12.11.08, 00:02
          raffi73 napisał:

          > Caly watek
          > jest dosc naiwny i nastawiony na krytyke pewnej grupy mezczyzn ktorych
          > konkretnych zyciowych sytuacji nie znamy.


          Na litosc boska, Raffi, watek NIE JEST NASTAWIONY NA KRYTYKE, ja sie tylko
          zastanawiam JAK ci faceci (ktorych nie oceniam!) odnajduja sie w
          przeseksualizowanej rzeczywistosci poczatkow XIX wieku - kiedy ze wszystkich
          kanalow TV, filmow, bilbordow, reklam, witryn kioskow itp. emanuje seks. Kiedy
          kazdy czuje sie niemal zobowiazany miec zajebiste zycie seksualne. Kiedy media
          oraz samo spoleczenstwo kreuje wizerunek faceta - przebojowego, pewnego siebie,
          swietnego w lozku ogiera.

          Przestancie mnie, prosze, oskarzac o ocenianie tych facetow, o krytyke czy inne
          plucie jadem. Nie taki mial byc cel tego watku. Poniewaz sama nie mialam z kims
          takim nigdy do czynienia, a na forum pojawilo sie ostatnio mnostwo watkow w
          tonie "rok po slubie a seks raz na 2 miesiace" staram sie zwyczajnie ZROZUMIEC
          jakimi kategoriami mysla ci faceci, jak sami siebie usprawiedliwiaja, jakich
          argumentow uzywaja na wytlumaczenie swojej seksualnej inercji.

          Tyle i tylko tyle. Nie ma w tym zadnej krytyki ani jadu.
          Nie widze tez, co w tym jest naiwnego.
          • hwast1 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 12.11.08, 09:50
            <<Na litosc boska, Raffi, watek NIE JEST NASTAWIONY NA KRYTYKE, ja
            <<sie tylko
            <<zastanawiam JAK ci faceci (ktorych nie oceniam!)
            Droga Pani !! Co jak co, ale teraz Pani przegięła.
            80 % postów, ktore Pani na tym forum plodzi, to nic więcej tylko
            ocena i podła krytyka.
            A ten watek to już szczyt wszystkiego !! Nie wiem skąd taka sie u
            Pani nienawiść do mężczyzn bierze ?
            Proszę byc bardziej obiektywną !!
            Ktos powyzej wspomniał ( abstrahując od tego wszystkiego o czym
            pisałem ja )że na męskie libido ma wpływ wiele czynników.
            Chociazby sprawy zdrowotne.
            A Pani nic tylko ........ więcej i więcej i więcej.
            Prosze o wyrozumialośc dla naszych męskich drobnych ulomności ;)
            A tak w ogole to sobie myślę, że kobiety w pewnym wieku ( Pani
            wybaczy ;) ) skupic sie powinny raczej na bardziej duchowych i
            ezoterycznych sprawach, niż ciągle pragnienie zaspokajania swojej
            nadmiernej chuci.Na to byl czas w mlodości !!
            Proszę nie oczekiwać cudów, jesli do tych podstawy nie ma :(
            Przykro mi :(
            • rumpa Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 12.11.08, 10:09
              taaaaak, ten post to była ...
              prawdziwa uczta "duchowa" :)))

              a tak serio - seks raz na dwa miesiące i brak wizyty u seksuologa to
              nie jest "drobna" ułomność

              przy czym ten drugi problem jest poważniejszy - znaczy chowanie
              głowy w piasek

              jestem w stanie uwierzyć w młodego faceta, który potrzebuje raz na
              tydzień, bo miałam nieszczęście na takiego trafić
              całe szczęście nie był idiotą i jasno postawił sprawę, że - on nie
              wyrabia i koniec, po pół roku znajomości

              ale to jednak jest różnica czy raz na tydzień czy raz na miesiąc
              albo wręcz pół roku

              starsza jestem od Glam i dzieciata, ale ta rada
              A tak w ogole to sobie myślę, że kobiety w pewnym wieku ( Pani
              > wybaczy ;) ) skupic sie powinny raczej na bardziej duchowych i
              > ezoterycznych sprawach, niż ciągle pragnienie zaspokajania swojej
              > nadmiernej chuci
              mnie zabiła :)))
              wolę nawet nie mysleć jak wkurzyłby się mój mąż poinformowany o tym
              że zaczynam się rozwijać ... duchowo :))) i ograniczam moją ...
              "chuć" :)))

            • aandzia43 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 12.11.08, 10:17
              > Droga Pani !! Co jak co, ale teraz Pani przegięła.
              > 80 % postów, ktore Pani na tym forum plodzi, to nic więcej tylko
              > ocena i podła krytyka.
              > A ten watek to już szczyt wszystkiego !! Nie wiem skąd taka sie u
              > Pani nienawiść do mężczyzn bierze ?
              > Proszę byc bardziej obiektywną !!


              No i znowu okazuje się, że każdy zyje w swoim matrisie;-D Hwast1 ma
              wizje, w których Glam jest starą (bo już, o zgrozo,
              trzydziestoletnią), zionąca jadem do facetów, roszczeniową, opętaną
              seksem megierą. Miłych wizji, Hwast. Nie namawiam do wychylania
              głowy z wygodnej nory. Jeszcze ci ją ożywczy powiew urwie. Nie
              ryzykuj.

              A ty Glam nie zadawaj pytań. Drzewiej bywało, ze się kobieta
              cieszyła tym, co jej pan mąż łaskawie dał. Nawet, jeśli były to
              ochłapy. Dyskusji i niewygodnych pytań nie było. Och, jakie to były
              piękne czasy;-(
              • gomory Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 12.11.08, 10:48
                Dajcie spokoj przeciez on sobie jaja robi i chce byc zlosliwy na
                tyle ile moderatorzy zezwola ;)
                • aandzia43 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 12.11.08, 11:57
                  gomory napisał:

                  > Dajcie spokoj przeciez on sobie jaja robi i chce byc zlosliwy na
                  > tyle ile moderatorzy zezwola ;)

                  Wielce prawdopodobne:-) Ale ów pan i na innym forum zdaje się
                  wzychać do żon ze Stepford. W związku z powyższym zastosowałam
                  profilaktykę;-)
                • eeela Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 12.11.08, 14:48
                  > Dajcie spokoj przeciez on sobie jaja robi i chce byc zlosliwy na
                  > tyle ile moderatorzy zezwola ;)

                  Ja nie za bardzo rozumiem, na czym to robienie jaj ma polegac. Na
                  demonstracyjnej glupocie? Znam w tym gatunku lepsze osiagniecia.
                  • hwast1 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 12.11.08, 18:43
                    <<Na
                    <<demonstracyjnej glupocie? Znam w tym gatunku lepsze osiagniecia

                    Uważam, że jesteś niesprawiedliwa !!
    • lilyrush Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 12.11.08, 02:27
      Glam..nie sadzę, żebyś dostała tutaj taką sensowna odpowiedz. Chyba, żeby
      przypadkiem taki człowiek Ci sie zaplatał, ale oni raczej nie maja problemu z
      niedoborem seksu w małżeństwie ;-)

      Z drugiej strony- czyli żony, która nie chciał sie kochać z mężem mogę
      powiedzieć, że nie bo go nie kochałam i raczej mnie odrzucał niż pociągał. Poza
      tym w łóżku był marny i nie miał żadnych inklinacji, żeby to zmienić, co mogło
      wynikać z faktu, że żadna kobieta go nie uświadomiła. Ja oczywiście tez nie.
      Nie widziałam powodu, bo ze mną raczej szans nie miał, a jestem pewna, że jest
      mnóstwo kobiet, które z takim normalnym przeciętnym facetem i seksem raz na
      tydzień czy 2 będą idealnie szczęśliwe.
      Wg mojego eksa- ja fizycznie atrakcyjna byłam nawet i po dziecku, ale seksu to
      nie lubię i juz ;-)
    • yoric Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 12.11.08, 03:03
      Wpis Gomory'ego mógłby właściwie zakończyć temat - sporo trafnych uwag, w tym
      odpowiedzi na pytanie. Aha - ja też mam wrażenie retoryki wojny przynajmniej w
      kilku wpisach :).

      Jeśli miałbym coś dopowiedzieć, to:

      > Nie sztuka jest 5 razy z rzadko widywana, nieopatrzona i nie
      "zrutynizowana" jeszcze kochanka.

      zabrzmiało jak tęgi zarzut, tymczasem jest to znakomite wyjaśnienie, dlaczego
      właśnie z kochanką tak, a z żoną nie. Żona się zrutynizowała i nie kręci. I
      dlatego z tego ciężko zrobić zarzut pod adresem faceta.

      A jak facet broni ego przed etykietką łózkowego cieniasa? Powtarzam, moim
      zdaniem w ogóle nie konceptualizuje tego jako problem. Łóżkowa samoocena opiera
      się na innych rzeczach: rozmiar, erekcja, liczba zaliczonych lasek. O tym
      faktycznie faceci gadają między sobą, tj. chwalą się laskami a żartują i
      docinają sobie nt. rozmiaru i stawania. Ilość seksu ze stałą partnerką moim
      zdaniem w ogóle nie jest tu włączana jako składowa. A na zarzut wprost facet
      odpowie, że tyle a tyle w małżeństwach to przecież norma (i pewnie będzie miał
      rację, ale tu akurat nie różni się to w ogóle od tłumaczeń żona, która
      reglamentuje).

      Pozdrawiam
      • glamourous Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 12.11.08, 11:18
        yoric napisał:

        Aha - ja też mam wrażenie retoryki wojny przynajmniej w
        > kilku wpisach :).
        >

        Jezeli ta uwaga o wojnie to picie do moich wpisow, to nie wiem gdzie
        Wy te "wojne" widzicie ;-/ Kiedy pisalam starter do tego watku
        zastanawialam sie, czy nie napisac ogolnie : nie o facetach, tylko o
        LUDZIACH - bez wzgledu na plec - reglamentujacych seks, ale doszlam
        do wniosku, ze kobiet te rozwazania chyba nie bardzo dotycza, bo na
        dzien dzisiejszy maja one jeszzce nieporownywalnie mniejsza
        spoleczna presje na "bycie lwica w lozku", niz mezczyzni. Kobieta
        ktora "nie daje" czy np. programowo nie robi mezowi loda nikogo w
        zasadzie tak naprawde nie szokuje. Kwestia zakorzenionego stereotypu
        po prostu : kobiecie zawsze bardziej wypadalo wykrecac sie od seksu
        bolem glowy niz facetowi.

        I tylko pod tym katem pisze tu o facetach, nie o kobietach. Zadnej
        wojny z nikim tu nie prowadze. Ludzie, badzcie obiektywni, nie
        patrzcie wylacznie przez pryzmat testosteronowej solidarnosci.
    • mujer_bonita Fajny wątek :) 12.11.08, 10:44
      Glam - odpowiedzi na pytanie tu nie dostaniesz, musiałby jej
      udzielić prawdziwy 'reglamentujący'.

      Ciekawa jest natomaist żwywa reakcja niektórych panów w obronie
      swoich kolegów. Przecież na samym początku zaznaczone było, że nie
      rozważamy dlaczego reglamentują tylko jak sobie z tym radzą w
      przesyconej seksem rzeczywistości.

      Oczywiście wychodzi na to, że faceci mają swoje probelmy, które
      kobiety powinny uszanować i milczeć a jak chcą seksu po iluś tam
      latach to są jakimiś nimfomankami :) Na forumowego nobla moim
      zdaniem zasługują rady hwasta1 :) Normalnie nie mogę ze
      śmiechu :) :) :) Powiedz jakiemuś zdrowemu facetowi po 30-tce i 10
      latach związku, że 'skupic sie powinnien raczej na bardziej
      duchowych i ezoterycznych sprawach, niż ciągle pragnienie
      zaspokajania swojej nadmiernej chuci.Na to byl czas w mlodości !!'
      Spadałam z krzesła :) :) :)
    • puciatkowa Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 12.11.08, 11:44
      Poniewaz temat watku nie odnosi sie bezposrednio do panow to i ja odpowiem z
      perspektywy osoby dlugo reglamentujacej.
      Po kilku latach zwiazku i dwojce dzieci seks byl u nas od wielkiego dzwony, bo
      mysle, ze raz na jakies 4-6 tygodni i wylacznie z inicjatywy meza.
      Jak sie w tym odnajdowalam - seksualna cieniaska?
      Wiedzialam, ze mnie po prostu maz nie kreci i juz. Powodow tego bylo kilka.
      Najpowazniejsze dwa to byly 1) ze maz wykazywal zbyt wiele cech partnera
      dlugoterminowego 2) mimo otwartych rozmow nic nie robil ze swoim przedwczesnym
      wzwodem, co dla mnie bylo dowodem na lekcewazace moje potrzeby seksualne podejsciem.
      Jesli chodzi o porownywanie ilosci naszych kontaktow seksualnych do roznych
      srednich, to tak, przez pewien czas uwazalam, ze cos ze mna moze byc nie tak, ze
      moze nie potrafie sie podniecic mezczyzna - wszak maz mnie nie podniecal.
      Zeby wyjasnic sobie te kwestie znalazlam sobie odpowiedniego partnera
      krotkoterminowego, przespalam sie z nim kilka razy, udowodnilam sobie, ze ze mna
      fizjologicznie jest wszystko ok i zylam bez kompleksu nizszosci. Co wiecej,
      poniewaz znalezienie i uwiedzenie kochanka zajelo mi pare dwuznacznosci, kilka
      esemesow i emaili, a faceci ogladali sie za mna na ulicy uwazalam sie za osobe
      bardzo seksowna. Tyle, ze maz mnie nie krecil.
      • eleax moj maz uwaza sie za ideal 12.11.08, 14:53
        moj post przyczynil sie do powstania owego. a wiec napisze co wywnioskowalam:
        moj maz uwaza sie za IDEAL-niewazne ze ma maly miesien piwny,lysinke,za szybko dochodzi (jesli juz sie trafi sex), ale mimo to uwaza ze z nim jest OK!
        maz nie gada chyba z kolegami na takie tematy,i pewnie tez sie nie chwali ze tak rzadko sie kochamy. on chyba troche uwaza mnie za nimfomanke. wiec wg niego to ja mam problem,bo chce sie kochac czesto,tzn choc 1na tydzien-dwa. a on zapewne jakos rozladowywuje swojne napiecie. ja za to jak ten pies skamlacy u nog wlasciciela czekam na jego aprobate, ze tak to nazwe "zeby sie wyzyc"
        moze seksuolog by pomogl,ale w naszej dziurze nie wiem czy jest.
      • songo3000 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 14.11.08, 02:36
        Abstrahując od tego całego chwalipięctwa - co to jest "przedwczesny wzwód" ?????
    • femme.fatale1978 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 12.11.08, 14:54
      No cóż, z pewnością łatwo im nie jest :/

      Mój mąż pracuje w firmie gdzie jest kilka kobiet rodzynków, większość to sami
      faceci. Rozmawiają ze sobą o seksie baaaardzo często. Przy okazji lunchu, kawy,
      piwa po pracy itd. Zazwyczaj wiedzą, co który lubi, co ze swoja partnerką robi,
      a czego nie. Nie muszę dodawać, że w tych opowieściach każdy z nich jest
      super-seksualnym-bohaterem. Każdy z nich seksi się po kilka razy dziennie, może
      to robić bez przerwy przez całą noc lub z przerwami 8 razy na dobę. Kiedyś w
      przypływie szczerości mąż mi o tych opowieściach kolegów wspomniał i był lekko
      podłamany, bo my na tle powyższych historii wypadamy bardzo blado - tylko 2-3
      razy w tygodniu ;) Oj, musiałam go długo przekonywać, że dla mnie w tej
      dziedzinie najważniejsza jest jakość, nie ilość ;)

      Dlatego wyobrażam sobie co w takich sytuacjach czują mężczyźni, którzy kochają
      się raz na 2 miesiące. Myślę, że to mocno obniża ich poczucie wartości, które
      potem próbują podbudować i zrekompensować sobie w inny sposób, w innych
      dziedzinach życia - najczęściej jest to kariera zawodowa.
      • urquhart Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 12.11.08, 17:56
        femme.fatale1978 napisała:
        > a czego nie. Nie muszę dodawać, że w tych opowieściach każdy z nich jest
        > super-seksualnym-bohaterem. Każdy z nich seksi się po kilka razy dziennie, może
        > to robić bez przerwy przez całą noc lub z przerwami 8 razy na dobę.

        Zakładasz że to jedynie wymysły, a to może być częściowe przemilczenie. W końcu te 25 tysięcy prostytutek w samej tylko Warszawie z czegoś przecież żyje i to na całkiem wysokim poziomie.
        • femme.fatale1978 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 13.11.08, 15:04
          urquhart napisał:

          > femme.fatale1978 napisała:
          > > a czego nie. Nie muszę dodawać, że w tych opowieściach każdy z nich jest
          > > super-seksualnym-bohaterem. Każdy z nich seksi się po kilka razy dziennie
          > , może
          > > to robić bez przerwy przez całą noc lub z przerwami 8 razy na dobę.
          >
          > Zakładasz że to jedynie wymysły, a to może być częściowe przemilczenie. W końcu
          > te 25 tysięcy prostytutek w samej tylko Warszawie z czegoś przecież żyje i to
          > na całkiem wysokim poziomie.



          Nie twierdzę, że to wymysły, raczej podkolorowana rzeczywistość. Żaden mężczyzna
          nie przyzna się, przed kolegami że z seksem u niego słabiutko.
      • facet_4 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 09.02.09, 15:53
        > Dlatego wyobrażam sobie co w takich sytuacjach czują mężczyźni,
        którzy kochają
        > się raz na 2 miesiące. Myślę, że to mocno obniża ich poczucie
        wartości, które
        > potem próbują podbudować i zrekompensować sobie w inny sposób, w
        innych
        > dziedzinach życia - najczęściej jest to kariera zawodowa.

        Ja znowu dla odmiany nie moglem sie nigdy nadziwic ludziom, ktorych
        poczucie wlasnej wartosci bierze sie stad, ze moga sobie
        powiedziec "moge zawsze i wszedzie" albo "jestem sliczna". Wrecz mam
        w sobie rodzaj wspolczucia jesli dla kogos TO jest podstawa
        zyciowego zadowolenia. Czy to wlasnie symptom obronny
        niskolibidowca? Dla mnie poczucie wartosci opiera sie na
        wypracowanej przez zycie doskonalosci umyslu lub ciala (np. pisze
        ksiazki, stworzylem firme albo wygralem mistrzostwo Europy w czyms
        tam), a nie zadowolenia z tego co mi natura dala.
    • avide Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 13.11.08, 06:40
      Choć nie było mi jeszcze w życiu dane reglamentować znam jednak trochę męską
      psychikę dlatego pozwolę sobie zabrać głos w dyskusji.

      Glam, widzisz sedno polega na tym, że mężczyźni zupełnie inaczej od kobiet
      postrzegają pewne tematy. Jakbyś zrobiła wywiad wśród swoich kolegów łóżkowego
      cieniasa ze świeca trzeba by szukać. Z pomoc przychodzi tutaj nam nasz prostota
      obsługi oraz interpretacji faktów.

      Zacznę od interpretacji faktów. Faktem jest, że seksualność szeroko
      pojętaatakuje nasze zmysły na każdym kroku. Szybciej, mocniej, więcej.
      Jednak co by się nie powtarzać za mocno po poprzednikach w dyskusji napisze, że
      doskonale opisał to Gomory w poście powyżej.

      Wszystko potrafimy odpowiednio zbagatelizować. Bzykają się jak króliki tylko na
      filmach, przechwałki kumpli o podbojach miłosnych to tylko ich przechwałki i
      wszyscy to wiedzą więc nie ma się co tym przejmować itp. A rozmowy o seksie
      mężczyzn to również jak zauważył Gomory wyglądają mniej więcej "ale dupa, ale ma
      fajne cycki ale bym ją zerżnął ha, ha, ha." Jestem facet i pracuję w baaardzo
      męskim gronie więc wiem o czym mówię. Ja chcę pogadać o seksualności ludzkiej na
      poważnie zawsze robię to w kobiecym gronie.

      Poza tym jest jeszcze coś takiego o czym kobiety nie zdają sobie sprawy a
      mianowicie postrzeganie seksu małżeńskiego w męskim gronie. Hasło 10 lub więcej
      lat po ślubie to się już takich rzeczy z żoną nie robi bo to zwyczajnie
      kazirodztwem pachnie, jest nagminne. Powoduje to, że w męskim towarzystwie facet
      nie bzykający żony wcale nie jest postrzegany jak outsider. No chyba, że inny
      facet mu żonę bzyka ;=-))) Wtedy...
      No ale i na to jest sposób... kochanka, a najlepiej kilka. No i znowu z
      łóżkowego cieniasa robi się łóżkowy macho. Działa to trochę na zasadzie kółka
      wzajemnej adoracji. Zaś co się dzieje tak naprawdę wychodzi w domu jak się drzwi
      zamkną.
      To jedno

      Drugą i myślę nawet ważniejszą rzeczą jest sposób podejścia do sprawy.
      Kobieta jak usłyszy, że jest kiepska w łóżku zaczyna od "JA".
      Czyli: JA jestem słaba w łóżku (?), JA jestem nie atrakcyjna (?), JA go już nie
      pociągam (?). (tak przynajmniej wynika z moich obserwacji ;D)
      Z facetami jest zazwyczaj dokładnie na odwrót.
      to ONA nie jest pociągająca, to ONA ma problem a nie ja, to ONA a nie ja coś
      ciągle wymyśla, to ONA a nie JA jest zimna kłoda i dlatego ja jestem PRZY NIEJ
      takim cieniasem, bo także PRZY NIEJ byłby taki. Itd.
      Taka subtelna zmiana sposobu myślenia, dość powszechna, powoduje właśnie, że
      faceci najczęściej nie postrzegają się jako łóżkowe cieniasy. Z nimi jest
      wszystko ok. przynajmniej w ich mniemaniu.
      Zyją zatem w swoim matrixie do momentu aż:
      - kobieta dowala im rogi, oni się dowiadują i wtedy wyrzucają ją z domu bo "to
      zła kobieta przecież jest"
      - kobieta rzuca papierami rozwodowymi, ale i wtedy nie wiedza o co chodzi, bo
      przecież oni są super ????

      Czasami, przychodzi refleksja i starają się coś z tym zrobić. Czasami... Jednak
      jest to mały procent.
      Choćby na tym forum mamy tego przykład. Fakt że większość ludzi tutaj to Ci
      którym "brakuje", nie mniej trafi się co jakiś czas osoba przyznająca się do
      tego, że nie ma ochoty się bzykać i nie wie
      czemu. Tą osobą jest ............. KOBIETA.
      Czytam to forum od ponad dwóch lat i nie pamiętam by jakiś facet napisał jestem
      łóżkowym cieniasem, jemu raz na 2 miesiące straczy w zupełności i w ogóle nie
      wie o cho chodzi z tym całym zamieszaniem pod tytułem "seks". Kobietom się to
      zdarzało.

      Takie moje obserwacje w temacie. ;-))
      Niewielu mężczyzn potrafi krytycznie odnieść się do własnej seksualności. Wg
      mnie to jeszcze nie ten poziom świadomości w temacie, choć... powoli się zmienia.
      Pozdrawiam
      Avide
      • urquhart Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 13.11.08, 07:56
        Masz na pewno rację że świadomość seksualnej niemocy jest dla mężczyzny niesłychanie frustrująca, zbyt frustrująca żeby przyznać się przed sobą i innymi. Wiec działają mechanizmy obronne wyparcia: to ona ma problem nie ja, zachowania obsesyjno-kompulsywne: latanie do prostytutek gdzie poziom podniecenia i dostosowania do potrzeb jest większy i łatwiej udowodnić sobie męskość, ale moim zdaniem najczęściej nastepuje w głowie dewaluacja i deprecjacja seksu i tacy stają się misjonarzami udowadniania że seks to rzecz brudna i zgubna. Zawsze przypomina się postać św Augustyna, za młodu dziwkarz, jak go chwyciła na starość impotencja podłożył podwaliny pod antyseksualną teorię moralności i małżeństwa w Kościele.
      • raffi73 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 13.11.08, 08:11
        Obserwuje posty szanownego kelegi od pewnego czasu i to co mnie w nnich
        uderza,choc czasem sie tez zgadzam, jest wyjatkowo sklonnosc do zgadzania sie z
        tym co glosza niwiasty. Jakos nie przypominam sobie bys z jakas sie knkretnie i
        asertywnie nie zgadzal choc czasem plota bzdury i przypuszczaja bezsensowne i
        dziecinne ataki na pewna czesc nas - mezczyzn.Rozummiem ze sie nie
        solidaryzujesz z facetami i wolisz damskie towarzystwo do gadania o
        powazniejszych tematach, choc to dziwne bo dookola tez sa wyksztalceni i
        open-minded faceci,choc moze jak rozumiem nie w twoim otoczeniu. Mysle ze
        facetowi z dobrze wyksztalconymi jadrami nie zaszkodzi w zyciu czasem sie
        wyraznie niezgodzic i popolemizowac z kobietami.
        • nawrocona5 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 13.11.08, 08:55
          Otóż z dziecięcej przekory i wykłócania się wbrew wszelkiej logice - tylko po
          to, aby nie przyznac racji- wyrasta się (a przynajmniej powinno) po zakończeniu
          tzw wieku dojrzewania. O ile wiem, avide ma to dawno za sobą i prawdopodobnie
          dlatego umie dyskutować:)
        • glamourous Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 13.11.08, 09:58

          raffi73 napisał:


          > Mysle ze
          > facetowi z dobrze wyksztalconymi jadrami nie zaszkodzi w zyciu
          czasem sie
          > wyraznie niezgodzic i popolemizowac z kobietami.


          ...chocby tylko dla samej satysfakcji, zeby babie nie przyznac
          racji, prawda?

          Moim zdaniem nie na takim stawianiu sie "dla zasady" polega fakt
          posiadania "dobrze wyksztalconych jader". Pewny siebie facet nie
          musi na sile polemizowac z kobietami zeby udowodnic samemu sobie, ze
          przynalezy do meskiego swiata. Zaznaczam przy tym, ze Avide wiele
          razy nie zgadzal sie z forumowiczkami - ze mna rowniez. Ale zawsze
          polemizowal z duza klasa i dlatego ze sie rzeczywiscie NIE ZGADZAL,
          a nie w celu demonstracji posiadanych jaj.
          • aandzia43 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 13.11.08, 13:01
            Tak jest, Glam. Avide zdaje się mieć dobrze wykształcone jaja. I dlatego nie
            skręcają go paroksyzmy dupościsku. Nie musi wkładać nadludzkiego wysiłku w
            pompowanie wydmuszek z przepiórczych jajeczek. Wszystkich posiadaczy zdrowych
            jaj pozdrawiam!:-DDD
          • raffi73 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 13.11.08, 19:59
            nie , nie dla satysfakcji, tylko zgodnie ze swoimi przekonaniami, ktorych trzeba
            miec odwage bronic, czasem nawet ostro.A sa osoby ktore juz przy pierwszym
            zaostrzeniu jezyka wycofuja sie i wola innym slodzic,unikajac konfrontacji, dla
            swietego spokoju.Taka postawe mezczyzn wobec kobiet i wogole wszystkich
            postrzegam jako wysoce bezjajeczna.Za swokja postawe juz od dziecka czasem
            obrywalem po glowie,w przenosni i doslownie ale uwazam ze na tym mozna wyjsc w
            zyciu lepiej mimo wszystko(.bo kto stawia sie i rzuca to ma zawsze z tego jakis
            zysk.a kto slucha i ulega ten pierwszy bierze w pysk..' To slowa piosenki.Popieram.
            • eeela Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 13.11.08, 20:02
              tylko zgodnie ze swoimi przekonaniami, ktorych trzeb
              > a
              > miec odwage bronic, czasem nawet ostro.


              A na jakiej podstawie twierdzisz, że Avide bierze udział w dyskusji n stanowisku
              niezgodnym ze swoimi przekonaniami?
              • aandzia43 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 13.11.08, 20:11
                > A na jakiej podstawie twierdzisz, że Avide bierze udział w
                dyskusji n stanowisk
                > u
                > niezgodnym ze swoimi przekonaniami?
                >

                Zapewne na podstawie tego, że szerokie horyzonty myślowe (np.
                Avidego) nie mieszczą się w wąskim stereotypie. No cóż, wąskie
                szerokiego nie pomieści;-D
              • raffi73 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 13.11.08, 20:57
                bo jak mozna wiecznie zgadzac sie z tyloma roznymi kobietami(obserwowalem to
                wielokrotnie),i miec takie same poglady, juz statystyka i rachunek
                prawdopodobienstwa kaze nam oczekiwac czego innego.Jesli masz swoje zdanie
                czasem sie z kims zgadzasz, a jesli stale slodzisz to watpliwa zgodnosc ze
                swoimi przekonaniami.
                • raffi73 do andzia 13.11.08, 21:06
                  gdy zainteresuje mnie lub zirytuje jakis watek,whatever, na tyle by sie
                  ustosunkowac,to zawsze ze zdumieniem odnajduje twoje komentarze do moich
                  komentarzy ktorymi nie jestem szczegolnie zainteresowany.Umowmy sie nie jestem
                  jeszcze w twojej age group,nie interesuje mnie twoje zdanie ewidentnie
                  doswiadczonej i jak odczytuje z jezyka podmeczonej zyciem niewiasty,zatem
                  docenialbym nie odnoszenie sie do mnie,bo do tanga trzeba dwojga a po mojej
                  stronie checi brak.Mowilem przeciez ze lubie delikatne i inteligentne dziewczyny:))
                  • nawrocona5 Re: do raffi73 13.11.08, 21:27
                    Jako że ze wszystkich bzdetów wyczytanych kiedykolwiek na forum, twoja wypowiedź
                    stanowi największe kuriozum - wtrącam się, chociaż nie była do mnie.
                    Otóz nie mamy takiej możliwości na żadnym forum, aby wybierać sobie dyskutantów.
                    Twoje życzenia odnośnie tego, w jakim wieku maja byc osoby komentujące twoje
                    posty niestety nie moga byc zrealizowane.
                    Jesli czujesz się za młody, wybierz forum odpowiedniejsze dla siebie.
                    Zyczę ci choć połowy rozumu aandzi i jej poczucia humoru - bo porównując wasze
                    posty musze stwierdzic, że to ty sprawiasz wrazenie steranego życiem złośliwego
                    zgreda
                  • aandzia43 Re: do andzia 14.11.08, 12:00
                    zatem
                    > docenialbym nie odnoszenie sie do mnie,bo do tanga trzeba dwojga a po mojej
                    > stronie checi brak.Mowilem przeciez ze lubie delikatne i inteligentne dziewczyn
                    > y:))

                    Przykro mi Raffi, chyba źle odczytałeś moje intencje. Ja nie chce żadnego tanga
                    z tobą. Nie jesteś mężczyzną zawierającym się w zbiorze moich zainteresowań. I
                    sorry Winnetou, niestety wcale nie z powodu twojego młodego (tylko metrykalnie)
                    wieku;-/Możesz więc czuc się w pełni bezpiecznym.

                    > gdy zainteresuje mnie lub zirytuje jakis watek,whatever, na tyle by sie
                    > ustosunkowac,to zawsze ze zdumieniem odnajduje twoje komentarze do moich
                    > komentarzy ktorymi nie jestem szczegolnie zainteresowany.

                    Typowe dla tzw. pępka świata:-) "Zawsze"? Myślę, że raz na 30 twoich wypowiedzi?
                    Reaguję bowiem tylko na wyjątkowe idiotyzmy. Pomniejsze mnie nei ruszają. No i
                    nie zawsze mam czas, by uczestniczyć w forum. A moje komentarz nie są po to, byś
                    ty był nimi zainteresowany. Więc będą się one pojawiały niezależnie od twoich
                    potrzeb w tej materii.
                • eeela Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 13.11.08, 21:37
                  > bo jak mozna wiecznie zgadzac sie z tyloma roznymi kobietami(obserwowalem to
                  > wielokrotnie),i miec takie same poglady,


                  Och, tak, istotnie, wielokrotne zgadzanie się z kilkoma całkiem inteligentnymi
                  kobietami dobitnie świadczy o postępowaniu wbrew własnemu światopoglądowi.

                  Raffi, rzeczywiście powinieneś może bardziej skupić swoje wysiłki retoryczne na
                  delikatnych kobietkach płochliwie piszczących w okolicach myszy, to będzie
                  odpowiadające ci towarzystwo intelektualne.
            • songo3000 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 14.11.08, 02:53
              Za przeproszeniem ale "każdy głupi" potrafi sta w opozycji 'bo tak'. Doskonale widać to po naszej scenie politycznej a nie widzę tam żadnych 'facetów z jajami'.

              Spróbuj dla odmiany błysnąć intelektem, wskazać z czym konkretnie w poście Avide się nie zgadzasz i podaj jakieś sensowne argumenty.

              Potrafisz? czy tylko tak sobie mamroczesz...
      • krzysztof-lis Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 13.11.08, 12:08
        > Z facetami jest zazwyczaj dokładnie na odwrót.
        > to ONA nie jest pociągająca, to ONA ma problem a nie ja, to ONA a
        > nie ja coś ciągle wymyśla, to ONA a nie JA jest zimna kłoda i
        > dlatego ja jestem PRZY NIEJ takim cieniasem, bo także PRZY NIEJ
        > byłby taki. Itd.

        Widzę to w swoim myśleniu.

        I teraz tak się zastanawiam, czy to zdolność wybierania sobie złych partnerek
        czy może po prostu niskie libido. :)
        • niezapominajka333 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 13.11.08, 15:08
          Dwa przykłady.
          Znajomy doktor z pracy. Po trzydziestce. Żona, dwoje małych dzieci,
          chyba z 5-6 lat po ślubie.
          Zebrało mu sie na obejmowanie, dotykanie niby mimochodem, na moją
          zdecydowana reakcję odparł, że przeciez chciał kobiecie dać trochę
          przyjemności.
          Powiedziałam, że od dawania przyjemności to jest mąż.
          -Niech pani nie żartuje. Mąż? Po dziesięciu latach małżeństwa z
          mężem to już jak kazirodztwo. Co to jest z mężem? Raz na miesiąc czy
          raz na dwa miesiące? A może raz na pół roku? Ile pani jest po ślubie?
          -Życzę ci doktorze, żebyś ty teraz miał chociaż 50 procent tej
          średniej, jaką ja mam po 20 latach.
          -Niemozliwe! To jaką macie średnią? Raz na tydzień?
          -Raz na tydzień to abstynencja.
          -Nie wierzę. Po tylu latach? Żartuje pani!
          -Nie doktorze. Średnia to raz na dzień, bo dużo pracujemy.
          Przez jakieś pół godziny przetrawiał informację. Nie mógł tego
          przeżyć. Myślał, że żartuję. Jego umysł nie mógł przemielić tej
          wiadomości. Co chwilę pytał, czy naprawdę nie żartuję.
          Ale nie chciał zdradzić swojej średniej. Tylko po niedowierzaniu, z
          jakim na mnie patrzył wywnioskowałam, że musi być duuuużo mniejsza.
          I nie mówił, że żona sie opatrzyła albo ze nie ma ochoty, tylko
          zwyczajnie, że nie ma siły. Praca na dwa etaty, dyżury, budowa domu,
          małe dzieci. Już nie to zdrowie, jakieś kłopoty z ciśnieniem,
          dobrych pare kilo nadwagi.
          I ja mu wierzę, że przemęczenie powoduje, ze od seksu ważniejsze
          jest to, żeby się wyspać.
          Być może w męskim gronie inaczej by się tłumaczył...
          Drugi przykład.
          Przyjaciel brata mojego męża, niegdyś wielki amator seksu, kilka lat
          po ślubie (miał wtedy koło trzydziestki) przy piwie zwierzył się
          mojemu szwagrowi, ze teraz to już cieniutko w tych sprawach. Że
          dawniej mógł po kilka razy na dzień i zawsze mu było mało, a teraz
          raz na miesiąc jak sie uda to jest dobrze. Przemęczenie, małe
          dzieci, dużo pracy. Jakieś kłopoty ze zdrowiem...
          Na co mój mąż skwitował.
          No cóż...witaj brzusiu, żegnaj husiu, bo też i chłopak miał
          zaawansowaną postać lustrzycy.
          Ale to była szczera męska rozmowa z przyjacielem, nie w szerszym
          gronie, wśród przechwalajacych się facetów.
          • kawitator Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 13.11.08, 19:50
            Niezapominajko
            Podobaja mi się twoje przykłady Kobiece i życiowe ;-))
            Zmęczenie pracą jest typową wymówka Poza oczywiście krótkoterminowymi okresami stresu w natężeniu ponad wytrzymałość psychiki ale nawet wtedy nie znam lepszego odstresowywacza ;-))
            Cała sprawa jest oczywiście bardziej skomplikowana i złożona niż wynika to z wypowiedzi w wątku ale taka to juz uroda forum jako sposobu dyskutowania.
            Pisz cos częsciej bo podczytuję cie z dużą przyjemnoscią jako taką kobitkę stojacą "czterema łapami na ziemi"
            W każdym razie gratulacje dla Ciebie i osobistego ślubnego za pokazywanie że można ;-))) nie tylko w teorii a także w praktyce
            • gomory Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 13.11.08, 21:20
              > Pisz cos częsciej bo podczytuję cie z dużą przyjemnoscią jako taką kobitkę stojacą "czterema łapami na ziemi"

              No to chyba dosc dwuznacznie postrzegasz Niezapominajke ;).
            • niezapominajka333 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 15.11.08, 16:42
              Ty też coś ostatnio nie pisujesz za często :)
              Nie podawałam tego przykładu po to, żeby się chwalić. Ale gratulacje
              przyjmuję w imieniu ślubnego, bo nie mam żadnych zasług w tym
              temacie.
              Nie mam pojęcia, dlaczego on ciągle ma ochotę na seks. Niezależnie
              od tego, czy przytyję, czy schudnę, czy jestem ładnie ubrana, czy w
              zwykłych ciuchach, mam zrobiony makijaż, bądź nie (a z reguły nie
              mam) czy śpię nago, czy w piżamce.
              Nie dbam jakoś wyjątkowo o siebie, nie jestem piękna, ani zgrabna ...
              Widocznie on tak ma.
              Może jakaś anomalia :)


              • eeela Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 15.11.08, 16:44
                Jesteś piękna, bo masz piękny charakter :-) To niesamowicie wyłazi w wyglądzie,
                zwłaszcza w miarę upływu lat.
          • avide Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 14.11.08, 10:02
            Niezapominajka .. hyyyym ten, teeego, tam, ten, tego, że no jakby to
            powiedzieć..... 20 lat codziennie ??????????? w dodatku w tym samym zestawie
            osobowym ??????
            Nie no, szacun ;-).
            Chyba pozostaje pozazdrościć, że trafił swój na swego.
            ech......

            Pozdrawiam.
            A.
            PS. Jak wy to zrobiliście, że nuda, rutyna, troski dnie codziennego was nie
            zmęczyły w między czasie ????
            Kurde, weźcie to opiszcie, bestseler murowany. ;-))
      • pabloboy03 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 13.11.08, 16:20
        Odpowiedź jest jakby zawarta w Twoich słowach:
        > Kobieta jak usłyszy, że jest kiepska w łóżku zaczyna od "JA".
        i
        > faceci najczęściej nie postrzegają się jako łóżkowe cieniasy.
        Otóż kobiety widocznie są informowane przez swoich partnerów o tym, że są
        "kiepskie" (lub w jakiś łagodniejszy sposób, niekoniecznie werbalnie). Mężczyźni
        najwidoczniej o tym nie wiedzą, mały % jest z gatunku tych "czy było Ci ze mną
        dobrze, ale czy na pewno", być może kobiety na pogaduszkach między sobą i z Tobą
        ;-) są bardziej szczere niż w rozmowie ze swoim partnerem...
        Jeszcze kwestia słownictwa - jest różnica między kobiecym "mam problem" a męskim
        "jestem cieniasem" - o ile te pierwsze może być konstruktywne to te drugie
        naturalnie wyzwala reakcję obronną.
        Co do facetów zwalających winę na kobietę i znajdowania potwierdzenia swej
        teorii u kochanki to jest też analogiczny przykład z drugiej strony "przez
        pewien czas uwazalam, ze cos ze mna moze byc nie tak, ze
        moze nie potrafie sie podniecic mezczyzna - wszak maz mnie nie podniecal.
        Zeby wyjasnic sobie te kwestie znalazlam sobie odpowiedniego partnera
        krotkoterminowego, przespalam sie z nim kilka razy, udowodnilam sobie, ze ze mna
        fizjologicznie jest wszystko ok i zylam bez kompleksu nizszosci"
        • bi_chetny Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 13.11.08, 16:54
          glam, część odpowiedzi masz w postach niektórych panów - odebranie tego jako
          atak. dla mnie również ciekawe jest jak radzą sobie z tym panowie z niskim
          libido. Ale takich nie ma. Wszyscy panowie mają penisy ponad 20 cm, grono
          oddanych chętnych panienek, mogą cztery razy pod rząd dwa razy dziennie i w
          dodatku zawsze ZAWSZE kobiety mają orgazm.
          Można i tak
          • anula36 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 13.11.08, 18:22
            chyba przez zapomnienie nie dodales ze ZAWSZE MAJA WIELOKROTNY orgazm:)
          • glamourous Podsumowanko 13.11.08, 18:29
            bi_chetny napisał:

            > odebranie tego jako atak. dla mnie również ciekawe jest jak radzą
            sobie z
            > tym panowie z niskim libido. Ale takich nie ma. Wszyscy panowie
            > mają penisy ponad 20 cmgrono oddanych chętnych panienek, mogą
            > cztery razy pod rząd dwa razy dziennie i w dodatku zawsze ZAWSZE
            kobiety mają orgazm.



            Ano, Bi, wyglada na to, ze jest dokladnie tak jak piszesz. W rzeczy
            samej watek ten jest dla mnie bardzo pouczajacy. Zakladajac go
            wiedzialam, ze wywiaze sie ciekawa, choc nie zawsze politycznie
            poprawna dyskusja. Nie pomyslalam tylko, ze tylu calkiem przeciez
            trzezwo myslacych panow odbierze ten temat jako brutalny
            feministyczny atak na ich meskie jestestwo ;-) I choc w moim zamysle
            mialy byc zupelnie niewinne, teoretyczno-psychologiczne dywagacje,
            to wyszlam na jakas jadowita, nawiedzona megiere;-))) Zarzucono mi
            nawet, ze "nienawidze facetow" - hehe, piekne ;-)

            Nie ukrywam, ze fajnie kwestie meskiego podejscia do sprawy
            naswietlila Niezapominajka. Ta jej opowiesc o doktorku-niedowiarku
            najkonkretniej chyba swiadczy o tym, jak mezczyzni po ilus tam
            latach zwiazku traktuja seks malzenski. Dla nich seks z zona to
            wcale nie jest juz seks. A skoro erekcja na widok outside'owych
            podniet pojawia sie blyskawicznie i jest bez zarzutu, to w ogole nie
            ma o czym gadac, bo WSZYSTKO JEST OK - i TO jest dla tych facetow
            (Gomory ma racje) potwierdzeniem meskosci. Jesli zas maja nawet
            jakies szczatkowe poczucie nienormalnosci tego bezseksia, to maja
            tendencje do obarczania wina partnerki, tak jak to napisal Avide
            ("przytyla, zbrzydla, zrzedzi, jazgocze" itp, itd :-)

            I tak chyba wlasnie wyglada psychologia niezbyt zainteresowanych
            malzenskim seksem panow. Wszystko jasne i dziekuje wszystkim za
            wypowiedzi.
            • kawitator Re: Podsumowanko 13.11.08, 20:10
              Dopiero teraz zabrałem się za czytanie tego wątku i też mnie zaskoczyło, że tak wielu facetów odebrało to jako atak na swoja męskość
              Wniosek sam się nasuwa. Ktoś nie mający wątpliwości, pewny w swej męskiej roli jako mąż, kochanek i ojciec potraktował by Twoje pytanie jak je zdałaś wprost. Widziałby tylko jeden z wielu aspektów seksualności dyskutowanych na tym forum Ani bardziej emocjonujący ani mniej niż inne a także wale nie nacechowany jakąś specjalną agresją czy pretensją w stronę facetów
              Aby odczuć to jako atak musisz mieć wewnątrz jakąś zadrę Gdzieś głęboko ukryta niepewność Jest to po części zrozumiałe bowiem być facetem jest trudniejsze niż być kobitką Bycie facetem to ciągłe dążenie do ideału który istnieje w naszej wyobraźni i ciągły strach że się nie podoła .
              Wobec tego nie sugerował bym, że w ten sposób zareagowali faceci mający kłopoty a potencja raczej którzy nie uzyskali jeszcze należytego dystansu do siebie

              Wracając do meritum
              Myślę ze zarówno kobitki jak i faceci reglamentujący seks o ile nie traktują tego instrumentalnie ( transakcja wiązana ja ci dupy ty mnie futerko ) nie przyjmuj a do wiadomości jaki to jest problem dla kogoś kto jest ograniczany w swoich potrzebach Wszystkie opisane tu zawijasy psychologiczne takie jak wyparcie, obniżanie wartości sexu , przyjęcie swoich potrzeb za normę ogólna są stosowane przez obie strony.
              Osoba ograniczająca zawsze potrafi się usprawiedliwić
              Nie jest takie dziwne znając hierarchię potrzeb psychicznych oraz proces podejmowania decyzji przez naszą psychikę a dokładniej jej nieświadoma część
            • niezapominajka333 Re: Podsumowanko 13.11.08, 20:28
              Wiesz Glam, ja się zastanawiam nad różnicą w przyczynach
              reglamentowania. Nad oddzieleniem tych przypadków, które wynikają z
              przyczyn zdrowotnych, a faceci boją się pójścia do lekarza.

              Nie wiem, czy zwróciłas uwagę na post Zielonegomotylka.
              "...Kiedy w towarzystwie, powiedzmy na imprezie urodzinowej ktoś
              zacznie temat
              dotyczący seksu, mój m. czuje się skrępowany i "wycofuje się" tzn.:
              nagle musi
              iść do kuchni po coś, do toalety. Unika tego tematu jak ognia: może
              boi się, że
              wszyscy już wiedza o jego "problemie" (choć tak nie jest) i zaczną
              się z niego
              wyśmiewać.
              Kiedy natomiast oboje siedzimy wieczorem przy filmie i zaczyna
              lecieć jakaś
              scena erotyczna, to mam wrażenie, że oboje jesteśmy 15 latkami,
              którzy takich
              scen NIE MOGĄ oglądać. Wiecie taki wstyd i zażenowanie..."

              Dla mnie to zachowanie wynika ze strachu.
              Ostatnio wpadł mi w ręce egzemplarz jakiegoś tygodnika sprzed
              czterech lat. Był tam artykuł pt."Krajobraz po wiagrze".
              Kilka historii panów, którym zaczęła szwankować męskość.
              I używanie wiagry doprowadziło do niezbyt przyjemnych rezultatów.
              Własciwie to wiagra przywróciła to, co miała przywrócić, czyli
              sprawną erekcję. Ale nie była cudowną tabletką na przywrócenie więzi
              i bliskości, która sie gdzieś zatraciła po latach odtrącania.

              Był tam przykład faceta, który ukrywał swoje dolegliwości przed
              żoną. Zamiast "nie mogę" mówił "nie chcę, nie potrzebuję".
              Wynajdywał różne preteksty, żeby nie kochać się z żoną, nawet jej
              nie przytulał, żeby nie chciała czegoś więcej.
              Jednocześnie uważał siebie za ostatniego złamasa. Temat seksu go
              krępował. Gdy wziął tabletkę nareszcie poczuł się sprawny i nabrał
              ochoty na seks. Ale żona już tej ochoty nie miała.
              Niektóre żony znalazły sobie kochanków i wcale nie zależało im na
              seksie z mężem po kilku latach posuchy.

              Tak się zastanawiam, czy zachowanie mężczyzn z zaburzeniami erekcji
              różni się od tych, którym się juz za bardzo nie chce, albo wolą
              rękodzieło.
              Przemilczają temat, zmieniaja go, czy odwrotnie - odgrywają
              wielkiego macho. A może zmieniaja się w erotomana gawędziarza?
              Bo myślę, że o wiele łatwiej jest przyznać sie do zmęczenia,
              przepracowania, pożartować na temat kazirodztwa, ale gdy w grę
              wchodzą poważniejsze zaburzenia i pojawia się widmo impotencji
              zachowanie może być nieco inne.



      • mujer_bonita Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 13.11.08, 23:11
        avide napisał:
        > Z facetami jest zazwyczaj dokładnie na odwrót.
        > to ONA nie jest pociągająca, to ONA ma problem a nie ja, to ONA a
        nie ja coś
        > ciągle wymyśla, to ONA a nie JA jest zimna kłoda i dlatego ja
        jestem PRZY NIEJ
        > takim cieniasem, bo także PRZY NIEJ byłby taki. Itd.

        Co ciekawe teorię tę bardzo dobrze zilustrowali niektórzy panowie w
        tym wątku broniąc swojej płci. Glam nie chodziło o to dlaczego mają
        tak mało seksu a jednak podniosło się klika głosów w stylu 'nie
        oceniajcie ich, na pewno jest jakaś przyczyna, pewnie to wina żony'.

        Dokładnie tak jak opisujesz :)
        • yoric Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 14.11.08, 03:14
          W wielowymiarowym świecie można czasem orzec o przyczynie nie orzekając o winie :).
          • songo3000 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 14.11.08, 03:33
            He, a ja się uważałem za złośliwego ;)
          • mujer_bonita Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 14.11.08, 09:21
            yoric napisał:
            > W wielowymiarowym świecie można czasem orzec o przyczynie nie
            orzekając o winie
            > :).

            A czy Szanowny Pan wie, że piękny język polski przypisuje
            słowu 'wina' znaczenie 'przyczyna, powód czegoś złego'? :)

            Odsyłam do słownika:
            sjp.pwn.pl/lista.php?co=wina
            • gomory Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 14.11.08, 09:59
              Wino + kobieta i piekny jezyk, oj z tego musi wyniknac cos zlego ;).
              • mujer_bonita Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 14.11.08, 10:12
                gomory napisał:
                > Wino + kobieta i piekny jezyk, oj z tego musi wyniknac cos
                zlego ;).

                No ba! Ale to już temat na zupełnie inną dyskusję ;)
    • songo3000 Powiedziałbym, że 14.11.08, 03:30
      Spora grupa łóźkowych 'cieniasów' to cieniasy tylko w sypialni ze swoimi żonami. Przestają być cieniasami wraz z wymianą żony na świeży model ;)

      Tak się składa, że ludzie przeważnie z wiekiem nie pięknieją :)
      Żona, która się roztyła/zrobiła się anorektyczką, łózkowo rolzeniwiła, na codzień 'jazgocze' czy jest zwyczajnie przykra, którą zna się na wylot wzbudza coraz mniej emocji i podniet. Z taką połowicą chodzi się coraz żadzej do łóżka niezależnie od jej potrzeb. Po prostu fiutek nie ma ochoty stawać :D

      A wielkie zdziwienie i deprecjacja (nie pamiętam której to koleżanki) faktu stawania tego samego fiutka w 5 sekund przy NOWYM i LEPSZYM modelu jest chyba przejawem potencjalnego zagrożenia (?).

      Czy ta grupa to większość czy mniejszość, tego nie wiem. Pokusił bym się o stwierdzenie, że mniejszość bo rośnie liczba facetów z 'niemocą' powodowaną przyczynami zdrowotnymi. Jemy coraz gorsze jedzenie, wchłaniamy coraz więcej zanieczyszczeń i leków, które leczą ale nie wyleczą (bo to zwykły biznez a nie jakieś matriksowe przysięgi Hipokratesa) - to musi odbijać się na naszym zdrowiu, również seksualnym.
      • urquhart Re: Powiedziałbym, że 14.11.08, 08:11
        songo3000 napisał:
        > Żona, która się roztyła/zrobiła się anorektyczką, łózkowo rolzeniwiła, na codzi
        > eń 'jazgocze' czy jest zwyczajnie przykra, którą zna się na wylot wzbudza coraz
        > mniej emocji i podniet. Z taką połowicą chodzi się coraz żadzej do łóżka nieza
        > leżnie od jej potrzeb. Po prostu fiutek nie ma ochoty stawać :D

        To cześć zagdnienia zupełnie niezrozumiała dla kobiecej części. Cały czas sie powtarza sie tu w kobiecych postach że facet który woli ręczna robotę niż żywą kobietę to nienormalny, chory przypadek. A przecież seks to praca mózgu w którym powstaje podniecenie. Spowodowane u typowego faceta głownie bodźcami WZROKOWYMI. Dlatego seks fajniejszy dla wielu przy filmikach na kompie samemu, niż gdy przychodzi żona w wygodnej acz flanelowej piżamce w misie lub problemach z kilogramami. O jazgoczącej czy kastrującej jędzy wiecznie roszczeniowej jędzy już nawet nie wspominam. I przy takiej to każdy cienias. Zresztą dlatego męskie prostytutki któremu przy każdej stanie są tak w cenie.
        • glamourous Songo i Urquhart 14.11.08, 11:32
          > songo3000 napisał:

          > > Żona, która się roztyła/zrobiła się anorektyczką, łózkowo
          rolzeniwiła (...)wzbudza coraz mniej emocji i podniet.


          urquhart napisał:

          A przecież seks to praca mózgu w który
          > m powstaje podniecenie. Spowodowane u typowego faceta głownie
          bodźcami WZROKOWYMI. Dlatego seks fajniejszy dla wielu przy
          filmikach na kompie samemu, niż gdy
          > przychodzi żona w wygodnej acz flanelowej piżamce w misie lub
          problemach z kilogramami.

          > To cześć zagdnienia zupełnie niezrozumiała dla kobiecej części


          Panowie no co Wy?? ALEZ podobanie sie wlasnemu facetowi to dla
          kobiet jak najbardziej zrozumiala rzecz. W kazdym razie taki wniosek
          mi sie nasuwa, kiedy patrze na stada zadbanych kobiet na ulicy (i
          tlumy w sklepach z bielizna : w takim Etamie do przymierzalni
          dopchac sie czesto nie mozna ;-P) O sklepach z kosmetykami juz nie
          wspomne. Oczywiscie nie twierdze, ze wszystkie kobiety zdaja sobie z
          tego sprawe i dbaja o swoja atrakcyjnosc w oczach partnera, ale
          wydaje mi sie, ze babki ktorym ZALEZY W ZYCIU NA SEKSIE
          instynktownie czuwaja nad tym zeby utrzymac swoja fizyczna,
          erotyczna i seksualna atrakcyjnosc. Z tego co obserwuje tu na forum,
          rzadko czytamy tu wpisy typu "Jestem kocmoluchem, przytylam 30 kilo,
          zbrzydlam, przestalam sie malowac, moim domowym strojem jest pizamka
          w misie, a maz - lobuz jeden - O DZIWO nie chce sie ze mna kochac!".
          Zazwyczaj kobiety skarzace sie tutaj na brak seksu pisza ze sa
          zadbane, kusza meza ladna bielizna, przejmuja inicjatywe, dbaja o
          oprawe, inni faceci ogladaja sie za nimi na ulicy, koledzy
          podrywaja, a tylko jeden maz na nie nie reaguje. Wydaje mi sie, ze
          przywolana przez Urqu pizamka w misie bedzie raczej atrybutem
          kobiety ktora seks srednio kreci - to taki jej swojego rodzaju
          symboliczny uniform, mowiacy "w lozku chce TYLKO wygodnie spac w
          mojej wygodnej pizamce, jestem aseksualna jak te moje misie". W
          kazdym razie mi sie nie miesci w glowie, zeby kobieta spragniona
          seksu i spotykajaca sie z obojetnoscia meza naiwnie kusila go taka
          pizamka i nigdy nie sprobowala czegos bardziej frywolnego.

          Zreszta to chyba nie w pizamie rzecz, ale w glowie. Jakos z moich
          obserwacji wynika, ze facet, ktory naprawde ma ochote na seks i
          pragnie swojej kobiety ma w nosie czy ma ona na sobie flanelowa
          pizame, czy tez gorset i podwiazki od Agent Provocateur. Jakos moj
          maz nie ma problemu, zeby dobierac sie do mnie kiedy akurat siedze
          przeziebiona i na oko aseksualna, ubrana w jakis stary polar. Tak
          samo ja. Moj facet moze sobie chodzic po domu w jakichs starych T-
          shirtach - nie przeszkadza mi to bo i tak wiem, co sie pod nimi
          kryje :-P

          Pozadanie to kwestia zywosci uczuc chyba, a nie stroju w jakim
          pomyka sie po domu.
          • songo3000 Re: Songo i Urquhart 16.11.08, 22:44
            Przeinaczasz albo mówisz o czymś zupełnie innym. Przynajmniej w kontekscie mojego wpisu.

            Zdaje się, że rozmawiamy ogólnie a nie tylko o Paniach z tego forum?
            Powtarzam: Mówię o grupie 'cieniasów' przy partnerkach, które ewidentnie się zapuściły. Zapuszczenie może być w strefie 'wizulanej' jak i hmmm, 'charakteru'. Przykro mi, same wzniosłe uczucia nie wystarczą do konkretnej erekcji ;) IMHO atrakcyjność to mieszanka uczuć (składnik nie koniczny, hehe), wyglądu i 'seksapilu' (w moim rozumieniu seksownego zachowania). Jeżeli czegoś przez dłuższy czas brakuje, no cóż...

            Mówisz, że Twój mąż dobiera się do Ciebie nawet jak wyglądsz nieciekawie. Ok, nie widzę w tym nic dziwnego, przecież jesteś 'mniej atrakcyjna' tylko chwilowo. Odpowiedz sobie na pytanie co by było z jego chęcią jeśli byś np.: od roku wyglądała jak wieloryb/szkieletor (w zależności czego on nie lubi).

            Co do atrakcyjności forumowych Panien :) O ile mnie pamięć nie myli na całe forum tylko ze 2 przyznały się do zapuszczenia. Cała reszta to chodzące Wenus z Milo. Sorry, po prostu w to nie wierzę. Zresztą popatrz na wpisy facetów - same Adonisy (ze mną włącznie :)))
            • eeela Re: Songo i Urquhart 16.11.08, 23:32
              Nie przypominam sobie, żebym sie przyznawała ani do zapuszczenia, ani do bycia
              Wenus z Milo. Wręcz przeciwnie, jestem dość przeciętna na pierwszy rzut oka.
              Najlepszą mam figurę, zwłaszcza biust, no i rzecz jasna czar osobisty :-)

              Nie przypominam sobie też żadnej innej forumowiczki robiącej się na Wenus
              skądkolwiek bądź. Glam może parę razy wspomniała o swoim wyglądzie w całkiem
              pochlebnych słowach, ale jestem pewna, że całkiem podstawnie :-)
              • songo3000 Re: Songo i Urquhart 16.11.08, 23:51
                Z tą Wenus to przekolorowałem :) Chodziło mi o to, że krytyczne spojżenie na własny 'seksapil' czy wizerunek przychodzi na końcu albo i w ogóle :))) Co zresztą jest całkiem naturalne.
                • eeela Re: Songo i Urquhart 17.11.08, 00:47
                  Kiedy mnie się trudno z tym zgodzić. Wydaje mi się, że kobiety ogólnie rzecz
                  biorąc są o wiele bardziej krytyczne wobec swojego wyglądu niż panowie. Mamy oko
                  dla najdrobniejszych własnych mankamentów, które kompletnie uchodzą uwadze
                  panów, ale dla nas potrafią być męczarnią ;-)
                  • avide Re: Songo i Urquhart 17.11.08, 08:46
                    Eeela racja, z tym, że istnieje pewna różnica w postrzeganiu. Mężczyźni często
                    patrzą na całokształt podczas gdy kobiety zamęczają się wągrem na nosie, czy
                    jakością cery nie zauważając, że te 5kg mogło by być w tych biodrach mniej.
                    Faceci są bardziej przyziemni w ocenianiu. My bardziej patrzymy na kształty, na
                    styl ubioru (prowokujący czy nie i tyle) a nie na detale typu skóra (oczywiście
                    pomijam jakieś koszmarne trądziki i wysypki szpecące tak że aż trudno na to
                    patrzeć tak by nie zauważyć z kilometra), odrosty, fryzura, czy kiepsko dobrane
                    kolczyki do torebki, tudzież kompletnie niegustowne buty itp.
          • avide Re: Songo i Urquhart 17.11.08, 08:14
            glamourous napisała:

            (...)
            >
            > Zreszta to chyba nie w pizamie rzecz, ale w glowie. Jakos z moich
            > obserwacji wynika, ze facet, ktory naprawde ma ochote na seks i
            > pragnie swojej kobiety ma w nosie czy ma ona na sobie flanelowa
            > pizame, czy tez gorset i podwiazki od Agent Provocateur. Jakos moj
            > maz nie ma problemu, zeby dobierac sie do mnie kiedy akurat siedze
            > przeziebiona i na oko aseksualna, ubrana w jakis stary polar. Tak
            > samo ja. Moj facet moze sobie chodzic po domu w jakichs starych T-
            > shirtach - nie przeszkadza mi to bo i tak wiem, co sie pod nimi
            > kryje :-P
            >
            > Pozadanie to kwestia zywosci uczuc chyba, a nie stroju w jakim
            > pomyka sie po domu.
            >


            Zgadzam się. Potwierdzam choćby na swoim przykładzie. Lubie kiedy kobieta stara
            się być atrakcyjna, kiedy zakłada te wszystkie fatałaszki by być piękną i
            seksowną, gdy uwodzi mnie nie tylko "pięknem swej duszy" ale i w ten bardziej
            przyziemny sposób. Bielizną, bezpośredniością, bezpruderyjnością, swoim ciałem i
            kurewstwem w oczach.

            Nie mniej nie zmienia to faktu, że jak mam ochotę na seks to bez względu na to
            co lubię po prostu chce ją przelecieć. Bez względu czy ma makijaż, bieliznę czy
            właśnie skończyła wyciskać pryszcze z twarzy i jest teraz czerwona i sama na
            siebie nie może patrzeć.

            Do Twojego zestawu dodałbym Glam, jeszcze naturalny wysoki poziom libido. Jeśli
            tak człowiek ma to właściwie nie ma dla niego znaczenia jak wygląda partner/ka.
            Śmiem twierdzić, iż nawet sytuacja +20kg u partnerki spowoduje, że taki facet
            raz na jakiś czas (przynajmniej) będzie chciał bzyknąć taka żonę. Nie dlatego że
            go ona jakoś specjalnie pociąga, dlatego że go zwyczajnie "przyciśnie". Bzyknie
            ją i już, tak by się rozładować. Dla siebie , nie dla niej. Dlatego że nie jest
            łóżkowym "cieniasem" (w sensie potrzeb ilościowych = niskolibidowcem) i ma po
            prostu swoje potrzeby i już. Gdyby była 20- kg pewnie bzykał by ja kilka razy
            częściej.

            Czasami się zastanawiam czy w moim związku moja ochota na żonę wynika z jej
            zestawu posiadanych genów (obiektywnie podobają mi się choć ... pewnie równie
            adekwatny zestaw genowy zaznał bym z niewielką trudnością bo aż takim bóstwem
            niezastąpionym żona nie jest), czy z mojego zestawu posiadanego poziomu libido.
            Mam ochotę ją bzykać nawet jak jestem padnięty na pysk ze zmęczenia a ona jest
            we flanelowej piżamie w miśki, choć obiektywnie jest jedną z najsłabszych
            kochanek jakie w życiu miałem. Ale po prostu ja lubię seks jak koń owies i jak
            przychodzi co do czego "biorę co dają". Kilka razy chciałem ją "ukarać" i
            dawałem po łapkach. Chciałem tak nauczyć, że mąż choć raz "złapany" to trzeba go
            czasem po uwodzić i trzeba chcieć mu się podobać (w tym erotycznym senie).
            Zawsze w końcu pierwszy pękałem. Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłem uwodzony,
            seksowną bieliznę jak chce sobie pooglądać to albo sam ją sobą kupuję i oglądam,
            albo oglądam sobie w necie i tak dalej. Mógłbym tutaj wymieniać i wymieniać.
            Zatem umiejętność żony podniecania mnie oraz doprowadzania mnie do stanu
            seksualnego wrzenia oceniłbym na 0,01%. Gdyby nie to, że jestem facet i
            doskonale znam w dodatku swoje ciało pewnie o orgazmie mógłbym zapomnieć. Ale
            jak wspomniałem powyżej, nie zmienia to faktu że jak tylko trafia się "okazja",
            choć to "seksualny hamburger" biorę jak leci. Bo jak to Glam w Twojej stopce
            jest napisane seks is like a pizza i jeśli ktoś lubi pizze zje każdą. Nawet tą
            niedopieczoną. Ja pizze uwielbiam.
            Pzdr.
            A.
    • yoric Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 14.11.08, 03:37
      Co do meritum (co do 'litery' pytania) wydaje mi się, że padły dość wyczerpujące
      i dość zgodne odpowiedzi. Facet nie postrzega tego jako problem, bo samoocenę, w
      tym seksualną, opiera na innych rzeczach.

      A co do ducha... Pytanie trochę udaje, że jest pytaniem, ale nie bardzo. Za dużo
      tam tych "cieniasów", "kompleksów", a w kolejnych wpisach "miernot", itd. Coś
      jak "czy uważacie, że asfalt powinien być na swoim miejscu? ps: nie jestem
      rasistą!". I stąd ta reakcja Panów jak bacy na juhasa w dowcipie - "coś mi się
      widzi, żeś ty tu nie po nauki przyszedł!"

      Pozdrawiam
      • avide Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 14.11.08, 08:47
        Wiesz co, może tak się wydawać jak napisałeś ale tak naorawdę chodzi o to co napisał Kawitator odrobinę wyżej, zacytuje bo cholernie mi ise to spodobało:

        "Wniosek sam się nasuwa. Ktoś nie mający wątpliwości, pewny w swej męskiej roli jako mąż, kochanek i ojciec potraktował by Twoje pytanie jak je zdałaś wprost. Widziałby tylko jeden z wielu aspektów seksualności dyskutowanych na tym forum Ani bardziej emocjonujący ani mniej niż inne a także wale nie nacechowany jakąś specjalną agresją czy pretensją w stronę facetów. Aby odczuć to jako atak musisz mieć wewnątrz jakąś zadrę Gdzieś głęboko ukryta niepewność"

        Tutaj jest całe meritum tego jak kto odbira pewne tematy dyskusji.
        • urquhart Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 14.11.08, 09:03
          Jaki procent męskiej populacji twoim zdaniem czuje się całkiem pewnie w męskiej seksualnej roli? Pewnie, czyli dostaje zawsze lub niemal zawsze to na co ma ochotę i nie doznaje frustracji i rozczarowań jako mąż, kochanek i ojciec?
          • avide Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 14.11.08, 09:57
            urquhart napisał:
            > Jaki procent męskiej populacji twoim zdaniem czuje się całkiem pewnie w męskiej
            > seksualnej roli? Pewnie, czyli dostaje zawsze lub niemal zawsze to na co ma oc
            > hotę i nie doznaje frustracji i rozczarowań jako mąż, kochanek i ojciec?


            Nie mam zielonego pojęcia, jeśli pytanie było do mnie.
            Myślę, że coraz mniejszy bo czasy coraz trudniejsze dla płci męskiej idą.

            Tutaj znowu się posłużę cytatem z Kawiego z tego samego postu tylko dalszej jego
            cześci:

            "Bycie facetem to ciągłe dążenie do ideału który istnieje w naszej wyobraźni i
            ciągły strach że się nie podoła .
            Wobec tego nie sugerował bym, że w ten sposób zareagowali faceci mający kłopoty
            a potencja raczej którzy nie uzyskali jeszcze należytego dystansu do siebie"

            Widać na kilometr, że gość wie o czym pisze bo sam przeżył już swoje w życiu i
            niejedno widział.
            Zacytowałem Kawiego bo trafne wydało mi się to co napisał.
            Coraz trudniejsze to gdyż kobiety coraz głośniej domagają się "swojego" i
            stopniowo wychodzą coraz mocniej w obszary stricte zarezerwowane niegdyś dla
            męskości. Nie jest to dobre anie dla facetów ani dla kobiet ale cóż poradzić
            takie czasy idą.
            • pabloboy03 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 14.11.08, 12:58
              > "Bycie facetem to ciągłe dążenie do ideału który istnieje w naszej wyobraźni i
              > ciągły strach że się nie podoła .

              Moim zdaniem, kwestia jest dużo bardziej "techniczna". Pytanie, co oznacza bycie
              "kiepskim/ą w łóżku vel cieniasem".
              Z punktu widzenia faceta nie spodziewa się on od kobiety jakichś rewelacji z jej
              strony tj. przygotowany jest na mniej lub bardziej aktywny jej udział w samym
              zbliżeniu, potrafi być usatysfakcjonowany poprzez własne starania o to aby było
              mu dobrze z kobietą. Kobieta musi go "kręcić" wizualnie/zapachowo i w zasadzie
              nie oczekuje od niej fajerwerków, aby powtórnie mieć ochotę na seks z nią.
              Generalnie kobiety chcą od partnera jakby więcej. Poza chyba oczywistym
              "stanięciem na wysokości zadania" ma on zadbać o część wstępną i "po" czyli
              wykazać się odpowiedzialnością za cały akt od umiejętnej stymulacji poprzez
              właściwy stosunek z uzględnieniem potrzeb i indywidualnych upodobań kobiety aż
              do satysfakcjonującego ją końca ;-).
              W obu przypadkach można trafić potem na bardziej odpowiadających nam seksualnie
              partnerów lub porównać obecnych do byłych i wydać opinię "kiepska/cienias".
              Wydaje się, że w przypadku kobiet jest jednak więcej punktów, w których faceta
              może dostać minus, bo właśnie w stosunku do niego są obiektywnie większe
              oczekiwania co do jego udziału w udanym seksie.
              Trochę jak z tańcem w parze - oceniając, że mężczyzna słabo tańczy to zazwyczaj
              nie umie prowadzić choć swoje kroki zna, jak kobieta myśli, ze tańczy się jej
              kiepsko to dlatego, że mężczyzna źle ją prowadzi. Choćby przykład TzG, jakie
              kłody czuły się boginiami parkietu w objęciach Maseraka czy Kochanka, a taka
              A.Głogowska to wie na pewno, że S.Alen tańczy słabo ;-)
              • glamourous Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 14.11.08, 13:43
                pabloboy03 napisał:

                > Moim zdaniem, kwestia jest dużo bardziej "techniczna". Pytanie,
                co oznacza bycie "kiepskim/ą w łóżku vel cieniasem".


                Tyle ze punktem wyjsciowym naszej dyskusji nie bylo rozważanie
                techniki faceta w lozku w sensie "dobry vs kiepski". Punktem
                wyjsciowym bylo okreslenia "lozkowy cienias" faceta, ktory sie od
                seksu KOMPLETNIE WYMIGUJE. Miesiacami odrzuca chetna zone i co
                gorsza NIE WIDZI PROBLEMU.

                I wlasnie to "niewidzenie problemu braku seksu" mielismy tu
                psychologicznie zanalizowac, a nie jakosc meskich seksualnych
                uslug. "Kiepski", bo nie tak bzyka jak sobie kobieta zyczy to bardzo
                pojemny termin, bo i kobiece oczekiwania sa rozne. Jak juz pisalam
                wyzej, JAKOSC serwowanego przez mezczyzn seksu to bardzo wzgledne
                pojecie, dlatego chcialam zebysmy skupili sie w dyskusji na zupelnie
                wymiernym i OBIEKTYWNYM "cieniarstwie", czyli niemal kompletnym
                odmawianiu zonie seksu (bzykanie jej raz na 2 miesiace, na przyklad)
                • paero123 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 14.11.08, 15:16
                  OK, to nie zrozumiałem.
                  Wydawało mi się,ze jako "cienias" był okreslony facet, który wymiguje się od
                  seksu a jak już do niego dojdzie to wg kobiety jest słaby w te klocki, nie stara
                  się / nie może / nie umie.
          • aandzia43 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 14.11.08, 12:38
            urquhart napisał:
            urquhart napisał:

            czuje się całkiem pewnie w męskiej
            > seksualnej roli? Pewnie, czyli dostaje zawsze lub niemal zawsze to na co ma
            ochotę

            Wiesz co, Urquhart, zaniepokoiło mnie to. Czy mężczyzna by poczuć się mężczyzną,
            potrzebuje DOSTAWAĆ zawsze to, na co ma ochotę? Czy to jest według ciebie
            definicja mężczyzny? Tę bezwolność i przyzwolenie na wszystko obecnie uzyskać
            może u prostytutki, która jest z definicji przedmiotem i nei stawia żadnych
            wymagań. To może uzyskać w czasach i miejscach, gdzie kobieta jest
            uprzedmiotowiona i też nie stawia żadnych wymagań. Przejęzyczenie, czy tęsknota
            za "dawnymi, dobrymi czasami"?
        • pabloboy03 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 14.11.08, 12:02
          Na innych forach taka argumentacja przyjmuje postać:

          - Nie lubie oglądać Magdy Mołek. Czy nie uwazacie, że w programach TVN jest
          drętwa, sztuczna i zimna?
          - Pewnie jesteś pasztetem, który zazdrości Magdzie urody, sławy i pieniędzy

          ;-)
    • avide OT 14.11.08, 09:49
      Nie było mnie jeden dzień a tu proszę jaka dyskusja o "jajach" i pudrowaniu pod
      kobiety się rozwinęła ;-)))

      Raffi, jako że sprawa się tyczy mnie odpowiem mimo iż jest to klasyczny off topic.

      Jak napisałem w pierwszym poście który tak Cię "zbulwersował"
      "takie sa moje spostrzeżenia". Ważne byś doczytał ten fragment.
      Raffi, jestem takim facetem, którego życie non stop doświadcza, kopie w tyłek na
      różne sposoby i uciera nosa. Do wszystkich poglądów i przekonań doszedłem mniej
      lub bardziej na podstawie własnych doświadczeń. Przez to nauczyłem się, że tak
      jak piszesz "TRZEBA MIEĆ WŁASNE POGLĄDY I ICH BROIĆ". Ponadto to o czym
      wspomniałem powyżej spowodowało, że mając niespełna 30 lat nauczyłem się że
      życie ma wiele odcieni szarości i nie jest czarno-białe i że trzeba umieć
      spojrzeć na siebie KRYTYCZNIE i z DYSTANSEM, tan np. z pozycji osoby trzeciej.
      Otaczający nas świt również.

      Dlatego Raffi jak dyskutuję z kimś to nie ma dla mnie znaczenia czy jest to
      kobieta czy mężczyzna, ma 20, 30 czy 50 lat. Jest hetero, homo czy tez bi
      seksualny, jest murzynem, Azjatom, ateistą czy katolikiem.
      Skupiam się na temacie i odpowiadam w temacie. Ważne jest CO pisze a nie KIM jest.
      Na forum jestem dlatego, że lubię sobie pogadać a nie dla tego, że uprawiam
      tutaj taniec godowy.

      To jest największa zaleta takich dyskusji Raffi. Jak rozmawia bezpośrednio
      kobieta z mężczyzną, biały z czarnym, katolik z heretykiem, bardzo trudno
      pominąć czynniki zewnętrzne. Zwłaszcza w przypadku relacji damsko-męskich. Mowa
      ciała, sposób mówienia, ton głosu, itp, są swoistym tańcem godowym. Zawsze
      zwracamy uwagę na naszą seksualność i czasami nawet podświadomie wykorzystujemy
      ją w rozmowie. Wtedy czasami nie ważne co mówisz ale jak mówisz. Popatrz na
      polityków. Oni często odpowiadają na pytania mówiąc o czymś zupełnie innym niż
      zostali zapytani a rozmowa toczy się w temacie. ;-))

      Forum pozbawia cię tych wszystkich atrybutów dlatego tutaj można się skupić na
      meritum sprawy. Dlatego właśnie piszę JAK myślę i piszę zgodnie z moimi
      doświadczeniami, przekonaniami, poglądami, bez wzgledu na wiek, płeć itp rozmówcy.

      Piszesz, że często zdarza mi się zgadzać z kobietami na TYM forum.
      Wiesz co Raffi, masz rację. Jednak często nie znaczy ZAWSZE, i często nie
      oznacza bezkrytycznie. To jedno.
      A drugie, wiesz Raffi czemu często się z nimi zgadzam???? ;-)))
      Bo na tym forum pisze kilka naprawdę niegłupich osób płci żeńskiej (męskich
      również, ale mówimy tutaj o pudrowaniu pod kobiety). Zatem, to że maja cipki,
      cycki, PMS-a, rodzą dzieci itp nie powoduje, że w trakcie tego wszystkie
      przestają używać mózgów. No, jedynie może w trakcie PMS-sa czasami się im zdarza
      bardziej emocjami niż logiką się kierować, wiadomo hormony szaleją ;-)))).

      Dlatego Raffi często zdarza mi się zgodzić a nimi. Bo ja tez permanentnie mózgu
      używam a emocje w trakcie wypowiedzi wkładam do kieszeni i pozostawiam je tam na
      lepsze momenty w życiu by je okazywać. Jak piszą z sensem, ciekawie nie widzę
      problemy by negować dla samej zasady. Jak jestem na jakiejś imprezie mogę się z
      jedną czy druga posprzeczać dla zasady. Wiesz tak by podnieść jej lekko
      ciśnienie, ale w granicach normy, świetna forma podrywu nota bene. Ale forum to
      nie dyskoteka.

      Mogło Cię jeszcze zaboleć w mojej wypowiedzi, że nie solidaryzuję się
      bezkrytycznie z facetami. Bo tak nie jest, co jednak nie znaczy, że męska
      solidarność nie jest mi obca.
      Dlatego napisałem o tej różnicy między facetami i kobietami. Napisałem tak bo
      takie są moje spostrzeżenia. Lubię Raffi ludzi obserwować. Obserwować i
      analizować ich zachowania. Jestem inżynierem i pracuję w baaardzo męskim
      towarzystwie. Do niedawna nie było w moim środowisko pracy nawet jednej kobiety.
      Raffi wiesz jak się zachowują faceci w takim towarzystwie ? Jak samce. Ale takie
      wiesz.. najgorszej maści. Oczywiście temat kobiet i seksu to standardowy temat
      obiegowy. Jakość rozmowy ? Tu nie można mówić o jakości. każda rozmowa
      sprawdzała się do cycków, tyłków, dupeczek, itp. A seks, Raffi to głównie
      psychologia. Faceci są tak skonstruowani, że nie wnikają zazwyczaj tak głęboko.
      My bardziej DZIAŁAMY, FUNKCJONUJEMY niż MYŚLIMY jeżeli chodzi o seks.. I wiesz
      co Raffi... dzięki temu jesteśmy dużo szczęśliwsi od kobiet. Nie mniej to
      powoduję również skutki uboczne. Czyli spłycanie tematyki i jakości dyskusji.

      Jakiś czas temu mieliśmy rekrutację do firmy. Stwierdziliśmy z kumplami że
      chamiejemy w zastraszającym tempie i że przydało by się nam przełamanie naszego
      męskiego towarzystwa. Jednym z podstawowych kryteriów rekrutacji było ... uwaga:
      bycie kobietą ;-). Oczywiście nie było to jasno napisane bo to nie zgodne z
      prawem, ale żaden facet choćby najlepszy nie miał szans ;-). Pojawiła się zatem
      kobieta wśród nas. To było niesamowite jak odmieniło si wszystko dookoła. Choć
      brzydka jak deszczowa noc listopadowa, całkowicie aseksualna (przynajmniej dla
      mnie), jednak spowodowała, że inaczej się zachowujemy (przyzwoiciej), okazało
      się że dżentelmenów nie brakuje, no i wreszcie okazało się, że pogadać można na
      poziomie. Dlatego Raffi jak gadać o seksie to tylko z kobietami albo
      przynajmniej w towarzystwie kobiet. Uprawiać seks można już w dowolnych
      konfiguracjach ;-))))))))
      I teraz najlepsze. Ja nie mówię że z facetami nie można pogadać o seksie tyle że
      facet z facetem o seksie nie pogada. Dwóch facetów, którzy sprowadzą dyskusje do
      banału między sobą w obecności kobiety okażą się no normalnie doktorami
      habilitowanymi w temacie.
      Ciekawe co nie ? (sprawdzone w praktyce)

      Raffi i na koniec... to nie grzech z kobietą się czasami zgadzać, zwłaszcza jak
      ma rację. Ja wiem, że to boli ;-)) ale nikt nie mówił, że życie z nimi będzie
      cukierkowe. Wiesz jak w tym powiedzeniu "z kobieta źle a bez niej jeszcze gorzej".

      Niedawno kupiłem sobie spodnie. Uparłem się. Zona mówiła, że są beznadziejne. Po
      dwóch tygodniach doszedłem do takiego samego wniosku. Trochę mi to zajęło i
      trochę kosztowało (kasy) ale cóż...miała racje. Bolało jak cholera, ale
      przyznałem jej rację. Taki już ze mnie typ.

      Pozdrawiam
      Avide.
      • pabloboy03 Re: OT 14.11.08, 12:14
        > Niedawno kupiłem sobie spodnie. Uparłem się. Zona mówiła, że są beznadziejne. P
        > o
        > dwóch tygodniach doszedłem do takiego samego wniosku. Trochę mi to zajęło i
        > trochę kosztowało (kasy) ale cóż...miała racje. Bolało jak cholera, ale
        > przyznałem jej rację. Taki już ze mnie typ.

        Przepraszam uprzejmie, ale w jakim sensie żona miała rację? Chodziło o jakość
        spodni, opinię innych (gejowki/niemodny fason, źle leżały?)?
        Ciekawi mnie to, bo czy działa to też w drugą stronę? Tzn.czy żona słucha Twoich
        opinii o jej zakupach ubraniowych? Czy też zawsze co kupi pasuje na nią świetnie
        (ma dobry gust) czy nawet jak nie zawsze Ci sie podoba jej wybóe to przez
        delikatność nie wyrażasz swojego zdania?
        • avide Re: OT 14.11.08, 15:05
          Spodnie zwyczajnie źle na mnie leżały.

          Co do żony. Jak się zapyta hymmmm dostaje opinię. A że zawsze się pyta ...
          Często na zakupy chodzimy razem. Ubiera się pode mnie. Bo chce mi się podobać.
          Ja z resztą robię to samo. Chcę być dla niej atrakcyjny. Normalne chyba ?

          Co do moich opinii, staram się być delikatny, ale czasami potorfie powiedzieć
          wprost żeby poszła to czy owo oddać bo jest tragiczne. Hipokryzji w domu nie
          uprawiam.

          Pozdrawiam.
          A.
          • paero123 Re: OT 14.11.08, 15:23
            No ale w jaki sposób przekonałeś się , że spodnie na Tobie źle leżą, dopiero po
            2 tygodniach ;-)? Jednak chyba czyjaś opinia + opinia żony...
            Jesteś pierwszym znanym mi przypadkiem faceta na poziomie, pod którego gust
            ubiera się żona. Odwrotne przypadki (facet pod kobietę) są b.częste, ogólnie
            normalni faceci nie mają aż takiego przymusu bycia "modnym" i zazwyczaj
            odpowiada mu ubieranie się, perfumowanie pod partnerkę...
            • eeela Re: OT 14.11.08, 15:57
              > Jesteś pierwszym znanym mi przypadkiem faceta na poziomie, pod
              którego gust
              > ubiera się żona.

              Chyba sobie zartujesz :-) Przeciez to oczywiste, ze chcemy sie
              podobac przede wszystkim swoim partnerom. Gorzej, gdy usilujemy
              zasiegnac opinii partnera, a on wiecznie odpowiada, ze wszystko jest
              piekne i OK ;-) Trudno sobie wyrobic opinie, co ow delikwent tak
              naprawde lubi, a czego nie :-)
              • paero123 Re: OT 18.11.08, 14:08
                To chyba miałaś szczęście trafić na jakiegoś wyjątkowego estetę, bo 90% facetów
                absolutnie nie utożsamia się ze sposobem widzenia kobiety przez prjektantów mody
                czy stylistów. Stąd kobiety na poziomie ubierają się tak jak im własny gust lub
                wzorce z pism mody doradzają... Faceci potrafią powiedzieć czy im dany ciuch się
                podoba czy nie, natomiast nie znam kobiet absolutnie przekonanym o dobrym guscie
                ubraniowym swoich partnerów - wystarczy zobaczyć ile kobiet jest zadowolonych ze
                spontanicznych prezentow ubraniowych od własnych facetów ;-)
    • glamourous Piszecie, Panowie... 14.11.08, 13:08
      ...ze chronicznie nie majacego ochoty na seks faceta trzeba
      zrozumiec, bo to ani chybi WINA KOBIETY. Bo zbrzydla, bo sie
      roztyla, bo nudna w lozku, bo panienki z kompa lepsze. Wiec na dowod
      ze gros forumowych kobiecych utyskiwan na aseksualnych mezow
      eliminuje tego typu motywy, podaje przyklad z watku obok. Majka,
      mloda (pewnie wcale nie 100kilowa) mezatka pisze tak :


      > Tym bardziej że ja lubię różne
      > eksperymenty i często mu opowiadam o tym że może byśmy spróbowali
      > tego i tego, ale to On nie chce. Przykład: Ostatnio powiedziałam
      > że dawno nie probowaliśy analnie, a On na to że nie, bo mnie
      > będzie bolało. Oj zabolało mnie to jak cholera.

      > I cały czas rośnie we mnie bunt, jestem chyba bardzo dumną osobą,
      > dlaczego to niby ja miałabym za każdym razem organizować
      > kolacyjki,
      > latać z gołą dupą i błagać żeby mój mąż mnie przeleciał. A On
      > łaskawie od czasu do czasu się zgodzi. Widocznie jemu nie zależy
      > skoro ucieka albo do innej albo w fikcję.


      No, panowie, co Wy na to? Gdzie ta wasza "pizamka w misie" jako
      meskie usprawiedliwienie?? Takie przyklady moglabym tu mnozyc, ale
      nie bardzo chce mi sie szperac w forumowych archiwach. Sami
      widzicie, ze to niekoniecznie tak wyglada...
      Coz, najczesciej bywa tak, ze to zadna kobieca "wina" ze facetowi
      miesiacami sie nie chce, tylko po prostu siada mu "chemia", zona sie
      juz opatrzyla i nie wzbudza zadnych emocji. Niskie libido tez sie
      zdarza (w konfiguracji z nowa, podniecajaca partnerka jakos tam
      jeszcze wyrabia, ale juz ze stala - chocby nawet atrakcyjna -
      niekoniecznie chuci starcza. Prawa biologii, na ktore niewiele mozna
      poradzic.
      • krzysztof-lis Re: Piszecie, Panowie... 14.11.08, 13:20
        > ...ze chronicznie nie majacego ochoty na seks faceta trzeba
        > zrozumiec, bo to ani chybi WINA KOBIETY.

        Ale glam, to jest BARDZO dobre usprawiedliwienie!

        Sam spokojnie mógłbym być tematem jakiegoś wątku założonego tu na forum przez
        moją żonę. Bo mnie się często nie chce a pewnie też nie za wiele sobą w łóżku
        reprezentuję.

        Aby usunąć ten dysonans poznawczy, wmawiam sobie na jakimśtam poziomie, że ja z
        pewnością bym się lepiej spisywał (miał więcej chęci, inwencji, bardziej się
        starał no i pewnie też miał lepsze "efekty") w towarzystwie innej kobiety. Z
        doświadczenia wiem, ile daje taki "bonus nowości"
        • glamourous Re: Piszecie, Panowie... 14.11.08, 13:53
          krzysztof-lis napisał:


          > Ale glam, to jest BARDZO dobre usprawiedliwienie!


          ...i jednoczesnie odpowiedz na moje postawione w tym watku pytanie
          skad sie bierze beztroska facetow, jesli ten brak seksu jest ich
          autorstwa.
          PS. Duzy respect za niestroszenie piorek (wszak jestesmy tu
          anonimowi) - tylko fajne, ludzkie przyznanie sie do "nie bycia
          samcem perfekcyjnym". Widac ze masz zdrowy dystans do samego siebie.
          Pozdrawiam :-)
          • krzysztof-lis Re: Piszecie, Panowie... 14.11.08, 15:18
            > ...i jednoczesnie odpowiedz na moje postawione w tym watku pytanie
            > skad sie bierze beztroska facetow, jesli ten brak seksu jest ich
            > autorstwa.

            Gorzej, że mężczyźni szczerze w to wierzą...

            I wiesz
            • mujer_bonita Re: Piszecie, Panowie... 14.11.08, 15:35
              krzysztof-lis napisał:
              > Jeśli się potem żonie mówi, że to dlatego
              • krzysztof-lis Re: Piszecie, Panowie... 14.11.08, 15:51
                > Hihi, a pamiętasz Kszysztofie jak jeszcze niedawno broniłeś w
                > którymś z wątków faceta co wymigiwał się od seksu zmęczeniem przez 4
                > lata? ;)

                Pamiętam! Jak napisałem, ta zmiana punktu widzenia to całkiem świeża sprawa. :)
        • eeela Re: Piszecie, Panowie... 14.11.08, 13:58
          Krzysztofie, jestes chyba pierwszym mezczyzna na tym forum, ktory
          czyni tego typu wyznania :-) Bardzo sie zreszta chwali zdolnosc do
          otwartej i uczciwej autoanalizy. Ja zreszta nie watpie, ze przyczyna
          pt. 'opatrzenie' jest jedna z glownych w sprawie spadku ilosci seksu
          w zwiazku - i to po obu stronach. Moj Boze, przeciez to sie widzi
          nawet po roku czy dwoch - ludzie nie bzykaja sie juz jak kroliczki
          trzy razy dziennie, tylko uspokajaja sie troche :-)

          Ja w sumie nigdy nie przezylam pelnego 'opatrzenia' w zadna strone -
          ani mnie sie moi partnerzy nie opatrzali, ani ja im. Rozumiem, ze
          jesli tylko bedzie dane mi wytrwac w obecnym zwiazku dluzej, takie
          opatrzenie nastapi i sie bedzie poglebiac. Ja jednak mam szereg
          pomyslow, jak uniknac kompletnej utraty fizycznej bliskosci, bo
          uwazam ja za niezwykle wazna i nie sadze, zeby to byl dobry pomysl,
          temu opatrzeniu tak biernie ulegac. Mam nadzieje, ze moj partner
          bedzie ze mna wspolpracowal w kwestii podtrzymywania tej bliskosci.
          I wydaje mi sie, ze kazdy w miare rozsadny czlowiek powinien takie
          starania czynic, wlasnie po to, zeby nie ladowac w ktorejs z
          przykladowych sytuacji tego forum.
          • krzysztof-lis Re: Piszecie, Panowie... 14.11.08, 15:19
            > Ja w sumie nigdy nie przezylam pelnego 'opatrzenia' w zadna strone -
            > ani mnie sie moi partnerzy nie opatrzali, ani ja im.

            No ja w sumie byłem raptem w dwóch dłuższych związkach z seksem, bo seksu poza
            związkiem do tych kategorii nie można zaliczać
            • eeela Re: Piszecie, Panowie... 14.11.08, 15:51
              Nigdy nie bylam mezczyzna, wiec nie wiem, jak szybko
              panie 'opatrzaja sie' panom :-) Zreszta to jest przeciez
              indywidualna kwestia. Moj pierwszy (wciaz jak na razie dluzszy)
              zwiazek nie zaznal opatrzenia - o ironio, nie zaznal tego opatrzenia
              nawet pod koniec, kiedy na boku byl juz ow 'bonus nowosci'. Wrecz
              przeciwnie, pan byl rownie chutliwy w stosunku do mnie jak i w
              stosunku do nowosci ;-)

              Trudno, zebysmy tutaj analizowali przyczyny Twojego braku checi, bo
              nie wiemy wystarczajaco. Moze przyczyna tkwi w zdrowiu, a moze w
              charakterze, niespecjalnie sklonnym do monogamii. Moze w naturalnie
              niskim libido, ktore rosnie w spotkaniu z nowoscia. A moze po prostu
              jeszcze nie spotkales swojego pucharu Graala, ktory utrzymywalby Cie
              wystarczajaco dlugo w napieciu? ;-)
        • aandzia43 Re: Piszecie, Panowie... 14.11.08, 14:24
          Szacun, Krzysztofie!
        • rumpa Re: Piszecie, Panowie... 14.11.08, 14:38
          wyrazy uznania, Krzysztofie, za podejście do tematu.

      • songo3000 Re: Piszecie, Panowie... 17.11.08, 00:00
        Glam, litości. Wyraźnie napisałem, że w takiej sytuacji jest tylko jedna z grup 'cieniasów' IMHO mniejszościowa.

        Za to z tego postu aż bije mi wnioskiem (odwracając moją tezę), że bezseksie NIGDY nie jest winą kobiety. Nawet jak babeczka się zapuści, jest zrzędliwa itp. to świętym obowiązkiem faceta jest podnieść fujarę i bzykać.
        To myślenie życzeniowe jakby...
        • glamourous SONGO.... 17.11.08, 11:35

          songo3000 napisał:


          > Za to z tego postu aż bije mi wnioskiem (odwracając moją tezę), że
          bezseksie NI
          > GDY nie jest winą kobiety. Nawet jak babeczka się zapuści, jest
          zrzędliwa itp.
          > to świętym obowiązkiem faceta jest podnieść fujarę i bzykać.
          > To myślenie życzeniowe jakby...


          Nie, Songo, NIE, NIE, NIE!!
          Uwierz mi, naprawde daleko mi do wojujacej feministki, ktora uwaza
          ze psim obowiazkiem faceta jest ochoczo bzykac utyta, zapuszczona i
          rozlazla kobiete. Sama u licha tez jestem wielkim wzrokowcem jesli
          chodzi o seks i facetow - i doskonale Was, mezczyzn, pod tym
          wzgledem rozumiem! Doskonale i calkowicie zrozumialabym tez mojego
          meza, gdyby przestal miec ochote na bzykanie, bo mi sie akurat
          zdarzylo (hipotetycznie) roztyc i zapuscic. Ja akurat swietnie wiem,
          ze przysiega malzenska nie daje gwarancji dozywotniego pozadania czy
          posiadania - bo jestem zdania, ze BIOLOGIA wymyka sie wszelkim
          obowiazkom i rozumowym ustaleniom. A juz kobiece zrzedzenie uwazam
          za jedno z czolowych zachowan antyerekcyjnych.

          Miedzy innymi wlasnie z powodu tej swiadomosci nigdy nie zamierzam
          sie zapuscic ani uprzykrzac mezowi zycia jakims jarmarcznym
          jazgotaniem.

          Moj post jest tylko wyrazem przekonania, ze jezeli BIOLOGIA JEST W
          PORZADKU = to znaczy, jezeli facet czuje do kobiety szczera "miete",
          to i pizamka w misie nie bedzie mu przeszkadzac. O tym pisze
          Niezapominajka, o tym pisze Eeeela i ja tez to obserwuje w moim
          wlasnym zwiazku - jestem poki co pozadana bez wzgledu na noszony
          akurat stroj, stan fryzury czy makijazu ;-))

          Nagminne jest jednak na tym forum to, ze pisza kobiety mlode i -
          wierze im na slowo - atrakcyjne, ktore probuja przed swoim obojetnym
          facetem bielizny, kuszenia i erotycznych tancow z przyslowiowia roza
          w zebach - a i to nie pomaga, seksu jak zero tak zero. I o takich
          cieniasach tu "pisze". Nie o tych odmawiajacych seksu z powodu
          degustacji zonina nadwaga, walkami na glowie, brudna pizama w misie
          czy zarosnietymi na gesto lydkami. Tylko o tych, ktorzy na piekna
          bielizne i kuszace pozy zony nawet nie spojrza, bo im do niej I TAK
          CHEMIA DAWNO SIADLA. Bylo tu i jest wiele takich smutnych watkow na
          forum.
    • yoric Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 14.11.08, 15:30
      Chyba w wątkach podwieszonych powinno być coś o efekcie Coolidge'a, bo mam
      wrażenie, że w co drugim dłuższym wątku z wielkim zdumieniem odkrywamy go na
      nowo. Zamiast zdać sobie sprawę, na czym polega zjawisko, mamy retorykę wojny,
      bo kobiety oskarżają facetów, a ci kobiety. Czasami ma się wrażenie, że
      zrozumienie problemu jest kompletnie nieistotne, bo liczy się tylko orzeczenie o
      winie.

      A jeszcze na koniec można oberwać: "Aby odczuć to jako atak musisz mieć wewnątrz
      jakąś zadrę Gdzieś głęboko ukryta niepewność".

      Nieśmiało chciałbym zaznaczyć, że w moim ex-związku byłem stroną 'zaniedbywaną'
      przez partnerkę :)).

      Pozdro
      • glamourous Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 14.11.08, 16:07
        yoric napisał:

        > Czasami ma się wrażenie, że
        > zrozumienie problemu jest kompletnie nieistotne, bo liczy się
        tylko orzeczenie
        > o winie.


        Po raz kolejny przypominam, ze zalozeniem tego watku nie
        bylo "zrozumienie problemu" ani "orzekanie o winie", a jedynie
        wspolne dociekanie jak reglamentujacy seks ludzie tlumacza sie sami
        przed soba z ewidentnego i obiektywnego niespelniania jakichkolwiek
        ilosciowych standardow.

        Inna sprawa, ze cos o efekcie Coolidge'a mozna byloby podwiesic jako
        forumowe memento - zwlaszcza nowym forumowiczom by sie przydalo...
      • aandzia43 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 14.11.08, 16:25
        oric napisał:

        > Chyba w wątkach podwieszonych powinno być coś o efekcie Coolidge'a, bo mam
        > wrażenie, że w co drugim dłuższym wątku z wielkim zdumieniem odkrywamy go na
        > nowo. Zamiast zdać sobie sprawę, na czym polega zjawisko, mamy retorykę wojny,
        > bo kobiety oskarżają facetów, a ci kobiety. Czasami ma się wrażenie, że
        > zrozumienie problemu jest kompletnie nieistotne, bo liczy się tylko orzeczenie
        > o
        > winie.

        Ożywczy wpływ nowości jest oczywiście oczywisty;-) Nikt z tym polemizować nie
        będzie. Chyba jednak o czymś innym tu piszemy.

        Złej baletnicy zawadza rąbek u spódnicy, wiadomo. Ponieważ nie lubię pewnych
        robót domowych, muszę się nieźle nastroić, by się do nich zabrać. Innymi słowy:
        musi być spełniony szereg warunków, żebym zadanie wykonała. Nie może mnie boleć
        głowa, muszę mieć dobry humor, musi być ładna pogoda itd. A tak naprawdę, to po
        prostu muszę być przyparta do muru;-) A są dziewczyny, którym idzie to, jak z
        płatka. Ot, tak sobie, od niechcenia. Lubią to po prostu. No właśnie - lubią. Ja
        lubię mieć posprzątane, ale sama czynność... Z erotyką jest bardzo podobnie. U
        panów i u pań. Albo masz ją na jednym z pierwszych miejsc, albo na ostatnim.
        Albo nie ma jej wcale na twojej drabinie.

        Mój mąż jest nie tyle niskolibidowy, co niskoerotyczny. Ma wdrukowany model
        życia małżeńskiego według moich standardów mocno bezpłciowy. Dla niego bliskość
        to jakieś koszmarne dla mnie rozpływanie się, gadanie, ględzenie i bredzenie nad
        szczegółami życia codziennego. Jakieś gotowanie, zakupy, żarcie, co kto
        powiedział w pracy i inne takie praktyczne i ważne oczywiście czynności. Ale, do
        jasnej cholery, to się robi, ale o tym się nie mówi! Bo nie ma takiej potrzeby.
        Dla mnie nie ma. Nudzi mnie to. Jestem spolegliwa, więc podłączam się i nawet
        udaje mi się wykrzesać z siebie zadowolenie z tego wałkowania prozy życia. Dla
        niego i dla córki. Jestem jak Dexter, który udaje uczucia. I jestem w tym dobra;-)
        Ale ja też chcę mieć coś w zamian. I tu mój mąż wysiada. Kocha mnie, pożąda, nie
        chodzi na boki, wykazuje nawet chęć pożycia, jak dojdzie co do czego to
        pożywa;-) Ale wiem, że gdybym go nie dźgała często a boleśnie czubkiem
        pantofelka w poślednie żebro, to bardzo szybko nasze układy stałyby się
        kompletnie bezpłciowe. Z inną kobietą może nawet jeszcze szybciej. On ma erotykę
        na miejscu dalekim. Nie jest ona sama z siebie jego chlebem powszednim,
        powietrzem, codziennością. Dla mnie jest.
        Jak sobie radzimy? Dźgam go ostrym czubkiem pantofelka, stawiam sprawy jasno:
        potrzebuję atmosfery erotyzmu, adoracji, gry wstępnej zaczynającej się nieco
        wcześniej niż 23.30 pod kołdrą. Jak tego nie dostaję, on nie dostaje dusznawej
        atmosfery gniazdka rodzinnego. Okrutne? Może. Żałuję, ze nie wprowadziłam tej
        zasady wcześniej.
        • aandzia43 Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 14.11.08, 16:34
          Mój niskoerotyczny mąż już nie stosuje sam przed sobą i przede mną tłumaczeń:
          zmęczenie pracą, nie taka żona, nie taka pogoda, "ty to tylko o jednym". Wie, że
          jesteśmy różni, ale nie na tyle, by nie spotkać się czasem gdzieś w połowie
          drogi. I chyba uważa, że warto.
        • glamourous Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 14.11.08, 17:10
          aandzia43 napisał(a):

          > Złej baletnicy zawadza rąbek u spódnicy, wiadomo.

          To prawda, bo w sumie jezeli facet jest jednoczesnie
          wysookoerotyczny i wysokolibidowy (fajny podzial, Aandzia!) to jakos
          ani efekt Coolidge'a specjalnie go z ochoty na seks nie wyjalowi,
          ani zonine rozczochranie, ani stres w pracy czy codzienne klopoty.
          Ani nawet pizamka w misie. Jak mu sie chce, to sie chce, i
          przynajmniej raz na jakis czas ta zone przeleci. Jak czlowiek
          glodny, to i hot dogiem sie naje - i kawioru nie wymaga ;-)

          Tak wiec to meskie grymaszenie i te preteksty - ze zona nie taka, ze
          nie stymulujaca, ze nie chodzi po domu w czerwonych szpilkach jak
          panie z pornosa - sa chyba raczej domena panow ktorym z natury jakos
          tak srednio na seksie w zyciu zalezy.

          Bo jezeli ktos AUTENTYCZNIE lubi seks W OGOLE, to IMO - pal licho
          fajerwerki! I tak bedzie do niego dazyl, obmacujac lubieznie
          opatrzona zone nawet przez flanelowe barchany, wychodzac z zalozenia
          takiego jak w mojej sygnaturce ;-) Czyz nie?
          • eeela Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 14.11.08, 17:22
            Tez mi sie tak wydaje. W kazdym razie nigdy nie zaobserwowalam, zeby
            pizamka (flanelowa, w kwiatki) wplywala na opadanie meskiej zadzy. W
            sumie to wsio rawno, czy nosze koronki, czy flanele. W sumie mile
            to, bo lubie i jedno, i drugie :-)
          • yoric Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 14.11.08, 19:29
            Nie wydaje mi się. Moim zdaniem 80% to kwestia pożądania lub nie konkretnego
            partnera. 15% to 'bazowa wysokość libido'. A urozmaicenia itd. to co najwyżej 5%.

            I tym sposobem jednak znowu wracamy z pytania konkretnego do ogólnego :).
            • glamourous Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 14.11.08, 23:28
              yoric napisał:

              > Nie wydaje mi się. Moim zdaniem 80% to kwestia pożądania lub nie konkretnego
              > partnera. 15% to 'bazowa wysokość libido'. A urozmaicenia itd. to co najwyżej 5
              > %.


              Calkiem niedawno na ten temat rozmawialismy w jakims innym watku. ZGADZAM SIE,
              ze 80 procent pozadania to chemia do konkretnego partnera. Swieta prawda. Tylko
              zauwaz, ze my tych naszych partnerow nie wyciagamy losowo na loterii, nie sa nam
              oni przydzielani odgornie z urzedu, ani tez nie castingujemy ich pod budka z
              piwem. Kazdy partnera/ke wybiera sobie SAM, wlasnie miedzy innymi pod katem
              krecenia. Ergo, z zalozenia raczej kazdy facet wybiera sobie na partnerke
              kobiete ktora poczatkowo go KRECI, podoba mu sie wizualnie, fizycznie,
              erotycznie itp.itd. Dlatego to wyjsciowe pozadanie "ad personam konkretnam" ;-)
              ktore, zakladam, ma miejsce w wiekszosci meskich wyborow + wysoki wspolczynnik
              tego, co nazywasz "bazowym libido" moze dac w polaczeniu calkiem fajny wynik
              nawet po 20 latach malzenstwa. Oby tylko umiec to pozadanie ad personam jakos
              tam od biedy podsycac. I nie dac sie zblazowac oraz wmowic sobie ze kazda obca
              baba lepsza od wlasnej zony. Wtedy nie powinno byc ani jakiegos strasznego
              efektu Coolidge'a, ani lozkowego lenistwa, ani tez degustacji pizamka w misie.
              Co widac na przykladzie kilku forumowiczow, deklarujacych imponujaca
              czestotliwosc pozycia z tym samym partnerem/ka pomimo dlugiego stazu malzenstwa.
              • yoric Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 15.11.08, 02:24
                Moim zdaniem ma tu zastosowanie drugi punkt zasady 1. jeśli partner od początku
                nie kręcił, to potem nagle nie zacznie; 2. jeśli na początku kręcił, to nie ma
                gwarancji, że za X lat nadal będzie.

                Dobre i uczciwe wybranie partnera oraz późniejsze staranie się obu stron zapewne
                znacznie zwiększa prawdopodobieństwo, że para będzie długo cieszyć się dobrym
                seksem. Ale IMO nawet to tylko zwiększa szanse, ale niczego nie gwarantuje. A
                efekt Coolidge'a to nie jest coś, co by się dało jakoś wyłączyć.

                W ogóle jak zwykle stwierdzam, że przydałyby się tu jakieś takie rzetelne
                badania :).
                Pozdrawiam
              • gomory Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 15.11.08, 12:20
                > Kazdy partnera/ke wybiera sobie SAM, wlasnie miedzy innymi pod
                katem krecenia.

                Polemizowalbym. Ludzie lacza sie w pary z najrozniejszych powodow
                okolomilosnych, do tego nie sa niezmienni. Wszyscy znamy np. pary z
                wpadki (a bzykneli sie tak jakos lub wrecz na rozstanie, nie z
                wielkich porywow serca), kobiety cieszace sie "jak dobrze, ze
                chociaz ten mnie zechcial". Ach ten Jozek taki dobry nie pije, nie
                bije. Zadna blondynka nie chcialaby takiego lysola jak ja, wiec i z
                brunetki sie uciesze. No niby to nie Zosia ale taka podobna. Lepiej
                gdy Romek podwiezie autkiem po pracy niz mialabym moknac na
                przystanku, zreszta kto sensowny chcialby 35latke z trojka dzieci?
                W stale zwiazki wchodza osoby bez doswiadczen, ktore dopiero ucza
                sie swoich potrzeb i braku tolerancji na to i owo. Maz ktoremu sie
                mowilo TAK mial wlosy, miesnie ze stali i lubil seks grupowy. Po 10
                latach z tego zestawu zostaly mu tylko wlosy w uszach i nosie. Zona
                chetna na wypady do amazonskiej dzungli po paru latach
                przewartosciowuje swiat i woli dzialke oraz stawianie babek z piasku
                z mlodymi. Gdyby wziasc pod lupe kazde malzenstwo watpie by
                wiekszosc byla zawarta z porozumienia dusz i nieposkromionego
                pozadania ciala partnera. Samo zycie ;).
                • yoric Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 15.11.08, 12:27
                  Tak! Tak właśnie!

                  Ale najciekawsze jest to, że te pary z przypadku i rozsądku bywają równie
                  trwałe, co te "z miłości" - przynajmniej tak się mówi.
                • glamourous Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 15.11.08, 15:05
                  OK, ja sie zgadzam, ze nie wszyscy ludzie dobieraja pod katem krecenia, jest
                  wiele malzenstw z rozsadku, ze strachu przed samotnoscia, z mlodzienczej
                  glupoty, z wpadki, z braku laku itp. Wiadomo tez, ze milosc i pozadanie
                  ewoluuje. Oraz, ze kazdemu moze przytrafic sie nieodwracalne spasztecenie,
                  ujmujace mu w oczach partnera wiele szarmu. A takze nagly piorun sycylijski do
                  pani Basi z ksiegowosci. Na to "samo zycie" niewiele mozemy poradzic. Niemniej
                  jezeli zwiazek opiera sie z zalozenia na sporej chemii (ktora czesto nie wyplywa
                  stricte z samej tylko fizycznosci) plus jeszcze do tego dochodzi duze "libido
                  wlasne" mamy jednak wieksze szanse, ze maz, chociaz lysiejacy, nadal bedzie nas
                  po latach krecil, a zona - mimo ze z rozstepami na brzuchu po ciazy - nadal
                  bedzie wydawala sie apetyczna.

                  Jakos jednak efekt Coolidge'a nie jest wartoscia stala i nie dotyka wszystkich
                  par w jednakowym stopniu. W czyms musi tkwic przyczyna. Na jego wystepowanie lub
                  nie sklada sie pewnie wiele czynnikow. Na pewno konstrukcja
                  charakterologiczno-emocjonalna danego faceta, libido wlasne, oraz poziom
                  biologicznego speedu (chemia, krecenie itp) w stosunku do tej konkretnej
                  partnerki. Pewnie, ze gwarancji dozywotniej na to nie ma, ale wspolgranie tych
                  czynnikow na pewno zwieksza szanse, ze partner nie stanie sie w stosunku do zony
                  aseksualnym trutniem bzykajacym ja z laski raz na rok.
    • malpieldzekson Re: Seksualna posucha - z perspektywy reglamentuj 17.11.08, 02:01
      na sto beczek zgniłej kapusty! z kim wy się wiążecie?! co to za faceci co sie
      raz na 2 miesiące chcą bzykać?! nie wierzę że można być w takim związku, dziwię
      się zarówno ich kobietom jak i im samym. coś tu ostro nie gra :D masakra :D
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka