fo-rumowisko
18.11.08, 21:37
...takie słowa usłyszałam od swojego męża po chyba ponad miesięcznym braku
seksu. Odniosłam wrażenie, że powiedział tak tylko dlatego, że po raz któryś z
kolei wyrzuciłam mu to, że kompletnie nie jest zainteresowany moją osobą jako
kobietą. Szczerze mówiąc taka sytuacja ciągłego inicjowania przeze mnie seksu
ma miejsce od niecałych dwóch lat, ręce mi już opadają i zaczynam się poważnie
zastanawiać nad znalezieniem sobie kochanka. Rozstać się nie rozstaniemy, bo
nie uważam, by ten powód był wystarczającym do tego.
To mój drugi mąż, 14 lat starszy ode mnie, ma 43 lata, wcześniej w poprzednich
związkach (przy pierwszym mężu też) nigdy nie miewałam tego typu problemów.
Jest to dla mnie bardzo poniżające błagać, dopominać się i prosić o chwile
intymności między nami.
Zupełnie nie wiem co mam o tym myśleć. Mąż lubi sobie wypić niestety, wtedy
czasami bierze go na tego typu zabawy, ale jest w takich momentach -odnoszę
wrażenie- egoistą, zdarzyło mu się znienacka wepchać mi np. nagle palec w
tyłek, co skutkowało parodniowym bólem, traktuje mnie bardzo przedmiotowo,
dlatego przestałam się godzić na seks po zbyt dużej (w moim odczuciu) dawce
alkoholu, co stało się dla niego ostatnio argumentem, że "przecież on chce,
ale ja nie chcę". Gwoli wyjaśnienia, jestem kobietą bardzo otwartą na seks,
nigdy mu niczego nie odmawiałam, do ostrzejszego seksu na trzeźwo nie byłam w
stanie go namówić, kilkakrotnie zorganizowałam nam seks w trójkącie z inną
kobietą- tu akurat obydwoje zbytnio na trzeźwo byśmy tego nie zrobili ;)
Tymczasem mój mąż zachowuje się tak, jakbym go wcale nie pociągała.
Macie jakieś pomysły na "wyjście" z takiej sytuacji?