Dodaj do ulubionych

metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie...

30.11.08, 01:01
Drodzy Panowie, którzy zdradziliście swoje malżonki a zdrada wyszla na jaw.
Napiszcie proszę swoje spostrzeżenia dotyczące zachowania żony po tym fakcie.
Czy zmienilo się na lepsze/gorsze? Czy zmiana byla trwala czy wszystko
wrócilo do 'normy' kiedy minęlo zagrożenie w postaci kochanki?


Obserwuj wątek
    • gacusia1 Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 30.11.08, 01:44
      Ja Ci moge opowiedziec co sie stalo po zdradzie u mojej kolezanki.
      Maz jej rogi przystawial dlugi czas. Ona trafila na to przypadkiem.
      Nie wystawila mu walizek. Przeciwnie. Schudla niesamowicie
      (odchudzala sie a nie byla gruba),pofarbowala i obciela wlosy.
      Zaczela sie malowac. Totalna zmiana. Po co? Po to by mezusia
      puszczalskiego s...syna przy sobie zatrzymac. No i tak wlasnie sie
      zmienila.
      • markos28mr Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 30.11.08, 10:58
        I o to chodzi , a Ty jesteś niereformowalna. Nie zazdroszczę
        Twojemu mężowi, bez względu na to co napiszesz,że on tak nie myśli
        itp pierdoły. Niekiedy ( prawie zawsze ) jak kobieta wie ,że mąż
        jest dziadem niezdolnym do skoku w bok to go olewa.
      • aandzia43 Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 30.11.08, 13:38
        gacusia1 napisała:

        > Ja Ci moge opowiedziec co sie stalo po zdradzie u mojej kolezanki.
        > Maz jej rogi przystawial dlugi czas. Ona trafila na to
        przypadkiem.
        > Nie wystawila mu walizek. Przeciwnie. Schudla niesamowicie
        > (odchudzala sie a nie byla gruba),pofarbowala i obciela wlosy.
        > Zaczela sie malowac. Totalna zmiana. Po co? Po to by mezusia
        > puszczalskiego s...syna przy sobie zatrzymac. No i tak wlasnie sie
        > zmienila.


        Z ciekawości zapytam. Czy małżonek to puszczalski dziad zawsze
        (nawet jak ma chudą żonę, lub pięc chydych żon), czy zdrada była
        jednorazowym aktem rozpaczy zaniedbywanego męża?
    • arkac123 Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 30.11.08, 09:05
      Mój eks zmiany mojego zachowania nie zauważył, ponieważ .... jest eksem;))).
      • markos28mr Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 30.11.08, 10:59
        Ciekawe,czy sam odszedł, czy ty go zrobiłaś ex ?
        • arkac123 Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 30.11.08, 12:48
          Zmusiłyśmy go z kochanką do wyboru jednej z nas, bo biedaczek najbardziej szczęśliwy czuł się "mając kochającą kochankę w pracy, i kochającą żone w domu";))). Gdyby nie my, kobiety, do tej pory pewnie miałaby 2 domy (obie zresztą byłyśmy w ciąży);))).

          Jednak z perspektywy czasu i na poważnie: moim zdaniem zdrada oznacza koniec związku, więc nie ma sensu debatować, w jaki sposób ktoś się zmienił.
          • aandzia43 Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 30.11.08, 13:42
            arkac123 napisała:

            > Zmusiłyśmy go z kochanką do wyboru jednej z nas, bo biedaczek
            najbardziej szczę
            > śliwy czuł się "mając kochającą kochankę w pracy, i kochającą żone
            w domu";))).
            > Gdyby nie my, kobiety, do tej pory pewnie miałaby 2 domy (obie
            zresztą byłyśmy
            > w ciąży);))).


            Buhaahaa... standardzik;-D

            > Jednak z perspektywy czasu i na poważnie: moim zdaniem zdrada
            oznacza koniec zw
            > iązku, więc nie ma sensu debatować, w jaki sposób ktoś się zmienił.

            Niekoniecznie:-)
    • mujer_bonita Zmiany 30.11.08, 11:54
      Panem nie jetem ale wypowiem się na przykładzie koleżanek (nie żon),
      które miałam okazję w tym okresie obserwować:
      1) półroczna depresja, problemy z zaufaniem ludziom, poczucie
      własnej wartośc równe zeru
      2) prawie roczna depresja, wyprowadzka do innego miasta 'byle
      dalej', poczucie własnej wartości poniżej zera

      W obu przypadkach panowie spuszczeni z wodą w kiblu. Obie doszły do
      siebie są szczęśliwe w nowych związkach, ex-om wybaczyły, jako-takie
      stosunki nawet utrzymują.
      • malgoszac Re: Zmiany 30.11.08, 12:31
        ja znam podobny przypadek (tyle, że akcja jest w "trakcie"):
        Zdrada ujawniona 3 miesiące temu, żona z poczuciem wartości=0, uważa
        się za brzydką i nieatrakcyjną, skrzywdzoną, niby została z mężem,
        ale w złości wykrzykuje, że chciałaby się zemścić. Do tego
        oczywiście zero seksu.
        A wiecie co mąż w tym czasie robi? ;-) no coment!
        • zawsze_karolka no wlaśnie 30.11.08, 13:22
          część związków sypie się zaraz po ujawnieniu zdrady, część po kilku latach bo
          żony nie poradzily sobie z takim doświadczeniem...
          a co się dzieje w związkach, które jednak funkcjonują? czy żona obwinia siebie i
          ze zdwojoną silą się stara być lepszą niż byla? czy nie robi nic? zostawia
          sprawy swojemu biegowi?
          • songo3000 Re: no wlaśnie 30.11.08, 14:00
            Dramatyzujecie ;) A ja dam dwa 'pozytywne' przypadki: McCain i Clinton, hehehe

            BTW. Zastanawia mnie ten oskarżycielski ton w stronę faceta, że poczucie wartości żonki=0. Jeśli tak rzeczywiście jest to facet po prostu spowodował, że żonka zobaczyła swoją prawdziwą wartość jako kobiety i czemu tu się dziwić. Jeżeli poczucie wartości babeczki zależy TYLKO od oceny innych (ocena innych 0 to spada do 0) to niech ma pretensje do siebie.
            Rozumiem, że zainteresowanie, docenianie przez innych jest miłe i nas podbudowuje ale LISTOŚCI. Własne poczucie wartości powinno wypływać z nas samych inaczej rzeczywiście jesteśmy 'nikim'.
            • mujer_bonita Re: no wlaśnie 30.11.08, 14:26
              songo3000 napisał:
              > BTW. Zastanawia mnie ten oskarżycielski ton w stronę faceta, że
              poczucie wartoś
              > ci żonki=0. Jeśli tak rzeczywiście jest to facet po prostu
              spowodował, że żonka
              > zobaczyła swoją prawdziwą wartość jako kobiety i czemu tu się
              dziwić.

              To nie jest oskarżycielski ton Songo, tylko obserwacja faktów. W obu
              przypadkach to bardzo wartościowe kobiety (jako kobiety, partnerki)
              a panowie po prostu zapragneli 'innej cipki' (tak twierdzili).

              > Jeżeli poczucie
              > wartości babeczki zależy TYLKO od oceny innych (ocena innych 0 to
              spada
              > do 0) to niech ma pretensje do siebie.

              Niestety, tak jest w przypadku kobiet. Było to dyskutowane w wątku o
              facetach z niskim libido. Poczucie wartości kobiety bierze się z
              zewnątrz. Faceta nie. Zobacz ile tu wątków kobiet, którym mąż
              odmawia seksu. 'Faceci się za mną oglądają na ulicy a mąż mnie nie
              chce więc nie czuję się kobietą'. Tak to niestety działa.

              To dość ciekawe zjawisko. Skąd niby kobieta ma brać poczucie, że
              jest wartościowa jako kobieta? Z faktu, że ma cipkę? Logicznym dla
              mnie jest, że o rzeczy wartościowe się dba, a facet który zdradza ma
              żonę w dupie, takie życie. I co? Ona ma na tej podstawie stwierdzić,
              że jest super wartościowa, skoro tak niewiele dla swojego męża
              znaczy?
              • nawrocona5 Re: no wlaśnie 30.11.08, 15:16
                Mnie też mąż zdradzał (dawno temu, młodzi jeszcze byliśmy)Odkryłam niechcący, z
                jego strony nie było chyba szczególnego zaangażowania w tamte histoori bo bez
                problemu skończył, była afera oczywiście a potem żylismy dalej.
                Depresji nie przechodziłam,
                nie było powodu abym straciła zaufanie do INNYCH ludzi przez to, co zrobił mąż,
                nie wyprowadziłam się nigdzie,,
                moje poczucie własnej wartości - aczkolwiek wtedy nie najwyższe - zależy od
                zupełnie innych rzeczy, a obecnie ma się doskonale:)
                Bywa i tak.
                • mujer_bonita Re: no wlaśnie 30.11.08, 15:30
                  Wybacz Nawrócona ale twoja sytuacja jest dość szczególna, z opisu
                  wynika, że mąż jest bardziej bratem niż mężczyzną w Twoim życiu,
                  poczucie kobiecości to Ci chyba raczje kochanekowie zapewniają. Bywa
                  i tak.
                  • nawrocona5 Re: no wlaśnie 30.11.08, 16:14
                    Ales ty elegancka... Ta liczba mnoga - naprawdę jestes klasą sama dla siebie.
                    Szczęśliwie niczego lepszego się po tobie nie spodziewałam, a i mój post nie był
                    do ciebie skierowany i nie musisz mi odpowiadac.


                    A wracając do tematu - napisałam wyraźnie, że to była sytuacja sprzed wielu lat.
                    Mój mąż nie był mi wtedy bratem a ja nie miałam kochanka.

                    Ale to, co napisałam kłoci się z twoimi dramatycznymi opowieściami i jak zwykle
                    musiałaś odszczeknąć jak pyskata nastolatka.
                    • mujer_bonita Re: no wlaśnie 30.11.08, 16:31
                      Nie wiem, dlaczego poczułaś się tak urażona. Użyłam liczby mnogiej
                      ponieważ sama napisałaś, że miałaś 2 kochanków:
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=86357475&a=86360736

                      Nie 'odszczekuję', pytanie było o reakcje a te są różne, zależnie od
                      sytuacji. Twój post był pod moim opisującym różnice w miedzy
                      kobietami a mężczyznami w źródłach pochodzenia poczucia
                      kobiecości/męskości, dlatego odniosłam się do tego co pisałaś,
                      konkretnie:

                      'moje poczucie własnej wartości - aczkolwiek wtedy nie najwyższe -
                      zależy od zupełnie innych rzeczy, a obecnie ma się doskonale:)'

                      I właśnie o te słowa mi chodziło, w kontekście mojej wcześniejszej
                      wypowiedzi. Czy Twoje poczucie kobiecości nie ucierpiało na
                      zdradzie, nie poczułaś się gorsza? A w chwili obecnej czy odrzucenie
                      jako kobiety w sferze przez męża w ogóle na nie nie wpływa? A może
                      jednak to tych dwóch kochanków sprawiło, że czujesz się kobietą?

                      PS. To nie atak, proszę nie odbieraj tak tego :)
                      • nawrocona5 Re: no wlaśnie 30.11.08, 16:53
                        To są zupełnie dwie różne sprawy.
                        Oczywiście, że wtedy, po zdradzie, czułam się fatalnie. Ale nie było tak, ze
                        poczucie własnej wartości spadło mi do zera - czułam wściekłośc na męża i na
                        siebie - za to, że dawałam się oszukiwać, czułam zazdrość...
                        I wszystko minęło po jakims czasie. Nie zostawiło to we mnie żadnej traumy.
                        Nie neguję uczuc innych ludzi, ale nie wszyscy jednakowo przeżywają takie
                        historie. Tylko to chciałam zasygnalizowac.

                        Nie pisałam nigdzie, że czuję się obecnie odrzucona przez męża. Nasze pożycie
                        układało się od początku kiepsko, potem fatalnie, a potem wcale go nie było. Ale
                        je nie zabiegałam o to tak, jak niektóre piszące tu zony. Niestety nie mogę
                        powiedzieć z czystym sumieniem, że zrobiłam wszystko, co można, aby to naprawic.
                        Etap końcowy - czyli całkowity brak seksu w małżeństwie powitałam chyba z ulgą.
                        Czułam się niedowartościowana jedynie w tym sensie, że nie mogłam cieszyc sie tą
                        dziedziną życia, która innym ludziom daje szczęście.
                        • mujer_bonita Re: no wlaśnie 30.11.08, 17:08
                          nawrocona5 napisała:
                          > To są zupełnie dwie różne sprawy.
                          > Oczywiście, że wtedy, po zdradzie, czułam się fatalnie. Ale nie
                          było tak, ze
                          > poczucie własnej wartości spadło mi do zera - czułam wściekłośc na
                          męża i na
                          > siebie - za to, że dawałam się oszukiwać, czułam zazdrość...
                          > I wszystko minęło po jakims czasie. Nie zostawiło to we mnie
                          żadnej traumy.
                          > Nie neguję uczuc innych ludzi, ale nie wszyscy jednakowo
                          przeżywają takie
                          > historie. Tylko to chciałam zasygnalizowac.

                          A mi właśnie o to chodziło. Moje koleżanki mimo, że zdradę ciężko
                          przeżyły doszły do równowagi. Też były wściekłe na facetów, na
                          siebie, że były tak ufne. Poczucie wartości jako kobiet po
                          ustąpieniu wściekłości spadło do zera (w pozostałych dziedzinach
                          raczej bez zmian). Teraz wróciło do normy, może poza tym faktem, że
                          nie ufają ślepo jak kiedyś, stawiają też większe wymagania partnerom.
                    • zawsze_karolka to z drugiej strony w takim razie 30.11.08, 16:50
                      pytanie do nawróconej( Panowie jakoś slabo się wypowiadają chociaż wątek byl
                      skierowany do nich): po aferze, kiedy już zdecydowalaś się jednak utrzymać ten
                      związek, zmienilaś swoje podejście do męża? potraktowalaś to jako np. wyzwanie i
                      stwierdzilaś że teraz mu pokażesz co może stracić i jaką ma wspanialą kobietę?
                      bylaś kochana, przymilna itd... Czy, znając swoją wartość, nie zmienialaś się
                      diametralnie ale żyliście już na Twoich warunkach? i czy te wydarzenia mialy
                      wplyw na to, że teraz Ty masz/mialaś kochanka?
                      • nawrocona5 Re: to z drugiej strony w takim razie 30.11.08, 16:59
                        Nie byłam przymilna:)
                        Nie miałam ochoty zdobywać go na nowo - jesli o to ci chodzi.
                        Uważałam, że to on zawinił i on powinien MNIE coś udowadniać i za coś
                        przepraszać - a nie na odwrót.
                        A od tamtych wydarzen do mojej decyzji o kochanku upłynęło 15 lat.
                        Więc jeśli był jakiś związek miedzy tymi sprawami, to może tylko taki, że mam
                        mniej skrupułów. Ale do całkowitego usprawiedliwiania się we własnych oczach
                        naprawdę mi daleko.
                        T
                        • zawsze_karolka Re: to z drugiej strony w takim razie 30.11.08, 17:23
                          oznaczaloby to, że kobiety znające swoją wartość nie wywracają swojego życia do
                          góry nogami,byleby tylko mąż do nich wrócil. jedyna różnica to taka, że
                          zaczynają żyć bardziej dla siebie a nie dla związku.
                          a te które uzależniają swoje 'być' od mężczyzny są gotowe na wiele poświęceń
                          byleby nie być samymi...
                          wracając do glównego pytania: jeśli już się zmieiają to jak i na jak dlugo?
                          • nawrocona5 Re: to z drugiej strony w takim razie 30.11.08, 17:43
                            zawsze_karolka napisała:
                            > oznaczaloby to, że kobiety znające swoją wartość nie wywracają swojego życia do
                            > góry nogami,byleby tylko mąż do nich wrócil. jedyna różnica to taka, że
                            > zaczynają żyć bardziej dla siebie a nie dla związku.
                            > a te które uzależniają swoje 'być' od mężczyzny są gotowe na wiele poświęceń
                            > byleby nie być samymi...

                            To jest jedna mozliwa wersja.
                            A druga to taka, ze niektóre kobiety kochaja bardziej, inne mniej.
                            Te, które kochają bardziej, czasami nie są w stanie podnieść się po takim ciosie.
                            Byc może ja kochałam za mało. Byc może już wtedy wiernośc nie była dla
                            priorytetem w związku (nawet sama kiedy miałam czyste sumienie:))

                            Dlatego napisałam w swoim pierwszym poście "Bywa i tak"
                            Bo są różne związki, różne żony, różne okoliczności zdrady.
                            Dla niektórych to jest koniec świata, dla innych nie. I dla porządku trzeba o
                            tym wspomnieć w tej dyskusji.
                            • zawsze_karolka Re: to z drugiej strony w takim razie 30.11.08, 18:16
                              a co w sytuacji gdy kobieta dowiadując się, że jej mąż zainteresowal się inna
                              przechodzi totalną metamorfozę?
                              np. zamienia się w gorącą kocicę, która zaspokoja męża co noc chociaż przez
                              poprzedni rok odganiala go jak natrętną muchę i nie miala na seks z nim żadnej
                              ochoty, co jeśli staje się mila i czula chociaż ostatnie lata to bylo tylko
                              marudzenie i pozycja roszczeniowa bo, jak niestety wiele kobiet, uważa że akt
                              ślubu to cyrograf który zmienia męża w jej wlasność?
                              trochę przejaskrawiam przyklady ale ciekawi mnie czy takie zmiany są trwale czy
                              na potrzebę chwili a za miesiąc, dwa, trzy (gdy już mąż otumaniony szczęściem
                              uspokoi się) wszystko wróci do normy?
                              • avide Re: to z drugiej strony w takim razie 03.12.08, 10:32
                                Z tymi zmianami to zależy
                                Bywają czasowe bywają trwałe.
                                Oczywiście wstrząs pod tytułem zdrada potrafi otworzyć oczy.

                                Jeżeli zdrada wynikała ze zbyt małej ilości seksu bo libido jednego z partnerów
                                nie daje rady, to sorry, po 2-3 miesiącach sytuacja wróci normy.

                                Jeżeli zdrada wynikła z chwilowego przepracowania, zapomnienia się w obowiązkach
                                domowych, olaniu partnera/ki, zapomnieniu że ono też ma własne potrzeby w tym
                                zakresie to zmiana ma szansę być trwała. Ważne jest jakie potrzeby w tym
                                zakresie maja partnerzy. I to zarówno ilościowe jak i jakościowe.
                              • markos28mr Re: to z drugiej strony w takim razie 13.12.08, 14:52
                                Po ustaniu zagrożenia wszystko z jej strony wraca do kiepskiej
                                normy.Wiem to z własnego doświadczenia , a następny raz już nie
                                wywołuje pozytywnych reakcji ze strony żony. Kto miał pecha i źle
                                trafił to raczej ma przerąbane i może tu zmienić tylko zmiana
                                partnerki na stałe.
              • puciatkowa Re: no wlaśnie 03.12.08, 02:04
                mujer_bonita napisała:

                > songo3000 napisał:
                > > BTW. Zastanawia mnie ten oskarżycielski ton w stronę faceta, że
                > poczucie wartoś
                > > ci żonki=0. Jeśli tak rzeczywiście jest to facet po prostu
                > spowodował, że żonka
                > > zobaczyła swoją prawdziwą wartość jako kobiety i czemu tu się
                > dziwić.
                >
                > To nie jest oskarżycielski ton Songo, tylko obserwacja faktów. W obu
                > przypadkach to bardzo wartościowe kobiety (jako kobiety, partnerki)
                > a panowie po prostu zapragneli 'innej cipki' (tak twierdzili).
                >
                > > Jeżeli poczucie
                > > wartości babeczki zależy TYLKO od oceny innych (ocena innych 0 to
                > spada
                > > do 0) to niech ma pretensje do siebie.
                >
                > Niestety, tak jest w przypadku kobiet. Było to dyskutowane w wątku o
                > facetach z niskim libido. Poczucie wartości kobiety bierze się z
                > zewnątrz. Faceta nie. Zobacz ile tu wątków kobiet, którym mąż
                > odmawia seksu. 'Faceci się za mną oglądają na ulicy a mąż mnie nie
                > chce więc nie czuję się kobietą'. Tak to niestety działa.

                Bonita, piszesz tak ex catedra, ze az sie musze nie zgodzic ;)
                To, ze znasz cale dwie kolezanki, ktorych poczucie wartosci spadlo do zera po zdradzie, nie znaczy jeszcze, ze cytuje 'poczucie wartosci kobiety bierze sie z zewnatrz'.
                I musze sie zgodzic z Songo, ze 'jeżeli poczucie wartości babeczki zależy TYLKO od oceny innych (ocena innych 0 to spada do 0) to niech ma pretensje do siebie.

                Wiesz, mnie maz zdradzil. Ani przez moment moje poczucie wartosci nie spadlo w ogole, a co dopiero do zera. Bo niby dlaczego?
                To, ze moj maz postanowil swoje rozne potrzeby zaspokoic poza zwiazkiem, nie oznaczalo dla mnie, ze jestem do bani, tylko, ze nie zaspokajam pewnych potrzeb mojego meza. Jego blad polegal na tym, ze zamiast pochylic sie nad soba i sprobowac rozpoznac te potrzeby i najpierw probowac, chocby przez rozmowe, wyegzekwowac ich zaspokojenie przeze mnie, to bezrefleksyjne dal je sobie zaspokoic przez kochanke.
                >
                > To dość ciekawe zjawisko. Skąd niby kobieta ma brać poczucie, że
                > jest wartościowa jako kobieta? Z faktu, że ma cipkę?

                Wedlug mnie kobieta ma brac poczucie wartosci z siebie. Bynajmnie nie dlatego, ze ma 'cipke', jak piszesz, bo co to za wartosc?

                > Logicznym dla
                > mnie jest, że o rzeczy wartościowe się dba, a facet który zdradza ma
                > żonę w dupie, takie życie.

                Oczywiscie mozna wywiesc taki logiczny? wniosek ale to nadal nie oznacza, ze jesli facet mnie zdradza, czyli ma mnie w dupie, to ja jestem bezwartosciowa. Bo niby dlaczego tak mam myslec?

                > I co? Ona ma na tej podstawie stwierdzić,
                > że jest super wartościowa, skoro tak niewiele dla swojego męża
                > znaczy?

                Nie, ona ma stwierdzic, ze jest super wartosciowa, a jej maz to glupek :P


                • mujer_bonita Puciatkowa 03.12.08, 10:13
                  Nie twierdzę, że KAŻDA kobieta się tak zachowuje ale o pewnych
                  prawidłowościach postrzeganiu samych siebie przez kobiety i
                  mężczyzn. Opisał to akurat Avide:
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=87071469&a=87146452

                  Co ciekawe w tamtym wątku jest Twój post, który tę tezę potwierdza :)
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=87071469&a=87108849
                  Sama piszesz:
                  'Zeby wyjasnic sobie te kwestie znalazlam sobie odpowiedniego
                  partnera
                  krotkoterminowego, przespalam sie z nim kilka razy, udowodnilam
                  sobie, ze ze mna
                  fizjologicznie jest wszystko ok i zylam bez kompleksu nizszosci. Co
                  wiecej,
                  poniewaz znalezienie i uwiedzenie kochanka zajelo mi pare
                  dwuznacznosci, kilka
                  esemesow i emaili, a faceci ogladali sie za mna na ulicy uwazalam
                  sie za osobe
                  bardzo seksowna.'

                  Czyli żeby mieć poczucie, że z Tobą jest wszystko ok musiałaś
                  to 'przetestować', sprawdzić, znaleźć potwierdzenie na zewnątrz (u
                  kochanka). Facet w tej sytuacji nic by nie robił, wystarczyłoby mu
                  przekonanie, że 'może' więc jest OK.
                  • songo3000 Re: Puciatkowa 03.12.08, 21:41
                    Bonitka, powiedz szczerze. Bez wielbiącego wzroku i zainteresowania od strony facetów uważasz się za 'zerową' jako kobieta?

                    Eeee, n i e w i e r z ę :)))
                    • mujer_bonita Re: Puciatkowa 03.12.08, 22:53
                      songo3000 napisał:
                      > Bonitka, powiedz szczerze. Bez wielbiącego wzroku i
                      zainteresowania od strony f
                      > acetów uważasz się za 'zerową' jako kobieta?
                      >
                      > Eeee, n i e w i e r z ę :)))

                      Teraz nie, ale kiedyś różnie bywało. Mądrość przychodzi z wiekiem.
                      Mówię raczej o prawidłowości niż skrajności ;)

                      Ale fakt jest taki, że wielbiący wzrok dodaje mi skrzydeł. Brak
                      komplementów już na mnie nie wpływa raczej. Natomiast dłuższy okres
                      bez zainteresowania czy odrzucenie ze strony mojego faceta działałby
                      zapewne destrukcyjnie. Na szczęście nie miałam okazji przetestować ;)

                      Tak jak pisałam to raczej prawidłowość i mimo, że u różnych kobiet
                      objawia się różną intensywnością to jednak u większości można ją
                      odnaleźć.
                  • puciatkowa Re: Bonita 04.12.08, 17:59
                    mujer_bonita napisała:

                    > Nie twierdzę, że KAŻDA kobieta się tak zachowuje ale o pewnych
                    > prawidłowościach postrzeganiu samych siebie przez kobiety i
                    > mężczyzn. Opisał to akurat Avide:
                    > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=87071469&a=87146452

                    To dobrze, ze nie twierdzisz, ze kazda kobieta sie tak zachowuje, ale co to znaczy 'tak sie zachowuje'?

                    Ja pisalam nie o tym, ze moje poczucie seksownosci nie jest uzaleznione od tego czy czuje sie pozadana. Pisalam o tym, ze moje poczucie wartosci pochodzilo i pochodzi z wewnatrz. I dlatego zdrada mojego meza nie spowodowala, ze to poczucie wartosci w jakikolwiek sposob spadlo. I jesli ktos ma inaczej, to pretensje moze miec tylko do siebie.

                    > Co ciekawe w tamtym wątku jest Twój post, który tę tezę potwierdza :)

                    > Sama piszesz:
                    > 'Zeby wyjasnic sobie te kwestie znalazlam sobie odpowiedniego
                    > partnera
                    > krotkoterminowego, przespalam sie z nim kilka razy, udowodnilam
                    > sobie, ze ze mna
                    > fizjologicznie jest wszystko ok i zylam bez kompleksu nizszosci. Co
                    > wiecej,
                    > poniewaz znalezienie i uwiedzenie kochanka zajelo mi pare
                    > dwuznacznosci, kilka
                    > esemesow i emaili, a faceci ogladali sie za mna na ulicy uwazalam
                    > sie za osobe
                    > bardzo seksowna.'
                    >
                    > Czyli żeby mieć poczucie, że z Tobą jest wszystko ok musiałaś
                    > to 'przetestować', sprawdzić, znaleźć potwierdzenie na zewnątrz (u
                    > kochanka). Facet w tej sytuacji nic by nie robił, wystarczyłoby mu
                    > przekonanie, że 'może' więc jest OK.
                    >
                    Wydaje mi sie, ze mieszasz dwie sprawy:
                    poczucie wlasnej wartosci i poczucie wlasnej seksownosci.
                    I w tym pomieszaniu zmanipulowalas cytat mojej wypowiedzi. Pierwsza czesc mojego wpisu odnosi sie faktu, ze mnie maz nie pociagal i czulam sie z tym niefajnie, druga, ze mimo, ze mnie maz nie pociagal i nie bzykalismy sie jak kroliki, czulam sie seksownie.

                    Owszem, porownywujac moja czestotliwosc kontaktow seksualnych ze srednia mialam poczucie nizszosci, ze ja tej sredniej nie wyrabiam.
                    Ale od poczatku do konca moja ocena pochodzila ode mnie. A ze byla zbyt surowa? Ze to _ja_, a nie ktos inny, uwazal, ze cos ze mna moze byc nie tak, bo _ja_nie bylam tak namietna, jakbym _sama_ chciala. I to ja wykorzystalam kochanka, zeby _sobie_ udowodnic, ze ze mna jest wszystko ok, czyli ze potrafie byc namietna kotka, jesli tylko partner mnie zakreci. Nie udowadnialam tego ani mezowi, ani kolezance, ani kochankowi. Sobie.
                    To ja postanowilam zawalczyc o poczucie wlasnej wartosci. A ze uzylam do tego kochanka? Coz, taki lajf.

                    Co do cytatu 'Co wiecej, poniewaz znalezienie i uwiedzenie kochanka zajelo mi pare dwuznacznosci, kilka esemesow i emaili, a faceci ogladali sie za mna na ulicy uwazalam sie za osobe bardzo seksowna', to odnosi sie on wlasnie do poczucie seksownosci. Jest ono moim zdaniem, zarowno w przypadku kobiet, jak i mezczyzn mocno zwiazane z tym, jak odbieraja nas inni, ale nie tego dotyczyla moja wypowiedz o spadaniu/nie spadaniu poczucia wlasnej wartosci do zera po byciu zdradzonym.
    • puciatkowa Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 01.12.08, 13:39
      zawsze_karolka napisała:

      > Drodzy Panowie, którzy zdradziliście swoje malżonki a zdrada wyszla na jaw.
      > Napiszcie proszę swoje spostrzeżenia dotyczące zachowania żony po tym fakcie.
      > Czy zmienilo się na lepsze/gorsze? Czy zmiana byla trwala czy wszystko
      > wrócilo do 'normy' kiedy minęlo zagrożenie w postaci kochanki?
      >
      Ja jestem taka zona.
      Zdecydowanie zmienilam sie na lepsze. Wyciagnelam lekcje z tego, co moj maz znalazl u kochanki. Czy to jest zmiana trwala?
      Mam nadzieje, ze tak. Na razie minelo troche ponad rok od czasu kiedy maz wrocil do domu i ponad poltora roku od kiedy zdrada wyszla na jaw.
    • kici10 Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 03.12.08, 15:35
      Myślę, że żaden z panów Ci na to nie odpowie, ponieważ znają tylko
      efekty, a nie znają motywacji. Nie wiedzą więc, czy to tylko
      krótkotrwała gra, czy totalna metamorfoza. Wiesz, kochanki prowadzą
      swoją grę, dlaczego nie miałyby tego robić żony.
      Natomiast, co do trwałej zmiany, napiszę Ci jak to widzę.
      Zdrada jest szokiem. Dokładnie zostało to opisane w wątku Avide. To
      cała prawda. Po szoku, zaczynasz się zastanawiać, co ze sobą dalej
      zrobić, jak dalej żyć. Poczucie wartości rzeczywiście leci na łeb na
      szyję. No, ale potem przychodzi myśl, że nie będzie o moim poczuciu
      wartości decydowała byle szmata, lub byle ciul ( tego, jeśli go
      jeszcze trochę kochamy, oszczędzamy, przypisując mu
      niepoczytalność). Chwilowo przestaje ci zależeć na życiu, w związku
      z tym zaczynasz robić rzeczy, które zawsze chciałaś zrobić, ale się
      bałaś. Nie masz nic do stracenia. W sksie puszczają wszelkie
      hamulce, które wpojono tzw. grzecznym dziewczynkom. Myślisz sobie,
      jeśli taka szmata nie wstydziła się rozkładać nogi byle gdzie, czy
      robić byle co, to czego do cholery ja mam się wstydzić. Co mi z tego
      wstydu przychodzi. W związku z tym - hulaj dusza, piekła nie ma (
      oczywiście tylko w zakresie na który masz ochotę). Przekraczasz
      kolejne bariery. I co, nic się nie dzieje, ziemia się nie
      rozstępuje, pioruny nie grzmią. A ty coraz bardziej wyluzowana.
      Zaczynasz szukać przyczyn tego co się stało. Szukasz swojej winy. I
      wychodzi ci, że za bardzo byłaś skupiona na obiadkch, firankach,
      porząkach. Co przy pracy zawodowej skutkowało chronicznym zmęczeniem
      i brakiem snu, a co z powodu przyzwyczajenia było przezroczyste dla
      innych. No więc, pieprzyć obiadki, porządki, firanki. Przestaje ci
      na tym zależeć. Zyskujesz w ten sposób kilka godzin dziennie czasu
      dla siebie, który możesz pośęcić, pindrzeniu się, czytaniu, hobby, i
      co kto lubi. A przede wszystkim wysypiasz się w końcu. Stajesz się
      też wyluzowana, bo proza życia zaczyna ci walić. Już nie
      przywiązujesz do tego takiej wagi. Nie czepiasz się więc domowników
      o pirdoły. Jak lubią żyć w brudzie, to niech zyją tak jak lubią. Po
      jakimś czasie zaczynasz dostrzegać, że świat znowu pachnie, i daje
      nam tyle możliwości. Tylko brać, wybierać. Już nie oglądasz się na
      nikogo, bo nic nie jesteś nikomu winna. Bierzesz co chcesz. I co
      najważniejsze, cieszysz się tym jak dziecko. Za wszystkie czasy,
      kiedy nie było ci to dane. Żyjesz tu i teraz, nic nie planujesz
      długofalowo. Pełen spontan. I teraz powiedz mi, czy po takiej
      metamorfozie pozwolisz sobie to wszystko zabrać? Nigdy w życiu.
      Pomimo tego, że nagle dla drugiej strony, te obiadki stały się
      bardzo ważne. To z jednej strony, a z drugiej ta nowa osoba tochę
      fascynuje, bo nigdy nie wiadomo, co tym razem odpali.
      To wszystko oczywiście przy pełnej wolności dla drugiej osoby.
      Żadnego zmuszania do czegokolwiek, przy pełnej świadomości, że próba
      jest tylko jedna.
      Czasami ma się ochotę podziękować kochance, za umożliwienie dotarcia
      do prawdziwej siebie, za odnalezienie swojej drogi. Gdyby tylko nie
      ten brak szacunku.
      • kasitza Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 11.12.08, 21:22
        kici, kochanie, dokladnie tego mi trzeba. poprosze mojego meza, zeby
        mnie wreszciw zdradzil. dokladnie chce sie znow czuc jak siksa bez
        ograniczen, spontan. firanki wprawdzie mi nie w glowie, ale wszystko
        chce zrobic dobrze. nie moge sie z tego wyzwolic. bogu dzieki
        przestalam zmywac naczynia...kuchnia wyglada znow jak za czasow
        studenckich!
    • zebra12 To ja Wam powiem, jak to jest u mnie 04.12.08, 11:23
      Jesteśmy z trakcie rozwodu od roku. Od trzech lat nie żyliśmy ze sobą, a od
      dwóch nie mieszkamy razem. Kilka dni temu dowiedziałam się, ze mąż spał z inną
      kobietą kilka miesięcy temu. Powiem Wam, że w ogóle mnie to nie rusza. Może
      dlatego, że mąż jest mi obojętny. Mało tego, gdy mi to wyznał, poprosiłam o
      szczegóły. Umówiłam się tez z nim na seks. Nie przeszkadza mi, ze mnie zdradził,
      ani, ze jest z kimś związany...
      Widzę, że on to gorzej znosi. W nocy coś przebąkiwał o uczuciach...
      On nie rozumie, że ja go zupełnie nie kocham, ale nie mam wibratora :), a on
      jest w tym dobry... Wie gdzie, czym i jak robić, żeby było fajnie. No i ten 3
      letni post seksualny robi swoje.
      Dlatego wydaje mi się, że zdrada boli tego, kto kocha.
      • glamourous Re: To ja Wam powiem, jak to jest u mnie 04.12.08, 14:32


        zebra12 napisała:

        > ale nie mam wibratora :), a on
        > jest w tym dobry... Wie gdzie, czym i jak robić, żeby było fajnie.


        I Ty TAKIEGO chlopa rzucasz, ech...!;-)))
      • idoli Re: To ja Wam powiem, jak to jest u mnie 04.12.08, 15:17
        "Dlatego wydaje mi się, że zdrada boli tego, kto kocha"

        wiesz co, ameryki nie odkryłaś.

        znam jedną kobietę, która dowiedziała się o zdradzie męża ale ciężko mi
        powiedzieć czy się po tym zmieniła. może przy dobrej okazji ją o to zapytam.

    • teklana Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 04.12.08, 14:45
      Stety ;-)na własnym przykładzie nie moge powiedziec,ale kuzynka po
      odkryciu zdrady męża schudła 25 kg,może wiecej,po solarium wygladam
      niczym mulatka,fryzjer,siłownia........Minęło pół roku i wróciła do
      poprzedniej wagi i wogóle wszystko wróciło do stanu
      poprzedniego.Więc teraz mąż jej zapewne znów ja zdradzi ze szczupła
      i zabawna laską,a kuzynka sie
      dowie,schudnie........itp.itd.Zycie.Niektóre kobiety nigdy nie
      madrzeją
      • mala.czarnaa Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 04.12.08, 22:41
        Moja siostra przeżyła zdrade. Najpierw gdy sie dowiedziała nie czuła nic. Po paru tygodniach jej stan pogarszał się z dnia na dzień. Z trudem namówiłam ją na wizyte u terapeuty. Przeżyła trwającą niemal rok czasu depresje. Teraz minęło półtora roku od całej sytuacji a ona w dalszym ciągu się leczy. Jednak efekty są zdumiewające! Kobieta się zmieniła, jej samoocena poszła w górę, jest pewna siebie i w ogóle inna niż była półtora roku temu. Szanownego pana pogoniła i jest szczęśliwa jak nigdy dotąd. Zyskała spokój. Nie ma tego złego co by... itak dalej;)

        • bi_chetny Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 11.12.08, 15:23
          moja żona przeszła metamorfozę. zaznaczę że moja zdrada była aktem desperacji,
          kiedy uznałem że już jest po naszej miłości i związku.
          Początkowo, w trakcie terapii i kiedy ja podejmowałem decyzję [ona podjęła, że
          chce ze mną zostać], było bardzo gorąco i często jeśli chodzi o seks. Potem się
          unormowało. Teraz mieliśmy trochę szczerych [przed zdradą nie umieliśmy w ten
          sposób rozmawiać] rozmów na tematy seksualne i znów jest zwyżka. Nie zawsze
          należy od razu wyrzucać męża z domu - to zależy od okoliczności.
          • diabel.pl Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 11.12.08, 15:56
            jak by mnie facet zdradzil,to odrazu bym go zabila
            a tak naprawde to mysle ze kobieta raczej metamorfozy nie przechodzi raczej
            facetowi sie tak wydaje,ale moze sie myle
            acha powody zawsze sa do zdrady jak sie ich oczywiscie szuka
            • bi_chetny Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 11.12.08, 16:14
              skopiuj swoją wypowiedź i zachowaj. otwórz za 10 lat. a ile masz, tak btw ?
            • juzniekochanka Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 11.12.08, 17:05
              Mój kochanek, jak Go zapytałam - co by zrobił, jakby się dowiedział,
              że żona Go zdradza - odpowiedział: zastanowiłbym się, co robiłem źle.
              Ale ja teraz jestem (jak Bi-chętny) po innej stronie i trochę
              inaczej myślę.
              • titta4 Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 11.12.08, 19:20
                Ja przeżytłam zdradę-fizyczną tylko(nie romans).Moje poczucie wartosci nie
                drgnęło, za to szacunek, a raczej jego resztki do (jeszcze) męża poszybowały w
                dół.Mimo to, ze wzgladu na szacunek do spędzonych lat i na dzieci próbowałam
                wybaczyć.Nie dało rady.Jego wyrzuty sumienia powodowały ciśnienie nie do
                wytrzymania(próby samobójcze,ataki agresji), równiez dla niego.Rozstaliśmy sie 6
                tygodni temu-to była moja decyzja, choc czekałam na pretekst.
                Nie żałuję.On-chyba tak,choc myślę,że niewiele z tej całej sytuacji wyciągnął.
    • yoric Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 11.12.08, 23:46
      Z różnych wpisów w tym wątku i nie tylko w tym wątku zaryzykuję tezę, że zdrada
      faceta powoduje podświadome dowartościowanie go jako samca w oczach jego
      partnerki. Oczywiście jest ból, wściekłość, itd., ale generalnie odbiór wartości
      partnera zmienia się na lepszy. W tym sensie może - być może - mieć pozytywny
      wpływ na związek.

      Nie jest to mocna teza, a poza tym pasuje mi do ideologii. Nie będę się przy
      niej jakoś specjalnie upierał, ale daję do skomentowania :).
      • bi_chetny Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 12.12.08, 13:52
        tak, w przypadku gdy przyczyną zdrady była mała aktrakcyjność w oczach kobiety,
        jeśli WCZEŚNIEJ
        • bi_chetny Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 12.12.08, 13:54
          wcisnęło mi się coś...

          jeśli WCZEŚNIEJ ta atrakcyjność była wysoka. To powoduje ponowne zwiększenie
          atrakcyjności.
      • aandzia43 Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 12.12.08, 14:25
        yoric napisał:

        > Z różnych wpisów w tym wątku i nie tylko w tym wątku zaryzykuję tezę, że zdrada
        > faceta powoduje podświadome dowartościowanie go jako samca w oczach jego
        > partnerki. Oczywiście jest ból, wściekłość, itd., ale generalnie odbiór wartośc
        > i
        > partnera zmienia się na lepszy. W tym sensie może - być może - mieć pozytywny
        > wpływ na związek.

        Owszem. Pod warunkiem, że jeszcze jakiekolwiek pozytywne uczucia i seksualne
        instynkty kierowane w stronę męża w żonie drzemały. No i pewnie tylko wtedy, gdy
        jest to pierwsza zdrada - wyłom w dotychczas kultywowanych obyczajach, szok i
        pikantna nowinka. Któras z kolei lewizna lekkiego w prowadzeniu się małżonka to
        już tylko smutne, obleśne kurestwo.
        • yoric Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 12.12.08, 15:56
          > Któras z kolei lewizna lekkiego w prowadzeniu się małżonka to
          już tylko smutne, obleśne kurestwo.

          dla ścisłości - ja uważam, że każda zdrada to " smutne, obleśne kurestwo." :)
          • bi_chetny Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 12.12.08, 15:59
            zdrada nie jest fajna, nie wiem czemu mam wrażenie, że jest mnie i kilku jeszcze
            osobom przypisywane odmienne zdanie. Wydaje mi się jednak, że "początek końca"
            to może być ale dopiero wtedy, kiedy staniemy przed wszystkimi faktami. Miłość
            to również wybaczanie. Tylko trzeba wyjść poza swoje ego
          • aandzia43 Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 12.12.08, 16:12
            > dla ścisłości - ja uważam, że każda zdrada to " smutne, obleśne kurestwo." :)

            A ja nie. Błądzić jest rzeczą ludzką. Mnie mierzi tylko głupota powtarzalności,
            powtarzalność głupoty i takie tam inne powtórki z rozrywki;-)
            A miłość to również wybaczanie, jak napisał Bi.
            • yoric Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 12.12.08, 16:33
              No... ja tam jestem przeciwnikiem jakiejkolwiek relatywizacji zdrady "w pupę -
              nie zdrada, jeden raz - nie zdrada" :).
              Przyznaję, że w tym wypadku moja ocena moralna zdrady (jednoznacznie negatywna)
              różni się od oceny pragmatycznej (że *być może* są przypadki, kiedy wychodzi
              związkowi na dobre). Czyli nie jestem aż takim pragmatykiem, jak myślałem :).
          • errare_humanum_est Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 12.12.08, 16:51
            yoric napisał:

            > dla ścisłości - ja uważam, że każda zdrada to " smutne, obleśne kurestwo." :)

            A ja nie. Widzę różnicę pomiędzy jednorazowym zdarzeniem, często po alkoholu czy
            narkotykach lub gdy w związku źle się dzieje i zdradzającemu wszystko wisi a
            akurat na imprezie spotkał swoją przysłowiową "drugą seksualną połówkę" i
            hormony walnęły na mózg, a sytuacją gdy jeden z partnerów regularnie i z zimną
            krwią chadza na panienki/chłopców. O ile pierwsze da się jakoś (lepiej lub
            gorzej) wytłumaczyć, zrozumieć (zalał/a pałę i wylazła z niego/niej gorsza
            strona) i często nawet wybaczyć, to drugie skreśla dla mnie taką osobę
            całkowicie i Twoje określenie pasuje do tego znakomicie.
            • yoric Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 12.12.08, 21:01
              Ślepy nie jestem :), więc różnicę widzę - podobnie jak sąd widzi różnicę między
              wzięciem w łapę stówy za przyspieszenie operacji a daniem w łapę miliona zł za
              odpowiednio wartą koncesję. W pierwszym przypadku będzie rok za kratkami, w
              drugim dziesięć lat - ale przestępstwo jest to samo, kwalifikacja ta sama,
              paragraf ten sam.

              IMO mamy tutaj tendencję do relatywizacji zdrady; jestem tej tendencji
              przeciwny. Moim zdaniem to tylko krok od "zdrada liczy się od drugiego razu",
              albo wręcz "wszystkiego w życiu trzeba spróbować" :).

              Idąc Twoim tokiem myślenia: alkohol, 'seksualna połówka' oraz uderzenie hormonów
              to jednak rzeczy powtarzalne. Powiedzmy, że raz można wybaczyć. A drugi? A jeśli
              nie, to czemu można wybaczyć ten pierwszy?

              Pozdrawiam

              PS: a określenie jest Andzi :).
              • errare_humanum_est Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 13.12.08, 14:14
                yoric napisał:

                > IMO mamy tutaj tendencję do relatywizacji zdrady; jestem tej tendencji
                > przeciwny. Moim zdaniem to tylko krok od "zdrada liczy się od drugiego razu",
                > albo wręcz "wszystkiego w życiu trzeba spróbować" :).

                Czemu zaraz relatywizacja? Zdrada jest zdradą, nadużyciem zaufania, szokiem dla zdradzanego partnera i często końcem związku, to nie podlega dyskusji i nie o to mi chodzi. Jestem tylko przeciw wrzucaniu do jednego worka przykładów podanych przeze mnie i traktowania ich jedną sztancą. Oprócz samego czynu ważne są również powody i to miałem na myśli. Sam dosyć rygorystycznie podchodzę do tego tematu i teraz, w tym momencie, w przypadku zdrady jednej ze stron, nie jestem w stanie wyobrazić sobie innego rozwiązania jak koniec związku i próbowanie ułożenia sobie życia na nowo. Ale widzę i czuję różnicę w przypadku zdrady na zasadzie przypadku, a zdrady na zimno, żeby przespać się z kimś nowym, bo aktualny partner mnie nudzi. Efekt taki sam, odczucia psychiczne w obu przypadkach diametralnie inne.

                > Idąc Twoim tokiem myślenia: alkohol, 'seksualna połówka' oraz uderzenie hormonów
                > to jednak rzeczy powtarzalne. Powiedzmy, że raz można wybaczyć. A > drugi? A jeśli nie, to czemu można wybaczyć ten pierwszy?

                Eee, no nie galopuj tak od razu. Znasz ten dowcip, jak ksiądz starał się rabinowi wytłumaczyć pojęcie cudu i jako przykład podawał sytuację, gdy rzuca się z wieży kościelnej i nic mu się nie dzieje? Rabin za pierwszym razem określił to jako przypadek, za drugim jako szczęście, za trzecim - jako przyzwyczajenie.
                IMHO zdrada przypadkowa to sygnał że w związku źle się dzieje i często zdradzający ma równie duże wyrzuty sumienia jak zdradzany poziom frustracji i wściekłości. Jeżeli mimo tej lekcji zdradzający dalej pcha się w ten sam schemat owocujący tym samym skutkiem to o jakim przypadku my tu rozmawiamy?
                Zasada jest taka: upadłem, podniosłem się, robię wszystko żeby nie upaść ponownie. Czy zdradzony zdecyduje się dać szansę naprawy - to już jest inna sprawa. Nie musi dawać i to jest jego święte prawo. Jeżeli da - OK, próba nie strzelba. Ale dawanie tej samej szansy po raz kolejny i kolejny to już jest zwyczajna głupota.
                • yoric Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 14.12.08, 15:58
                  No... powiedzmy, że zauważam zbliżenie stanowisk.

                  Cały czas uważam jednak, że należy się skupiać na tym, żeby być mądrym przed
                  szkodą, a nie po szkodzie. Żeby na starcie nie wchodzić we 'frame' rozgrzeszania
                  i szukania wymówek.

                  Pozdrawiam
                  • aandzia43 Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 14.12.08, 22:32
                    yoric napisał:

                    > No... powiedzmy, że zauważam zbliżenie stanowisk.
                    >
                    > Cały czas uważam jednak, że należy się skupiać na tym, żeby być
                    mądrym przed
                    > szkodą, a nie po szkodzie. Żeby na starcie nie wchodzić we 'frame'
                    rozgrzeszani
                    > a
                    > i szukania wymówek.
                    >
                    > Pozdrawiam

                    Cały czas i ja uważam, że nalezy się na tym skupiać:-)
                    Ale wiem też, ze nei wszyscy mają szanse zostać cnotliwymi na
                    wejściu. Niektórzy tak fatalnie startują, że potem drogę do cnoty
                    mają dość wyboistą. Ale nawrócony grzesznik - to dopiero smaczek dla
                    nieba;-)
      • kachna79 Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 12.12.08, 14:58
        Realne zagrożenie zdrady może spowodować, że przychylniejszym okiem
        popatrzymy na partnera (to nam uświadamia, że są inni chętni i
        musimy powalczyć o tę osobę), ale dla mnie zdrada byłaby raczej
        początkiem końca.
        • diabel.pl Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 12.12.08, 19:34
          moze macie racje zdradzeni inaczej wtedy patrza na partnerow i doszukuja sie
          bledu jakiego popelniaja tylko mi jedno siedzi w glowie dlaczego odrazu nie
          powie sie w prost ze cos nie pasuje czasami tego czlowiek nie zauwaza przeciez
          to ludzkie
          • kawka.28 Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 14.12.08, 20:51
            moim zdaniem w większości przypadków jest to wina braku chęci z obu stron,
            odpuszczają sobie, bo jak ona zapomniała o śniadaniu dzisiaj, to ja jej jutro
            nie skręcę półki... lawina
            • yoric Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 15.12.08, 01:44
              > moim zdaniem w większości przypadków jest to wina braku chęci z obu stron,
              odpuszczają sobie, bo jak ona zapomniała o śniadaniu dzisiaj, to ja jej jutro
              nie skręcę półki... lawina

              moim zdaniem jest zupełnie, całkowicie inaczej.
          • bi_chetny Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 15.12.08, 10:43
            bardzo często "się mówi" tylko druga strona nie słucha. A ile można sygnalizować
            ? w końcu masz dość. I wtedy często pojawia się zniechęcenie.
            • zawsze_karolka Re: metamorfoza żony po ujawnionej zdradzie... 16.12.08, 11:50
              najpierw się delikatnie sygnalizuje ( żeby nie urazić partnera),
              potem delikatnie rozmawia ( żeby nie urazić partnera), potem
              rozmawia zupełnie otwarcie co tylko rozwściecza partnera bo przecież
              wszystko jest ok to skąd to czepianie się
              a potem jest powolna rezygnacja z jakichkolwiek działań
              ulepszających...
              a po fakcie partner jest kompletnie zaskoczony ' czemu to
              zrobiłeś/aś?! przecież miałeś/aś wszystko!'

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka