elle1977
06.02.09, 23:12
bo pisałam tu ostatni raz więcej niż rok temu - ale obiecałam wtedy,
że za czas jakiś dam znać, co się u mnie dzieje.
Ci, co wtedy czytali o moich problemach i rozterkach wiedzą, o co
chodzi. Sama chętnie sobie poczytałam w archiwum, żeby sobie
przypomnieć, jaka byłam naiwna. Zakończyłam pisanie na forum w
momencie, kiedy uznałam, że wszystko się dobrze układa i idzie "ku
lepszemu". Hmmm...
Teraz mogę Wam już napisać - długo jeszcze od momentu, kiedy
napisałam tutaj ostatni raz żyłam w iluzji. Nie układało nam się,
nie mogliśmy się dogadać, a przede wszystkim - czułam i widziałam,
że mój m. ma gdzieś moje potrzeby - jednym słowem - równia pochyła.
Nadszedł w końcu taki moment, że byłam z nim tak nieszczęśliwa jak
jeszcze nigdy w życiu - byliśmy razem, ale to, jak mnie traktował
wołało o pomstę do nieba.
No cóż - do sedna - chciałam Was poinformować, że moje małżeństwo
niedawno się zakończyło. Wzięliśmy rozwód. Jakieś pół roku temu
zebrałam w końcu dowody i okazało się, że m. ma kogoś. Tak, jak Wam
pisałam kiedyś - jak tylko się dowiedziałam - nie było o czym gadać.
On jeszcze próbował - ale ja już nie chciałam - wiedziałam, że
jeżeli się dowiem na 100%, że kogoś, to będzie gwóźdź do trumny i
koniec naszego związku.
Piszę to, żeby wszystkie kobiety, które mają jakieś podejrzenia
zaufały swojej intuicji. Ja swojej zaufałam, a potem została uśpiona
przez "starania" mojego męża i przez to, że go nadal bardzo kochałam
i chciałam wierzyć w to, co mówi.
Chcę Wam również bardzo serdecznie podziękować - wszystkim tym,
którzy mnie wtedy wspierali, trzymali za mnie kciuki, dawali rady i
czasami również zdrowo zjechali:) - wszystkim bez wyjątku -
większość z Was miała rację - skończyło się jak się skończyło -
szkoda tylko, że zmarnowałam jeszcze trochę swojego życia, zanim
dotarła do mnie prawda.
Teraz jestem pogodzona z losem.
Cieszę się, że stało się, jak się stało - szkoda, że w ogóle, ale
dobrze, że teraz niż np. za 10 lat.
Mam swoje życie, synka, pracę - jakoś sobie daję radę:) To chyba
dzięki temu, że zawsze uważałam się za niepoprawną optymistkę - i
coś w tym chyba jest, chociaż troszkę jednak tej radości życiowej ta
sytuacja mi odebrała, ale nie jest znowu tak najgorzej:)
Raz jeszcze pozdrawiam wszystkich, którym choć troszkę świta, kto
zacz "Elle":)