Dodaj do ulubionych

A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym.

16.02.09, 23:13

Czy ktoś potrafi to zrozumieć? Że mnie może być w takim związku
autentycznie DOBRZE?

Inspiracją do rozpoczęcia tego wątku były słowa, które przeczytałam
właśnie tu na forum. Gdzie kobieta znajdująca się na endorfinowym
haju (po 4 miesiącach upojnych randek z kochankiem) pytała o szanse
na przerodzenie tego w normalny związek.
I ktoś odpisał jej o tym, że zna dziewczynę, która od 12 lat tkwi w
związku bez przyszłości, z żonatym
„12 lat....Ona myślała ze się jakoś ułoży....No i ułożyło się,
on ma dwa domy, dwie kobiety, rodzinę, ona nie ma nic...poza tym ze
po 12 latach ciężko zostawić...”

No i tak zaczęłam się zastanawiać. Co prawda ja staż mam o połowę
krótszy, bo dopiero od 6 lat jestem związana z tym człowiekiem, ale
zaraz, zaraz, dlaczego niby on ma mieć wszystko a ja nic?

Bo przecież ja mam niemalże wszystko, czego pragnę. A jeżeli jeszcze
czegoś nie mam, to są duże szanse, że to zdobędę.
Mam 30 lat i poczucie, że nareszcie życie zaczęło mnie dobrze
traktować. Wypracowałam sobie parę fajnych rzeczy, na których mi
zależało. Bardzo fajne, wymuskane, eleganckie i luksusowe
mieszkanko, które jest tylko moje (no i banku, w jakichś 85%,
niestety), i które jest wprost stworzone dla nowoczesnego singla .
Mam też bardzo fajną pracę w korporacji, z możliwością awansu i
rozwoju.
O takich pierdółkach, jak uroda, młodość:P, fajny samochód, dobre
ciuchy, pieniądze na jakieś drobne przyjemności, to nawet nie warto
wspominać, bo to oczywista oczywistość:)

Mam też swoją niezależność, a tego akurat bardzo potrzebuję, bo dużo
bardziej niż inni, potrzebuję tego czasu tylko i wyłącznie ze sobą,
na swoje przyjemności i małe rytuały. Po całym tym cotygodniowym
korporacyjnym młynie, kiedy nadchodzi weekend, o niczym innym nie
marzę, aby tylko wszyscy dali mi święty spokój, bo ja mam ochotę
zamknąć się na 2 dni w domu i z nikim nie rozmawiać.
No i tylko On może profanować mój święty weekend. Od czasu do czasu;)

Ale przede wszystkim mam Jego, bo to z nim dzielę od 6 lat życie.
I wszystko, co mam, zawdzięczam jemu.
Jego niesamowitemu wsparciu, fantastycznej wiary we mnie, że spełni
się wszystko to, co sobie wymarzyłam.

Czy chciałam zakochać się żonatym facecie? No pewnie, że nie
planowałam tego. Tak naprawdę oboje długo dojrzewaliśmy do tej
miłości, ale się pojawiła, okrzepła, została.
Na dobre i na złe – tak sobie obiecaliśmy. Jest moim najlepszym
przyjacielem, powiernikiem, kochankiem, pocieszycielem, wsparciem,
całym moim światem. Jest po prostu mężczyzną mojego życia.

Czy myśleliśmy o rozstaniu? Ja próbowałam porzucić go kilkakrotnie.
Za każdym razem była to prawdziwa masakra, bo jak tu się rozstawać,
kiedy wszystko w tobie krzyczy – nie odchodź. Kiedy to nie brak
miłości jest powodem rozstania, a chęć dopasowania się do norm
społecznych.
Że nie buduje się szczęścia na krzywdzie innych, że sama zniszczę
sobie życie i takie tam. Że trzeba żyć moralnie.

A guzik prawda! To, że się rozstaniemy, nikomu nie wyjdzie na dobre.
Naprawdę nikomu. A co najmniej 2 osoby będą strasznie cierpieć.

Przy czym ja nigdy nie byłam zagrożeniem dla jego małżeństwa. Od
początku zaakceptowałam fakt, że nigdy żony nie zostawi.
Przyjęłam do wiadomości, że ją kocha. Że kocha nas obie.
Nie pytam, jak jest teraz między nimi. Mogę się jedynie domyślać,
znając doskonale wady mojego ukochanego, że być może nie zawsze tak
różowo.
Ale obojgu nam zależy na utrzymaniu obecnego status quo.

Mnie, bo nie wyobrażam sobie na stałe mężczyzny pałętającego się po
moim wymuskanym mieszkanku, bo bardzo potrzebuję czasem pobyć sama,
a jemu, bo musiałby zburzyć całe swoje dotychczasowe życie.
Za dużo kosztów, za dużo ofiar, wątpliwe korzyści.

Czy są jakieś negatywne strony takiego układu? Dla mnie niewiele.
Może brak możliwości 2-tygodniowych wakacji, bo krótsze weekendowe
wyjazdy jak najbardziej dostępne.
Praktycznie zawsze, kiedy go potrzebuję to jest przy mnie. Angażuje
się w każdą moją sprawę, każdą troskę.
Rzeczy niemożliwe załatwia od ręki, na cuda muszę chwilę poczekać;)
Do dziś pamiętam, jak latał z moją pracą magisterską po całym
mieście, bo najpierw trzeba było ją oprawić, później jechać do
promotora do domu, i prosić, by ten łaskawie podpisał, a następnie
użerać się z panią z dziekanatu, aby w ogóle chciała ją przyjąć.
Do obrony zostało mniej niż tydzień, a ta robi problemy. I kiedy ja
chciałam się już poddać, mój ukochany walczył. Jak go wyrzuciła za
pierwszym razem, to za godzinę znowu wrócił;).
A było to chyba najbardziej wredne babsko na całym uniwerku.
Cóż, widać urok mojego przyjaciela zadziałał, bo obroniłam się w
terminie.

Tych spraw, tego wsparcia, troski o mnie, można liczyć na setki
przypadków, więc nie mówcie mi proszę, moi drodzy, że ja służę
wyłącznie do seksu:P

No więc? Czy ktoś potrafi mnie zrozumieć? Czy jestem jakimś
wybrykiem natury? A może oszukuję samą siebie? Może trzeba mi
uświadomić w jakie nieszczęście się pakuję?
Proszę o łagodne potraktowanie i nie wylewanie na mnie kubłów z
pomyjami :).
Po prostu chciałam się wygadać. Bo rozumiecie, że tak na co dzień
nie bardzo mogę o tym mówić.


Obserwuj wątek
    • mujer_bonita Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 16.02.09, 23:20
      kira_korpii napisała:
      > Przy czym ja nigdy nie byłam zagrożeniem dla jego małżeństwa. Od
      > początku zaakceptowałam fakt, że nigdy żony nie zostawi.
      > Przyjęłam do wiadomości, że ją kocha. Że kocha nas obie.

      Niemal popłakałam się ze śmiechu :) Jak macie taki cudowny układ to
      załóżcie harem. Całkiem serio piszę :)
      • kira_korpii Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 16.02.09, 23:25
        No to cieszę się, że poprawiłam Ci humor;).
        Ale czemu harem? Czy nie dość jasno napisałam, że jestem
        indywidualistką i nie wpuszczam do swojego życia zbędnych ludzi?

        No mujer_bonito, dawaj, wierzę w Ciebie, że stać Cię na coś więcej.
        Tylko wiesz, zdejmij te klapki, bo ciut Ci zawężają horyzonta:P
        • twardycukierek Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 08:59
          'Tylko wiesz, zdejmij te klapki, bo ciut Ci zawężają horyzonta:P '

          Kira, nie licz na to :) Wierz mi na słowo.
          • martawolpia Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 19.02.09, 16:34
            masz teraz 30 lat, czyli zaczelas sie z nim spotykac w wieku 24
            lat? i ty mowisz ze obydwoje dojerzewaliscie do tego zwiazku?
            hahaha, przeciez ty bylas mala kotka, ktora facet nastawil jak mu
            wygodnie wmawiajac ci ze TY tego chcesz. A ty to sobie wmowilas ze
            to wszystko jest ok, ze ty lubisz taki uklad, itd... zaslepiona
            bylas firmowymi ciuszkami ktore ci dawal. (Swoja droga musisz miec
            niska samoocene skoro uwazasz ze nie mozesz miec takiego samego
            zwiazku z rownie niezaleznym, samodzielnym chlopakiem)

            Rozumiem cie ze dla wygody, mieszkania, ciuchow jestes w siodmym
            niebie miec taki "zwiazek". Faceta stac, a tobie to imponuje.
            Jednakrze za 5 lat bedziesz inaczej myslec. Poznasz kogos, rzucisz
            kolesia, ale zostanie Ci po nim mieszkanie. Good for You!

            Zegar biologiczny to ciekawa rzecz. Nagle zapragniesz rodziny,
            ciepla domowego. Moze nie teraz, ale po 30stce ludzie sie
            zmieniaja.

            ja jestem mezatka wiec osobiscie obrzydzaja mnie suczki ktore nie
            moga znalesc sobie normalnego faceta, wiec "poluja" na zonatych. I
            nie ze jest to iwylacznie Twoja wina (albo Tobie podobnym), faceci
            sa tak samo winni. Jednakrze trzeba miec jakies reguly, jezeli
            mieszkasz w tym spoleczenstwie. Ja bym nie mogla spac z zonatym
            mezczyzna, nie wiadomo ile brylancikow by mi dawal. Ale jezeli
            Tobie to nie przeszkadza, to powinnas sie wyprowadzic do kraju, w
            ktorym jest to norma ( a jest wiele takich krajow).
    • kicia76-0 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 16.02.09, 23:27
      Kira napisalas "On kocha nas obie" wiesz zastanawiam sie - skad w kobietach
      bierze sie tyle niewolnictwa.
      • zakletawmarmur Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 16.02.09, 23:33

        -> Kira napisalas "On kocha nas obie" wiesz zastanawiam sie - skad w
        kobietach
        > bierze sie tyle niewolnictwa.

        Jakie niewolnictwo. Laska może w każdej chwili faceta olać a on i
        tak wróci i będzie jeszcze pokorniejszy, może nawet mały pierścionek
        z brylantem dorzuci... To ona tu karty rozdaje:-)

        -
        Czas - mój największy wróg, mój najlepszy przyjaciel...
        • kira_korpii Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 16.02.09, 23:39
          heh, pierścionek z brylantem to już dawno dostałam. Jak i całą masę
          innych rzeczy;-)

          Ale drogie Panie, czy mam słuszne podejrzenie, że próbuje się tu
          obśmiać i zdyskredytować interlokutora? Oj, nieładnie. Liczę na
          poważną dyskusję.
          • zakletawmarmur Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 16.02.09, 23:47
            > Ale drogie Panie, czy mam słuszne podejrzenie, że próbuje się tu
            > obśmiać i zdyskredytować interlokutora? Oj, nieładnie. Liczę na
            > poważną dyskusję.

            Skąd ta paranoja?
            Mam podobne podejście do wielu spraw (nie wszystkich- patrz
            pieniądze), więc nie mam zamiaru Cię linczować..
        • claudel6 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 10:43
          -> Kira napisalas "On kocha nas obie" wiesz zastanawiam sie - skad w
          kobietach
          > bierze sie tyle niewolnictwa.

          antropolodzy swoje, a wy ciagle swoje z ta monogamia
          wyborcza.pl/1,81388,6266918,Monogamia_to_bujda.html
          to, ze Ty sobie cenisz monogamie i wylacznosc na partnera i na odwrot, nie
          oznacza, ze czlowiek z natury nie jest zdolny obdarzac uczuciem w tym samym
          czasie wiecej niz jedna osobe.
      • kira_korpii Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 16.02.09, 23:34
        Znaczy, uważasz, że powinno mi przeszkadzać, iż kocha inną kobietę.
        Ale dlaczego?
        Czy inne kobiety są tak zachłanne i pragną wyłączności?
        Czy mnie coś od tego ubędzie, że on kocha żonę? Serio pytam.

        A może wątpisz w jego szczere uczucie, hmmm?
        • kicia76-0 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 16.02.09, 23:40
          Wiesz Kira - moze masz i racje - ale ja to juz przeszlam i wiesz mi pewnego dnia
          zacznie ci to przeszkadzac. Podobno monogamia zostala nam narzucona / przez
          spoleczenstwo, religie/ facetom zarowno jak i kobietom. Ale pisze to poniewaz
          bylam wiele lat temu w takiej samej sytuacji jak ty - i na poczatku godzilam sie
          na to ale jednak po pewnym czasie.............. No nie wazne. Zycze wszystkiego
          najlepszego.
          • kira_korpii Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 16.02.09, 23:43
            Ależ Kiciu, właśnie Ciebie chętnie posłucham, jeżeli zechcesz co
            nieco opowiedzieć.
            Przy jednoczesnym zastrzeżeniu, że ja przecież jestem zupełnie inna:P
    • elizka076 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 16.02.09, 23:31
      Jeśli dobrze ci w tym związku czego chcieć więcej,ale jak znam życie to prędzej
      czy pózniej będziesz chciała założyć własną rodzinę,mieć dziecko,faceta na
      wyłączność i to wszystko zacznie ci przeszkadzać.Ale nie mnie oceniać-czas
      pokaże-powodzenia:)
      • kicia76-0 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 16.02.09, 23:41
        Wlasnie - czas pokaze.
      • kira_korpii Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 00:45
        No dobra, to bierzemy się za bary z tematem dziecko.
        Wbrew pozorom nie szukam tu poklasku, po prostu odczuwam potrzebę
        mówienia o moim związku. Czasem też mam wątpliwości.
        Właśnie w kwestii dziecka.

        Czy chcę mieć tzw. normalną rodzinę? Nie. Nie chcę.
        Czy chcę mieć dziecko? Nie wiem, być może.

        Instynkt macierzyński zaatakował mnie z pełną mocą w okolicach moich
        29. urodzin. A ponieważ my sobie mówimy praktycznie o wszystkim,
        temat szybko wypłynął.
        Ja myślałam wtedy o dziecku w dzień i w nocy. Budziłam się i
        zasypiałam z tą myślą. Ja autentycznie zamykałam oczy i widziałam
        siebie z dzieckiem. Jak wypinam je z samochodowego fotelika, jak
        siedzi przy kuchennym blacie, w tym swoim śmiesznym, dziecięcym
        krzesełku.

        Po wielu godzinach, spotkaniach, spędzonych na rozmowach o dziecku,
        gdzie ten temat był wałkowany aż do wyrzygania, udało nam się myślę
        dojść do konsensusu.
        Temat dziecka odkładamy o 4-5 lat, w okolice moich 34-35 urodzin.
        Jeżeli nadal będę chciała bardzo mieć dziecko, to po prostu ono się
        pojawi. Pod warunkiem spełnienia szeregu warunków, które ja sama
        sobie, jak i on mi postawił.
        Dla mnie bardzo ważne będzie spłacenie co najmniej połowy kredytu,
        bo wówczas będę mogła robić ruchy z zamianą mieszkania na większe.
        Muszę też bardzo mocno ugruntować swoją pozycję zawodową - no słowem
        zarabiać kupę szmalu;)

        On z kolei chce widzieć moją dojrzałość psychiczną i społeczną, bo
        co najmniej 90% obowiązków związanych z dzieckiem spoczywać będzie
        na moich barkach.
        Czy nie przeraża mnie ewentualne samotne macierzyństwo? Czy on
        będzie ewentualnym tatą czy przyjacielem mamy? Czy nie
        unieszczęśliwię swojego dziecka?
        To wszystko są pytania, które muszę sobie zadawać.
        Być może wszystko potoczy się błyskawicznie i szybko dojrzeję do
        bycia matką. Być może za 4-5 lat stwierdzę, że odpowiada mi takie
        życie, jakie prowadzę i pozostanę bezdzietna.
        • marek_gazeta Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 08:59
          > No dobra, to bierzemy się za bary z tematem dziecko.

          Twoje poglądy na dziecko są kuriozalne. W ogóle ręce opadają.

          Na marginesie, wychowała mnie matka - ojciec pił i nie miał dla mnie czasu. I powiem Ci, że dla chłopaka dorastanie bez ojca jest, oględnie to ujmując, chujowe.
    • wiek_chrystusowy Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 16.02.09, 23:57
      Uhm.. samotne wakacje, swieta, sylwestry.. samotnosc w chorobie: na dobre i na
      zle, dobre sobie :D Jakim cudem ma byc na zle, skoro go nie ma?
      Sluzysz wylacznie do seksu. Nawet jesli facet dla swojego lepszego samopoczucia
      cos ci zalatwia, niczego to nie zmienia. Krzywdzi wszystkich. Rozumiem, ze
      wpadka z nim rownalaby sie aborcji? Przeciez to mieszkanko dla singla ;-)
      Nie, nie jestes wybrykiem natury. Nic w tobie wyjatkowego. Znam duzo ludzi
      ktorzy uwazaja, ze swiat musi krecic sie wokol nich, ze wszystko im sie nalezy,
      znam ich duzo wiecej nizbym chciala.
      Pytanie: zona wie? i czy maja dzieci?
      • kira_korpii Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 00:26
        No jak to go nie ma, skoro jest?! A teraz nawet mieszka rzut beretem
        ode mnie.
        No to kiedy go nie było?! Wtedy, gdy miałam wypadek samochodowy? Gdy
        leżałam w szpitalu?, Gdy zdiagnozowali u mnie torbiel na jajniku.,
        Gdy walczyłam z refluksem przełykowo-żołądkowym?
        Gdy szukałam mieszkania do kupienia i załatwiałam kredyt w samym
        środku rozszalałego kryzysu? Gdy przechodziłam niemalże załamanie
        nerwowe w supermarkecie pod półce z chipsami, bo doradca wciskał mi
        kity,że nic z tego mieszkania nie będzie , Gdy szukałam pracy, bo
        atmosfera w poprzedniej niebezpiecznie wokół mnie gęstniała?, Gdy
        ojciec przypadkiem zniszczył mi komputer, i nie poczuwał się do
        naprawienia szkód., etc. etc

        No to kiedy go kur.wa nie było? Bo on zawsze był pod ręką, kiedy go
        najbardziej potrzebowałam. I był pierwszy do pomocy.
    • lilyrush Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 00:17
      Ja Cię doskonale rozumiem. Tobie jest dobrze, jemu jest dobrze. Wynika to z
      prostego faktu, że jak sama napisałaś, jesteś indywidualistką. Ja bym to raczej
      nazwała egocentryzmem, ale to szczegół.

      i niech tak zostanie i już.
      Rozumiem powód napisania tego posta- musiałaś sie pochwalić światu jak ci dobrze
      i jak sie super ustawiłaś.
      Jest tylko jeden problem- brak poklasku...
      I wcale nie interesuje Cie żadne uświadamianie.
      Przytaknięcia i podziwu oczekujesz.
      wiec baw się dobrze.
    • eeela Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 00:34
      Z twojej wypowiedzi przebija, że jesteś skupiona przede wszystkim na sobie,
      swojej wygodzie i swoim dobru, chcesz swoje życiowe siły przeznaczać na staranie
      się o to, aby ta wygoda i dobro zawsze ci służyły.

      Nie zamierzam się do tego odnosić krytycznie. Każdy rozumie swoje dobro inaczej
      i oczywiście każdy do niego dąży. Myślę jednak, że twoja postawa jest bardzo
      krótkowzroczna. Z czasem jednak przekonasz się, że do wygodnego ułożenia się w
      życiu nie wystarczą tylko twoje zabiegi, że do tego potrzebne są starania innych
      ludzi - a żeby je mieć, trzeba pewną część swoich starań przelać na innych. Tak
      właśnie powstają rodziny - na podstawie wymiany usług i wzajemnego zabezpieczenia.

      Tobie się może dziś wydawać, że nic ci nie grozi i nikt ci do niczego nie jest
      potrzebny, ale tu się mylisz - grozi ci wiele i wiele może się w twym życiu
      wydarzyć rzeczy, które ci to moga bolesnie unaocznić. Broń Boże nie życzę ci
      tego, i wcale nie twierdzę, że tak MUSI być - ale ryzyko jest spore. Ryzyko
      pozostania bez pracy, bez pieniędzy na kredyt, wypadku, choroby - zresztą, co ja
      tu czarne wizje roztaczam przed tobą - wystarczy, że złapiesz jakąś paskudną
      grypę i ciężko ci będzie wstać po szklankę herbaty, a twój ukochany będzie ją
      akurat podawał swojej żonie.

      Ludzie nie łączą się ze sobą bez przyczyny, tylko z powodu żywotnej potrzeby.
      Istnieją na tym świecie samotne wilki, którym zdecydowanie lepiej bez ludzi
      wokół, i może ty jesteś jedną z takich osób - ale takich prawdziwych,
      naturalnych samotników jest naprawdę, naprawdę niewiele, i oni raczej nie
      poprzestają w (jakichkolwiek) związkach przez lata. Raczej unikają takowych
      całkowicie.

      W tobie też ta żywotna potrzeba może się obudzić - każdego dnia. I pewnie się
      obudzi. Życzę, aby nie było za późno, i abyś nie została skazana przez to na
      samotnicze życie już na zawsze, choć już niekoniecznie tak ci przypadające do
      gustu ani też wygodne.
      • kira_korpii Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 01:13
        No dobrze. Tak, jestem skupiona na sobie. Jestem cholerną
        egocentryczką, egoistką. Jak myślisz, Eeeelu, od kogo i dlaczego
        otrzymałam swego czasu przydomek "grabie";)?

        Jedyne, co mam na swoje usprawiedliwienie, to fakt, że pracuję nad
        swoim podłym charakterem i widać pewne efekty.
        Zresztą, gdyby zapytać Jego, to odpowie, że owszem, mam co prawda
        jakieś wady, ale z nadwyżką pokrywają je zalety.
        I że on wcale się nie uskarża. A Bóg mi świadkiem, że bywam
        hmmm...trudna we współżyciu.

        Co do kwestii tzw. prozy życia, to my to wszystko już
        przerabialiśmy. Mój brak pieniędzy, brak pracy, przewlekłe choroby,
        stłuczki samochodowe i takie tam:)
        No i raz na kwartał załamanie nerwowe obowiązkowo w pakiecie;-).
        A oprócz tego tzw. jazdy po bandzie, które mu urządzałam, gdy
        chciałam się z nim rozstać.


        Teraz jest kolorowo i pięknie, bo on postawił na klacz, która
        okazała się być czarnym koniem zawodów. I zgarnęła bardzo wiele. A
        może po prostu dostała to, co jej się należało od życia. I co sobie
        od tego życia wyszarpała.
        A on po prostu w nią uwierzył.

        Dlatego ja nie mogłabym z niego zrezygnować. Bo autentycznie wierzę,
        że jest on moim przeznaczeniem. Że żaden inny mężczyzna nie mógłby
        mnie tak kochać.
        • eeela Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 11:40
          Bo autentycznie wierzę,
          > że jest on moim przeznaczeniem. Że żaden inny mężczyzna nie mógłby
          > mnie tak kochać.

          Co do przeznaczenia - nie będę się wypowiadać.
          Co do mężczyzny - niejeden potrafiłby cię kochać bardziej.
          Co do przerabiania kryzysów - do czasu.

          Ale to wszystko twój wybór.
        • martawolpia Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 19.02.09, 16:50
          "Bo autentycznie wierzę,
          > że jest on moim przeznaczeniem. Że żaden inny mężczyzna nie
          mógłby
          > mnie tak kochać. "

          No i wlasnie o to mi chodzi: Brak wiary w siebie, niska
          samoocena! Takim ludziom wszystko mozna wmowic i wszystko zrobia,
          we wszystko uwierza. smutne...
        • dosia2308 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 27.02.09, 11:00
          Rewelacyjna ocena własnej sytuacji. Zazdroszczę Ci tupetu. Nie jestem żoną ,
          dodam przed wypowiedzią, ale zastanawia mnie co musi czuć kobieta, której
          ślubował wierność. Takie tam bzdury..wiesz, dwoje ludzi mówią sobie, że będą ze
          sobą na dobre i złe. Że będą wobec siebie uczciwi.... Ale przecież on Tobie też
          obiecał. No tak, to załatwia sprawę. Mam nadzieję, że ta laska się nie dowie o
          tych 6 latach. Jakie to upokarzające. Dla Ciebie przede wszystkim.
          • eksplanator Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 20.03.09, 12:26
            Szanowne Panie (w przewadze) i Panowie w defensywie, próba oceny czyjegoś życia
            zawsze skazana jest na niepowodzenie, każda i każdy ma spore problemy z ocena
            własnego życia mając do dyspozycji wszystkie o nim informacje.
            A może należało by wyjść z innego punktu widzenia, może dotychczasowa konwencja
            się wyczerpała. Rozwój społeczny , a zwłaszcza rozwój komunikacji szeroko
            rozumiany, odebrał nam na zawsze monopol na partnerów. Jeszcze kilkadziesiąt
            lat temu kobiety nie maiły szansy na samodzielność, skazane były na faceta we
            wszystkich aspektach życia. Tak wiem zaraz podniosą się głosy ze gdzieś tam
            jakaś tam itd. coś osiągnęła, ale nikt nie powie jakim kosztem. Obecnie kobieta
            ma wszelkie możliwości rozwoju niemal tak dobre jak facet. Niestety nie ma
            jeszcze równości ale to kwestia 20 lat.
            Jak jedna z przedmówczyń zauważyła rodzina powstała by się wspierać i
            zabezpieczać dokładnie tak, zgadzam się z tym w całości . Ale tak było do czasu
            faktycznej emancypacji kobiet.
            Po potwierdzenie odsyłam do statystyk rozwodów, wieku podejmowania decyzji o
            wstąpieniu w związek oraz ilości osób decydujących się na życie w pojedynkę,
            tego zakłamać się nie da.
            Podejrzewam ze jestem jednym ze starszych uczestników tej dyskusji i wszystkie
            te zjawiska obserwuje z uwaga od lat.
            Poza tym wszystkim czy kiedykolwiek było inaczej? Czy był kiedykolwiek taki czas
            w historii ludzkości ze faceci byli naprawdę monogamiczni?
            Konia z rzędem Tej lub Temu co dostarczy na to dowody. Jestem przekonany że
            tracimy bezpowrotnie wyłączność , ze będziemy musieli Dzielic się partnerami
            (jeśli już tego nie robimy) z innymi. Czy to dobrze czy źle? Nie znam dopowiedzi
            i w zasadzie nie interesuje mnie ona. Bo albo dostosuje się do warunków
            albo………………… cokolwiek.
            Tak dla zasady jestem mężem, ojcem i przyjacielem innej. Bardzo długo wąchałem
            się czy zdecydować się na to by w moim życiu pojawiła się inna kobieta .
            Doszedłem do wniosku że niestety ale tak. Zona nie jest w stanie dać mi nawet
            części tego czego potrzebuje, jesteśmy ze sobą dłużej niż niejedna z Pan z tego
            forum jest na świecie. Daje zonie wszystko całego siebie, uczucia zabezpieczenie
            ale nie dostaje polowy tego powrotem. To nie jej wina oczywiście, taka po
            prostu jest i taka ją chciałem. Nie potrafi dać mi ciepła i akceptacji . Przez
            lata zajęty „wyścigiem szczurów „ nie miałem czasu na spojrzenie na własne
            potrzeby. Ale niestety nowy samochód, telewizor czy saldo nie rozwiązują mojego
            problemu. Kobieta która spotkałem jest również w związku i w zasadzie ma bardzo
            podobne problemy do moich, jest zaniedbywana przez męża we wszystkich dla niej
            potrzebach. Połączyła nas potrzeba, i dajemy sobie nawzajem to czego nie
            otrzymujemy od formalnych partnerów. Przyjęliśmy że niszczenie naszych rodzin
            spowodowało by durze straty i niepotrzebny ból. Wiec tak pozostanie.
            W zasadzie nie interesują mnie opinie na ten temat , po prostu zabrałem głos w
            dyskusji . Co do autorki mam jedynie obawy że jak zacznie doświadczać syndromu
            zamykających się drzwi zapragnie zmiany relacji w związku a to może być bolesne
            dla obu stron.
            Pozostaje mi życzyć powadzenia, autorce jak i wszystkim uczestnikom dyskusji .
            • aandzia43 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 20.03.09, 15:35
              > Tak dla zasady jestem mężem, ojcem i przyjacielem innej. Bardzo
              długo wąchałem
              > się czy zdecydować się na to by w moim życiu pojawiła się inna
              kobieta .

              ;-DDDDDDDDDDDDD
              No i oplułam monitor. Rozumiem, że WAHAŁEŚ SIĘ przed podjęciem
              decyzji o znalezieniu sobie kochanki, ale jak sobie wyobraziłam to,
              jak się WĄCHASZ przed udaniem się na łowy, to odleciałam.
              Buuuhahaha..... A razem ze mną kawa na monitor. Dzięki za zastrzyk
              humoru na dizeń dobry:-)
    • lilyrush Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 02:15
      Mnie drażni tylko potwornie Twój nick. Miałam przyjemność poznać Kirę- jest
      świetną łyżwiarką, bardzo otwartą i towarzyską osoba i na pewno w niczym cię nie
      przypomina
      • aniorek Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 09:03
        > Mnie drażni tylko potwornie Twój nick. Miałam przyjemność poznać Kirę- jest
        > świetną łyżwiarką, bardzo otwartą i towarzyską osoba i na pewno w niczym cię ni
        > e
        > przypomina

        I do tego nick z bledem w jej nazwisku. ;)
        • kira_korpii Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 11:00
          A akurat taka pisownia jest zamierzona.
          Zwłaszcza, że być może nie pochodzi on wcale od łyżwiarki.
          Chociaż Kira jest sympatyczna, miło na nią popatrzeć;)
      • zakletawmarmur Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 18:42

        Mnie się zupełni inaczej skojarzył nick...
        "Kirać" w pzełonaceniu na ślunski znaczy "pić alkohol".
        Korpi Ensemble zespół...

        Gdy to sobie zsyntezowałam wyszło mi "upajająca się Korpii
        Ensemblerem".

        Ależ mam fantazję...
    • brokenflower1 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 08:18
      jest Ci dobrze, bo nie znasz życia w rodzinie, z facetem na
      wyłączność i nie wiesz, że może być lepiej - kiedy codziennie
      zasypiasz i budzisz się obok ukochanego mężczyzny.
      A obok "Twojego" mężczyzny zayspia przytulona inna kobieta, nie
      rozumiem jak może nie przeszkadzać Ci, że kocha się raz z nią raz z
      Tobą????
      Małżeństwo wcale nie musi oznaczać braku czasu na codzienne rytuały,
      zapewniam Cię.
      A dziecko? Facet przekonał Cię żeby czekać 5 lat i ma z tym spokój.
      A Ty? W wieku 35 lat trudniej zajść w ciążę, jest większe
      prawdopodobieństwo, że będą jakieś problemy. A jeśli chciałabyś
      więcej dzieci -choćby dwójkę - możesz już nie zdążyć. A jeśli on
      zmieni zdanie? Zostaniesz w wieku 35 lat bez faceta i bez dzieci.
      Możesz przekonywać siebie, że jest Ci dobrze w takim układzie, ale z
      zewnątrz, patrząc obiektywnie - trudno dostrzec dobre strony
      takiego związku.
      • ortopedawawa Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 09:09
        Bardzo ciekawe spostrzeżenia i ciekawa dyskusja - pozwólcie więc, że
        i ja również coś powiem. Mam swoje lata i jakies tam swoje
        doświadczenia życiowe / dwie byłe żony, dziecko itd / - postawa Kiry
        jest w moim odczuciu typowa dla osób o charakterze - jak by to ując -
        egocentryczno-indywidualistycznym. Jest szczęśliwa w swoim
        indywidualiźmie i braku konieczności jakiś głębokich zobawiązań. Cóż
        żyje się tylko raz. Daleki jestem od potępiania, bądź chwalenia -
        chciałbym dać jednak Kirze pewną radę - czas płynie nieubłaganie -
        szczególnie dla Kobiet - obawiam się, że Twoje najlepsze lata powoli
        mijają - trzeba uważać aby nie przespać ważnych momentów w życiu.
        Jestem facetem i z mojego - jak by to określić - samczego punktu
        widzenia - powoli zbliżasz się do momentu kiedy atrakcyjność Kobiety
        w oczach mężczyzny powoli się zmniejsza - resztę sama rozumiesz.
        Dziecko - a jaki jest tak naprawdę cel życia czlowieka - a samemu
        jest naprawdę nielekko - we dwoje ciężko a samemu cóż. Zapewniam
        Ciebie, ze również mam dość nowoczesne podejście do zycia - ale
        ryzyko ze stronu faceta jest niewątpliwie zdecydowanie mniejsze na
        uciązliwą na dłuższą metę samotność. Każdy żyje według swojej
        koncepcji - ale ewolucja związków damsko-męskich - tak się
        ukształtowała - bo jak by powiedział Darwin - to co niepełne zostało
        samoistnie wyeliminowane. A tak na koniec - usiądź Sobie spokojnie
        przed lustrem - zastanów się co będzie za 10 - 15 lat - żyje się
        tyle - zapewniam i pozdrawiam.
        • twardycukierek Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 09:49
          'Cóż żyje się tylko raz.'

          Nie wierzysz w James Bonda? ;)
      • kira_korpii Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 11:33
        Czy przeszkadza mi, że z nią sypia? Dużo o tym myślałam i właściwie
        to dlaczego miałoby mi to przeszkadzać?
        Znów muszę zadać pytanie - czy coś mi od tego ubędzie?
        Przy założeniu oczywiście, że jesteśmy układem zamkniętym. Więc nie
        musimy obawiać się żadnych problemów zdrowotnych chociażby.

        Natomiast zupełnie inaczej kwestia wyglądałaby, gdyby mnie zdradził
        z jakąś panienką. Myślę, że byłby to jeden z tych dwóch możliwych
        powodów, który automatycznie skutkowałby naszym rozstaniem.

        Ot, taka pokręcona kobieca logika, nie próbujcie zrozumieć;)

        No dobra, ja wiem, że to będzie trudne, ale spróbujcie się trochę
        wznieść ponad znane wam typowe związki, które wynikają z kodów
        kulturowych i zakorzenionych stereotypów. I patriarchalnego
        społeczeństwa;)
        I zrozumieć, że ktoś co prawda kocha mężczyznę, ale nie chce
        zasypiać z nim i z nim się budzić CODZIENNIE, bo od czasu do czasu
        to i owszem.
        Dla mnie układ z żonatym jest idealny, bo wiem, że nastąpi moment,
        kiedy on sobie pójdzie. A ja będę mogła zostać sama, ze swoimi
        myślami, swoimi przyzwyczajeniami typu zaleganie na kanapie z
        przytulonym kotem u boku, niemalże całonocnym surfowaniem po sieci,
        czy też będę mogła w spokoju zrobić sobie noc kinomana.

        Jeżeli ktoś chciałby ograniczać mi przestrzeń, to ja się bardzo
        szybko uduszę. W normalnym związku byłby problem z artykułowaniem
        moich potrzeb, bo ja jakoś tak mało asertywna jestem z natury. Więc
        prędzej czy później pojawiłaby się frustracja.

        Co do kwestii dziecka. To nie jest tak, że On stwierdził - no dobra,
        powiem jej, że czekamy 5 lat i mam nadzieję, że jakoś temat się
        rozpłynie.
        To ja na dzień dzisiejszy nie chcę mieć dziecka. Nie mówiąc już o
        tym, że urodzenie więcej niż jednego to dla mnie jakaś abstrakcja.
        I nie wiem, czy w ogóle będę chciała.
        Bo ja naprawdę mam bardzo fajne życie, z mnóstwem przyjemności i
        minimum obowiązków.

        Jestem też w stosunku do siebie bardzo krytyczna, i zdaję sobie
        doskonale sprawę ze wszystkich swoich wad i słabości.
        Ja po prostu muszę być na 1000% pewna, że chcę tego dziecka.

        Że dam radę. Że jestem w stanie przezwyciężyć swój egoizm i
        poświęcić się dla kogoś.
        Chociaż... jak tak pomyślę, to zupełnie naturalne dla mnie jest, że
        najpierw trzeba nakarmić kota, a dopiero później myśleć o własnym
        śniadaniu;-)
        • histeryczka Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 11:51
          > No dobra, ja wiem, że to będzie trudne, ale spróbujcie się trochę
          > wznieść ponad znane wam typowe związki, które wynikają z kodów
          > kulturowych i zakorzenionych stereotypów. I patriarchalnego
          > społeczeństwa;)
          > I zrozumieć, że ktoś co prawda kocha mężczyznę, ale nie chce
          > zasypiać z nim i z nim się budzić CODZIENNIE, bo od czasu do czasu
          > to i owszem.
          > Dla mnie układ z żonatym jest idealny, bo wiem, że nastąpi moment,
          > kiedy on sobie pójdzie. A ja będę mogła zostać sama, ze swoimi
          > myślami, swoimi przyzwyczajeniami typu zaleganie na kanapie z
          > przytulonym kotem u boku, niemalże całonocnym surfowaniem po sieci,
          > czy też będę mogła w spokoju zrobić sobie noc kinomana.


          Mam wrażenie, że wydaje Ci się, że sa tylko 2 alternatywy - bywanie z żonatym,
          albo mieszkanie z kimś. Zauważ, że taką samą częstotliwość spotkań i
          niezależność można też miec z partnerem, który mieszka sam. Wtedy taki związek
          ma możliwość naturalnej ewolucji w różne kierunki, ku większej bliskości, albo
          wręcz przeciwnie ;) - bez ograniczenia faktem, że jedno z Was już jest w innym
          związku i za wiele wymagać nie można.
          Zatem spokojnie mogłabyś mieć to, na czym Ci zależy, a więc wolność,
          niezależność i maksimum przyjemności, bez dodatkowego kosztu jaki ponosisz
          teraz, czyli jazd po bandzie, załamań nerwowych itd itp.

          Mam rację?
          • kira_korpii Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 12:31
            A nienienie. Bo my się chyba nie zrozumieliśmy. Moje tzw. "załamania
            nerwowe" nie wynikają z faktu, że mnie jest źle w tym związku.
            Wynika to po prostu z mojej osobowości - zdiagnozowana jako typ
            melancholik perfekcjonista;).

            Ktos inny, mając tyle co ja, płakałby ze szczęścia. Bo ja
            obiektywnie mam sporo.
            Jeszcze bardzo długo będę młoda i piękna:P, bo się nie roztyję, a
            ewentualnym zmarszczkom zaradzi botoks;).
            Zawodowo też jest bardzo dobrze, a przecież jestem dopiero na
            początku drogi, nie na jej końcu.
            Ja po prostu mam wewnętrzny przymus bycia jeszcze bardziej
            perfekcyjną, jeszcze więcej chcę od życia.
        • wiek_chrystusowy Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 11:52
          > No dobra, ja wiem, że to będzie trudne, ale spróbujcie się trochę
          > wznieść ponad znane wam typowe związki, które wynikają z kodów
          > kulturowych i zakorzenionych stereotypów. I patriarchalnego
          > społeczeństwa;)

          Mocno chybiona uwaga. Ponad kody kulturowe i stereotypy mozna sie wznosci w
          sytuacji kiedy w nietypowym zwiazku kazda ze stron jest zadowolona. Ty sama nie
          tworzysz zwiazku z tym facetem. Do kompletu macie jego zone oraz jej dzieci plus
          ew. twoje przyszle z nim. I teraz, jesli powiesz, ze zona o wszystkim wie i w
          niczym jej to nie przeszkadza, jesli nie wplywa to negatywnie na ich dzieci,
          jesli twoje ewentualne dzieci tez nie beda mialy nic przeciwko - nic, tylko
          udzielic blogoslawienstwa dla zwiazku.
          W przeciwnym przypadku mamy do czynienia z sytuacja ograna az do bolu - naiwna
          panna, oszukiwana zona i dupek do kompletu.
          Jednak poniewaz pare rzeczy w tym co piszesz i czego nie piszesz mnie
          zastanowilo, trzymam kciuki, ze jestes jedna z osob z solidnym kuku na muniu na
          tym forum, potocznie zwanym trollem. Nie zdziwie sie, jesli za chwile oznajmisz,
          ze to taka zabawa z kolezankami majaca na celu czesciowe zniwelowanie nudy. Z
          mojej strony to wszystko.
    • kachna79 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 08:44
      > No więc? Czy ktoś potrafi mnie zrozumieć? Czy jestem jakimś
      > wybrykiem natury? A może oszukuję samą siebie? Może trzeba mi
      > uświadomić w jakie nieszczęście się pakuję?

      Jeśli wyznacznikiem szczęścia jest świadomość, że "mnie jest dobrze"
      to rzeczywiście czego chcieć więcej.
      Ogólnie mogę tylko powtórzyć za rozmówcami, że być może nigdy nie
      zobaczyłaś co znaczy szczęsliwy, pełny związek. I nie chodzi mi o
      tzw. pełną rodzinę - ja piszę o możliwościach, które stoją otworem
      przed dwojgiem kochających się, oddanych sobie ludzi. Zresztą
      drastycznym przykładem braku pełnej kontroli nad życiem jest kwestia
      posiadania dziecka - odsunięcie problemu w czasie to kuriozum (tu
      raczej wyjaśniać nie trzeba - jak działa biologia każdy widzi). Jak
      Twój kochanek sprawdzi czy osiągnęłaś odpowiednia dojrzałość
      społeczną? Jakiś test, egzamin... Czy często jesteś w ten sposób
      testowana?
      Na większość Twoich pytań odpowie czas - życzę cierpliwości...
      • la.bruja Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 09:51
        Kiro,

        Mam dwie refleksje.
        Piszesz, że jesteś egoistyczna i że Twoj mężczyzna to znosi i jest
        tak wyrozumiały. Ale jednym z fundamentów Twego egoizmu jest - jeśli
        dobrze zrozumialam - ukochanie życia w pojedynkę. Jeżeli tak jest,
        to dla niego jest to akurat Twoja zaleta! Niczego nie oczekujesz,
        nie robisz awantur, godzisz się, aby wiódł życie u boku żony i
        Twoim , więc czego więcej chcieć?
        P drugie, napisałaś że to jest mężczyzna Twego życia. I znowu:
        jeśli tak jest, to przeciętny czlowiek chce z 'mężczyzną/kobietą
        swego życia zestarzeć się. I piszę tu o zyciu we dwójkę, a nie z
        żoną/męzem naszych ukochanych osób. A Ty tego nie chcesz?
        Po trzecie, nieodłącznym elementem kazdej miłości - a przecież
        napisalaś, że go kochasz , jest zazdrość. I nie piszę tu o jakiejś
        paranoidalnej zazdrości, Piszę o takiej w granicach normy ;) Mam
        pytanie - dośc osobiste: czy naprawdę NIGDY ni poczulaś igiełki bólu
        na myśl, że On w tym momencie przytula się do żony, dotyka i pieści
        ją tak jak Ciebie, mówi do niej czułe słowa itp. Nigdy?

        Nie zrozum mych słów jako ataku. Nie mam zamiaru Cię oceniać i
        potępiać. Wyraziłam tylko swoje wątpliwości.

        pozdrawiam
        • kira_korpii Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 13:32
          hmmm... co do pierwszej Twojej refleksji, to powiem w ten sposób.
          Myślisz, że jemu jest miło żyć z taką egoistką? Kiedy związek ze mną
          to w dużej mierze gra do jednej bramki, a role biorcy i dawcy są z
          góry ustalone.
          Oczywiście to nie jest tak, że ja nie potrafię się zrewanżować w
          jakiś tam sposób, no i jak już wspominałam wykonałam ogromną pracę
          nad swoim charakterem, ale nierównowaga niewątpliwie jest.

          Ja niczego nie oczekuję? Heh, oczekuję zainteresowania i aktywnego
          uczestnictwa we wszystkich moich sprawach (oczywiście, w miarę
          możliwości, nie można przecież człowieka zajechać na śmierć;)

          Po drugie... tak, chcę się z nim zestarzeć. I nie rozumiem, dlaczego
          odmawiacie mi prawa do tego?
          Bo chyba nie sądzicie, moi drodzy, że jest ze mną dla gładkiej buzi.
          To, co nas połączyło, uczucie, które przyszło w sytuacji, która nie
          była ku temu sprzyjająca, jest czymś wyjątkowym.

          No i last but not least. No nie jestem zazdrosna o żonę. I nic na to
          nie poradzę. Myślę sobie, że musi to być fajna i mądra kobieta, bo
          inaczej przecież mój przyjaciel by jej nie pokochał.
          • brokenflower1 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 13:40
            tak Ty to sobie wyobrażasz.... że razem się zestarzejecie i że nie
            jest z Toba dla gładkiej buzi.
            Ciekawe czy On tak samo to postrzega....

            A a propose żony - Ty masz wybór - i z własnej woli decydujesz się
            dzielić mężczyzną swojego życia.
            A żona tego wyboru nie ma... bo pewnie nie wie, że jej facet
            spotyka sie z kimś na boku...nie czujesz, że coś tu jest nie fair?
            • kira_korpii Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 14:14
              A czy żona naprawdę może tego nie wiedzieć? Nic nie rozumie, nie
              wie, nie wyczuwa?!
              Jest z nim dłużej niż ja, naprawdę nie wiedziała za kogo wychodzi?

              Więc co, nie wie, czy woli nie wiedzieć? Bo tak jest wygodnie. Bo ma
              to, czego chciała. Męża, rodzinę, dziecko.
              Ale swoją cenę płaci.

              A co do naszego zestarzenia się razem. Cóż, życie ma to do siebie,
              że jest nieprzewidywalne. Ale nie rozumiem dlaczego mielibyśmy to
              wykluczać a priori.
          • martawolpia Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 19.02.09, 17:19
            > To, co nas połączyło, uczucie, które przyszło w sytuacji, która
            nie
            > była ku temu sprzyjająca, jest czymś wyjątkowym.

            Hahahahaha, dobre. Tak wmawiaj sobie, hehehehe. Prawda jest taka,
            ze zone kocha bardziej. Gdyby tak nie bylo to facet by ja rzucil.
            Moze Tobie mowic 100 powodow dla ktorego musi z nia byc, ale prawda
            jest taka ze gdyby cie kochal to by z zona nie byl!

            > Po drugie... tak, chcę się z nim zestarzeć. I nie rozumiem,
            dlaczego
            > odmawiacie mi prawa do tego?

            hehehe, gwarantuje ci ze i ty masz "expiration date", i po tej
            dacie facet znajdzie sobie nowy model. Ale chyba nie bedziesz zla,
            co? Wkoncu jest wiele takich dziewczyn jak ty, teraz sobie rosna,
            chodza do szkoly aby za 5-10 lat mogly od niego poprosic o
            mieszkanko, ciuszki, itd... nimfetki.. lol.

            Zreszta facetom w pewnym wieku tez przechodzi OCHOTA na wyglupy. Sa
            zmeczeni szybkim biegiem zyica, i wola przyjsc do DOMOWEGO OGNISKA,
            poczytac gazete, itd... i nie myslec ze musza isc zadbac o
            kochanke.

            I jeszcze jedno: Grecy maja prawie ze taka tradycjie, ze facet ma
            na boku kochanke, ale nigdy nie rozwodzi sie z zona. I kochanke ma
            przez lata dopuki jest ladna i sie nie roztyla. Ale na "starosc"
            zawsze wracaja do zony. Moja kolerzanka (greczynka) mowi ze jej
            wszyscy wojkowie maja kochanki i wiele z nich nawet sie
            wyprowadzilo z domu. Ale zyjac wsrod grekow wie ze NIGDY nie
            rozwioda sie z zona, i ze po kilku - kilkunastu latach wroca do
            nich - ROZTANA sie z kochanka. Taka tam u nich niepisana przyjeta
            norma spoleczna. :-)

      • mortimerr Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 10:04
        mysle, ze to wcale nie jest milosc. po prostu dobrze jest miec kogos
        na kim mozna sie oprzec. jak na dobrym kumplu. dostac pomoc, wygadac
        sie, no i nie trzeba ustawicznie rozgaldac sie za kims do lozka.
        bardzo wygodne. ale co by bylo, gdyby zona sie dowiedziala i
        wyrzucila faceta z domu? naturalne dla niego bedzie wprowadzenie sie
        do Ciebie. no, bo przeciez on Ci pomagal caly czas, wiec Ty jemu tez
        teraz pomozesz. i tu mysle sielanka sie skonczy. milosc zostanie
        wystawiona na probe bycia razem, co przy Twoim egoizmie bedzie nie
        do wytrzymania. te wychuchane, piekne mieszkanko i skarpety faceta
        walajace sie wszedzie ;)
        • kira_korpii Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 11:40
          Gdyby zdarzyła się taka sytuacja, że chciałby się do mnie wprowadzić
          (czysto hipotetyczna, imho), to oczywiście się zgodzę.
          Przy założeniu oczywiście, że nie jest to rozwiązanie
          długoterminowe, bo moje mieszkanko jest co prawda śliczne, ale
          niezbyt duże.

          Zresztą to chyba Woody Allen mówił, że najlepsze są związki, gdy
          oboje partnerzy mają własne mieszkania i spotykają się kiedy tego
          chcą;)
          • martawolpia Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 19.02.09, 17:24
            Woody Allen sypial z corka swojej zony! czyli ze swoim przybranym
            dzieckiem. Teraz rozumiem skad bierzesz moraly do nasladowania.
      • zakletawmarmur Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 11:46

        > Jeśli wyznacznikiem szczęścia jest świadomość, że "mnie jest
        dobrze"
        > to rzeczywiście czego chcieć więcej.

        A co jest wyznacznikiem szczęścia? Dla mnie właśnie świadomość
        że "jest mi dobrze". Oczywiście nie może mi być dobrze gdy np. kogoś
        krzywdzę i wtedy też nie jestem szczęśliwa...

        > Ogólnie mogę tylko powtórzyć za rozmówcami, że być może nigdy nie
        > zobaczyłaś co znaczy szczęsliwy, pełny związek.

        Dla mnie to tak jakby ktoś dziwił się że masochista godzi się na
        poniżanie i bicie w łóżku... Tylko, że jemu właśnie to sprawia
        przyjemność. Nie jest to "przeciętne" czy "normalne". Myślę, że
        zainteresowany o tym dobrze wie:-) Tylko dlaczego miałby szukać
        drogi do tej normalności? Rozumiem gdyby ta chęć bycia "normalnym"
        była w nim silniejsza i jej brak powodował jakieś ogromne tęsknoty.
        W tym przypadku nie można wyciągnąć takich wniosków... Dziewczyna
        jest szczęśliwa więc niech żyje tak jak żyje:-)
        • kachna79 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 12:08
          Oczywiście nie może mi być dobrze gdy np. kogoś
          > krzywdzę i wtedy też nie jestem szczęśliwa...

          To właśnie chciałam wyrazić pisząc: "Jeśli wyznacznikiem szczęścia
          jest świadomość, że "mnie jest dobrze" to rzeczywiście czego chcieć
          więcej". Ale zdaje się, że autorka wątku nie bierze pod uwagę tego,
          że kogoś krzywdzi.

          Dziewczyna
          > jest szczęśliwa więc niech żyje tak jak żyje:-)

          Nikt tego nie kwestionuje.
          Jedyne co mnie dziwi to tak absolutne skupienie się na sobie...

          P.S. Przykład z masochistą jest chybiony, bo masochista robi w łóżku
          co lubi i wystarczy tu zgoda jego partnera/partnerki. Natomiast
          zachowanie autorki wątku uderza również w żonę i ewentualne dzieci
          jej kochanka.
          • zakletawmarmur Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 14:19
            > P.S. Przykład z masochistą jest chybiony, bo masochista robi w
            łóżku
            > co lubi i wystarczy tu zgoda jego partnera/partnerki. Natomiast
            > zachowanie autorki wątku uderza również w żonę i ewentualne dzieci
            > jej kochanka.

            Przykład jest jak najbardziej dobry, tylko nie zrozumiałaś sensu.
            Patrzysz na tą sytuacje ze swojej własnej perspektywy. Pamiętaj
            jednak, że nie wszyscy mamy takie same przemyślenia co Ty. Tobie
            świadomość, że facet ma żonę odbierałaby szczęście. Ja mogę to
            widzieć całkiem inaczej. Mogę sobie myśleć, że:
            - facet ma żonę, która nie potrafi/nie chce spełniać jego potrzeb i
            jest z nią nieszczęśliwy, nieszczęśliwy byłby też bez niej...
            - mógłby tą żonę rzucić zamiast to wybiera rozwiązanie pośrednie (bo
            jednak żonę kocha) i szuka sobie kochanki. Dzięki temu nie krzywdzi
            żony i siebie rozwodem.
            - kochanka mogłaby oczekiwać jego rozwodu. Gdyby się postrała
            mogłoby się jej udać. Ja nie oczekuje od niego takich poświęceń więc
            jestem "lepszym rozwiązaniem". To co facet jest w stanie mi dać jest
            też dla mnie (na ten czas) lepszym rozwiązaniem, bo
            nadmiar "zaangażowania" by mnie męczył...
            - To rozwiązanie jest w tej sytuacji dobre też dla żony. Sama znam
            kobietę, która ma świadomość niewierności męża i udaje, że nie
            widzi... Dlaczego? Bo dzięki kochance mąż jej o sex nie męczy tak
            często a w piątek wieczorem może poleżeć przed tv zamiast spełniać
            wyszukane pragnienia męża... Nie chce zmian bo wpadła w taką rutynę.

            Myśląc w ten sposób, nie czuje się winna wzg. żony... Może być
            szczęśliwa? Może...
            • kachna79 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 14:25
              > Myśląc w ten sposób, nie czuje się winna wzg. żony... Może być
              > szczęśliwa? Może...

              I to własnie napisałam w pierwszym zdaniu mojej "pierwszej"
              wypowiedzi.
              To chyba nie pierwszy raz kompletnie się nie rozumiemy, a tym razem
              tracę już orientację, bo dyskutujesz ze mną przytaczając moje własne
              argumenty (podane innymi słowy).
              • zakletawmarmur Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 14:59
                Przeczytałam Twój post kilka razy i dalej myślę, że nie do końca
                mnie rozumiesz...

                "Ogólnie mogę tylko powtórzyć za rozmówcami, że być może nigdy nie
                zobaczyłaś co znaczy szczęsliwy, pełny związek. I nie chodzi mi o
                tzw. pełną rodzinę - ja piszę o możliwościach, które stoją otworem
                przed dwojgiem kochających się, oddanych sobie ludzi"

                I jak to miałam zinterpretować to stwierdzenie?

                Co do mojej odpowiedzi:

                "Dla mnie to tak jakby ktoś dziwił się że masochista godzi się na
                poniżanie i bicie w łóżku... Tylko, że jemu właśnie to sprawia
                przyjemność. Nie jest to "przeciętne" czy "normalne". Myślę, że
                zainteresowany o tym dobrze wie:-) Tylko dlaczego miałby szukać
                drogi do tej normalności? Rozumiem gdyby ta chęć bycia "normalnym"
                była w nim silniejsza i jej brak powodował jakieś ogromne tęsknoty.
                W tym przypadku nie można wyciągnąć takich wniosków... Dziewczyna
                jest szczęśliwa więc niech żyje tak jak żyje:-)"

                Nie próbowałam Ci wytykać braku tolerancji, tylko chciałam pokazać
                że nie dla wszystkich "normalny" pełny związek oznacza spełnienie
                marzeń... To ze bohaterka wątku w takim związku nie jest, nie musi
                oznaczać, że "nie wie co traci", ale może oznaczać "traci bo wie
                czego nie chce".

                To że możemy mieć ogólnie podobny pogląd na daną sprawę nie musi
                oznaczać że nie różnimy się w szczegółach... Ludzie mogą mieć
                wspólne cele ale różne drogi do nich prowadzące:-)
    • zlosnica100 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 09:47
      Hmm, to ja pisałam os wojej psiapsióle:(
      Ona tez mi tak tłumaczyła jak Ty to opisujesz...ale potem;
      - ente wakacje z koleżanka przestały bawić, szczegolnie gdy on po
      powrocie z wakacji zona pokazywal foty...
      - ryczała gdy okazało sie ze jegow nuk bedzie nosił imie takie jakie
      ona zawsze chciała nadać "ich" dziecku"
      -milczy gdy kolejna wigilie i wielkanoc spedza sama a on z zonka do
      kosciola i spacerek...
      - nie wpuscili jej do szpitala gdy on mial wypadek...zapytali kim
      pani jest? rodziną? nie....a to nie nie mozna...
      - 100 samotnych weekendow juz nie bawi...
    • zlosnica100 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 09:50
      "No więc? Czy ktoś potrafi mnie zrozumieć? Czy jestem jakimś
      wybrykiem natury? A może oszukuję samą siebie? Może trzeba mi
      uświadomić w jakie nieszczęście się pakuję?
      Proszę o łagodne potraktowanie i nie wylewanie na mnie kubłów z
      pomyjami :).
      Po prostu chciałam się wygadać. Bo rozumiecie, że tak na co dzień
      nie bardzo mogę o tym mówić."

      Nie , nie jestes wybrykiem natury, poki co uwazasz ze szklanka jest
      w polowie pełna...ale to sie skonczy i wtedy czeka Cie dluga
      terapia ,zaawansowana nerwica, ninawiść do siebie, swiata, wrzody,
      ale i tak nie uwierzysz.Ja jestem kolo mojej kumpeli blisko...wiem
      jak jest, to chinska tortura, kilka lat temu miala podobne podejscie
      jak Ty, teraz zbliza sie powoli do 36 lat i wyje, ja nie umiem
      pomoc.Piekło.Nie zycze najgorszemu wrogowi.
      • anula36 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 10:04
        I to jest zasadnicza wyzszosc wolnego nad zonatym mozna sie nim pochwalic przed calym swiatem, a nie tylko anonimowo na forum.
        • kira_korpii Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 11:48
          A to też nie jest tak do końca prawda.
          Ja bardzo często się chwalę moim ukochanym, czy to w pracy, w
          rozmowie z koleżankami, czy w innych sytuacjach.
          Po prostu pomijam fakt, że jest żonaty:P

          Oczywiste jest, że widać nas czasem na mieście razem, w różnych
          sytuacjach. Czy to kupujemy kanapę, czy załatwiamy sprawy związane z
          samochodem, mieszkaniem, czy też wpada odwiedzić mnie w klinice.

          Są 3 osoby, które wiedzą. I w zasadzie akceptują. No bo co innego
          mają powiedzieć? Są w końcu gorsze nieszczęścia;)
          • winnix Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 15:19
            > Oczywiste jest, że widać nas czasem na mieście razem, w różnych
            > sytuacjach. Czy to kupujemy kanapę, czy załatwiamy sprawy związane
            z
            > samochodem, mieszkaniem, czy też wpada odwiedzić mnie w klinice


            Sorry, ale tak jak dotychczas wierzyłam w Twoją historię tak właśnie
            przestałam. Nie wierzę, zwyczajnie nie wierzę, że chodzicie
            załatwiać razem sprawy, kupujecie kanapę i tym podobne, dzieje się
            tak od sześciu lat i wiedzą 3 osoby:) To jest zwyczajnie niemożliwe.
            Po drugie tak sobie myślę: doba ma 24 godziny. Twój mężczyzna życia
            zapewne pracuje, skoro go stać na pierścionki z brylantami i inne
            prezenty dla Ciebie i jak mniemam dla żony. Żeby było go stać na
            utrzymywanie dwóch kobiet na takim poziomie, nie może pracować 8
            godzin dziennie, to jest zwyczajnie niemożliwe w naszym pięknym
            kraju. Do tego utrzymuje zapewne dzieci, które ma z żoną. Ma czas na
            swoją rodzinę i na to, żeby biegać z Twoją pracą magisterską po
            całym mieście i dziekanatach. Zdarza mu się sypiać, czy preferuje
            20minutowe drzemki jak Napoleon? Całość jest tak nierealna, że
            przestałam wierzyć w prawdziwość historii.

            A jeśli jakimś cudem jest prawdziwa, to nie oceniam, każdy niech
            żyje tak jak chce żyć.
            • brokenflower1 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 15:26
              no właśnie.. ciekawe jak często żonaty, pracujący może
              wygospodarować czas dla Ciebie? raz w tygodniu? raz w miesiącu?
            • kira_korpii Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 15:43
              No ale co ja poradzę na to, że my naprawdę kupujemy razem kanapę
              czasem?;)
              Samochód nie psuje się codziennie, nawet Kira nie jest taka
              zdolna;), mieszkanie też kupuje się tylko od czasu do czasu.

              Co nie zmienia faktu, że spędzamy razem bardzo dużo czasu.
              I bardzo wiele spraw dla mnie załatwia.
              Tak po prostu. Bo chce.

              A że nikt nie wie? Cóż, jesteśmy po prostu dyskretni. I chyba mamy
              szczęście. Wszystko oczywiście do czasu, więc postaram się już
              więcej nie kusić losu.

              A te 3 osoby to moi rodzice i brajdak. Dowiedzieli się ode mnie.
              Osobiście się nie znają. Jeszcze.
    • zlotajagoda Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 10:05
      kira_korpii napisała:

      > Po prostu chciałam się wygadać. Bo rozumiecie, że tak na co dzień
      > nie bardzo mogę o tym mówić.
      >
      No właśnie - nie da się na codzień o tym mówić. Czyli coś jednak
      jest nie tak. Zresztą z czasem zacznie Ci przeszkadzać nie tylko
      niemożność pogadania na ten temat.
      Moim zdaniem wiesz, że jest nie tak ale się przed tą świadomością
      bronisz. Pisząc na forum nie znajdziesz odpowiedzi na pytania, które
      sobie stawiasz.
      Mam za sobą 9 lat takiego "związku", który wydawał mi się związkiem.
      Tyle, że "mój" nie kochał żony. Powodzenia życzę bo Ci się przyda.
    • sagittka Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 10:21
      > O takich pierdółkach, jak uroda, młodość:P, fajny samochód, dobre
      ciuchy, pieniądze na jakieś drobne przyjemności, to nawet nie warto
      wspominać, bo to oczywista oczywistość:)

      Oczywistość póki to wszystko jest. Gdy tego zabraknie, świat nabiera
      innych barw.

      Rada: jeśli wybierasz samotnicze życie bez rodziny i dzieci, z
      kochankiem, który formalnie nie da ci poczucia bezpieczeństwa
      (choćby przyziemne ubezpieczenie w razie utraty pracy czy poważnej
      choroby), to póki masz dobrą pracę staraj się zabezpieczyć finansowo
      na następne 40 lat.

      W pewnym wieku twoja atrakcyjność spadnie i będzie już trudniej o
      sponsora wpadającego w weekendy. Jak piszesz,facet na stałe pętajacy
      się po domu jest nie do przyjęcia, czyli wolisz żyć samotnie,
      będziesz więc musiała liczyć na siebie. Wtedy duże pieniądze są
      niezbędne do godziwego życia. Można za nie kupić pomoc w codziennych
      trudnościach, opiekę w razie choroby, towarzystwo na urlop, a nawet
      seks.
    • ciezka_cholera Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 10:21
      Kiro,
      widzisz, ja mocno wierze w indwidualizm ludzi. Wierze, ze mozna byc szczesliwym
      i spelnionym w bardzo rozmaitych konstelacjach, i skoro twierdzisz, ze Ty
      jestes, nie zamierzam Cie przekonywac, ze jest lub bedzie inaczej. Nie straszne
      Ci to wszystko, co napisali powyzej inni forumowicze - ja Ci wierze, choc
      przyznaje, ze jest to postawa skrajnie rozna od mojej.
      Jednak niezbedna podstawa do pogodzenia sie i polubienia wrecz swojej roli w
      trojkacie jest swiadomosc, ze sie w owym tkwi. I Twoj kochanek jest winien te
      informacje swojej zonie (domyslam sie, ze gdyby ona wiedziala, to nie
      pominelabys tej niebagatelnej kwestii w toku dyskusji). Poki co oboje dobrze sie
      urzadziliscie jej kosztem. Szkoda mi tej zony :-(.
      Mysle ze niewygorowana cena za tak wysoki poziom szczescia jest delikatny
      ostracyzm, z ktorym spotkalas sie na forum.
      • zlosnica100 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 10:37
        Cholero, to trudno nazwac szczesciem, z moich obserwacji to
        narkotykowy haj przerywany okresami "trzewości" /jazda po bandzie/
        zla wiadomość; okresy haju beda coraz krotsze, a głodu coraz dłuzsze
        i ostrzejsze.
        Ja nie potepiam Kiry bo moja przyjaciolka jest taka jak ona i znam
        to poniekad z 2 strony i nie znam jednocześnie bardziej cierpiącego
        człowieka.
        • ciezka_cholera Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 11:50
          zlosnica100 napisała:

          > Cholero, to trudno nazwac szczesciem, z moich obserwacji to
          > narkotykowy haj przerywany okresami "trzewości" /jazda po bandzie/
          > zla wiadomość; okresy haju beda coraz krotsze, a głodu coraz dłuzsze
          > i ostrzejsze.

          Szczerze: Zlosnico, zazwyczaj zakladam, ze jesli ktos mowi o swoich uczuciach,
          to mowi prawde. Ze wzgledow praktycznych tak zakladam, jesli nie mam mozliwosci
          czegos zweryfikowac, nie widze sensu podwazania wiarygodnosci tegoz. Wyjatkiem
          sa sytuacje, kiedy zachowania osoby deklarujacej jakiestam uczucia ewidentnie im
          przecza (np twierdzenie, ze sie kocha zone i jednoczesne oszukiwanie i
          zdradzanie jej przez 6 lat, w mojej definicji milosci, to sie nijak nie miesci).

          > Ja nie potepiam Kiry bo moja przyjaciolka jest taka jak ona i znam
          > to poniekad z 2 strony i nie znam jednocześnie bardziej cierpiącego
          > człowieka.

          Ja jej tez nie potepiam. Po pierwsze dlatego, ze potepienie staram sie sobie
          zarezerwowac dla duuuuzo bardziej skrajnych sytuacji niz przyprawianie komus
          rogow. Po drugie dlatego, ze nie jest obowiazkiem kochanki dbanie o dobre
          samopoczucie i ogolnie rozumiane szczescie zony. Odczuwam jedynie lekki niesmak,
          jak ktos tak mocno epatuje swoim szczesciem, ktorego nieodlacznym elementem jest
          krzywda tej kobiety. Ot i wszystko.
        • kira_korpii Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 12:01
          Złośnico, jazda po bandzie jest w dużej mierze spowodowana moją
          skomplikowaną osobością. Od kiedy przestałam przejmować się opinią
          społeczeństwa, które próbowało mnie zaszufladkować i kazało mi
          równać do szeregu, i dałam sobie prawo do takiego życia, jakie to
          MNIE odpowiada, tych jazd właściwie nie ma.

          Aż sama się trochę boję, bo jesteśmy na cholernie wznoszącej fali, a
          to może oznaczać kłopoty:-). Ale cóż, życie ze mną to sinusoida i
          mój ukochany doskonale o tym wie. I już się przyzwyczaił.

          Ja rozumiem, że Twoja przyjaciółka ma takie a nie inne odczucia, ale
          nie rozumiem, czemu ja też miałabym być nieszczęśliwa?!
          • martawolpia Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 19.02.09, 17:45
            Jak facet cie poznal mialas tylko 24 lat. On Ciebie ulepil jak mu
            sie podobalo. Hylas plaskim paskiem plasteliny. On Cie ulepil
            jako swoja krowke, a byc moze bez niego ulepilabys sie sama jako
            cos innego (np: Motylkiem). I zaloze sie ze dlatego masz taki
            trudny charakter - cos w Tobie krzyczy ze jestes Motylkiem a nie
            Krowka. I masz konflikt swiadomosci. I z tego wywodza sie inne
            psychologiczne problemy.
            Bo chyba mi nie powiesz ze ten doswiadczony, starszy facet nie mial
            nic do czynienia z ukrztalcaniej Cibie. Tylko ze to on stworzyl
            sobie zabawke, a ty kiedys bedziesz musiala odnalesc siebie, tylko
            bedzie juz bardzo puzno na to.
    • matysia20050521 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 10:52
      Ja cie w pełni rozumiem , rozumiem , że jesteś szczęśliwa i że masz prawo do
      takiego życia. Nikt nie ma jedynej dobrej recepty na szczęście. Ci wszyscy od
      pomyj niech tego po prostu nie czytają. Jedno mnie tylko martwi co jeśli
      zapragniesz mieć dziecko?
      • eeela Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 11:54
        1) Nikt na dziewczynę nie wylewał pomyj.
        2) Sprawa dziecka została w wątku przedyskutowana.
        3) Nie oskarżaj ludzi o wylewanie na kogoś pomyj, jeśli nawet nie pofatygowałaś
        się, żeby przeczytać, co napisali.
    • juzniekochanka Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 12:13
      Kira - jeżeli (choć przez krótki czas) poczułaś instykt
      macierzyński, to załóżmy, że odezwie się znowu. I - załóżmy - że i
      On się zgodzi. I bedziecie mieć dziecko. Jak wtedy widzisz relacje
      dziecko-ojciec? Czy powiesz dziecku, kto jest jego ojcem?
      • kira_korpii Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 13:57
        ok. Temat dziecka. Z oczywistych względów trudny.

        Ale w sumie dobrze mnie tu przyjęliście. Trochę bałam się
        poszatkowania i zjedzenia.
        Ale może to taka specyfika tego forum - nikt werbalnie mnie nie
        zaatakuje, ale większość swoje i tak myśli. Naiwnością byłoby
        sądzić, że nikt mnie krytycznie nie oceni.
        No, ale nie bez kozery wybrałam właśnie to forum na spowiedź:)

        Więc odpowiem szczerze, jak widzę kwestię dziecka.
        Oczywistą oczywistością jest, że ew. dziecko nosiłoby moje nazwisko.
        Nie będę zabiegać o formalności, bo rozumiem złożoność sytuacji.
        Więc będę samotną matką.
        Oczywiście miałabym pomoc (także i materialną), ale wszystko w
        ramach możliwości i sił.

        Pytanie, które sobie zadaję, to czy mam prawo skazywać dziecko na
        taki los? Na bycie gorszym dzieckiem, niż jego prawowity potomek.
        Na niepełną rodzinę.
        Na brak możliwości dziedziczenia po ojcu.

        To, czy byłby on dla dziecka ojcem, czy przyjacielem matki, to także
        kwestia sporna. I nie do rozwikłania na tym etapie życia, bo do
        takich decyzji musielibyśmy po prostu dojrzeć.

        Więc co ma zwyciężyć? Determinacja, bo ja chcę mieć dziecko, bo mam
        potrzebę bycia matką, czy rezygnacja z dziecka właśnie na przekór
        własnemu egoizmowi posiadania.
        Rezygnacja z urodzenia dziecka dla jego dobra. Heh, ciekawie to
        brzmi.
        • juzniekochanka Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 14:06
          kira_korpii napisała:

          >
          > Więc odpowiem szczerze, jak widzę kwestię dziecka.
          > Oczywistą oczywistością jest, że ew. dziecko nosiłoby moje
          nazwisko.
          > Nie będę zabiegać o formalności, bo rozumiem złożoność sytuacji.
          > Więc będę samotną matką.
          > Oczywiście miałabym pomoc (także i materialną), ale wszystko w
          > ramach możliwości i sił.
          >
          > Pytanie, które sobie zadaję, to czy mam prawo skazywać dziecko na
          > taki los? Na bycie gorszym dzieckiem, niż jego prawowity potomek.
          > Na niepełną rodzinę.
          > Na brak możliwości dziedziczenia po ojcu.
          >
          > To, czy byłby on dla dziecka ojcem, czy przyjacielem matki, to
          także
          > kwestia sporna. I nie do rozwikłania na tym etapie życia, bo do
          > takich decyzji musielibyśmy po prostu dojrzeć.
          >

          Dzięki za odpowiedź:)
          Chodziło mi bardziej nie o kwestie materialne, dziedziczenie, itd.
          Ale raczej o to, co będzie miało wpisane w akcie urodzenia - ojciec
          NN?
          Okrutne to by było, gdyby dziecko wychowywało się po częsci u
          Waszego boku, nie wiedząc, że przyjaciel matki to tato.
          Bo - rozumiem - nie może się dowiedzieć prawdy.
          Ech... smutne to Twoje życie. I nie jest to drwina.
          • anula36 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 14:12
            no wlasnie nie bardzo rozumiem czemu akurat toforum na spowiedz?
            Malo to forow o i dla kochanek/kochankow?
            ani ta spowiedz o seksie,ani omalzenstwie - no chyba ze cudzym:)
          • kira_korpii Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 14:25
            Okrutne to by było, gdyby dziecko wychowywało się po częsci u
            > Waszego boku, nie wiedząc, że przyjaciel matki to tato.
            > Bo - rozumiem - nie może się dowiedzieć prawdy.


            Moje dziecko nie może czuć się gorsze i niechciane, więc do takiej
            sytuacji nie dopuszczę.
            Wolałabym już się rozstać, niż skazywać dziecko na życie w farsie.
          • mortimerr Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 14:31
            to ja z innej beczki.
            sumienie - nie gryzie Cie? czy nie myslisz czasem o jego zonie? ze
            ja oszukuje, oboje oszukujecie. ze robisz krzywde drugiej kobiecie,
            ktora byc moze bardzo kocha swojego meza i ufa mu bezgranicznie,
            dlatego nic nie zauwazyla (???). ze byc moze jest dobra, kochajaca
            zona i matka. dobrze sie z tym czujesz? i naprawde jestes taka
            szczesliwa i zadowolona z siebie?

            tak na marginesie: powiem Ci szczerze, nienawidze takich kobiet jak
            TY. i gdybym mogla to za romans z zonatym wieszalabym na kazdym
            slupie dla ostrzezenia innych takich ja TY.

            ale na szczescie jestesmy tylko na forum i mozemy sobie,
            bezpiecznie, powymieniac poglady ;)
            • martawolpia Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 19.02.09, 17:51
              hhahaha, dobre.
              • caline-czka78 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 19.02.09, 18:14
                ja przede wszystkim mysle ze sklamalas co do wieku.30 latka ustatkowana juz od
                6lat?a imprezy?znajomi?przeciez jakies szkoly konczylas?nasuwa sie pytanie czy
                tylko w tej kwestii moze byc to klamstwem?
                nie pochwalam tego jak zyjesz ani ci nie zazdroszcze.
                zreszta nawet niewazne jak ten zwiazek jest zbudowany-nie wierze w to ze jest
                szczesliwy.a ten twoj facet moze ma was wiecej???
                a moze ty jakas "nie wyjsciowa "jestes i zlapalas co ci popadlo.
                no wybacz ale jakos trudno mi to zebrac do kupy zeby mi na prawde wygladalo.
                • triss_merigold6 Hehhe 19.02.09, 18:27
                  Od 6 lat ma romans. Przyjmijmy, że ma te 30 lat. Sponsorował ją na
                  studiach co oznacza, że zaczęła je później a nie po maturze w wielu
                  lat 18-19. Zadbane, zdolne dzieci z inteligenckich domów idą na
                  studia dzienne po maturze, można więc wnioskować, że coś
                  przeszkadzało. Bieda, konieczność pójścia do roboty po szkole,
                  patologia w domu etc. Dlatego też jest w plecy z rozpoczęciem dobrej
                  pracy, bez studiów do korporacji z wysokim wynagrodzeniem by nie
                  trafiła.
                  Brak znajomych też się da wyjaśnić - jeśli panna wyrwała się z
                  wiochy/małego miasteczka, studiowała np. zaocznie i pracowała a
                  wolny czas wypełniał jej żonaty kochanek to nie miała zbyt wielu
                  okazji nawiązania fajnych, stabilnych przyjaźni.
                  Wbrew pozorom tu jej opowieść się trzyma kupy.
                  • stary.kawaler Nieźle Triss...:) n/t 20.03.09, 13:01
        • sagittka Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 16:36
          > Pytanie, które sobie zadaję, to czy mam prawo skazywać dziecko na
          taki los? Na bycie gorszym dzieckiem, niż jego prawowity potomek.
          Na niepełną rodzinę.
          Na brak możliwości dziedziczenia po ojcu.


          Z punktu widzenia dobra dziecka, ważniejsze niż o dziedziczenie
          byłoby pytanie o to, czy skazywać dziecko na wychowywanie tylko
          przez samotną matkę i to z okresowymi jazdami psychicznymi (jak sama
          piszesz).
    • julinekk Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 14:28
      kira, ja cie swietnie rozumiem- moje sytuacja jest bardzo podobna. z
      tym ze ja mam juz dziecko i nieudane malzenstwo za soba (jestem w
      twoim wieku). mi tez jest dobrze w tym ukladzie i nie wyobrazam
      sobie mieszkania z kims i wszystkich tych problemow wynikajacych z
      bycia w konwencjonalnym zwiazku. oczywiscie zdaje sobie sprawe ze
      moje nastawienie w duzej mierze wynika z tego ze w dziecinstwie i
      wczesnej mlodosci zostalam dosc mocno wykrzywiona psychicznie:).
      ja tez akceptuje ze moj ukochany zony nie zostawi, co wiecej czesto
      mu mowie ze bylabym pierwsza osoba ktora by mu to odradzala. Pewnie
      ze zdarzaja sie gorsze dni i watpliwosci czy to ma sens, ale
      szczerze mowiac wole przezyc nawet pare lat w szczesciu, niz
      rezygnowac z niego w ogole bo kiedys moge cierpiec.
      zycze powodzenia w sprawie dziecka:)
      PS i na koniec witam wszystkich- czytam od dawna ale nigdy nie
      mialam smialosci sie odezwac:)
      • zlosnica100 Do Kiry 17.02.09, 14:40
        Czy jestes dda?
        • kira_korpii Re: Do Kiry 17.02.09, 14:52
          Nieee. Ja tylko jestem dzieckiem toksycznej matki:P
    • tarantinka Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 15:49
      szczerze mówiąc to co opisałaś wydaje mi się wyidealizowane, w
      kazdym związku sa jakieś problemy, spięcia. W twoim swiecie masz
      swietnego faceta, który emocjonalnie i czasowo radzi sobie z dwoma
      kobietami + dziecmi, ty jesteś super hiper zrównoważona emocjonalnie
      i jakoś tak ani wyrzuty sumienia cię nie dopadają, ani inne
      przypadłosci człowieka który oprócz myslenia też czuje. Dla mnie to
      co opisałas to jakas wizja jak by mogło być przy założeniu że ludzie
      nie mają emocji, zyją w swiecie bez zazdrosci, wypalenia, mają
      mnóstwo czasu zeby zaspakajac sie emocjonalnie. Sorry ale to jest
      jakis harleqin tyle ze o trójkącie.
      • kira_korpii Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 16:00
        No ba. A w którym związku nie ma problemów.
        Chociaż my się raczej nie kłócimy, po prostu ja czasem próbuję
        pobawić się w księżniczkę, ale już wiem, że na niego to nie zadziała.

        No i weź mnie nie obrażaj, że niby ja jestem super hiper
        zrównoważona emocjonalnie? Co za obelga <foch>

        Ale to też ciekawe, jak nas odbierają inni ludzie.
        Bo ja tak naprawdę przecież jestem wrażliwa, delikatna, słaba.
        Jeżeli wygląda to tak, jakbym była silna, to tylko dlatego, że
        czerpię tę siłę od Niego. Zupełnie tak jakbym podłączała się do jego
        zasilania i w ten sposób ładowała akumulatory.

        A tak a propos, to zmywam się na razie. Idę podładować akumulatory.;)

        No i chyba będę już pomału finiszować. Dziękuję za bardzo
        sympatyczną dyskusję:)
        • bogusia_my a w którym czasopismie przeczytamy 17.02.09, 16:44
          wnioski z tej ciekawej dyskusji? pani w domu czy świat się /s/kręci ?
          ;-)
    • murakami2 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 17:05
      Czy ktoś potrafi to zrozumieć? Że mnie może być w takim związku
      > autentycznie DOBRZE?

      nie.

      > Na dobre i na złe – tak sobie obiecaliśmy. Jest moim najlepszym
      > przyjacielem, powiernikiem, kochankiem, pocieszycielem, wsparciem,
      > całym moim światem. Jest po prostu mężczyzną mojego życia.


      Ha, ha, ha :))))On też obiecywał - żonie przed ołtarzem.




      > No więc? Czy ktoś potrafi mnie zrozumieć? Czy jestem jakimś
      > wybrykiem natury? A może oszukuję samą siebie? Może trzeba mi
      > uświadomić w jakie nieszczęście się pakuję?


      Nic nie trzeba uświadamiać. Nie potrafiłaś podjąć refleksji przez cały ten
      wątek, nie po to tu przyszłaś.

      No żal, żal po prostu. Traktowanie czyjegoś małżeństwa jako drobnej wady,
      akceptowanie człowieka, który nie ma jaj, żeby odejść i założyć nową rodzinę.
      No pewnie, że jest cudny, pomocny i biega z pracą magisterską po mieście. Bo nie
      ma jaj, żeby zostawić żonę i dziecko, płacić latami alimenty i odejść do laski,
      o której wie, że jest zbyt egocentryczna, by zaakceptować go non stop.
      Żal, pospolitość, żal.
      A teraz Kira łaskawie zakończyła dysputy, pogłaskała uczestników za to, że
      zgodnie z jej wolą nie pobili jej zbyt dotkliwie i poszła sobie.
      Żal, proszę państwa.
      • eeela Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 17:44

        > Nic nie trzeba uświadamiać. Nie potrafiłaś podjąć refleksji przez cały ten
        > wątek, nie po to tu przyszłaś.


        Ależ ta refleksja tam się czai, inaczej nie zadawałaby sobie i nam tylu pytań na
        forum. Została usunięta ze świadomości przez mechanizm samozaprzeczenia, ale -
        jak autorka wątku (niechętnie, oszczędnie i podważając swoje własne racje)
        wspominała - chwile autorefleksji i niezadowolenia ze status quo były
        niejednokrotnie, z czego wnoszę, że jeszcze niejednokrotnie się pojawią. Teraz
        jest chwila na zaprzeczenie i szukanie komfortu w posiadaniu szklanki do połowy
        pełnej, były i będą znów chwile, kiedy ta szklanka będzie do połowy pusta. Życie
        i stan psychiczny człowieka to nie jest jakiś constans, są góry i doły, także w
        samotności albo w normalnie funkcjonującym związku, no, w każdej konfiguracji.
        Jak przyjdą doły, będzie płacz i zgrzytanie zębów. Jak góry - godzenie się z
        rzeczywistością i wpajanie sobie wiary w to, że to najlepsze rozwiązanie w
        życiu. I będzie taka huśtawka, dopóki dziewczyna się nie opamięta albo nie
        zostanie całkowicie złamana.

        Mój dziadek miewał 'drugie' kobiety przez całe swoje małżeńskie życie, niektóre
        po wiele lat. Jakoś żadna nie wytrzymała tego 'szczęśliwego' pożycia na stałe.
        • murakami2 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 17:52
          No właśnie to samo przyszło mi do głowy - przykład z życia mojego dziadka, który
          unieszczęśliwił babcię i swoją kochankę.
          A refleksja czai się, czai... zgadzam się. Retoryki napastliwej użyłam w celach
          dydaktycznych.
          • woman-in-love a czy przedyskutowaliście - gdy żona sie dowie? 17.02.09, 18:16
            jakie scenariusze brane są pod uwagę?
            • la.bruja sens założenia wątku 17.02.09, 20:04
              Zastanawiam się, dlaczego Kira NAPRAWDĘ założyła swoj wątek.
              Wersja oficjalna: aby nas i innych przekonać, że taki układ może
              przynieść szczęście i zadowolenie. Czy jednak chodziło o przekonanie
              nas czy siebie?
              Mimo uzyskania odpowiedzi na me pytanie o zazdrość, nadal mam w
              sobie wątpliwość, czy jej naprawdę nie odczuwa. To tak, jak ktoraś z
              pzedmowczyń napisała: jakby emocje nie istniały.
              Nie wierzę w to.
              • niskolibidowiec Re: sens założenia wątku 18.02.09, 09:40
                > Mimo uzyskania odpowiedzi na me pytanie o zazdrość, nadal mam w
                > sobie wątpliwość, czy jej naprawdę nie odczuwa. To tak, jak ktoraś
                z
                > pzedmowczyń napisała: jakby emocje nie istniały.
                > Nie wierzę w to.

                Zadałaś pytanie, otrzymałaś odpowiedź, a jednak nie wierzysz autorce.
                Nigdy nie zrozumiem dlaczego u niektórych z Was tak mało zrozumienia
                dla odmienności. Tu pytania skierowane nie tylko do la.bruja ale do
                wszystkich tych, którzy żyją wg tzw. "norm".
                Jeśli w Tobie (i u większości ludzi) jest zazdrość o partnera to na
                jakiej podstawie zakładasz że wszyscy muszą czuć i myśleć tak samo?
                Jeśli Ty czujesz potrzebę dziecka to dlaczego sądzicie że każdy musi
                czuć tak samo i cierpieć jeśli go nie będzie? Czy naprawdę każdy
                musi mieć takie same instynkty i nie dopuszczacie do siebie
                istnienia odmienności poglądów?
                Jeśli Ty czujesz potrzebę posiadania partnera na wyłączność to
                dlaczego sądzisz, że każdy musi pragnąć tego samego?
                Jeśli Ty kochasz parntera odmiennej płci to sądzisz, że każdy musi
                czuć dokładnie tak jak Ty?
                Skąd tak mało zrozumienia dla odmienności?
                • murakami2 Re: sens założenia wątku 18.02.09, 13:55
                  niskolibidowiec napisał:

                  > > Mimo uzyskania odpowiedzi na me pytanie o zazdrość, nadal mam w
                  > > sobie wątpliwość, czy jej naprawdę nie odczuwa. To tak, jak ktoraś
                  > z
                  > > pzedmowczyń napisała: jakby emocje nie istniały.
                  > > Nie wierzę w to.
                  >
                  > Zadałaś pytanie, otrzymałaś odpowiedź, a jednak nie wierzysz autorce.
                  > Nigdy nie zrozumiem dlaczego u niektórych z Was tak mało zrozumienia
                  > dla odmienności. Tu pytania skierowane nie tylko do la.bruja ale do
                  > wszystkich tych, którzy żyją wg tzw. "norm".
                  > Jeśli w Tobie (i u większości ludzi) jest zazdrość o partnera to na
                  > jakiej podstawie zakładasz że wszyscy muszą czuć i myśleć tak samo?
                  > Jeśli Ty czujesz potrzebę dziecka to dlaczego sądzicie że każdy musi
                  > czuć tak samo i cierpieć jeśli go nie będzie? Czy naprawdę każdy
                  > musi mieć takie same instynkty i nie dopuszczacie do siebie
                  > istnienia odmienności poglądów?
                  > Jeśli Ty czujesz potrzebę posiadania partnera na wyłączność to
                  > dlaczego sądzisz, że każdy musi pragnąć tego samego?
                  > Jeśli Ty kochasz parntera odmiennej płci to sądzisz, że każdy musi
                  > czuć dokładnie tak jak Ty?
                  > Skąd tak mało zrozumienia dla odmienności?

                  Zazdrość to emocja pierwotna. Jeśli się nie odczuwa zazdrości, trzeba
                  porozmyślać nad swoim duchowym stanem.
                  Nie mieszaj tolerancji, wynikającej z przemyśleń i nauki, z emocją pierwotną,
                  której brak wywołuje słuszne zwątpienie.
                  • kira_korpii Re: sens założenia wątku 18.02.09, 14:23
                    Ależ ja doskonale znam uczucie zazdrości.
                    To bardzo silny, i może faktycznie pierwotny instykt.
                    Do tego stopnia, że niewinna rozmowa ze sprzedawczynią olejków do
                    opalania na nadmorskim deptaku, kiedy ja stoję obok, powoduje u mnie
                    automatyczny skręt wszystkich kiszek;-)
                    Ale po to człowiek ma rozum, by się nim kierować.

                    No i tylko w przypadku tej żony jakoś to nie działa. A może po
                    prostu wiem, że wielogodzinne "łyżeczkowe" przytulanie zarezerwowane
                    jest tylko dla mnie.
                    • asiek25 Re: sens założenia wątku 18.02.09, 14:39
                      Odnoszę wrażenie, że w całym wątku udzielasz tylko takich wyjaśnień, które są Ci
                      wygodne. Na trudniejsze pytania lub wątpliwości nie odpowiadasz lub pomijasz je
                      milczeniem. Zastanawiam się, czy po prostu tak Ci wygodnie i nie chce Ci się
                      wkładać w to wysiłku, czy może celowo nie chcesz tego robić, bo odkrywanie
                      siebie może powoli odsłonić obraz Twoich prawdziwych emocji. Mam wrażenie, że
                      przybrałaś uśmiechniętą maskę wziętą z półki "Cudowne życie", że to co piszesz
                      nie do końca jest prawdziwe, między innymi dlatego, że lawirujesz odpowiedziami.
                      Jak dla mnie to trochę mało wiarygodne.
                      • kira_korpii Re: sens założenia wątku 18.02.09, 15:00
                        Odnoszę się przede wszystkim do tych kwestii, które imho wymagają
                        skorygowania lub pogłębienia.
                        Z faktami nie dyskutuję, przyjmując je na klatę;)

                        Aśku, czy Ty myślisz, że głosisz tu jakieś prawdy objawione, które
                        ja po raz pierwszy słyszę?!

                        Czy Ty myślisz, że kwestia dziecka nie była wałkowana setki, tysiące
                        razy. Myślisz, że my nie przerabialiśmy tych wszystkich kwestii?
                        Że ja nie spędziłam wielu dni l nocy na zastanawianiu się, czy mam
                        prawo mieć dziecko?!
                        Czy uważasz mnie za idiotkę?
                        Jeżeli miałaś przyjemność zetknąć się kiedyś z instynktem
                        macierzyńskim, to wiesz jak silne jest to uczucie.
                        Kiedy zasypiasz i budzisz się z myślą o dziecku, kiedy każda twoja
                        cząstka rozpaczliwie tego pragnie.

                        Bo, prawdę mówiąc, gdyby ten instykt nie był tak silny, to czy
                        ludzie chcieliby mieć dzieci? Tak zdroworozsądkowo? Wiedząc, ile z
                        tym trosk, ile kłopotów. Ile poświęcenia to wymaga?

                        Czy Ty myślisz, że ja tego wszystkiego nie wiem? Kilka lat pobytu na
                        chociażby forach typu emama, czy też samodzielna mama, wystarczą,
                        aby zbudować sobie obraz, jak czasami jest ciężko.

                        Czy Ty naprawdę myślisz, że ja chciałabym skrzywdzić własne dziecko?
                        Bo może okaże się, że po urodzeniu ew. dziecka, nastąpi gwałtowna
                        weryfikacja całego mojego świata, i okaże się wtedy ile jest warta
                        nasza miłość.

                        Ja to wszystko wałkuję na codzień, chociażby dlatego, że jestem
                        fanką serialu "Brothers and Sisters". Kto zna, wie doskonale o co
                        chodzi.
                        Widzę, ile bólu, łez, zwątpienia kosztowało to głównych bohaterów
                        tego dramatu.
                        Ale widzę też, że jakby nie było bilans wychodzi ostatecznie na
                        plus. Zarówno dla matki, jak i dla nieślubnej córki. I dla
                        zdradzonej żony w sumie też.
                        Oczywiście to tylko film, ale to przecież życie pisze najdziwniejsze
                        scenariusze.
                        Co widać, gdy tutaj ktoś raz po raz próbuje podważać moją historię.
                        • asiek25 Re: sens założenia wątku 18.02.09, 15:27
                          > Czy Ty myślisz, że kwestia dziecka nie była wałkowana setki, tysiące
                          > razy. Myślisz, że my nie przerabialiśmy tych wszystkich kwestii?
                          > Że ja nie spędziłam wielu dni l nocy na zastanawianiu się, czy mam
                          > prawo mieć dziecko?!


                          Nie wiem, jakoś wcześniej nie zauważyłam wątpliwości w Twoich wypowiedziach.
                          Jedynie stwierdzenie, że temat został odłożony na 4-5 lat, głównie pod naciskiem
                          twojego faceta.


                          > Czy Ty naprawdę myślisz, że ja chciałabym skrzywdzić własne dziecko?


                          Jeśli rozważasz opcję "zrobię sobie dziecko z żonatym facetem", to tak, uważam
                          że skrzywdzisz swoje dziecko w imię własnego chcenia. Że liczy się dla Ciebie
                          przede wszystkim to czego Ty chcesz, a nie co będzie dobre dla dziecka.


                          > Ja to wszystko wałkuję na codzień, chociażby dlatego, że jestem
                          > fanką serialu "Brothers and Sisters". Kto zna, wie doskonale o co
                          > chodzi.
                          > Widzę, ile bólu, łez, zwątpienia kosztowało to głównych bohaterów
                          > tego dramatu.
                          > Ale widzę też, że jakby nie było bilans wychodzi ostatecznie na
                          > plus. Zarówno dla matki, jak i dla nieślubnej córki. I dla
                          > zdradzonej żony w sumie też.


                          Nie oglądam tego serialu, więc nie mogę się do niego odnieść. Zresztą w ogóle
                          seriale nie stanowią dla mnie kanwy prawdziwego życia. Natomiast chętnie
                          wysłucham jakie plusy niesie bycie nieślubną córką czy synem oraz bycie
                          zdradzaną żoną. Ale nie w odniesieniu do jakiegokolwiek serialu, ale do Twojego,
                          konkretnego przypadku.
                    • brokenflower1 Re: sens założenia wątku 18.02.09, 15:04
                      kira_korpii napisała:

                      . A może po
                      > prostu wiem, że wielogodzinne "łyżeczkowe" przytulanie
                      zarezerwowane
                      > jest tylko dla mnie.

                      żyjesz w świecie własnych wyobrażeń - idealizujesz rzeczywistość tak
                      jak Ci wygodnie.... a prawda pewnie jest zupełnie inna.
                    • zuziam4 Re: sens założenia wątku 01.03.09, 15:09
                      szlag mnie trafia tym większy im dłużej czytam. Chętnie doniosłabym żonie na
                      parę uroczych kochanków, ciekawe czy wówczas byliby tacy zadowoleni. A skoro
                      jest na każde twoje zawołanie to dlaczego nadal jest z żoną???to obrzydliwe, że
                      chodzi z nią i z tobą do łóżka!!Może wejdź na forum dla zdradzonych i tam
                      poczytaj co czują żony zdradzane...oczywiście wszystkiego najgorszego ci życzę;
                      samotności, cierpienia, długotrwałej choroby..zobaczysz wówczas jak wspaniałym
                      mężczyzną jest twój żonaty kochanek. Jesteście siebie warci i wcześniej czy
                      później dostaniecie za swoje. Nie można szczęścia budować na nieszczęściu
                      innych. A tobą pewnie jak dotychczas nie zainteresował się żaden porządny facet
                      i cieszysz się z ochłapów. Ciekawe czy wasza miłość (twoja do niego) byłaby tak
                      wielka gdyby nie miał kasy...
            • murakami2 Re: a czy przedyskutowaliście - gdy żona sie dowi 17.02.09, 20:24
              No nie dyskutowaliśmy, ale na bank będzie suuuper. Bo przecie ona może na niego
              liczyć w każdej sytuacji.
              Jakoś mi niedobrze od tego wątku i samozadowolenia z siebie, które kira prezentuje.
              • eeela Re: a czy przedyskutowaliście - gdy żona sie dowi 17.02.09, 23:46
                Z wielu waszych postów przebija złość i agresja, że oto kolejna nieuczciwa,
                egoistyczna flądra zawraca głowę czyjemuś mężowi.

                Ja się niby po części zgadzam - widać, że egoistyczna, że z uczciwością trochę
                jest na bakier, no i rzeczywiście zawraca głowę cudzemu mężowi. Ale mnie uderza
                w wypowieziach autorki wątku jedno, o czym już wyżej pisałam - mechanizm
                samooszukiwania się. Mnie jest dziewczyny żal. Zaplątała się w coś, z czego nie
                umie się wyplątać, i stara się wypracować optymalny sposób patrzenia na to,
                zamiast stawić czoła prawdzie, która gdzieś tam jej się od czasu do czasu z
                podświadomości wybija, ale ona to tłumi. Żal mi, bo wydaje mi się, że wbrew
                swemu egoizmowi, indywidualizmowi, niezależności czy jak tego tam nie nazwiemy,
                dziewczyna jest słaba i właśnie dlatego wypycha ze świadomości różne niewygodne
                myśli, bo prawda by ją złamała. Żal mi, bo wiem, że ryzyko, iż ta prawda prędzej
                czy później i tak wylezie, jest duże, a im głębiej dziewczyna w to brnie, tym
                gorzej się to na niej odbije. Dlatego chciałabym bardzo, aby przeczytała z
                zastanowieniem ten wątek jeszcze kilka razy i może ośmieliła się otworzyć sama
                przed sobą, póki czas, póki jest nadzieja, że to jej kompletnie nie złamie, bo
                niby w imię czego życzyć dziewczynie złamanego życia?
                • kira_korpii Re: a czy przedyskutowaliście - gdy żona sie dowi 18.02.09, 00:36
                  A z tą częścią wypowiedzi, to się akurat kompletnie NIE zgadzam;)
                  • eeela Re: a czy przedyskutowaliście - gdy żona sie dowi 18.02.09, 00:49
                    To niedobrze.
                    Sama wspomniałaś, że miałaś wątpliwości. Tłumaczyłaś je 'chęcią dopasowania się
                    do norm społecznych', czyli czymś, czego twój indywidualizm znosić nie powinien
                    (w domysle). Postawiłabym diamenty przeciw orzechom, gdybym je tylko miała, że
                    te wątpliwości jeszcze nie raz się pojawią. Bo gdyby było tak, że NAPRAWDĘ za
                    nic masz, że twój ukochany jest i pozostanie mężem innej kobiety, to te
                    wątpliwości nigdy by się nie pojawiły, a już na pewno nie do tego stopnia, żeby
                    próbowac odchodzić - ot, takie to proste.

                    Będą się więc pojawiać różne kryzysy, każdy kolejny cięższy od poprzedniego.

                    Nie potępiam cię, ja bardzo rzadko to robię. Nie myślę zresztą o tobie w
                    kategoriach krzywdzicielki innych ludzi - żonę krzywdzi facet, ty jej nic nie
                    przysięgałaś. Ja po prostu wyraźnie widzę, że zmierzasz ku temu, aby wyrządzic
                    straszliwą krzywdę samej sobie. Widziałam parę takich historii jak twoja,
                    widziałam takie same mechanizmy obronne, jakie ty stosujesz. One prędzej czy
                    później puszczają w szwach. Dlatego przykro mi, że się nie zgadzasz i nie chcesz
                    głębiej nad sobą zastanowić, bo wcale nie sprawia mi to żadnej przyjemności
                    pomyśleć, że będziesz przeżywac takie tragedie, jakie już miałam okazję widzieć.
                    • kira_korpii Re: a czy przedyskutowaliście - gdy żona sie dowi 18.02.09, 01:22
                      To zupełnie nie tak. Moje próby odchodzenia wynikały z faktu, że ja
                      jeszcze nie byłam gotowa powiedzieć sobie - pieprzę normy społeczne.
                      Nie byłam jeszcze na tyle silna, by uwierzyć w to, co ja sama czuję,
                      w co wierzę, z czym mi dobrze i po drodze.

                      Nie byłam jeszcze gotowa, aby bronić swoich przekonań. Więc
                      poddawałam się presji innych, czasem anonimowych internautów.
                      Głupota straszna, no ale cóż, ja akurat musiałam bardzo mocno
                      pracować nad swoją asertywnością i nad tym, aby prawdy innych nie
                      uznawać za prawdy objawione.

                      Nie wiem, jak mam Cię przekonać, że ja naprawdę jestem szczęśliwa w
                      takim układzie.
                      Z mężczyzną, który pojawił się pewnego dnia w moim życiu, parę lat
                      wokół mnie chodził, z każdym kolejnym miesiącem wydłubując ze
                      stworzonego przeze mnie muru, odgradzającego mnie od świata, cegła
                      po cegle, aż w końcu po 4 latach ten mur runął i wyznaliśmy sobie
                      miłość.

                      Bo to przecież nie ja za nim biegałam, ale on przyszedł do mnie.

                      Kryzys, jawiący się jako moje rozterki egzystencjalne, wynikające
                      rzekomo z poczucia marnowania sobie życia, nie ma po prostu racji
                      bytu.
                      My bardzo dobrze zgraliśmy się przez te lata i teraz jesteśmy w
                      jednej drużynie. Po prostu szczęśliwi.
                      Aż trudno uwierzyć, ale naprawdę nie ma między nami jakichś
                      specjalnych konfliktów, ot, czasem ktoś sobie popłacze w czyichś
                      ramionach, bo ktoś niesłusznie na niego zatrąbił na ulicy;), ktoś
                      kogoś nazwie męskim szowinistą i seksistą, a poza tym życie toczy
                      się swoim trybem:-)

                      Eeelu, niesłusznie uważasz mnie za aż tak słabą. Wbrew pozorom, jak
                      przychodzi co do czego, mam w sobie ogromną siłę psychiczną.
                      Nie bój się o mnie. Ja naprawdę nie przegram swojego życia.

                      • eeela Re: a czy przedyskutowaliście - gdy żona sie dowi 18.02.09, 01:32
                        No życzę ci dobrze. Osobiście nie widziałam, ale dochodziły do mnie legendy o
                        takich samodzielnych paniach, co całe życie nie czuły zapotrzebowania na nic
                        więcej niż właśnie to, co masz. Może i należysz do nich. Moja nieufność wynika z
                        tego, że nigdy na własne oczy nie widziałam takiego przypadku.

                        Ale dobrego zdania o twoim wybranku nie mam. I rzeczywiście nie chciałabym być
                        na miejscu jego żony.
        • stary.kawaler Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 20.03.09, 13:08
          Ale w gruncie rzeczy Kira nie ma wyjścia, ma po prostu takie życie.
          Refleksja na forum wynika z obawy, że się kiedyś ten świat zawali. To
          trochę oswajanie się z tym, co może się stać.
          Kira .... gdybym był Tobą :)) nie odwlekałbym decyzji o dziecku. Nie
          chodzi mi o kwestie biologii, tylko tego, ze potrzebujesz jeszcze
          kogoś do kochania. :)
    • anais_nin666 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 17.02.09, 20:13
      Kira ma to czego pragnie. Mężczyznę, który ją kocha i rozumie wówczas, gdy ona
      go potrzebuje, a nie non stop. Tak lubi. Ok.
      Nie widzi go w rozlazłych kapciach. Nie słyszy charczącego czy bekającego;) Nie
      ma problemu braku seksu, bo seks zapewne ma wówczas, gdy po kochanka zadzwoni.
      ie będąc ze sobą stale nie mają jak się sobą znudzić. Jest tak, jak tego chce. Z
      małym mankamentem - jego żoną, który to mankament Kirze nie przeszkadza. Moze
      wychodzi z zalozenia, ze zona zyje w blogiej nieswiadomosci i nie jest w zwiazku
      z tym nieszczesliwa?

      W sumie czemu Kira ma z tego ukladu rezygnowac?
      Bo ów kochanek nie poda jej herbaty w chorobie? A ile tu na forum kobiet stale
      pisze, ze ma męża, ktory nie da ani owej herbaty, ani przyjazni, ani poczucia
      bliskosci. Nic z tego czego pragna. Ona to wszystko ma. I trzyma sie tego. Bo
      jest jej dobrze.

      Ganić ją, bo ma romans z facetem, ktory ma już rodzine? Coż... pewnie trzeba
      byloby ganić polowe ludzi na naszym globie.
      Moralnie jest to jednoznaczne, jasne. Ale żebyśmy wszyscy tacy moralni byli...
      Glob świeciłby jasną aureolą;)

      Nie wiemy jak sobie z kochanka męża rodzi zona, ale tez nie o niej ten post. Być
      może przymyka na to oczy, bo dzieki temu nie musi sie np. z mezem kochac, byc
      moze ma podobny uklad...?

      Kira, ktos napisal, ze ktos inny moglby Cie kochac mocniej. Pewnie. W kazdym
      przypadku mrzemy to powiedzieć. Zwlaszcza w tych, gdy mąz dokonuje zaniechań na
      kazdym polu wobec wlasnej zony. To akurat zaden argument.
      Argumentem jest Twoja potrzeba posiadania dziecka. To troszkę niefajne fundować
      dziecku weekendowego tatusia, który będzie mieszkał w bloku obok i którego
      będzie codziennie byc moze widywalo z inna codzienna rodzina.

      Mysl o bolu niebycia razem rozumiem świetnie. Trudno zyc bez kogos z kim tak
      doskonale sie czujemy. Ale tez wiesz dobrze, ze znasz tylko lepsza część tego
      faceta. Te odświętną. Więc kochasz tylko w sumie imaginację faceta.... To tak na
      marginesie.

      Aha. Rozumiem, ze w takim zwiazku moze byc Ci dobrze. I nie uwazam, ze dla
      kochanka jestes tylko laska do lozka. Bardzo mozliwe, ze jestes dla niego rownie
      wazna jak rodzina lub wazniejsza, ale takie JEGO podwojne zycie... ech, no
      stawia mi go w roli faceta bez jaj. Mimo wszystko. Ewentualnie faceta tak
      wygodnickiego i bezrefleksyjnego, że dla przyjemności bycia z 2 kobietami
      ryzykuje rozwalenie czyjegoś życia. Albo Twojego, albo swojej rodziny... Bo
      jakiegoś wyboru, gdy będzie miał nóż na gardle dokonać będzie musial. Wiesz, że
      zostawi Ciebie... Masz siłę na to? Na tę myśl w ogóle?
    • murakami2 A ten indywidualizm 17.02.09, 20:54
      Wiecie co, ludziska, nurtuje mnie jeszcze jedna rzecz. Jakoś obficie było w
      wątki, które ze zrozumieniem i powagą tłumaczyły, że kira jest taką
      indywidualistką, że ma takie potrzeby egocentryczne, że to zrozumiałe i ok,
      niech sobie w takim razie postępuje. Otóż guzik ok. Gdyby sytuacja była taka, że
      żona wie i akceptuje otwarcie, to proszę bardzo. Ale taka sytuacja nie
      występuje. Żona jest krzywdzona.
      Oczywiście najbardziej nie w porządku jest ten gość. Ale odpowiedzialność za tę
      sytuację też ponosi świadoma kira. A co mówiono tejże kirze? Że indywidualizm
      usprawiedliwia krzywdę drugiego człowieka?
      Żyjemy w określonej rzeczywistości, realnym społeczeństwie. W tej sytuacji ona
      jest człowiekiem współwinnym krzywdzie. Nie buduje się swego szczęścia na
      krzywdzie drugiego człowieka.

      [Pewnie niestosownie, ale przypomina mi się tu rozterka Raskolnikowa: brzydka i
      nikczemna ta lichwiarka, ale czy zasługuje na śmierć, tylko dlatego, że on był
      młody, obiecujący, świadomy, lepszy od niej?]
      • niezapominajka333 Re: A ten indywidualizm 17.02.09, 21:47
        Przypomniała mi się historia pewnej młodej, niezależnej kochanki,
        która na forum dla kochanek i dla zdradzonych żon w podobny sposób
        była szczęśliwa.
        Miłość!!!
        Uczucie nad uczuciami.
        Schowajcie się wszystkie formalne związki tylko na papierku. Ona nie
        żądała od swojego ukochanego absolutnie nic. Tylko żeby był, żeby
        poświęcił jej trochę czasu. Żadnych wymagań, żadnych wyrzutów.
        Oczywiście nie była szczęśliwa, że on musi wracać do rodziny, że
        jest to związek równoległy, ale on z własnej woli rekompensował jej
        rozłąkę wielkim staraniem o nią i jej sprawy.
        Ach jakże idealna była ta miłość, jakie poczucie wyższości dawała
        autorce ...
        Oczywiście to była młoda, atrakcyjna, świetnie wykształcona,
        samodzielna kobieta, mająca swoje życie, swoje pasje, szerokie
        zainteresowania i poczucie niezależności. I dobrze jej było samej z
        dochodzącym facetem. Bo takiego pałętajacego się po domu by nie
        zniosła.
        Ona, w odróżnieniu od innych miała swoje życie i dobrze jej było
        samej. A mieszkania z kochankiem miałaby dość po tygodniu.
        Małżeństwo to archaizm, niepotrzebny jej papierek, ona nie chce
        papierka, nie chce ślubu, dzieci to kłopot i obowiązki, nie rozumie
        kobiet, które chcą mieć męża dzieci, przecież w życiu jest tyle
        cudownych, ważniejszych spraw.
        Minęło jakieś pół roku uświadamiania wszystkich jak powinna wyglądać
        idealna miłość i jaka jest niezmiernie szczęsliwa. Kochanek
        zdecydował się na rozwód. Oświadczył się jej i został jak najmilej
        przyjęty. Zamieszkali razem i była bardzo szczęśliwa mogąc dzielić
        swoją przestrzeń życiową z pałętającym sie po domu facetem, chociaż
        nie był zmuszony u niej zamieszkać, bo było go stać na wynajęcie
        mieszkania dla siebie.
        Na koniec podzielła się radosną nowiną, że jest w ciąży. Ton jej
        wypowiedzi się zmienił, chociaz poczucie wyższości zostało. Tylko
        teraz wynikało ono z faktu, że kochanek ją naprawdę kochał bo
        odszedł od żony i dzieci i teraz się z nią ożeni.
      • lilyrush Re: A ten indywidualizm 17.02.09, 22:51
        Ja rozumiem, ze ona jest egocentryczna, egoistyczna i jej sie dobrze wiec niech
        będzie. I nie będę na nia pomyj wylewać, bo szkoda mojego czasu- ona powie, ze
        deszcz pada i będzie żyła dalej.
        Mogę tylko mieć nadzieje, ze w swoim życiu na swojej drodze nie będę musiała
        bliżej stykać sie z tego typu osobą.
        Bo dla mnie taka osoba jest zła. ale co z tego? Przecież ona sie nie zmieni.
        Zobacz co się stało w tym wątku- panienka miała potrzebę pochwalić sie przed
        światem i to zrobiła. Tyle czasu i uwagi innych ludzi. Już dostała, co chciał i
        sobie poszła. Jak na jej miejscu nie wierzyć, ze zawsze dostanie to, co chce?
        • kira_korpii Re: A ten indywidualizm 17.02.09, 23:56
          No przecież jestem:)

          To zaraz, zaraz, najpierw mi coś dajecie, a potem pretensje do mnie
          że to dostałam?!
          I może faktycznie dostaję zawsze wszystko to, czego chcę.
          Nochmals. Do kogo jednak te pretensje?

          Czy miałam ochotę pochwalić się przed światem? Na pewno chciałam
          porozmawiać, powiedzieć jak to wygląda z mojej perspektywy.
          Może miałam ochotę przekonać się, czy znajdzie się ktoś, kto
          przyjmie za naturalny mój punkt widzenia, nie przepuszczając go po
          drodze przez swój światopogląd, hierarchię wartości i odczucia.
          I co ciekawe takich osób sporo się znalazło.
          Dlatego ten wątek pojawił się właśnie na tym forum. Trochę przedtem
          zrobiłam rozeznanie audytorium;).

          Mogłabym jeszcze trochę poepatować swoim szczęściem i opowiedzieć
          trochę o seksie, w którym też dostaję wszystko to, czego chcę;)
          Gdzie dba się przede wszystkim o moje potrzeby, mój orgazm, moje
          przyjemności. Nawet jeżeli czasem trzeba się do pewnych rzeczy
          przekonać:)
          Ale po co. Doskonale zdaję sobie sprawę, iż wbrew nazwie forum,
          znajduje się tu całkiem sporo osób całkiem zadowolonych ze swojego
          życia seksualnego.
          Więc o moich seksualnych pragnieniach rozmawiać nie będziemy.

          Każdy komentarz czytam z uwagą i bardzo często się zresztą z
          poszczególnymi zgadzam. Chyba najbardziej z tymi krytycznymi:).
          Jak dla mnie, to Eeela swoją wypowiedzią trafiła w sedno i tym samym
          w zasadzie wyczerpała temat.
          A ja chyba po raz pierwszy tak bardzo się odsłoniłam przed obcymi
          ludźmi. Nie, nie żałuję, aczkolwiek muszę myśleć o tym, aby nie
          pociągnęło to za sobą negatywnych konsekwencji. Nie tylko dla mnie.
          Bo wbrew pozorom, czasem myślę też o innych:P
          • kira_korpii Re: A ten indywidualizm 17.02.09, 23:59
            Aha, zapomniałam jeszcze o jednym.
            Czekam na gruntowną i dogłębną analizę, dlaczego TAK NAPRAWDĘ
            założyłam ten wątek;)
            • anula36 Re: A ten indywidualizm 18.02.09, 00:16
              to proste - zeby zapewnic forumowiczom darmowa rozrywke;)
            • murakami2 Re: A ten indywidualizm 18.02.09, 10:00
              kira_korpii napisała:

              > Aha, zapomniałam jeszcze o jednym.
              > Czekam na gruntowną i dogłębną analizę, dlaczego TAK NAPRAWDĘ
              > założyłam ten wątek;)

              Po co?
              Chcesz się cieszyć ludzkim zainteresowaniem? Chyba wiesz, po co założyłaś watek?
              • aniorek Re: A ten indywidualizm 19.02.09, 01:41
                Kiepska trolica i tyle, z piorem ciezkim jak jej dowcip. Do tego
                placze sie w zeznaniach (jest dziecko, nie ma dziecka). ZIEW.
    • gacusia1 Ja Cie rozumiem 18.02.09, 00:11
      Masz to,czego pragniesz-teraz. Moze nie zamierzasz byc matka-to
      byloby lepsze dla Ciebie i dziecka ,-) Gdy jednak potomek sie pojawi
      caly ten Twoj wymuskany swiat legnie w gruzach szarej
      rzeczywistosci.
    • twins_asik Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 18.02.09, 11:46
      Witaj Kira_korpii
      to ja założyłam wątek o szansie na związek z żonatym mężczyzną.
      Teraz czytam Twój i jestem pod wrażeniem. Moj związek z żonatym
      różni sie bardzo od Twojego, z racji odległosci która nas dzieli.
      Twoje podejście jest powiedziałabym, bardzo zdrowe, ale ja nie
      potrafiłabym tak. On jest przy mnie praktycznie codziennie, w
      większości telefonicznie, niestety. Pomaga, wspiera, wierzy, miło
      mieć takiego mężczyznę przy sobie. My czasami myślimy jak to by było
      gdybyśmy byli razem o odeszli od rodzin, ale to nie takie proste. Za
      to Twoj związek mi się podoba. I Twoje podejście. Ja bym tak nie
      potrafiła, nie potrafiłabym zaakceptować, że facet z którym jestem
      mocno związana psychicznie i fizycznie, może tak po prostu kochać
      sie ze swoją żoną. Ja wiem, że on tego nie robi. Ja zresztą też nie.
      W tym temacie jesteśmy sobie wierni, odkrywamy swoje ciała i
      potrzeby. Nie boli Cie to że on jest z Tobą i z nią... że kocha sie
      z Tobą a z kilka godzin kocha sie z żoną i przytula się do niej,
      głaszcze jej ciało...dla mnie to jest dziwne... ale coż ... Twoje
      podejście do życia jest znacznie inne. I dobrze. Czerp z życia tyle
      ile sie da i módl się żeby jego żona nie dowiedziała się o Tobie, bo
      wtedy cały świat Ci się zawali.Zazdroszcze Ci chłodnego podejścia,
      też bym tak chciała, nie myśleć o nim tak często i nie zastanawiać
      się czy będziemy mogli być razem, ale u Was jest troche inaczej, wy
      widzicie sie codziennie, a my maksymalnie 2 razy w tygodniu, reszta
      to telefony i smsmy. I z tego wynika całe to zamieszanie. Wiesz...
      moj też mi powiedział, że on nie zostawi, żony bo czuje sie za nią
      odpowiedzialny... wkurw...ia mnie to, ale im bardziej sie do tego
      przyzwyzczajam widze ze on zmienia podejscie. ale co tam, ja juz sie
      przyzwyczaiłam, że nigdy nie bedziemy razem i zamierzam czerpac z
      tego zwiazku maksymlanie ile sie da. Poczytam jeszcze raz Twoj post,
      żeby sie upewnic ze mozna czerpac przyjemnisci ze zwiazku z
      żonatym...
      • agatar-m ręce opadają 18.02.09, 12:30
        matko, prestałam czytac, po twoich wypocinach na temat chęci posiadania dziecka,
        do tej pory byłam obojętna, piszę to jako żona, ale po tym co przeczytałam, jako
        matka dwójki dzieci ni moge sie pogodzić. kobieto! ty sie w rżyciu na dzieci nie
        decyduj z takim podejcie, jak dla mnie będziesz chuj**ą matka na samym już
        starcie, a dziecka jeszcze nie ma. dziecko to nie kalkulator: tyle pieniedzy
        musze miec, takie mieszkanie... aż ręce i szczęka opada. tylko nie wyskakuj mi
        tu z samotnymi matkami, moja była taka i sobie świetnie dawała rade, ale to nie
        był jej wybór... w ogóle jak bym sie dowiedziała,ze ona odwaliła taki numer mi,
        jak ty chcesz swojemu diecku... matko. i co bedziesz córce bądź synkowi
        tłumaczyc," tylko nie odzywaj sie do tatusia jak spotkasz go na ulicy, bo on na
        1 miejscu ma tamte dzieci i swoja żone a ciebie ukrywamy, ale wiesz on abrdzo
        cie koch" paranoja!!! czy jak to sobie wybrażasz.
    • juzia214 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 18.02.09, 14:18
      kira_korpii
      >>Aha, zapomniałam jeszcze o jednym.
      Czekam na gruntowną i dogłębną analizę, dlaczego TAK NAPRAWDĘ
      założyłam ten wątek;) <<

      bo wcale nie jesteś kochanką żonatego faceta.
      troche się zapętliłaś opowiadajac o swoim ze wszech miar sadysfakcjonujacym związku i umyka ci wciąz jeden wazny fakt.
      poza tym za bardzo naciskasz na na alnalize swoich zwierzeń.
      to nie jest forum domoroslych psychiatrow. tu ludzie staraja sie pomoc tym ktorzy maja podobne do nich problemy.
      Kira-wystarczy juz tej zabawy.
      • kira_korpii Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 18.02.09, 14:33
        Oj, przecież to był tylko taki żart.
        Albo inaczej, wyraz mojego wkur.wu, kiedy ja tłumaczę powody
        założenia swojego wątku, a w odpowiedzi słyszę - ale powiedz,
        dlaczego tak NAPRAWDĘ założyłaś ten wątek.
        :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka