Dodaj do ulubionych

A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym.

    • asiek25 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 18.02.09, 14:19
      Z racji tego, że mam wiele koleżanek, które miały/mają romans z żonatym
      mężczyzną, i z racji tego, że ja sama też coś takiego przeżyłam, trudno jest mi
      uwierzyć w szczerość wypowiedzi Kiry. O ile wierzę, że jest jej z tym wygodnie,
      że to czasem fajnie mieć majętnego faceta na odległość, który nie drażni
      codzienną obecnością, przy którym nie trzeba się za wiele starać lub starania
      nie wymagają zbyt dużego wysiłku, o tyle trudno mi uwierzyć w brak zazdrości
      żonę, o jego życie i w brak zakładania perspektyw na przyszłość. W którymś
      poście Kira napisała, że wierzy iż są sobie przeznaczeni. A co to właściwie
      według niej znaczy?
      Nie wierzę, że bawi ją spędzanie świąt bez niego, sylwestra, różnego rodzaju
      imprez, weekendów. Nie wierzę, że absolutnie akceptuje fakt, że w pewnych
      sytuacjach ten związek muszą ukrywać, że nie może podnieść przyłbicy i
      oświadczyć wszystkim i światu, że to jest ten facet, którego kocha. Nie wierzę,
      że nie zastanawia się jak poczułaby się w sytuacji, gdyby któregoś dnia spotkali
      gdzieś tam przykładowo rodzinę jego żony i nagle z roli kobiety uwielbianej
      przez niego spadłaby (zapewne chwilowo) do roli w najlepszym wypadku dobrej
      koleżanki. No jakoś nie wierzę, że kobietę tak egocentryczną i nastawioną na
      własne ja nie zabolałaby jej własna duma i ambicja.
      Myślę, że przedstawiła kolorową wizję życia nie jakie wiedzie, ale jakie
      chciałaby wieść. I być może nawet w tę własną wizję wierzy. W sumie ma prawo,
      jest dorosła.
      Natomiast wstrząsnęła mną kwestia posiadania dziecka. Pierwsze co mnie
      przeraziło, to w jaki sposób wyjaśniłaby dziecku sytuację, w której celowo je
      postawiła:
      a) ten pan to nie jest twój tatuś, to przyjaciel mamy, który nam pomaga i Ciebie
      bardzo lubi,
      b) ten pan to jest twój tatuś, ale nie może z nami mieszkać, bo ma inną żonę i
      inne dzieci.
      c) ten pan to jest twój tatuś, ale nie może z nami mieszkać, bo mieszka gdzie
      indziej, a ty nie możesz go odwiedzać, bo... (tu wstawić odpowiednie kłamstwo).
      Przerażające jest dla mnie to, że w moim odczuciu Kira w ogóle nie zastanawia
      się nad uczuciami i emocjami dziecka, jego potrzebami, ale chce je mieć, by
      zaspokoić jedynie swoje własne egocentryczne potrzeby. Nie interesuje jej to, że
      na dzień dobry, sama z siebie, zafunduje dziecku niepełną, dysfunkcyjną
      rodzinę, że nie interesuje jej potrzeba dziecka posiadania ojca, że zamierza je
      wychowywać w kłamstwie. Że nie zamierza dać mu tego, co dziecku do prawidłowego
      rozwoju emocjonalnego jest absolutnie niezbędne - szczęśliwego dzieciństwa z
      kochającą matką i kochającym ojcem, których dziecko potrzebuje na codzień.
      Mam nadzieję, że ten facet jest trochę bardziej odpowiedzialny, że z racji
      posiadania już dzieci ma świadomość iż dziecko to nie zabawka i że celowo
      odłożył kwestię dziecka na parę lat, mając nadzieję, że Kira z czasem przestanie
      tego od niego wymagać. Jeśli nie, to niefrasobliwość tych dwojga po prostu nie
      mieści mi się w głowie...
      • marek_gazeta Ja bym się tak tym dzieckiem nie ekscytował 18.02.09, 14:58
        Hehe... co robi żonaty i dzieciaty facet, mający kochankę i z takiego układu zadowolony, kiedy owa kochanka zaczyna wspominać o dziecku? No, domyślam się, że wpada w panikę. Dziecka już nie da się "odkręcić", wytłumaczyć żonie, że to była tylko życiowa pomyłka itp. Na szczęcie gość nie z tych w ciemię bitych:

        > Po wielu godzinach, spotkaniach, spędzonych na rozmowach o
        > dziecku, gdzie ten temat był wałkowany aż do wyrzygania, udało nam
        > się myślę dojść do konsensusu.
        >
        > Temat dziecka odkładamy o 4-5 lat, w okolice moich 34-35 urodzin.
        > Jeżeli nadal będę chciała bardzo mieć dziecko, to po prostu ono
        > się pojawi. Pod warunkiem spełnienia szeregu warunków, które ja
        > sama sobie, jak i on mi postawił.

        No i mamy spokój na 4-5 lat, a potem się zobaczy.
        • triss_merigold6 A potem się laskę spławi pod pretekstem 18.02.09, 15:04
          A potem się laskę spławi pod pretekstem dobra dzieci i rodziny.
        • kira_korpii Re: Ja bym się tak tym dzieckiem nie ekscytował 18.02.09, 15:23
          Taaaa.
          No to teraz ujawnię trochę swojej wrodzonej wredoty i powiem, że ja
          w żaden sposób się nie zabezpieczam.
          Zabezpiecza mnie tylko on, wiadomo w jaki sposób.
          Sposób dobry, u nas się sprawdza, ale jak wiadomo, kiedyś może
          zawieść.
          I choćbym nawet myślała o aborcji to mój przyjaciel nigdy mi na to
          nie pozwoli.

          I nie, nie jestem bezpłodna, bo już kiedyś byłam w ciąży.
          • anula36 Re: Ja bym się tak tym dzieckiem nie ekscytował 18.02.09, 15:48
            aborcja lub pronienie nie rokuja za dobrze,jesli chodzi o plodnosc.
            • kira_korpii Re: Ja bym się tak tym dzieckiem nie ekscytował 18.02.09, 16:06
              Anula, z tym idź do Triss.
              Ona ma większe doświadczenie.
              Jest na tyle uczynna, że opowie Ci, jak się rodzi dzieci po aborcji.
              • anula36 Re: Ja bym się tak tym dzieckiem nie ekscytował 18.02.09, 16:10
                poczekam na twoje doswiadczenia w tej materii:)
                • kira_korpii Re: Ja bym się tak tym dzieckiem nie ekscytował 18.02.09, 16:13
                  No niestety.
                  Ja nie mogę służyć pomocą.
                  Bo dziecko mogę co najwyżej urodzić, a nie abortować.
            • mantis_after_dinner Do anuli 18.02.09, 19:57

              > aborcja lub pronienie nie rokuja za dobrze,jesli chodzi o plodnosc.

              -
          • fanny Re: Ja bym się tak tym dzieckiem nie ekscytował 19.02.09, 01:19
            kira_korpii napisała:

            > Taaaa.
            > No to teraz ujawnię trochę swojej wrodzonej wredoty i powiem, że ja
            > w żaden sposób się nie zabezpieczam.
            > Zabezpiecza mnie tylko on, wiadomo w jaki sposób.
            > Sposób dobry, u nas się sprawdza, ale jak wiadomo, kiedyś może
            > zawieść.
            > Oj, myślałam, że to jest oczywiste. Ja widać nie dla każdego.
            > My nie używamy prezerwatyw. Od ładnych już paru lat.

            Czy ja dobrze rozumiem, popraw mnie jesli sie myle, ze chodzi o stosunek przerywany?
            Jesli tak, to dziwny wybor, szczerze mowiac. A tak juz bardzo szczerze, to dla
            mnie nie do zaakceptowania z ukochanym czlowiekiem.
            Jakis strasznie zubazajacy..

            f.
            • fanny Re: Ja bym się tak tym dzieckiem nie ekscytował 19.02.09, 10:25
              I jeszcze osobiste pytanie mnie naszlo.
              Ty (bo Twoj facet jasne ze nie, wszak bzyka dwie babki) naprawde nie chcialabys czestszego seksu?

              f.
    • triss_merigold6 Zieeew. Jedna z wielu 18.02.09, 14:48
      Zakładając, że nie troll i nie wprawka literacka w ramach produkcji
      do "Pani domu".
      Jedna z wielu wielkomiejskich singielek tuż przed 30-tką. Jeszcze ma
      wybór. Za 5 lat wartość na rynku matrymonialnym tej wykształconej,
      dobrze zarabiającej i zadbanej pani o szerokich zainteresowaniach i
      o trudnym charakterze, będzie mniejsza niż 25-latki po technikum
      pracującej w spożywczym. Żebym takich kobiet nie znała to może bym
      uwierzyła w sielankowy obrazek.
      • zakletawmarmur Re: Zieeew. Jedna z wielu 18.02.09, 15:09
        A ja nie rozumiem jednego... Dziewczyna piszę, że jest szczęśliwa to dlaczego
        wiele osób próbuje jej wmówić, że to nie jest możliwe. Chyba sama wiem lepiej
        czy coś daje mi szczęście lub go nie daje.

        Oczywiście nasze potrzeby mogą z biegiem czasu się zmieniać. To normalne.
        • eeela Re: Zieeew. Jedna z wielu 18.02.09, 15:38
          > A ja nie rozumiem jednego... Dziewczyna piszę, że jest szczęśliwa
          to dlaczego
          > wiele osób próbuje jej wmówić, że to nie jest możliwe.

          Bo z ogolnego rozrachunku ludzkich obserwacji i doswiadczen wynika,
          ze szanse sa na to bardzo nikle - takie to proste. Nic trudnego do
          rozumienia.
          • selfmademan Moja teoria w temacie 18.02.09, 16:06
            jest może ciut wydumana ;)
            Zakładając, że watek nie założyła bardziej inteligentna
            wersja "kakalive" tylko realna osoba - to myślę, że robi sobie tutaj
            coś w rodzaju rozrachunku / podsumowania zyciorysu tuż przed 30-tką.
            W sumie wypada fajowo: studia, dobra robota w korporacji, kasa,
            pewna samodzielność finansowa (nie mylic broń Boże z osobistą
            dojrzałością...), mieszkanie, auto, facet z kasą ale nie żaden stały
            pachnący smutnie codziennością tylko mądry, dojrzały, działa na
            zmysły (no bo nie ma go na stałe w domu i w łózku autorki...).

            Tylko co dalej z tym / takim życiem ???

            Idzie kryzys, może korporacja obetnie koszty (a kurs franka w
            kredycie rośnie jak głupi), może gdzies w głowie dojrzewa myśl, że
            ten "sobie przeznaczony" facio zwyczajnie nie rzuci nigdy w życiu
            swej połowicy i dzieciaków ( o zrobieniu kolejnego za te obiecane 4-
            5 lat nie wspominając...) - i wszystko pierdyknie z łoskotem jak
            stąd do dalekiego domu rodzinnego ?

            O "dojrzałych" wypowiedziach autorki na temat rodzicielstwa i
            dziecka zmilczę przez grzeczność....na kilometr widać brak
            jakiejkolwiek głębszej znajomości tematu (no ale gdzie szukać
            przykładów udanej rodziny z dzieckiem w gronie znajomych singielki i
            bogatego faceta z laską na boku ???)
            Nie życzę Ci Kiria niczego - z reguły źle ludziom nie życzę, a na
            prawdziwe dobro jakoś trzeba w życiu zapracować....
            • kici10 Re: Moja teoria w temacie 18.02.09, 16:38
              Tylko co dalej z tym / takim życiem ???

              Może jeszcze niechcący guma strzelić. Jak człowiek czeka, to się w
              końcu doczeka :-)
              • kira_korpii Re: Moja teoria w temacie 18.02.09, 18:05
                Oj, myślałam, że to jest oczywiste. Ja widać nie dla każdego.
                My nie używamy prezerwatyw.
                Od ładnych już paru lat.

                Co nie znaczy, że ja podświadomie czekam, aż zajdę w ciążę.
                Gdyby to się teraz zdarzyło, uff, powiem szczerze, że byłoby mi
                bardzo trudno.
                Bo ja nie jestem jeszcze gotowa na dziecko.
                Więc to nie jest tak, że mój ukochany zażądał czekania te 4-5 lat.
                To ja opracowałam pewien plan pięcioletni, a ponieważ zawsze dostaję
                to, czego chcę:P, więc uda mi się go exactly, punkt po punkcie
                zrealizować*

                Teraz dziecko nie byłoby może tragedią w ostatecznym rozrachunku,
                ale dla mnie byłoby PO PROSTU ZA WCZEŚNIE

                * - a to był joke (wyjaśnienie dla niekumatych), bo przecież
                wiadomo, że plany swoje a życie swoje:)

          • dadd Re: Zieeew. Jedna z wielu 18.02.09, 17:14
            eeela napisała:

            > > A ja nie rozumiem jednego... Dziewczyna piszę, że jest szczęśliwa
            > to dlaczego
            > > wiele osób próbuje jej wmówić, że to nie jest możliwe.
            >
            > Bo z ogolnego rozrachunku ludzkich obserwacji i doswiadczen wynika,
            > ze szanse sa na to bardzo nikle - takie to proste. Nic trudnego do
            > rozumienia.

            A mnie z ogólnego rachunku ludzkich obserwacji i doświadczeń wynika, że coś takiego, jak szczęśliwe małżeństwo nie istnieje. Mogą istnieć okresy szczęścia w małżeństwie, tak jak i w wolnym czy równoległym związku. Na dodatek w związku równoległym partnerzy - nie będąc "skazani" na siebie - mają dość sił, by nieustannie o siebie zabiegać, co niemal nie zdarza się w kilkuletnim nawet związku małżeńskim (czy bezmałżeńskim, ale w wersji 1+1).
            Jestem o pokolenie starsza od Kiry i w swoim dość już długim życiu poznałam wiele par małżeńskich, które wyglądały na szczęśliwe, ale po jakimś czasie albo przestawały być szczęśliwe, albo przestawały być parami. Niedawno świętowaliśmy w gronie znajomych 50 rocznicę związku małżeńskiego pewnej znajomej pary (znanej mi od dzieciństwa). Pozornie wszystko jest tam OK i nawet zdrad żadnych nigdy nie ujawniono, ale taki ładunek pogardy i nienawiści, jaki ci ludzie sobie serwują na co dzień, dla mnie jest nie do przyjęcia. Nie ma czegoś takiego jak definicja szczęścia, czy definicja miłości. Więc jeśli założycielka wątku uważa, że kocha, jest kochana i odczuwa szczęście, to należy jej tylko życzyć, by stan taki trwał jak najdłużej. Bo wszak szczęście, to tylko przerwa w cierpieniu/smutku...
            • zakletawmarmur Re: Zieeew. Jedna z wielu 18.02.09, 17:51

              Mam podobne przemyślenia...
            • nowotkomarceli4 Biedna jesteś - przykro mi to stwierdzić 18.02.09, 18:40
              I nie wynoszę tego na podstawie obserwacji innych ale z autopsji.
              jest wspaniale każdego dnia, każdego dnia się cieszę że budzę sie u
              boku mojej zony. A każdy weekend to nasze wspólne święto.
              • zakletawmarmur Re: Biedna jesteś - przykro mi to stwierdzić 18.02.09, 18:59
                Tak nieśmiało zapytam, czy Ty lub twoja żona już na łożu śmierci
                leżycie?
                • nowotkomarceli4 Re: Biedna jesteś - przykro mi to stwierdzić 18.02.09, 21:37
                  nie jesteśmy na łożu śmierci:) jesteśmy 12 lat razem i nie żałuję
                  żadnego dnia.
                  Owszem róznie bywało, ale tak naprawdę jest nam razem wspaniale.
                  • zakletawmarmur Re: Biedna jesteś - przykro mi to stwierdzić 18.02.09, 22:14
                    "jesteśmy 12 lat razem i nie żałuję
                    żadnego dnia.
                    Owszem róznie bywało, ale tak naprawdę jest nam razem wspaniale."

                    No i niech tak zostanie:-)
          • anais_nin666 Re: Zieeew. Jedna z wielu 18.02.09, 18:04
            eeela napisała:

            > > A ja nie rozumiem jednego... Dziewczyna piszę, że jest szczęśliwa
            > to dlaczego wiele osób próbuje jej wmówić, że to nie jest możliwe.
            >
            > Bo z ogolnego rozrachunku ludzkich obserwacji i doswiadczen wynika,
            > ze szanse sa na to bardzo nikle - takie to proste. Nic trudnego do
            > rozumienia.

            Nikłe nie znaczy żadne. Wmawianie dziewczynie, że nie czuje tego co czuje jest
            zabawne. Możemy domniemywać co będzie czuć za ileś lat, co czuje teraz wie ona.
            I tylko ona.
            • eeela Re: Zieeew. Jedna z wielu 18.02.09, 19:56
              Ja niedajbuk nie chcę jej wmawiac, co ona czuje, a czego nie czuje.
              Mówiłam tylko jak czuję się ja - zaniepokojona, że zrobi sama sobie straszną
              krzywdę. Widziałam takie przypadki, to naprawde nie jest do pozazdroszczenia. Te
              przypadki, które widziałam, były równiez podobne w mechanizmie chwilowej
              akceptacji, podobnej argumentacji, etc. Stąd moje wnioski i moje obawy. Nigdzie
              nie napisałam, że koniecznie muszą się spełnić. Ale jeśli kilkanaścioro
              forumowiczów ma podobne obserwacje, a jak na razie żaden nie zaprezentował
              obserwacji odwrotnych, to to jednak cos do myslenia dawac powinno - a z
              pewnościa nie powinno budzić zdziwienia i niezrozumienia, bo sprawa do
              rozumienia jest bardzo prosta.
          • zakletawmarmur Re: Zieeew. Jedna z wielu 18.02.09, 18:19
            Nic trudnego do
            > rozumienia.

            Wybacz dla mnie dalej mnie nie jest to takie proste.

            Zakładasz, że biedna Kira zostanie wykorzystana przez okropnego
            faceta i porzucona na końcu... A co jeśli ten układ przestanie ją
            satysfakcjonować i to ona faceta rzuci? Będzie miała nawet dobrą
            wymówkę więc i wyrzuty sumienia nie będą jej męczyć.

            > Bo z ogolnego rozrachunku ludzkich obserwacji i doswiadczen
            wynika,
            > ze szanse sa na to bardzo nikle - takie to proste. Nic trudnego do
            > rozumienia.

            Tylko zwróć uwagę, że nie wszyscy jesteśmy tacy sami. Większość
            moich koleżanek miała dużo większe parcie na ślub niż ich faceci.
            Jednak wiem, że nie zawsze tak jest. Znam pary gdzie to facetowi
            bardziej zależy... Czy zawsze musimy się sugerować tym co
            popularniejsze?

            Rozumiem, że ludzie chcą ostrzec ją przed problemami, które mogą z
            tego wszystkiego wyniknąć. Jednak sugerowanie, że w tym związku musi
            być jej źle jest przesadą. Chyba sami takie rzeczy potrafimy lepiej
            określić:-)
            • eeela Re: Zieeew. Jedna z wielu 18.02.09, 19:58
              > Wybacz dla mnie dalej mnie nie jest to takie proste.
              >
              > Zakładasz, że biedna Kira zostanie wykorzystana przez okropnego
              > faceta i porzucona na końcu...

              Nigdzie nie uczyniłam takiego założenia. proszę nie obarczać mnie
              odpowiedzialnością zbiorową za wszystkie wypowiedzi w wątku.
              • zakletawmarmur Re: Zieeew. Jedna z wielu 18.02.09, 21:54
                Z twojej wypowiedzi:
                "Bo z ogolnego rozrachunku ludzkich obserwacji i doswiadczen wynika,
                ze szanse sa na to bardzo nikle - takie to proste."

                Wyciągnęłam wniosek, że na jakieś 99% zdarzyć się musi coś bardzo
                nie przyjemnego dla dziewczyny. Skoro ogólny rozrachunek musi być
                ujemny, a teraz jest dodatni...

                Mój matematyczny umysł tak to widzi: 5-10=-5 (wg tej wersji
                pesymistycznej) a nie 5-2=3 (w optymistycznej wersji).

                "rozrachunku LUDZKICH obserwacji i doswiadczen wynika"

                Doszłam do wniosku, że piszesz w imieniu większej liczby osób. Więc
                odpowiedzialność zbiorcza na Tobie spoczęła:-)
                • eeela Re: Zieeew. Jedna z wielu 18.02.09, 23:18

                  > Wyciągnęłam wniosek, że na jakieś 99% zdarzyć się musi coś bardzo
                  > nie przyjemnego dla dziewczyny. Skoro ogólny rozrachunek musi być
                  > ujemny, a teraz jest dodatni...


                  Jedyne, co zrobiłam, to przedstawiłam rozrachunek. W celu wytłumaczenia,
                  dlaczego stanowcza większość osób wypowiadających się w wątku czarno widzi
                  sprawę, bo było to dla kogoś z jakiegoś dziwnego powodu niezrozumiałe.
                  Wyjasniłam jedynie prostą zależność: większość ludzi czarno widzi sprawę, bo
                  większości ludzi dotychczasowe obserwacje i doświadczenia na to wskazują. Nie
                  poczyniłam żadnych założeń, że coś się stanie, jak mi imputowałaś.
                  • zakletawmarmur Re: Zieeew. Jedna z wielu 19.02.09, 00:08
                    > Jedyne, co zrobiłam, to przedstawiłam rozrachunek

                    Rozrachunek, który coś negatywnego musiał zawierać. Do tego się
                    odniosłam.

                    Dla Ciebie to jest proste. Ja uważam, że to może być bardziej
                    skomplikowane. Cały ten wątek wzbudza spore emocje. Trudno mi
                    uwierzyć, żeby wszyscy Ci widzący negatywne zakończenie sprawy,
                    opierali się na swoich obserwacjach i logice...
                    Nie piszę tego konkretnie do Ciebie:-)
                    • eeela Re: Zieeew. Jedna z wielu 19.02.09, 17:34
                      > Dla Ciebie to jest proste. Ja uważam, że to może być bardziej
                      > skomplikowane.

                      Ty nadal nie rozumiesz, o czym ja pisze. Ja nie pisze o sytuacji
                      zalozycielki watku. Pisze o prostej zaleznosci majacej swoj przejaw
                      w typowych reakcjach forumowiczow na tej sytuacji opis. Ta zaleznosc
                      jest prosta jak konstrukcja cepa i nic w niej nie ma
                      skomplikowanego. Juz nie wiem, jak mam sie jasniej wyrazic, zeby
                      zrozumiano, o czym mowie - czy to moja polszczyzna tak kuleje, czy
                      twoje czytanie.
                      • triss_merigold6 Re: Zieeew. Jedna z wielu 19.02.09, 18:14
                        Bo sytuacja założycielki wątku, mimo jej przekonania o własnej
                        wyjątkowości, jest typowa do bólu.
                        Jak ktoś ma te 30+ lat i nie żył na pustyni to parę osób poznał i
                        parę układów międzyludzkich widział. Plus historie opowiedziane
                        przez przyjaciół, znajomych, rodzinę, przeczytane. Plus statystyka.
                        Na podstawie dostępnych danych można wnioskować z dużym
                        prawdopodobieństwem jaki będzie rozwój sytuacji. Nie na 100%, ale z
                        dużym prawdopodobieństwem.
                      • zakletawmarmur Re: Zieeew. Jedna z wielu 20.02.09, 23:01
                        Faktycznie widzę że się nie dogadamy:-)
                        • eeela Re: Zieeew. Jedna z wielu 20.02.09, 23:04
                          Wystarczyłoby przeczytać ze zrozumieniem, i nie dorabiać sobie ideologii.
      • kira_korpii Triss 18.02.09, 15:54
        Sweetie, nie zaprzątaj sobie tej swojej ślićnej praskiej,
        dresiarskiej blond główki takimi wątkami, bo nie dasz rady;)

        To trzeba mieć trochę wyobraźni, inteligencji i empatii, no a przede
        wszystkim szersze pole widzenia. Ty potrafisz poruszać się tylko w
        ustalonych ramach. Rameczkach, dodajmy;)

        Bo przecież jeżeli ty czegoś nie rozumiesz, no to tego nie ma. No
        nie tak?!
        Idź sobie na wątki o alkoholikach i przemocowcach, to przecież twój
        żywioł.
        • triss_merigold6 Coś Ci opowiem 18.02.09, 19:05
          Parę miesięcy temu jedno z pism dla kobiet z tzw. górnej półki
          zamieściło tekst o wielkomiejskich singielkach: 3 panie podpisane
          imieniem i nazwiskiem, ozdobione zdjęciem, opisywały swoje życie.
          Jedna z nich, 35-letnia dziennikarka opowiadała o swojej potrzebie
          doznań rozmaitych, kosztownych hobby, czasochłonnych pasjach,
          mężczyznach, którzy rzucali jej się do stóp pragnąc by z nimi była
          na zawsze etc. Motyw drogich prezentów jakimi ją obdarowywali
          panowie również był poruszany. I oczywiście "jej nie dogonią", ona
          stabilizacji nie chce, nudzi ją, męczy, wolna dusza.

          Problem w tym, że z ową panienką spędziłam 5 lat na studiach i potem
          4 na doktoranckich, później zaś miałysmy wspólnych znajomych.
          Photoshop rulez, to raz. Panienka z tych, co w każdym "cześć"
          slyszała miłosne wyznania, to dwa. Na końcie miała głównie związki
          wirtualne.
          Tekst w piśmie był bardzo budujący ale rzeczywistość nieco skrzeczy.
    • swinka-morska Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 18.02.09, 19:02
      > Mam 30 lat i poczucie, że nareszcie życie zaczęło mnie dobrze
      > traktować.

      Z biednej rodziny? Patologia? Dysfunkcja? Ze wsi?
      No to może rzeczywiście sponsor-opiekun cokolwiek zmienia na lepsze.

      > Jest moim najlepszym
      > przyjacielem, powiernikiem, kochankiem, pocieszycielem, wsparciem,
      > całym moim światem. Jest po prostu mężczyzną mojego życia.

      Dołóżmy do tego, że jest twoim szefem.
      Faceci w korporacjach tak już mają, że stukają laski w firmie.

      > Bardzo fajne, wymuskane, eleganckie i luksusowe
      > mieszkanko, które jest tylko moje (no i banku, w jakichś 85%,
      > niestety)

      Spoko, o tym pomyślisz jak sponsor-opiekun nie będzie cię już mógł dłużej kryć
      we wpomnianej korporacji. A firma zdecyduje, że ma dość zatrudniania cizi byłego
      bossa i po prostu wylecisz.

      Zgadzam się z Triss: kandydujesz do grupy ryczących 35-latek z zadbanym ciałem i
      trudnym charakterem, których wartość na rynku matrymonialnym zmierza do zera (ku
      wielkiemu zdziwieniu samych zainteresowanych).
      • kira_korpii garść refleksji 18.02.09, 19:15
        Teraz refleksje na temat czytania ze zrozumieniem będą.

        Mój przyjaciel mógłby się nieźle zdziwić, zawitawszy przypadkiem do
        tego wątku:D
        Bo dowiedziałby się o sobie paru interesujących rzeczy.
        Po pierwsze - że ma dzieci
        Po drugie - że jest moim szefem
        Po trzecie - że pracujemy w jednej firmie, do której oczywiście mnie
        wkręcił zaraz po tym, jak zrobiłam mu dobrze;)
        Po czwarte - że jest moim sponsorem

        No i ja też dowiedziałam się już paru rzeczy o sobie.
        Bo pochodzę ze wsi.
        Bo z biednej rodziny.
        No i z patologii:-)
        No i kredyt we frankach mam, taka głupia byłam;)

        No i nie zapominajmy o moim parciu na ślub i prawdziwą rodzinę.
        Bo przecież ja o niczym innym nie marzę.
        Tylko tkwię cały czas w zaprzeczeniu.
        Ale nic to, uczynni forumowicze nie omieszkają mi powiedzieć, co ja
        tak naprawdę myślę, czuję i czego pragnę.

        No nie mogę, im dalej w las, tym coraz zabawniej.
        • triss_merigold6 Styliostycznie 18.02.09, 19:27
          Stylistycznie kopiujesz Anastazjępotocką, obecnie występującą pod
          nickiem Karolina. Ona też ma manierę bałwochwalczego opisywania pana
          i również traktuje go dużą literą niczym Boga Ojca. Opisy prezentów,
          gestów (ach ten szpital!) są również zbliżone.
          • kira_korpii Re: Styliostycznie 18.02.09, 19:34
            No, Karolinka ciekawą postacią jest, nie powiem.
            Dodam w zaufaniu, że mam nawet klucz do ukrytego forum bezdzietnych
            z wyboru, więc to co tam wyczytam u Karolinki, powoduje czasem u
            mnie wytrzeszcz oczu.
            I tak naprawdę to nie wiem, czy ona pisze prawdę, czy zmyśla.
            No niby znam się na ludziach, a tak do końca nie potrafię
            rozstrzygnąć.

            Ale jedno trzeba jej przyznać - ma bardzo lekkie pióro. Podobnie,
            jak i ja, bo z tego co wiem, to łączy mnie z nią wykształcenie.
            • triss_merigold6 Re: Styliostycznie 18.02.09, 19:47
              Karolinę swego czasu bezlitośnie wykpiono na Macochach, Nowej
              Rodzince a teraz bywa wykpiwana na forum o rozwodach.
              Ona nie ma lekkiego pióra, przykro mi. Jest absurdalnie manieryczna
              i egzaltowana więc nie polecam naśladownictwa.
        • anais_nin666 Re: garść refleksji 18.02.09, 19:29
          Kira, ludzi boli, że nie wylewasz łez nad swoim losem, bo powinnaś, bo co robisz
          jest moralnie złe i wedle wszelkich schematów - nie daje szczęścia;). POwinnaś
          troszkę ponarzekać, pokajać się, a Ty harda trzymasz się swego, że Ci dobrze, to
          i ludzie muszą Ci uświadomić, że jesteś wredna i tak naprawdę jesteś
          nieszczęśliwa, niezależnie jaka jest prawda;)
          Dla mnie w Twym opisie szczęścia jest szczerość. I chwilowe zadowolonie z życia.
          W sielankę po wsze czasy nie wierzę w takim układzie w jakim jesteś, ale wiem,
          że jakiś czas jeszcze może być fajnie.
          Wiem też, że nigdy nie spotkasz się ze zrozumieniem, bo mimo że zdradza naprawdę
          gros z nas, to i tak zdradzający pierwsi rzucą kamieniem i powiedzą "zła kobieta
          jesteś".
        • murakami2 Re: garść refleksji 18.02.09, 20:10
          kira_korpii napisała:

          > Teraz refleksje na temat czytania ze zrozumieniem będą.
          >
          > Mój przyjaciel mógłby się nieźle zdziwić, zawitawszy przypadkiem do
          > tego wątku:D
          > Bo dowiedziałby się o sobie paru interesujących rzeczy.
          > Po pierwsze - że ma dzieci


          Jesli nie ma dzieci, to skłamałaś w tym wątku?
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=79538070&a=79552602
          • kira_korpii Re: garść refleksji 18.02.09, 20:18
            No jedno dziecko ma przecież.
            Czy czytanie ze zrozumieniem boli, czy co?!
            • murakami2 Re: garść refleksji 18.02.09, 20:24
              Rzeczywiście, jest niezwykle CZĘSTO spotykane, aby ktoś pisząc "nie ma dzieci"
              myślał "nie ma DWOJGA dzieci".

              Argument z czytaniem godny poważnej dyskusji, zaiste.
          • triss_merigold6 Re: garść refleksji 18.02.09, 20:26
            Utrzymanka na studiach. Śliczne. Nie mogła taka bystra bidusia mieć
            choćby stypendium naukowego i dorabiać?
            • kira_korpii Re: garść refleksji 18.02.09, 20:43
              No ślićnie. A nie mogła taka wyszczekana dresiara porządnie się
              prowadzić, a nie jako 18stka bzykać po pijaku z pierwszym lepszym?
              No i jeszcze guma bidusi pękła:DDD
              • eeela Re: garść refleksji 18.02.09, 23:23
                I tak rozwiał się obraz delikatnej, lekko rozkapryszonej, acz inteligentnej
                dziewczyny z klasą, a pojawił się obraz rozpuszczonej zarozumiałej, pełnej
                nieuzasadnionego poczucia wyższości wobec ludzi pannicy, wdającej się w brzydkie
                pyskówki, kiedy tylko ktoś jej nadepnie na odcisk.
      • prosta-kobieta56 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 18.02.09, 19:31
        Moze cos tez dodam.A wiec super masz.Jestes singielka masz bogatego sponsora-wiem teraz powiesz ze to najlepszy przyjaciel kochanek powiernik etc.ale tak w jezyku potocznym to jednak jestes utrzymanka.Prowadzisz super zycie realizujesz sie z jego pomoca bo wiadomo on Cie kocha i ja powiem Ci ze nie mam nic do Ciebie Twoich pogladow i teorii skoro Tobie jest z tym dobrze ok.nie interesuje mnie rowniez czy chcesz miec dziecko czy nie z takich lub innych powodow bo jakie to ma znaczenie ale powiem Ci jedno skoro on jest taki cudowny taki wspanialy tak kocha ma tyle kasy to dlaczego oklamuje zone?w jakim celu to robi?rozumiem nie chcesz z nim mieszkac na stale bo to zaklocalo by Twoj porzadek itp.ale skoro ma kase to stac go zeby kupic sobie 2 mieszkanie skonczyc oklamywac zone i dziecko wrocic jej wolnosc a przede wszystkim byc uczciwym wobec was obydwu i wobec siebie samego?powiedz dlaczego nie ma na tyle godnosci by odejsc od zony i dochodzic do Ciebie wspierac Cie itd?Powiedz co by bylo gdyby w wyniku jakiegos wypadku losowego on znalazl sie na wozku to powiedz kto by przy nim byl?ty?watpie z Twoim nastawieniem do zycia z Twoim narcyzmem i jak sama powiedzialas egoizmem w tym mamencie Twoj luby stracilby na wartosci za to ta najbardziej oklamywana przez lata zona bylaby przy nim na dobre i zle i odpowiedz za co?kim ona jest ze zasluguje na takie zycie w klamstwie?wszystko jestem w stanie zrozumiec glupote brak uczuc brak jakichkolwiek zasad wyzszosc mamony dobr materialnych od jakichkolwiek uczuc ludzkich odruchow ale ona kobieta ktora urodzila mu dziecko jest czlowiekiem i powinna miec prawo wyboru czy chce zyc w klamstwie czy nie.
        • anais_nin666 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 18.02.09, 19:40
          Kochanki, kochankowie, sponsoring to coś starego jak świat, co więcej często
          tolerowanego przez małżonków, częściej małżonkę oczywiście. Czasy się zmieniły,
          sponsoring i posiadanie kogoś na boku zostało...
          Nie wiem czemu post dziewczyny zadowolonej z romansu budzi tyle negatywnych emocji.
          Gdyby nam tu płakała z tego powodu zupełnie byłaby inna reakcja. Złote rady itp.
          TEraz nic poza zjadliwością i umoralniającymi wstawkami... Denerwuje jej
          szczęście czy to, że uważa iż ma do niego prawo będąc w związku z żonatym facetem?
          Jestem kobietą zdradzoną, której mąż miał jakiś czas swoją nową, lepszą miłośc,
          a mimo to nie budzi we mnie ta kobieta złości;)
          • asiek25 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 18.02.09, 20:09
            > Nie wiem czemu post dziewczyny zadowolonej z romansu budzi tyle negatywnych emo
            > cji.

            Być może dlatego, że niektórym Kira jawi się jako osoba nie do końca szczera.
            Przynajmniej mnie. Bo jakoś nie potrafię potraktować spójnie takich oto komunikatów:
            - bardzo się kochamy
            - jesteśmy sobie przeznaczeni
            - chcę się z nim zestarzeć
            - rozważamy opcję posiadania wspólnego dziecka
            - nie jestem zazdrosna o jego żonę
            - akceptuję fakt, że dzieli życie między dwie kobiety
            - nie mam nic przeciwko temu, że uprawia seks z żoną
            Jak dla mnie te komunikaty są ze sobą zupełnie sprzeczne, ja tego po prostu nie
            kupuję. Myślę, że gdyby napisała: "jestem z żonatym facetem, jest fajnie,
            czerpię z tego garściami ile się da, mam fajny seks i przyjemne życie, mam w
            dupie jego żonę i dziecko, nie zamierzam mieć żadnych zobowiązań, a jak
            przyjdzie czas, to go po prostu wykopię od siebie", to wtedy byłaby dla mnie
            wiarygodna. Ale w momencie gdy w życiu człowieka pojawia się miłość, gdy ktoś
            pisze, że spotkał człowieka swojego życia, to ja po prostu nie wierzę, że można
            być szczęśliwym w takim trójkącie. I albo ktoś sam się łudzi, albo usiłuje
            łudzić innych.
            Kwestia posiadania dziecka w takim układzie to dla mnie osobna, przerażająca
            historia, ale to już pisałam wcześniej.
            • triss_merigold6 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 18.02.09, 20:12
              To nawet nie musi być brak szczerości tylko próba redukacji
              dysonansu poznawczego. Bardziej poirytowane współczucie budzi niż
              agresję.
            • kira_korpii Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 18.02.09, 20:23
              > Być może dlatego, że niektórym Kira jawi się jako osoba nie do
              końca szczera.
              > Przynajmniej mnie. Bo jakoś nie potrafię potraktować spójnie
              takich oto komunik
              > atów:
              > - bardzo się kochamy
              > - jesteśmy sobie przeznaczeni
              > - chcę się z nim zestarzeć
              > - rozważamy opcję posiadania wspólnego dziecka
              > - nie jestem zazdrosna o jego żonę
              > - akceptuję fakt, że dzieli życie między dwie kobiety
              > - nie mam nic przeciwko temu, że uprawia seks z żoną

              No naprawdę nie rozumiem. Bo dla mnie to wszystko jest spójne.
              Ehh, chyba poproszę darię nowak do tego wątku, może ona chociaż mnie
              zrozumie:)

              No i jak mam później sobie nie myśleć, że jestem wyjątkowa i jedyna
              na świecie?!
              • murakami2 :) 18.02.09, 20:26
                > No i jak mam później sobie nie myśleć, że jestem wyjątkowa i jedyna
                > na świecie?!

                Byli różni wyjątkowi. Hitler, na przykład.
                • triss_merigold6 Re: :) 18.02.09, 21:23
                  Błagam, jacy wyjątkowi?! Toż takich panien jest mnóstwo. Tylko jakoś
                  dziwnie im są starsze tym bardziej w hermetycznie singlowskich
                  środowiskach tkwią, bo na spotkania na ktorych są same pary bez
                  sensu je zapraszać. O czym tu gadać? Ludzie wspólnie mieszkania
                  urządzają, domy budują, zastanawiają się do jakiego
                  przedszkola/szkoły dziecko wysłać i dokąd na wakacje pojechać. Ile
                  można o studiach nadawać skoro już dawno skonczone. Praca fajna
                  rzecz ale w wolnym czasie ze znajomymi szkoda prądu na roztrząsanie
                  zawiłości biurowo-korporacyjnych układów i awansów. Inny lifestyle.

                  Więc spotykają się takie 30+ w warsiawkowych trendy miejscach,
                  opowiadają sobie jakie są boskie i o żonatych misiach. A misie w
                  weekend z żonami po centrach handlowych i z dziećmi po parkach
                  chodzą. Qrde, żebym z racji rodzonej siostry nie obserwowała takich
                  klimatów to może bym wątek panny inaczej odebrała.
                  • juzia214 Re: :) 18.02.09, 21:30
                    triss_merigold6 a co ty tam wiesz.
                    dziewcze przeszczęsliwe więc w euforii nawet nie zwrociła uwagi na jakim forum
                    pisze...
                    i w ogole pewnie trafila tu zupelnie przypadkiem... ;)
                  • nowotkomarceli4 Re: :) 18.02.09, 21:43
                    nie mogę się z tobą zgodzić.
                    znam singli grubo po czterdziestce i są to single bardzo aktywne nie
                    tylko zawodowo ale również towarzysko - i wcale nie zamykają się do
                    grona singli. Są szczęśliwe i cieszą się kazdą chwilą swojego życia -
                    bo taki jest ich wybór.
                    znam też osoby zgorzkniałe ledwo po trzydziestce, tkwiące w
                    związkach bez przyszłości - tkwią bo sobie nie wyobrażają, że można
                    odejść i zacząc sobie życie na nowo układać.
                  • kira_korpii Re: :) 18.02.09, 21:48
                    No my też wspólnie mieszkanie urządzamy.
                    Dywan musimy wybrać, a to nie takie hopsiup.
                    Dywan musi być porządny, gruby, miękki i puszysty, tak, aby się
                    dobrze na nim seks uprawiało.

                    Wakacje... no właśnie, trzeba dobrze wybrać miejsce, do którego
                    chcemy pojechać. Wiadomo, że citygirl byle gdzie nie pojedzie.

                    Warsiawkowe klimaty? A co to takiego? Na takie coś właśnie szkoda
                    prądu. Większość ludzi jest mi doskonale zbędna.

                    Weekend z misiem? Miś jest fajny, ale jakby tak w weekend mi d. za
                    bardzo nie zawracał, to by pięknie było.
                    No chyba, że świeżutkiego losta mi przyniesie*




                    * kochanie, jeżeli jakimś cudem trafisz na ten wąteczek, to po
                    pierwsze masz prawo przylać mi nawet i z 50 razy na gołą d..., a ja
                    to zniosę z honorem i godnością, a po drugie, to Ty przecież wiesz,
                    że ja żartuję;)
                    I że dostałeś już prawo do profanowania moich weekendów.
                    • zuzann-a Re: :) 20.02.09, 18:58
                      Ale zdaje się,że wcześniej pisałaś o tym,że weekendowe wyjazdy
                      owszem ale na wakacje razem nie możecie wyjeżdżac i tego Ci właśnie
                      brakuje czy się mylę??
        • dadd Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 19.02.09, 00:15
          > skoro on jest taki cudowny taki wspanialy ta
          > k kocha ma tyle kasy to dlaczego oklamuje zone?w jakim celu to robi?
          > skonczyc oklamywac zone i dzi
          > ecko wrocic jej wolnosc a przede wszystkim byc uczciwym wobec was > obydwu i wobe
          > c siebie samego?powiedz dlaczego nie ma na tyle godnosci by odejsc od zony
          Jakoś nie jestem pewna, czy każda zdradzana kobieta marzy o rozstaniu z mężem.
          Wszak małżeństwo, to nie tylko seks, ale cała sfera powiązań rodzinnych,
          majątkowych, towarzyskich. To umowa obejmująca wiele sfer życia. Tylko jakoś
          niezwykle rzadko zdarza się, że obie strony należycie się wywiązują z tych
          wszystkich umownych zobowiązań. Czasem brakuje w małżeństwie seksu, czasem
          podziwu, czasem wsparcia, czasem... każdy tu może coś dopisać. Jeśli dobrym
          słowem nie darzy nas współmałżonek, ale np przyjaciel tej samej płci, to
          wszystko jest OK. Jeśli czuły seks otrzymujemy od przyjaciela płci przeciwnej,
          to nazywa się to zdradą. Więc jeśli np żonie/mężowi nie chce się gadać ze swoją
          ślubną połówką i z wewnętrznej potrzeby chce sobie pogadać z przyjacielem, to
          czy jest to powód do rozwalania ogólnie dobrego małżeństwa? Czy jeśli brakuje w
          małżeństwie seksu, a w związku są na dodatek dzieci, to czy warto zrywać tę całą
          sieć powiązań, bo ma się dobry seks z przyjaciółką niechętną zawieraniu
          formalnego związku? Czy to tak naprawdę jest nieuczciwe? A może bardziej
          nieuczciwe jest złamanie obietnicy "że cię nie opuszczę aż do śmierci"? Nie tak
          łatwo to ocenić. W naszym społeczeństwie, jeśli nie mówimy o patologicznych
          zazdrośnikach, to często dzieje się tak, że jak długo zdradzany współmałżonek
          nie jest narażony na wskazanie palcem (o patrzcie, rogacz), tak długo jest
          prawdopodobne, że nie będzie się kwapił do rozliczania zdrajcy. Bo nie chce
          sobie rujnować poukładanego życia. Więc nie oceniajmy pochopnie uczciwości owego
          pana. Bo może tak jest właśnie uczciwiej?
    • songo3000 Ludziska kochani a baby konkretnie ;) 18.02.09, 21:50
      Czego Wy od autorki kurczę chcecie??? Pisze, że wczoraj i dziś jest gitara a i jutro pewnie będzie, no i o co chodzi. Po co te 'gorzkie żale', Czesiowy je zostawcie bo lubi muzykować :D

      Temat powinien umrzeć po 4-6 postach a tak apokalipsa jakaś mondziły jedne.
      • agatar-m Re: Ludziska kochani a baby konkretnie ;) 18.02.09, 22:19
        mi zwisało dopóki nie dotknęła tematu dzieci... a to już nie tyczy tylko jej, a
        i przyszłego obywatela naszego kraju za którego czuję sie odpowiedzialna!!! i
        mam jednak nadzieje, że nigdy z jej łona nie wyjdzie z takim podejsciem!!!
        reszta mi lata koło nosa.... ;)
        • kira_korpii Re: Ludziska kochani a baby konkretnie ;) 18.02.09, 22:33
          no z łona to raczej faktycznie nie wyjdzie;)
          W końcu stać nas na cc.
          • guinevere.5 Re: Ludziska kochani a baby konkretnie ;) 18.02.09, 22:38
            Wiesz co, strasznie się rzucasz, by udowodnić nam to swoje
            szczęście. Coś raczej niewystępującego u osób autentycznie
            szczęśliwych.
            Jak dla mnie - jesteś pusta jak bęben Rolling Stones'ów (bez obrazy
            dla tego szacownego instrumentu), a wydawałaś mi się na początku
            wątku nawet niegłupią babką.
            Ten tekst do Triss - dno i żenua straszna.
            I nie wkurzasz dlatego,że sypiasz z żonatym. A dlatego, że strasznie
            ziejesz jadem i... hipokryzją. I jeszcze jedno - brak ci prawdziwej
            refleksji nad sobą. Nie tylko w kontekście twojego układu z facetem.
            Nie widzę u ciebie autentycznych uczuć, ale potworną chęć pokazania
            jaka jesteś wspaniała i cudowna. Komu chcesz to udowodnić?
            Anonimowym ludziom z wirtualnego świata? Koleżankom?
            Dorośnij.
            • kira_korpii Re: Ludziska kochani a baby konkretnie ;) 18.02.09, 22:47
              Teraz to ja się już tylko bawię.
              I to nie ja zaczęłam tę jatkę.

              Poważnie mogłam odpowiadać do czasu. Teraz już nie. Chyba nie muszę
              tłumaczyć dlaczego.
              I tak właściwie to czas chyba już podziękować forumowiczom i
              grzecznie się pożegnać.

              A Triss? Cóż, kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Panienka ma
              po prostu pecha, bo ja mam fotograficzną pamięć. I jak ktoś mi za
              skórę zalezie, to nie popuszczę.

              Ale jeżeli ktoś się poczuł zniesmaczony, to przepraszam.
              • guinevere.5 Re: Ludziska kochani a baby konkretnie ;) 18.02.09, 23:04
                Ale Triss jest w podniesionej przyłbicy,a ty, cóż... nieładnie,
                nieładnie.
                Ciekawi mnie tylko jak sama na siebie patrzysz przytaczając to
                przysłowie o mieczu.
                Myślę, że zostałaś tu naprawdę dobrze przyjęta, mimo wszystko. A na
                odchodne, mała rada (pewnie niechciana,ale co mi tam) - zastanów się
                dokąd płyniesz swoim wesołym stateczkiem. I jest to naprawdę
                przyjacielska porada.
              • selfmademan No to baw się dobrze 18.02.09, 23:11
                No to baw się dobrze - wszak to podstawa w życiu, nie ?
                I wybierz naprawdę dobry dywan, to naprawdę istotne w dobrym seksie
                z dobrym facetem w dobrym związku.
                Wsiewo charosziewo i krzyżyk na drogę (obyś się nie zmęczyła kiedyś
                jak ci przyjdzie w samotności ponieść....)

              • eeela Re: Ludziska kochani a baby konkretnie ;) 18.02.09, 23:28

                > Ale jeżeli ktoś się poczuł zniesmaczony, to przepraszam.


                Ja się poczułam. Ale nie ma potrzeby mnie przepraszać.

                Człowieka z klasą poznaje się po tym, że nie stosuje zasad dobrego wychowania
                wybiórczo.
      • zakletawmarmur Re: Ludziska kochani a baby konkretnie ;) 18.02.09, 23:06
        Wiedziałam, że na kilku postach to się nie skończy...
        1. Pisze kochanka a większość na forum to jednak żony/narzeczone/
        dziewczyny.
        2. Pisze, że jest szczęśliwa i spełniona życiowo. Ma wykształcenie,
        kasę, fajną pracę, wypasione mieszkanko.
        3. Uważa się za indywidualistkę, kogoś "wyjątkowego".

        I jak tu przejść obojętnie wobec takiego wątku?
        • margot50 Re: Ludziska kochani a baby konkretnie ;) 18.02.09, 23:17
          Ona poprostu wyjątkowa q..ew jest.
          Na początku wątku chciała się pochwalić, ale krytyki już nie
          wytrzymała i wyszło szydło z worka. A ten jej kochaś to powinien wiać
          dopóki jeszcze cały, żal faceta :)
          • songo3000 Re: Ludziska kochani a baby konkretnie ;) 18.02.09, 23:27
            Zawiść babsztyli w stosunku do innych samic jest jednak nieskończona, jak wszechświat :)))
            • zakletawmarmur Re: Ludziska kochani a baby konkretnie ;) 19.02.09, 00:20

              No wiesz...
              A gdyby pojawił się tu analogiczny wątek o takim "full package"
              mężczyźnie, co wam żony bzyka...
              To ciekawe jakby panowie zareagowali?
              :-)
          • eeela Re: Ludziska kochani a baby konkretnie ;) 18.02.09, 23:34
            > dopóki jeszcze cały, żal faceta :)

            Żal faceta? Rany boskie, zastanów się, kobieto, co mówisz :-)
            Krzywdzi swoją rodzinę. Krzywdzi tę dziewczynę, a jakakolwiek by ona nie była,
            to na konto jego sumienia policzona jest ta krzywda. Ona się krzywdzona nie
            czuje, ale statystycznie rzecz ujmując, bardzo prawdopodobne, że może się
            jeszcze poczuć. Nawet bardzo. Żal dziewczyny, żal żony, żal dziecka, niedajbuk
            dzieci, ale faceta?
            • zolteoczy Re: Ludziska kochani a baby konkretnie ;) 19.02.09, 01:57
              A mi tu zapachniało schizoidem...
              Ludzie z takim rysem osobowości są świetnymi pracownikami
              korporacji, bo nie wiedzą, co to solidarność. Piszecie tu o
              uczuciach, zazdrości, żalu, miłości, poczuciu winy... Ale to się
              odbija od autorki pustym echem, bo ona tych uczuć nie zna. Albo zna
              tylko w bardzo niewielkim stopniu, bo wszystko ginie w studni
              emocjonalnego chłodu. Wije swoje puste gniazdo i nikogo w nim nie
              potrzebuje. Wam się wydaje to nie do pomyślenia, ale to jest
              właśnie taki świat. Dziecko... Potrzebne schizoidalnej matce jako
              element jej świata. Ciepła matki prawdopodobnie nigdy nie zazna. Bo
              schizoid go nie wytwarza, więc nie omżna się przy nim ogrzać.
              Bardzo, bardzo zimno...
            • margot50 Re: Ludziska kochani a baby konkretnie ;) 19.02.09, 09:05
              A niby jak ją krzywdzi? Nie wiedziała w co się ładuje? Nie cieszy się
              z tego co od niego "dostała", pracując dolną częścią ciała? Przecież
              ta dziewczyna nie ma żadnego sumienia, a jeżeli poczuje się
              skrzywdzona, to i bardzo dobrze, dostanie odpłatę za egoistyczne życie
              bez refleksji /nie czyń bliżniemu co tobie nie miłe/. Może chociaż
              resztę życia przeżyje uczciwie, ale myślę że wątpię - z jej
              przerośniętym Ego.
        • triss_merigold6 Podsumujmy przejawy szczęścia 19.02.09, 15:44
          Panna 30 lat, od jakiegoś czasu silny instynkt macierzyński +
          zastanawianiem się czy począć dziecię z żonatym mężczyzną. Ukochany
          przekonał ją aby decyzję odłożyła o 3-4 lata co oznacza podejście do
          rozmnażania w wieku lat 35. Płodność już nie ta, kochanek starszawy
          będzie a przy rzadszych spotkania wcelowanie w jajeczko trudne. Ale
          pan ma z grzywki problem ciąży u kochanki na parę lat.

          Dziecię: ewentualne dziecię byłoby bękartem z tatusiem NN,
          nazwiskiem mamusi i bez prawa do jakichkolwiek świadczeń ze strony
          dawcy spermy. Niemniej jest szansa, że ktoś z rodziny panienki w
          końcu by się zlitował i poinformował o korzeniach. Samotna matka z
          regularnymi załamaniami nerwowymi, stresująca pracą w korporacji,
          kredytem na karku i bez mężczyzny na co dzien to nie jest dobre
          środowisko wychowawcze.

          Mieszkanie na kredyt. Praca w korporacji. Ryzykowne zważywszy, że
          korporacje tną zatrudnienie.
          Studiów dama tuż po maturze nie podjęła tylko później, skoro żonaty
          kochanek utrzymywał ją na studiach a romans trwa od 6 lat. To
          fascynujące, że kobieta która siebie uważa za wybitnie inteligentną,
          bystrą, osiągającą cele, nie poszła na dzienne studia po maturze.
          Takie normalne, ze stypendium naukowym, możliwością dorabiania na
          utrzymanie bez sponsora. Czyli albo bieda w rodzinnej chałupie albo
          patologia była albo brak hm... tradycji inwestowania w edukację
          dzieci.

          Panienka na próby zajrzenia pod fasadę szczęścia z żonatym i
          dzieciatym kochankiem reaguje fukaniem i obrażaniem się. Identycznie
          zareagowała w linkowanym wyżej wątku, w którym pytała czy strzelać
          sobie dziecię z żonatym panem, bo pewnie nic lepszego sie nie trafi.

          No i standardzik, żonaty ma święta z rodziną, wakacje z rodziną,
          znajomym przedstawia rodzinę a nie panienkę, opowiadać o nim można
          pod warunkiem pominięcia drobnego szczegółu etc.

          Panience proponuję pochwalić się jeszcze na kilku forach i poczytać
          reakcje. Jeśli 90% z nich będzie miało wydźwięk "wolałabym odgryźć
          sobie głowę i ją zjeść niż być w takim kanale jak ty, kobieto" to
          warto pomyśleć czy aby kompletnie obcy ludzie nie mają trochę racji.

          Proszę zauważyć, że NIGDZIE nie wspominam o etyce, moralności,
          wartościach. Ot, widzę kolejną godną współczucia samotną kobietą z
          nerwicą, której ustawiony żonaty gość rzuca trochę uczuć i
          zainteresowania.
          • kira_korpii Triss 19.02.09, 18:28
            Triss, chcę Cię przeprosić.
            To, co napisałam było chamskie i poniżej wszelkiej dopuszczalnej
            krytyki. Wstyd mi za samą siebie, bo wiem, że takich rzeczy się nie
            robi.

            To, że Cię wprost organicznie nie znoszę, nie może być w żadnej
            mierze usprawiedliwieniem mojego zachowania.

            PS. Nie mam nerwicy;)
            • triss_merigold6 Luz, nie obraziłam się 19.02.09, 18:46
              Luz. Z dresami mam tyle wspólnego, że starzy dostali przydział na
              mieszkanie akurat na Pradze. Siłą rzeczy podstawówka rejonowa, bo
              oferta w szkolnictwie we wczesnych latach 80-tych była hm...uboga.
              Teraz blokowisko za płotem mam i obserwacje nieuczestniczące.P
              Nie obrażam się, aborcję miałam, legalną zresztą, bo uznałam, że
              ciąża w wieku lat 18 dla panny z elytarnego liceum to przykry
              niefart i nie warto z tego tytułu zmieniac planów życiowych. Dumna
              nie jestem ale się nie wstydzę, ot, racjonalny wybór. Lepszy IMO niż
              kiszenie się u rodziców, na ich utrzymaniu z chlopakiem
              rówieśnikiem, też uczniem i niechcianym przychówkiem.

              Weź pod uwagę, że różne uwagi dostałaś niekoniecznie z zazdrości czy
              nieżyczliwości i idź porozmawiać z sensowną kobietą psychologiem. O
              potrzebach, lękach, planach etc. Dobry psycholog nie będzie radził
              czy dawał recept, pytania zada odpowiednie. Jest to równie miłe jak
              kanałowe na żywca ale pozwala na bardzo szczere uporządkowanie
              własnych myśli i czasem podjęcie decyzji radykalnych.
    • sagittka Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 19.02.09, 09:31
      Zgadzam się z głosami w mniejszości, że nie należy wmawiać autorce,
      że nie jest szczęśliwa. To przecież bardzo subiektywne uczucie,
      zależy od człowieka, jego charakteru, sposobu patrzenia na
      rzeczywistość, zasad, którymi się kieruje. Łatwiej ocenić cudzą
      moralność (w świetle powszechnych norm) niż jego poczucie szczęścia.

      Sama nie oceniałam autorki w moich postach, a skupiłam się jedynie
      na radach dotyczących zabezpieczenia samotnej (to wysoce
      prawdopodobne) przyszłości.

      Dobrze, że taki wątek się tu pojawił, nawet jeśli wypowiedź nie do
      końca jest szczerą spowiedzią, daje jednak obraz o innych niż nasze
      motywacjach i drogach do "szczęśliwego życia".

      I jeszcze cytat z wypowiedzi Ewy Wojdyłło, moim zdaniem pasujący do
      wypowiedzi autorki:

      "Ludzie czasem zaklinają rzeczywistość. To trudne umieć przyznać, że
      czegoś nam brakuje, że nie do końca jest tak, jakbyśmy sobie
      wymarzyli. Często zaczynamy reklamować nasze życie, ponieważ boimy
      się, że nie widać tego, ze dobrze nam się wiedzie. Bo sami w środku
      czujemy, że nie wszystko jest w porządku."
      • loppe Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 20.02.09, 22:48
        A propos cytatu końcowego - żaden związek nie zastąpi Nirvany.

        Innymi słowy poczucie niedosytu ("czegoś nam brakuje, nie do końca
        jest tak jakbyśmy sobie wymarzyli") jest naturalną składową bycia
        człowiekiem.
    • puciatkowa Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 19.02.09, 14:56
      Moge stosunkowo latwo wyobrazic sobie mezczyzne, ktory kocha jednoczesnie dwie kobiety, ale ja nie moglabym dlugo (6 lat!) zyc z czlowiekiem, ktory z premedytacja oklamuje osobe, ktora kocha. Oklamuje w fundamentalnej sprawie. Nie moglabym zniesc mysli, ze moj kochanek, patrzac zonie prosto w twarz, klamie. Chociazby co do tego gdzie byl, jak go nie bylo. I ze kogos, kogo kocha traktuje w tak instrumentalny sposob pozbawiajac prawa do swiadomego wyboru czy sytuacja, w ktorej kogos stawia sie, jest dla tej osoby do zaakceptowania czy tez nie.
      Jesli klamie jednej kobiecie, ktora kocha (a przynajmniej twierdzi, ze kocha), jak mozna zakladac, ze wobec tej drugiej jest uczciwy?! Ze akurat tej nie traktuje instrumentalnie?

      Choc moze niektorzy, Kiro, wierza, ze mozna doswiadczac milosci opartej na klamstwie. Potrafia pewnie nawet wierzyc, ze brak uczciwosci to jedna z wad, wspanialego skadindat, czlowieka. Na miare rzucania skarpetek.
      We wszystko mozna uwierzyc, jak ktos potrafi sie dobrze samooszukiwac.
      Tak sobie mysle, ze moze wlasnie to umiejetnosc samooszukiwania sie pozwala na akceptowanie oszukiwania siebie.
      I wiare w to, ze ma sie w reku diament w zlocie, gdy tymczasem to cyrkonia w tombaku.
      I czuc sie z ta wiara szczesliwym.

      • niezapominajka333 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 19.02.09, 19:18
        W pierwszym poście Kira porównuje swoją sytuację z przykładem
        kochanki, która w takim związku tkwi od 12 lat. I ta opisywana
        kochanka doszła do wniosku, ze po dwunastu latach nie ma nic.
        W związku z tym Kira zrobiła doraźnie spis inwentarza, podsumowanie
        swojego związku i swojej sytuacji na dzień dzisiejszy i wyszło jej
        na to, że jest szczęśliwa, bo ma bardzo dużo, a na tym czego nie ma
        jej nie zależy. Więc ma prawo być szczęśliwa.
        Ja bynajmniej tego nie neguję, ale proponuję zwrócić uwagę na
        długość obu związków. To wbrew pozorom ma wielke znaczenie, bo sześć
        lat temu cytowana kochanka też uważała sie za bardzo szczęśliwą, a
        teraz wręcz przeciwnie.
        Jak już szuka sie analogii, warto zwrócić na to uwagę.
        • martawolpia Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 19.02.09, 19:31
          hehehe
          Jak sie nie ma co sie lubi to sie lubi co sie ma.
          • woman-in-love Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 20.02.09, 18:46
            Gorąco tu się zrobiło, i bardzo życiowo. Słuchaj ,Kira, co do Ciebie mówią
            konkretne kobiety. Wygląda na to, że skreśliłaś swoje szanse na normalne życie.
            Budujesz zamki na lodzie. Przez samą solidarność jajników szlag trafia, kiedy
            się czyta twoje auto-sugestie. Żonaty facet to nieszczęście. Ale cóż - grunt to
            dobre samopoczucie. Życzę dobrego psychologa (lub spowiednika, co na jedno
            wychodzi)
    • loppe Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 20.02.09, 19:13
      Solidna analiza kosztów i korzyści, prawdę mówiąc podoba mi się to
      co napisałaś i Wasz związek.
      • zuzann-a Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 20.02.09, 22:13
        Nie wytrzymałam i muszę napisac parę słow na temat. Ja również byłam
        w podobnej sytuacji i też uwazałam,że jestem szczęśliwa i niczego mi
        więcej nie potrzeba,również nie chciałam żeby się rozwiódł a na
        każdą krytykę moich przyjacółek reagowałam agresją bo co one mogą
        wiedziec o naszej miłości!!. Tkwiłam w tym prawie 7 lat i cały czas
        twierdziłam,że taki układ mi odpowiada (oszukiwalam samą siebie,
        prawie dwa lata leczyłam się z depresji) Pan się rozwiódł wkońcu a
        raczej jego żona z nim (wkońcu przejrzała na oczy) a mój ukochany
        znalazł sobie jeszcze inną laskę co nie przeszkadzało mu co jakiś
        czas spotykac się ze mną, nie miał odwagi przyznac się,że jest ktoś
        inny (dowiedziałam się czytając jego smsy gdy spał u mnie)
        Chorowałam przez kolejne 4 lata! Teraz z perspektywy czasu widzę,że
        byl to toksyczny związek, poznałam kogoś i dopiero teraz mam
        porównanie jak prawdziwa miłośc powinna wyglądac! Wic nie mów,że
        wiesz co robisz i jesteś pewna przyszlości!!On też mówił mi,że
        bdziemy razem na zawsze:-) teraz się z tego śmieję a jego nienawidzę
        jak psa!!
        • loppe Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 20.02.09, 22:51
          Słusznie - tak jak małżeństwo może się rozpaść, tak i kochaństwo
          może się rozpaść i wtedy kochanka z wielkim stażem też...
          zostaje "rozwódką".
          • toy.a Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 21.02.09, 16:37
            Ten zwiazek ma przed sobą jeszcze kilka lat. Jak pisała autorka -
            dziecko za 4-5 lat. Wtedy facet porzuci starą kochankę i poszuka
            nowej, bez parcia na dziecko. Wszak będzie ciekawej, a tak nudne
            stare małżeństwo i nudna (pomomo atrakcyjności? o której pisze
            autorka) stara kochanka. Panienka znowu będzie szukać kolejnego
            faceta i wmawiac wszystkim, że koniecznie żonaty, że na dochodne,
            bo tak jest lepiej. Mam nadzieje,że dzieci z tych "wspaniałych"
            związków nie będzie,poniwaz im sa potrebne pełne rodziny. Nie mówię
            o patologicznych. I jak ktoś zauważył wcześniej, gdzie sie tym
            wspaniałym szczęściem pochwalić, nie w rodzinie, nie wśród
            znajomych, można tylko na forum. Wydoroślej dziewczyno.
            • roterro Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 23.02.09, 18:12
              "Rezygnacja z urodzenia dziecka dla jego dobra. Heh, ciekawie to
              brzmi."
              Tu mnie zmrozilo. Moze tak z wszystkiego rezygnujesz, tylko nie masz
              tego swiadomosci. Kiedy w wieku 35 lat bedziesz miala klopoty z
              zajsciem w ciaze (to bardzo powszechne), mam nadzieje, ze nie
              zaczniesz niczego zalowac. Bo on dzieci ma, masz chyba swiadomosc
              tego ze on z niczego dla ciebie nie rezygnuje.
              Czeka na dowody twojej wystarczajacej dojrzalosci ???!! Zeby
              przypadkiem sie nie okazalo ze bardziej go potrzebujesz,ze stajesz
              sie zagrozeniem dla jego malzenstwa ??? Odwodzi cie od urodzenia
              dziecka, samemu majac dzieci ???!!! Ja chyba snie. Stawia warunki,
              chce byc pewien twojej dojrzalosci ??? Kiedy masz 30 lat ??? I ty
              uwazasz, ze on strasznie cie kocha ???
              Po prostu aby uniknac mozliwych klopotow (JEGO) i komplikacji (DLA
              NIEGO) wymysla niestworzone historie. Dlaczego nie chce miec z toba
              dziecka - przynajmniej teraz? Bo nie chce zebys zaczela go bardziej
              potrzebowac, bo nie jest gotowy dac z siebie wiele waszemu dziecku,
              bo nie chce ryzykowac swojego malzenstwa. Wszystko co jest wazne
              dla niego (w tym jego malzenstwo) ma byc tez wazne dla ciebie. Ale
              to co wazne dla ciebie (dziecko), na to niestety nie ma miejsca w
              waszym zwiazku. Kobieto, obudz sie.

              On moze cie zostawic w kazdej chwili, chocby dlatego ze o wszystkim
              dowie sie zona i tego zazada.
              To ze wszystko jest mozliwe zawsze, jest iluzja. Ale milo w nia
              wierzyc. Dopoki sie nie zawali.
              I na marginesie, jeszcze nie spotkalam faceta bedacego z dwiema
              kobietami ktory by nie oklamywal ich obu. Ale wszystkie kochanki
              wierza, ze akurat z nimi facet jest szczery ... No coz.

              Zycze ci zebys sie na tym wszystkim nie przejechala.

              • roterro jeszcze cos 23.02.09, 20:14
                chce cos jeszcze dodac. Kiedy przeczytalam twoj pierwszy post,
                pomyslalm sobie: "Wreszcie osoba swiadoma tego co tworzy w swoim
                zyciu i nie czyni dramatu tam gdzie go nie ma". Bo wiele trojkatow
                (nie wszystkie) tworzone sa wlasnie przez ludzi, ktorzy nie chca,
                nie lubia, nie znosza wiekszej bliskosci.
                Ale w miare czytania, mina mi rzedla. Po pierwsze mysle, ze wasz
                zwiazek jest mozliwy, bo -jak sama piszesz - nie jestes osoba
                asertywna. To znaczy, ze latwo rezygnujesz ze swoich potrzeb i
                pragnien. Dopoki wasze potrzeby bliskosci i zaangazowania pokrywaly
                sie, nie bylo problemu. Ale to sie najwyrazniej zmienilo. Ty chcesz
                dziecka, jesli mialas okres ze myslalas o tym bez przerwy, mowi to
                samo za siebie. A on nie chce, on juz dzieci ma, dodatkowo wasze
                ewentualne dziecko moze sprawic, ze jego zaangazowanie okaze sie dla
                ciebie niewystarczajace, ze bedziesz miec pretensje o cala sytuacje,
                ze jego romans moze sie wydac. Itp. No i co sie dzieje przy tych
                innych potrzebach? To ty rezygnujesz z siebie i w dodatku poddajesz
                sie jego manipulacji ze przeszkoda jest niepewnosc co do twojej
                dojrzalosci !!!!! A nie jego czesciowe tylko zaangazowanie w zwiazek
                z toba. !!! Ty rezygnujesz z dziecka na 5 lat. (Za 5 lat oczywiscie
                moze ci powiedziec, ze juz dziecka nie chce, no i szanse na ciaze sa
                mniejsze niz w wieku 30 lat). Ty rezygnujesz z tego co dla ciebie
                wazne, on nie rezygnuje z niczego, ignoruje twoja potrzebe, jeszcze
                ci wmawiajac, ze jesli okazesz sie wystarczajaco dojrzala = nie
                bedziesz go za bardzo potrzebowac = to on laskawie byc moze wyrazi
                zgode.
                Jak latwo rezygnujesz ze swojej potrzeby dziecka wobec jego potrzeby
                bezpieczenstwa, nieryzykowania, utrzymania sytuacji taka jaka jest.

                Byc moze tak samo rezygnujesz z mozliwosci zwiazku, ktory mozesz
                pokazywac, o ktorym mozna mowic. Ze zwiazku w ktorym posiadanie
                wlasnie z toba dziecka byloby dla kogos ogromnym szczesciem i
                spelnieniem marzen. Ze zwiazku z kims dla kogo najwazniejsza bylaby
                nie jakas inna kobieta, dzieci nie z toba tylko wlasnie ty.
                Ale mysle, ze byc moze jest to dla ciebie tak niewyobrazalne, ze
                potrafisz przyjac tylko taka milosc 'na pol'.
                Mysle, ze mozna i tak swiadomie zdecydowac sie na taki zwiazek,
                gdzie jest sie dla kogos mniej wazna, i cieszyc sie tym co w tym
                jest, bo cos na pewno jest. Tylko trzeba uwazac zeby sie nie
                oszukiwac. A moze nie, moze wlasnie zyj tak sobie dalej i wierz ze
                to cudowne?
                Tylko moja perspektywa spowodowana jest tym, ze jestem od ciebie
                starsza i wiem jaki to dramat dla moich kolezanek kiedy okazuje sie,
                ze juz nie moga miec dzieci. Bo jest za pozno. Niektorym sie
                oczywiscie udaje, ale nie wszystkim.
                I przykro mi kiedy czytam co piszesz, bo mysle, ze ten facet ma jak
                paczek w masle, ale ty juz nie.
                Szczerze mowiac, gdybym byla toba, poszlabym na terapie.
                • gardenersdog Re: jeszcze cos 23.02.09, 20:23
                  >> Byc moze tak samo rezygnujesz z mozliwosci zwiazku, ktory mozesz
                  pokazywac, o ktorym mozna mowic. Ze zwiazku w ktorym posiadanie
                  wlasnie z toba dziecka byloby dla kogos ogromnym szczesciem i
                  spelnieniem marzen. Ze zwiazku z kims dla kogo najwazniejsza bylaby
                  nie jakas inna kobieta, dzieci nie z toba tylko wlasnie ty.
                  Ale mysle, ze byc moze jest to dla ciebie tak niewyobrazalne, ze
                  potrafisz przyjac tylko taka milosc 'na pol'.

                  Właśnie! Zastanów się, dlaczego mimo buńczucznych zapewnień, nie dajesz sobie
                  prawa do bezwarunkowej miłości, a zadowalasz się jakąś namiastką na warunkach,
                  do których się naginasz?
                • kira_korpii Re: jeszcze cos 23.02.09, 21:05
                  Roterro... nie wiem, co mam Ci odpowiedzieć;(
                  Nie wiem, po co się w ogóle odzywam, może po to, by w ten sposób dać
                  znać, że jestem, że przeczytałam Twoje słowa.

                  Choć wolałabym nie. Bo mimo, że wiem, że nie było to Twoim zamiarem,
                  dopiekłaś mi do żywego.
                  Bo nikt mnie bardziej tutaj, na tym wątku nie zranił, choć wielu
                  próbowało.
                  Może po prostu trafiłaś w wyjątkowo kiepski moment.

                  No i czego ode mnie oczekujesz? Co powinnam odpowiedzieć?
                  Czy Ty myślisz, że to wszystko jest takie proste? Że życie to bajka?!

                  A jeżeli ja z pełną odpowiedzialnością powiem - to co mam, to, KOGO
                  mam,jest najlepszym, co mogło mi się przytrafić!
                  Będziesz to negować? Naprawdę???

                  Eh, jeszcze słówko w kwestii dziecka.
                  Bo mogę sobie powtarzać, gardło zdzierać, że wolałabym codziennie
                  wkładać łep do sedesu i spuszczać wodę;), niż zajść teraz w ciążę i
                  mieć dziecko, bo czuję, że TAK CHOLERNIE NIE JESTEM GOTOWA, to wy
                  wszyscy i tak wiecie lepiej. To on, zły niedobry człowiek, każe mi
                  czekać 5 lat, a później mnie porzuci.
                  A może ja wcale nie dojrzeję do dziecka? Może ono wcale się nie
                  pojawi? Czy to naprawdę trzeba ulegać biologicznemu instynktowi,
                  który pojawia się na długo przed dojrzałością psychiczną i
                  społeczną?! I to tylko po to, by ewentualnie w przyszłości nie
                  żałować?

                  • gardenersdog Re: jeszcze cos 23.02.09, 21:28
                    Ty masz najnormalniejsze jazdy emocjonalne - na przestrzeni jednego wpisu
                    przechodzisz od rozpaczy, po euforię, sarkazm, złośliwość. Na początek polecam:
                    psychiatra, jakiś stabilizator nastroju, ewentualnie antydepresant, potem
                    terapia i układanie siebie. I zwiń już te stare dekoracje, bo to już nudne.
                  • kira_korpii Re: jeszcze cos 23.02.09, 21:36
                    Jeszcze coś mi się przypomniało, tak a propos.
                    Oglądany wczoraj film pt. Frost/Nixon.

                    Frost, typowy, arogancki, zepsuty swą popularnością showmen, porywa
                    się z motyką na słońce i zaczyna nagrywać serię wywiadów z Nixonem.
                    Od początku widać, że nie dorasta Nixonowi do pięt. Ten dosłownie go
                    miażdży, z wrodzonym sobie wdziękiem i lekkością bawi się biednym
                    Frostem, bez wysiłku wyprowadza w pole osłupiałego dziennikarzynę.
                    Aż do czasu dojścia do Watergate.
                    Frostowi udaje się dotrzeć do pewnych materiałów.
                    Wyprowadzany raz za razem atak na prezydenta wreszcie przebija się
                    przez szczelinę w jego pancerzu.
                    Widzimy na ekranie złamanego, przegranego człowieka. Człowieka,
                    który właśnie zdał sobie sprawę, że poniósł porażkę.
                    Oh, jak to musiało cieszyć wszystkich jego przeciwników, jego
                    odwiecznych wrogów.
                    Nareszcie mamy Nixona na kolanach.

                    Więc, moi drodzy, cieszcie się tą chwilą. Bo ona nie potrwa długo.
                    Co najwyżej do jutra.

                    • gardenersdog Re: jeszcze cos 23.02.09, 21:45
                      Aha, zapomniałam, masz też "Moi drodzy" tendencję, by mówić ex cathedra, a
                      zwyczajnie boisz się, ze znalezienie kolejnego graala może zająć ci kilka
                      kolejnych lat, więc lepiej te lata ulokować w przeczekiwanie na "dojrzałość" i
                      dziecko z usidlonym wróblem , bo gołąb majaczy hen na dachu.Ehh
                  • mujer_bonita Re: jeszcze cos 23.02.09, 21:37
                    kira_korpii napisała:
                    > A jeżeli ja z pełną odpowiedzialnością powiem - to co mam, to, KOGO
                    > mam,jest najlepszym, co mogło mi się przytrafić!
                    > Będziesz to negować? Naprawdę???

                    Przyznam szczerze, że nie czytałam całego wątku więc może ktoś już pytał - dlaczego masz taką niską samoocenę?
                    • aandzia43 Re: jeszcze cos 23.02.09, 21:45
                      mujer_bonita napisała:

                      > kira_korpii napisała:
                      > > A jeżeli ja z pełną odpowiedzialnością powiem - to co mam, to,
                      KOGO
                      > > mam,jest najlepszym, co mogło mi się przytrafić!
                      > > Będziesz to negować? Naprawdę???
                      >
                      > Przyznam szczerze, że nie czytałam całego wątku więc może ktoś już
                      pytał - dlac
                      > zego masz taką niską samoocenę?
                      >

                      Hmmm... to wcale nie musi być niska samoocena. To może być trzeźwa
                      ocena sytuacji. Piszę to bez żadnej złośliwości. Kira tyle dostaje,
                      co i daje.
                      • mujer_bonita Re: jeszcze cos 23.02.09, 21:52
                        aandzia43 napisała:
                        > Hmmm... to wcale nie musi być niska samoocena. To może być trzeźwa
                        > ocena sytuacji. Piszę to bez żadnej złośliwości. Kira tyle dostaje,
                        > co i daje.

                        Może tak, może nie. IMO jest bardzo niewielu ludzi, którzy potrafią obiektywnie (bez wmówienia przez otoczenie) ocenić swoją niską wartość.
                    • murakami2 Re: jeszcze cos 24.02.09, 00:28
                      > Przyznam szczerze, że nie czytałam całego wątku więc może ktoś już pytał - dlac
                      > zego masz taką niską samoocenę?
                      >

                      O to nikt nie pytał, ale było np. takie pytanie - refleksja:
                      "Kira napisalas "On kocha nas obie" wiesz zastanawiam sie - skad w kobietach
                      bierze sie tyle niewolnictwa."
                      zignorowane przez Kirę. W innych wypowiedziach przebija przekonanie, że ocenia
                      się raczej jako bardzo pewną siebie. Dla mnie trochę nie widzi lasu pośród drzew.
                      • mujer_bonita Re: jeszcze cos 24.02.09, 08:12
                        murakami2 napisała:
                        > Dla mnie trochę nie widzi lasu pośród drzew

                        I chyba właśnie o las tu chodzi.

                        niezapominajka333 napisała:
                        > I chociaż mnie drażni u ciebie pewien ton wyższości, to widzę w
                        nim
                        > raczej usilne zapewnienie i siebie i nas, jak ci się dobrze
                        wiedzie
                        > mimo tego, że jesteś tylko kochanką.

                        Ja mam wrażenie, że Kira od czasu do czasu ten las widzi a wtedy
                        włącza się mechanizm negacji, że przecież jest dobrze, że przecież
                        jest szczęśliwa, przecież nic lepszego w życiu mnie nie spotka etc.
                        Smutne to.
    • kr_kap Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 24.02.09, 01:07
      Pierwsze, co się rzuca w oczy, to to, że forumowicze są zgodni w
      ocenie. I to przez ponad dwieście postów! Nieprawdopodobne. Drugie,
      to to, że Cię odsyłają na terapię. A wiesz, "Jak ci trzech mówi, że
      jesteś pijany..." :)

      Pomyślałam sobie (przed przeczytaniem dyskusji, fragmentu, no ;), że
      Ci fajnie i że każdemu życzyć, bo Twój przyjaciel jest bardzo w
      porządku wobec Ciebie, Ty nie doświadczasz upierdliwości życia
      codziennego z facetem a masz wyłącznie plusy (zakładając, że Ci nie
      zależy na tych zwyczajowych "rodzinnych" okazjach, ale wydaje mi
      się, że nie), te - nazwijmy je tak - hedonistyczne plusy włączając.
      Że cudzołóstwa dopuszcza się tylko on, ale skoro nie żyjemy w kraju,
      gdzie karzą to śmiercią, więc spoko. Facet ma dość energii, czasu i
      innych zasobów, żeby zaopiekować się dwiema kobietami. No komfortowa
      sytuacja. A możesz w końcu mieć w nosie jego żonę i ich
      dzieci/dziecko (nie doczytałam, jak to tam z tymi dziećmi). Możesz?
      Możesz.

      A tymczasem ludzie piszą, że niefajnie facet poczyna, bo wystawia
      Cię do wiatru udając, że nie wystawia. Że niefajnie facet poczyna,
      bo żonę wystawia do wiatru. No i, że niefajnie Ty, bo robisz komuś
      kuku w małżeństwie, a to sakramentalny związek, z przysięga i wobec
      Boga. A może o tym nikt nie pisał? No to teraz pisze, żeby
      niefajności komplet był.

      Mimo lektury poprzednich postów Twoja sytuacja wciąż wydaje mi się
      komfortowa. Nawet, powiedziałabym, do pozazdroszczenia. Miejscami.
      Ten kot, na przykład ;)

      Zaciekawiła mnie osoba tej żony, bo to jego, Twojego przyjaciela,
      rzeczywistość alternatywna. Jaka ona jest, ta kobieta? Jak bardzo
      podobna czy niepodobna do Ciebie, czyli jakim kluczem się kierował
      dobierając drugą kobietę do swojego życia? Czy faktycznie jego
      małżeństwo na Waszym związku, choćby czasowo, nie cierpi? Na
      przykład czy to możliwe, że wobec Ciebie jest super a wobec swojej
      rodziny nie? (jakoś przypomina mi się "Pestka" Anki Kowalskiej, ale
      tam było bardziej czarno-biało, bo zona była jędzowata). Może
      faktycznie trafił Ci się typ arabski, z tych zasobnych we wszystko
      ;)

      No dobrze. Ale właściwie te wszystkie "czy żona wie i co ona na to"
      nie są zbyt interesujące. Dorośli ludzie różnie sobie relacje
      układają i nawet w krajach formalnie niepoligamicznych funkcjonują
      te casa grande/casa chica, i kobiety to łykają, jak gęsi karmę ;)
      Ale ponieważ tu standardy niearabskie a Twój Pan ma dzieci
      interesujące staje się pytanie o dzieci właśnie. Co te dzieci na to,
      że tatuś/mamusia chodzi do kogoś spoza rodziny? Że spędza z tym kimś
      czas, w którym mógłby pobawić się/pograć/porozmawiać (ups, znowu
      wychodzi, że nie wiem, w jakim są wieku...). Może na razie nic na
      to, ale czytałam, że to niefajna wiedza, jak już coś się kuma.

      No i zostaje to sakramentalne: "Jak Pani może świnić innej pani?"
      oczywiście, no ale jak już tu ustalono, Pani może, bo Pani jest
      centrum. Postawa, jak przypuszczam, z wydatną pomocą przyjaciela
      wypracowana. W dodatku on twierdzi, że kocha obydwie panie, więc w
      czym problem?. A więc ostatniego pytania nie ma, w sumie.
      • niezapominajka333 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 24.02.09, 07:44
        Kira.
        W pierwszym poście napisałaś:
        "...
        No więc? Czy ktoś potrafi mnie zrozumieć? Czy jestem jakimś
        wybrykiem natury? A może oszukuję samą siebie? Może trzeba mi
        uświadomić w jakie nieszczęście się pakuję?
        Proszę o łagodne potraktowanie i nie wylewanie na mnie kubłów z
        pomyjami :).
        Po prostu chciałam się wygadać. Bo rozumiecie, że tak na co dzień
        nie bardzo mogę o tym mówić..."
        Opowiedziałaś swoją historię na forum. Chciałas się wygadać, może
        przejrzeć się w oczach innych ludzi, którzy patrzą z dystansem na
        sprawę.
        Wedle życzenia.
        Są tacy, co cię rozumieją, przyjmują twoje zapewnienia że jesteś
        szczęśliwa, a są tacy, co w twojej historii widzą drugie dno,
        którego sama usilnie starasz się nie zobaczyć.
        Porównałaś swój związek do wspomnianego tu związku kochanki z
        dwunastoletnim stażem.
        I stwierdziłaś, że co prawda staż masz o połowę krótszy, ale
        absolutnie nie możesz powiedzieć, żebyś niczego nie miała.
        Zaczęłaś wyliczankę stanu posiadania rzeczy materialnych i
        niematerialnych.
        I chociaż mnie drażni u ciebie pewien ton wyższości, to widzę w nim
        raczej usilne zapewnienie i siebie i nas, jak ci się dobrze wiedzie
        mimo tego, że jesteś tylko kochanką.
        Dla mnie twoje podejście sprowadza się do stwierdzenia, że wolę mieć
        50% udziałów w tym co mam, niż 100% w innym, szczególnie, że moje
        udziały są więcej warte niż żony.
        Ale jako myśląca kobieta chyba zwróciłaś uwagę na fakt, że
        wspomniana przez ciebie kochanka sześć lat temu też była szczęśliwa.
        Broniła swojego statusu, nie dała sobie nic powiedzieć, żadne
        argumenty do iej ie docierały, bo nie wyobrażała sobie życia bez tej
        miłości.
        Teraz po dwunastu latach uświadomiła sobie, że źle zainwestowała.
        Jej akcje okazały się niewiele warte, ale już za późno na zmianę.
        Teraz możesz czuć się szczęśliwa. Jak wypadnie bilans za kolejne 6
        lat?



        • roterro Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 24.02.09, 15:46
          Kiro,
          Odpowiadam ci, po pierwsze rzeczywiscie moim zamiarem nie bylo ci
          dopiekac i jesli ci przykro, to przepraszam, wcale nie chcialam cie
          ranic. Chcialam cie raczej przestrzec przed czyms co ja widze w tej
          sytuacji. Ale poniewaz cie nie znam, poniewaz jestesmy w sytuacji
          wirtualnej, byc moze to co widze wcale nie jest prawdziwe i byc moze
          nie ma z toba za wiele wspolnego.
          Z dzieckiem, byc moze zle cie zrozumialam albo nie doczytalam, ale
          wydawalo mi sie ze gdzies mowilas o tym ze bardzo chcialas dziecka.
          Jesli to nie twoj przyjaciel przekonal cie do odlozenia ciazy ale
          jest to twoja 'suwerenna' decyzja, to oczywiscie inna sprawa. Jesli
          to ty sama tego dziecka nie chcesz w tej chwili, to to co napisalam
          jest nieadekwatne. Natomiast jesli umniejszasz swoja potrzebe i
          przestajesz ja widziec, bo tego sobie zyczy twoj przyjaciel, to
          adekwatne pozostaje. Ja nie mam pojecia jaka jest prawda i nie moge
          miec pojecia, bo cie nie znam. Tylko ty to wiesz.
          Byc moze moj wpis spowodowany jest tez tym ze akurat kilka dni temu
          moja bliska przyjaciolka, ktora od roku stara sie o dziecko
          dowiedziala sie ze nigdy dziecka miec nie bedzie, a mlodsza miala
          szanse. Ma 40 lat i kilka lat temu mowila dokladnie tak jak ty. Ze
          nie jest jeszcze wystarczajaco dojrzala, itp. Teraz jest w rozpaczy.
          Moze te dwa watki , twoj i mojej przyjaciolki mi sie za bardzo
          pomieszaly, ale teraz zaluje, ze nie namawialam tej mojej
          przyjaciolki na dziecko wczesniej.
          Nie dlatego ze nie bedzie miala dziecka, bo wcale nie uwazam, ze to
          cos koniecznego w zyciu. Tylko dlatego ze rozpacza z tego powodu.

          Jesli chodzi o mnie - jesli jestes taka szczesliwa, nie przejmuj sie
          wpisami. Ale moze sie nimi przejmujesz, bo masz gdzies watpliwosci
          na temat tego zwiazku. Moze.
          Wierze ci, ze czujesz sie szczesliwa i wierzysz, ze nic lepszego nie
          moze cie spotkac.
          I to chyba niepokoi i mnie i inne osoby, ktore ci odpowiadaja.

          Ale moze w tym wlasnie jest twoja madrosc? Ze swiadomie decydujesz
          sie na cos - co z zewnatrz wyglada na dosyc ograniczone - dla ciebie
          naprawde jest wspaniale.
          Wydaje sie ze wielu kobietom wydaje sie, ze bycie z mezczyzna,
          ktorego trzeba ukrywac, ktory nigdy nie zaangazuje sie w prawdziwe
          bycie ojcem, ktory - jesli twoje 'zapotrzebowanie' na bliskosc sie
          zwiekszy - nigdy na nie nie odpowie, dla ktorego inna kobiete jest
          wazniejsza niz ty (nawet jesli oprocz tego naprawde kocha ciebie
          przynajmniej do momentu kiedy za bardzo go nie potrzebujesz)nie
          wydaje sie najwspanialsza rzecza, jaka mogla je spotkac.
          Tobie sie tak wydaje. To jest ta roznica wizji.

          Jedno jest pewne, to jest twoje zycie i na to pytanie nikt nie
          odpowie lepiej niz ty sama. Wiem, odpowiadasz ze jest wspaniale.
          Tylko ze mimo obsesyjnego myslenia o dziecku, nie decydejesz sie na
          nie. Tylko ze fajnie byloby wyjezdzac razem na wakacje, ale to
          niemozliwe. Wiesz, ja naprawde nie wiem czy to dlatego, ze tak latwo
          umiesz te ochote wspolnych wyjazdow w sobie zneutralizowac, to wasz
          zwiazek jest mozliwy, i to wtedy nie jest zdrowe czy tez naprawde te
          wspolne wyjazdy, dziecko, jawnosc, nie sa dla ciebie bardzo wazne.
          Czy najbardziej potrafisz sie cieszyc wlasnie czyms nie do konca
          widzialnym. Szczerze ci mowie, ze nie wiem.
          Tylko ty mozesz to wiedziec.
          Jestem tez osoba, ktora nigdy nie zaakceptowalaby bycia 'ta druga',
          ukrywana, mniej wazna (bo skoro on mowi, ze nigdy nie odejdzie od
          zony, to znaczy ze gdy romans sie wyda, rzuci ciebie), kto nigdy nie
          chcialby byc ojcem mojego dziecka. Nie potrafilabym wierzyc
          facetowi, ktory tak latwo i przez tyle lat kogos oszukuje.
          Odpowiadam z perspektywy takiej osoby.
          Ale wiem ze perpektywy sa rozne - a zycie nie jest proste i latwe.
          Na pewno jest o wiele bardziej poplatane niz latwe przepisy i
          'normy spoleczne'. Na szczescie. Inaczej, i gdyby wszyscy byli tacy
          sami, byloby strasznie nudno.

          • roterro i jeszcze 24.02.09, 16:11
            jeszcze mi sie przypomina, ze kiedys mialam kolezanke, ktora nie
            tylko zakochala sie w zonatym mezczyznie, ale tez odwiodla go od
            rozwodu, poniewaz nie miala ochoty z nim mieszkac i uwazala ze facet
            jest zbyt apodyktyczny na wspolne zycie. Zona zachowala wiec dzieki
            niej meza. Byla rzeczywiscie szczesliwa, bo nie nie chciala
            codziennego zwiazku tylko romansu i zakochania, ale byla bardzo
            mloda, nie sadze ze byla to recepta na cale jej zycie, no i nie
            chciala miec dzieci, juz przed spotkaniem z tym mezczyzna - co
            akurat w takiej sytuacji jest super wazne.
            Natomiast 'poswiecanie dziecka dla zwiazku' (to ty napisalas, nie
            ja), wydaje mi sie szalenstwem, ale coz, kazdy ma prawo do swoich
            wyborow
          • zakletawmarmur Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 24.02.09, 17:58

            > Jestem tez osoba, ktora nigdy nie zaakceptowalaby bycia 'ta
            druga',
            > ukrywana, mniej wazna (bo skoro on mowi, ze nigdy nie odejdzie od
            > zony, to znaczy ze gdy romans sie wyda, rzuci ciebie), kto nigdy
            nie
            > chcialby byc ojcem mojego dziecka.

            Zauważyłam, że wiele kobiet swoją samoocenę uzależnia od mężczyzny.
            Czy kobieta porzucona, zdradzana, samotna czy po prostu kochanka,
            dla której mąż nie chce zostawić żony są gorsze? Nie, nie są! O
            naszej wartości nie powinien świadczyć żaden mężczyzna.
            Ty czułabyś się źle wiedząc, że mężczyzna ma inne kobiety. Ja tak
            bym się nie czuła bo nie brałabym sobie tego do siebie...

            Nie potrafilabym wierzyc
            > facetowi, ktory tak latwo i przez tyle lat kogos oszukuje.

            Mam zasadę ograniczonego zaufania. Tak do końca to ja nikomu nie
            wierzę, wiem jakie jest życie... Nie oznacza to, że cały czas się
            zastanawiam czy mój facet mnie nie oszukuje. Byłoby to wielka stratą
            czasu:-)
            • woman-in-love Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 24.02.09, 19:46
              a jednak, co by nie powiedzieć - kochanka dostaje okruchy z pańskiego stołu.
              • zakletawmarmur Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 24.02.09, 21:26
                > a jednak, co by nie powiedzieć - kochanka dostaje okruchy z
                pańskiego stołu

                Nie zgadzam się. Dostaje sex, pieniądze, radość, miłe słówko. Żona
                dostaje całokształt...
                Inteligentna kochanka, jeśli chce, to może wyciągnąć od faceta sporo
                kasy. Znałam taką dziewczynę, której kochanek mieszkanie zafundował
                a ona i tak go rzuciła. Znalazła sobie jeszcze bogatszego tyle że
                już męża...

                Nie uważam żeby takie wykorzystywanie finansowe kochanka czy nawet
                męża było w porządku:-)
                • roterro Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 24.02.09, 23:44
                  'Zauważyłam, że wiele kobiet swoją samoocenę uzależnia od mężczyzny.
                  Czy kobieta porzucona, zdradzana, samotna czy po prostu kochanka,
                  dla której mąż nie chce zostawić żony są gorsze? Nie, nie są! O
                  naszej wartości nie powinien świadczyć żaden mężczyzna.
                  Ty czułabyś się źle wiedząc, że mężczyzna ma inne kobiety. Ja tak
                  bym się nie czuła bo nie brałabym sobie tego do siebie... '

                  Nie rozumiemy sie. Nie uzalezniam swojego poczucia wartosci od
                  mezczyzny. Po prostu wydaje mi sie, ze osoba, ktora nie ma zwyczaju
                  minimalizowania swoich potrzeb i pragnien i dostosowywania ich do
                  innej osoby (te mechanizmy moga tez funkcjonowac w zwiazku), nie
                  zaakceptuje sytuacji gdzie ciagle musi to czynic. I gdzie czynienie
                  tego jest w ogole warunkiem istnienia tego zwiazku.
                  Jesli nie zaakceptowalabym bycia 'ta druga', to nie dlatego ze od
                  podejscia mojego mezczezny uzalezniam moje poczucie wartosci - tylko
                  dlatego ze nie zaakceptowalabym zwiazku gdzie ciagle musze te swoje
                  pragnienia i potrzeby 'utemperowywac'. Nie mialabym ochoty nie
                  wyjezdzac z moim ukochanym na wakacje, nie znac jego rodziny, nie
                  istniec w jego 'oficjalnym' zyciu, wiedziec, ze moge na niego liczyc
                  tylko jesli nie koliduje to z czyms dla niego wazniejszym - jego
                  rodzina. Nie dlatego, ze to mi obniza poczucie wartosci tylko po
                  prostu szkoda mi by bylo zycia na cos takiego.
                  Odpowiedzialabym Kirze inaczej gdyby miala za soba jakis normalny
                  fajny zwiazek, gdyby byla 'kobieta po przejsciach', gdyby ... Ale ta
                  kobieta jest gotowa w tym ukryciu i pozycji nr 2 przezyc cale zycie
                  albo przynajmniej dlugo. Nie zaznawszy nigdy jak to jest kiedy facet
                  jest dla ciebie gotowy na wszystko. Mi po prostu tego szkoda, ale
                  wiem, ze zycie nie jest takie proste.
                  A juz pomysly zeby 'zrezygnowac z dziecka dla dobra tego
                  faceta'(napisala cos takiego, wiec takie mysli chodza jej po glowie)
                  - po prostu wlos mi sie jezy na glowie kiedy to czytam. Ona jest
                  gotowa zrezygnowac z rodziny dla kogos kto dla niej nie rezygnuje z
                  niczego. Mozna 'tak miec', mozna sie tym cieszyc, faktycznie jak juz
                  sie wybralo taka sytucje, lepiej sie nia cieszyc niz smucic, ale mi
                  sie wlos jezy, sorry, ale tak jest.
                  i to prawda ze gdybym byla Kira, jeszcze dzis, no moze jutro, bo
                  jest pozno, szukalabym dobrego terapeuty.
                  • aandzia43 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 25.02.09, 00:09
                    > Nie rozumiemy sie. Nie uzalezniam swojego poczucia wartosci od
                    > mezczyzny. Po prostu wydaje mi sie, ze osoba, ktora nie ma
                    zwyczaju
                    > minimalizowania swoich potrzeb i pragnien i dostosowywania ich do
                    > innej osoby (te mechanizmy moga tez funkcjonowac w zwiazku), nie
                    > zaakceptuje sytuacji gdzie ciagle musi to czynic. I gdzie
                    czynienie
                    > tego jest w ogole warunkiem istnienia tego zwiazku.

                    Podpisuję się pod tym. Po prostu szkoda życia na układ, który zmusza
                    na każdym kroku do tak znacznych ograniczeń. I tak, jak napisałaś,
                    nie ma to nic wspólnego z uzależnianiem samooceny od mężczyzny. To
                    raczej wysoka samoocena nie dopouszczająca do wpakowania się w coś,
                    co niesie ze sobą tak przykre ograniczenia.
                  • zakletawmarmur Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 25.02.09, 00:23

                    Ale rozumiesz, że ludzie są różni, mają różne potrzeby?

                    Ty możesz Kiry nie rozumieć a ona Ciebie...
                    • woman-in-love Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 25.02.09, 19:00
                      a jednak to, co Kira usiłuje sama sobie wmówić - nie trzyma się kupy. Nie
                      wysilałabym się na kolejny posta, aby ja przekonać - oan jest już porządnie
                      "utwardzona" w samo-zakłamaniu. Może jednak przeczyta ten watek jakas inna,
                      bardziej reformowalna osoba, o nieco większych wymaganiach od zycia - i -
                      zastanowi się... a warto uzywać rozumu w myśl hasła:"kochać trzeba z głową".
                      • kira_korpii Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 25.02.09, 22:16
                        Ehh, miałam się już tutaj nie pruć na forum, bo w przeciwnym wypadku
                        nigdy nie skończymy tego wątku, ale nie mogę odmówić sobie
                        komentarza i postawienia pewnej kropki nad i.
                        Bo my się nadal nie rozumiemy. Nie wiem, może to ja za mało wyraźnie
                        zaznaczam swoje stanowisko, może tych sprzeczności wynikających z
                        mojej natury jest po prostu za dużo i są nie do ogarnięcia w całość
                        przez zwykłego człowieka, ale na litość boską! W tym towarzystwie
                        chyba mogę wymagać czegoś więcej, czytania między wierszami,
                        nurzania się we wszystkich odcieniach szarości, czy też choćby
                        wyłapywania wyraźnych podpowiedzi. Bo po coś te podpowiedzi
                        zostawiam.

                        Więc jeszcze raz spróbuję okopać się na swoim stanowisku i w jak
                        najbardziej przystępny sposób wyjaśnić, jak ja widzę tę całą
                        sytuację, mimo, że już za samo podbijanie wątku zostanę z pewnością
                        przez BFFE-fa przełożona przez kolano. I słusznie;-)
                        Uprzedzam, że pewnie wyjdzie długo, bo mam sporą gonitwę myśli, więc
                        tylko postaram się je w miarę czytelnie przelać na papier, z góry
                        przepraszając szacowne audytorium za tak obfity tekst.

                        Siłą rzeczy wszystko, co tutaj od jakiegoś czasu piszę, podlegać
                        musi autocenzurze, jako, że mój przyjaciel jest stałym bywalcem
                        tego wątku. A właściwie to też nie tak do końca prawda, bo on
                        przeczytał tylko moje wypowiedzi, słusznie zauważając, że ze stadem
                        wygłodzonych hien polemizował nie będzie;-).
                        Bo tak naprawdę dla niego najważniejsze jest to, co się dzieje
                        między nami, jego interesują moje myśli, uczucia, pragnienia, a to,
                        co wypisują obcy mu ludzie, którzy nie znają ani mnie ani jego, to
                        kolokwialnie mówiąc, zwisa mu i powiewa.
                        I ja taką postawę rozumiem, choć jest ona skrajnie różna od mojej.
                        Bo mnie nie przeszkadza, że mam stanąć sama naprzeciwko całej zgrai
                        wygłodniałych hien. I nawet jeżeli mnie otoczą, będą powarkiwać i
                        toczyć pianę z pyska, to ja nadal będę patrzeć im w oczy.
                        To oczywiście żart, bo wiemy wszyscy, że nie ma tu (przynajmniej w
                        większości) ani hien, ani wilków, tylko toczymy sobie kulturalną
                        dyskusję. I zdaję sobie sprawę, że gros postów napisana została z
                        troską o mnie, po to, by uświadomić mi, że robię sobie krzywdę.

                        Ale dzięki temu, że moja historia ujrzała światło dzienne, że
                        upubliczniłam ją na forum, uzyskałam kilka odpowiedzi na pytania,
                        których chyba tak naprawdę trochę bałam się postawić.
                        Więc ja już nie muszę obawiać się o przyszłość mojego związku, bo
                        nasza relacja znów się pogłębiła. I rozdzielenie nas byłoby bardzo
                        bardzo trudne, jeżeli nie niemożliwe.
                        Jednak Wam na te nurtujące pytania odpowiedzi dać nie mogę, bo nie
                        mam prawa mówić o sprawach innych ludzi, którzy na dodatek wyraźnie
                        sobie tego nie życzą. Więc musicie mi po prostu uwierzyć na słowo,
                        że nikt tutaj w tym układzie krzywdzony nie jest.
                        Bo wszyscy czerpią z niego, to co najlepsze, a to, że każdy czasem
                        swoją cenę zapłacić musi, jest wpisane po prostu w życie.
                        I proszę o wyłączenie z tej rozprawki mojego ukochanego, jak i jego
                        żony, bo ich ten wątek nie dotyczy.
                        Specjalnie jest on tak egocentryczny, bo rozważamy wszystko
                        właściwie tylko i wyłącznie z mojej perspektywy. A ja jestem
                        dorosła, swój rozum mam, więc skoro zgadzam się na wiwisekcję, to
                        wiem, na co się decyduję.

                        Gros osób wysyła mnie na terapię, argumentując to tym, że inaczej
                        zmarnuję sobie życie. Albo, co gorsza, zrozumiem, co jest
                        najważniejsze w życiu, kiedy będzie już na jakiekolwiek ruchy za
                        późno.
                        Inni posuwają się jeszcze dalej, sugerując natychmiastową wizytę u
                        psychiatry i dobranie odpowiednich antydepresantów, by zapobiec
                        moim „emocjonalnym jazdom”.
                        Eh głupcy – chciałoby się rzec – nie rozumiecie, że chcielibyście
                        mnie pozbawić czegoś, co stanowi o mojej tożsamości, czegoś, co jest
                        esencją mojego życia.
                        Bo jeżeli czegoś najbardziej na świecie nie trawię, to właśnie życia
                        w constans.
                        Kilkakrotnie padały tutaj pytania o sens założenia takiego wątku. Co
                        skłoniło i mnie do pogłębionego szukania odpowiedzi. I doszłam do
                        wniosku, że ja potrzebuję takich silnych emocji, potrzebuję nawet
                        gwałtownych przejść od euforii do depresji, a jeżeli nie będę
                        dostawać ich w codziennym życiu, siłą rzeczy będę poszukiwać ich tak
                        długo, aż znajdę.
                        I z dwojga złego lepiej, że robię to tutaj, na forum, niż gdybym
                        celowo (choć podświadomie) doprowadzać musiała do konfliktów w swoim
                        związku. Bo mój przyjaciel nie zasługuje na to, aby fundować mu
                        takie jazdy bez trzymanki. Bo on zawsze stara się zapewnić mi
                        wszystko, czego tylko zapragnę, bo zawsze cieszy się moim
                        szczęściem, nawet jeżeli mam za dobrze;), bo nigdy nie chciał mnie
                        skrzywdzić.
                        Nie potraficie zrozumieć tego, że ja niczego nie tracę, będąc w
                        takiej relacji, ba, powiedziałabym nawet, że jestem do niej
                        stworzona.
                        Bo wiem, że prędzej czy później, siłą rzeczy rozpieprzyłabym każdy
                        normalny związek.
                        Bo mi naprawdę nie zależy na rzeczach, bez których inni, jak widać,
                        nie potrafią żyć.
                        Nie przeszkadza mi, że jestem tą drugą, bo zwalnia mnie to ze
                        wszystkich tych uciążliwych obowiązków, których chcę za wszelką cenę
                        uniknąć.

                        Bo nie tkwię przecież w samookłamywaniu, tylko bardzo wyraźnie
                        zakreślam swoje obszary, do którego innych ludzi nie wpuszczam.
                        A jeżeli nawet jakąś tam cenę płacę, to nie jest ona imho,
                        wygórowana.
                        Weźmy chociaż te nieszczęsne wakacje. Bardzo często razem
                        wyjeżdżamy, tyle, że na 4-5 dni, nie na 2 tygodnie. Jego rodzina?
                        Cóż, w większości nie ma ich już pośród żywych;(

                        Roterro pisze, że nie wiem, jak to jest, kiedy mężczyzna jest gotowy
                        dla mnie na wszystko.
                        A ja widzę, ile zrobił i w dalszym ciągu robi dla mnie mój
                        przyjaciel i nie znam mężczyzny, który bardziej dbałby o kobietę.
                        Tak bardzo zaspokajał jej potrzeby emocjonalne, intelektualne,
                        seksualne, potrzebę bliskości. Był na każde jej zawołanie.
                        Który tak bardzo jest nastawiony na NIĄ, a nie na siebie.

                        Który zawsze wracał, mimo, że go tyle razy zraniłam.
                        Raz go zostawiłam w dniu, kiedy załamało się jego całe zawodowe
                        życie.
                        Kiedy tak bardzo mnie potrzebował.
                        Cóż, kiedy teraz o tym myślę to palę się ze wstydu.

                        Który inny mężczyzna wytrzymałby te moje huśtawki nastrojów? Kiedy
                        od euforii do depresji przechodzę w ciągu jednej minuty. Kiedy jedno
                        nieopatrzne słowo spowodować może moje zalanie się łzami. W związku
                        z tym trzeba uważać na każde słowo, obchodzić się ze mną, jak z
                        jajkiem;).
                        Seks, jakkolwiek dobry on by nie był, żadną miarą nie może być
                        rekompensatą za takie zachowanie. Zresztą, umówmy się, po sześciu
                        latach, to tak prawie, jak
                        z żoną;-)
                        Jezuuuu, jak ja sobie pomyślę, że miałabym być z taką neurotyczką,
                        jakkolwiek urocza ona by nie była, to od razu wszystkiego mi się
                        odechciewa. A seksu najbardziej:P

                        Pamiętam, jak kiedyś koleżanka AllyMcBeal zapytała ją – Ally,
                        dlaczego twoje problemy są większe niż problemy innych ludzi?
                        - Cóż, są MOJE – odpowiedziała Ally.


                        Któregoś dnia wbiłam sobie do głowy, że muszę koniecznie zrobić
                        sobie silikonowe piersi.
                        Och, jak on wtedy walczył o mnie. Siedział po nocach i pisał
                        elaboraty całe, przedstawiał mi wizję mojego spieprzonego życia,
                        jeżeli tylko to zrobię.
                        Nawet w rozpaczy wątek na forum popełnił, mimo, że nie cierpi
                        internetowych forów;)
                        No nie poddawał się, mimo, że żadne zdroworozsądkowe argumenty do
                        mnie nie docierały.
                        Cóż, przytyłam parę kilo, zamieniłam rozmiar 34 na 36, więc i siłą
                        rzeczy biust mi się powiększył. A za to, że uchronił mnie przed
                        największą życiową głupotą, to do śmierci mu się nie wypłacę.

                        Jeszcze słówko o moich wahaniach nastrojów, które tak pięknie
                        zostały uwiecznione nawet w tym wątku, i które zasiały zamęt w
                        umysłach czytelników.

                        Z dwojga tak różnych osobowości, będących właściwie zupełnymi swoimi
                        przeciwieństwami, jakimi są moi rodzice, powstało dziecko. Dziecko
                        to dostało już na starcie zabójczą mieszankę cech z jednego i
                        drugiego, mieszankę
                        • kira_korpii Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 25.02.09, 22:18
                          cd.

                          Ach, jakże prosto byłoby być wyłącznie złym, albo dobrym. Nie toczyć
                          ze samym sobą odwiecznej walki.
                          Czy wy myślicie, że to łatwo tak żyć, kiedy na człowieka oddziałują
                          tak silnie siły odśrodkowe, kiedy jego motywy, działania, pragnienia
                          zdają się być sprzeczne?
                          Że to prosto wypracować sobie jakąś jednolitą linię postępowania i
                          przynajmniej w ogóle jej się trzymać? Że to tak łatwo ujarzmić
                          sprzeczności, tak, aby zrobić z nich chociaż w miarę spójną całość?

                          A przecież geny swoją drogą, a wychowanie swoją, bo życie w
                          hipokryzji, i matka, która do perfekcji opanowała sztukę
                          manipulacji, dołożyły swoje.


                          A jednocześnie doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że mogę co
                          najwyżej trzymać silną ręką, na krótkiej smyczy te moje demony, ale
                          nigdy nie będzie wolno mi ich zabić! Bo nie można ich unicestwić,
                          nie unicestwiając jednocześnie cząstki siebie.
                          I to właśnie miałam na myśli, mówiąc, że jestem wyjątkowa. Bo
                          przecież wyjątkową nie czyni mnie fakt bycia z żonatym facetem, no
                          ludzie, jak mogliście w ogóle tak pomyśleć?!;-)

                          Ja nie znam nikogo, kto byłby choć trochę do mnie podobny, a Bóg mi
                          świadkiem, że chciałabym taką osobę poznać.
                          Co ciekawe, przewertowałam swego czasu trochę literatury fachowej
                          pod kątem zaburzeń osobowości, no i nic nie pasuje. Ani to depresja,
                          ani choroba afektywna dwubiegunowa, nie jest to też borderline, ani
                          nawet osobowość wycofana. No a już na pewno zarzucenie mi osobowości
                          schizoidalnej było trafieniem kulą w płot.

                          Ale wiecie co? Nie zamieniłabym się z nikim innym. Innym zostawiam
                          spokojne, ułożone życie, ja pozostanę ze swoimi górkami i dołkami.

                          No i jeszcze kwestia dziecka.
                          Bo wygląda to tak, jakbym się miotała.
                          Może i się miotam.
                          Bo, Roterro, pisząc zdanie – rezygnacja z urodzenia dziecka dla jego
                          dobra – miałam do kur.wy nędzy, na myśli dobro DZIECKA przecież, a
                          nie faceta!

                          Bo zastanawiam się, czy fundować sobie dziecko, wiedząc to wszystko,
                          co wiem o sobie. Bo niewątpliwie będzie miało ono ze mną ciekawe
                          życie, ale może wolałoby się urodzić w normalnej, pełnej rodzinie?
                          Bo może potrzebna by mu bardziej była nudna, codzienna stabilizacja.
                          Chociaż…jak tak pomyślę, to mnie się nikt o zdanie nie pytał.

                          Więc jeżeli ta nieprzeparta chęć się pojawi, i będzie czymś więcej
                          niż tylko działaniem zwierzęcego instynktu macierzyńskiego, to nie
                          da rady stłumić jej niczyim wygodnictwem ani podporządkowaniem.

                          Nie wiem dlaczego tak wiele osób odniosło wrażenie, że ja tak bardzo
                          prę do tego, aby mieć dziecko.
                          Ja tylko powiedziałam, że w okolicach 29. urodzin, półtora roku
                          temu, zaatakował mnie instynkt macierzyński. Tak, że budziłam się i
                          zasypiałam z myślą o dziecku.
                          I to jest prawda.

                          A jednocześnie mogę powiedzieć, że ja nie lubię dzieci, nie mam z
                          nimi kontaktu, a za każdym razem, gdy kilka dni się spóźniam, wpadam
                          w panikę i czuję się jak zwierzę złapane w pułapkę.
                          Że moje życie teraz się skończy, że na chuj mi będą teraz moje
                          śliczne ubranka, wszystkie rozmiar 34-36, że wszystko, co dobre, już
                          jest za mną.
                          I to też jest prawda.

                          Ale tak naprawdę przyszłość jest w naszych rękach i sami możemy ją
                          kształtować.
                          Więc wszystko jeszcze pozostaje kwestią otwartą.

                          Osobiście myślę, że jeżeli tylko przetrzymam te pierwsze krytyczne
                          miesiące ciąży, to wszystko się ułoży.
                          Oczywiście, jeżeli tylko będziemy naprawdę tego chcieli.

                          No naprawdę długo wyszło. A mogłabym jeszcze dłużej:P
                          Ale jakoś tak, skoro to przecież mój wątek, nie mogę sobie odmówić
                          tego, aby chociaż spróbować postawić kropkę nad i.
                          • anula36 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 25.02.09, 22:28
                            zapisz sobie watek i postaw ta kropke za 2-3, moze 5 lat, wtedy to to bedzie ciekawe zakonczenie.
                            Po przeczytaniu obecnego zwiaztplilam zupelnie w prawdziwosc tej calej historii.
                            • murakami2 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 25.02.09, 23:29
                              anula36 napisała:

                              > zapisz sobie watek i postaw ta kropke za 2-3, moze 5 lat, wtedy to to bedzie ci
                              > ekawe zakonczenie.
                              > Po przeczytaniu obecnego zwiaztplilam zupelnie w prawdziwosc tej calej historii

                              Też mi się to od jakiegoś czasu wydaje dłuugo wymyslaną, dziwaczną fabułą. I ten
                              gość, czytający wątek, ha ha :)
                              Dziwaczna ta otwartość i szczegółowość w opisie różnych rzeczy. Jakby mówiona na
                              kanapce u najlepszej przyjaciółki. Przedziwny wątek.
                              • kira_korpii Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 25.02.09, 23:37
                                No dobra, przyznaję się. Zabawiłam się waszym kosztem.
                                Ja bym mogła jeszcze tak długo, ale widzę, że już nikt mi kroku nie
                                dotrzyma.
                                • margot50 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 26.02.09, 09:41
                                  A nie sądzicie, że to taka starsza wersja Isabell? Tamta pisze
                                  grafomańskie wierszyki, a ta chwali się swoim szczęściem na forum.Pan
                                  jest mocno starszy, znosi psychopatyczne zachowanie panienki
                                  /kompleks córeczki?/, ale jej własna matka nie akceptująca rówieśnika
                                  w roli "narzeczonego" córki zostaje nazwana manipulatorką.Wszystko moż
                                  naby tu o niej napisać, ale na bank, to ona normalna nie jest.
                                  Idż się leczyć dziewczyno i zacznij pisać wspomnienia, ku przestrodze
                                  zakochanych w żonatym. :)
                                • la.bruja Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 26.02.09, 09:50
                                  kira_korpii napisała:

                                  > No dobra, przyznaję się. Zabawiłam się waszym kosztem.
                                  > Ja bym mogła jeszcze tak długo, ale widzę, że już nikt mi kroku
                                  nie
                                  > dotrzyma.


                                  Jeżeli tak, to szkoda, że idea tego forum jest niszczona przez
                                  osobniki twego pokroju.
                                  Wiedziałam, że to twoje 'wypranie z emocji' jest mało autentyczne.
                                  Zal mi tylko ludzi, którzy zaangażowali się i stracili swoj czas na
                                  odpowiadanie ci.
                                • gardenersdog Nikt mi kroku nie dotrzyma! 26.02.09, 16:04
                                  A ja wcale nie muszę brać tej deklaracji na serio. Przecież mogę sobie założyć,
                                  że w jakimś aktualnym świecie możliwym istnieje taka rozhisteryzowana 30 letnia
                                  kira, będąca wciąż na etapie fascynacji anorektyczną prawniczką z serialu, która
                                  dla "ocalenia" wątku postanawia go sfalsyfikować.
                          • puciatkowa Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 25.02.09, 22:51
                            Rozumiem kochana, ze przewertowalas literature i Ci wyszlo, ze jestes zdrowa
                            psychicznie. Ja tez psychiatra nie jestem, ale sie w zyciu napatrzylam i mysle,
                            ze to chyba jednak jest CHAD.
                            I smialo mazna z nim zyc nieleczonym uwazajac sie za wyjatkowa osobe. Do
                            pierwszej manii. One lubia przychodzic po 30-tce.
                            Pilnuj sie.
                            Bez zlosliwosci.
                            • kira_korpii Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 25.02.09, 23:07
                              No ale to naprawdę nie jest CHAD;-)

                              Dawno wykluczone.
                              Nie ma okresów manii ani depresji.

                              Przy czym, nieporozumienia może biorą się stąd, że ja na wyrost
                              używam takich słów jak depresja, załamanie nerwowe.
                              Kto mnie dobrze zna, ten juz rozumie.
                              Zawsze zadziwia mnie, kiedy ludzie traktują tak serio serio każde
                              moje słowo.
                              Ostatnio moja szefowa uwierzyła, że chcę eksmitować kota do piwnicy;)

                              Ale może faktycznie nie powinnam sobie żartować z tak poważnych
                              rzeczy:(
                              • triss_merigold6 Cóż 26.02.09, 12:48
                                Są faceci, których podniecają kobiety chore psychicznie,
                                niezrównoważone, niedojrzałe. Te skoki, jazdy, zmiany nastrojów,
                                egzaltacja, etc. śmiesznawe i drażniąceu 30 letniej baby, pewnie
                                tego akurat pana kręcą.P
                          • fotozwierz Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 26.02.09, 11:44
                            Parę słów pragnę dodać do tego co już zostało powiedziane.
                            Dla mnie założycielka wątku to:
                            - przerażająca materialistka (prezenty, w wątku o dziecku, bardziej
                            niż jego uczucia ważne jest czy „tatuś” zapewni materialny byt, była
                            mowa o dziedziczeniu), która jawi się jako osoba pozbawiona głębi
                            uczuć, która myli wdzięczność za swoją wygodę z miłością, bo tak
                            naprawdę skąd ma wiedzieć co nią jest (jeżeli ktoś nigdy nie widział
                            słońca [albo w tym przypadku po prostu nie jest w stanie ujrzeć] nie
                            będzie przeszkadzał mu deszcz),
                            - jak już wiele osób podkreślało niewyobrażalna egoistka przekonana
                            o swojej wyjątkowości, która to wyjątkowość opiera się na zupełnie
                            przeciętnej NIEZDOLNOŚCI DO KONTROLOWANIA EMOCJI tak powszechnej,
                            która dla założycielki wątku jest ‘jazdą po bandzie’ (jestem
                            wyjątkowa, to mnie wyróżnia, mam wyjątkowo popapraną psychike –
                            zapewne porównuje się do wielkich indywidualistów typu Salvador
                            Dali, etc.), zupełne oszukiwanie siebie, typowe podejściej
                            niedojrzałych, mających niskie poczucie wartości osób,
                            - niezdolna do prawdziwego odczuwania, miłością i przeznaczeniem
                            nazywa związek, w którym tylko bierze, taka relacja nie może być
                            prawdziwa, aby kochać trzeba coś z siebie dawać,
                            - wreszcie nieznoszącą krytyki jednostką, która szybko sprowadza ton
                            dyskusji do bardzo niskiego poziomu, gdy czuje się atakowana,
                            wartościowi i pewni siebie ludzie tak nie postępują
                            Podsumowując, założycielka wątku jawi się jako płytka, zmanierowana,
                            sztuczna, egoistyczna jednostka z popapranym systemem wartości i
                            hierarchią priorytetów (plus żyjącą w po części w wyimaginowanej
                            rzeczywistości). Tak wiele osób pisze o tym czy rzeczywiście jest
                            szczęśliwa i czy będzie. Ja szczerze wierzę, że jest szczęśliwa i
                            może być, ale jakim kosztem, co traci, co ją omija…. Czyż dla
                            prostego chłopa z XV wieku największym szczęściem nie byłoby
                            otrzymywanie od pana coraz większych połaci ziemii i nie dzielenie
                            się nią z nikim od siebie nie dając praktycznie nic, uprawianie
                            plonów i korzystanie z nich samemu? Jasne, że będzie, aczkolwiek jak
                            puste, płytkie, jednowymiarowe (materializm) jest to życie.
                            Wątek ten we mnie osobiście budzi niesmak, objawia się w nim to
                            czego staram się unikać u ludzi, o ile trafiłam choć w 50% z
                            diagnozą to życzę opamiętania się, może nauczysz się odczuwać
                            głębiej i nazywać rzeczy po imieniu (to o czym założycielka wątku
                            tutaj pisze to na pewno nie miłość, dzięki miłości się lata, a
                            założycielka wątku jedynie przerażająco stąpa po ziemii).
                          • caline-czka78 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 06.03.09, 21:42
                            A po co Ty wogole ten watek zaczelas?skad pomysl zeby na to forum wejsc?Pewna
                            siebie to moze i jestes ale swojej przyszlosci to raczej nie jestes taka pewna.
    • idealnaweronika_18 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 26.02.09, 08:27
      W żadnym wypadku nie będę Cię krytykować, ja Cie rozumiem:) Sama byłam (a może
      nadal jestem) w takiej sytuacji, tyle że facet nie jest żonaty a zaręczony (w
      sierpniu ślub) staż też mam o wiele krótszy bo tylko a może aż pół roku. To on
      mnie poderwał, zawrócił mi w głowie, to on chodził płakał przy mnie mówiąc że
      mnie kocha i chce tamtą zostawić, na początku wcale mi na tym nie zależało,
      dopiero później gdy naprawdę zaczęło mi zależeć, zaczęłam wierzyć, że tak
      będzie, że odejdzie od niej, zostanie ze mną. Jest ode mnie o 10 lat starszy,
      ale naprawdę świetnie się dogadujemy. Nigdy się z nim nie kochałam, owszem
      doprowadzaliśmy się do orgazmów poprzez inne sposoby ale do niczego innego,
      nigdy nie doszło. Do sierpnia zostało 6 miesięcy, przestałam wierzyć, że zostawi
      dla mnie tę dziewczynę. Jeszcze tydzień temu dostawałam od niego sms-y że kocha,
      tęskni a teraz gdy mu powiedziałam o tym co czuje i chciałam się dowiedzieć jak
      wyobraża sobie przyszłość, to on mi oferuje przyjaźń, bo nie ma na tyle odwagi
      żeby odejść... Dopiero teraz zaczynam przeklinać dzień w którym go poznałam,
      jeszcze niedawno był mi tak bliski, tak wiele bym dla niego zrobiła a teraz
      wydaje mi się zupełnie obcym człowiekiem. Tak naprawdę dopiero teraz pokazał
      swoją prawdziwą twarz. Żałuję z całego serca że tak późno otworzyły mi się oczy
      bo ból jaki teraz czuje jest naprawdę okropny, ale sama się na niego skazałam i
      sobie zasłużyłam.

      Chciałam zapytać, czy dla Ciebie nie było to trudne do zaakceptowania to że, on
      robi z nią to samo co z Tobą, bo ja gdy wiedziałam że jest u niej szalałam po
      prostu z zazdrości.
    • ciezka_cholera Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 26.02.09, 11:16
      Przepraszam, za podbijanie trolowego watku, ale na jego podstawie takie mnie
      meczy ogolne wrazenie:
      gros z posrod osob wypowiadajacych sie w tym watku, w jakistam sposob wspolczulo
      autorce. Zastanawiam sie wiec, czy ja jestem taka nieczula, ze nie stac mnie na
      wspolczucie dla doroslej osoby, ktora sama sobie zapracowala na swoje
      nieszczescie (zakladajac, ze ono rzeczywiscie bedzie mialo miejsce)? Pisze to w
      szczegolnoscie do osob, ktore w tym watku wypowiadaly sie w tonie zyczliwej
      troski - zupelnie Wasza postawa wydaje mi sie niezrozumiala - wspolczuc komus
      kto sam pakuje sie w gowno (w Waszym mniemaniu), na wlasne zyczenie i raniac
      przy tym przynajmniej jedna osobe? Musicie miec naprawde glebokie poklady
      cieplych uczuc i duuuzo empatii :-), bo ja w powyzszej sytuacji odczuwam jedynie
      zniecierpliwienie i niesmak. Szkoda mi jest bardzo ofiary wypadku, ale jesli ona
      sama siedzialaby na torach pogwizdujac wesolo i twierdzac, ze pociag ani chybi
      sie wykolei zanim ja przejedzie, to (zakladajac, ze jest to osoba zdrowa
      psychicznie), wybaczcie Panstwo, ale po prostu dochodze do wniosku, ze skrajna
      glupota eliminuje sie sama. Jakkolwiek brutalnie to brzmi, to tak wlasnie uwazam.
      To takie rozwazania teoretyczne na podstawie wydumanej historii Kiry.
      • murakami2 cięzka cholero 26.02.09, 16:55
        To jest taka miła strona tego forum, że usiłuje się zrozumieć nawet najbardziej
        dziwne jednostki, ale ja akurat w tym przypadku podzielam Twoje uczucia.
        • nie_alicja Re: cięzka cholero 01.03.09, 03:33
          niezależnie od tego, czy autorka trolluje, czy nie, przydałaby się jej
          długotrwała specjalistyczna opieka. w obu przypadkach laska jest pogięta jak
          sprężynka.

          ale, zgadzając się z cholerą, uznaję, że selekcja naturalna też jest sensownym
          wyjściem.
    • papuga66 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 01.03.09, 08:37
      A ja Ciebie rozumiem.
      Każdy ma prawo wyboru a stereotypy dziś nie są wzorcami.
      • paprotka48 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 01.03.09, 10:11

        Jeszcze 3 lata potępiłabym Ciebie Kiro.
        Dziś patrzę na takie rzeczy trochę inaczej.
        Odkąd jestem sama,przejrzałam na oczy i widzę to,
        czego nie dostrzegałam przez lata.
        Takich związków jak Twój jest wokół nas całe mnóstwo,
        a my "szczęśliwe" żony nie przypuszczamy nawet,że nasi mężowie
        używają sobie na boku (w drugim związku).
        Ja przeżyłam 25 lat w najszczęśliwszym (moim zdaniem) małżeństwie
        do czasu,kiedy to kochanka męża dała mu wybór: żona albo ona.
        Wybrał ją (8 m-cy znajomości) przekreślając mnie i całe nasze życie.
        Wszyscy wiedzieli o tym i innych jego wyskokach,tylko nie ja.
        I gdyby nie głupota tej jego kochanki (wybór),
        to do dziś wszyscy byliby "zadowoleni":
        - ja,bo nadal miałabym męża i żyłabym sobie w "szczęśliwym" związku,
        - ona,bo miałaby kochanka- gotowego na każde jej skinienie,
        - on,bo miałby "stabilizację" w związku i bzykanko na boku.
        Końcowy efekt tego jest taki:
        - ja nareszcie jestem szczęśliwą,chociaż samotną kobietą,
        człowiekiem wartościowym i zadowolonym z życia.
        - on natomiast zdziadział zupełnie,zachowuje się jak jakaś
        skończona ofiara,nie dba o siebie,
        a na barki przybyło mu conajmniej 10 lat.

        Piszę to wszystko po to,abyś kiedyś Ty Kiro nie straciła rozumu
        i nie postawiła swojego przyjaciela przed wyborem: ja albo ona.
        Jeśli będziesz trzymać się tej zasady,to wszyscy przejdziecie
        przez życie na swój sposób szczęśliwie.

        Życzę Ci wszystkiego dobrego.
        Powodzenia

        • papuga66 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 01.03.09, 14:43
          bardzo rozsądne podejście Paprotko-podoba mi się
        • caline-czka78 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 01.03.09, 19:18
          I gdyby nie głupota tej jego kochanki (wybór),
          > to do dziś wszyscy byliby "zadowoleni":
          > - ja,bo nadal miałabym męża i żyłabym sobie w "szczęśliwym" związku,
          > - ona,bo miałaby kochanka- gotowego na każde jej skinienie,
          > - on,bo miałby "stabilizację" w związku i bzykanko na boku.

          Skad ta pewnosc?a co byloby gdybys to ty dowiedziala sie o tym iz malzonek cie
          zdradza.on mimo wszystko chcialby miec was dwie bo tamta nie dalaby mu wolnego
          wyboru.myslisz ze bylabys szczesliwa?ja mysle ze nie.
          • paprotka48 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 01.03.09, 19:48
            Calineczko - źle mnie zrozumiałaś!!
            Ja mówiłam o tym,że "drugie" życie partnera nie powinno
            ujrzeć światła dziennego i to jest zadanie również
            dla kochanki/kochanka.
            Jeżeli ktoś świadomie godzi się na związek ja+mąż+ona,
            to w moich oczach jest niewiele wart.
            Co innego,kiedy żyjemy w nieświadomości
            i wszyscy troje jesteśmy zadowoleni bo: czyt.jak w poście powyżej.

        • bi_chetny Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 20.03.09, 12:56
          paprotko: życiowe i prawdziwe. oczywiście najfajniej jeśli takie rzeczy się nie
          dzieją, ale z drugiej strony zakładanie że mnie się nie przydarzą jest naiwne.
          pozdrawiam i życzę powodzenia :)
    • paprotka48 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 01.03.09, 17:22
      Witaj Papugo!
      Nie wiem kim jesteś,ale coś mi się zdaje,
      że nadajemy na tych samych falach.
      Ja mam 50 lat i wieeeeeele przeszłam
      przez ostatnie 3 lata mojego życia,ale przyznam,że MIMO WSZYSTKO
      nie były one takie straszne - co ja mówię,
      były całkiem "do wytrzymania",a dziś uważam,
      że to najlepszy okres w moim życiu,bo:
      dzieci odchowane,mam czas dla wnucząt,nie wyglądam nocami przez okno
      w oczekiwaniu na męża (jest u kochanki,a ja martwię się o to,
      czy aby nic mu się nie stało,bo przecież miał wrócić koło północy
      ze spotkania "integracyjnego"),
      nie piorę jego gaci (czyt.bokserek też..feee.) ani koszul,
      w których paradował ze swoją "dziewczyną",
      nie gotuję udziwnionych i przepysznych obiadków,
      i nie sponsoruję jego kosztownego hobby.
      Za to gotuję i jem to,na co mam ochotę,
      urlop spędzam tak,jak mi się podoba i gdzie chcę,
      nareszcie mam czas i pieniądze na aerobik i naukę j.obcego,
      i na całą masę różnych rzeczy.
      Mój świat nie zawalił się,a wręcz przeciwnie - właśnie
      dostrzegłam,jaki jest piękny.
      Szkoda tylko,że Ci wszyscy urodziwi i zadbani faceci są żonaci.
      Jestem w takim wieku,że szanse na znalezienie życiowego partnera
      są nikłe,bo:
      - kawalerów niewielu,ale taka opcja wogóle nie wchodzi w rachubę,
      - rozwodnicy - los na loterii,ale raczej nie ma co się spodziewać
      większej wygranej,
      - wdowcy - cóż,są jak na lekarstwo i wyłowieni,zanim jeszcze
      nimi zostaną.
      Pozostaje romans z żonatym facetem,
      ale taki po cichu,bez krzywdzenia żony (wilk syty i owca cała).
      W takim "związku" mężczyzna" czuje się pełnowartościowym człowiekiem,
      prawowita żona ma "trochę świętego spokoju" od wiecznie spragnionego
      seksu męża,a kochanka jest szczęśliwa i zawsze zadowolona,
      bo facet przyjdzie,będzie jak zwylke miło i..... pójdzie sobie.
      Bo po 50-tce ileż zostało nam "dobrego" życia?
      Więc korzystajmy póki czas,ale nie bądźmy zbyt zachłanne.
      Ważne,abyśmy korzystając ze swojego szczęścia,
      nie unieszczęśliwiły innych.
      • zuziam4 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 02.03.09, 18:19
        teraz to jestem naprawdę zaskoczona głupota żon!!Po co wam taki facet co ma dupy
        na boku??żeby był??to upokarzające..nie jestem w stanie zrozumieć postawy
        uroczej kochanicy kiry, która jest na każde zawołanie. Zawsze w rankingu
        wypadnie lepiej niż zmęczona żona i choć opowiada dyrdymały, że kochanek nosi ja
        na rękach, sponsoruje, i jest zawsze kiedy jest potrzebny to jest dokładnie
        odwrotnie. ON dyktuje warunki, on przychodzi kiedy może lub żonka go zwolni z
        obowiązku, on nie chce rezygnować z małżeństwa a kira jest tylko byle jakim
        tworem dla zabicia czasu...gdyby było mu tak wspaniale z kochanką byłby mieszkał
        już z nią!!!To głupie tłumaczenie, że kocha dwie kobiety jednocześnie i nie może
        się zdecydować. ON kocha wyłącznie siebie, korzystając z głupoty otaczających go
        bab!!!Gratuluje i żonom tolerancyjnym czy głupim??nie wiem i kochankom takim jak
        kira. Dobrze się dziewczyna ustawiła, sponsoring jest teraz w modzie. A gdzie
        miejsce na MIŁOŚĆ WIERNOŚĆ UCZCIWOŚĆ????
      • papuga66 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 03.03.09, 17:11
        paprotka48 napisała:

        > Witaj Papugo!
        > Nie wiem kim jesteś,ale coś mi się zdaje,
        > że nadajemy na tych samych falach.

        o tak chyba nadajemy, witaj Paprotko
        My jesteśmy dojrzałymi kobietami - bardzo dojrzałymi i już na "pewne" sprawy
        całkiem inaczej patrzymy (delikatnie mówiąc i z przymrużeniem oka)
        Ja może nie mam aż takiej swobody ( wierz mi a bardzo bym chciała),ale w pełni
        Cię rozumiem i popieram. To nie rozmowa na forum a na pewno wiesz dlaczego. Wiec
        jeżeli będziesz miała ochotę porozmawiać to zapraszam na gazetowego. pzdr papuga

        • paprotka48 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 03.03.09, 21:57

          Witaj Papugo!
          Cieszę się,że napisałaś do mnie.
          Z największą przyjemnością pogadam z Tobą,
          ale nie bardzo wiem jak i gdzie mam to zrobić,
          bo swój osobisty komputer mam od niedawna
          i można powiedzieć,że "stawiam pierwsze kroki" w wirtualnym świecie.
          Może założę sobie GG (córka pomoże) lub Ty coś poradź.

          Zapewniam Cię,że uśmiech i dobry humor to moje walory,
          a miłych Znajomych nigdy za wiele.

          Pozdrawiam Cię serdecznie
          i życzę dobrej nocy.
          ps.
          jutro,dopiero po powrocie z pracy zajrzę tutaj.

          • papuga66 Re: do Paprotki 04.03.09, 07:19
            tak, tak, nie będziemy zapychać prywatą forum. Proponuję zatem Twoje pierwsze
            kroki na poczcie gazetowej. Mój adres papuga66@gazeta.pl Twój-
            paprotka48@gazeta.pl (córa na pewno Ci pomoże). Na poczcie przekażemy sobie nr GG
            pzdr. i miłego dnia życzę
            • paprotka48 do Papugi66 04.03.09, 15:18

              Witam Cię

              Wszystko się zgadza - mój adres też.
              Napiszę do Ciebie na ten gazetowy.

              Pozdrawiam cieplutko
    • lalcia25 Re: A mnie jest dobrze w takim związku. Z żonatym 12.03.09, 14:05
      hej,
      Czytam i Cie rozumiem.
      Przeszłam przez to wszystko. 2,5 roku to trwało. i sie skończyło.
      Tez miałam brylanty, super chatę, modne ciuchy i Bóg wie co jeszcze.
      Miałam wszystko. Oprócz jego. Nas dzieliła odległośc. Też to
      akceptowałam. Też mi się wydawało, ze mogę na niego liczyć w każdej
      sytuacji, też woził mnie do lekarza gdy było trzeba, też jecha ł do
      mnie z językiem na wierzchu gdy potrzebowałam go. do czasu. Pani
      żona sie dowiedziała. Mój ukochany nie chce mnie już. Nagle zdał
      sobe sprawę że to mnie mozna najłatwiej się pozbyć. I powiem Ci tak.
      Wczesniej czy póżniej żona się dowie. wiem, wszystko zalezy od
      meżczyzny, nie wolno generalizować. Może wybierze właśnie ciebie.
      Życzę ci tego jeśli go kochasz. co będzie jak Cię zostawi bo żona?
      skoro co jakis czas robisz mu jazdy i chcesz się z nim rozstać to
      chyba nie do końca akceptujesz siebie jako ta drugą.. Słuchaj nigdy
      nie będziesz najważnejsza. Nigdy. Zawsze będziesz jego chodzącym
      cieniem. Ja swoja miłośc juz przeżyłam. nie żąłuję. Drugiej takiej
      nie znajdę nigdy. Wiem to. Ale zostałam sama. Z totalnym
      rozpierdolem w sercu i mózgu na całe zycie. Chroń się. Bądź
      zdecydowana kobietą. Życzę szczęscia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka