bellis26
28.12.09, 15:26
się jak najskuteczniej unicestwić... moja lekarka może będzie
dopiero 5 stycznia, bo na razie jest na zwolnieniu... kompletnie na
nic nie mam nastroju, a na pewno nie na sylwestra... pół nocy dziś
płakałam, że gdybym umarła na zawał, to wszyscy by rozpaczali i
współczuli, że cierpiałam, a tak to wszystkim wszystko jedno czy
umrę czy nie (no może poza moim chłopakiem, który wie o ChADzie)...
wręcz wszyscy poza nim będą świętować, że w końcu mnie nie ma,
komentować, że uciekłam od życia... łatwo jest oceniać, jak samemu
się nigdy nie było u kresu wytrzymałości psychicznej... od paru
miesięcy żyje wśród myśli i zamiarów samobójczych 48h/dobę i nic na
mnie nie działa... zabiera mi to godność człowieka, okrunie zabija
moje "ja"... mam nadzieję, że to się kiedyś skończy... ile trwała u
Was najdłuższa depresja? U mnie to już jakieś pół roku...