28.12.09, 15:26
się jak najskuteczniej unicestwić... moja lekarka może będzie
dopiero 5 stycznia, bo na razie jest na zwolnieniu... kompletnie na
nic nie mam nastroju, a na pewno nie na sylwestra... pół nocy dziś
płakałam, że gdybym umarła na zawał, to wszyscy by rozpaczali i
współczuli, że cierpiałam, a tak to wszystkim wszystko jedno czy
umrę czy nie (no może poza moim chłopakiem, który wie o ChADzie)...
wręcz wszyscy poza nim będą świętować, że w końcu mnie nie ma,
komentować, że uciekłam od życia... łatwo jest oceniać, jak samemu
się nigdy nie było u kresu wytrzymałości psychicznej... od paru
miesięcy żyje wśród myśli i zamiarów samobójczych 48h/dobę i nic na
mnie nie działa... zabiera mi to godność człowieka, okrunie zabija
moje "ja"... mam nadzieję, że to się kiedyś skończy... ile trwała u
Was najdłuższa depresja? U mnie to już jakieś pół roku...
Obserwuj wątek
    • 36.a Re: Chcę... 28.12.09, 15:33
      Nie chcę być niemiła, ale. Ile tu faktów, a ile literackiej
      fantazji?
      Twój poprzedni nick to daifaik, tak?
      Faktycznie poszłaś do lekarza?
      • bellis26 Re: Chcę... 28.12.09, 15:47
        Tak, chodzę do lekarza - moja lekarka to Elżbieta Kobrzyńska-
        Żochowska. Mam stwiedzony ChAD typu II - mam "głębokie" depresje i
        lekkie stany maniakalne...
        • chin_chilla Re: Chcę... 28.12.09, 16:04
          >Mam stwiedzony ChAD typu II - mam "głębokie" depresje i
          > lekkie stany maniakalne...
          Witam w klubie wink Ja mam jeszcze szybką zmianę faz, więc hardkor na całego uncertain
          Co do twojej wypowiedzi - nie wiem ile u mnie trwała najdłuższa depresja, pamięć mi nie działa.
          Ale wiem dokładnie jak się czujesz. Ja kiedyś rozmawiałam o samobójstwie z moją psycholożką. powiedziałam jej, że jeśli umrę to nic się nie zmieni, ludzie trochę popłaczą i potem zapomną. Wrócą do swojego życia.
          Ale prawda jest inna. Każde z nas jest dla kogoś ważne, a jeśli nie, to może być. Nie jesteś w stanie przewidzieć, jak się potoczy twoje życie. Nie wiesz, jak będziesz wpływać na innych ludzi. A jeśli się zabijesz, to zaprzepaścisz na zawsze szansę, na zrobienie czegoś dobrego w życiu - choćby nawet to dobro było małe jak ziarnko piasku, będzie ważne.
          Wiem, ze w ciężkiej depresji (bo dla mnie jak są myśli S to już jest ciężka) trudno dostrzec, że możemy coś znaczyć, że warto jest dla czegoś żyć i walczyć.
          Ja zawsze jak wsiadam do samochodu modlę się o wypadek ze skutkiem śmiertelnym - moim. Modlę się o to, zeby pijany kierowca zabił mnie, a nie jakieś przypadkowe dziecko. Ale zostawiam to życzenie w sobie jako objaw choroby i cierpienia z którym muszę żyć. Wydzieliłam dla tych odczuć kawałek mojej duszy bo cóż mogłam zrobić? Jedynie pogodzić się, ze one tam są. Może ty tez powinnaś tak zrobić?
          Bo jak się odgrodzi te uczucia, to można poszukać w sobie kawałka własnego, nieskażonego chorobą ja, które pozwoli ci przetrwać i będzie walczyć dla ciebie.
          • skwr2 Re: Chcę... 28.12.09, 16:19
            chin_chilla napisała:

            > Modlę się o to, zeby pijany kierowca zabił mnie, a nie jakieś
            przypadko
            > we dziecko. Ale zostawiam to życzenie w sobie jako objaw choroby i
            cierpienia z
            > którym muszę żyć. Wydzieliłam dla tych odczuć kawałek mojej duszy
            bo cóż mogła
            > m zrobić? Jedynie pogodzić się, ze one tam są.
            Ja zaś odsuwam chorobę jak najdalej od mieszkającego ze mną syna. Ma
            prawo do normalnego życia. Bardzo to trudne, ale nie obciążam go
            swoim wewnętrznym piekłem. Może to wlaśnie stanowi zdrową część
            utrzymującą mnie na powierzchni?

        • skwr2 Re: Chcę... 28.12.09, 16:20
          bellis26 napisała:

          > Mam stwiedzony ChAD typu II - mam "głębokie" depresje i
          > lekkie stany maniakalne...
          Witam Koleżankę.
        • ditta12 Re: Chcę... 28.12.09, 19:03
          bellis26 napisała:

          > Tak, chodzę do lekarza - moja lekarka to Elżbieta Kobrzyńska-
          > Żochowska.

          brrrrr(zimny dreszcz)sad
          • drugikoniecswiata Re: Chcę... 29.12.09, 20:17
            Dlaczego, Ditta? Byłam u dr K-Ż dwa razy na konsultacji w BON na UW, zrobiła na
            mnie bardzo pozytywne wrażenie.
            Bellis, dobrze że chodzisz do lekarza.
            Myślałaś o terapii?
            • ditta12 Re: Chcę... 29.12.09, 21:32
              drugikoniecswiata napisała:

              > Dlaczego, Ditta? Byłam u dr K-Ż dwa razy na konsultacji w BON na UW, zrobiła na
              > mnie bardzo pozytywne wrażenie.

              Wybacz że nie napiszę,to wspomnienia sprzed lat,stąd ten zimny dreszcz.
    • skwr2 Re: Chcę... 28.12.09, 16:12
      bellis26 napisała:

      > pół nocy dziś
      > płakałam, że gdybym umarła na zawał, to wszyscy by rozpaczali i
      > współczuli, że cierpiałam, a tak to wszystkim wszystko jedno czy
      > umrę czy nie (no może poza moim chłopakiem, który wie o
      ChADzie)...
      > wręcz wszyscy poza nim będą świętować, że w końcu mnie nie ma,
      > komentować, że uciekłam od życia...
      Nie chcę Cię w najmniejszym stopniu urazić, ale nsuwa mi się myśl,
      że swoje samobójstwo projektujesz jako swoistą karę dla bliskich za
      brak zrozumienia i odpowiedniej troski. Tak nie można. Jakby nie
      patrzeć, sami odpowiadamy z swoje życie wraz z jego ciężarem. Gdy
      zyskujemy wsparcie, jest pięknie, ale jego brak nie usprawiedliwia
      narzucenia tragicznego ciężaru na barki najbliższych. My także
      odpowiadamy za innych. Pewnych rzeczy nie wolno im zrobić. Może
      kiedyś tam ... Sama mam dla siebie otwartą taką perspektywę.

      > łatwo jest oceniać, jak samemu
      > się nigdy nie było u kresu wytrzymałości psychicznej... od paru
      > miesięcy żyje wśród myśli i zamiarów samobójczych 48h/dobę i nic
      na
      > mnie nie działa...
      > zabiera mi to godność człowieka, okrunie zabija
      > moje "ja"...
      Rozumiem Cię, na pewno inne osoby także.

      > mam nadzieję, że to się kiedyś skończy...
      Nawet nieleczona depresja kiedyś się wypala.
    • cumulonimbus123 Re: Chcę... 28.12.09, 17:52
      Bellis, a co z Twoją przyjaciółką, o której pisałaś? Naprawdę wszyscy są tacy
      okropni, że tak źle ich oceniasz?
      Tak czy inaczej, trzymaj się ciepło.
    • balbina_alexandra Re: Chcę... 30.12.09, 01:42
      U mnie najdłuższy epizod trwał właśnie pół roku. Był bardzo ciężki.
      Ja mam za sobą próby samobójcze i już wiem że nigdy więcej tego nie
      zrobię, choć te myśli wracają czasem. Denerwuję się jak ktoś pisze o
      samobójstwie w taki sposób jakby chciał "ukarać" bliskich. W ogóle
      nie mogę czytać jak ktoś pisze że chciałby... Dla mnie to jedne z
      najstraszniejszych doświadczeń w życiu, nie planowałam, nie
      chciałam, nie mówiłam o tym, to tak w którymś momencie samo
      przyszło - słabłam coraz bardziej, i nie miałam już kompletnie siły,
      i bolało mnie wszystko, i czułam jak wpadam w jakąś głęboką matnię,
      jak z każdym krokiem pogrążam się coraz bardziej... chciałam żeby to
      wszystko już się skończyło, chciałam już nic więcej nie czuć. Wiesz
      jak strasznie przeżywają to rodzice? A ja byłam już dorosłą kobietą.
      Jak strasznie rodzice przeżywali moją anoreksję? Najbardziej mój
      zdawałoby się twardo stąpający po ziemi śp. tata! Nie mieszkalam z
      nimi wtedy, jak zobaczył mnie przy obiedzie, i się rozpłakałam...
      tata nie mógł zrozumieć, przecież byłam inteligentną, atrakcyjną
      dziewczyną. A ja powiedziałam "tato, czemu zawsze jak byłam mała
      mówiłeś do mnie Olucha klucha?" Mój tata płakał razem ze mną, bardzo
      kochał mnie i siostrę i bardzo długo się zadręczał moimi słowami.

      Rodzice zawsze przeżywają to co się dzieje z dziećmi. Ja jestem już
      po 30, a moja mama i siostra ciągle się o mnie martwią. Moja mama
      sama cierpi na ciężkie depresje i wiem, że ze względu na nią już
      nigdy nie zrobię niczego głupiego. Czasem w nerwach zdarza mi się
      przedawkować leki, widzę jak moja mama i siostra to przeżywają...


      Wracając do Ciebie: nikt nie wie o Twojej chorobie oprócz chłopaka?
      Rodzice nie wiedzą? Nie powiedziałaś im? Chyba powinnaś im
      powiedzieć, nie sądzisz? Przecież to najbliższe Ci osoby, pewnie
      mieszkacie pod jednym dachem, więc tym ważniejsze jest by ktoś Cię
      obserwował, pilnował byś brała leki, zauważał zmiany w nastroju itd.

      Jak długo bierzesz leki i jakie? Zapewne bierzesz antydepressanty
      jakieś, jak długo? Jaki stabilizator do tego? Czasem bardzo dużo
      czasu zabiera zanim antydep zacznie działać. Mi w ciężkich
      depresjach zajmowało to zawsze kilka tygodni i na początku nasilały
      mi się myśli samobójcze. Musisz się uzbroić w cierpliwość. A czasem
      trzeba zmienić lek, czasem trzeba połączyć dwa itd. Napisz co
      bierzesz, w jakiej dawce i jak długo. Może ktoś z forumowiczów brał
      i podzieli się opinią.


      Sylwestrem bym się nie przejmowała, niektórzy nigdy nie są w
      nastroju na świętowanie końca roku. Nie masz nastroju, zostań w
      domu. Porozmawaj z kimś w kim masz oparcie - z chłopakiem? Masz
      jakąś przyjaciółkę?


      I jeszcze jedna rzecz, która od pewnego czasu po łbie mi się
      kołacze. Na pewno masz chad? Nie jednobiegunową depresję? Jesteś
      bardzo młodziutka, bardzo rzadko diagnozuje się chad u tak młodych
      osób. Zwłaszcza typ II. Najczęściej diagnozuje się wcześnie tych,
      którzy mają szybko jakiś epizod psychotyczny, u pozostałych
      statystycznie jakieś ileś tam lat, do 10.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka