Pojawił się mężczyzna. Miesiąc temu. Jakoś tak przez przypadek. Kompletne zaskoczenie.
Kompletna porażka. Nie wolno mi nic do niego czuć. Nie wolno mi myśleć. Modlę się, by wytrzymać, by zdać ten egzamin. Bo oboje jakoś wręcz irracjonalnie oszaleliśmy. Irracjonalnie bo nie ma to żadnych uzasadnionych podstaw. Zaczęło się głupio. Po prostu wpadliśmy na siebie w tym życiowym pędzie. W nawale życiowych spraw i obowiązków.
Muszę to wytrzymać. Muszę tylko zapanować nad tym co czuję. A czuję wręcz istne szaleństwo. To wzmaga się każdego dnia, choć walczymy z tym oboje.
On zrobił na mnie ogromne wrażenie. Jak nikt dotąd (poza moim terapeutą

).
Zrozumiałam, że jestem jednym wielkim głodem. Ze łapczywie chwytam każde jego słowo.
Od tylu lat jestem sama. Nie sądziłam, że ktoś się pojawi. Byłam przekonana, że będę tak już sobie żyć, ze skrywanymi gdzieś głęboko pragnieniami. On uruchomił we mnie lawinę pragnień.