Dodaj do ulubionych

Nie! nie! nie! - pomocy!

15.04.12, 19:30
Moja mama choruje na CHAD choroba afektywna dwubiegunowa - taką ma diagnozę od psychiatry i na wypisach ze szpitali. Obecnie jest od września do teraz ( w tym 2 m-ce w szpitalu) w totalnym dole. Niby leki ją troszkę postawiły na nogi, ale i tak nie ma w niej ani krzty życia. Nie wiem co mogę zrobić i jak ją przekonać żeby chciała wyzdrowieć, bo ona nie chce. To znaczy chce, ale sama sobie nie pomaga, nic z tym nie robi bo nie wierzy że wyzdrowieje. Wszystko, każdy mój pomysł i innych odrzuca....
psa? - nie!, kata? - nie!, spacer?, chór?, wyjazd?, do mnie?, do siostry?, na terapię? - na wszystko odpowiada - nie!
Co ja mogę zrobić? boję się, bo na pytanie co by chciała odpowiada - umrzeć, albo zasnąć i się nie obudzić.
Obserwuj wątek
    • 39.a Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 15.04.12, 20:20
      Jak Ją przytulasz, kopie?

      (tak pytam, z ciekawosci)

      bo depresja to wlasnie stan bez krzytyny zycia...
      i ja też nie umiem "wziac sie w garsc" smile
      • kajka68 Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 15.04.12, 20:26
        ANN ma rację.Ostatnio sama ze soba tak miałam...a zaczepki typu co byś chciała chyba nie pomagają ...może po prostu być obok i nastawić się na słuchanie? o ile ta osoba będzie już o siłach gadać?
        • 39.a Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 15.04.12, 20:32
          nie wiem, czy mam rację.

          na razie doszlam do wniosku, ze poza moja "trumna" jest swiat. u moich rodzicow jest cieplo, przytulnie, pachnie obiadem i ciastem. nie jem tego, bo odmowilam przyjmowania od nich jedzenia big_grin ale TO jest.
          jest tez swiat za oknem, przyjazniejszy niz moja trumna. ale kiedy sie podniose? nie wiem
    • dr.zabba Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 15.04.12, 20:29
      Jedno, co tylko możesz skutecznego robić, to pilnować, żeby jadła leki.
      W ChAD depresje są głębokie, długie i upierdliwe.
      Moje zdanie jest, że pomagają tylko leki - na pewno na stan, jaki opisałaś.

      To co opisujesz, to właśnie, wypisz, wymaluj, depresja.
      Zasnąć i nie obudzić się - znam, znam.
      Jedynym ukojeniem był sen, tylko trwał za krótko.
      • 39.a Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 15.04.12, 20:39
        odrobina więcej kwetiapiny (optymalnie dla mnie jest 150, niepotrzebnie biorę 200 mg) i można spać nascie godzin. to jednak nie wskazowka. ale bialy dzien to cierpienie..
    • szukamrozwiazan Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 15.04.12, 20:36
      ale ja to świetnie rozumiem ,myślenie twojej mamy , moja podstawowa myśl :
      "nie chce żyć "
      w sumie od śmierci uratowało mnie nawrócenie się i mój mały syn...
      ale myśl dalej jest,przez ostatnie 2 miesiące mnie wyniszczała,ale znowu powstałem i będę próbował walczyć ,tak jak to robię całe życie...
      Chad to nie choroba psychiki tylko ,ale głownie biochemi w mózgu(choroba duszy można by powiedzieć) , zaburzenia w pracy ważnych hormonów dopaminy , serotoniny i pewnie paru jeszcze...ta zła praca w mózgu(plus może coś jeszcze bardziej duchowego) kończy się tym ,że masz wgląd w najgorsze i najciemniejsze zakamarki ludzkiej natury , ta troche tak jakbyś zaglądał do piekła i widział swoją ciemną stronę przy okazji
      to niesamowity ból którego jak jesteś zdrowa to nie jesteś w stanie nawet pojąć , człowiek chce umrzeć nie dlatego ,że nie chce żyć ,ale cierpienie w jego wnętrzu jest ogromne , że już ma dość , do tego ciągłe huśtawki między stanem depresji i mani , a te stany są jakby przeciwstawne sobie......i ta straszna myśl ( a raczej coś w rodzaju uczucie myślowego) kompletnego braku sensu i poczucia ,że nikt ani nic na to wszystko nie zaradzi
      najgorsze jest to ,że jak weżmiesz się za siebie to i tak nie skończysz , bo wróci stan depresji (takiej przeogromnej niemocy) i wszystko się zawala z powrotem , próbujesz wiele razy brać się za siebie ,ale za każdym razem coś w tobie sabotuje wszystko i wreszcie masz dość ....zostaje tylko pustka i beznadzieja
      napisałem to ,żebyś choć trochę zrozumiała mame
      a co możesz zrobić ? jeżeli wierzysz to się módl , jeżeli nie to spróbuj uwierzyć i się pomodlić
      jeżeli żadne z tych ci nie pasuje to zostaje ci jedno:
      mama musi poczuć miłość od ciebie , to że jest ci potrzebna , i że ona też może liczyć na ciebie,powiedz ,że ją kochasz i jej potrzebujesz,musi poczuć ,że jest kochana taka jaka jest...

      w żadnym razie nie rób jej wyrzutów , nie mów jej coś w stylu "weż sie do cholery za siebie",
      niech nie czuje się winna,im mniej poczucia winy i innych złych uczuć tym lepiej
      jest coś co dało mi siły ostatnio , zrozumiałem ,że każdy człowiek posiada niesamowitą siłę i tylko on ma nad nią władzę ----to wolna wola......
      • tamaryszek44 Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 15.04.12, 21:21
        szukamrozwiazan! pięknie to napisane i wszystkim bardzo dziękuje za odpowiedzi. Co do mówienia mamie żeby wzięła się w garść, to bez obawy, nigdy jej tak nie mówię, czytałam wiele na ten temat i wiem czego nie powinnam a co powinnam. Chciałabym tylko jakoś jej pomóc, ale nie wiem jak , przecież na silę jej do siebie nie zabiorę. Lekarka mi też mówiła, że mama powinna coś robić i małymi kroczkami mobilizować się do normalnego funkcjonowania, ona nie chce, będąc u mnie będzie miała co trzeba ale też brak mobilizacji do zdrowienia, bo po co? skro wszystko ma na gotowe. Że tak jakby się uwsteczni - określiła lekarka.
        Tak więc mama powinna coś robić, coś musieć żeby to coś ją napędzało do chęci wyzdrowienia, żeby miała po co wyzdrowieć. Ona jednak mówi ze chce być zdrowa, ale sama nic z tym nie robi poza braniem leków i niechętnymi wizytami i psychiatry.
        • szukamrozwiazan Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 15.04.12, 21:43
          pomyślałem o czymś takim np. kup jej ładnego kwiatka i przynieś ...
          może dobrą bombonierke (bez alkoholu bo pewnie do leków nie można)
          kolejny pomysł :
          niech sobie przypomni ,że jest matką, a ty jesteś po prostu dzieckiem...może jak do niej przyjdziesz to się jakoś inaczej ubierz , tak żeby zobaczyła ,że twoją "dziecięcość"
          może cie coś cieszy bardzo -to jej poopowiadaj o tym---nakarm ją swoim entuzjazmem
          p.s. depresje trzeba przeczekać raczej , ja nawet się umyć nie mogłem ,nie chciało mi się nic...
          póżniej powinna przyjść mania i może na chwile normalność i wtedy trzeba korzystać ,coś próbować zrobić ze sobą ,ale nie na siłę...
          z manią tylko trzeba uważać żeby nie stracić kontaktu z rzeczywistością za bardzo , trzeba używać jakiś leków (jak jest ostra) żeby ją troszkę zmniejszyć, bo mania też stanowi zagrożenie dla życia np. przez odwodnienie ,albo serducho nie wytrzyma po prostu
          zapytaj lekarza o Omega 3 ,żeby to twoja mama jadła i witaminy z grupy B
          • 39.a Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 16.04.12, 01:37
            z kupnem kwiatuszka (doniczkowy?) - strzał w 10. widzi się Życie
    • 39.a Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 15.04.12, 21:54
      Co Mamie pomaga? Co powoduje jakiś nikły chociaż uśmiech?



      [ja reaguję na komplementy big_grin, ucieszyłabym się, gdyby ktoś wziął mnie za rękę i zaprowadził do kąpieli. niemożliwe, więc sama się zmuszę za godzinę, dwie]
      • 39.a Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 15.04.12, 22:07
        Wiem. Spróbuj zaprowadzić Mamę na masaż. Ma-uri pomocny byłby najbardziej. Delikatny, przyjemny, nieerotyczny wink
      • tamaryszek44 Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 15.04.12, 22:14
        >Co powoduje jakiś nikły chociaż uśmiech?<
        Jak przed świętami byliśmy u niej, ja z mężem, siostra z synem.....
        Słuchała zaciekawiona naszych rozmów i nawet się włączała.....śmiała.
        Nawet myślałam że idzie ku lepszemu, a dziś?......strasznie wyglądała.....z ust rybka.....mina posępna i cierpienie na twarzy.
        Jakaś grupa przyjaciół czy rodziny, towarzystwo pewnie by pomogło. Jednak nawet gdybym wzięła ją do siebie to co? ja jestem w domu sama od rana do wieczora, sama jej nie rozruszam, nawet jakbym próbowała to będzie sztuczne,......sama się zamęczę.
        Najlepiej byłoby gdyby ona chciała gdzieś wyjść do ludzi i uczestniczyć w naturalnych i spontanicznych rozmowach. Jak będę z nią sam na sam to ona wyczuje sztuczne napędzanie miłej atmosfery.......czy w ogóle potrafiłabym na siłę ja rozbawiać lub czymś zainteresować.??
        • 39.a Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 16.04.12, 00:37
          Lubi czytać? Gdybyś pożyczyła dla niej książki z biblioteki z interesującej ją może kiedyś dziedziny? A choćby i lit. brukową smile Chodzi o zajęcie myśli na kilka godzin. Kurczę, książki są cudne, reguluje się oddech, zwykle zapomina się o bólu - tyle pamiętam z czasów gdy czytałam wciąż i wciąż.
          Albo plik czasopism. Tygodniki? A ostatecznie i głupawe kolorowe pisemka. Mama ma dostęp do Internetu? Chociaż to medium potrafi straszliwie zamulać. Ale przyznaję się, że w strasznych dniach chodziłam po stronach typu Pudelek, debilnych jak mało co big_grin
          Czy Mama ma obok siebie partnera? Głupio pytam, przepraszam.
          • 39.a Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 16.04.12, 01:33
            www.filmweb.pl/video/trailer/nr+1-13161

            Kocham ten film i aktorkę (miękki głos). Zaczyna się cudnie. Ann moknie na deszczu, stoi na trawie i sprawia jej to przyjemność. Może Mamę poruszy ten film? (czy jakikolwiek inny)
            • eydur8791 Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 16.04.12, 15:44
              W depresji chce się umrzeć. Każdą częścią ciała chce się umrzeć. Tak, z pewnością, ludzi, którym zależy na chorym to boli. Gdy ja tak mówię wyrażam swój ból, ból nie do zniesienia,którym wszystko jest oblane, który zabiera każdą emocje, i sprawia, że życie i wszystko wokół jest przeraźliwie obojętne, płaskie, lub co gorsza nic nie warte.
              Podejrzewam, że Twoja mama nie wie jak wyzdrowieć, i że straciła nadzieję na wyzdrowienie (niestety zdarza się), ale jednocześnie chce przetrwać. Znam to z autopsji. Wtedy potrzebuję tylko obecności bliskiej mi osoby, porozmawiam, gdy będę chciał, zrobię coś gdy będę chciał, chcę wiedzieć, że jest ktoś kto mi pomoże, komu zależy. Może z Twoją mamą jest tak samo?
    • waters123456 Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 16.04.12, 12:44
      A, może poprosić mamę, żeby coś dla Was ugotowała, np ulepiła pierogi, usmażyła naleśniki lub coś w tym rodzaju.
      Ludzie w depresji czują się tacy niepotrzebni, samotni i bezużyteczni. Przynajmniej ja tak miewam. Wiem, że taka aktywność wymaga dużego wysiłku, ale daje ogrom zadowolenia z siebie, jeżeli zrobi się coś pożytecznegi i miłego dla najbliższych, a oni serdecznie to doceniają.

      Może to zmotywuje mamę do dźwigania się malutkimi kroczkami do życia.
      Życzę powodzenia
      • tamaryszek44 Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 16.04.12, 15:01
        Ja bardzo dziękuję za rady, ale na prawdę wszystko już jej proponowałam. Czytać nie bo skupić sie nie może i nie widzie, a pierogi dla nas? Ona nigdy tego nie robiła i nie zrobi, a teraz nawet nie wiedziałaby jak. To ja jej gotuję i dowożę obiady, bo ona nie ma smaku i apetytu i żadnej koncepcji co ugotować. Potrafi trzy dni sie zastanawiać jaką zupę by zjadła a co dopiero ugotowała. Je byle co, albo ode mnie obiady.
        Ja tu nie napisałam, ale może to ważne...
        Ona po śmierci taty poszła w tany i nie mogła się zatrzymać, miała kilka lat hipomanię, o czym wtedy nie wiedzieliśmy. Miała nas w dupie na dnie, skłóciła się z synem u którego mieszka na dole. Nie rozmawiają 10 lat. Ja też jestem z nim skłócona właśnie z jej powodu.
        Ona nigdy nie miała hobby i do tej pory nie ma. Nie widzi na tyle by czytać lub wyszywać, ale i tak ma do tego lewe ręce. Nic kompletnie ją nie interesuje. Nasze pomysły się wyczerpały i dlatego pytam co mogę zrobić. Ja wiem że ona ma bardzo duże poczucie winy wobec nas, trojga dzieci, ze miła nas w nosie, a teraz ma wyrzuty że potrzebuje od nas łaski, którą i tak tylko ja okazuję, bo brat ma ją gdzieś, a siostra sama jest niedojda życiową i mama nic od niej nie wymaga i rozczula się nad jej losem do dziś.
        Dziś całe do południa mama była u mnie, a ja gotowałam na 2 dni nam i jej. Przespała ten czas, zjadła, zapakowała na jutro i pojechała. I tyle z tego że u mnie była. .......a może aż tyle.....
        • tamaryszek44 Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 16.04.12, 15:30
          Właśnie wczoraj jej proponowałam żeby zajęła się hodowlą kwiatów domowych, obecnie nie ma ani jednego. Oczywiście NIE! to nie dla mnie- powiada. Po prostu brak mi pomysłu aby zmobilizować ją do życia. W hipomanii są ogniska, wycieczki, zabawy, wczasy i koleżanki z klubu emeryta, a jak nie ma na to siły w depresji to już nie ma dla niej sensu żeby żyć.
          W hipomanii nawet nie pamięta chyba że ma dzieci, a jak dól do do mnie. Ja zaczynam też mieć tego dość.
          • majagor Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 16.04.12, 16:32
            A może zaprosić koleżanki te z klubu, te z wycieczek?
            Aby przyszły, odwiedziły, opowiedziały co w klubie się dzieje?

            Moja Mama - zupełnie inna sytuacja, a jednak - umierając na raka, nie chcąc z nikim rozmawiać [oprócz mnie], nie chcąc NIC - bardzo się cieszyła na odwiedziny przyjaciółki czy też koleżanek z klubu dla kobiet dotkniętych nowotworem.
            Niby nie chciała, abym je zapraszała, sama też ich nie zapraszała, ale gdy one wpadały [a robiły to też same z siebie] cieszyła się. Słuchała ich opowieści, cieszyła się na drobnostki przyniesione przez nie, a nawet czasami coś od siebie powiedziała.
            Mama ma też nie chciała czytać, nie chciała się niczym zajmować. Nie obchodziło ją na koniec nic - zmęczenie chorobowe, depresja itd. W takich momentach rozmawiałam z Nią - a może lepiej napisać, prowadziłam monolog, czytałam Jej na głos gazetę codzienną. Prosiłam, by siedziała w kuchni, gdy ja gotuję, by mi doradzała jak daną potrawę przyprawić, czy też by siedziała na balkonie i przyglądała się jak kwiatki przesadzam - aktywnie nie uczestniczyła w tych zajęciach, ale chciałam by choć siedziała obok, słuchała co mówię, widziała co robię - by mimo choroby troszkę uczestniczyła w życiu naszego domu.
            Tak samo ojciec postępował. Wracał do domu, opowiadał co u niego się w ciągu dnia działo [sam z siebie, bo Ją to już średnio interesowało], a potem zaciągał Ją na balkon i praktycznie "zmuszał" by z nim tam siedziała - mieli od zawsze zwyczaj siedzenia na balkonie w letnie wieczory.

            P.S. Mama cierpiała też na ChAD. Ostatnie wiele lat życia spędziła w remisji, na koniec przypałętała się depresja - spowodowana raczej zmęczeniem z powodu choroby, faktem umierania.
            • tamaryszek44 Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 16.04.12, 21:46
              Majagor napisała....
              > A może zaprosić koleżanki te z klubu, te z wycieczek?
              > Aby przyszły, odwiedziły, opowiedziały co w klubie się dzieje?<
              Też jej to proponowałam, albo że z nią tam pójdę, ale ona że - broń Boże! Gdyby tam ja zobaczyli, jej minę, a z resztą jakie to koleżanki.
              No właśnie jakie? też sie zastanawiam, bo zachwycała się zżyciem z nimi itp, jak była w hipomanii, a teraz one jakoś za nią nie tęsknią.
          • szukamrozwiazan Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 16.04.12, 17:09
            no po tym co czytam dalej ,to troszke inaczej to widze...
            ja w takiej już sytuacji to bym się wk..wił, bo to już nie na depresje wygląda ,a na zżędzenie kogoś koło kogo się za dużo skacze i to wykorzystuje... takie świadome wykorzystywanie czyjejś dobroci to już chamówa -ktoś chory tak się nie zachowuje , a taki któremu choroba już przeszła a teraz spodobało mu się po prostu lenistwo...
            • tamaryszek44 Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 16.04.12, 19:01
              A wiesz "Szukamrozwiazań" że mój maż twierdzi tak samo?, że mamie spodobało się nic nie robienie i teraz udaje.
              Ja mam nieco odmienne zdanie i nie chciałabym jej skrzywdzić osadzając niesprawiedliwie. Moja mama w czasie tych kilku lat choroby 3 razy targała sie na życie, raz ledwo ja odratowali. Nie potrafię wyczuć w jakim jest stanie i na ile jest w stanie zrobić cokolwiek. Boję się.
              , Pytam Was na tym forum bo to wy najwiarygodniej możecie określić jej postępowanie, czy ona tak na prawdę jest w aż takiej niemocy?
              Niby mówi że nie ma smaku i apetytu i dlatego nie gotuję sobie, ale u mnie je z dokładką i chwali że smaczne.......
              Niby nie wie co by zjadła, co kupić czy ugotować, ale na pamięć zna godziny swoich programów, które ogląda maniakalnie i broń Boże żeby ktoś wtedy od niej coś chciał......
              Światła w swoim ciemnym mieszkaniu nie pali, bo za duże będą rachunki, ale na papierosy które dosłownie żre, nie żałuje.......
              Jeśli zabrzmiało to złośliwie?, to owszem, jestem złośliwa bo zagubiłam się bardzo w tym wszystkim. Jestem z tym sama jak palec mimo że mam brata i siostrę. Brat do siostry powiedział, że to mamy fanaberie i ma to gdzieś, a siostra ze sama ma dość kłopotów.
              Wygląda na to, że trzeba mi rozpieprzyć życie, bo niby mam najlepiej z rodzeństwa.
              Potrzebuję rady jak rozpoznać na ile jestem w stanie pomóc mamie, czy w ogóle jestem w stanie to zrobić, ale nie dać sie podejść jak naiwna.
              To jest moja mama, której nie mam powodu nienawidzić, ale mam wiele powodów mieć do niej żal za jej olewatorski stosunek do moich kłopotów jakie miałam, a ona się odwróciła ode mnie. Może miała manię i nie była świadoma krzywdy jaką mi wyrządza? Może! Jednak kiedyś kiedyś, była zdrowa a i tak byłam ta po środku z rodzeństwa i musiałam więcej sama o siebie zadbać. Brat był faworyzowany bo to facet, a facet kiedyś to był ktoś, siostra od małego chorowita i lichutka wiec nad nią skrzydła rozpościerała, a ja pośrodku zostawiona sama sobie. Sory jeśli się za bardzo rozkleiłam.
              Tak czy inaczej szacunek jako do matki mam, poczucie obowiązku też, mimo że bez jakichś wygórowanych sentymentów, ale nie zostawię jej w potrzebie. Wolałabym jednak by rodzeństwo mi pomogło, bo niby czemu sama mam się z tym borykać.
              Trzeba jej pomóc, ma dopiero 68 lat i mogłaby jeszcze wiele sobie pożyć.
              Czy ona mnie wykorzystuje bo ja sie daję? Nie potrafię jej zrozumieć, jej zachowania jak wyżej. Czy człowiek w głębokiej depresji nie powinien być, na przykład bardziej obojętny na seriale. Ogląda to dobrze, a jak nie to drugie dobrze, po prostu obojętne, a ona niemal agresywna się robi jak odrobinę się spóźni do telewizora bo kazałam jej umyć rece po toalecie. Jakby koniec świata był sie złości
              - do dupy z tym ! i nie widziałam początku!- mówi ze złością i wyrzutem ze przeze mnie .
              • malenka10000 Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 16.04.12, 20:09
                "A wiesz "Szukamrozwiazań" że mój maż twierdzi tak samo?, że mamie spodobało się nic nie robienie i teraz udaje."

                tak wlasnie moze byc.. bo skoro ktos za nia wszystko moze zrobic to po co wkladac w cokolwiek wysilek.. ja sama mialam taki okres ze myslalam, ze skoro nie jestem zdrowa i nie moge robic wszystkiego to lepiej juz nie robic nic.. w pewnym momencie przychodzi lenistwo.. moze chociaz niech pomaga ci tamaryszku w przygotowaniu obiadu? nie mowie ze od razu wszystko ma robic, ale krok po kroku?

                nie dziwie sie Tobie i mezowi ze jestescie zmeczeni cala sytuacja. tym bardziej ze masz rodzenstwo, a caly ciezar z tego co piszesz spada na Ciebie
                • tamaryszek44 Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 16.04.12, 21:52
                  Malenka napisała....
                  >moze chociaz niech pomaga ci tamaryszku w przygotowaniu obiadu? nie mowie ze od razu wszystko ma robic, ale krok po kroku?<

                  No właśnie nie za bardzo chce, bo ze sie skaleczy albo coś popsuje- powiada. Ja już próbowałam wiele sposobów na jej rozkręcenie i mam wyczerpane zapasy pomysłów i niesmak że nie dałam rady.
              • szukamrozwiazan Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 16.04.12, 20:41
                papierosy kurzy ....to jak ja --kopią poziom dopaminy
                odpowiednia muzyka może "kopnąć" pośrednio dopamine - może spróbuj

                opowiem ci historyjkę :
                ojciec (pijany) do córki: "przynieś mi sznur będę się wieszał "
                córka nie przynosi sznura , płacze ,próbuje jakoś go odciągnąć od tych myśli...
                niedługo póżniej ten sam scenariusz , niedługo pózniej kolejny raz i kolejny ,i kolejny.....
                któregoś razu przychodzi pijany ojciec i mówi : "przynieś mi sznur będę się wieszał "
                córka wyniszczona ,zmęczona i już znieczulona przynosi sznur daje mu i mówi :
                "masz ten sznur i rób co chcesz, bo ja już nie mam sił"
                ojciec nie bierze sznura , a sytuacja więcej się nie powtarza...ojciec umiera dużo póżniej naturalną śmiercią .
                niestety musisz kiedyś zobaczyć , że twoja mama ma wolną wolę i jeżeli będzie się chciała zabić to i tak się zabije ,a jak nie będzie chciała to się sama nie zabije ....poza tym to będzie jej osobista decyzja , na którą nikt tak naprawdę nie ma wpływu oprócz jej samej

                trzeba kiedyś podjąć decyzje o powiedzeniu sobie : to nie moje życie ,nie mogę odpowiadać za kogoś czyny....twoim świętym obowiązkiem jest próbować do niej dotrzeć , ale jest taki moment , w którym widzi się ,że nie ma dróg dojścia i trzeba zrezygnować,ja w takiej sytuacji mam Wiare , i wtedy już taką osobę czy sprawę polecam Bogu i modlę się za tego kogoś , napewno kogoś takiego nie wyrzucam z serca , ale poddaje się ,bo widzę ,ze jestem za słaby.

                współczuje decyzji ,bo ja już jedną taką podjąłem względem bardzo bliskej mi osoby ...
                waliłem głową w ściane , z chęci pomocy nie chciałem zobaczyć rzeczywistości, ale wreszcie zobaczyłem ,że przede mną stoi ściana nie z kartonu , ale z cegły ...a ja walę w nią głową -a wiadomo jak w rzeczywistym świecie coś takiego się kończy,kończy się tak ,że ściana nie jest rozwalona , a głowa trwale uszkodzona
                pozdrawiam
                • tamaryszek44 Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 16.04.12, 22:02
                  Szukamrozwiazan napisał....
                  >niestety musisz kiedyś zobaczyć , że twoja mama ma wolną wolę i jeżeli będzie się chciała zabić to i tak się zabije ,a jak nie będzie chciała to się sama nie zabije ....poza tym to będzie jej osobista decyzja , na którą nikt tak naprawdę nie ma wpływu oprócz jej samej<

                  Jak myślisz? dlaczego ona mi to mówi? chce mnie nastraszyć że jak nic nie zrobię to się targnie, czy co? Przecież ktoś kto na prawdę chce to zrobić nie chwali sie tym. Ja jej odpowiedziałam, ze jak tak mówi to zaraz ja oddam do szpitala. Czy to pomaga......
                  Co mam je wtedy powiedzieć?
                  Brat tak kiedyś właśnie do niej powiedział i się truła swoimi lekami, ona nie zrobiła jak pijany ojciec.
                  Szkoda mi jej jak patrzy z takim niemym błaganiem, a ja nie wiem co zrobić. Nie wiem!
                  • dzedlajga Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 16.04.12, 22:26
                    napisałam do Ciebie na priva, bo mi jakoś strasznie osobiście wyszło
          • waters123456 Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 16.04.12, 21:06
            "poszła w tany i nie mogła się zatrzymać, miała kilka lat hipomanię, o czym wtedy nie wiedzieliśmy. ", kolezanki, wycieczki, towarzystwo itp...

            Twoja mama jest hedonistką, chce dostawać od zycia co najlepsze, jeżeli ma Chad, to w trakcie nawrotu choroby, nie do końca jest świadoma swojego stanu, zachowuje się jak rozkapryszone dziecko. Oglądanie głupich seriali jest ucieczką od "bólu istnienia". Ciekawe co pamięta z fabuły filmów. Jezeli seriale ja interesuja to spróbuj rozmawiać z nią właśnie o nich, może to wywoła u niej jakieś zainteresowanie.
            Z tego co napisałaś o mamie - mam wrażenie, że ona boleśnie przeżywa starzenie się - więc może stąd depresja i marazm.
            Jeżeli mama lubi towarzystwo, pewnie lubiała być adorowana przez mężczyzn - można zastosować taki "podstęp" - np wysyłać jej kartki pocztowe z pozdrowieniami od "tajemniczych adoratowrów" np.
            Może to ją obudzi do życia. Jakiekolwiek zainteresowanie ze strony mężczyzn zawsze działa ożywczo na kobietę wink Można i tak spróbować.
            • tamaryszek44 Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 16.04.12, 22:07
              Ona ma przyjaciela który jak może jej pomaga, spędza z nią trochę czasu bo mieszkają osobno, ale on jest taki bezradny. Ogląda z nia telewizję, prowadza na spacery i tyle.
              Masz wiele racji w tym że ona uwielbia przyjemności, bo zimowy zastój na ogniska i wycieczki ja przytłacza. Co tu robić? jak doczekać lata?
              Niby mówi że na pewno już kredytu nie weźmie i nigdzie nie pojedzie, ale czy na pewno.
              • szukamrozwiazan Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 16.04.12, 23:55
                nie wiem już co napisać sad
                nie lubię jak komuś jest żle szkoda ,że twoja mama to przeżywa -ja rozumiem to piekło przez które ona przechodzi (może nie do końca, bo każdy jest inny ,ale rozumiem)
                widzę ,że jesteś wrażliwa i masz sumienie( co w dzisiejszych czasach jest rzadkością) - nie zgub tego,próbuj ile dasz rady ,kieruj się sercem i miłością
                może cię zadziwi moja rada (ale mnie właśnie Jezus ocalił i Wiara) -daj jej różaniec...
                innej rady nie mam już, Chad to straszna masakra i ciężko coś poradzić ...
                jakby to było możliwe to zabrałbym z twojej mamy tą chorobe i dołożył do swojej ,ale nie potrafie ...sad
                • dzedlajga Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 17.04.12, 02:09
                  Raczej mało kto lubi jak komuś jest źle - poza psychopatami oczywiście.

                  Co mama przeżywa, to jest niezaprzeczalne, ale ja tu widzę, że ona również manipuluje (bardziej bądź mniej świadomie) uczuciami córki. I będzie to robić tak długo, jak długo Tamaryszek będzie cierpieć z tego powodu. Bo ona w taki pokrętny sposób ma nad nią kontrolę.

                  Owszem trzeba pomagać, gdy ktoś rzeczywiście potrzebuje tej pomocy - przez ekran komputera trudno mi ocenić, czy Mama rzeczywiście potrzebuje pomocy i opieki, ale nie twierdzę, że jej nie potrzebuje. Po prostu nie wiem. Ani w jakim stopniu.

                  Za to wiem, że Tamaryszek, żeby nie wiem co nie uszczęśliwi mamy bo nie ma takiej mocy. Gdyby to było możliwe, to sądząc z jej postawy mama już dawno by była szczęśliwa.

                  Pamiętacie Pollyannę i taką starszą panią, której nosiła obiady? (nie pamiętam szczegółów tylko sens). Starsza pani dostawała raz rosół a raz pomidorową (a może kurczaka i żeberka - nie ważne) i oczywiście zawsze wolała to drugie. A to CHYBA nawet były jej ulubione dania. Więc raz Pollyanna przyniosła jej obie potrawy - tzn. postawiła ją w sytuacji, kiedy musiała wybrać i musiała w końcu być zadowolona. No i starsza pani zrozumiała i przestała narzekać. Ale w życiu to nie jest takie proste i na pewno nie przebiega tak szybko. Bo zawsze można akurat kompletnie nie mieć apetytu lub wymyślić 1000 innych powodów, aby osoba, która ten obiad przyniosła znów poczuła, że jest do niczego, i nie potrafi starszej pani uszczęśliwić. W życiu Pollyanna ma do końca życia czuć się winna, że starsza pani nigdy nie jest zadowolona. Bo starsza pani tak łatwo się nie poddaje.

                  Chyba jedynym wyjściem jest zadbać, żeby po prostu nie była głodna (szczęśliwa czy nie) i pozwolić jej czuć się nieszczęśliwą skoro takie jest jej największe marzenie. (patrz sznur o którym pisał szukamrozwiązań). A Pollyanna pewnie poleciała bawić się z innymi dziećmi - bo gdyby zaczęła czuć się winna to za niedługo musiałaby sama się rozejrzeć za kimś, kogo obarczy winą za swoje nieszczęście.
                  • kajka68 Dzedlajga 17.04.12, 06:26
                    Dziękuję Ci za to co napisałas...rozjaśniłaś mi w głowie. Mnie to,ze nie umiem sprostac wpedziło w depresje.Zamiast iśc się pobawić siedziałam i tłukłam głowa w scianę dlaczego nie umiem znaleźć" pomidorowego rosołu".Szkoda,ze wczesniej nie przeczytałam takich słówcrying
                    • 39.a Re: Dzedlajga 17.04.12, 10:03
                      pomidorowa jest dobra również na rosole smile jeśli ktoś lubi
                  • szukamrozwiazan Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 17.04.12, 10:52
                    niestety wrednym dla cierpiącej fizycznie i psychicznie osoby trzeba umieć być(ale czasem to konieczność ratująca tej osobie zdrowie ,czasem może i życie ,no i swoje zdrowie psychiczne i fizyczne ,bo jak opiekun padnie to kto się zajmie tą chorą osobą), to nie jest takie łatwe zorientować się kiedy ktoś cię wykorzystuje ,a kiedy naprawde cierpi ...trzeba znależć równowagę ,bo w tym nie poddawaniu sie manipulacji można wpaść na drugi biegun i zagłuszyć swoje sumienie i współczucie , które przy cierpiących osobach są bardzo ważne...
                    zajmuje się osobą niepełnosprawną , wiem jak to w praktyce wygląda , czasem naprawde trzeba być wrednym, bo inaczej się nie da , najczęściej trzeba być wrednym kiedy chora osoba nie chce robić czegoś co konieczne jest przy jej chorobie (np.jeść lekarstwa, bez zażycia których jest żle)
                    wydaje mi się (po tym co napisała) że tamaryszka nie nadaje się do bycie tym wrednym , ona raczej jest tą drugą częścią potrzebną , współczującą , jeżeli chce zajmować swoją mamą to potrzebuje osoby ,która to zrównoważy ,tej twardej części , która potrafi panować nad emocjami i nie poddawać się manipulacji ... to tak jak z dzieciakiem trzeba postępować , potrzeba jest czułej i emocjonalnej matki i twardego, ale sprawiedliwego ojca...
                    • dzedlajga Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 17.04.12, 12:01
                      To nie jest tak, że ktoś się do tego nie nadaje, bo tego można i trzeba się nauczyć.

                      Już jako kilkuletnia dziewczynka przytulałam mamę i pytałam co się stało, dlaczego płacze. A ona mnie nie widziała i nie słyszała - tak była pogrążona w bólu. Potem wiele lat życia spędziłam starając się, żeby wreszcie była zadowolona. Nie wyszło. Dopiero jak stałam się - jak to piszesz wredna - mam wrażenie, że coś jakby zaczyna się zmieniać, ale na fajerwerki jeszcze za wcześnie. Nie, nie zaczęła być szczęśliwa, to tak nie działa. Ale chyba zaczyna rozumieć, że obwiniając mnie i obrażając się nic nie wskóra. Nie mam pojęcia jak to się dalej potoczy. Ale dużo z nią rozmawiam, tłumaczę różne mechanizmy. A potem wracam do swojego życia.
                      • szukamrozwiazan Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 17.04.12, 12:15
                        no jeżeli ktoś jest sam to napewno musi byc i współczujący i twardy , ale po co marnować takie współczucie jak twardzielem może być np. mąż , u mnie tak jest ,że daje żonie (która jest tą częścią współczującą ) próbować być twardą ,ale jak widzę ,że się denerwuje za dużo to wtedy ja wkraczam , bo nie chcę ,żeby z mojej żony zrobił się facet, dobrze jest jak jest współczującą dobrą kobietą ,trening twardości się jej przydaje ,bo naprawdę ciężko czasem wytrzymać z chorą osobą ,ale nie za dużo , bo ona jest nam wszystkim potrzebna ze swoim współczuciem...
                        tamaryszka ma męża dlatego o tym pisze ,nie wiem jak to u nich wygląda ,ale to on może być jej " zaworem bezpieczeństwa"
                        • dzedlajga Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 17.04.12, 12:47
                          Można i tak. Choć uwierz mi, że twardość nie wyklucza współczucia. Tak jak napisałeś, trzeba znaleźć równowagę.


                          ale po co
                          > marnować takie współczucie jak twardzielem może być np. mąż ,

                          Zwyczajnie dlatego, że osoba która zatraca się we współczuciu cierpi niejednokrotnie bardziej, niż ta której współczuje



                          Dam taki przykład. Spróbujmy odsunąć część zawodową i spójrzmy na to jak na rozgrywkę emocjonalną.

                          Lekarz nastawia zwichnięty bark. Naciągnięcie stawu boli jak cholera. Czy to znaczy, że ten bark nastawia, bo chce sprawić ból? Chce być wredny? Gdyby wyłącznie współczuł to zapisałby do końca życia zastrzyki przeciwbólowe i skazał chorego na niepełnosprawność.
                          A teraz pytanie, czy on w ogóle jest wredny? Czy po prostu robi, to co danej sytuacji jest najlepsze i na dłuższą metę jest optymalnym rozwiązaniem.

                          Ból i cierpienie są wpisane w ludzkie życie. Problem zaczyna się wtedy, kiedy po raz pierwszy w życiu usłyszymy: to przez ciebie! Wtedy zamiast jakoś rozwiązać problem, poradzić sobie z bólem - szukamy winnego. I winny zawsze się znajduje. I najczęściej do końca życia chodzi pod tą latarnią i stara się pokazać, że potrafi być dobry i próbuje pomóc. I udowodnić, że nie jest wielbłądem.

                          Ale czasem wchodzi do bramy - nie musi tam iść sam. Może z przyjacielem, mężem/żoną, terapeutą. I niegłupio zrobi jak weźmie latarkę (czyli współczucie)
                          • dzedlajga Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 17.04.12, 12:54
                            a i jeszcze jedno. Trzeba "zmarnować to współczucie" dlatego, że prędzej czy później do człowieka dociera, że on przecież też zasługuje na współczucie. I najczęściej znajdzie sobie winnego i zatruje mu życie
                          • szukamrozwiazan Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 17.04.12, 13:06
                            Lekarz nastawia zwichnięty bark. Naciągnięcie stawu boli jak cholera. Czy to zn
                            > aczy, że ten bark nastawia, bo chce sprawić ból? Chce być wredny? Gdyby wyłączn
                            > ie współczuł to zapisałby do końca życia zastrzyki przeciwbólowe i skazał chore
                            > go na niepełnosprawność.

                            no właśnie dobry przykład: lekarz się na tym zna ,a ja napewno nie nastawiał bym sam komuś barku ,no chyba ,że naprawdę już innego wyboru nie było...
                            jakby ci się stało coś stało z kuchenką i ulatniał by się gaz ,to naprawiałabyś sama i ryzykowała życie swoje i innych czy wezwała specjalistę ?
                            a tu chodzi o człowieka ,który jest dużo bardziej skomplikowany niż kuchenka...
                            zdrowy rozsądek i umiarkowanie w takich sytuacjach , jak działania czegoś nie rozumiemy jest najlepszym rozwiązaniem , a próba świadomego powodowania wstrząsów wychodzi raczej z pychy niż z chęci rozwiązania problemu
                            a z tym zegarkiem jest jeszcze jedno rozwiązanie : czasem lepiej zapomnieć o zegarku i nie wchodzić do ciemnej bramy (nawet z wsparciem) bo można dostać obuchem w głowe i zostać okradzionym ze wszystkiego ,a może i stracić życie, a w ocenie tego czy możemy wejść do tej bramy pomoże zdrowy rozsądek najbardziej
                            • dzedlajga Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 17.04.12, 13:43
                              zacznę od zegarka i bramy.

                              Oczywiście, można nie wchodzić, ale w moim rozumieniu oznacza odizolowanie się od osoby, która nam zatruwa każdy dzień życia

                              A jeśli już wchodzić (czy podać sznur) to rzeczywiście trzeba być przygotowanym na wszystko, a po łbie pewnie i tak się dostanie - ja dostaję. Zazwyczaj jestem na to przygotowana, choć czasem jeszcze udaje jej się mnie zaskoczyć - i wtedy mam kolejną zagadkę do rozwiązania. Ale ja to nawet lubię - w końcu całe dorosłe życie rozsupłuję takie zagadki.

                              No i do bramy nie wchodzi się, ot tak, po prostu. Mnie z 10 - 15 lat zajęły przygotowania (czyli autoterapia własna). W ogóle to bardzo trudny temat i trzeba być solidnie uzbrojonym, żeby się odważyć. Dlatego większość ludzi chodzi wokół tej latarni, a na koniec każe komuś innemu szukać tego zegarka (deleguje poczucie winy na następne pokolenie). A inni izolują się.

                              Jak ktoś nie czuje się na siłach, to nie powinien wchodzić do tej bramy. Ja sobie stworzyłam idealne warunki, bo po pierwsze zaczęłam szukać własnej siły od razu po maturze i przez wyjazd do innego miasta częściowo odizolowałam się. Przerobiłam własne poczucie winy i parę innych rzeczy (to i tak jeszcze nie wszystko) a teraz wchodzę do tej bramy tylko na tak długo, jestem w stanie wytrzymać ciosy. Po czym wracam na bezpieczne terytorium.
                            • tamaryszek44 Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 17.04.12, 14:40
                              Szukamrozwiazan napisał....
                              >tamaryszka ma męża dlatego o tym pisze ,nie wiem jak to u nich wygląda ,ale to on może być jej " zaworem bezpieczeństwa"<

                              Może być i jest. Wkurza go, że tylko ja przejmuje się mamą i zajmuję, a rodzeństwo moje nie. Współczuje mojej mamie bardzo, ale nie rozumie kompletnie jej choroby i zaczyna się wkurzać na to, bo walczy z nieznanym wrogiem. Wczoraj jak poczytał ze mną wasze wypowiedzi to zamilknął i jakby zgasł. Uleciała z niego wiara, że jest jakieś rozwiązanie sytuacji. Nie ma!
                              Ja sie wkurzam, bo moja mama wymaga opieki ode mnie, a od rodzeństwa nie, tłumacząc to tym, że przecież z synem nie rozmawia po wojnach swego czasu, a siostra sam ma kłopoty i jest chorowita. To tak pokrótce.
                              Oni to wykorzystują i się nie udzielają, tak im wygodnie.

                              - a c
                              " Zawsze patrz na jasną stronę życia "
                              ...i tej zasady warto się trzymać.
                              • szukamrozwiazan Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 17.04.12, 14:56
                                powiedz mężowi ,że nadzieja jest zawsze np . jakby mnie zobaczył i moje życie kilka lat temu i zobaczył moje życie teraz jakie jest , to nadziei by napewno nie stracił smile
                      • dzedlajga Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 17.04.12, 12:22
                        Opowiem dowcip
                        Chodzi pijak wokół latarni i wygląda jakby czegoś szukał. Ktoś podchodzi do niego i pyta czego szuka?
                        - Zegarka.
                        - A tu go pan zgubił?
                        - Nie, w bramie.
                        - To dlaczego tu pan szuka?
                        - Bo tu jest widno.


                        Kiedyś przeczytałam takie mądre słowa, że człowiek robi w kółko to samo spodziewając się, odmiennych rezultatów. Jak pijak z dowcipu. Ten sposób znamy, tu jest widno, więc może zegarek się znajdzie. Brama jest mroczna, niebezpieczna, nie mamy pojęcia co się stanie jak do niej wejdziemy, więc na wszelki wypadek ją omijamy. Pewnie nie od razu ten zegarek się znajdzie, nikt też nie daje gwarancji, że się znajdzie. Ale chociaż jest jakaś szansa.

                • tamaryszek44 Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 17.04.12, 14:22
                  Szukamrozwiazan napisał.....
                  >cryingale mnie właśnie Jezus ocalił i Wiara) -daj jej róż
                  > aniec...<
                  Moja mama z kościołem nie jest za pan brat, ale kolędę przyjmuje i nawet czasem do kościoła pójdzie. Jednak nie jest zagorzałą katoliczką w przeciwieństwie do mojego syna i jego żony.
                  Mój syn, a jej wnuk pierworodny i ulubiony był nawet w seminarium przez 2 lata z zamiarem bycia księdzem .....jaka ona była z niego dumna! i jest do tej pory, bo syn zrezygnował z kapłaństwa, ale z Bogiem jest bardzo mocno związany i jego żona też. Mieszkają w Londynie i tam bardzo aktywnie udzielają się w polskim kościele, syn prowadzi tam swój zespół. W tym roku dał mojej mamie ich płytę, a w zeszłym roku podarowali jej właśnie różaniec, poświęcony przez naszego Papieża. Schowała go jak relikwię i ma on dla niej raczej wartość materialną i sentymentalną niż praktyczną. Nie modli się.
                  Dzięki ci za twoje słowa.....
                  > zabrałbym z twojej mamy tą chorobe i dołożył do swojej
                  > ,ale nie potrafie ...sad<

                  świadczy to o twoim zrozumieniu dla sprawy i wielkiego serca.
                  • szukamrozwiazan Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 17.04.12, 14:47
                    jak twój syn jest mocno wierzący to jest dobrze smile niech się modli za twoją mamę ,o siły dla ciebie i o twoja całą rodzinę ...powiedz mu to, a on będzie wiedział co zrobić ...
    • lolinka2 Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 17.04.12, 02:05
      Ja zacznę z innej beczki (jako ChADerka i córka ChADerki oraz żona ChADera): chroń siebie. Nie narzucaj się, nie nadskakuj, nie zajmuj się jak dwulatkiem, bo to wygląda na wykorzystywanie bardziej niż na depresję. Człowiek z depresją nie będzie miał siły wymyślać kontrargumentów "na nie", bo naprawdę się niczym nie interesuje, bo go naprawdę boli życie i naprawdę jest nastawiony "do wewnątrz" w takim trybie "oszczędnościowym": mało mówi, mało się rusza, mało robi... wszystko, żeby zużyć jak najmniej energii.

      Zadbaj zatem o siebie, żeby ci się nie zaindukowały stany subdepresyjne z okazji choroby mamy. Ona jest wolnym człowiekiem - ma prawo żeby jej się podobało bycie w depresji na przykład... nie musi przyjąć pomocy, a ty powinnaś to uszanować, faktycznie dając jej spokój. Zwłaszcza że z opowieści nie wyłania się typ 'domestica', tylko 'latającej mamuśki' smile Może potrzebuje czasu, by pokornie uznać, że to dno i pomoc jest wskazana? Ciężko uznać.

      I jeszcze bym się na twoim miejscu zastanowiła nad pytaniem, czy to skupienie na szukaniu rozwiązań dla mamy, nie jest "zastępnikiem" dla czegoś, czym powinnaś się zająć we własnym życiu, jakiejś części siebie, która woła do ciebie o pomoc i opiekę...
      • tamaryszek44 Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 17.04.12, 15:02
        Lolinka napisała.....
        >ch
        > roń siebie. Nie narzucaj się, nie nadskakuj, nie zajmuj się jak dwulatkiem, bo
        > to wygląda na wykorzystywanie bardziej niż na depresję itd. <
        Gdyby moja mama wiedziała i powiedziała czego oczekuje, byłoby mi łatwiej, nawet na jakieś jej życzenie nie przystać, ale ona nie wie.
        Na pytanie, czego ode mnie oczekuje, odpowiada że opieki, a na moje pytanie jak tą opiekę widzi, milczy!
        Kiedyś powiedziała, że jakaś tam ONA to się tak matką zajmuje że ho!
        To chyba znaczy, że ja niedostatecznie.
        Czasem mam na nią taką złość, że ryczę......mam ochotę dać jej klapsa i poprowadzić za rączkę tam gdzie trzeba, bo ona tak uparcie na wszystkie moje szukanie dla niej pomocy odpowiada- NIE!
        • dzedlajga Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 17.04.12, 16:48
          Odwrócę pytanie. A czego Ty oczekujesz od Mamy?
          • tamaryszek44 Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 17.04.12, 17:37
            No cóż......jeśli zwraca się do mnie z prośbą o pomoc to niech słucha co mówię i chociaż spróbuje moich propozycji. Prosiłam żeby poszła na terapię, którą psychiatra zaleciła, a ona jak zawsze NIE!
            Jak proponuję jej że przyjadę i posprzątam jej w domu i nagotuję, chciałabym żeby powiedziała zwykłe dziękuję, a ona - a ty masz swoje życie, a ...tylko masz ze mną kłopot, mi nie trzeba porządku, daj spokój masz swoje życie itp.
            Jak nalewam jej zupy, proponuję że spakuję na jutro drugie danie to też chciałabym usłyszeć zwykłe dziękuje, a ona.....a ty masz kogo karmić, a dla męża masz, a jak wam nie wystarczy itp.
            To żałosne według mnie, jak daję to znaczy ze mam, a jakbym nie miała to powiedziałabym że nie. Tyle razy jej to tłumaczyłam, a ona dalej swoje.
            Poza tym, chciałbym aby ona jak jest w równowadze uczestniczyła w naszym życiu, spotykała się z nami, zadzwoniła ze zwykłym pytaniem - co słychać? To nic że ona nie ma pieniędzy, ja od niej takich nie chcę i nie oczekuję jakichkolwiek korzyści z jej strony. Ona niestety wtedy izoluje się i szaleje a na nas mówi stare zgredy, bo na zabawy nie chodzimy. Drwi wtedy z naszego domatorstwa.
            Chciałabym, aby chętnie korzystała z zaprosin na niedzielny obiad, lub nie bo....cos tam jej wypada.
            Ona jednak wtedy, że nie przyjdzie bo tylko kłopot będę miała, bo ona ma minę niewyjściową, a u mnie będą teście ( z teściami często wspólnie obiadujemy w niedziele u nas lub u niej) i jak oni będą to ona nie przyjdzie, chyba ze będziemy sami. Stawia mnie w niezręcznej sytuacji albo, albo.
            Powiedziałam jej żeby nie kazała mi wybierać pomiędzy nią a teściami, że mamy taką tradycję i może do nie dołączyć. Ona wtedy stanowczo, że jak będą teście to jej nie będzie.
            To tak pokrótce co ja od nie oczekuję.
            • tamaryszek44 Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 17.04.12, 17:42
              Dodam jeszcze, że mama lubi podkreślać, że teście nam pomagają finansowo, a ją na to nie stać, jakbym ja za pieniądze ją kochała, a bez pieniędzy nie.
              • waters123456 Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 17.04.12, 20:01
                Twoja mama z tego co piszesz ma wyrzuty sumienia, wstydzi się siebie i swojego zycia, izoluje się od ludzi - to przeciez typowe w depresji. Jak długo to już trwa? Czy to jest pierwszy raz? - tzn depresja.
                Musi przecież istniec jakaś rzecz, która spowoduje, że poczuje sie potrzebna rodzinie i samej sobie, że wyrwie sie z zakletego kręgu beznadziei i niemocy.
                Powodzenia
                • tamaryszek44 Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 18.04.12, 12:51
                  Moja mama na depresje choruje jakieś 7 lat.
                  > Musi przecież istniec jakaś rzecz, która spowoduje, że poczuje sie potrzebna ro
                  > dzinie i samej sobie,<
                  Niby co, skoro kupę lat żyje po swojemu i prawie kontaktu z nami nie utrzymuję. Ona nie zadzwoni i nie odwiedzi mnie nawet jak jest z nią niby ok. Odcięła się od nas.
                  • dzedlajga Re: Nie! nie! nie! - pomocy! 19.04.12, 00:59
                    Być może istnieje coś, co jej poprawi samopoczucie, ale jeśli ona nie chce tego szukać, to nikt za nią tego nie zrobi. Wiem, że to trudne, ale chyba wypada się pogodzić z tym, że jest jak jest. Każdy człowiek ma swoją historię. Nie wiem czy znasz historię swojej mamy. Być może jest w niej coś z czym nie ma siły walczyć i stąd taka postawa.

                    Oczywiście należy pomóc ale nauczyć się nie przejmować jej tekstami o śmierci itp. To nie jest łatwe, ale nie ma innego wyjścia, żeby się nie wykończyć. Ja wychodzę z założenia, że robię co mogę i uważam, że się wywiązuję, a jeśli mama mimo to jest niezadowolona i nie potrafi powiedzieć o co jej tak naprawdę chodzi - to ma problem. Mnie jest trochę smutno i przykro, że nie mogę zrobić nic więcej, ale to ona jest odpowiedzialna za swoje życie, nie ja.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka