oans
08.01.16, 02:30
Jestem tu nowa. Teoretycznie. Bo czytam was od dawna, ale dopiero wczoraj założyłam konto. Nigdy wcześniej nie żaliłam się na żadnym forum, ale teraz chyba potrzebuję się wygadać.
Możecie mi zdradzić, jak dajecie radę? Jak to jest, że potraficie każdego ranka wstać i funkcjonować? Co robicie, że wam się to udaje? J a k? Bo ja was tak cholernie podziwiam, że wy tak umiecie, naprawdę.
Ja się czuję jak tykająca bomba. Nie wiem dlaczego; przecież grzecznie łykam leki (co prawda od niedawna), co dwa tygodnie równie grzecznie docieram do gabinetu mojego doktora, do pracy też chodzę, czasem chętnie, czasem mniej, i generalnie jestem wyciszona. Ale równocześnie jestem w środku całkowicie pusta.
Po psychiatrach włóczę się od piętnastego roku życia, etykietkę "ChAD" przyczepili mi cztery lata temu. I od tamtego czasu całe moje życie to równia pochyła - raz w jedną, raz w drugą stronę. Długo nie umiałam pogodzić się z diagnozą, nawet teraz i tak towarzyszy mi takie uczucie, że być może to wszystko to bullshit. I chociaż prochy skrupulatnie je zagłuszają, to i tak ciągle gdzieś we mnie jest. Jeszcze jakiś czas temu nie byłoby mowy, żebym tutaj do was pisała, więc uważam to za ogromną zmianę. Nie wiem jeszcze, czy na dobre, czy złe. Ale i tak najgorsze w byciu bombą jest to, że nie ma się nikogo - nikt nie przetnie odpowiedniego kabelka zapobiegając wybuchowi, ani nikt nie poskłada cię z powrotem w całość, jeśli już do tego wybuchu dojdzie.
Więc... Jak znaleźć złoty środek? Jak nauczyć się żyć ze sobą? Jak funkcjonować i odczuwać jakiekolwiek pozytywne emocje z tego powodu?