Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Jak przeżycia DDA wpływaja na wasz związek??

    17.03.05, 20:25
    Jestem ciekawa jak wasze przezycia z domu rodzinnego, z patologii w
    stosunkach międzyludzkich jakie tam nierzadko panowały wpłaywaja na wasze
    pożycie, na wasze relacje z partnerem? czy boicie sie ze on/ona tez wpadnie w
    sidła nałogu? czy nie jestescie przewrazliwieni?
    Obserwuj wątek
      • owlmag Re: Jak przeżycia DDA wpływaja na wasz związek?? 07.05.05, 13:41
        czesc ja wlasnie dostrzegam tragiczny wplyw tego ze jestem dda na mój
        zwiazek.jestem z chlopakiem juz 4 lata i jestesmy u kresu wytrzymalosci.on do
        tego jest tez dda.konkretnie - u niego dostrzegam wielkie trudnosci co do
        podjecia decyzji o zalozeniu rodziny oraz wielka niemoznosc znalezienia pracy i
        utrzymania sie w niej,choc ma dobre wyksztalcenie. ja oczywiscie tez nie jestem
        wspaniala, choc nadal sie tym ludze:), ale trudno to wszystko opisac, trzeba
        szukac pomocy i juz.
      • stefka77 Re: Jak przeżycia DDA wpływaja na wasz związek?? 19.05.05, 08:29
        mają ogromny wpływ, czasem znaczący. Dobrze jest wtedy uprzedzić swojego
        partnera że możesz być nieznośna, i że czasem Cię nie zrozumie, tak żeby go
        przygotować. Ja rozmawiałam z moim mężem przed ślubem wiele razy, wydaje się że
        wszystko było jasne a i tak potem wyszło wiele niespodzianek i przykrości.
        Jednak właśnie te przykrości i czasem niewyrozumiałość osoby kochanej okazały
        się dla mnie najlepszą terapią. Patrzysz wtedy na kogoś kto kompletnie nie
        rozumie twoich uczuć choć się bardzo stara i dostajesz otrzeźwienie, jejku
        przecież nie wszyscy mieli tak w życiu. I przestajesz robić z siebie ofiarę. A
        to podstawa sukcesu:) Mnie się udało i pozdrawiam wszystkich:)
        • kamilskala Re: Jak przeżycia DDA wpływaja na wasz związek?? 21.05.05, 19:24
          witam
          Kiedyś byłem bardzo przewrażliwiony i kązde zachowanie drugiej osoby odbierałem
          jako atak na Mnie.Po terapii zauważyłem,że życie nie toczy sie wokół Mnie,że
          inni ludzie również mają prawo do uczuć.Przede wszystkim jest mi bardzo trudno
          otworzyć się przed bliską osobą,ale staram się i wychodzi całkiem dobrze.Życze
          powodzenia wszystkim DDA.
          • wmg1907 Re: Jak przeżycia DDA wpływaja na wasz związek?? 24.05.05, 15:51
            Myślę że tragicznie !
            Mój przykład to 10 lat małżeństwa 2 dzieci 18 miesięcy wspólnego zamieszkania i
            rozwód.Dziś teściowa opiekuje się moimi dziećmi brat żony pełni funkcje ojca
            (sam nie zaółożył rodziny) a była żona osiąga sukcesy zawodowe i towarzyskie
            oraz ciąga mnie po sądach - "chciałabym byś umarł". Moja była żona
            najprawdopodobniej jest DDA ale nie chce sobie pomóc niestety. W przekonaniu że
            wszystko jest ok utwierdza ją rodzina.
        • ech_o Re: Jak przeżycia DDA wpływaja na wasz związek?? 07.07.05, 17:12
          Jestem w związku od 10 lat.
          I to cud, że w ogóle jestem w związku, gdyż nigdy nie umiałam tworzyć zdrowych
          relacji damsko-męskich.
          W tym czasie były różne burze, które przetrwaliśmy głównie dzięki
          wyrozumiałości męża. To on zwrócił mi uwagę na dziwaczne zaplątanie mojej
          osobowości tj.
          niewspółmierne do sytuacji wybuchy złości, podejrzliwość, niską samoocenę,
          nadmierną potrzebę (wręcz przymus) obciążania się kłopotami innych nie zważając
          na własną sytuację.
          Trwało kilka lat zanim zrozumiałam o czym mąż do mnie mówi, co próbuje mi
          uświadomić. W końcu zrozumiałam:). Duzo czytałam na temat syndromu DDA i
          przyznaję, że na początku drogi byłam wstrząśnięta! Spadło to na mnie jak grom
          i zastanawiałam się skąd u mnie takie coś?
          Wypłakałam się i dwa lata temu podjęłam pracę nad sobą. Powoli, nieznacznie do
          przodu, różnymi metodami. Były rozmowy z psychologiem, były spotkania z
          metodami niekonwencjonalnymi (afirmacje, wizualizacja). Wszystko to bardzo
          wdzięcznie odpłaca mi się, dziś rozumiem źródła mechanizmów rządząch moją
          stroną duchową i mogę je kształtować sama. Kiedy zaczynam popadać w dziwne
          stany frustracji mówię sama do siebie: "oho, mała, to jest to! I TO znowu chce
          Ciebie zawrócić do ciemności". Teraz jest mi duuuużo łatwiej i czuję się
          szczęśliwa z wszystkim co w życiu mam:) Bo to moje zycie i mogę sama
          kształtować sobie widzenie świata:) Co było - nie zmienię, co jest - jest
          najważniejsze, co będzie - nikt nie wie.
          Pozdrawiam Wszystkich forumowiczów i obdarzam Was czułością i uśmiechem za to,
          że jesteście:)

          P.S. Specjalne ukłony dla Szczepana9, za którym tu na chwilkę przywędrowałam.
      • wandana Re: Jak przeżycia DDA wpływaja na wasz związek?? 27.06.05, 15:14
        Ja sama mam pewne symptomy DDA, choć może w łagodnej wersji, natomiast mój
        partner ma chyba wszystkie, ale ... jestesmy szczęśliwi. Wymaga to wiele
        wysiłku, samozaparcia i mnóstwo cierpliwości. Często jest złość, smutek i łzy,
        ale warto, jesli się kocha i nam zależy na związku. Ja zaczęłąm wiele czytac o
        DDA, a mój partner poszedł na terapie i grupową i indywidualną i sa tego
        efekty. Uczymy się siebie nadal, walczymy ze zmorami przesłości tym bardziej,
        że tamten świat nadal istnieje obok nas i wpływa na nasze zycie. Bałam się,
        miałam wątpliwości tym bardziej, że to mój drugi związek, że mam syna, ale
        teraz niczego nie żałuję i nie zamieniłabym tego związku na żaden inny. Wkrótce
        się pobieramy i z optymizmem patrzymy w przyszłość. Byla nam potrzebna pomoc
        specjalistow, ale teraz wiem, ze mozna byc DDA i stworzyc szczesliwa rodzine.
      • szczepan9 Re: Jak przeżycia DDA wpływaja na wasz związek?? 08.07.05, 01:42

        U mnie zawsze było fatalnie,spotykałem dziewczyny -także DDA-,które oczekiwały
        ode mnie czegoś, czego nie umiałem im dać ,okazać,szczerze mówiąc to od kiedy
        pamiętam żyłem w ......"lęku" przed "płcią piekną",z jednej strony była dla mnie
        kimś, komu można oddawać cześć a z drugiej strony ...bałem się,że jestem
        po prostu do....



        "P.S. Specjalne ukłony dla Szczepana9, za którym tu na chwilkę przywędrowałam."

        Wielkie dzięki i serdecznie pozdrawiam Ciebie i forumowiczów:)
        • ech_o Re: Jak przeżycia DDA wpływaja na wasz związek?? 08.07.05, 17:33
          Bo DDA wciąż szuka potwierdzenia swojej wartośći u innych i wciąż jej nie
          znajduje:)
          Jeśli ktoś 100 razy powtórzy, że jesteś wartościowym człowiekiem i zasługujesz
          na szczęście jak wszyscy, to i tak nie uwierzysz:)
          Tak już mamy, taka nasza uroda, ale można nieco zmienić swój stosunek do
          siebie. A wraz z tym przychodzi uzdrowienie kontaktów ze światem:)
          Uwierz lub nie, poczekaj na efekty terapii. Znajdź kogoś bliskiego Twojej duszy
          w grupie terapeutycznej, i mów. Mów o sobie ile wlezie. Jesteś ważny, jesteś i
          już:)))
          • szczepan9 Re: Jak przeżycia DDA wpływaja na wasz związek?? 08.07.05, 22:30
            ech_o napisała:

            " Bo DDA wciąż szuka potwierdzenia swojej wartośći u innych i wciąż jej nie
            > znajduje:)
            > Jeśli ktoś 100 razy powtórzy, że jesteś wartościowym człowiekiem i zasługujesz
            > na szczęście jak wszyscy, to i tak nie uwierzysz:)"

            Coś takiego mi sie dzisiaj przytrafiło,załatwiłem kilka spraw,które wydawało
            mi się,ze nie załatwie i otrzymałem "iskierki nadziei" i.....powinienem sie
            z tego cieszyć!A ja.....???!!!


            " Tak już mamy, taka nasza uroda, ale można nieco zmienić swój stosunek do
            > siebie. A wraz z tym przychodzi uzdrowienie kontaktów ze światem:)
            > Uwierz lub nie, poczekaj na efekty terapii."

            To samo mówi terapeutka:" na wszystko jest czas-niczego nie przyspieszysz"


            "Znajdź kogoś bliskiego Twojej duszy
            w grupie terapeutycznej, i mów. Mów o sobie ile wlezie. Jesteś ważny, jesteś i
            już:)))"

            Dopiero teraz zaczynam mówić o sobie a własciwie to mam taką wielką ochote
            mówić,że ...aż!
            W mojej grupie byłoby w "czym" wybierać :D :D :D
            Nie wiem jak to się stało ale jestem "rodzynkiem" i same laski!Niejeden by się
            ucieszył:)
            Mi jednak tym bardziej trudno mówić,gdy sie dowiaduje przez co dziewczyny
            przechodziły w dzieciństwie i głównie przez facetów!
            • scania81 nie tylko przez facetów 09.07.05, 09:40
              ja przez matkę. Kiedy mówię, że umarła 1,5 roku temu, nadal nie umiem nie
              dodać: na szczęście, przez co bywam odbierana jako jakaś zwyrodniała córka, ale
              po tym co zrobiła w moim życiu, nie zasługuje na "święć Panie..."
              Szukałam ciepła i zrozumienia za wszelką cenę. Nie potrafiłam dogadać się z
              kobietami, więc przebywałam stale z chłopakami, ciąg dalszy można sobie
              wyobrazić.
              Kiedy czułam, że już dalej nie dam rady, że jeśli nie zrobię czegoś, to będzie
              mój koniec, bo miałam coraz większe ciągotki do łażenia samotnie po mostach i
              wieżowcach, wtedy zdecydowałam się na dziecko. Z pierwszym lepszym wtedy pod
              ręką facetem (miał dobry bajer, tyle mówił o zen i buddyźmie, a mamusia go
              chwaliła jaki to pracowity synuś). Udało mi się za drugim razem, za pierwszy,m
              poroniłam. Stwierdził, że musimy wziąć ślub, ja nie chciałam się wiązać,
              chciałam sama wychowywać dziecko, ale po naleganiu, a potem po szantażu, że
              odbierze mi dziecko, wyszłam za niego za mąż. Żałuję, że w ogóle się zgodziłam,
              i że wzięliśmy kościelny, ale trudno.
              Od samego początku nie było tak źle, dopiero jak Wiktoria (moje małe
              zwycięstwo:D) przyszła na świat i ja nie miałam jak pracować i zarabiać zaczęły
              się schody, on wolał kolegów i wędki niż pracę żeby utrzymać rodzinę. A ja nie
              będę lesera utrzymywała. Odeszłam, rozwiodłam się, spotkałam fajnego chłopaka,
              nota bene w piatek trzyanstego zabrał mnie na stopa:)
              Właśnie on pomógł mi się wyrwać z tego zaklętego kręgu.
              Swoją normalnością pokazuje mi wciąż jak powinno wyglądać życie normalnej
              rodziny, na reszcie moja córka ma dom. Traktuje go jak tatę. Były w ogóle się
              nią nie interesuje...
              A mi najbardziej pomaga kiedy słyszę, że zachowuję się jak mała dziewczynka,
              teraz już razem się z tego śmiejemy.
              Jestem wdzięczna losowi za ten piatek trzynastego....

              Sorki, ze się tak rozpisałam...
              • ech_o Re: nie tylko przez facetów 09.07.05, 10:05
                Smutna historia ze szczęśliwym zakończeniem.
                Jeszcze jedna iskierka dająca nadzieję tym, którzy nie wierzą, że można inaczej.
                Czasem spotykamy na swojej drodze anioły:) Cieszę się, że mimo trudności
                życiowych zaufałaś i masz się dobrze:)
              • glista_ludzka Re: nie tylko przez facetów 22.07.05, 21:23
                Scania81, myślę, że masz szansę na unieważnienie Twojego pierwszego
                małżeństwa... spróbuj :) Według prawa kanonicznego małżeństwo sakramentalne
                zawarte pod presją się do tego kwalifikuje.
                Twoja historia jest porażająca, okazuje się, że wszystko jedno, czy
                alkoholikiem jest ojciec, czy matka. U mnie było tak, że pili oboje rodzice
                (ojciec pije do dziś i myślę, że nie ma szans na to, żeby przestał. Zdrowie mu
                się sypie, ma zaawansowaną wieńcówkę, cukrzycę, problemy z prostatą, poci się
                jak cholera, nie ma na nic siły. Jest na trzecim, ostatnim etapie choroby
                alkoholowej). Mama przestała pić jak miałam jakieś 14 - 15 lat, sama, bez
                żadnej terapii. Dlatego twierdzi, że nie jest alkoholiczką... zdaniem mojej
                pani psycholog, jednak jest.
                U mnie bycie DDA na relacje damsko-męskie wpływa tak, że nie mogę sobie znaleźć
                partnera, nie mam w ogóle powodzenia u mężczyzn. Nienawiść do mojego ciała
                sprawia, że nie potrafię wykorzystać jego walorów (które podobno mam, choć moim
                zdaniem jestem brzydka jak mamucie g...o) i nie umiem się poczuć kobietą. Poza
                tym nie umiem nawiązywać kontaktów, unikam ludzi, boję się ich. Na ulicy
                mężczyźni czasem mi się przyglądają, wtedy spuszczam wzrok, odwracam się,
                chociaż chcę się podobać.
                Miałam chłopaka, chodziliśmy ze sobą 2 miesiące. Na początku czerwca tego roku
                zerwałam z nim - cieszę się, że zrobiłam to ja, mniej się wtedy cierpi. Bałam
                się, że on jest idealnym materiałem na alkoholika - tak samo jak ja zagubiony,
                poplątany, nieśmiały i zakompleksiony do granic.
                Tak bardzo chcę mieć szczęśliwą rodzinę, kochać i być kochaną... ale czy mogę
                dać drugiej osobie coś, do czego nie jestem zdolna? Nie umiem kochać... to
                słowo w stosunku do człowieka przechodzi mi przez gardło z ogromnym trudem.
                Szukam sobie faceta po jakichś internetach, ale w ogóle mnie to nie bawi...
                Jakiś czas temu wpadłam w schizę, że może mam powołanie zakonne. Ta myśl
                powoduje, że normalnie wpadam w histerię, bo bardzo chcę mieć męża (najlepiej
                takiego, co byłby dla mnie skałą i twierdzą, rozumiał mnie w lot i spełniał
                wszystkie moje oczekiwania) i dzieci, a poza tym nienawidzę, jak ktoś mi
                rozkazuje, a wiadomo, że w zakonie panuje hierarchia i atmosfera przymusu.
                Nie umiem wyzbyć się pretensji do Boga, że pozwolił na to, żeby akurat mnie
                spotkał taki parszywy los, że mnie tak okaleczył, skrzywdził, odebrał prawo do
                bycia szczęśliwą - żoną i matką.
            • ech_o Re: Jak przeżycia DDA wpływaja na wasz związek?? 09.07.05, 10:17
              szczepan9 napisał:
              > Coś takiego mi sie dzisiaj przytrafiło,załatwiłem kilka spraw,które
              wydawało
              > mi się,ze nie załatwie i otrzymałem "iskierki nadziei" i.....powinienem sie
              > z tego cieszyć!A ja.....???!!!

              Nauczysz się:) Poczekaj, nie od razu Kraków zbudowano.
              Bycie szczęśliwym to nie cecha genetyczna, tylko umiejętność, którą można w
              sobie wykształcić.
              Zaryzykuję nawet powiedzenie, że DDA umieją być najwspanialszymi przyjaciółmi,
              także dla siebie samych. Ze względu na bogate życie wewnętrzne mamy dużo więcj
              przesłanek do przemian niż ci "normalni";)

              > Dopiero teraz zaczynam mówić o sobie a własciwie to mam taką wielką ochote
              > mówić,że ...aż!
              > W mojej grupie byłoby w "czym" wybierać :D :D :D
              > Nie wiem jak to się stało ale jestem "rodzynkiem" i same laski!Niejeden by się
              > ucieszył:)
              > Mi jednak tym bardziej trudno mówić,gdy sie dowiaduje przez co dziewczyny
              > przechodziły w dzieciństwie i głównie przez facetów!

              Nie czuj się winny za wszystkich facetów na świecie:) One tam przychodzą w tym
              samym celu co Ty. Chcą uzdrowić swoje życie. I właśnie w tym macie sobie
              pomagać.
              • szczepan9 Re: Jak przeżycia DDA wpływaja na wasz związek?? 19.07.05, 12:56

                " Coś takiego mi sie dzisiaj przytrafiło,załatwiłem kilka spraw,które
                > wydawało
                > > mi się,ze nie załatwie i otrzymałem "iskierki nadziei" i.....powinienem s
                > ie
                > > z tego cieszyć!A ja.....???!!!"


                A ja czułem coś podświadomie,że "za piękne aby było prawdziwe"!
                I rzeczywiście iskierka zgasła i mój optymizm padł na.....:(
                • ech_o Re: Jak przeżycia DDA wpływaja na wasz związek?? 01.08.05, 21:09
                  Nie wiem co się stało, ale mam nadzieję, że nowe iskierki już są:)
                  Pozwolę sobie zacytować specjalnie dla Ciebie:

                  Coraz to z Ciebie jako z drzazgi smolnej
                  Wokoło lecą szmaty zapalone
                  Gorejąc nie wiesz czy stawasz się wolny
                  Czy to co Twoje będzie zatracone
                  Czy popiół tylko zostanie i zamęt
                  Co idzie w przepaść z burzą.
                  Czy zostanie
                  Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament
                  Wiekuistego zwycięstwa zaranie?

                  CKN
                  • szczepan9 Re: Jak przeżycia DDA wpływaja na wasz związek?? 02.08.05, 02:38
                    ech_o napisała:

                    > Nie wiem co się stało, ale mam nadzieję, że nowe iskierki już są:)

                    Dzięki za nadzieje:) Rzeczywiście było ich jeszcze kilka!Ale znowu to samo:(
                    ZGASŁY!Podobno wszystko ma swój cel....ia tak sobie myśle,może tym celem jest
                    mnie zgębienie:(
                    Mimo wszystko nie poddaje sie i po kopach znowu nadstawiam ...pewną część
                    ciała:)

                    Pozwolę sobie zacytować specjalnie dla Ciebie:
                    >
                    > Coraz to z Ciebie jako z drzazgi smolnej
                    > Wokoło lecą szmaty zapalone
                    > Gorejąc nie wiesz czy stawasz się wolny
                    > Czy to co Twoje będzie zatracone
                    > Czy popiół tylko zostanie i zamęt
                    > Co idzie w przepaść z burzą.
                    > Czy zostanie
                    > Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament
                    > Wiekuistego zwycięstwa zaranie?

                    Jeśli dobrze zrozumiałem to wiersz ten jest o mnie , o mnie ,który stoi
                    i zastanawia sie czy żyje czy też nie.

                    >
                    > CKN
                    • ech_o Re: Jak przeżycia DDA wpływaja na wasz związek?? 02.08.05, 11:19
                      szczepan9 napisał:
                      > Dzięki za nadzieje:) Rzeczywiście było ich jeszcze kilka!Ale znowu to samo:
                      ( ZGASŁY!Podobno wszystko ma swój cel....ia tak sobie myśle,może tym celem jest
                      > mnie zgębienie:(
                      > Mimo wszystko nie poddaje sie i po kopach znowu nadstawiam ...pewną część
                      > ciała:)

                      Słuszna uwaga, wszystko ma swój cel. Nic nie dzieje się przypadkiem:) Jeśli
                      dobrze "pogrzebać" w przeszłości i podświadomości, to zawsze znajdzie się
                      źródło, praprzyczyna skutków, które odczuwamy:)
                      Tylko trzeba chcieć zrozumieć, chcieć szukać, chcieć akceptować rzeczy
                      niezmienialne.

                      > Jeśli dobrze zrozumiałem to wiersz ten jest o mnie , o mnie ,który stoi
                      > i zastanawia sie czy żyje czy też nie.

                      Poezja jest do odczuwania i nawet nie zastanawiaj się czy dobrze ją rozumiesz:)
                      Zawsze dobrze rozumiesz duszą, tą cząstką, która w nas niewidzialna, a tak
                      znacząca! Ma trafiać do naszej wyobraźni o sobie, o świecie i jeśli coś w niej
                      znajdujesz, to znaczy, że rozumiesz.
                      Mamy takie szkolne naleciałości typu "co poeta chciał powiedzieć", a to błąd.

                      Wiersz jest Norwida i jak widać po upływie czasu, ludzie wciąż boją się, przez
                      stulecia są tacy sami. Czują strach ogromny przed zmianami w sobie. Bo jakże
                      często zgadzamy się na zmiany te zewnętrzne, ale juz pracy z sobą samym to
                      boimy się bardzo. A przecież to my sami i mądra istota wyższa, która w nas jest
                      to nasza siła.
                      Zabrzmi jak truizm, ale to naprawdę mądre spostrzeżenie: świat jest taki jakim
                      chcemy go widzeć. Nawet nieznaczna zmiana postrzegania rzeczywistości może
                      zdziałać cuda w nas. Dlatego watra jest terapia, ale najbardziej istotna jest
                      praca sam na sam ze sobą.
                      • szczepan9 Re: Jak przeżycia DDA wpływaja na wasz związek?? 03.08.05, 00:19
                        ech_o napisała:
                        > Słuszna uwaga, wszystko ma swój cel. Nic nie dzieje się przypadkiem:) Jeśli
                        > dobrze "pogrzebać" w przeszłości i podświadomości, to zawsze znajdzie się
                        > źródło, praprzyczyna skutków, które odczuwamy:)
                        > Tylko trzeba chcieć zrozumieć, chcieć szukać, chcieć akceptować rzeczy
                        > niezmienialne.

                        Kiedy sie dowiedziałem o tym ,że jestem(?) dda to nie wiedziałem wogóle o co
                        chodz? Potem myślałem,to bzdura,u mnie jest przecież "normalnie"!Potem miałem
                        totalny mentlik w głowie!A teraz ......gdy zacząłem zauważać jak u mnie jest
                        to sam nie wiem co robić? Jak to "ugryźć"??????????



                        >
                        > > Jeśli dobrze zrozumiałem to wiersz ten jest o mnie , o mnie ,który stoi
                        > > i zastanawia sie czy żyje czy też nie.
                        >
                        > Poezja jest do odczuwania i nawet nie zastanawiaj się czy dobrze ją rozumiesz:)
                        >
                        > Zawsze dobrze rozumiesz duszą, tą cząstką, która w nas niewidzialna, a tak
                        > znacząca! Ma trafiać do naszej wyobraźni o sobie, o świecie i jeśli coś w niej
                        > znajdujesz, to znaczy, że rozumiesz.
                        > Mamy takie szkolne naleciałości typu "co poeta chciał powiedzieć", a to błąd.
                        >
                        > Wiersz jest Norwida i jak widać po upływie czasu, ludzie wciąż boją się, przez
                        > stulecia są tacy sami. Czują strach ogromny przed zmianami w sobie. Bo jakże
                        > często zgadzamy się na zmiany te zewnętrzne, ale juz pracy z sobą samym to
                        > boimy się bardzo. A przecież to my sami i mądra istota wyższa, która w nas jest
                        >
                        > to nasza siła.
                        > Zabrzmi jak truizm, ale to naprawdę mądre spostrzeżenie: świat jest taki jakim
                        > chcemy go widzeć. Nawet nieznaczna zmiana postrzegania rzeczywistości może
                        > zdziałać cuda w nas. Dlatego watra jest terapia, ale najbardziej istotna jest
                        > praca sam na sam ze sobą.
                        • ech_o Re: Jak przeżycia DDA wpływaja na wasz związek?? 03.08.05, 11:26
                          szczepan9 napisał:
                          > Kiedy sie dowiedziałem o tym ,że jestem(?) dda to nie wiedziałem wogóle o
                          co chodz? Potem myślałem,to bzdura,u mnie jest przecież "normalnie"!Potem miałem
                          > totalny mentlik w głowie!A teraz ......gdy zacząłem zauważać jak u mnie jest
                          > to sam nie wiem co robić? Jak to "ugryźć"??????????

                          Na początek zaakceptuj trudny, ale jednak fakt, że masz cechy DDA. Znajdź te,
                          które dotyczą Ciebie bezpośrednio i pamiętaj o nich zawsze.
                          Dla każdej z cech dotyczącej Ciebie obmyśl dojrzały, zdrowy wg Ciebie, odwrotny
                          sposób postępowania.
                          W chwilach trudnych dla Ciebie znajdź 3 sekundy czasu na pomyślenie i szybkie
                          zidentyfikowanie niepożądanej cechy, która właśnie z Ciebie "wyłazi". Z całą
                          stanowczością oraz spokojem zareaguj wbrew utrwalonemu wzorcowi.
                          Podam prosty przykład, z którego ja korzystam.
                          Kiedy mam ogromne obawy wyrazić swój punkt widzenia i według mnie
                          ktoś "narzuca" mi swoją wolę, to zauważyłam u siebie pewną prawidłowość: zawsze
                          sięgam ręką do ucha, maltretuję je, kręcę palcem kosmyk włosów, milczę, w końcu
                          przestaję słuchać co się do mnie mówi i już w głowie zaczyna się potok myśli o
                          tym, ze ja tak nie chcę, zaczynam czuć ucisk w krtani. Ale milczę - zupełnie
                          jak mała bezradna dziewczynka.
                          Po dokładnej analizie objawów mojej bezradności zorientowałam się, gdzie jest
                          ów moment na otrząśnięcie się. Kręcenie włosów palcami jest u mnie momentem, w
                          którym muszę zareagować. Mówię sobie: "aha, idź mała dziewczynko na krótki
                          spacer, a teraz ja dorosła zajmę się sprawą".
                          I po prostu (ja dorosła) zaczynam działać:) Nauczyłam się ze spokojem
                          wypowiadać swoje oczekiwania w stosunku do omawianej sprawy.
                          Gdybym nie miała tej sekundy czasu na refleksję, to na pewno zachowałabym się
                          jak dzieko przyjmując wolę innych z poczuciem krzywdy.
                          To tylko jeden przykład, ale mam nadzieję, dość obrazowo opisałam proces, który
                          we mnie zachodzi, i który nauczyłam się celnie rozpoznawać.

                          Oczywiście, nie zawsze jest tak, że od razu wiem czego chcę.
                          Często jest tak, że po prostu proszę o chwilę, czasem o kilka godzin na
                          przemyślenie, na zapoznanie ze zdaniem mojego wewnętrznego przewodnika:)
                          I nic w tym złego. Nie każdy z nas musi od razu wiedzieć jak ustosunkować się
                          do spraw.
                          Właśnie z tej metody często korzystam w pracy. Z zasady nie biorę udziału w
                          burzliwych sporach i dyskusjach nie prowadzących do niczego dobrego. Po prostu
                          tylko słucham i zbieram materiał do przemyśleń.
                          Kiedy jestem gotowa wyrazić swój punkt widzenia, robię to ze spokojem ponieważ
                          wiem, że to co mówię, jest zgodne z moją wolą. Mówię jedynie o syntezie faktów,
                          o ich ewentualnych skutkach. W ten sposób nie dotykam bezpośrednio żadnej z
                          zainteresowanych w spór osób.
                          Dzięki takiej postawie nie mam otwartych wrogów a i często zdarza się, że
                          niektórzy przychodzą do mnie po poradę jak do arbitra;)

                          Rozpisałam się, ale nie umiałam w kilku zdaniach zamknąć tematu.
                          Podsumowując zauważę jedynie, że bardzo ważna jest obserwacja swoich reakcji. U
                          każdego są one inne. Terapia podaje nam metody zdrowego postępowania, ale tylko
                          my sami możemy je wdrożyć we własne życie. Żaden terapeuta nie jest cudotwórcą
                          jeśli my sami nie wykonamy należnej nam części pracy:))
                          @
                      • szczepan9 Re: Jak przeżycia DDA wpływaja na wasz związek?? 03.08.05, 00:24
                        ech_o napisała:
                        > Poezja jest do odczuwania i nawet nie zastanawiaj się czy dobrze ją rozumiesz:)
                        >
                        > Zawsze dobrze rozumiesz duszą, tą cząstką, która w nas niewidzialna, a tak
                        > znacząca! Ma trafiać do naszej wyobraźni o sobie, o świecie i jeśli coś w niej
                        > znajdujesz, to znaczy, że rozumiesz.
                        > Mamy takie szkolne naleciałości typu "co poeta chciał powiedzieć", a to błąd.


                        To chyba u mnie tak jest:(


                        >
                        > Wiersz jest Norwida i jak widać po upływie czasu, ludzie wciąż boją się, przez
                        > stulecia są tacy sami. Czują strach ogromny przed zmianami w sobie. Bo jakże
                        > często zgadzamy się na zmiany te zewnętrzne, ale juz pracy z sobą samym to
                        > boimy się bardzo. A przecież to my sami i mądra istota wyższa, która w nas
                        jest to nasza siła.


                        U mnie to zarówno ze zmianami zewnętrznymi jak i wewnętrznymi to ciężka
                        sprawa,podobno wim o co chodzi ze mną a ja.....dalej funkconuje jak dotychczas:(


                        > Zabrzmi jak truizm, ale to naprawdę mądre spostrzeżenie: świat jest taki jakim
                        > chcemy go widzeć. Nawet nieznaczna zmiana postrzegania rzeczywistości może
                        > zdziałać cuda w nas. Dlatego watra jest terapia, ale najbardziej istotna jest
                        > praca sam na sam ze sobą.

                        Mnie to co sie dzieje teraz na świecie to po prostu boli,staram sie
                        spoglądać na życie troche inaczej ale jest mi trudno:(


      • szczepan9 Re: Jak przeżycia DDA wpływaja na wasz związek?? 11.09.05, 22:55

        puciuszek 17.03.05, 20:25

        Jestem ciekawa jak wasze przezycia z domu rodzinnego, z patologii w
        stosunkach międzyludzkich jakie tam nierzadko panowały wpłaywaja na wasze
        pożycie, na wasze relacje z partnerem? czy boicie sie ze on/ona tez wpadnie w
        sidła nałogu? czy nie jestescie przewrazliwieni?

        Ja bardzo sie boje tego,bo znam dzieczyne,która twierdziła,że alkohol
        to nie problem a stało sie inaczej.
        Natomiast efektem moich przeżyć z domu rodzinnego jest to ,że zostałem
        teraz sam......nie umiałem być"facetem":(

      • jozefowa Re: Jak przeżycia DDA wpływaja na wasz związek?? 31.10.05, 17:52
        wplywaja...i to bardzo.
        Kazdy chlopak bal przetestowany ,sprawdzony...
        zrywalam 10 razy na tydzien z biedakami potem sprawdzalam czy wroca.
        Naturalnie niektorzy w koncu mieli dosc i odchodzili.
        Zostal sie jeden ,byl starszy duzo odemnie i chyba madrzejszy od innych.
        Pisze chyba ,bo dzisiaj jest moim mezem i widze ze nie jest jakims
        nadzwyczajnie madrym czlowiekiem.. Rozniacym sie od tamtych..
        Jest suchym alkoholikiem,niestety o tym dowiedzialam sie po slubie..
        Tak ale ten umiel mnie zrozumiec i tak to sie stalo ze z nim jestem...
        • jozefowa przepraszam za literowki 31.10.05, 18:40
          jozefowa napisała:

          > wplywaja...i to bardzo.
          > Kazdy chlopak bal przetestowany ,sprawdzony...
          > zrywalam 10 razy na tydzien z biedakami potem sprawdzalam czy wroca.
          > Naturalnie niektorzy w koncu mieli dosc i odchodzili.
          > Zostal sie jeden ,byl starszy duzo odemnie i chyba madrzejszy od innych.
          > Pisze chyba ,bo dzisiaj jest moim mezem i widze ze nie jest jakims
          > nadzwyczajnie madrym czlowiekiem.. Rozniacym sie od tamtych..
          > Jest suchym alkoholikiem,niestety o tym dowiedzialam sie po slubie..
          > Tak ale ten umial mnie zrozumiec i tak to sie stalo ze z nim jestem...
          >

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka