Mój mąż jakoś "przeżył" te święta, teraz z kolei martwię się o moją mamę.
Moja mama na CHAD choruje już od ok.30 lat, było różnie-wiadomo, raz lepiej,
raz gorzej. Szpital psychiatryczny też "zaliczyła" sporo razy.
Pamiętam tuż po moim ślubie (dokładnie 8 lat temu-dziś mam rocznicę

)
poczuła się bardzo źle i znalazła się w szpitalu, potem, kiedy dowiadywała się
ode mnie, że mój mąż jest w złym stanie, jej własny stan zdrowia natychmiast
pogarszał się. Od dłuższego czasu nie informuję mamy, jeśli mój mąż gorzej się
poczuje. Nie chcę jej narażać na pogłębienie choroby.
Ja już wyszłam za mąż, potem mój brat. Po kolei wyprowadzaliśmy się z domu,
mama została z moją najmłodszą siostrą właściwie sama (tata pracoholik gdyby
mógł zamieszkałby w pracy). Teraz za niecałe 2 tygodnie moja siostra wychodzi
za mąż.
Bardzo boję się reakcji mamy na wyfrunięcie kolejnego dziecka z rodzinnego
gniazda.
Rozmawiam telefonicznie z mamą codziennie i już od dłuższego czasu gorzej mi
się z nią rozmawia. Co to znaczy "gorzej"? Dla mnie to znaczy inaczej, muszę
wyciągać d mamy każde słowo, prowadzić rozmowę.
Martwię się o moją mamę. Jak będzie się czuła, czy da sobie radę z tym
wszystkim sama? To zbaczy, ja zrobię wszystko, aby nie czuła się sama,
przynajmniej postaram się.
Poświąteczne pozdrowienia, poetkam