poetkam
02.08.07, 11:17
Dziś mąż nie pojechał na oddział dzienny- nie dał rady wstać z łóżka,
marudził. A ja głupia zadzwoniłam z usprawiedliwieniem jego nieobecności do
terapeutki. Usłyszałam, że słabo go mobilizuję do chodzenia na oddział i
wstawania z łóżka. Muszę mocniej go mobilizować.
Szczęka mi opadła.
To ja dosłownie staję na głowie, żeby mąż miał dosłownie wszystko, a taka
kobieta jedna, psychoterapeutka z Bożej łaski, która nawet nie wie, jak to
jest zrzucać kogoś z łóżka, jednym zdaniem nakopała mi tak, że płaczę teraz
na klawiaturę. A ja przecież sama jestem w rozsypce...