Dodaj do ulubionych

czy jak dowalę...

29.08.07, 20:39
mojemu mężowi za sklerozę i niewidzenie dalej niż własny czubek
nosa, to będzie to wynikało z mojego bezgranicznego wkurzenia na
sytuację, czy z niejedzenia stabilizatorow?

bo właśnie się gotuję i zaraz będzie bum!!!

na dodatek pan mąż złapał katarek i umiera. i jakoś mało ważne jest,
że ja od poniedziałku łażę zasmarkana i mam gorączkę.

chyba wariatka wróci do akcji.
Obserwuj wątek
    • com_sui Re: czy jak dowalę... 29.08.07, 21:29
      Ola.
      Pan mąż zabity? Jeśli nie, to poczekaj chwilę.
      Olej jego katar, niech herbatki podaje sobie sam,
      poproś może jakąś koleżankę, aby np. zajęła się
      Małą (gę gę gę), a Ty pod koc (co za pierdolona jesień
      się zrobiła).

      Nie-na-wi-dzę, szczerze nienawidzę, gdy np. miła
      pani psycholog albo psychiatra nie rozumie, o czym
      ja do niej i słyszę: Przyspiesza pani myślenie.
      Niedobrze, niedobrze.
      (jasne, a pani zwalnia)
      Kotomyszo, jeśli możesz nie zabijaj nikogo, są pieprzeni
      egoiści, ale pójść z tego powodu siedzieć? wink
      Może Ty epistoły wkurzone do niego pisz, co?

      Uściski.

      • kotomysza Re: czy jak dowalę... 29.08.07, 21:58
        smile

        on żyje. takich z katarem nie zabijam.

        wydrylowałam 2,5 kg śliwek. drugie 2,5 kg on wydrylował - chyba
        miałam dość wredny wyraz twarzy, bo sam zaproponował. i się powidła
        robią. pokroiłam i odpestkowałam 1 kg pomidorów na suszenie.
        posypane solą, bazylią i oregano siedzą w piekarniku. i zrobiłam
        wafle kajmakowe.

        idę pod prysznic, a potem zadekuję się na fotelu z "Fight Club" i
        poczytam do północy. i posłucham jakiś dziwnych dźwięków.
        • com_sui Re: czy jak dowalę... 29.08.07, 22:40
          Zaproś mnie, głodnam smile
          I dobrze, ruszyło go smile
          Słuchaj, może jednak..ten tego..weź ten stabilizator?
          Bo pięknie, że takie dania i tak szybko czarujesz, ale
          chodzi o równowagę, rozumisz.
          Buziaki, skońćzyłam oglądać film w prywatnym kinie domowym
          (notebook), teraz książka. A w żołądku ssanie jak w db
          odkurzaczu.
          P.S. Gdzie mieszkasz?
          • kotomysza Re: czy jak dowalę... 29.08.07, 22:49
            w Lublinie wink - wpadaj. uwielbiam gotować

            czytasz moją pisaninę chyba i wiesz, czym się skończyła moja
            ostatnia przygoda ze stabilizatorem sad. więc, sorry, nie mam
            ochoty. w momencie, gdy nie potrafiłam powiedzieć "rz", cz" itp.
            wystraszyłam się już porządnie. (a w sekrecie powiem, ze o mało nie
            zlałam się pod siebie, bo nie skojarzyłam, że jak chcę siku to muszę
            się przemieścić do toalety - śmiesznie brzmi, ale wtedy się nie
            śmiałam raczej)
            nie mam wahań nastroju, mam sporo rzeczy na głowie i jestem chora
            tj. przeziębienie. i jakoś to zestawienie mnie nie cieszy.
    • miriam11 Re: czy jak dowalę... 30.08.07, 07:03
      Pozwolę sobie dodać, że doświadczenia wiem, że katar u faceta to zazwyczaj
      ciężka choroba i w domu zalega konająca ofiara smile
      Należy się tym nie przejmować, o ile się da (łatwo mówić). Ale oni nie wiem
      czemu tak mają, że jak poważna choroba, to udają, że nic im nie jest, a jak
      katar, to prawie że testament piszą. Przeczekać.
    • kotomysza odszczekać (odmiauczeć) muszę 30.08.07, 19:46
      ... chyba. a przynajmniej część. pan mąż w nocy dostał temeratury na
      poziomie 39 gradusów. a dziś rano objawił mi anginę - ropną.

      echhhh

      reasumując:
      on ma anginę, ja świra i paskudztwa w gardle, dziecko ma świra z
      okazji bycia dwulatkiem, koty najczęściej zalegają na trasie naszego
      przemarszu.

      czy jest na sali lekarz??? smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka