Dodaj do ulubionych

Samowolka w leczeniu a lekarz

07.01.08, 15:49
Mam w tej chwili obawy przed pójściem do lekarki- wizyta za tydzień.
Podniosłam sobie sama dawkę, gdyż uznałam, że rada pani doktor była
niewystarczająca i pomóc mi może co innego. A w stanie byłam krótko
mówiąc:" niestabinym" i nieźle "bujającym". Mam małe obawy, jaka
będzie reakcja pani doktor na tę moją samowolkę leczniczą. Wy też
sami zmieniacie sobie leki, zwiększacie, zmniejszacie
dawki...Mówicie o tym lekarzowi? Jaka jest jego reakcja?
Obserwuj wątek
    • beatrix-kiddo Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 07.01.08, 16:31
      Ja mówię. Pewnie, że się boję przyznać, no ale muszę, jeśli lekarz ma mi pomóc.
      Szczęśliwy specjalnie nie jest, ale nie zabija wink
      • poetkam Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 07.01.08, 16:48
        To dobrze, to już się mniej boję...Wolałabym sama się zabić, aniżeli
        liczyć na pomoc kogoś trzeciego, hehehe
    • maciusiko Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 07.01.08, 16:42
      A mnie lekarz sam poinstruowal,jak zmieniac dawki w zaleznosci od gorki/dolu.
      • 35.a Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 07.01.08, 18:01
        Mogłabyś technicznie podpowiedzieć - jak to uczynić?
        Mam od paru dni dość dużą depresję. Biorę:
        Venlectine 75, jakiś odpowiednik Rispoleptu 2, Tegretol aż
        800, Ketrel (ten lek mi się nie podoba, po jego włączeniu
        chce mi się pożegnać ten nie najpiękniejszy ze światów), jakaś
        lamotrygina 200. Moim zdaniem to jakiś niezrozumiały koktajl...

        Co odjąć? Czego dodać? Pytam poważnie.
        • maciusiko Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 07.01.08, 18:13
          35a.- nie podpowiem,choc biore tak jak Ty wenlafaksyne i stabilizator(to nie taki jednak koktajl jak u Ciebie).Jak wlaze w dol,to mam zwiekszac dawke antydepr. i odwrotnie az do calkowitgo odstawienia czasami niestety
        • czareg Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 07.01.08, 18:13
          Jezu, jak, dlaczego, co zrobiłaś swojemu lekarzowi, że taką piekielną mieszankę
          ci zadaje. To albo geniusz albo wariat. Ja bym od niego uciekł. Im dalej tym lepiej.
          Nie wiem, zupełnie nie wiem, jak udaje mu się określić, który akurat lek działa,
          a który szkodzi.
          Biedactwo ty nasze. Jak mi cię żal.
          • 35.a Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 07.01.08, 18:33
            Rozumiem...wylatuje Ketrel. I wracam do 100 lamotryginy.
            Status quo ma być.
            P.S. I no nie wiem, co napisać a propos mojej lekarz...
          • i_am_the_army Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 07.01.08, 18:45
            Czarek, zmiękłeś tongue_out
          • drugikoniecswiata Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 11.01.08, 15:40
            dobrze ujęte smile))))
            • drugikoniecswiata Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 11.01.08, 15:41
              to było do postu czarka, nie o czarku, sorry
        • i_am_the_army Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 07.01.08, 18:38
          35.a, o w mordę, ale mix! nawet w szpitalu takich mixów nie dawali jak leżałam, powaga...
          W odpowiedzi na Twojego posta rysuje mi się w głowie tylko: ????
          • 35.a Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 07.01.08, 18:43
            smile)) pierwszy śmiech dziś smile))

            Staram się być słowna, więc nie napiszę nic o mojej lekarz,
            ale ucieknę od niej niebawem. O tym mixie też już słyszałam...
            Ale nieźle mam w tym szpitalu - kratek nie ma smile))
            • i_am_the_army Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 07.01.08, 18:48
              Ooo! <radocha> za pierwszy śmiechsmile)
              A teraz proszę drugi trzeci i dziesiąty wink)
              • 35.a Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 07.01.08, 18:49
                Buziak, otworzyłaś śluzę czy jak to się zwie.
                Będzie powódź. Uśmiechów smile I część lekarstw
                dziś odejmę.
                • i_am_the_army Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 07.01.08, 18:57
                  big_grin
                  Moje marzenie: utonąć w powodzi uśmiechów big_grin
                  <uścisk>
                  • 35.a Jupi :-) 08.01.08, 09:54
                    wróciło odczuwanie przyjemności. miłe jest nawet stawianie
                    stopy rano na podłogę, nie mówiąc o bardziej złożonych uczuciach.
                    uffff

                    maciusiko i czareg, dzięki za trafne wskazówki
            • beatrix-kiddo Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 07.01.08, 18:56
              35.a napisała:

              > smile)) pierwszy śmiech dziś smile))
              >
              > Ale nieźle mam w tym szpitalu - kratek nie ma smile))

              No wiesz, tam gdzie mnie chcą zapuszkować też nie ma kratek i podobno nawet
              dobrze karmią, ha ha ha smile))))
              • 35.a Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 08.01.08, 10:12
                Hm, widzę to tak: chcą Ci dobrze ustawić leki i co
                za tym idzie, mieć Cię codziennie na okuwink Nie łam się,
                trzymamy przecież kilkadziesiąt kciuków za obecny lek.
    • i_am_the_army Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 07.01.08, 17:02
      Mój poprzedni lekarz reagował na moje, choćby maluteńkie, samowolki bardzo ostro. Teraz zmieniłam lekarza i mam ten sam problem co Ty - bo sama zmnieniłam sobie dawki, a tu w piątek wizyta i jak ja jej (lekarce) to powiem...
      Będę trzymać w związku z tym kciuki za Ciebie a Ty trzymaj za mnie tongue_out tongue_out
      • cassandrax Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 07.01.08, 21:32
        ....ale mnie tu długo nie było...ja mam tak, kiedy czuję się
        znaczniej lepiej przestaję brać leki, czuję się po niż taka ciężka,
        wiecznie zmęczona...teraz czuję się znaczniej lepiej, nic nie biorę,
        tylko czasem hydroxyzynę na sen i jakieś dziwne trzęsiawki...a tak
        to nie....zakochałam się na nowo, znów,ponownie...w tym samym...
    • vinci28 Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 07.01.08, 21:34
      raz powiedzialem i kazal wrocic bo leki moga miec pozniej mniejsze
      dzialanie ,raz doszlo do klotni i tak dalej,nie wiem czy robie
      dobrze czy nie ale wiem ze od czerwca jeszcze mimo tego iz w manii
      bylo pieknie i w jakims sensie jest nadal to czuje calym soba jak
      chad okryl rzczywistosc swoimi barwami,
    • trajlajlaj Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 08.01.08, 02:51
      Albo lecz się sama albo zaufaj lekarzowi.
    • matrioszka42 Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 08.01.08, 09:14
      Moja doktórkatylko zaznaczyła, że jak zacznę fruwać to mam uciekać z
      antydepresantem i dzwonić do niej.
      • dol_inka Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 08.01.08, 16:58
        1. Ostatnio zmniejszyłam sobie dawki Lamotryginy,Fevarinu i
        wycofałam Efectin.Ketrel zostawiłam jak był.
        2. Przyznałam się do tego lekarzowi na ostatniej wizycie!!!
        3. Nie zamordował mnie. Po spokojnej rozmowie zwiększył mi tylko
        Lamotryginę smile
        4. Wnioski: dobrze się obserwowałam,wyczułam...tym razem. Ale kiedy
        wiadomo że to dobra decyzja, a kiedy tak sie tylko nam wydaje?
        Loteria.
        • dol_inka Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 08.01.08, 17:01
          ...i proszę nie brać ze mnie przykładu.
    • poetkam Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 09.01.08, 09:57
      Im bliżej wizyty lekarskiej, tym bardziej się jej obawiam. Tylko cholera mnie
      wie, czego ja się boję? Ochrzanki? Pani Magdo, proszę nie siedzieć tyle ba
      forum- rodzina czeka...Ostatnio tak miałam...O matko. A teraz będzie: pani
      Magdo, proszę nie gonić za kochankami, rodzina cierpi?...A ja? Ja nie cierpię?
      Ale przyznawać się nie muszę, no nie? No pewnie, że nie...
      • asiuniaa36 Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 09.01.08, 12:06
        Jestem do bolu szczera z moja lekarka-nie mam wyjscia skoro ma mi pomoc...
    • drugikoniecswiata Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 11.01.08, 15:54
      Ja po 4 latach przygody z lekami cały czas u tej samej pani dr mam wrażenie, że
      tu chodzi o złoty środek. Czyli że jej zależy, żebym ja brała udział w
      podejmowaniu decyzji o lekach -> tak jakby brała na siebie część
      odpowiedzialności za leczenie. Na początku mnie to wkurwiało, no bo przecież to
      ona jest lekarzem i się zna, a ja nie, ja jej ufam, itd itp. Teraz myślę trochę
      inaczej. Fakt, to ona opracowuje koncepcje leczenia, ale to ja ze sobą jestem
      24h na dobę. Jeśli ona za każdym razem pyta mnie o zdanie, decyzję, zgodę, to
      gdy już się na coś zdecydujemy, mam większą motywację do tego, żeby go brać,
      żeby traktować to leczenie poważnie.

      Samowolnie raz odstawiłam antydepresant - nie nakrzyczała, zapytała czy chcę
      wracać czy spróbować bez, chciałam spróbować, powiedziała że zobaczymy jak
      będzie. Wróciłam po 3 miesiącachh z podkulonym ogonem. Potem kiedyś miałam
      zwiększyć dawkę ale nie zwiększyłam - nie nakrzyczała, tylko zapytała dlaczego.
      W ogóle ja miałam wrażenie że jestem potulna i grzeczna i robię wszystko co mi
      każe smile)) Teraz będę musiała zeznać, że odstawiłam z dnia na dzień depakinę,
      ale się nie boję. To moja decyzja, w oparciu o wcześniejsze z nią rozmowy, ale
      moja i jestem jej pewna. Jak będzie źle, najwyżej wrócimy.

      Jednym słowem: w chorobach psychicznych bardzo ciężko jest rozgraniczyć między
      tym, na co można wpłynąć farmakologią, a tym, co jest czynnikiem osobowościowym,
      tudzież wyuczonymi mechanizmami obronnymi, które można modyfikować. Leki to
      jedno, podejście do choroby, uważna obserwacja i mądre dbanie o siebie to
      drugie. Lekarz pomaga, jest niezbędny, ale to nie jego życie i nie jego choroba,
      a nasze.

      Myślę, że samowolka czasem jest niezbędna, ale powinna być przemyślana i
      rozsądna (nie co chwila manipulacje wszystkimi lekami po to, żeby natychmiast
      poprawić humor, tylko powolutku i patrzeć, co się dzieje, tak jak z dzieckiem,
      co się je dopiero zaczyna karmić normalnym jedzeniem; a przed lekarzem nie
      ściemniać oczywiście, bo to bez sensu). Tak myślę teraz ja, to myślenie to
      doświadczenie moich 4 lat, z czego ostatnie 1,5 w terapii. Chętnie usłyszę, co o
      tym co napisałam sądzicie.

      --
      Im bardziej Puchatek zagladal do srodka, tym bardziej Prosiaczka tam nie bylo...
      • poetkam :-) 11.01.08, 16:49
        Ja Ci tylko tyle odpiszę, bom słaba: to jest bardzo logiczne i
        sensowne rozumowanie. Twoja lekarka jest genialna. A i Tobie oleju w
        główce nie brak.
        Kto mi da siły...
        A jutro do pracy...
      • o-solitude Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 11.01.08, 17:29
        tacy lekarze są mądrzy, ale myślę że czasem przeceniają pacjentów wink
        tzn w Twoim przypadku metoda się sprawdza - ale w moim już nie bardzo. moje
        samowolki lekowe są bardzo impulsywne. po prostu w pewnym momencie nagle czuję,
        że m u s z ę rzucić w cholerę jakiś lek, bo inaczej trafi mnie szlag albo co.
        jedyne co mi pozostaje, to walka z takimi impulsami, zadanie sobie pytania, czy
        na pewno na dłuższą metę to dobry pomysł. (tu bardzo się przydaje wsparcie
        lekarza, ew. forumowiczów)
        • drugikoniecswiata Re: Samowolka w leczeniu a lekarz 11.01.08, 18:52
          > tacy lekarze są mądrzy, ale myślę że czasem przeceniają
          > pacjentów wink

          też tak myślę, i przez długi czas, a i teraz jeszcze nie raz, czuję się przez
          nią przeceniana wink)

          > tzn w Twoim przypadku metoda się sprawdza -
          > ale w moim już nie bardzo.

          Nie wiem czy się sprawdza. u mnie to się zmienia, myślę że dużą rolę gra to, że
          od 1,5 roku jestem w terapii, obserwuję się nie tylko sama, i o decyzjach
          lekowych też rozmawiam z terapeutką. Jak napisałam, to co myślę teraz to zebrane
          doświadczenie z 4 lat.

          > moje samowolki lekowe są bardzo impulsywne. po prostu w pewnym
          > momencie nagle czuję,że m u s z ę rzucić w cholerę jakiś lek,
          > bo inaczej trafi mnie szlag albo co.
          > jedyne co mi pozostaje, to walka z takimi impulsami,
          > zadanie sobie pytania, czy na pewno na dłuższą metę to dobry
          > pomysł. (tu bardzo się przydaje wsparcie
          > lekarza, ew. forumowiczów)

          No właśnie. Dla mnie to się niczym nie różni od sytuacji, gdy w hipomanii
          wchodzę do empiku i już-już podchodzę do kasy ze stertą książek, albo
          analogicznej w sklepie z ciuchami. Po prostu trzeba wtedy dać sobie w łeb,
          wyjść, przemyśleć we wszystkie strony i ew. wrócić po jedną książkę z tej
          sterty. Uczę się tego boleśnie, to chyba jedyny sposób na to, żeby jakoś z tym
          naszym świrem żyć. Może tylko trudniej dawać sobie w łeb i przeciwstawiać się
          impulsom w depresji niż w hipomanii (przynajmniej u mnie na pewno jest to
          trudniejsze), ale myślę że na dłuższą metę to właśnie o to chodzi. Zasada
          ograniczonego zaufania... niestety do siebie, nie do innych użytkowników drogi.

          Ale fajnie, że jest to forum, i że można takie sprawy przegadać. Dla mnie w
          każdym razie to ma bardzo duże znaczenie, bardzo mi pomogło.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka