czubata
17.06.09, 12:22
O malo co nie zrobił pod siebie.-Pani ma psychozę!Ja nie mogę pani pomóc bo
gdyby się coś pani stało lub dzieciom to byłoby na mnie.-I kazał mi się
zgłosić do szpitala.A ja chciałam tylko coś na sen.śmiać mi się zachciało bo
facet miał minę jakbym siedziała tam ze spluwą w ręku i była
najniepoczytalniejsza z najniepoczytalniejszych.Ostatecznie było mi też
przykro bo poczułam się potraktowana jak ktoś kto niema nic do powiedzenia bo
jest wariatem i niemożna mu ufać.A może ja tak żle wyglądałam?ąle nie
umarłam.Jakoś się to wszystko umiarkowało bo przez cały długi week-end
leczyłam się...alkoholem.Wiem co sobie pomyślicie ale chyba już nie miałam
wyjscia.Alkohol mnie wiciszył i pozwolił spać.Byłam grzeczna jak nigdy.Nie
wariowałam.Nawed nie mogłam się porządnie upić,ile bym nie wypiła.A ja już
poprostu chciałam się upić,żeby tylko zwolnić tempo.i podziałało.A co miałam
zrobić?do szpitala się zgłosić?to by mnie z chęcią przyjeli,a mi się to nie
uśmiechało.Wogóle ta cała choroba zaczyna mnie już nudzić.Lekarze się drapią
po głowach,nikt nie potrafi mi nic powiedzieć.Dzisiaj miałam jechać do tej
mojej nowej pani doktor ale olałam to.I wiecie co? sama jestem zdziwiona swoim
zachowaniem.Chyba mózg mi się kurczy i zaczynam się cofać w rozwoju.