13.07.09, 13:55
Czy są może wśród nas osoby, które wyszły z wieloletniego związku?
Interesuje mnie, jak sobie radziły, z czym miały najwięcej
trudności, jak to przebiegało do momentu - powiedzmy - zbudowania
normalnego życia.
Sama mam ten problem. Często zastanawiam się, co jest chorobą a co
naturalnymi zawirowaniami emocji po rozwodzie.
Jeśli to tylko Chad to muszę uzbroić się w cierpliwość, a nie mam
jej już za wiele w zapasie.
Jeśli nie radzi sobie za dobrze zdrowa część mojej osobowości, muszę
ją wziąć do galopu.smile
Obserwuj wątek
    • szalowa_posepnica Re: Rozstania 13.07.09, 21:44
      może moja odpowiedź nie będzie miarodajna:
      - bo jestem młodziutka,
      - bo była to pierwsza wielka miłość i pierwsze bolesne rozstanie,
      ale mieszkałam z tym facetem 3 lata, planowaliśmy ślub, zakup mieszkania i
      generalnie to miało być " to na zawsze" . Minął już rok od rozstania więc
      pomyślałam, że jednak podzielę się z Tobą moimi przemyśleniami.

      Nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie co jest objawami choroby a co
      naturalnymi odczuciami po rozstaniu ponieważ diagnozę poznałam jak byłam już
      sama ale jedno wiem na pewno, to był najtrudniejszy rok w moim życiu.

      Początkowo nie potrafiłam normalnie funkcjonować. Najzwyklejsze codzienne
      czynności wydawały mi się górą nie do zdobycia. Chciałam ciągle go kontrolować
      pomimo tego, że był już z inną kobietą. Wielokrotnie miałam ataki agresji, stany
      lękowe i chyba wszystkie inne możliwe reakcje. Po 3 miesiącach zmieniłam
      otoczenie i zamieszkałam daleko od niego. Niesamowicie pomogło.
      (Dziś uważam, że na początku, zaraz po rozstaniu należy się wypłakać,
      wykrzyczeć, po prostu przeżyć żałobę)
      Zaczęłam organizować sobie nowe życie. Wszystko było na najlepszej drodze. Po
      czym mój świat znowu rozpadł się na milion kawałków, okazało się, że zdrada,
      która miała być tylko jedna, była 2 letnim romansem. Następnie depresja i
      kolejne wycofanie się z życia.
      Dziś, po roku:
      - nareszcie stwierdzam, że jest mi dobrze i to już od dłuższego czasu,
      - wiem, że było kilka momentów kiedy wydawało mi się, że gorzej już być nie
      może, a jednak bywało,
      - każda faza, przez którą się przechodzi, jest dobra bo świadczy o tym, że
      staramy się ułożyć sobie życie na nowo. Nie ważne czy się udaje czy nie, po
      prostu próbujemy!
      - kobiety (z natury wrażliwe) przez chad jeszcze bardziej wrażliwe, przechodzą
      takie sytuacje szczególnie ciężko,
      - droga do zbudowania normalnego życia jest długa ale czasami pocieszałam się
      sama stwierdzeniem, że tyle kobiet na świecie przez to przechodziło to i ja dam
      radę ( skoro przeżyłam szpital psychiatryczny to rozstanie to pikuś wink

      Nie wiem czy to tylko chad czy normalna reakcja ale jedno jest pewne, to po
      prostu trzeba przeżyć, przeczekać. Potrzeba cierpliwości.
      I wiem jeszcze jedno, gdy słyszałam powyższe słowa od moich znajomych, którzy
      chcieli mnie pocieszać i wspierać myślałam sobie: bullshit!! smile
      Na razie ściskam Cię mocno i życzę dużo siły
      • skwr2 Re: Rozstania 14.07.09, 08:28
        Dzięki!
        Pomogłaś mi, bo widzę, że w chadowym szaleństwie zachowuję się
        zgodnie z normą.wink
    • majagor Re: Rozstania 14.07.09, 16:10
      O jakże aktualny jest dla mnie ten temat.
      Jestem w trakcie rozstania już od dłuższego czasu. Wciąż to przedłużamy, wciąż
      "dajemy mi czas na opanowanie"
      Jest trudno, nieziemsko trudno. Z jednej strony chciałabym mieć to już za sobą,
      z drugiej jednak nie potrafię sobie nawet tego wyobrazić, a co dopiero przeżyć.
      Może to nie był kilkuletni związek, nawet nie mieszkaliśmy razem. Ale w swoim
      burzliwym życiu damsko-męskim, pierwszy raz poczułam, że to jest właśnie tym,
      czego szukam. Po raz pierwszy pomyślałam sobie, że tak już bym chciała na dłużej...
      I z racji tego, co się teraz dzieje, z racji tego, co teraz doświadczam
      pomyślałam tak sobie pierwszy raz i zapewne ostatni..

      Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie moje reakcje są normalne, czy też zdrowe.
      Myślę sobie, iż osoba bez mojej choroby lepiej potrafiłaby sobie poradzić.
      Przeszła może by przez to z godnością, którą ja już dawno zagubiłam..

      Najbardziej boję się zazdrości. No w końcu kiedyś koniec nastąpi. On będzie z
      kimś innym [już nawet sobie poszukuje niewinnie kogoś]. I nie wiem czy będę
      wtedy potrafiła nad tym zapanować.. Paskudne uczucie. Chorobliwa zazdrość -
      kiedyś byłam tak naiwna i sądziłam, że nigdy mnie to nie spotka.. a tu masz...
      Nie tylko przyszła do mnie zazdrość, to na dodatek nie potrafię nad nią zapanować..

      Ale każdy koniec początkiem jest.. więc będzie dobrze.. bo być musi..!


      • skwr2 Re: Rozstania 14.07.09, 19:24
        Jeszcze raz Ci powiem, że nie należy zabijać na raty.smile
    • inwyt Re: Rozstania 14.07.09, 16:40
      Cześć,

      Ja zaliczyłam to już dwa razy, za każdym wypłakując się tu na forum, więc jestem
      wdzięczna paru osobom za cierpliwość do mnie smile

      Za pierwszym razem rozstałam się z facetem z którym byłam 8 lat, młodzieńcze
      zauroczenie przeminęło dawno, ale byliśmy bardzo zgrani. Do tego stopnia, że
      wszelkie pokusy przechodziły mi koło nosa i nawet się nie oglądałam za siebie.
      Także planowaliśmy zakup mieszkania i wspólne życie, nawet sporo na ten cel
      odłożyliśmy.

      No i któregoś dnia pojawił się pan nr 2, jak na ironię kolega z nowej pracy,
      którą przyjęłam żebyśmy szybciej zarobili z panem 1 na własne mieszkanie. Ja mam
      wierność we krwi, ponad 8 miesięcy się opierałam, nawet starałam się żebyśmy nie
      zostawali sami, coby nie było pokusy. Ale jednak któregoś dnia zostaliśmy po
      pracy na spotkanie z kolegami na które dziwnym trafem nikt inny nie przyszedł wink
      I nastąpiło moje pierwsze w życiu rozstanie.

      Z panem nr 2 spędziłam 2 lata, rozstaliśmy się 2 tygodnie i 2 dni temu. Miał być
      ślub, dzieci, mieszkaliśmy razem ostatni rok. I nagle nie wiem czemu, bez
      ostrzeżenia stwierdził że odchodzi.

      Teraz po raz pierwszy w życiu jestem sama. I czuję niesamowitą siłę. Sama się
      temu dziwię. Po pierwszym rozstaniu miałam kogoś obok siebie kto mnie wspierał,
      kogoś kogo szaleńczo kochałam i pomagał mi przebrnąć przez to wszystko, ale i
      tak było ciężko. Teraz myslałam że nie przeżyję rozstania, dla tej osoby
      zostawiłam kogoś bliskiego, ograniczyłam nawet przyjacielskie kontakty, a on bez
      dania mi szansy, bez uprzedzenia, bez wyjaśnienia czegokolwiek w ciągu tygodnia
      się wyprowadził.

      Najpierw strasznie płakałam, czekałam tylko aż się wyprowadzi żeby się pociąć;
      ale potem, zupełnie nagle, coś we mnie pękło. Skończył się płacz, skończyło
      szukanie porad u znajomych. W zeszłym tygodniu miałam zacząć terapię
      psychologiczną, ale lekarka stwierdziła że mnie nie poznaje, że nie potrzebuję
      terapii, bo jest we mnie tyle siły jakbym była całkiem inną osobą.

      Dbają o mnie przyjaciele, kupili mi nawet świnkę morską żebym nie była w domu
      sama. Do pracy już chodzę normalnie, chociaż pierwszego dnia po wielkich
      wieściach chcieli mnie taksówką wysłać do domu, bo wyglądałam podobno jak
      śmierć. A teraz wielka pustka we mnie przestaje boleć, coraz rzadziej zginam się
      z tego prawie fizycznego bólu.

      Po pierwszym związku została mi wspaniała przyjaźń. Po drugim... sama nie wiem
      jeszcze co. Może dojrzałość? Świadomość że nikomu nie można zaufać do końca i
      trzeba polegać tylko na sobie?

      Najbardziej cieszę się że cichną emocje, że jestem w stanie bardziej zadbać o
      siebie, bo w ciągu 1,5 tygodnia doprowadziłam się do takiego stanu że nie byłam
      w stanie wstać z łóżka. Po prostu zapomniałam jeść i pić, tylko stały budzik w
      telefonie przypominał mi o wzięciu leków, a i tak potrafiłam go przegapić.

      Podsumowując, bo nieco się rozpisałam niepotrzebnie winkWiele przez te 2 tygodnie
      rozmawiałam z ludźmi, wiele sama przemyślałam, kiedy wróciła mi już zdolność
      myślenia. I odkryłam że wszędzie jest brud pod piękną fasadą, że po prostu nie
      można się do nikogo tak dziko przywiązywać. Sama nie wiem czy moje życie jest
      teraz normalne. Na pewno jest inne i dziwnie mi z tą innością. Ale chciałabym
      żeby tak już zostało, spokój ciszy w oku cyklonu. Mam nadzieję że ty też go
      odnajdziesz.
      • skwr2 Re: Rozstania 14.07.09, 19:29
        inwyt napisała:

        > chciałabym
        > żeby tak już zostało, spokój ciszy w oku cyklonu. Mam nadzieję że
        ty też go
        > odnajdziesz.
        Obu nam tego życzę.smile
        • 38takatam Re: Rozstania 15.07.09, 09:05
          Dwa powazne rozstania.
          Nie mialam pojecia ze mam CHAD...
          Ucieklam w alkohol.
          Narobilam tyle zlych,glupich,strsznych rzeczy...
          Nowe zwiazki,alkohol i choroba-z drugiej strony-oczy moich dzieci...

          Na dzien dzisiejszy od 2 lat nie pije i biore leki.
          Mam normalny dom,chyba pierwszy ra w zyciu.
          Nie wyobrazam sobie rozstania z obecnym partnerem.
          Pozdrawiam.
          • 38takatam Re: Rozstania 15.07.09, 09:06
            Wyrazu podziwu i jasnosci mysli dla przedmowczyn.
            • szalowa_posepnica Re: Rozstania 15.07.09, 19:38
              Bardzo proszę Cię o kontakt. Jestem DDA i ostatnio zastanawiam się czy
              przypadkiem nie AA?! Uciekam ciągle w alko , staram się nie widzieć problemu ale
              chyba powoli mnie przerasta...
    • poetkam Re: Rozstania 15.07.09, 13:30
      Dokładnie rok temu rozwiodłam się. Byłam mężatką przez 10 lat. Po
      rozwodzie byłam jakby sparaliżowana, często nachodziły mnie ataki
      płaczu, panika, apatia, bezwład. Mój tata myślał, że już z tego nie
      wyjdę. Minął rok.. Wspomnienia przychodzą. Kiedy przychodzą- płaczę.
      Psycholog mówi, że to jest świeże i jeszcze mnie trochę pomęczy.
      Kiedy przypomnę sobie jedną historię z życia małżeńskiego
      natychmiast przed oczyma stają mi kolejne. Ponoć trzeba zaakceptować
      tamto życie, dopóki nie przestanie boleć. Swoje wypłakać i przeżyć
      żałobę. Po tym wszystkim ponoć wspomnienia mają być bezbolesne. Jest
      to możliwe? To tak boli...
      Myślę, że chorując przeżywamy rozwód dwukrotnie silniej, aniżeli
      zdrowi ludzie. Mogą nasilać się objawy chorobowe.
      Czas leczy rany... Stara, "prawdziwa" prawda. Ale skąd wziąć
      cierpliwość na to czekanie?...
      Siły, wytrwałości i cierpliwości Ci życzę.
      • 38takatam Re: Rozstania 15.07.09, 20:18
        prosze napisz na poczte,chetnie pomoge smile
        • skwr2 Re: Rozstania 16.07.09, 11:33
          Dziękuję Wam wszystkim. Dobrze sobie zdawać sprawę z jakości
          problemu. Jeśli dopadło mnie nieznane wcześniej chadowe piekiełko,
          wyzwolone rozwodem, wypada je przetrzymać. A na to wszystko
          wskazuje, w tym oczywiście Wasze wypowiedzi.
          Cierpliwość, cierpliwość, siła...Lepiej nie pytać, jak długo jeszcze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka